Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzieci?

31.12.14, 15:35
Do przemyśleń natchnął mnie artykuł:
dziecisawazne.pl/czy-warto-dawac-dziecku-obowiazki-domowe/
Oczywiście jest różnica między małymi dziećmi, które uczą się przez zabawę, a starszymi, nastolatkami, których wkład w rodzinę powinien być większy i systematyczny. Powinien czy nie?
Co o tym myślicie?
    • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 16:50
      Myślę, ze to wyjątkowo mądry artykuł.
      Największy problem z obowiązkami domowymi to ten, zę dzieci mają wykonywać polecenia dorosłych - w określony sposób, o określonej porze i bez żadnego wkładu własnego. To jest czysta udręka, dzieci nie widzą w tym żadnego wkładu w życie rodziny, a jedynie konieczność wypełniania poleceń. Inaczej sprawa wygląda, gdy dziecko może decydować, kiedy umyje podłogę (a niekoniecznie "już", albo w czwartek o 18, kiedy jest wysłane na zakupy z poleceniem "Kup jarzynkę do obiadu", a inne "kup pół kilo marchewki".
      I warto czasem dziecko wyręczyć, bo przecież oczekujemy,że dziecko czasem wyręczy nas, prawda?

      • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 18:14
        Świetny tekst. U nas jest i było podobnie, nigdy nie umialam być konsekwentna, konsekwentnie wymagać. Uważam, że elastyczność sprawdza się dużo lepiej. Jak ja lubię takie artykuły:)
        To, że dzieci mało robią w domu, nie oznacza, że w przyszłości wyrosną na leni. Sama miałam niepracującą mamę i w domu nie robiłam praktycznie nic, w dorosłym życiu musiałam to nadrobić, nie było innego wyjścia. Synowi od czasu do czasu pokazuję na przykładach, jak wkurzające dla kobiety jest sprzątanie po innych (nie sprzątanie w ogóle, ale takie właśnie sprzątanie rzeczy, które inni dorośli doskonale i bez wysiłku mogą robić sami). Niby puszcza mimo uszu, ale mam nadzieję, że kiedyś w jego związku te rzeczy się w nim odezwą i jak mu żona zwróci uwagę, to się nie obrazi, tylko to zrobi, bo sobie przypomni moje słowa. Albo od początku będzie stosował się do moich wcześniejszych uwag, by uniknąć nieporozumień.
        Z córką jest jednak inaczej, bo ona sama się ogarnia. A niby wychowywane tak samo:) Gender pełną gębą:)))
    • asia_i_p Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 20:44
      Uważam, że w obowiązkach domowych dzieci najważniejsze jest, żeby to, co robią było naprawdę potrzebne, i żeby one to widziały. Natomiast czy zawsze to wypadnie spontanicznie i dobrowolnie, to już nie jest takie pewne i według mnie jednak drugorzędne w porównaniu do tego podstawowego warunku. Najgorsze to przydzielić dziecku coś możliwie mało odpowiedzialnego "bo dziecko musi mieć jakieś obowiązki".
      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 20:58
        Fajne spostrzeżenie:)
        Odpowiedzialne zadanie, potrzebne. Ale czy wykonywane z doskoku czy systematycznie?
        Szczerze mówiąc to ja nie wiem, co o tym myśleć. Mnie wychowywano w poczuciu obowiązku, no i szybko to poczucie uwewnętrzniłam, bardzo szybko. Byłam poukładana, systematyczna, obowiązkowa i pracowita. Te cechy pomogły mi z łatwością dostać się do wybranej szkoły, skończyć trudne studia, wykazywać się w pracy, ogarnąć dom i dzieci na wysokim poziomie (to ocena innych). To takie zewnętrzne sukcesy, ale wewnętrzne korzyści też mam:)
        Moje dzieci, zwłaszcza syn mają dokładnie odwrotnie. Tzn. zerowe poczucie obowiązku (szkolnego czy domowego, bez różnicy). I mam z tym problem. Nie podoba mi się to, a nie wiem co zrobić.
        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 22:35
          A ja byłam wychowana odwrotnie i mam poczucie życiowego szczęścia :-) I myślę, że (mój) klucz leży właśnie tam. Acz masz rację, że brak obowiązkowości utrudnia jakoś osiąganie zewnętrznych sukcesów. Tylko, że ja np. nigdy nie definiowałam się przez sukcesy zewnętrzne, bo zasadniczo robię to, na co mam ochotę- także jeśli chodzi o materię tzw. sukcesów. Jak nie lubie to nie robię, jak lubię to robię i jakoś się kula (nawet fajnie się kula) ;) Może jednak jedno jest powiązane z drugim, tzn. tak się nie definiuję, bo nie jestem obowiązkowa. A może nie. Nie wiem :-) Ale byłabym ciekawa jakichs badań w tym względzie.
          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 22:42
            A ja byłam wychowana odwrotnie i mam poczucie życiowego szczęścia :-)
            No to gratuluję rodziców:)

            Tylko, że ja np. nigdy nie definiowałam się przez sukcesy zewnętrzne,
            Wewnętrzne też i ja to zaznaczyłam:)
            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 09:42
              :-) Dobrze, że są różnice modeli. Róznorodność jest kluczem do rozwoju społeczeństw.
              Przeparszam, że za wąsko Cię odczytałam.
        • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 01:00
          A jaką metodę stosowano wobec Ciebie?
          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 02:06
            Jeśli to do mnie, to w sumie nie wiem, rozmawiano ze mną, żadnych kar nie miałam. Chyba wzięłam przykład z mamy.
            Do obowiązków domowych to właściwie podchodziłam jak pies do jeża:) ale uczyłam się chętnie.
            • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:10
              To tak jak ja. Tylko zastanawiam się co w sferze emocjonalnej mną kierowało poza braniem przykładu z matki. To znaczy czemu była taka ważna? Dodam, że mój ojciec przez pierwsze 10 lat mojego życia sporo spędzał czasu poza domem - praca.
              Sama często rzucam hasłem "najpierw obowiązek potem przyjemność". Do pięciolatki... I czasem pięciolatka rzuca mi tym samym hasłem, choć chcę by akurat zrobiła coś innego... przyjemniejszego?
              I zaczynam refleksję na głos... "No tak, ale nie zapominajmy o przyjemnościach! Bo obowiązki zawsze się znajdą! Najlepiej na przemian, obowiązek, przyjemność, obowiązek, przyjemność..."
              Sama przykładem jestem teraz takim se. Trochę odreagowuję lata "obowiązków bez przyjemności" czyli zachwiania równowagi. Porządek w domu raczej bardzo taki se, a córeczka stała neofitką porządku. Nie cierpi bałaganu w swoim otoczeniu, a ja łagodnie, tak, tak... pomogę ci, nie dziś to jutro...
              Nie wiem jaki to wiek, gdy dziecku się odwidzi pomoc, co prawda nie ma już pretensji o nieprzygotowanie jej mopa do mopowania czy segregację prania bez jej udziału, ale na razie dalej chętnie robi drobne rzeczy, za które każdorazowo jej dziękuję. To dziękuję to chyba dobry motywator na maluchy. Bo przecież mogłabym nie dziękować, to OCZYWISTE, że się pomaga. Ale wolę dziękować.
              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:21
                Tylko, że ja w dzieciństwie miałam sporo czasu na przyjemności. A jak zauważyłam, bardzo wcześnie, że jeśli będę się uczyć na bieżąco, to zajmie mi to o wiele mniej czasu, niż z doskoku, to szybko wykonywałam co trzeba, żeby wyjść na dwór albo poczytać. To samo z porządkiem - odkładałam wszystko na miejsce, w sobotę jedynie wycierałam kurze i myłam podłogę. Jaka oszczędność czasu!
                Dalej tak lubię, wolę sobie ułatwiać życie, niż utrudniać. Wolę np. codziennie ogarniać mieszkanie niż odgruzowywać je parę godzin co miesiąc. Pewnie, że mi się czasem nie chce, albo nie mam siły. Wtedy odkładam na następny dzień. Ale robię to, albo proszę, żeby ktoś to za mnie wykonał, a innym razem zrobię coś za kogoś. Wydaje mi się, że podchodzę w miarę elastycznie. Czyli nie "róbta co chceta" i nie "porządek ponad wszystko".
                • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:33
                  A u nas, jesli chodzi o sprzatanie sprawdza sie system raz w tyg. Czasem jest to pt, sb lub ndz. Ja mam nawyk odkladania rzeczy na miejsce, reszta domownikow niekoniecznie. Ale jak nie odkladaja na miejsce to potem maja wiecej roboty i czasem musza szukac. Przyznam, ze mnie takie podejscie chwilami bawi. Kilka razy tlumaczylam, ze wygodniej jest inaczej, ale wola po swojemu :)
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:41
                  Wiele najnowszych badań pokazuje korelacjœ między zabawą a uczeniem sie i uczeniem się a emocjami wynikajacymi z osobistego wewnętrzbnego zaangażowania dziecka w problem czy materię, a to ejst zwiazane z wyborem (także czasu zajmowania się problemem). Nauka wykonywana "na czas", by "odrobić i mieć z głowy" jest znacznie mniej efektywna, niż ta w modelu zabawowym i z wyboru. (szukaj pod: neurodydaktyka, sporo fajnych publikacja ma [url=Qwiele najnowszych badań pokazuje korelację między zabawą a uczeniem sie i uczeniem się a emocjami wynikajacycmi z osobistego wewnętrzbnego zaangazowania dziecka w problem czy materię, a to ejst zwiazane z wyborem (także czasu zajmowania się problemem). Nauka wykonywana "na czas", by "odrobić i mieć z głowy" jest znacznie mniej efektywna, niż ta w modelu zabawowym i z wyboru. (szukaj pod: neurodydaktyka, sporo fajnych publikacja ma dr Grazyna Żylińska z Torunia). wydaje się tez, że dizeic lepiej się uczą w chaosie własnie, bo same zmuszone sa wtefduy wiedzę sobie porządkować, a nie- przyjmować już uporządkowaną.
                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:59
                    Moja nieefektywna nauka poskutkowała ukończeniem politechniki, mimo, że skłonności mam bardziej humanistyczne. Do kujona mi daleko, kreatywności też mi nie brakuje. Byłam na tyle zdolna, że wystarczała mi wiedza zdobyta na lekcji, w domu robiłam jedynie powtórki.
                    Zrozum, są ludzie, którzy żyją inaczej niż Ty, i to naprawdę nie oznacza, że źle przyswajają wiedzę, albo nie są kreatywni.
                    Co do badań, wszystko ładnie pięknie, ale szkoła ma swoje, takie a nie inne wymagania. I niestety, albo się człowiek do tego dostosuje, albo pójdzie po gimnazjum do zawodówki. Punkty się liczą, a nie człowiek. I można sobie nad tym ubolewać do woli, ale taka jest póki co rzeczywistość.
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:30
                      Czemu to wszystko odnosisz do siebie? Ja mówię o pewnych modelach. Każdy ma swoje plusy i minusy. Zrozum, że konkretnme realizacje moga być rózne i róznie skutkowac w różnych modelach,
                      Koncepcje szkół też są różne.
                      Co Cię tak irytuje w tych ujęciach? One są klasyczne. I niczego Ci dyktują w sensie osobistych wyborów.
                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:34
                        Irytuję się, bo piszę o sobie, o swoich dzieciach, a Ty odpowiadasz teoriami, modelami itp.
                        Każdą teorię, którą mi przedstawisz obalę konkretnym przykładem, w końcu od każdej reguły są wyjątki. Nie chcę dyskutować naukowo, chcę życiowo. Już napisałaś, jak było u Ciebie, czy jak jest i ok.
                        • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:42
                          Podepnę się chociaż ktoś mi zarzucił trolling. Dużo tu czasem teorii, przykładów z książek psychologicznych a mało zwykłego realnego życia
                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:42
                          Artykuł dotyczy wychowywania dzieci. I ja też piszę o modelach wychowawczych. Poza tym, chyba mówimy też i o sobie- jak bylismy wychowywani jako dzieci, prawda? Ale nadal modele sa modelami.
                          Nie rozumiem Twojej irytacji, ale jest ona wyraźna.
                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:08
                            Opisałam dokładnie skąd ta irytacja i wiem, że jest wyraźna, ma być wyraźna.
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:42
                              A ja pytam, czemu, bo moim zdaniem nie ma podstw. Ja cały czas mówię o modelu, nie- o oosbniczych preferencjach czy wyborach. I ich efektach.
                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:37
                        Poza tym to:
                        Nauka wykonywana "na czas", by "odrobić i mieć z głowy" jest znacznie mniej efektywna, niż ta w modelu zabawowym i z wyboru.
                        Napisałaś pod moim postem, w którym opisałam jak się uczyłam. Trudno, żebym nie odnosiła tego do siebie.
                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:52
                          Bo dotyczył Twojej uwagi o trybie odrabiania lekcji. To jak się miał znajdowac gdzie indziej? Z pewnościa odrabianei lekcji nie w czasie z góry poziętym, tylko np. wtedy, gdy się zahce/najdzie natchnienie/ma sie ochotę/.ma się otwarty umysł itd, jest bardziej efektywne.
                          W tej mojej uwadze nie ma niczego złego. Ja sama tak działam- że parcuję najbardziej efektywnie nie w wyzanczonych z góry godzinach, tyylko wtedy, gdy czuję, że teraz będzie najlepiej (mówię o pracy twórcze, i w sytuacji, gdy mam wybór, bo oczywiście, nie zawsze ten wybór mam). Ale dziecko ma ten wybór (kilka godzin popołudniowo-wieczornych), i raz może lepiej działać powiedzmy o 16, a raz o 20. A gdy go boli głowa to nei odrobi lekji wcale- dla mnie nie ma tragedii. O takiej elastyczności, pozostawionej do dyspozycji dziecka myślę.
                          • ola_dom Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:02
                            vilez napisała:

                            > Z pewnościa odrabianei lekcji nie w czasie z góry poziętym, tylko np. wtedy, gdy się
                            > zahce/najdzie natchnienie/ma sie ochotę/.ma się otwarty umysł itd, jest bardziej efektywne.

                            A wcale niekoniecznie.
                            Każdy jest inny. Inaczej pracuje księgowy, inaczej artysta frilanser.
                            A nawet artyści - np. pisarze - mają różne systemy pracy. Są tacy, którzy tworzą w szale tfurczym - który albo ich dopadnie, albo nie. Ale jak dopada, to tworzą czasem wielkie dzieła.
                            A są też tacy, którzy latami zasiadają co dzień o tej samej porze do tego samego biureczka, i tworzą dzieła nie mniej wielkie. W regularnych godzinach.
                            Co komu potrzebne - trudno oceniać, co jest lepsze.
                            No dobra - w pracy księgowego łatwo ocenić - musi być skrupulatny, i najlepiej systematyczny, bo inaczej nie powinien być księgowym.
                            Ale nie można powiedzieć, że "lepiej jest odrabiać lekcje, jak się poczuje natchnienie". Jednemu tak jest lepiej, a innemu wcale nie.
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:56
                              Oczywiście, Ola. Na to wszystko nakładają sie jeszcze preferencje indywidualne i inne uwarunkowania.
                              Powtarzam- ja piszę o cechach tych dwóch modeli. Cechach ogólnych.
                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:09
                            Ale Ty uznałaś, że moja nauka była nieefektywna! Skąd taki wniosek? Vilez, czy Ty czytasz, co piszesz?
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:41
                              Alez skąd. Napisąłam tylko o tym, że ten tryb jest zasadniczo mniej efektywny. Czy Ty rozumeisz, co czytasz?
                              Zasadniczo. Jako model. I tyle.
                              • ola_dom Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:44
                                vilez napisała:

                                > Alez skąd. Napisąłam tylko o tym, że ten tryb jest zasadniczo mniej efektywny.
                                > Zasadniczo. Jako model. I tyle.

                                Zasadniczo dla typów pracujących zrywami. Nie każdy prezentuje ten typ :)
                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:57
                                  Nie. To jest jeszcze coś innego. Możan pracować zrywami w obu systemach. I w motywacji zewnętrznej i wewnętrznej.
                              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:57
                                Tak, rozumiem. A Tobie widzę, muszę napisać wprost: ja się żalę, a nie dyskutuję o modelach.
                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:34
                                  Rozumiem, że sie żalisz. Ale jednoczesnei bronisz systemu, który jest przyczyną materii tych żali. O to chodzi. A artykuł wyjściowo mówi o tym, by się NIE ŻALIĆ, bo nie ma na co :-) Bo może żalisz sie niepotrzebnie.
                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:45
                                    Zdaje mi się, że ja lepiej wiem, czy mam powody do żalenia się czy nie. Artykuł wcale nie rozwiał moich wątpliwości.
                                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 18:12
                                      Bo jestes po stronie tego drugiego modelu. Naprawdę. Wpodnisieniu do tego modelu artykuł rzeczuywiście niczego nie rozwiewa.
                          • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:28
                            Ale dziecko ma ten wybór (kilka godzi
                            > n popołudniowo-wieczornych), i raz może lepiej działać powiedzmy o 16, a raz o
                            > 20

                            A o jakim przedziale wiekowym mowisz? Bo z wyrazenia "dziecko" mozna wywnioskowac, ze chodzi o dziecko wczesnoszkolne. Jesli tak, to godzina 20 jest co najmniej nieodpowiednia. Raz, ze po calym aktywnym dniu, szkola, zabawa, moze jakies trening o tej porze np. 8 latek jest juz solidnie zmeczony i jest to pora kladzenia sie do lozka a nie zabierania za lekcje. Jesli zas mowisz o starszych- to tez sie nie zgodze do konca. Zalezy co za lekcje, czy chodzi o napisanie wypracowania czy tylko o nauczenie sie czterech linijek wierszyka. Nie, stanowczo sie z Toba nie zgadzam, ze godzina 20 to dopuszczalna pora na zabieranie sie za lekcje.
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:43
                              Wiadomo, że dziecko 6-9 lat to o 20.00 raczej się już szykuje do snu. Ale starsze- niekoniecznie.
                        • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:45
                          Pade, ale między Toną a Vilez sprzeczność jest czysto pozorna. Uczyłaś sie bowiem wg. wybranego przez siebie schematu, zgodnie z własnymi upodobaniami i to było efektywne. Bo własnie dokładnie o to chodzi, aby uczyć się czy pracować tak, jak nam jest najwygodniej. Zupełnie czym innym jest narzucanie tego schematu (albo jakiegokolwiek innego schematu) dzieciom, które są mu niechętna.
                          Ja np. nie umiem pracować "na ostatnią chwilę", pod presją czasu. Próbowałam tego nauczyć dzieci, ale okazało sie, że jedno z nich jest wydajne tylko wtedy, gdy ma deadline tuż przez sobą. Walka z tym w imię znacznie rozsądniejszej metody okazała sie fatalna. Więc sie pogodziłam, ze kazdy ma inne sposoby.
                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:07
                            Tu się z Tobą całkowicie zgodzę. Nie narzucam żadnych schematów. Pokazuję jedynie, że można tak i to skutkuje tym a tym, i można inaczej, i jeszcze inaczej. A dziecko ma wybrać, co mu najbardziej pasuje. Nie wtrącam się w metodę, ważny jest rezultat. Ja naprawdę daję wybór, czas, szanuję to, co dzieci robią, ale to nie działa.
                            Syn mi wprost powiedział, że on się uczy tylko jak ja go zmuszę. Bo inaczej mu się nie chce. A, że "zmusiłam" go jakieś dwa lata temu (do jednego sprawdzianu), no to dwa lata temu miał podręcznik w ręku. Ja nie chcę zmuszać, chcę, żeby on sam chciał, a on nie chce:)
                            I przykro mi patrzeć, jak taki świetny chłopak grabi sobie w szkole i to bardzo. Przykro stać z boku i nie móc nic zrobić. Ja wiem, poniesie konsekwencje i się nauczy, wszędzie to słyszę, tylko wiem, że tak nie będzie, znam mojego syna. Żadna dwója czy jedynka niczego go nie nauczyła. Wtedy nie miał już chęci do niczego.
                            Na niego motywująco działały czwórki, piątki, ale tych nie dostanie, skoro nie wie nawet jak wygląda podręcznik.
                            Aha, i ostatnio mi powiedział, że my (ja i mąż) mieliśmy fajnie, że nie było internetu, że nam zazdrości.
                            • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:25
                              No, ale dlaczego w takim razie nie zmuszasz?
                              Ja jestem przeciwniczką zmuszania do wykonywania obowiązków w konkretny, jedynie słuszny sposób, ale nie do zmuszania w ogóle zrobienia tego, co jest konieczne. Tzn - wszystko jedno, czy nauczy sie dziś, czy jutro, ale we wtorek wieczorem Ty go przepytasz.
                              Mnie w jednym wypadku sie nie udało zmusić syna do nauki, ale jego sytuacja była specyficzna - i zmiana szkoły pomogła.
                              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:39
                                Przyznam się bez bicia: jest we mnie ogromna chęć zmuszenia, zwłaszcza, że jeśli sam się nie weźmie w garść (a na to się nie zanosi) wyleci ze szkoły. Ale jest też ogromny lęk, czy go w ten sposób nie skrzywdzę, czy nie będzie "zdalnie sterowany". Tego nie chcę. Tylko on aż się prosi o to zmuszanie.
                                A dla mnie stanie z boku i przyglądanie się jak sobie śpi albo ogląda tv, a w szkole coraz gorzej jest okropne.
                                • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:47
                                  Nie dziwię się tobie że w momencie zagrożenia wyrzuceniem ze szkoły chcesz go jednak zmusić do nauki. Wszystko fajnie, można dać wolną rękę. Synu, to twoja nauka, twoje wybory. Nie robisz nic to nie zdasz do kolejnej klasy. Poniesiesz konsekwencje. Moja córka ma takiego kolegę, który olał szkołę i pomimo próśb rodziców i nauczycieli nie robił nic a był zdolny. Ma 18 lat i nie skończył nawet pierwszej klasy liceum. Uczy się w najgorszym liceum w mieście bo z tego dobrego wyleciał.
                                • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:47
                                  Nie. Jeśli syn sam mówi, ze mieliście szczęście, bo nie było Internetu, to znaczy, ze potrzeba mu kogoś, kto mu pomoże robić to, co powinien, a nie tylko siedzieć w necie. Poza tym takich "skrzywdzonych" jest połowa ludzkości, jak nie więcej i sobie radzą.
                                  W Twoim wypadku wydaje sie, że zakazy oglądania i siedzenia w necie bez limitów byłyby z korzyścią dla dziecka, które sobie nie radzi. Troche tak, jak rodzice muszą pilnować przestrzegania diety dziecka.
                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:34
                                    Dziękuję:) To mi było potrzebne.
                                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 18:16
                                      Jesli on sam zgłasza problem, to rzeczywiście trzeba interweniować. Mnie np. syn w poprzedniej szkole sam prosił, bym go przydusiła, bo wie, że sam z siebie nie przypilnuje. Inna sprawa, że się wił, gdy go przuyduszałam, ale wtedy przypominałam, że sam prosił ;)
                                • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:02
                                  pade napisała:

                                  > Przyznam się bez bicia: jest we mnie ogromna chęć zmuszenia, zwłaszcza, że jeśl
                                  > i sam się nie weźmie w garść (a na to się nie zanosi) wyleci ze szkoły. Ale jes
                                  > t też ogromny lęk, czy go w ten sposób nie skrzywdzę,


                                  Ja mysle, ze przeciwnie, kiedys moze miec pretensje, ze go nie zmusilas. Nie masz zalu do swoich rodzicow o zaniedbania, jesli takie byly? Ja mam , przeogromny, bo zmarnowala sie czesc mojego potencjalu i jest nie do odrobienia. A jak sie juz samemu dojdzie do pewnych rzeczy, ze bylo sie mlodym i glupim, to juz zwykle jest za pozno na naprawianie bledow mlodosci, bo swoja rodzina, bo praca, bo dzieci.
                                  Niezly gagatek z Twojego syna. Przyznam bez ogrodek, ze ja bym sie nie patyczkowala, gdyby z lenistwa moj syn mial zawalic szkole. Odciecie od netu byloby w pierwszej kolejnosci, ale mysle ze zaczela bym reagowac znacznie wczesniej, niz dopiero wtedy, gdy grozi wylot ze szkoly.
                                  • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:08
                                    Szczególnie że za chwilę jest koniec semestru. Jest aż tak źle że może mieć kilka jedynek?
                                    • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:39
                                      Tak, np. z chemii, którą dopilnowałam w gimnazjum i była piątka.
                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:01
                                    O to to, i tu sie zgadzam z Ada i Verdana. Kiedys moze miec chlopak zal, ze go skutecznie nie zmotywowalas, gdy byl na etapie glupawki w glowie. Generalnie gdy po dwoch kolejnych sprawdzianach z czegos ma dwoje i jedynki, wowczas powinien podlegac trybowi specjalnemu typu ograniczenie czasu wolnego w necie na rzecz nauki samodzielnej czy korkow gdy sam sobie nie radzi. Pozwalanie na to, zeby ryzykowal nie zdaniem do kolejnej klady czy wywaleniem ze szkoly jest niemadrym postepowaniem. Predzej Pade skrzywdzisz syna takim poblazaniem mu niz nauczeniem go zdrowych wymagan. Bez tego, przy jego typie charakteru, chlopak moze nigdy nie znalezc motywacji do tego, zeby mu sie chcialo,.
                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:46
                                    Pretensje do rodziców, bo do czegoś nastolatka nie zmusili? No, mnie nie zmusili do nauczenia się angielskiego. Pretensje mam li i jedynie do siebie.
                                    Bardzo dobra psycholog, do której chodziłam z synem powiedziała, zę najłatwiejszym wytłumaczeniem tego,że dziecko sie nie uczy, jest lenistwo. I że jest lenistwem rodziców poprzestawać na tym wyjaśnieniu - zazwyczaj ma bowiem ono jakąś przyczynę. I miała 100% racji.
                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 18:22
                                    > Ja mam , przeogromny, bo zmarnowala sie czesc mojego potencjalu i jest nie > do odrobienia.

                                    Żartujesz?jesli nie miałas jakichś powaznych dysfunkcji, to to była Twoja broszka, by się wziąc do roboty, i pretensje możesz mieć tylko do siebie.A
                                    Ale już rozumeim, skąd u Ciebei trend zewnątrzsterowny.

                                    > A jak sie juz samemu dojdzie do pewnych rzeczy, ze bylo sie mlodym i glupim, > to juz zwykle jest za pozno na naprawianie bledow mlodosci, bo swoja rodzina, > bo praca, bo dzieci.

                                    To są wymówki. Ty i tylko Ty byłaś i jesteś odpowiedzialna za swój rozwój. Przynajmniej od szkoły średniej- Twój potencjał miał pełne szanse się ujawnić.

                                    > Żaden gagatek. Ma określone problemy, czego nie doczytałaś chyba.
                                    • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 21:34
                                      vilez napisała:

                                      > > Ja mam , przeogromny, bo zmarnowala sie czesc mojego potencjalu i jest ni
                                      > e > do odrobienia.
                                      >
                                      > Żartujesz?jesli nie miałas jakichś powaznych dysfunkcji, to to była Twoja brosz
                                      > ka, by się wziąc do roboty, i pretensje możesz mieć tylko do siebie

                                      "Wzielam sie do roboty" od najmlodszych lat podstawowki, bo zawsze bylam pracowita i pilna. Nie w tym rzecz. Nie pisalam o szkole i nauce, bo wyniki zawsze mialam bardzo dobre, bez wiekszego wysilku. Mialam na mysli kwestie, ktore lezaly w gestii rodzicow, bo np. byly zwiazane z nakladami finansowymi albo wladza rodzicielska. Mialam np. zamilowanie do jezykow i ogromna lekkosc w przyswajaniu jezykow obcych- mysle ze gdybym otrzymala odpowiednie wsparcie (finansowe w postaci kursow) to dzis wladalabym nie trzema, a moze szescioma? siedmioma? i mialabym wieksza swobode w wyborze kraju zamieszkania. Albo inna rzecz: gdy bylam w 2 klasie zasugerowano moim rodzicom, iz powinnam zostac przeniesiona o rok wyzej, moja matka sie nie zgodzila i tym sposobem siedzialam na lekcjach i zbijalam z nudow baki, a przeciez mozna bylo ten rok zyskac. Nie chce mi sie pisac dalej, ale chcialam powiedziec, jakoby Twoja teza, ze nastolatek moze sie ogarnac od a do z (jak w moim przykladzie rowniez finansowo) i w zwiazku z tym pomyslnie planowac swoja przyszlosc jest zwyczajnie niedorzeczna.
                                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 16:36
                                        Wcale się nie dziwię, że masz żal do rodziców.
                            • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:35
                              Pade, czy ty wiesz w jaki sposób twój syn korzysta z Internetu? Czy przegląda rzeczy typu czyjś instagram czy inny snapczat, gra w jakieś gry?
                              Pytasz go o to?
                              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:40
                                Tak, wiem, że siedzi na komórkomanii, fejsie i ogląda seriale.
      • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 00:58
        W którymś z wątków była uwaga o tym, by było to coś co jednak dziecko "lubi". Zawsze wolałam zmywać naczynia od wycierania (widać efekt pracy, a mokre i tak kiedyś wyschnie), za to brzydziłam się śmieci (czasy przedworkowe). Co nie znaczy, że zawsze mogłam przeforsować swoje racje.
    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 22:07
      Bardzo dobry artykuł :-)
      Formalizacja i restrykcje wynikające z regulaminowego podejścia do owych formalizacji to prosta droga nie tylko do zabicia chęci do różnych prac domowych, ale także do zabicia rodziny jako wspólnoty. I uderzenie w podmiotowość dziecka.
      Moi rodzice byli lata świetlne od takich formalizaji i ja również jako rodzic jestem. I od zawsze jestem pewna, że robimy dobrze.
    • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 00:27
      Tak, uważam, że starsze dzieci powinny mieć stałe obowiązki. Jest to jedna z niewielu rzeczy za które jestem rodzicom wdzięczna- jak dorosłam było mi łatwiej niż np. mojemu eks, który jako nastolatek miał się tylko uczyć i wszystko za niego robiła mama. Jednocześnie mając pretensje, że sam z siebie nie wie, że ma w czymś pomóc(np. przynieść ciężkie zakupy). Ktoś tu na forum pisał, że rodzice go co chwilę odrywali od każdej czynności i ciągle musiał pomagać- to też jest dla mnie przegięcie.
    • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 00:42
      Poczytałam inne artykuły w tym portalu i po tym jakoś stracił dla mnie wiarygodność:
      dziecisawazne.pl/odkwaszanie-organizmu-nowe-podejscie-do-chorob-przewleklych/
      • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 00:52
        Nie, to jest fajny portal tylko artykuły są pisane przez różne osoby i może czasem gdzieś się przegnie.
        Ale to tam pierwszy raz przeczytałam o Jesperze Juulu!
    • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 12:44
      Artykulu nie czytalam.
      Oczywiscie ze dzieci powinny brac udzial w pracach domowych. Jak sa mniejsze- w celach dydaktycznych, a w miare wzrastania rowniez w celach praktycznych.
      I nie tylko te prace ktore sa przyjemne i ktore dziecko lubi. W zyciu doroslym kazdy z nas musi wykonywac mnostwo rzeczy ktorych sie jednak nie lubi, ale trzeba, niech sie dziecko uczy, jak to wyglada.
      Co do momentu wykonywania czynnosci- nie przerywam dziecku fascynujacego filmu, ale z drugiej strony nie ma tak, zeby calkiem dowolnie ustanawial sobie moment wykonania zadania. Ponownie: w normalnym zyciu jest wiele czynnosci, ktore musza byc wykonane w okreslonym, scisle wyznaczonym momencie, a nie jak sie zachce. Niech sie wiec potomek uczy.
      Nie znosze nieprzystosowanych do zycia mlodych ludzi, ktorzy maja dwie lewe rece.

      Z drugiej strony rodzaj pracy powinien byc dostosowany do wieku dziecka. Niby oczywiste, ale w praktyce latwo o rozjazd albo w gore albo w dol.
      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 14:00
        Mam podobne zdanie do Twojego.
        Kiedyś trzeba będzie robić coś, wtedy, kiedy ktoś sobie zażyczy, trzeba będzie się zmusić i wykonać. (w pracy np.) I to może być trudne po latach nie mobilizowania się do niczego.
        • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 14:20
          Kiedyś trzeba będzie robić coś, wtedy, kiedy ktoś sobie zażyczy, trzeba będzie
          > się zmusić i wykonać.

          Nie tylko gdy "ktos" sobie zazyczy. Codziennosc naklada na kazdego z nas przymus wykonywania czynnosci pod zegarek. Obiad musi byc ugotowany i podany na czas. Jak by to bylo, gdyby dziecko przez caly dzien siedzialo glodne, bo ja bym czekala, az mnie najdzie chcec na "wyjscie po jarzynke", jak to zaproponowala Verdana? A skoro ja moge/musze wyjsc po jarzynke teraz, natychmiast, to moze to rowniez dziecko.
          • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 15:07
            No tak - i nie wyobrażasz sobie życia innego niż "pod zegarek". Takiego, w którym nie zawsze trzeba sie zmuszać do wykonywania nielubianych czynności.
            Obiad nie musi być podany na czas codziennie. Nic się nie stanie, jak raz obiadu nie będzie o 15 tylko o 17 , raz kupimy gotowca, a raz będą kanapki. A jeśli gotowania nienawidzimy jak zarazy, to mąż będzie gotował, a ja sprzątała (czy odwrotnie). Jesli w domu nie ma niemowlęcia, chorego, czy niepełnosprawnego, to nie wszystko trzeba robić zaraz i natychmiast.
            I nie, raczej nie musiałam nigdy wychodzić po jarzynkę "teraz, zaraz". Bo dorosła osoba może sobie zaplanować wcześniej, co będzie robiła. A dziecko nie. Dziecko ma wszystko robić zgodnie z planem dorosłego - trudno sie dziwić, że tego nie lubi.
            • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 15:44
              Sluchaj, dla mnie to jest proste jak drut: gotuje obiad, zauwazylam ze braklo jakiegos skladnika bo sie skonczyl, a nie zauwazyla, ktos musi wyjsc i kupic. Ja, dorosla moge/ musze. Ale skoro ja moge (choc mi sie nie chce) to moze roniez dziecko.
              Jestem za tym zeby dziecko traktowac -w kazdej sytuacji w jakiej to jest mozliwe- jak doroslego. To wspaniale szlifuje u dziecka poczucie odpowiedzialnosci i bycia potrzebnym. Jesli jest potrzeba ze trzeba wyjsc i kupic, to mowie wprost dziecku, ze potrzebuje jego pomocy. Tak jak zwrocilabym sie do meza, gdyby moze akurt byl w domu.

              Obiad nie musi być podany na czas codziennie. Nic się nie stanie, jak raz obiad
              > u nie będzie o 15 tylko o 17 , raz kupimy gotowca, a raz będą kanapki

              To sa Twoje zwyczaje zywieniowe, ale przyjmij do wiadomosci, ze nie kazdy musi je podzielac. W moim domu dziecko dostaje codziennie wartosciowy obiad, o tej samej godzinie. Zdaje sobie bowiem sprawe z tego, jakie to wazne, by mlody organizm byl dobrze odzywiony.

              Z wieloma innymi czynnosciami jest podobnie. Nie wszystko robie odmierzone co do minuty, ale odkladanie obowiazkow "na pozniej" bo dziecko ma ochote najpierw grac, potem ogladac TV, potem bawic sie z kolega, potem jeszcze cos, konczy sie zawsze tak samo: jest nie zrobione. Nie mowiac juz o tym, ze jest niepedagogiczne. W zyciu doroslym wiekszosc codziennych obowiazkow to takie deadlajny.
              • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 16:25
                Ależ nie. Ty decydujesz, czy wychodzisz kupić - teraz, zaraz, czy obejdziesz się bez tego produktu do obiadu, który robisz. Jeśli nie chce Ci sie wyjątkowo, albo masz coś pilnego do zrobienia poza obiadem, to nie idziesz. Dziecko, które musi wyjść teraz, zaraz po produkt do obiadu nie decyduje o niczym. Nie znaczy to,że nie można go oczywiście wysłać, można i czasem trzeba. Ale własnie wtedy nie jest ono traktowane jak dorosły, tylko jak dziecko. które musi wykonać polecenie, o niczym nie decydując.
                Przykłady żywieniowe to był tylko przykład. Że jednak są inne sposoby życia, niż idealnie zaplanowane, z zegarkiem w reku, gdzie sedno życia polega na tym, aby zawsze robić wszystko co trzeba, czy ma się ochotę czy nie.
                Wartościowy obiad w atmosferze, w której sie musi i wykonanie obiadu jest obowiązkiem, od którego nie ma odwołania, a dziecko ma się podporządkować, może byc mniej wartościowy niż sporadyczni zjedzona kanapka z serem.
                W życiu dorosłym wybieramy sposób życia, dziecko wykonuje rozkazy. I nie zawsze wyrasta na osobę obowiązkową, często na zbuntowaną.
                • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 16:58
                  >dziecko wykonuje rozkazy

                  W moim domu dziecko nie wykonuje rozkazow tylko polecenia i prosby. Jak to sobie inaczej wyobrazasz? Do swojego wylacznego zagospodarowania dziecko ma swoja przestrzen taka jak wybor zabawy, ubran, zabawek i wielu innych. W relacji rodzic- dziecko , dziecko zawsze bedzie jednostka podporzadkowana i tak ma byc, jesli ma byc porzadek i struktura. Staram sie traktowac dziecko jak doroslego w sensie odnoszenia sie do niego, szacunku, argumentowania (czyli mowie np. bardzo prosze synu, zebys kupil mleko- dokladnie tak jak zwrocilabym sie do meza; nie mowie natomiast "idz natychmiast kup to mleko, no juz, raz dwa, raz dwa"), ale nie dopuszczam takiej mozliwsoci, by dziecko - bedac mi podlegle- moglo samo zdecydowac czy mu sie zechce czy moze mu sie nie zechce wykonac polecenia. Taka dowolnosc to jest strzelanie sobie w stope: widze zbieznosc z nieslawnym wychowaniem bezstresowym.

                  Moj syn ma 10 lat i ostatnio wlasnie mialam z nim dyskusje na temat obowiazkow i koniecznosci ich wykonywania. Oczywiscie, jak to dziecko, argumentowal ze nie lubi robic czegos jak mu sie nie chce (no wypisz wymaluj Twoja argumentacja) i ze nie lubi jak go zmuszam. Zapytalam go wiec, co by powiedzial na to, ze przestane mu gotowac jedzenie i bedzie chodzil glodny, jak rowniez przestane mu prac i bedzie chodzic w brudach, bo szczerze mowiac nie chce mi sie wykonywac tych czynnosci i wolalabym sobie poogladac tv, tak jak on? I co Ty synu na to, moze tak byc? Okazalo sie ze nie moze, syn powiedzial ze jakby przez caly dzien nie dostal jedzenia, bo ja bym ogladala TV to by rozwalil telewizor. No widzisz synu, w zyciu tak jest ze trzeba sie wysilac nawet jak sie bardzo nie chce. Do niego dotarlo. 10 lat ma.
                  • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:30
                    > Okazalo sie ze nie moze, syn powiedzial ze jakby przez caly dzien nie dostal jedzenia, bo ja bym ogladala TV to by rozwalil telewizor.

                    Rośnie chłop na schwał. A nie wpadł na to, że można samemu sobie coś wziąć i zrobić?
                    Bo podział obowiązków wg czyjegoś widzimisię to jedno a kierowanie się potrzebami to drugie. Przedszkolak obiadu nie zrobi, ale coś do picia sobie może przynieść z kuchni, a jak zapomnę o keczupie na serze to też nie widzę przeszkód do samoobsługi.
                    • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:38
                      Danaide, ale Ty masz pięciolatkę i jak sama piszesz "odreagowujesz". Ja już odreagowałam, moje wahadło było wychylone przez długi czas, moje dzieci nie żyły pod moje dyktando i wg rozkazów, niczego im nie przerywałam, itd. itp. Teraz widzę, że to wcale nie było dobre, ta "wolność", bo motywacji wewnętrznej jak nie było tak nie ma. A ja wcale nie mam ochoty robić wszystko sama.
                      Owszem proszę o pomoc i bywa różnie, odmawiają lub nie. Ale np. codziennie trzeba prosić syna, żeby wyszedł z psem, codziennie jest ta sama śpiewka, to męczy.
                      • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:55
                        I od niedawna zastanawiam się ile można odreagowywać? :D

                        Co do psa - no, tu jest pies pogrzebany, nomen omen. Czyli jak urządzić życie rodzinne, by ilość obowiązków systematycznie nie przybywała. Mam kota, zajmuję się nim sama, choć mała chętnie czasem poda mu miseczkę, ale wiadomo, kot nie pies, sam wyjdzie, sam wróci. Natomiast wszelkie zapędy na inne zwierzaki storpeduję, bo nie chcę mieć dodatkowej roboty.

                        W moim domu rodzinnym była kwestia ryb. Ojciec chciał mieć ryby, siostra miała być wdrożona do zajmowania się nimi, ojciec nie, bo on jest od podziwiania jak mu się wszystko rozmnaża, siostra olała temat, ze 300 martwych rybek spłynęło toaletą i w końcu matka postawiła weto, bo, jak stwierdziła, nie chce domu, w którym ciągle ktoś umiera.

                        Ale skoro mam pięciolatkę i cokolwiek za dużo - to już moja ocena;) - odreagowuję, to może daj znać, gdzie jest ten dołek w który można wpaść.
                      • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 18:19
                        Ja już odr
                        > eagowałam, moje wahadło było wychylone przez długi czas, moje dzieci nie żyły p
                        > od moje dyktando i wg rozkazów, niczego im nie przerywałam, itd. itp. Teraz wid
                        > zę, że to wcale nie było dobre, ta "wolność", bo motywacji wewnętrznej jak nie
                        > było tak nie ma. A ja wcale nie mam ochoty robić wszystko sama.

                        O właśnie, jakoś tak nie bardzo chce mi się wierzyć, że dzieci tak same z siebie będą robić to co ma być zrobione a nie sądzę, żeby to było dobre i dla nich i dla mnie jak ja będę robić wszystko a one nic. To trochę tak jakby się pokazywało, że matka jest kimś drugiej kategorii, nie potrzebuje odpoczynku i czasu dla siebie. I myślę, że lepiej się sprawdza jak każda osoba z rodziny ma jakąś swoją działkę za którą jest odpowiedzialna niż jak wszyscy robią wszystko. I nie jestem jakimś sierżantem, od czasu do czasu każde z nas robi sobie dzień kiedy robimy tylko niezbędne minimum, jak syn ma dużo nauki to ja wyjdę częściej z psem, jak ja dłużej pracuję, to on więcej posprząta.
                      • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 18:20
                        bo motywacji wewnętrznej jak nie
                        > było tak nie ma. A ja wcale nie mam ochoty robić wszystko sama

                        Uwalnianie dzieci od odpowiedzialnosci za wklad w dobrostan rodziny to hodowanie pasozyta i leworekiego. W rodzinie mojego meza jeden chlopiec, ktory jako dziesieciolatek nawet wody po sobie nie spuszczal w toalecie.

                        Z innej beczki: pamietam z lat mlodosci, na jednej z rozow o prace, prawcodawca mial niewiel pytan, jedno z nich zas brzmialo: czy pani juz gdzies pracowala, czy prosto po szkole? Pracowalam, mowie. A, swietnie, nie chce ludzi prosto po szkole, oni nie znaja pojecia obowiazkowosci a ja nie mam zamiaru robic za trenera.
                        Otoz to. Mlode, rozpuszczone, nie znajace dyscypliny, nie rozumiejace koniecznosci aangazowania i wysilku, nie umiejace wspolpracowac w grupie, widzace czubek wlasnego nosa i zainteresowane swoim ego.

                    • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 18:07
                      Rośnie chłop na schwał. A nie wpadł na to, że można samemu sobie coś wziąć i zr
                      > obić

                      Nie moze. Nie pozwalam 10 latkowi gotowac obiadow. Co z tego, ze sobie zrobi picie czy kanapke? Ja mowie o obowiazkach i gotoaniu obiadow w dluzszej perspektywie, a nie o jednym dniu. Sugerujesz, ze wlasciwym wariantem jest zebym ja dupe przed telewizorem trzymala, a dziecko zywilo sie kanapkami z serem? To nie pogadamy, mam bardziej obowiazkowe podejscie od zycia.
                      • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:10
                        Wyobraź sobie, że masz grypę, mutacja 37GhJ, ani ręką ani nogą ruszyć, a dziecko mówi mamo jestem głodna.
                        Dla ułatwienia dodam, że męża też nie masz.
                        Jesteś obowiązkowa, męża poślesz po koperek, dziecko poślesz po pietruszkę, wszystkich nakarmisz.
                        A jak Twoi mężczyźni funkcjonują bez systemu nakazowo-rozdzielczego?
                        • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:22
                          W ogole mi sie nie chce rozwijac z Toba wymiany zdan, bo ewidentnie wkraczasz w absurdalne skrajnosci. To jasne, ze jak mnie zlozy choroba, to zamawiamy pizze. Szkoda klawiatury na takie dyskusje.
                          • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:36
                            Ja żyję w takiej skrajności.
                            A to że się denerwujesz świadczy o tym, że dotknęłam tematu, nad którym w wolnej chwili możesz sobie pomyśleć.
                            • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:50
                              Ale ja to pisałam do Verdany:)
                            • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:50
                              > A to że się denerwujesz świadczy o tym, że dotknęłam tematu, nad którym w wolne
                              > j chwili możesz sobie pomyśleć

                              Pudlo. Denerwuje sie bo mam zarabiscie bolesny okres i jak wale w klawiature to mi troche bol rozprasza.
              • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:18
                Nigdy nie zaczynam gotować nie sprawdzając czy nie mam składników. A często brakuje mi tego jednego. Wtedy gotuję/szykuję coś innego, prostszego... Wysyłanie dziecka, bo ja coś źle zaplanowałam to przerzucanie odpowiedzialności.
                Natomiast co do godziny się zgadzam, jak się omsknę to nasze brzuchy podnoszą bunt.
                Nie widzę natomiast powodu by przerywać coś dziecku. Jeśli mam w planie porządkowanie jej kącika/półpokoju to wtedy w ogóle nie zaczynamy niczego fajnego, tylko zabieramy się za robotę (np. po przyjściu z przedszkola). I tyle.
            • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 18:59
              Tylko czy same skrajności czyli "pod zegarek" albo "robię kiedy chcę" są słuszne?
              Obie są moim zdaniem szkodliwe. Pewne rzeczy trzeba zrobić na odp. godzinę, inne mogą poczekać, gdy jest potrzeba.
              • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:19
                pade napisała:

                > Tylko czy same skrajności czyli "pod zegarek" albo "robię kiedy chcę" są słuszn
                > e?
                > Obie są moim zdaniem szkodliwe. Pewne rzeczy trzeba zrobić na odp. godzinę, inn
                > e mogą poczekać, gdy jest potrzeba.
                >


                No oczywiscie, dokladnie tak jak w doroslym zyciu. Ale poniewaz dzieci maja wrodzona tendencje do odkladania na pozniej (to wieczne zaraz) wiec trzeba pilnowac zeby to zaraz nie zamienilo sie w nigdy.

                Tutaj w tym watku padaja takie terminy jak "rozkaz" "Wydawac rozkazy". Ja takiej terminologii ani takich postaw nie znosze, bo mi sie koajarzy z upokarzajacymi praktykami stosowanymi w wojsku. Wspolpraca w rodzinie nie polega tymczasem na upokarzajacych rozkazach tylko na wdrozeniu dziecka w ramy spoleczne, gdzie w miare dorastania musi brac na siebie coraz wiecej odpowiedzialnosci i w coraz wiekszym stopniu partycypowac w dzialaniach teamu, jakim jest rodzina (czy miejsce pracy, spoelczenstwo, wlasna rodzina) To sie samo nie zrobi, trzeba kierowac, nadawac kurs, pouczac i wydawac polecenia. Dziecko, gdyby moglo samo decydowac we wszystkim, zywiloby sie slodyczami, chodzilo spac o piatej nad ranem i spalo do 15, nie chodzilo by do szkoly a czas spedzalo by tylko przy kompie. No przeciez rozumiemy, ze nie mozna w zadnym wypadu pozostawic dziecka samopas. To rodzic decyduje, o ktorej dziecko kladzie sie spac, jak czesto moze jesc slodycze i ile czasu moze siedziec przy kompie. Dokladnie tak samo jest z obowiazkami, czy w ogole z czymkolwiek.
              • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:44
                Patrząc na przedszkolaki zdaję sobie sprawę, jak bardzo system, w którym żyjemy jest obcy naturze. Mamy pracę na czas, wizytę u lekarza na czas, sklep się w określonym czasie zamknie. Dawaj przedszkolaka, który zrozumie skąd u nas ten pośpiech. Obiad też żeby lepiej był na czas, mówię bez przekory. I jeszcze obowiązki domowe na czas?
                Zresztą robię, kiedy chcę i gdy jest potrzeba to istota. Jak już naprawdę potrzeba to wtedy mam motywację i chcę;)
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:18
                  Jest taki przejmującuy wiersz Danuty Wawiłow pt. "Szybko":

                  Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
                  Szybko, szybko, stygnie kawa!
                  Szybko, zęby myj i ręce!
                  Szybko, światło gaś w łazience!
                  Szybko, tata na nas czeka!
                  Szybko, tramwaj nam ucieka!
                  Szybko, szybko, bez hałasu!
                  Szybko, szybko, nie ma czasu!

                  Na nic nigdy nie ma czasu?

                  A ja chciałbym przez kałuże
                  iść godzinę albo dłużej,
                  trzy godziny lizać lody,
                  gapić się na samochody
                  i na deszcz, co leci z góry,
                  i na żaby, i na chmury,
                  cały dzień się w wannie chlapać
                  i motyle żółte łapać
                  albo z błota lepić kule
                  i nie spieszyć się w ogóle...

                  Chciałbym wszystko robić wolno,
                  ale mi nie wolno?

                  • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:25
                    Ladny wierszyk i nic wiecej. Jasne, niech idzie przez kaluze godzine albo i dwie do szkoly. To wypadaloby zbudzic o czwartej, zeby na lekcje zdazyl.
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:31
                      > Ladny wierszyk i nic wiecej.

                      Naparwdę nic więcej? Wiesz, jak on silnie działa na dzieci?
                      • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:42
                        Vilez, ale o czym Ty w ogole dyskutujesz i co mowisz? Moze ja mam zacmienie i nie styka mi na kontaktach, ale Pade zalozyla watek, czy nalezy angazowac dzieci, w obowiazki,a Ty przytaczasz wierszyk, z ktorego wylania sie obraz zestresowanego popychanego w lewo i w prawo dziecka. Jesli nastolatek zostanie oderwany od tej cholernej gry, w ktora wali juz 5 godzin, bo mama prosi zeby wyszedl z psem, ktory juz drapie po drzwiach, to jest to taki stres dla biednego cybernarkomana?
                        • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:46
                          Nie mogę się z Tobą nie zgodzić:)
                          Nie wiem skąd to popadanie w skrajności.
                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:55
                          Wierszyk był odpowiedzia na post Danaide o spieszeniu się. Ten:

                          > Patrząc na przedszkolaki zdaję sobie sprawę, jak bardzo system, w którym żyjemy jest
                          > obcy naturze. Mamy pracę na czas, wizytę u lekarza na czas, sklep się w określonym
                          > czasie zamknie. Dawaj przedszkolaka, który zrozumie skąd u nas ten pośpiech. Obiad
                          > też żeby lepiej był na czas, mówię bez przekory. I jeszcze obowiązki domowe na czas?
                          > Zresztą robię, kiedy chcę i gdy jest potrzeba to istota. Jak już naprawdę potrzeba to wtedy > mam motywację i chcęwink".

                          Drzewko.
                          • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:57
                            Bardzo ładny wierszyk, dziękuję, mam wrażenie, że już gdzieś go słyszałam!

                            Widzisz ada, my do przedszkola też chodzimy raźnym krokiem, czasem na lekkim przyspieszeniu - choć JJ uważa, że jak rodzic się spóźnia i pogania dziecko to jego wina, bo powinien był wcześniej wstać! ;D. Ale już powrót jest takim tempem jaki jest dla nas wygodny. I można się zatrzymać przy kałuży.
                            Wyjście z psem po 5 godzinach grania... Cóż, myślę, że jest taka grupa obowiązków, mających nazwałabym to podłoże fizjologiczne, które wykonuje się "pod zegarek". Obiad czy pies na spacerze. Bo czemu brzuch i pęcherz mają być mniej ważne?
                            Natomiast "życie pod zegarek"...
                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:26
                    Znam go. I moje dzieci robią wszystko baaaardzo woooolno. Im jest super, mnie nie. Poza tym nastolatek nie łazi po kałużach, tylko serfuje po necie. Zaznaczyłam w poście startowym, że piszę o starszych nastolatkach.
                    • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:42
                      Moze te dzieci maja za duzo wolnego czasu wiec rozciagaja te obowiazki niemilosiernie w czasie. Gdyby mialy treningi sportowe czy inne zajecia typu spotkanie z kolegami na miescie, wowczas moze zalezaloby im na tym, aby sie sprawnie ogarnac z obowiazkami domowymi i wyjsc z domu. A tak nie majaodpowiedniej motywacji, a na mamy uwagi juz nie reaguja, bo za czesto je slysza. To IM SAMYM MUSI zalezec na tym, aby siesxybko ogarnac z nudnymi obowiazkami w czasie bo...wyjscie do kolegi, na lodowisko, na pilke, tance etc.
                      • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:33
                        Dokładnie tak :-) Gdy dzieciom zależy, to i uczą sie szybko i wykonuja szybko.
                      • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:02
                        Gdyby mialy treningi sportowe czy inne zajecia typu spotkanie
                        > z kolegami na miescie, wowczas moze zalezaloby im na tym, aby sie sprawnie ogar
                        > nac z obowiazkami domowymi i wyjsc z domu.

