Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim swieta

22.12.14, 01:27
Od zawsze mam ze swoja tesciowa bardzo kiepskie relacje./ Kiedy wyszlam za mojego meza, przyjeto mnie do rodziny z otwartymi ramionami, jednak szybko okazalo sie, ze oczekuje sie ode mnie przede wszystkim posluszenstwa. I tu zaczely sie konflkty, bo wraz z mezem chcielismy zyc po swojemu. Tesciom do tej pory jednak nie udalo sie w pelni zaakceptowac, tego ze ich syn jest dorosly I ma wlasna rodzine. Ingerowali we wszystko, komentowali kazda sfere naszego zycia i chcieli w nim w pelni uczestniczyc. Poczatkowo bralismy to za milosc i troske z ich strony, jednak szybko zaczelismy sie dusic w tej relacji. Ponadto tesciowa deprecjonowala mnie, jako matke i zone, wciaz pouczala i krytykowala. Z czasem zaczelam bardzo zle czuc sie w jej towarzystwie i staralam sie, jak najbardziej zwiekszyc dystans miedzy nami. To tez obrocono przeciwko mnie, zarzucajac, ze sie wywyzszam i izoluje od ich rodziny. Generalnie tesciowie pozwalai sobie na bardzo duzo w stosunku do mnie, traktowali jak kozla ofiarnego, obwiniajac o wszystko i ani ja, ani maz nie potrafilismy wtedy sobie z tym poradzic. Wciaz probowalismy 'zasluzyc' na ich milosc i wciaz nie rozumielismy, ze ta relacja jest toksyczna. Maz wciaz byl miedzy mlotem a kowadlem, a ja czulam sie w tej rodznie, jak ostatnie popychadlo. Uratowalo nas to, ze ze wzgledow zawodowych musielismy wyprowadzic sie na drugi koniec kraju. Zaczelismy na nowo budowac nasze malzenstwo...
Jakis czas temu maz zachorowal na nerwice lekowa (a w zasadzie pogorszylo sie mu, bo jak sie okazalo choruje juz odkad byl nastolatkiem) i bylo z nim naprawde zle. Mial powazne napady paniki, nie mogl pracowac- generalnie zycie nam sie wtedy rozsypalo. Tesciowie przez dlugi czas udawali, ze problemu nie ma, omijali ten temat, a kiedy sie nie dalo albo sie obrazali albo obwiniali mnie, ze go w te chorobe wpedzilam. Bylam z tym wszyskim zupelnie sama (a mamy male dzieci), a tesciowie nigdy nie zapytali, jak sie czuje i jak sobie z tym radze. Wciaz dawli mi do zrozumienia, ze to moja wina, wiec nie zasluguje na wsparcie... To w sumie dosc zabawne, ale tesciowa tez na to chorowala i brat meza rowniez-ale on nie widza tu zadnego zwiazku. Na terapii, ktora maz wciaz kontynuuje maz uzmyslowil sobie, ze relacje w jego rodzinie byly powaznie zaburzone, ze rodzice wciaz go tlamsili psychicznie i ze w rozwoju emeocjonalnym zatrzymal sie na etapie wczesnego nastolatka. Terapia duzo mu dala i maz zaczal sobie lepiej radzic z choroba. Zmienil tez stosunek do rodzicow i nauczyl sie stawiac im wyrazne granice. Ja tez czulam sie lepiej w tych 'nowych' relacjach, bo nareszcie okazalo sie, ze mialam racje w bardzo wielu kwestiach. W naszym zyciu wszystko zaczelo sie ukladac i przez dluzszy czas bylo lepiej. Ale kilka tygodni temu z mezem znow zaczelo byc zle. Ja to wszystko bardzo przezywalam, mialam tez problem w pracy- bylam po prostu klebkiem nerwow. No i kilka dni temu przyjechali do nas tesciowie (mieli zostac na swieta). Zgodzilam sie na to, ze wzgledu na dzieci, bo bardzo rzadko widuja dziadkow, choc teraz wiem, ze to byl bardzo zly pomysl. Musze dodac, ze po tym wszystkim co przeszlam, stracilam do nich zaufanie i nie mam juz do nich serca. Maz troche zmeinil do nich stosunek, bo podobno tesciowie z nim rozmawiali i przyznali sie, ze zle postepwali wobec nas i ze lekcewazyli jego problem oraz obiecali, ze wszystko sie zmieni. Kiedy przyjechali, na sam ich widok, poczulam sie fatalnie i ledwo wydukalam 'dziendobry'. Maz normalnie z nimi rozmawial, tesciowie tez starali sie byc mili, a ja siedzialam jak kolek- bylam tak zestresowana i przerazona. Zazwyczaj nie mam problemow w kontaktach z ludzmi i potrafie sie zachowac, ale tu nie dalam rady. W koncu doszlo do wybuchu. Poszlo o drobiazg- poprosilam syna przy tesciach, zeby nie jadl slodyczy, bo zaraz bedzie obiad, po czym gdy wyszlam tesc dal mu czekoladki...Zwrocilam mu uwage, tesc powiedzial, ze nic takiego nie mowilam (sklamal), tesciowie sie obrazili, a maz postanowil, ze musimy to sobie od razu wyjasnic. Tamy we mnie puscily- wygarnelam im wszystko nie przebierajac w slowach i przyznam szczerze, ze nawet nie jest mi przykro. Wiem ,ze zachowalam sie fatalnie, ale z drugiej strony czuje ulge i nareszcie uzmyslowilam sobie, ze najchetniej nigdy wiecej nie ogladalabym ich na oczy. Tesciowie jednak nie zostaja na swieta, a maz ma do mnie wielki zal, ze tak ich potraktowalam i popsulam wszystkim swieta.... Mam poczucie, ze powinnam ich przeprosic za swoj wybuch, ale wcale nie jest mi przykro! Przez tyle lat znosilam zle traktowanie z ich strony i teraz czuje w sobie, jakas wewnetrzna blokde- nie potrafie normalnie z nimi rozmawiac i wcale nie chce naprawiac z nimi relacji... Zrobilam z siebie furiatke, sklocilam rodzine, ale wiem ,ze pojednanie bedzie oznaczalo powrot do starych relacji. Z drugie strony, sa tez dzieci, kochajace dziadkow i maz Nie bardzo wiem, jak mam to w sobie poukladac i co zrobic... Co myslicie?
    • adorra0 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 02:46
