Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalności?

05.01.15, 11:49
Moja żona przeżywa jakiś kryzys, który objawia się następująco (podane akcje to tylko przykłady, ale jest ich więcej):
1. W Sylwestra wróciliśmy wieczorem do domu. Ja usiadłem na kanapie, ona poszła jeszcze do łazienki. Jak wyszła to zawołałem do niej "niunia". Tak z miłością. Często tak do niej wołałem i nie było z tym żadnego problemu. Takie nasze prywatne pieszczoty. Ale nie tym razem. Coś w nią wstąpiło i zaczęła wrzeszczeć jaki to ja nie dobry dla niej jestem. Nawet się rozpłakała, że chcę dla niej źle (tylko i wyłącznie z powodu tego słowa). Za nic nie dała sobie wytłumaczyć, że jak jej przeszkadza, że się do niej w ten sposób zwracam (wcześniej nic nie mówiła) to mogła po prostu spokojnie powiedzieć, że takie słowo jej się nie podoba i byłoby po sprawie. Ale ona nie - nerw, foch i w ogóle. Mieliśmy sobie na ten wieczór przygotować romantyczną kolację, ale po awanturze, która trwała ze dwie godziny wszystkiego mi (i jej chyba też) się odechciało. Koniec końców spędziliśmy ten wieczór oglądając TV i ze sobą nie rozmawiając już później. Następnego dnia jeszcze zarzuciła mi, że zepsułem tamten wieczór. I znowu nie udało mi się jej przekonać, że to ona zepsuła. Bo nawet jeśli nie spodobało jej się, że ją nazwałem w taki sposób to mogła to spokojnie powiedzieć, a nie wydzierać się.
2. Wczoraj zadzwonił do mnie syn koleżanki z pracy. I żona obrażona do mnie, że z kimś rozmawiam (a trwało to niecałe 3 minuty). Chodziło o to, że chłopak pisze jakiś program i natrafił na pewne trudności, a ponieważ ja pracuję w tych klimatach to ta koleżanka zapytała się czy dałoby radę mu pomóc. Zgodziłem się i najpierw ze dwa razy napisał mi maile (na które mu odpowiedziałem), a teraz jeszcze zadzwonił dopytać o szczegół. Dodam jeszcze, że ta właśnie koleżanka bardzo pomogła znaleźć pracę mojej żonie (żona popracowała tam tylko przez okres próbny, ale to już inna historia). Jak wyjaśniłem żonie kto dzwonił to ona do mnie z pretensjami i kolejną awanturą, że ją okłamuje bo nie powiedziałem jej, że pozwoliłem chłopakowi do mnie zadzwonić. Tyle tylko, że po pierwsze wspomniałem jej, że prosił o pomoc (może nie powiedziałem, że być może będzie dzwonił), a po drugie to taka pierdoła nie ingerująca w nasze życie, że nie ma żadnego znaczenia. Nie rozumiem co przeszkadza żonie, że komuś pomagam. I ona też tego nie potrafi określić. Wiadomo tylko, że jest jej źle z tego powodu.
I teraz zastanawiam czy jest jeszcze szansa na normalne życie czy lepiej się od razu rozwodzić (dzieci nie mamy). Chciałbym jakoś wrócić do normalności, bo w takiej atmosferze nie wytrzymam.
    • ola_dom Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 11:57
      Żona ma zdrową tarczycę?
      Serio pytam.
      Teraz jest "epidemia" chorób tarczycy, głównie Hashimoto - a takie histerie, ataki złości, niezrównoważenie (o ile wcześniej nie miały miejsca) są dość typowymi objawami.
      Tak czy siak - tarczycę u kobiety zawsze warto sprawdzić (badanie z krwi TSH, ft4, ft3), bo ma wpływ na wszystko. Na ochotę na bzykanie i na w ciążę zachodzenie także, a może przede wszystkim.
      No i kobita też się ze sobą męczy (czy to od tarczycy, czy od czegoś innego) - więc warto jej pomóc sobie z tym poradzić. Także dla własnego - czy też wspólnego - dobra :).
      • mirek_drzew Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 12:44
        Z tą tarczycą to faktycznie było coś nie tak. Miała iść na jeszcze jakieś badania, ale nie sądziliśmy, że to może być taki kłopot.
        • ola_dom Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 13:19
          mirek_drzew napisał:

          > Z tą tarczycą to faktycznie było coś nie tak. Miała iść na jeszcze jakieś badania, ale nie
          > sądziliśmy, że to może być taki kłopot.

          To podrążcie temat czym prędzej, zanim się oboje wykończycie i/albo rozstaniecie.

          Polecam sąsiednie fora tarczycowe (są nieocenione, bo wyjątkowo trudno trafić na kompetentnego endokrynologa, przez co wiele pacjentek zamiast leczenia jest odsyłane z kwitkiem. Nie dajcie się zbyć):

          forum.gazeta.pl/forum/f,94641,Choroby_tarczycy_i_hashimoto.html
          forum.gazeta.pl/forum/f,24776,Hashimoto.html
          • rotkaeppchen1 Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 13:19
            Taaa... ja z powodu chorej tarczycy zatrulam fajnie zapowiadajacy sie zwiazek...
    • marsylvik Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 12:03
      mirek_drzew napisał:

      > I teraz zastanawiam czy jest jeszcze szansa na normalne życie czy lepiej się od
      > razu rozwodzić (dzieci nie mamy). Chciałbym jakoś wrócić do normalności, bo w
      > takiej atmosferze nie wytrzymam.

      Nie dziwię Ci się.
      Szansa jest. Mój związek z czegoś podobnego, a może i gorszego, wychodzi właśnie na prostą i jestem dobrej myśli - a stan ten trwał dobrze ponad rok, z różnej długości przerwami i normalnym zachowaniem przez parę tygodni, potem tylko dni...
      Gwarancji oczywiście nie ma, mało tego, ta szansa nie jest zbyt wielka.
      Warunek jeden: oboje muszą chcieć. Bo jeśli jedno z Was już chociaż w myśli podjęło decyzję o rozstaniu i nie chce, to pozamiatane.

      Od dawna to trwa? Jak było wcześniej?
      • mirek_drzew Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 12:48
        Trwa to już jakiś czas, ale coraz bardziej się pogłębia. Kiedyś było normalnie. W pewnym momencie zaczęło się psuć, ale nie od razu było tak źle. To postępuje.
        Co do rozstania to u mnie na poważnie pojawiły się takie myśli. U żony zresztą też, ale nie wiem czy na poważnie bo podczas tej sylwestrowej kłótni chciała się rozwodzić.
        • marsylvik Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 16:38
          Grożenie rozstaniem w czasie kłótni to najczęściej zachowanie unikowe, chęć zmiany tematu, zakończenia za wszelką cenę tej konkretnej kłótni, a nie prawdziwa chęć rozstania. Oczywiście ktoś kto tak mówi, nie bardzo zdaje sobie z tego sprawę...
          Poza tym jeśli się to mówi w czasie kłótni, to przez tę drugą osobę jest odbierane jako "argument" czyli szantaż.
          No ale z drugiej strony taka myśl, jak się już pojawi, to może się potem rozwijać, poza kłótnią i do rozejścia rzeczywiście doprowadzić.
          Więc i samemu trzeba unikać rozmowy na ten temat w trakcie kłótni, i partnerowi powiedzieć, że jeśli poważnie o tym myśli, to porozmawiacie o tym później, na spokojnie, bo teraz w tym momencie nie masz zamiaru brać tego na serio. I starać się mocno nie pozwalać na taki "argument".

          Ja tłumaczyłam na spokojnie, odczekując nawet kilka dni od awantury, że mimo, że uważam, że to jemu jest psycholog bardziej potrzebny, to ja tam idę, bez względu na to, czy on pójdzie ze mną czy nie. Chociaż wolałabym z nim, bo będzie miał też możliwość wyjaśnienia tego, co ja "przekręcam", bo przecież na pewno o nim będę opowiadała (jak mówiłam, że pójdę sama, to twierdził, że na niego nagadam i w takim świetle przedstawię, że wyjdzie na to, że to wszystko jego wina). Mówiłam, że ja tak żyć nie potrafię, że albo coś się zmieni na lepsze, albo się rozstaniemy. Że chcę zmienić to na lepsze, chociaż sama nie potrafię i wątpię, żebym mogła zmienić bez jego udziału. Ale i tak zamierzam spróbować, nawet bez niego, bo mi zależy. I na nim, i na nas, i na naszej córeczce, żeby miała oboje rodziców, i na sobie samej też.

          I tak to odebrał jako szantaż...
          Jednak poszedł ze mną, chodzi teraz, jest poprawa. Duża.
          Zdrowie fizyczne, za co się trochę zabrał, które chyba było przyczyną w niemałej części to jedno, deficyty z domu rodzinnego, które się ujawniają w silnych emocjach i są teraz nadrabiane to drugie. A trzecie, to że oboje się uczymy komunikować.
          Myślę, że pomaga po trochu wszystko z tego co napisałam, nie wiem co najbardziej i prawdę mówiąc mało mnie to obchodzi ;) Jest lepiej :)
    • triss_merigold6 Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 12:06
      Małżonka tak do wszystkich czy Ty ją wkur...asz szczególnie?
      • mirek_drzew Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 12:51
        Może nie wszyscy tak na nią działają, ale na pewno wiele osób działa jej na nerwy. Tyle tylko, że przy innych jakoś potrafi się powstrzymać i nie wrzeszczeć (chociaż ja i tak widzę, że jej źle). Tylko, że potem jak już jesteśmy sami to wszystko wybucha.
    • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 12:53
      1. Rozwodzić się od takiego czegoś, to chyba przesada, co? Skoro jestes tym zdziwony, to chyba jednak jakas nowośc jest. A od pierwszej niemiłej nowości tego typu rozwodzić się głupio...
      2. Mogło się żonie cos skumolować jakiś żal do Ciebie. No i wybuchło- na zasadzie kropli, co przelewa czarę.
      3. Szwankuje u Was komunikacja? I kto ma większe z tym problemy? Czy żona, bo nie umie w czas powiedzieć, o co jej chodzi, czy też może TY- bo żona jednak daje znaki, ale Ty nie reagujesz? Albo oboje?
      4. Żona może być przemęczona, chora, mieć psm. Albo Ty jesteś przemeczony i nie odbierasz jakichś sygnałów od niej w czas.
      5. Może i to być jakiś kryzys - w sensie, że zwiazek przechodzi gorszą fazę (kryzys albo i wypalenie uczuć).
      6. Seks nie gra?