                        Zuzi, błagam, jednym z najgorszych okresów mojego życia to był ten kiedy codziennie chodziłam na treningi, szkoła, potem obowiązki domowe, godzina wolnego i jazda na trening. Brrr...
                        • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:25
                          Mamameg, ale Ciebie do tych treningow zmuszano, skoro tak to odbieralas. Takie podejscie nie ma sensu. Dziecko musi samo chciec i to lubic, dopiero wowczas ma to sens. Skoro chlopak biegnie na trening bez obiadu, to chyba lubi a glownym problemem, ktory przeszkadza mu w ogarnieciu sie jest net. A skoro tak, to porozmawialabym z nim o tym, ze albo zje obiad i wyprowadzi psa a reszte czasu wykorzysta na net, albo bede zmuszona odciac net i ew. korzystanie z tel. do czasu az temat ogarnie.Wiec co woli, czy od jutra sie sprobuje ogarnac, czy mam odcinac. I w zaleznosci od rozwoju sytuacji zrobilabym to. Juz dziecko z podstawowki powinno sie z takimi sprawami ogarniac, a co dopiero gimnazjalista.
                        • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:59
                          Ja miałam treningi codziennie, ale jakby w ramach szkoły sportowej. I od 12 rż. angielski (lata 80te). Wychodziłam rano, wracałam wieczorem. Inna sprawa, że nauczyło mnie to, że nawet jak boli to się robi. I na takim autopilocie dojechałam do 35 rż...
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:35
                      Nastolatków ta zasada równiez dotyczy. Mamy synów w tym samym wieku, Pade, pierwsza klasa szkoły średniej.
                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:57
                        Moje dzieci nigdy nie były popędzane. Wręcz przeciwnie. Córa chodziła do żłobka i przedszkola na 9, żeby mogła się sama ubrać i żebyśmy mogły sobie spokojnie spacerkiem dojść. Gdy syn chodził do przedszkola, wstawałam o 5 rano, żeby wszystko naszykować, syn był ubierany na wpół śpiąco i zanoszony do auta. Obecnie mąż szykuje dzieciom śniadanie do szkoły, ja wychodzę zanim wstaną. Nikt ich nie popędza, spóźnienia do szkoły skutkują obniżeniem zachowania.
                        Owszem, czasem trzeba gdzieś zdążyć, typu wizyta u lekarza, pociąg etc, ale to chyba oczywiste.
                        Mój syn przed treningiem siedzi w necie, po czym zrywa się i leci na autobus (bez obiadu), pies czeka aż wrócę z zakupami z pracy i dokończę obiad.
                        • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:36
                          A u nas do szkoly to syn popedza. Pierwszy sie zrywa na dzwiek budzika i pogania, nie da sie pospac ani minuty dluzej ;)
                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:36
                          To dobrze :-)
                  • ola_dom Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:26
                    vilez napisała:

                    > Jest taki przejmującuy wiersz Danuty Wawiłow pt. "Szybko":
                    >
                    > Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
                    > Szybko, szybko, stygnie kawa!
                    > Szybko, zęby myj i ręce!
                    > Szybko, światło gaś w łazience!
                    > Szybko, tata na nas czeka!
                    > Szybko, tramwaj nam ucieka!
                    > Szybko, szybko, bez hałasu!
                    > Szybko, szybko, nie ma czasu!
                    >
                    > Na nic nigdy nie ma czasu?

                    Kurna, jakbym była znowu w domu u mamy....
                    Przy czym ja wcale nie jestem grzebułą - jestem prędka i niecierpliwa, przeważnie wkurza mnie, jak ktoś się grzebie i gramoli. Ale nawet teraz, jak jestem u mamy i mamy gdzieś razem wyjść (np. jechać po zakupy), to ZAWSZE jest sytuacja, że mama "na mnie czeka i się niecierpliwi", bo trzeba było wyjść 10 minut wcześniej. Dosłownie. I nie chodzi tu o jakieś spóźnianie się - no bo jedziemy po zakupy, a nie na umówioną wizytę. MUSI być prędko, szybko, w nerwach. Na początku mieszkania z moim facetem nie mogłam się nadziwić, że można wyjechać na zakupy, na miasto bez popędzania, bez nerwów. Nawet 20 minut później! Nie do wiary ;)
                    Pamiętam, że pierwszy raz przeżyłam taki szok, jak byłam u koleżanki (sporo starszej ode mnie, z dwójką dorosłych już synów) i oni sobie tam spokojnie rano wstali, spokojnie naszykowali i zjedli śniadanie - mimo, że było wiadomo, że potem gdzieś wychodzimy. Na jakąś wycieczkę, czy gdzieś tam. No jak można było się nie spieszyć??? To wiele lat temu, a ja wciąż pamiętam, że można było wyjść z domu bez pośpiechu, poganiania, nerwówki... No szok po prostu, kulturowy wręcz :D
                    • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:40
                      No to współczuję:)
        • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:51
          Ależ zostawienie dziecku wolnej ręki w decyzji kiedy ma coś zrobić (w przewidywalnym terminie oczywiście) , czy jak ma to zrobić (co kupić, zamiast karteczki z dokładnie wypisanymi zakupami) wcale nie skutkuje tym, że dziecko nie będzie się mobilizować, tylko,że będzie mobilizować sie samo, a nie poganianie.
          U mnie zadziałało. Jestem chora, syn przyleciał, czy zrobić kawę, wyprowadzi psa, pyta, co kupić, wyczyścił podłogę, którą zabrudziło jakieś zwierzę, a w nocy zajął się moim kotem, bo chciałam spać. Ma 19 lat. Dopiero w tej chwili sie zorientowałam, ile zrobił, bo uwazałam, że to norma.
    • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 16:08
      Zajrzalam do artykulu. Wydaje mi sie ze wystapil tam blad. Podano, ze Jespeer Jull okresla 14 lat jako granice do ktorej dzieci chca sie glownie bawic. Otoz J.J uwaza ze ta granica to -10- 11 lat. (Przynajmniej w "Twoim kompetentnym dziecku"). 10 lat a 14 to ogromna roznica; stad ten artykul i rozwazania w nim sa troche,eeee, nieadekwatne?
      • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:47
        Też się zgadzam, że ramy czasowe - a przynajmniej przyznanie przez autorkę ile lat mają te jej dzieci - pomogłoby. Natomiast jedno jest ważne - nakładanie codziennych obowiązków na dzieci wymaga od nas samych codziennej obowiązkowości, polegającej na tym, że przynajmniej na sprawdzaniu.
        Cóż może być tak ważne by zmusić mnie do takiej obowiązkowości? Chyba tylko lekcje;)

        Ale pamiętam taką historię. Statek jest na morzu i spokojnie sobie płynie. Kapitan nakazuje marynarzom porządkowanie pustych kontenerów, z miejsca na miejsce. Zapytany o to czy jest to konieczne odpowiada, że nie, ale marynarzom trzeba dawać jakieś codzienne obowiązki. Coby głupot nie robili.
        Mam nadzieję, że nie przeinaczyłam zbytnio;)
        • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:05
          Bylam wychowywana praktycznie bez obowiazkow, mialam sie glownie uczyc. Obowiazki dzielili miedzy soba rodzice, mama miala ich wiecej, ale ojciec jak na faceta mial ich tez calkiem sporo. Nie uwazam, zeby takie podejscie wychowawcze bylo dobre. Co prawda gdy poszlam na swoje to potrafilam wszystko zrobic sama, mimo, ze mnie nie uczono, ale wynikalo to raczej z jakichs wrodzonych umiejetnosci. Gdyby tych umiejetnosci nie bylo, to byloby nieciekawie. Poniewaz naszym zadaniem jako rodzicow jest m.in. uczenie dzieci zycia, dlatego uwazam, ze uczenie ich obowiazkow domowych to element tego uczenia zycia wlasnie i nie nalezy tego tematu odpuszczac. Co prawda moje dzieci sa wychowywane tak, ze moga odmowic, pomimo ze sa mi podlegle, pod warunkiem, ze wstepnie ustalimy kiedy to zrobia w najblizszym. czasie, tak mniej wiecej. Nie zamierzam wychowac ich na poslusznych mi niewolnikow, bo potem od tego wyuczonego mentalnego niewolnictwa bedzie im b. trudno uciec, bedzie dzialal automat w ich glowach, a tego dla nich nie chce. Chce zeby byly wew. wolne, ale twardo stapajace po ziemi i wiedzace, ze zycie to mix i przyjemnosci i obowiazkow.
    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:01
      Wydaje mi się, że tu jednak występują dwie szkoły, które nie są do pogodzenia. To sa dwa przeciwstawne modele poznawczo-rozwojowo- wychowawcze. Moga się one oczywiście w konkretach zblizać do siebie, ale ich głwoene idee pozostają odmienne, wręcz- sprzczne i nie sa komplementarne.
      I dyskusja kulturowa nad tymi modelami trwa od wieków, że tak to ujmę- pradopodobnie już jaskiniowcy nad tym dna swój sposób deliberowali. Zderzaja się mianowicie model autorytarnego i zewnatrzsterownego wychowania z modelem wolnościowym i wewnątrzsterownym. Określano to za pomocą rozmitych metafor: człowiek maszyna- człowiek kreator, człowiek odtwórczy- człowiek twórczy/stwórczy.
      Pierwszy model jest bardziej "bezpieczny", ale mniej kreatywny, umożliwia powolne, niewielkie sukcesy, drugi jest bardziej ryzykowny, ale umożliwia większy sukces, większą kreatywność i większą wolność wewnętrzną.
      Ia optuję ewidentnie po stronie tego drugiego modelu, zresztą- nie byłabym fizycznie, psychiczne i mentalnie działać w pierwszym. Ktos inny wybiera działanie w tym pierwszym modelu.
      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:12
        Pierwszy model jest bardziej "bezpieczny", ale mniej kreatywny, umożliwia powolne, niewielkie sukcesy, drugi jest bardziej ryzykowny, ale umożliwia większy sukces, większą kreatywność i większą wolność wewnętrzną.

        Przepraszam Vilez, ale rozśmieszyłaś mnie. Czytałaś jakieś badania na ten temat? Możesz zalinkować?
        I co z tymi, którzy motywacji wewnętrznej, pomimo modelu "ryzykownego" w domu, nie mają ani odrobinę? Ja akurat znam dwa takie przypadki, żadnych sukcesów ani kreatywności u nich nie zauważyłam. Pasożytnictwo owszem.
        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:30
          Tak, czytałam. A nawet uczę tego innych ludzi (jako wprowadzenia do innych zagadnień). Odsyłam do podstqwowego podrecznika psychologii poznawczej i rozwojowej. Np. do Edwarda Nęcki (lub Nęcka, Orzechowski, Szymura). Lub do Aleksandry Tokarz ( "W poszukiwaniu zastosowań psychologii twórczości"). Jest tego naprawdę dużo, to jest elementarium i trochę mnie to dziwi, że Ciebie to śmieszy.

          Co z tymi, którzy nie mają owej motywacji wewnętrznej? No nie mają. Przecież te modele "pracują" na żywym materiale, a ten jest zależny od wielu czynników. I co z nimi ma być? Nie mają, to nie maja, równie dobrze moga jej nie mieć także tej zewnętrznej w modelu autorytarnym.
          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:48
            Kreatywność można rozwijać nawet obierając ziemniaki (np. wycinając w nich wzorki).
            Vilez, naprawdę uważasz, że oczekując od dziecka wyjścia z psem, albo regularnego wynoszenia śmieci, pozbawia się je kreatywności?
            • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:21
              > Vilez, naprawdę uważasz, że oczekując od dziecka wyjścia z psem, albo regularne
              > go wynoszenia śmieci, pozbawia się je kreatywności?

              No przeciez :) Toz juz Zygmus w Nad Niemnem twierdzil, ze w pospolitych zagonach kapusty nie da sie byc kreatywnym i malowac :) Otoz moja droga, ludzie majacy aspiracje do bycia kreatywnymi ni emoga sie zajmowac przyziemnymi czynnosciami.
            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:39
              Moje dziecko wychodzi z psem bez problemu. Sam z siebie. Ale u ans nie podlega to sztywnemu rygorowi- gdy jest czynms bardziej zajęty, to ja wychodze za niego, a on wychodzi czasem za mnie.
              Bo: 1. jest wewnętrznie zmotywowany, 2. jest elastycznie (ludzie się zastępują i nie robią tego niechętnie).
              Ziemniaków nie obiera bo nie ma takiej potrzeby. Zakupy robi czasem. Ale niekoniecznie na godzinę i rozkaz. Robi, gdy ma czas. Jakoś wychodzi tak, że da sie pogodzić i elatsyczność i brak rygoru.
              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:43
                Mój syn miał przed świętami umyć swoje drzwi do pokoju. Jeszcze tego nie zrobił. Czekam aż będzie miał czas:)
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:46
                  Ja też bym czekała :-) I bym się doczekała.
                  Ale np. gdy mi na czymś SZCZEGÓLNIE zależy, to zwyczjanie informuję, że jest SZCZEGÓLNA sytuacja i proszę o wykonanie czegos w trybie szczególnym. Działa :-) Ale stosuję to bardzo rzadko. I oczywiście, również zwrotnie to działa, czyli ja jestem gotowa działac w trybie szczególnym. Ale w trybie codziennym nie poganiamy siebie.
                  Róznica między anmi polega na tym, jesli dobrze Cię rozumiem, że Ty nie jesteś zadowolona z trybu działania Twoich dzieci, a ja z moich- tak.
                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:13
                    Tak, nie jestem zadowolona, mam ochotę wyłączyć net na zawsze.
                    • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:40
                      Wylaczenie na zawsze to by byla wielka krzywda, net to rowniez kopalnia wiedzy. Ale wylaczenie wifi na tydzien i ew. nie korzystanie przez ten czas z telefonu z uwagi na net moze chlopaka szybko zmotywowac do ogarniecia sie. A kwestie mycia drzwi przyznaje, ze zazwyczaj zostawiam dla siebie, albo zapytaj go czy woli w tym tyg. umyc drzwi czy sprzatnac lazienke, wtedy szybko umyje drzwi :) I termin w tym tygodniu powinien byc juz terminem sztywnym, nie do zmiany, z uwagi na nie wywiazanie sie z obowiazku przed swietami.
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:50
                      Widzisz, a moje dziecko uczy się przez net więcej, niż w szkole. Jako i przez książki- też więcej, niż w szkole. Z tym, ze u ans to wyniak z konkretnych dysfuncji - w największym stopniu. Po prostu od początku moje dzieic nei mieśicły się w trybie szkolnym, i tak jakos poszło. Net nam wiele rzeczy ułatwia- jest przyjazny. I pzowalam, by dziecko samo to regulowało. Oczywiście, wgląd mam, bo i widzę (ma biurko obok mojego i często do siebie wzajem zaglądamy), jak i mi opowiada, co robi. Bo to jest ciekawe, co on robi :-)
                      I widzę, jak bardzo taki tryb rozwija.
                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:55
                        Tak trudno zrozumieć, że skoro mam ochotę wyłączyć net, to moje dziecko na pewno się nie uczy? Vilez, nie masz empatii do mnie, szarego człowieka:)
                        • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:58
                          Czasami przydałoby się wyłączyć net dla samej siebie :) i odpocząć od dyskusji.
                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 00:06
                            a w życiu:)
                            wyjść nie mogę, uziemiona jestem, bo chorujemy całą rodziną, to chociaż tutaj trochę energii upuszczę:)
                            • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 00:09
                              No chyba że tak :)
                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 00:01
                          O rety, Pade, a Ty masz dla mnie? ;)
                          Mnie sie dziwnym wydaje, że się nie uczy. Klika bez sensu, czy Ty w tym nie widzisz sensu?
                          Po prostu nie rozumiem tego, i kojarzy mi się z tym, jak kiedyś ludzie uważali, że czytanie to marnowanie czasu.
                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 00:04
                            Ale dlaczego mam miec dla Ciebie?
                            Ja piszę: z psem nie wychodzi: a Ty: a mój wychodzi
                            Ja piszę: jestem obowiązkowa, a Ty: a ja szczęśliwa
                            Ja , że mój się nie uczy, a Ty: a mój się uczy
                            Ja: uczyłam się szybko, po lekcjach, Ty: ale to nieefektywnie jest
                            Nosz do jasnej, czy to mnie ma pocieszyć, jakies wnioski mam z tego wyciągnać?
                            Fajnie, że jesteś szczęśliwa i masz superdziecko, ale nic z tych opisów dla mnie nie wynika. Ale może dla Ciebie wynika.
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:17
                              Pade. To TRY napisałaś, że nie mam dla Ciebie empatii, a jazapytałam, czy Ty masz do mnie :-) Bo nie rozumeim, o co Ci chodzi z tym pytaniem.
                              Napisałam o dwóch grubych (bardzo grubych) liniach- pewnej antynomii modeli wychowawczo-poznawczych. Ta antynomia istniała, istnieje i moim zdaniem istnieć będzie, bo jest nierozwiazywalna. A co istniejsze- wszystkieo niuanse trak naparwde się sprowadzają zawsze do trych grubych lini, chocby nei wiem, jak próbować z tego wyjść. Można je potraktowac jako wyraz pewnej dialektyki myśli i praktyki wychowawczej ;) (jak zwał, tak zwał).
                              Na to chciałam wskazać- że rozmowa o wyższości któregokolwiek z modeli zawsze będzie nierozstrzygnięta. Konkretne realizacje to już co innego, i tu wiadomo, że moga być różne. Jako i nasze osobiste przekonania co do tych modeli. Ja Ci pokazuję moje osobiste przekonania, jak i wiedzę dotyczącą różnic między tymi modelami.
                              Wnioski każdy wyciaga sam.
                              No, jestem szczesliwa, cenię moje fundamenty rodzinne własnie zew zgledu na ich charakter (otwartość modelu wychowawczo-edukacyjnego), cenię to jako podstawy formacyjne i składowa mojej tożsamości. Może oczywiście nic z Tego dla Ciebie nie wynikać, ale równie dobrze- może.
                              Nigdzie nie napisąłam, ze mam "superdziecko". Moje dziecko jet dysfuncyjne, i to co Tobie chciałam zobrazować, to np właśnie ten fakt, że model otwarty (edukacyjny, wychowawczy, formacyjny) się u nas- także w stosunku do naszych dysfunkcji- bardzo sprawdza. jest po prostu pomocny.
                              Oczywiście, są i takie dysfunjce (niektóre rodzaje autyzmuu), kiedy dziecku trzeba stworzyc model bardziej :zachowawczy"- mocno "pokratkowany", z wieloma ramami, bo takie dziecko lepiej w nim funkcjonuje. Ale zasadniczo, przy dysfunkcjach typu dyskleksja (poza skrajnymi), lepiej się sparwdzają modele swobodne, otwarte niedyscyplinujące itd.

                              Z tym komputerem i netem, to za bardzio nei wiem, co stanowi dla Ciebie problem-dlatego zapytałam, co konkretnie Twój syn robi przy kompie ( w sensie- w co gra, co czyta...) Moi synowie nauczyli się języków samodzielnie - własnie przez net, wiedzę spoęłczno-humanistyczną też zdobywają przez net- w zabawie i zwykłym czytaniu. Net to dzis potęzne narzędzie zdobywania wiedzy o swiecie, a jego zaleta jest włąsnie TRYB-aktywizacja, procesowość. Zauważ, że dziecko współdziała w zdobywaniu wiedzy- musi umieć ogarnąć, gdzie warto, gdzie nie warto, musi samo segregować tę wiedzę. Gdybym miała wskazac analogię kognitywna, to byłoby natiuralne nabywanie kompetencji językowych pzrez dziecko- dziecka się nie uczy (w spsoób systematyczny_) języka naturalnego, prawda? Dziecko samo odkrywa struktury języka (gramatyczne i nie tylko), i to jest najcenniejsze- ta procesowość i samosegregacja, samostrukturyzacja.
                              Dlatego ja czas spędzony przez dziecko przy kompie (czy innej nieustestematyzowanej wiedzy typu: czytanie tego, co lubię, oglądanei filmów) bynajmniej nie uważam za stracony, przeciwnie- daje to dziecku to, czego szkoła ( z jej przewagą metod podawczych) nigdy nie da.

                              To są wlaśnie te dwa modele- odtwórczy (szkoła) i twórczy (wiedza nieusystematyzowana wyjściowo, zdobywana samodzielnie i samozarządzana).

                              Przez przykład z psem chciałam pokazać, że gdy pies nie jjest wpisany w zakres "obowiązków", to i wychodzenie z psem nie ejst widziane jako niemiłe. Nawetr, jak się nei chce komuś wyjść z psem, bio kazdemuy z nas zdarza sie nie chcieć. Ale wychodzimy, i nie ma tu walki. O to mi chodzi. To leży w samym podejściu do tego, o czym rozmawiamy.

                              Niemcy mają takie określenie: "kleinkariert"- na człowieka, który ma wszystko odgórnie poukładane, pokratkowane, i raczej poza to twórczo nigdy nie wyjdzie. Moim osobistym zdaniem nie warto przykładać dziecka do takeigo modelu, bo można w ten sposób wdrukować mu profil poznawczo-funkcjonalny (ten odtwórczy), a to jest trudne do korekty. Na to chcę Ci zwrócic uwagę.
                              • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:32
                                Ps. jeszcze co do tych komputerów... Nie wiem, czy znasz może TEN EKSPERYMENT

                                W skrócie: wmurowano w ścianę komputer i pozostawiono bez instrukcji. Środowisko: indyjskie dzieci ze slamsów. Efekt: dzieci SAME rozgryzły, jak działa to ustrojstwo, nauczyły się obsługi, więc eksperyment szedł dalej. okazało się, że dzieci doskonale same się uczą, jesli im tylko DAĆ ŚRRODOWISKO i pozwolić robić to samemu.
                                :-)
                                • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:04
                                  No widzisz, Pade, jakie to proste - wystarczy stworzyć nastolatkowi warunki określane kolokwialnym "syf, kiła i mogiła" i Twój syn sam z własnej i nieprzymuszonej woli chwyci za mopa:-)(to sarkazm) Tylko "co" w sytuacji kiedy nastolatek jest z tych bardziej odpornych, a jego matka niekoniecznie ma ochotę poświęcać się i egzystować w warunkach zagrażających zdrowiu jej i reszty rodziny?
                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:22
                                    Hm... a po co ten sarkazm? Tylko tyle zrozumiałaś z tego eksperymentu?Że syf, kiła i mogiła? To mało zrozumiałaś. Szkoda, bo ten esksperyment jest ważny.

                                    Powiem ci w tajemnicy, że za mop własnej woli chwyta tak mało nastolatków, że gdybym takiego poznała, to bym uznała, że to musi być jego specyficzne mocno hobby (a hobby, jak wiadomo, ludzie miewają dziwaczne).

                                    A musi ten nastolatek akurat za mop chwytać? Nie może np. za śmieci, ładowanie czy rozładowywanie zmywarki, zakupy, odkurzacz? Wszyscy muszą wszystko? Po co?

                                    No i czym tzreba akurat nastolatka wdrżzać w te sprawy., Opór nastolatków przed sprzataniem jest przecież LEGENDARNY. Po co robić z tego w ogóle historię? Elastycznośc także w podejściu do specyfiki wieku naperawdę się przydaje- to nie jest dogodny okres na takie instrumentarium (mop, gruntowne szorowanie kibla_- tego się mozna zwyczajnie nie doczekać, i to też będzie normalne.
                                    Mój małolat na przykład interesuje się ( w miarę) garami, to działa w kuchni. Od zakupów też nie stroni, jeśli zaś chodzi o sprzątanie, to ogarnia raczej własny kąt, niż całą chałupę. I nie ma się o co bić, moim zdaniem.
                                    • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:49
                                      Vilez, Twój przykład z eksperymentem ma się nijak do problemu, który poruszyla w tym watku Pade.
                                      • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:31
                                        Ma się i to zasadniczo. Bo pokazuje, że net i komp to dobre narzędzia do zdobywania wiedzy, w dodatku wiedzy procesowej i samostrukturyzującej się.
                                        Nie ma więc co demonizowac tych narzędzi, bo one bogu ducha winne, a wręcz przeciwwnie.
                                        • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:37
                                          Chyba jednak nie o gloryfikowanie komputera i netu Pade chodziło:-)
                                        • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 17:10
                                          Moja córeczka mając dwa lata dostała taki zabawkowy komputer (bo zazdrościła mi mojego!) z prostymi grami na dwóch poziomach, wybieranie nagrody, włącz wyłącz, głośniej ciszej. Jej ojciec nakazał mi nauczenie jej obsługi. Tak tak, powiedziałam, wręczyłam małej i po sprawie. Opanowała bez problemu.
                                          Przez ponad miesiąc nie sprzątałam jej kącika, zabawek, nic. Miałam dosyć, bo ciągle porzadki koncentrowały się wobec niej. I posprzątałam cały swój świat zanim zabrałam się za jej. Widziałam, że miała już dosyć. Niczego nie mogła znaleźć, ileś zabawek się rozdeptało.
                                          Po posprzątaniu - urodzinki 5 lat - zaczęła bardzo pilnować. Jej rzeczy mają swoje miejsce i stara się po zabawie je odkładać. Kiedy zalicza wizytę denerwuje się, że goście jej pobałaganią. Równolatek koleżanki ma zresztą podobnie, też często ginie w zalewie niewiadomoczego więc porządek jest dla niego istotną wartością.
                                          Czym jest potrzeba porządku i szerzej pojętej estetyki? Czymś wrodzonym, wyuczonym, niezbędnym czy zbędnym?

                                          Przypominam, że niedawno był tu wątek o sprzątaniu!
                                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 17:53
                                            To denerwowanie się, że goście zrobią bałagan jest jakimś sygnałem. Czemu ona się denerwuje? Że sama będzie musiała posprzątać? Że czegoś nie znajdzie?
                                            Mnie kiedyś porządek dawał spokój, teraz uczucie przyjemności i oszczędność czasu (nie muszę niczego szukać, nie odgruzowuję mieszkania, w każdej chwili może ktoś przyjść i nie będzie mi głupio).
                                            Od dziecka uczyłam się, utrzymywałam porządek, wyznaczałam i realizowałam cele pewnymi metodami, a gdy będąc osobą dorosłą odkryłam, że te metody mają swoje nazwy i są o nich całe książki, to żałowałam, że własnej nie wydałam:) Ja mam to wrodzone i nawet moi rodzice sobie tej zasługi nie przypisują:)
                                            • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 00:21
                                              Odpowiedź pięciolatki: Bo nie lubię bałaganu. A kiedyś lubiłam!
                                              Kiedyś miała permanentnie, bo nawet jak posprzątałyśmy to po 24h było jak wcześniej. A tyle sprzątać to nie dam rady. No i były takie dni, gdy siadałyśmy obie na kanapie, patrzyłyśmy na bałagan, a ja mówiłam: Ale bałagan... I w końcu doszło do zinternalizowania jakiegoś wzorca wartości;) Teraz ona często mówi, że gdzieś jest bałagan. Bo jest...;)
                                    • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:58
                                      Vilez, fajnie, że masz takiego fajnego chłopaczka, ale co zrobić z dziećmi, które nie wykazują "ciągot" ani do garów ani do zakupów ani do sprzątania. Generalnie do niczego co kojarzy im się z obowiązkiem, za to potrafią po calych dniach i nocach siedzieć przy komuterze, z komórką w ręku?
                                      Naprawdę szczerze interesuje mnie odpowiedź na te pytania. Napisałaś, że Pade ma złe podejście do komputera - nie uważasz, że, nawet jeżeli ma złe podejście, to wynika ono tylko i wyłącznie z tego ,że wiecznie siłuje się ze swoim synem i komputerem w tle? Przecież ona nie chce niczego złego. Chce wychować odpowiedzialnego, empatycznego człowieka, któremu przy okazji nie jest obca samoobsługa z jednej strony i wrażliwośc na potrzeby innych, egzystujących na tej samej powierzchni, z drugiej.
                                      • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:49
                                        Mój chłopaczek jest x-razy więcje zainteresowany netem i kompem, niż kuchnią, i to jest prawidłowe. Kuchnia była przykładem na to, że lepoiej, iżby dzieciak się aktywizował bardziej w tym, co mu podchodzi, niż w tym, co mu nie podchodzi. U nas raczje kuchnia, niz mop.

                                        Nie rozumiem, co to znaczy: siedzieć przy kompie i w necie "na okrągło". Pisałam już o funkcji blokady rodziecielskiej i ograniczeniu godzinowym uzywania netu i kompa-to są funkcje, które ma ROUTER, i u nas sa w uzyciu od lat.
                                        Na pcozatku roku szkolnego usiedlismy do rozmowy z synem, i ustalilismy- wspólnie- zasady ruchu drogowego ;) Co i do której, i inne zasady. Kiedy potrzebuje więcej, i poprosi, to czasem pozwalamy, czasem nie- zależy od okoliczności. Ale jest to pod kontrolą. Pisałam o tym, nie doczytałaś? W weekend i ferie ma ten czas wydłużony. Na komórce też ma ograniczenie. I to on jest za to odpowiedzialny, bo to on się na te zasady zgodził, wspólnie je wypracowaliśmy. Na razie nie ma większych problemów z tym, zobaczymy co dalej, może jeszcze wszystko co złe, przed nami... ;)

                                        Co bym zrobiła? Porozmawiała z synem o umowie bardziej dojrzałej? 16 lat to juz najwyższy czas, my te zasady mamy od lat. Z wygody je mamy. Niech on sam sie określi, jak to widzi- my zawsze od tego wychodzimy: jak on to widzi. Potem dołączamy nasze widzenie, i ustalamy zasady. Nie sztywne- ale zasady.

                                        Co do kompa i netu, to pisałam wyżej. Narzędzie jest bogu ducha winne temu, co się z nim robi. Samo narzędzie jest ok, kształcące ( o wiele bardziej kształcące, niż książki), gdy się je dobrze wykorzystuje, i tyle. U nas wszyscy lubią net i komputery, mamy ich w domu więcej, niż osób, szczerze mówiąc to wszyscy siedzą często przy kompie. Niczego złego w tym nie ma. Nikt sie nie wykoleił, obowiązki spełniamy. A że nie zawsze jest odkurzone, i nie mamy samych piątek, to ... wiesz... Kwestia podejścia właśnie.


                                        • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:58
                                          Wychodzi na to, ze u mnie jest tak samo:D
                                          tylko skutki inne.
                                          • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 18:27
                                            To już nie wiem, co Ci radzić. Serio.
                                            • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 18:33
                                              Ale ja już wiem, co robić:) Tzn. utwierdziłam się w tym, co myślałam. Że jednak wkroczę i przymuszę jak będzie trzeba, albo ja i mąż, albo ktoś za nas. No i net będzie ograniczony.
                              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:52
                                Nie zrozumiemy się.
                                Już wyżej pisałam, że chcę pogadać po ludzku, a nie o modelach. Jak człowiek z człowiekiem.
                                Co do tego kleinkariet to ja bym tak nie wartościowała. Tacy ludzie są bardzo przydatni tam, gdzie "twórca" nie ogarnia.
                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:00
                                  Oczywiście, że są przydatni. W innym miejscu napisałam, ze tak prawdopodobnie musi być, że te dwa modele ciaągle działają, choć się ścierają.

                                  Pade, jak sobie wyobrażasz rozmowę po ludzku? A to ja nie jestem ludziem?
                                  Gdy Ci piszę, co sądze o konkrecie, np. o tym podejściu do komputera czy do kwestii psiej, to nwcale nie odpowiadasz w konkrcie, tylko sie obruszasz, ze śmię widzieć to jakos inaczej.
                                  Chodzi Ci o to., by Cię potwierdzac w problemie? No to ze mną tego nie da rady. Bo ja sądzę, że BYĆ MOŻE Twój problem tkwi w podejściu do kompa. Czy do kwestii psiej.
                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:27
                                    Ja się obruszam, że Ty mi o teoriach i modelach, a ja tu o żywych ludziach piszę i o emocjach. Nie wiem, jak to prościej napisać. Rozumiem, że tak masz, i może nie potrafisz inaczej. Rozumiem, że u Ciebie model "robię co chcę" się sprawdza, ale u mnie nie. I to, że Ty mi napiszesz: "ale u mnie działa" nic mi nie daje.
                                    Co do kompa: syn świetnie się orientuje w najnowszej technologii, czyta fora, po polsku, po angielsku. Kiedyś wspomniał, że może by bloga założył. I zrobił to, po moich namowach. Nie mam nic przeciwko temu, żeby pisał, wręcz jestem z tego dumna. Ale teraz nie pisze na blogu, tylko seriale ogląda, dzień po dniu, a ma zobowiązania szkolne i mało czasu: tydzień.
                                    • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:32
                                      No i znowu mam wrażenie, ze tu jest pewne nieporozumienie.
                                      Dziecko nie musi wypełniać każdego obowiązku "teraz, zaraz, jak tylko mama powie". Ale nie może też po prostu olewać wszystkiego i robić tylko tego, co chce.
                                      Mój najmłodszy dostał komputer w wieku 14 lat, wcześniej mógł korzystać z mojego, ale w bardzo ograniczonym czasie. Jesli dziecko cały czas siedzi przy komputerze, to ja bym sie nie zastanawiała nad tym, co powinien robić, tylko czego nie powinien. I drastycznie ograniczyła czas przeznaczony na komputer.
                                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:39
                                      Rzeczywiście się nie dogadamy. Dla mnie te modele odnosza się przecież do ludzi. Ty też wiele piszesz o modelach, i wogóle sporo teoretyzujesz, tyle że nie w tym temacie. Mam wrażenie, ze to nie o modele ani o reoretyzowanie chodzi, ale o to, że mam inną perspektywę. Gdyby to była perspektywa zgodna z Twoją, to chyba mnie miałabyś nic przeciw modelom. I na przykłady praktyczne też nie odpowiadasz.

                                      Hm... mój syn też ogląda z nami seriale. A my je znowu oglądamy godzinami- np. w ostatnie dwa dni objerzeliśmy z mężem całą serię pewnego serialu (9 odcinków). Szczerze mówiąc, oglądamy codziennie (choc nei codziennei tyle). Nie widze w tym niczego złego.
                                      Nie rzecz w serialach, tylko w tym, czego on nie robi. Niech robi OPRÓCZ seriali. Nie stawiaj tego opozycyjnie. Pytaj, dlaczego nie robi tego, co powinien.
                                      O co tak naprawdę chodzi.
                                      U nas jest jedna zasada: że nie ma nam zawracać głowy nauką późnym wieczorem, czyli po 21, bo my wtedy-uwaga- oglądamy filmy. Zatem, ma tak sobie ustawic sparwy szkolne, byśmy nie byli angażowani do pomagania, tłumaczenia, drukowania (dysgrafik, wiec sporo sie odbywa tą drogą), przygotowywanie czegoś tam... Jak sie budzi z robotą za późno, to dostaje opieprz, to znaczy - pokazujemy mu swoje niezadowolenie. Ale nie tak, by się bał przyznać, że sie wziął za coś za późno. Trzeba tu wypośrodkować.
                                      Jest też ustawione ograniczenie czasowe netu i kompa. Dłużej może tylko w piątki i sobotę. Oczywiście, był bunt i walka o wydłużenie czasu- coś tam ustapiliśmy, ale ogólnie to on wie, że to on sam jest powodem tych ograniczeń- dopóki sam siebie nie jest w stanie kontrolować, dopóty kontrola musi być zewnętrzna. I on wie, że kontrola zniknie, gdy sam weźmie się za to wszystko odpowiedzialność. Że to od niego zależy. I nie ma o to żalu- bardziej miewa zrywy do negocjowania, no ale my mamy znowu e-dziennik i...wszystko jasne ;)
                                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:51
                                        Dokładnie, nie teoretyzuję w tym temacie i o to prosiłam Ciebie, żeby nie rozmawiać o modelach, bo nie chcę w ten sposób.
                                        I gdy Ci piszę: nie czytasz mnie, Ty się oburzasz i suponujesz, że to dlatego, że się z Tobą nie zgadzam. Nie dlatego. Powód jest jeden, na dyskusje teoretyczne nie mam teraz siły. I piszę to po raz piąty chyba, a Ty dalej swoje.
                                        O tym dlaczego syn nie robi tego, co powinien też pisałam.
                                        Tematyka seriali jest dla mnie mało istotna w momencie, kiedy za tydzień kończy się semestr.
                                      • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:01
                                        Jest też ustawione ograniczenie czasowe netu i kompa. Dłużej może tylko w piątk
                                        > i i sobotę. Oczywiście, był bunt i walka o wydłużenie czasu- coś tam ustapiliśmy

                                        No tak, i po tych wszystkich intelektualnych wywodach okazuje się, że robisz to samo co my, duszący kreatywność i własną wolę dziecka.
                                        • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:16
                                          Nie, nie należy mylić nadzoru i ograniczeń z nakazami typu "Masz to zrobić w tej chwili i tak, jak ja mówię".
                                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:53
                                          Eee.. to już zła wola z Twojej strony. Stawiam zdrowe granice, że do tej i do tej godziny ma byc "po ptokach" albo tak, by nam nie przeszkadzał, a kiedy to zrobi, to juz jest jego sprawa. Ani nei zaraz, alni na inny gwizdek. Byle nie wieczorem i po nocach. w dzień- słuyżę pomoca, wieczorem- rzadko i w razie awarii.
                                          A na moim kopie mam zainstalowany e-dziennik, i codziennie widzę, czy dotarł do szkoły, jakie sa zapowiedziane klasówki, jakie ma oceny itd. Zresztą, sam melduje.
                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:32
                            Co do czytania:) Piszesz to do osoby, która w wieku 9 lat przeczytała cały dział dziecięco-młodzieżowy osiedlowej biblioteki:) ściągano dla mnie książki z innych bibliotek, albo wybierano z działu dla dorosłych.
                            Tylko wiesz co? Ja myślę, że dużo czytania i dużo netu, to ucieczka od reala. Na dłuższą metę skutki mogą być opłakane.
                            • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:33
                              E, nie zawsze - ja po prostu lubię książki, bardziej niż życie towarzyskie. Nie nazwałabym tego "ucieczką" tylko wyborem tego, co się lubi.
                              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:53
                                Ja też lubię:) Ale życie towarzyskie również. I mój syn też. On sam ubolewa nad tym, że jego rówieśnikom nie chce się nigdzie wyjść, że kontakty to tylko przez fejsa, a on by chętnie wyszedł. Takie mamy czasy:)
                                • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:18
                                  Ja mam akurat takiego, którego do wyjścia trzeba zmusić. Ale jego rówieśnicy wychodzą. Więc ja bym w "takie czasy" nie do końca wierzyła.
                                  Poza tym mój syn np. gra z przyjaciółmi, którzy są daleko. Nie wydaje mi sie, aby to było gorsze od pójścia na piwo.
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:58
                              Eeee.. czytanie to nie ucieczka. Ani oglądanie filmów. Czy granie. To ciekawość świata., działanie intelektualne i rozrywka zarazem. Ja, że tak rzekne, mieszkam w ścianach obłożonych książkami. Dosłownie (nie mam wolnych ścian) Moje dzieciaki też czytate i tak obrastamy w książki. Znam gorsze nałogi, niż ksiązki i net. Np. nałóg niemyślenia- nieczytania i nieoglądania ;)
                              Ja się teraz przerzuciłam z beletrystyki (czytam głównie ksiażki rzeczowe)na film - w doborowym, bo mężowskim, towarzystwie. I czasem- z dziećmi. Aż żal, że starszy, który też jest kinomanem, już z nami tego nie robi.
                              A co on ogląda, jeśli można zapytać? Bo mam wysokie mniemanie o niektórych serialach.
              • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:08
                Moje dziecko wychodzi z psem bez problemu. Sam z siebie. Ale u ans nie podlega
                > to sztywnemu rygorowi- gdy jest czynms bardziej zajęty, to ja wychodze za niego
                > , a on wychodzi czasem za mnie.
                > Bo: 1. jest wewnętrznie zmotywowany, 2. jest elastycznie (ludzie się zastępują
                > i nie robią tego niechętnie).

                Pytanie tylko czy to wynik sposobu wychowania czy charakteru dziecka
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:35
                  Pewnie i jedno i drugie.
              • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:55
                No właśnie, moje też.
                I jest bezgranicznie wdzięczne, jak psa za niego wyprowadzę. A pies jest mój. I nie ma żadnych awantur o wyprowadzanie psa, nawet przypominania. (Tzn są - syn dosyć słusznie wypomina mi, ze nie chce mi sie wyprowadzać własnego psa).
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:05
                  :-) U nas się jakoś sama wykształciła kolejka (bez ustalania). Jest nas troje, i wychodzimy "po kolei"- tak z grubsza. Ale, gdy któreś z nas (na które akurat wypadła kolejka) nie może (bo się w coś wciągnęło, się zaczytało czy inne takie), to informuje: "nie mogę" i wychodzi ktoś inny. I nie ma poganiania się ani wyliczania.
                  Starszy syn, gdy wpada do nas, i wychodzi na papierosa, to zawsze bierze ze soba psa-sam z siebie. Gdy ktoś idzie na pocztę, wyrzucić smieci, czy inne małe zakupy, też bierze psa. Jakoś się samo reguluje.
                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:14
                    A u mnie się to samo nie dzieje. Próbowałam kolejki, pytałam kiedy syn by wolał i nic. Powie, że wyjdzie a potem "później, zaaaraz".
                    Jednocześnie kiedy widzi, że np. źle się czuję to zrobi kanapki, herbatę, pójdzie do sklepu po przysmaki.
                    Ale z psem nie wyjdzie.
                    Pytam: dlaczego? Bo mi się nie chce.
                    • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:29
                      I wtedy nalezy nie dyskutować, tylko wysłać dziecko z psem:)
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:37
                      'To zaaaaraz" to się też pojawia ;) ale bardziej kierowane do ... psa. W znaczeniu: "poczekaj". Zresztą, pies u nas rozumie tę właśnie komendę "poczeka". I czeka. Tak z kwadrans jest w stanie, potem znowu marudzi, że chce wyjść. Ja też, gdy np. zaczęłam pic kawę czy hernatę, albo kończę pisać coś ważnego i się boję, że mi myśl umknie, to każę psu czekać.

                      Może chodzi tu właśnie o to, że syn musi wyjść natychmiast? To znaczy, tak to sobie wdrukował, i pojawia się opór wobec tego "natychmiast:"? A lubi psa? Lubio sie z nim bawić?
                      Może też nudzą go same spacery? Bawi się z psem podczas spacerów czy szkoli go? Może trzeba urozmaicić te spacery? Ja np pamiętam nudę spacerów z dzieckiem wózkowym, dopóki nie dało sie z nim pogadać. Ad od keidy dziecko reagowało,m to te spacery wyglądąły zupełnie inaczej, stały się przyjemnością. Może o coś takiego chodzi?
                      Nasz pies akurat podczas spacerów dostarcza nam niestety, wielu atrakcji, tak że o nudzie nie ma mowy (zakapior osiedlowy jest, i trzeba nad nim ciagle pracować, by nie wrzeszczał na inne psy, i każdy spcerujący zdaje meldunek, ile afer wywołał i którzy sąsiedzi umykali na nasz widok ze swoim grzecznymi pupilami ;) )

                      Skoro jest chętny pomgac Tobie w innych sytuacjach, to chyba nie chodzi jednak o lenistwo czy nieżyczliwość. Cos jest szczególnego, jesli chodzi po te spacery. Nasz starszy syn umilał sobie spacery z psem gadaniem przez telefon (kosztowało i gonilismy - także za to, że się nie zajmuje psem, a ten wariował aż było słychac w chałupie).
                      • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:04
                        Ja NIENAWIDZĘ wychodzić z psem (dlatego mam mopsa). Syn nienawidzi zmywać. Mąż gotować. I bez absolutnej konieczności nikt nie robi tego, czego nie lubi najbardziej.
                        • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:11
                          :-) ale moze przy takim podejsciu lepiej miec kota ktory sam sie wyprowadza, zamiast psa, gdy nie lubimy zmywac to zmywarka, w ogole w tych czasach zmywarka powinna byc w kazdym domu, a gdynie lubimy gotowac to albo jemy gotowce a dziecko wysylamy na obiady szkolne, albo zatrudniamy kogos, kto nam ugotuje i posprzata :-) a poza tym do wszystkich tych czynnosci mozna sie zmusic i wysilic, wystarczy tylko skutecznie rozwijaz swoja silna wole, od tego sie nie umiera :)
                          • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:19
                            Mąż lubi zmywać, a na zmywarkę miejsca nie ma.
                            Kota też mamy, ale ja lubię psy. Syn wyprowadza i jest OK. Aby zatrudnić kogoś trzeba mieć pieniądze.
                            I zastanawiam sie, po cholerę mam wysilać wolę, skoro jest w domu ktoś, kto to zrobi bez wysilania tejże woli. Chyba dlatego, że wiele osób uważa, że robienie tego, czego sie nie lubi, jest cnotą.
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:18
                              No, ja też mam rozwój silnej woli oraz zmuszanie się w ...silnym poważaniu ;) Kto lubi, gotuje, kto lepiej sprząta, sprzata, nie prasuje nikt. I żyjemy :-)
                              • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:36
                                Gorzej, jakby nikt nie chcial gotowac, sprzatac i prasowac, a tak sie tez zdarza :)
                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:03
                                  Jakoś nam się nie zdarzyło. Bez przesady. To by musiął być jakis szczególny przypadek. Każdy wie, że coś trzeba robić. Lepiej lub gorzej, ale trzeba. Normalni jesteśmy :-)
                            • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:27
                              Jestes Verdano po prostu szczesciara, ze masz kogos kto zrobi to, czego Ty sama nie lubisz. Nie kazdy tak ma.
                              • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:48
                                Hm, to chyba nie o szczęście chodzi. Mój syn i narzeczona nienawidzą zmywać, oboje. Więc oni mają zmywarkę. Reszta obowiązków sie podzielili. Chyba nie jest szczęściem to, zę jako partnera wybiera sie kogoś, kto nie uważa kobiety za sprzątaczkę i kucharkę w jednym i wychowanie dzieci tak, aby wiedziały, ze mamusia nie jest do obsługiwania, a dom jest wspólny.
                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:56
                        Pies jest przekochany, poczeka i dwie doby, tyle, że to kanapowiec, ma krótkie nóżki, właściwie stoi i wącha, nie da się z nią spacerować. Ja ją wytresowałam i jestem jedyną osobą w domu, której ten pies słucha. Dzieciom się nie chciało i teraz się skarżą, że pies nieposłuszny. A pies jest posłuszny, tylko, że cwany:)
                        • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:33
                          To mozna wyslac dzieci na profesjonalne szkolenie z psem, niech i ich sie zacznie sluchac, wtedy beda mialy z kontaktow z nim wieksza przyjemnosc i moze wowczas zachce im sie wychodzic. Koszt takiego szkolenia to jakies 400 zl, tak mniej wiecej. Wyglada na to, ze jak na razie to jest glownie Twoj pies, a reszta nie ma za bardzo motywacji, zeby sie dla niego wysilac, nie nawiazali blizszej wiezi z psem, nie maja z tego wychodzenia zadnej przyjemnosci, ot kolejny nudny obowiazek.
                          • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:06
                            To jest dobry pomysł, wciagnąć dzieciaki w szkolenie psa. I to fachowe, i to "domowe"- choćby na klikera.
          • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:51
            > Co z tymi, którzy nie mają owej motywacji wewnętrznej? No nie mają



            To o nich jest ten fragment(jako przeciwwaga dla Twojego wierszyka)
            LENISTWO
            Szedłem koło roli próżniaka
            i koło winnicy głupiego:
            a oto wszystko zarosło pokrzywą,
            ciernie całą jej powierzchnię pokryły,
            kamienny mur rozwalony.
            Skierowałem uwagę, spojrzałem,
            zobaczyłem i wysnułem naukę:
            Trochę snu i trochę drzemania,
            trochę założenia rąk, aby zasnąć,
            a przyjdzie na ciebie nędza jak włóczęga
            i niedostatek jak biedak żebrzący (ks. Przyslow)

            W dziecinstwie jest jeszcze czas na korygowanie postaw negatywnych m.in. rugowanie lenistwa i opieszalosci; oraz wzmacnianie tych pozytywnych, ale w doroslym wieku to juz musztarda po obiedzie. Moejgo meza matka wyreczala we wszystkim i teraz mam: u niego sie zawsze zrobi "jutro". Niektore rzeczy w ten sposob nie sa zrobione miesiacami.
            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:44
              Każdy wybiera wiersz,, który mu pasuje. To sa właśnie te dwie postawy nie do pogodzenia. Rozstrzygniecie miedzy nimi podejrzewam nie nastąpi nigdy. I moze musi tak byc- z punktu widzenia jakies ekonomii rozwoju społeczenstw czy cywilizacji.
              Ale my między nimi wybieramy. Jako jednostki. jedni jedne, drudzy drugie. Jedni cenia jedne, drudzy drugie. To właśnie chciałam powiedzieć, gdy o nich wspomniałam. I warto tę bardzo ogólną perspektywę mieć jednak na uwadze, a konkretnie - że to sa propozycje nie do poogodzenia, odwiecznie i u samego rdzenia nie do pogodzenia.
              • ola_dom Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:20
                Ale wiersze vilez i ady w ogóle nie są przeciwstawne. One są o czymś kompletnie innym.
                Brak pośpiechu i popędzania wcale nie musi oznaczać lenistwa. A osoba prędka w działaniu może być jednocześnie leniwa w zabieraniu się do obowiązków.
                Ile razy tu padło coś w stylu "mój syn siedzi 5 godzin przed komputerem, a potem zrywa się i pędzi na trening".
                Co ma jedno do drugiego?
                Znam osoby pracowite i obowiązkowe, które są jednocześnie taaaak pooowoooolne, że szlag mnie trafia od samego patrzenia, jak coś robią.
                • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:28
                  Ile razy tu padło coś w stylu "mój syn siedzi 5 godzin przed komputerem, a potem zrywa się i pędzi na trening".
                  W tym wątku raz. Ale w innym kontekście:)
                  • ola_dom Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:30
                    pade napisała:

                    > W tym wątku raz. Ale w innym kontekście:)

                    Jasne :)
                    Ale pasuje do próby przeciwstawienia obu wierszyków :)
                    • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:34
                      hmm, ten pies mi tu zgrzyta
                      • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:37
                        W jakim sensie zgrzyta?
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:39
                      Te dwa wierszyki sa przeciwstawne w podejściu wychowawczym do nich. Czyli- w tym, co te wiersze dla osób je prezentującym mają ... prezentować ;)
                • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:45
                  ola_dom napisała:

                  > Ale wiersze vilez i ady w ogóle nie są przeciwstawne. One są o czymś kompletnie
                  > innym.
                  > Brak pośpiechu i popędzania wcale nie musi oznaczać lenistwa. A osoba prędka w
                  > działaniu może być jednocześnie leniwa w zabieraniu się do obowiązków.
                  >
                  > Co ma jedno do drugiego


                  Olu, zajrzyj tam jeszcze raz, fragment do ktroego komentarzem byl ten wiersz to byla ta wypowiedz Vilez
                  Co z tymi, którzy nie mają owej motywacji wewnętrznej? No nie mają

                  W/w to ewidentny przejaw lenistwa i dlatego przytoczylam o lenistwie. To nie byl wiersz przeciwstawny, tylko przytoczony dla przeciwagi. Ale generalnie wypowiedz Vilez byla o lenistwie (nawanej eufemistycznie brakiem motywacji wewnetrznej) i wiersz o lenistwie.


                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:54
                    Nie, lenistwo nie ma nic wspólnego z brakiem motywacji wewnętrznej.
                    Natomiast, jak dziecko nei ma takiej motywacji, to należy poszukać przyczyn. Być może część problemu leżeć właśnie w tym, że jest zewnątrzterowny (skutek systemu autorytarnego w domu?). A może z jakichś innych deficytów?
    • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 00:04
      Jakiś czas temu rozmawiałam z moim psychoterapeutą, że ktoś coś robi, a ja nie. I on mnie pytał,jak myślę, czemu ta osoba to robi. No i długo myślałam, ale mi podpowiedział. Bo ona chce to robić:) I chociaż ja bym chciała chcieć, bo to w jakimś sensie by odpowiadało moim pragnieniom, to mi się nie chce. Ale psychoterapeuta powiedział, że na to, że komuś się nie chce czegoś nie ma rady. Więc mu uwierzyłam i po jakimś czasie zaczęło mi się chcieć to robić chociaż trochę. Nie wiem, czy pragnienia są w łatwy sposób sterowne nawet przez podmiot "wykonujący". Długo nad tym myślałam, ale nic nie wymyśliłam:) Chyba pewne rzeczy są zwyczajnie poza kontrolą, można się tylko zmusić/kogoś zmusić.
      • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:58
        To jest ważne, co napisałaś.
        Bo wydaje mi się, ze nie da sie w życiu robić tylko tego, co się chce. Ale lepiej wychować dziecko tak, aby miało w życiu jak najmniej tego co "musi", a więcej tego co "chce". Głupie wyprowadzanie psa - czym innym jest wyprowadzanie, bo mama kazała, a czym innym - bo żal psa. W tym drugim wypadku to wyprowadzanie jest mniej nieprzyjemne.
        • sorvina Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:43
          IMHO nie chodzi o rozróżnienie - MUSI zewnętrzne zmuszanie, CHCE - wewnętrzna potrzeba, przyjemność, a łatwo można to do tego sprowadzić. Wiele rzeczy robi się z powodu WEWNĘTRZNEGO MUSZĘ, które jest raczej WYBIERAM - wybieram zrobienie czegoś, czego nie chce mi się teraz zrobić, bo np. pomoże mi to osiągnąć długofalowy cel, na którym mi zależy, albo bo takie są moje wartości np. że kocham zwierzęta i nie pozwolę zwierzakowi cierpieć.

