Czy to miłość?

13.01.15, 13:04
Dziwnie to zabrzmi, ale nie wiem, czy w ogóle potrafię kochać mężczyznę, w ogóle nie wiem, co to znaczy pokochać. Jak rozpoznać miłość? Nie wiem czy kiedykolwiek to poczuję. Nie wiem, czy to co czuję teraz to miłość, przyjaźń, przywiązanie czy uzależnienie. Nie wiem, czy jestem w związku czy w układzie. Nie wiem, czy to jest to.

Zacznę od początku, bo zdaje sobie sprawę, że moje rozterki wynikają z deficytów z dzieciństwa. Mam córkę, wychowuję ją zupełnie sama, urodziłam w bardzo młodym wieku. Nie była planowana. Kocham ją od zawsze, to moja krew, moje geny, moja przyszłość, moja radość i moja odpowiedzialność. Nie mam rodziny. Ojca nie poznałam nigdy, miał rodzinę, mama była jego kochanką. Ulotnił się, gdy zaszła w ciążę. Matka nigdy nie zajmowała się mną, urodziła mnie młodo, nie miała do mnie serca, zajmowała się swoim życiem. Gdy miałam 15 lat wyszła za mąż i przeprowadziła się do innego miasta, rok później urodziła dziecko, nasz kontakt osobisty od tego momentu właściwie nie istniał. Wychowywali mnie dziadkowie, właściwie angażowała się wyłącznie babcia, musiała, bo matka nie sprostała macierzyństwu. Dbali o mnie, ale nie okazywali uczuć. Dziadek od wielu lat nie żyje. Babcia jeszcze pomagała mi przy córce, od kilku lat jest w domu opieki w złym stanie, nie ma z nią kontaktu.

Zawsze pragnęłam być kochana, marzyłam, że kiedy dorosnę wreszcie to poczuję. Nie stroniłam od mężczyzn, ale mam za sobą tylko jeden "normalny" związek, nie licząc tego z ojcem córki. Na pewno ze względu na dziecko nie byłam i nie jestem idealną kandydatką na partnerkę, sama ucinam nierokujące znajomości. Jedyny prawdziwy związek w jakim byłam, był z moim obecnym hmmmmmm "facetem". Byliśmy razem rok, mieszkaliśmy razem, myślałam, że kocham i on mnie też, mówił mi to. Bardzo przeżyłam rozstanie, bo czułam się wtedy szczęśliwa jak nigdy przedtem. Skończyło się, bo uznał, że nie chce sobie jeszcze ustawiać życia, nie potrafi być wierny, nie chce zakładać rodziny, jest popaprany psychicznie i skrzywdzi mnie, bo nie nadaje się do związku. To było kilka lat temu. Znamy się od dziecka, byliśmy sąsiadami, chodziliśmy do tej samej klasy w podstawówce, do jednego liceum. Kolegowaliśmy się, imprezowaliśmy, mieliśmy ten sam krąg znajomych. On miał jeszcze bardziej pokręconą sytuację rodzinną niż ja, myślę, że to nas do siebie przyciągało. Cały czas przez te wszystkie lata mamy ze sobą kontakt, często się widujemy. Przyjaźnimy się, tak to muszę określić. Jest najbliższą mi osobą, jedyną do której mam zaufanie (co jest dla mnie bardzo smutne, bo uświadamia mi że jestem na tym świecie sama), wiele razy mi pomógł. Nikt inny nie zna mnie tak jak on, tyle razem przeżyliśmy, rozmawiamy o wszystkim. Od czasu kiedy ze sobą zerwaliśmy, wiele razy ze sobą spaliśmy, właściwie zawsze kiedy on z nikim nie jest, ani ja się z nikim się nie spotykam, tworzymy swego rodzaju układ, w którym traktujemy się jakbyśmy byli parą. Znam go, on mnie, potrafimy zadowolić siebie nawzajem. Wydaje mi się, że go kocham, a może tylko nie chcę stracić jedynej bliskiej osoby.

Nie chcę być sama, tak bardzo pragnę mieć kogoś bliskiego (choć zawsze twierdziłam, że co ma być to będzie, nie chcę pakować się w związek niepewna uczuć), ale nie wiem, czy to jest to. Za to wiem, że jeśli nam nie wyjdzie, nie będę potrafiła dalej się z nim przyjaźnić, a mam tylko jego. Wiem, że jeśli się nie zdecyduje na normalny związek z nim, w końcu zgarnie go inna. Nie chcę skrzywdzić jego ani swojego dziecka. Mam 32 lata, nie wiem, czy nie spotkam kiedyś jeszcze kogoś, co do kogo nie będę miała wątpliwości, że to miłość. Nie wiem tylko, czy jeszcze chce mi się szukać, randkować, poznawać nowych mężczyzn, zapalać na nowe i rozczarowywać. Jestem tym zmęczona.

Przepraszam za ten potok, ale naprawdę nie mam komu o tym powiedzieć.
    • danaide Re: Czy to miłość? 13.01.15, 14:19
      Bardzo mi przykro jak czytam Twój post.
      Chcesz wiedzieć czy to jest miłość, czy to jest to, co to jest. Brak wzorców z rodzinnego domu, brak późniejszych partnerów, którzy wykonaliby z Tobą pracę u podstaw.

      Definicje są kwestią wtórną, bywają zwodnicze i niczego nie gwarantują. Miłość niczego nie gwarantuje. Miłość nie jest podstawą związku. Jest jedną z kilku podstaw. Jak zabraknie miłości - rozumianej jako motyle w brzuchu - to może będzie miłość jako dbałość, czułość, przyjaźń, przywiązanie. A tych podstaw jest więcej. Tak mi się wydaje.

      Twój "związek" na chwilę obecną najbardziej przypomina coś w rodzaju "friends with benefits" - przyjaciele + dodatkowe korzyści. Signum temporis. Skoro uważasz, że nie potrafiłabyś się z nim przyjaźnić gdyby Ci nie wyszło (rozumiem, gdyby nie wyszedł Związek przez duże Z), skoro widzisz, że sam facet wywinął się, bo jak twierdzi nie dojrzał itp. to niech Twoje 32 lat nie zmąci Ci umysłu: Związku z tego nie będzie. Do tanga trzeba dwojga. Najlepiej mających jakieś podstawy, a z tym u Was kiepsko. Uznaj, że masz przyjaciela, z którym się możesz przespać. Chyba że na dłuższą metę każdemu z Was ten system z jakichś powodów nie odpowiada.