      Twoje relacje z teściami są tylko i wyłącznie Twoją sprawą, mężowi nic do tego i na Twoim miejscu nie zrobiłabym nic, a już z całą pewnością nie przepraszałabym ich za to, ze mi sie ulało po latach lekceważenia i poniżania. Za relacje na linii dziadkowie-wnuki też nie Ty ponosisz odpowiedzialność. Jeżeli masz potrzebę przeproszenia, a przy tym chcesz, żeby coś się w Waszej relacji zmieniło to przeproś za okoliczności i formę w jakiej wyraziłaś swoje żale, ale zaznacz, że z tego co powiedziałaś się nie wycofujesz. Weszłaś do zaburzonej rodziny, a tacy ludzie muszą mieć na kim odreagowywać swoje frustracje i sami, z własnej i nieprzymuszonej woli, nie zmienią się . Nie ma takiej opcji. W końcu ich zachowanie wobec Ciebie im przykrości i bólu nie sprawia to w imię czego mieliby coś zmieniać. We własnym mniemaniu są w stosunku do Ciebie w porządku- są starsi, bardziej doświadczeni, swoje przeżyli, wiedzą lepiej o co w tym życiu chodzi, więc ich świętym obowiązkiem jest uświadomić Ci Twoje braki w wychowaniu (to sarkazm). Teściowie się nie zmienią, ale mnie zastanawia Twój mąż. Może niech spróbuje popracować nad swoim problemem czyli akceptacją Twojego braku chęci padnięcia na kolana przed jego rodzicami w geście przebłagania za swoje grzechy na terapii, bo czegoś tu nie rozumiem. Zaufaj sobie i swoim uczuciom i daj czasowi czas. Wesołych świąt(mimo wszystko)!
      • anku1982 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 09:02
        powiem Ci tylko jedno, nie zepsułaś wszystkim świąt, To Wy jesteście rodziną: Ty, Twój mąż i dzieci, spędźcie razem święta, porozmawiaj z mężem dlaczego tak sytuacja się rozwinęła. To teściowie nie potrafią zaakceptować tego, że wnuki mają rodziców, którzy je wychowują i ustalają zasady. Powinni to uszanować. Jeśli w dodatku obrażają się jak małe dzieci i nie potrafią podejmować dialogu, a jedynie manipulować rzeczywistością, to lepiej że nie spędzacie z nimi Świąt. To nie jest dobry czas na spotykanie się z ludźmi nieżyczliwymi.
        Adorra dobrze pisze, przepraszanie powinno wynikać z potrzeby serca, a nie czyjegoś nakazu. Nie musisz mieć takich samych relacji z teściami jak Twój mąż, bo relacja nie jest rodziny, tylko każdego z osobna.
    • giokonda.it Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 10:14
      Dobrze zrobiłaś. Ludzie posuwają się tak daleko na ile im się pozwoli. Jesteś matką, żoną, jesteście niezależni i należy Wam się szacunek. Z osobami toksycznymi nie można się dogadać czasem trzeba zerwać relacje aby zachować spokój. W rodzinie podstawą jest zaufanie i poczucie bezpieczeństwa a tego nie miałaś, więc z tego punktu widzenia nic nie straciłaś. Ja bym jednak radziła Ci abyś panowała nad emocjami i nie nakręcała się przeciwko teściom. Obecnie Wy jesteście górą, oni muszą co nieco przemyśleć. Więc z tej pozycji bądź otwarta (no może nie tak od razu ;) na nowe relacje, bo może być tak że rzeczywiście się one poprawią. Nie będzie to na zasadzie przeprosin obustronnych i wyjaśnień, ale zauważ i doceń wszelkie przejawy "bycia ok" z ich strony porównując do wcześniejszych zachowań. Jest to w interesie Twoim, męża i Waszych dzieci.
      • verdana Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 12:05
        A ja bym nie była taka pobłażliwa. To nie znaczy, ze Cię nie rozumiem. Ale trzeba było przeciwstawić się w momencie zapraszania teściów. Wtdy był moment na powiedzenie "nie". Jeśli już przyjechali - i jak mówi mąż, z dobra wolą i przyznali sie do pewnych błędów, to akurat w tym momencie nie należało wywlekać im wszystkich zaszłości z całego życia. To było dobre wcześniej, nie akurat w momencie, gdy byli gotowi pewne rzeczy zrozumieć i zmienić.
        Problem nie w obrażonych teściach, ale w tym, ze po pierwsze - kompletnie popsułaś święta mężowi, po drugie - mąż, który całe życie zmagał sie na nadmiernie kontrolującymi rodzicami, ma stany lękowe, nagle znalazł sie w tej samej pułapce, z której wyszedł. Okazuje się, że wszyscy sabotują podjęte przez niego decyzje, że jeśli zaprosi rodziców na święta, to nie może liczyć, że żona, która sie zgodziła, jakoś sie dostosuje. Na pewno nie pomoże mu to w dalszej terapii, bo chyba wpadł z deszczu pod rynnę.
        Przeprosiłabym przede wszystkim męża, bo to on jest tu główną ofiarą obu stron.
        • anku1982 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 12:13
          Autorka postu na pewno zgodziła się na przyjazd teściów właśnie ze względu na dzieci i męża. Ale jeżeli tak ją paraliżuje przebywanie z nimi że ledwo oddycha, to ja się nie dziwię, że przy kolejnej próbie sabotowania jej zasad (prośba aby dziecko nie jadło słodyczy przed obiadem) i robienie z niej idiotki, co to niby nic nie mówiła - teść, puściły jej nerwy... to jak ? przyjechali z dobrą wolą czy miało być jak zwykle? Ale męża bym przeprosiła.
          • verdana Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 12:22
            Nie trzeba się zatem było godzić. Albo ostro powiedzieć teściowi, aby nie robił z niej idiotki. Albo przymknąć oko na to, że dziadek dał dziecku czekoladę - nic się ostatecznie od tego dziecku nie stanie. Natomiast awantura z wypominaniem wszystkich zaszłości przede wszystkim uderzyła w męża. Biorąc pod uwagę, że maż ma poważną nerwicę, należało jednak sie opanować, bo wydaje sie, że naprawdę z tym facetem nie liczy sie nikt.
            • anku1982 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 12:34
              ale mleko się rozlało, nerwy już puściły, teściowie dowiedzieli się już to i owo. Rady typu: "trzeba było..." no nie są dobre, bo nie są do wdrożenia. Rzeczywiście mąż jest w najgorszej sytuacji, ewentualnie dzieci, które nie wiedzą czemu dziadkowie tak szybko się zawinęli, ale dla autorki powinien być to czas pewnych refleksji, również dla jej męża, dyskusji, bo pewnie na to trochę czasu w okresie świątecznym zwłaszcza wieczorem bez dzieci, czasu znajdą. Jedno wiadomo, autorka musi stawiać granice, gdy tylko czuje że jej zostały przekroczone. Tym razem wyszło źle. Następnym razem nie wybuchnie, ale będzie miała przygotowane słowa które nie pozwolą na umniejszanie jej roli w rodzinie.
            • trusia29 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 20:43
              verdana napisała:

              > Nie trzeba się zatem było godzić. Albo ostro powiedzieć teściowi, aby nie robił
              > z niej idiotki. Albo przymknąć oko na to, że dziadek dał dziecku czekoladę - n
              > ic się ostatecznie od tego dziecku nie stanie.

              Może dziecku sie nie stanie, ale to jawne lekceważenie autorki wątku, jeszcze wobec dzieci. Matka mówi NIE a dziadek mówi TAK i to jak ona wychodzi z pokoju. Pokazuje dzieciom, że jak matka nie widzi to nie trzeba jej słuchać a kobiecie gdzie jej (w jego mniemaniu) jaj miejsce. Tragiczne zachowanie.
              I wcale się nie dziwie, ze jej się ulało po tych wszystkich latach.
              • ola_dom Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 20:51
                trusia29 napisała:

                > Może dziecku sie nie stanie, ale to jawne lekceważenie autorki wątku, jeszcze wobec dzieci.
                > Matka mówi NIE a dziadek mówi TAK i to jak ona wychodzi z pokoju.
                > Pokazuje dzieciom, że jak matka nie widzi to nie trzeba jej słuchać

                "Patrzcie, jaka matka głupia, jak łatwo można ją oszukać, hehehe..!"


                Nie o czekoladkę tu chodzi, verdano. Aż dziw, że coś takiego Ci "się napisało".
                • verdana Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 16:36
                  Własnie, nie o czekoladkę chodzi. Albo i o czekoladkę. Nie uważam, aby warto było wszystko rozpatrywać w kategoriach władzy, obrazania się i godności. Czasem warto przymknąć oko na dziadka, który daje dziecku słodycze, choć matka powiedziała "nie", jeśli to nie jest codzienne zjawisko, a nie natychmiast rozpatrywać wszystko w kategoriach feministycznych, podważania autorytetu i władzy w rodzinie.
        • adorra0 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 12:22
          Innymi słowy, tak jak zaciskałaś zęby przez lata w obecności teściów dla dobra dzieci i męża tak powinnaś robić nadal. Verdana , to co piszesz, jest żałosne. Próbujesz zwalić winę za niepowodzenie terapii męża na Autorkę, a to jest nie fair. Moim zdaniem sytuacja wygląda tak -do teściów wreszcie dotarło, że syn ma problem, więc zaczęli go traktować jak większość traktuje chorych - ustępować i schodzić z drogi, żeby broń boże nie zdenerwować.Nie przeszkadza im to zachowywać się tak jak zawsze w stosunku do synowej. Dziwię się po raz kolejny temu co piszesz, bo biorąc pod uwagę Twój wiek i doświadczenie powinnaś wiedzieć, ze w przypadku ludzi dysfunkcuyjnych dobra wola to za mało, żeby się zmienili. Stare przysłowie mówi, ze dobrymi chęciami piekło wybrukowane i tak postrzegam zachowanie teściów - może i dobre chęci były, ale wyszło jak zawsze. Autorko, zrobisz jak uważasz, wszak tylko Ty znasz samą siebie , teściów i Wasze wzajemne reakcje na siebie, ale myślę, ze należy postępować bardzo ostrożnie i z namysłem, żeby umiejętnie wykorzystać tę przykrą okoliczność dla wprowadzenia zmian w Twojej relacji z teściami.
          • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 12:49
            Autorko dobrze, ze w koncu pozwolilas sobie na ujscie negatywnych emocji wobec tesciow, szkoda, ze dopiero tak pozno. W zaistnialej sytuacju nie przepraszalabym ABSOLUTNIE nikigo, a mezowi powiedzialabym, ze po latach znoszenia chamstwa i ponizen w wykonaniu jego rodzicow, mialo prawo mi sie ulac, po latach iskra w postaci wciskania klamstwa przez tescia wywolala lawine zlych emocji i ' wyrzyganie' im wszystkich zali i zaszlosci. Poniewaz organizm daje Ci znac, ze kontakty z tymi ludzmi nie sluza Twojemu zdrowiu, ograniczalabym je do minimum, dla wlasnego zdrowia. A mezowi powiedz jasno, ze gdyby nie jego zaburzeni rodzice i ich beznadziejne zachowania, to on nie mialby nerwicy lekowej a Ty nie mialabys takich atakow wkurzenia, bo nie byloby podstaw ku temu. I powiedzialabym mu jeszcze, ze Tobie samej tez nalezy sie terapia, bo zachowania toksycznych, przemocowych i zaburzonych tesciow odbijaja sie negatywnie na Twoim zdrowiu, a jak na razie rafzisz sobie w tej patologicznej sytuacji tak, jak sama potrafisz. W takiej sytuacji tylko swietyy by im nie wygarnal. Nie miej rzadnych wyrzutow sumienia i dbaj.przede wszystkim o wlasne zdrowie. Toksyczni dziadkowie, to zadna korzysc dla nich.
          • verdana Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 13:09
            Och, wystarczy wyobrazić sobie, że to maż, leczącej sie na ciężką nerwicę żony wybucha z błahego powodu tuż przed świętami i w wyniku tego, jej rodzice , z którymi własnie usiłuje się pogodzić, wyjeżdżają. Jakoś nie wątpię, że maż nie byłby usprawiedliwiany i byłoby oczywiste, że nieszczególnie liczy sie ze stanem zony. No i ciekawa jetem, ile osób powiedziałoby, ze jak najbardziej mają prawo puścić mu nerwy, bo trudno, aby liczył sie z chorobą żony w tak trudnym dla niego momencie, gdy został urażony.
            Oczywiście, ze mogę zrozumieć nagły wybuch kogoś, komu puściły nerwy. Ale w wypadku, gdy wie sie o chorobie współmałżonka, nie powinno do tego dojść - a jeśli juz doszło - trzeba postarać sie, aby to on jak najmniej ucierpiał.
            • anku1982 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 13:15
              jestem nawet skłonna stwierdzić, że w skrajnym przypadku teściowie wcale nie przyjechali aby pobyć z rodziną, ale aby kolejny raz zarówno synowi jak i jego żonie pokazać kto rządzi w rodzinie. A ponieważ wiedzą jak sprawić aby żona źle się czuła, zrobili jej przykrość. Może chcieli tylko pozostawić po sobie złość i żal między małżonkami właśnie na święta, tak aby jedna strona źle się czuła, bo jest przecież chora, a żona mnie nie chroni, skrywając kolejny raz swoje uczucia i zagryzając wargi aby czegoś nie chlapnąć, druga mając wyrzuty sumienia: miało być przecież inaczej, a ja znowu go zawiodłam. Co zostaje? Nieporozumienie między żoną i mężem. Ci teściowie to tacy toksycy śmierdzący na kilometr, że dobrze że pojechali do domu. Tak, żona nie powinna zgodzić się na przyjazd teściów, oby następnym razem tak zrobiła.
            • adorra0 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 13:23
              Verdano, może się mylę, ale terapia w przypadku nerwic nie polega na unikaniu czynników zapalnych , ale mierzeniu się z nimi. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że pogorszenie jego stanu jest związane z planowaną wizytą rodziców. Widocznie on sam nie wierzył w cudowna przemianę rodziców i obawiał się konfrontacji. Paradoksalnie - sam do niej doprowadził.
            • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 13:24
              Verdano, chyba wymagasz od autorki bycia nadczlowiekiem, wybacz ale w przypadku lat kontaktow z toksycznymi ludzmi NIKT albo jedynie NIELICZNI potrafiliby zapanowac nad swoimi emocjami, tak aby kolejne toksyczne zachowanie nawet blahe jednostkowo, nie wywolalo lawiny ' wyrzygania' naroslych latami zali z przeszlosci. Zauwaz, ze maz jest w trakcie terapii, wiec pomoc fachowa dostaje, autorka natomiast musi sobie radzic sama i radzi sobie jak potrafi. Uwazam, ze takie ' wyrzyganie' zali moze miec pozytywny aspekt terapeutyczny dla autorki watku, w wyniku tego ulzy jej, pozbedzie sie piguly negatywnych emocji i zali, nastepny wybuch sprowokowany zachowaniem tesciow, bedzie juz znacznie slabszy. Takze sa i plusy calej sytuacji. I uwazam, ze dopoki maz nie zakonczy z sukcesem swojej terapii kontakty tej rodziby z jego rodzicami powinny zostac ograniczone do minimum. Tak jak narkoman w trakcie swojej tetapii nie powinien miec kontaktu z narkotykami, tak ta rodzina powinna miec jak najrzadsze kontakty z tesciami.
              • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 14:00
