czy ten związek może mieć jeszcze sens?

12.01.15, 00:06
jestem w kropce, miotam się, nie potrafię spojrzeć na sprawę trzeźwo....
to może od początku:
mój mąż jest osobą zamkniętą w sobie, umiejętności komunikacyjnych prawie brak, nie umie być asertywny, mówiąc "nie" rani innych
ja z kolei widzę siebie tak: jestem introwertyczką, choć nie aż taką jak on. mam skłonności do biernej agresji, które kontroluję w 90% sytuacji
przed narodzinami dziecka pomimo to nam się układało, rzadko pojawiały się takie chwile, które teraz są nagminne. zdawałam sobie sprawę, że nie jest i nie będzie gaduła i że nigdy np nie przegadamy nocy, ale nadrabiał czułością, zainteresowaniem, szacunkiem w stosunku do mnie. był zainteresowany moim życiem i wspierał mnie.
już w czasie ciąży nasze relacje się pogorszyły, ja widzę to tak, że M coraz częściej na mnie "warczał" - nie mając żadnych powodów na bieżąco zachowywał się jak ktoś kto jest obrażony, ma zły humor, zabija wzrokiem, mówi tak cicho, że nie da się go usłyszeć i twierdzi, że to ja udaję głuchą. nie oczekuję uśmiechu non stop, wiem, że ktoś może być zmęczony, nie w sosie itp. on temu zaprzecza, mówi, że nic mu nie jesy ale mam wrażenie, że obrywam w takiej sytuacji ja, a na to nie zasłużyłam, nie chcę i nie umiem pozostawiać tego bez reakcji. jak cokolwiek próbuję powiedzieć lub zapytać jego reakcja jest taka w stylu "po co się odzywasz" np. prawie każde zdanie jest zbudowane mniej więcej tak: " no przecież .....(tu bardzo krótka treść właściwa zdania).... no" np: no przecież nie ma potrzeby no/no ale o co chodzi no/no tak/no ale po co/... i to wypowiedziane oczywiście grobowym głosem ze wzrokiem wbitym gdziekolwiek byleby nie we mnie
czułam się też tak, jakbym nie mogła cieszyć się ciążą, albo niczym innym, on chyba nigdy nie pogłaskał mnie po brzuchu (nie wymagam), ale też czymkolwiek ja się ekscytuję to on jakby akurat próbował podważyć sens tej radości np "wow, ale boska była ta wizyta (w stuletnim tureckim hammamie, gdzie masujący nas facet śpiewał nam tureckie modły, które odbijały się echem po niesamowitym kopulastym sklepieniu) "e, tam, ściema dla turystów, zrobił to tylko o to, żeby zareklamować pełny pakiet 2 godzinny i nam go wcisnąć za ciężką kasę" albo "ale słodko wyglądał ten nasz bobas na usg, i fikal już łapkami i nóżkami" "jak to dziecko, i co z tego?". każdy z tych pojedynczyć tekstów sam w sobie mógłby być ok, ale chodzi też o ilość tych jego komentarzy, odpowiada tak chyba na 99% tego co mówię.
Do tego jego żarty, przestał się uśmiechac do mnie już wcale, a jedynie gdy ze mnie kpi "np hahahha, zobacz jaki tu mamie wystaje wałeczek na brzuchu, poklep mamę to się potrzęsie" albo gdy coś mi się nie uda jest to jednym z niewielu dla niego powodów do uśmiechu. albo prosi mnie, żebym ugotowała np spaghetti, po czym jak zrobię i wraca z pracy to wypala "co tak capi????!!!" a za chwilę "o, nie, ble..." "a z czym? a jak to dodasz to ja nie zjem" a na samym końcu "nie mam ochoty na spaghetti" i takie kaprysy jedzenieowe ma non stop, a sposób w jaki to mówi mnie rani
Jest mistrzem beznadziejnych raniących tekstów, które ona nazywa faux pas i czasem trochę wierzę mu, że nie nie chciał, tylko ma problem z doborem słów np po naszej kłotni, pogodzeniu się , wyjaśnieniu choć trochę, rozładowaniu wstępnym atmosfery, nawet płaczu wspólnym, on nagle ni z gruszki ni z pietruszki i nie na temat słodkim głosem, że to niby tłumaczy naszą kłótnię "no bo ty jesteś taka przemądrzała" (w wielu kwestiach potrafię się zabić w pierś, ale tu pewna jestem: nie jestem zarozumiała)
W ogóle mnie już nie chwali, nie komplementuje, nie wspiera. np wymyślę sobie małą aktywność, która może mogłaby stać się w przyszłości własną działalnością, a on "ale głupia nazwa" (czy musze dodawać, że od wszystkich znajomych na logo i nazwę dostałam ochy i achy?). Urodziłam duuuże dziecko siłami natury, walcząc od 4 do 18 na stojąco i na piłce, rezygnując ze znieczulenia, leżenia, prosząc o jeszcze chwilę bez cesarki, interwencji, położna potem mnie odwiedza po dwóch dniach mówiąc, że byłam BARDZO dzielna i rzadko która kobieta walczy zaciekle, a on co? nic nigdy na ten temat nie powiedział i nie powie, kwiatka, całusa nie da, nie zapyta nigdy jak się czuję....

