cora81
07.02.15, 23:39
Chciałam Was prosić o ocenę sytuacji. Otóz, mąż od dłuższego czasu dba o swoja kondycję fizyczną i codziennie chodzi na siłownię. Poznał tam nowych znajomych i jakis czas temu było organizowane spotkanie integracyjne, czyli jak ja to rozumiem, wyjście na miasto.Powiedział mi o tym, że tego dnia idzie na imprezę integracyjną. Troche dziwnie sie poczułam, ponieważ nie zapproponował, żebyśmy razem poszli. Na moje, trochę ironiczne pytanie czy trzeba mieć karnet wykupiony żeby móc uczestniczyc w takim wyjściu, odpowiedział, że nie ale to jest dla członków klubu ale jak bardzo chcę iśc to moge iść...Mój punkt widzenia jest taki, że o ile jest to np. wyjście z ludżmi z pracy to jest to jest to oczywiste że nie zabiera się, żony/męża, natomiast w przypadku takiej mniej formalnej grupy uważam że powinien mi to zaproponować, tym bardziej że bardzo rzadko wychodzimy gdziekolwiek (mamy małe dzieci, a poza tym nie mamy za bardzo znajomych)...Grupa nie jest tylko męska ale nazwijmy to koedukacyjna, i niestety mam nieodparte poczucie że po prostu nie miał interesu żeby mnie zabrać. Posprzeczaliśmy sie na ten temat przed wyjściem, oczywiście próbował odwrócić kota ogonem, bo przeciez powiedział że jak chcę to mogę pójść....Myślę, że nikt nie chciałby być na doczepkę i jako piate koło u woza. Podsumowanie:nie miał poczucia winy jak wychodził, próbował na mnie jakąś odpowiedzialnośc zwalić, że zachowaję się jak w liceum...
Czy napewno?Ja wiem, jakie były moje odczucia, zabolało mnie to, że nie chce mnie poznać z znajomymi. Dla mnie to takie naturalne się wydaje, tym bardziej że nie ma się czego wstydzić a kilka osób znam....