Dodaj do ulubionych

Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzieci?

31.12.14, 15:35
Do przemyśleń natchnął mnie artykuł:
dziecisawazne.pl/czy-warto-dawac-dziecku-obowiazki-domowe/
Oczywiście jest różnica między małymi dziećmi, które uczą się przez zabawę, a starszymi, nastolatkami, których wkład w rodzinę powinien być większy i systematyczny. Powinien czy nie?
Co o tym myślicie?
--
„Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
nasze spojrzenie na nie.”
(Epiktet)
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 16:50
      Myślę, ze to wyjątkowo mądry artykuł.
      Największy problem z obowiązkami domowymi to ten, zę dzieci mają wykonywać polecenia dorosłych - w określony sposób, o określonej porze i bez żadnego wkładu własnego. To jest czysta udręka, dzieci nie widzą w tym żadnego wkładu w życie rodziny, a jedynie konieczność wypełniania poleceń. Inaczej sprawa wygląda, gdy dziecko może decydować, kiedy umyje podłogę (a niekoniecznie "już", albo w czwartek o 18, kiedy jest wysłane na zakupy z poleceniem "Kup jarzynkę do obiadu", a inne "kup pół kilo marchewki".
      I warto czasem dziecko wyręczyć, bo przecież oczekujemy,że dziecko czasem wyręczy nas, prawda?

      • sebalda Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 18:14
        Świetny tekst. U nas jest i było podobnie, nigdy nie umialam być konsekwentna, konsekwentnie wymagać. Uważam, że elastyczność sprawdza się dużo lepiej. Jak ja lubię takie artykuły:)
        To, że dzieci mało robią w domu, nie oznacza, że w przyszłości wyrosną na leni. Sama miałam niepracującą mamę i w domu nie robiłam praktycznie nic, w dorosłym życiu musiałam to nadrobić, nie było innego wyjścia. Synowi od czasu do czasu pokazuję na przykładach, jak wkurzające dla kobiety jest sprzątanie po innych (nie sprzątanie w ogóle, ale takie właśnie sprzątanie rzeczy, które inni dorośli doskonale i bez wysiłku mogą robić sami). Niby puszcza mimo uszu, ale mam nadzieję, że kiedyś w jego związku te rzeczy się w nim odezwą i jak mu żona zwróci uwagę, to się nie obrazi, tylko to zrobi, bo sobie przypomni moje słowa. Albo od początku będzie stosował się do moich wcześniejszych uwag, by uniknąć nieporozumień.
        Z córką jest jednak inaczej, bo ona sama się ogarnia. A niby wychowywane tak samo:) Gender pełną gębą:)))
    • asia_i_p Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 20:44
      Uważam, że w obowiązkach domowych dzieci najważniejsze jest, żeby to, co robią było naprawdę potrzebne, i żeby one to widziały. Natomiast czy zawsze to wypadnie spontanicznie i dobrowolnie, to już nie jest takie pewne i według mnie jednak drugorzędne w porównaniu do tego podstawowego warunku. Najgorsze to przydzielić dziecku coś możliwie mało odpowiedzialnego "bo dziecko musi mieć jakieś obowiązki".
      --
      Hurghada - odprawa paszportowa: -Nationality?
      -Russian
      -Occupation?
      -No, just visiting.
      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 20:58
        Fajne spostrzeżenie:)
        Odpowiedzialne zadanie, potrzebne. Ale czy wykonywane z doskoku czy systematycznie?
        Szczerze mówiąc to ja nie wiem, co o tym myśleć. Mnie wychowywano w poczuciu obowiązku, no i szybko to poczucie uwewnętrzniłam, bardzo szybko. Byłam poukładana, systematyczna, obowiązkowa i pracowita. Te cechy pomogły mi z łatwością dostać się do wybranej szkoły, skończyć trudne studia, wykazywać się w pracy, ogarnąć dom i dzieci na wysokim poziomie (to ocena innych). To takie zewnętrzne sukcesy, ale wewnętrzne korzyści też mam:)
        Moje dzieci, zwłaszcza syn mają dokładnie odwrotnie. Tzn. zerowe poczucie obowiązku (szkolnego czy domowego, bez różnicy). I mam z tym problem. Nie podoba mi się to, a nie wiem co zrobić.

        --
        „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
        nasze spojrzenie na nie.”
        (Epiktet)
        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 22:35
          A ja byłam wychowana odwrotnie i mam poczucie życiowego szczęścia :-) I myślę, że (mój) klucz leży właśnie tam. Acz masz rację, że brak obowiązkowości utrudnia jakoś osiąganie zewnętrznych sukcesów. Tylko, że ja np. nigdy nie definiowałam się przez sukcesy zewnętrzne, bo zasadniczo robię to, na co mam ochotę- także jeśli chodzi o materię tzw. sukcesów. Jak nie lubie to nie robię, jak lubię to robię i jakoś się kula (nawet fajnie się kula) ;) Może jednak jedno jest powiązane z drugim, tzn. tak się nie definiuję, bo nie jestem obowiązkowa. A może nie. Nie wiem :-) Ale byłabym ciekawa jakichs badań w tym względzie.
          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 02:06
            Jeśli to do mnie, to w sumie nie wiem, rozmawiano ze mną, żadnych kar nie miałam. Chyba wzięłam przykład z mamy.
            Do obowiązków domowych to właściwie podchodziłam jak pies do jeża:) ale uczyłam się chętnie.

            --
            „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
            nasze spojrzenie na nie.”
            (Epiktet)
            • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:10
              To tak jak ja. Tylko zastanawiam się co w sferze emocjonalnej mną kierowało poza braniem przykładu z matki. To znaczy czemu była taka ważna? Dodam, że mój ojciec przez pierwsze 10 lat mojego życia sporo spędzał czasu poza domem - praca.
              Sama często rzucam hasłem "najpierw obowiązek potem przyjemność". Do pięciolatki... I czasem pięciolatka rzuca mi tym samym hasłem, choć chcę by akurat zrobiła coś innego... przyjemniejszego?
              I zaczynam refleksję na głos... "No tak, ale nie zapominajmy o przyjemnościach! Bo obowiązki zawsze się znajdą! Najlepiej na przemian, obowiązek, przyjemność, obowiązek, przyjemność..."
              Sama przykładem jestem teraz takim se. Trochę odreagowuję lata "obowiązków bez przyjemności" czyli zachwiania równowagi. Porządek w domu raczej bardzo taki se, a córeczka stała neofitką porządku. Nie cierpi bałaganu w swoim otoczeniu, a ja łagodnie, tak, tak... pomogę ci, nie dziś to jutro...
              Nie wiem jaki to wiek, gdy dziecku się odwidzi pomoc, co prawda nie ma już pretensji o nieprzygotowanie jej mopa do mopowania czy segregację prania bez jej udziału, ale na razie dalej chętnie robi drobne rzeczy, za które każdorazowo jej dziękuję. To dziękuję to chyba dobry motywator na maluchy. Bo przecież mogłabym nie dziękować, to OCZYWISTE, że się pomaga. Ale wolę dziękować.

              --
              Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:21
                Tylko, że ja w dzieciństwie miałam sporo czasu na przyjemności. A jak zauważyłam, bardzo wcześnie, że jeśli będę się uczyć na bieżąco, to zajmie mi to o wiele mniej czasu, niż z doskoku, to szybko wykonywałam co trzeba, żeby wyjść na dwór albo poczytać. To samo z porządkiem - odkładałam wszystko na miejsce, w sobotę jedynie wycierałam kurze i myłam podłogę. Jaka oszczędność czasu!
                Dalej tak lubię, wolę sobie ułatwiać życie, niż utrudniać. Wolę np. codziennie ogarniać mieszkanie niż odgruzowywać je parę godzin co miesiąc. Pewnie, że mi się czasem nie chce, albo nie mam siły. Wtedy odkładam na następny dzień. Ale robię to, albo proszę, żeby ktoś to za mnie wykonał, a innym razem zrobię coś za kogoś. Wydaje mi się, że podchodzę w miarę elastycznie. Czyli nie "róbta co chceta" i nie "porządek ponad wszystko".

                --
                „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                nasze spojrzenie na nie.”
                (Epiktet)
                • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:33
                  A u nas, jesli chodzi o sprzatanie sprawdza sie system raz w tyg. Czasem jest to pt, sb lub ndz. Ja mam nawyk odkladania rzeczy na miejsce, reszta domownikow niekoniecznie. Ale jak nie odkladaja na miejsce to potem maja wiecej roboty i czasem musza szukac. Przyznam, ze mnie takie podejscie chwilami bawi. Kilka razy tlumaczylam, ze wygodniej jest inaczej, ale wola po swojemu :)
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:41
                  Wiele najnowszych badań pokazuje korelacjœ między zabawą a uczeniem sie i uczeniem się a emocjami wynikajacymi z osobistego wewnętrzbnego zaangażowania dziecka w problem czy materię, a to ejst zwiazane z wyborem (także czasu zajmowania się problemem). Nauka wykonywana "na czas", by "odrobić i mieć z głowy" jest znacznie mniej efektywna, niż ta w modelu zabawowym i z wyboru. (szukaj pod: neurodydaktyka, sporo fajnych publikacja ma [url=Qwiele najnowszych badań pokazuje korelację między zabawą a uczeniem sie i uczeniem się a emocjami wynikajacycmi z osobistego wewnętrzbnego zaangazowania dziecka w problem czy materię, a to ejst zwiazane z wyborem (także czasu zajmowania się problemem). Nauka wykonywana "na czas", by "odrobić i mieć z głowy" jest znacznie mniej efektywna, niż ta w modelu zabawowym i z wyboru. (szukaj pod: neurodydaktyka, sporo fajnych publikacja ma dr Grazyna Żylińska z Torunia). wydaje się tez, że dizeic lepiej się uczą w chaosie własnie, bo same zmuszone sa wtefduy wiedzę sobie porządkować, a nie- przyjmować już uporządkowaną.
                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:59
                    Moja nieefektywna nauka poskutkowała ukończeniem politechniki, mimo, że skłonności mam bardziej humanistyczne. Do kujona mi daleko, kreatywności też mi nie brakuje. Byłam na tyle zdolna, że wystarczała mi wiedza zdobyta na lekcji, w domu robiłam jedynie powtórki.
                    Zrozum, są ludzie, którzy żyją inaczej niż Ty, i to naprawdę nie oznacza, że źle przyswajają wiedzę, albo nie są kreatywni.
                    Co do badań, wszystko ładnie pięknie, ale szkoła ma swoje, takie a nie inne wymagania. I niestety, albo się człowiek do tego dostosuje, albo pójdzie po gimnazjum do zawodówki. Punkty się liczą, a nie człowiek. I można sobie nad tym ubolewać do woli, ale taka jest póki co rzeczywistość.

