mirek_drzew
05.01.15, 11:49
Moja żona przeżywa jakiś kryzys, który objawia się następująco (podane akcje to tylko przykłady, ale jest ich więcej):
1. W Sylwestra wróciliśmy wieczorem do domu. Ja usiadłem na kanapie, ona poszła jeszcze do łazienki. Jak wyszła to zawołałem do niej "niunia". Tak z miłością. Często tak do niej wołałem i nie było z tym żadnego problemu. Takie nasze prywatne pieszczoty. Ale nie tym razem. Coś w nią wstąpiło i zaczęła wrzeszczeć jaki to ja nie dobry dla niej jestem. Nawet się rozpłakała, że chcę dla niej źle (tylko i wyłącznie z powodu tego słowa). Za nic nie dała sobie wytłumaczyć, że jak jej przeszkadza, że się do niej w ten sposób zwracam (wcześniej nic nie mówiła) to mogła po prostu spokojnie powiedzieć, że takie słowo jej się nie podoba i byłoby po sprawie. Ale ona nie - nerw, foch i w ogóle. Mieliśmy sobie na ten wieczór przygotować romantyczną kolację, ale po awanturze, która trwała ze dwie godziny wszystkiego mi (i jej chyba też) się odechciało. Koniec końców spędziliśmy ten wieczór oglądając TV i ze sobą nie rozmawiając już później. Następnego dnia jeszcze zarzuciła mi, że zepsułem tamten wieczór. I znowu nie udało mi się jej przekonać, że to ona zepsuła. Bo nawet jeśli nie spodobało jej się, że ją nazwałem w taki sposób to mogła to spokojnie powiedzieć, a nie wydzierać się.
2. Wczoraj zadzwonił do mnie syn koleżanki z pracy. I żona obrażona do mnie, że z kimś rozmawiam (a trwało to niecałe 3 minuty). Chodziło o to, że chłopak pisze jakiś program i natrafił na pewne trudności, a ponieważ ja pracuję w tych klimatach to ta koleżanka zapytała się czy dałoby radę mu pomóc. Zgodziłem się i najpierw ze dwa razy napisał mi maile (na które mu odpowiedziałem), a teraz jeszcze zadzwonił dopytać o szczegół. Dodam jeszcze, że ta właśnie koleżanka bardzo pomogła znaleźć pracę mojej żonie (żona popracowała tam tylko przez okres próbny, ale to już inna historia). Jak wyjaśniłem żonie kto dzwonił to ona do mnie z pretensjami i kolejną awanturą, że ją okłamuje bo nie powiedziałem jej, że pozwoliłem chłopakowi do mnie zadzwonić. Tyle tylko, że po pierwsze wspomniałem jej, że prosił o pomoc (może nie powiedziałem, że być może będzie dzwonił), a po drugie to taka pierdoła nie ingerująca w nasze życie, że nie ma żadnego znaczenia. Nie rozumiem co przeszkadza żonie, że komuś pomagam. I ona też tego nie potrafi określić. Wiadomo tylko, że jest jej źle z tego powodu.
I teraz zastanawiam czy jest jeszcze szansa na normalne życie czy lepiej się od razu rozwodzić (dzieci nie mamy). Chciałbym jakoś wrócić do normalności, bo w takiej atmosferze nie wytrzymam.