      Zasadniczym problemem jest: co się stanie jeśli stanie przed Tobą MIŁOŚĆ? Czy sądzisz, że jesteś na nią gotowa, tylko dlatego że tak długo czekasz? Czy sądzisz, że umiesz przyjąć to co przyjdzie i nie spieprzyć tego mając za sobą takie a nie inne doświadczenia z domu rodzinnego i lat, które nastąpiły później? Pytam nie dlatego, żeby Cię pognębić, ale dlatego, że często tak bywa, że mając wyobrażenia na temat tego na co czekamy nie umiemy poradzić sobie z tym co dzieje się wokół nas i z nami. A Ty masz jakieś wyobrażenia, prawda?
      • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 13.01.15, 15:16
        Dbałość, czułość, przyjaźń, przywiązanie jest między nami. Tylko to są również cechy przyjaźni właśnie. Jest i seks i pociąg fizyczny, bo on w ogóle podoba się kobietom, bywa że czuję motyle w brzuchu. Tylko nie wiem, czy to nie wypływa po prostu z chęci zaspokojenia swoich potrzeb.

        FwB mnie nie satysfakcjonuje, teraz właśnie zdaję sobie z tego sprawę. Chcę być czyjaś i mieć kogoś dla siebie całego, chcę czuć się najważniejsza i jedyna. Chcę mieć wspólne życie, plany, poczucie bezpieczeństwa na przyszłość. Tego pragnę. Nie chcę czuć się sama.

        Wiem, że zaangażuję się cała, jeśli zdecyduję się na normalny związek. I jeśli nam nie wyjdzie, nie dam rady przestawić się znowu na przyjaźń. Raz przez to przechodziłam. Cierpiałam i nienawidziłam go za to, że się wycofał, pokazał jak może być wspaniale a później zostawił mnie. Początkowo zerwałam kontakt, bo musiałam dojść do równowagi, ale nie chciałam, żeby zniknęła z mojego życia osoba, którą znam najdłużej, z którą łączy mnie tyle wspólnych lat. Złość minęła, wiem, że nic by z tego nie było wtedy na pewno.

        Wyobrażenia na temat miłości mam takie, że ludzie się poznają i z czasem czują, że nie mogą bez siebie żyć. Pasują do siebie. Poznałam wielu mężczyzn, z kilkom spotykałam się długo i myślałam, że mogłabym być na stałe, czułam się zakochana. Nie miałam problemu z "oddaniem" się, otworzeniem, zaufaniem. Te "związki" z czasem okazywały się inne niż myślałam, okazywało się, że w zbyt wielu sprawach różnimy się.

    • vilez Re: Czy to miłość? 13.01.15, 16:48
      Moim zdaniem to, co piszesz, pokazuje, że dojrzałaś do miłości. Masz potrzebę stabilizującej miłości- to dużo, nie każdy do tego dochodzi, niektórzy się zatrzymują na etapie miłości- zabawy i podniety.
      Pytanie brzmi: czy on jest do takiej miłości gotów- już chyba dałaś odpowiedź, że na razie nie. Pytanie dalsze więc brzmi: czy chcesz czekać, aż on do tego dojrzeje (może nigdy nie dojrzeje).

      Ja bym na Twoim miejscu nie czekała. Starałabym się zamknąć tę znajomość od strony związkowej. A przyjaźń, jeśli jest do niej potencjał (czy podstawa), to i przyjdzie z czasem. To nie jest najważniejsze- czy będzie przyjaźń, czy też nie.

      Żebyś mogła być gotowa na uczciwy pełny związek, musisz wyczyścić ten. Inaczej, gdy spotkasz kogoś odpowiedniego, to będziesz upaprana a w takie nie-wiadomo-co, które będzie was hamować w dobrym rozwoju relacji. Zrób wszystko, żeby cień tego związku-niezwiązku nie wisiał nad Tobą. Skorzystaj z tego, do jakiego etapu doszłaś, nie roztrwoń tego, bo to dobry start.

      Jesteś jeszcze baaardzo młoda, i z pewnością spotkasz kogoś. Musiałabyś się bardzo starać, by nie spotkać :-) Powodzenia!
      • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 14.01.15, 13:22
        vilez napisała:

        > Pytanie brzmi: czy on jest do takiej miłości gotów- już chyba dałaś odpowiedź,
        > że na razie nie. Pytanie dalsze więc brzmi: czy chcesz czekać, aż on do tego do
        > jrzeje (może nigdy nie dojrzeje).
        On zmienił się przez ostatnie kilka lat, niedawno rozmawialiśmy "o życiu". Powiedział, że dąży do uspokojenia swojego życia, jest już za stary na zabawę, teraz mógłby być w stałym związku, chciałby mieć w przyszłości dziecko (co kiedyś całkowicie wykluczał). Nie było to skierowane do mnie, mówił ogólnie o sobie.
        >
        > Ja bym na Twoim miejscu nie czekała. Starałabym się zamknąć tę znajomość od str
        > ony związkowej. A przyjaźń, jeśli jest do niej potencjał (czy podstawa), to i p
        > rzyjdzie z czasem. To nie jest najważniejsze- czy będzie przyjaźń, czy też nie.
        >
        > Zrób wszystko, żeby cień
        > tego związku-niezwiązku nie wisiał nad Tobą. Skorzystaj z tego, do jakiego etap
        > u doszłaś, nie roztrwoń tego, bo to dobry start.
        Podobnie uważa moja "przyjaciółka". Twierdzi, że jestem od niego uzależniona, łączy nas chora gra i powinnam z nim zerwać kontakt, bo za dużo o nim myślę i przez to nie potrafię się z nikim związać. Ja widzę to inaczej. Kiedy poznaję interesującego mężczyznę, jestem naturalnie zdeterminowana na budowanie nowego i wchodzenie w głębszą relację. "Przyjaźń" odchodzi na dalszy plan, kontakty rozluźniają się. Podobnie z jego strony, kiedy spotyka się z kimś. "Wracamy do siebie", bo nam nie wychodzi z innymi, jako single mamy więcej czasu, ale oboje wciąż na nowo szukamy stałego związku, miłości. Wiem, że kiedy to wreszcie nastąpi, przestaniemy być dla siebie tak bliskimi ludźmi, bo ktoś inny stanie się tym najważniejszym.
        >
        > Jesteś jeszcze baaardzo młoda, i z pewnością spotkasz kogoś. Musiałabyś się bar
        > dzo starać, by nie spotkać :-) Powodzenia!
        Cały czas poznaje kogoś, ale baaaaaardzo często od razu czuć, że nie pasujemy do siebie, a teraz po tylu latach każde rozczarowanie boli dwa razy mocniej i dwa razy dłużej dochodzę do siebie.
    • amb25 Re: Czy to miłość? 14.01.15, 09:41
      Ja mysle, ze moze za bardzo chcesz miec jakis zwiazek i do kogos "nalezec" i to jest twoj problem.
      Nic nie wiem o twoich zwiazkach ani o tobie i twoich zwiazkach, ale wydaje sie ze wlasnie wybierasz te zwiazki z problemami. Bo po prostu nie masz wzorcow a dla zwiazku jestes w stanie duzo poswiecic. Za bardzo chcesz.
      Piszesz, ze jestes zmeczona. Odpocznij od mezczyzn, wyjdz na prosta, uwierz w siebie i moze trafi sie ktos sensowny.
      • zuzi.1 Re: Czy to miłość? 14.01.15, 10:40
        Dokladnie, najlepiej nalezec do samego siebie i nie szukac tej przyslowiowej drugiej polowki, bo to mit. Zwiazek to powinien byc zwiazek dwoch pelnych osob, ktore nawet, gdy z jakiegos powodu sie rozstana, nie przezyja konca swiata, bo potrafia funkcjonowac samodzielnie i czerpac z tego satysfakcje. Ty masz autorko troche taka tendencje chyba i potrzebe do uzalezniania sie od kogos,.chcesz z nim tworzyc jednosc, co Cie sama oslabia, zatracasz sie troche i tracisz wlasne indywid. cechy przez to. A mezczyzna moze to odbierac jako Twoja slabosc. A odnosnie tego zwiazku, w ktorym aktualnie jestes, gdyby to byla milosc, to wiedzialabys od razu, tego nie da sie przeoczyc. Z tego co piszesz, to masz latwosc emocjonalnego angazowania sie w zwiazek. Musisz tylko znalezc osobe, ktora Ci odwzajemni Twoje uczucia, dla ktorej bedziesz b. wazna, ktora bedzie miala samoistna potrzebe przebywania z Toba i dzielenia z Toba zycia. Musisz zmienic swoje podejscie, nie mozesz nalezec do kogos, dla swojej stabilnosci emocj. musisz nalezec do samej siebie.
        • ola_dom Re: Czy to miłość? 14.01.15, 10:48
          zuzi.1 napisała:

          > gdyby to byla milosc, to wiedzialabys od razu, tego nie da sie przeoczyc.

          Wiesz zuzi - tego akurat nie byłabym taka pewna. Ktoś, kto ma takie wielkie emocjonalne deficyty, jak autorka wątku, może mieć grube problemy z rozróżnianiem swoich uczuć.
          Zresztą - sam tytuł wątku świadczy o tym - "nie wiem, CZY to miłość, CO to jest miłość - wytłumaczcie mi, potwierdźcie albo zaprzeczcie, proszę...".

          A tak w ogóle.... to wcale nie trzeba mieć patologicznych deficytów - wydaje mi się, że bardzo wiele osób nie odróżnia miłości od innych uczuć, związków, zobowiązań i całej reszty.
          • zuzi.1 Re: Czy to miłość? 14.01.15, 14:27
            Moze byc tak jak piszesz Ola, jak najbardziej. Ale moze byc tez tak, ze autorka nie spotkala na swojej drodze jak dotychczas prawdziwej milosci i dlatego nie wie jak to jest i co sie wtedy czuje. A nie spotkala, bo moze nie miala szczescia albo dokonuje zlych wyborow. Jezeli dotychczasowe wybory, ktore na poczatku wygladaly na dobre, po czasie okazywaly sie nietrafione, to moze warto sprobowac z tymi osobami, do ktorych tak zbytnio autorke nie przyciaga od poczatku, moze po czasie okaza sie te znajomosci wiecej warte. A tak w ogole, to chyba najlepiej byloby zaczac od terapii,jezeli autorka czuje, ze ma duze deficyty. Wzmocnic sie, przerobic problemy, pobyc po tym troche sama, , przemyslec, poczytac dobre ksiazki i dopiero po jakims czasie probowac szukac mezczyzny do wspolnego zycia.
        • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 14.01.15, 13:56
          zuzi.1 napisała:

          > Dokladnie, najlepiej nalezec do samego siebie i nie szukac tej przyslowiowej dr
          > ugiej polowki, bo to mit. Zwiazek to powinien byc zwiazek dwoch pelnych osob, k
          > tore nawet, gdy z jakiegos powodu sie rozstana, nie przezyja konca swiata, bo p
          > otrafia funkcjonowac samodzielnie i czerpac z tego satysfakcje.
          Prawie cały czas jestem sama, potrafię funkcjonować samodzielnie, radzę sobie, umiem zapełnić sobie czas. Nie jestem szczęśliwa w życiu w pojedynkę, nie potrafię już czerpać z tego satysfakcji. Lepiej mi, kiedy nie jestem sama.

          Ty masz autorko
          > troche taka tendencje chyba i potrzebe do uzalezniania sie od kogos,.chcesz z
          > nim tworzyc jednosc, co Cie sama oslabia, zatracasz sie troche i tracisz wlasne
          > indywid. cechy przez to. A mezczyzna moze to odbierac jako Twoja slabosc.
          Ciekawe, że tak mnie odbierasz. Wszyscy mężczyźni oceniają mnie jako bardzo niezależną osobę, z silnym charakterem, nie potrzebującą wsparcia. Mężczyźni, których spotykam nie lubią tego na dłuższą metę.