      Niech ini dopiszą inne możliwości.
      • mirek_drzew Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 13:19
        Ad. 1. Nowością jest tylko skala. W związku szwankuje od dłuższego czasu.
        Ad. 2, 3. Tak, żona ma jakieś żale do mnie, ale z powodu szwankującej komunikacji nie potrafi tego określić. Mówi mi na przykład, że jestem dla niej nie dobry, ale jak dopytuje się o szczegóły - co konkretnie zrobiłem, że tak uważa - to już nie potrafi na to odpowiedzieć albo mówi, że wszystko co robię ją denerwuje. Moje próby wyciągnięcia z niej tej informacji spełzają na niczym i nie potrafię jej skutecznie wytłumaczyć, że jak nie powie mi konkretu to nie będę mógł nic zmienić. Zazwyczaj kończy się tym, że denerwują ją tym, że tak drążę temat i najlepiej by było gdybym się z nią zgodził (że jestem dla niej zły) i przeprosił.
        Ad. 4. Żona raczej nie ma czym być przemęczona. Z pracą ciężko, a tą którą miała zmarnowała i nie przedłużyli jej umowy. Teraz od roku siedzi w domu i nawet nic nie szuka.
        Ad. 5. Kryzys to na pewno. Z mojej strony po takich akcjach jest pewne wypalenie i sam już nie wiem czy to ciągnąć dalej czy się rozwodzić. Jakaś resztka dawnej miłości i wspomnienia cudownych czasów razem nie pozwalają mi od tak zamknąć tego rozdziału.
        Ad. 6. Obecnie nie gra - właściwie nie ma wcale (kiedyś było super).
        • ola_dom Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 13:24
          mirek_drzew napisał:

          > Ad. 6. Obecnie nie gra - właściwie nie ma wcale (kiedyś było super).

          No to jeszcze raz - poczytaj o typowych objawach niedoczynności tarczycy....
        • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 13:49
          Ad ad2. Rozumiem, ze zona nei komunikuje szczegółów, tylko ogolny klimat: jestem wkurzpona, wnerwiasz mnie itd. Czasem bywa tak, ze cłzowiekowi wyprowadzaonemu czyms z równowagi najpierw zależy na usłyszeniu potwierdzenia, że druga strona perzyjmuje jej stan do wiadomości. I to przyjmuje nei na zasadzie negacji typu: "czemu sieznowu wnerwiasz" tylko bardziej: 'widzę, że znowu cierpisz, ze coś ci sprawiło przykrość". Dopeiro taka wstępna akceptacja stanu pozwala wyłuszczyć swoje racje.
          Może to o cos takeigo u niej chodzi? Że się nei czuje jakoś bardziej zasadniczo potwierdzana, uznawana w stowim stanie zdenerwowania, cierpienia czy co ona tam przezywa? A bardziej czuje sie w tym negowana? (spekuluję). Gdy sie cżłowiek nei czuje w swoim zdenerwowaniu akceptowany, to rozmowa "wyjasniajaca" tylko drażni, i chyba rzeczywiście nie za bardzo ma ona sens. \
          Ad ad3. Czyli ją winisz na utratę pracy? A może to ejst własnie źródło jej stresu- że nawalaliła, albo zwyczajnie nie dała rady, a teraz ją to frustruje? Siadła jej samoocena...(?) Stres moze wykańczac, nawet jak cłzowiek siedzi w domu i nei pracuje zawodowo. Coś o tym wiedza np. bezrobotni.
          Ad ad4. Twój stan psychiczny tez jets wazny. Jeżeli odczuwasz wypalenie i zniechecienie, to rzeczywiście czas się wziąć za zwiazek bardziej intensywnie. Terapia małżenska?
          • chocolate_cake Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 17:31
            Żona całymi dniami siedzi w domu?
            • panizalewska Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 18:28
              Z nudów jej odbija, za przeproszeniem. Brak płodozmianu umysłowego, wyzwań i sukcesów innego rodzaju niż smaczny obiad i najedzony mąż :-P i się co raz częściej przelewa. Mózg gnije, dusi się i obumiera. Znam to, mam to. Tylko że dwójka dzieci mnie "uwięziła". Jakbym miała się opierniczać całymi dniami bez dzieci, chyba też bym oszalała ;-) no chyba, że to moja nad interpretacja i faktycznie żona coś robi poza "siedzeniem w domu".
              • verdana Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 18:37
                Dwa razy powtórzyłeś, ze żona straciła pracę z własnej winy., I ze powinna byc wdzięczna nadal znajomej, która tę pracę załatwiła. Coś mi tu zgrzyta. Wygląda na to,z ę coś sie stało - żona sobie nie poradziła, albo się zwyczajnie nie spodobała, albo praca jej nie odpowiadała - a Ty od roku masz o to do niej żal. Zwykle, jak ktoś traci pracę to oczekuje raczej wsparcie. Najwyraźniej tego wsparcia żona nie ma. Dlaczego?
                Czy to nie jest jeden z powodów, dlaczego zaczęło sie psuć?
                • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 19:58
                  no coz utrata pracy to spory stres. Ktos kto stracil prace powinien dostac wsparcie, tylko ze po roku np pozorowania szukania pracy nawet cierpliwy maz/zona/rodzic moze miec problem ze wspieraniem. W dodatku pocichu pojawia sie mysl 'nieudacznik'. Podejrzewam ze tu jest glowny zrodlo problemu w zwiazku.
                  • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 20:09
                    A skąd wzięłas to pozorowanie szukania pracy?
                    • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 22:24
                      nie wiem czy w tym wypadku bylo pozorowanie, raczej chodzi mi o ogolny mechanizm. Po roku gdy maz/zona nie znajduje pracy, u partnera sila rzeczy pojawia sie zniecierpliwienie i mysl ze to szukanie nie jest zbyt skuteczne, ze moze moze on/ona tylko pozoruje szukanie, ze moze nieudacznik zyciowy lub pasozyt- w wtedy latwiej o pretensje zamiast wsparcia.
                      • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 22:49
                        NAprawdę? Mój mąz pionad rok nei miał pracy, a jakos u mnie się ten mechanizm nie pojawił. Może dlatego, że nie oceniam ludzi po tym, co przynosza do domu w portfelu? Aaa ... i ja sama byłam jakiś czas bez pracy, i gdyby mąz zaczął na mnei pod tymw zględme dziwnie patrzeć, to bym chyba wiedziała co zrobić. Z owym mężem ma się rozumieć.
                        Zatem- jaką "siłą rzeczy"? Siłą czego? Siła prostactwa?
                        • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 23:10
                          Rozumiem ze momencie szukania przez rok pracy zyliscie z przyzwyczajenia a sytuacja finasowa nie miala najmniejszego wplywu na wasze zycie bo przeciez 'portfel' nie ma nic wspolnego z jakoscia naszego zycia. Ja nie znam przynajmniej wsrod moich znajomych (sama nigdy nie bylam w takiej sytuacji) sytuacji ze bezskuteczne dlugotrwale szukanie pracy nie spowodowalo negatywnych skutkow w zyciu rodzinnym - finansowo i psychicznie. Ale oczywiscie wedlug takich jak ty mam znajomych samych prostakow.
                          ps Rozumiem ze pisanie komus kogo sie nie zna ze jest prostakiem jest czysta kultura.
                          • verdana Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 23:23
                            Długotrwałe szukanie pracy może być przyczyną stresu. Ale jeśli ma sie pretensję do partnera o to, że szuka, a znaleźć nie może, to chyba coś w związku bardzo, ale to bardzo szwankuje.
                            • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 23:36
                              z pewnoscia, ale dlugie i bezskuteczne szukanie pracy przez jednego z partnerow jest sporym stresem dla obojga. Maz kolezanki od 2 lat szuka pracy (trudno ocenic czy pozoruje szukanie czy jej szuka) ona u kresu wytrzymalosci i psychicznej i finansowej a w domu dwoje dzieci. Od czasu do czasu kolezanka traci chec do zycia i cierpliwosc do meza i pewnie nie zawsze jest wsparciem bo sama go potrzebuje, no ale wedlug niektorych pan z tego forum kolezanka to 'prostaczka jest' i tyle.
                              • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 09:35
                                Ależ napisąłaś inaczej. Napisałaś "'siłą rzeczy" i "W dodatku pocichu pojawia sie mysl 'nieudacznik". A nie- że tpo stres dla obojga.
                                Stres dla obnojga jest oczywisty. Ale między tym, że jest stres a tym, że " pocichu pojawia sie mysl 'nieudacznik" , jest przepaść. I trzeba mieć naprawdę coś nie hallo- ze sobą, ze zwiazkiem, by tę przepaść zakopać.
                                • mirek_drzew Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 08:57
                                  Dziękuje za odpowiedzi i wyjaśniam pewne kwestie, które być może pomogą wam zrozumieć mój punkt widzenia. Otóż żona w czasie kiedy ja jestem w pracy praktycznie cały czas siedzi w domu. Czasami gdzieś wyjdzie się przejść, ale to nie często. Zazwyczaj wychodzimy razem po południu lub wieczorem. Czasami po prostu się tylko przejść, czasami jak trzeba do sklepu po zakupy. Zdarza się też wyjść nam do kina czy kawiarni.
                                  Co do szukania pracy, to tak - uważam, że pozoruje. Niby szuka, ale jak tylko pojawi się jakaś ciekawa oferta to nawet nie wyśle CV. Cały czas jest oferta pracy w korporacji, w której pracuje żona kolegi z pracy. Kiedyś mieli biura bardzo daleko (od nas musiałaby jechać tramwajem lub autobusem miejskim na dworzec i stamtąd pociągiem do innej miejscowości - razem jakieś 1,5 godz. w jedną stronę), ale pod koniec zeszłego roku tamta firma się przeniosła i obecnie mieści się od naszego mieszkania 10-15 minut piechotą lub 3 przystanki autobusowe/tramwajowe). I żona nadal nie chce tam nawet składać swoich papierów, a obecnie szukają pracowników.
                                  Żalu o utratę pracy czy samo nie pracowanie do niej nie mam. Moje zarobki przy rozsądnym zarządzaniu spokojnie wystarczą. Problemem jest jej zachowanie. Dla mnie sprawa jest prosta: jeśli chce pracować niech naprawdę szuka tej pracy, a jeśli nie to niech zajmie się czymś innym, ale nie narzeka, że nie ma pracy. Ja staram się ją wspierać i pomagać jak tylko umiem, ale jak ciągle słyszę od niej, że to nie ona jest winna tylko zawsze ktoś inny, a najczęściej ja, to mam już tego dość.
                                  • ortolann Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 09:10
                                    No i tu już dla mnie jest o wiele więcej szczegółów, które pozwalają inaczej nieco popatrzeć na tę kwestię. Twoja żona wpada w przewlekłe bezrobocie i wygląda, że sama nie czuje chęci albo nie ma siły na to, żeby coś zmienić.
                                    A dlaczego pisałeś, że zmarnowała tamtą posadę? Co się takiego stało?
                                  • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 21:22
                                    wygladsz na rozsadnego czlowieka, ktory naprawde chce pomoc zonie. Czy zona zawsze miala trudne relacje z ludzmi, zawsze byla introwertykiem? Byc moze zawsze taka byla, tylko ze ty dopiero teraz zaczeles zauwazac, bo minela ostra faza zakochania, ktora powoduje ze osoby widzimy takie jakie chcemy by byly. Druga mozliwosc, ze cos sie stalo, byl jakis moment przelomowym (poroniene, smierc kogos bliskiego..) gdy zachowanie zony zaczelo sie zmieniac, a ty tego nie zauwazyles. No i trzecia mozliwosc ze jest chora (depresja?).
                                    • mirek_drzew Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 13:53
                                      Moim zdaniem wszystkie trzy przyczyny, które wymieniłaś nałożone na siebie spowodowały ten stan. Działo się to od razu, ale po trochu, więc na początku nie zorientowałem się, że jest jakiś kłopot.
                          • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 09:31
                            Żylismy z tego, co zarobiła druga osoba. I z oszczędności. I sprzedając to i owo. I skromniej. Ale nigdy nie przerzucaliśmy problemu na osobę, która pracę straciła i jej okresowo nie miała.
                            Jeśli ktoś o poszukującym pisze, że :"pozoruje szukanie", bo tej pracy jeszcze nie znalazł, i suponuje niechęc małżonka do takiej osoby w uogólnianiu, że to sie dzieje "siłą rzeczy", to tak- odpowiadam, że to musiałoby byc siłła rzeczy, ale prostactwa. Bo normalni ludzie nie reagują tak na utratę pracy przez małzonka, ale przeciwnie- wwspierają go, bo utrata pracy i pozostawanie bez niej to stresujące, jeśli nie nawet- traumatyczne, przeżycie.
                            • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 09:51
                              ta... nie reaguja, ty nieragowalas bo mieliscie oszczednosci a nie niesplacane kredyty i powazny problem ze za chwile rodzina nie bedzie miala gdzie mieszkac. Naprawde nie kazdy jest w tak dobrej sytuacji. A co jezeli maz kolezanki tylko pozoruje szukanie pracy, albo ma nierealne wymagania co do szukanej pracy, albo jest nieudacznikiem? I jak dlugo partner to szukanie pracy ma 'wspierac' zapracowujac i zamartwiajac sie do granicy choroby, w nieskonczonosc?
                              • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 11:07
                                Nie wiesz, w jakiej bylismy sytuacji.
                                Pytam, dlaczego zakłądasz, że ktos pozoruje poszukiwania. Skąd takie założenie?