Mogłabym długo wymieniać przykłady, ale chyba wiadomo o co chodzi, on prawie się do mnie nie uśmiecha, jak ja się nie odezwę to nie mówi, chyba że z absolutnej koniecznosci, a jak się odezwie to tak jak powyżej. Miewa okresy gdy jest prawie jak mój dawny M ale są coraz krótsze i rzadsze.

Moi teściowie nie mieszkają tak blisko, rzadko miałam okazję obserwować ich relację, no i na początku naszej znajomości też nie odkryli swoich kart, widywałam ich często w formalnych sytuacjach, wesela, goście na weekend itp. Ale teraz podczas Wigilii prawie spłynęłam pod stół - mój teść tak właśnei się zachowuje w stosunku do teściowej, chyba nawet gorzej, tylko moze nie jest tak zamknietą małomówną osobą.... A co najgorsze mój mąż traktuje swoją matkę jak najgorszą!

No i to co opisałam to połowa problemu, druga jest taka: moja reakcja i błędne koło z tego wynikające.

Wkurzam się, nie zgadzam się na ranienie mnie, nie będę reanimować tego związku jeśli stwierdzę wkrótce zgon, odejdę od męża, mówię na bieżąco o tym co mi się nie podoba - to wydaje mi się ok. Ale tez zbytnio wybucham, kiedyś dawałam sobie na wstrzymanie, ale teraz jestem tak rozdrażniona mężem, że gdy widzę pierwszy jego dąs po okresie miłego zachowania, to wstępuje ze mnie diabeł, zaczynam się czepiać wszytskiego, obrażać się, kłócić. On oczywiście zaprzecza, mówi, że (niepotrzebne skreślić): jego wypowiedzi są miłe, zabawne, wystaczająco głośne, że ja się czepiam, że mu wmawiam, że jestem przewrażliwiona, że mam problemy ze sobą, ze jestem nienormalna, że ponoszą mnie ciążowe hormony. Do tego następuje ujawnienie pretensji jakie chował do mnie. Do konstruktywnych wniosków z konfliktu prawie nigdy nie dochodzimy, on nie chce rozmawiać. Kiedyś napisałam list, zrobił mi awanturę, ze jak tak można nie twarzą w twarz. To napędza tylko błędne koło, on się dystansuje, zamienia w taki robocik do sprzątania, totalnie oddalamy się od siebie.
O terapii rozmawialiśmy, wspomniał mąż, ale jako motywację podaje to, że on zamierza tylko udowodnić, że ja go źle widzę i oceniam.
Na chwilę obecną chyba już nie wierzę w ten związek, zbieram się w sobie, żeby podjąć ten krok (nie usprawiedliwiam się, ale nie będzie mi łatwo samej, mam małe dziecko którym się zajmuję i nikogo kto by się nim zajął gdy pójdę do lekarza, na rozmowę kwalifikacyjną itp). A co najważniejsze waham się jeszcze, bo szkoda mi związku z mężczyzną, który w 90% jest idealny !!!! Idealny partner w pracach domowych, idealny ojciec, dba o nasze rodzinną przyszłość, jest bardzo odpowiedzialny, jest dobrym kochankiem, jest pomocny, lubimy w podobny sposób spędzać czas i ten czas razem bardzo miło nam się spędza, kiedyś przez 95, a teraz przez 25% czasu...

Nie wiem co jest prawdą i nie potrafię spojrzeć na to z boku:
OPCJA A: on ma bardzo złe wzorce i rokowania, nawet gdyby chciał się zmienić, a ja hipotetycznie nawet byłabym ideałem to i tak nie zmieni się na tyle, żeby nasz związek był udany
OPCJA B: gdyby on chciał się zmienić to mamy szanse powodzenia jeśli i ja popracuję nad sobą
OPCJA C: to ja i moja agresja (jego zdaniem) jesteśmy źródłem problemu, bo on czuje się zaszczuty, czuje, ze wszystko robi źle i mnie nie zadowoli, aj nie doceniam jego starań.
OPCJA D: on jest introwertykiem i nie mam prawa naciskać go na zmianę. Moje naciski na niego wywołują reakcję w postaci jego "złośliwego" zachowania. Nie jesteśmy dopasowani, związek nie jest nam pisany
    • marsylvik Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 06:02
      Przedstawiasz fakty, tak jak Ty je widzisz i oceny. Nie ma tu mowy o Tobie, o Twoich uczuciach, tylko o Twoich reakcjach i Twoich oczekiwaniach wobec męża, które Ty sama oceniasz niezbyt realistycznie.
      Czy tak właśnie rozmawiasz z mężem, jak tu o Was piszesz?