                    --
                    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                    nasze spojrzenie na nie.”
                    (Epiktet)
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:30
                      Czemu to wszystko odnosisz do siebie? Ja mówię o pewnych modelach. Każdy ma swoje plusy i minusy. Zrozum, że konkretnme realizacje moga być rózne i róznie skutkowac w różnych modelach,
                      Koncepcje szkół też są różne.
                      Co Cię tak irytuje w tych ujęciach? One są klasyczne. I niczego Ci dyktują w sensie osobistych wyborów.
                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:34
                        Irytuję się, bo piszę o sobie, o swoich dzieciach, a Ty odpowiadasz teoriami, modelami itp.
                        Każdą teorię, którą mi przedstawisz obalę konkretnym przykładem, w końcu od każdej reguły są wyjątki. Nie chcę dyskutować naukowo, chcę życiowo. Już napisałaś, jak było u Ciebie, czy jak jest i ok.


                        --
                        „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                        nasze spojrzenie na nie.”
                        (Epiktet)
                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:37
                        Poza tym to:
                        Nauka wykonywana "na czas", by "odrobić i mieć z głowy" jest znacznie mniej efektywna, niż ta w modelu zabawowym i z wyboru.
                        Napisałaś pod moim postem, w którym opisałam jak się uczyłam. Trudno, żebym nie odnosiła tego do siebie.

                        --
                        „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                        nasze spojrzenie na nie.”
                        (Epiktet)
                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:52
                          Bo dotyczył Twojej uwagi o trybie odrabiania lekcji. To jak się miał znajdowac gdzie indziej? Z pewnościa odrabianei lekcji nie w czasie z góry poziętym, tylko np. wtedy, gdy się zahce/najdzie natchnienie/ma sie ochotę/.ma się otwarty umysł itd, jest bardziej efektywne.
                          W tej mojej uwadze nie ma niczego złego. Ja sama tak działam- że parcuję najbardziej efektywnie nie w wyzanczonych z góry godzinach, tyylko wtedy, gdy czuję, że teraz będzie najlepiej (mówię o pracy twórcze, i w sytuacji, gdy mam wybór, bo oczywiście, nie zawsze ten wybór mam). Ale dziecko ma ten wybór (kilka godzin popołudniowo-wieczornych), i raz może lepiej działać powiedzmy o 16, a raz o 20. A gdy go boli głowa to nei odrobi lekji wcale- dla mnie nie ma tragedii. O takiej elastyczności, pozostawionej do dyspozycji dziecka myślę.
                          • ola_dom Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:02
                            vilez napisała:

                            > Z pewnościa odrabianei lekcji nie w czasie z góry poziętym, tylko np. wtedy, gdy się
                            > zahce/najdzie natchnienie/ma sie ochotę/.ma się otwarty umysł itd, jest bardziej efektywne.

                            A wcale niekoniecznie.
                            Każdy jest inny. Inaczej pracuje księgowy, inaczej artysta frilanser.
                            A nawet artyści - np. pisarze - mają różne systemy pracy. Są tacy, którzy tworzą w szale tfurczym - który albo ich dopadnie, albo nie. Ale jak dopada, to tworzą czasem wielkie dzieła.
                            A są też tacy, którzy latami zasiadają co dzień o tej samej porze do tego samego biureczka, i tworzą dzieła nie mniej wielkie. W regularnych godzinach.
                            Co komu potrzebne - trudno oceniać, co jest lepsze.
                            No dobra - w pracy księgowego łatwo ocenić - musi być skrupulatny, i najlepiej systematyczny, bo inaczej nie powinien być księgowym.
                            Ale nie można powiedzieć, że "lepiej jest odrabiać lekcje, jak się poczuje natchnienie". Jednemu tak jest lepiej, a innemu wcale nie.

                            --
                            Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
                            (Jacques Tati)
                          • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:28
                            Ale dziecko ma ten wybór (kilka godzi
                            > n popołudniowo-wieczornych), i raz może lepiej działać powiedzmy o 16, a raz o
                            > 20

                            A o jakim przedziale wiekowym mowisz? Bo z wyrazenia "dziecko" mozna wywnioskowac, ze chodzi o dziecko wczesnoszkolne. Jesli tak, to godzina 20 jest co najmniej nieodpowiednia. Raz, ze po calym aktywnym dniu, szkola, zabawa, moze jakies trening o tej porze np. 8 latek jest juz solidnie zmeczony i jest to pora kladzenia sie do lozka a nie zabierania za lekcje. Jesli zas mowisz o starszych- to tez sie nie zgodze do konca. Zalezy co za lekcje, czy chodzi o napisanie wypracowania czy tylko o nauczenie sie czterech linijek wierszyka. Nie, stanowczo sie z Toba nie zgadzam, ze godzina 20 to dopuszczalna pora na zabieranie sie za lekcje.
                        • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:45
                          Pade, ale między Toną a Vilez sprzeczność jest czysto pozorna. Uczyłaś sie bowiem wg. wybranego przez siebie schematu, zgodnie z własnymi upodobaniami i to było efektywne. Bo własnie dokładnie o to chodzi, aby uczyć się czy pracować tak, jak nam jest najwygodniej. Zupełnie czym innym jest narzucanie tego schematu (albo jakiegokolwiek innego schematu) dzieciom, które są mu niechętna.
                          Ja np. nie umiem pracować "na ostatnią chwilę", pod presją czasu. Próbowałam tego nauczyć dzieci, ale okazało sie, że jedno z nich jest wydajne tylko wtedy, gdy ma deadline tuż przez sobą. Walka z tym w imię znacznie rozsądniejszej metody okazała sie fatalna. Więc sie pogodziłam, ze kazdy ma inne sposoby.
                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:07
                            Tu się z Tobą całkowicie zgodzę. Nie narzucam żadnych schematów. Pokazuję jedynie, że można tak i to skutkuje tym a tym, i można inaczej, i jeszcze inaczej. A dziecko ma wybrać, co mu najbardziej pasuje. Nie wtrącam się w metodę, ważny jest rezultat. Ja naprawdę daję wybór, czas, szanuję to, co dzieci robią, ale to nie działa.
                            Syn mi wprost powiedział, że on się uczy tylko jak ja go zmuszę. Bo inaczej mu się nie chce. A, że "zmusiłam" go jakieś dwa lata temu (do jednego sprawdzianu), no to dwa lata temu miał podręcznik w ręku. Ja nie chcę zmuszać, chcę, żeby on sam chciał, a on nie chce:)
                            I przykro mi patrzeć, jak taki świetny chłopak grabi sobie w szkole i to bardzo. Przykro stać z boku i nie móc nic zrobić. Ja wiem, poniesie konsekwencje i się nauczy, wszędzie to słyszę, tylko wiem, że tak nie będzie, znam mojego syna. Żadna dwója czy jedynka niczego go nie nauczyła. Wtedy nie miał już chęci do niczego.
                            Na niego motywująco działały czwórki, piątki, ale tych nie dostanie, skoro nie wie nawet jak wygląda podręcznik.
                            Aha, i ostatnio mi powiedział, że my (ja i mąż) mieliśmy fajnie, że nie było internetu, że nam zazdrości.

                            --
                            „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                            nasze spojrzenie na nie.”
                            (Epiktet)
                            • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:25
                              No, ale dlaczego w takim razie nie zmuszasz?
                              Ja jestem przeciwniczką zmuszania do wykonywania obowiązków w konkretny, jedynie słuszny sposób, ale nie do zmuszania w ogóle zrobienia tego, co jest konieczne. Tzn - wszystko jedno, czy nauczy sie dziś, czy jutro, ale we wtorek wieczorem Ty go przepytasz.
                              Mnie w jednym wypadku sie nie udało zmusić syna do nauki, ale jego sytuacja była specyficzna - i zmiana szkoły pomogła.
                              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:39
                                Przyznam się bez bicia: jest we mnie ogromna chęć zmuszenia, zwłaszcza, że jeśli sam się nie weźmie w garść (a na to się nie zanosi) wyleci ze szkoły. Ale jest też ogromny lęk, czy go w ten sposób nie skrzywdzę, czy nie będzie "zdalnie sterowany". Tego nie chcę. Tylko on aż się prosi o to zmuszanie.
                                A dla mnie stanie z boku i przyglądanie się jak sobie śpi albo ogląda tv, a w szkole coraz gorzej jest okropne.

                                --
                                „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                                nasze spojrzenie na nie.”
                                (Epiktet)
                                • beatrycja.30 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:47
                                  Nie dziwię się tobie że w momencie zagrożenia wyrzuceniem ze szkoły chcesz go jednak zmusić do nauki. Wszystko fajnie, można dać wolną rękę. Synu, to twoja nauka, twoje wybory. Nie robisz nic to nie zdasz do kolejnej klasy. Poniesiesz konsekwencje. Moja córka ma takiego kolegę, który olał szkołę i pomimo próśb rodziców i nauczycieli nie robił nic a był zdolny. Ma 18 lat i nie skończył nawet pierwszej klasy liceum. Uczy się w najgorszym liceum w mieście bo z tego dobrego wyleciał.
                                • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:47
                                  Nie. Jeśli syn sam mówi, ze mieliście szczęście, bo nie było Internetu, to znaczy, ze potrzeba mu kogoś, kto mu pomoże robić to, co powinien, a nie tylko siedzieć w necie. Poza tym takich "skrzywdzonych" jest połowa ludzkości, jak nie więcej i sobie radzą.
                                  W Twoim wypadku wydaje sie, że zakazy oglądania i siedzenia w necie bez limitów byłyby z korzyścią dla dziecka, które sobie nie radzi. Troche tak, jak rodzice muszą pilnować przestrzegania diety dziecka.
                                • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 12:02
                                  pade napisała:

                                  > Przyznam się bez bicia: jest we mnie ogromna chęć zmuszenia, zwłaszcza, że jeśl
                                  > i sam się nie weźmie w garść (a na to się nie zanosi) wyleci ze szkoły. Ale jes
                                  > t też ogromny lęk, czy go w ten sposób nie skrzywdzę,