                                Partnerzy sa od tego, by siebie wspierać, nie wiedziałaś? Tak długo, jak to jest możliwe. A sytuacje typu: utrata pracy, sa właśnie sparwdzianem takiego wspierania się. Nazywanie partnera nieudacznikiem " z automatu" też coś 'sprawdza". Np. poziom nazywającego i poziom zwiazku.
                                • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 11:47
                                  sama napisalas ze byliscie w sytuacji niemal luksusowej, zyliscie z oszczednosci i jednej pensji, ktore starczaly na zaspokojenie potrzeb rodziny.
                                  Z tego poziomu z pewnocia trudnosci innych rodzin, w ktorych z powodu braku pracy i dochodow wszytsko sie sypie wygladaja na prostactwo i chamstwo zony ktora nie wspiera meza. Gratuluje samozadowolenia.
                                  • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 12:15
                                    Och, to luksus miec oszczedności? Wiesz, jakie one były? Pensja nie starczała, skoro trzeba było przejeść te oszczędności. Trzeba było tez wyprzedawać dorobek zyciowy. Nazywasz to luksusową sytuacją? hm... No cóż, dla nas ona nie była luksusowa, była za to bardzo stresogenna. Śmiesz oceniać poziom naszego stresu? Odważne.

                                    Nadal nie napisałas, co mają mieć uciążliwości sytuacji, wynikającej z tego, ze jednak strona jest bezrobotna do uruchamiania się z automatu myślenia o bezrobotnym, ze jest nieudacznikiem.
                                    Gratuluję poziomu skojarzeń.
                                    • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 13:25
                                      a ja jeszcze raz gratuluje samozadowolenia.
                                      Tak oszczednosci ktore starczaj na rok szukania pracy to spory luksus, wystarczy spojrzec na statystyki by wiedziec ze w naszym spoleczenstwie taki luksus dotyka zaledwie kilka procent spoleczenstwa. Wiekszosc zyje od pierwsze do pierwszego.
                                      • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 15:04
                                        Hm. Przeczytajmy raz jeszcze: "Żylismy z tego, co zarobiła druga osoba. I z oszczędności. I sprzedając to i owo. I skromniej."
                                        Gdzie tu jest, że tylko z oszczędności?

                                        I czy uważasz, że jak ktoś wyprzedaje dobytek, to ma mały stres? I czy taki dobytek i oszczędności to worek bez dna?

                                        Czego mi gratulujesz, bo nie rozumiem?
                                        • mamameg Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 07:46
                                          Czego mi gratulujesz, bo nie rozumiem?

                                          Braku kontaktu ze światem realnym?(nie, nie jestem 71tosią, tylko też mi się rzuca w oczy)
                                          • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 09:27
                                            No oczywiście, Ty masz ten kontakt, a inni żyją w Nibylandii ;)
                        • marsylvik Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 10:20
                          vilez napisała:

                          > Zatem- jaką "siłą rzeczy"? Siłą czego? Siła prostactwa?

                          Czy w ogóle zauważyłaś, że właśnie obraziłaś całą kategorię ludzi, tylko dlatego, że ktoś ma inne zdanie na jakiś temat niż Ty?

                          "Siłą rzeczy" w tym przypadku oznacza automatycznie, bez udziału woli, pod wpływem okoliczności. Nie ze względu na własne poglądy czy świadomą decyzję, a pod ciężarem sytuacji, bo ludzie są ludźmi i swoją wytrzymałość mają ograniczoną.
                          • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 11:02
                            Ooo, a że ci ludzie określający wojego bezrobotnego małżonka mianem nieudacznika, obrażają tym całą rzeszę ludzi bezrobotnych, już nie zauważyłaś? Dziwne.

                            Dziwna wybiórczość. Pozwolisz jednak, że ja stanę po stronie tych bezrobotych, a nie tych, którzy ich obrażają.

                            Naprawdę Z AUTOMATU uważasz osoby bezrobotne za nieudaczników? To chyba mamy INNE automaty w sobie.
                            I powiadasz, że to stres z automatu wyzwala w ludziach takie rzeczy? Wyżywanie się na berobotnym ze stresu? No pięknie. Wiesz, podobnie tłumaczą się przemocowcy- że byli sfrustrowani, zestresowani, i że to OFIARA swoja sytuacją, swoim zachowaniem w nich wyzwala agresję.

                            Śliczne rzeczy tu wychodzą. Coraz śliczniejsze.
                            • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 11:29
                              Ps. Jeszcze do tego:
                              > Nie ze względu na własne poglądy czy świadomą decyzję

                              Znaczy się, niezaleznie od włąsnych poglądów czy świadomej decyzji utruchamia Ci się takei skojarzenie, że bezrobotny pozostajacy bez pracy ponad rok to nieudacznik czy pasożyt?

                              Takei skojarzenia nie pojawiają się sobie a muzom. Mówiąc najprościej: obnażają one (te skojarzenia) zasoby wewnętrzne osoby tak kojarzącej. I ten zasób jak najbardziej ma się do poglądów i postawy tej osoby. Nasze emocje, reakcje na stres itd jak najbardziej mają sie (także )do naszych poglądów i postaw- tutaj np. do poglądów na bezrobotnych, do pogladów na temat wspierania się, do naszych POSTAW względem berobocia, stresu, kryzysów, zwiazków i wspierania sie w związkach.
                              Wszystko to wpływa na nasze rautomatyczne reakcje. I z takich reakcji jak najbardziej można wnioskować co do poglądów i postawy osoby, w której się takie a nie inne reakcje uruchamiają.

                            • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 11:57
                              bezrobotni sa rozni, jedni szukaja pracy i jej nie znajduja nie ze swojej winy, pewnie sa i tacy ktorym bez pracy jest po prostu wygodniej sa i nieudacznicy i tacy ktorzy posozytuja na partnerze. Moge powiedziec co ja bym zrobila w sytuacji gdybym stracila prace, z pewnoscia nie oczekiwalbym od meza ze bedzie przez lata zapracowywal sie na smierc by nas utrzymac, wzielabym jakokolwiek prace nawet znacznie ponizej moich kwalifikacji i oczekiwan.
                              ps No tak moja kolezanka juz nie tylko wychodzi na nie wspierajaca zone ale na przemocowca, brnij w te bzdury dalej...
                              • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 12:30
                                Owszem, bywają różni. Dlatego zapytałam, z czego powzięłaś myśl o tym, że ktoś nie szuka pracy. Bo do tego trzeba miec solidne przesłanki. A autor takich pzresłanek nijak nie przedstawił.

                                Bo moje pierwsze skojarzenie jest takie, że bezrobodny szuka pracy i musi być w ciezkim stresie jej nie znajdując. Pomysł, żeby kombinowął, jak to fajnei być berobotnym i żeby sobie to wydłuzyć, znajduje sie u mnie na samym końcu wszystkich możliwości zwiazanych z położeniem bezrobotnego. Może dlatego, ze poznałam, z czym się taka sytuacja wiąże- powiem ci jedno, że to jest to jedna z bardziej paskudnych zyciowych sytuacji i trzeba być neiźle odchylonym, żeby czerpac z niej zadowolenie i chcieć ją konserwować.

                                Utrata pracy znajduje - po śmierci osoby bliskiej i rozwodzie - na czele listy najpoważniejszych sytuacji stresogennych, i ma silne powiazanei z zapadaniem na poważne choroby. Zatem, żeby sobie wydumać, że osoba bezrobotna sobie bimba na to wszystko, trzeba mieć specyficzne myślenie (oględnie ujmując).
                                I żeby osobę dotkniętą takim stresem dociążać myśleniem o niej, że jest nieudacznikiem- a takie myślenie o kimś przebija w relacji- również.

                                Pomyśl o tym wszystkim, i już nie brnij w to dalej.
                            • marsylvik Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 12:23
                              vilez napisała:

                              > Ooo, a że ci ludzie określający wojego bezrobotnego małżonka mianem nieudacznik
                              > a, obrażają tym całą rzeszę ludzi bezrobotnych, już nie zauważyłaś? Dziwne.

                              Nie zauważyłam. Nawet po dłuższym zastanowieniu się nad Twoimi słowami trudno mi jest się z tym Twoim poglądem zgodzić.