      Myślę, że oboje macie sporo do nauczenia się w zakresie komunikacji.
      Stawiam na opcję B.
      I stawiam na to, że terapia akurat w Waszym przypadku byłaby niesamowicie skuteczna.

      Jeśli to on ją zaproponował, to jego motywacja jest mało istotna, można ją też różnie rozumieć, psycholog zapewne zrozumie ją inaczej niż Ty. Jeśli rzeczywiście w większości to jest super facet jak piszesz, jeśli szkoda by było to tracić, to korzystaj i kuj żelazo póki gorące, idźcie na terapię małżeńską jak najszybciej. Akurat komunikacji można się nauczyć.
      • amb25 Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 07:56
        A ja stawiam na opcje E: jego wzorce i twoja agresja. Rzadko wina lezy tylko po jednej stronie.
        Czy czlowiek moze sie zmienic? Nie wiem....
      • sebalda Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 11:34
        marsylvik napisała:

        > Przedstawiasz fakty, tak jak Ty je widzisz i oceny. Nie ma tu mowy o Tobie, o T
        > woich uczuciach, tylko o Twoich reakcjach i Twoich oczekiwaniach wobec męża, kt
        > óre Ty sama oceniasz niezbyt realistycznie.

        To chyba inny post czytałyśmy, bo ja uważam, że autorka dużo napisała o sobie. Także krytycznie.
        Nie odbieram tego, jako np. tylko oczernianie i narzekanie na męża, a omijanie własnych wad. Co jest częste na forach.
        Mąż jest nie tylko mało wylewny, co samo w sobie może być męczące, ale nie jest winą, jest zwyczajnie złośliwy, wydaje się czerpać satysfakcję z dołowania żony. A to nie jest ok. Takie sączone długo złośliwości wyprowadziłyby z równowagi każdego. Tak niestety często działają tego typu osoby. Sprowokować, potem rżnąć głupa, z osoby sprowokowanej zrobić wariatkę i furiatkę. Polecam lekturę Molestowania moralnego.
        Światełkiem w tunelu jest propozycja terapii, choć mrozi trochę stwierdzenie męża, że taka terapia ma wykazać jego brak winy i Twoją agresję. Przy niedoświadczonym terapeucie to może mu się udać:( Niemniej jeśli taka propozycja padła, radzę iść na taką terapię, bo albo traficie na dobrego specjalistę, który rozwikła problem, albo choćby wytrącisz mu argument z ręki, że ona tak się stara, nawet terapię proponuje, a Ty i to odtrącasz. Idźcie, a potem raz jeszcze zrewidujesz swoje stanowisko. Fajnie by było, gdybyś jeszcze tutaj napisała, jak to się rozwija. Niestety nasilenie tego typu zachowań u mężczyzny, gdy kobieta zachodzi w ciążę, jest typowe i gorzej rokujące:(
        • marsylvik Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 13:26
          sebalda napisała:

          > To chyba inny post czytałyśmy, bo ja uważam, że autorka dużo napisała o sobie.
          > Także krytycznie.

          Ten sam, ten sam, tylko na innych poziomach ;)

          Niedawno przerabiałam to u siebie. Niby to głównie po drugiej stronie problemy, ale jak się okazało ja też niewiele wiem o komunikacji w związku... No i widzę u niej swoje własne błędy. I jestem pewna, że ona sama ich nie widzi, tak jak ja nie widziałam, i nie jest w stanie zobaczyć, ja jej też ich nie bardzo jestem w stanie pokazać. A specjalista potrafi. I w sumie to jest pozytywne, bo jeśli nie wszystko leży po stronie męża, to by oznaczało, że nawet bez jego współpracy ona jest w stanie zmienić coś na lepsze.

          > Nie odbieram tego, jako np. tylko oczernianie i narzekanie na męża, a omijanie
          > własnych wad.

          Też tak tego nie odbieram.

          > Mąż jest nie tylko mało wylewny, co samo w sobie może być męczące, ale nie jest
          > winą, jest zwyczajnie złośliwy, wydaje się czerpać satysfakcję z dołowania żon
          > y. A to nie jest ok.

          Złośliwość nie jest OK. Tylko jakoś tak jestem przeczuwam, że jak żona zwraca mu uwagę, że to co powiedział było złośliwe, to on odpowiada, że jest przewrażliwiona albo się nie zna na żartach... Tymczasem szansa, że psycholog, skoro mąż sam jest chętny na terapię, otworzy mu na to oczy jest o wiele większa.