                                  Ja mysle, ze przeciwnie, kiedys moze miec pretensje, ze go nie zmusilas. Nie masz zalu do swoich rodzicow o zaniedbania, jesli takie byly? Ja mam , przeogromny, bo zmarnowala sie czesc mojego potencjalu i jest nie do odrobienia. A jak sie juz samemu dojdzie do pewnych rzeczy, ze bylo sie mlodym i glupim, to juz zwykle jest za pozno na naprawianie bledow mlodosci, bo swoja rodzina, bo praca, bo dzieci.
                                  Niezly gagatek z Twojego syna. Przyznam bez ogrodek, ze ja bym sie nie patyczkowala, gdyby z lenistwa moj syn mial zawalic szkole. Odciecie od netu byloby w pierwszej kolejnosci, ale mysle ze zaczela bym reagowac znacznie wczesniej, niz dopiero wtedy, gdy grozi wylot ze szkoly.
                                  • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:01
                                    O to to, i tu sie zgadzam z Ada i Verdana. Kiedys moze miec chlopak zal, ze go skutecznie nie zmotywowalas, gdy byl na etapie glupawki w glowie. Generalnie gdy po dwoch kolejnych sprawdzianach z czegos ma dwoje i jedynki, wowczas powinien podlegac trybowi specjalnemu typu ograniczenie czasu wolnego w necie na rzecz nauki samodzielnej czy korkow gdy sam sobie nie radzi. Pozwalanie na to, zeby ryzykowal nie zdaniem do kolejnej klady czy wywaleniem ze szkoly jest niemadrym postepowaniem. Predzej Pade skrzywdzisz syna takim poblazaniem mu niz nauczeniem go zdrowych wymagan. Bez tego, przy jego typie charakteru, chlopak moze nigdy nie znalezc motywacji do tego, zeby mu sie chcialo,.
                                  • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:46
                                    Pretensje do rodziców, bo do czegoś nastolatka nie zmusili? No, mnie nie zmusili do nauczenia się angielskiego. Pretensje mam li i jedynie do siebie.
                                    Bardzo dobra psycholog, do której chodziłam z synem powiedziała, zę najłatwiejszym wytłumaczeniem tego,że dziecko sie nie uczy, jest lenistwo. I że jest lenistwem rodziców poprzestawać na tym wyjaśnieniu - zazwyczaj ma bowiem ono jakąś przyczynę. I miała 100% racji.
                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 18:22
                                    > Ja mam , przeogromny, bo zmarnowala sie czesc mojego potencjalu i jest nie > do odrobienia.

                                    Żartujesz?jesli nie miałas jakichś powaznych dysfunkcji, to to była Twoja broszka, by się wziąc do roboty, i pretensje możesz mieć tylko do siebie.A
                                    Ale już rozumeim, skąd u Ciebei trend zewnątrzsterowny.

                                    > A jak sie juz samemu dojdzie do pewnych rzeczy, ze bylo sie mlodym i glupim, > to juz zwykle jest za pozno na naprawianie bledow mlodosci, bo swoja rodzina, > bo praca, bo dzieci.

                                    To są wymówki. Ty i tylko Ty byłaś i jesteś odpowiedzialna za swój rozwój. Przynajmniej od szkoły średniej- Twój potencjał miał pełne szanse się ujawnić.

                                    > Żaden gagatek. Ma określone problemy, czego nie doczytałaś chyba.
                                    • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 21:34
                                      vilez napisała:

                                      > > Ja mam , przeogromny, bo zmarnowala sie czesc mojego potencjalu i jest ni
                                      > e > do odrobienia.
                                      >
                                      > Żartujesz?jesli nie miałas jakichś powaznych dysfunkcji, to to była Twoja brosz
                                      > ka, by się wziąc do roboty, i pretensje możesz mieć tylko do siebie

                                      "Wzielam sie do roboty" od najmlodszych lat podstawowki, bo zawsze bylam pracowita i pilna. Nie w tym rzecz. Nie pisalam o szkole i nauce, bo wyniki zawsze mialam bardzo dobre, bez wiekszego wysilku. Mialam na mysli kwestie, ktore lezaly w gestii rodzicow, bo np. byly zwiazane z nakladami finansowymi albo wladza rodzicielska. Mialam np. zamilowanie do jezykow i ogromna lekkosc w przyswajaniu jezykow obcych- mysle ze gdybym otrzymala odpowiednie wsparcie (finansowe w postaci kursow) to dzis wladalabym nie trzema, a moze szescioma? siedmioma? i mialabym wieksza swobode w wyborze kraju zamieszkania. Albo inna rzecz: gdy bylam w 2 klasie zasugerowano moim rodzicom, iz powinnam zostac przeniesiona o rok wyzej, moja matka sie nie zgodzila i tym sposobem siedzialam na lekcjach i zbijalam z nudow baki, a przeciez mozna bylo ten rok zyskac. Nie chce mi sie pisac dalej, ale chcialam powiedziec, jakoby Twoja teza, ze nastolatek moze sie ogarnac od a do z (jak w moim przykladzie rowniez finansowo) i w zwiazku z tym pomyslnie planowac swoja przyszlosc jest zwyczajnie niedorzeczna.
      • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 00:58
        W którymś z wątków była uwaga o tym, by było to coś co jednak dziecko "lubi". Zawsze wolałam zmywać naczynia od wycierania (widać efekt pracy, a mokre i tak kiedyś wyschnie), za to brzydziłam się śmieci (czasy przedworkowe). Co nie znaczy, że zawsze mogłam przeforsować swoje racje.

        --
        Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 31.12.14, 22:07
      Bardzo dobry artykuł :-)
      Formalizacja i restrykcje wynikające z regulaminowego podejścia do owych formalizacji to prosta droga nie tylko do zabicia chęci do różnych prac domowych, ale także do zabicia rodziny jako wspólnoty. I uderzenie w podmiotowość dziecka.
      Moi rodzice byli lata świetlne od takich formalizaji i ja również jako rodzic jestem. I od zawsze jestem pewna, że robimy dobrze.
    • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 00:27
      Tak, uważam, że starsze dzieci powinny mieć stałe obowiązki. Jest to jedna z niewielu rzeczy za które jestem rodzicom wdzięczna- jak dorosłam było mi łatwiej niż np. mojemu eks, który jako nastolatek miał się tylko uczyć i wszystko za niego robiła mama. Jednocześnie mając pretensje, że sam z siebie nie wie, że ma w czymś pomóc(np. przynieść ciężkie zakupy). Ktoś tu na forum pisał, że rodzice go co chwilę odrywali od każdej czynności i ciągle musiał pomagać- to też jest dla mnie przegięcie.
    • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 12:44
      Artykulu nie czytalam.
      Oczywiscie ze dzieci powinny brac udzial w pracach domowych. Jak sa mniejsze- w celach dydaktycznych, a w miare wzrastania rowniez w celach praktycznych.
      I nie tylko te prace ktore sa przyjemne i ktore dziecko lubi. W zyciu doroslym kazdy z nas musi wykonywac mnostwo rzeczy ktorych sie jednak nie lubi, ale trzeba, niech sie dziecko uczy, jak to wyglada.
      Co do momentu wykonywania czynnosci- nie przerywam dziecku fascynujacego filmu, ale z drugiej strony nie ma tak, zeby calkiem dowolnie ustanawial sobie moment wykonania zadania. Ponownie: w normalnym zyciu jest wiele czynnosci, ktore musza byc wykonane w okreslonym, scisle wyznaczonym momencie, a nie jak sie zachce. Niech sie wiec potomek uczy.
      Nie znosze nieprzystosowanych do zycia mlodych ludzi, ktorzy maja dwie lewe rece.

      Z drugiej strony rodzaj pracy powinien byc dostosowany do wieku dziecka. Niby oczywiste, ale w praktyce latwo o rozjazd albo w gore albo w dol.
      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 14:00
        Mam podobne zdanie do Twojego.
        Kiedyś trzeba będzie robić coś, wtedy, kiedy ktoś sobie zażyczy, trzeba będzie się zmusić i wykonać. (w pracy np.) I to może być trudne po latach nie mobilizowania się do niczego.

        --
        „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
        nasze spojrzenie na nie.”
        (Epiktet)
        • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 14:20
          Kiedyś trzeba będzie robić coś, wtedy, kiedy ktoś sobie zażyczy, trzeba będzie
          > się zmusić i wykonać.

          Nie tylko gdy "ktos" sobie zazyczy. Codziennosc naklada na kazdego z nas przymus wykonywania czynnosci pod zegarek. Obiad musi byc ugotowany i podany na czas. Jak by to bylo, gdyby dziecko przez caly dzien siedzialo glodne, bo ja bym czekala, az mnie najdzie chcec na "wyjscie po jarzynke", jak to zaproponowala Verdana? A skoro ja moge/musze wyjsc po jarzynke teraz, natychmiast, to moze to rowniez dziecko.
          • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 15:07
            No tak - i nie wyobrażasz sobie życia innego niż "pod zegarek". Takiego, w którym nie zawsze trzeba sie zmuszać do wykonywania nielubianych czynności.
            Obiad nie musi być podany na czas codziennie. Nic się nie stanie, jak raz obiadu nie będzie o 15 tylko o 17 , raz kupimy gotowca, a raz będą kanapki. A jeśli gotowania nienawidzimy jak zarazy, to mąż będzie gotował, a ja sprzątała (czy odwrotnie). Jesli w domu nie ma niemowlęcia, chorego, czy niepełnosprawnego, to nie wszystko trzeba robić zaraz i natychmiast.
            I nie, raczej nie musiałam nigdy wychodzić po jarzynkę "teraz, zaraz". Bo dorosła osoba może sobie zaplanować wcześniej, co będzie robiła. A dziecko nie. Dziecko ma wszystko robić zgodnie z planem dorosłego - trudno sie dziwić, że tego nie lubi.
            • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 15:44
              Sluchaj, dla mnie to jest proste jak drut: gotuje obiad, zauwazylam ze braklo jakiegos skladnika bo sie skonczyl, a nie zauwazyla, ktos musi wyjsc i kupic. Ja, dorosla moge/ musze. Ale skoro ja moge (choc mi sie nie chce) to moze roniez dziecko.
              Jestem za tym zeby dziecko traktowac -w kazdej sytuacji w jakiej to jest mozliwe- jak doroslego. To wspaniale szlifuje u dziecka poczucie odpowiedzialnosci i bycia potrzebnym. Jesli jest potrzeba ze trzeba wyjsc i kupic, to mowie wprost dziecku, ze potrzebuje jego pomocy. Tak jak zwrocilabym sie do meza, gdyby moze akurt byl w domu.