                              > Dziwna wybiórczość. Pozwolisz jednak, że ja stanę po stronie tych bezrobotych,
                              > a nie tych, którzy ich obrażają.

                              Mam rozumieć, że dla Ciebie stanięcie w czyjejś obronie oznacza automatyczny i uprawniony atak na drugą stronę?
                              Co do obrażania bezrobotnych, to jak pisałam, nie zgadzam się z Twoją oceną sytuacji.

                              > Naprawdę Z AUTOMATU uważasz osoby bezrobotne za nieudaczników?

                              Nie uważam tak. Naprawdę przyszło Ci to do głowy?

                              > To chyba mamy IN
                              > NE automaty w sobie.

                              Na pewno.

                              > I powiadasz, że to stres z automatu wyzwala w ludziach takie rzeczy? Wyżywanie
                              > się na berobotnym ze stresu? No pięknie.

                              Stres z automatu uruchamia łatwiejsze, bardziej dostępne strategie myślenia, działania i oceniania. Zazwyczaj sięga się wtedy do tych, które są dobrze wyuczone, lub bardziej instynktowne, prymitywniejsze. Owszem, pod wpływem silnego stresu my wszyscy częściej ulegamy mniej dojrzałym mechanizmom obronnym.

                              O wyżywaniu się na bezrobotnym nie pisałam, to Twoja interpretacja tego zjawiska. Z którą ja się nie zgadzam.

                              > Wiesz, podobnie tłumaczą się przemocow
                              > cy- że byli sfrustrowani, zestresowani, i że to OFIARA swoja sytuacją, swoim za
                              > chowaniem w nich wyzwala agresję.

                              W ogóle nie widzę związku.

                              > Śliczne rzeczy tu wychodzą. Coraz śliczniejsze.

                              Jak rozumiem, jest to ogólna, mocno negatywna ocena tego co piszę/piszemy. Co takiego w moich wypowiedziach spowodowało u Ciebie takie oburzenie? Co konkretnie jest takie "śliczne, coraz śliczniejsze"?
                              • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 12:58
                                > Nie zauważyłam. Nawet po dłuższym zastanowieniu się nad Twoimi słowami trudno
                                > mi jest się z tym Twoim poglądem zgodzić.

                                Dziwne, że nie zauważasz obrażania sporej grupy ludzi (w Polsce obecnie ok. 12 %) , ale nader szybko widzisz obrażanie w tym, że ktoś ich broni.
                                Nie napisałaś DLACZEGO sie nie zgadzasz. Ja swoje zdanie uzasadniłam. Ty - nie.

                                > Mam rozumieć, że dla Ciebie stanięcie w czyjejś obronie oznacza automatyczny i
                                > uprawniony atak na drugą stronę?

                                A gdzie znalazłaś atak? To, że napisałam, co sądzę o czymimś myśleniu i postępowaniu, j nie jest to sąd pochlebny, jest atakiem?

                                > Nie uważam tak. Naprawdę przyszło Ci to do głowy?

                                Tak, przyszło. I napisałam, dlaczego. Ty zaś nie piszesz, DLACZEGO coś uważasz. Tym się różnimy.

                                > Stres z automatu uruchamia łatwiejsze, bardziej dostępne strategie myślenia,
                                > działania i oceniania. Zazwyczaj sięga się wtedy do tych, które są dobrze wyuczone,
                                > lub bardziej instynktowne, prymitywniejsze. Owszem, pod wpływem silnego stresu
                                > my wszyscy częściej ulegamy mniej dojrzałym mechanizmom obronnym.

                                Jak już pisałam, trzeba to mieć w swoich zasobach. Nie u każdego się takie myślenie uruchamia. Skądś ta różnica pochodzi. Napisałam, skąd. M.in. z poglądów i postaw. Ale także- z typu osobowości.

                                > O wyżywaniu się na bezrobotnym nie pisałam, to Twoja interpretacja tego zjawiska.
                                > Z którą ja się nie zgadzam.

                                Znowu nie napisałaś, DLACZEGo się nie zgadzasz. Brak argumentacji.
                                Jeżeli ktos odreagowuje własny stres dociążając kogoś, to tak- to jest wyżywanie się na tej osobie, bo takie coś nie pozostaje bez wpływu na relację z tą osobą i postępowanie wzgledem tej osoby. Brak wsparcia jtez jest powaznym przewinieniem względem tej osoby. postępowaniem. A brak wsparcia może wynikać z takiego myślenia o tej osobie, jak tu zaprezentowane. Koło się zamyka.

                                > W ogóle nie widzę związku.

                                Znowu nie napisałaś, DLACZEGO nie widzisz. Ja napisałam dlaczego, a Ty się do tego nie odniosłaś.

                                > Jak rozumiem, jest to ogólna, mocno negatywna ocena tego co piszę/piszemy. Co
                                > takiego w moich wypowiedziach spowodowało u Ciebie takie oburzenie? Co
                                > konkretnie jest takie "śliczne, coraz śliczniejsze"?

                                Tak, moja ocena jest mocno negatywna. Przarażająca mi się wydaje postawa ludzi, którzy potrafią tak myśleć o bliskich ludziach dotkniętych bezrobociem, a w rozmowie o tym ujawniają swoja postawę względem tego, co można zrobić drugiemu człowiekowi "z automatu"- usprawiedliwiając to owym "automatyzmem". Moim zdaniem ci ludzie mają solidny problem. Ze swoimi poglądami, postawami i być może osobowościami.

                                Sumując. Nie rozmawiasz na argumenty, nie odpowiadasz na argumenty. Mówisz "nie, bo nie". Dlaczego?
                                • pade Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 13:09
                                  Ja bym nie uogólniała. Dla jednego strata pracy będzie wręcz traumą, utratą części Ja a długotrwałe poszukiwanie pracy doprowadzi tę osobę do depresji. Dla innej osoby będzie to wygodna sytuacja i przeniesienie odpowiedzialności za utrzymanie rodziny na drugą stronę, z różnych powodów -wzorce rodzinne, brak wiary w siebie, determinacji, skłonność do unikania trudnych sytuacji, itd.
                                  Przedstawiłam dwie skrajności, a po środku jest przecież mnóstwo możliwości.
                                  • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 13:19
                                    oczywiście, ze nei mozna uogólniać.
                                    Niemniej, badania mówią wyraźnie- utrata pracy to wyąatkowo traumatyzujące i stresogenne doświadczenie i ludzie sobie ejdnak raczej nie bimbają w ntej sytuacji. Podobnie mówi mi moje doświadczenie życiowe- przede wszystkim to osobiste, i to trochę dalsze też (np. znajomi). No i ogólne rozeznanie przedmiotowe.

                                    Pytanie cały czas brzmi: dlaczego takie właśnie skojarzenie- skojarzenie przecież uogólnione, Pade. Czemu właśnie takie, skoro nie ma za bardzo do niego materii.
                                    Czemu te "niższe pokłady" uruchomiły takie złe i niesprawiedliwe skojarzenie.
                                    Wydaje mi się to pytanie istotne. Także dla problemu przedstawionego go przez Autora.
                                    • pade Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 13:32
                                      Ja myślę, że to zdanie napisane przez autora:
                                      Ad. 4. Żona raczej nie ma czym być przemęczona. Z pracą ciężko, a tą którą miała zmarnowała i nie przedłużyli jej umowy. Teraz od roku siedzi w domu i nawet nic nie szuka.
                                      uruchomiło takie, a nie inne skojarzenia.
                                      Bo może być tak: żona wszystkie zmartwienia, słabości dusi w sobie, nie dzieli się obawami, nie szuka pomocy, a jak jej się przeleje to wybucha złością. Być może sama nie wie albo nie potrafi zwerbalizować co ją dręczy. I na zewnątrz może to wyglądać tak, że nic ją nie obchodzi, że tej pracy nie ma i jej nie szuka.
                                      Ale może być też tak, że ona nie chce pracować, woli być gospodynią domową, na utrzymaniu męża, z różnych powodów.
                                      I może być jeszcze inaczej.
                                      Tylko, że użycie słowa zmarnowała, wyraźnie wskazuje, że autor ma do żony żal i ją obwinia, i być może ona to czuje, i ma jakieś poczucie winy w związku z sytuacją, ale je wypiera i obwinia męża.
                                      Różnie może być. Jedno jest pewne, małżonkowie powinni ze sobą porozmawiać, szczerze, bez interpretacji własnej tego, co mówi druga strona, bez dopowiedzeń, oskarżeń itd.
                                      • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 15:08
                                        Tak, dokładnie do tego zmierzam. Do tego żalu do żony. Być może niekoniecznie podstawnego. Podstawne może być powiązanei oebcnego stanu żony z utratą pracy. To jest to, co mi się silnie rzuciło w oczy po wyjaśnieniach Autora.
                                        • pade Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 15:14
                                          No właśnie, podstawny czy bezpodstawny?:)
                                          Jedno ani drugie nie zapyta ( jak Ci idzie szukanie pracy?jak się czujesz? co z tym robimy? może bym pomógł?), ani nie oświadczy (wiesz, nie zamierzam szukać pracy, nie dam rady, szukałam, nie znalazłam, jestem zdołowana) etc. Tylko kiszą się we własnym sosie złożonym z wzajemnych żali, pretensji i oczekiwań.
                                          • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 15:30
                                            > No właśnie, podstawny czy bezpodstawny?smile