          To inna motywacja, niż zewnętrzne MUSISZ, ale jej wypracowanie jest trudniejsze - wymaga rozmawiania o wartościach, o korzyściach z odraczania małych przyjemności dla większych i wymaga przede wszystkim dobrego modelowania, spójności u rodziców. Łatwiej jest powiedzieć - musisz bo musisz, bo mama tak powiedziała. A mama czasem nawet sama nie wie dlaczego to robi, robi automatem i może nawet mogłaby odpocząć i czasem odpuścić, ale musiałaby zakwestionować własne MUSZĘ wkodowane. Przedefiniować na - to muszę bo chcę, a to mogę olać. No i np. trudno uczyć dzieci motywacji wypływającej z szacunku, gdy się go nie ma do dziecka.

          Wg badań umiejętność odraczania przyjemności i wykonywania mało przyjemnych etapów większego celu, to jedna z najważniejszych umiejętności prowadzących do sukcesów życiowych. Podobno da się nią ćwiczyć, bo to ćwiczenie woli, ale najlepiej działa gdy połączy się to z motywacją wewnętrzną wypływającą z emocji - czyli utrzymywanie wizji DLACZEGO warto to zrobić. Bo decyzje i działanie wypływają z emocjonalnej części mózgu, a nie racjonalnej i tylko w niewielkim stopniu jesteśmy w stanie świadomie "na siłę" się kontrolować. Lepiej nauczyć się skutecznie używać argumentów emocjonalnych do tworzenia wewnętrznej motywacji i stworzyć nawyki, które realizujemy automatycznie.
          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:50
            Sorvina, ja go tego wszystkiego uczę, matrycę priorytetów ma opanowaną:) Dużo z nim rozmawiam, podsuwam mu książki, kilka razy przeprowadziłam z nim ćwiczenia coachingowe. Nie raz robił bilans korzyści i strat. I na koniec było: ja to wszystko wiem mamo, ale mi się nie chce.
            • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:58
              Ja córkom tłumaczę, że mnie się też nie chce wstawać rano i iść do pracy albo gotować obiadu bo mam świetną książkę do czytania ale człowiek ma w życiu obowiązki i przyjemności. Może zamiast książek i ćwiczeń dać przykłady z życia wzięte. Co zrobisz synu jak nie zdasz do kolejnej klasy? On ci pewnie odpowie, że spoko mamo, nie martw się zdam.
              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:59
                Co zrobisz synu jak nie zdasz do kolejnej klasy? On ci pewnie odpowie, że spoko mamo, nie martw się zdam.
                Dokładnie:)
                A takie tłumaczenie, że mnie się też nie chce, to syn słyszy od podstawówki:)
            • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:08
              Nie raz robił bilans korzyści i strat. I na koniec było: ja to ws
              > zystko wiem mamo, ale mi się nie chce.

              PAde, ile Twoj syn ma lat?
              I prosze Cie, nie obraz sie, ale mam pytanie, i mam nadzieje ze mi odpowiesz szczerze, bo chcialabym sie uczyc na Twoim/Waszym przykladzie.
              Czy on zawsze byl taki leniwy? Jesli nie, to jak sie zaczelo to przejawiac, czy z dnia na dzien przestalo mu sie chciec, czy to sie rozwijalo w czasie? Jesli to ostatnie, to jakie byly pierwsze symptomy? Czy widzisz moze zbieznosc z towarzystwem w jakim sie obraca? Jakie syn ma podejscie do autorytetow?
              Czy wykluczyliscie depresje, narkotyki itp?
              Czy sie dobrze odzywia?
              • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:38
                Pamiętam pade taki twój wątek o wczasach i wyjazdach z nastoletnimi dziećmi. Pisałaś że nadal chętnie z wami wyjeżdżają i wieczorami na tych wyjazdach gracie w gry planszowe. Czy to oznacza że jak nie ma ( być może) dostępu do netu na tych zagranicznych wczasach to syn chętnie zajmuje się czymś innym?
                • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:03
                  Tak właśnie jest.
                  Problem z tym netem jest taki, że na laptopie jest kontrola rodzicielska i tam są ograniczenia godzinowe, ale co z tego, skoro net jest w komórce?
                  On te seriale na komórce ogląda właśnie a gdy wczoraj kazałam mu przynieść komórkę, bo nie wychodził z pokoju od rana, to zaraz przyleciał grać w rummikub.
                  No ale jak tu kiedyś przyznałam, że w rozpaczy zabieram dzieciom komórki, żeby się ogarnęły, to przeczytałam, że jestem przemocowcem:)
                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:20
                    Kup komórkę, która nie jest smartfonem.
                    • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:52
                      Kupiłam, podmieniłam, niestety nie zajrzał ani razu do książki.
                      Dzisiaj byliśmy z córą u lekarza, na zakupach, wróciliśmy do domu, poczytałam odpowiedzi w wątku:) i powiedziałam synowi tak: komórka jest u mnie dopóty, dopóki nie nauczy się z fizyki tego, co ma zaliczyć i ja go przepytam. Dopiero po odpytaniu może wyjść, albo siedzieć w necie. Kiedy to zrobi to jego sprawa.
                      Przed chwilą weszłam do pokoju...a moje dziecko uczy się fizyki!:)
                      Czyli muszę dalej bawić się w żandarma...
                      • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 18:32
                        Trudno, kiedyś wreszcie zajarzy, że to żandarmowanie to skutek jego zachowań.
                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:01
                    U nas jest umowa, że po określonej godzinei nie korzysta z netu z niczego: ani na kompie (komp wyłaczony) ani na komórce. I to jest umowa honorowa. On akurat wie, że zaufanie to ważna rzecz.
                    Gdyby mnie oszukał, komórka zostałaby zabrana, ale sobie na to nie pozwoli. A zabrałabym z pewnością. Zresztą, wykup mi minimalny dostęp do netu na koomórce, to działa, gdy przekroczy, wyjdzie to w rachunkach. U nas net w komórce dla niego jest na awarię typu: trzeba sprawdzić rozkład jazdy, zapłacić bilet itd.

                    Pade, czas mu chyba samemu decydować. W tym sensie, żeby sie z nim "dorośle" umawiać. Ja mu tłumaczę że mnie system kar nie pociaga, że nie chcę tak, i że wolę się umawiać, i on to chwyta.
                    A ja nie mam jak na razie podstaw do tego, by nie nie ufać.
              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:35
                Nie wiem czy od zawsze. Bo on od zawsze był trochę inny niż inne dzieci. ja kiedyś na ematce opisywałam swoją walkę, bo inaczej tego nie mogę nazwać, o zdiagnozowanie syna. W skrócie, ja widziałam, ze coś jest nie tak, a szkoła i PPP systematycznie, rok po roku mnie olewała.
                Od zerówki niepokoiło mnie zamienianie liter, odbicia lustrzane, chodzenie po schodach krokiem dostawnym, itd, itd. Rozmawiałam z wychowawcą, poradnią, wyśmiewano mnie wręcz, że histeryzuję i wyrośnie. W 4 klasie się zaczęło. Puste zeszyty, on nie wie co było w szkole, jaki temat, co zadane, on nic nie wie. A gdzie w ogóle jest zeszyt? Też nie wie.
                Chodziłam do nauczycieli, prosiłam o pomoc, nikt mi nic nie doradził. No to sama po pracy siadałam z nim i robiliśmy wszystko co było w szkole. Uczyłam go czytać, pisać, liczyć, rysować, wycinać itd. Robiłam doświadczenia, brałam na spacery, pokazywałam, wyjaśniałam. Robiłam to, co powinna robić szkoła. Nauczyłam go bardziej się koncentrować, wyłuskiwać to, co najważniejsze w treści, robić notatki. Wysłałam na kurs uczenia się i na biofeedback.
                Został zdiagnozowany dopiero pod koniec piątej klasy, przed końcem roku, i tylko dlatego, ze się nade mną dobrzy ludzie ulitowali. I tam, w Polskim Towarzystwie Dysleksji usłyszałam, że syn ma tyle wyuczonych umiejętności, że żadna szkolna reedukacja by mu tego nie dała. Że mam tak robić dalej.
                Czyli nadzorować, korygować, etc.
                Tyle, że raz, że ja już nie miałam siły, bo robiłam to sama, po pracy i w weekendy, dwa, że nie miałam czasu dla córy prawie wcale, trzy zaczęłam tracić wzrok. Mąż nie pomagał, bo uważał, że jak syn dostanie parę jedynek, to się ogarnie.
                No i w gimnazjum przez rok nie byłam w stanie pilnować, kontrolować, bo niewiele widziałam. Poza tym uznałam, ze może to i dobrze (większość deficytów wyrównana), niech w końcu sam za siebie weźmie odpowiedzialność. A tu guzik.
                Więc może jest tak, że to moja wina. Ja go uczyłam i uczyłam jak się uczyć, motywowałam, pilnowałam, nagradzałam. Czyli sterowałam nim. Może go przez to pozbawiłam tej wewnętrznej motywacji, nie wiem.

                Towarzystwo syna jest niewielkie, ale bardzo fajne. Nie ma depresji, przez chwilę palił e-papierosa, jak cała klasa, ale sprzedał, bo stwierdził, ze to głupie. Ma naprawdę poukładane w głowie i jak twierdzi jego najbliższy kolega, jest jedyną osobą, jaką zna, która jest lubiana przez wszystkich.
                Ja się nad przyczyną zastanawiam od dłuższego czasu, próbuję różne metody, sprawdzam co działa, a co nie. Zabranie komórki i ograniczenie neta skutkuje położeniem się spać...
                Aha, obecną klasę bardzo lubi, ze wszystkimi świetnie się dogaduje, jest zadowolony ze szkoły.
                I mam wrażenie, ze do niego nie dociera, że nikt go tam na siłę trzymać nie będzie. Szkoła chce mieć wyniki. Zresztą jest u nich w klasie drugoroczniak z innego liceum, więc ma naoczny przykład.
                • verdana AAAA!!!!! 02.01.15, 15:53
                  Rany boskie. Masz mojego syna????
                  Naprawdę, nie należy pisać, że sie ukradło sznurek, jeśli na końcu przyczepiony był koń:) Dyslektycy tak mają - oni nie są leniwi tak "po prostu". Są leniwi, bo jak sie bardzo, bardzo postarają to zwykle zamiast dwój dostaną trzy mniej.
                  Tu nie chodzi o brak wewnętrznej motywacji, tylko o to, że wysiłek, jaki wkłada przeciętny uczeń w naukę, w wypadku dyslektyka nie przekłada sie na wynik.
                  W wypadku dyslektyków trzeba olać stopnie. Ważne jest, co umie, nie jaką ocenę dostaje. Bo oceny w tym wypadku nic nie odzwierciedlają.
                  Jeśli durna szkoła chce mieć wyniki, to niech ma - a dla syna poszukaj jakiejś bardziej przyjaznej.
                  • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 16:28
                    No tak, tylko zakładasz, że on wkłada wysiłek, a ja Ci mówię, że nie wkłada, nic a nic.
                    Co innego jak dziecko się stara i nie wychodzi, jak raz się zagapi, coś zawali, ok. Ale wtedy nie byłoby tego wątku.
                    On ma np. z angielskiego piątki i jedynki. Piszę do nauczycielki co się dzieje, a ona mi na to, że on zadań domowych nie odrabia. Pytam jego: o co chodzi? masz prywatne lekcje, nie możesz tych zadań wtedy zrobić? Odpowiedź: nie pomyślałem...Nosz....
                    • vilez Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 16:35
                      Pade droga, u nas zestaw "5" i "1" to zestaw standardowy :-)To najczęstsze oceny.

                      Czy to klasa mat-fiz?
                      • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 16:42
                        tak:)
                        • vilez Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 18:36
                          No to ma sporo roboty. Ale fajna klasa :-) Też się zastanawialiśmy albo nad mat-fizem albo nad tym, co teraz.
                          Ach, ja w pierwszej klasie (tez mat-fiz) miałam dwóję na semetr (z rysunku technicznego). No i w ogóle pierwszy semetr był koszmarny (dużo pracy, ogrom w porównaniu z podstawówką), potem się przestawiłam. Może on też tak ma?
                    • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 16:54
                      Aelż skąd. Nie wkłada, bo na początku kariery szkolnej nauczył sie, ze to i tak niewiele daje.
                  • vilez Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 16:31
                    I mojego :-)
                    Dyslektyk.
                    Dlatego z Tobą o tym rozmawiam, Pade, bo przeciez pamiętam, że to dyslektyk. Zapomnij o tym, ze on będize taki, jak inni. Nie będzie. I dobrze :-)
                    Verdana dobrze pisze- sopnie olac, licza się relane umiejętności i na na wymiar Twojego syna. JA tak własnie "odkryłam" obu moich dyslektyków.
                    Szkoła, no cóz....szkołę trzeba przebrnąć.
                    A nasi synowie ida innymi kanałami. Po prostu.

                    Pamiętam Twój watek o tym, czy do LO czy do technikum. tez pzrechodziłam to wahanie. My dalismy do technikum, bo jednak tam nie ma takiego nacisku na ogólne wymagania. I się jak na razie sprawdza. oceny oczywiście, nie będą gwiazdorskie, hehe ;)I tez nas czeka kolejne spięcie, bio gdy wróci, to am zaliczac geografię, a nawet map nie przygotował (choc marudzi o nich od tygodni). Wiec się zetniemy, ale jakoś pójdzie ;)

                    To sa kochane dzieciaki, Pade :-)
                    • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 16:46
                      Ja wiem, że kochane, w życiu bym go na inne dziecko nie zamieniła:)
                      Ale wiem, że z jednej strony mu zależy, żeby być w tej klasie, w której jest, bo ma fajnych kolegów i koleżanki a z drugiej "robi" wszystko, żeby z niej wylecieć. Szkoda by było.
                      • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 16:56
                        Nie robi wszystkiego, tylko jest dyslektykiem. Dysleksja to nie tylko problemy z czytaniem i pisaniem.
                        Jemu tak naprawdę przydałby sie prywatny nauczyciel dwa-trzy razy w tygodniu. Jesli Cię na to stać, to pomyśl o tym.
                        • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 17:58
                          Wiem, że nie o czytanie chodzi, wiem..
                          Na nauczyciela nas nie stać. Syn miał kiedyś korepetycje z matmy, po pewnym czasie studentka do mnie dzwoni i mówi: ja nie wiem, czego mam go uczyć, to nie jest tak, ze on nie umie, umie! tylko trzeba go popychać, albo przypominać.
                          Żeby zatrudnić nauczyciela musiałabym zrezygnować z jego tenisa i angielskiego, a tego nie chcę. To już wolę sama za żandarma robić:)
                          • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 18:05
                            Nie da sie samemu robić za żandarma. Wszystko co piszesz już przerabiałam - robienie za żandarma trzeba mieć we krwi, poza tym to koszmarnie psuje stosunki rodzinne.
                            Zastanów sie też , czy "popychanie" i teoretyczne "nie umienie" nie jest związane z tym,z ę dyslektyk w stresie odpowiada nie to , co umie, tylko cokolwiek - sprawiając wrażenie albo lenia, albo idioty. I to niestety nie jest tak, że jak się zmobilizuje, to odpowie prawidłowo.
                            A chociaż raz w tygodniu? Ja do dziś żałuję, że nie stanęłam na głowie i nie wynajęłam korepetytora, choćby kosztem czegoś istotnego.
                            Na pociechę - syn, kopia Twojego syna, dzwoni do mnie teraz i biada "Dlaczego ci studenci sie nie uczą, nawet im sie przeczytać lektury nie chce".

                            • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 18:11
                              Pamiętam co mi odpowiadał jak go wyrwałam do odpowiedzi:) Dużo czytałam na temat dysleksji, wiem, że to inny świat i całkowicie akceptuję syna. Tylko chyba dałam się zwieść mężowi i uwierzyłam, że syn sam się ogarnie. No i nie znoszę robić za żandarma:(
                              • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 18:14
                                Nie ogarnie.
                                Absolutnie nie wierzę w możliwość robienia za żandarma przez osobę, która tego nie znosi. Mnie zawsze mijało najdalej po dwóch tygodniach. Dlatego własnie jestem za tym, aby wynająć choćby studenta psychologii czy pedagogiki do pilnowania ze dwa razy w tygodniu.
                                Robiąc sporadycznie za żandarma doprowadziłam syna do nerwicy,a siebie na pogranicze załamania nerwowego. Nie pomogło.
                                • vilez Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 18:42
                                  Ja też nie umiem. I uważam, że to absolutnie nie jest rola rodzica. Rodzic ma być od wspierania, pocieszanmia i takich tam.
                                  Czasem musiałam, ale wspominam to koszmarnie. Nie ja, nie dla mnie.

                                  Ps. Mój starszy syn też miał korki z matmy, wiele lat. No, ale on ma potężną dyskalkulię. Z chemii do poprawki uczyłam go sama, do ostatniej poprawki z matmy też go przygotowywałam. Ale ile nas to kosztowało, to moje ...
                                  No, ale to egzemplarz szczególny, bo i dyskalkulia i fobia.
                                • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 20:20
                                  Ale fajny pomysł z tym studentem:) Dzięki:)
                                  Najpierw przeczytałam o studencie i reszta mi umknęła, a teraz sobie myślę, że student psychologii to byłby całkiem dobry pomysł.
                                  W przypadku żandarmowania mojego syna to ja się wykończyłam, a nie on. Cały czas się kontrolowałam, wiedziałam, że to nie jego wina, że jest jak jest, więc szukałam metod, które pomogą. No i cały czas pracowałam nad jego poczuciem wartości, świętowaliśmy każdy sukces. Ale taka praca dzień po dniu, po parę godzin plus weekendy, plus nieuniknione gorsze dni i porażki, plus zero mojego wypoczynku bo gdy syn odpoczywał ja miałam inne obowiązki, to wszystko mnie wykończyło tak, że podupadłam na zdrowiu. To jest jakaś masakra:) I tak sobie myślałam kiedyś, że może powinnam już odkładać kasę i założyć fundusz na nauczycieli dla wnuków:)
                            • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 18:43
                              E tam, po jakims czasie, gdy dziecko nauczy sie, ze mama jest konsekwentna w swoich zapowiedziach, bedzie reagowalo na zwykle prosby, wystarczy wowczas tylko zwykle przypomnienie typu sluchaj pamietam, ze wspominales, ze masz fizyke do zaliczenia, to wez sie za nauke, bo czasu malo zostalo.
                              • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 18:54
                                Zaręczam Ci, że nie. Za to nauczy się lepiej kłamać.
                                • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 18:57
                                  Dokładnie.
                                • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 19:13
                                  Verdano, ale takiego gimnazjaliste mozna spokojnie jeszcze przepytac z materialu, ktorego mial sie nauczyc i wtedy wyjdzie, czy sie nauczyl czy lezal na lozku patrzac w sufit i myslac o niebieskich migdalach. Poza tym chlopcu dla higieny psychicznej potrzeba duuuzo sportu, silny i wymagajacy trener, i musi lubic to co robi, wowczas, majac malo czasu bedzie sie musial ogarniac ze szkola ekspresowo, i chodzi mi o sport nie na poziomie 2h w tyg, ale np. 1-2 h dziennie. To naprawde swietnie wplywa na rozwoj psych. i fiz. chlopca.
                                  • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 19:28
                                    Tak, tylko wtedy niszczysz sobie stosunki z dzieckiem. Bo ono nie umie, a ty się denerwujesz. Zaczynasz oceniać dziecko nie jak swoje dziecko, ale jak ucznia - w dodatku leniwego i marnego. Słabi uczniowie powinni w domu funkcjonować jako domownicy, dzieci, synowie i córki, a nie jako uczniowie, którzy znowu nie dają sobie rady.
                                    Poza tym to, ze chłopcu jest potrzebny wymagający trener to szkodliwy stereotyp. Taka mieszanka - brak sukcesów w szkole, w domu potwierdzanie bezustanne tego, że się nie umie + wymagający trener i dużo sportu (kolejna dziedzina, gdzie trzeba byc dobrym) - może doprowadzić do kompletnego załamania nerwowego. Oczywiście, inaczej jest, gdy chłopak czy dziewczyna sport lubią. Ale jako element wychowawczy pt. "Potrzeba ci kolejnych zajęć, gdzie cię zdyscyplinują" to najlepsza droga do zmarnowania życia takiemu chłopakowi. Chyba nie bardzo wiesz, co mówisz.
                                    • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 20:00
                                      Zgadzam się w całej rozciągłości. My z synem szukaliśmy takiej aktywności, która mu będzie przede wszystkim sprawiała dużą frajdę.
                                      Trenował 3 lata aikido, potem koszykówkę, siatkówkę, 3 lata piłkę nożną.
                                      Z tenisem to całkiem przez przypadek wyszło. Zagrał z mężem na wakacjach i zobaczyliśmy, że ma do tego dryg. Poszukałam klubu, został przyjęty i dobrze się tam czuje. Trener go pozytywnie motywuje, syn jest z siebie zadowolony i o to chodzi.
                                      • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 20:07
                                        Pade, skąd jesteś?
                                        Bo tak myślę, ze może i Tobie i synowi przydałaby sie rozmowa z moim synem - właściwie jego sytuacja była identyczna. A on jest psychologiem.
                                        • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 20:08
                                          Z Wrocławia.
                                          • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 20:22
                                            Daleko, cholera:)
                                    • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 20:32
                                      Verrdano ale nie rozumiem dlaczego zakladasz, ze po realnej nauce dziecko sie nie nauczy? Czy za bardzo interpretujesz na podstawie jednostkowej sytuacji swojego syna. Przeciez Pade pisze, ze syn jest zdolny, tylko mu sie nie chce. To wszystko co piszesz znajdzie zastosowanie rzeczywiscie do slabego ucznia i slabego chlopca w sporcie. Ale mam wrazenie, ze syn Pade ma potencjal, tylko moze troche nieodkryty. I ten pomysl porozmawiania z psychologiem uwazam za dobry, trzeba go wspierac z wielu stron, moze wpadnie na wlasciwy sobie tor a potem to juz sam pociagnie w strone, ktora go zainteresuje. I nie muso ziostac zadnym zawodowym sportowcem, wystarczy ze z tego sportu wykorzysta to co najlepsze dla ksztaltowania swojego charakteru i dojrzalosci.
                                      • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 20:38
                                        BO JEST DYSLEKTYKIEM.
                                        Pade pisze, że syn ma dysleksję. Osoby z dysleksją zazwyczaj nie mogą nauczyć sie wszystkiego tak sprawnie, jak osoby bez. Jak naucza sie fizyki, to zawalą historię. Osoby z dysleksją są zwykle leniwe właśnie dlatego,z e bardzo wcześnie nauczyły się, że cokolwiek robią i tak mają gorsze oceny od pozostałych. Bo na chemii np. napisały wszystko, ale symbole pierwiastków są z małej litery. Wykuły na pamieć wzory, ale pomyliły sie w ich przekształcaniu. Znają funkcje doskonale, ale zamiast + napisały -.
                                        Dyslektycy nie mieszczą sie w systemie szkolnym. Zazwyczaj są o wiele słabszymi uczniami, niz mogliby byc. I żadna wytężona praca tego nie zmieni.
                                        Codziennie dwie godziny sportu z wymagającym trenerem mogą człowieka zniszczyć, zanim ukształtują mu charakter. Zresztą to mit, ze sport kształtuje charakter.
                                        • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:21
                                          To prawda, co pisze Verdana. Syn dostał 98% z angielskiego z egzaminu gimnazjalnego. Ja skakałam pod sufit ze szczęścia, a on na to: no i musiałem coś spiep. popsuć.
                                          Albo cyferki pozamienia, albo mu się strony pomylą, albo czegoś nie doczyta.
                                          Wiesz o co prosiłam nauczycielkę matematyki w podstawówce (notabene, ona ten mój pomysł wykorzystuje teraz do pracy z dyslektykami)? Żeby zadania z treścią dzieliła mu na części. Tzn. cięła na paski, każde zdanie na innym pasku. Albo zamazywała innym kolorem. Bo się zorientowałam, że jak zadanie ma kilka linijek, to choćby kuł na blachę miesiącami to i tak mu się pomyli, bo zdania się zlewają w jedno. Ten sposób z kolorami, albo paskami działa, no ale w gimnazjum trochę głupio było o to prosić, w licem tym bardziej, więc syn takie zadania omija szerokim łukiem z automatu.
                                          I fakt, syn ma poziom inteligencji dużo powyżej przeciętnej, a wpadki są czasem na poziomie przedszkola.
                                          • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:26
                                            No tak...
                                            Mój syn wrócił z egzaminu magisterskiego, na którym dostał piątkę. Komentarz "Mogło być lepiej".
                                            Pocieszę Cię - na studiach moi synowie odżyli. Liceum trzeba przetrwać, jak Legię Cudzoziemską. Oceny powyżej 1 traktować jak sukces.
                                            • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:37
                                              :)
                                              Ja sobie dzisiaj wszystko przypomniałam. Jak to wyglądało, jak sobie mówiłam: byle do szóstej klasy, dam radę. Potem gimnazjum...I chyba syn mnie rozpieścił, bo w gimnazjum miał jedną dwójkę na semestr z ...edukacji dla bezpieczeństwa:D
                                              Dlatego sądziłam, że w liceum też będzie dobrze, a tu zonk.
                                              • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:42
                                                Z liceum syn wyleciał po I semestrze.
                                                Tzn zabrałam go,zanim wyleciał. Najlepsza decyzja w życiu.
                                                Ale ja sama, najlepsza uczennica w szkole podstawowej, w liceum miałam same trójki (poza fizyką, gdzie miewałam i dwójki). Jedynek wtedy nie było.
                                                Zastanów sie, czy jednak nie liceum jest tu winne. Nie syn. Sporo liceów podwyższa sobie poziom nie ucząc, a wymagając. Dwa lata odsiewa tych, co nie uczą sie sami, najlepiej jak potrafią, a potem cieszy sie miejscem w rankingach. Jest w Warszawie liceum, które moi młodzi znajomi wspominają jak horror. Inne, w którym kuratorium zarządziło kontrolę po tym, jak pięciu uczniów z dwójkami z matematyki na maturze napisało maturę rozszerzoną na 100%.
                                                • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:46
                                                  Jego liceum jest całkiem przeciętne, rejonowe, (ma do szkoły 5 minut), daleko mu do najlepszych, ale najgorsze też nie jest.
                                                  Pytałam syna czy chce zmienić szkołę, odpowiedział: nigdy w życiu!
                                                  • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:51
                                                    To jeszcze nie tak źle.
                                                  • vilez Re: AAAA!!!!! 03.01.15, 00:00
                                                    Jak sam chce zostać, to niech zostaje. Zobaczycie po pierwszym semestrze. Nie ciśnij go na siłę. On musi sam się pozbierać i odnaleźć w tym - albo nie i wtedy będziecie myśleć, co dalej.
                                              • vilez Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:57
                                                Pade, moje dzieci diagnozowane od zerówki i rozmaite terapie i ćewiczenia. Zajęło mi kilka lat, by pojąc, że nei am co katować dzieciaków, bo to i tak niewiele nie daje. Skórka nie warta wyprawki. i dałam na luz. I już tylko pilnuję, by młodszy nie miał takiego horroru, jakiego doświadczył starszy. By szkoła nie uszkodziła kolejnego dziecka. Już nie pozwolę. Zero katowania. I tak sami z siebie wiedzą i potrafią więcej, niz szkoła jest w stanie dać. A standardowe wymagania szkolne to szkoła se może wsadzić ... Powiedziałam ja, nauczyciel.

                                                Moi dobrze wypadają na testach. To ich ratuje. Nadprzeciętnie. Co zresztą pokazuje, jak się mają testy do szkoły. Otóż, nijak. Kompletnie nijak. I to było tyle o szkole, hehehe :-)
                                          • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:32
                                            To powinnas mu wyrobic zaswiadczennie o dysleksji i isc z tym do szkoly, zlozyc je w papierach szkolnych, porozmawiav z wychowawczynia i z innymi jego nauczycielami w szkole, poinformowac ich jakie problemy praktyxczne dziecko ma z powodu dysleksji, co mu pomaga, poinformowac, ze te bledy ktore robi wynikaja z zaburzenia a nie z tego, ze sie nie uczy, nie przyklada, jest roztrzepany itd. Wowczas powinni spojrzec na niego adekwatnie do jego zaburzenia, im wiecej sie nauczyciele naucza tym syn bedzie mial lepiej i inne dzieci z podobnym problemem rowniez. Idz na indywidualne rozmowy z nauczycielami i niewazne, ze to jest gimnazjum.
                                            • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:35
                                              Zuzi, naprawdę zaświadczenie o dysleksji niewiele zmienia. Zresztą podejrzewam, że syn Pade je ma.
                                              Żaden matematyk nie zaliczy zadania, w którym pomylone sa cyfry. Historycy nie odpuszczą znajomości dat. Geografowie - nieumiejętności odnalezienia na mapie północy.
                                              • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:43
                                                No otóż:)
                                                Ja tam rozumiem, że osoby, których dzieci nie mają dysleksji czy add, czy deficytu uwagi sądzą, że wystarczy tylko....i problem zniknie.
                                                Nie zniknie. Ja też tak myślałam, nie mam żadnych dysfunkcji, nie ogarniam tego, ale nauczyłam się rozumieć i z tym żyć.
                                                Orzeczenie w liceum można sobie na ścianie powiesić, albo w wc.
                                                Jak syn był w gimnazjum miałam jeszcze cierpliwość, chodziłam do każdego nauczyciela z osobna i tłumaczyłam co to jest dysleksja, drukowałam materialy, etc. Teraz to się mija z celem.
                                                • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:50
                                                  Taak, ile ja sie nasłuchałam "Bo trzeba z dzieckiem pracować, jakby sie pracowało, to by wyniki były".
                                                  No i dzieci pracowały, wypełniały dziesiątki ćwiczeń, z każdym kolejnym rozumiejąc coraz bardziej, że są głupie, bo niby sie uczą, a wyniki są mniej-więcej zerowe. Mniej więcej, bo raczej było coraz gorzej, a nie coraz lepiej.
                                                  Lepiej było po wakacjach, jak nie robiły nic.
                                                  Pierwsze dziecko wykończyłam nerwowo. Przy dalszych ja sie mniej przejmowałam i okazało sie to zbawienne. Nie mówiąc o tym, że córka, w bardzo przeciętnym liceum trafiła na rewelacyjnego polonistę, który powiedział "Jeśli ona nie zna ortografii, to najwyraźniej dlatego,że nie może jej znać" i nie tylko stawiał szóstki za wypracowania bez przecinków i z błędami, ale jeszcze sterroryzował matematyka:) Dzięki niemu córka pisze zawodowo. Bez przecinków. Gdyby trafiła do innego liceum - pewnie by bała się cokolwiek napisać.
                                                  • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:56
                                                    Ja pracowałam i efekty były, ale ogromnym kosztem. Poza tym, pewnych rzeczy się nie przeskoczy, po prostu, trzeba się z tym pogodzić i zaakceptować.
                                                    A te ćwiczenia, które mu zaproponowano w gimnazjum, były śmiechu warte. Jedyna korzyść to fajna prowadząca, która starała się jak mogła, żeby podbudować dzieciaki psychicznie.
                                                • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:55
                                                  Pade, ale przyznam Ci sie, ze dopoki nie wspomnialas o dysleksji syna, to pisalas swoje posty jak o typowym nastolatku. Chyba sama nie bylas swiadoma tego, ze to wlasnie ta nieszczesna dysleksja tak negatywnie wplywa na jego zachowania. Dopiero Verdana rzucila na ten temat duzy nacisk i wyszlo na to, ze jest to sedno problemow dziecka. Nie wiem jak sie postepuje z dzieckiem z dysleksja dlatego napisalam, ze nalezynkorzystac z pomocy specjalisty, ktory podpowie co nalezy robic a czego nie. Szkoda, ze licea olewaja takich uczniow, to b. niesprawiedliwe dla takich dzieci. Tak nie powinno byc.
                                                  • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:02
                                                    Wierzę, że tak to mogło wyglądać. Po prostu syn mnie przyzwyczaił, że sobie radzi, lepiej lub gorzej, ale radzi. A od września jest masakra.
                                                    Ja go nie traktuję jak dyslektyka, tylko jak normalnego nastolatka, staram się nie tłumaczyć wszystkiego dysleksją, ale tu chyba popełniłam błąd.
                                                    I wierz lub nie, ale póki co, lepszego specjalisty od siebie, jeśli chodzi o dysleksję do tej pory nie znalazłam:)
                                                  • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:06
                                                    Ja znalazłam, szóstą z rzedu psycholog.
                                                    Z tym, że od dysfunkcji przeszłyśmy do plotek, od plotek do picia wina i jest od 20 lat moją przyjaciółką.
                                                    Jesli chodzi o Twojego syna to zastanowiłabym sie nad dwoma sprawami - czy aby jednak szkoła nie ma obyczaju pokazywania w pierwszym semestrze wszystkim, że są głąbami i że "tu się trzeba uczyć". Bardzo, niestety, powszechne zjawisko.
                                                    O druga sprawa - skoro syn radził sobie w gimnazjum , a teraz nie chce mu sie robić absolutnie nic, nie może sie do niczego zmusić, choć szkołę jako taką lubi - to ja bym poważnie rozważyła, czy to nie jest lekka depresja.
                                                  • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:13
                                                    Dziękuję. Obie rzeczy biorę pod rozwagę (pierwsza-tak właśnie jest i to przyznała wychowawczyni, czego nie omieszkałam skomentować). Nie lekceważę niczego, przyglądam się i zawsze trzymam rękę na pulsie.
                                                  • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:02
                                                    Ale syn Pade zaliczył - podobnie jak większość dzieci z tą dysfunkcją - już wielu specjalistów.
                                                    Specjaliści mogą pomóc, ale dysleksja jest nieuleczalna, pewne jej objawy zostają na zawsze.
                                                    Niektóre dzieci źle kończą, zaliczając tych wszystkich specjalistów, moich dwóch synów zostało tak zainfekowanych, ze poszli na psychologię:)
                                                  • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:15
                                                    W takim razie syn musi nauczyc sie z tym zyc, aby moc mimo tego cieszyc sie zyciem, najlepiej korzystajac z doswiadczen innych starszych dyslektykow, moze sa jakies fajne fora na ten temat. A jako rodzice musicie brac pod uwage to, ze dziecko ma dysleksje i dostosowac wymagania do jego mozliwosci. Nie denerwowac sie nadmiernie, majac swiadomosc, ze dziecko pewnych rzeczy nie przeskoczy.Czy maz tez jest dyslektykiem?
                                                  • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:38
                                                    no wypisz wymaluj Ciocia Dobra Rada:D
                                                  • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 03.01.15, 00:13
                                                    Pade pamietam, ze narzekalas na meza, stad moje pytanie, moze on tez jest dyslektykiem :)
                                                  • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:16
                                                    A dlaczego uwazasz, ze zle koncza ci co poszli na psychologie? Ja np. zaluje, ze nie poszlam.
                                                  • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:19
                                                    Żartuję:) Ale po psychologii ni ma pracy, szczególnie dla facetów.
                                                  • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:40
                                                    Ostatnio na SWPS spotkałam sporo facetów po psychologii - prowadzących zajęcia teoretyczne, ale również trenerów i coachów. Właściwie to trzy kobiety i aż ośmiu facetów:) Może coś się zmienia?
                                                  • pade Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:42
                                                    I żeby było śmieszniej, to mój syn też się interesuje psychologią:D
                                                  • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 03.01.15, 00:16
                                                    Dobre :-) teraz co drugi coach w sieci to facet.
                                                  • verdana Re: AAAA!!!!! 03.01.15, 09:45
                                                    Psycholog i coach to nie to samo.
                                                    Poza tym w sieci... W sieci to każdy może być coachem, inżynierem, albo neurochirurgiem.
                                            • vilez Re: AAAA!!!!! 03.01.15, 00:04
                                              Wiesz,co daje zaswiadczenie o dyskalkulii? NIC. Pzoa wydłuzponym czasem na egzaminie, co i tak nic nie daje. Żadnych wytycznych szczegółowych, żadnej odrębnje pracy z dzieckiem, żadnego indywidualnego podejścia do dziecka, żadnych dostosowanych wymagań. NIC.
                                              Se wiesz, że dziecko ma dyskalkulię. I nic z tego nie wynika. Bo nie.
                                              Możesz sobie to zaświadczenie oprawić i na ścianie powiesić.
                                              • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 03.01.15, 00:17
                                                A jak te sprawy sa traktowane w szkolach za granica? Ktos wie.
                                  • vilez Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 19:46
                                    > 1-2 h dziennie.

                                    ?? To już jest sport wyczynowy, a temu jestem zasadniczo przeciwna. Choć oczywiście, gdyby dziecko samo nalegało, to bym nie stawała okoniem. Ale sama w życiu bym mu czegoś takiego nie proponowała, bez jaj ...

                                    Co do reszty, podpisuję się pod Verdaną.

                                    • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 19:48
                                      Moim zdaniem jest to idealny przepis na psychiczne zniszczenie człowieka - zmusić go do bezustannej, wytężonej pracy, w której ma wyłącznie wymagających, niezadowolonych przełożonych i minimum sukcesów.
                                      A sport 2 godziny dziennie z wymagającym trenerem zniszczy mu dodatkowo zdrowie.
                                      • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 20:24
                                        Znowu przesadzacie, znam wielu chlopcow, ktorzy tak funkcjonuja, bo tak SAMI chca i lubia, mamusie nic im nie narzucaly, dzieci same wybraly. Czy w gimnazjum nie ma jakiejs druzyny sportowej typu siatkowka, koszykowka, judo etc. ktora to druzyna ma sukcesy, jezdzi na zawody itd. Chlopcy lubia takie klimaty, motywuje ich to swietnie i sa bardziej ogarnieci zyciowo, plus co ciekawe intensywny sport wplywa czesto na lepsze oceny w szkole, bo aktywizowany stale sportem mozg lepiej i sprawniej funkcjonuje, co przeklada sie na lepsze wyniki w szkole ( oczywiscie nie zawsze, ale czesto). Takze dobrze by bylo, gdyby syn Pade znalazl dla siebie dziedzine, ktora go wciagnie i ktora w dlugim okresie czasu wplynie na to, ze chlopak sie ekspresowo ogarnie. A odnosnie trenera, jesli ojciec jest malo wymagajacy, to taki wymagajacy trener ( oczywisvie bez przegiecia) to zbawienie dla chlopca, nauczy go sily woli, konsekwencji, wytrwalosci i wielu innych, przydatnych w zyciu cech. Najgorsze dla chlopcow sa nadopiekuncze mamy, ktorym.jest szkoda dziecka, bo to je uwstecznia w rozwoju, nie daje motywacji do wysilku itd. Oczywiscie nie kazdy chlopiec lubi sport. Ale widzialam juz wielu, ktorzy z rozlazlych istot pod wplywem.intensywnego sportu zmieniali sie nie do poznania. Moze jakis klub sportowy jest w poblizu domu, jesli szkola nie ma nic sensownego do zaproponowania. A moze jesli lubi tenis ziemny, trzeba isc w tym kierunku, tylko bardziej intensywnie, tj. treningi i jak najczestszy udzial w roznych zawodach, tu ojciec moglby sie zaangazowac i na takie zawody z synem jezdzic. To wciaga, chlopcy lapia szybko bakcyla rywalizacji, a gdy zaczynaja osiagac sukcesy, wowczas to dopiero ich wciaga. Milo patrzec na takie dzieciaki, ktore sie na rozne sposoby spelniaja. I wtedy nie ma marudzenia, rozwalania czasu, trzeba sie nauczyc swietnie go organizowac, bo nie ma zbytnio czasu do rozwalenia.Plus sukcesy sportowe przekladaja sie na docenianie takiego dziecka przez szkole, kolezanki :) i kolegow z innych klas, takie dziecko rosnie w oczach, nabywa smialosci. Sport swietnie hartuje i przygotowuje do zycia a szczegolnie wlasnie chlopcow.

                                        • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 20:42
                                          Jak ktoś chce i lubi, to moze robić to co chce i lubi. Ty jednak dajesz rady dla kogoś, kto ani chce, ani lubi. Tzn. uprawia ten sport, który lubi, ale nie codziennie.
                                          I powtarzasz pseudopsychologiczne mity, ze chłopcu potrzebny jest wymagający ojciec. Każdemu dziecku, niezależnie od płci potrzebny jest ktoś w miarę wymagający, niekoniecznie ojciec, ale tacy trenerzy, jak opisujesz, są w amerykańskich filmach,a nie w rzeczywistości. W rzeczywistości "wymagający trener" chce mieć wyniki, i jak ktoś nie rokuje, to nad nim nie pracuje, tylko go wyrzuca.
                                          I nie każdy lubi zawody. Nie każdy lubi rywalizację. Przymusowa rywalizacja nikomu nie naprawi charakteru. I skąd ta pewność, ze każdy będzie miał sukcesy? Większość trenujących i startujących żadnych sukcesów nie ma.
                                          • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 21:18
                                            To chyba Verdano zyjemy w odmiennej rzeczywistosci lub many odmienny sposob jej postrzegania. Tacy trenerzy to tylko w amerykanskich filmach...chyba Verdano nie bardzo sobie zdajesz sprawe jacy sa teraz trenerzy, juz nawet dla dzieci z pierwszych klas podstawowki. To juz nie te czasy Verdano co kiedys.Ale skad wiesz ze syn Pade ani nie chce ani nie lubi? Moze jeszcze do konca nie odkryl co chce i co lubi? Dobrze, gdyby sprobowal roznych dziedzin, oczywiscie, jesli chce, bo jesli nie, to zmuszac nie wolno.Ty z gory zakladasz, ze on nie chce, wszystko pod przymusem, dziecko uciemiezone i sterroryzowane rygorem itd. strasznie pesymistyczne spojrzenie na zycie. Skoro stac go i na 5 to chyba ma potencjal, a ze mu sie nie chce, ja mam tak np., ze im mam bardziej leniwy okres w zyciu i im mniej robie, tym mi sie jeszcze bardziej nie chce. Ale gdy sie ogarniam, mam malo czasu i duzo do zrobienia, to mam wiecej checi na inne sprawy. Jezeli to dziecko ma podobnie np. to moze to wplywac na to, ze coraz bardziej mu sie nie bedxie chcialo za nic wziac. Dobrze by bylo, gdyby Pade cos wiecej napisala, czy ma jej zdaniem potencjal, czy nie, czy dysleksja tak silnie wplywa na jego mozliwosci, ze je faktycznie blokuje. Bo jesli tak jest, to rzeczywisvie warto by bylo, aby skorzystala z Twoich doswiadczen z synem. I mam wrazenie, ze jest troche tak, ze Pade by chciala, zeby syn byl co najmniej taki jak ona, a moze on jest bardziej taki jak tata i do poziomu Pade nigdy nie dojdzie ( to tylko przyklad, bo. nie znam taty chlopca). Trzeba sie mu uwaznie przygladac i oceniac realnie jego mozliwosci bez przesterowanych wymagan, byc moze z pomoca specjalisty. A co do wymagajacego taty, skoro Pade pisze, ze ciezko jej wymagac, opisuje meza tez jako niezbyt wymagajacego w stosunku do syna, to stad moje wspomnienie o wymagajacym trenerze, jak sama piszesz, wazne zeby ktos taki byl, nie musi to byc mama ani tata.
                                            • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 21:39
                                              Jakby nastolatek chciał uprawiać sport wyczynowo, to by juz go uprawiał. Wymaganie , aby codziennie chodzić na treningi jest wymaganiem absurdalnym - może 1% osób i to zapalonych sportowców na to sie zgodzi dobrowolnie.
                                              Syn Pade lubi tenis. Uprawia tenis. Ale nie codziennie. I wątpię, aby ktoś, kto ma problemy z nauką i musi uczyć sie więcej niz rówieśnicy dobrowolnie zgodził sie na zajęcia od rana do zmierzchu.
                                              Dysleksja wpływa na możliwości każdego, kto ja ma. A dzieci nie są kopiami rodziców.
                                              • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 21:58
                                                Oczywiscie, ze dzieci nie sa kopiami rodzicow, czesto sa podobne same do siebie, a czasem sa mixem rodzicow i siebie samego. o. Ja znam przypadki, gdy dzieci dopiero w koncowce gimnazjum odkryly jaki sport je kreci i zaczely go uprawiac intensywnie. I Ty znowu o tym wymaganiu, dalej swoje, mozna mu zaproponowac a dalej on sam decyduje co zrobi. To jak na podstawie przykladu Twojego syna dysleksja wplywa na funkcjonowanie takiego czlowieka? Moze Pade napisze jak to wplywa na jej syna. A konsultacje psychol.moze byc przeciez przez skype'a, pierwsze spotkanie w realu a reszta przez skype.
                                                • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:02
                                                  Toteż syn Pade uprawia. Tenis.
                                                  I naprawdę sądzisz, ze komuś, kto ma problemy z nauką należy proponować codzienne uprawianie sportu?
                                                  Dysleksja przede wszystkim może wpłynąć na samoocenę i chęć do pracy. Ale nie będę na forum opisywała mojego syna. Ani córki. Ani drugiego syna. Ani ich ciotki. Wszyscy dyslektycy.
                                        • vilez Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 21:07
                                          > A odnosnie trenera, jesli ojciec jest malo wymagajacy, to taki wymagajacy
                                          > trener ( oczywisvie bez przegiecia) to zbawienie dla chlopca, nauczy go sily
                                          > woli, konsekwencji, wytrwalosci i wielu innych, przydatnych w zyciu cech.

                                          Yyy.. wybacz Zuzi, ale już od samego czytania tego mnie mdli. Gdyby moim synom by to odpowiadało to ok, ale podejrzewałabym, że z nimi jest coś potężnie nie tak, i byłabym zdziwiona. Pamiętaj, ze mówisz o codziennym 1-2 ha treningu, nie o treningu dwa - trzy razy z tygodniu, ?ój syn trenowął kilka lat karate, jeździł na zgrupowania, obaj jeżdżą na rowerze, nartach, pływają, maszerują. Ale taki trening.... no, na szczęście nie.

                                          Wymagajacy ojciec dla syna? A co to ma być? skąd masz taką ideę? Czemu dla syna i czemu wymagający? Jesu... Może jeszcze powinni obowiązkowo do wojska iść, co?

                                          A co do rywalizacji, osobiście uważam ją za aberrację. No, tak mam. Ktoś , kto musi rywalizować i lubi rywalizować, ma u mnie do tyłu. Mam nadzieję, że moje dzieci będą chciały osiagnąć nie dla tego, że są w czymś lepsi od innych, i nie będą się z innymi porównywać, ale dla rzeczy samej- tak, wiem idealizm. Ale tak mam.
                                          • sorvina Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 21:23
                                            Tak offtopikowo - świetny wykład wieloletniego nauczyciela i trenera o zdrowym podejściu do sukcesów i zwyciężania: www.ted.com/talks/john_wooden_on_the_difference_between_winning_and_success (są polskie napisy) . Polecam.
                                          • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 21:23
                                            Vilez takie dzieci oprocz tego, ze rywaluzuja z innymi dziecmi, walcza tez z samymi soba, ze swoimi slabosciami etc. to ksztaltuje charakter i wplywa na dojrzalosc. A odnosnie wymagajacego ojca juz odpowiedzialam, to nie musi byc ojciec ani matka, wazne zeby ktos taki byl.
                                            • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 21:35
                                              Bzdura.
                                              Ze swoimi słabościami walczą te dzieci,które lubią sport i chcą wygrać. Reszta najwyżej walczy z nadmiernymi wymaganiami rodziców. I zazwyczaj przegrywa.
                                              Zmuszanie dziecka do rywalizacji kształtuje wyłącznie umiejętność podporządkowania się absurdalnym wymaganiom rodziców. To troche jak ze stopniami w szkole. Dziecko, które lubi się uczyć i ma same piątki być moze kształtuje swój charakter ucząc sie nielubianej fizyki, zamiast robić coś co lubi (choć i tu wątpię). dziecko, od którego rodzic wymaga, aby miało same piątki na pewno nie ukształtuje w ten sposób swego idealnego charakteru, przeciwnie. Przez wiele lat będzie musiało pracować nad jego zmianą na licznych terapiach.
                                              A co do trenerów - sympatyczni trenerzy bywają, tak, ale nie tam, gdzie mówimy o codziennych treningach - tam trenerzy sa nastawienie na wynik. Osoba, która została zmuszona do treningów, choć nie jest ani chętna, ani wybitna, raczej zostanie wyrzucona czy zgnojona, a nikt nie będzie pracował nad jej charakterem.
                                              Wiesz co proponujesz? Najbardziej toksyczny rodzaj rodzicielstwa "My, rodzice, wiemy co dla ciebie dobre i zmusimy cię, abyś to robił, przy czym oczekujemy zaangażowania i sukcesów, oraz totalnej zmiany Twojego charakteru".
                                              • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 21:47
                                                Verdano, tak sie zagalopowalas w tym co piszesz, ze chyba nie czytasz co ja pisze. A gdzie tu jest zmuszanie kogokolwiek do czegokolwiek i kto to pochwala? Przeciez napisalam, ze to dziecko samo musi chciec. Ale poniewaz funkcjonuje tak, ze to mama musi byc jego natchnieniem, bo ma wiecej ciekawych pomyslow, to moze trzeba temu dziecku po prostu cos wiecej zaproponowac, oczywiscie dopiero wowczas, gdy ze szkolnymi sprawami wyjdzie na prosta. A jesli chlopca tak dysleksja ogranicza, ze nie jest w stanie wiecej z siebie wykrzesac, to trzeba zadbac o to aby zdawal z klasy do klasy, zapewnic mu korki, kosztem tego tenisa chocby przez jakis czas, bo szkola i zdawanie z klady do klady jest wazniejsze niz tenis.
                                                • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 21:52
                                                  Gdzie? W propozycji, aby nastolatka, który nie może sie zmusić do codziennego odrabiania lekcji i aktywności wysłać na codzienne treningi, aby ukształtował sobie charakter.
                                                  Jestem dziwnie pewna, ze dobrowolnie to raczej sie nie uda.
                                                  I nie, nastolatek pod koniec gimnazjum nie funkcjonuje tak, że mama jest jego natchnieniem. Ten tez nie.
                                                  Poza tym dla nastolatka z dysleksją tenis jest bezcenny, jeśli lubi w niego grać - ważniejszy od przechodzenia z klasy do klasy. Widać, że nie masz pojęcia o wychowaniu kogoś z poważną dysleksją.
                                                  I jak w takim razie - ma mieć te treningi, czy w ogóle mu zabronić aktywności, póki nie zacznie sie w miarę dobrze uczyć? To może sie zdecyduj.
                                                  • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:09
                                                    Verdano, masz manie przeskakiwania ze skrajnosci w skrajnosc, czarnowidztwa. Jesli dziecka ten temat nie interesuje, to tematu nie ma, przeciez napisalam, ze sam musi chciec, nie mozna zmuszac. Mama jak dotychczas podpowiada ma skutecznie mozliwosci rozwoju z czego chlopak korzysta i jest jej wdxieczny, wiec warto ten trend kontynuowac, bez przymusu, jak zwykle, moze z czegos jeszcze skorzysta,. Mama obserwuje go na codzien w roznych sytuacjach, jest dojrzala, ma wieksze doswiadczenie zyciowe i moze sluzyc cenna pomoca. Aktywnosc jest niezbedna dla zdrowia fiz i psych, ale zaprzestanie zajec z tenisa na tydzien czy 2 zeby nadgonic obowiazki szkolne, krzywdy w kwestii dysleksji mu raczej nie uczyni, w tenisie tez nie. Przestan tak jechac ze skrajnosci w skrajnosc, moze lepiej troche po srodku...
                                                  • zuzi.1 Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:23
                                                    Jesli glownym problemem tego dziecka jest silna dysleksja i to ona rzutuje na jego zachowania, to trzeba sie na tym temacie skupic i dzialac pod kierunkiem dobrego specjalisty, aby dziecku pomoc. Nie mozna go traktowac i miec wobec niego oczekiwan jak wobec typowego nastolatka, bez takich obciazen.
                                                  • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:28
                                                    Nie.
                                                    I tu widać, jak bardzo nie masz pojęcia o dysleksji. Jednym z najbardziej pomocnych zachowań wobec licealisty jest nie skupianie sie na jego dysleksji i nie tuczenie całymi dniami tego, czego nie jest w stanie przeskoczyć.
                                                    Dysleksja nie mija nigdy - można nauczyć sie czytać (pisać raczej nie), ale mózg będzie i tak pracował inaczej.
                                                  • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:32
                                                    Nie Zuzi . Napisałaś "Poza tym chlopcu dla higieny psychicznej potrzeba duuuzo sportu, silny i wymagajacy trener, i musi lubic to co robi, wowczas, majac malo czasu bedzie sie musial ogarniac ze szkola ekspresowo, i chodzi mi o sport nie na poziomie 2h w tyg, ale np. 1-2 h dziennie. To naprawde swietnie wplywa na rozwoj psych. i fiz. chlopca."
                                                    Co oznacza, zę nie masz pojęcia, ile czasu potrzeba dyslektykowi i że "ogarnąć sie ekspresowo" ze szkołą jest zwyczajnie śmieszne. . I "potrzebny" , "dobrze wpływa", "będzie musiał" nie oznacza, że tylko zapytamy, czy aby nie zechciał uprawiać codziennie przez 2 godziny sportu - tylko że POWINIEN to robić. A nie powinien.
                                            • vilez Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:35
                                              To jest obca mi mentalność, kompletnie obca. Rozumiem uprawianie sportu dla przyjemności, lub jak ktoś lubi się od czasu do czasu ścignąć sam ze sobą. Mój mąż np. jeżdził swego czasu podcZas wakacji 200 km dzienne rowerem. Bo lubił. I jeździł sam, z sobą. I się czasem ścignął ze sobą, tzn. pojechał trochę więcj, niż zazwyczaj. Ale też potarfił i przestać, mimo że wczesniej zakładał, że pojecdzie iles tam. Wiesz czemu? Bo to nie miało żadnej władzy namd nim, i nie było po to, by sobie coś udowadniać. Dlas mnie nawet walka ze swoim ciałem , jeśli nie chodzi o konieczność typu pokonywanie kalectwa, jest już chore. A jak rodzice tego oczekują od dzieci, i jeszcze, jak mobilizują do czegoś takiego, to mnie odrzuca.
                                              Nie mówiąc już o tym, że codzienny trening niszczy ciało. To ejst przemysł, w którym ludzie są mięsem. Nie ludzie sie w tym licza, tylko ich wyniki. I to jest uwłaczające.