                Autorko i w calej tej sytuacji wsluchaj sie w siebie i w znaki jakie daje Ci organizm i postepuj zgodnie z tym co czujesz. Nie rob nic co Ci nie sluzy. Bo przeplacisz to swoim zdrowiem. I naucz sie stawiac na swoim, jezeli czujesz, ze kontakty z tesciami nie sluza Twojej rodzinie, to ogranicz je jedynie do czysto kurtuazyjnych typu kartka z zyczeniami na swieta, bez kontaktow osobistych. I nie pozwol sie w przyszlosci krzywdzic. Maz sobie sam z rodzicami nie poradzi, to Ty masz zdrowsze podejscie do nich i ich zachowan i bardziej trzezwo i zgodnie z rzeczywistoscia je oceniasz. Zaufaj po prostu sobie i swoim odczuciom.
              • verdana Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 15:40
                A ja myslę, ze sporo ludzi potrafi panować nad emocjami, jeśli mają na względzie dobro żony, męża czy dziecka. Ja zresztą nie potępiam autorki, każdemu zdarzy sie czasem wybuch w najgorszym możliwym momencie. Trudno. Tylko potem trzeba zrobić coś, aby ofiar wybuchu było jak najmniej, a nie być dumnym z siebie, ze nareszcie powiedziało sie to, co się myśli - jak radzi sporo osób. Przy czym autorka postu jak najbardziej to rozumie, a zachęcana, aby potraktowała swoje zachowanie jako właściwe ma szansę skrzywdzić faceta.
                Nie zawsze najważniejszy jest aspekt terapeutyczny danej osoby - czasem jednak nalezy liczyć sie z innymi. Szczególnie, jesli to osoby najbliższe. I jeszcze raz powtarzam - jestem pewna, że nikt nie rozczulałby sie nad aspektem terapeutycznym męża, który zrobił piekło rodzicom żony leczącej sie z powodu ciężkiej nerwicy.
                • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 18:36
                  Verdano, gdyby sprawa nie dotyczyla kwestii toksycznych ludzi, to w pelni zgodzilabym sie z tym co napisalas, a poniewaz dotyczy, to sie z Toba nie zgadzam. W stosunku do ludzi toksycznych stosuje inne miary niz w stosunku do normalnych ludzi. I dobro meza wspieranego przez terapeute nie uwazam w zaistnialej sytuacji za priorytet, za priorytet uwazam natomiast dobro autorki watku. Gdyby autorka potrafila nad soba zapanowac, to by zwyczajnie nie wybuchla, ale na takie zachowanie ma w glownej mierze wplyw nie jej charakter, ale toksyczne zachowania tesciow trwajace latami i uderzajace w nia bez powodu... z uwagi na ich zaburzenia osobowosciowe. Autorka od lat znajduje sie w b. trudnej emocjonalnie sytuacji, mierzy sie z toksycznoscia tesciow, ktora w ogole nie powinna jej osoby dotykac, ale jak wiemy toksycy nie oszczedzaja nikogo, ' jada' po wszystkich, ktorzy stana na ich drodze, nie martwiac sie o koszty swoich zachowan. Poniewaz autorka na wsparcie meza raczej liczyc za b.nie moze, bo facet nie dosc, ze jest w pewien sposob usidloby emocj. w relacje z nimi, to jeszcze sam ma nerwice, dlatego tez uwazam, ze autorka musi zatroszczyc sie o swoje dobro sama, nie ogladajac sie na meza. Verdano, czy tesc przeprosil autorke za to, ze w zywe oczy jej sklamal, co wywolalo jej wybuch??? Nie przeprosil? No ciekawe czemu, ciekawe czy sie w ogole zastanowil nad tym, zeby autorke przeprosic. Jak znam toksykow, to mysle, ze taka mysl mu w glowie nawet nie zaswitala przez sekunde... A autorka ma go/ ich przepraszac, za to, ze po latach ich chamskich zachowan i w wyniku kolejnego chamstwa wybuchla w koncu, doprowadzona do stanu wrzenia ?? Absolutnie nie powinna tesciow przepraszac, czy ktos przeprosil ja za lata chamstwa skierowane bezpodstawnie w jej strone? Nie sadze. Przepraszac chamstwo za to, ze udalo mu sie w koncu po latach wyprowadzic autorke z rownowagi psych? No way...Chamstwo to trzeba tepic, uczyc kultury stawiajac twarde granice i ograniczac z nim kontakty kierujac sie przede wszystkim wlasnym interesem, bo w przeciwnym razie to toksyczne chamstwo rozwali autorce rodzine a maz uwiazany do rodzicow nie obroni swojej rodziny ani autorki przed nimi. To na jakim etapie terapii jest ten maz pokazuje jego stosunek do zony po tym incydencie, facet dalej staje po stronie rodzicow, chce z zona wyjasniac sytuacje, nie zauwazajac, ze to jego ojciec sprowokowal swoim zachowaniem zony wybuch. Ten maz jeszcze dlugo nie bedzie zachowywal sie tak, jak zdrowy, nie uwiiazany maz powinien sie zachowywac. W zwiazku z czym autorka musi sama zadbac o swoje zdrowie psych. i dobro, bez wyrzutow sumienia, a jesli maz bedzie mial po wyjasnieniu mu jej punktu widzenia dalej jakies pretensje do autorki, to na miejscu autorki poprosilabym go o spakowanie sie i wyniesienie sie z domu na czas terapii.Jak wyzdrowieje, to niech wraca do domu, a jak nie wyzdrowieje, to niech wraca do rodzicow i dalej sie z nimi meczy, ale juz SAM. Autorka nie ma obowiazku ponosic cale zycie konsekwencji tego, ze wyszla za faceta z toksycznej rodziny, ktory zostal przez nich wytresowany tak, ze nigdy nie byl w stanie postawic im granic, nie tylko w stosunku do wlasnej osoby, ale rowniez a przede wszystkim. w stosunku do wlasnej zony... Po latach doswiadczen z toksykami, stosuje prosta zasade,nie bawie sie z takimi ludzmi w uprzejmosci, jesli wiem jacy sa i jak sie zachowuja, to albo tne z nimi kontakty do minimum, albo w beszczelny sposob zaznaczam swoje granice, tak aby obawiali sie je przekroczyc. Bo takich ludzi tylko swiadomosc przykrych konsekwencji moze powstrzymac przed ich krzywdzacymi zachowaniami. Wiec tak naprawde kazdy taki wybuch autorki watku mozna uznac za skuteczne postawienie takim ludziom granic. A pozytywny efekt wybuchu juz jest, obrazili sie i oby na jak najdluzej...czego autorce zycze. Musisz byc autorko twarda jak skala i konsekwentna i nie pozwalac sobie na to, aby zaburzeni ludzie niszczyli Ci rodzine i uprzykrzali zycie. I niewazne, ze to rodzice meza, jesli tak sie zachowuja, to nalezy ich z zycia pogonic, bez zadnych wyrzutow sumienia.
                  • vilez Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 18:45
                    Może przeprosić bardziej ogólnie: za niemiłą sytuację. bez kajania sie osobistego. Ja bym takie coś widziała. Jesli jest w stanie. Bo może nie być, i wtedy niech nie przeprasza. Ostatecznie, winni są teściowie. Toksyczni, jak słusznie napisałaś.
                    • panizalewska Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 22:04
                      Moja mama miała (mieć) ostatnio taką akcję. Tzn po latach wysłuchiwania, podkładania świń przez swoją siostrę, miały się pogodzić, dla dobra znękanych sytuacją dziadków - ich rodziców. Każda, ale absolutnie każda poprzednia próba pogodzenia się z toksyczną psychopatką kończyła się tak samo, czyli ciotka podkładała kolejną świnię, a moja mama jej wygarniała i obraza na kolejne lata. To była tylko kwestia czasu, aż kruchy pokój się znowu przerodzi w wojnę. I nie ważne było, dla czyjego dobra miały się godzić.
                      Rozumiem Autorkę, bo u mnie w rodzinie dużo osób, które dla dobra KOGOŚ INNEGO przez lata tłamszą swoje frustracje, żeby potem wybuchnąć, najczęściej w niefortunnych momentach. Zdarza się. U mnie teściowa sobie nagrabiła tyle, że mam odruch wymiotny na samą myśl o niej, nawet, jak akurat ma dobry czas i potrafi współpracować emocjonalnie z resztą wszechświata (bo narcyz). No nie mogę się przemóc i wykrzesać pozytywnych emocji. Już nie.
                      Enyłej, moja mama przeprosiła ciotkę za formę jakiejś ostatniej kłótni, to jest za ton, gwałtowność i brzydkie określenia ;-) ale głównej treści nie wycofała. Powiedziała też, że to nic nie zmienia w ich relacjach (!) że nie będzie rozkosznych wspólnych świąt i one big happy familly itp. I uważam, że dobrze, kulturalnie. Czego i Autorce życzę. Porozmawiać z mężem i dziećmi nie zaszkodzi (może nie rozumieją całości obrazu sytuacji?) przeprosić teściów za formę. Tylko tyle i aż tyle.
                • trusia29 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 20:50
                  verdana napisała:
                  > A ja myslę, ze sporo ludzi potrafi panować nad emocjami, jeśli mają na względzi
                  > e dobro żony, męża czy dziecka.