          A od
          > nosnie tego zwiazku, w ktorym aktualnie jestes, gdyby to byla milosc, to wiedzi
          > alabys od razu, tego nie da sie przeoczyc. Z tego co piszesz, to masz latwosc e
          > mocjonalnego angazowania sie w zwiazek. Musisz tylko znalezc osobe, ktora Ci od
          > wzajemni Twoje uczucia, dla ktorej bedziesz b. wazna, ktora bedzie miala samois
          > tna potrzebe przebywania z Toba i dzielenia z Toba zycia. Musisz zmienic swoje
          > podejscie, nie mozesz nalezec do kogos, dla swojej stabilnosci emocj. musisz na
          > lezec do samej siebie.
          Po tylu latach nie łatwo mi już szukać.
      • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 14.01.15, 13:44
        amb25 napisała:

        > Ja mysle, ze moze za bardzo chcesz miec jakis zwiazek i do kogos "nalezec" i to
        > jest twoj problem.
        Chcę bardzo mieć kogoś. Kiedyś nie było mi tak źle, będąc samą, teraz nie potrafię normalnie, tak dogłębnie cieszyć się życiem.

        > Nic nie wiem o twoich zwiazkach ani o tobie i twoich zwiazkach, ale wydaje sie
        > ze wlasnie wybierasz te zwiazki z problemami. Bo po prostu nie masz wzorcow a d
        > la zwiazku jestes w stanie duzo poswiecic. Za bardzo chcesz.
        Ciekawe, co piszesz, bo wszyscy uważają, że nie potrafię się dostosowywać, że nie umiem nagiąć się i poświęcić czegoś, że mam wygórowane oczekiwania. W związku. Dużo w tym racji, bo córka i moje macierzyństwo są dla mnie najważniejsze obecnie. Córka ma tylko mnie, nie postawie swoich czy kogoś innego potrzeb ponad jej. Wielu mężczyzn nie wytrzymuje ciągłej konkurencji z moim dzieckiem. Ma inną wizję związku. Prędzej oni próbują osaczyć mnie, nagiąć do swoich potrzeb.

        > Piszesz, ze jestes zmeczona. Odpocznij od mezczyzn, wyjdz na prosta, uwierz w s
        > iebie i moze trafi sie ktos sensowny.
        Zmęczona jestem rozczarowaniami, rozstaniami i krytyką. Jak jest mi dobrze z kimś, czuje się najszczęśliwsza na świecie i chcę, by tak zostało. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że wszyscy sensowni mężczyźni są już zajęci.
        • pogodoodporna Re: Czy to miłość? 14.01.15, 15:09
          kobieta-samotna napisał(a):

          > Wielu mężczyzn nie wytrzymuje ciągłej konkurencji z moim dzieckiem. Ma inn
          > ą wizję związku. Prędzej oni próbują osaczyć mnie, nagiąć do swoich potrzeb.

          Mysle, ze nad tym zdaniem warto byloby sie zastanowic.
          Jesli podkreslasz nadrzednosc relacji z corka nad relacja z mezczyzna, to w potencjalnym kandydacie na partnera moze budzic lek, ze nigdy nie bedzie miec Cie "na wlasnosc", tylko dla siebie.
          Dla mnie to zrozumiale, ze dobro corki jest dla Ciebie najwazniejsze, tyle ze warto nie myslec, ze to Ona jest pierwsza osoba w Twoim zyciu, a mezczyna bedzie druga. To zupelnie inny rodzaj relacji, nieporownywalny przeciez. Dzielic musialabys tylko swoj czas, ale to mysle jest tylko kwestia organizacyjna.
          Z drugiej strony - posiadanie dziecka nie moze determinowac jakis dramatycznych wyborow miedzy byciem matka, a byciem partnerka. Mezczyzna, ktory do takich wyborow kobiete zmusza, nie jest wart tego, zeby wchodzic z nim w zwiazek.
          • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 15.01.15, 13:40
            Nie podkreślam, myślę, że mam zdrowy stosunek do dziecka, inaczej nie byłabym w stanie w ogóle otworzyć się mężczyzn. Oni deklarują zrozumienie dla moich pewnych ograniczeń, twierdzą, że dziecko w niczym im nie przeszkadza, że liczę się ja, ale w praktyce nie są w stanie zaakceptować tej sytuacji. Niestety ta zwykła kwestia organizacyjna dzielenia czasu zawsze jest problemem.
    • ada1214 Re: Czy to miłość? 14.01.15, 12:02
      Czytajac Twoj post odnosze wrazenie, ze jestes ustawiona na tryb "znalezc kogos kto mi da to czego potrzebuje", czyli milosc. OCzywiscie potrzeba bycia kochanym jest calkiem naturalna, ale powinna byc przynajmniej zrownowazona, a nawet przewyzszona checia i mozliwosci dawania. Warto wiec moim zdaniem zaczac od: co ja mam do ofiarowania (np. czy umiem wspierac? etc. ) i potem , jesli znajdzie sie osoba ktora uznasz za godna, by jej dac, to co masz, wtedy mozna myslec o zwiazku. Tak jest zdrowiej, choc faktem jest ze znakomita wiekszosc ludzi mysli wlasnie tym torem co ja moge z tego miec (emocjonalnie)
      • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 14.01.15, 14:04
        ada1214 napisała:

        > Czytajac Twoj post odnosze wrazenie, ze jestes ustawiona na tryb "znalezc kogos
        > kto mi da to czego potrzebuje", czyli milosc. OCzywiscie potrzeba bycia
        > kochanym jest calkiem naturalna, ale powinna byc przynajmniej zrownowazona, a
        > nawet przewyzszona checia i mozliwosci dawania. Warto wiec moim zdaniem zaczac
        > od: co ja mam do ofiarowania (np. czy umiem wspierac? etc. ) i potem , jesli zn
        > ajdzie sie osoba ktora uznasz za godna, by jej dac, to co masz, wtedy mozna mys
        > lec o zwiazku. Tak jest zdrowiej, choc faktem jest ze znakomita wiekszosc ludzi
        > mysli wlasnie tym torem co ja moge z tego miec (emocjonalnie)
        Mam w sobie ogromne pokłady miłości, z którymi nie wiem co zrobić, bo nawet córka nie może już tego znieść;), dlatego nie łatwo jest mi być samej. Miłość rozumiem jako wzajemność, nie potrzebuję pocieszania, ale nie chcę być dla kogoś wyłącznie podporą.
        • ada1214 Re: Czy to miłość? 14.01.15, 14:22
          Miłość rozu
          > miem jako wzajemność, nie potrzebuję pocieszania, ale nie chcę być dla kogoś wy
          > łącznie podporą.