          > Światełkiem w tunelu jest propozycja terapii, choć mrozi trochę stwierdzenie mę
          > ża, że taka terapia ma wykazać jego brak winy i Twoją agresję.

          Mnie nie mrozi. Całkiem możliwe, że tak właśnie myśli większość udających się na terapię - że to tę drugą połówkę tam naprostują. Nic w tym dziwnego nie widzę. Nie znaczy, że takie podjeście chwalę - no ale ani mnie dziwi, ani przeraża.
    • ida_marcowa1 Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 11:33
      eee...a może on asperger jest? jeśli ma cechy ze spektrum autyzmu to ciężko ci się będzie z nim żyło. aspergerowcy mają nikłą świadomość uczuć swoich i cudzych, operują bardziej zadaniowo. i trudno tu mówić o jakiejś złośliwości czy winie... po prostu tacy są.
      • vilez Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 11:52
        > aspergerowcy mają nikłą świadomość uczuć swoich i cudzych

        Powielany stereotyp. Bzdurny. Mają świadomość, często wysoką. Miewają problemy z wyczuwaniem cudzych emocji i stanów. I dlatego, próbując znaleźć rozwiązanie tych trudnych sytuacji, traktują to zadaniowo. Z różnym skutkiem oczywiście.
        To jest kapitalna różnica.
        • to_ja_caryca_katarzyna Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 19.01.15, 17:41
          Nie maja niklej swiadomosci tylko nie wiedza jak je odrozniac, nazywac i sobie z nimi radzic. Czesto sa to ludzie, ktorzy cierpia z tego powodu psychiczne katusze.
    • notting_hill Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 11:52
      Widzę tu wszystkie objawy początku wypalenia w związku. Nie piszesz ile lat jesteście razem, ale wygląda to jak objaw przejścia z fazy zakochania do... no, właśnie, niektórzy uczą się na nowo bycia w relacji na innych zasadach niż motyle w brzuchu, a inni orbitują w kierunku totalnego wypalenia i związek obumiera. Potem najczęściej panem zainteresuje się jakaś inna pani i mamy kolejną rozbitą rodzinę.
      Facet okazuje Ci jawną niechęć- to unikanie spojrzeń, docinki, niechęć do wspólnych przedsięwzięć..., strasznie to typowe. Pewnie niewiele też wskórasz próbując "z nim rozmawiać".
      Próby przeczekania tego stanu najprawdopodobnie poczynią jeszcze większe szkody, więc terapia jak najbardziej.
    • vilez Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 11:59
      Możliwości jest kilka, niektóre mogą się na siebie nakładać:
      1. Twój partner ma skłonność do biernej agresji.
      2. Z jego uczuciami do Ciebie jest coś nie tak.
      3. Ma złe wzorce,
      4. Związek się wypala.
      5. Macie jakiś zastrzały konflikt, on ma jakąś traumę, i ciągle ją odreagowuje.
      6. Z jakichś powodów wykształcił się między Wami taki właśnie modle komunikacji. Znam pewnego "przyjemnego" faceta, który uważa coś podobnego za nadzwyczaj dowcipny sposób rozmowy, a żonę oskarża o brak humoru i brak dystansu do siebie :\
      .
      Może wszystko na raz. Co jest pierwsze, a co nie? Hm.
      Tak czy tak, nie możesz się na to godzić. To jest udręka.
    • demella Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 12:33
      "A co najważniejsze waham się jeszcze, bo szkoda mi związku z mężczyzną, który w 90% jest idealny !!!"


      Hmmmm.....Hmmmm...Hmm.

      • z_pokladu_idy Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 12:54
        Mnie też te 90% uderzyło. Mam wrażenie, że te proporcje powinny być odwrotne.
        Jak by mi facet takie teksty serwował, a później wariatkę ze mnie robił to też bym się stała agresywna, chociaż pewnie na terapii będzie próbował udowodnić, że on się tylko broni.
        Słabo to widzę. Już bym wolała, żeby mi mąż powiedział wprost, że już mnie chyba nie kocha, przytyłam i się mną brzydzi, niż codzienne gnojące teksty i udawanie świętego z niezrozumianymi intencjami.
        • sebalda Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 13:12
          Proporcje może i brzmią głupio, ale ja rozumiem autorkę. Ja też mogłabym dość długo wymieniać zalety mojego męża, z tą na czele, że robi zakupy i świetnie gotuje (niemal codziennie, choć pod warunkiem, że się nie gniewa, nie strzela focha). Dużo zalet, dużo wspólnych zainteresowań, po niemal 30 latach wspólnego życia wciąż chęć do wspólnych, ciekawych dyskusji. I parę innych w sumie pozytywnych cech, tylko..... Nie bez kozery mówi się o łyżce dziegciu. Bo najlepsze zachowania, momenty czy miodowe miesiące można zniszczyć, jednocześnie traktując partnera/partnerkę jak śmieć czy worek treningowy od czasu do czasu. Powiem więcej: im lepszy partner (w porywach) i słodsze miesiące miodowe, tym bardziej bolą potem zmienne nastroje, niekontrolowane wybuchy agresji czy złośliwości, fochy, ciche dni, poniżanie i inne tego typu kwiatki. Im wyżej się wznosisz z takim w górę, tym boleśniejszy upadek. I żal do siebie, że znowu się nabrałam:(
          • z_pokladu_idy Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 13:29
            Ja to całkowicie rozumiem, bo mam podobnego ojca, który został już trochę przez mamę spacyfikowany. Patrzę jednak na to z boku i niestety te wszystkie cudowne cechy jawią mi się jak kolorowe baloniki, całe mnóstwo kolorowych wypełnionych powietrzem baloników z jednej strony i czarną skrzynką z ołowiem w środku z drugiej. I nie ma innej opcji - skrzynka zawsze przeważy balony.
            Trzeba w taki związek wkładać ogromną pracę i tę skrzynkę cały czas targać za sobą.
            • sebalda Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 14:19
              z_pokladu_idy napisał(a):