              Obiad nie musi być podany na czas codziennie. Nic się nie stanie, jak raz obiad
              > u nie będzie o 15 tylko o 17 , raz kupimy gotowca, a raz będą kanapki

              To sa Twoje zwyczaje zywieniowe, ale przyjmij do wiadomosci, ze nie kazdy musi je podzielac. W moim domu dziecko dostaje codziennie wartosciowy obiad, o tej samej godzinie. Zdaje sobie bowiem sprawe z tego, jakie to wazne, by mlody organizm byl dobrze odzywiony.

              Z wieloma innymi czynnosciami jest podobnie. Nie wszystko robie odmierzone co do minuty, ale odkladanie obowiazkow "na pozniej" bo dziecko ma ochote najpierw grac, potem ogladac TV, potem bawic sie z kolega, potem jeszcze cos, konczy sie zawsze tak samo: jest nie zrobione. Nie mowiac juz o tym, ze jest niepedagogiczne. W zyciu doroslym wiekszosc codziennych obowiazkow to takie deadlajny.
              • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 16:25
                Ależ nie. Ty decydujesz, czy wychodzisz kupić - teraz, zaraz, czy obejdziesz się bez tego produktu do obiadu, który robisz. Jeśli nie chce Ci sie wyjątkowo, albo masz coś pilnego do zrobienia poza obiadem, to nie idziesz. Dziecko, które musi wyjść teraz, zaraz po produkt do obiadu nie decyduje o niczym. Nie znaczy to,że nie można go oczywiście wysłać, można i czasem trzeba. Ale własnie wtedy nie jest ono traktowane jak dorosły, tylko jak dziecko. które musi wykonać polecenie, o niczym nie decydując.
                Przykłady żywieniowe to był tylko przykład. Że jednak są inne sposoby życia, niż idealnie zaplanowane, z zegarkiem w reku, gdzie sedno życia polega na tym, aby zawsze robić wszystko co trzeba, czy ma się ochotę czy nie.
                Wartościowy obiad w atmosferze, w której sie musi i wykonanie obiadu jest obowiązkiem, od którego nie ma odwołania, a dziecko ma się podporządkować, może byc mniej wartościowy niż sporadyczni zjedzona kanapka z serem.
                W życiu dorosłym wybieramy sposób życia, dziecko wykonuje rozkazy. I nie zawsze wyrasta na osobę obowiązkową, często na zbuntowaną.
                • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 16:58
                  >dziecko wykonuje rozkazy

                  W moim domu dziecko nie wykonuje rozkazow tylko polecenia i prosby. Jak to sobie inaczej wyobrazasz? Do swojego wylacznego zagospodarowania dziecko ma swoja przestrzen taka jak wybor zabawy, ubran, zabawek i wielu innych. W relacji rodzic- dziecko , dziecko zawsze bedzie jednostka podporzadkowana i tak ma byc, jesli ma byc porzadek i struktura. Staram sie traktowac dziecko jak doroslego w sensie odnoszenia sie do niego, szacunku, argumentowania (czyli mowie np. bardzo prosze synu, zebys kupil mleko- dokladnie tak jak zwrocilabym sie do meza; nie mowie natomiast "idz natychmiast kup to mleko, no juz, raz dwa, raz dwa"), ale nie dopuszczam takiej mozliwsoci, by dziecko - bedac mi podlegle- moglo samo zdecydowac czy mu sie zechce czy moze mu sie nie zechce wykonac polecenia. Taka dowolnosc to jest strzelanie sobie w stope: widze zbieznosc z nieslawnym wychowaniem bezstresowym.

                  Moj syn ma 10 lat i ostatnio wlasnie mialam z nim dyskusje na temat obowiazkow i koniecznosci ich wykonywania. Oczywiscie, jak to dziecko, argumentowal ze nie lubi robic czegos jak mu sie nie chce (no wypisz wymaluj Twoja argumentacja) i ze nie lubi jak go zmuszam. Zapytalam go wiec, co by powiedzial na to, ze przestane mu gotowac jedzenie i bedzie chodzil glodny, jak rowniez przestane mu prac i bedzie chodzic w brudach, bo szczerze mowiac nie chce mi sie wykonywac tych czynnosci i wolalabym sobie poogladac tv, tak jak on? I co Ty synu na to, moze tak byc? Okazalo sie ze nie moze, syn powiedzial ze jakby przez caly dzien nie dostal jedzenia, bo ja bym ogladala TV to by rozwalil telewizor. No widzisz synu, w zyciu tak jest ze trzeba sie wysilac nawet jak sie bardzo nie chce. Do niego dotarlo. 10 lat ma.
                  • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:30
                    > Okazalo sie ze nie moze, syn powiedzial ze jakby przez caly dzien nie dostal jedzenia, bo ja bym ogladala TV to by rozwalil telewizor.

                    Rośnie chłop na schwał. A nie wpadł na to, że można samemu sobie coś wziąć i zrobić?
                    Bo podział obowiązków wg czyjegoś widzimisię to jedno a kierowanie się potrzebami to drugie. Przedszkolak obiadu nie zrobi, ale coś do picia sobie może przynieść z kuchni, a jak zapomnę o keczupie na serze to też nie widzę przeszkód do samoobsługi.

                    --
                    Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
                    • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:38
                      Danaide, ale Ty masz pięciolatkę i jak sama piszesz "odreagowujesz". Ja już odreagowałam, moje wahadło było wychylone przez długi czas, moje dzieci nie żyły pod moje dyktando i wg rozkazów, niczego im nie przerywałam, itd. itp. Teraz widzę, że to wcale nie było dobre, ta "wolność", bo motywacji wewnętrznej jak nie było tak nie ma. A ja wcale nie mam ochoty robić wszystko sama.
                      Owszem proszę o pomoc i bywa różnie, odmawiają lub nie. Ale np. codziennie trzeba prosić syna, żeby wyszedł z psem, codziennie jest ta sama śpiewka, to męczy.

                      --
                      „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                      nasze spojrzenie na nie.”
                      (Epiktet)
                      • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:55
                        I od niedawna zastanawiam się ile można odreagowywać? :D

                        Co do psa - no, tu jest pies pogrzebany, nomen omen. Czyli jak urządzić życie rodzinne, by ilość obowiązków systematycznie nie przybywała. Mam kota, zajmuję się nim sama, choć mała chętnie czasem poda mu miseczkę, ale wiadomo, kot nie pies, sam wyjdzie, sam wróci. Natomiast wszelkie zapędy na inne zwierzaki storpeduję, bo nie chcę mieć dodatkowej roboty.

                        W moim domu rodzinnym była kwestia ryb. Ojciec chciał mieć ryby, siostra miała być wdrożona do zajmowania się nimi, ojciec nie, bo on jest od podziwiania jak mu się wszystko rozmnaża, siostra olała temat, ze 300 martwych rybek spłynęło toaletą i w końcu matka postawiła weto, bo, jak stwierdziła, nie chce domu, w którym ciągle ktoś umiera.

                        Ale skoro mam pięciolatkę i cokolwiek za dużo - to już moja ocena;) - odreagowuję, to może daj znać, gdzie jest ten dołek w który można wpaść.

                        --
                        Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
                      • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 18:19
                        Ja już odr
                        > eagowałam, moje wahadło było wychylone przez długi czas, moje dzieci nie żyły p
                        > od moje dyktando i wg rozkazów, niczego im nie przerywałam, itd. itp. Teraz wid
                        > zę, że to wcale nie było dobre, ta "wolność", bo motywacji wewnętrznej jak nie
                        > było tak nie ma. A ja wcale nie mam ochoty robić wszystko sama.

                        O właśnie, jakoś tak nie bardzo chce mi się wierzyć, że dzieci tak same z siebie będą robić to co ma być zrobione a nie sądzę, żeby to było dobre i dla nich i dla mnie jak ja będę robić wszystko a one nic. To trochę tak jakby się pokazywało, że matka jest kimś drugiej kategorii, nie potrzebuje odpoczynku i czasu dla siebie. I myślę, że lepiej się sprawdza jak każda osoba z rodziny ma jakąś swoją działkę za którą jest odpowiedzialna niż jak wszyscy robią wszystko. I nie jestem jakimś sierżantem, od czasu do czasu każde z nas robi sobie dzień kiedy robimy tylko niezbędne minimum, jak syn ma dużo nauki to ja wyjdę częściej z psem, jak ja dłużej pracuję, to on więcej posprząta.
                      • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 18:20
                        bo motywacji wewnętrznej jak nie
                        > było tak nie ma. A ja wcale nie mam ochoty robić wszystko sama

                        Uwalnianie dzieci od odpowiedzialnosci za wklad w dobrostan rodziny to hodowanie pasozyta i leworekiego. W rodzinie mojego meza jeden chlopiec, ktory jako dziesieciolatek nawet wody po sobie nie spuszczal w toalecie.

                        Z innej beczki: pamietam z lat mlodosci, na jednej z rozow o prace, prawcodawca mial niewiel pytan, jedno z nich zas brzmialo: czy pani juz gdzies pracowala, czy prosto po szkole? Pracowalam, mowie. A, swietnie, nie chce ludzi prosto po szkole, oni nie znaja pojecia obowiazkowosci a ja nie mam zamiaru robic za trenera.
                        Otoz to. Mlode, rozpuszczone, nie znajace dyscypliny, nie rozumiejace koniecznosci aangazowania i wysilku, nie umiejace wspolpracowac w grupie, widzace czubek wlasnego nosa i zainteresowane swoim ego.

                    • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 18:07
                      Rośnie chłop na schwał. A nie wpadł na to, że można samemu sobie coś wziąć i zr
                      > obić

                      Nie moze. Nie pozwalam 10 latkowi gotowac obiadow. Co z tego, ze sobie zrobi picie czy kanapke? Ja mowie o obowiazkach i gotoaniu obiadow w dluzszej perspektywie, a nie o jednym dniu. Sugerujesz, ze wlasciwym wariantem jest zebym ja dupe przed telewizorem trzymala, a dziecko zywilo sie kanapkami z serem? To nie pogadamy, mam bardziej obowiazkowe podejscie od zycia.
              • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:18
                Nigdy nie zaczynam gotować nie sprawdzając czy nie mam składników. A często brakuje mi tego jednego. Wtedy gotuję/szykuję coś innego, prostszego... Wysyłanie dziecka, bo ja coś źle zaplanowałam to przerzucanie odpowiedzialności.
                Natomiast co do godziny się zgadzam, jak się omsknę to nasze brzuchy podnoszą bunt.
                Nie widzę natomiast powodu by przerywać coś dziecku. Jeśli mam w planie porządkowanie jej kącika/półpokoju to wtedy w ogóle nie zaczynamy niczego fajnego, tylko zabieramy się za robotę (np. po przyjściu z przedszkola). I tyle.