          Nienie chyba sie nie rozumiemy.
          Ja mowie o tym:
          a) kocham go (czy tez chce kochac, chce by sie pojawil ktos kogo moge kochac) bo go potrzebuje (bo np. nie chce byc sama, bo to bo tamto)
          czy
          b)potrzebuje go, bo go kocham
          ?
          pierwsza wersja jest egoistyczna i nie wrozy udanego zwiazku. Moge sie mylic, ale wlasnie taka postawe u Ciebie widze: masz konkretna potrzebe, chcesz byc kochana, chcesz jak to mowisz do kogos nalezec, chcesz miec kogos kto by wypelnil pustke. A zatem punktem wyjscia sa dla Ciebie Twoje potrzeby i teraz rozgladasz sie kto by tu ewentualnie pasowal do Twoich emocjonalnych puzli ("Coraz częściej dochodzę do wniosku, że wszyscy sensowni mężczyźni są już zajęci.") . Nie jest tak, ze spotkalas kogos, kto jest wyjatkowy i dlatego chcialabys z nim byc, prawda? Wtedy nie byloby takiego watku jak ten.
          • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 14.01.15, 14:36
            Tak, nie spotkałam ideału. Każdy mężczyzna ma jakieś wady, które prędzej czy później sprawiają, że nie możemy się ze sobą dogadać i dalsze ciągnięcie znajomości nie ma sensu, skoro wiem, że nie będę z nim na stałe.
            • ada1214 Re: Czy to miłość? 14.01.15, 14:43
              kobieta-samotna napisał(a):

              > Tak, nie spotkałam ideału.


              Zwroc uwage, ze ja nie pisalam i ideale, tylko o wyjatkowym, w sensie wyjatkoym w Twoich oczach. Idealow nie ma, kazdy ma wady, Ty tez.
              • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 14.01.15, 14:56
                ada1214 napisała:

                > Zwroc uwage, ze ja nie pisalam i ideale, tylko o wyjatkowym, w sensie wy
                > jatkoym w Twoich oczach. Idealow nie ma, kazdy ma wady, Ty tez.
                Podobno kiedy kochamy ta osoba jest w naszych oczach idealna. Na początku każdy mężczyzna jest wyjątkowy.
                • evee1 Re: Czy to miłość? 15.01.15, 06:25
                  Ogolnie uwazam, ze piszesz bardzo sensownie i dojrzale i akuat ja nie wyciagam podobnych wnioskow jak inni, to znaczy, ze na sile probujesz znalezc kogos desperacko.
                  Moim zdaniem to calkiem zdrowe pragnienie, zeby miec kogos bliskiego i zeby byla to relacja spokojna, dojrzala, bezpieczna i rokujaca na przyszlosc. Nie wnioskuje z Twoich wypowiedzi, zeby Twoje szczescie zalezalo wylacznie od posiadania partnera. Zreszta juz Twoj nick nie brzmi kobieta_nieszzcesliwa, tylko kobieta_samotna, a to ma jednak inny wydzwiek.
                  I niestety faktem jest, ze w pewnym wikeu, kiedy czlowiek jednak wie czego chce trudniej znalezc kogos, niz jak sie jest bardzo mlodym.
                  Z jednym sie z Toba nie zgodze.
                  > Podobno kiedy kochamy ta osoba jest w naszych oczach idealna. Na początku każdy
                  > mężczyzna jest wyjątkowy.
                  Ja uwazam, ze to nie jest prawda. Mozna dostrzegac u partnera rozne wady, nawet na poczatku, jednak te wady niekoenicznie musza przesadzic o bezsensownosci danego watku. Mozna te wady przepracowac i zaakceptowac. Jezeli jednak sie nie da, to faktycznie zwiazek prawdopodobnie nie ma racji bytu.
                  • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 15.01.15, 13:54
                    Dzięki za miłe słowa.

                    evee1 napisała:

                    Mozna dostrzegac u partnera rozne wady, nawet
                    > na poczatku, jednak te wady niekoenicznie musza przesadzic o bezsensownosci da
                    > nego watku. Mozna te wady przepracowac i zaakceptowac. Jezeli jednak sie nie da
                    > , to faktycznie zwiazek prawdopodobnie nie ma racji bytu.
                    Nawet nie chodzi o wady, częściej o inne podejście, oczekiwania, poglądy, dziwne zachowania, a ja wychodzę z założenia, że człowiek nie może zmienić drugiego dorosłego człowieka. Można zmienić się dla kogoś, ale samemu trzeba widzieć sens tego. Do tej pory trafiałam tak, że druga strona tak naprawdę nie chciała nic dogadywać, czy przepracowywać, choć deklarowała dobre chęci. W końcu okazywało się, że wg nich nie ma czego. Oczekiwali, że ja się dostosuję do nich, bo oni wiedzą lepiej, co jest fajniejsze i lepsze dla nas. Jeśli mi się nie podoba, to się nie dogadamy.
                • sorvina Re: Czy to miłość? 15.01.15, 08:56
                  kobieta-samotna napisał(a):

                  > Podobno kiedy kochamy ta osoba jest w naszych oczach idealna. Na początku każdy
                  > mężczyzna jest wyjątkowy.