                                              Dziecko nie musi niczego udowadniać, jest wartością samo w sobie. Rzekłam.
                                              • verdana Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 22:38
                                                Niestety, przekonanie, ze dziecko musi "pokonywać trudności" (jak się dobrze uczy, to dowalmy mu dwa dodatkowe języki i szkołę muzyczną) , ze jeśli ma deficyty, to "musi pracować bez porównania więcej, aby dorównać" (zamiast pozwolić dziecku na to, by rozwijało sie w tym, co robi naprawdę dobrze) , ze "jak sie chce, to zawsze można" (innymi słowy - winne jest zawsze dziecko, ew matka także ) jest absolutnie powszechne.
                                                • vilez Re: AAAA!!!!! 02.01.15, 23:48
                                                  No wiem, ale i tak mnie jeszcze rusza, gdy słyszę coś takiego....

          • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:08
            Sovrino, im mniejsze dziecko, tym szybsza musi być nagroda, czyli przyjemność. Lub na poczatku tej drogi, nawet jeśli ona dotyczy starszego dziecka.
            Wdrozone w taki tryb tarsze dziecko może już pojmować jako przyjemność (etapową nagrodę) samo zobowiązanie, które prowadzi do osiagnięcia celu. Musi miec tylko poczucie, że to ON je podjął. Nawet, jak to jest zwiazane z ryzykiem, że się nie powiedzie. Czyli - motywacja wewnętrzna jest tu kluczowa. Wiele ułatwia, uprzyjemnia trud, czyni go sensowniejszym, bardziej akceptowalnym.
            Drugim takim waznym elementem jest postawa krytyczna- w takim sensie, że dziecko ma prawo do krytyki przedsięwzięć- ich celów, przebiegu itd, ma tez prawo do wprowadzania modyfikacji, nawet jak to może okazac się błędem. To też element sparwczości- że dziecko ma prawo do własnego stosunku do rzeczy. Wtedy to, co się z tego krytycznego stosunku wyłoni, jest bardziej "jego".
            • sorvina Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:14
              vilez napisała:

              > Sovrino, im mniejsze dziecko, tym szybsza musi być nagroda, czyli przyjemność.
              > Lub na poczatku tej drogi, nawet jeśli ona dotyczy starszego dziecka.

              > Wdrozone w taki tryb tarsze dziecko może już pojmować jako przyjemność (etapową
              > nagrodę) samo zobowiązanie, które prowadzi do osiagnięcia celu. Musi miec tylk
              > o poczucie, że to ON je podjął. Nawet, jak to jest zwiazane z ryzykiem, że się
              > nie powiedzie. Czyli - motywacja wewnętrzna jest tu kluczowa. Wiele ułatwia, up
              > rzyjemnia trud, czyni go sensowniejszym, bardziej akceptowalnym.

              Jasne. Pewne lekcje są nie do opanowania na bardzo wczesnym etapie życia dziecka. Natomiast potem warto uczyć sposobu samomotywowania się, co jest nierozerwalnie związane z samonagradzaniem - chociażby w formie wewnętrznego docenienia, że robię to co jest zgodne z moimi wartościami, że jestem po swojej stronie i siebie wspieram w realizowaniu długoterminowych celów, które są dla mnie ważne. Nasz mózg nawet w wieku dorosłym potrzebuje REGULARNYCH nagród, inaczej motywacja siada. Ale gdy widzimy nagrodę tylko po zakończeniu całego, długoterminowego zadania, to motywacja po drodze siadzie. Dlatego "dziennik sukcesów" to jedna z najsilniejszych technik motywacyjnych - gdzie doceniamy małe sukcesy, to, że zrobiliśmy ten nudny etap większej całości, to, że widać mały postęp itp. Ale takiego myślenia trzeba się nauczyć.

              Niestety umiłowanie naszego mózgu do szybkich nagród doskonale jest wykorzystywany w obecnych grach komputerowych - jest wiele wzmocnień i natychmiastowych gratyfikacji - ding! gratulujemy, zdobyłeś kolejny level, w nagrodę dostajesz super cośtam, ding! masz nowy tytuł!, ding! ukończyłeś kolejne wyzwanie, masz specjalnego zwierzaka i wyjątkową zbroję.... itp. itd. W życiu tylu cząstkowych, tak atrakcyjnych nagród nie ma, stąd gry są tak atrakcyjne i tak łatwo się od nich uzależnić. A obecnie często internet = gry mmo. Zabranianie to nie rozwiązanie problemu, bo smycz się urwie i np młody student z dala od rodziców zupełnie straci kontrolę. Lepiej pomóc odkryć siłę prawdziwych doświadczeń, smak realnych sukcesów, wartość tego co się robi z serca - to daje prawdziwą motywację do życia.
              I doceniania samej drogi, a nie tylko efektu końcowego - sukcesu, statusu, osiągnięć.
              • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:25
                Moje obserwacje mi mówia, że z gier się wyrasta tak ok. 18-tki, czyli pod koniec szkoły średniej. Bo to przestaje wystarczać. Pod warunkiem, ze nei było restrykcyjnych ograniczeń. jeśli taki młodzian oprócz gier także robi co innego, czyta, ogląda filmy itsd, to nie ma obaw, że mu sie taki model uzyskiwania szybkiej nagrody utrwali. Z niego się zwyczajnie wyrasta.
                Z reguły też wokół takich gier 09sensowniejszych) tworzy się cała kultura- fora, zgrupowania i prawdziwe realne gry. I tu już nie ma mowy o szybkiej nagrodzie, a jednak młodzi to lubią. A większość tych gier jest kulturowo-ksztąłcących.
                Starszy syn przez to przeszedł, i wyrósł, młody przechodzi, i widzę, jak ewoluuje w podobnym kierunku, ich koledzy podobnie. To po prostu taki model spędzania czasu - każde pokolenie ma swoje modele, i chyba najgorszym, co można zrobić, to je demonizować. Wolę to, niż włoczenie się po bramach czy knajpach.
                W każdym razie moi synowie poznali tą drogą wielu fajnych ludzi- nie tylko z Polski, pozawierali fajne przyjaźnie.- a to wszystko w realu, gry to nie tylko net i kompy. Jakoś nigdy nie było mi to straszne, przeciwnie :-)
                • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:35
                  O grał w takie coś, nie wiem czemu teraz nie gra, może dlatego, że użytkownikami byli sami dorośli. Ingress. Fajna gra, bo polegała na tym, by zdobywać jakieś nagrody w wytyczonych miejscach w mieście, regionie, kraju i poza. Nawet na zlot do Pragi z nim pojechaliśmy, żeby mógł sobie pograć. No i skończyło się.
                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:43
                    Ingresu nie znam. Ale widzisz, to sie zaczyna i konczy. Ale ludzi poznał, kawałek świata zobaczył :-)
                    te inne gry też się skończą. I powiem Ci więcej: każdy z nich (mój starszy syn i jego koledzy) patrza teraz z politowaniem na mojego młodszego: że jeszcze taki szczun z tymi grami, a oni już powyrastali. Szybko przeszli na druga stronę, zapominając, jak sami byli cielętami ;) Ubaw czasem mamy z tego towarzystwa po pachy ;)
                    Pilnuj rzeczywiście, zeby szkoły nie zawalił, albo zmienić na bardziej przyjazną (my sie znowu chwilami zastanwiamy w drugą stronę, czy aby się nie przerzucić jednak do ambitniejszej, ale chyba jednak będę na "nie" włąsnie z tego względu, że on nie sprosta tym ogólniejszym wymaganiom).
                    A jak dostaną nauczkę ze złymi ocenami na semestr, to i może i takiego kubła zimnej wody im trzeba.
                    • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:57
                      Mój (lat 31) nie wyrósł. Ja (lat 57 ) też nie.
                      • sorvina Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 17:04
                        Bo się czasem nie wyrasta. Tylko zmienia rodzaj gier. Tak jak z czasem czyta się inne książki. Niektórzy nie rozumieją jak można mając 30-40 lat grać, moja babcia nie rozumiała jak można czytać dla przyjemności. Co pokolenie to inne stereotypy ;)
                        U mnie w domu najważniejszym tematem okołonoworocznym były przeceny gier na steamie i różnych sklepach. Każde z nas lubi nieco inny rodzaj gier i nawzajem sobie podsyłaliśmy info o promocjach. Bo lubić grać to jedno, ale są ważniejsze wydatki, więc kto co upoluje za grosze to jego ^^
                        Najważniejsze to rozumieć swoje zainteresowania i pasje i mieć do nich zdrowy stosunek, bez popadania w żadne skrajności.
                      • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 18:07
                        No to w takim razie tylko mój i jego koledzy powyrastali :-)
                • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:40
                  Jeszcze jedno, ja niczego nie demonizuję. Wiem, że net to konieczność, sama też korzystam a hipokrytką nie jestem. Ale przeciwko netowi zamiast nauki, sportu, wyjść, czytania, protestuję!
                  Syn sam nie potrafi sobie nałożyć ograniczeń, więc ja muszę to zrobić.
                  Jestem zwolenniczka równowagi, czasem siedzimy w necie bo choroba, bo leje itd, oglądamy filmy, gramy cokolwiek, ale potem trzeba to nadrobić, pouczyć się, dom ogarnąć, pranie wstawić.
                  Wszystko jest dla ludzi, no:)
                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:47
                    :-) Umowa z nim. Honorowa.
                    I jeszcze, żeby nie bał się przyznać, że się coś z realizacją tej umowy nie udaje. Żeby można było i o tym pogadać.
                    • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:59
                      A ja nie lubię umów. Bo to jest zazwyczaj narzucanie swojego rozwiązania, a nie umowa. Umowa byłaby, gdyby obie strony miały równe pozycje w negocjacjach. Tu nie mają - a od nastolatka wymaga się, aby "honorowo" podporządkował sie poleceniom.
                      Zdecydowanie wolę proste postawienie sprawy - zakazuję i tyle.
                • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:52
                  Moje obserwacje mówią mi, że się w ogóle nie wyrasta:)
                • sorvina Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:55
                  Sama jestem gamerką i mam sporo nadal grających znajomych w wieku 30-50, który grają w te ambitniejsze gry i do nich twórczo podchodzą (pisanie opowiadań w świecie role-playingowej gry itp.). To podejście w stylu - dla mnie to fajna rozrywka, więc czemu mam sobie zabraniać, ale dla nas to dodatek do życia, które jest - z czasem są śluby gildiowe, pojawiają się dzieci, robione są wspólne interesy itp.. Taki styl grania więcej uczy np. dowodzenie gildią to prawdziwy trening umiejętności społecznych :) Sama przeszłam drogę od biernego do aktywnego odbiorcy kultury gamingowej i mangowej i bynajmniej jako całości nie demonizuję.
                  Niestety przez te wszystkie lata napatrzyłam się na tzw. no-lifów w szerokim przedziale wiekowym - wpierw problemy w domu i brak akceptacji rówieśników, potem nudna kiepska nie dająca satysfakcji praca, więc jedynym światem gdzie się coś znaczy, jest rzeczywistość gry. A jak patrzę na nowe gry to one mają te mechanizmy uzależniające coraz silniejsze, no i wyglądają jakby były stworzone dla graczy z adhd i problemy z utrzymaniem uwagi mogą wręcz wzmacniać. W zwykłym życiu aż tyle się nie dzieje. Potem trudno się przestawić, bo nudno. Jeszcze parę lat temu aż tak nie było, a regularnie testuję różne nowości.

                  IMHO dla wielu introwertyków, oustiderów właśnie gry/seriale czasem są zalążkiem do zbudowania własnego światka, poznania ludzi podobnych do siebie i wspólnego pielęgnowania pasji. która z czasem dojrzewa i przeradza się w coś ambitniejszego, a niekiedy konkretną pracę w branży.

                  Wszystko może uzależniać, a producenci wychodzą z siebie by swoje produkty sprzedać , to oczywiste - nie a grach/czekoladzie/czymkolwiek jest problem. On pojawia się gdy realne życie nie daje satysfakcji, gdy nie można być sobą i się realizować, nie potrafimy sami dostrzegać pozytywów, a otoczenie skupia się na negatywach i mamy poczucie, że nic nam nie wychodzi, a dla rówieśników jest się nikim. Chodzi mi raczej o to, że jeśli ktoś jest bardzo podatny na takie growe głaski i wzmocnienia, to trzeba z nim bardziej przerobić kwestię samonagradzania się i samomotywowania. Bo do tego są odpowiednie strategie, tylko trzeba je znać. Jak człowiek to potrafi, to się nawet nad tym nie zastanawia, ale czasem nie potrafi.
        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:58
          Podpisuję się. Lepiej jest chowac dziecko tak, by samo chciało podjąć wysiłek przekraczania strefy komfortu, bo to o to w gruncie rzeczy chodzi.

          Co do tego, co napisąła Ola- jest tak formuła zakonna mówiąca, że ludzie robią to, czego naprawdę chcą, a czego nie chcą, tego nie robią. Niby jest to stwierdzanie oczywistości, ale nie do końca. Bo jak się czegoś nie chce ( w sensie motywacji wewnętrznej, czy w owym pragnieniu wewnętrznym), to się szuka sposobów, by to obejść, stawia się temu opór, odwleka sie to itd.)
          I jest to jakoś sterowalne przez podmiot- to chcenie. Moim zdaniem jest to sterowalne właśnie przez poczucie wewnętrznej korzyści. Gdy podmiot "czuje" (nie tylko "rozumie"), że to mu przynosi korzyść- wtedy łatwiej się podejmuje wysiłek. A to czucie łatwiej się kształtuje, gdy się ma np. poczucie sprawczości- że to ODE MNIE zależy, że JA tego chciałam, JA podjąłem zobowiązanie, w zgodzie ze sobą itd. Dlatego motywacja wewnętrzna jest efektywniejsza, niz zewnętrzna, nawet jesli ta zewnętrzna zostaje jakoś uwewnętrzniona.
          Np. ja nie przepadam za gotowaniem ani za regulowaniem mi planu dnia itp. Ale gdy miałam małe dzieci, gotowałam bez nikakich, podporządkowywałam im mój tryb życia bez poczucia straty, bo to był mój wybór, moje pragnienie (posiadania dzieci), z którego to pragnienia wynikają określone rzeczy do zrobienia, i te rzeczy stały się naturalnymi elementami mojego życia.
          Poodbnie, gdy byłam uczennicą, pamiętam różnicę, która jest między nauka tego, czy praca nad tym, co jest własnym wyborem czy zrozumieniem, że to prowadzi do konkretnej osobistej korzyści, a tym, co narzucone i niekoniecznie jest się przekonanym co do sensu tego. To pierwsze, nawet jak było męczące, to było i tak swoistą przyjemnością, a to drugie- było strasznym obciążeniem, i unikało się tego lub ograniczało do minimum.
          • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:06
            Tylko w wieku nastolatkowym czasem sam młody człowiek nie jest w stanie w żaden sposób przekroczyć tego "nie chcę". Przed wojną część pedagogów była zdania, ze niektórym młodym ludziom należałoby dać wolny rok od szkoły, bo nie są w stanie się ogarnąć, organizm jest zbyt zajęty dorastaniem, aby mieć siłę na coś jeszcze. Mądrzy ludzie byli.
            Dzisiaj, niestety, sie nie da. Dlatego warto zastanowić sie, co zrobić, aby dziecku się bardziej chciało - czasem trzeba jednak pilnować, czasem pomóc. U mojego syna cuda sprawiła zmiana szkoły z LO, na Liceum Kupieckie, gdzie nareszcie zaczął uczyć sie rzeczy, które go zainteresowały i nie przeszkadzało mu nawet 10 lekcji dziennie.
            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:12
              Tak. To było dobre- ten rok na swobodne dojrzewanie.
              No i racja z tą pomocą. Oczywiście, że nie całkiem samopas, dlatego nawet dorosłemu człowiekowi czasem trzeba cudzego "krytycznego" oka (partner, przyjaciel czy reguły zawodowe np. superwizja). Byle przyjaźnie i nie dławiąco inicjatywę wenętrzną.
              • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:24
                vilez napisała:

                > Tak. To było dobre- ten rok na swobodne dojrzewanie.

                Pod warunkiem ze mlody czlowiek przedstawilby" bussines plan" na sensowne wykorzystanie tego roku. Podejrzewam jednak, ze wiekszosc obecnych nastolatkow majac rok na byczenie sie, siedzialaby na necie 20 godzin na dobe. Alez to korzysc by byla.
                • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:06
                  To nie miał być rok "sensownie wykorzystany", tylko rok właśnie całkowitego wypoczynku. Wypoczynek jest jednym z najbardziej sensownych sposobów spędzania czasu przez zmęczonego człowieka.
                  • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:42
                    verdana napisała:

                    > To nie miał być rok "sensownie wykorzystany", tylko rok właśnie całkowitego wyp
                    > oczynku. Wypoczynek jest jednym z najbardziej sensownych sposobów spędzania cz
                    > asu przez zmęczonego człowieka

                    Oczywiscie, ze tak. Wypoczynek w postaci spacerow, czy nawet duzej ilosci snu. To moglby byc ten bussiness plan. Ale siedzenie na necie calymi dniami wypoczynkiem nie jest. Zas jestem przekonana, ze wiekszosc nastolatkow tak wlasnie by spedzala czas- po 20 godzin na necie. Czemu ja musze pisac po raz drugi to samo? Syn Pade, ktory juz teraz przejawia cechy netoholizmu, tez zapewne by sie podlaczyl pod net na stale.
                    • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:14
                      Być może dla nastolatka, który jest tak zmęczony, ze sobie nie radzi, lepsze byłoby siedzenie w necie, niz przymusowy spacer.
                      A poza tym ja zastanawiam sie, co robili rodzice te kilkanaście lat, skoro ich nastolatek nie interesuje sie niczym. Poza siedzeniem w necie, bo jak rozumiem, oglądanie Bergmana w necie i szukanie informacji na tematy swoich zainteresowań w to nie wchodzi.
                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:10
                        Verdano, czytasz wybiórczo. Syn trenuje, ma swojego bloga (pisze w dwóch językach), czyta, ale do tych rzeczy też go muszę popchnąć. Później jest wdzięczny i mówi, że się cieszy, że to robi.
                        Jakby sam z siebie nie mógł się zmusić, ale jak ja to robię, to niespecjalnie protestuje.
                        • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:21
                          To było do Ady, nie do Ciebie.
                        • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:50
                          A ile godzin w tyg. trenuje?
                        • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:52
                          Widocznie jest takim przypadkiem, ze musisz go do wielu rzeczy popychac, motywowac. I tego raczej pewnie nie zmienisz, taka jest jego natura.
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:09
                  A czemu sądzisz, że by nie była? Odpoczęliby, coś by w nich sie pouwalniało, pokiełkowało. Net to tezżdostęp do świata i nauka. Tak piszesz jakby net była jakoś totalna pustka.
                  No i przecież ten rok to nie jest na pracę czy inny rodzaj reglamentowanego czasu wolnego. To się mija z sensem tego roku.
                  • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:47
                    vilez napisała:

                    > A czemu sądzisz, że by nie była? Odpoczęliby

                    Vilez, juz w 4 klasie podstawowki na biologii mnie uczono, ze odpoczynek polega na zmianie aktywnosci. Ktos kto pracuje jako drwal powinien odpoczywac czytajac ksiazke, a ksiegowy powinien isc na spacer. Jesli ten mlody czlowiek jest wlasciwie JUZ skomponowany z kompem w jedna calosc, to chyba rozumiesz, ze umozliwnienie mu bycia podlaczonym cala dobe jest calkowicie sprzeczne z odpoczywaniem?

                    Kto wie, byc moze jego (syna PAde) ospalosc i marazm jest wlasnie skutkiem tkwienia przed kompem. Ty taka oblatana we wszelakich badaniach, na pewno mozez wytrzasnac z rekawa mnostwo linkow nt. powiaznia uzaleznienia od netu z depresja.
                    • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:16
                      Mnie też uczono, tylko to nie jest prawda.
                      Odpoczynek, polegający na robieniu tego, czego sie nie lubi i nie chce robić, żadnym odpoczynkiem nie jest. To moze być słuszne z punktu widzenia zdrowia, ale nie mylmy działań prozdrowotnych z odpoczynkiem.
                      Pracuje cały dzień czytając i odpoczynkiem dla mnie jest czytanie. Siłownia jest obowiązkiem.
                      • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:47
                        verdana napisała:

                        > Mnie też uczono, tylko to nie jest prawda.

                        Tak, wiemy Verdano, przeciez jestes ekspertka od wszystkiego, w kazdym temacie. Nawet pani Ekspert Agnieszka musi uwazac w dyskusjach z Toba.

                        A ja twierdze ze to jest prawda, ze zmiana rodzaju aktywnosci jest odpoczynkiem. I co teraz?
                        • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:12
                          A ja twierdze ze to jest prawda, ze zmiana rodzaju aktywnosci jest odpoczynkiem
                          > . I co teraz?

                          Ok, to zamiast na spacer dziecko poćwiczy przy grze konsolowej gdzie się trzeba dużo ruszać, może być zamiast spaceru? :-)
                          Myślę, że nastolatki były leniwe i odpowiadały na wszystkie prośby o zrobienie czegoś "zaaaaraz" na długo przed powstaniem internetu.
                          • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:22
                            Oczywiście, ze tak.
                            A zmiana rodzaju aktywności, jeśli jest wymuszona przed dorosłych, nie jest zadnym odpoczynkiem, tylko kolejnym obowiązkiem.
                          • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:23
                            > Ok, to zamiast na spacer dziecko poćwiczy przy grze konsolowej gdzie się trzeba
                            > dużo ruszać, może być zamiast spaceru? :-)

                            Jestem autentycznie zalamana.
                            O wplywie uzaleznienia od netu na stan psychiczny napisano juz wiele.
                            O wplywie braku ruchu na stan psychiczny rowniez.
                            O wplywie na zdrowie braku swiezego powietrza takoz.
                            O szkodliwych efektach napromieniowania sagana , zwlaszcza jak ktos juz ma chipy w mozgu prawie, pisze sie coraz wiecej.

                            A tu nagle dorosle, odpowiedzialne za zdrowie swoich dzieci kobiety sugeruja, ze wlasciwie to niech sobie siedzi na necie dalej, co tam szkodzi, no ewentualnie niech gra na konsoli, dla zdrowia.

                            Jestem oszolomiona. Moze lepiej sie stad ewakuuje, zanim udzieli mi sie wasze, przepraszam, niezdrowe podejscie.
                            • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:25
                              Może to lepsze, niż wychowywać dziecko tak, aby wiedziało, ze nawet o jego odpoczynku decyduje opinia mamusi.
                            • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:32
                              No ale wlasciwie nie powinnam sie dziwic. Jakie wzorce moga przekazac rodzice ktorzy sami sa uzaleznieni od neta i na forum odrabiaja dniowki 365 dni w roku.
                              • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:56
                                No fakt, oprócz tego mają półtora etatu, rodzinę i piszą. No, ale nie puszczając internetu, bo w Internecie mają materiały do pracy.
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:14
                              Ale do kogo to piszesz? Bo na razie żadne dziecko nie jest przyspawane do kompa. Syn Pade trenuje jakis sport, mój jeździ na obozy i zgrupowania typu LARP (zabawa w terenie), jeździ zima na nartach, chodzi po górach. Skąd Ty to w ogle bierzes- że pzrez ten rok siedzieliby w necie na okrągło? Mój syn obecnie jest na wyjazdowym spotkaniu z kolegami od LARP i opracowują kolejny scenariusz (nie- w necie, a na żywo), co tydzień z inną grupą spotykaja się u niego w domu i tez działają na żywo (bez kompów). Ty masz jakieś zawęzone spojrzenie na to wszystko.

                              I nie unoś się, i nie wal personalnie.
                              • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:20
                                Wiesz, dziecko, które ma w domu ścisłe wyznaczone obowiązki, których nie może negocjować, ma ściśle kontrolowany czas wony pewnie spędzi rok wolnego przyspawane do Internetu. Moja przyjaciółka kiedyś prowadziła obozy dla dzieci. Dzieci bawiły się świetnie, oprócz jednego chłopaczka , który siedział cały dzień przed telewizorem. Bo w domu miał absolutny zakaz oglądania czegokolwiek.
                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:33
                                  No tak, parwda :\ Też bym się przyspawała, gdyby mnie trzymano w domu na smyczy i okresowo z niej spuszczono.
                                • sorvina Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 17:08
                                  Coś w tym jest. Najwięcej grałam jak się wyniosłam z domu i w końcu mogłam.... takie odreagowanie. Jak dotarło do mnie, że nikt mi już niczego nie może zakazać ani do czegoś zmuszać to grałam już tylko gdy chciałam, bo nie musiałam nikomu robić na złość ani nic udowadniać.
                            • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 18:30
                              Jestem autentycznie zalamana.
                              > O wplywie uzaleznienia od netu na stan psychiczny napisano juz wiele.
                              > O wplywie braku ruchu na stan psychiczny rowniez.
                              > O wplywie na zdrowie braku swiezego powietrza takoz.
                              > O szkodliwych efektach napromieniowania sagana , zwlaszcza jak ktos juz ma chip
                              > y w mozgu prawie, pisze sie coraz wiecej.

                              Też jestem załamana, że do dorosłych kobiet nie dociera, że internet i gry to po prostu rozrywka jak każda inna, taka sama jak czytanie książek, oglądanie filmów czy dzierganie na drutach.
                        • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:24
                          Oczywiście. Bo ekspert to nie papież, dyskutować z nim wolno.
                          Ale rozumiem, zę dla Ciebie każda opinia dowolnego eksperta jest wiążącą, nie zastanawiasz sie nad nia, tylko wierzysz i wykonujesz.
                          No, więc ja nie. I tego samego uczę własne dzieci i niewłasną młodzież.
                          • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 00:39
                            Wiecie, bardzo ciekawe są te sprawy, o których piszecie. Ja bym jednak rozdzielała dysfunkcje od tego, że ktoś nie intersesuje się nauką. To jak przykład Vilez - można nie robić czegoś wg programu szkoły, ale jeśli ma się chęć na poszerzanie wiedzy, to można być wtedy o dziecko spokojnym.
                            Też chyba dużo zależy od rodzaju dysfunkcji, na ile można opuścić pracę nad jej niwelowaniem. Jesli chodzi o problemy z ortografią to w ogóle droga wolna. Ale jesli Pade pisze, że syn ma problemy z rozumieniem kilku zdań z polecenia w zadaniu, to jak w ogóle ma się czegokolwiek uczyć, czytać ze zrozumieniem czy poznawać coś z materiału przedstawianego w formie pisemnej. To wg mnie jest taka dysfunkcja, że życie wymaga jej niwelowania dla dobra takiej osoby. Żeby doprowadzić do sytuacji, że nie musi nauczyciel zaznaczć poszczególnych zdan flamastrem, ale sam uczeń - np. do kropki i następnej wielkiej literyi robi te zadania.
                            Nie znam się na dysleksji, bo znam chyba tylko jedną osobę z nią w takiej zaawansowanej formie. Ale najpierw poznałam ją jako świetnego matematyka i ścisły umysł z umiejętnościami związanymi z przedmiotami ścisłymi na wysokim poziomie, a potem przeczytałam maila;) I faktycznie przezyłam szok:))) Połączenie tych w części niezrozumiałych wyrazów z obrazem bardzo inteligentnej osoby nie do konca był dla mnie zrozumiały:))) I to w dobie tych poprawiaczy słów, no ale trzeba pamiętać o używaniu tych funkcji:))) Więc nie zawsze brak umiejętności pisania poprawnego idzie w parze z innymi brakami.
                            Wydaje mi się, że dużo zalezy od otwartości nauczycieli. Jak Verdana pisze, że ktoś ma problemy z pisaniem atomików, to może go nauczyciel pytać z opisów reakcji, jak ktoś ma problemy z przetwarzaniem wzorów to może mówić o teorii matematyki, etc. Nie wydaje mi się, żeby problemem było zamiast dat przedstawianie ustnie ciagów zdarzen historycznych. No ale coś tam w szkole trzeba zrobić. Dużo zależy od nauczycieli, ale jak ich się podejdzie może jako takich "otwartych", etc. to pójdą na ugodę. Może jakby sam uczeń pogadał z nauczycielami to by to jakiś efekt dało, bo może rodzice są postrzegani jako ci, którzy przychodzą żebrać za leniwe dzieciaczki i nauczyciele z zasady im nie chcą ulegać.
                            Sama pamiętam jak w podstawówce niektórzy nie czytali jeszcze po polsku, a tam obcy język wchodził.... A potem po latach kogoś takiego spotykam, opowiada mi o swoich dzieciach i jak dba o ich edukację:) Też wtedy szok przeżyłam, bo siła stereotypów jest wielka.
                            • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 00:49
                              Ekhm, zanim mnie "zacytujesz" przeczytaj dokładnie, o czym piszę.
                              • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 00:51
                                A o czym???
                                • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 00:58
                                  Nie będę streszczać wszystkich swoich wypowiedzi w tym wątku, wyciągnęłaś błędne wnioski, po prostu.
                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:03
                                    "Bo się zorientowałam, że jak zadanie ma kilka linijek, to choćby kuł na blachę miesiącami to i tak mu się pomyli, bo zdania się zlewają w jedno. Ten sposób z kolorami, albo paskami działa, no ale w gimnazjum trochę głupio było o to prosić, w licem tym bardziej, więc syn takie zadania omija szerokim łukiem z automatu."

                                    Chyba zwłaszcza do tego się odniosłam co do czytania ze zrozumieniem. To jest wg mnie kluczowa sprawa, skoro głupio o to w liceum prosić, a sam syn tego nie ogarnie. Inna kwestia, to,że nie uczy się sam z siebie np. fizyki jak rozumiem, bo trzeba mu zabierać komórkę. To tylko tyle było "cytowan". Reszta to o innych dyslektykach i ogólne wspomnienia życiowe:)
                                    • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:09
                                      Rozumiesz co znaczy z automatu? Chyba nie.
                                      A o technologiach, blogu, książkach, psychologii i egzaminie gimnazjalnym z angielskiego doczytałaś? Niee, to pominęłaś, bo by nie pasowało do wywodów pt."nie znam się, ale się wypowiem".
                                      • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:18
                                        Zauważyłam te sukcesy, jakby pisał syn, to bym gratulowała wyników, bo imponujace, ale szczerze mówiąc zainteresowało mnie, jak można nie rozumieć polecenia zlożonego z kilku zdan a rozumieć teksty wielostronicowe książek psychologicznych i to wydaje mi się troche niezrozumiałe na mój rozum. Chyba, że polecenia sa za trudne merytorycznie, a nie w warstwie słownej, alboto kwestia czasu. Jak możesz to wyjaśnij, bo dla laików jak ja to jest zupełnie niezrozumiałe. A że ktos np. bardzo dobrze pisze a źle czyta to to wydało mi się wlaśnie ciekawe i nawet sobie przeczytałam na szybko z czego to wynika, że to inne funkcje, jakieś inne mózgowe analizatory etc.
                                        • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:25
                                          Z automatu to w ogóle ich nie czyta? A jak przeczyta to rozumie? No to jakby wtedy problemem już nie jest dysleksja tylko jakaś awersja do tych poleceń. To znacznie lepiej niż jakby nie rozumiał.
                                        • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:28
                                          Dobra, tłumaczę:D
                                          Te karteczki były uwaga! 5-6 lat temu, w podstawówce. Niestety, zanim rozwiązanie zostało wdrożone, na stałe syn zdążył skończyć szkołę. I nabawić się urazu. Te zadania tekstowe były zawsze ostatnie na sprawdzianie. Zakodował sobie, że ma z nimi problem, że mu zawsze coś nie wychodzi. Więc przestał je robić. Po prostu. I do tej pory nie robi ostatnich zadań.
                                          Naprawdę nie rozumiem, jak można z tego cytatu wyciągnąć wniosek, że syn nie potrafi czytać?
                                          • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:34
                                            Różnie ludziom działają analizatory w mózgu, wiec różne wnioski wyciagają:))) No, to dodam, że nie wiem, co się w takiej sytuacji robi, może niech robi od tyłu te zadania na klasówkach? Albo kilka zrobi dobrze w domu od łatwych. Teraz byłam na takim spotkaniu o neuropsychologii, faktycznie w pierwszych latach zycia liczy się nie czego się człowiek nauczy, ale że bedzie chciał się uczyć. I można nawet mówić dzieciom, że dobtze 2+2=5 i to bedzie mniejsze zło, niż je ścinać, że źle. To jakoś trzeba odwrócić zły proces negatywnego przyzwyczajenia. Może od łatwych zadań, gdzie będą dobrze robione i wtedy przełamie się ten stereotyp.
                                            • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:35
                                              Neuoropedagogice miałam na myśli:)
                                            • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:37
                                              Analizatory albo intencje, jeden pies.
                                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:35
                                            Zastanawiam się też, jakim cudem mój syn miałby się znaleźć w liceum, uczyć się fizyki, albo w ogóle obsługiwać smartfona, gdyby nie umiał czytać?:D
                                            • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:40
                                              :)))) Verdana mnie zaprogramowała widocznie. Tak jakoś obraz tych osób z dysleksją się odmalował, map nie czytaja, może do domu nie wrócą, gdzie dół i góra nie wiedzą, gdzie strony świata, kiedyś nawet Verdana pisała, że łózek nie ścielą, bo nie są w stanie. Tylko na psychologa się nadają;)))
                                              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 01:45
                                                Tak to jest, jak wyobraźni nie styka:P
                                              • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 09:15
                                                Dobre Paris :-) Ciekawe czemu maja problem ze scieleniem lozek ? :) Kiedys, kiedy o dysleksji malo kto mial pojecie, dyslektykow nazywano zdolnymi leniami. Ciekawe, zapewne istnieja jakies metody wplywania na mozg dyslektyka, tak, aby mu sie choc troche chcialo. Wiadomo, ze problemy szkolne i niepowodzenia moga kazdego zniechecic do nauki. Mnie zastanawia, czemu tak mu sie strasznie pogorszylo w liceum, pewnie poziom jest wysoki i duzo wieksze wymagania niz w gimnazjum. Sama wspominam 1 klase liceum jako taki szok po podstawowce i ogroooomne wymagania szkolne i b. wysoki poziom, ale jakos dalam rade i po pierwszych slabszych ocenach na polrocze, na koniec roku oceny byly niezle. Pamietam, ze u mnie 1 klasa LO to byl taki odsiew slabych uczniow, nauczycieli niezle nam dali wowczas do wiwatu. Tylko, ze mnie trudnosci mobilizuja do dzialania, no ale ja nie mam dysleksji.
                                                • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 09:54
                                                  Nie mają problemu z e ścieleniem łóżek. Tylko nie czują potrzeby spania w porządnie pościelonym łóżku. Nie wiem dlaczego, ale nie oni jedni.
                                                  Mózg dyslektyka nie jest zaprogramowany na "nie chce mi się". Tylko zniechęcany do nauki na stopnie przez niepowodzenia szkolne.
                                                  W liceum pogarsza się wielu osobom, niekoniecznie dyslektykom, bo wymagania bywają zwyczajnie nierealistyczne. No i trochę osób nie widzi powodu uczenia sie rzeczy nieszczególnie interesujących i nieszczególnie potrzebnych. Mnie akurat gnojenie w liceum do niczego nie zmobilizowało, bo uznałam za absurdalne uczenie się do wyśrubowanych wymagań - wolałam czytać. Nic w życiu tak mi się nie przydało, jak olanie niepotrzebnej nauki.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 10:27
                                                    Z tego co przeczytalam to kazdy dyslektyk ma swoj indywidualny zestaw problemow o roznym natezeniu. Wiele dzieci dyslektykow ma rodzica/ -ow z dysleksja. Dzieci z dysleksja moga miec dokompletu problemy z integracja sensoryczna, ADD, ADHD, i inne dys-, np. dyspraksje, wynikajace np. z mikrouszkodzen mozgu w czasie ciazy lub porodu, ale powody moga byc jeszcze inne.Czesto dysleksja to nie jedyny problem dziecka.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:24
                                                    > Z tego co przeczytalam to kazdy dyslektyk ma swoj
                                                    > indywidualny zestaw problemow o roznym natezeniu.
                                                    > Wiele dzieci dyslektykow ma rodzica/ -ow z dysleksja.

                                                    Zuzi, jeszcze maja błony pławne między palcami i szczątkowe skrzela za uszami. Po rodzicach- ja jestem z domu syrena morska ;)

                                                    > Czesto dysleksja to nie jedyny problem dziecka.

                                                    Ich NAJWIĘKSZYM problemem jest otoczenie, które traktuje ich jak istoty gorszego gatunku.- w pzrewciwieństrwie do tych, kßórzy nie mają żadnych -dys i innych "do kompletu" i są IDEALNI. Coś jak wzorzec aryjski.

                                                    Przeczytaj Zuzi ten swój post i USŁYSZ jego wydźwięk.
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:36
                                                    Vilez, ale przecież Zuzi nie pisze, że syn Pade tak ma tylko, że problem jest /może być bardziej złożony(jeżeli chodzi o dyslektykow) niż to się nam, laikom, wydaje. Przeciętnemu obywatelowi , który słyszy słowo dyslektyk kojarzy się ono z problemami z polskiego, zaświadczeniem od lekarza i zwolnieniem z egzaminów czy też przedlużeniem czasu na wykonanie zawartych w nim zadań. Przeciętny obywatel nawet nie pomyśli o oromie pracy jaki Pade i jej syn włożyli w nadrobienie zaległości i osiągnięcie aktualnego poziomu dziecka.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:58
                                                    Szacunek dla rozmówców i PROBLEMU wymaga, by sobie wygooglać podstawowe info o naturze dysleksji (dostępne w kilka minut, przeczytanie- max godzina, rozmowa toczy sie od wczoraj, czasu było dość).
                                                    Posługiwanie sie stereotypami, i to w tonie prześmiewczym - patrz: "kiedyś nawet Verdana pisała, że łózek nie ścielą, bo nie są w stanie. Tylko na psychologa się nadająwink"- jest poniżej poziomu.
                                                    Podobnie jak owo :"do kompletu" (różnych nieprawidłowości). Do kompletu czego?

                                                    Kłania się ostatnia rozmowa o empatii.
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:11
                                                    Nie, Vilez, empatia, nie ma tu nic do rzeczy natomiast wspomniane kąsanie po kostkach i owszem. Zuzi, a tylko doniej się odnoszę, nie napisała niczego złego, to tylko Ty tak jej wypowiedź zinterpretowałaś. Ciekawe, ze akurat Ty piszesz o empatii, w stosunku do rycerzowej jakoś jej nie miałaś:-)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:24
                                                    Czyli poziom magla- teraz będziesz se wyciagać wydumane zaszłości. Eot
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:27
                                                    Nawet jeżeli poziom magla to Ty go wyznaczyłaś atakując Zuzi. I obie wiemy, że nie o empatię Ci chodziło.
                                              • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 09:50
                                                Akurat ja pisałam o dzieciach z dysleksją, które czytają rewelacyjnie - tylko pisać nie umieją. Każda z tych dysfunkcji jest typowa dla dyslektyka, co nie znaczy, ze każdy będzie je miał wszystkie razem.
                                                Poza tym nieczytanie map u mojego syna łączy sie np. z rewelacyjną orientacją w przestrzeni - wszędzie trafi, jeśli choć raz w życiu tam był. A nieumiejętność napisania czytelnie jednego słowa z wyraźnymi zdolnościami plastycznymi - rysunki są niezwykle precyzyjne.
                                                To jest właśnie problem z ludźmi, ktorzy uważają,z ę wiedza, co to jest dysleksja, bo mają jednego kolegę.
                                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:04
                                                  Moi obaj dylektycy czytali biegle w wieku lat 4-5, zdawali najlepiej w klasie testy w tym zakresie i maja swoje własne spore biblioteki- bez czytania zwyczajnie nie żyją. Młodszy nie wyjdzie do szkoły bez książki- czyta na przerwach, niestety bywa, że na lekcjach, z ksiazkami jeździ na wszystkie wyjazdy- i to nie z jedną, ale z kilkoma.
                                                  Wszystkie polecenia rozumieja w mig i w błysk. W szkole zaś przede wszystkim się NUDZĄ.
                                                  Dysgrafia- oto poważny problem.

                                                  Co do map- starszy od maleńkiego znał atlasy geograficzne na pamięć- i z opisu, i z fmap i fotogtafii. Rozpoznawał wszystkei znane z foto góry, jeziora, rzeki, kształty i długości granic, dane ludnosciowe, wydobywcze itd. Atlasy i encyklopedie czytalismy na dobranoc.
                                                  Na pamięć znał też wszystkie roczniki katalogów samochodowych- z przeliczeniami wszystkich osiągów itd. Samochodziki zbiera, i mał tego pełne kartony. Rozpnawął sylwetki samochoów w ciemności, i sypał od razu danymi owych samochodów. Przy czym jest skrajnym...dyskalkulikiem. Bywało, że nie potrafił dodac 4 do ośmiu, jednoczęsnie błyskiem pzreliczajac predkosci osiagów zw róznych skalach metrycznych (kilometry na mile, jardy i inne takie)- wszystko już w wieku 3-4 lat, prawie jak Rain Man tyle, że nie jest autykiem.
                                                  Obaj grają świetnie w szachy, młodszy chodził do klasy szachowej w podstawówce.
                                                  Młodszy jest świetny matmy.

                                                  Otrografia dla nich to była magma. Mimo takeigo oczytania. I pismo, i rysunki, i w ogóle sprawy manualne, i pewne sprawności fizyczne.

                                                  Jak widac, dysklesja ma różne oblicza. Jedno jest pewne- koleżanki Zuzi i Paris kompletnie, ale to kompletnie nie wiedza, z czym się to ustrojstwo wiąże. Ja już się nie biorę za tłumaczenie, bo ... za chwilę byłoby jak na e-mamie, gdzie dzieci z dys to głąby, które tylko zawadzają ;)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:17
                                                    Jeszcze jedno. Młodszy, z czymkolwiek sie zwrócę do niego, co wiem z netu- wydarzenia, filmy, piosenki, nowości kulturalne i nie tylko- on to wszystko WIE. JA mu jakios obraz, piosenkę, filmik, coś z jęyka- on to JUŻ WIDZIAŁ, i umieszcza wie właściwym- krytycznym oglądzie. od neigo sie dowiaduję, co jets na tpie, jakeigo serialu JESZCZE nei widziałam, a warto (sam widział tylko fragmenty, ale czytał wiele opinii, i sobie wybiera, i nam podpowiada), obśmiewa nas lub nie, że nie rozumiemy jakiegoś slangu czy zapożyczeń. On to wszystko WIE. I rozmawia o tym wszystkim z kolegami- siedzę obok, to słyszę.
                                                    Słowo, że chciałaby,m zobaczyć skany jego aktywności mózgowych - co tam sie dzieje, i jak to działa. Oczywiście wiedza- via net.
                                                    I gdy takich ktoś pójdzie do nieruchawej intelektualnie i materialnie szkoły, gdzie mamroczą o jakichś Mieszkach, Potopach, ptaszkach, to zimno mi się robi na samą myśl i rozumiem., czemu taki ktoś w podskokach po powrocie odpala kompa, by zaczerpnąć powietrza.
                                                    (Ale dat na historię oczywiście nie zna :D)
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:18
                                                    Bardzo nieladne podsumowanie na koniec posta droga Vilez, nie mam w zwyczaju uznawac kogokolwiek za glaba a juz na pewno dziecka z dysleksja. Raczej mam bassrdzo duzo zrozumienia dla ludzi z problemami, w tym z wszelkimi dys-. Myslalam, ze jestes na tyle dojrzala osoba, ze mimo wszystko potrafisz sie wzniesc ponad swoje osobiste urazy, ale jak widac mylilam sie i dalej gryziesz po kostkach, gdy Ci sie zachce :) no coz....
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:20
                                                    A juz myslalam, ze fajnie wytlumaczysz rozne niuanse na przykladzie wlasnych dzieci. Ale jak widac chec gryzienia jest silniejsza :-)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:31
                                                    Pzreczytaj to, co napisałaś wyżej i moja odpowiedź, to zrozumiesz, o co chodzi .
                                                    A opis funkcjonowania masz, tłumaczyc niczego nie trzeba. Trzeba zmiany Twojego podejścia, bys NIGDY WIĘCEJ nie pisała takich rzeczy:
                                                    "Ciekawe czemu maja problem ze scieleniem lozek ? smile Kiedys, kiedy o dysleksji malo kto mial pojecie, dyslektykow nazywano zdolnymi leniami." oraz innych podobnych.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:45
                                                    Vilez, b. negatywnie zinterpretowalas to co napisalam ( intencje? jak pisala Pade). To co napisalam przeczytalam w google na roznych stronach na temat dysleksji, nic od siebie nie dodalam, bo nie mam osobistych doswiadczen w tej materii. A skoro kwestie nie scielenia lozka poruszala Vetdana, jak napisala Paris, to mnie to zaciekawilo, a smile nie byl oznaka lekcewazenia dla takich ludzi, jest to po prostu ciekawe, jakie niuanse wynikaja z roznych dys- i innych problemow, ale takie niuanse znaja tylko osoby majace osobiste doswiadczenia w tym temacie. Teraz sprobuj przeczytac co napisalam neutralnie, bez negatywnego nadtawienia do mojej osoby z jednoczesna informacja, ze mam duzo zrozumienia dla takich osob i wtedy zobacz co Ci wyjdzie. Jak latwo komus przypisac negatywne intencje, gdy sie chce...:)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:14
                                                    To nie było neutralne. Jak dla Ciebie tak ma brzmieć neutralność, to radzę: zainwenstuj w swoją delikatność i takt. Przy człowieku bez nóg też się dziwujesz? " ojojoj, a to on nie potrafi biegać??? I pewnie ma Pan do kompletu cały szereg innych zaburzeń".
                                                    Bo to przecież ludzie - z klucza dysleksji- skazani na KOMPLET rozmaitych nieprawidłowości. Po rodzicach.

                                                    To teraz wróć do swoich i moich wpisów i odczytaj wszystko EMPATYCZNIE. Z wczuciem sie w sytuację kogoś, kto takich IGNORANCKICH i UWŁACZAJĄCYCH BZDUR wysłuchuje o swoich dzieciach od lat- od takich osób "życzliwych i neutralnyc i chcących się tylko dowiedzieć".


                                                    > ale takie niuanse znaja tylko osoby majace osobiste
                                                    > doswiadczenia w tym temacie

                                                    Nie, to jest wiedza powszechnie dostępna, trzeba tylko chcieć do niej dotrzeć, zamiast poprzestawać na stereotypach.
                                                    A ludzie z -dys nie są eksponatami do forumowej wiwisekcji dla osób, którym sie zwyczajnei nie chce dotrzeć do wiedzy, która można zdobyc nie DOTYKAJĄC ludzi. Pytasz ludzi be nóg: "a czego pan NIE MOŻE? JAkie ma PAn jeszcze ograniczenia? Może z Pana głową DO KOMPLETU coś jest nie tak? Słyszałam na forach, że wiele osobom bez nóg jeszcze brakuje, ale takich rzeczy to się mogę dowiedzieć tylko bezpośrednio od Pana".

                                                    Trochę delikatności (eufemizm).
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:24
                                                    Vilez, spokojnie!
                                                    Trochę wiedzy i wszystko zrozumieją? Jak? Do mnie samej to nie docierało przez dłuższy czas. Popatrz na nauczycieli. Na szkołę. Tam nikt nie kumał, co to jest dysleksja i jak to się "je". Skoro nauczyciele tego nie ogarniają, to jak ma to zrozumieć ktoś, kto nigdy nie miał do czynienia?
                                                    Pewnie, że brak delikatności i taktu boli. Pewnie, że nikt nie chce, żeby jego dziecko było traktowane jak dziwadło, albo gorzej.
                                                    Ale ta kłótnia do niczego nie doprowadzi.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:44
                                                    O tych nauczycielach sądzę podobnie - nadają się do nauczania jak ja do baletu.
                                                    Ale sa i nauczyciele normalni, zapewniam. Tacy, którzy nie kierują się uprzedzeniami i nie zajmuje im długi lat ZAKUMANIE problemu.

                                                    Pade, ja rozumiem, że dla niektórych to jest problem poznawczy. Prawdopodobnie to oni właśnie mają jakąś dysunkcję, bo mnie zakumanie tego nie zajęło lat, wystarczyła obserwacja rozwoju dziecka w pierwszych latach życia. Lata to mi zajęło opracowanie METOD działania i relacji z instytucją szkoły, ale nie- problemu.

                                                    To jest kwestia podejścia, Pade. To własnie konkretne - bardzo zachowawcze- podejście prawdopodobnie stoi na przeszkodzie wcześniejszego zakumania (tutaj ma coś do rzeczy nasza rozmowa o metodach, i nie piszę tego złośliwie, tylko dla porządku sprawy, bo od samego poczatku proponowałam Ci zmianę spojrzenia na edukację Twojego syna, właśnie pamiętając, że to dyslektyk, bo już kilka razy o tym rozmawiałyśmy, no i w ogólności podejścia edukacyjnego. Miałam też we wczoraj rozmowie wrażenie, jakbys zapomniała o kondycji swojego syna.).

                                                    I proszę, nie dyktuj mi, jak mam reagować, bo reaguję na swoją odpowiedzialność i w sposób, który uznaję za stosowny. Nie będę się godziła na taki ton i taki wydźwięk w rozmowie, jakie tu został uruchomione. A czy z tego wyniknie kłótnia, to juz zależy od rozmówców.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:52
                                                    Ja miałam tę trudność, że mnie wmawiano, że to ze mną jest coś nie w porządku i że jestem przewrażliwiona.
                                                    Użyłam takich metod jakie znałam, co mogłam i potrafiłam, dostosowałam do dziecka.
                                                    Na dole jest mój post, w którym napisałam o wnioskach z tej dyskusji. I myślę, że to wystarczy, chyba, że chcesz się nade mną popastwić.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:16
                                                    Znam to, tez słyszłam, ze jestem nadważliwa, a mój syn się rozwija "w sumie w normie", więc czego ja chcę...

                                                    Nie chcę się nad Toba pastwic, Pade, no cos Ty...
                                                    Czasem tylko trudno jest się dogadać- ustalić jakieś choć trochę zbieżne płaszczyzny. I czasem to szukanie wspólnego języka zajmuje więcej miejsca i czasu, niż sama rozmowa o rzeczy.
                                                    No, ale to jest podastwowy problem wszystkich trudnych rozmów. Bo zwłaszcza w trudnych sparwach mamy skłonnosć do mówienia z bardziej "bliskiego" nam pola (dyskursu) i trudno nam je opuścić, bo to jest nasza obrona i potrzeba.

                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:11
                                                    W sumie to masz rację. Może temat jest interesujący, ale również delikatny.
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:36
                                                    Temat jest delikatny jak każdy temat związany z problemem natury zdrowotnej. Tutaj rzadko poruszane są tematy dzieci z dysfunkcjami czy niepełnosprawnością, na e-matce łatwiej można zobaczyć jaki jest stan wiedzy naszego społeczeństwa na ww. temat, a co za tym idzie zrozumienia i delikatności dla uczuć osób bezpośrednio zaangażowanych.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:47
                                                    Mnie nie oburzył, ale zabolał, dosłownie zabolał, złośliwy komentarz Paris. To podsumowanie, to pewnie miał być żart, ale nie wyszedł. Wyszła kpina z dyslektyków. I Zuzi pociągnęła to dalej Dobre Paris:)
                                                    Hmm, czy dobre? Tu właśnie zabrakło wyobraźni, że taki prześmiewczy obraz czyjegoś dziecka może zaboleć.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:11
                                                    Tak, widziałam to. Ręce mi opadły.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:31
                                                    Ja sie nie dziwuje Vilez, tylko z natury traktuje takich ludzii jak norme, i mam dla nich mnostwo empatii i podziwu za sile z jaka sie z tym i z zyciem zmagaja. Wszystkie komentarze odbierasz TYLKO negatywnie.
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 11:46
                                                    Vilez, poważnie pytam - dlaczego to tak Cię oburza skoro kiedyś tak faktycznie było? Mam 40 lat i o dysleksji usłyszałam po raz pierwszy na wywiadówce w szkole podstawowej mojego syna, więc nie jest to "zjawisko" znane wszystkim od wieków. Podejrzewam, ze 15 i więcej lat temu określenia "zdolny leń" używali sami rodzice późniejszych dyslektyków.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:00
                                                    Odpowiedziałam Ci wyżej.
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:13
                                                    Gryzienie po kostkach, w dalszym ciągu.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:15
                                                    Brak empatii w dalszym ciagu.
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:17
                                                    Tak to sobie tłumacz.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:20
                                                    Ty tak sobie siebie tłumacz
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:29
                                                    Moja empatia nie pojawia się i nie znika w zależności od tego czy lubię dany nick czy nie.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:40
                                                    Nie odniose sie juz do komentarza Vilez, bo nie chce zasmiecac ciekawego watku, moze skupmy sie na stronie merytorycznej tej sprawy a odejdzmy od osobistych watow :) szkoda tuszu. Generalnie malo jest takich b. szczegolowych info o problemach ludzi wynikajacych z dysleksji, duzo jest takich powtarzajacych sie info typu problemy z czytaniem map, z orientacja w terenie, z czytaniem, pisaniem itd.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:47
                                                    A szkoda, że się nie odniesiesz. Bo spora czesc moich uwag dotyczyła własnie merytoryki Twojego podejścia. Np, właśnie tego, że tych informacji wcale nie jest mało.
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:48
                                                    Wątek jest bardzo ciekawy i potwierdza moje odczucie, że nikt więcej nie wie na temat problemu dziecka niż jego rodzice, na co niewątpliwie wpływa połączenie teorii z praktyką. Ludzie, którzy mają zdrowe dzieci nie są w stanie wyobrazić sobie tego co Pade zrobiła dla swojego syna, ile to wymagało poświęcenia i wysiłku.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:56
                                                    Dziękuję:)
                                                  • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:12
                                                    To jeszcze do vilez.
                                                    Gdzieś w tym wątku pisałaś, że jesteś nauczycielką. Czy na studiach miałaś jakieś zajęcia na temat dysleksji? Czy ucząc ludzi bierzesz pod uwagę to że ktoś ma dysleksję? Tak w praktyce.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:40
                                                    Nie, nie miałam na studiach (ale to było przed potopem, teraz chyba juz o tym uczą). Uczyłam się w tej materii sama. A o tym, że moje dziecko ma problem, zauważyłam już w pierwszych miesiącach zycia, i latałam od Annasza do Kajfasz, by mi pomogli (nie wiedząc, że to są TE konkretnie - dys). Podobnie z orzeczeniami późniejszymi, moje dzieci były diagnozowane od najmłodszych lat, i zawsze z mojej inicjatywy.

