a.denver
13.12.14, 22:22
Witam
mam problem z którego nie umiem wybrnąć.
Kilka lat temu, gdy urodził się nasz syn (mamy jeszcze córkę, starszą) napomknęłam mężowi, że kiedyś chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko. Chciałabym naprawdę. Dotąd argumenty były różne, najpierw, że syn za mały, ale już dorósł trochę (ma 3 lata), potem, że lokalowo nie podołamy (mieliśmy 42m kw mieszkania, stanęłam na głowie i po długich dyskusjach, wielu kłótniach i sporach, kupiliśmy 100m mieszkania), następnie, że mamy nieszczególnie dobrą sytuację finansową (bzdura, mąż ma umowę o pracę, ja mam działalność, razem zarabiamy netto ok 11tys/mies), ale i o to się postarałam i tu jest problem. Postanowiłam pójść inną ścieżką kariery zawodowej, ale niestety taką, która nie daje mi spełnienia do końca. Zrobiłam to, bo podobno to było przeszkodą - brak pieniędzy. To teraz mamy pieniądze o 3 tys więcej i oboje umowy o pracę, ale ja z tej pracy nie mam satysfakcji... Zrobiłam wszystko co mogłam, spełniłam wszystkie warunki, jakie stawiał mąż, pokonałam wszystkie przeszkody które on uważał za blokujące nam decyzję o kolejnym dziecku, a on niestety nadal nie chce. Czuję się oszukana, okłamana, mam poczucie że grał na zwłokę, że jakoś się przyklepie, że może zapomnę, albo przestanę marudzić. I mam ochotę go wywalić z domu, nie mogę na niego patrzeć z tej złości... Czuję się tak oszukana jak nigdy. Nie kazał mi sprzedawać ubranek kiedyś nawet, ale chyba tylko po to, żeby w tamtym czasie nie było kłótni, żebym się odczepiła od niego na jakiś czas...