heet_joe
28.01.15, 19:53
Tak sobie czytam wątki o mieszkaniu z teściami i nasuwa mi się pytanie: kiedy można? Sama od roku mieszkam u rodziców męża. Dom jest ogromny więc nie wchodzimy sobie w drogę, mamy osobne wejście, ale jednak korytarz jest wspólny więc chcąc nie chcąc mijamy się tam. Mamy dwa pokoje ( w tym jeden z aneksem), łazienkę i w miarę jak synek rośnie zastanawiamy się co dalej. Na górze jest pokój który moglibyśmy wykorzystać przebijając się do niego od nas z dołu, ale wiązałoby się to ze sporymi zmianami i dużym remontem. Mąż oczywiście nie widzi problemu, jest mu wygodnie, bo płaci tylko rachunki, ma pieniądze na swoje kosztowne hobby. Relacje z teściami są dobre, trochę na dystans, ale wzajemnie się szanujemy i nie wtrącamy w swoje życie. To się tyczy również opieki nad wnuczkiem. Teściowie robią tyle ile chcą. Po lekturze niektórych wątków zapaliła mi się w głowie lampka ostrzegawcza. A co jeżeli oni tak naprawdę nie chcą tego wspólnego dzielenia domu? Teść chce na pewno, ale teściowa wolałaby, żebyśmy zarabiali więcej i inaczej ułożyli swoje życie (a fakt, że trochę je zmarnowaliśmy i mamy kiepskie widoki na przyszłość jeżeli chodzi o finanse). Niedługo mieliśmy przeprowadzać rozmowę na temat ewentualnego remontu, ale ja nie jestem już tego taka pewna. Może za parę lat będą mieć pretensje, że tutaj zamieszkaliśmy? Może to świadczy o naszym nieudacznictwie i braku zaradności życiowej ( pewnym sensie tak jest)?. Może powinniśmy wpakować się jednak w kredyt i zrobić wszystko żeby być całkowicie na swoim? A może szukam dziury w całym? Co myślicie? Kiedy mieszkanie z teściami/rodzicami staje się dopuszczalne, a wręcz zdroworozsądkowe?