elizax
19.12.14, 16:06
Mój mąż od jakiegoś czasu nadużywa alkoholu. Ma z tym problem, którego sam nie widzi. Codziennie musi się napić piwa, dwóch, trzech, a w wekendy dochodzi do 5-6. Wg niego nie ma problemu z alkoholem, nie pójdzie do żadnego specjalisty czy na terapię. Jego słowa: pije bo lubi, bo pracuje na to, bo się tak relaksuje. Pomaga mi w domu, ale do jakiś napraw, czy np. do pozmywania naczyń też musi wypić piwo. Tłumaczy , że nie jest alkoholikiem, bo wie kiedy wypić, tzn pije po pracy, nie zaniedbuje pracy. Na to wszystko patrzy nasza córka (9 lat), która dużo rozumie, woli nawet jak tata jest w pracy bo wie, że wtedy nie będzie pił piwa, nie będzie w domu kłótni o piwo... Nie pomagają spokojne rozmowy, czy groźby , ewentualnie obieca poprawę, a słowa nie dotrzymuje. Nie rozumie moich argumentów, że to szkodzi zdrowiu, szkodzi całej naszej rodzinie, że wolny czas można spędzić inaczej , rodzinnie, a nie często od rana z piwem w ręku... Mam dość lęku o to "ile dziś wypije piwa", " czy wrócę z pracy a on będzie trzeźwy", wstydu, że "boję" się nagle kogoś zaprosić do domu, bo nie wiem w jakim on będzie stanie. Ostatnio widzę, że dzieje się coraz gorzej, bo zaczyna kłamać, wmawia mi , że wypił tylko 1-2 piwa (od razu po pracy !!! nie mógł wytrzymać do wieczora), a widzę wyraźnie, że głos dziwny, bełkocze, czy czepia się mnie, że np. ja nie mogę kierować, a on by chciał autem gdzieś pojechać, ale nie może bo wypił (właśnie to też mnie denerwuje, że nic nie można zaplanować, czy nagle jest potrzeba, by gdzieś pojechać autem, to on bardzo często nie może kierować, bo jest już po piwie, czy dwóch i ja muszę kierować).
Rozstanie też nie jest prostą sprawą, gdyż mamy wspólne mieszkanie i jeszcze kredyt na parę lat, on zresztą nie chce się wyprowadzić z domu... Ja nie mam też do kogo iść... Nie chciałabym przekreślać tego małżeństwa, ale nie chcę też żyć tak jak teraz, czy zdaję sobie sprawę, że sytuacja może ulec pogorszeniu (mąż nie widzi problemu). Nie chcę by dziecko musiało się wstydzić za takiego tatę (przyjdą koledzy, koleżanki a tata z piwem, czy głos bełkotliwy). Czy ma któraś podobną sytuację? Co radzicie?