                --
                Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
            • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 18:59
              Tylko czy same skrajności czyli "pod zegarek" albo "robię kiedy chcę" są słuszne?
              Obie są moim zdaniem szkodliwe. Pewne rzeczy trzeba zrobić na odp. godzinę, inne mogą poczekać, gdy jest potrzeba.

              --
              „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
              nasze spojrzenie na nie.”
              (Epiktet)
              • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:19
                pade napisała:

                > Tylko czy same skrajności czyli "pod zegarek" albo "robię kiedy chcę" są słuszn
                > e?
                > Obie są moim zdaniem szkodliwe. Pewne rzeczy trzeba zrobić na odp. godzinę, inn
                > e mogą poczekać, gdy jest potrzeba.
                >


                No oczywiscie, dokladnie tak jak w doroslym zyciu. Ale poniewaz dzieci maja wrodzona tendencje do odkladania na pozniej (to wieczne zaraz) wiec trzeba pilnowac zeby to zaraz nie zamienilo sie w nigdy.

                Tutaj w tym watku padaja takie terminy jak "rozkaz" "Wydawac rozkazy". Ja takiej terminologii ani takich postaw nie znosze, bo mi sie koajarzy z upokarzajacymi praktykami stosowanymi w wojsku. Wspolpraca w rodzinie nie polega tymczasem na upokarzajacych rozkazach tylko na wdrozeniu dziecka w ramy spoleczne, gdzie w miare dorastania musi brac na siebie coraz wiecej odpowiedzialnosci i w coraz wiekszym stopniu partycypowac w dzialaniach teamu, jakim jest rodzina (czy miejsce pracy, spoelczenstwo, wlasna rodzina) To sie samo nie zrobi, trzeba kierowac, nadawac kurs, pouczac i wydawac polecenia. Dziecko, gdyby moglo samo decydowac we wszystkim, zywiloby sie slodyczami, chodzilo spac o piatej nad ranem i spalo do 15, nie chodzilo by do szkoly a czas spedzalo by tylko przy kompie. No przeciez rozumiemy, ze nie mozna w zadnym wypadu pozostawic dziecka samopas. To rodzic decyduje, o ktorej dziecko kladzie sie spac, jak czesto moze jesc slodycze i ile czasu moze siedziec przy kompie. Dokladnie tak samo jest z obowiazkami, czy w ogole z czymkolwiek.
              • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:44
                Patrząc na przedszkolaki zdaję sobie sprawę, jak bardzo system, w którym żyjemy jest obcy naturze. Mamy pracę na czas, wizytę u lekarza na czas, sklep się w określonym czasie zamknie. Dawaj przedszkolaka, który zrozumie skąd u nas ten pośpiech. Obiad też żeby lepiej był na czas, mówię bez przekory. I jeszcze obowiązki domowe na czas?
                Zresztą robię, kiedy chcę i gdy jest potrzeba to istota. Jak już naprawdę potrzeba to wtedy mam motywację i chcę;)

                --
                Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:18
                  Jest taki przejmującuy wiersz Danuty Wawiłow pt. "Szybko":

                  Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
                  Szybko, szybko, stygnie kawa!
                  Szybko, zęby myj i ręce!
                  Szybko, światło gaś w łazience!
                  Szybko, tata na nas czeka!
                  Szybko, tramwaj nam ucieka!
                  Szybko, szybko, bez hałasu!
                  Szybko, szybko, nie ma czasu!

                  Na nic nigdy nie ma czasu?

                  A ja chciałbym przez kałuże
                  iść godzinę albo dłużej,
                  trzy godziny lizać lody,
                  gapić się na samochody
                  i na deszcz, co leci z góry,
                  i na żaby, i na chmury,
                  cały dzień się w wannie chlapać
                  i motyle żółte łapać
                  albo z błota lepić kule
                  i nie spieszyć się w ogóle...

                  Chciałbym wszystko robić wolno,
                  ale mi nie wolno?

                      • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:42
                        Vilez, ale o czym Ty w ogole dyskutujesz i co mowisz? Moze ja mam zacmienie i nie styka mi na kontaktach, ale Pade zalozyla watek, czy nalezy angazowac dzieci, w obowiazki,a Ty przytaczasz wierszyk, z ktorego wylania sie obraz zestresowanego popychanego w lewo i w prawo dziecka. Jesli nastolatek zostanie oderwany od tej cholernej gry, w ktora wali juz 5 godzin, bo mama prosi zeby wyszedl z psem, ktory juz drapie po drzwiach, to jest to taki stres dla biednego cybernarkomana?
                        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:55
                          Wierszyk był odpowiedzia na post Danaide o spieszeniu się. Ten:

                          > Patrząc na przedszkolaki zdaję sobie sprawę, jak bardzo system, w którym żyjemy jest
                          > obcy naturze. Mamy pracę na czas, wizytę u lekarza na czas, sklep się w określonym
                          > czasie zamknie. Dawaj przedszkolaka, który zrozumie skąd u nas ten pośpiech. Obiad
                          > też żeby lepiej był na czas, mówię bez przekory. I jeszcze obowiązki domowe na czas?
                          > Zresztą robię, kiedy chcę i gdy jest potrzeba to istota. Jak już naprawdę potrzeba to wtedy > mam motywację i chcęwink".

                          Drzewko.
                          • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:57
                            Bardzo ładny wierszyk, dziękuję, mam wrażenie, że już gdzieś go słyszałam!

                            Widzisz ada, my do przedszkola też chodzimy raźnym krokiem, czasem na lekkim przyspieszeniu - choć JJ uważa, że jak rodzic się spóźnia i pogania dziecko to jego wina, bo powinien był wcześniej wstać! ;D. Ale już powrót jest takim tempem jaki jest dla nas wygodny. I można się zatrzymać przy kałuży.
                            Wyjście z psem po 5 godzinach grania... Cóż, myślę, że jest taka grupa obowiązków, mających nazwałabym to podłoże fizjologiczne, które wykonuje się "pod zegarek". Obiad czy pies na spacerze. Bo czemu brzuch i pęcherz mają być mniej ważne?
                            Natomiast "życie pod zegarek"...

                            --
                            Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:26
                    Znam go. I moje dzieci robią wszystko baaaardzo woooolno. Im jest super, mnie nie. Poza tym nastolatek nie łazi po kałużach, tylko serfuje po necie. Zaznaczyłam w poście startowym, że piszę o starszych nastolatkach.

                    --
                    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                    nasze spojrzenie na nie.”
                    (Epiktet)
                    • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:42
                      Moze te dzieci maja za duzo wolnego czasu wiec rozciagaja te obowiazki niemilosiernie w czasie. Gdyby mialy treningi sportowe czy inne zajecia typu spotkanie z kolegami na miescie, wowczas moze zalezaloby im na tym, aby sie sprawnie ogarnac z obowiazkami domowymi i wyjsc z domu. A tak nie majaodpowiedniej motywacji, a na mamy uwagi juz nie reaguja, bo za czesto je slysza. To IM SAMYM MUSI zalezec na tym, aby siesxybko ogarnac z nudnymi obowiazkami w czasie bo...wyjscie do kolegi, na lodowisko, na pilke, tance etc.
                      • mamameg Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:02
                        Gdyby mialy treningi sportowe czy inne zajecia typu spotkanie
                        > z kolegami na miescie, wowczas moze zalezaloby im na tym, aby sie sprawnie ogar
                        > nac z obowiazkami domowymi i wyjsc z domu.

                        Zuzi, błagam, jednym z najgorszych okresów mojego życia to był ten kiedy codziennie chodziłam na treningi, szkoła, potem obowiązki domowe, godzina wolnego i jazda na trening. Brrr...
                        • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:25
                          Mamameg, ale Ciebie do tych treningow zmuszano, skoro tak to odbieralas. Takie podejscie nie ma sensu. Dziecko musi samo chciec i to lubic, dopiero wowczas ma to sens. Skoro chlopak biegnie na trening bez obiadu, to chyba lubi a glownym problemem, ktory przeszkadza mu w ogarnieciu sie jest net. A skoro tak, to porozmawialabym z nim o tym, ze albo zje obiad i wyprowadzi psa a reszte czasu wykorzysta na net, albo bede zmuszona odciac net i ew. korzystanie z tel. do czasu az temat ogarnie.Wiec co woli, czy od jutra sie sprobuje ogarnac, czy mam odcinac. I w zaleznosci od rozwoju sytuacji zrobilabym to. Juz dziecko z podstawowki powinno sie z takimi sprawami ogarniac, a co dopiero gimnazjalista.
                        • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 16:59
                          Ja miałam treningi codziennie, ale jakby w ramach szkoły sportowej. I od 12 rż. angielski (lata 80te). Wychodziłam rano, wracałam wieczorem. Inna sprawa, że nauczyło mnie to, że nawet jak boli to się robi. I na takim autopilocie dojechałam do 35 rż...

                          --
                          Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
                      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:57
                        Moje dzieci nigdy nie były popędzane. Wręcz przeciwnie. Córa chodziła do żłobka i przedszkola na 9, żeby mogła się sama ubrać i żebyśmy mogły sobie spokojnie spacerkiem dojść. Gdy syn chodził do przedszkola, wstawałam o 5 rano, żeby wszystko naszykować, syn był ubierany na wpół śpiąco i zanoszony do auta. Obecnie mąż szykuje dzieciom śniadanie do szkoły, ja wychodzę zanim wstaną. Nikt ich nie popędza, spóźnienia do szkoły skutkują obniżeniem zachowania.
                        Owszem, czasem trzeba gdzieś zdążyć, typu wizyta u lekarza, pociąg etc, ale to chyba oczywiste.
                        Mój syn przed treningiem siedzi w necie, po czym zrywa się i leci na autobus (bez obiadu), pies czeka aż wrócę z zakupami z pracy i dokończę obiad.


                        --
                        „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                        nasze spojrzenie na nie.”
                        (Epiktet)
                  • ola_dom Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:26
                    vilez napisała:

                    > Jest taki przejmującuy wiersz Danuty Wawiłow pt. "Szybko":
                    >
                    > Szybko, zbudź się, szybko, wstawaj!
                    > Szybko, szybko, stygnie kawa!
                    > Szybko, zęby myj i ręce!
                    > Szybko, światło gaś w łazience!
                    > Szybko, tata na nas czeka!
                    > Szybko, tramwaj nam ucieka!
                    > Szybko, szybko, bez hałasu!
                    > Szybko, szybko, nie ma czasu!
                    >
                    > Na nic nigdy nie ma czasu?

