Chory i nieletni - granice pomagania.

21.01.15, 18:44
Wątek teoretyczny.

Sytuacja: chory w rodzinie, leżący. Choroba "przejściowa" (nie na stałe, powiedzmy: do dwóch miesięcy). W grę wchodzi: podsuwacz, mycie na łóżku, ew. dokarmianie, no i takie zwyczajne: podawanie leków, książek- no wszystkiego, co trzeba donieść leżącemu. Chory współpracuje, niekapryśny i nieroszczeniowy. Do pomocy ma innych dorosłych.

Pytanie: w jakim zakresie angażować dzieci? W co i od jakiego wieku.
Cel: wychowawczy (nie- potrzeba).

Czy np. opróżnienie podsuwacza wchodzi w grę? Lub umycie rodzica (poza częściami intymnymi). Czy to nie za dużo (emocje, wstrząs) i czy warto. Bo taka zwyczajna pomoc (podawanie, poprawianie pościeli) to oczywistość.Chodzi mi o te bardziej nieoczywiste.
Słowem- czy to jest okazja wychowawcza, czy byście odpuściły i uznały, że życie mu samo dostarczy okazji (konieczności) - lub nie dostarczy, i też ok?
Bo ja się zawahałam... z tym podsuwaczem (16 lat)- na "nie". No i mnie naszło na zapytanie Was...
Pani ekspert też byłabym wdzięczna za wypowiedzenie się.
    • aqua48 Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 18:49
      Nie. Oszczędziłabym wrażeń pielęgnacyjno-higienicznych nieletnim, jeśli są inne osoby do pomocy. Z resztą jeśli chora osoba jest sprawna umysłowo to i ją zapewne by krępowało. Podawanie tego co trzeba - leków, książek, jedzenia picia, dotrzymywanie towarzystwa, owszem tak.
      • verdana Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 18:55
        Jesli jest konieczność - tak.
        Jeżeli nie ma - absolutnie nie. Wcale nie wydaje mi się wychowawcze obsługiwanie w czynnościach intymnych rodzica płci przeciwnej przed dorastające dziecko. To tak drastycznie zmienia stosunki rodzic-dziecko, ze może okazać się, ze nie da sie już powrócić do wcześniejszych kontaktów. Inaczej jest, jeśli 16-latek wie, ze musi, nikogo innego do pomocy nie ma, a inaczej - jeśli wie, ze to nie jest konieczne, a rodzic oczekuje, ze to właśnie on matkę umyje. Bo jak coś jest niekonieczne, to jest sztuczne, przekracza granicę pomiędzy rodzicem a dzieckiem niepotrzebnie.

        Przy rodzicu tej samej płci to co innego.
        • aqua48 Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 19:00
          verdana napisała:

          > Przy rodzicu tej samej płci to co innego.

          A nie, nie zgadzam się. Moim zdaniem pewną niewrażliwość na tego typu czynności pielęgnacyjne przeciętny człowiek wyrabia sobie dopiero po obsłudze własnego niemowlęcia, choć i to nie do końca.
          Np. moją własną Mamę np brzydziło dotykanie cudzych włosów, dlatego cierpiała plotąc mi warkocze w dzieciństwie i była szczęśliwa kiedy zdecydowałam się je obciąć.
          • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 19:07
            Właśnie mi chodzi o przełamywanie bariery obrzydzenia. Sama się opiekowałam rodzicami tak do imentu - ze wszystkim, i pamiętam, że to było na początku trudne.
            Dlatego sobie pomyślałam, że może to byłaby okazja, by jakoś (delikatnie? da się?) wprowadzić dziecko) w takie sytuacje... Ale mi wyszło, że nie. Niemniej- radzę się.
            • verdana Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 19:10
              Ale weź pod uwagę, zę tu nie przełamujesz bariery obrzydzenia, tylko znacznie bardziej znaczącą barierę. Mycie pleców nie przełamuje bariery obrzydzenia, tu może być problem z barierą czysto seksualną, a tej przełamywać absolutnie nie należy.
              Poza tym Ty opiekowałaś sie rodzicami będąc osobą dorosłą. I nie wiesz, czy gdyby rodzice wyzdrowieli całkowicie, czy Twój stosunek do nich (i odwrotnie) pozostałby taki sam.
              • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 19:18
                Tak, racja. Dlatego pytam.
                Bo pojawiła mi się myśl, że może właśnie wprowadzenie ostrożne w bliskim otoczeniu byłoby łatwiejsze... no takie rozkminki.
                Z mamą już były tak wcześniej takie etapy, po których wracała do funkcjonowania- i nie, nie zmieniło to chyba niczego ważnego w naszych relacjach. Ale mama również pełniła taką "posługę" wobec mnie - miałam leżące ciąże,takie z nogami do góry i wszystko na łóżku, więc może ta zwrotność zadziałała (że jesteśmy do siebie przyzwyczajone w każdym wymiarze).
                Szczerze mówiąc nigdy o tym tak nie myślałam, ale dzięki, bo to rzeczywiście ważny aspekt.
        • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 19:01
          Umycie intymnie nie wchodzi w grę. Bardziej- typu: plecy, coś takiego...
          Konieczności nie ma w żadnym wymiarze, wszystko zapewnione.

          Ok. Tak też myślałam. Ale naszły mnie wątpliwości... żeby poduczyć "przy okazji".
          Racja z tą sztucznością, to byłoby prokurowanie i sztuczność by chyba wyszła.
          • verdana Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 19:07
            No własnie. Zresztą, skoro młody człowiek wie, ze mąż/pielęgniarka może spokojnie umyć osobę chorą, to wymaganie, aby matkę umył syn zaczyna być co najmniej dziwne, niepokojące. To nie jest wychowawcze, dla mnie niewychowawcze własnie (pokazuje, ze osoba chora ma prawo mieć dowolne fanaberie i ignorować naturalne opory nastolatka np. przed dotykaniem ciała matki, choćby to gołe plecy były).
            Tego elementu absolutnie nie ma, gdy jest to jedyne rozwiązanie.
            • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 19:19
              Ano.
      • zuzi.1 Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 21.01.15, 19:17
        Zgadzam sie z Aqua.
    • nagako Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 22.01.15, 09:11
      Ja byłam już pełnoletnia i studiowałam w innym mieście kiedy mój dziadek miał udar i od tego czasu już nie wstał z łóżka przez kilka kolejnych lat (aż do śmierci) więc pomagałam dorywczo. Natomiast moja siostra będąc wówczas w liceum i brat w gimnazjum pomagali przy dziadku mojej mamie i ciotce. Przy czym przy dziadku trzeba było zrobić wszystko, do zmiany pieluchomajtek często potrzebne były dwie osoby. Brat pomagał tylko kiedy nikt inny nie mógł, w sensie jedna osoba dałaby radę ale z trudem a on mógł pojechać i pomóc. Traumy z tego tytułu nie widać. I tak przez kilka lat.
      BTW to nie jest sytuacja o której można rozmawiać teoretycznie (oczywiście rozmawiać można ale to jest tak jakbym teraz zaczęła wdawać się w dyskusje o np. skomplikowanych teoriach w fizyce - a zawsze byłam noga z fizyki) jak się nie przeżyło to się nie wie jak to jest.
      • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 22.01.15, 14:08
        Tak, doświadczenie osobiste jest tu kluczowe.

        Ja właśnie, jako osoba doświadczona z obu stron (jako podopieczna i opiekująca się), wiedząc, z czym się to wiąże, zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy można by w kontrolowanych warunkach (żadna wielka choroba, sytuacja przejściowa, osoba bliska) wdrożyć małolata w ten obszar.
        Ale chyba złym tropem poszłam...
        • aqua48 Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 22.01.15, 17:57
          vilez napisała:

          >zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy można
          > by w kontrolowanych warunkach (żadna wielka choroba, sytuacja przejściowa, oso
          > ba bliska) wdrożyć małolata w ten obszar.

          Tak, owszem wdrożyć można i nawet należy, ale nie w intymnej sferze by go nie zrazić, i by nie kojarzyła mu się taka pomoc z czymś okropnie krępującym i niemiłym.
          • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 22.01.15, 18:01
            Tak.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 23.01.15, 08:06
      Jeśli nie ma takich realnych potrzeb, aby dziecko, nastoletnie czy młodsze, zajmowało się dorosłą bliską osobą w sferach, w których taką opiekę zapewnia inny dorosły do tego zobowiązany, to niech się nie zajmuje. Myślę tu o sferze intymnej czy czynnościach wymagających siły lub fachowości. Najczęściej robi to dorosły partner lub inna osoba przez tegoż chorującego dorosłego zorganizowana. Oczywiście dzieci w zależności od wieku i ich możliwości mogą służyć zwykłą pomocą jakiej chory wymaga. Coś przynieść, spełnić jakąś prośbę, przejąć jakieś codzienne obowiązki tegoż dorosłego, których ten z racji choroby nie może spełnić.
      Wszelkie argumenty o możliwości naruszenia intymności seksualnej dorosłego i nastolatka oraz pewnych tabu relacji między rodzicem a dzieckiem szczególnie, płci przeciwnej uważam za słuszne. Szczególnie, kiedy to nie są czynności wynikające z realnej konieczności, a miałby stanowić pewien element wychowawczy.
      Wychowawczy aspekt opieki nad chorym wynika nie tylko z opieki realnej i tej ekstremalnej, a już szczególnie na polecenie.
      Jest pochodną atmosfery w domu jaka jest tworzona wobec osoby okresowo słabszej. Jest wynikiem doświadczenia dziecka jaka opiekę miało ono samo, gdy chorowało lub było w niedyspozycji. Jest obserwacja innych opiekujących się dorosłych.
      Dziecko, szczególnie młodsze z reguły wypełnia polecenia dorosłych i wypełni także te, które nie są dla niego korzystne.
      Człowiek dorosły, a temu ma służyć element wychowywania, sam zadecyduje jak spadająca na niego opieka ma wyglądać i jak ją logistycznie zorganizuje. Ma wybór i będzie też oceniał swoje w tym zakresie możliwości.
      Wychowanie to jedno. Trzeba tez pamiętać o kulturze, która ma ogromny wpływ na zachowanie te w przyszłości także. Już dziś stosunek do chorych wygląda inaczej niż 30 lat temu. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 23.01.15, 08:16
        Dziękuję bardzo. Zgadzam się.
        Dodam, że pomoc w zakresie intymnym wykluczyłam od samego początku. Ale rozumiem, że to jest to tu podnoszone celem zilustrowania granic problemu.
        Mnie chodziło o zakresie granic dopuszczalnych.
        • aqua48 Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 23.01.15, 10:53
          vilez napisała:

          > Mnie chodziło o zakres granic dopuszczalnych.

          Moim zdaniem te granice szesnastolatek doskonale sam potrafi ustalić. Wystarczy, że go zapytasz: pomożesz mi w opiece nad tatą/wujkiem/babcią? I on powinien sam określić co zechce robić, a czego wolałby nie. Uszanuj to.
          • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 23.01.15, 11:09
            Szanuję :-) Rozważam tylko teoretycznie. Moi synowie, że tak rzeknę, sami się znaleźli dość dobrze w różnych trudnych sytuacjach tego typu.
      • marsylvik Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 23.01.15, 12:06
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Wychowanie to jedno. Trzeba tez pamiętać o kulturze, która ma ogromny wpływ na
        > zachowanie te w przyszłości także. Już dziś stosunek do chorych wygląda inacze
        > j niż 30 lat temu. Agnieszka Iwaszkiewicz

        Tego fragmentu nie zrozumiałam. Mogłaby Pani doprecyzować? O jakiej kulturze, w jakim znaczeniu? Ja się zmienił ten stosunek do chorych na przestrzeni lat?
        • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 23.01.15, 12:13
          Obecnie istnieje większy dystans do fizjologii, ciała i intymności. Granice jednego i drugiego są obostrzone, kiedyś zaś to wszystko było bardziej bezpośrednie. Mycie chorego, odkrywanie sfer intymnych, wydzieliny - także rodzica- nie było postrzegane aż tak jako inwazyjne naruszenie granic intymnych żadnej ze strony- i chorego i opiekuna. Kwestia stopnia.
          • verdana Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 23.01.15, 15:54
            Bardzo ważnym zdaniem , które napisała tu p. Agnieszka było "na polecenie". Bo rzeczywiście, wypełnianie poleceń może wcale nie przygotowywać do pomocy spontanicznej, wrecz przeciwnie - może spowodować głęboką niechęć do takiej pomocy.
            • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 23.01.15, 16:35
              Pełna zgoda.
    • boski_adonis Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 24.01.15, 09:29
      Watek teoretyczny? A co to takiego? Czy to jest to samo , co wymyslony problem?
      • vilez Re: Chory i nieletni - granice pomagania. 24.01.15, 18:55
        Problem jak najbardziej realny. Ale moim zamierzeniem jest, by wnioski były bardziej uniwersalne, niż tylko odnoszące się do jednej konkretnej sytuacji. Może komuś takie refleksje pomogą.
        Rozumiem, że chciałeś się czepnąć ... źle trafiłeś - znowu.
        Trochę głupio nie rozumieć, co to znaczy- teoretyczny.
Pełna wersja