                  Ale czy tu rzeczywiście chodzi o ich dobro? Jakie dobro? nauczyć dzieci, że matkę można poniżać, lekceważyć, nauczyć ich takich relacji?? Dzieci nie są ślepe i głuche, dzieci przez obserwację się uczą i wydaje im się, że takie zachowania są normą. A potem powielają wzorce.
                  A dobro męża jakie masz na myśli? Udawanie, że nie ma problemu z rodzicami i wszystko jest pięknie jest dla niego dobre? Czy tylko będzie wzmagać jego stany lekowe? Udawać, że niebo jest czerwone można, ale ono od tego udawania czerwone się nie zrobi.
                  Dla dobra dzieci i męża to akurat było wszystko powiedzieć a nie tłumić. I dużo wcześniej.
                  • verdana Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 16:37
                    Jakie poniżać? Przede wszystkim należało przymknąć oko na czekoladkę przed obiadem raz w roku.
                    • miedzymorze Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 17:20
                      Przymykać oko mozna jak ogólnie relacje są dobre.
                      Gdyby teściom faktycznie zależąło na naprawieniu relacji, to powinni się powstrzymać od wciskania dziecku czekoladki po tym jak mama przypomniała mu o obiedzie.

                      pozdr,
                      mi
                      • verdana Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 18:23
                        Powinni. Ale nie jest to dramat.
                        • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 18:48
                          No, dla toksycznych tesciow to niewatpliwie nie jest zaden dramat, a autorka kolejna sytuacje przekraczania jej granic przeplacila silnym emocjonalnym wybuchem i bynajmniej nie o czekoladke, ale o caloksztalt dotychczasowych relacji, ta czekoladka zadzialala jak podpalka, a po tym bylo wielkie buuum...naturalne zachowanie osoby doprowadzanej latami do frustracji.
    • good_idea Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 13:55
      Mam podobną sytuację,tylko chodzi o moich rodziców i moją nerwicę. Po latach nawarstwiania się żalu,gniewu,niechęci,też wybuchłam,teraz,przed Świętami. I z jednej strony jest mi przykro,ale z drugiej czuję ulgę,nie tyle przez ten wybuch,ile przez to,że nie mam z nimi kontaktu. Może czasami nie warto niczego naprawiać,szarpać się,udawać,skoro relacje były i są toksyczne. Może dla wszystkich jest lepiej,gdy ograniczy się kontakty do minimum. Jedyne zastrzeżenie mam do robienia takich awantur przy dzieciach. Ja też popełniłam ten błąd. Uważam,że dzieci mają prawo do kontaktów z dziadkami i nie muszą powielać naszych odczuć i relacji z innymi ludźmi. Twojemu mężowi współczuję,bo wiem,przez co przechodzi. Takie życie między młotem a kowadłem wykańcza,nie ma nigdy spokoju. I nie jest łatwo się uwolnić,terapia nie od razu przynosi skutek. Ja chodziłam do 3 psychologów i nie zauważyłam poprawy. Musicie trzymać się razem,wspierać,kochać i szanować.
      • verdana Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 15:40
        Twoi rodzice to zupełnie co innego, naprawdę.
        • good_idea Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 10:45
          Napisałam swoje zdanie na temat chorych relacji między rodzicami i dorosłymi dziećmi, i jak te relacje odbijają się na rodzinach tych dzieci. Każda sytuacja jest inna,ale jest też sporo podobieństw. No ale to przecież Ty wiesz wszystko.
          • verdana Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 16:38
            Wiem na pewno, zę popsucie relacji z własnymi rodzicami jest czymś zupełnie innym, niż awantura z rodzicami partnera. Bo nie dotyczy męża, a to sprawa fundamentalna.
    • tully.makker Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 15:40
      Droga Lavendo,

      Nie negujac tego, ze tesciowie sa toksyczni, a maz ma nerwice, chcialabym ci jednak zaproponowac, zebys przestala sie zajmowac innymi - na nich wplywu specjalnehgo nie masz, moze za wyjatkiem wspierania meza w procesie leczenia i terapii - ale zebys sie skupila na sobie.
      Sytuacja w ktorej zlowiek nie komunikuje swojego niezadowolenia na biezaco, tylko dus je w sobie, a potem ni z gruszki ni z pietruszki wybucha w blahej sprawie, nie jest sytuacja zdrowa. Postepowanie takie jest szkodliwe przede wszystkich dla ciebie i twojego zdrowia zarowno psychicznego jak i fizycznego - co zreszta widac po twojej reakcji na wizyte tesciow - Bycie klebkiem nerwow z powodu ich wizyty to prostu bez sensu! reakcja nadmiarowa i nieproporcjnalna do sytuacji - jakbys nie widziala, ze to oni stoja w roli petentow, a ty i maz jestescie decydentami, od ktorych zalezey ich salszy kontakt z wasza rodzina.

      Ja bym radzila popracowac nad swoja asertywnoscia, za wybuch przeprosic ( nie za jego tresc) i na przyszlosc zatroszczyc sie o siebie poprzez jasne i konkretne komunikowania swich oczekiwan. I konsekwencji niestosowania sie do nich.
      • pade Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 19:12
        No, nareszcie:) Zgadzam się całkowicie z Tully.
        Do autorki: pozwalałaś się nie szanować i przekraczać swoje granice. Oczywiście, teściowie nie mieli prawa ich przekraczać, ale też TY tych granic nie stawiałaś, tylko siedziałaś cicho i tlumiłaś wszystko w sobie. Stąd ten wybuch.
        Ulało Ci się, trudno, czasu nie wrócisz. Ale szkoda mi Twojego męża. I wiesz, on ma ataki paniki z tego samego powodu, z którego Ty wybuchłaś. Z powodu tłumienia emocji, od dawna, od dziecka. Dobrze, że mąz chodzi na terapię. Tobie też by się przydała.
        Kurs asertywności i praca nad poczuciem własnej wartości - dla obydwojga.
        • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 20:10
          Jak to kiedys napisala bodajze ed-wina, normalnym ludziom nie trzeba stawiac granic, gdyz te granice drugiego czlowieka naturalnie szanuja. Dla autorki ktora trafila na toksycznych tesciow szokiem musialy byc ich zachowania w stosunku do niej i do jej meza. Pewnie dlugo z tego szoku wychodzila, poza tym tesciowie to nie rodzice i tym trudniej stawia sie granice de facto obcym ludziom zachowujacym sie w sposob chamski. Wiec Twoje Pade:" pozwalalas sie nie szanowac i przekraczac swoje granice" brzmi conajnniej dziwnie... A Ty jak dlugo pozwalalas wlasnej matce na przekraczanie swoich granic? Ile lat Ci to zajelo Pade, zanim skutecznie postawilas granice? A wiesz, ze wlasnej matce latwiej jest granice postawic, niz tesciowej? Wiec...
          • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 20:20
            I szkoda Ci autorki meza, a samej autorki Ci nie szkoda?? W nieciekawy sposob wpedzasz autorke w dodatkowe poczucie winy, ktore juz i tak bezpodstawnie ma, az w nadmiarze...
          • ola_dom Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 20:32
            zuzi.1 napisała:

            > A wiesz, ze wlasnej matce latwiej jest granice postawic, niz tesciowej?

            Oj, wierz mi zuzi, że nie jest łatwiej... Jest o całe niebo trudniej.
            • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 21:46
              No to teraz wyobraz sobie Ola, ze masz toksyczna tesciowa i pomysl, czy na pewno nie latwiej stawiac granice matce ? Jak tu stawiac granice prawie obcej osobie zachowujacej sie w sposob SKANDALICZNY...w dodatku starszej. Ja musialam sie oduczyc m.in. wpojonego szacunku do osob starszych, aby umiec stawiac granice i przelamac sie w stawianiu granic prawie obcej kobiecie, ktorej nikt nigdy chyba granic nie stawial...cos jak mission impossible.
              • ola_dom Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 09:40
                zuzi.1 napisała:

                > No to teraz wyobraz sobie Ola, ze masz toksyczna tesciowa i pomysl, czy na pewno nie latwiej
                > stawiac granice matce ? Jak tu stawiac granice prawie obcej osobie zachowujacej sie w sposob
                > SKANDALICZNY...w dodatku starszej.

                Obcej osobie? O wiele łatwiej, bo nie mam obciążenia emocjonalnego, takiego, jakie mam przy mamie.
                Ty zdaje się nie masz toksycznej mamy, więc rozumiem, że Tobie ciężko sobie wyobrazić, jak trudno jest postawić granice najbliższej osobie, tak silnie związanej z Tobą.
                Jak ktoś zachowuje się "skandalicznie", to owszem - najpierw mnie zatyka, ale potem staję okoniem. Wiesz, ile razy wręcz marzyłam, żeby moja mama zachowała się "skandalicznie"? Żebym wreszcie miała "twardy i konkretny argument przeciwko niej"?