                    Kurna, jakbym była znowu w domu u mamy....
                    Przy czym ja wcale nie jestem grzebułą - jestem prędka i niecierpliwa, przeważnie wkurza mnie, jak ktoś się grzebie i gramoli. Ale nawet teraz, jak jestem u mamy i mamy gdzieś razem wyjść (np. jechać po zakupy), to ZAWSZE jest sytuacja, że mama "na mnie czeka i się niecierpliwi", bo trzeba było wyjść 10 minut wcześniej. Dosłownie. I nie chodzi tu o jakieś spóźnianie się - no bo jedziemy po zakupy, a nie na umówioną wizytę. MUSI być prędko, szybko, w nerwach. Na początku mieszkania z moim facetem nie mogłam się nadziwić, że można wyjechać na zakupy, na miasto bez popędzania, bez nerwów. Nawet 20 minut później! Nie do wiary ;)
                    Pamiętam, że pierwszy raz przeżyłam taki szok, jak byłam u koleżanki (sporo starszej ode mnie, z dwójką dorosłych już synów) i oni sobie tam spokojnie rano wstali, spokojnie naszykowali i zjedli śniadanie - mimo, że było wiadomo, że potem gdzieś wychodzimy. Na jakąś wycieczkę, czy gdzieś tam. No jak można było się nie spieszyć??? To wiele lat temu, a ja wciąż pamiętam, że można było wyjść z domu bez pośpiechu, poganiania, nerwówki... No szok po prostu, kulturowy wręcz :D

                    --
                    Nic na świecie nie zostało sprawiedliwiej rozdzielone niż rozum: każdy uważa, że otrzymał dostateczną ilość.
                    (Jacques Tati)
        • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:51
          Ależ zostawienie dziecku wolnej ręki w decyzji kiedy ma coś zrobić (w przewidywalnym terminie oczywiście) , czy jak ma to zrobić (co kupić, zamiast karteczki z dokładnie wypisanymi zakupami) wcale nie skutkuje tym, że dziecko nie będzie się mobilizować, tylko,że będzie mobilizować sie samo, a nie poganianie.
          U mnie zadziałało. Jestem chora, syn przyleciał, czy zrobić kawę, wyprowadzi psa, pyta, co kupić, wyczyścił podłogę, którą zabrudziło jakieś zwierzę, a w nocy zajął się moim kotem, bo chciałam spać. Ma 19 lat. Dopiero w tej chwili sie zorientowałam, ile zrobił, bo uwazałam, że to norma.
    • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 16:08
      Zajrzalam do artykulu. Wydaje mi sie ze wystapil tam blad. Podano, ze Jespeer Jull okresla 14 lat jako granice do ktorej dzieci chca sie glownie bawic. Otoz J.J uwaza ze ta granica to -10- 11 lat. (Przynajmniej w "Twoim kompetentnym dziecku"). 10 lat a 14 to ogromna roznica; stad ten artykul i rozwazania w nim sa troche,eeee, nieadekwatne?
      • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 17:47
        Też się zgadzam, że ramy czasowe - a przynajmniej przyznanie przez autorkę ile lat mają te jej dzieci - pomogłoby. Natomiast jedno jest ważne - nakładanie codziennych obowiązków na dzieci wymaga od nas samych codziennej obowiązkowości, polegającej na tym, że przynajmniej na sprawdzaniu.
        Cóż może być tak ważne by zmusić mnie do takiej obowiązkowości? Chyba tylko lekcje;)

        Ale pamiętam taką historię. Statek jest na morzu i spokojnie sobie płynie. Kapitan nakazuje marynarzom porządkowanie pustych kontenerów, z miejsca na miejsce. Zapytany o to czy jest to konieczne odpowiada, że nie, ale marynarzom trzeba dawać jakieś codzienne obowiązki. Coby głupot nie robili.
        Mam nadzieję, że nie przeinaczyłam zbytnio;)

        --
        Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
        • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 19:05
          Bylam wychowywana praktycznie bez obowiazkow, mialam sie glownie uczyc. Obowiazki dzielili miedzy soba rodzice, mama miala ich wiecej, ale ojciec jak na faceta mial ich tez calkiem sporo. Nie uwazam, zeby takie podejscie wychowawcze bylo dobre. Co prawda gdy poszlam na swoje to potrafilam wszystko zrobic sama, mimo, ze mnie nie uczono, ale wynikalo to raczej z jakichs wrodzonych umiejetnosci. Gdyby tych umiejetnosci nie bylo, to byloby nieciekawie. Poniewaz naszym zadaniem jako rodzicow jest m.in. uczenie dzieci zycia, dlatego uwazam, ze uczenie ich obowiazkow domowych to element tego uczenia zycia wlasnie i nie nalezy tego tematu odpuszczac. Co prawda moje dzieci sa wychowywane tak, ze moga odmowic, pomimo ze sa mi podlegle, pod warunkiem, ze wstepnie ustalimy kiedy to zrobia w najblizszym. czasie, tak mniej wiecej. Nie zamierzam wychowac ich na poslusznych mi niewolnikow, bo potem od tego wyuczonego mentalnego niewolnictwa bedzie im b. trudno uciec, bedzie dzialal automat w ich glowach, a tego dla nich nie chce. Chce zeby byly wew. wolne, ale twardo stapajace po ziemi i wiedzace, ze zycie to mix i przyjemnosci i obowiazkow.
    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:01
      Wydaje mi się, że tu jednak występują dwie szkoły, które nie są do pogodzenia. To sa dwa przeciwstawne modele poznawczo-rozwojowo- wychowawcze. Moga się one oczywiście w konkretach zblizać do siebie, ale ich głwoene idee pozostają odmienne, wręcz- sprzczne i nie sa komplementarne.
      I dyskusja kulturowa nad tymi modelami trwa od wieków, że tak to ujmę- pradopodobnie już jaskiniowcy nad tym dna swój sposób deliberowali. Zderzaja się mianowicie model autorytarnego i zewnatrzsterownego wychowania z modelem wolnościowym i wewnątrzsterownym. Określano to za pomocą rozmitych metafor: człowiek maszyna- człowiek kreator, człowiek odtwórczy- człowiek twórczy/stwórczy.
      Pierwszy model jest bardziej "bezpieczny", ale mniej kreatywny, umożliwia powolne, niewielkie sukcesy, drugi jest bardziej ryzykowny, ale umożliwia większy sukces, większą kreatywność i większą wolność wewnętrzną.
      Ia optuję ewidentnie po stronie tego drugiego modelu, zresztą- nie byłabym fizycznie, psychiczne i mentalnie działać w pierwszym. Ktos inny wybiera działanie w tym pierwszym modelu.
      • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:12
        Pierwszy model jest bardziej "bezpieczny", ale mniej kreatywny, umożliwia powolne, niewielkie sukcesy, drugi jest bardziej ryzykowny, ale umożliwia większy sukces, większą kreatywność i większą wolność wewnętrzną.

        Przepraszam Vilez, ale rozśmieszyłaś mnie. Czytałaś jakieś badania na ten temat? Możesz zalinkować?
        I co z tymi, którzy motywacji wewnętrznej, pomimo modelu "ryzykownego" w domu, nie mają ani odrobinę? Ja akurat znam dwa takie przypadki, żadnych sukcesów ani kreatywności u nich nie zauważyłam. Pasożytnictwo owszem.

        --
        „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
        nasze spojrzenie na nie.”
        (Epiktet)
        • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:30
          Tak, czytałam. A nawet uczę tego innych ludzi (jako wprowadzenia do innych zagadnień). Odsyłam do podstqwowego podrecznika psychologii poznawczej i rozwojowej. Np. do Edwarda Nęcki (lub Nęcka, Orzechowski, Szymura). Lub do Aleksandry Tokarz ( "W poszukiwaniu zastosowań psychologii twórczości"). Jest tego naprawdę dużo, to jest elementarium i trochę mnie to dziwi, że Ciebie to śmieszy.

          Co z tymi, którzy nie mają owej motywacji wewnętrznej? No nie mają. Przecież te modele "pracują" na żywym materiale, a ten jest zależny od wielu czynników. I co z nimi ma być? Nie mają, to nie maja, równie dobrze moga jej nie mieć także tej zewnętrznej w modelu autorytarnym.
          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 20:48
            Kreatywność można rozwijać nawet obierając ziemniaki (np. wycinając w nich wzorki).
            Vilez, naprawdę uważasz, że oczekując od dziecka wyjścia z psem, albo regularnego wynoszenia śmieci, pozbawia się je kreatywności?

            --
            „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
            nasze spojrzenie na nie.”
            (Epiktet)
            • ada1214 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:21
              > Vilez, naprawdę uważasz, że oczekując od dziecka wyjścia z psem, albo regularne
              > go wynoszenia śmieci, pozbawia się je kreatywności?