                                            To już pozostaje w sferze domysłów. Może Autor coś nam bliżej o tym napisze.
                                            :-)
                                            • mirek_drzew Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 14:23
                                              Jeśli chodzi o tą pracę to jak już wcześniej pisałem nie mam do żony żalu o jej brak. Rozumiem, że sytuacja jest trudna i nie każdy ma pracę, a biorąc pod uwagę jej wykształcenie to jest naprawdę ciężko. Na początku to w ogóle nie było problemem. Przez pewien czas pracowała w telemarketingu (ale tam niełatwo długo wytrzymać), potem szukanie i praca "na próbę", gdzie w większości miejsc na dzień - dwa nic nie płacili. No i w końcu trafiła się tamta praca (jako sekretarka dodam), ale żona była już w ciężkiej sytuacji i trudno było jej się dogadać z innymi. A teraz jest tak, że niby tej pracy szuka, ale jak tylko pojawi się choćby cień szansy, to rezygnuje. Myślę, że się boi kolejnej porażki, ale z drugiej strony nie można się cały czas bać i uciekać. Z mojej strony ma pełne wsparcie. Nawet do niepracowania. Boli mnie tylko, że w czasie gdy ja chce jej pomóc, wspierać ona wyżywa się na mnie. Wtedy nachodzą mnie wątpliwości czy ona mnie jeszcze kocha czy już tylko wykorzystuje. Bo właśnie tak się czasami czuję - wykorzystywany. Ja pracuje, pomagam w domu (sprzątam, gotuję), a w zamian mam opieprz bo ktoś do mnie zadzwonił. Chcę jej pomóc, ale też wymagam chociaż odrobiny szacunku i docenienia tego co robię (nie, nie musi to być chwalenie mojej osoby) i nie mogę pozwolić na takie zniewolenie.
                                              • paris-texas-warsaw Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 14:32
                                                Jakby to napisać... Problemy psychiczne żony to jej problemy, ale ona jest umiejscowiona w związku z Tobą. I to wszystko, co przedstawiasz jako zalety- że nie oczekujesz, jej pracy, etc. ją fiksuje w tej pozycji, bo dajesz jakby wolną drogę jej chorym tendencjom. Trochę się Tobie dziwię, że myślisz, że można nie pracować i to jest ok. Czasem, jak ktoś jest wielkim myślicielem, albo w ogóle nie myśli, to faktycznie mu takie siedzenie w domu nie robi różnicy. A tak to przecież można się zalamać bezproduktywnością takiego życia. A z punktu widzenia partnera, czyli Ciebie, masz z każdym dniem osobę z mniejszymi kompetencjami zawodowymi, społecznymi, etc. Nawet nie ma specjalnie pewnie o czym taka żona opowiedzieć, więc się wścieka. Może jasno powiedz, że wolisz ciekawą, pracującą żone (chyba, że faktycznie jest Ci to obojętne, bo np. na jej tle błyszczysz...).
                                              • sebalda Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 15:03
                                                No i w końcu trafiła się tamta praca (jako sekretarka
                                                > dodam), ale żona była już w ciężkiej sytuacji i trudno było jej się dogadać z
                                                > innymi. A teraz jest tak, że niby tej pracy szuka, ale jak tylko pojawi się cho
                                                > ćby cień szansy, to rezygnuje. Myślę, że się boi kolejnej porażki, ale z drugie
                                                > j strony nie można się cały czas bać i uciekać

                                                Czy możesz doprecyzować, co to znaczy "żona była już w ciężkiej sytuacji"? Bo jak teraz Cię czytam, to nabieram pewności, że żona być może ma problemy psychiczne i w tej sytuacji naprawdę ciężko oczekiwać, że się sama ogarnie albo że będzie dobrą, miłą żonką. Chyba przemilczasz jakąś sprawę i dlatego ciężko coś radzić.
                                              • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 15:26
                                                CZyli, jak rozumiem, porażka na starcie i potem zjazd w dół, który się odbył "nie wiadomo kiedy".
                                                Jesli tak, to wskazuje to na bardziej już utrwalony uraz. Może nie być łatwo z tego wyjść. Psychologa dla niej bym radziła. Ona potrzebuje pomocy.
                                                Albo dobra praca przyniesiona na tacy.
                                                Współczuję :-(
                                    • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 13:39
                                      ty uwazasz ze twoje doswiadczenie jest uniwersalne, ja nie. Zona autora od roku jest bez pracy. Byc moze rzeczywiscie sytuacja na rynku pracy jest bardzo trudna a sytuacja finansowa rodziny na tyle dobra by moc czekac na wlasciwa oferte, ale moze jest inaczej? Pisalam o mozliwosci ze konflikt miedzy zona i mezem moze dotyczyc sytuacji zawodowej i finansowej, a przezucany jest na inne aspekty zycia rodzinnego ('nie pozmywales' 'a ty mnie tak nazwales').
                                      ps mysle ze po roku bezrobocia meza zaczelabym sie zastanawiac nad tym gdzie jest problem. No ale ja najwyrazniej malo wspierajaca jestem.
                                      • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 15:18
                                        Przecież to TY uogólniłaś (nie- ja) te sytuację w kierunku: "uruchamia się z automatu myślenie o takiej osobie jako nieudaczniku".
                                        Zatem bądź łaskawa nie przerzucać swojego wysoce niesparwiedliwego uogólnienia na mnie. Ja tylko na to Twoje nieuzasdnione uogólnienie odpowiedziałam- uogólnieniem bardziej uzasadnionym (opartym na badaniach dotyczących stresorów).

                                        > ty uwazasz ze twoje doswiadczenie jest uniwersalne, ja nie.

                                        Dlaczego tak uważasz? Bo ja napisałam, że dlaczego uwazam, jak uważam (patrz: badania)

                                        > Pisalam o mozliwosci ze konflikt miedzy zona i mezem moze dotyczyc
                                        > sytuacji zawodowej i finansowej, a przezucany jest na inne aspekty zycia
                                        > rodzinnego ('nie pozmywales' 'a ty mnie tak nazwales').

                                        Ale jak to się ma do tego "nieudacznika"?
                                        Poza tym- to jest właśnie nieprawidłwoa reakcja- takie przenoszenie. To jest problem, a nie- walor.

                                        > ps mysle ze po roku bezrobocia meza zaczelabym sie zastanawiac nad tym gdzie jest problem. No ale ja najwyrazniej malo wspierajaca jestem.

                                        Właśnie. Patrz: powiązanei: stres- choroba, np. depresja. , po ok., pół roku bezrobocia, wylądowała na lekach i nie była zdolna do szukania pracy.
                                        A takie zachowania żony jakie opisuje Autor, mogą być właśnie objawem depresji. Ba, to jest wysoce prawdopodobne. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne, niż "żona leń".
                                        • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 15:19
                                          korekta:
                                          ... po ok. pół roku bezrobocia MOJA ZNAJOMA wylądowała na lekach i nie była zdolna do szukania pracy.
                                        • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 16:02
                                          Sama robisz uogolnienia, sprowadzajac trwale bezrobocie do braku wsparcia ze strony rodziny.
                                          • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 16:44
                                            A gdzie? Przeciwnie- osobiście nigdy się z takimi reakcjami rodziny nie spotkałam. U siebie ani u znajomych. Dlatego tak sie zdziwiłam Twoją reakcją, którą uważam za wysoce niesparwiedliwą i okrutną.
                                • marsylvik Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 18:12
                                  vilez napisała:

                                  > Dziwne, że nie zauważasz obrażania sporej grupy ludzi (w Polsce obecnie ok. 12
                                  > %) , ale nader szybko widzisz obrażanie w tym, że ktoś ich broni.
                                  > Nie napisałaś DLACZEGO sie nie zgadzasz. Ja swoje zdanie uzasadniłam. Ty - nie.

                                  Mogę oczywiście napisać, czemu nie uznaję Twojego uzasadnienia, jeśli sama tego nie widzisz.
                                  Ludzie określający swojego współmałżonka mianem nieudacznika nie obrażają wszystkich bezrobotnych, tylko co najwyżej swojego współmałżonka. Jest to więc nadmierne, nieuprawnione uogólnienie.

                                  > A gdzie znalazłaś atak? To, że napisałam, co sądzę o czymimś myśleniu i postęp
                                  > owaniu, j nie jest to sąd pochlebny, jest atakiem?

                                  Nazwanie kogoś prostakiem jest obelgą.
                                  Uważam, że opinia wyrażona w obelżywej formie jest atakiem.
                                  Wróćmy do sedna, do mojego pytania: zauważyłaś w ogóle że kogoś obrażasz? Jeśli nie, to nie rozumiem zupełnie, czemu brnęłaś w argumentację mającą wykazać zasadnośc obrażania tych ludzi, że sobie na to zasłużyli... Tak to przynajmniej wyglądało.

                                  > > Nie uważam tak. Naprawdę przyszło Ci to do głowy?
                                  >
                                  > Tak, przyszło. I napisałam, dlaczego. Ty zaś nie piszesz, DLACZEGO coś uważasz.
                                  > Tym się różnimy.

                                  Nie widzę potrzeby uzasadniania tego.
                                  W logice i w prawie to zresztą powszechna zasada: ciężar dowodu spoczywa na stronie wywodzącej z niego skutek. Skoro wcale nie uważam z automatu osób bezrobotnych za nieudaczników, to co ja tu mam do uzasadniania?
                                  Jeśli ktoś miałby tu coś uzasadniać, to raczej Ty. Wyjaśnij mi proszę, na jakiej podstawie przyszło Ci do głowy, że ja tak uważam.

                                  Na pozostałe DLACZEGO już oddzielnie nie odpowiadam, ta sama odpowiedź. Nie mam zamiaru ciągnąć wnioskowania opartego na przesłankach, które uważam za fałszywe lub niedostatecznie uzasadnione. A zwłaszcza tłumaczyć się z insynuacji skierowanych do mnie.

                                  > Jak już pisałam, trzeba to mieć w swoich zasobach. Nie u każdego się takie myśl
                                  > enie uruchamia. Skądś ta różnica pochodzi. Napisałam, skąd. M.in. z poglądów i
                                  > postaw. Ale także- z typu osobowości.

                                  Napisałaś, że z prostactwa, od tego zaczęłaś i dokładnie z tym polemizuję. Nie z tym, że ludzie różnie reagują na tę samą sytuację.

                                  > > Jak rozumiem, jest to ogólna, mocno negatywna ocena tego co piszę/piszemy
                                  > . Co
                                  > > takiego w moich wypowiedziach spowodowało u Ciebie takie oburzenie? Co
                                  > > konkretnie jest takie "śliczne, coraz śliczniejsze"?
                                  >
                                  > Tak, moja ocena jest mocno negatywna. Przarażająca mi się wydaje postawa ludzi,
                                  > którzy potrafią tak myśleć o bliskich ludziach dotkniętych bezrobociem, a w ro
                                  > zmowie o tym ujawniają swoja postawę względem tego, co można zrobić drugiemu cz
                                  > łowiekowi "z automatu"- usprawiedliwiając to owym "automatyzmem". Moim zdaniem
                                  > ci ludzie mają solidny problem. Ze swoimi poglądami, postawami i być może osob
                                  > owościami.

                                  Rozumiem, że wydaje Ci się przerażająca postawa ludzi polegająca na czymś tam.

                                  Nie wiem czemu utożsamiasz czyjąś postawę z "potrafieniem", z ich (być może jednorazową) reakcją na skrajne dla nich okoliczności.
                                  Nie rozumiem też, dlaczego mylisz opis mechanizmu cudzego zachowania z usprawiedliwianiem samego siebie. Rzekomy problem tych ludzi ze sobą wywnioskowałaś, jak rozumiem, na błędnej przesłance, że oni się usprawiedliwiają. No więc oni się nie usprawiedliwiają, to my tutaj, osoby trzecie, o nich mówimy.
                                  • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 19:47
                                    > Mogę oczywiście napisać, czemu nie uznaję Twojego uzasadnienia, jeśli sama tego nie widzisz.

                                    Tak, lepiej, żebyś napisała, zamiast stosowac takie niskie chwyty: "jesli sama tego nie widzisz". Zdecydowanie uczciwsze w rozmowie, niż erystyka tego typu.