                                                    Zawsze biorę pod uwagę, i sądzę, że rozpoznaję z dużą trafnością. Obecnie pracuję z ludźmi dorosłymi, i gro tych ludzi jest z - dys. Większosc z nich (tych z -dys) ma ponadprzeciętne zdolności, przyjemnie z nimi pracować.
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:44
                                                    vilez napisała:

                                                    Uczyłam się w tej materii sama. A o tym, że moje dziecko ma problem, zauw
                                                    > ażyłam już w pierwszych miesiącach zycia, i latałam od Annasza do Kajfasz, by
                                                    > mi pomogli (nie wiedząc, że to są TE konkretnie - dys).

                                                    Tak wcześnie...możesz napisać co Cię zaniepokoiło?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:07
                                                    Wcześniak o niesynchronicznym rozwoju- nie siadał w odpowiednim momencie, nie przewracał się na brzuch, nie raczkował, niskie napięcie mięśniowe.
                                                    Za to wcześniej operował tzw. chwytem - potrafił się intensywnie bawić przedmiotami, kartkami, oglądał ze wszystkich stron, grupował je w skomplikowane konstrukcje, wcześnie budował z klocków określone ciagi itd.
                                                    To jako niemowlę. Rehabilitacja metodą Vojty (bardzo agresywna, niestety). Pomogło.

                                                    A potem to już fenomenalna pamięć, odtwarzanie ciagów liczbowych, całych atlasów, chłonięcie wiedzy encyklopedycznej.
                                                    - to gdy miał dwa-trzy - cztery lata. I nadal słaba motoryka, np. nie rysował wcale.

                                                    Potem: szybkie czytanie (sam w te atlasy, encyklopedie dla dzieci), ale- bardzo słaba motoryka i opóźnienia manualne.

                                                    Problemy w przedszkolu z nauką: lęki, odmowa liczenia., pisania, odmowa wychodzenia z domu do przedszkola, regres: przestał np. sam jeść, chciał siedzieć przedszkolance tylko na kolanach itd. Nadal opóźnienia w motoryce i manualnych sprawach.
                                                    Psychiatra (fobia).
                                                    Diagnostyka w Poradni Zawod.-Wychow. Jeszcze nie orzekali dysleksji (za młody), tylko pewne symptomy.

                                                    W szkole- w pierwszej klasie, wyszły problemy z matmą. Znowu badanie i orzeczenie. Nadal- nie dyslekcji, tylko - symptomów.
                                                    Zajecia z integracji sensorycznej (niepodomykane obwody), mozolne ćwiczenia manualne (do d..py, męczyłam dzieciaka, nic to nie dawało).
                                                    Inteligencja- powyżej normy. Wysoki rozwój mowy, ale niska abstrakcja w zakresie odpowiednim dla matematyki.
                                                    Dyskalkulia i dysgrafia.

                                                    Z młodszym-inny zestaw, ale byłam już lepiej przygotowana.
                                                  • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:40
                                                    Chylę czoła.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:51
                                                    Skoro już piszesz o tej diagnozie, to przypomniało mi się, jak wielki gniew mnie ogarnął i jak ogromny żal, kiedy mój syn został wreszcie zdiagnozowany. Gniew na te wszystkie panie z PPP plus psycholog i pedagog szkolną. Pamiętam, że gdy dowiedziałam się, że to dysleksja i zaczęłam googlać wyskoczył mi test Bogdanowicz, zrobiłam go i chyba na wszystko odpowiedziałam "tak". Poszłam z tym testem do PPP i zapytałam: dlaczego nikt mi o tym teście nie powiedział? Odpowiedź: bo syn robił za mało błędów ortograficznych...Widzi pani, tu jest praca dziewczynki, ona na pewno jest dyslektykiem. Ręce mi opadły.
                                                    A żal, bo gdybym wiedziała wcześniej, to bym nie dała się omamić wychowawczyniom, tylko pracowałabym z synem od przedszkola i może nie musiałby wkładać tyle wysiłku i doznać tylu upokorzeń.
                                                    Nauczyciele są różni, owszem, ale u nas tylko polonistki wykazały chęć współpracy. Nauczycielka matematyki z gimnazjum syna zniechęciła go do przedmiotu na amen, i dodatkowo sprowadziła jego poczucie wartości do zera. Potrafiła nabijać się z niego przed całą klasą. Dobra, kończę.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:09
                                                    Rozumiem, przechodziliśmy... :\
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:16
                                                    I tu Vilez ja muszę zaprotestować. Przyjemnie jest słuchać wybitnego doktoranta z dysleksją, ale przeczytanie jego 1000 stronicowej pracy doktorskiej, w której ani jedno zdanie nie jest poprawnie gramatycznie (bo jego dysleksja w tym sie przejawiała m.in) nie jest żadną przyjemnością:) O nie. Ale oczywiście, ja nie miałam mu tego za złe. Nie wiem, czy inny promotor by faceta tak nie umiejącego pisać nie wyrzucił.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 18:50
                                                    Ano ;) Współczuję. I oczywiście, jakies normy trzeba ustalić. Może co do technik komunikacji. Może oni powinni dyktować komuś treści? Tak jak w indywidualbnym podejściu np. do niewidomych czy ludzi bez rak. Też studiują. Ja uważam, że my zasadniczo nie mamy złego szkolnictwa, tylko nie ograniamy ludzi "innych" niż średnia. Bo nei mamy wrazliwości i kasy.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 19:18
                                                    Temu dysleksją sie rzuciła na gramatykę, więc i dyktowanie by nie pomogło. W końcu wynajął redaktora, ale redaktor padł na stronie pięćsetnej chyba:)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 19:26
                                                    Czyli hard core...:D
                                                    To już nie wim. Może trza liczyc na rozwój neuronalnej kognitywistyki i odczytania mózgowe- stanie sobie delikwent przed maszynam, oblepią go kabelkami i i maszyny "ocenią," co jego mózg wykazuje, że wie ;)
                                                  • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:08
                                                    Uczysz dorosłych więc jest to pewnie wyższa uczelnia. W liceum jest chyba inaczej, przed uczniami jest matura i tam ci mający zaświadczenie o dysleksji mają chyba jakieś udogodnienia, mogą na polskim zrobić jakieś błędy.
                                                    Czego uczysz? Wiem o dysleksji tyle co pedagog w szkole dzieci opowiadała ale czy dyslektyk może studiować polonistykę czy filologię obcą a potem być nauczycielem?
                                                  • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:09
                                                    Źle się podpięłam. Pytanie było do vilez.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:15
                                                    Udogodnienia w liceum sa zerowe. Tzn. na maturze można zrobić nieco wiecej błędów (ale tylko ortograficznych), przy czym za poprawność ortograficzną chyba jest 5 punktów. Czyli niewiele.
                                                    Na matematyce i innych przedmiotach zaznacza sie wprawdzie, że jest sie dyslektykiem, ale nic z tego nie wynika, bo dyskalkulia nie została uznana przez ministerstwo.
                                                    Czasu dłuższego na maturze nie ma.
                                                  • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:38
                                                    Myślałam że jest dłuższy czas.

                                                    Na uczelni to już w ogóle udogodnień nie ma?
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:56
                                                    Beatrycja, nie ma, i raczej nie będzie. W przypadku dysleksji pewne deficyty są wspólne dla grupy, ale większość jest indywidualna. I dlatego nauczycielowi potrzebna jest nie tylko wiedza ale i uważność skierowana na ucznia oraz autonomia w ocenianiu, podejściu itd.(czyli nie kierowanie się tylko i wyłącznie wytycznymi). To jest raczej niemożliwe. W tym wątku są trzy matki dyslektyków i opis każdego jest częściowo zbieżny, ale i odległy od siebie. Dlatego trudno jest ustalić wspólne kryteria dla wszystkich.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:51
                                                    Tak, mają wydłuzony czas pisania i inaczej sa oceniani (w zakresie orzeczenia, czyli np. dysortografii)- tio jesli idzie o egzaminy językowe czy tzw. humanistyczne.
                                                    Ale jesli chodzi o dyskalkupię, to nie ma żadnych wytycznych innego oceniania (poza wydłużonym czasem pisania).
                                                    Groża nam (Polsce) za to jakies kary, jale mogłyby być orzeczone, gdy ktoś wniósł oskarżenie. Nikt na razie nei wniósł. Nawet RPO- a były wnioski do niego w tej sprawie.
                                                  • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 16:05
                                                    Vilez, mówisz o uczelni? Tam jest wydłużony czas na pisanie egzaminów dla studentów? Naprawdę? Nie jestem w temacie.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 16:13
                                                    Z uczelniami jest w ogóle trochę inna sprawa. Bo dysleksja - moim zdaniem słusznie - może być tolerowana na uczelni tam, gdzie nie wpłynie na możliwość opanowania programu i wykonywania zawodu.
                                                    I tak specjalizacja redaktorska na polonistyce czy nauczanie wczesnoszkolne powinny wymagać bezbłędnego pisania i czytania. Nie umiesz? Trudno, nie zdajesz. Ulgi są tu absurdalne, bo dajac dyplom zaświadczamy, zę ktoś umie to, czego nie umie.
                                                    Ale na socjologii jak mi student mówi,że nie umie pisać ortograficznie, to mu mówię - to nie, nie szkodzi.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 18:02
                                                    Nie, o szkołach: postawowej, gimnazjum i średniej.
                                                    Uczelnie wyższe to inna bajka- Verdana to już opisała, i się z jej ujęciem zgadzam- nie może żadna dyskuncja kolidować bezpośrednio z wymaganiami specjalizacji. Np. inżynier nie może być dyskalkulikiem z oczywistych względów, czy polonista nie może miec trudności z czytaniem i pisaniem.
                                                    To tak jak neurochirurg musi miec sprawne ręce itp.
                                                    Ale rzecz w tym, że profil edukacji wyższej sami sobie obieramy, a edukacji do matury - nie bardzo ,przynajmniej w wąskim zakresie ją sobie profilujemy, ale od głównych wymagań egzaminacyjnych nie możemy uciec, jesli chcemy edukować się dalej. I tu jest pies pogrzeban. Bo wielu dyskeltyków pzrechodzi gehennę, odpada, a nei musiałoby, gdyby szkoła była bardziej dojrzała.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 18:17
                                                    A jak jest ten problem rozwiazany za granica, na roznych etapach szkolnych, wiesz cos Vilez na ten temat?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 18:45
                                                    A różnie w różnych systemach. Mówiąc tak bardzo z gruba, to najbardziej przyjazne szkolnictwo jest w Skandynawii.
                                                    Najgorszy trend to właśnie obecny szął standaryzacji i parametryzacji. Który to system USZTYWNIA i wymagania i ocenianie. GGubi czynnik ludzki, zatem i czynnik dysunkcji, bo te nie są przecież do końca do ujęcia w siatki i algorytmy. No i sama testoza (jak ja to nazywam) nakierunkowana jest na wyniki, a te wyniki - jak w sporcie- gubia człowieka. bo najwazniejszy jest wynik- tu: wynik nauczyciela, szkoły, miasta, kraju, pokolenia itd. Szkoła, która walczy o wynik, truguje każdą pzreszkodę, i cłzowiek z jego dysfunkjami, taka przeszkoda się staje- z racji SYSTEMOWYCH. Ten trend przyszedł z USA, tam jest strasznei-zwłaszcza jesli chodzi o tzw, szkoły czarterowe, gdzie uczniowie sa mięsem przemiałowym dla wyników, bronia sie pzred tym szkoły publiczne, ale te sa wykańczane od strony finansowej. Potem ten syf przeszedł do Wielkiej Brytanii, ale i tzw.system bolońsk (Unia Europejska) działa tez na systemie parametryzacji i standaryzacji.
                                                    Broni się przed tym model skandynawski, choć i on zaczyna być atakowany przez to badziewie. To ma swe korzenie polityczne i ekonomiczne.
                                                    Najlepsza analizę tego systemu znalazłam w publikacjach prof. Eugenii Potulickiej. Np. tu:
                                                    Potulicka, Rutkowiak. Polecam.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 20:19
                                                    Vilez, przejrzalam recenzje, ale aby wyciagnac konkretne wnioski nalezaloby ta ksiazke przeczytac. Jesli ja czytalas, to napisz co takiego konkretnie, jaka konkretna pomoc ma do zaoferoowania dyslektykom system skandynawski ? Co konkretnie zyskaliby Twoi synowie, synowie Vetdany czy syn Pade, gdyby ich edukacja przebiegala w systemie skandynawskim? Jakie sensowne rozwiazania nakierowane konkretnie na dyslektykow czy inne osoby z problemami przewiduje ten system? Jak oni sobie z takimi problemami radza, chodzi mi o konkrety. I jeszcze z innej beczki, czy sa w Polsce stowarzyszenia, ktore dzialaja na rzecz takich osob, pod katem ich szczegolnych potrzeb edukacyjnych wlasnie? Czy w Ministerstwie Edukacji ktokolwiek, kiedykolwiek probowal sie z tym tematem przebic, podjac go etc., czy nigdy i nikt?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 21:01
                                                    [b]Zuzi, system skandynawski nie jest oparty o system parametryzacji-standaryzaji. Wygooglaj sobie, co to jest -ta parametr/.standar., bo nie mam czasu Ci tego tłumaczyć, jest literatury po mankiety.
                                                    -Dalej, nie maja takiego systemu ocen, jak my, ani ufundowanego na ocenach wyścigu szczurów.
                                                    Oraz podejście zindywidualizowane.

                                                    Nie musisz się opierać na tej recenzji, poszukaj innych omówienie problemu, nie da się tak rozmawiać, że wszystko mam Ci od podstaw tłumaczyć:
                                                    Pierwszy lepszy link z google'a w temacie: "szkolnictwo skandynawia dysleksja:"
                                                    Prawa w szkole NORGE

                                                    Pardon. Nie bierz tego do siebie, ale do rozmowy.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:08
                                                    Mój najstarszy niegdyś czytał 400 stron dziennie. I nadal nie umiał się poprawnie podpisać. Jego pismo było nieczytelne, podobnie jak pismo najmłodszego, a rysunki są powyżej przeciętnego poziomu. Podejrzewam,że młodszy nadawał by sie na ASP. Córka ma ładne pismo, tylko nie umie wstawiać przecinków. I dużych liter. Pisze minimum 4 strony maszynopisu dziennie, zwykle więcej. Nie zna sie na zegarku, nie umie podzielić 18 przez 9 bez dłuższego zastanawiania sie, statystykę na jednym wydziale zdała jako jedna z pięciu na roku w pierwszym terminie, na drugim dostała piątkę.
                                                    To wszystko absolutnie nie składa sie w spójną całość. I dlatego rady "niech ćwiczy" ( pisanie trzy godziny codziennie wygląda na dobre ćwiczenie, nie?), "Niech więcej czyta" (jedna a książka dziennie to mało, nie?) mnie doprowadzają do furii. Bo laikom wydaje sie, że istnieje w dysleksji jakaś logika - jak sie niezwykle precyzyjnie potrafi wykreślić figurę, to powinno się móc pisać w miarę czytelnie. Jak sie nie umie dodawać, to sie nie jest rewelacyjnym ze statystyki. Otóż nie.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:24
                                                    Tak, uwagi o ćwiczeniach wywołuja we mnie stan nie do opisania.
                                                    Moi nie znają kalendarza, tzn. miesięcy. Pory roku znają, ale chyba nei potrafia tak z biegu wymienić kolejności pór roku.
                                                    Z zegarem wskazówkowym też były problemy.

                                                    Natomiast, ciekawie operują klawiaturą. Chyba mogliby brać udział w zawodach na szybkośc pisania. Im to tryska całymi zdaniami spod palców- obaj tak mają.
                                                    Obaj są (byli) trenerami swoich grup w grach. I np. czasem działali pisemnie- oglądałam to z fascynacją- pełne zdaniowe wypowiedzi pisane MIGIEM i w obcych językach. Nie rozumiem tego ;) Z dużym komponentem przekleństw, rzecz jasna, co może ułatwiać.
                                                    Nie rozumiem nei tylko szybkośic myslenia, ale tez i manualnego operowania na klawiaturze, gdy są tak słabi manualnie. Chyba to jest jakas kompensacja.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:30
                                                    Mój syn tez nie zna miesięcy. Tzn powie, co jest po maju - ale przed - już nie.
                                                    Mój najstarszy ma problemy z językami obcymi (ale to raczej po mamusi, nie z powodu dysleksji). Najstarszy jest manualnie świetny - składa origami z tych najbardziej skomplikowanych w minutę. A podpisać sie dwa razy tak samo w banku nie umie.
                                                • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:10
                                                  Każdy dyslektyk jest inny, tak jak każdy człowiek:)
                                                  Dyslektycy myślą obrazami, nie słowami. Rozumie to ktoś? Ja średnio. Ale gdy o tym przeczytałam, doszłam do wniosku, że będę uczyć syna "malując obrazy". I w 4-5 klasie podstawówki czytałam mu podręczniki, a on miał sobie wyobrażać treść. I to świetnie podziałało. Gdy poprawiła mu się koncentracja, wystarczyło, że uważał na lekcji.

                                                  Chciałam wszystkim bardzo podziękować za wypowiedzi w tym wątku. Zwłaszcza Verdanie, za zrozumienie i przypomnienie o tych niepowodzeniach szkolnych. Niby pamiętam co przeszliśmy z synem, ale chyba zbagatelizowałam urazy. Wczoraj zobaczyłam pewne fakty z ostatnich miesięcy w innym świetle i wiem już, że muszę inaczej podejść do syna w kwestii nauki. Głupio mi teraz:(
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:15
                                                    Niektórzy dyslektycy myślą np. algorytmami. Różnie to jest.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:28
                                                    Opiszesz mi to szerzej?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:31
                                                    Dyslektyk, u którego przeważa schemat algorytmiczny zasadnicze rzeczy zapamiętuje jako schemat, wzór, który da się zaaplikować do innych nowych rzeczy.
                                                    To jest coś jak metaforyzacja poznawcza. Mataforyzacja to pierwszy etap poznawczy dziecka- dziecko też opracowuje schemat: tego, co już zna, i przykłada to tego, co nowe. Np. dziecko zna swoja butelkę. Opracowuje schemat butelki: ma taki a tki kształt, służy do picia itd. Następnie poznaje kubek. Kubek dla niego to częściowo cechy butelki- też służy do picia, ma podobny kształt + cechy nowe (kubek ma uszko, jest szerszy i krótszy itd). Suma tego, co stare i tego, co nowe, daje nowy schemat. Który wchodzi do zasobu i staje sie zasobem podstawowym. I ida kolejne metaforyzacje. (metafora poetycka też polega na przenoszeniu własciwości pewnych rzeczy na inne i tworzeniu nowego znaczenia - tu: schematu).
                                                    Dopiero, gdy dziecko uzbiera pewien zasób takich schematów pzrechodzi do następnej fazy poznawczej, mianowicie do grupowania właściwości rzeczy. POtem jest rozszerzona fasza meto nimii- synegdocha, gdzie nei tylko grupuje się pewne cechy i "przenosi" je- z grupy na grupe, ale także rozumie się, że te grupy pracują dyskursywnie. Dyskursywnie- to znaczy- w pewnym odchyleniu od pionu (dyskurs można pojmować obrazem: np. jako swoisty kąt geometryczny- kat jest ochyleniem w obie strony od osi, prawda? Im większa umiejętnośc odchylania się, tym większa elastycznośc myślenia. A potem nadchodzi faza koronna- ironii, która polega na tym, że umiejscawia się własny dyskurs na mapie dyskursów, czyli- mozna powiedzieć: mapie odchyleń.
                                                    Opisywał to też Piaget w fazach rozwojowych dziecka (podobne etapy, znaczy się).

                                                    I teraz: problem leży w tym, że nie wszyscy ludzie osiagają wszystkeio etapy. Niektórzy sa zdo;lni tylko do metaforyzacji(schematów), czy podstawowego zaledwie grupowania (metonimia) tych schematów. Inni osiagają stan dyskurstywności- elastyczności w myśleniu,(sypoziom synegdiochy), ale nigdy nie wyjda poza własny dyskurs, nigdy nei zobacza siebie na mapie dyskursów. To są np. ludzie, dla kßórych pomyślenie INACZEJ - w innym dyskursie, i jeszcze pojecie relacji miedzy tymi dyskursami jest niemożliwe (niewidoczne itd).

                                                    Ta faza zwana jest tez autoironiczną (ze względu na umiejętność dystansowania sie od "własnego")
                                                    Niektórszy dyslektycy maja to ograniczenie fazowe. Ale miewają je także ludzie, którzy nie sa dyslektykami- jako po prostu zaburzenie rozwojowe lub niemożność intelektualną.
                                                    Niektórzy dyslektycy transponuja schematy na wszystkei poziomy, tzn. wszystko sprowadzają do kluczy algorytmicznych- i juz jest wyższa, ale specyficzna, umiejętność, to są najczesciej genialni matematycy lub muzycy (wspólne osrodki mózgowe tu sie uruchamiają. Ci słabo rozumieją mowę i wyższe tropy językowe.
                                                    Inni dyslektycy myśla znowu od razu (lub szybko, szybciej, niz inni) wyższymi fazami, przechodząc do synekdochy ironii, przez co mają ntrudność z pojeciem, ze ktos nei doszedł do tego etapu, bo sami nie znają (lub słabo znają) te niższe fazy. Ci myśla bardziej obrazami, niz schematami :-)

                                                    To tak z grubsza.


                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:41
                                                    To ja może nie napiszę, jakie wnioski wyciągnęłam:D
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:45
                                                    Ja też. (nie napiszę, już dawno wyciagnęłam), ale możesz mi napisac na priv ;)
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:34
                                                    Pade, przeciez wiesz, ze osobom ktore sa najblizej ciezko zlapac dystans i z pewnego dystansu spojrzec, bo zbyt wiele wysilku, zaangazowania w sprawe itd. maja za soba, dlatego b. dobrze, ze zalozylas ten watek i obce osoby majace rozne doswiadczenia mogly sie podzielic doswiadczeniami i Ci na cos zwrocic uwage, co wiedzialas, ale w natloku roznych problemow zeszlo na dalszy plan, a jak sie okazuje powinno byc na pierwszyn planie. Takze, nie powinno byc Ci glupio, od dawna robisz dla syna co sie tylko da. A teraz wystarczy miec z tylu glowy info o dysleksji i oceniajac rozne zachowania syna o tym nie zapominac. Przeciez to jest cos, co to dziecko ma od zawsze i zadna jego wina w tym, ze tak ma. Jak ktos jest leworeczny to nie zmuszamy go do pisania prawa reke i nie denerwujemy sie na jego brzydki styl pisma. Tak samo z wszelkimi dys-, wiedza jest tu ogromna pomoca i sluzy zrozumieniu takich ludzi.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 12:55
                                                    Wiesz co Zuzi, chcesz sie NAPRAWDĘ dowiedziec, o co chodzi? To wsłuchaj się w te własne słowa:

                                                    "Przeciez to jest cos, co to dziecko ma od zawsze i zadna jego wina w tym, ze tak ma. "

                                                    Dla mnie to brzmi jak: "przecież dziecko z - dys też ma prawo oodychać".
                                                    Lub : "Przecież Murzyni też są ludźmi".
                                                    :
                                                    No ma (to prawo). No są (ludźmi). Pytanie, czemu trzeba to STWIERDZAĆ. I czemu TY to stwierdzasz. Po co? Dopiero się o tym upewniłaś? Potrzebowałaś jakiegoś procesu, by się w tym upewnić? Przecież to jest uwłaczające.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:18
                                                    Znowu Vilez przekrecasz znaczenie tego co napisalam, a mialo to znaczyc mniej wiecej to samo, ze gdy ktos urodzi sie z krotsza noga, to nie jest jego wina i nie nalezy go oceniac poprzez fakt, ze chodzi specyficznie. Czytanie wszystkiego przez pryzmat wlasnych krzywd czy problemow zawsze bedzie prowadzilo do negatywnego znieksztalcenia tego CO sie czyta, a wowczas komunikacja sie zaburza, bo nie da sie rozmawiac z kims, kto ma wrogie podejscie do kogos i to co ten ktos powie interpretuje na jego niekorzysc. A stwierdzenie bylo dodane w celu doprecyzowania tego, ze nie mozna oceniac osoby z dysfunkcja, tak jak osobybez dysfunkcji. Proste stwierdzenie i nic poza tym. Ty jednak znalazlas w tym SWOJE drugie dno.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:09
                                                    JA WIEM, co Ty MIAŁAŚ ZAMIAR powiedzieć. Uwierz, że wiem. Mnie się jednak bardzo nie podoba, uraża mnie, że w taki sposób o tym wszystkim myślisz i mówisz.

                                                    Bo stwierdzasz rzeczy, których stwierdzać nie ma potrzeby. A skoro JEDNAK te rzeczy stwierdzasz, to jest to rodzaj ODIUM na ludziach, których to dotyczy. W najlepszym stopniu jest to łaskawy protekcjonalizm" że J"EDNAK SĄ ludźmi". I że można łaskawie się nad nimi pochylić.
                                                    To jest coś jak litość, która uwłacza. Jest nie tylko niepotrzebna, ale pokazuje POZIOM, z którego pochodzi.. Ja się na taki poziom nie zgadzam. Powinnismy wszyscy byźć już dalej i w tej rozmowie, i w stosunku do ludzi z - dys (oraz iwszystkich nnych "innych"). O to, Zuzi,chodzi. I ja wiem, że moje oczekiwanie nie jest wygórowane. Taki poziom rozmowy pochodzi zwyczajnie z niechlujności podejścia do problemu., Że - ot, tak sobie, pogadam luźno, pożartuję, poopowiadam jakieś stereotypy- pie...ty, lub inne łatwego pochodzenia "wnioski".
                                                    Ludzie zasługiuja na poważniejsze podejście i traktowanie. To mnie też uraża w takich rozmowach - że to my, dotknięci problemem, mamy się w rozmowie pochylac nad cudzą IGNORANCJĄ, i mamy procesowo podchodzić, by ten ktoś zechciał pomyśleć bardziej wnikliwie. Mamy się pochylac nad czyjąś opieszałością - bo ignorancja często wynika właśnie z opieszłego podejścia- że sie komuś nie chce, bo nie, bo po co- i to my mamy taką osobę prowadzić, aż łaskawie zejdzie z tego i zacznie MYŚLEĆ.
                                                    A dlaczego to MY mamy ponosić ciężar takiej rozmowy? Bo co? Bo nas dotyczy problem? O to właśnie chodzi- o to ciagłe spychanie do kąta "proszącego"- to my sie mamy starać, by ktos zechciał pomyśleć w naszej intencji, tak? Bo jak nie, to będzie na nasza sytuacja sie nie poprawi, tak?
                                                    Na tym polega gros problemów z innością. To stad się rektutuja te rzesze ludzi, którzy "nie znają" problemu, na tym polega powszechność ignorancji- wcale nie na brakach poznawczych ale na opieszłości intelektualnej. To jest postawa, a nie- brak rzeczywistych zdolności ani brak materiału do przemyśleń. Bo materiału jest dość.

                                                    To nie dotyczy tylko dyslektyków, żeby nie było. To dlatego nie ma u nas podjazdów dla niepełnosprawnych, odpowiednich wind, klas, itd- bo sie komus nie chce pomysleć, i trwa w tym stanie, i trwa, bo tak. Ale się przy okazji jeszcze upadja własną zayebista "otwartością":- bo był łaskaw zauważyć, że ludzie z - dys to też ludzie.
                                                    Jak dla mnie, to niech taki człowiek lepiej już milczy, słowo daję. Bo to, co mówi, NICZEGO nie wnosi, nie jest żadną propozycją, a tylko uraża.
                                                    O to chodzi, Zuzi. Wczuj sie w to, a nie tylko w to- co Ty w swoim mniemaniu zamierzałas powiedzieć. Powiedziałas, co powiedziałaś, i to pokazało coś więcej, niż tylko to, co chcialaś (świadomie) powiedzieć.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:17
                                                    Dla mnie przekaz Zuzi to często spotykany przeze mnie przekaz "Żydzi - ja uważam,że Żydzi to tacy sami ludzie jak inni, ja mam do nich wiele sympatii".
                                                    Co dowodzi jednak, że rozmówca uważa Żydów jednak za jakiś inny gatunek. I on tych Żydów nawet lubi, a ja go jakby trochę mniej.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:25
                                                    Dziękuję, Verdano. Tak, to jest właśnie to.
                                                    (Bo czasem się czuję, jakbym tłumaczyła ludziom litery :\)
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:42
                                                    Jestem pod wrazeniem tworczego podejscia do tekstu pisanego, w tym rowniez Verdany i tego silnego przekonania graniczacego z pewnoscia, ze ktos uwaza dokladnie tak, na temat czyjegos postrzegania danego tematu, jak sobie to w swojej glowie zinterpretuje :) Piekne, tylko po co czytac, skoro wie sie lepiej. W ten sposob to wszystko mozna sobie przetworzyc na swoja modle. Ok, nie zasmiecam juz definitywnie. I chyle czola przed osobami, ktore faktycznie zdobyly wiedze w tym skomplikowanym temacie i przekuly ja w praktyce na pomoc wlasnemu dziecku/-om.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 16:13
                                                    Trzeba umieć pisać tak, aby tekst był jednoznaczny.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:38
                                                    Znalazłam świetny artykuł (szkoda, że go nie było parę lat temu) na temat myślenia obrazami i dysleksji:
                                                    www.superkid.pl/werbalny-i-niewerbalny-system-myslenia
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 13:43
                                                    "Myślenie obrazami sprawia, że posługujący się nim patrzą na świat z szerokiej perspektywy, problemy postrzegają całościowo, bez konieczności rozkładania ich na poszczególne elementy. "-

                                                    Tak, to jest właśnie etap IRONICZNY :-) (autoironiczny) :-)
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 14:11
                                                    Na pociechę Pade
                                                    to są blogi i strony dyslektyków:
                                                    www.facebook.com/OczywisteInformacje
                                                    Polecam też blog zpopk (Zwierz popkulturalny) - zobaczysz, jak można pisać z błędami i bez przecinków:) Nie mogę wkleić linka, bo gazeta uznaje to za spam.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:10
                                                    Dzięki!:)
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:16
                                                    Dziewczyny, jestem pod wrazeniem Waszych interpretacji. Dla mnie to co napisala Paris bylo takim zartobliwym podkresleniem jej malej wiedzy nt. dyslektykow i dysleksji, wynikajacej glownie zjak sama przyznala z informacji przeczytanych od Verdany. Ciekawe czy Verdana tez tak to odbiera jak Ty Pade i Vilez.Jak Ty to Pade masz w zwyczaju pisac??? Ze za cudze interpretacje tego co piszesz nie odpowiadasz...
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:18
                                                    Tak, ja to odbieram podobnie.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:26
                                                    To naprawde ciekawe :) Ciekawe, czy wsrod nas w tym watku wiecej jest osob, ktore tak to odbieraja.Jak widac mozna zinterpretowac kazda wypowiedz tak jak chce sie ja zinterpretowac.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 16:16
                                                    Zuzi, spójrz- Pade, Verdana i ja mamy dzieci dyslektyczne. To jest ta linia podziału.

                                                    Nie- jak sie chce, tylko- jak się rzeczywiście odczytuje. W świetle swoich doświadczeń. My tego doświadczenia mamy nieporównanie większe, niż Ty. Po prostu.


                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 17:03
                                                    Alez oczywiscie Vilez, tylko to duze doswiadczenie nie daje podstaw do tego, aby twierdzic, ze ktos inny uwaza, tak jak to ktos swoim zdaniem interpretuje. Przekaz moze byc niejednoznaczny dla kogos, albo odbierany jednoznacznie negatywnie, ale nie oznacza to tego, ze jak ktos Ci pisze, ze jest tak jak pisze, to mozesz z pelnym przekonaniem stwierdzic, ze mija sie z prawda, bo Ty wiesz lepiej, co on uwaza. Ty wiesz co Ci sie wydaje ze ktos uwaza, ale nie oznacza to tego, ze tak wlasnie jest, jak Ci sie wydaje.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 17:15
                                                    No i na tym spędzam połowę życia - na uczeniu studentów pisania tak, aby nie byli jedynymi, którzy wiedzą , co mieli na myśli.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:23
                                                    Zuzi, przeczytaj jeszcze raz pierwszą wypowiedź Paris na tej stronie, moją odpowiedź na nią i kolejne, i wyciągnij wnioski. I nie tłumacz mi co Paris chciała przez to powiedzieć, bo Ty tego nie wiesz. A owszem często próbujesz i zbyt często wypowiadasz się za kogoś.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:30
                                                    Pade, alez ja to czytalam i wczoraj i dzis ponownie przed napisaniem posta i dalej tak to rozumiem. Od pierwszego posta Paris nie mialas ochoty JEJ nic wyjasniac, ale po kolejnych jednak wyjasnilas. Ja nie tlumacze Paris tylko moje zrozumienie tego co napisala. Mysle, ze Paris sama najlepiej wyjasni co miala na mysli :) od poczatku pisala, ze jej wiedza w tym temacie jest ograniczona do 1 kolegi i info z postow Verdany.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:43
                                                    Bo nie MUSZĘ nic wyjaśniać, tylko MOGĘ. I dlatego nie odpowiadam na pytania w stylu: a czy Twój mąż jest dyslektykiem?

                                                    p.s. Czy Ty też, na podstawie tego, co pisałam wysnułaś wniosek, że mój syn nie umie czytać?
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:56
                                                    Pade, ale to bylo zwykle pytanie, skoro dysleksja jak w rodzinie np. Verdany pojawia sie u wielu osob, to moze w Waszej ktos jeszcze ja ma.ps. nie, ale kazdy inaczej interpretuje tekst pisany czy mowiony, wiec miala prawo nie zrozumiec i dlatego poprosila o wyjasnienie.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:58
                                                    Poza tym nie ma koniecznosci odpowiadania na pytania.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 16:04
                                                    W tym rzecz, że nie poprosiła o wyjaśnienie, tylko stwierdziła, że tak jest.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 17:34
                                                    Przeciez poprosila o wyjasnienie takiemu laikowi jak ona, na ta prosbe sama odpowiedzialas, a na koniec bylo zartobliwe podsumowanie JEJ wiedzy nt. dyslektykow, w oparciu glownie o informacje od Verdany.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 19:13
                                                    Zuzi, to jest tak:

                                                    Autor chce napisac coś (X), powstaje tekst (Y) i to zostaje odczytane jako cos (Z).
                                                    Między X, Y, Z zawsze zachodzi różnica. To wynika z właściwości języka, który nie jest i nie moze byc doskonale precyzyjny (utraciłby swe własciwości). Wynika też asamej sytuacji komunikacyjnej (która tez ma pewne własciwości).

                                                    Czyli: autor ma określone intencje, a co mu wyjdzie, i jak to zostanie odebrane, to są trzy- nie całkiem pokrywajace się- sprawy.
                                                    Oczywiście, dążymy do pełnej komunikatywności (albo tak sie nam wydaje, bo są tu rózne koncepcje, mam tu swoje własne). Nazywa się to intersubiektywność. I uzyskujemy to za pomocą określonych kodów (które to kody też nie są ścisłe).

                                                    Teraz jawi się kwestia- co z tymi różnicami. Co jest w "większym prawie" - intencja autora, sam tekst czy odbiór.
                                                    Qw nauce i np. w literaurze przyjmuje się, ze intencja autora ma najmniejsze znaczenie, że lioczy sie to, co rzeczywiście zostało napisane, a potem- jak to zostanie zintepretowane, jak to będzie dalej pracować.
                                                    Z drugiej strony, ejst te zkwestia nadinterpretacji, czy innej dynamiki między tekstem i jego interpretacjami, które też są "tekstami" (intertekstualność). Spór o granice interpretacji i nadinterpretacji to cała wielka tradycja - także zahaczająca o filozofię ;)
                                                    Bo jak np. ustalić te granice, skoro autora i odbiorcę dzielą ich zasoby (rozmaite: wiedzy/umiejętności/mozliwości.
                                                    Np. jak sie mają dogadac ludzie, kßórzy sa na różnych etapach fazowych (opisywałam to w odpowiedzi do Pade)- ludzie różniący się możliwościami dyskursywnymi.
                                                    Na to jeszcze nachodzą rozmaite urazy, traumy, inne okoliczności osobiste.

                                                    Trudne to wszystko.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:35
                                                    Lubię Oczywiste, bardzo lubię :-)
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 15:47
                                                    dostałaś maila?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 16:09
                                                    Odpisałam, dziekuję :-)
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 22:53
                                                    Hm, a co to ma do rzeczy?
                                                    Moje dzieci mają rodzeństwo, o którym wiedzą, że są dyslektykami. I to naprawdę niewiele daje, chyba, że jest to o wiele starsze rodzeństwo, które edukację ma juz za sobą.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 00:08
                                                    A nie jest im latwiej z tego tytulu, ze nie tylko jedno z nich ma dysleksje ? Zawsze jest to troche pokrzepiajace, gdy nie tylko my jedyni mamy taki problem, mozna sobie udzielac wsparcia, ponarzekac , posmiac sie z tego etc. Dlatego zapytalam o kolege.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 10:06
                                                    Nie. Problem z dysleksją to problem szkolny. Fakt, ze inni ją mają, nie zmienia własnej sytuacji - konieczności wykonywania wielu niepotrzebnych ćwiczeń (nawet jest gorzej, bo wiadomo, że są one tylko formalnością, nic nie dają), złych ocen za dobrą pracę. Poza tym dysleksja to nie jest rzadki problem, wszyscy dyslektycy wiedzą, ze nie są jedyni.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 10:33
                                                    :-) Verdano, kazdemu czlowiekowi, w tym dyslektycznemu rowniez, jest latwiej, gdy czuje ze nie jest osamotniony w swoim problemie. Np. Oladom jest latwiej, co podkreslila, ze wie, ze nie jest jedyna osoba tak wytresowana przez mame. Wiec, jesli piszesz, ze Twoim dzieciom ta swiadomosc nic nie pomaga, to widocznie to ich specyfika. Zazwyczaj ludziom w roznym wieku taka swiadomosc jednak pomaga.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 10:57
                                                    W każdej klasie jest kilku dyslektyków. To nie jest rzadka przypadłość, gdy człowiek ze zdumieniem odkrywa, że inni też ja mają. O ile Ola mogła sie nie zorientować, bo na matkę zaświadczeń nie dają, to dyslektyk nie. Chodzi do poradni, często uczestniczy w zajęciach grupowych - reedukacji, pisze egzaminy w oddzielnej sali razem z kolegami, których jest kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu. I jakoś raczej to młodzieży nie pociesza.
                                                    Tak, jak zazwyczaj nie pociesza klasowej ofermy gimnastycznej fakt, ze druga osoba też jest ofermą. Przeskoczyć przez konia trzeba i tak.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 11:15
                                                    Gdy takie osoby sie ze soba zakoleguja, zaciesnia wiezy, to jak najbardziej to moze pocieszac i dawac wsparcie. Sam fakt, ze wiemy, ze jest inny dyslektyk w klasie, rzeczywiscie nie pocieszy.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 11:21
                                                    Innymi słowy, podstawą przyjaźni ma być wspólna dysleksja. Albo nieumiejętność przeskoczenia przez konia. Innymi słowy, takie swoiste getto dla dysfunkcyjnych.
                                                    Zaręczam Ci, że to tak nie działa.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 11:39
                                                    Verdano, generalnie uzywasz ciekawych :) porownan, mocnych: getto, Zydzi, itd. rozumiem, ze to z uwagi na Twoje zainteresowania. Tylko to takie troche popadanie w skrajnosc. Zeby czerpac z jakiejs relacji wsparcie, nie trzeba od razu sie przyjaznic, wystarczy sie tylko kolegowac, pogadac ze soba od czasu do czasu itd. Jednym moze wystarczyc sama swiadomosc, ze jest ktos inny w klasie z podobnym problemem, aby poczuc sie lzej, jeszcze innym potrzebny bedzie blizszy kontakt z kims takim, aby wymienic przemyslenia, powkurzac sie, posmiac, a jeszcze innym taka swiadomosc, ze nie sa jedyni nie pomoze wcale, tak jak np. Twoim dzieciom. Ludzie sa rozni.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 12:17
                                                    Nie, z uwagi na to, ze jeśli zaczyna sie kogoś traktować jako mniejszość, to wpycha się go w wyjątkowo nieciekawą sytuację, kiedy i on ma się postrzegać przede wszystkim jako Żyd, dyslektyk, klasowa oferma. Bycie dyslektykiem, Żydem czy ofermą w ogóle nie powinno wpływać na jakiekolwiek kontakty towarzyskie, wybieranie znajomych czy postrzeganie siebie przez pryzmat tej jednej cechy.
                                                    A to, że świadomość, ze w klasie są dyslektycy, ze w szkole sa dyslektycy jest równie powszechna, co świadomość, że w klasie są bruneci jest 100% i jakoś, jak widać, nikomu nie pomaga.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 12:31
                                                    Znowu popadasz w skrajne postrzeganie sytuacji i czarnowrozysz. Zycie dyslektyka to nie jedynie jego dysleksja, ale rowniez dysleksja.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 12:46
                                                    I ma dobierać znajomych pod kątem tej dysleksji? Czy złemu uczniowi radzisz zaprzyjaźnić sie z innym złym uczniem, a pryszczatej dziewczynie z inną pryszczatą? Raczej chyba nie, bo pryszcze do kontaktów towarzyskich mają sie nijak. Poza tym usiłuję Ci wytłumaczyć, że dyslektycy i tak zazwyczaj sporo czasu spędzają w towarzystwie innych dyslektyków, na zajęciach wyrównawczych czy reedukacji i jakoś nie pomaga im to - przeciwnie.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 13:08
                                                    Moze sie z kims takim kolegowac. Zaszkodzic nie zaszkodzi, a niektorym moze pomoc. Co do zlych uczniow, to absolutnie nie, bo taka znajomosc moze pogorszyc przypadlosc.Ale towarzystwo innej kolezanki z pryszczami moze pomoc poczuc sie pewniej.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 13:16
                                                    A zdajesz sobie sprawę, ze dyslektycy są złymi uczniami? To mają wybierać tylko tych dyslektyków, którzy dobrze się uczą, a wiec zapewne nie mają dysleksji? Poza tym źli uczniowie to często fajni ludzie i absolutnie nie widzę powodu, dlaczego z nimi sie nie przyjaźnić. W ogóle wyniki w nauce jako element wybierania sobie znajomych to absurd.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 13:55
                                                    Rozminelysmy sie, zreszta po raz kolejny w komunikacji, Ty wychodzisz z innego jej miejsca a ja z innego, i masz zupelnie inne spojrzenie na rzeczywistosc, wiec raczej nasze opinie na rozne sprawy rzadko beda zbiezne. Mi chodzilo o zlego z charakteru a Tobie z uwagi na oceny, nie wiem jak mozna w ogole rozwazac nie kolegowania sie z kims z uwagi na oceny. Oceny, to tylko oceny, charakter czlowieka sie liczy. A wiadomo, ze dyslektykowi nie zajda zadne zmiany w mozgu z tego tytulu :-))
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 14:51
                                                    Zuzi,
                                                    dziecko z dysleksją to nie człowiek -słoń ani kobieta z brodą, i nie trzeba im wyznaczać OSOBNEGO miejsca (poza egzaminami), bo takie wyznaczać to SYGNOWANIE.

                                                    Owszem, istnieje cos takeigo jak grupy wsparcia, ale lepiej to zostawic fachowcom od takich grup. A dzieci io tak się grupują jak chcą, i pzrede wszystjki najgorsze byłoby to, gdyby im rodzic/ szkoła / terapeuta dyktowali, z kim mają się spotykać i przyjaźnić. I niech tak będzie, to to jest naturalne prawo- swobody dobierania sobie znajomych i przyjaciół.

                                                    W każdej dysfunkcji trzeba zmniejszać obciążenia, które UWYPUKLAJĄ ową dysfunkcję, a sztuczne grupowanie pod względem owej dysfunkcji byłoby działaniem uwypuklającym.

                                                    Rozumiem, ze czasem trzeba znaleźć się w okreslonym srodowsku ze względu na jakąś dysfunkcję czy niepełnosprawnosc. Dyskleksja nei ejst taką ciężką przypadłością, która tego wymaga. Tak jak nie wymaga tego noszenie okularów, leworęczność, płaskostopie, skolioza, brak słuchu muzycznego czy taklentów plastycznych. Większość dzieciaków cos tam ma nieidealnego, pomyśl na ile grup by się musiały dzielić.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 16:51
                                                    Zuzi, Ty po prosty piszesz o czymś, o czym nie masz zielonego pojęcia. To nie rozmijanie sie w komunikacji, to całkowite niezrozumienie problemu, a przy tym poczucie, ze można - nic nie wiedząc - komuś doradzać.
                                                    Nie mówiąc o braku wyciągania elementarnych wniosków - jeśli dziecko z problemami z dysleksją ma szukać podobnych sobie, to dlaczego nie należy źle uczącego sie dziecka namawiać, aby szukał źle uczących sie kolegów? Bo źle uczący sie to zły przykład. Dzieci z dysleksją źle się uczą. No, ale stopnie nie mają nic do rzeczy - nie czujesz, ze to sie w ogóle kupy nie trzyma?
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 18:08
                                                    Droga Verdano, zgodnie z prosba Pade zakonczylam wypowiadanie sie w tym watku, tak wiec nie marnuj na mnie wiecej tuszu :-) z serdecznymi pozdrowieniami, zuzi.1
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 20:32
                                                    "Ce n'est pas trop tôt"
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 13:12
                                                    :D
                                                    To, że ktoś inny ma dysleksję w niczym nie pomaga. Już tutaj pisałam, dzieci Verdany, Vilez, mój syn, z jednej strony podobne problemy, z drugiej inne.
                                                    Zuzi, nie szukaj dla mnie rozwiązań, nie ma takiej potrzeby, nie prosiłam o nie.
                                                    Wiem co pomaga i co szkodzi. Mam wieloletnią praktykę. Natomiast na system edukacji w Polsce, nie mam żadnego wpływu. Za Don Kichota robić nie mam ochoty. Już się nawalczyłam, wystarczy.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 13:18
                                                    Ja ominęłam przy synu system oddając go do prywatnej szkoły. Ale to też nie jest rozwiązanie dla kogoś, kto szkołę lubi.
                                                    No i na przykładzie Zuzi doskonale widać problemy - kazdy najlepiej wie, jak postępować z dzieckiem z dysleksją. Bo rozwiązanie jest takie proste, wystarczy ćwiczyć/ dać pewność siebie/ znaleźć odpowiednią grupę/ mobilizować. Szkoda, że żadne nie zmienia funkcjonowania mózgu i nic nie daje. Prócz wyrzutów sumienia.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 13:59
                                                    Prawda? Nie dość się staram, na pewno jest jakiś sposób, gdybym tylko...
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 04.01.15, 14:03
                                                    Jeszcze jedno: nie założyłam wątku po to, by wyjaśnić "ciekawe zjawisko" jakim jest dysleksja i zaspokoić czyjąś ciekawość.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 20:41
                                                    Rzeczywiscie to jest b. ciekawy artykul. Czy Two syn Pade ma kolegow o ktorych wie, ze sa dyslektykami?
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 05.01.15, 11:47
                                                    Szanowne Panie i Panowie, zapadła cisza, która oznacza, że Komferęłcia naszego Instytutu Badawczego Życie Rodzinne dobiega końca. Ale jednocześnie na szczęście zaczynają się prace w grupach roboczych mających na celu implementację postulatów przedstawionych przez ekspertów. Pierwszym etapem implementacji będzie przedstawienie draftu tych postulatów, który w najbliższym czasie znajdzie się na ogólnodostępnej platformie naukowej Forum Żr (o ile zdzierżymy…).
                                                    Nasza konferencja, jak pewnie niektórzy stali bywalcy zauważyli była kolejną dotyczącą tematyki obowiązków domowych dzieci. Już na poprzedniej konferencji padały słowa oburzenia niejakiej Paris nieuprawnienie nazywającej zabieranie telefonów dzieciom mało skuteczną praktyką z pogranicza przemocy, jednak na skutek uczestnictwa w innej konferencji IBŻR zrozumiała, że jest to powszechna praktyka stosowana nawet przez wysoko wykwalifikowany personel dziecięcych szpitali psychiatrycznych. Ale to ma marginesie, bo w tym roku wyłonił się bardzo ciekawy temat traktowania osób z dysleksją i zaburzeniami około dysleksyjnymi. Well… Przypomina mi się początek „Wojny i pokoju”, gdzie Tołstoj opisuje dwa główne tematy poruszane na przyjęciach carskiej Rosji – jednym z tych tematów było wychowanie klasyczne a wychowanie nowoczesne. Może to faux pas przypominać na konferencji m.in. o dysleksji dzieło pisane cyrylicą, w dodatku z kraju, gdzie wciąż mocno trzyma się lobby kaligraficzne, ale mam nadzieję, że Państwo wybaczą - tak jak wykazaliście się Państwo wielkim zrozumieniem dla niestosownych żartów i naruszania toku dyskusji panelowych przez osoby spoza branży. W dyskusjach naszych ekspertów uważam- nawiązując do Tołstoja - że dominowała opinia o wyższości wychowania nowoczesnego, wręcz wizjonerskiego! Wizje te powodują, że udaję się na dłuższą przerwę kawową, co też Państwu proponuję:)
                                                    Serdecznie dziękujemy i zapraszamy do dalszej współpracy:)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 08.04.15, 16:56
                                                    Dziękuję za wklejenie linka w wątku obok, który akurat łączy się z naszym ostatnim watkiem o dyslektykach:)

                                                    "Nie mają problemu ze ścieleniem łóżek." Verdana 2015 r.

                                                    "Moi synowie z dysleksją nie ogarniają na przykład ścielenia łóżka , ani noszenia skarpetek do pary." Verdana 2012 r.

                                                    Być może w ciągu tych trzech lat umiejętności zostały opanowane:)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 08.04.15, 21:30
                                                    O, kurczę, ale małostkowość...
                                                    Ojp
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 08.04.15, 22:38
                                                    Zaświadczam, zew roku pańskim 2015 mój syn nadal nie widzi potrzeby ścielenia łóżka. Tzn. pościelić umie (nie ma problemu), ale potrzeby nie ma, podobnie jako jego brat starszy (i to jest problem).
                                                    Zero sprzeczności. Umiejętność techniczna jest. Potrzeba spania na pościelonym łóżku - zerowa.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 08.04.15, 23:16
                                                    To jak mój starszy.
                                                    Ps. Osobna nora sypialna z nienormatywnym ...yyyy....wyrkiem to jednak dobry pomysł ;)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 13:42
                                                    Vilez, ja małostkowa??? Raczej miałabyś na myśli pokornego serca chyba:) Pokaż mi kogoś, kto tak wytrwale szukałby informacji u autorytetów, mimo zupełnego poniżenia swojego intelektu:))))))))) Ostatnio chyba Pade zakwalifikowała mnie na poziom klasy III, a w tym watku z tego co pamiętam razem z nią się naśmiewałaś ze mnie, że jakiegoś tam poziomu intelektualnego nie osiągnę, który tak pięknie opisałaś, bo nauka o tym, to podobno Twoja zawodowa działka. Może tak jest, mi nie ubędzie, a Wy macie chwilę zadowolenia z siebie i poziomu, który osiągnęłyście. Ja Wam tego nie będę odbierać, na zdrowie:) Nie podciągnę tego pod zmasowany hejt, a pewnie tak niektórzy by zrobili:) Dla mnie kwestie merytoryczne niech staną ponad tymi, pewnie uzasadnionymi:)))), wątkami.

                                                    Chciałam tylko korzystając z szanownego grona doprecyzować pewne kwestie. Dla mnie stawianie w jednym zdaniu dysfunkcji synów (dysleksji) z kwestią nieogarniania (czyli raczej nie awersji, a braku umiejętności) ścielenia i dopierania parami skarpetek wskazywała na powiązanie tych nieumiejętności z rodzajem dysfunkcji. Teraz rozumiem jakoby Verdana uznała, że ww. dyslektycy tylko nie widzą potrzeby ścielenia (nie wiem, jak jest z dobieraniem skarpetek, pamiętam,że jednak ta kwestia też była ciężka na tyle, że wprowadzono jakiś system czarnych skarpetek). Więc może ktoś mi powie, czy dysleksję zawęzić do standardowo rozumianej dysleksji, czy też jej wpływu szukać w wielu dziedzinach życia. Czy jest mozliwe, że ja też nie lubię ścielenia łóżek, bo mam np. dysleksję tylko na tym polegającą, mimo, że (w miarę oczywiście...) piszę, liczę i czytam??? Myślę, że kwestia jest istotna, bo wszystkie trzy panie swoje rady dały rownież matce dyslektyczki abnegatki w wątku obok. Jak to rozumieć, czy to są korelacje pozorne, czy te kwestie ida w parze?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 14:06
                                                    Jaaaaki imponujący wachlarz kompleksów...