                Wydaje mi się, że niemal każdy z nas uważa, że "inni mają trochę łatwiej, że ich sytuacja jest prostsza" - to całkiem normalne, nic w tym dziwnego. Ale chyba wcale tak nie jest, choć ja czasem zazdroszczę ludziom, którzy mają "jednoznacznie" złe i krzywdzące matki, a oni pewnie zazdroszczą mi, że moja matka jednak okazywała mi w życiu sporo ciepła i troski, wiążąc mnie tym samym bardzo skutecznie :)

                Każdy ma swoje "ała"...
                • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 18:58
                  Alez wiem Ola jak ciezko, widzialam z jakim trudem to przychodzilo mezowi, nawet przy moim bardzo silnym wsparciu i dawaniu bezposrednich przykladow na jego mamie. Ok, w moim mniemaniu jest rownie trudno, przynajmniej dla mnie, nawet pomimo braku tego emocj. uwiazania. Gdyby to byla calkowicie mi obca osoba, a nie matka meza, to problemu by nie bylo wcale.
            • pade Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 23:35
              Dokładnie.
              A granice psychologiczne każdy ma gdzie indziej.
    • vilez Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 16:43
      W takiej sytuacji- gdy w grę wchodzą tak wielkie- latami gromadzone krzywdy i urazy - staram się nie oceniać.

      Mogę powiedziec, co ja bym robiła.
      Ja w takiej sytuacji bym nie wybuchła. Przeciwnie, schłodziłabym (a być może nawet zamroziłabym) kontakty. Wiem, co mówię, bo tak zrobiłam- po wielu latach tak właśnie zrobiłam. Po prostu pewnego dnia doszłam do wniosku, że nie są to ludzie, z którymi chcę spędzac czas. Szacunek okazywałam, ale z reguły "nie miałam czasu", by do nich jeździć. Mąż i dzieci jeździli. I nadal oczywiście jeżdżą. Ale ja- nie. Nigdy też nie komentuję ich zachowania do dzieci.
      Nie zrobiłabym też NIGDY awantury przy dzieciach. Ani przy mężu, który ma newicę.

      Natomiast, w takiej sytuacji, skoro już do takiej sytuacji doszło, oczekiwałabym wsparcia ze strony męża. Jest dla mnie bowiem bezsporne, że zawinił tutaj teść, który manipulował sytuacją, w tym kłamał. Zawiniła tez teściowa, która nie okazała wsparcia synowej.
      Uważam, że terściowie powinni pierwsi wyciagnąć rękę, przeprosić i wyrazić ZROZUMIENIE dla zachowania autorki. Nie jest bowiem trudno się domyśleć, co nią powodowało.
      Radziłabym też, niezależnie od tego, jak się zachowają teściowie, wyasygnować chłodne, bardzo oględne przeprosiny. Będziesz formalnie w porządku.
      Z mężem szczerze to wszystko omów i opracujcie strategię kontaktów z teściami. Ja bym radziła jednak schłodzenie kontaktów. Dzieci moga jeździć do dziadków, a potem być odbierane. Wy nie musicie u nich często przebywać, zwłaszcza, ze także dla męża ich towarzystwo zdaje się nie jets korzystne. Moim zdaniem teściowie powinni odczuć z Waaszej strony dystans. A jeśli syn tego nie chce, to z Twojej strony.

      A sama siebie już tym nie katuj. Stało się, ale nie bez powodu. Trzymaj się!

      • vilez Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 16:46
        Ps. Mąz, nie-syn (jesli tego nie chce)...
      • anku1982 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 19:13
        Ja jeszcze trochę z innej beczki, piszesz: "Nigdy też nie komentuję ich zachowania do dzieci."
        Naprawdę żadnego? A gdyby przy Tobie teściowa o Twoim np. 6 letnim synu powiedziała do niego: Ty to taki samolub jesteś, bo ona go o coś pytała, a dziecko nie odpowiadało, albo idąc klatką schodową do sąsiadki, która wychodzi z psem, a dziecko chowa się za babcię, bo nie lubi dużych psów: "on to taki prawdziwy tchórz jest..." ?
        • vilez Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 19:42
          Takich akcji na szczęście nie miałam. Choć mniejszego kalibru i owszem- starałam się je mimo wszystko załatwiac między dorosłymi. Ale, gdyby były to akcje bezpośrednio uderzajace w dzieci, to oczywiście, bym skomentowła odpowiednio przy dziecku.
          Tutaj jednak - w tym watku- chodziło o relajce między dorosłymi. I o takie komentarze -odnoszące się do dorosłych, mi chodziło. Generalnie uważam, że nie nalezy podważac autorytetu cłzonków rodziny, nawet jak mam potężne ale do tych osób. Podobnie nie komentuję wobec dzieci zachowań ich ojca.
          Ocztywiście, gdy dzieci same poruszają pewne kwestie (u mnei poruszają), i gdy osiagnęły wiek, w którym mogły pewne rzeczy rozumieć, to i owszem, rozmawiamy o cłzonkach rodziny. Ale staram sie być oględna. Nota bene, moim dzieciom została tylko jedna babcia, i choć jej nie lubię, to dbam o relacje moich dzieci z nią, mimo że sama nie utrzymuję z nią kontaktów. Wprost moim synom mówię, że mają jedną babcię i niech o tę relację dbają, namawiam do jeżdżenia do niej, do zadzwonienia itd.
          Chodziło mi o oddzielanie osobistych konfliktów od spraw z dziećmi.
          • anku1982 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 20:05
            ok, rozumiem o co chodzi.
          • panizalewska Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 22:25
            Trochę off topić, ale dodam swoje 3 grosze. Co do dbania o relację z babcią. Zależy, jaka ta babcia jest, serio. Mam jeszcze na szczęście 2 babcie. Mama mojej mamy jest dość normalna ;-) jak na staruszkę liczącą ponad 90 lat, ma swoje wady jako człowiek i kobieta, norma, ogólnie super babunia od pieczenia rogalików z marmeladą, uczenia jak się robi na drutach itp itd. Zawsze była bardzo blisko nas, zwyczajnie to ONA dbała o relacje ze mną i siostra, uczyła nas całą sobą, że relacja z babcią to fajna sprawa. Ona nas uczyła. Bo byłyśmy dzieciakami i już, taka kolej rzeczy, że to starsi uczą młodszych pewnych rzeczy, relacji z ludźmi też. Do tej babci nie trzeba nas było specjalnie przekonywać, napraszać itp. Nawet, jak mojej mamie zdarzało się się pokłócić z dziadkami.

            Mamy też drugą babcię - mamę mojego taty. Podobno pomagała w okresie pieluchowym. Podobno, bo nie pamiętamy, a potem nieszczególnie była w naszym życiu. Tzn była, ale wyłącznie na JEJ zasadach. Nigdy nie weszła do naszego świata, choć wielokrotnie była przez nas - małe dziewczynki - zapraszana. Zawsze było zagadywanie człowieka na śmierć, albo zawsze znajdywał się ktoś bardziej potrzebujący, np obcy ludzie ze wspólnoty wyznaniowej. Co tam wnuczki. Przy czym rodzice, zwłaszcza tata, co raczej zrozumiałe - bardzo zachęcali nas do utrzymywania kontaktów z babcią. Mama zawsze miała swoje ALE do teściowej ;-) ale też nas zachęcała, w imię dobrego wychowania, życzenia na dzień babci, odwiedziny itp itd. A dla nas to był koszmar. Człowiek nic tylko siedział i musiał potakiwać co pół godziny.

            Tak więc relacje z tą drugą babcią były naznaczone goryczą, ale i nieszczerością, że jak to, oboje rodziców doskonale wiedzą, jaka babcia jest, że tak naprawdę nie da się z nią nawiązać relacji, bo tylko potrafi zagadać człowieka i nie ma miejsca na siebie w tej relacji, a mimo to naganiali nas "w paszczę lwa" ;-) nawet, jak sami nie mogli już znieść jej autorytarnego perorowania.

