lukrecja_a
29.01.15, 14:41
Dzień dobry,
czytam Was od dłuższego czasu i wreszcie odważyłam się napisać.
Bardzo proszę o wskazówki i pomoc.
Podjęłam decyzję o zamieszkaniu z moim parterem w domu jego matki (ojciec nie żyje).
Nie ma innej opcji żebyśmy byli razem ani teraz, ani w przyszłości. Ja w obecnej chwili nie pracuję, on zarabia niewiele a poza tym nie widzi sensu wynajmu czegokolwiek, gdy u siebie w domu ma całe piętro. Łazienka i kuchnia niestety są wspólne i mieszczą się na piętrze jego matki.
W czym problem?
Otóż zastanawiam się, czy i jakie ustalić zasady na początku takiego wspólnego mieszkania żeby zminimalizować ryzyko nieporozumień.
Kto ma prać, gotować itp., czy to ja powinnam z matką partnera o tym porozmawiać? Co z jego czasem wolnym, gdy wróci po pracy? Ma go spędzać z nią żeby się nie czuła samotna?
Co z zakupami, rachunkami? W jakiej części powinnam w tym uczestniczyć żeby nie być dla nich obciążeniem?
Czy jest jakiś sposób, żeby moje mieszkanie tam było dla tej kobiety oznaką, że jej syn ma swoje życie?
Nie chcę być jej drugim dzieckiem a tak się czuję bywając tam np.w weekendy. Chcę jakichś obowiązków, wzajemnego szanowania się i akceptowania prywatności.
Jak to wszystko rozegrać żebyśmy obie czuły się dobrze?
Mój parter nie widzi tego tak, jak ja. Według niego przesadzam.
Matka partnera jest osobą o zupełnie innym temperamencie niż ja. Jest bardzo chłodna, cicha i małomówna. Lubi krytykować. W kwestiach kulinarnych - wszystkich bez wyjątku, nawet własną córkę. Gdy tam jestem nigdy nie chce pomocy przy gotowaniu. Rzeczy, które ja przywożę np.ciast zazwyczaj nie chce nawet z grzeczności spróbować. Demonstracyjnie je wtedy swoje…
Jest skrajnie oszczędna. Moim partnerem „zarządza” nakazując mu gdzie ma ją zawieźć i co ma zrobić. Parter jest mało asertywny, rzadko sprzeciwia się matce, szanuje jej zdanie.
Nie czuję się tam komfortowo i szczerze mówiąc, zwłaszcza teraz nie mając pracy, nie wyobrażam sobie tam życia.
Boję się, że prędzej czy później będą konflikty, ale… nie chcę stracić tej miłości.
To mój pierwszy poważny związek. Poznaliśmy się 3 lata temu na portalu randkowym, od pół roku jesteśmy zaręczeni. Dzieli nas odległość 200km, jesteśmy po 30-tce. Kochamy się, jest nam ze sobą świetnie, mamy wspólne tematy, priorytety, ale wiem, że proza życia pod jednym dachem to nie to samo, co weekendowe spotkania… Zwłaszcza, że będzie nas troje - my i jego matka. To nie jest tak, że ja jej nie lubię, ale to jest jej dom, jej kuchnia, jej lodówka...
Dziewczyny, co zrobić żeby to się udało?
A może ja rzeczywiście przesadzam?