                                                    Braki w wiedzy dot. dysleksji dasz radę nadrobić, ufam.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 21:50
                                                    Z trzech mam dyslektykow, tylko Verdana jak sie okazuje nie ma na tle dysfunkcji dzieci kompleksow i potrafi rozmawiac na ten temat w pelni wyluzowana, nie doszukujac sie objawow niezdrowego zainteresowania :-)
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 21:55
                                                    ee tam, nie rozpoznajesz konwencji po prostu:P
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 22:08
                                                    Wrecz przeciwnie, staje sie dzien po dniu fanka Paris i stosowanej przez nia konwencji :-) Zapomnialas o naszej wczesniejszej wymianie Pade w tym watku, zachowujesz sie tak, jakbys utrudniala innym dostep do informacji nt. niuansow dysleksji. A po co chcesz to wiedziec,do czego ci to potrzebne, nie zalozylam tego watku, zeby zaspokajac twoja ciekawosc, foch :) po prostu cala Ty Pade... Staralam sie bardzo, ale jak widzisz ciezko :)
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 22:40
                                                    no, faktycznie Ci nie wyszło:P
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 12:57
                                                    Nastepnym razem postaram sie lepiej :P
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 14:07
                                                    A do czego Ci ta wiedza?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 15:04
                                                    Strzelam: do upewnienia się, że dysleksja to wymysł :-)
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 15:20
                                                    Obawiam się, że nie o to chodzi:)
                                                    Ale pamięci do szczegółów i bujnej wyobraźni zazdroszczę:)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 16:53
                                                    jo tysz ;)
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 21:54
                                                    Pade te ew. korelacje o ktorych napisala Paris to po prostu ciekawa sprawa dla osoby niewtajemniczonej w niuanse dysleksji. I tyle. Nic ponad to.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 07:36
                                                    Oj chyba Paris nie jestem jednak za bardzo zainteresowana owymi korelacjami, bo u dołu wątku ma podane takowe korelacje i co? Nico.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 12:53
                                                    Mysle Vilez ze to Twoje przejezyczenie jest b. znamienne :-)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 13:01
                                                    A to być może, bo te korelacje idą ze mną od prawie 23 lat, więc co mam być nimi zainteresowana... proszą, to je podaję, ale żeby coś więcej... niiie ;)
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 18:01
                                                    A myslalas kiedys Vilez o takiej korelacji? Gdy ktos ma rodzica/ rodzicow toksycznych to potem jego dzieci moga miec dysleksje, ZA, Aspergera. Mnie ta korelacja zastanawia. Jedne zmiany w mozgu wywoluja kolejne zmiany.Przy czym wszystkie te zmiany wspolistnieja z wysokim poziomem inteligencji ( czesto przy niskim poziomie empatii czy inteligencji emocjonalnej).
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 18:31
                                                    Zuzi, dysleksja współistnieje z wyższą inteligencją niż przeciętna, ponieważ nie orzeka się jej przy inteligencji powyżej normy. W związku z tym PRZECIĘTNA inteligencja dyslektyka musi byz wyższa niz przeciętnego człowieka, bo niektórzy ludzie mają niski IQ i sa ludźmi, ale nie mogą być dyslektykami.
                                                    I teoria, ze autyzm wiąże sie z postawą rodziców została dosyć dawno i jednoznacznie obalona.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 19:03
                                                    Ale mi nie o postawe rodzicielska rodzicow chodzilo, ale o zmiany w strukturze mozgu, ktore z kolei sa dziedziczone przez kolejne pokolenia w wersji znieksztalconej. Przyjrzyj sie chocby przypadkom z tego forum i z emamy, ilu aktualnych rodzicow dzieci z dysfunkcjami ma za rodzica/ rodzicow/ dziadkow osoby toksyczne.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 19:38
                                                    Myślę, że koniecznie powinnaś zgłosić tę rewolucyjną i rewelacyjną tezę do jakiegoś ciała badawczego (ewentualnie: komicznego: w dziedzinie: "parodia nauki").
                                                    To jest po prostu dobra rada bez żadnych podtekstów <(lolkontent extreme>
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 21:12
                                                    Dzieki Vilez, jak sie ze mna dopiszesz na zgloszeniu, to zglosze :) jestes tak szybka i dobra w argumentacji, ze razem udowodnimy kazda teze :-)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 21:26
                                                    Razem raczej nie. Ja udowadniam tylko sensowne tezy.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 18:54
                                                    > Gdy ktos ma rodzica/ rodzicow toksycznych to potem jego dzieci moga miec dysleksje, ZA, Aspergera.

                                                    Znowu kulą w płot. Nie stwierdzono takich znaczących korelacji.

                                                    > Przy czym wszystkie te zmiany wspolistnieja z wysokim poziomem inteligencji ( czesto przy niskim
                                                    > poziomie empatii czy inteligencji emocjonalnej).

                                                    Znowu kulą w płot, nie stwierdzono korelacji dysleksji z niskim poziomem empatii czy inteligencji emocjonalnej. Pomyliło Ci się z ZA/autyzmem.
                                                    Moi obaj dyslektycy są nadempatyczni (co stanowi pewien problem).

                                                    Twoje intencje w zawartych supozycjach są czarujące.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 19:12
                                                    Nie stwierdzono, pytanie tylko czy ktos to badal. I to nie sa zadne moje intencje czy supozycje, tylko zwykle zastanawianie sie, bez podtekstow. Wiem, ze Ci trudno w to uwierzyc, ze tu zadnych podtekstow nie ma i od razu Ci one wylaza z rekawa, ale pisze jak jest.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 19:27
                                                    Dysleksję mają moje dzieci, Vilez i Pade. Uważasz, że jesteśmy toksyczne? Ja może mogłabym sie zgodzić w przypadku najstarszego, ale na pewno nie byłam toksyczna wobec młodszych.
                                                    Moja teściowa była bardzo fajną matką, do tego stopnia, ze mój mąż mając lat 4 nie mógł uwierzyć, jak zobaczył, ze ktoś koledze dał klapsa i na niego nakrzyczał i zrobił awanturę w jego obronie. A córka mojej synowej dysleksję ma.
                                                    Istnieje podobno gen dysleksji - stad występuje ona rodzinnie.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 20:55
                                                    Verdano, ale b. mozliwe, ze istnieje gen dysleksji i dlatego jest to dziedziczne. Mnie tylko zastanowila jedna sprawa, ze wiele forumek piszacych o toksycznych przodkach, ma dzieci dysfunkcyjne. I tylko to mnie zastanowilo, czy nie ma jakiejs korelacji. Nie twierdze, ze taka korelacja istnieje. I nigdzie przeciez nie pisze, ze Ty, czy Pade czy Vilez jestescie toksyczne.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 21:25
                                                    > ze wiele forumek piszacych o toksycznych przodkach, ma dzieci dysfunkcyjne.

                                                    Oooo, oooo, popatrzmy w konkrecie. W tym wątku o własnych dysfunkcyjnych dzieciach piszą: Verdana, Pade i Vilez. Nic nie wiem, żeby rodzice Verdany byli toksyczni- wręcz przeciwnie, Co do rodziców Pade, to przyznam, że nie zwróciło mojej uwagi, by jej rodzice byli toksyczni (przynajmniej nie więcej, niż rodzice innych forumowiczek z tego forum. Moi zaś- z pewnością nie byli (nasze relacje do samej śmierci mojej rodziców były świetne- kompletne przeciwieństwo tego, o czym tu tak obficie pisze wiele forumowiczek, w tym i sama Zuzi. Tyle, że ja nie stawiam na tej podstawie absurdalnych i ohydnych w wymowie tez.
                                                    Czyli - dziwna obserwacja, nie zgadza się co najmniej w dwóch przypadkach na trzy.
                                                    Ciekawi mnie, dokąd Zuzi zabrnie w swoich podłych insynuacyjnych teoryjkach.
                                                    Co do osób mi znanych z innych forów, będących rodzicami dzieci dysfunkcyjnych, to znakomita większość z nich jest wręcz wzorowymi rodzicami, i ostatnie, co można o nich powiedzieć, to że są toksyczni. Rzeknę zatem- moje obserwacje świadczą przeciwnie. A zapewniam, że mam radar na tę problematykę- także na forach.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 21:57
                                                    Ja mam bardzo sympatycznych przodków - co najmniej do trzeciego pokolenia wstecz:) A wszystkie moje dzieci mają dysleksję. Naprawdę moi rodzice są odwrotnością toksyczności.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 11.04.15, 09:47
                                                    > Naprawdę moi rodzice są odwrotnością toksyczności.

                                                    Jako i moi byli :-)
                                                    I jako ja nie jestem dla swoich dzieci. I jako Ty nie jesteś.
                                                    Ale wiesz.. tym gorzej dla faktów, tym gorzej ;) ))
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 19:39
                                                    > Nie stwierdzono, pytanie tylko czy ktos to badal

                                                    Ty je przebadasz. Wierzę w Ciebie :-) Na podstawie fikcji forumowych...
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 20:11
                                                    Pewnie, że trudno uwierzyć w brak podtekstów. Ja nie będę taka delikatna jak Vilez czy Verdana.
                                                    Nie wypada się tak zastanawiać Zuzi, nie wypada tego pisać, ani głośno mówić. Bo to jest sugestia, bez względu na to, jak bardzo będziesz się wypierać. Podła sugestia.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 21:05
                                                    Pade, ale wyluzuj i zapomnij choc na chwile o podziale sp. z o.o. i reszta swiata i uwierz, naprawde :-) wszystko co sie w roznych watkach pisze odbierasz szalenie osobiscie, masz swiadomosc, ze takim podejsciem sama sobie szkodzisz ?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 21:28
                                                    Chyba brniesz...
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 22:00
                                                    Zuzi, byłaś łaskawa insynuować, ze zapewne moi rodzice, ewentualnie dziadkowie byli toksycznymi ludźmi, a ich wredny charakter mści się na potomkach. Wiesz, to jest bardzo obraźliwe.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 23:06
                                                    Verdano, ale Ty przeciez nigdy nie pisalas, ze masz toksycznych przodkow, wiec nie rozumiem, jak mozesz brac to co napisalam do siebie? Poza tym, to co napisalam, nie bylo adresowane do kogokolwiek, napisalam to ogolnie, ze sie nad taka korelacja zastanawiam.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 11.04.15, 10:03
                                                    Cóż, JA też NIGDY nie pisałam, że mam toksycznych przodków. Za to Ty i Paris owszem. Jakie z tego mamy wyciągnąć wnioski?

                                                    Cytuję Twoje słowa: "Mnie tylko zastanowila jedna sprawa, ze wiele forumek piszacych o toksycznych przodkach, ma dzieci dysfunkcyjne".
                                                    Zatem, pytam: gdzie jest to "wiele forumowiczek"? Na jakiej zatem podstawie napisałaś tak obraźliwą instynuację?

                                                    Niestety, ale stwierdzam, że w insynuacjach posuwasz się bez hamulców, i w w dodatku bezczelnie wpierasz innym, że nikogo konkretnego nie miałaś na myśli. Ależ miałaś.
                                                    Bezczelne i tchórzliwe zarazem. Oto Twoje postępowanie.
                                                    Osiągnęłaś poziom już nie tylko: Pull up!Pull Up!, ale TERRAIN AHEAD!
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 14:42
                                                    Nie wiem, jak to jest, ale młodszy nadal nie dobiera skarpetek. Myślę jednak, że to nie jest tak, że jak ktoś np. nie czuje potrzeby ścielenia, albo skarpetek do pary, to ma dysfunkcję. Ale że mamy choćby w tym wątku 5 czy 6 dyslektyków i u 4 są identyczne problemy - to już chyba o czymś świadczy.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 15:15
                                                    Oj tam, każde odstępstwo będzie świadczyło, że to wszystko wymysły, a nam się nie chce nad dziećmi pracować ;)

                                                    Zatem ja, w ramach tego odstępstwa, opowiem, jak sobie poradziliśmy z czesaniem. Otóż, syn ma długie (prawie do pasa), gęste i wijące się włosy (zazdroszczę mu), i rozczesywanie tego było szaleństwem, żadna szczotka nie chwytała, żaden grzebień (a włosy muszą być długie, bo to część scenicznego wizerunku). No i kiedyś- gdy trzymałam znowu garść jego wyrwanych włosów, wpadło mi w desperacji do głowy, żeby wypróbować ... psią szczotę. I chwyciło! Czesze jak młody bóg! (pies się nie daje czesać, ludzką też ;) ) No i tak się młodemu spodobało, że się teraz co kilka dni czesze sam, a ja już myślę, że jak tak dalej pójdzie i włosy będą urosną po d..pę, to może po końskie zgrzebło sięgniemy. Potem mu plotę warkocz, fajna frotka, i na kilka dni starcza :-)
                                                    Czy się liczy? (nie wiem, do czego)...
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 19:37
                                                    Widzisz Vilez, Ty robisz sobie obserwacje na temat zła i innych wielkich spraw, a ja tylko lubię popatrzeć jak daleko ludzie umieja być w stanie podziału i czuć się w tym stanie ok:) Lubie sobie popisac w wolnej chwili, i od osób, które walczą z całym złem świata i zwłaszcza atakami personalnymi, usłyszeć, że jestem mało inteligentna, małostkowa i zakompleksiona:) Ale jak mam być nie zakompleksiona, jak jestem mało inteligentna i cały czas inteligentniejsi mi to wypominają, buuuuuuu:)))))))))))))))))
                                                    No coż, znowu na trzech ekspertów, tylko Verdana napisała coś merytorycznie, za co dziękuję:)))
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 09.04.15, 21:30
                                                    Ja tu o czesaniu psim zgrzebłem, a Ty mi o problemach zła :D
                                                    Napisałam Ci bardzo merytorycznie. Przykład, jak opanować problem z ogarnięciem włosów u dyslektyka. Czekam teraz na Twoje wnioski, bo są kapitalne... czy on dyslektyk czy ma ino problem z ogarnięciem. Gdybyś nie rozumiała, to jest to analogia do ścielenia łóżka, które Cię tak tak zafascynowało :-)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 11:45
                                                    Vilez, dziękuję, że piszesz. Przepraszam, że od razu nie odpisałam. Proszę, zauważ, że nad wizją łóżka i skarpetek myslałam trzy lata. Jak możesz, to napisz mi, czy to była synekdocha? Tak cudownie mi się o tym czytało gdzieś wyżej, wyobrażałam sobie, że siedzę pośród Twoich uczniów i cos rozumiem, z tego co mówisz:) Więc czy to mogła być synekdocha z moimi myślami o łóżku i skarpetkach. Bylo tak - myślałam z zamkniętymi oczami i jakby przeczuwałam, że te dwa obrazy jakoś połączę, ale nawet to mgliste przeczucie znikało, gdy tylko otwierałam oczy. Teraz widzę, że w złym kierunku szłam. Ale czemu psie zgrzebło??? Nie hodujesz koni??? Syn ma takie długie własy, to chyba lepsze byłoby zgrzebło do końskiego ogona???
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 11:52
                                                    nie synekdochuję tej wypowiedzi:D
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 12:59
                                                    Nieeee, to zaledwie metonimia. Odróżnianie/podobieństwo jednego od/do drugiego i podstawowa kategoryzacja.

                                                    Psie zgrzebło, bo lepiej czesze. Końskie będzie, gdy mu włosy jeszcze urosną. Na razie psie wystarcza... :-)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 13:12
                                                    Vilez, dziękuję, ale chyba nie do końca zrozumiałaś, jeśli mogę tak bezpośrednio. Ja właśnie nie mogę sie zdecydować, czy w tych pojęciach były różnice czy podobieństwa. Może coś przed mi-to-mi-mią mnie obejmuje?:)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 13:25
                                                    Czego nie zrozumiałam? Że TY nie zrozumiałaś? Teraz to widzę :-)
                                                    Są podobieństwa i różnice. Na tym polega metonimia. Ale jest więcej podobieństw :-) Czy Ciebie obejmuje to nie wiem, bo ~Ciebie nie znam na tyle, by o tym coś napisać. Może masz długie włosy i kłopoty z rozczesywaniem ich ( w tym z ochotą rozczesywania ich) a może nie...
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 13:32
                                                    Ps. Ścielenia łóżka też to dotyczy...
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 13:56
                                                    Dziękuję, Vilez:) Wiem, że nie chciałaś być dla mnie okrutna i dlatego nie piszesz wprost, wiem, że czasem wolniej myślę, niektórych pojęć "nie ogarniam". Doceniam to:) I cieszę się, że zawsze mogę się tu wypowiedzieć:) Daję sobie następne trzy lata na mentalne obrabianie triady łóżko-skarpetki-zgrzebło i następne trzydzieści lat na zrzutowanie tego na kategorię dysleksji i uporządkowanie tego w podzbiorach poszczególnych funkcji ludzkich działań w ogóle.
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 14:08
                                                    Nie czytałam dalej tego wątku, bo za szybko przybrał na wadze, ale z ciekawości zerknęłam na ostatnie wpisy i nieźle się ubawiłam.
                                                    Paris, jaka ty jesteś ironiczna, żeby nie powiedzieć: złośliwie ironiczna;) Aż dziw, że jeszcze żadna Kliplo nie wyskoczyła z sondażem na temat agresywności Twoich postów:))) Ale może to by było już za dużo, zrobiono już z Ciebie ćwierćinteligentkę, przypisano różne ułomności, jesteś popularna:)
                                                    Jestem z Tobą całym sercem i serdecznie Cię pozdrawiam:)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 14:26
                                                    Sebaldo, ja też Cię pozdrawiam:))) Ja też nie czytałam całego wątku, w zasadzie mam prawie wszystkie niki na forum wygaszone, czytam praktycznie tylko własne posty i na nie odpowiadam:) Bardzo polecam tę metodę, pozwala oszczędzić bardzo dużo czasu:)))
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 14:28
                                                    "zrobiono już z Ciebie ćwierćinteligentkę, przypisano różne ułomności"

                                                    nienienie, sama to sobie zrobiła:P
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 14:47
                                                    > nienienie, sama to sobie zrobiła :P

                                                    Też patrzę na to w upojeniu, hehe ;) I na ten boski ogon klakierski.

                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 14:32
                                                    Wiesz, Sebaldo, jakoś nieszczególnie mnie bawią posty Paris jednak. Gdyby to nie była dysleksja, tylko innego typu problem, cholernie utrudniający własnemu dziecku życie, bardzo wiele z tej dyskusji byłoby co najmniej nie na miejscu. No, ale to tylko dysleksja, można byc ironicznym i "nie rozumieć".
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 14:45
                                                    Myślenie tożsamościowe, bardzo popularne na tym forum. Oni i my.
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 15:24
                                                    verdana napisała:

                                                    > Wiesz, Sebaldo, jakoś nieszczególnie mnie bawią posty Paris jednak. Gdyby to ni
                                                    > e była dysleksja, tylko innego typu problem, cholernie utrudniający własnemu dz
                                                    > iecku życie, bardzo wiele z tej dyskusji byłoby co najmniej nie na miejscu. No,
                                                    > ale to tylko dysleksja, można byc ironicznym i "nie rozumieć".

                                                    Verdano, ja przecież napisałam, że nie czytałam tego wątku, tylko kilka ostatnich postów, dlatego kompletnie nie wiem, jaką krzywdę dyslektykom robi Paris. Dla mnie to odpieranie (kolejne) ataków niektórych pań z tego forum. Miejscami (abstrahując od tematu) bardzo dowcipne i zabawne. Kolejne przepychanki, wykazywanie swojej wyższości, mądrości, specjalizacji, dyskredytowanie rozmówcy, wyśmiewanie. Nie wiem, co się dzieje z niektórymi kobietami na tym forum. Przesilenie wiosenne czy co? Ja sobie już odpuściłam, bo to jakiś cyrk i forum przekupek się stało, ale czasami jeszcze mnie coś zafrapuje. Jakiś czas temu też pojechałam ironią, gdy mnie atakowano, to zrobiono ze mnie agresora, dlatego mnie wciągnęło:P
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 15:33
                                                    Ach, przeczytałaś kilka ostatnich postów i na podstawie tego wyciągnęłas wniosek, że to Paris odpiera. Zadziwijaący wniosek. Polecam uważną lekturę ostatniej odsłony tej "dyskusji" - uwadze polecam zwłaszcza inicjujący tę odsłonę post Paris. Gorąco polecam. A później polecam powrócić do Twojego pytania: "co się dzieje z niektórymi kobietami na tym forum"? (łącznie z Tobą, która ponoć sobie odpuściła, ale dziwnym trafem się tu znalazła i nie znając sytuacji zajęła stanowisko). Powinna być to dla Ciebie pasjonująca lektura.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 15:55
                                                    "kompletnie nie wiem, jaką krzywdę dyslektykom robi Paris"
                                                    -nabijając się z nich? czepiając się, doszukując niespójności?
                                                    -może ją bawi bycie prześmiewczą i ironiczną
                                                    -może Ty Sebaldo masz problem z odczytywaniem ironii i złośliwości zawartych w postach Paris, nie tylko w tym wątku
                                                    -faktem jest, że Paris zaczyna pierwsza, a odpowiedzi są w konwencji, którą ona sama wprowadza
                                                    -więc jeśli jest "atak" to ze strony Paris
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 16:36
                                                    pade napisała:

                                                    > "kompletnie nie wiem, jaką krzywdę dyslektykom robi Paris"
                                                    > -nabijając się z nich? czepiając się, doszukując niespójności?
                                                    > -może ją bawi bycie prześmiewczą i ironiczną
                                                    > -może Ty Sebaldo masz problem z odczytywaniem ironii i złośliwości zawartych w
                                                    > postach Paris, nie tylko w tym wątku
                                                    > -faktem jest, że Paris zaczyna pierwsza, a odpowiedzi są w konwencji, którą ona
                                                    > sama wprowadza
                                                    > -więc jeśli jest "atak" to ze strony Paris

                                                    Odpuściłam sobie prawie włączanie się w spory, ale czytam i widzę, że to kolejny wątek, w ktorym z Paris robi się idiotkę (3 klasa???) i nie podoba mi się to, a ponieważ sama wiem, jakie to jest uczucie i też zamiast się tłumaczyć czy niepotrzebnie irytować wolę zastosować ironię, to rozumiem tutaj Paris, choć fakt, meritum tego tematu nie znam.
                                                    Widzę tutaj nagonkę na Paris, kolejną zresztą, i mam do prawo do takiej oceny. Oczywiście sfora się nie przyzna do nagonki, to nigdy tego nie robi i nie robiła przecież. A Vilez wyjątkowo celuje w tych zabawach, choć sama jakiś czas temu była zwierzyną. A jaki wtedy krzyk był, jakie oburzenie!
                                                    Szczerze? Bleeeeee.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 17:09
                                                    To było do przewidzenia.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 17:09
                                                    Czyli nadal Sebalda brnie w: "nie czytałam, więc się wypowiem". Zatem, pomogę:
                                                    paris-texas-warsaw 08.04.15, 16:56 (post poczęty po trzech miesiącach przerwy),
                                                    by potem, ni z gruchy ni z pietruchy polecieć tu: paris-texas-warsaw 09.04.15, 13:42.
                                                    A to wszystko po niezbyt przyjemnym podejściu do problemu dysleksji sprzed kilku miesięcy w wykonaniu Paris i Zuzi.
                                                    Ja wiem, że czytasz wybiórczo, ale istnieją jednak jakieś granice desperacji. I to jest rzeczywiście błee...
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 17:51
                                                    Nie Vilez, istnieja jakies granice tworzenia forumowej, wyssanej z palca fikcji :) i tak Wasze reakcje rzeczywiscie byly do przewidzenia :)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 18:44
                                                    Twierdzisz, że wymyślamy? Oooo
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 18:36
                                                    Sebaldo, wyobraź sobie,że Twój syn np niedosłyszy. Z tego powodu ma problemy w szkole, ma też problemy w domu, bo nie słyszy niektórych poleceń i sprawia wrażenie rozkojarzonego. I ze znajduje sie ktoś, kto uważa, że syn jest zwykłym leniem, jakby chciał, to by słyszał, a w ogóle to głusi są okropnie śmieszni. Twój syn także jest śmieszny, bo jest przygłuchy i nie ma nic złego, jeśli to powiemy głośno i będziemy sie zastanawiać, do czego on właściwie się nadaje.
                                                    I ktoś mówi, że to, co pisz osoba nabijająca sie z Twojego syna i uważająca, że jego problem jest wydumany , albo śmieszny jest słuszne i zabawne.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 18:48
                                                    Verdano- to nie dysleksja, ale "forumowa, wyssana z palca fikcja". A nasze reakcje są w jej ramach "do przewidzenia".
                                                    Po prostu- clou. Nic, tylko brać garściami. Wezmę, bo żal nie brać :-)
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 19:00
                                                    Na Boga, Verdano, gdzie ja napisałam, że to, co pisze Paris na temat dysleksji jestem śmieszne i zabawne??? Litości! Ile razy jeszcze muszę napisać, że nie czytałam tego wątku? Widzę od jakiegoś czasu, że Paris jest atakowanya, weszłam na stary wątek, który ozyl z ciekawości, zaczęłam czytać od postów ostatnich, gdy ktoś reaktywowal watek, a tu znów pyskowka, znów jazda na Paris, że się nie zna, że taka owaka iiwidzę, że się dziewczyna broni, jak umie, czyli ironia, więc nie zdzierzylam i się odezwalam. To nie miało absolutnie nic wspólnego z dyskusją na temat dysleksji. Dodam, że syn też ma zdiagnozowaną dysgrafie, więc zarzut, że miałoby mi się podobać wyśmiewanie się z takich osob jest kula w płot.
                                                    Szkoda mi czasu, ale może się zmuszę i poczytam wątek. Mam wrażenie, że poznałam trochę Paris i jakoś trudno mi uwierzyć, że ona faktycznie się wyśmiewa. Może ktoś jej to przypisal, tak jak Vilez mnie wspieranie wyśmiewania.
                                                    Nie wiem, czy to przesilenie wiosenne, ale te zmasowane jatki na forum są naprawdę dziwne. Może czas na przerwę, bo aż przykro.
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 19:03
                                                    Piszę z komórki, przepraszam za błędy.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 19:31
                                                    Hm, jesli Paris jest atakowana za głębokie niezrozumienie i lekceważenie problemów dyslektyków, a Ty jej bronisz, to czego właściwie bronisz. Atakowania każdej osoby, niezależnie od przyczyn ataku?Ironia jest skierowana między innymi wobec naszych problemów i naszych dzieci. Niefajnie.Pomyśl, jakbyś sie czuła, gdyby ktoś bronił osoby, która uważa, ze właściwie nie istnieje nic takiego jak przemoc psychiczna, ot, taki nowomodny wymysł. A dzieci powinny słuchać tatusia. I że kiedyś napisałaś, że mąż gotuje, a jak gotuje, to przecież nie możesz napisać trzy lata potem, ze to gotowanie nie jest istotne.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 20:07
                                                    Hmm, a ja proponuję przeczytać ostatni wpis Paris w tym wątku przed przerwą. Komentarz dotyczący komórek odnosił się do mnie. I nie ma nic wspólnego z tematem wątku. Jak zwykle.
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 13:12
                                                    Verdana napisała:
                                                    >>to czego właściwie bronisz. Atakowania każdej osoby, niezależnie od przyczyn ataku?

                                                    Tak, to takie dziwne? A Ty jesteś zwolenniczką ataków? Jeśli ktoś zachowuje się nie w porządku, można mu zwrócić uwagę, niekoniecznie złośliwie i dyskredytująco. W ostateczności można upomnieć, na przykład gdy ktoś robi się agresywny, ale taki gremialny atak na jedną osobę nigdy mi się nie podobał. Tobie się podoba??? Ja nie mam prawa krytykować takich praktyk?
                                                    A tak w ogóle ogóle w wypowiedziach Paris nie wyczytałam wyśmiewania się z dyslektykow, tylko najpierw chęć dowiedzenia się czegoś więcej, a potem to już była obrona przed złośliwym i bezpardonowymi atakami na nią. Ja mam taki odbiór tej sytuacji i mam prawo do niego.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 13:41
                                                    > Ja mam taki odbiór tej sytuacji i mam prawo do niego.

                                                    Nawet wbrew faktom? Bo fakty są takie, że to Paris zaatakowała najpierw Verdanę, potem mnie, a potem- Pade. Już Ci polecałam lekturę wątku.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 13:51
                                                    Hm, jestem zwolenniczką obrony osoby, którą atakują, o ile atak jest całkowicie niesłuszny.
                                                    Ty stale atakujesz męża, uważasz, ze powinniśmy go bronić? Bo każdy atakowany jest ofiarą?
                                                    Chyba jednak nie czytałaś dokładnie Paris.
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 17:18
                                                    > Ty stale atakujesz męża, uważasz, ze powinniśmy go bronić?
                                                    Verdano, uważasz, że dobrze dobierasz słowa? Ja stałe atakuję? Komentowanie, narzekanie, źalenie się nazywasz atakiem? Ja doprawdy nie rozumiem już zupełnie, co się tutaj dzieje, dochodzi do jakichś absurdów, kończy się możliwość rzeczowych i sensownych dyskusji, skąd taka eskalacja wrogości, wzajemnej niechęci, obrażania się, lapania za słówka? Reakcja Paris jest spowodowana wcześniejszym szykanowaniem jej, jednocześnie uważam, że ona naprawdę się z nikogo nie wyśmiewania, to Wasza reakcja była nieco przesadzona. Ale oczywiście nie mam prawa tak uważać, bo wtedy dołączam do grona tych złych. Głupie to wszystko i śmieszne.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 17:54
                                                    > Reakcja Paris jest spowodowana wcześniejszym szykanowaniem jej,

                                                    Po trzech miesiącach Paris ni z gruchy ni z pietruchy wraca do wątku czepliwie wobec Verdany i nazywasz to wcześniejszym atakowaniem jej przez Verdanę?
                                                    Porobiło ci się coś? Gdzie ją Verdana atakowała?
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 18:54
                                                    Czy ja pisałam, że Verdana szykanowala? Pisałam, że Paris była szykanowala, jest różnica?
                                                    Paris nie wyśmiewala się z dyslektykow, zostało jej to przypisane i dalej popłynelo. Dzieje się tak, bo na forum jest grupa, która kreuje się na wysoko wyspecjalizowana i każde odmienne zdanie dyskredytuje, a właściwie nie tyle zdanie, co osoby osmielajace się je wyrażać. Gdy taka osoba o odmiennym zdaniu ma silna osobowość i nie pozwala na tatkie dyskredytowanie, zaczynają się właśnie takie jatki. Moje pytanie brzmi: po co? Czy nikt tutaj nie czuje niesmaku? Pisanie o furii? Po co takie słowa? Tobie wolno wszystko, a dyskutantce nic? Czytasz czasem swoje posty i zastawiasz się, co byś czuła, gdyby były skierowane do Ciebie?
                                                    Osobną sprawa dla mnie jest to, co tutaj robi i dlaczego Verdana. Dawniej tak nie było, było więcej dystansu i zdrowego rozsądku. Wszystko to jest nad wyraz przykre:(
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 19:25
                                                    > Czy ja pisałam, że Verdana szykanowala? Pisałam, że Paris była szykanowala, jes
                                                    > t różnica?

                                                    Ty chyba nadal nie przeczytałaś wpisów, o które chodzi. Poprzednią odsłonę rozmowy Paris zakończyła SZYDERCZO. Tę zaś, po trzech miesiącach zapoczatkowała również szyderą wobec Verdany, a potem- do mnie. To nazywasz szykanowaniem jej?I tak rozmawiała przez cały czas. W czym ją zresztą wsparłaś.
                                                    To nie jest śmieszne, Twoja stronniczość sięga obłędu.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 19:40
                                                    Jeszcze co do tego:
                                                    > Osobną sprawa dla mnie jest to, co tutaj robi i dlaczego
                                                    > Verdana. Dawniej tak nie było, było więcej dystansu i
                                                    > zdrowego rozsądku. Wszystko to jest nad wyraz przykre sad

                                                    Owszem, bardzo przykre jest, ze bronisz kogoś, kto sobie robi jaja z problemu i rozmówców. I robi to z zadziwiającą furią, waląc na oślep. My jej i Zuzi tu przez kilkaset postów cierpliwie tłumaczyłyśmy i doczekałyśmy się szyderstwa.
                                                    CO tu robi Verdana- rozmawia o dysleksji. Bardzo rozsądnie. Tobi8e zaś brakuje dystansu i uczciwości. Wpadłaś tu z literalnie wyrażoną radością, przyłączając się do tej szydery (mam Ci zacytować, czy sama znajdziesz swoje słowa?) I to jest rzeczywiście przykre. Ale mnie już nie dziwi.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 20:28
                                                    Problem w tym, ze mnie jednak dziwi. Okazuje się, ze każda próba odpowiedzi, jeśli jest sie atakowanym odbierana jest jako atak. Innymi słowy, należy siedzieć cicho i uznać, że każdy, kto jest wobec kogoś nieprzyjemny ma rację. I pokornie milczeć.
                                                    Sebaldo, o ile pamiętam, sama tak sie nie zachowywałaś. Gdy zostałaś zaatakowana, broniłaś sie i to momentami ostro. Nie ja atakowałam kiedyś Paris. Czy uważasz, ze jeśli ktoś zostanie niesłusznie zaatakowany, ma prawo być i nieprzyjemny wobec dowolnej innej osoby? Bo mam wrażenie, ze własnie to robisz wobec mnie.
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 20:32
                                                    Tak, jak najbardziej. Wykazuję Ci absurd Twojego rozumowania - nie każdy atakujący ma racje i jest osobą, którą należy w danej sytuacji bronić. Nie każdy atakujący racji nie ma i nie ma prawa atakować. Atak bywa czasem słusznym atakiem - na pewno pisanie źle o mężu na forum jest rodzajem ataku - gdyby on tak pisał o Tobie byłoby to oczywiste. Jaki z tego wniosek - atak bywa czasem dobry i słuszny, a czasem wręcz przeciwnie.
                                                    Na razie ja tłumaczę Paris dosyć spokojnie i z dystansem. Jeśli ktoś tu kogoś zaatakował - to raczej Ty mnie w obronie krzywdzonej Paris, niż ja kogokolwiek. Może jednak czasem warto zastanowić sie, kogo i jak sie broni - i w imię czego.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 22:36
                                                    "Może jednak czasem warto zastanowić sie, kogo i jak sie broni - i w imię czego."
                                                    Broni się bo "atakowany" należy do spółki "My przeciw Vilez i Pade":D
                                                    W imię czego? A czy to ważne? Swojego zawsze trzeba bronić. Dla zasady.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 22:46
                                                    Oj no, jeszcze i Verdana, która popadła w mroczność w moim towarzystwie, a ja się w jej regresuję :D
                                                    Mujborze... :-)
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 22:54
                                                    :D
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 23:20
                                                    Verdano, na tym forum dzieje się coś bardzo niedobrego. Nie twierdziłam nigdzie, że atakujesz Paris, ale ze ona jest tutaj od jakiegoś czasu atakowanya i broni się jak umie. Nie podobają mi się takie praktyki. Nie pisałam do Ciebie konkretnie, ale znowu moje słowa zostały błyskawicznie przechowycone i zmanipulowane. Widzę, że się tutaj nie rozumiemy i nie mam ani siły, ani ochoty już tego ciągnąć, trudno. Chcę Cię jedynie zapytać, czy naprawdę nie razi Cie ani trochę sposób wyrażania się i bezpardonowe ataki Vilez? Te wszystkie słowa o furii, to wyśmiewanie się z inteligencji Paris czy Zuzi? Przecież to przybiera już jakieś kuriozalne rozmiary. Nigdy chyba nie spotkałam tak kłótliwej i zacieklej osoby. Cóż, zdarza się, ale ona infekuje i podjudza skądinąd spokojne i wyważone osoby, a to już nie jest ok. W normalnych warunkach może bym pisała na priva, ale uważam, że to poważny problem na tym forum, który powinien być jakoś rozwiązany.
                                                    Verdano, czy możesz z ręką na sercu powiedzieć powiedzieć, że nie rażą Cie wpisy Vilez?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 07:08
                                                    Możesz udawać, ile chcesz, Sebaldo, ale ta manipulacja Ci nie wyjdzie :-)
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 20:03
                                                    To może poczytaj i się wypowiedz. Taka kolejność byłaby wskazana.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 14:52
                                                    > Aż dziw, że jeszcze żadna Kliplo nie wyskoczyła z sondażem na > temat agresywności Twoich postów

                                                    A wiesz, że by się przydało? I Twojego dołączania się do nabijania się z dysleksji. Tak, to jest agresja.
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 16:44
                                                    I Twojego dołączania się do nabijania się z dyslek
                                                    > sji


                                                    Że co proszę???? Ja się dołączam do nabijania z dysleksji??? WTF?
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 16:55
                                                    Sebaldo, tego typu celowo wyssane z palca zarzuty nalezy traktowac z przymruzeniem oka w kategorii zartu... :-) i juz kolejna latka gotowa :-) tak sie tworzy fikcyjna rzeczywistosc albo inaczej tak niektore osobowosci tworza fikcyjna rzeczywistosc :P
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 17:11
                                                    > Ja się dołączam do nabijania z dysleksji??? WTF?

                                                    Ano się dołączasz. Wspierając nabijanie się Paris.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 14:43
                                                    Jeśli uważasz, że Ci trzeba iluś tam, to nie będę protestowała, bo zapewne sama siebie lepiej znasz :-) Ja tam uważam, że to jest kwestia na minuty :-)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 14:53
                                                    Vilez, wiem, że to dla Ciebie sekunda. I dlatego tak Ciebie podziwiam:) Mam takie konkretne i bezczelne pytanie:
                                                    Czy mogę być Twoim asystentem?
                                                    Odpowiedz tylko TAK albo NIE. Nie oczekuję wyjaśnień:) Może się uda...... Bez wynagrodzenia. Nawet zaświadczenia o asystenturze nie będę oczekiwać, jesli miałoby Cię to stawiać w kłopotliwej sytuacji...

                                                    To jak?

                                                    1 2 3 wysyłam post!!!!!!!!!!!!

                                                    Ps. Mam nadzieję, że nie uraziłam jednak nikogo swoimi postami, dla których problem dysleksji jest tylko elementem "słownym". Ostatnie posty są tylko o stadiach myślenia i dążenia do ostatniego stadia autoironii, o których pisała gdzieś powyżej Vilez oraz o moich osobistych dysfunkcjach.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 15:08
                                                    Bardzo by mi się przydał sekretarz. Ale mi poglądy na to nie pozwalają, tak że niestety (żałuję, że mi nie pozwalają, ale cusz...) ;)

                                                    Trzymam kciuki za realizację owego dążenia :-)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 15:14
                                                    Dziękuję:) To mi da siłę:) Będę sobie powtarzać, że mogłam być asystenetem Vilez, ale z przyczyn światopoglądowych nie zostałam:) Odpowiedź muszę sobie zapisać, gdybym kiedyś kogoś nie chciała urazić jakąś odmową:) Do widzenia:)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 15:28
                                                    Nie mogłaś zostać. Z przyczyn światopoglądowych. I z powodu tego, że pisałam o sekretarzu, nie- asystencie.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 22:26
                                                    Cudowne:))))))))))))))

                                                    Dotychczas w tym wątku za najmocniejszy post Pade uważałam jakiś taki o tym, że jest "najlepszym specjalistą od dysleksji jakiego sama spotkała" czy cos takiego. Ale udało Ci się Pade znowu mnie zadziwić swoim postem o mojej agresji przejawiającej się szukaniem nieścisłości i wyśmiewaniem dysleksji oraz ironią - chyba przy okazji zapomniałaś dodać, że AUTOironią dot. mojej osobistej takiej czy innej inteligencji:)))))))))))) I zapomnialaś chyba wskazać chyba jeden moment wyśmiewania dysleksji lub dyslektyków.

                                                    Wydawalo mi się, że dzisiaj sobie pożartowałyśmy z Vilez, chociaż ja tylko żartowałam ze SWOJEJ własnej inteligencji poddawanej ocenie Vilez w perspektywie wykładu Vilez o rozwoju struktur myślenia. Miałam nadzieję, że Vilez się świetnie bawiła, bo mogła się wykazać oceną tej mojej mizernej inteligencji, a mnie przecież od tego nic nie ubędzie:)))) Ale nagle pojawiła się Verdana, dopatrzyła się wyśmiewania dysleksji czy też dyslektyków, choć już pisałam, że dysleksja chyba dziś jak się gdzies pojawiła to może jako kwestia POJĘCIA i poziomu, do którego trzeba przyrównywać inne pojęcia w toku rozwoju MOJEJ inteligencji, ale cóż. Metapoziom to jednak metapoziom, a to internet:)))) Vilez się niestety jak to bywa chyba przy Verdanie zregresowała, uznała takowoż, że ja dziś wyśmiewam cały dzien dysleksję, jakoś zapomniała, że tylko my we dwie sobie pisałyśmy. Może to Ty Vilez wyśmiewałaś dysleksję? Nie, cofam, jeśli autoironia jest też agresją, to co mówić o intruzywnej imputacji intencji (iii). Tego nie będę robić:)

                                                    Ale to nic, to jeszcze nic. I wkroczyła Sebalda, Sebalda-agresor.

                                                    ROLF ROLF ROLF!!!!!!!!

                                                    Vilez, tak znowu zmieniając temat, to ja chciałam spytać, czy Ty o tych etapach rozwoju mentalnego uczysz teoretycznie, czy też sa tam jakieś zajęcia praktyczne?

                                                    Co do Verdany opisu diagnozy dysleksji, to może tylko sprostuję, że etapem diagnozy jest nie weryfikacja inteligencji ponadprzeciętnej, a mieszczącej się w normie (co najmniej normie). Tylko inteligencja poniżej normy może eliminować dysleksję.

                                                    CUDOWNE:))))) Kocham to forum i nigdy nie przestanę:)))))
                                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 22:45
                                                    Gdzież, na litość pisałam o ponadprzeciętnej inteligencji dyslektyków? O ile sobie przypominam, ale może sama nie rozumiem tego co piszę - stwierdzałam,że Przeciętna inteligencji dyslektyków jest wyższa, ponieważ nie diagnozuje sie dysleksji przy inteligencji poniżej normy. A więc wśród dyslektyków nie występuje bardzo niski IQ - a więc, jak mnie uczono w szkole, w takim wypadku przeciętna w populacji jest wyższa - bo nie oddaje rozkładu normalnego w społeczeństwie.
                                                    I może się mylę i w ogóle sie nie znam - ale taki wątek dotyczący dzieci niedowidzących na przykład, albo z autyzmem byłby co najmniej niesmaczny. No, ale dyslektycy to taki zabawny temat. Zawsze fajnie pożartować.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 22:51
                                                    A to rozumiem, ale mi trzeba dłużej tłumaczyć, o tym było dziś pół dnia:)

                                                    Mi się wydaje, że tak samo by było niesmaczne wyśmiewanie się z autyzmu, niedowidzenia czy dysleksji, ale ja się z żadnej z tych przypadłości niegdy nie wyśmiewałam. Chyba tylko raz w III klasie SP nazwałam jedną dziewczynkę okularnikiem i wstyd mi do dziś:(
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 23:25
                                                    Nie Paris, wypowiedz Verdany w kwestii inteligencji dyslektykow byla byla b. zakrecona, sama czytalam ja 2 razy, zeby znalezc w niej sens.No, ale mamy pozna pore, wiec nie dziwi nic, kazdy ma prawo byc zmeczony.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 23:41
                                                    Wiem, ale uznałam, że to tylko taki błędny zapis, przynajmniej w pierwszej części tego postu, i w ogóle mało zrozumiały, wiec już nie chciało mi się małostkowo jeszcze raz Verdanie prostować, cytować, dowodzić, etc.
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 23:50
                                                    Ja w kazdym razie dopiero po Twojej wypowiedzi zrozumialam o co moglo chodzic Verdanie, takze dzieki :)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 22:46
                                                    Jeszcze tylko chciałam przeprosić, że może ktoś się poczuł urażony, że niestety nie widzę związku między niechęcią do ścielenia łóżka (bo rozumiem, że Verdana wykluczyła moje okreslone jako błędne rozumienie wcześniejszej niemożności), niechęcią do dobierania skarpetek w pary i niechęcią do czesania włosów szcżotką a chęcią do czesania zgrzebłem psim. Przykro mi, ale mam wrażenie, że to Wy się naśmiewacie z dysleksji i sobie jaja robicie. Ja niestety nie widze rano opisywanej analogii Vilez, może to niestety mój poziom premetomii. Jednocześnie musze przyznać, że interpretacje Verdany nie wydają mi się do konca wiarygodne, gdyż sama pisała o zaprzestaniu terapii dysleksji czy stanów wskazujących na ryzyko dysleksji (choć może jakiś czas temu nie były one tak zaawansowane jak teraz, nie wiem), a jednocześnie pisała też kiedyś o zaprzestanu terapii logopedycznej, która może być dość skorelowana z poziomem problemów szeroko rozumianej dysleksji.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 23:30
                                                    Paris, co Ci to daje? Takie wyciąganie zdań, szczegółów z kontekstu i dorabianie do nich teorii?
                                                    Przykłady: tel. komórkowe - ni przypiął ni przyłatał do tematu wątku; to, że jestem specjalistką od dysleksji ( w domyśle-dla swojego syna) i nie w domyśle- w odpowiedzi na rady Cioci Zuzi, która w przeciwieństwie do mnie nie ma pojęcia o tej dysfunkcji, ale musi coś doradzić, bo się udusi. Dalej Verdana: ścielenie łóżek, skarpetki, terapia logopedyczna itd. itd.
                                                    Po co Ty to robisz?
                                                    Dalej: dostałaś sygnał, ze Twoje wypowiedzi brzmią jak kpiny. Ty bardzo przepraszasz i kpisz sobie dalej. Z problemu, z siebie etc. Z mojego syna np.sugerując, że nie potrafi czytać.
                                                    W jakim celu?
                                                    Dobrze wiesz, że tekst o trzeciej klasie był odpowiedzią na Twoją klasę szóstą. To Ty zaczynasz kpić, kąsać, udawać troskę, a potem jesteś zdziwiona, gdy odpowiedzi są w tym samym stylu?
                                                    O co Ci właściwie chodzi?
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 23:59
                                                    Ja raczej widzę, że jakieś niepowiązane szczegóły mają robić za gruntowną wiedzę i być podstawą pouczania innych. Nie muszę wierzyć w mojej ocenie w mało wiarygodne opisy dotyczące łóżek, skarpetek czy zgrzebła. Są dla mnie nieprawdopodobne i dlatego je zapamiętałam. Takie opisy wg mnie sa w pewien sposób zastanawiające, jesli ktoś faktycznie chce innych pouczać w kwestii dysleksji, chyba, że umie wyjaśnić powiązanie tych kwestii z dysleksją, a występowanie ich u tej samej osoby, która jest równocześnie dyslektykiem, nie jest dla mnie żadnym wyjaśnieniem.
                                                    Nie pamiętam, o co chodziło do konca z komórką. Chyba coś o pisaniu. Ja pamiętam osoby z 8 klasy, które nie umiały pisac i czytać. Dla mnie jest wiec mozliwe, że ktoś nie umie czytać i pisać mając kilkanaście lat, zwłaszcza w dobie kształcenia obowiązkowego do 18 r. ż., więc nie wiem, co mam w tej kwestii jeszcze tłumaczyć.
                                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 11.04.15, 00:25
                                                    Nie ma tu żadnej gruntownej wiedzy ani elementów pouczania innych. Połowa wątku, jak nie lepiej, to rozmowa trzech matek synów dyslektyków. W końcu jesteś zwolenniczką of-topów czy nie?
                                                    Szczegóły niepowiązane, ale dla nas jasne. Pytałam: do czego Ci ta wiedza? Nie odpowiedziałaś.
                                                    O komórce pisałaś, że zabieranie to przemoc. Rozumiem, że tak Ci się przypomniało? Czy argumentów zabrakło?
                                                    "Dla mnie jest wiec mozliwe, że ktoś nie umie czytać i pisać mając kilkanaście lat, zwłaszcza w dobie kształcenia obowiązkowego do 18 r. ż., więc nie wiem, co mam w tej kwestii jeszcze tłumaczyć"
                                                    No tak, ta niechęć do fizyki to z powodu nieumiejętności czytania:)
                                                    Zadziwiające...takie wybiórcze czytanie a jednoczesnie taka pamięć do szczegółów...
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 10.04.15, 23:45
                                                    Paris, mam taka sugestie, zebys przy takich trudnych terminach jak poziom premetomii stawiala gwiazdke z wyjasnieniem znaczenia tego terminu. Rozumiem, ze sie wzorujesz na swojej mentorce Vilez, ale takie zalaczone wyjasnienie terminu bardzo ulatwiloby czytanie takim nieobeznanym z fachowymi sformulowaniami osobom jak ja :)
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 11.04.15, 00:02
                                                    Dobrze, ale już nie dziś:) Dziś jestem na fali:) Myślę ciągle o tym, że byłabym nawet asystentką Vilez, ale z powodów światopoglądowych nie zostałami to mnie nieeeeeeeeeeeeeeesie:)
    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 11.04.15, 08:14
      Droga Paris.
      Mam nadzieję, ze się zresetowałaś przez noc, wyszłaś z tego szału, i zaczniesz myśleć i pisać spokojnie i składnie. Daj dobry przykład Zuzi, razem do czego sensownego może dojdziecie.

      Kilka spraw. Postaram się łopatologicznie.

      Autoironia to coś więcej niż ironia. Jak widać, różnica leży w „auto”. „Auto” musi być rzeczywiste :D A u Ciebie nie jest. Nie potrafisz się zdystansować wobec własnego dyskursu, Ty się wściekasz, że istnieją inne dyskursy, czego ostatnia odsłona tego wątku jest dobitną ilustracją. Zatem, idziesz w kierunku przeciwnym, niż autoironicznym. Ale nie trać nadziei, sam termin już opanowałaś, zawsze to coś... Kiedyś być może zrozumiesz, w jakich okolicznościach można nim operować, a jeszcze kiedyś być może zastosujesz go nawet do siebie.

      Po drugie, ten off-top wątkowy (dyslektyczny) nie ma Cię do niczego przekonywać. Ani edukować. My tu sobie rozmawiamy O dysleksji, wymieniamy doświadczeniami. Ty tych doświadczeń nie rozumiesz lub ich nie chcesz rozumieć. Co się w Tobie dzieje, to już Twoja sprawa i Twój problem, na dysleksję naszych dzieci to nie wpływa, ani nie ma się do niej- dysleksji- nijak. To, że masz kolejny problem z tym: że nie rozumiesz tego, o czym rozmawiamy, też ma się nijak do tego wszystkiego. Tylko awantura, jaką robisz nam z tytułu tego, że czegoś nie rozumiesz, jest dziwna. Wydaje Ci niedobre świadectwo. Na Twoim miejscu solidnie bym się namyśliła nad tym, dlaczego reagujesz tak bardzo niedyskursywnie i awanturniczo. Podstawą tego namysłu radzę Ci uczynić myśl, że nikt nie jest zobowiązany ciągnąć Cię do wiedzy i rozumienia problematyki dysleksji.