            Tak tylko na marginesie o nie przenoszeniu swoich wątów z relacji z teściami na dzieci-wnuki ;-)
            • vilez Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 22.12.14, 23:44
              Ano, współczuję. Jasne, że to zalezy od człowieka.. Zapewne, gdyby moja teściowa jak Twoja aż tak dawąła sie we znaki, to bym dzieci nie namawiała. Chociaż moja się trochę daje...był czas, że ciagle nagadywała im, że sa ateistami i takie tam różne...Ale dzieci potrafią sobie z nią radzić, są asertywne, potrafią stawiać granice.
              No i moja też zasadniczo nie miała czasu, by pomóc, czy przyjechać do wnuków, gdy były mniejsze. Taki typ. Ale mimo wszystko, babcia. Dopóki nie ma wojny, dopóty piłka w grze. O reszcie zdecydują sami.
              Ale rozumiem, o czym piszesz.
    • lavenda13 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 00:35
      Dziekuje ze wasze opinie i przyznam ,ze jestem milo zaskoczona, bo spodziewalam sie troche mniej przychylnych komentarzy. Ogolnie jest mi przykro z powodu tej sytuacji, bo zachowalam sie jak niekorzesana, wredna jedza, choc tesciowie od poczatku pobytu starali sie byc baaardzo mili. Ja jednak nie wierzylam w ich nagla przemiane, a zachowanie tescia przelalo czare goryczy... I to jest chyba najgorsze, ze moi tesciowie nie sa tak po prostu chamscy, czy agresywni. U nich to wszystko jest takie troche podskorne, gdzies za plecami I nie wprost (tam nie omawia sie swoich prawdziwych uczuc i problemow). Ciezko mi to opisac, bo pozornie to bardzo kochajca sie rodzina, tylko ,ze nikt tam nie moze byc soba. Jego rodzice sa bardzo autorytarni i wszechwiedzacy i swietym oburzeniem reaguja, na wszelkie proby posiadania, a juz nie daj boze egekwowania wlasnego zdania.
      Jesli chodzi o mojego meza, to wszystko sobie wyjasnilismy i nie ma do mnie zalu. Sam jeszcze nie do konca radzi sobie ze swoimi rodzicami, widzi ich manipulacje i mechanizmy, ktore funkcjonuja w ich rodzinie, wiec rozumie ze dla mnie jest to wszystko bardzo trudne. Przeprosil mnie tez, za swoje zachowanie w tej sytuacji. Jak powiedzial, jemu tez wlaczyl sie 'automat' i dlatego tak zareagowal. Potem jednak porozmawial tez z rodzicami i dobitnie im wyjasnil, ze po pierwsze maja przestac uprawiac swoje gierki, ze powinni okazac mi duzo wsparcia i zrozumienia, bo do tej pory sama musialam radzic sobie z nasza trudna sytacja, a potem... powiedzial im co mysli o ich patologicznych, rodzinnych relacjach. Nie musze chyba mowic, ze cale zrozumienie dla jego problemow juz tesciom przeszlo... Uslyszal, ze to ja mu nagadalam tych bzdur, ze oni zawsze byli wspanialymi rodzicami, a jego pretensje to bzdury. Coz, mam nadzieje, ze to pomoze mu uporac sie z nimi- wreszcie zobaczyl jak na dloni, ze rodzice od zwsze najbardziej troszczyli sie o siebie i swoj wizerunek idealnych rodzicow, nie przejmujac sie jego uczuciami i potrzebami.
      Chcialam poruszyc jeszcze dwie kwestie. Po pierwsze, moje uczucia wobec tesciow troche mnie przerazaja. Szczerze mowiac, to czuje do nich ogromna niechec i zal. I o ile w stosunku do innych ludzi, ktorych nie lubie, potrafie sie zachowac kuturalnie i utrzymywac dyplomatyczne stosunki, to w przypadku rodzicow meza trace nad soba kontrole i krzycze albo wpadam w panike i zamieram. Chodzi o to, ze nie potrafie zachowac dystansu do ich zagrywek i rozegrac tego na zimno- co jest woda na ich mlyn, bo maja dowod, ze jestem niezrownaowazona psychicznie. Druga sprawa, ktora troche dala mi do myslenia po przeczytaniu waszych postow, to zdziwienie, ze jeszcze nie zerwalam z nimi kontaktow. Szczerze to dopiero oswajam sie z mysla, ze moze to byc konieczne i tez mnie to przeraza. Ja tez przez wiele lat, karmilam sie mitem idealnej rodziny i dopiero, jakis czas temu przejrzalam gierki moich tesciow. Relacje z nimi to jak jazda na kolejce gorskiej, gdzie przez chwile jest milo, a za chwile zaczyna sie jazda bez trzymanki. Ale to jednak rodzice meza i dziadkowie naszych dzieci i nigdy nie wyrzadzili nam konkretnej krzywdy- i to jest chyba jeszcze utrudnia sprawe. Ale tez nie czujemy sie z nimi dobrze i ta relacja jest dla nas bolesna. Mam kompletny metlik w glowie, jak o tym mysle. Jak pisalo , jedno z was musimy chyba dac sobie troche czasu i zobaczyc co sie wyklaruje.
    • lavenda13 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 01:08
      I jeszcze cos.o czym wlasnie pomyslalam. Moj wybuch byl sprowokowany zachowaniem tescia, ale posrednio tez ich 'przemiana'. Jak pisalam, wczesniej tesciowie negoowali problem meza, zostawili nas z tym samych, oczekujac, ze bedziemy przed nimi udawac, ze u nas wszystko w porzadku. Nagle im sie odmienilo i chca zaczac od nowa. Obgadali to z mezem ,ale ze mna nie! I to dotknelo mnie najbardziej- ze pominieto w tych rodzinnych pojednaniach mnie, osobe najbardziej zaangazowana i do tej pory dzwigajaca samodzielnie ciezar tej sytuacji. Do tej pory chorobe meza lekcewazyli, a teraz nagle chca go wspierac, pomijajc w tym mnie. Moze to niesluszne, ale poczulam sie fatalnie. Zwlaszca, ze jak tez juz pisalam, oni obwinali mnie, ze to przez malzenstwo ze mna i moj trudny charakter maz zachorowal. to tkwi we mnie, jak bolesna zadra i uwazam ,ze skoro na powaznie chca wspierac syna to powinni tez powaznie potraktowac mnie i przeprosic za te slowa...
      • vilez Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 08:49
        > ze skoro na powaznie chca wspierac syna to powinni tez powaznie potraktowac mnie i przeprosic za te slowa...

