kitungu
27.01.15, 17:04
Jak pomóc mamie i sobie? Bardzo potrzebne wsparcie. Długie.
Moja mama żyje od lat w toksycznym związku.
Mój ojciec to "Piotruś Pan", żyjący na koszt innych. Pracę miał nie najgorszą, dobrze płatną,ale większość przepuszczał na "wyjazdy służbowe", rozrywki, ciuchy, książki itd. Nigdy nie miał oszczędności, o dom i nasze potrzeby dbała praktycznie moja mama. Miała odpowiedzialną, stresogenną pracę, której ojciec nie doceniał. Wracała do domu i czekał tam na nią drugi etat. Praktycznie tylko ona utrzymywała wszystkich.
Ojciec niewiele robił w domu, bo "przecież jest tyle kobiet" (ja, moja siostra, jego żona i matka). Rzadko bywał w domu, często wyjeżdżał w delegację w czwartek, wracał w niedzielę.
Tuż po urodzeniu sie mojej siostry przyznał się, że ma kochankę na boku, mamy nie kocha i chce odejść. Po 2 latach sobie przypomniał o rodzinie, mama go przetrzymała jeszcze rok w "niepewności", ale pozwoliła na powrót.
Nie układało się między nimi, mama mu nie wybaczyła, nie potrafiła się zbliżyć fizycznie, on wobec niej jest też okazał się impotentem, (choć swoje potrzeby ma - o czym świadczą świerszczyki po kątach) tworzą białe małżeństwo. Poszli co prawda na terapię, ale jemu się odwidziało po 2 wizytach. Mama poddała się, nie nalegała.
Z wszelkimi żalami leciała do mnie (miałam w momencie separacji rodziców 9 lat) i tak jest do dziś, mimo prób uwolnienia się przeze mnie z roli rodzica, psychologa, powiernika i spowiednika mojej mamy. Tkwienie przez nią w toksycznym związku doprowadziło do choroby nowotworowej, na szczęscie odkrytej we wczesnym stadium. W czasie jej choroby mój ojciec kolegom i znajomym opowiadał, jaki jest biedny, bo ma chorą żonę, a jej powiedział, żeby się "zanadto nie rozczulała i gadała tyle o chorobie, bo on się tak źle czuje i jeszcze zachoruje".
Mama, zamiast kopnąć go w 4 litery, dalej żali się mi (drugiej córce tego nie robi, bo "ona
młodsza i mniej odporna psychicznie", nie żaliła się też swoim rodzicom czy przyjaciółkom, bo "oni jej nie rozumieją", nic nie zmieniając w relacjach z ojcem.
Obecnie ojciec jest emerytem z długami, które poczynił, bo żyje ponad stan np fundując sobie
wyjazd na 2 dni bez mamy ot tak do Krakowa.NIe ma wielu zainteresowań, w domu nic nie robi,bo nie lubi, siedzi z nudów na fejsie i flirtuje z kobietami, czasem się z nimi spotyka na mieście. Do mamy jest arogancki i drażliwy, mnie unika, bo się go czepiam, 3 -letnią wnuczkę olewa zupełnie, dzieci go nużą. Próbował swego czasu ją "ustawiać", jak miała bunt dwulatka, na co nie pozwoliłam.
Moja mama denerwuje się, że będzie musiała jego dlugi spłacać (sama tez jest emerytką), ale nic nie robi w kierunku intercyzy. Wie też o jego flirtach, robi mu awantury (nieskuteczne, on obiecuje za każdym razem, że zerwie kontakty), wypłakuje się w mój mankiet, po czym wszystko wraca i nic nie zmienia w swoim życiu. Ojcu potrafi podgrzać obiad, jak wróci ze spotkania "z kolegami". Chore.
Już jestem tym bardzo zmęczona. Tymi ciągłymi kłótniami w rodzinnym domu, jej telefonami
z info, co wymyślił znowu jej mąż. Poczuciem winy, że tyle lat próbuję jej pomóc, a to na
marne. Swego czasu zapisałam ją do psychologa. Chodziła przez kilka miesięcy, po czym
zrezygnowała, bo "pani psycholog była w jej córki wieku, co ona wie o życiu". Ale do innego iść nie chce, bo "to nic nie da".
Jej problemy są ciągle moimi problemami, ciężko mi się od tego odciąć, rozmawiam o tym z moim partnerem, który choć zawsze mnie wspera i uważnie wysłuchuje, także może mieć już troche dość tematu , bo wie że rozmowy z moją mamą prowadzą donikąd i nic z nich nie wynika.
Próbowałam ograniczyć kontakty. Ale odbywa się to kosztem mojej córci, która jest bardzo
związana z babcią. Teraz bywam u mojej mamy wtedy,gdy ojca nie ma, bo sam jego widok mnie drażni. I jej udawanie pomiędzy kłótniami, że tworymy normalną rodzinę z coniedzielnym obiadkiem. Zapraszam ją do siebie. Wszelkie rozmowy i tak kończą się monologiem na temat ojca. Kiedy to ucinam - foch i łzy. Na pytanie - dlaczego się nie rozwiedzie, odpowiada, że nie mogłaby mieszkać bez faceta, nie potrafi. Całe życie była z kimś.
Czuję żal do matki, że sobie życie zmarnowała na takiego pasożyta. Złość za to, że w relacji z ojcem jest taka uległa, naiwna, gdy w innych dziedzinach życia - pełna werwy, stanowcza, konkretna babka.
Jak się odciąć, przestać przeżywać problemy mojej mamy, uwolnić się od poczucia winy, że nie potrafię pomóc. I przepraszam za chaotyczność wypowiedzi, pisanej pod wpływem dużych emocji.