      Po trzecie, skoro się jednak tak bardzo – choć niegrzecznie- dopominasz dojaśnienia pewnych- prostych- uwarunkowań dyslektycznych, to Ci dojaśnię, ufając, że Cię to uspokoi, i pozwoli już bez awantur wejść w weekend.
      Otóż, dzieci dyslektyczne mają inne uwarunkowania, niż dzieci niedyslektyczne. Np. inaczej „porządkują” swoją rzeczywistość. Mają w pewnych zakresach inne potrzeby. Oczywiście, to wszystko jest osobnicze (mam nadzieję, ze rozumiesz, co to jest osobnicze), niemniej pewne predylekcje są widoczne w stosunku do większości, a razem to trzeba widzieć w pewnym spectrum, contiunuum problemu (mam nadzieję, że rozumiesz co to jest spectrum i continuum). I tak, np. inaczej widzą kwestię „porządków”. Np. kwestię ścielenia łóżek, dbania o strój czy fryzury. Wypracowują inne schematy, niż ludzie niedyslektyczni. Jeżeli więc chce się jakoś wpłynąć na dzieci dyslektyczne, by się „nagięły” do schematów ludzi niedyslektycznych – o ile się chce rzecz jasna- to trzeba znaleźć na to sposób. Rozumiesz: SPOSÓB. Praktyczny sposób.
      I tak, sposób na skarpetki jest taki np., że kupujemy jednego typu i koloru skarpetki w liczbie mnogiej (u nas tak jest), nie stosujemy ciuchów które wymagają np. prasowania czy innego zachodu (czyszczenia szczotką). To jest sposób polegają na redukcji problemu w zakresie możliwych trudności do obejścia.
      Może być też, jak już wcześniej wspomniałam, sposób polegający na zakwalifikowaniu „problemu” do „nieczynnych”- tu będzie owo ścielenie łóżka. Unieczynnienie problemu. Przestaje to być dla nas problemem. Przystajemy więc na to, że łóżko będzie na codzień niepościelone lub w ogóle nie będzie ścielone (śpi się w śpiworze). Z tego też powodu mój starszy syn zdecydował się w swoim mieszkaniu na osobną sypialnię (kosztem całości, bo to niewielkie mieszkanko), gdzie ma swoje leże (piszę „leże”, bo to bardziej przypomina właśnie leże, aniżeli łoże) takie, jakiemu odpowiada (bez ścielenia i innych takich). Wszystko, jak widać, w zależności od warunków, potrzeb i możliwości.
      Może też dojść do tego, że z jakichś powodów (uskutecznionych intencjonalnie lub nieintencjonalnie) dojść do wzmocnienia motywacji w określonym obszarze. Tak się stało u nas z włosami obu synów. Gdy mieli włosy krótkie, to ich nie czesali, uważali to za zbędne, włosy i fryzura były dla nich nieistotne, a kwestiom nieistotnym nie poświęca się dużej uwagi (patrz: inne porządkowanie rzeczywistości). Zaczęli o nie dbać, gdy stały się ICH WYBOREM, wtedy przeszły więc z zakładki „nieistotne, do „istotne”. I tak, starszy syn np. miał różne wyraziste fryzury (irokezy itp.), zaś z dbania o nich zrobił swoistą imprezę, np. układały mu fryzury w szkole dziewczyny, ba- cięły go, zresztą z kolegami też się bawili we wzajemną fryzjerkę, z czego mieli kupę radochy, czasem ja mu te fryzury uskuteczniałam. Teraz ma krótką fryzurę, i znowu przeszedł w tryb: „nie posiadam grzebienia”. Młodszy zaś zapuścił włosy (wybór), bardzo mu na nich zależy z powodów LARP-owych (powiedzmy: scenicznych). Czyli, znowu włosy przeszły z zakładki „nieistotne” do „istotne”. Trzeba było jednak znaleźć sposób praktyczny na tak ciężkie w utrzymaniu włosy, bo już był bliski zniechęcenia, a szkoda by było- tu przydatna okazała się właśnie psia szczotka, jak już pisałam. Psia szczotka ma jeszcze o tyle znaczenie, że także aspekt komiczny gra dla mojego syna sporą rolę. Ma duże poczucie humoru, lubi grać groteską i absurdem. On się BAWI tym, że się czesze psim zgrzebłem. Często przy czesaniu „dialoguje” z psem o ich futrach (swoim i psim), pies się znalazł zresztą w scenariuszu , który będą odgrywać tego lata. No i ja dyskretnie po0magam, plotąc mu warkocz, który wytrzymuje kilka dni. I to jest sposób, który został wynaleziony nieintencjonalnie, ale działa. Wzmocnienie motywacyjne/emocjonalne + redukcja trudności (raz na kilka dni).
      Podam jeszcze jeden przykład- z garderobą. Otóż, wpadłam na pomysł, by mojego starszego uczynnić ciuchowo przez silne zaangażowanie go w wybór garderoby. Poszłam z nim do CH i powiedziałam, ze może sobie kupić całą garderobę (od stóp do głów- łącznie z plecakami do szkoły itp.) jaką chce, ja tylko będę patrzyła, czy jakościowo są ok. Było to ryzykowne, ale kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi. Zmieniał wtedy szkołę i środowisko, to też chyba zadziałało. W każdym razie, z osłupieniem zobaczyłam, jak mój syn z fascynacją wybiera i DOBIERA sobie ciuchy, i robi to GUSTOWNIE oraz nierozrzutnie. On to robił mądrze. Potraktował to jako wciągające i fascynujące zadanie. Powiedział mi też wtedy, że był w tym szczęśliwy :-) Od tej pory mój starszy bardzo dba o dobór garderoby, ma swój (świetny moim zdaniem) styl, choć zarazem nadal te ciuchy traktuje...powiedzmy: osobniczo ;) Po prostu przeszło to jakoś u niego w zakładkę „chcę” i „istotne”.
      Próbowałam powtórzyć ten manewr z młodszym, niestety, się nie udało. Młodszy (choć już starszy, niż ówcześnie starszak), uznał, że „ma w czym chodzić”, no i chodzi...byle jak. Czekam na jakiś inny moment, który go „wciągnie.” i pozwoli przemodelować ten obszar. Może się uda, może nie. Nie ma gwarantowanych sposób, każde dziecko jest inne.
      Zatem, jak widzisz, chodzi o ODMIENNE PORZĄDKOWANIE RZECZYWISTOŚCI, i SPOSÓB i MOTYWACJĘ na nie. Opisałam Ci trzy sposoby takiego możliwego podejścia (są jeszcze oczywiście inne) oraz pokazałam możliwe oddziaływanie motywacyjne.
      Mam nadzieję, że teraz zrozumiesz, jak to działa, i co łączy skarpety, łóżko i psią szczotkę.
      • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 11.04.15, 16:22
        Dziękuję Vilez za tyle troski o mnie, o moją psychikę (szał) i moją inteligencję (kolejna porcja trudnych słów).
        Pewnie Cię znowu rozczaruję, albo w zasadzie pewnie już Cię nie rozczaruję, ale nadal nic nie zrozumiałam z tych opisywanych korelacji między dysleksją a poruszonymi kwestiami. Jakbym miała wrażenie, że ja też nie ścielę łóżka, znam sporo mężczyzn nie używających grzebienia, za normalne uważałam zawsze, że dodatkowa motywacja ułatwia codzienne rytynowe zajęcia, a dzieciom wymyśla się całę historie i tworzy pewne fikcje, by gdzieś doszły, coś zrobiły, czymś się zajęły lub zainteresowały. Nie dziwi mnie bałagan u młodych facetów, raczej porządek byłby bardziej nietypowy. Nie dziwi mnie niechęć do higieny i nagły zwrot akcji, jak jakaś panna czesze i obcina włosy. No jakby nadal nie rozumiem powiązania z dysleksją. Zamykam ciągle oczy, staram się, ale nakładające się dyskursy mnie dość zestresowały i już chyba mi się nie uda:))) Gdybyś mi rozrysowała na papierze, ale liniowo, a pewnie się nie uda, bo to wielowymiarowe zjawiska. No rozumiem, że za wyokie progi na moje nogi:)))))
        Rozumiem, że z Pade macie tu swój elegancki kącik, który niektórzy zakłócają, a tu przecież rozmowy matek dyslektyków, wcale a wcale nie pouczajacych (jak widać choćby po tym poście i poprzednich pytaniach Pade "po co ta wiedza?") i wcale nie znawców (jak widac po wymownej ksywce Ciocia Zuzi i innych tego typu nawiązaniach).
        Wiec tylko będę czasem czytać, po kilka razy, bo nie nadążam.
        Dzięki za wszystko:)))))))))
        • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 11.04.15, 16:56
          Paris, czego Ty właściwie chcesz? Kompletnie nie rozumiem Twojego postu. Traktujesz istniejące korelacje między kilkoma zjawiskami jakby były one absolutne i trwałe. Tzn jakby nie istnieli rozczochrani mężczyźni bez dysleksji - jak ktoś nie lubi grzebienia, to ma dysleksję. Przecież chyba doskonale wiesz, zę to sprowadza rozumowanie do absurdu. Nawet niechęć do czytania, czy robienie błędów nie jest jednoznacznie skorelowane z byciem dyslektykiem.
          Chyba każdy rozumie, ze przy pewnych chorobach czy dysfunkcjach występują specyficzne objawy czy zachowania. I że to nie działa w obie strony. Jak pannie X cieknie krew z nosa, to może a. być ofiarą przemocy domowej, b. mieć straszny katar, c. mieć białaczkę. Innymi słowy zdanie "A ja znam ludzi, którym cieknie krew z nosa, a nie mają białaczki, wiec nie rozumiem, dlaczego piszecie, że jest to jakikolwiek objaw białaczki" jest bez sensu. Dokładnie to samo dotyczy dysleksji.
          No i my nie rozmawiałyśmy po to, aby było pouczająco, tylko po to, że jako matki dyslektyków, znające przypadłość, chciałyśmy porozmawiać na ten temat. Jeśli chcesz sie czegoś dowiedzieć o dysleksji, to zamiast czytać dyskusję z której nie rozumiesz nic, poczytaj sobie grube tomy, które na ten temat napisano
          • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 11.04.15, 17:18
            To nie o dysleksję chodzi.
            W Paris buzuje jak wulkanie to:
            "Rozumiem, że z Pade macie tu swój elegancki kącik(...)"
            I to:
            "Wiec tylko będę czasem czytać, po kilka razy, bo nie nadążam."

            Na to już nie pomożemy. Liczyć można tylko na samoistne wygaśniecie wulkanicznej furii...
          • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 09:52
            "zamiast czytać dyskusję z której nie rozumiesz nic,"

            No tak jakbym miała wrażenie, że po długim wykładzie Vilez w końcu zrozumiałam oogólne jej spojrzenie, ale wraz ze zrozumieniem przeszło mi zainteresowanie:) Wcześniejsze informacje o przeliczaniu systemów miar z jednoczesną nieumiejętnością liczenia w zakresie 10 mnie dość zafrapowały, bo zaczęłam się zastanawiać, czy taka osoba tez nie umiałaby podać np. szybszej prędkości okreslonej tymi samymi miarami i jakim systemem była uczona matematyki potem, może niedostosowanym do niej. Osobiście nie znam nikogo, kto zajmowałby się matematyką na żadnym z poziomów i mającym równocześnie kłopoty z arytmetyką, al pomyślałam, że może istnieją takie zjawiska. Pomyślałam, że może chodzi o specyficzne rzutowanie i specyficzne wizualne przeliczanie, ale wraz z rozszerzonym wykładem na temat wyjatkowej organizacji przestrzeni, raczej doszłam do wniosku, że już swoją wiedzą Vilez mnie zadziwiła na tyle, że dalej nie pójdę:) Myślałam, że może czegoś się dowiem w wspominanych innych systemach myślenia, ale to były tylko marzenia i chyba autorskie pomysły Vilez:) Jak pojawią się w tych grubych tomach, to nie omieszkam po nie sięgnąć. Na razie mam wrażenie, że te alternatywne systemy myślenia, to coś jak alternatywna logika, albo bałagan szumnie nazwany w wykładzie Vilez oddmiennym sposobem porządkowania przestrzeni. Mimo wszystko nie żałuję tych chwil:)
            Nie miałam pojęcia, że w sytuacji, gdzie rozmowa polega na pisaniu postów mogłabym ją zakłócić, nawet zupełnie nierozumiejac o czym mowa:)))
            • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 10:24
              Paris, ale może przyjmij założenie, ze nie każda dyskusja jest przeznaczona konkretnie dla Ciebie i uczestnicy dyskusji, zamiast pisać o własnych problemach, powinni zajmować sie edukacją osób osobiście problemem nie zainteresowanych. My chciałyśmy podzielić sie problemami własnych dzieci, które są dla nas istotne. Ty zaś uznałaś, że naszym obowiązkiem jest tłumaczyć Ci po kolei wszystko, bo Ty nie rozumiesz. Nie musisz. Kazda z nas odwiedziła mnóstwo specjalistów, przeczytała pół tony sprzecznej miedzy sobą literatury, miała różne doświadczenia.Nie jesteśmy w stanie - i nie mamy ochoty - na tłumaczenie tego wszystkiego każdemu, kto uzna, że nasze problemy sa takie interesujące. To nie wykład, tylko dyskusja na temat autentycznych problemów, które Cię nie dotyczą, a Ty obrażasz się, ze nie jesteś w tej dyskusji najważniejsza.
              • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 00:32
                Nie chciałabym, żeby ktoś czuł się zmuszany do odpowiedzi na moje jakiekolwiek posty. Ja naprawdę się o brak odpowiedzi nie obrażę, tak jak się nie obrażam o niektóre odpowiedzi;) Jak to mówi Vilez - jest wiele dyskursów i rozumiem, że jest tu taki dyskurs "Wasz", ale ja mogę miec swoje inne dyskursy, np. takie, w których z dobroci serca prowadzi mnie Vilez, albo całkiem moje, albo Sebalda może mieć swój, i Zuzi i w sumie każdy, kto chce. Z tego, co widze, to od kwartału nikt już nie zabierał głosu, więc trudno chyba uznać, że komuś w czymś przeszkadzam. Mi osobiscie niczyja dyskuja nie przeszkadza, ale nie czuję się zobligowana nie wypowiadać, jak mnie najdzie na to ochota:)
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 07:26
                  Och, spróbuj to jeszcze wytłumaczyć Twojej koleżance Sebaldzie, bo ona uważa inaczej i strasznie cierpi z tym, co tu zrobiłaś w ostaniej odsłonie:-)
                  Z tymi dyskursami to chyba jednak nie do końca rozumiesz, o czym mówi Vilez. Dystans wobec własnego dyskursu nie oznacza, że wyśmiewasz się z cudzego dyskursu, jak Ty to robisz. Zaprawdę, powiadam Ci, to odwrotność tego, co Ty robisz. Odsyłam do źródzłosłowu terminu dyskurs.
                  Nie oznacza to też braku respondu, a Ty -jak się zdaje- to właśnie zakładasz u siebie.
                  Sumując: "mogę się z was ponabijać i mam gdzieś wasze odpowiedzi"- jednak nie jest tym, o co tu chodzi.
                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 08:02
                    Miałam wrażenie, że pisałam o dyskursie, a nie dystansie do dyskursu. Dystansu to chyba Tobie zaczyna brakować:)))))
                    Bardzo chetnie bym się odniosła, tylko nie wiem do czego. Chyba do "ataków"???
                    Już się dowiedziałam wczoraj na czym polegał atak na Verdanę. Na cytowaniu jej słów? Nieźle:) Słów Verdany, która kilka postów wysżej pisała, chyba do mnie, że trzeba precyzyjnie się wypowiadać i tego uczy studentów??? W świetle tej jej deklaracji uznanie, że cytowanie Verdany - nauczyciela akademickiego i uzgadnianie sensu czegoś, co odnosi się do meritum dyskusji, jest wg mnie hmmm obraźliwe z Twojej strony Vilez względem Verdany. Takie Twoje postawienie sprawy miałoby chyba tylko na celu zdyskredytowanie etosu zawodowego Verdany (tej nauki precyzji studentów...) i jej intelektu (nie wie, co pisze wg Ciebie...). Przykro mi się te zarzuty wobec Verdany czytało, tego faktycznie dotychczas na forum nie było. Sama Verdana jeszcze o to nie miała chyba pretensji, bo pewnie sama dobrze wie, że coś takiego jako słowa nauczyciela akademickiego byłoby obciachem. Verdana raczej wytłumaczyła, że sobie zwyczajnie gada co gada i żeby tego zbyt poważnie nie brać w zakresie tej dyskusji nie dla mnie zrozumiałej i to mogę kupić:) Jej sprawa, co pisze, jak to dla niej ma sens, to ok:) Nie wiem, czy to czujesz:)))) Jeśli cytat z kogoś jest atakiem, to ... dopowiedz sobie sama:))))

                    Jeśli mi napiszesz jeszcze jasno, jakie ataki były moim udziałem wobec wspomnianej Pade i wobec Ciebie to w wolnej chwili się ustosunkuję, bo ja niestety żadnego nie pamiętam:)
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 08:34
                      Nadal, jak widać, nie rozumiesz tropu, jakim jest autoironia, choć tłumaczyłam to wielokroć. Otóż, autoironia, w różnicy względem ironii, oznacza właśnie, ze ŁAPIESZ DYSTANS względem własnego dyskursu. A TY nie łapiesz. Wskazałam Ci tylko to, że- nie łapiesz. Nie ma się o co oburzać. To zwykły fakt, i złe stosowanie terminu. Ot, wszystko.

                      Co do Verdany, to Verdana wykazał Ci, że jej przekaz był w tej materii precyzyjny. Na co już nie odpowiedziałaś. A wypadałoby.

                      Cała Twoja perora o dyskredytacji Verdany jako nauczyciela akademickiego wskazuje na Twoją projekcję. Być może to właśnie miałaś na celu- nie wiem, ale na to jednak wygląda.

                      Co do Twoich intencji w odniesieniu do tamtego wpisu, cóż ... pozostanę przy swoim. Chciałaś jej dowalić. Nie wyszło Ci, dowaliłaś sobie, i dowalasz nadal, idąc w ujawnienie swoich projekcji.
                      Nie rób tego więcej, bo to ma krótkie nogi.
                      • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 08:43
                        No dla Ciebie może precyzyjny, ale wcześniej pisałaś co innego.
                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 08:51
                          A gdzie to pisałam? Zacytuj.
                          • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 09:41
                            Napisałaś m.in., że to małostkowość ojp. Gdyby to było precyzyjne, w tym przypadku jednocześnie tożsame znaczeniowo, to chyba byś klasycznie napisała, żebym się douczyła i łapała tropy językowe, a nie suponowała mi małostkowe czepianie się? Zaznaczę na wszelki wypadek, że to czepianie to chyba Twoja projekcja (kolejne nowe słowo - dzięx).
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 12:55
                              No cóż, to było małostkowe. Spróbowałaś złapać Verdanę na sprzeczności, wyrażając przy tym radość z tego. Gdybyś choć nie ukrywała intencji, może niektórzy daliby się na to złapać...Małostkowa intencja.
                              Nadal jednak nie pokazałaś, gdzie wcześniej "pisałam co innego". Bo odniesienie się do Twojej intencji (że to małostkowe) tym nie jest.
            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 11:55
              Widzę, że Cię furia trzyma. I że nie chodzi o konkret, tylko o furię w stanie czystym. Mas zz sobą solidny problem, Paris.

              > Wcześniejsze informacje o przeliczaniu systemów miar z jednoczesną nieumiejętnością liczenia w
              > zakresie 10 mnie dość zafrapowały

              No to poszerz swoją wiedzą w tej materii, skoro Cię zafrapowały. Nie potrafisz dotrzeć do literatury? Bo powinnaś potrafić.
              Zachowujesz się jak rozkapryszone dziecko, któremu mają przynieść wiedzę na tacy. Najlepiej- łatwą w przyswojeniu wiedzę. Wysil się trochę.

              > zaczęłam się zastanawiać, czy taka osoba tez nie umiałaby podać np. szybszej prędkości
              > okreslonej tymi samymi miarami i jakim systemem była uczona matematyki potem, może
              > niedostosowanym do niej.

              W ogóle nie była uczona. "Nauczyła się" naturalnie w wieku wczesnodzięcięcym (dwa-trzy lata), tak jak dziecko "uczy się" mówić i liczyć przez naturalną zabawę i czytanie mu tego, czym jest zainteresowane, tu akurat: katalogi samochodowe, atlasy i encyklopedie.

              > Osobiście nie znam nikogo, kto zajmowałby się matematyką na żadnym z poziomów i mającym
              > równocześnie kłopoty z arytmetyką

              Jak można się zajmować na "żadnym poziomie", miałaś zapewne na myśli "jakimkolwiek" (tak, jestem złośliwa, ale może masz dysleksję? ;)
              Ad rem- ja znam.

              > Pomyślałam, że może chodzi o specyficzne rzutowanie i specyficzne wizualne przeliczanie...

              Wiele jest alternatywnych sposobów organizacji matematycznych procesów mózgowych,. zajmuje się tym np. kognitywistka neuronalna.

              > ale wraz z rozszerzonym wykładem na temat wyjatkowej organizacji przestrzeni

              Tyle, ze Vilez nigdzie nie pisała o wyjątkowej organizacji przestrzennej. Vilez pisała o "innym porządkowaniu swojej rzeczywistości" / "odmiennym porządkowaniu rzeczywistości" (cytaty z Vilez).
              Zatem, chyba masz rzeczywiście problem z przyswajaniem treści. Dopowiedziałaś sobie coś, czego nie pisałam.

              > Myślałam, że może czegoś się dowiem w wspominanych innych systemach myślenia, ale to były
              > tylko marzenia i chyba autorskie pomysły Vilez:

              Ni cóż, gdy ktoś nie czyta ze zrozumieniem, to się nie dowiaduje. I gdy ktoś nie szuka sam wiedzy, to tej wiedzy nie ma.
              Vilez niczego nie wymyśla. Na razie Vilez zaznajomiła się ( w głębi wątku to jest) z teorią tropów językowych i ich rolą w rozwoju dyskursywnym Haydena White'a oraz jej analogią do faz rozwojowych wskazanych przez psychologa rozwojowego Jeana Piageta (inne nazwiska też były podane). Wszystko to jest dostępna ogólnie wiedza. Trzeba tylko chcieć z niej skorzystać, a nie- epatować ignorancją.

              > Na razie mam wrażenie, że te alternatywne systemy myślenia, to coś jak alternatywna logika, albo
              > bałagan szumnie nazwany w wykładzie Vilez oddmiennym sposobem porządkowania przestrzeni.

              No cóż, dysleksja z punktu widzenia klasycznego pojmowania procesów poznawczych jest właśnie bałaganem. Tak to właśnie wygląda. Czyli coś jednak zrozumiałaś. Teraz popracuje nad tym, o ile jesteś zainteresowana, jednak sądzę, ze prawdziwe są Twoje słowa, że "wraz ze zrozumieniem przeszło mi zainteresowanie:)" Sądzę, że nie byłaś zainteresowana, tylko chciałaś się poawanturować. A, ze bezlitośnie się pokazuje, że produkcja przez Ciebie pola do tej awantury ma coraz mniejsze szanse, to "tracisz zainteresowanie".

              > Nie miałam pojęcia, że w sytuacji, gdzie rozmowa polega na pisaniu postów mogłabym ją zakłócić, > nawet zupełnie nierozumiejac o czym mowa:)))

              No, tak to już jest, że w społeczeństwie są tacy, co im mniej rozumieją, tym bardziej się awanturują, lub awanturują się, bo tak.
              • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 12.04.15, 12:04
                korekta:
                na razie Vilez zaznajomiła CIĘ (wcześniej oczywiście i: się)...
              • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 00:16
                Vilez, nikt tak nie troszczy się o moje zdrowie psychiczne jak Ty. Faktycznie najpierw szał, potem furia, to teraz już tylko chyba został mi amok...
                Dziękuję za skorygowanie błędu językowego. Pewnie jako polonista czujesz się kiepsko czytając moje posty, będę się starała już teraz bardziej. Śmiejesz się z mojej dysleksji... Faktycznie kiedyś tu na forum pisałam, że jestem dyslektykiem, ale dobrze wiem, że to było cienkie i nie powinnam się tym podpierać i dziękuję za przypomnienie tego faktu. Kiedy mogę to koryguję błędy i za nie przepraszam, ale niestety daleko mi do zawodowego polonisty. Tym bardziej w takiej dyskusji się powinnam starać.
                Cieszę się, że też znasz matematyków nie radzących sobie z arytmetyką. Ja sobie przypomniałam, że też znam, nawet całkiem sporo. Kilku geometrów rysujących koła patykiem na piasku i kilka osób zajmujących się fraktalami podczas jedzenia kalafiorów.
                Ja bardzo się staram dokładnie czytać, co Ty piszesz. Oczywiście, że pisałaś o innym porządkowaniu. Tylko w moim prostym światku „inny” wskazuje na różnicowanie, więc pewnie zupełnie błędnie zróżnicowałam od większości, jednocześnie starałam się analizować pole semantyczne (mam nadzieję, że dobrze używam tego bardzo trudnego dla mnie terminu) słowa „wyjątkowy” i zupełnie błędnie doszłam do wniosku, że w tym przypadku będzie to znaczenie ca „inny niż występujący u większości populacji” i tak poszło. Przepraszam, pewnie to był błąd, choć nadal nie wiem jaki. Bardzo ciekawe przykłady podałaś z tym porządkowaniem rzeczywistości, i pewnie słusznie mi wytykasz, że to nie to samo, co przestrzeń. W mojej prostej głowie jednak wydawało się, że Twoje fantastyczne przykłady o zgrzeble i nieścielonym łóżku dotyczyły właśnie konkretnej części rzeczywistości, czyli przestrzeni. Ja jako prosty człowiek uważam, że przestrzeń otaczająca człowieka wchodzi w skład jego rzeczywistości i tego bym każdemu chcącemu zachować zdrowie psychiczne życzyła. Rzeczywiście, są takie przypadki, gdy człowiek nie zalicza przestrzeni go otaczającej do własnej rzeczywistości, ale zawsze myślałam, że to sytuacja zaburzeń postrzegania i generalnie wskazująca na poważne choroby lub zaburzenia, ale Ty jak rozumiem masz inne doświadczenia życiowe.
                Tyle miłych słów od Ciebie, tyle ciepła i wiedzy, za moją ignorancję…. Dzięki za wszystko:)))))))))))))))
                Piszę w Wordzie, mam nadzieję, że wszystkie błędy skoryguje i Cię nie narażę na zbyt wielki dyskomfort .
                Straciłam wcześniej zainteresowanie tematyką, bo wydała mi się oczywiście za trudna dla mnie. Dziękuję za słowa otuchy, teraz już wiem, czym się zajmę w najbliższych dziesięcioleciach. Dziękuję za pokierowanie:)))))))))))))
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 08:21
                  No zmartwił mnie Twój stan, co robić :-) Ale mniemam, że idzie stopniowa poprawa?

                  Trochę się zdziwiłam, że dla Ciebie rzeczywistość to wyłącznie przestrzeń. Przestrzeń to zaledwie jeden z elementów/składowych rzeczywistości.Fizykalny. Istnieją jeszcze: czas, wymiar biologiczny, biologiczne, procesy myślowe i psychiczne... A wiesz, że wraz z zaistnieniem fizykalnej rzeczywistości zaistniały właśnie przestrzeń i czas, zatem nie da się wymiaru fizykalnego zredukować do przestrzennego? A dla człowieka charakterystyczne są nie tylko poziomy fizykalne, ale jeszcze: biologiczny, psychiczny, duchowy... (poziomy ontologiczne). Co więcej, owe poziomy: biologiczny, psychiczny/intelektualny, duchowy są nadbudowane nad sobą (coś jak piramida) i nieredukowalne do siebie. To dosyć podstawowa wiedza. Zatem dziwnie i niestety arogancko pobrzmiewa ta Twoja uwaga: ". Ja jako prosty człowiek uważam, że przestrzeń otaczająca człowieka wchodzi w skład jego rzeczywistości i tego bym każdemu chcącemu zachować zdrowie psychiczne życzyła". Dziwny sylogizm. Ale odpowiem na niego w Twoim stylu: "Ja jako prosty człowiek uważam, że rzeczywistość, w której żyje człowiek składa się z wielu poziomów nadbudowanych nad sobą i nieredukowalnych do siebie, i tego bym każdemu chcącemu zachować zdrowie psychiczne życzyła".
                  Oczywiście możliwe jest jeszcze, że miałaś zamiar posłużyć się pewną metaforą. Rzecz jednak w tym, że metafora jako podstawowy z tropów ma rozszerzać znaczenie, a nie- je redukować. Zatem, jeśli to chciałaś uskutecznić: metaforę, to niestety, ale nie udało Ci się. Szukajac dalej: to nie jest także pars pro toto, bowiem pars pro toto również nie jest redukcyjne. Zatem, z którejkolwiek strony by spojrzeć na to, co zrobiłaś, i co podparłaś arogancko insynuacyjnym argumentem "zdrowia psychicznego", wskazuje na Twoje redukcyjne procesy poznawcze. W każdym razie, dobrze, że to wyszło, bo może będzie mniej takich nieporozumień, to znaczy: ufam, że od tej pory będziesz brała pod uwagę Twoje możliwe zawężające spojrzenie na to, o czym tu piszemy- także w kwestii dysfunkcji :-)

                  Nie wiem, o czym piszesz, przypominając swoją dysleksję. Nie pamiętam, byś o tym pisała, co oczywiście nie wyklucza tego, że pisałaś. W każdym razie: było to poza moją świadomością. Zadałam Ci pewne pytania w materii możliwej dysleksji, a nie- stwierdzania jej faktu. Zatem- naddajesz.

                  Co do tych ludzi zajmujących się matematyką na "żadnym" poziomie- znowu zawęziłaś semantykę tego zwrotu. Otóż, ludźmi zajmującymi się matematyką nie są wyłącznie matematycy, ale także uczniowie czy studenci. Np. studenci socjologii, którzy muszą uporać się ze statystyką, a są dyskalkulikami. Znam, takowych.

                  Co do zwrócenia uwagi na nieprecyzyjność/błąd- cóż, zdaje się że kilka wątków wcześniej to samo robicie z Zuzi względem postu Verdany. I jakoś Wam ręka na klawiaturze przy tym nie zadrżała? To mniemałam, że i TY sama będziesz gotowa na korektę swojej wypowiedzi. A jednak czuję Twój jakowyś uraz po tej korekcie... Znowuż brak zwrotności?

                  Uwagi o Twojej inteligencji produkujesz ... sama. Co post, to nakręcasz to pole. Pole urazu? Mnie się to wydaje znamienne. No i jest to, nie ukrywam, mocno zabawne :) Miej jednak litość względem Sebaldy, bo ona cała przerażona, że Ty na serio, i nie przyjmuje Twoich zapewnień, że się świetnie bawisz ;)

                  Mam nadzieję, że odpowiedziałam na wszystkie Twoje wątpliwości. Gdybym coś pominęła, to daj znać :-) No i niezmiennie polecam lekturę: w kwestii metafor i tropów językowych/poznawczych, to niezmiennie White, w kwestii owych poziomów ontologicznych rzeczywistości to polecam prof. Andrzeja Chmieleckiego ("Podstawy psychoniki. Ku alternatywie dla cognitive science".), w kwestii problemów z matematyką polecam publikacje prof.Zbigniewa Semadeniego w temacie transgresji matematycznych, a w kwestii problemów poznawczych klasykę w zakresie transgresji poznawczych prof. Józefa Kozieleckiego.

                  Mam nadzieję, że pomogłam?


                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 08:48
                    Bardzo długo mi pisałaś, że przestrzen to część rzeczywistości, ale to chyba ja Tobie musiałam wczoraj w nocy przypomnieć? Cieszę się, że to już jest jasne:)
                    No to widzę też, że podobnie myslimy o "zajmowaiu się" matematyką bez znajomości arytmetyki. :)))
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 09:09
                      Jakbyś nie kluczyła, to nie unikniesz tego, że wzięłaś przestrzeń ZA rzeczywistość. A to jest błąd poznawczy. Słowem- nie próbuj manipulować. Zaliczyłaś wpadkę, i się do niej przyznaj, zamiast- kluczyć :-)

                      Podobnież- z arytmetyką. Bycie dyskalkulikiem nie oznacza bowiem z klucza nieznajomości arytmetyki. Oznacza: problemy z matematyką, w tym: z arytmetyką. Tak jak u dysortografika nie oznacza z klucza braku znajomości reguł ortograficznych ( i pisałyśmy Ci o tym już wielokrotnie). Podobnie ze ścieleniem łóżka- nie oznacza, ze dziecko nie potrafi ścielić. I czesaniem- że nie potrafi się czesać I noszeniem skarpet- że nie potrafi dobierać w pary.

                      Cóż powiedzieć, Paris. .. nadal nie rozumiesz, na czym polega dysleksja ( i inne tego typu dysfunkcje). Obstawiam tutaj problemy na poziomie transgresji poznawczych (tym bardziej polecam lekturę prac Kozieleckiego).

                      [Już nie będę męczyć Twojego podstawienia pod matematykę arytmetyki, bo mam nadzieję, ze analogię do przestrzeni i rzeczywistości widzisz już sama...]

                      A teraz wybaczysz, mam sporo pracy, więc muszę zakończyć ten pasjonujący ... hm... "dialog".
                      • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 09:22
                        1 kwestia
                        Cytat z Vilez:
                        "wzięłaś przestrzeń ZA rzeczywistość. A to jest błąd poznawczy. Słowem- nie próbuj manipulować"

                        Cytat z Paris:
                        dotyczyły właśnie konkretnej części rzeczywistości, czyli przestrzeni. Ja jako prosty człowiek uważam, że przestrzeń otaczająca człowieka wchodzi w skład jego rzeczywistości"

                        Być może sama zaprzestaniesz Vilez manipulacji i te moje wyboldowane słowa jasno Ci pokażą, że dla mnie przestrzeń zawsze była tylko częścią rzeczywistości.

                        2 kwestia
                        Cytat z Vilez: "Już nie będę męczyć Twojego podstawienia pod matematykę arytmetyki"
                        Może już nie będę sama siebie cytować, ale to chyba ja wczoraj posłużyłam się przykładem geometrii i zbiorów (fraktali) jako cżęści matematyki. Arytmetyka jest często tylko narzędziem dla innych dziedzin matematyki.


                        Miłej pracy, gdybym była złośliwa to bym dodała - pewnie humanistycznej:)
                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 09:43
                          Czy to nie TY pisałaś? :
                          "i pewnie słusznie mi wytykasz, że to nie to samo, co przestrzeń. W mojej prostej głowie jednak wydawało się, że Twoje fantastyczne przykłady o zgrzeble i nieścielonym łóżku dotyczyły właśnie konkretnej części rzeczywistości, czyli przestrzeni."

                          Cofasz te swoje słowa, rozumiem.

                          To również są Twoje słowa? :
                          "No to widzę też, że podobnie myslimy o "zajmowaiu się" matematyką bez znajomości arytmetyki. "

                          Arytmetyka jest podstawą zaledwie dla części dyscyplin matematycznych- tylko dla tych przeliczeniowych. A jest mnogo wiela innych... Zatem znowu nie tak, nie tak, nie tak...

                          Wszystko to są Twoje słowa. Ponawiam zatem: nie manipuluj.

                          Jeśli socjologia jest dziedziną humanistyczną, to tak. Ale nie jest.
                          Adieu na dziś :-)
                          • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 09:54
                            Są wybitni matematycy z dyskalkulią. Dyskalkulia nie oznacza nieumiejętności matematycznego myślenia, podobnie jak dysleksja nie oznacza niezrozumienia przeczytanego tekstu, albo nieumiejętności pisania tekstów własnych, z tekstami naukowymi i literackimi włącznie.
                            Moja córka z dyskalkulią była najlepsza na roku ze statystyki i do dziś zna ją bez porównania lepiej niż ja.
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 10:44
                              Paris Ci nie odpowie. Ona takich osób jak Twoja córka i mój syn nie zna, więc wiesz... A w ogóle to była "ironia" :D
                              Na tym polega jej eskapizm- albo na nieodpowiadaniu albo na monotonnym "to była ironia, to była ironia.."
                              Zaiste- jej niewiedza i nieumiejętność przyznania się do błędu są IRONICZNE :-)
                          • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 10:11
                            Pierwsze dwa zdania były oczywistą hmmm bardzo delikatną ironią:))) Myślałam, że to jest jasne:) Cały akapit chyba się kończył moją troską, że Ty pewnie miałaś doświadczenia wyabstrahowania przestrzeni z rzeczywistości. Nie czytaj wszystkiego dosłownie Vilez, patrz szerzej na tekst. Badaj pola semantyczne słów i wyrażeń. Patrz na środki stylistyczne. Patrz na umiejscowienie. Ostatnio chyba Sebaldzie tłumaczyłaś, że zdanie to jednostka, którą się bierze pod uwagę jako całość. Lekcja następna - podobnie traktuj akapity, a potem cały tekst. Piszemy na poważnym forum, a nie w tabloidzie ze słownikiem 300 słów i zdaniami pojedynczo złożone.
                            Adieu Vilez:)
                            • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 10:14
                              "Arytmetyka jest podstawą zaledwie dla części dyscyplin matematycznych- tylko dla tych przeliczeniowych."

                              Z sympatii nie skomentuję i w całości i w szczególe:)

                              Adieu, adieu:)))
                              • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 10:36
                                Ależ skomentuj :-) Bardzom tego komentarza- i w całości i w szczególe- ciekawa :D
                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 10:59
                                  Żeby Ci to ułatwić, i żebyś nie miała wyrzutów sumienia, że mnie odrywasz od pracy (bo dobre z Ciebie serduszko :) ), to Ci wkleję odrobinę tego nad czym właśnie pracuję: zobaczysz, że rozmowa z Tobą jest mi wybitnie przydatna: Interakcje w obrębie dyscyplin przebiegają na zasadzie gier. Dyscypliny porządkują więzi między tożsamościami w celu wypełniania wspólnych zadań. Aby się to powiodło, grupa musi się zogniskować na czymś, czyli zdyscyplinować więzi i rozmowy na jakimś tle. Publika jest zbiorowo produkowana jako forum dla przelotnych siećdomów, które są podstawą sieci. Dyscypliny mogą się tak właśnie wyłaniać- w obrębie takiego forum. Zanim to nastąpi, tworzy się porządek odchylania się (Durkheim), w tym porządek oceniania, który wyłania się w rozmowach. Tworzy się skomplikowany system statusów, złożony ze zróżnicowanych osądów wokół sieci. Więzi w tych sieciach odzwierciedlają interakcje pomiędzy przepływami działań, a także sposoby ich osądzania przez uczestniczące w nich tożsamości. I właśnie te gry i procesy im towarzyszące, są tu bardzo interesujące. Które tożsamości robią co i z kim i na jakiej podstawie. Jak odbywają się te walki o kontrolę, które w sytuacji patowej są źródłem więzi między tożsamościami i mogą być również powołać do istnienia nowe tożsamości na innym poziomie.
                                  (to znowu White, ale inny, choć też na "H"- co za IRONIA ;) )
                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 11:38
                                    Chcesz powiedzieć, że do tworzenia pojęć z tego tekstu nie odnoszą się podstawowe pojęcia arytmetyczne? A te grupy i sieci tak się pojawiły jako pojęcia z kosmosu wzięte?
                                    Piekny tekst, przełóż go praktycznie na ten wątek, to będę pewna, że wiesz o czym mowa.
                                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 12:56
                                      Nie, nie to miałam na myśli (nie to chciałam powiedzieć). Zgaduj dalej :-)
                                      • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 16:22
                                        Vilez, mam nadzieję, że nie jestem w stanie, aż tak wczuć się w Twój sposób postrzegania rzeczywistości i odgadnąć Twoich zamiarów. Było to chyba widoczne już w przypadku Twojej brawurowej teorii innej organizacji rzeczywistości. O ile pamiętasz ja nawet nie czaiłam analogii znanej już wszystkim triady. I przyznam szczerze, że nadal nie czuję, ale nie wymagam dalszego tłumaczenia i cieszę się z tego swojego stanu:) Myślę więc, że może ktoś inny lepiej odgadnie Twoją zagadkę i domyśli się meandrów Twojego rozumowania:) Ja wolę pozostać z moimi własnymi myślami, które możesz uznać za zupełne abberacje:)))))))))))))

                                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 17:10
                                          Ja również nie jestem w stanie wniknąć w Twoje braki percepcyjne. Niemniej, nadal wierzę, że się domyślisz, o co chodzi, bo jest widoczne ..wyraźnie :-)
                                        • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 18:07
                                          Prawde powiedziawszy ja nie znam drugiej takiej osoby jak Vilez, ktora w tak duzej ilosci tekstu pisanego jest w stanie zawrzec tak malo tresci :-) I ta Vilezmowa, wyrazy, ktorych prozno szukac w jakimkolwiek slowniku :)
                                          • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 18:17
                                            Zuzi, ale wiesz, że brak rozumienia treści nie oznacza brakku tych treści?
                                            Fajne masz słowniki :-) Możesz podać ich tytuły? :D
                                            Chyba, że się pomyliłaś co do osób, i chodzi ci o słowniki, w których nie ma np. abberacji?
                                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 18:18
                                              ...braku...
                                            • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 19:24
                                              Pisałam, że jestem dyslektykiem, nieładnie tak się nabijać, zwłaszcza jako nauczyciel powinnaś się nad tym zastanowić. Vilez, czemu tworzysz taki klimat wyśmiewania się z czyichś problemów z językiem? Czy chcesz mnie poniżyć? Czy to szydera? Nie znałam Cię z tej strony, zawsze byłaś dla mnie prawdziwym pedagogiem i lingwistą, moim idolem, a Ty tak ze słownikiem wyjeżdżasz, a wcześniej pięknie o kogniwistyce neuronalnej rozprawiałaś? Chyba w tej dyskusji byłaś wilkiem w owczej skórze... Buuuuu:(((((((((
                                              • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 19:58
                                                Twój zakres samozachwytu jest imponujący, Paris :-)

                                                Słownikami fascynuje się nasza nieoceniona Zuzi :-) Podziwiam tę fascynację, no i zazdroszczę jej tej znajomości tak unikalnych - bo bezwyrazowych (no dobra: jednowyrazowych)- słowników. Mam nadzieję, że poda nam namiary na te słowniki :-)
                                                Podeszłam entuzjastycznie do tych słowników, ale....buuuu... znalazłam w tekstach naszej rozmowy tylko to jedno nieistniejące w słowniku słowo. Uwierz mi, chciałam znaleźć więcej ;) )))

                                                Ale czemu Zuzi takie rzeczy wynajduje...no słowo daję, strasznie nielojalna wobec Ciebie jest :-( (((
                                                • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 20:06
                                                  Lisku farbowany, podłość pozostaje podłością, szydera - szyderą! :)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 21:33
                                                    Ej no, nie moje klimaty....lisie czy kocie...
                                                    Jsem věrný pes! :P
                                              • molly_wither Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 20:25
                                                Najwidoczniej baby z tego forum wchodza powoli w klimakterium albo maja problemy w zwiazkach. Zrobilo sie tutaj bardzo niemilo.

                                                paris-texas-warsaw napisała:

                                                > Pisałam, że jestem dyslektykiem, nieładnie tak się nabijać, zwłaszcza jako nauc
                                                > zyciel powinnaś się nad tym zastanowić. Vilez, czemu tworzysz taki klimat wyśmi
                                                > ewania się z czyichś problemów z językiem? Czy chcesz mnie poniżyć? Czy to szyd
                                                > era? Nie znałam Cię z tej strony, zawsze byłaś dla mnie prawdziwym pedagogiem i
                                                > lingwistą, moim idolem, a Ty tak ze słownikiem wyjeżdżasz, a wcześniej pięknie
                                                > o kogniwistyce neuronalnej rozprawiałaś? Chyba w tej dyskusji byłaś wilkiem w
                                                > owczej skórze... Buuuuu:(((((((((
                                                • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 20:41
                                                  Więc mogę być teraz Twoim serduszkiem? Molly, ja zawsze lubiłam zdecydowane jednostki jak Ty, bez owijania w bawełnę! Cmok cmok.
                                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 21:35
                                                  Molly, piszesz z nami słownik zuziny? :-)
                                                  Ciekawie się zapowiada...
                                  • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 21:02
                                    Czyli wyszło na to, że vilez na forum nic nie odreagowuje i nie odpływa tylko prowadzi prace badawcze, a my jesteśmy tymi "tożsamościami", które dostarczają jej materiał do badań. Dziwiło mnie, że ktoś tyle czasu na forum spędza na takim drążeniu. Ale już nie dziwi nic. ;P
                                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 21:37
                                      Każdy ma jakąś korzyść :-)
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 10:35
                              Skusiłaś mnie, i odrywasz mnie od pracy (niehumanistycznej ;) )
                              Ironia musi zakotwiczać w sensie tekstu - i kontekstu- i nie odjeżdżać od nich na zasadzie koń się urwał z cugli. To nie jest ironia. Mam podejrzenie, że podstawiasz za ironię walenie na odwal. Ironia to daleko subtelniejsze narzędzie, niż to, co Ty tutaj wyprawiasz.
                              Metafory też trzeba umieć stosować. Jako i inne figury i tropy. A Ty nie potrafisz. Czytasz tekst dosłownie i w oderwaniu od kontekstu.
                              Zatem, tak się nie wybronisz...
                              Doceniam jednakoż, że już się nie powołujesz na autoironię- mamy postęp :-) Moja rada: na ironię tez się już nie powołuj, bo to nie to, nie to... ;)
                              Rozumiem Twoją potrzebę eskapizmu (nic innego Ci już nie pozostało), ale trzymaj miarę.

                              • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 11:33
                                Dzięki za wykład:)
                                Może dla ułatwienia dodam, że tamten akapit był w odpowiedzi na Twoje mnie pouczenia, że pisałaś o rzeczywistości a nie przestrzeni (typowe czepianie się słów bez zrozumienia, że były przeze mnie użyte świadomie i celowo), i w powiązaniu z kultowymi jak dla mnie już przykładami. Przeczytaj całość od początku, a jestem pewna, że zrozumiesz. Nie będę już tłumaczyć, bo mam dośc produkowania tekstów do tekstów. Ci, co mieli zrozumieć, pewnie zrozumieli:)
                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 12:51
                                  O, czepiania się :D Zatem, Twoje to badawcze, a nasze to szpiegowskie? LOL Jaki piękny kalizm...
                                  I już: nie ironia? No pacz pani :D

                                  Ci co rozumieją, rozumieją od samego początku :-) Mając niezły ubaw, hehe (czy nie o ubaw Tobie chodziło?)
                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 13:04
                                    Ps. Od pierwszego Twojego wpisu w tej odsłonie tworzysz upojnie kakofoniczne puste teksty.
                                    Co odreagowujesz?
                                    • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 16:11
                                      Pierwszym tekstem to były głównie cytaty z Verdany...

                                      Przykro mi, że nie zachwyciła mnie Twoja teoria, ale swoje zdanie wyraziłam w najłagodniejszy z możliwych sposobów. Dla polepszenia humoru może to być sposób kakofoniczny:)

                                      • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 13.04.15, 17:06
                                        Cytaty to nie tekst odautorski. Twoje teksty autorskie w tym wątku zaiste nie zachwycają, no co robić...
                                        • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 19:26
                                          Tym bardziej dziękuję za zainteresowanie moimi skromnymi postami:)
                                          • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 20:02
                                            Proszę uprzejmNie.

                                            (dodałam nowe słowo do zuzinego słownika, co by Twoje nie czuło się samotne :-) )
                                            • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 20:19
                                              Ciach-ciach-ciach. Pisałaś, że jestem dobrym serduszkiem, teraz to serduszko zraniłaś, przewrotna Vilez...
                                            • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 20:39
                                              zuzinowy??? Rada Języka Polskiego już nie poleca pisać "Zuzinowy" z wielkiej litery? Nie nadążam za tym językiem polskim, chlast-chlast-chlast! Dobrze, że prowadzisz ten słownik, mimo wszystko, wraz z autografem plis:)
                                              • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 20:46
                                                zuziny, zuziny, ta forma jednak szlachetniej jednak brzmi, niż mój zmutowany "zuzinowy". Małą literą teraz, małą literą, żeby Vilez nie zauważyła, bo mnie zmiesza z błotkiem!
                                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 21:25
                                                  Zuziny słownik to istne novum: nie tylko według niewystępowania, ale także nie według alfabetu tylko części mowy i zdania, pisanych wielką lub małą literą odpowiednio.... :-)

                                                  Jestem pod wrażeniem :-)
                                              • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 21:12
                                                Ja juz raz dostalam duszpasterskie upomnienie od Pade, gdy w kilku postach napisalam nicki malymi literami :-) nie chcac draznic, zaczelam ponownie pisac duza litera :-)
                                                • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 21:20
                                                  Niki to odrębna sprawa, ja nie wiem, co Rada Języka Polskiego uradziła w sytuacji, gdy jest on z małej litery "stworzy" jak np. właśnie "pade" o ile dobrze kojarzę. Podejrzewam, że zachowuje się oryginalną pisownię z małej litery.
                                                  Ale Zuzi, my nie o tym:) Vilez doniosła, że teraz przymiotniki odimienne pisze się małą literą! Całe życie byłam w błędzie, ten słynny "rok Mickiewiczowski" czy inna "Marcinowa zagroda", tłuczone na darmo w podstawówce, tfu tfu, teraz wszystko z małej. Nie ma jak romans z twórcą słowników!
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 21:40
                                                    To już nie piszemy tego słownika? Buuuuu.... :-(
                                                    A tak hciałam pomudz...
                                                  • paris-texas-warsaw Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 22:51
                                                    Vilez, to jest Twoja samodzielna praca, nie dopisuj nas na "krzywy ryj", bo to będzie nieuczciwe względem Ciebie. Twój ostatni wkład w polską ortografię spowodował, że może to być teraz jedyny słownik na rynku, któremu rzesze Polaków będę mogły i chciały zaufać. To jest dzieło - Twój dar dla nas. Swoją drogą, czy wiesz, co czuje prof. Markowski w tych godzinach? Odwołujesz go jutro z funkcji czy dasz mu szansę, żeby zrezygnował "z przyczyn osobistych"?
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 14.04.15, 23:04
                                                    No jak moja? Nie bądź taka skromna, Paris. Dałaś zaczyn, Zuzi pomysł całości. To jest CUŚ :-)
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 10:01
                                                    Ja wiem, że na forum często pisze się szybko i w ferworze, ale jeśli ktoś się kreuje na wybitną specjalistkę, to jednak noblesse oblige i należałoby się wykazać, a tu cieniutko. Interpunkcja kuleje, powtarzające się słowa, a nade wszystko nadużywanie kalek. Mnie bardzo rażą takie kwiatki jak adolescent czy respons, jakby nie można było napisać po polsku nastolatek czy odpowiedź. Ale jak to naukowo brzmi! Naukowo czy naukawo?;) Mam zawodowo do czynienia z tekstami osób w większości z tytułami profesorskimi i też zawsze mnie śmieszy, jak starają się tak właśnie naukawo pisać. Typowa megalomania;)
                                                    Albo piszę bez przykładania się, potocznie, bez starania się o precyzję i poprawność, bo tak mi wygodniej, ale nie kreuję się na wybitną polonistkę, albo piszę naprawdę starannie, żeby się nie ośmieszać, skoro niby jestem taka wybitna i wyśmiewam się z innych. Taka moja rada:P
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 11:07
                                                    A Ty o czym, Sebaldo? To już na taki niski poziom zeszłaś? Żeby aż tak nie chwytać konwencji...

                                                    Ale skoro chcesz...adolescent odnosiło się do wypowiedzi pani ekspert, która o tym pisała, a respond to nie respons.
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 11:29
                                                    Kobieto, o jakiej Ty piszesz konwencji??? Kreujesz się na największą i najlepszą polonistkę i znawczynię języka polskiego, krytykujesz i ośmieszasz czyjeś błędy, a sama popełniasz ich wiele, piszesz często nieskładnie i niegramatycznie, masz poważne problemy z interpunkcją, stosujesz kalki, czasami aż zęby bolą. I ok, możesz pisać sobie jak chcesz, nie musisz się starać, ale w takim razie nie wyśmiewaj się z innych. Tak trudno zrozumieć taki prosty przekaz? Respond też jest kalką, piszemy po polsku, po co wstawiać takie słowa? Adolescent może pisać pani Agnieszka, bo to jest faktycznie żargon psychologów i psychiatrów, ale osoba, która kreuje się na wybitną polonistkę nie powinna tak pisać. Proste.
                                                    Trafiłaś na kamień, bo tak się składa, że ja też zawodowo zajmuję się językiem polskim, może przed innymi możesz udawać i szpanować, jak jesteś wybitna, ale to tylko pozór.
                                                    A teraz możesz wyśmiewać do woli mój poziom i inne moje przywary, możesz pisać, że wpadłam w furię lub szał, tylko mnie to już naprawdę nie rusza, a jedynie obnaża Twoją prawdziwą naturę:P
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 11:42
                                                    A tak przy okazji, co znaczy słowo "respond", według Ciebie, bo słowniki języka polskiego nie odnotowują takiego słowa. Jaki jest sens używania takich słów przez polonistkę? Respons jest tylko archaizmem, ale respond? Chyba aż takiej ignorancji się po Tobie nie spodziewałam, skoro pomyliłam się i napisałam respons:P
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 11:54
                                                    A nie nie. Różnica między tymi terminami istnieje. Subtelna, ale zawsze.
                                                    Taki jest sens używania, że w języku polskim ta różnica niestety nie występuje tak uchwytnie.
                                                    Zatem, zastanów się, czy aby nie do siebie powinnaś zastosować zarzut ignorancji. Zwłaszcza, ze ponoć zawodowo zajmujesz się językiem polskim (będę złośliwa- na forum tego zdecydowanie nie widać).
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 11:50
                                                    1. Piszę o konwencji tego off topu (której nie chwytasz).
                                                    2. Uspokój się.
                                                    3. Spróbuj rozumieć konteksty wypowiedzi.

                                                    Wytłumaczę Ci to na przykładzie tego adolescenta. Otóż, terminu adolescent używa w określonych kontekstach, w odniesieniu do których termin "młodzieniec" nie spełnia funkcji synonimu.
                                                    Przejrzałam, kto na tym forum używał tego "kwiatka", jak byłaś łaskawa to określić (hehe), czyli kogo zaliczyłaś do grona megalomanów ( :D ). Są to: pani ekspert, Pade, Evee1, Danaide i ja.
                                                    Podobnie z respondem. Gdybyś czuła różnicę między respondem a responsem, widoczna właśnie w kontekstach użycia, to byś zarazem wiedziała, że ów respond nie występuje w formie kalki.
                                                    Rozumiem, że są to dla Ciebie zbyt subtelne kwestie, ale na boginie, cały świat nie musi o tym wiedzieć.
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 12:23
                                                    Konwencja off topu nie ma nic do rzeczy w kwestii pisania nie po polsku:P
                                                    Jestem spokojna, nie wiem, na jakiej podstawie każesz mi się uspokoić.
                                                    Konteksty wypowiedzi nie zwalniają z tego, by pisać poprawnie, skoro się kreuje na znawczynię.
                                                    Adolescent jest obrzydliwą kalką z angielskiego i nic tego nie zmieni. W języku polskim mamy takie słowa, jak nastolatek, młodzież, osoba nieletnia, osoba w okresie dorastania, dojrzewania itd. Można wybierać z całej masy określeń, a to, że tak piszą specjaliści, którzy używają żargonu, nie oznacza, że polonistka też ma stosować kalki. Po co brniesz dalej, zamiast napisać, że Ci się zdarza? I jakbyś nie zauważyła, ani pani Agnieszka, ani wymienione przez Ciebie uczestniczki forum nie kreują się na znawczynie języka polskiego. Nigdy nie zwróciłabym Ci uwagi, gdybyś nie wmawiała nam tutaj swojej ogromnej wiedzy na ten temat języka polskiego i nie wyśmiewała innych.
                                                    Respond jest dokładnie taką samą obrzydliwą kalką z angielskiego jak adolescent i tłumaczenie się subtelnymi różnicami i kontekstami jest kolejnym wykrętem, świadczącym o tym, jak bardzo idziesz w zaparte. I o ile słowo adolescent występuje już w pewnych słownikach języka polskiego, o tyle respond nie, więc po co używać takiego słowa? Myślę, że prędzej byś umarła, niż przyznała się do błędu czy niewiedzy.