                  Nie mylmy stanu nieprzytomnego zakochania, który częściej towarzyszy pierwszym miłościom, z dojrzałym uczuciem miłości, bo to nie to samo. Na tym pierwszym można zbudować odjechany romans, ale jak się chce budować związek, tym bardziej jak jest dziecko, to lepiej odpuścić sobie "narkotyczne" uniesienia i skupić się na mądrej miłości. Która może jest łagodniejsza, może nie ogłupia, ale wcale nie czyni jej to słabszą, za to głębszą, dojrzalszą, będącą też często świadomym wyborem kochania "pomimo" czegoś, a nie tylko za coś.
                  • sorvina Re: Czy to miłość? 15.01.15, 08:58
                    Jestem w związku 9 lat i mój mężczyzna jest wyjątkowy dla mnie, bo nie ma takiego drugiego i z żadnym innym nie mam takiej relacji. A jednocześnie jego wady widzę od początku. Wyjątkowość nie polega na braku wad, ale na tym, że dla nas zalety drugiej osoby są wyjątkowo ważne, a wady nie stanowią dramatycznego problemu - da się z nimi żyć. Każdy coś tam ma. Jak kocham to akceptuję, a nie staram się zmieniać wszystko na swoją modłę.
                    • ada1214 Re: Czy to miłość? 15.01.15, 12:47
                      Wyjątkowość nie polega na braku wad, ale na tym, że dla nas z
                      > alety drugiej osoby są wyjątkowo ważne, a wady nie stanowią dramatycznego probl
                      > emu - da się z nimi żyć.

                      Wyjatkowo (nomen omen) trafnie to ujelas :)
                    • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:01
                      Podobno każda potwora znajdzie swego amatora, więc nie ma takiej wady, z którą nie dałoby się wytrzymać;) Myślę, myślę i dochodzę do wniosku, że prawdopodobnie nie potrafię zaakceptować zbyt dużej ilości cech u mężczyzny, dlatego mi nie wychodzi.
                      • sorvina Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:07
                        kobieta-samotna napisał(a):

                        > Podobno każda potwora znajdzie swego amatora, więc nie ma takiej wady, z którą
                        > nie dałoby się wytrzymać;) Myślę, myślę i dochodzę do wniosku, że prawdopodobni
                        > e nie potrafię zaakceptować zbyt dużej ilości cech u mężczyzny, dlatego mi nie
                        > wychodzi.

                        A czy akceptujesz siebie? Bo im więcej nam nie pasuje w nas, tym bardziej czepiamy się innych. Robimy problem z czymś, co wymaga tylko odrobiny tolerancji i dogadania.
                        To też kwestia świadomości priorytetów - rozróżnienia ważnych cech, bez których nie ma co budować związek z daną osobą, od pierdół, które naprawdę można pominąć, bo każdy będzie jakieś miał i nie ma co kruszyć o nie kopii.
                        Czasem to też kwestia naszej interpretacji tzn. nie tyle przeszkadza nam zachowanie danej osoby, ale co wg nas ono znaczy. A to mogą być nasze nierealne oczekiwania i dziwne założenia.
                        No i multum oczekiwań może maskować lęk przed bliskością. Bo jest obca. Łatwiej powiedzieć sobie - jestem zbyt wymagająca niż stchórzyłam po raz kolejny.

                        Warto rozważyć różne perspektywy.
                        • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:22
                          Akceptuję, lubię i dziwię się, że tylu mężczyzn nie mogło ze mną wytrzymać;P Mam dość sporo znajomych i podobno jestem lubiana. To czego nie lubiłam, zmieniłam. Od czasów młodzieńczych zmieniłam się bardzo, na korzyść, bo poznałam siebie i dojrzałam do bycia tym, kim chcę. Może moim problemem jest za duże poczucie własnej wartości, przez co mam za wysokie wymagania wobec potencjalnego partnera.
                          • sorvina Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:31
                            kobieta-samotna napisał(a):

                            > Akceptuję, lubię i dziwię się, że tylu mężczyzn nie mogło ze mną wytrzymać;P Ma
                            > m dość sporo znajomych i podobno jestem lubiana. To czego nie lubiłam, zmieniła
                            > m. Od czasów młodzieńczych zmieniłam się bardzo, na korzyść, bo poznałam siebie
                            > i dojrzałam do bycia tym, kim chcę. Może moim problemem jest za duże poczucie
                            > własnej wartości, przez co mam za wysokie wymagania wobec potencjalnego partner
                            > a.

                            Nie byłabym tego taka pewna. Przyciągasz mężczyzn, którzy traktują Cię raczej przedmiotowo, nie są zainteresowani by nad sobą pracować by pokonać wasze trudności, chcą więcej brać niż dawać z tego co rozumiem (jak przychodzi do realu, a nie deklaracji). Ktoś kto ma realnie dużo poczucie własnej wartości jako osoba, kobieta nie przyciąga takich ludzi. Ale dzieje się tak, jak ma się skrzyżowanie dużych oczekiwań z wątpliwościami na temat swojej wartości jako człowiek (można mieć np. wysoką samoocenę zawodową, w jakieś roli np. matki, nawet jako kochanki, ale nie jako człowiek na głębszym poziomie) np. tak jest przy perfekcjonizmie, który maskuje realnie niskie poczucie własnej wartości. Ale dopóki spełniamy wysokie standardy wydaje nam się, że jest ok. Ale to zamiecenie problemu pod dywan a nie uzdrowienie go.
                            • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:39
                              Co z tym można zrobić?
                              • sorvina Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:52
                                kobieta-samotna napisał(a):

                                > Co z tym można zrobić?

                                Zacznij może od pisania codziennie po 15 razy "Już teraz, taka jaka jestem zasługuję na związek z mężczyzną, który mnie kocha, chce być ze mną i odpowiada mi pod każdym względem" - tylko wczuj się w to emocjonalnie. Z boku zapisuj wszystkie myśli, emocje, które pojawiają się - wątpliwości, wewnętrzny sprzeciw - to może pomóc namierzyć w czym jest problem.

                                Inna metoda - przez 10 min zapisuj wpierw prawą, potem lewą ręką wszystkie skojarzenia jakie przychodzą Ci do głowy na temat mężczyzn i związków.