                                    > Ludzie określający swojego współmałżonka mianem nieudacznika nie obrażają wszystkich bezrobotnych, > tylko co najwyżej swojego współmałżonka. Jest to więc nadmierne, nieuprawnione uogólnienie.

                                    O, naprawdę? A jak to się ma do "z automatu"? To nie jest uogólnienie? Tak, obraża to osoby bezrobotne - en masse. Nieudacznik jest obelgą. I wyjątkową niesprawiedliwością.

                                    > Nazwanie kogoś prostakiem jest obelgą.

                                    A nazwałam KOGOŚ prostakiem? Spójrzmy zatem, co napisałam: "Zatem- jaką "siłą rzeczy"? Siłą czego? Siła prostactwa? " Nie odróżniasz wskazania cechy czegoś od nazwania osoby? KOGO konkretnie nazwałam prostakiem? To się dowiedz, na czym to rozróżnienie polega. Bo "prostactwo" to słowo, które nie jest obelgą - to uznanie, że pewne zachowania i myslenie cechują się prostactwem. Mam prawo do takiego uznania.
                                    Np. "nieudacznik" odnosi się wprost do osoby, czyli jest obelgą, prostactwo- jest cechą zachowania.

                                    > Wróćmy do sedna, do mojego pytania: zauważyłaś w ogóle że kogoś obrażasz? Jeśli nie, to nie rozumiem > zupełnie, czemu brnęłaś w argumentację mającą wykazać zasadnośc obrażania tych ludzi, że sobie na to
                                    > zasłużyli...

                                    Nie, nie zauważyłam. Zauważyłam natomiast, że masz skonność do naidinteprteacji i manipulowania czyimiś wypowiedziami .
                                    Nigdzie nie napisałam że ktoś sobie na coś zasłuzżł. Argumentowałam za swoim stanowiskiem. Jak można to uznać za uznanie, że ktos sobie na coś "zasługuje" - tu trzeba solidnej manipulacji.
                                    Masz solidny problem z tym, że ludzie argumentują. I odpowiadaniem na ich argumenty inaczej, niż erystycznie i manipulacyjnie.

                                    >> Tak to przynajmniej wyglądało.

                                    Dla Ciebie. Niestety, uzasadnienia nie widać.

                                    > Nie widzę potrzeby uzasadniania tego.

                                    A szkoda, bo warto swoje poglądy uzasadniać. Pisałam już, że nie lubisz uzasadniać.

                                    > W logice i w prawie to zresztą powszechna zasada: ciężar dowodu spoczywa na stronie
                                    > wywodzącej z niego skutek.

                                    Ja swoja argumentację podałam. Ty się do niej nei odniosłaś argumentacyjnie. Natomiast odrzuciłaś ją na zasadzie "nie, bo nie". Gdzie uzasadnienie tego odrzucenia, czyli ów "ciężar dowodu"? masz z tym problem.

                                    > Skoro wcale nie uważam z automatu osób bezrobotnych za nieudaczników, to co ja tu mam
                                    > do uzasadniania?

                                    Ale dyskusja dotyczy właśnie tego. Bierzesz udział w dyskusji i nie wiesz, jakie masz zdanie w tej zasadniczej kwestii?

                                    > Jeśli ktoś miałby tu coś uzasadniać, to raczej Ty. Wyjaśnij mi proszę, na jakiej podstawie
                                    > przyszło Ci do głowy, że ja tak uważam.

                                    Datego, że weszłaś do rozmowy o tym właśnie "z automatu" i to z określonej pozycji.
                                    Kimś, kto tu sie nie wywiązuje z uzasadnień, jesteś ewidentnie - Ty.

                                    > Na pozostałe DLACZEGO już oddzielnie nie odpowiadam, ta sama odpowiedź. Nie mam
                                    > zamiaru ciągnąć > wnioskowania opartego na przesłankach, które uważam za fałszywe lub > niedostatecznie uzasadnione. A zwłaszcza tłumaczyć się z insynuacji skierowanych do
                                    > mnie.

                                    Raczej dlatego, że nie masz argumentów. Insynuacji nie było. Były pytania, na które brakuje uzasadnionych odpowiedzi.

                                    > Napisałaś, że z prostactwa, od tego zaczęłaś i dokładnie z tym polemizuję. Nie z tym, że
                                    > ludzie różnie eagują na tę samą sytuację.

                                    Gdzie ta polemika? Nie ma jej.

                                    > Rozumiem, że wydaje Ci się przerażająca postawa ludzi polegająca na czymś tam.

                                    Skoro rozumiesz, to z czym polemizujesz? Bo na tym polega właśnie prostactwo moim zdaniem.

                                    > Nie wiem czemu utożsamiasz czyjąś postawę z "potrafieniem", z ich (być może
                                    > jednorazową) reakcją na skrajne dla nich okoliczności.

                                    To właśnie pokazuje, że nie zrozumiałaś, o czym była dyskusja. Jak może coś, co jest "z automatu" być "jednorazowe", czyli wyjątkowe?

                                    > Nie rozumiem też, dlaczego mylisz opis mechanizmu cudzego zachowania z
                                    > usprawiedliwianiem samego siebie.

                                    Czyżby? Moja rozmówczyni to uznała za takie właśnie. Skoro z automatu i w tych okolicznościach, to usprawiedliwione. Patrz wyżej.

                                    > Rzekomy problem tych ludzi ze sobą wywnioskowałaś, jak rozumiem, na błędnej
                                    > przesłance, że oni się usprawiedliwiają. No więc oni się nie usprawiedliwiają, to my tutaj,
                                    > osoby trzecie, o nich mówimy.

                                    Nie, to Ty źle zrozumiałaś, o czym rozmawiamy z moją rozmówczynią. A rozmawiałyśmy o statusie tego "z automatu"- czy może być usprawiedliwaniem dla tak prostackich zachowań i myśli. I to moja rozmówczyni, a nie- owi ludzie, u których się to rzekomo uruchamia "z automatu", takie zachowania próbowała usprawiedliwiać.
                                    Masz problem nie tylko z identyfikowaniem tematu rozmowy, rozumieniem stanowisk, ale także z identyfikowaniem stron biorących udział w rozmowie. Te osoby nie biora udziału w rozmowie, zatem one nie moga się tu usprawiedliwiać. Ale to jest Twoja erystyczna manipulacja.

                                    Gdybyś nadal nie rozumiała mojego stanowiska w temacie tego akurat topicu, to specjalnie dla Ciebie: moim zdaniem nie zachodzi żadne " z automatu", zachodzą tylko ewentualne prostackie myśli i postawy niektórych ludzi, i one nie mogą niczym usprawiedliwione- tym bardziej żadnym "z automatu".
                                    • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 21:16
                                      tak oczywiscie mowienie ze czyjes postepowanie jest prostactwem to zupelnie cos innego niz nazywanie kogos prostakiem, no i oczywiscie nikogo nie obraza. Ale sama mysl ze maz/zona moze miec przesadne oczekiwania szukajac pracy jest juz obelga.
                                      • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 22:12
                                        Tak, to jest właśnie zasadnicze rozróżnienie.
                                        Natomiast nazywaniem osoby bezrobotnej szukającej przez jakiś czas pracy nieudacznikiem jest wprost- obelgą. Dla całej grupy bezrobotnych.
                                        • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 23:37
                                          taka sama roznica jak powiedziec komus 'kradniesz' i jestes 'zlodziejem', jedno nie obraza osoby uczciwej a drugie juz tak? Najwyrazniej nie jestem az tak wrazliwa by lapac takie 'zasadnicze roznice', dla mnie mowienie o kims prostak i ze postepuje jak prostak to to samo. I na tym koncze te dyskusje.
                                          • marsylvik Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 00:18
                                            Ja też się poddaję :D
                                            • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 09:22
                                              Hehe :-)
    • marsylvik Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 05.01.15, 23:53
      Napisałeś teraz dużo więcej. Na tyle, że mogę już zgadywać o co chodzi ;)
      Od razu uprzedzam, że to tylko zgadywanie, może być zupełnie inaczej, nie jestem specjalistą, tylko sama miałam niedawno podobne problemy.

      > Jak wyszła to zawołałem do niej "niunia". Tak z miłością.
      > Często tak do niej wołałem i nie było z tym żadnego problemu. Takie nasze pryw
      > atne pieszczoty. Ale nie tym razem. Coś w nią wstąpiło i zaczęła wrzeszczeć jak
      > i to ja nie dobry dla niej jestem. Nawet się rozpłakała, że chcę dla niej źle (
      > tylko i wyłącznie z powodu tego słowa).

      Wydaje mi się, że ma do Ciebie o coś żal, raczej o całokształt, niż o konkretną sytuację. To nie musi być coś co robisz, albo czego nie robisz, to może być tylko jej interpretacja tego co robisz, czyli niekoniecznie trafione zgadywanie czemu coś zrobiłeś. Niestety jest to błędne koło, może się nakręcać.
      Bierze się to zwykle z niedostatku rozmów, etapu związku pod znakiem "znamy się dobrze, wiem, co myśli - po co rozmawiać?", może mieć podłoże hormonalne typu tarczyca, antykoncepcja, albo normalnie: kobieta ma okres. Może się też brać z przemęczenia, depresji, a jak mi podpowiedziano w moim wątku, także z niskiego poziomu cukru, niektórzy są na to wrażliwi.

      > Za nic nie dała sobie wytłumaczyć, że j
      > ak jej przeszkadza, że się do niej w ten sposób zwracam (wcześniej nic nie mówi
      > ła) to mogła po prostu spokojnie powiedzieć, że takie słowo jej się nie podoba
      > i byłoby po sprawie. Ale ona nie - nerw, foch i w ogóle.

      Problemy w komunikacji. Prawdopodobnie po obu stronach, chociaż może po jej stronie bardziej. To akurat, że tak to określę, najłatwiejsze do naprawy. Na nauce komunikacji opierają się w dużym stopniu różne terapie dla par i małżeństw. Polecam, na swoim przykładzie wiem że działa i dużo zmienia. Na lepsze oczywiście.

      > Jak wyjaśniłem żonie kto dzwonił to ona do mnie
      > z pretensjami i kolejną awanturą, że ją okłamuje bo nie powiedziałem jej, że p
      > ozwoliłem chłopakowi do mnie zadzwonić.
      > Tyle tylko, że po pierwsze wspomniałem
      > jej, że prosił o pomoc (może nie powiedziałem, że być może będzie dzwonił),

      Nakręciła się. Nakręcała, nakręcała i pojechała, rozjechała z rzeczywistością.
      Zdarza się każdemu, kto jest mocno wzburzony, a ma za dużo czasu na rozmowę z samym sobą pomiędzy momentem, kiedy się konflikt zaczyna a momentem jego eskalacji. Niektórym zdarza się też od razu, jeśli jakieś tam tłumione wcześniej uczucia przy tej okazji po prostu wybuchły, nałożyły się z obecnymi, albo coś się skojarzyło z czymś bardzo niefajnym z przeszłości. Sama sytuacja jest wtedy tylko zapalnikiem, więc nie ma co jej rozkminiać, bo nie o to chodziło.