              No przeciez :) Toz juz Zygmus w Nad Niemnem twierdzil, ze w pospolitych zagonach kapusty nie da sie byc kreatywnym i malowac :) Otoz moja droga, ludzie majacy aspiracje do bycia kreatywnymi ni emoga sie zajmowac przyziemnymi czynnosciami.
            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 21:39
              Moje dziecko wychodzi z psem bez problemu. Sam z siebie. Ale u ans nie podlega to sztywnemu rygorowi- gdy jest czynms bardziej zajęty, to ja wychodze za niego, a on wychodzi czasem za mnie.
              Bo: 1. jest wewnętrznie zmotywowany, 2. jest elastycznie (ludzie się zastępują i nie robią tego niechętnie).
              Ziemniaków nie obiera bo nie ma takiej potrzeby. Zakupy robi czasem. Ale niekoniecznie na godzinę i rozkaz. Robi, gdy ma czas. Jakoś wychodzi tak, że da sie pogodzić i elatsyczność i brak rygoru.
                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 22:46
                  Ja też bym czekała :-) I bym się doczekała.
                  Ale np. gdy mi na czymś SZCZEGÓLNIE zależy, to zwyczjanie informuję, że jest SZCZEGÓLNA sytuacja i proszę o wykonanie czegos w trybie szczególnym. Działa :-) Ale stosuję to bardzo rzadko. I oczywiście, również zwrotnie to działa, czyli ja jestem gotowa działac w trybie szczególnym. Ale w trybie codziennym nie poganiamy siebie.
                  Róznica między anmi polega na tym, jesli dobrze Cię rozumiem, że Ty nie jesteś zadowolona z trybu działania Twoich dzieci, a ja z moich- tak.
                    • zuzi.1 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:40
                      Wylaczenie na zawsze to by byla wielka krzywda, net to rowniez kopalnia wiedzy. Ale wylaczenie wifi na tydzien i ew. nie korzystanie przez ten czas z telefonu z uwagi na net moze chlopaka szybko zmotywowac do ogarniecia sie. A kwestie mycia drzwi przyznaje, ze zazwyczaj zostawiam dla siebie, albo zapytaj go czy woli w tym tyg. umyc drzwi czy sprzatnac lazienke, wtedy szybko umyje drzwi :) I termin w tym tygodniu powinien byc juz terminem sztywnym, nie do zmiany, z uwagi na nie wywiazanie sie z obowiazku przed swietami.
                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 01.01.15, 23:50
                      Widzisz, a moje dziecko uczy się przez net więcej, niż w szkole. Jako i przez książki- też więcej, niż w szkole. Z tym, ze u ans to wyniak z konkretnych dysfuncji - w największym stopniu. Po prostu od początku moje dzieic nei mieśicły się w trybie szkolnym, i tak jakos poszło. Net nam wiele rzeczy ułatwia- jest przyjazny. I pzowalam, by dziecko samo to regulowało. Oczywiście, wgląd mam, bo i widzę (ma biurko obok mojego i często do siebie wzajem zaglądamy), jak i mi opowiada, co robi. Bo to jest ciekawe, co on robi :-)
                      I widzę, jak bardzo taki tryb rozwija.
                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 00:04
                            Ale dlaczego mam miec dla Ciebie?
                            Ja piszę: z psem nie wychodzi: a Ty: a mój wychodzi
                            Ja piszę: jestem obowiązkowa, a Ty: a ja szczęśliwa
                            Ja , że mój się nie uczy, a Ty: a mój się uczy
                            Ja: uczyłam się szybko, po lekcjach, Ty: ale to nieefektywnie jest
                            Nosz do jasnej, czy to mnie ma pocieszyć, jakies wnioski mam z tego wyciągnać?
                            Fajnie, że jesteś szczęśliwa i masz superdziecko, ale nic z tych opisów dla mnie nie wynika. Ale może dla Ciebie wynika.

                            --
                            „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                            nasze spojrzenie na nie.”
                            (Epiktet)
                            • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:17
                              Pade. To TRY napisałaś, że nie mam dla Ciebie empatii, a jazapytałam, czy Ty masz do mnie :-) Bo nie rozumeim, o co Ci chodzi z tym pytaniem.
                              Napisałam o dwóch grubych (bardzo grubych) liniach- pewnej antynomii modeli wychowawczo-poznawczych. Ta antynomia istniała, istnieje i moim zdaniem istnieć będzie, bo jest nierozwiazywalna. A co istniejsze- wszystkieo niuanse trak naparwde się sprowadzają zawsze do trych grubych lini, chocby nei wiem, jak próbować z tego wyjść. Można je potraktowac jako wyraz pewnej dialektyki myśli i praktyki wychowawczej ;) (jak zwał, tak zwał).
                              Na to chciałam wskazać- że rozmowa o wyższości któregokolwiek z modeli zawsze będzie nierozstrzygnięta. Konkretne realizacje to już co innego, i tu wiadomo, że moga być różne. Jako i nasze osobiste przekonania co do tych modeli. Ja Ci pokazuję moje osobiste przekonania, jak i wiedzę dotyczącą różnic między tymi modelami.
                              Wnioski każdy wyciaga sam.
                              No, jestem szczesliwa, cenię moje fundamenty rodzinne własnie zew zgledu na ich charakter (otwartość modelu wychowawczo-edukacyjnego), cenię to jako podstawy formacyjne i składowa mojej tożsamości. Może oczywiście nic z Tego dla Ciebie nie wynikać, ale równie dobrze- może.
                              Nigdzie nie napisąłam, ze mam "superdziecko". Moje dziecko jet dysfuncyjne, i to co Tobie chciałam zobrazować, to np właśnie ten fakt, że model otwarty (edukacyjny, wychowawczy, formacyjny) się u nas- także w stosunku do naszych dysfunkcji- bardzo sprawdza. jest po prostu pomocny.
                              Oczywiście, są i takie dysfunjce (niektóre rodzaje autyzmuu), kiedy dziecku trzeba stworzyc model bardziej :zachowawczy"- mocno "pokratkowany", z wieloma ramami, bo takie dziecko lepiej w nim funkcjonuje. Ale zasadniczo, przy dysfunkcjach typu dyskleksja (poza skrajnymi), lepiej się sparwdzają modele swobodne, otwarte niedyscyplinujące itd.

                              Z tym komputerem i netem, to za bardzio nei wiem, co stanowi dla Ciebie problem-dlatego zapytałam, co konkretnie Twój syn robi przy kompie ( w sensie- w co gra, co czyta...) Moi synowie nauczyli się języków samodzielnie - własnie przez net, wiedzę spoęłczno-humanistyczną też zdobywają przez net- w zabawie i zwykłym czytaniu. Net to dzis potęzne narzędzie zdobywania wiedzy o swiecie, a jego zaleta jest włąsnie TRYB-aktywizacja, procesowość. Zauważ, że dziecko współdziała w zdobywaniu wiedzy- musi umieć ogarnąć, gdzie warto, gdzie nie warto, musi samo segregować tę wiedzę. Gdybym miała wskazac analogię kognitywna, to byłoby natiuralne nabywanie kompetencji językowych pzrez dziecko- dziecka się nie uczy (w spsoób systematyczny_) języka naturalnego, prawda? Dziecko samo odkrywa struktury języka (gramatyczne i nie tylko), i to jest najcenniejsze- ta procesowość i samosegregacja, samostrukturyzacja.
                              Dlatego ja czas spędzony przez dziecko przy kompie (czy innej nieustestematyzowanej wiedzy typu: czytanie tego, co lubię, oglądanei filmów) bynajmniej nie uważam za stracony, przeciwnie- daje to dziecku to, czego szkoła ( z jej przewagą metod podawczych) nigdy nie da.

                              To są wlaśnie te dwa modele- odtwórczy (szkoła) i twórczy (wiedza nieusystematyzowana wyjściowo, zdobywana samodzielnie i samozarządzana).

                              Przez przykład z psem chciałam pokazać, że gdy pies nie jjest wpisany w zakres "obowiązków", to i wychodzenie z psem nie ejst widziane jako niemiłe. Nawetr, jak się nei chce komuś wyjść z psem, bio kazdemuy z nas zdarza sie nie chcieć. Ale wychodzimy, i nie ma tu walki. O to mi chodzi. To leży w samym podejściu do tego, o czym rozmawiamy.

                              Niemcy mają takie określenie: "kleinkariert"- na człowieka, który ma wszystko odgórnie poukładane, pokratkowane, i raczej poza to twórczo nigdy nie wyjdzie. Moim osobistym zdaniem nie warto przykładać dziecka do takeigo modelu, bo można w ten sposób wdrukować mu profil poznawczo-funkcjonalny (ten odtwórczy), a to jest trudne do korekty. Na to chcę Ci zwrócic uwagę.
                              • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:32
                                Ps. jeszcze co do tych komputerów... Nie wiem, czy znasz może TEN EKSPERYMENT

                                W skrócie: wmurowano w ścianę komputer i pozostawiono bez instrukcji. Środowisko: indyjskie dzieci ze slamsów. Efekt: dzieci SAME rozgryzły, jak działa to ustrojstwo, nauczyły się obsługi, więc eksperyment szedł dalej. okazało się, że dzieci doskonale same się uczą, jesli im tylko DAĆ ŚRRODOWISKO i pozwolić robić to samemu.
                                :-)
                                • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:04
                                  No widzisz, Pade, jakie to proste - wystarczy stworzyć nastolatkowi warunki określane kolokwialnym "syf, kiła i mogiła" i Twój syn sam z własnej i nieprzymuszonej woli chwyci za mopa:-)(to sarkazm) Tylko "co" w sytuacji kiedy nastolatek jest z tych bardziej odpornych, a jego matka niekoniecznie ma ochotę poświęcać się i egzystować w warunkach zagrażających zdrowiu jej i reszty rodziny?
                                  • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:22
                                    Hm... a po co ten sarkazm? Tylko tyle zrozumiałaś z tego eksperymentu?Że syf, kiła i mogiła? To mało zrozumiałaś. Szkoda, bo ten esksperyment jest ważny.

                                    Powiem ci w tajemnicy, że za mop własnej woli chwyta tak mało nastolatków, że gdybym takiego poznała, to bym uznała, że to musi być jego specyficzne mocno hobby (a hobby, jak wiadomo, ludzie miewają dziwaczne).

                                    A musi ten nastolatek akurat za mop chwytać? Nie może np. za śmieci, ładowanie czy rozładowywanie zmywarki, zakupy, odkurzacz? Wszyscy muszą wszystko? Po co?

                                    No i czym tzreba akurat nastolatka wdrżzać w te sprawy., Opór nastolatków przed sprzataniem jest przecież LEGENDARNY. Po co robić z tego w ogóle historię? Elastycznośc także w podejściu do specyfiki wieku naperawdę się przydaje- to nie jest dogodny okres na takie instrumentarium (mop, gruntowne szorowanie kibla_- tego się mozna zwyczajnie nie doczekać, i to też będzie normalne.
                                    Mój małolat na przykład interesuje się ( w miarę) garami, to działa w kuchni. Od zakupów też nie stroni, jeśli zaś chodzi o sprzątanie, to ogarnia raczej własny kąt, niż całą chałupę. I nie ma się o co bić, moim zdaniem.
                                        • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 17:10
                                          Moja córeczka mając dwa lata dostała taki zabawkowy komputer (bo zazdrościła mi mojego!) z prostymi grami na dwóch poziomach, wybieranie nagrody, włącz wyłącz, głośniej ciszej. Jej ojciec nakazał mi nauczenie jej obsługi. Tak tak, powiedziałam, wręczyłam małej i po sprawie. Opanowała bez problemu.
                                          Przez ponad miesiąc nie sprzątałam jej kącika, zabawek, nic. Miałam dosyć, bo ciągle porzadki koncentrowały się wobec niej. I posprzątałam cały swój świat zanim zabrałam się za jej. Widziałam, że miała już dosyć. Niczego nie mogła znaleźć, ileś zabawek się rozdeptało.
                                          Po posprzątaniu - urodzinki 5 lat - zaczęła bardzo pilnować. Jej rzeczy mają swoje miejsce i stara się po zabawie je odkładać. Kiedy zalicza wizytę denerwuje się, że goście jej pobałaganią. Równolatek koleżanki ma zresztą podobnie, też często ginie w zalewie niewiadomoczego więc porządek jest dla niego istotną wartością.
                                          Czym jest potrzeba porządku i szerzej pojętej estetyki? Czymś wrodzonym, wyuczonym, niezbędnym czy zbędnym?