                                A jak samodzielna praca nie da rady, to może parę spotkań z terapeutą by pomógł namierzyć o co chodzi i to przepracować.

                                Faceci idealni ale zajęci to tak samo jak tylko popaprani - nie do użytku, więc bezpieczni. Nie podważają schematu.

                                To mogą być zbyt indywidualne wzorce by tak przez neta zgadnąć, ale warto szukać, bo szkoda spędzić życie w samotności.
            • zuzi.1 Re: Czy to miłość? 14.01.15, 14:51
              Bo idealow nie ma:-) nikt z nas nie jest idealny :-) sprobuj terapii, a potem obniz nieco wymagania, wiedzac, ze idealow nie ma, okresl sobie kilka najistotniejszych cech, ktore Twoj mezczyzna powinien miec i kilka ktorych absolutnie nie powinien miec i tego sie trzymaj. Na reszte innych drobnych wad musisz sie uniewrazliwic i przymykac oko. Bo jesli bedziesz tak wymagajaca, to moze sie okazac, ze nikt nie jest w stanie tym wymaganiom sprostac. Poza tym, tak mi sie wydaje, pod wplywem milosci stajemy sie bardziej wyrozumiali, co ulatwia mniej krytyczne podejscie do partnera. I zastanow sie nad swoim podejsciem do corki, czy nie przesadzasz z bliskoscia relacji i oczekiwaniami w stosunku do niej, ona ma byc Twoja przyszloscia? No nie zartuj, sama kreujesz swoja przyszlosc, corka moze Ci dawac radosc i satysfakcje z tego jak ja wychowalas. A poza tym niedobrze jest, gdy nie potrafisz relacji z mezczyzna ustawic tak, zeby ta corka nie byla przeszkoda dla Twojego zwiazku, albi trafiasz na jakichs b. zaborczych facetow, albi Twoja relacja z corka nie jest prawidlowa, jesli wazy to negatywnie na relacji z mezczyzna. Zastanow sie w czym konkretnie lezy problem. Dlaczego mezczyzna tak to odbiera.
              • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 14.01.15, 15:03
                Chodzi o zwykłe ograniczenia czasowe. Faceci źle reagują na "nie", "nie mogę", a ja nie zamieszkam z nikim po miesiącu spotykania się, nie wyjadę gdzieś na kilka dni, nie ma możliwości, że ktoś przyjedzie po mnie po pracy i zabierze na całe popołudnie, nie zawsze mogę rozmawiać przez telefon przez godzinę i t. p.
                • ada1214 Re: Czy to miłość? 14.01.15, 16:01
                  kobieta-samotna napisał(a):

                  > Chodzi o zwykłe ograniczenia czasowe. Faceci źle reagują na "nie", "nie mogę",
                  (...) nie ma możliwości, że ktoś przyjedzie po mnie po pracy i zabierze na c
                  > ałe popołudnie, nie zawsze mogę rozmawiać przez telefon przez godzinę i t. p.



                  To powstaje pytanie, co to za rodzaj mezczyzn, jaka kategoria wiekowa i mentalna wsrod ktorej uskuteczniasz swoje poszukiwania`? To mze byc kluczowe w Twoich niepowodzeniach. Mi sie wydaje dziwne, ze dorosly, dojrzaly i odpowideialny czlowiek nie rozumie, ze w wieku lat 30+, nawet niewazne czy z dzieckiem czy bez, ma sie rozne zobowiazania, rzeczy do wykonania, dom do ogarniecia, i z reguly nie mozna dysponowac swoim czasem tak jak wtedy gdy mialo sie 18 lat i mieszkalo u mamusi z wiktem i opierunkiem, a jedynym czasowypelniaczem byla szkola i wielogodzinne rozkminki przed lustrem czy mi ladnie w tej fryzurze.
                  • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:14
                    Moi rówieśnicy i trochę starsi. Raz przez jakiś czas spotykałam się z mężczyzną blisko 40-tki, po rozwodzie, z dwójką dzieci mieszkających z matką. Inaczej widzieliśmy naszą przyszłość. On już miał rodzinę, nie wyszło, chciał mieć kobietę do swojej dyspozycji, która niczego by nie oczekiwała dla siebie, za to nie ingerowała w jego już ułożone życie. Był fajny, ale nasz związek widział jako życie dwojga niezależnych osób, którzy tylko w wolnym czasie są razem. Każdy mężczyzna, z którym się spotykałam oczekiwał, że zawsze po pracy będę miała czas i siłę dla niego.
                    • sorvina Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:26
                      To są ważne "wady" - różnice, które nie pozwolą zbudować dobrego związku.
                      Pytanie czy tylko takich mężczyzn przyciągasz? Tacy są atrakcyjny? Takich tylko widzisz?
                      Nasz umysł tak działa, że dostrzega tylko to co pasuje do naszych przekonań o świecie. Nie jest tak, że innych mężczyzn nie ma, Ty ich nie dostrzegasz, bo nie pasują do Twojej wizji świata, nie pozwalają realizować wzorca.
                      Warto więc popracować nad tą wizją świata, mężczyzn i siebie. Przekonaniami, że zasługujesz by chcieć z Tobą być, by o Ciebie dbać, by dostawać a nie tylko dawać. To przede wszystkim praca nad szeroko rozumianym poczuciem własnej wartości. Bardzo się opłaca.
                      • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:37
                        Przyciągam albo inni są zajęci. Znam kilku fajnych mężczyzn, ale są już z kimś. Spotykam się z prawie każdym zainteresowanym znajomością ze mną mężczyzną. Pewnie brzmi to okropnie desperacko, ale mam takie podejście, że lepiej poznać, sprawdzić, przekonać się jak będzie, a później decyduję czy kontynuować albo oni decydują.
                        • ada1214 Re: Czy to miłość? 15.01.15, 17:17
                          kobieta-samotna napisał(a):

                          > . Znam kilku fajnych mężczyzn, ale są już z kimś

                          To mi przypomina moja mame, ktora (niezadowolona ze swojego zwiazku) rzekla kiedys "Kogo ja sobie wzielam na meza. A byl rzeciez taki jeden mezczyzna, bardzo szrmancki, codziennie mowil mi cos milego jak sie spotykalismy w drodze do pracy no i przystojny byl". Czy Panstwo to czujecie? Ona ocenila tego mezczyzne jako odpowiedniego do zycia partnera na podstawie dowch rzeczy: przystojny byl i mowil jej grzecznie dzien dobry.