      > a po drugie to taka pierdoła nie ingerująca w nasze życie, że nie ma żadnego
      > znaczenia.

      A to już Twój punkt widzenia, jeśli ona ma inny, a odniosła wrażenie, że Ty nawet nie chcesz go poznać, to od samego takiego "argumentu" mogła wybuchnąć. Dużo zależy od tego, w jaki sposób to powiedziałeś.

      > Nie rozumiem co przeszkadza żonie, że komuś pomagam. I ona też tego nie p
      > otrafi określić. Wiadomo tylko, że jest jej źle z tego powodu.

      Wydaje mi się, że może za tym stać żal do Ciebie, że "innym to pomagasz, a mnie nie chcesz nawet zrozumieć". Jeśli nie potrafi określić w czym masz jej pomóc, to trudno jej wyrazić, że w ogóle potrzebuje pomocy, wie tylko że jest jej źle i że to przez Ciebie...
      Praktyczna podpowiedź: jak widzisz, że jest w gorszym nastroju, to zapytaj "kochanie, widzę, że masz chyba zły dzień, jak mogę Ci pomóc?". Nawet jeśli nie będzie potrafiła określić jakiej pomocy potrzebuje to i tak dostanie wsparcie, deklarację pomocy w razie potrzeby.

      > I teraz zastanawiam czy jest jeszcze szansa na normalne życie czy lepiej się od
      > razu rozwodzić (dzieci nie mamy). Chciałbym jakoś wrócić do normalności, bo w
      > takiej atmosferze nie wytrzymam.

      Na to częściowo odpowiedziałam. Jak pisałam, byłam w podobnej sytuacji. I już chyba nie jestem, albo już prawie nie jestem.
      Jak się przyłapałam na tym, że czuję ulgę, że mój facet się w tym tygodniu nie wściekł (i mam na myśli wściekłość, awanturę i żale o głupotę albo zupełnie bez powodu, podobnie jak w Twoich przykładach, a nie żadne tam lekkie podirytowanie czy zły humor), to stwierdziłam, że z nim czy bez niego ale do psychologa się wybieram. Bo jeśli sytuacja się nie zmieni, to ja wysiadam, w takiej atmosferze nie wytrzymam. Wybrał się w końcu ze mną, choć dopiero kiedy mu wyjaśniłam, że jeśli się między nami nie zmieni, to ja odchodzę, a nie widzę szansy na zmianę, jeśli on nic z tym nie zrobi. Sama bez niego nic nie zmienię. On to chyba nadal odbiera jako szantaż...
      Ale chodzimy teraz oboje, uczymy się ze sobą rozmawiać, on rozkminia z psychologiem swoje problemy, ceni to sobie, poza tym trop o jego zdrowiu, który mi ktoś na tym forum podpowiedział, jest chyba właściwy. Poprawa jego zdrowia, pilnowanie regularnych posiłków ma widoczny i zbawienny wpływ na sytuację między nami. Po prostu jego zdrowie i nasze jakieś tam braki emocjonalne i komunikacyjne nałożyły się na siebie i razem dały taki paskudny efekt. Dlatego latami było dobrze, aż nagle, bo u nas to było nagle, się popsuło.
      A ja też, jak się okazuje, robiłam sporo błędów w komunikacji. Będąc przy tym przekonana, że tak nie jest "bo to przecież nie ja to, śmo, owamto, bo przecież jestem asertywna i mówię otwarcie o uczuciach i oczekiwaniach". I nadal pewnie robię, tylko trochę mniej :P
      Dogadywać się już dogadujemy, po pół roku pracy z psychologiem nie zdarza sie nam (jemu) już pretensja-o-niewiadomo-co, tylko w miarę normalne spięcia, które zazwyczaj udaje się szybko wyjaśnić i wybaczyć.

      Więc ja od siebie radziłabym spróbować zawalczyć, sama zawalczyłam. Zacząć od zbadania tarczycy, psycholog równolegle, bo zwłaszcza komunikacja jest ważna. Tu masz przykładowy artykuł na ten temat. Jeśli Ci taka forma odpowiada, to na tym samym portalu jest ich więcej. Uważam, że akurat te o komunikacji są wszystkie bardzo dobre.
    • jamesonwhiskey Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 13:04
      stary, nogi za pas i w las, nie chce nikogo tu obrazac ale jedynym okresleniem jakie przychodzi mi do glowy ze to kompletny swir
      • molly_wither Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 17:03
        Albo za duzo whisky,albo zly login.Pasowalby "zajac".


        jamesonwhiskey napisał:

        > stary, nogi za pas i w las, nie chce nikogo tu obrazac ale jedynym okresleniem
        > jakie przychodzi mi do glowy ze to kompletny swir
    • ortolann Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 14:21
      Czyli coś się dzieje w Waszym związku i winna temu jest żona. No to super: masz osobę odpowiedzialną i po dwóch jej wybuchach myślisz jak tu wziąć nogi za pas. W takim razie Twoje sumienie jest czyste i możesz spokojnie spać, c'nie?
      Piszesz, że zmarnowała pracę. A co się takiego stało, że ją zmarnowała? Notorycznie się spóźniała? Zaniedbywała swoje obowiązki? Była trudna we współpracy? Obrażała kontrahentów? Skąd wiesz, że tę pracę zmarnowała? To Twoje domysły czy też relacja koleżanki? Dlaczego tak alergicznie żona na tę koleżankę zareagowała? Czy to nie jest tak, że żona wyczuwa Twoje pretensje i wie, że masz do niej żal, że nie pracuje, ona może odczuwa, że Ty nią pogardzasz (choćby nawet nie było to prawdą, ale i dla mnie cień tej pogardy z Twoich postów wyziera). W tej sytuacji to Twoje "niunia" było jak zapalnik, może nawet jak policzek?
      Jeśli Ci zależy na niej i na tym małżeństwie, to trzeba będzie zakasać rękawy, porzucić własne ego na chwilę i dopuścić do świadomości, że bardzo bliski Ci człowiek cierpi. Zakasać rękawy, czeka Was bowiem ciężka praca. Ale jeśli nie chcesz tego ratować i ocenisz, że nie chcesz już poświęcać swojego wkładu w ten związek to trzeba go zakończyć. I to też będzie uczciwe.
      • sebalda Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 16:30
        Wyrwane z kontekstudwa zzdarzenia, w ktorych robi sie z partnera/partnerki idiotke/zrzedze/zołzę. Ja niewinny/niewinna. A jak jednak miedzy slowami wyłania sie kawalek prawdziwej przyczyny, to autorka/autor znika. Jakie to typowe.
        A co do wybuchu po jednej "niuni" polcam artykul w ostatnch WO na temat niekontrolowanych wybuchow agresji. Ja osobiscie nie wierze w takowe bez powodu.
      • molly_wither Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 17:01
        Za wiele wymagasz od mezczyzny.
        ortolann napisała:

        > Czyli coś się dzieje w Waszym związku i winna temu jest żona. No to super: masz
        > osobę odpowiedzialną i po dwóch jej wybuchach myślisz jak tu wziąć nogi za pas
        > . W takim razie Twoje sumienie jest czyste i możesz spokojnie spać, c'nie?
        > Piszesz, że zmarnowała pracę. A co się takiego stało, że ją zmarnowała? Notoryc
        > znie się spóźniała? Zaniedbywała swoje obowiązki? Była trudna we współpracy? Ob
        > rażała kontrahentów? Skąd wiesz, że tę pracę zmarnowała? To Twoje domysły czy t
        > eż relacja koleżanki? Dlaczego tak alergicznie żona na tę koleżankę zareagowała
        > ? Czy to nie jest tak, że żona wyczuwa Twoje pretensje i wie, że masz do niej ż
        > al, że nie pracuje, ona może odczuwa, że Ty nią pogardzasz (choćby nawet nie b
        > yło to prawdą, ale i dla mnie cień tej pogardy z Twoich postów wyziera). W tej
        > sytuacji to Twoje "niunia" było jak zapalnik, może nawet jak policzek?
        > Jeśli Ci zależy na niej i na tym małżeństwie, to trzeba będzie zakasać rękawy,
        > porzucić własne ego na chwilę i dopuścić do świadomości, że bardzo bliski Ci cz
        > łowiek cierpi. Zakasać rękawy, czeka Was bowiem ciężka praca. Ale jeśli nie chc
        > esz tego ratować i ocenisz, że nie chcesz już poświęcać swojego wkładu w ten zw
        > iązek to trzeba go zakończyć. I to też będzie uczciwe.
        • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 17:36
          Nawet jezeli zona ma jakis problem to robienie awantury po slowie 'niuniu...' i telefonie od dziecka znajomej nie jest normalna reakcja i maz ma prawo byc tym zirytowany. Naprawde uwazacie ze kobiety nalezy traktowac jako naturalnie niezdolne do kontrolowania i przewidywania wlasnych reakcji? Zona robi awanture ale wina jest wylacznie partnera?
          • ortolann Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 17:48
            A kto tak powiedział? Zacytuj, proszę słowa, które o tym mówią.
            • konwalka Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 18:02
              chocby nie wiem jak bardzo oczywista sprawa była opisana w poscie, zawsze babskie grono znajdzie winę w facecie
              nawet tym, który wydaje sie byc ofiarą
              tak, powaznie rozważyłabym natychmiastowe wylogowanie sie z małżenstwa gdyby mąż urzadził mi scene pn: "nie ustalałem z tobą czy moze ktos do ciebie zadzwonic"
              • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 18:11
                Naparwdę? I nie pomyśłabyś o tym, z czego takie dziwne zachowanie może wynikać? Bo pewna możliwośc tu się rysuje...

                Rzecz w tym, że sparwa opisana w poście startowym wcale nie jest oczywista. A dotychczasowe dopowiedzenia autora uczyniły ją dla mnie jeszcze bardziej nieoczywistą.

                Takie sygnowanie sprawy - "zawsze babskie grono znajdzie winę w facecie "- trąci mizoginią.
            • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 18:41
              "No to super: masz osobę odpowiedzialną i po dwóch jej wybuchach myślisz jak tu wziąć nogi za pas. W takim razie Twoje sumienie jest czyste i możesz spokojnie spać, c'nie? " - to nie sugestia ze facet ma jednak cos na sumieniu?
              "Czy to nie jest tak, że żona wyczuwa Twoje pretensje i wie, że masz do niej żal, że nie pracuje, ona może odczuwa, że Ty nią pogardzasz " - to tez nie jest sugestia ze maz nie wspiera i ze nie rozumie i to powoduje te wybuchy?