              > Ja to całkowicie rozumiem, bo mam podobnego ojca, który został już trochę przez
              > mamę spacyfikowany. Patrzę jednak na to z boku i niestety te wszystkie cudowne
              > cechy jawią mi się jak kolorowe baloniki, całe mnóstwo kolorowych wypełnionych
              > powietrzem baloników z jednej strony i czarną skrzynką z ołowiem w środku z dr
              > ugiej. I nie ma innej opcji - skrzynka zawsze przeważy balony.
              > Trzeba w taki związek wkładać ogromną pracę i tę skrzynkę cały czas targać za s
              > obą.

              Świetne, naprawdę celne porównanie! Tak właśnie jest z tego typu osobnikami.
              Dodam jeszcze, że takim świetnie wychodzi wpędzanie w poczucie winy partnerki/partnera. Stąd takiej partnerce włącza się myślenie: no, ja faktycznie jestem wybuchowa, faktycznie bywam nieznośna, bo w związku zawsze obie strony są winne, bo..... I tak latami godzi sie na poniżanie, fochy i inne "atrakcje", bo przecież sama też nie jest bez winy. Gdyby tylko wiedziała, że z innym partnerem byłaby być może zupełnie inną osobą:( Ile razy takie kobiety (bo znam więcej kobiet w tej sytuacji) mówią, jak bardzo były inne przed takim związkiem:( Smutne to wszytko bardzo. Podziwiam kobiety, który szybko się orientują, czemu podlegają, nie dają sobie wmówić winy i szybko (nawet z maleńkim dzieckiem) potrafią odejść z takiego chorego związku.
              Przy czym tutaj mamy jeszcze za mało danych, by to wyrokować, ale wiele charakterystycznych cech zachowań faceta wpisuje się niestety w pewien niefajny schemat:(
    • triss_merigold6 Spróbuję delikatnie 12.01.15, 13:44
      Spróbuję delikatnie: facet, który ma takie problemy z komunikacją i bywa do tego stopnia betonowy i złośliwy nie może być dobrym kochankiem. No nie może i już. Po prostu nie masz porównania i dlatego dość syfiastą ofertę związkową traktujesz jak jajko Faberge.
      • verdana Re: Spróbuję delikatnie 12.01.15, 14:14
        Zgadzam sie z Triss.
        Dodam jeszcze, że samo zdanie, ze taki facet, który w ciąży i w połogu żony nie potrafi sie powstrzymać od złośliwości, umniejszania wszystkich dokonań i jest nadal oceniany, jako w 90% dobry - musiał zrobić żonie niezłą wodę z mózgu.
      • krokodil123 Re: Spróbuję delikatnie 12.01.15, 16:58
        Przepraszam, czytałam tekst pobieżnie może gdzieś jest napisane ale nie widziałam.

        Jak jest mowa o "dobrym kochankiem" to od razu się spytam autorki jak często się kochają i kiedy ostatni raz?
        Druga sprawa- jak się objawia ta jej agresja. Czy może przytoczyć parę przykładów.
    • alpepe Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 15:33
      Zamknij oczy i wyobraź sobie, że widzisz go w trumnie, ty stoisz obok z dzieckiem. Jakie odczucia i uczucia cię napełniły? Bo jeśli nie jest to bezbrzeżna rozpacz, że on tam w tej trumnie, a ty tu, lub nawet pewna ulga, że wreszcie będzie spokój, to może po prostu zerwij te kajdany małżeńskie. Masz jedno życie, a to dożywocie możesz skasować.
      • zuzi.1 Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 12.01.15, 20:16
        10/10 :-) ten pan, to pewnie kolejny synek przemocowej mamuski, wiec jesli nie masz charakterologicznych zadatkow na bycie jego szefowa w zwiazku, to odpusc go sobie, bo Ci zrobi z zycia pieklo.
    • mamameduza Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 13.01.15, 00:14
      Burak od ziemniaków! Wykrzycz mu to do ucha, jak będzie dochodził. To ode mnie. Następnego dnia załóż mu dziecko na brzuszek, w nosidełku. Pochwal, że wygląda dostojnie, czy coś fajniejszego. To od Ciebie. Odwagi!
    • drogikocie Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 13.01.15, 20:01
      moment

      to w końcu ty stosujesz bierna agresję czy mąż?