                                                    >Zwłaszcza, ze ponoć zawodowo zajmujesz się językiem polskim (będę złośliwa- na forum tego zdecydowanie nie widać).
                                                    Widzisz, ja mogę wykazać, gdzie i jakie błędy popełniasz, a Ty tylko piszesz, że nie widać na forum, że zawodowo zajmuję się językiem polskim. Fajnie tak rzucić bez pokrycia tego typu uwagi? I zważ przy okazji, że to nie ja się wcześniej chwaliłam tym, że się znam, ale Ty, dlatego to od Ciebie należałoby wymagać bardziej poprawnego używania ojczystego języka.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 13:18
                                                    Sporo ma- ta konwencja. Zrozumiałabyś, o co chodzi w of topie słownikowym (językowym). Ale nie rozumiesz. I skąd się wzięły: abberacja, zuziny/Zuzinowy...

                                                    Widzisz, Sebaldo, ja w przeciwieństwie do Ciebie nie zwracam ludziom uwagi na błędy językowe (literówki, interpunkcję, orty, powtórzenia i inne takie. Nie mam potrzeby. A Ty masz.
                                                    Nigdy też nie twierdziłam, że sama piszę bezbłędnie. Przeciwnie- wiele razy, że tak rzeknę, na wizji przepraszałam za moje błędy, i dokonywałam korekty (jak uznałam, że ma to znaczenie dla wymowy tekstu).
                                                    To, co teraz zrobiłaś, to moim zdaniem, poziom dna. Ale cóż...
                                                    Aczkolwiek moje błędy językowe możesz wytykać do woli, mi to rybka :-) Ja się tylko mogę tym bawić, bo moje doświadczenie językowe i czytelnicze mówi mi, że największą skłonność do wytykania innym błędów językowych mają ludzie o...niskich kompetencjach językowych.
                                                    Nigdy się tez nie chwaliłam, że jestem "znawczynią języka polskiego"- skąd CI się to wzięło. Pisałam co najwyżej, że się zajmuję pewnymi aspektami funkcjonowania języka- tyle. Ale, żeby zrobić z tego chwalenie się- to już leży po stronie odbiorcy, czyli Ciebie.

                                                    Co do tych "obrzydliwych kalek" ( :D ) , to cóż, musisz bardzo cierpieć przy "respondentach", "korespondencji" czy "responsywności" i "respondywności". No i pewnie od dziś będzie cierpieć przy tej reponsywności, skoro pochodzi od archaizmu ... hehe.

                                                    Umiejętność czytania kontekstu, różnic semantycznych i funkcji określonych słów/zwrotów też należy do kompetencji językowych, które- jak widać - każdy ma, jakie ma.

                                                    Już Ci wytłumaczyłam co do adolescenta- kontekst (dojrzewanie).
                                                    Co do różnicy między respondem i responsem i dlaczego "odpowiedź" nie jest tu wystarczajacym synonimem, też CI już wskazałam (kierunek), licząc na to, że wpadniesz na to,o co chodzi. Ale w podpowiedzi powtórzę: zastanów się, dlaczego jest "responsywność" a nie- respondywność".

                                                    Generalnie- wyskoczyłaś jak pewien Filip...
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 13:20
                                                    korekta:
                                                    dlaczego NIEKIEDY jest "responsywność" a nie- respondywność"
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 13:53
                                                    >>Widzisz, Sebaldo, ja w przeciwieństwie do Ciebie nie zwracam ludziom uwagi na błędy językowe (literówki, interpunkcję, orty, powtórzenia i inne takie. Nie mam potrzeby.

                                                    Naprawdę nie zwracasz ludziom uwagi na różne błędy??? Przyśniło mi się??? Nie znam drugiej takiej osoby, która by tyle razy wyśmiewała się z ludzi, wytykała im niekompetencje, błędy, brak rozumienia i milion innych rzeczy. To po prostu nieprawdopodobne, by aż tak nie widzieć w sobie tego typu zapędów. Wow, szczęka mi opadła.
                                                    Kompletnie nie mam ani czasu, ani ochoty szukać Twoich rozlicznych postów, w których się chwalisz swoimi kompetencjami językowymi, ale to też jest fakt. Zmierzam tutaj do tego, że osoba, które chwali się swoimi kompetencjami językowymi i wytyka błędy innym osobom, sama powinna się starać szczególnie, a Ty tego nie robisz. Nikomu innemu nie zwracałabym uwagi na błędy, Tobie się to wyjątkowo za to należy. Jesteś już na tyle chyba dorosła, by wiedzieć, że krytykujący jest poddawany krytyce, więc na drugi raz mimo wszystko zastanów się, nim komuś wytkniesz błędy, bo i Tobie się to może przytrafić.
                                                    Kompletnie nie rozumiesz pojęcia kalka językowa, jeśli piszesz w tym kontekście o słowie korespondencja:P I nadal słowa "respondywność" ani "responsyjność" nie występują w słownikach PWN. Dziwne, co? Pisałaś gdzieś, że zajmujesz się korektą językową, naprawdę powinnaś rozróżniać kalki językowe. Język polski jest bardzo bogaty, nie pojmuję, po co go zaśmiecać takimi kalkami?
                                                    Mimo wszystko chciałabym też, żebyś się wytłumaczyła z rzuconej od niechcenia złośliwości (sama przyznałaś) na temat moich kompetencji językowych, co ponoć widać na forum.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 14:49
                                                    Wskaż, gdzie konkretnie wyśmiewam czyjeś błędy językowe. Nie znajdziesz. Zatem- po co kłamiesz?
                                                    Wskaż, gdzie się chwalę. Nie wskażesz. A powinnaś.
                                                    Merytoryczna dyskusja to nie wyśmiewanie. Nie biorę odpowiedzialności za to, że ktoś się czuje wyśmiany przez czyjeś racje /argumenty merytoryczne. Problem leży po stronie odbiorcy. Cierpisz, gdy ktoś znajduje argumenty i atakujesz. Brzydko atakujesz.

                                                    Dalej: ni: "eesponsyjność", tylko "responsywność". Oznacza w psychologii jeden z wyznaczników atrakcyjności interpersonalnej. "Respondywność" zaś jest w użyciu w wielu dziedzinach: informatyce, badaniach dyskursu - w różnych zresztą kontekstach... To zatem, że nie występują w słownikach, nie oznacza, że nie są w użyciu. Użycie, rozumiesz?
                                                    Pokazują Ci, że zwroty te, jak i pochodne od nich, funkcjonują w języku polskim właśnie nie na zasadzie kalek, czego znowu nie rozumiesz.
                                                    To, że pewne zwroty są dla Ciebie "obrzydliwe",i że nie rozumiesz ich znaczenia, to jest tylko i wyłącznie Twój problem. To, ze chciałabyś sprowadzić użycie języka wyłącznie do form językowych, czyli zubożyć go, to też Twój problem. Mnie to osobiście dziwi, bo ja stoję po stronie bogactwa językowego, znajdziesz u mnie np. neologizmy (też Cię obrzydzają zapewne) i mnie cudze neologizmy też nie oburzają, przeciwnie. Ciekawam, jak Ty czytasz literaturę z takim nastawieniem... Jak dla mnie, to są niskie kompetencje językowe.

                                                    Nie zajmuję się korektą językową, pisałam, że dokonuję korekt swoich wypowiedzi na forum. To jest coś innego- Ty naprawdę masz problem z czytaniem ze zrozumieniem i wyłapywaniem kontekstu.
                                                    Acz się kiedyś zajmowałam i korektą. Gdy pracowałam jako redaktor :-)
                                                    Niemniej Tobie napisałam, że zajmuję się pewnymi aspektami funkcjonowania języka. To też coś innego, niż- zajmować się korektą.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 14:52
                                                    korekta:
                                                    1. Responsyjność (nie- "eesponsyjność)
                                                    2. ..To, że chciałabyś sprowadzić użycie języka wyłącznie do form SŁOWNIKOWYCH (nie- językowych)...
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 15:28
                                                    Ani mi się śni szukać teraz wszystkich Twoich wypowiedzi, w których się przechwalasz, bo ani to mi nie jest do niczego potrzebne, ani nie mam na to czasu, ani nie mam ochoty tracić swojej cennej energii:P Każdy, kto czyta Twoje wypowiedzi, może sobie wyrobić zdanie. Wmawianie mi, że to po mojej stronie jest problem z poczuciem bycia wyśmianą też trochę kulą w płot, bo komentuję Twoje wypowiedzi pod adresem innych dziewczyn, a nie swoim, mnie akurat wcześniej nie wyśmiewałaś za błędy językowe.
                                                    O kalkach nie chce mi się już gadać, bo kalki zaśmiecają język, a nie ubogacają, jak próbujesz wykazać, ale najwyraźniej nie jest jesteś w stanie tego zrozumieć. W rozmowach forumowych (niespecjalistycznych) używanie żargonów psychologicznych, informatycznych czy innych nie ma sensu, chyba że się chce zaszpanować rzadko używanymi terminami, naukawość tak zwana, nie zmienię zdania. Neologizmy są kompletnie inną parą kaloszy, próbujesz chyba zatrzeć złe wrażenie, wyskakując z nimi w kontekście kalek, które mają niby ubogacać język. Dawno nie czytałam większej bzdury.
                                                    Literaturę czytam, wyobraź sobie, dość namiętnie i w dużych ilościach, ale jako żywo, nie spotykam tam takich słów, jak adolescent czy respond:P
                                                    Z jednej strony oburzasz się, że napisałam o pracy w korekcie, ale zaraz piszesz, że pracowałaś jako redaktor i korektą też się zajmowałaś. Coś tu nie gra. Naprawdę nie chce mi się szukać tych informacji, jakie podawałaś na temat swojej pracy z językiem, ale jestem przekonana, że pojawiły się one w kilku miejscach i padało słowo korekta, ale nie w kontekście korekty swoich wypowiedzi na forum. To zresztą też wypada Ci, powiedzmy szczerze, nie najlepiej:P
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 15:52
                                                    No i widzisz, nie wskażesz, bo nie istnieją :-)
                                                    W wielu rozmowach merytorycznie jesteś słabiutka, więc się przyczepiasz do języka. Klasyka :D
                                                    Zaliczyłaś wpadkę, jeśli chodzi o rozumienie pewnych słów i kalki i nie potrafisz się przyznać.
                                                    Twój język jest ubogi i masz spory problem z rozumiem kontekstów, formuł i konwencji- wiele rzeczy bierzesz literalnie.
                                                    Może i czytasz sporo literatury, ale po tym, co tu pokazałaś, to mam wątpliwości, czy rozumiesz.
                                                    To, że Ty nie potrafisz operować pewną terminologią, nie oznacza, że inni mają nią nie operować.
                                                    Przeczytaj jeszcze raz to, co napisałam o korekcie. Jeśli masz na myśli coś, o czym pisałam wcześniej, to wybacz, ale nie siedzę w Twoich wymysłach i domysłach. Wskazuj konkrety, a nie bazuj na tych wymysłach.
                                                    Dałaś plamę po całości, Sebaldo :-)
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 15:56
                                                    Ps. Z neologizmami też nie zrozumiałąś. Neologizmów nie znajdziesz w słownikach. Według Twoich kategorii, po co nimi operować? Zaśmiecać nimi język, hehe.
                                                    Rozkoszna jesteś :-)
                                                  • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 16:32
                                                    Wiesz co, Vilez? Ja wymiękam, nigdy w swoim życiu nie miałam do czynienia z osobą, która miałaby takie samozaparcie w kłótniach. I tyle inwencji w odwracaniu kota ogonem. I umiała tak manipulować, zapierać się, być pozbawiona umiejętności krytycznej samooceny, choć na milimetr. Próbowałam sobie wyobrazić życie z Tobą, takie codzienne, i ta wizja naprawdę mnie przeraziła. Rozwinięty zmysł polemiczny - to rozumiem, bo sama mam, ale to, co Ty prezentujesz, to już jakiś najwyższy poziom kłótliwości, chyba mi faktycznie brakuje słów na nazwanie Twojej postawy. Odjazd i odlot, który tak lubisz innym imputować, to nadal za słabe słowa. To jest jakaś masakra.
                                                    Zainfekowałaś to forum, sprawiasz, że wielu osobom się odechciewa tutaj pisać. Dla innych byłaś z kolei czynnikiem wyzwalającym, co też jest przykre, bo bez Ciebie może by się tak nie rozkręciły. Przyszło Ci do głowy może, że jesteś tutaj nieco krócej niż większa część z nas, ale przed Twoim przybyciem takie jatki w ogóle tutaj nie miały miejsca? Ja wiem, że bardzo trudno się przyznać do tego, że jest się kimś tak szkodliwym, ale zbieżność w czasie jest tutaj aż nadto widoczna. I żeby nie było, nie ja jedna i nie od dziś to zauważyłam. To też nie daje Ci do myślenia? Oczywiście, że daje, głównie o tym, jakie wszystkie jesteśmy głupie i nie dość inteligentne, by Cię zrozumieć albo by mieć merytoryczne argumenty:P
                                                    Ja może jestem rozkoszna, ale jaka Ty jesteś???
                                                    Nie zniżę się do Twojego poziomu wypowiedzi i nie napiszę, jakie mam odruchy w dyskusji z Tobą..... Tak czy inaczej kończę, bo jest pewne mądre porzekadło na temat takich dyskusji czy wchodzenia w kontakt z osobami takimi jak Ty.
                                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 15.04.15, 16:44
                                                    Hehehe, Sebaldo, projekcji u Ciebie co niemiara :-)
                                                    Starasz się, starasz, napędzić nagonkę na mnie.... Cóż, to już się stało zabawne :-) Już Ci pisałam-cieniutko...
                                                    Weszłaś tu dziś, by mi nawrzucać, po czym odwracasz kota ogonem? Pytanie brzmi: po co tu dziś weszłaś? Tak ni z gruchy ni z pietruchy z bluzgami. Ciągnie Cię coś do mnie? Masz problemy z panowaniem nad sobą? Ze swoją agresją? Widzę jakąś rozjuszoną rozkrzyczaną babę...masakra.
                                                    Pomyśl o tym :-)
                                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 16.04.15, 00:07
                                                    Sebaldo, celnie trafione w punkt ! :-)
    • vilez Kłamstwo Paris? 16.04.15, 09:18
      Konkludując wątek dotyczący dysleksji.
      Nie dość, że dwie osoby- Zuzi i Paris -namolnie i uciążliwie cały czas próbowały podważyć problemy z dysfunkcjami, nabijając się z dyslektyków i ich rodzin, to Paris teraz posunęła się moim zdaniem do zmyślenia, pisząc o sobie, że jest dyslektyczką.
      Zastanawiam się, po co ktoś, kto przez cały czas wykazał się rażącym brakiem zrozumienia dla tych problemów, robi coś takiego. Przecież nikt przytomny na umyśle nie uwierzy, że można być  dyslektykiem wykazując kompletną ignorancję w temacie dysleksji i aż taką niechęć do tejże dysleksji.

      Paris, owszem, ujawniła niedawno swoje podejście do "kreowania tożsamości internetowych"- aprobatywne podejście, ale to już chyba przesada? Prowokacja nie ma granic? Trzeba posuwać się do kłamstwa?
      • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 14:05
        Widzę, że chyba nudzisz się Vilez i kontynuujesz zabawę w Ulicę Sezamkową i kolejny odcinek sponsorowany przez literkę „i”:) Widzę po intruzywnej imputacji intencji przeszłaś płynnie do iluzji i imaginacji. Pięknie Ci to idzie i jak zazwyczaj w tekstach o Paryżu impresja goni impresję.
        Jeśli to jednak piszesz na poważnie, to życzę Ci, żeby nikt Ci tego postu i wątku nie usunął, żebyś może jeszcze kiedyś się z nim skonfrontowała, jak będziesz na to gotowa.
        • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 15:31
          Krótka piłka- masz dysleksję czy nie? Bo pisałaś, że masz. Tu pisałaś:

          paris-texas-warsaw 13.04.15, 00:16
          (...)Faktycznie kiedyś tu na forum pisałam, że jestem dyslektykiem, ale dobrze wiem, że to było cienkie i nie powinnam się tym podpierać i dziękuję za przypomnienie tego faktu. (...)

          Na co ja odpowiedziałam tak:
          vilez 13.04.15, 08:21
          (…) Nie pamiętam, byś o tym pisała, co oczywiście nie wyklucza tego, że pisałaś. W każdym razie: było to poza moją świadomością. Zadałam Ci pewne pytania w materii możliwej dysleksji, a nie- stwierdzania jej faktu. Zatem- naddajesz.(...)

          Jeśli masz dysleksję, to skąd u Ciebie tak piramidalna nieznajomość tego zjawiska? Skąd ten Twój hejt na dysleksję, dyslektyków i ich rodziny? Osoba, która jest dyslektykiem w życiu by nie pisała o tym tak, jak Ty.
          Czy czekasz na usunięcie wątku, żeby znikły Twoje zmyślenia?

          Wytłumacz to wszystko.
          • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 15:39
            Moim skromnym zdaniem dyslektycy są zaledwie pośrednim powodem, dla którego Paris zabrała głos w tym wątku
            • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 15:49
              Tez bym chciała wiedzieć, co ją przywiodło do pisania w wątku dotyczącym dysleksji i w taki podły sposób.
              Niemniej, napisała, co napisała. I się wkopała.

              • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 16:17
                Trudno mi wyczaić, czy to jednak na poważnie, czy nie:)

                Zacznę od tego "na poważnie", bo to może być ważniejsze.

                Więc ja bym radziła obcować z relaksującą muzyką, coś jak kołysanki, np.
                Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii...iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii...iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii.........
                albo np. zespołu Queen taki relaksujący kawałek "Innuendo" (też na "i"). Można sobie nucić razem z nimi "I'm going slihgtly mad....."

                A jeśli to nadal Ulica Sezamkowa, to mogę jeszcze chwilę się zabawić... iiiiii.... iluminacja? iiii... irracjonalność?

                Życzę miłego popołudnia:)
                • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 16:23
                  Tak z ciekawości.....kim jesteś i co zrobiłaś z "dawną" Paris?
                  • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 16:28
                    ??? Zauważyłam, że już pisałaś, że nie wiesz, co ostatnio piszę, ale w takim układzie, to raczej Ty mi napisz, co masz na myśli, bo ja aż takiej introspekcji nie umiem chyba przeprowadzić.
                    • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 16:37
                      Zmieniłaś się. Nie mogę powiedzieć, że czytam wszystkie Twoje posty, więc nie wiem od kiedy, ale Twoje posty nie są takie same jak jeszcze parę miesięcy temu. Mam wrażenie, ze zaczęło się od wątku, który rozpoczął nagonkę na Sebaldę pod koniec ubiegłego roku. I , naprawdę, szkoda, ze tak się stało, bo swoimi wypowiedziami wiele wnosiłaś do różnych dyskusji.
                      • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 16:48
                        Wprawdzie nie pamiętam tamtego wątku i co wtedy nawyprawiałam, ale dzięki za recenzję:) Rzadko ktoś się tak odnosi do szerszego pisania przez innych, a to zawsze ciekawie, coś o sobie przeczytać (no, może nie zawsze, ale zazwyczaj):)
                        • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 16:55
                          Paris, nie jestem Vilez, więc albo rozmawiamy konkretnie, albo dajmy sobie spokój. To co obie z Vilez wyprawiacie w tym watku można określić jednym słowem ŻENADA.
                          • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 17:40
                            Bo ja wiem ... ja nie hejtuję dyslektyków i nie kłamię.
                            Ale co powiesz na to kłamstwo Paris?
                            • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 17:55
                              Nie wiemy na 100% czy to kłamstwo, to są jedynie nasze domysły spowodowane takim a nie innym stylem(?) prowadzenia dyskusji.
                              • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 19:49
                                No cóż, jedno wyklucz drugie- albo się jest dyslektykiem i się nie kwestionuje zjawiska, albo się nie jest i wówczas można być ignorantem w tym względzie.
                                • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 20:48
                                  Moim zdaniem najmniej w tej dyskusji chodziło o dysleksję i dyslektyków, tyle, że Paris się zagalopowała, a potem nie wiedziała jak się wycofać i brnęła dalej. Nie ukrywam, że zaskoczyła mnie wyznaniem, że sama jest dyslektykiem,akurat w tym momencie dyskusji, ale ludzie są różni i różnie sobie radzą ze swoimi problemami. Nie wiem czy pisze prawdę, ale kłamstwa też nie mogę jej zarzucić.
                            • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 18:36
                              Vilez, Twoje pytanie o dysleksję od razu wydało mi się nie na miejscu, było rodzajem kpiny wobec dyslektyków, żałuję, że w ogóle na nie odpowiedziałam i jeszcze kontynuowałam dyskusję. Dalsze rozważania na temat moich dysfunkcji uważam zupełnie za bezprzedmiotowe, podobnie jak wydaje mi się też bezprzedmiotowe Twoje zastanawianie się nad moimi wiadomościami związanymi z dysleksją. Na forum internetowym zazwyczaj dla nikogo nie powinno mieć też znaczenia, czy ja piszę osobiście, czy teksty poprawia mi sekretarka, czy też mam jakiś rodzaj niepełnosprawności i pisze za mnie przetwarzacz mowy. Twoje pytania są dla mnie rodzajem naruszenia pewnych norm kultury, ale jeśli chcesz się z tej strony nadal pokazywać, to proszę bardzo. To jest dla mnie akurat mniej istotne.

                              Natomiast nie życzę sobie dalszego szerzenia pomówień o hejtowanie przez paris-texas-warsaw dylektyków i ich rodzin. Jak na razie prawo polskie zabrania szerzenia nienawiści wobec kogokolwiek i jest to podciągnięte pod odpowiednie paragrafy. Z tego też względu takie pomówienia naruszają dobre imię mojego niku i pośrednio moje, choć występuję tu anonimowo. Wzywam Cię do zaprzestania tego typu nieuprawnionego i bezpodstawnego procederu, bo w tekstach przeze mnie pisanych nie było elementu hejtu ani powiązanych z tego typu działaniem akcji. Proszę o poważne potraktowanie tej wypowiedzi.
                              • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 19:16
                                paris-texas-warsaw napisała:

                                > Natomiast nie życzę sobie dalszego szerzenia pomówień o hejtowanie przez paris-
                                > texas-warsaw dylektyków i ich rodzin. Jak na razie prawo polskie zabrania szerz
                                > enia nienawiści wobec kogokolwiek i jest to podciągnięte pod odpowiednie paragr
                                > afy. Z tego też względu takie pomówienia naruszają dobre imię mojego niku i poś
                                > rednio moje, choć występuję tu anonimowo. Wzywam Cię do zaprzestania tego typu
                                > nieuprawnionego i bezpodstawnego procederu, bo w tekstach przeze mnie pisanych
                                > nie było elementu hejtu ani powiązanych z tego typu działaniem akcji. Proszę o
                                > poważne potraktowanie tej wypowiedzi.

                                To ciekawe, widzę, że pokazałaś vilez, gdzie jest Twoja granica dla tolerancji jej agresywnych zachowań wobec Ciebie. Pośrednio odpowiedziałaś mi w ten sposób na moje pytanie w wątku o granicach.

                                Na tym właśnie polega, według mnie, agresja vilez, której tam się nie dopatrzyłaś. Mianowicie vilez bardzo, ale to bardzo często wymyśla sobie, że ktoś myśli lub chce coś złego, następnie każdą kolejną wypowiedź tej osoby interpretuje pod tym właśnie kątem, traktując ją jako potwierdzenie jej tezy o paskudnym charakterze i paskudnych zamiarach adwersarza. I robi to na serio.

                                Sądzę, że Twoją obecną wypowiedź też można zinterpretować jako "służącą jedynie łatwej dyskredytacji warstwy rzeczowej wypowiedzi"... Jeśli oczywiście ktoś ma tyle samozaparcia w odkręcaniu kota ogonem co vilez, albo czytając pobieżnie wątki przejmie jej punkt widzenia.
                                • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 19:47
                                  Tak, tak, Vilez sobie wymyśliła słowa Paris, ze jest dyslektyczką.
                                  Pokazałaś właśnie swoją granicę. A właściwie brak granic.
                                • pade Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 21:06
                                  Marsylvik, skoro Vilez sobie coś wymyśla, to w takim razie ja też to robię, i Verdana, tak?
                                  Czytałaś wypowiedź Paris sprzed trzech miesięcy i tę, która rozpoczęła obecną kłótnię? Czytałaś pozostałe? Naprawdę nie zauważyłaś cienia złośliwości ze strony Paris? Nic a nic?
                                  • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 23:09
                                    W pewnym sensie tak :)
                                    Widzę jednak sporą różnicę pomiędzy Tobą i verdaną a vilez. Wy dwie, podobnie jak większość ludzi, czasem się mylicie, czasem przez jakiś czas trwacie w błędzie czy uporze, zawężonym spostrzeganiu, przynajmniej póki emocje nie opadną.
                                    Jakiś czas.
                                    Póki emocje nie opadną.

                                    Powiecie co myślicie, co czujecie, Ty czasem, verdana często nieco zbyt ostro.
                                    To jest takie... normalne, ludzkie.

                                    Owszem, zauważyłam złośliwość. W wypowiedziach Paris. Tylko niekoniecznie w stronę dyslektyków była skierowana. Jeśli już, to raczej przypadkiem mogło się im rykoszetem oberwać.

                                    Dodatkowo odnoszę wrażenie, że Paris była przekonana, że ta gra w złośliwości bawi vilez tak samo jak ją. Jeśli tak, to się nie dziwię, bo vilez to właśnie sugerowała. Dla mnie to było nieprzyjemne czytać, jak podpuszcza vilez do robienia z siebie głupka. Nie wiem, czy celowo, czy może ją przeceniła...
                                    • pade Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 23:27
                                      Ja nie wiem w co Paris gra. Nie znam tej gry.
                                      Może faktycznie były to personalne dowalanki, a nie polewka z dyslektyków.
                                      Ale jeśli faktycznie chodziło o osoby, a nie o temat, nie mogła napisać tego wprost?
                                      • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 23:48
                                        Pade, napiszę wprost, chociaż być może się mylę - odnoszę wrażenie, nie po raz pierwszy, że Twoje wpisy dzialają na Paris tak jak wpisy Vilez na mnie. Zastanawiam się czy w jakiś sposób jej nie zraniłaś, kiedyś,nawet dawno. Tak jak wcześniej pisałam nie czytam każdego posta Paris, tak jak nie czytam wszystkich wątków, ale mam wrażenie, ze nikt inny nie wzbudza w Paris takich emocji jak Ty. Może wyjaśniłybyście to sobie na priv?
                                        • pade Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 23:56
                                          Być może jest tak, jak piszesz. Co do zranienia, kiedyś padły jakieś zarzuty ze strony Paris, ale były one nieprawdziwe. Znalazłam odpowiednie wątki i nawet cytowałam.
                                          Tylko prawda jest taka, że to nie ja mam problem z Paris, ale ona ze mną. To, że chodzi za mną i czepia się złośliwie jest bardzo widoczne. Co ja mogę z tym zrobić?
                                          Obecnie czasem odpowiadam a czasem ignoruję, przecierając oczy ze zdumienia.
                                          Nie wiem co miałabym z Paris wyjaśniać.
                                          • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 00:07
                                            Pade, nie znam żadnej z Was osobiście, to była tylko sugestia.
                                            • pade Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 00:38
                                              Rozumiem, co chciałaś powiedzieć.
                                          • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 00:11
                                            Pade, znasz pojęcie "nadmierna czujność"?
                                            • pade Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 00:28
                                              Nie łapię kontekstu?
                                              • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 08:33
                                                Ale czy znasz samo pojęcie?

                                                Ja widzę, jeśli nawet nie dosłowną nadmierną czujność, bo jednak w takim przypadku to niedostatecznie uzasadnione określenie, to przynajmniej analogię do niej w większości takich konfliktów internetowych, w których biorą udział osoby już w przeszłości skonfliktowane.
                                                • pade Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 10:09
                                                  To żadne usprawiedliwienie. Osoba dorosła, w miarę dojrzała, albo wyjaśnia nieporozumienia, albo przyjmuje na klatę, że nie jest zupą pomidorową i nie wszyscy muszą ją lubić:) Albo się z nią zgadzać.
                                                  • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 16:45
                                                    Wiesz, odnoszę wrażenie, że Twoje odgadywanie moich intencji jest tak dalece nietrafione, że nie wiem, co Ci odpowiedzieć. Odpisałam obok na pytanie adorry, może wystarczająco zrozumiale.

                                                    Nie chodziło mi absolutnie o usprawiedliwianie nikogo. Ani o konieczność bycia lubianym czy zgadzania się ze wszystkimi, też uważam to za absurd. No i... nie wiedziałam, że wszyscy lubią zupę pomidorową, ale faktycznie nie znam nikogo, kto by nie lubił :D
                                                  • pade Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 18:49
                                                    Jednak dobrze zrozumiałam. Wcześniejsze doświadczenia, bolesne czy nie, nie usprawiedliwiają łażenia za kimś i dogryzania.
                                            • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 10:41
                                              Marsylvik, tą "nadmierną czujność' widzisz w postach Paris czy Pade? A może w postach obu Pań?
                                              • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 16:37
                                                Widzę ją u wszystkich! :D

                                                A tak serio, to widzę pewien sposób powstawania nieporozumień i konfliktów, które trudno jest zakończyć i pozostawiają po sobie nieprzyjemne uczucia, jakiegoś takiego wypalenia, bezsensu, z powodu czegoś bardzo podobnego do tej nadmiernej czujności. Tylko... no właśnie, to nie jest dokładnie to samo. Mam na myśli coś bardziej normalnego, co występuje u każdego, czy może prawie każdego, w każdym bądź razie powszechnie. U mnie też. Nie wiem, czy ma to jakąś swoją nazwę. Dlatego zapytałam, czy zna ten termin, łatwiej mi będzie wyjaśnić co mam na myśli, a brakuje mi słownictwa.

                                                Chodzi mi o interpretację cudzych zachowań i słów. O to, że ona jest (zawsze!), co się na nią składa - wcześniejsze doświadczenia z konkretną osobą, własne doświadczenia, ogólny poziom podejrzliwości wobec ludzi, zgadywanie intencji, różnice językowe (sic!), własny nastrój w danej chwili z jednej strony. A z drugiej - świadomość tego, co się chce osiągnąć przez udział w takiej dyskusji, ocena własnej skuteczności w porównaniu do ilości energii w nią wkładanej. To co mam na myśli krótko można podsumować owym sławnym "nie karm trolla" - mniejsza z tym czy to naprawdę troll, mniejsza z tym, czy mamy rację, mniejsza z tym, czy ktoś za nami łazi i podgryza, trolla i tak nie warto karmić. Nawet jeśli to tylko ja tego kogoś za trolla uważam.

                                                Chciałam zwrócić uwagę na ten wspólny z nadmierną czujnością aspekt jaki zauważam, że ciągnięcie takiej dyskusji w pewnym momencie jest wyczerpujące. Pomyślałam, że spojrzenie na te jatki internetowe od tej strony może dać dodatkową siłę, nie do samej walki, tylko do zdecydowania o jej zakończeniu. I lepszego samopoczucia, bo "oto udało mi się nie dać sprowokować, mimo że..." :)


                                                A jeśli miałabym odpowiedzieć dosłownie, skoro już pytasz, to jak już mam w kimś tutaj widzieć nadmierną czujność, to w Oli :P Bo sama o tym wprost pisała, że na tym właśnie polega(ł?) jej problem z mamą. Swoją drogą Oli i jej dużej szczerości na forum zawdzięczam wiele takich swoich przemyśleń dotyczących i mnie samej, i innych, czasem dość odległych od inicjującego tematu.
                                                • adorra0 Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 17:15
                                                  Dziękuję ci, Marsylvik, za odpowiedź:-)
                                                  Ja właśnie to miałam na myśl, kiedy pytałam o obie Panie:
                                                  > Chodzi mi o interpretację cudzych zachowań i słów. O to, że ona jest (zawsze!),
                                                  > co się na nią składa - wcześniejsze doświadczenia z konkretną osobą,
                                                  ale zgadzam się w pełni z tym, że inni też "cierpią" na tę przypadłość;-) (mam na myśli siebie)
                                                • pade Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 18:46
                                                  Jak dla mnie to piszesz o oczywistościach.
                                                  Owszem, bolesne doświadczenia sprawiają, że człowiek jest ostrożniejszy, zostawiają ślad.
                                                  W przypadku wypowiedzi Paris natomiast, nie ma mowy o mojej nadmiernej czujności, bo ona wprost przedstawia mi zarzuty albo używa aluzji do wcześniejszych wątków, do tego, o czym kiedyś pisałam. Obawiam się, że albo jesteś na forum za krótko, albo nie czytasz wszystkich wpisów i mogły Ci pewne rzeczy umknąć.
                                                  Nie jestem ani przewrażliwiona, ani nadmiernie czujna. Po prostu wiem do czego odnosi się dana wypowiedź.
                                                  "To co mam na myśli krótko można podsumować owym sławnym "nie karm trolla" - mniejsza z tym czy to naprawdę troll, mniejsza z tym, czy mamy rację, mniejsza z tym, czy ktoś za nami łazi i podgryza, trolla i tak nie warto karmić. Nawet jeśli to tylko ja tego kogoś za trolla uważam. "
                                                  Mogłabyś napisać wprost co masz na myśli w tym fragmencie?
                                      • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 00:02
                                        Myślę, że przynajmniej na początku, to nie było personalne. Dla mnie to wygląda tak, jakby Paris rzeczywiście chciała się czegoś dla niej nowego dowiedzieć i dopasować to do już posiadanej wiedzy. Podyskutować tak ogólnie. Nie wzięła pod uwagę tego, że wtrąciła się do rozmowy a nie dyskusji oraz że rozmawiają osoby zaangażowane w temat osobiście, emocjonalnie. Taktu jej zabrakło.

                                        Dopiero potem, po atakach na nią w obronie przed jej domniemanymi złymi intencjami (zdaje się, że najpierw Twoim, potem kilku osób) sama zaczęła atakować w obronie (przejmując nieco styl vilez), inaczej mówiąc dostosowała się do sytuacji, zaczęła być złośliwa.

                                        I nie grała w swoją grę. Paris zagrała w grę vilez, na vilezowych zasadach, dostosowała się stylem do niej. Vilez później też próbowała się dostosować do Paris. Obie się wciągnęły.

                                        Ja też kiedyś wpadłam w tę pułapkę: gra z vilez w vilezową grę na jej zasadach. Naiwnie sądziłam, że skoro niegłupia kobieta, to pewnie kwestia języka i się jakoś dogadamy... Tylko dość szybko uznałam bezsens tej gry, napisałam o tym (nie w tych słowach, nie opisałam tego jako gry bo to mało zrozumiałe dla ogółu ludzi), co zapewne było bezpośrednim powodem, że Paris chętniej wywaliłaby z tego forum mnie, niż vilez ;)

                                        Ufam, że Ty akurat wiesz co mam na myśli pisząc o "grach" :)


                                        Żeby było śmieszniej: moje dziecko ma lekką dysleksję i zaawansowaną dysgrafię. Do kompletu z pełnoobjawowym, średnionasilonym ADHD. Ścielenie łóżek... ehh...
                                        Ja sama mam śladową dysleksję i pojedyncze cechy ADHD ;) Mimo to dopytywania Paris przyjmowałam z rozczuleniem raczej niż z rozdrażnieniem, nie czułam się atakowana, rozbrajała mnie i imponowała mi jej szczerość w przyznawaniu się do niewiedzy. Tylko że w momencie kiedy nadrabiałam ten rozrośnięty wątek gra była już tak zaawansowana, że mi się nie chciało odpowiadać, bo po co się pchać pomiędzy młot a kowadło w trakcie pracy? :P
                                        • pade Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 00:27
                                          Hmm, sugestia, że moje licealne dziecko nie potrafi czytać, albo szydera z mojej znajomości tematu dot. dysleksji to nie jest obrona przed moim atakiem a właśnie atak. Jak Ci się będzie nudzić prześledź kolejność wpisów. Jest zawsze ta sama.
                                          Paris niczego się nie chciała dowiedzieć. W 2014 napisała, że jest dyslektyczką. Mogę zalinkować.
                                          W świetle tych faktów nie Paris nie rozczula. Nie imponuje mi to, co wyrabia w tym wątku. Dla mnie ona jest, jakby to delikatnie ująć, pogubiona.
                                    • vilez Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 08:10
                                      > . Dla mnie to było nieprzyjemne czytać, jak podpuszcza vilez do robienia z siebie głupka. Nie wiem, czy
                                      > celowo, czy może ją przeceniła...

                                      I tu marsylvik pokazała swoje ... pragnienia. Chciałabyś tego, prawda?. Nie radzisz sobie z moimi wypowiedziami, bo wiesz, że mam rację, bo uderzają w Twoją strefę komfortu. Ale do tego w życiu się nie przyznasz. I będziesz projektowała, że hej. Rób to jednak na boga inteligentniej. Jeśli mam jakąś "zabawę", to właśnie tą, gdy obserwuję szamotaninę twoją i tobie podobnych. I straszno i śmieszno- tyle można powiedzieć o waszym zachowaniu.

                                      Pomogę Ci jednak, skoroś TERAZ tak zainteresowana tym, co się działo, detektywie z bożej łaski ... Vilez zdobyła sporo materiału w rozmowie z paris. Językowego. Od czasu, kiedy paris usiłowała "połączyć klipo z Vilez, i kiedy się sypnęła, że lubi gierki kreacyjno-tożsamościowe na forum i w necie. (Wtedy TEŻ nie zareagowałaś). I wystarczyło trochę cierpliwości - w kwestii pociągnięcia jej za język. Analiza była już prosta, wnioski takoż. I coraz bardziej jasne jest dla mnie, kto stworzył klipo, i po co. Tak, że jak widzisz, rzecz jest rozwojowa...

                                      Sypnęłaś się teraz w kwestii etycznej. Skoro Ci piknęło z tą rzekomą dysleksją paris, czemu nie zareagowałaś? To wchodzi w zakres dozwolonych dla Ciebie "gierek"? Wow.

                                      Dyslektycy dostali rykoszetem powiadasz ... Oj, słabo czytasz. Rykoszetem to dostawali od niej w ostatniej fazie- tu zgoda. Ale to, co przywiodło Paris do zasadniczego walenia w nich, to nie była osoba Vilez, z czym się sypnęła Paris, atakując po trzech miesiącach Verdanę. Nie- Vilez. I wcale nie z Vilez był zasadniczy spór, który prowadziły paris i zuzi. Teraz pomyśl, o co szło, a dostaniesz klucz do wielu spraw na tym forum...

                                      Mam bardzo nieciekawy obraz ciebie, marsylvik. A czytam wnikliwie.
                                    • pade Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 10:15
                                      "Dodatkowo odnoszę wrażenie, że Paris była przekonana, że ta gra w złośliwości bawi vilez tak samo jak ją. Jeśli tak, to się nie dziwię, bo vilez to właśnie sugerowała. Dla mnie to było nieprzyjemne czytać, jak podpuszcza vilez do robienia z siebie głupka. "
                                      Właśnie na tym przykładzie pięknie widać szumy komunikacyjne.
                                      Podejrzewam, że każdy zinterpretował ten "dialog" po swojemu, czyli przez własne przekonania na temat osób wypowiadających się, uprzedzenia, emocje.
                                      Twój odbiór jest taki, mój zupełnie inny.
                              • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 20:28
                                A sobie nie życz. Wątek jest dowodem. Twoich aroganckich wpisów, wykpiwających problem dysleksji, jest w nim aż nadto. Trzeba mieć mocno nie po kolei, by tak traktować sam problem, jak i rodziców dzieci dyslektycznych. Zatem nie groź, bo sama się złapiesz w swoje sidła. Też Ci radzę wziąć to poważnie. Twoje arogancja szybowała pod niebiosa. Verdana i Pade pytały Cię, po co to robisz. Jak sądzisz- o co Cię pytały? Wiesz już, po co to robiłaś? To się wreszcie puknij w głowę i zacznij zastanawiać.
                                Na okoliczność, gdyby wątek miał zniknąć, mam print screeny.

                                Nie masz odwagi przyznać się, że zmyśliłaś w kwestii swojej dysleksji? A może ktoś się pod Ciebie podszył? A jeśli nie zmyśliłaś, to po co udawałaś osobę niezorientowaną w problemie? Osoba dyslektyczna nie wie, z czym to się je? Udaje głupią? I po co? I czemu drwi z ludzi, którzy mają rzeczywiste problemy? Poświęciłyśmy Ci wiele czasu, który TY obróciłaś w kpinę i szyderę.
                                Kłamstwo ma krótkie nogi. Co jest zatem kłamstwem: czy to, że jesteś dyslektyczką, czy to że nie miałaś wiedzy o dysleksji? Z której strony nie spojrzeć- kłamstwo. Szach- mat koleżanko. Mogłabyś mieć choć tyle honoru, by się przyznać i przeprosić.

                                I na koniec- to Ty za nami chodziłaś w kwestii dysleksji. Ty i Zuzi. Nie my za wami. Przypięłyście się jak rzepy. Zuzi jest przynajmniej o tyle od Ciebie mądrzejsza, że się nie podszywa pod osoby dyslektyczne. To Ty bez przerwy kpiłaś, kwestionowałaś samo zjawisko, jak i nasze doświadczenia, którymi się dzieliłyśmy. To Ty próbowałaś podważyć świadectwo Verdany o jej dzieciach. Ty próbowałaś ją ośmieszyć. Wiesz już, po co to robiłaś? Co jej chciałaś zarzucić? Że zmyśla?

                                To jest chore, co robisz. Chore jest łażenie za rodzicami dzieci dyslektycznych, chore jest kwestionowanie ich doświadczeń. Chore jest wymyślanie na tę okoliczność, że się samu jest dyslektyczką. Chore jest udawanie, że się nic o dysleksji nie wie, jeśli się jest dyslektyczką. Z której strony nie spojrzeć- chore.
                                Twoje zachowanie jest potężnie chore.
                                Trzymaj się od ludzi, którzy mają do czynienia z problemami dysleksji z daleka. Siądź przed lustrem i zacznij kpić z siebie.
                                • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 20:35
                                  Do usłyszenia w LEPSZEJ formie:)
                          • ada1214 Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 18:16
                            To co obie z Vilez wyprawiacie w tym watku można określić jednym słowem ŻE
                            > NADA.

                            ja bym to nazwala ping-pong.
                          • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 18:55
                            Zwłaszcza, że przynajmniej jedna z nich tylko udaje, że to zabawa.
                  • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 18:53
                    adorra0 napisała:

                    > Tak z ciekawości.....kim jesteś i co zrobiłaś z "dawną" Paris?

                    To Paris... po spotkaniu z vilez.
                    • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 19:50
                      Którą vilez rozgryzła.
                      • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 20:07
                        Cieszę się, że chyba się zrozumiałyśmy.
                        Cieszę się Twoją radością, że masz nadal jakiś temat i moje "kłamstwo" zostało Ci do obróbki, natomiast bym się za bardzo na Twoim miejscu nie cieszyła z tej obróbki, biorąc pod uwagę przeprowadzoną analizę, jej jakość merytoryczną i kulturową.
                        Do usłyszenia w lepszej formie:)
                        • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 20:48
                          Jesteś dla mnie skreślona. Po tym kłamstwie nic już nie wskórasz. Jedno Ci trzeba oddać: raz napisałaś prawdę. Gdy pisałaś o kreowaniu tożsamości w necie - Ty to właśnie robisz. Wtedy otworzyły mi się oczy.
        • sebalda Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 15:47
          Widzisz, Paris, na co nam przyszło? Ty hejtujesz "na dysleksję, dyslektyków i ich rodziny", wpadasz w szał i furię, ja nie panuję nad swoją agresją i jestem "rozjuszoną, rozkrzyczaną babą". Zobacz, gdyby nie Vilez, nigdy byś się nie dowiedziała takich rzeczy o sobie:P I to chyba ulga dla Ciebie dowiedzieć się, że nie masz dysleksji, bo tak twierdzi Vilez:))))
          Jakie to wszystko jest paradne:)
          • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 15:50
            No widzisz, znowu to robisz.
          • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 17:44
            Ps. "Hejtujesz NA"? Albo "hejt NA " albo "hejtujesz KOGOŚ" (nie mogłam się powstrzymać :D )
            • sebalda Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 18:14
              A zauważyłas w moim poście cudzysłów? Cytowałam Ciebie, stąd "na". Nie chce mi się teraz sprawdzać, te nowe słowa dziwnie się czasami łączą, ale hejt na też brzmi kulawo.
              I tak nic nie przebije mojego nadawaria SIĘ na męża, sorry:-P
              • vilez Re: Kłamstwo Paris? 16.04.15, 20:34
                O, zaprawdę? "Hejt na" tak jak "lincz na", którego dokonuje się NA kimś. Hejtu też można dokonać na kimś. Takie masz czucie języka, jak z koziej...
                Nie mogłaś mnie cytować, bo tak nie napisałam. Nie ośmieszaj się.
                • sebalda Re: Kłamstwo Paris? 17.04.15, 10:21
                  Vilez napisała:
                  O, zaprawdę? "Hejt na" tak jak "lincz na", którego dokonuje się NA kimś. Hejtu też można dokonać na kimś. Takie masz czucie języka, jak z koziej...
                  Nie mogłaś mnie cytować, bo tak nie napisałam. Nie ośmieszaj się.

                  Ja się ośmieszam? Napisałaś dokładnie tak: " Skąd ten Twój hejt na dysleksję, dyslektyków i ich rodziny?".
                  Czyli według Twojej, jakże ciekawej teorii, że hejt jak lincz, powinnaś napisać: "hejt na dysleksji, dyslektykach i ich rodzinach". Czyż nie? Absurd. Potocznie faktycznie się mówi: hejt na kogoś (wypytałam wczoraj swojego "adolescenta" i jego kolegę) i hejtować kogoś, ale to wcale nie brzmi poprawnie. W ostateczności powinno się, moim zdaniem, pisać: hejt wobec kogoś, czegoś. Ale tutaj rządzą niepisane prawa internetu, które często są niepoprawne językowo i kulawe. Dlatego w pierwszym momencie się zastanowiłam, nie miałam czasu sprawdzać i wzięłam tę frazę w cudzysłów, zmieniłam jedynie rzeczownik na czasownik. Ale cudzysłów obejmował tę część zdania, którą zacytowałam z Ciebie, dokładnie, więc nie możesz napisać, że tak nie napisałaś, przecież to można sprawdzić.
                  Nadal uważam, że hejt na kogoś brzmi fatalnie.
                  • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 18.04.15, 20:14
                    Jest taki straszny stan, gdy człowiek mysli, że zniknie, że przestanie istnieć, bo jego idealny obraz, w tym obraz w oczach innych tak godzi w jego jestestwo, że "znika". Ten stan to narcystyczna wściekłość, która nawet inteligentnym ludziom zalewa mózg i nie widzą, co piszą.
                    Jesli ktoś lubi analizy na styku psychologii i lingwistyki, to łatwo zauważy taki stan w wyrażeniach typu "dla mnie nie istniejesz", "jesteś skonczony", etc. Symbolicznym wyrazem chęci zniszczenia kogoś (to jest równoczesny stan dziecięcej regresji) sa zabiegi formalne - na gruncie językowym np. pisanie małą literą czyichś imion, ników, ect. Znikasz, jesteś nikim, nie zagrażasz mi. To jest naprawdę przykre dla takiej osoby, ale musi walczyć, by wierzyć, że ona sama nie znika.
                    Te przewijające się w tekstach "toposy" - tożsamość, kreowanie tożsamości, kłamstwo - odbicia nurtujacych kwestii - kim jestem? i projekcja na kogoś. Podstawianie się pod kogoś choćby w walce o nie wiadomo co i łączenie z kimś silniejszym z równoczesnym wyprojektowaniem "to wy myslicie stronnictwami" itp. Ten pomysl by być ponad rozmową - rozmawiam z tobą, a jednocześnie jestem PONAD (przewijajacy się wątek PONAD...) tą rozmową. To kompulsywne przekonywanie - to ja mam rację, ja tu jestem, jestem, jeeeeestem!!!!!!!!!!!! I mam rację!!!!!!!!!!!!!!!!!! Można by długo, ale najlepiej się zastanowić, do czego to prowadzi i jak wróży...
                    • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 18.04.15, 20:23
                      Sebaldo, możemy się umówić, że to oczywiscie o Tobie, żebyś Ty mogła iść na Grę o tron, a ja zjeść kolację i nie tłumaczyć przez następny kwartał??? Pliniu:))))
                      • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 18.04.15, 20:52
                        pracownia4.wordpress.com/2009/11/28/strukturalna-teoria-narcyzmu-i-psychopatii/
                        Tu pięknie opisananarcystyczna wściekłość:) To jest MOC!
                    • sebalda Re: Kłamstwo Paris? 18.04.15, 22:36
                      W końcu nie obejrzałam Gry o tron, tylko skrzyżowanie Miasteczka Twin Peaks i Przystanku Alaska, czyli 3 ostatnie odcinki serialu Fortitude. To jest dopiero moc! Aż mózg paruje:-D To jest dopiero coś dziwnego, choć z dziwnych rzeczy wciąż nie daje mi spokoju pytanie... albo nie, idę z psem na spacer, życzę dobrej nocy:-)
                    • marsylvik Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 16:59
                      paris-texas-warsaw napisała:

                      > Symbolicznym wyrazem chęci zniszczenia kogoś (to jest równoczesny stan dziecięc
                      > ej regresji) sa zabiegi formalne - na gruncie językowym np. pisanie małą literą
                      > czyichś imion, ników, ect. Znikasz, jesteś nikim, nie zagrażasz mi.

                      A to ciekawe.
                      Nie neguję, chciałabym tylko coś dodać.

                      Ja staram się pisać niki tak, jak są zapisane przez właściciela, robię tak od czasu sporej jatki gdzieś tam w internecie, gdzie się pewna osoba bardzo oburzała na zmiany samowolnie wprowadzane przez innych w pisowni jej nicku twierdząc, że to objaw braku szacunku, a nicki nie są imionami i ich pisownia nie podlegająca regułom języka podczas tworzenia nie może im podlegać w trakcie używania. Ja jej, przynajmniej częściowo, przyznałam rację, więc z mojej strony pisanie ników w oryginalnej pisowni jest raczej przeciwieństwem tego, o czym piszesz :P
                      • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 18:42
                        Oczywiście, na ogólnym gruncie zasad zgadzam się całkowicie.

                        A teraz niech internet wybierze nam losowo jakiś tekst ilustrujacy analizę narcystycznej wściekłości.... 1 2 3...

                        "Dyslektycy dostali rykoszetem powiadasz ... Oj, słabo czytasz. Rykoszetem to dostawali od niej w ostatniej fazie- tu zgoda. Ale to, co przywiodło Paris do zasadniczego walenia w nich, to nie była osoba Vilez, z czym się sypnęła Paris, atakując po trzech miesiącach Verdanę. Nie- Vilez. I wcale nie z Vilez był zasadniczy spór, który prowadziły paris i zuzi. Teraz pomyśl, o co szło, a dostaniesz klucz do wielu spraw na tym forum...

                        Mam bardzo nieciekawy obraz ciebie, marsylvik. A czytam wnikliwie."

                        Jeśli w jednym tekście, do tego "podsumowującym" cały wątek, nagle pisze się jedne niki małą a inne wielką literą to oczywiscie może to być przypadek (może jeszcze bez Zuzi nie byłam taka "zła" i mogłam być chwilę pisana wielką literą??? - ale tych tekstów jest chyba więcej...). Raczej nie jest to jednak przypadek, gdy tekst pisze polonista i ktoś zawodowo zajmujący się pisaniem. Taka osoba zna na tyle reguły, jak i jest wytrenowana w pisaniu na tyle, że norma ujednolicania zasad w jednym tekście jest zazwyczaj znana w "nocy o północy". To typowy zabieg formalny, który mnie lekko wciął, bo poczułam siłę dziecięcej regresji;)
                        To trochę tak, że trudno doszukiwac się afrontu i specjalnych zamiarów na imprezie u Wujka Heńka jak musiał pożyczać krzesła od sąsiadów, ale jak ma się kiepskie miejsce na przyjęciu u Baracka Obamy to można się już zastanawiac nad przyczynami;) To trochę też jak po przegranym meczu latają kibole i każą mówić przechodniom, która drużyna to "Króle":) Albo jak kiedyś znajomy mi opowiadał, że dawno temu jak był w wojsku i była fala, a on był "kotem", to "dziadki" (chyba tak ich nazywano...) kazali "kotom" mówić, co jest stolicą Polski. I "koty" musiały pamiętać, że np. osada Burakowo pod wsią Ziemniakowo "dziadka" X jest tą stolicą Polski:) Nie można było tego zapomnieć, a "stolic" było wiele:))))
                        Noooo, regresja dziecięca:))))))
                        • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 18:43
                          Można to oczywiscie trochę też z przymrużeniem oka traktowac, ale kto wie:)
                          • paris-texas-warsaw Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 18:56
                            "Pomogę Ci jednak, skoroś TERAZ tak zainteresowana tym, co się działo, detektywie z bożej łaski ... Vilez zdobyła sporo materiału w rozmowie z paris. Językowego. Od czasu, kiedy paris usiłowała "połączyć klipo z Vilez, i kiedy się sypnęła, że lubi gierki kreacyjno-tożsamościowe na forum i w necie. (Wtedy TEŻ nie zareagowałaś). I wystarczyło trochę cierpliwości - w kwestii pociągnięcia jej za język. Analiza była już prosta, wnioski takoż. I coraz bardziej jasne jest dla mnie, kto stworzył klipo, i po co. Tak, że jak widzisz, rzecz jest rozwojowa..."

                            Bo Klipo to też ja:)))
                            Przez 600 postów miałam zaszczyt być "Paris", ale dobre serduszko się skończyło i jestem "paris" (znaczy, jestem już skończona...).
                            • pani.mysz Re: Kłamstwo Paris? 21.04.15, 19:27
                              Pikanterii cytatom dodaje fakt pisania dużą literą o sobie samej.
                              • saphire-2 pade 14.02.16, 18:11
                                jak syn? non stop w internecie? Pilnujesz 18 latka?
Pełna wersja