              • ortolann Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 20:10
                Kobietko, dziewczynko: czy te sformułowania sugerują wyłączną winę partnera?
                • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 21:18
                  sugeruja i wine i odpowiedzialnosc partnera za sytuacje.
          • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 18:07
            Oczywiście, ze nie to nie jest normalna rekacja. Dlatego Autor został zapytany, czy to stan ciągły, czy wyskok.
            Do mozliwości, że to moze byc np. wynik depresji spowodowanej sytuaja braku pracy się jeszcze nie ustosunkował.
            • konwalka Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 19:54
              tak, wlaczylaby mi sie opcja- uciekac
              bez wzgledu na to, czy histeryczna potrrzeba kontroli miala podstawe w przekonaniu, ze bedac przez rok jedynym zywicielem rodziny jestem wystarczajaco wspierajaca czy niewystarczajaco czy w czymkoliwke innym

              masz racje vilez- czasami na tym forum bywam mizoginką
              z przyjemnością
              • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 20:05
                A ja bym najpierw poszukała źeródła takich zachowań. Które to źródło może tkwić w tym, o czym napisałam.

                Czemu Ci sprawia przyjemność bywanie mizoginką na forum? Nie czujesz, że to jest nie ok względem rozmówczyń?
                • konwalka Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 21:32
                  chyba na przekór
                  potwornie mnie wkurza jednotorowa tendencja do zauwazania drzazgi w oku facetów i omijania belki w tym kobiecym
                  sorry, ale to wyzwala we mnie antyfeministyczne mysli
                  • vilez Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 06.01.15, 22:13
                    No, ale w tym wątku tak przecież nie jest. Sa tu różne stanowiska.
      • mirek_drzew Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 13:13
        Nie chodzi o te dwa wybuchy tylko o całokształt. Te dwa wybuchy to tylko przykłady, ale tego typu sytuacji jest dużo więcej. Banalne sytuacje są sprowadzane do nie wiadomo jak wielkich problemów.
        Pracę straciła z powodu trudnej współpracy. Wiem to od niej. Szef na pod koniec okresu próbnego powiedział jej, że nie przedłużą jej umowy właśnie z tego względu. Zresztą ona też tam nie chciała pracować już więcej, więc nawet jeśli oni chcieliby ją nadal to ona by się nie zgodziła.
        Ona nie zareagowała alergicznie na znajomą, ani nawet na jej syna, który dzwonił, ale na sam fakt, że ja komuś pomagam. I to nie był pierwszy raz. Kilka miesięcy temu jak brat poprosił mnie o przejrzenie umowy, którą chciał podpisać to żonie też się to nie podobało. Jeszcze zrozumiałbym jej pretensje, gdyby moja pomoc dla innych zabierała dużo czasu, ale w obu tych przypadkach było to w sumie ze dwie godziny.
        Nie mam do niej pretensji, że nie pracuje. Jak nie chce to nie musi. Ale denerwuje mnie jej podejście do pewnych sytuacji. Jak jej się nie podoba, że ją tak nazywam to mogła mi to po prostu powiedzieć, a nie robić awanturę. Wcześniej też się tak do niej zwracałem i nigdy nie miała z tym problemu.
        Mi zależy na ratowaniu tego związku. W przeszłości było wiele dobrego. Ale sam tego nie zrobię. Wszelkie moje propozycje (np. terapia małżeńska, psycholog) są przez nią odrzucane. A od niej nie ma żadnych konstruktywnych propozycji. Ja już nawet podjąłem decyzję, że sam pójdę do poradni. Może tam coś doradzą jak z nią rozmawiać.
        • pade Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 17:28
          I to właśnie powinieneś zrobić. Porozmawiać z kimś i nauczyć się, jak Ty masz siebie chronić przed takimi zachowaniami i co Ty możesz ze swojej strony zrobić, by było lepiej.
    • lilith76 Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 12:07
      W świetle informacji o utracie pracy i dłuższym bezrobociu - może to też być depresja nerwicowa, a "niunia" została odebrana jako utrącenie jej i tak wątłego poczucia wartości (dla ciebie to pieszczotliwe, dla kogoś innego protekcjonalne).
      Depresja to nie tylko katatonia, smutek i płacz. Czasami objawia się też wybuchami złości.
      • sebalda Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 13:53
        Nie rozumiem sytuacji, w której jedno z małżonków ma pretensje do drugiego bez zdania racji. Ona mówi do męża, że jest dla niej niedobry, a gdy on chce szczegółów, to ona mówi: bo tak! Z reguły jeśli w związku coś nie gra, strony są w stanie określić, na czym to polega, co im nie odpowiada i dlaczego. Jak można robić takie ogólnikowe zarzuty i nie umieć ich sprecyzować? To jakiś absurd.
        A żona od przemocowców Cię nie wyzywa? Już jeden tutaj taki był, co to żona od niego uciekała, ale na terapię iść nie chciała, konkretów też nie podawała. On się przyznał tylko do tego, że czasami może jej coś odburknąć. Ale oczywiście tylko wtedy, gdy ona go sprowokuje. Aż mam podejrzenia, że zmieniłeś nicka.
        • ola_dom Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 14:18
          sebalda napisała:

          > Nie rozumiem sytuacji, w której jedno z małżonków ma pretensje do drugiego bez zdania racji.

          Tak się niestety czasem dzieje np. w depresji. Albo przy huśtawce zafundowanej przez Hashimoto. Które także często powoduje depresję.
          Choć oczywiście nie tylko.
          Ale bywa, że człowiek jest zdołowany, nieszczęśliwy - i wcale nie umie powiedzieć, dlaczego. I drażni go cały świat - albo ten, kto jest najbliżej, jeśli od świata akurat ucieka (no bo ma depresję).
          • lilith76 Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 14:43
            Osoba w depresji (niekoniecznie żona autora wątku) ma w głowie soczewkę przez którą przepływa rzeczywistość i wypada zniekształcona. Zniekształcone ludzkie słowa, miny, gesty, intencje. Jak w gabinecie krzywych luster.
            Jest dla niej nie miły? Bo ona tak czuje? A dlaczego, konkrety? Ona tak czuje i już. Tak jak mówisz, że jest słoneczny dzień - nie opisujesz poszczególnych promieni słońca. Jest słonecznie i już.
            • sebalda Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 15:52
              Nie no, ja nie piszę o patologiach ani chorobach, ale o normalnym związku, który opisuje jedna strona i jest jej wygodniej przedstawić drugą stronę jako czepiającą się i awanturującą, ale jak zapytać, co ma jej samej do zarzucenia ta druga strona, to unika odpowiedzi albo pisze: nie umiała powiedzieć.
              Niewykluczone, że trop choroby jest słuszny, bo tylko on by tłumaczył, dlaczego osoba wcześniej normalna, niesprawiająca problemów (autor pisze, że były bardzo dobre czasy) nagle, bez zdania racji, bez powodu (jak pisze autor), bez rewolucji życiowej na przykład w postaci śmierci bliskiej osoby czy urodzenia dziecka, nagle zamienia się w niezrówoważoną furiatkę.
              • chocolate_cake Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 22:00
                Autor wątku już chyba pisał pod innymi nickami na forum Oszczędzamy, chyba że się mylę to przepraszam.
                • 71tosia Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 22:38
                  jezeli nawet, to cos zmienia? Ludzie szukaja pomocy w roznych miejscach.
                  • chocolate_cake Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 07.01.15, 23:22
                    Nie, oczywiście że nie ma w tym nic złego. Tylko tamten pan narzekał, że żona nie pracuje, nie chce pracy podjąć i jeszcze za dużo wydaje na jednorazowe bilety autobusowe. No dobrze, tak mi się skojarzyło, może to nie ten sam facet. Nieistotne już ;)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 03:43
      Polemizując nieco z tytułem wątku i z częścią Pana wpisów , mogę powiedzieć, że to, co się dzieje w Państwa związku to jest normalność. To co Pan opisał wygląda na kryzys, a te są w związkach oczywiste. I nie muszą od razu powodować myśli o rozwodzie.
      Rozumiem, że żona jest zarzewiem konfliktów. Ale mimo to odpowiedzialność za kryzys z tego wynikający ponosicie pewnie oboje.
      Pana rolą w jego pokonywaniu, może być zrozumienie i wyrozumiałość z jednej strony, a stawianie granic z drugiej. Takim stawianiem granicy może być dokończenie diagnostyki tarczycy lub pójcie na terapię pary.
      W dobie kryzysu małżeńskiego nie należy obliczać swoich zasług lub cierpienia. Tylko działać w nadziej , że kryzys minie. Jak kryzys pozytywnie minie to będzie sukces, który też jest wpisany w związek. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • lilith76 Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 09:21
        Super rada. Mądra, rozsądna.
        Tylko rzeczywistość staje w poprzek :)
        Jak przekonać żonę autora wątku, że ma kryzys i powinna przejść go z mężem (zrobić badania, bardziej się aktywizować) :)
        • anku1982 Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 09:28
          dla mnie najbardziej zaskakujące jednak jest że ten mądry facet wpadł na pomysł aby iść na terapię, mam wrażenie że częściej jeżeli jest kryzys to kobiety szukają metod aby rozwiązać sensownie jego sprawę. Większość facetów uważa, że terapia to głupota, rzecz zupełnie nie potrzebna, samo się rozejdzie po kościach. Brawo dla tego Pana (mimo że pisał tu o myślach rozwodowych)!
          • mirek_drzew Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 13:47
            Z przekonaniem żony do badań nie będzie większego problemu. Z tą tarczycą było wiadomo, że coś nie tak i sama chciała iść tylko takie rzeczy ciągle się odkłada. Gorzej z terapią. A najśmieszniejsze (taki śmiech przez łzy) jest to, że jeszcze przed ślubem braliśmy udział w naukach przedmałżeńskich i w ramach tego były też rozmowy w poradni. I żona (wtedy jeszcze narzeczona) powiedziała, że jak będziemy mieli problemy to w tej poradni będziemy szukać pomocy. A mi się tylko śmiać chciało - jakie problemy? Też wtedy uważałem, że to niepotrzebne i sami sobie poradzimy. A teraz wszystko się odwróciło.
            • lilith76 Re: Czy jest jeszcze możliwy powrót do normalnośc 08.01.15, 15:46
              Z tą tarczycą było
              > wiadomo, że coś nie tak i sama chciała iść tylko takie rzeczy ciągle się odkład
              > a.

              Radziłabym jednak się zająć. Moja mama zmarła nagle z powodu zaniedbanej nadczynności tarczycy, dostała zapaści. Ciągle uważała, że czuje się świetnie, nie potrzebuje leków i do lekarza kiedyś tam się wybierze. Oczywiście to nie był początek choroby, tylko jego zaawansowana faza.
Pełna wersja