      "ale też czymkolwiek ja się ekscytuję to on jakby akurat próbował podważyć sens tej radości np "wow, ale boska była ta wizyta (w stuletnim tureckim hammamie, gdzie masujący nas facet śpiewał nam tureckie modły, które odbijały się echem po niesamowitym kopulastym sklepieniu) "e, tam, ściema dla turystów, zrobił to tylko o to, żeby zareklamować pełny pakiet 2 godzinny i nam go wcisnąć za ciężką kasę" albo "ale słodko wyglądał ten nasz bobas na usg, i fikal już łapkami i nóżkami" "jak to dziecko, i co z tego?". każdy z tych pojedynczyć tekstów sam w sobie mógłby być ok, ale chodzi też o ilość tych jego komentarzy, odpowiada tak chyba na 99% tego co mówię.
      Do tego jego żarty, przestał się uśmiechac do mnie już wcale, a jedynie gdy ze mnie kpi "np hahahha, zobacz jaki tu mamie wystaje wałeczek na brzuchu, poklep mamę to się potrzęsie" albo gdy coś mi się nie uda jest to jednym z niewielu dla niego powodów do uśmiechu. albo prosi mnie, żebym ugotowała np spaghetti, po czym jak zrobię i wraca z pracy to wypala "co tak capi????!!!" a za chwilę "o, nie, ble..." "a z czym? a jak to dodasz to ja nie zjem" a na samym końcu "nie mam ochoty na spaghetti" i takie kaprysy jedzenieowe ma non stop, a sposób w jaki to mówi mnie rani
      Jest mistrzem beznadziejnych raniących tekstów, które ona nazywa faux pas i czasem trochę wierzę mu, że nie nie chciał, tylko ma problem z doborem słów np po naszej kłotni, pogodzeniu się , wyjaśnieniu choć trochę, rozładowaniu wstępnym atmosfery, nawet płaczu wspólnym, on nagle ni z gruszki ni z pietruszki i nie na temat słodkim głosem, że to niby tłumaczy naszą kłótnię "no bo ty jesteś taka przemądrzała" (w wielu kwestiach potrafię się zabić w pierś, ale tu pewna jestem: nie jestem zarozumiała)
      W ogóle mnie już nie chwali, nie komplementuje, nie wspiera. np wymyślę sobie małą aktywność, która może mogłaby stać się w przyszłości własną działalnością, a on "ale głupia nazwa" (czy musze dodawać, że od wszystkich znajomych na logo i nazwę dostałam ochy i achy?). Urodziłam duuuże dziecko siłami natury, walcząc od 4 do 18 na stojąco i na piłce, rezygnując ze znieczulenia, leżenia, prosząc o jeszcze chwilę bez cesarki, interwencji, położna potem mnie odwiedza po dwóch dniach mówiąc, że byłam BARDZO dzielna i rzadko która kobieta walczy zaciekle, a on co? nic nigdy na ten temat nie powiedział i nie powie, kwiatka, całusa nie da, nie zapyta nigdy jak się czuję....ę
    • paclit Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 19.01.15, 13:41
      Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, przeczytałam nie raz i nie dwa, dużo o nich myślę, no i dałam sobie trochę czasu do namysłu zanim odpiszę...

      >marsylvik 12.01.15, 06:02
      >Przedstawiasz fakty, tak jak Ty je widzisz i oceny. Nie ma tu mowy o Tobie, o Twoich uczuciach,
      >tylko o Twoich reakcjach i Twoich oczekiwaniach wobec męża, które Ty sama oceniasz niezbyt
      >realistycznie.
      może nie było o tym dużo ilościowo o mnie. bardzo zależało mi na tym, żeby ktoś podjął się właśnie oceny faktów, żeby porównać, czy ja też tak je widzę. moje oczekiwania wobec męża w krótkim skrócie: nie musi być gaduła, ale chcę by od czasu do czasu odezwał się do mnie. chcę, żeby odzywał się do mnie z szacunkiem, nie ranił mnie swoimi wypowiedziami i umiał asertywnie mi odmówić

      >Czy tak właśnie rozmawiasz z mężem, jak tu o Was piszesz?
      nie do końca rozumiem, czy możesz zdać pytanie ponownie innymi słowami/doprecyzować?
      >Myślę, że oboje macie sporo do nauczenia się w zakresie komunikacji.

