mister27
13.01.15, 15:26
Rozwiodłam się 6 lat temu. Chroniłam córkę przed prawdą o tatusiu a skutek może być straszny.
Latem wprowadziliśmy się do nowego domu . Dzieci były szczęśliwe, córka tryskała radością, do chwili kiedy on się o tym nie dowiedział i nie zobaczył domu. Córka stała się arogancka zaczęła powtarzać jak mantrę że będzie mieszkać z tatą bo dom za duży , daleko od centrum. Wniósł sprawę do sądu, napisał tam straszne, zupełnie oderwane od rzeczywistości rzeczy wykorzystał kłótnie która była kilka lat temu. Były badania w "rodku" córka strasznie nakłamała, (cytowała to co jej ojciec mówił mojej mamie i mnie 6 lat temu) jest mi b przykro ale najważniejsze jest dla mnie szczęście dziecka. dla nas jest teraz b miła , minęły humory i ciągłe wymagania. Opinia ośrodka jest b krzywdząca , nie ma nic o kontaktach z bratem a my to prawie patologiczne jednostki , "śmierdzace alkoholem". eks teraz obiecuje córce złote góry ma nic się nie zmienić, tyle że to ja będę płacić jemu alimenty, które on będzie jej wpłacał na jej osobiste konto, do którego będzie miała kartę kredytową. Wydawałoby się że można powiedzieć - idź przekonaj się , skoro czujesz że będzie ci tam lepiej. Sprawa nie jest tak oczywista. Dziecko nie śpi po nocach, ma lęki, poskarżyło się babci i wydaje mi się że szczerze rozmawiała ze mną. ona nie chce zmian strasznie źle się czuje po tym co nagadała , sprawy zaszły za daleko i nie wiedziała jak się wycofać. Zaczęła siebie oskarżać że jest zła i sprawia przykrość innym. Wyjaśniłam że nie zmienią się tylko nasze uczucia i emocjonalne więzi(oby), że ja będę respektować to że ojciec jest jej prawnym opiekunem i jego dom jest jej miejscem zamieszkania ,co się z tym wiąże. płacz, rozpacz - ona tak nie chce ,ale tatuś się wykosztował na adwokata włożył tyle wysiłku w tą sprawę to będzie zły jak się wycofa. Powiedziałam że napewno ją zrozumie bo ją kocha i najważniejsze dla niego jest jej dobro, . ( znów mówiłam to w co sama nie wierzę .Zadeklarowałam że porozmawiam z jej ojcem, chciała zrobić to sama. Po wizycie u ojca sytuacja jest w punkcie wyjścia. Nie mam złudzeń że te uczucia są silniejsze od miłości do dziecka. Do tego te nieszczęsne alimenty które płaci zatruwają mu życie no i ogromne(dla niego) zobowiązania finansowe jakie ma wobec mnie. ( koniec sprawy spadkowej). na podstawie status qwo mam prawo przypuszczać że liczy że alimenty jakie będzie dostawać podreperują im budżet , dlatego osaczył dziecko. Sprawa sądowa wkrótce , dziecko cierpi ja umieram z niepokoju o nią i nie wiem co mogę zrobić.