        Tak. Bardzo Cię krzywdzili, i to ONI powinni dokonać nowego otwarcia na cywilizowanych warunkach. Czyli z przyznaniem własnych błędów, przeprosinami i żalem za to, co także TOBIE uczynili.
        Mam nadzieję, że Twój mąż będzie Cię w tym wszystkim wspierał. Jego rola jest tu niezmiernie ważna. Nie powinien przyjąć nowego otwarcia z pominięciem Ciebie i Twojej krzywdy.
        • pade Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 08:59
          Vilez, to przyznanie się do błędów, przeprosiny mogą się zdarzyć (jako cud:)) ale żeby nastąpiła faktyczna zmiana w postępowaniu i co za tym idzie relacji między teściami, ich synem i na końcu żoną, potrzebna by była długoterminowa terapia rodzinna. Bez tego zmiany i wsparcie będzie pozorne, a nawet szkodliwe.
          Skoro syn ma nerwicę lękową, a relacje w rodzinie są nieprawidłowe, nie ma opcji, że "od dzisiaj wszystko będzie inaczej", tylko dlatego, że synowa tego chce, albo syn potrzebuje. To jest praca całej rodziny i to na lata, nie dni.
          • vilez Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 11:12
            Zapewne tak- na lata. Progres nie nastąpi z dnia na dzień.
            Ale nie może się zacząc od lekceważenia jej osoby i jej krzywdy. Nei da tak, bo to jest zawijanie się znowu dio środka tego konfliktu. Trzeba to przebic. A przebić to mogą oni. Jeżeli nie są do tego zdolni, to nic z tego nie będzie.
            Tak mi się przynajmniej wydaje.
            • pade Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 12:56
              A żeby byli zdolni, muszą to przepracować.
        • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 19:39
          Vilez toksycy maja przeprosic i przyznac sie do winy ??? :-) to jest niemozliwe, osobowosc by im.sie rozleciala na kawalki, gdyby mieli przyznac sie do tego, ze z ich zachowaniami jest cos nie tak. Klasyka takich zachowan wyglada tak, ze po akcji przez jakis czas zapadaja sie pod ziemie, zeby sytuacja sie uspokoila a po jakims czasie pojawiaja sie jak fenijs i zachowuja sie jak gdyby nigdy nic...a jak im cos przypomnisz to udaja glupa, ze nie rozumieja o czym Ty w ogole mowisz... :-) I toksycy maja dokonac nowego otwarcia na cywilizowanych warunkach??? Nierealne, gdyby potrafili sie zachowywac w sposob cywilizowany to by to robili.
          • vilez Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 24.12.14, 08:13
            Wiem, że toksycy tak z grubsza działają. pisałam o warunku koniecznym, bo cos pozytywnie ruszyło z miejsca. Dlatego wcześniej doradzałam dystans, jeśli nie- odcięcie.
      • pade Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 08:52
        Lavenda, słusznie widzisz, że Twoje reakcje są nadmiarowe i trochę nieadekwatne.
        Dla mnie Twój opis wygląda tak, jakbyś to Ty była ich córką i Ciebie zawiedli, nie swojego syna.
        Jakie masz relacje ze swoimi rodzicami?

        Mam jeszcze pytanie o ten ciężar, który dźwigasz. Co to dokładnie jest?
        To Twój mąż ma ataki paniki, czuje lęk ( określenie choroba jakoś mi tu nie pasuje, a nerwicę lękową znam doskonale), bieresz to wszystko na siebie? Przeżywasz lęk razem z nim? Zamartwiasz się?

        No i nie rozumiem tych fragmentów:
        Obgadali to z mezem ,ale ze mna nie!
        Teraz nagle chca go wspierac, pomijajc w tym mnie.

        Albo masz idealistyczne podejście do relacji z teściami, albo jesteś od nich mocno uzależniona emocjonalnie, albo czujesz się niedoceniona i niedowartościowana (to mi najgłośniej wybrzmiewa w tym wątku), albo wszystko na raz.
        • zuzi.1 Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 23.12.14, 19:29
          Ale zachowania tych tesciow biora sie stad, ze to JEDYNIE syn jest ich rodzina, tak tacy ludzie funkcjonuja, a synowa jako przybleda wypadla psu spod ogona i faktyczna rodzina nie jest, wiec na jakiej podstawie maja tesciowie cokolwiek omawiac z osoba spoza ich rodziny? :-) Oni Was Lawendo nie traktuja jak calosc, jako rodzine, dla nich zona to nikt wazny, z ktorym nalezaloby sie liczyc.I dlatego rozmowili sie tylko z synem, mimo, ze Ciebie ta sytuacja w duzej mierze tez dotyczy. Spotkalam sie z identycznym zachowaniem ze strony tesciow :) To Twoj maz powinien im powiedziec, ze do rozmow na ten temat Ty tez jestes niezbedna, bo w duzej mierze masz wplyw na rozne sprawy z tym zwiazane. A maz nie powiedzial, bo zostal przez nich wychowany do posluszenstwa, wiec pokornie byl im posluszny. Lawendo, musisz porozmawiac z mezem o tym jak odebralas ta sytuacje i poprosic aby w przyszlosci bezwzglednie uwzglednial rowniez w takich rozmowach Twoja osobe. Wtedy tesciowie nie beda mieli juz innego wyjscia, niz to zaakceptowac, ze nie da sie Ciebie pominac/ wyciac z waznych spraw rodzinnych, bo Ty tez podobnie jak maz nalezysz do rodziny i masz wplyw na to co sie w niej dzieje.
        • andalus Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 24.12.14, 07:13
          oni wcale nie muszą rozmawiać z Tobą. Po prostu. Chcesz na siłę ich zmusić aby traktowali jako pełnoprawnego członka rodziny? Możesz spróbować ale sprawa dotyczy relacji męża z rodzicami w jakimś tam okresie jego życia. Patrząc z ich strony po tej awanturze lepiej te sprawy w pierwszej kolejności omówić z nim a nie z żoną, która wyszła na furiatkę.
          A w rodzinach, w których żona nie jest ich członkiem, to jest zupełnie normalne. I choćbyś stanęła na rzęsach, to jesteś po prostu żoną. Tylko.Bo żonę można wymienić. Należałam do takiej rodziny.
    • taylorhayes Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 24.12.14, 09:12
      Dzień dobry, ja też "popsułam wszystkim święta" bo powiedziałam, że najlepsze miejsce dla spędzenia świat dla moich dzieci to Święta z ich własną zadowoloną mamą we własnym domu a nie dziesiąty rok z niezadowoloną mamą w domu u babci (teściowej), drugiej babci (mojej mamy) oraz w dwóch domach pradziadków - bo do wszystkich trzeba jechać. Trzymam z Tobą.
      • ola_dom Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 24.12.14, 11:17
        taylorhayes napisała:

        > Dzień dobry, ja też "popsułam wszystkim święta" bo powiedziałam, że najlepsze miejsce dla
        > spędzenia świat dla moich dzieci to Święta z ich własną zadowoloną mamą we własnym domu

        Zuch!
        Gratuluję i życzę wspaniałych Świąt - Tobie, dzieciom, i wszystkim, z którymi będziecie chcieli te dni spędzić :)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Ja i tesciowie,czyli jak popsulam wszystkim s 25.12.14, 09:37
      W rodzinach tak zwanych " toksycznych", znaczenia są odwrócone, więc trudno połapać się ich członkom w ich własnych rolach, które mogą się ciągle zmieniać. Rola "ofiary" i rola "kata", obsadzane najczęściej, też są w ciągłym ruchu. Na tym między innymi polega toksyczność.
      Więc rozumiem, że można było wszcząć awanturę, zezłościć się z błahego nawet powodu, zrobić to w nieodpowiedni sposób i w nieodpowiedniej porze, a potem żałować i nie wiedzieć co począć.
      Tym niemniej awantury z wygarnianiem zaszłości, z których potem nic nie wynika, bo nie można dalej rozmawiać o zasadniczym problemie, są jedynie kolejnym rozegraniem. Może po takiej awanturze, gdzie Pani wykrzyczała swoje wobec teściów urazy, warto zacząć rozmawiać dalej. Takie zaproszenie do rozmowy może zastąpić przepraszanie. Dopiero jak tutaj się nie uda, sprawę można uznać za straconą.
      Jeśli ktoś, tak jak teściowie był jakiś przez wiele lat, od jednej awantury i paru rozmów się nie zmieni. Trzeba dać szanse czasowi i dynamice pracy nad takimi relacjami.
      Skoro teściowie postanowili coś zmienić , zrobić jakieś nowe otwarcie, to na pewno nie uda się wszystkiego zmienić od razu. To będzie falowało
      Wsparcie i zmiana potrzebna jest na początku mężowi. To ich syn i oni muszą zmierzyć się z jego chorobą oraz jego aktualną sytuacją życiową Szczególnie za jej dużą część odpowiada wczesna relacja z nimi. Zgodnie z logiką to ich trójka najpierw musi uporządkować swoje emocjonalne sprawy. To mężowi należy się ich wsparcie, on go potrzebuje i z niego ma skorzystać. Może to pomoże mu wyjść z nerwicy lub ją otamować. Warto taką postawę wesprzeć, albo przynajmniej jej nie przeszkadzać widząc tu swoja urazę czy pominięcie. Od czegoś trzeba zacząć. Podkreślam, to nie jest proces na kilka godzin, to jest proces na parę lat.
      Święta i nowy rok czasem bywają dobra okazją do takich bilansujących rozmów.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja