madi138
24.01.15, 00:21
Generalnie, mam bardzo trudne relacje z rodzicami mojego meza. W wielkim skrocie (kiedys juz o tym pisalam)- tesciowie sa bardzo zaborczy i nadopiekunczy i robili co mogli, by moj maz nigdy nie 'przecial pepowiny'. Ja bylam i jestem ta najgorsza, ktora niszczy ich idealna rodzine, a maz wciaz wygrzebuje sie z nerwicy i depresji. Na chwile obecna, utrzymujemy bardzo kurtuazyjne kontakty i generalnie trzymamy sie na dystans, probujac sobie to wszystko poukladac.
Ale mam powazne watpliwosci, w jaki sposob tlumaczyc to wszystko naszym dzieciom, zeby nie wciagac ich w te pokrecone relacje. Dziadkowie bardzo kochaja wnuki i maja z nimi dobry kontakt. Tu nie mam im wiele do zarzucenia i absolutnie nie chce im tej relacji psuc. Dzieciaki sa juz w wieku szkolnym i widza co sie dzieje. Zdarzylo sie tez, ze byly swiadkami naszych klotni. Ostatnio przy kilku okazjach, wspominaly, ze nie lubie dziadkow. Tlumaczylam im wtedy, ze tak sie czasem zdarza, ze ludzie sie nie lubia i czasem sie kloca. Ze nawet oni sami, nie lubia absolutnie wszystkich w swoich klasach i ze tez zdarza sie im poklocic z kolegami. Obawiam sie jednak, czy to wystarczy. Wiem, ze dzieci kochaja dziadkow i bardzo nie chcialabym fundowac jakiego wewenetrznego konfliktu. Powtarzam im, ze ja i dziakowie za soba nie przepadamy, ale ich to nie dotyczy, bo dziadkowie bardzo ich kochaja. Tylko czy rzeczywiscie dla dzicka jest zrozumiala sytuacja, gdy osoby, ktore bardzo kocha tocza ze soba konflikt?
Ostatnio maz, napomknal cos o telefonie od swojej matki, a wtedy moja corka powiedziala nagle, ze babcia znowu sie wtraca i ze jak ostatnio u nas byla to ciagle mowila jej co ma robic, a jej sie to nie podobalo, bo to nasz dom. Szczerze mowiac, troche sie przerazilam, bo nie wiem na ile byly to jej wlasne przemyslenia na temat babci (babcia jest faktycznie dosc kontrolujaca), a na ile cos, co wylapala byc moze z naszej wymiany zdan.
Macie jakies rady, jak tlumaczyc takie pogmatwane i bolesne relacje dzieciom?