      >I stawiam na to, że terapia akurat w Waszym przypadku byłaby niesamowicie skuteczna.
      pewnie się zdecydujemy, wstrzymuje mnie m.in. wypalona już nadzieja...

      >amb25 12.01.15, 07:56
      >A ja stawiam na opcje E: jego wzorce i twoja agresja. Rzadko wina lezy tylko po jednej stronie.
      jest to bardzo prawdopodobne

      >sebalda 12.01.15, 11:34
      >To chyba inny post czytałyśmy, bo ja uważam, że autorka dużo napisała o sobie. Także krytycznie.
      >Nie odbieram tego, jako np. tylko oczernianie i narzekanie na męża, a omijanie własnych wad. Co
      >jest częste na forach.
      na pewno nie jest łatwo i miło pisać o swoich wadach., tu na pewno masz rację z tym omijaniem :) nadal uważam tak jak w poście napisałam, że to druga połowa problemu

      >Mąż jest nie tylko mało wylewny, co samo w sobie może być męczące, ale nie jest winą, jest
      >zwyczajnie złośliwy, wydaje się czerpać satysfakcję z dołowania żony. A to nie jest ok. Takie
      >sączone długo złośliwości wyprowadziłyby z równowagi każdego. Tak niestety często działają tego
      >typu osoby. Sprowokować, potem rżnąć głupa, z osoby sprowokowanej zrobić wariatkę i furiatkę.
      >Polecam lekturę Molestowania moralnego.
      >Światełkiem w tunelu jest propozycja terapii, choć mrozi trochę stwierdzenie męża, że taka terapia >ma wykazać jego brak winy i Twoją agresję. Przy niedoświadczonym terapeucie to może mu się
      >udać:( Niemniej jeśli taka propozycja padła, radzę iść na taką terapię, bo albo traficie na dobrego
      >specjalistę, który rozwikła problem, albo choćby wytrącisz mu argument z ręki, że ona tak się stara, >nawet terapię proponuje, a Ty i to odtrącasz. Idźcie, a potem raz jeszcze zrewidujesz swoje
      >stanowisko. Fajnie by było, gdybyś jeszcze tutaj napisała, jak to się rozwija. Niestety nasilenie tego >typu zachowań u mężczyzny, gdy kobieta zachodzi w ciążę, jest typowe i gorzej rokujące:(

      napiszę na pewno. generalnie to co napisałaś powyzej poza dwoma słowami to dokładnie to co ja myślę o sytuacji przez 95% czasu. te dwa nietrafne moim zdaniem słowa to "czerpać satysfakcję". Nie, żebym chciała go bronić, ale myślę, że dla niego teraz jest też jeden z gorszych okresów w życiu, nie raz i nie dwa płakał w ostatnich dniach, a to facet, który wolałby grać twardziela i nigdy nie okazywać swoich uczuć.


      >ida_marcowa1 12.01.15, 11:33
      >eee...a może on asperger jest? jeśli ma cechy ze spektrum autyzmu to ciężko ci się będzie z nim
      >żyło. aspergerowcy mają nikłą świadomość uczuć swoich i cudzych, operują bardziej zadaniowo.

      chyba nie, bo skoro potrafił zachowywać się inaczej, czasem latami a czasami dniami, to chyba aspergerowiec by tego nie potrafił?
      >i trudno tu mówić o jakiejś złośliwości czy winie... po prostu tacy są.
      czasem tak sobie o nim myślę, że zachowania są złośliwe, ale nie jest to CELEM jego działań. nie wiem czy wiecie co mam na myśli. jak rzadko trochę się otworzy to mówi, że nie chce tak mówić, ale nie umie inaczej

      >notting_hill 12.01.15, 11:52
      >Widzę tu wszystkie objawy początku wypalenia w związku. Nie piszesz ile lat jesteście razem, ale
      >wygląda to jak objaw przejścia z fazy zakochania do... no, właśnie, niektórzy uczą się na nowo bycia >w relacji na innych zasadach niż motyle w brzuchu, a inni orbitują w kierunku totalnego wypalenia i >związek obumiera. Potem najczęściej panem zainteresuje się jakaś inna pani i mamy kolejną
      >rozbitą rodzinę.
      jesteśmy razem od pięciu lat, mamy po 33 lata. Po dwóch i pół roku związku wzięliśmy ślub. rok po ślubie mieliśmy już noworodka, który jest teraz 17 miesięcznym szkrabem. przeszliśmy prosto z fazy zakochania do problemów, z nich do wypalenia, a teraz moim zdaniem jestem już jedną nogą w drzwiach i nie wiem czy chcę wrócić.
      >Facet okazuje Ci jawną niechęć- to unikanie spojrzeń, docinki, niechęć do wspólnych
      >przedsięwzięć..., strasznie to typowe. Pewnie niewiele też wskórasz próbując "z nim rozmawiać".
      o, to to!
      >Próby przeczekania tego stanu najprawdopodobnie poczynią jeszcze większe szkody, więc terapia
      >jak najbardziej.
      tak właśnie ja o tym myślę

      >vilez 12.01.15, 11:59
      >Możliwości jest kilka, niektóre mogą się na siebie nakładać:
      >1. Twój partner ma skłonność do biernej agresji.
      tak
      >2. Z jego uczuciami do Ciebie jest coś nie tak.
      nie wiem
      >3. Ma złe wzorce,
      tak
      >4. Związek się wypala.
      tak
      >5. Macie jakiś zastrzały konflikt, on ma jakąś traumę, i ciągle ją odreagowuje.
      bardzo prawdopodobne
      >6. Z jakichś powodów wykształcił się między Wami taki właśnie modle komunikacji. Znam pewnego >"przyjemnego" faceta, który uważa coś podobnego za nadzwyczaj dowcipny sposób rozmowy, a >żonę oskarża o brak humoru i brak dystansu do siebie :\
      tak, tak, tak. ten model to błędne koło
      .
      >Może wszystko na raz. Co jest pierwsze, a co nie? Hm.
      >Tak czy tak, nie możesz się na to godzić. To jest udręka.
      dziękuję, właśnie tak myślę. nie godzę się, nie chcę i nie umiem się godzić.

      >demella 12.01.15, 12:33
      >"A co najważniejsze waham się jeszcze, bo szkoda mi związku z mężczyzną, który w 90% jest idealny !!!"
      >Hmmmm.....Hmmmm...Hmm.
      >z_pokladu_idy 12.01.15, 12:54
      >Mnie też te 90% uderzyło. Mam wrażenie, że te proporcje powinny być odwrotne.
      Nie wiem jak to opisać. Dla mnie jest to tak: istnieje ileś sfer, które są wyjątkowo istotne w związku np (kolejność przypadkowa, lista niepełna): dzieci, wspólne spędzanie czasu, pieniadze, plany na przyszłość, brak nałogów, wierność, komunikacja, odpowiedzialność, zaangażowanie, seks, dzielenie się obowiązkami itp chodzi mi o to, że przy 90% punktów mogłabym zaznaczyć, że jest ideałem. ale w obecnej sytuacji z drugiej strony mogłabym powiedzieć, że jeden problem tak nam urósł, że wizualnie stanowi 90%

      >Jak by mi facet takie teksty serwował, a później wariatkę ze mnie robił to też bym się stała
      >agresywna, chociaż pewnie na terapii będzie próbował udowodnić, że on się tylko broni.
      >Słabo to widzę. Już bym wolała, żeby mi mąż powiedział wprost, że już mnie chyba nie kocha,
      >przytyłam i się mną brzydzi, niż codzienne gnojące teksty i udawanie świętego z niezrozumianymi
      >intencjami.
      ja też słabo to widzę. też bym wolała usłyszeć to wprost, choć mam wrażenie, że u nas nie na tym polega problem.
      >sebalda 12.01.15, 13:12
      >Proporcje może i brzmią głupio, ale ja rozumiem autorkę. Ja też mogłabym dość długo wymieniać
      >zalety mojego męża, z tą na czele, że robi zakupy i świetnie gotuje (niemal codziennie, choć pod
      >warunkiem, że się nie gniewa, nie strzela focha). Dużo zalet, dużo wspólnych zainteresowań, po
      >niemal 30 latach wspólnego życia wciąż chęć do wspólnych, ciekawych dyskusji. I parę innych w
      >sumie pozytywnych cech, tylko..... Nie bez kozery mówi się o łyżce dziegciu. Bo najlepsze
      >zachowania, momenty czy miodowe miesiące można zniszczyć, jednocześnie traktując
      >partnera/partnerkę jak śmieć czy worek treningowy od czasu do
      • lena575 Re: czy ten związek może mieć jeszcze sens? 23.01.15, 19:35
        Życie w degradującym psychikę związku jest bez sensu. Życie w związku w którym nie otwierasz się ale wręcz przeciwnie , zamykasz się w sobie i dokonujesz w swojej głowie ekwilibrystyki na własnych uczuciach , by znaleźć zalety tkwienia w takim związku - jest chore. Im wcześniej wyzwolisz się z takiego związku, tym lepiej. Za 10 lat będziesz miała już tak zrytą psychikę, że w nowy związek nie będziesz umiała wejść. I będziesz tkwiła w tym bagnie, czepiając się skrawków domysłów o możliwości istnienia uczuć z drugiej strony.
Pełna wersja