                          Skad wiesz ze ci "fajni mezczyzni" sa rzeczywiscie tacy fajni w codziennym zyciu? Bo fajnie sie z nimi gada po kolezensku? A jakby nie byli zajeci, to pewnie cos bys wybrala z tej oferty, tak? Jak towar w sklepie ;P.


                          • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 16.01.15, 13:19
                            Znam ich na tyle dobrze i długo, że mogę z pełną świadomością powiedzieć, że są fajni ogólnie. Znam ich żony, obserwuję związki i widzę, że są fajnymi partnerami. Zazdroszczę. A co się dzieje u kogoś w czterech ścianach, tego nikt nie wie.
    • default Re: Czy to miłość? 14.01.15, 13:41
      Kiedy Harry poznał Sally... :)
    • marsylvik Re: Czy to miłość? 15.01.15, 09:32
      kobieta-samotna napisał(a):

      > Dziwnie to zabrzmi, ale nie wiem, czy w ogóle potrafię kochać mężczyznę, w ogól
      > e nie wiem, co to znaczy pokochać. Jak rozpoznać miłość? Nie wiem czy kiedykolw
      > iek to poczuję. Nie wiem, czy to co czuję teraz to miłość, przyjaźń, przywiązan
      > ie czy uzależnienie. Nie wiem, czy jestem w związku czy w układzie. Nie wiem, c
      > zy to jest to.

      Tak ogólnie, to zdrowa miłość rozwija, czyni lepszym człowiekiem, uszczęśliwia obie strony, daje poczucie wolności i siły.
      Jak jest niezdrowa, niepełna, kaleka, to podcina skrzydła, odbiera odwagę, pewność siebie, dobre mniemanie o sobie, hamuje, ogranicza wolność, zabiera siły, unieszczęśliwia.

      To jest ogólnie o miłości, każdej miłości, nie tylko tej między mężczyzną a kobietą. Pomyśl najpierw, czy Twoja miłość do córki jest zdrowa, dojrzała. Twoja, bo ona jest dzieckiem, jej miłości się w kategoriach dojrzałości nie ocenia. Zwłaszcza przyjrzyj się, czy nie poświęcasz tej miłości zbyt wiele, czy ona za parę lat udźwignie ciężar wzajemności? Jej potrzeby są ważne, Ty je oczywiście musisz zaspokajać, bo dziecko samo tego nie zrobi. Ale one nie są najważniejsze ani nie musisz ich wszystkich spełniać od razu czy idealnie, one nie są ważniejsze od Twoich potrzeb, swoje potrzeby też masz nie tylko prawo ale i obowiązek zaspokajać. Poświęcanie się dla dziecka może się łatwo zmienić w krzywdzenie dziecka, szczególnie samotne matki muszą uważać, żeby nie przekroczyć tej cienkiej linii.

      Miłość romantyczna (dla odróżnienia od miłości przyjacielskiej, rodzinnej, rodzicielskiej) ma trzy składowe: eros, intymność (czyli zaufanie, życzliwość, pomoc) i zobowiązanie. Taka pełna, dojrzała miłość ma je w różnych proporcjach na różnych etapach, ale wszystkie trzy. Z tego co opisujesz związek z tym konkretnym mężczyzną jest pozbawiony zobowiązania, ten mężczyzna wycofał się z tej części, cofnął Wasz związek nawet bardziej niż do pierwszej fazy, kiedy to dominuje eros i intymność. To nie jest zdrowa, pełna miłość romantyczna, to jest pewien układ, który jeśli odpowiada obojgu nie musi być niezdrowy, tylko że Tobie najwyraźniej nie odpowiada. Na Twoim miejcu wycofałabym się z erotycznej strony tego związku, rzeczywiście pozostawiłabym tylko intymność, czyli przyjaźń. Żebyś mogła swobodnie szukać i zbudować pełnen związek, którego potrzebujesz, za którym tęsknisz. Pozostanie w obecnym układzie grozi Ci niezdrowym uzależnieniem, jeśli nawet jeszcze nim nie jest.

      Myślę, że dobrze by było unormować, poukładać sobie te związki, które teraz masz, czyli z córką i tym przyjacielem. Potem dopiero otworzyć się na nowy związek.
      • kobieta-samotna Re: Czy to miłość? 15.01.15, 14:31
        Wiem, jakie są zagrożenia w samotnym wychowywaniu dziecka. Myślę, że mam zdrową relację z córką. Na pewno nie mam tendencji do poświęcania swojego życia dla niej. Gdybym ją za bardzo przywiązała do siebie, nie byłabym w stanie w ogóle realizować swoich planów osobistych.

        Wszystkie macie rację, coś muszę zrobić, żeby poukładać relację z hmmmmmm przyjacielem, ale na razie nie wiem jak.
        • kobieta-samotna Pewnie dostanę zjebkę od Was... 02.02.15, 15:59
          ... ale po przemyśleniach doszłam do wniosku, że chcę dać szansę przyjaźni przerodzić się w normalny związek. Dzisiaj zamierzam porozmawiać z nim o tym. Dam mu czas na przemyślenie sprawy i zdecydowanie, czy też tego chce, czy nie. Mam nadzieję, że mnie nie odtrąci, ale przygotowałam się psychicznie na odmowę. Chcę mieć jasna sytuację. Trzymajcie kciuki, bo strasznie się boję.
          • ola_dom Re: Pewnie dostanę zjebkę od Was... 02.02.15, 16:10
            Powodzenia :)
          • marsylvik Re: Pewnie dostanę zjebkę od Was... 02.02.15, 17:37
            Trzymam kciuki :)
            I myślę, że dobrze robisz - tak czy siak to przynajmniej będziesz wiedziała na czym stoisz.
Pełna wersja