                                          Przypominam, że niedawno był tu wątek o sprzątaniu!

                                          --
                                          Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
                                          • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 17:53
                                            To denerwowanie się, że goście zrobią bałagan jest jakimś sygnałem. Czemu ona się denerwuje? Że sama będzie musiała posprzątać? Że czegoś nie znajdzie?
                                            Mnie kiedyś porządek dawał spokój, teraz uczucie przyjemności i oszczędność czasu (nie muszę niczego szukać, nie odgruzowuję mieszkania, w każdej chwili może ktoś przyjść i nie będzie mi głupio).
                                            Od dziecka uczyłam się, utrzymywałam porządek, wyznaczałam i realizowałam cele pewnymi metodami, a gdy będąc osobą dorosłą odkryłam, że te metody mają swoje nazwy i są o nich całe książki, to żałowałam, że własnej nie wydałam:) Ja mam to wrodzone i nawet moi rodzice sobie tej zasługi nie przypisują:)

                                            --
                                            „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                                            nasze spojrzenie na nie.”
                                            (Epiktet)
                                            • danaide Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 03.01.15, 00:21
                                              Odpowiedź pięciolatki: Bo nie lubię bałaganu. A kiedyś lubiłam!
                                              Kiedyś miała permanentnie, bo nawet jak posprzątałyśmy to po 24h było jak wcześniej. A tyle sprzątać to nie dam rady. No i były takie dni, gdy siadałyśmy obie na kanapie, patrzyłyśmy na bałagan, a ja mówiłam: Ale bałagan... I w końcu doszło do zinternalizowania jakiegoś wzorca wartości;) Teraz ona często mówi, że gdzieś jest bałagan. Bo jest...;)


                                              --
                                              Kiedy Wy macie czas na te fora? Dwa miesiące zabrała mi zmiana sygnaturki.
                                    • adorra0 Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 14:58
                                      Vilez, fajnie, że masz takiego fajnego chłopaczka, ale co zrobić z dziećmi, które nie wykazują "ciągot" ani do garów ani do zakupów ani do sprzątania. Generalnie do niczego co kojarzy im się z obowiązkiem, za to potrafią po calych dniach i nocach siedzieć przy komuterze, z komórką w ręku?
                                      Naprawdę szczerze interesuje mnie odpowiedź na te pytania. Napisałaś, że Pade ma złe podejście do komputera - nie uważasz, że, nawet jeżeli ma złe podejście, to wynika ono tylko i wyłącznie z tego ,że wiecznie siłuje się ze swoim synem i komputerem w tle? Przecież ona nie chce niczego złego. Chce wychować odpowiedzialnego, empatycznego człowieka, któremu przy okazji nie jest obca samoobsługa z jednej strony i wrażliwośc na potrzeby innych, egzystujących na tej samej powierzchni, z drugiej.
                                      • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 15:49
                                        Mój chłopaczek jest x-razy więcje zainteresowany netem i kompem, niż kuchnią, i to jest prawidłowe. Kuchnia była przykładem na to, że lepoiej, iżby dzieciak się aktywizował bardziej w tym, co mu podchodzi, niż w tym, co mu nie podchodzi. U nas raczje kuchnia, niz mop.

                                        Nie rozumiem, co to znaczy: siedzieć przy kompie i w necie "na okrągło". Pisałam już o funkcji blokady rodziecielskiej i ograniczeniu godzinowym uzywania netu i kompa-to są funkcje, które ma ROUTER, i u nas sa w uzyciu od lat.
                                        Na pcozatku roku szkolnego usiedlismy do rozmowy z synem, i ustalilismy- wspólnie- zasady ruchu drogowego ;) Co i do której, i inne zasady. Kiedy potrzebuje więcej, i poprosi, to czasem pozwalamy, czasem nie- zależy od okoliczności. Ale jest to pod kontrolą. Pisałam o tym, nie doczytałaś? W weekend i ferie ma ten czas wydłużony. Na komórce też ma ograniczenie. I to on jest za to odpowiedzialny, bo to on się na te zasady zgodził, wspólnie je wypracowaliśmy. Na razie nie ma większych problemów z tym, zobaczymy co dalej, może jeszcze wszystko co złe, przed nami... ;)

                                        Co bym zrobiła? Porozmawiała z synem o umowie bardziej dojrzałej? 16 lat to juz najwyższy czas, my te zasady mamy od lat. Z wygody je mamy. Niech on sam sie określi, jak to widzi- my zawsze od tego wychodzimy: jak on to widzi. Potem dołączamy nasze widzenie, i ustalamy zasady. Nie sztywne- ale zasady.

                                        Co do kompa i netu, to pisałam wyżej. Narzędzie jest bogu ducha winne temu, co się z nim robi. Samo narzędzie jest ok, kształcące ( o wiele bardziej kształcące, niż książki), gdy się je dobrze wykorzystuje, i tyle. U nas wszyscy lubią net i komputery, mamy ich w domu więcej, niż osób, szczerze mówiąc to wszyscy siedzą często przy kompie. Niczego złego w tym nie ma. Nikt sie nie wykoleił, obowiązki spełniamy. A że nie zawsze jest odkurzone, i nie mamy samych piątek, to ... wiesz... Kwestia podejścia właśnie.


                              • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 10:52
                                Nie zrozumiemy się.
                                Już wyżej pisałam, że chcę pogadać po ludzku, a nie o modelach. Jak człowiek z człowiekiem.
                                Co do tego kleinkariet to ja bym tak nie wartościowała. Tacy ludzie są bardzo przydatni tam, gdzie "twórca" nie ogarnia.


                                --
                                „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                                nasze spojrzenie na nie.”
                                (Epiktet)
                                • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:00
                                  Oczywiście, że są przydatni. W innym miejscu napisałam, ze tak prawdopodobnie musi być, że te dwa modele ciaągle działają, choć się ścierają.

                                  Pade, jak sobie wyobrażasz rozmowę po ludzku? A to ja nie jestem ludziem?
                                  Gdy Ci piszę, co sądze o konkrecie, np. o tym podejściu do komputera czy do kwestii psiej, to nwcale nie odpowiadasz w konkrcie, tylko sie obruszasz, ze śmię widzieć to jakos inaczej.
                                  Chodzi Ci o to., by Cię potwierdzac w problemie? No to ze mną tego nie da rady. Bo ja sądzę, że BYĆ MOŻE Twój problem tkwi w podejściu do kompa. Czy do kwestii psiej.
                                  • pade Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:27
                                    Ja się obruszam, że Ty mi o teoriach i modelach, a ja tu o żywych ludziach piszę i o emocjach. Nie wiem, jak to prościej napisać. Rozumiem, że tak masz, i może nie potrafisz inaczej. Rozumiem, że u Ciebie model "robię co chcę" się sprawdza, ale u mnie nie. I to, że Ty mi napiszesz: "ale u mnie działa" nic mi nie daje.
                                    Co do kompa: syn świetnie się orientuje w najnowszej technologii, czyta fora, po polsku, po angielsku. Kiedyś wspomniał, że może by bloga założył. I zrobił to, po moich namowach. Nie mam nic przeciwko temu, żeby pisał, wręcz jestem z tego dumna. Ale teraz nie pisze na blogu, tylko seriale ogląda, dzień po dniu, a ma zobowiązania szkolne i mało czasu: tydzień.


                                    --
                                    „Nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale
                                    nasze spojrzenie na nie.”
                                    (Epiktet)
                                    • verdana Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 11:32
                                      No i znowu mam wrażenie, ze tu jest pewne nieporozumienie.
                                      Dziecko nie musi wypełniać każdego obowiązku "teraz, zaraz, jak tylko mama powie". Ale nie może też po prostu olewać wszystkiego i robić tylko tego, co chce.
                                      Mój najmłodszy dostał komputer w wieku 14 lat, wcześniej mógł korzystać z mojego, ale w bardzo ograniczonym czasie. Jesli dziecko cały czas siedzi przy komputerze, to ja bym sie nie zastanawiała nad tym, co powinien robić, tylko czego nie powinien. I drastycznie ograniczyła czas przeznaczony na komputer.
                                    • vilez Re: Jak to jest z tymi obowiązkami domowymi u dzi 02.01.15, 13:39
                                      Rzeczywiście się nie dogadamy. Dla mnie te modele odnosza się przecież do ludzi. Ty też wiele piszesz o modelach, i wogóle sporo teoretyzujesz, tyle że nie w tym temacie. Mam wrażenie, ze to nie o modele ani o reoretyzowanie chodzi, ale o to, że mam inną perspektywę. Gdyby to była perspektywa zgodna z Twoją, to chyba mnie miałabyś nic przeciw modelom. I na przykłady praktyczne też nie odpowiadasz.

                                      Hm... mój syn też ogląda z nami seriale. A my je znowu oglądamy godzinami- np. w ostatnie dwa dni objerzeliśmy z mężem całą serię pewnego serialu (9 odcinków). Szczerze mówiąc, oglądamy codziennie (choc nei codziennei tyle). Nie widze w tym niczego złego.
                                      Nie rzecz w serialach, tylko w tym, czego on nie robi. Niech robi OPRÓCZ seriali. Nie stawiaj tego opozycyjnie. Pytaj, dlaczego nie robi tego, co powinien.
                                      O co tak naprawdę chodzi.
                                      U nas jest jedna zasada: że nie ma nam zawracać głowy nauką późnym wieczorem, czyli po 21, bo my wtedy-uwaga- oglądamy filmy. Zatem, ma tak sobie ustawic sparwy szkolne, byśmy nie byli angażowani do pomagania, tłumaczenia, drukowania (dysgrafik, wiec sporo sie odbywa tą drogą), przygotowywanie czegoś tam... Jak sie budzi z robotą za późno, to dostaje opieprz, to znaczy - pokazujemy mu swoje niezadowolenie. Ale nie tak, by się bał przyznać, że sie wziął za coś za późno. Trzeba tu wy