ngale
08.02.15, 12:52
Ok, chyba na dobre zaleję was własnymi problemami. Wybaczcie. Wiem, że są tu mądrzy i rozsądni ludzie. Najwyraźniej ten rok spędzę na odkrywaniu kłamstw rozgrywających się za moimi plecami.
Od pół roku mieszkam i pracuję za granicą. W Polsce zostawiłam mamę, starszą i schorowaną (zaćma w jednym oku, tarczyca, stawy, serce). Planowałam ją ściągnąć do siebie, ze względu na rozmaite kwestie (rozpad związku - wcześniej z partnerem planowaliśmy zamieszkać razem i zabrać ją do siebie, co było jego propozycją, uprzedzam ;p) sprawa przeciąga się w czasie. Mama ma głodową rentę, nie jest w stanie podjąć żadnej pracy, więc ją utrzymuję, a koszta są niemałe. Przynajmniej tak mi się do tej pory wydawało. Leki, mieszkanie, rachunki, jedzenie, jakieś zobowiązania finansowe (mama niestety wzięła kilka chwilówek bez mojej wiedzy, dobrze, że już kończę to spłacać, bo odsetki potężne, wiadomo). Mieszkanie jest wynajęte, więc drogie. Utknęłam w męczącej i czasożernej pracy, w tej chwili pracuję siedem dni w tygodniu, żeby związać koniec z końcem, a i tak praktycznie nie mam oszczędności. Jestem przemęczona. W końcu nie wytrzymałam, zaplanowałam zmianę pracy na coś lżejszego (i nieco gorzej płatnego, ale potrzebuję odpoczynku) i tu zaczęły się schody.
Mam dużo starszego brata, przyrodniego, facet w tej chwili pracuje za granicą, w innym kraju niż ja. Odkąd pamiętam, wyciągał od matki potworne ilości pieniędzy, nie tylko od niej zresztą, wyłudzał dosłownie od każdego, od kogo mógł. Nie oddawał, mama regulowała zobowiązania. Okradł mojego ojca, mojego byłego, okradł mnie, nie chcę się rozpisywać, ale jest wyjątkowym przypadkiem, delikatnie mówiąc. Niespełna rok temu w końcu wyjechał do pracy za granicę i myślałam, że w końcu odetchnę. Jest rozwodnikiem, płaci alimenty na przebywającą w Polsce córeczkę.
Dzisiaj odebrałam telefon od znajomej mamy, nie wiem, skąd miała mój numer. Dowiedziałam się, że wpadła do mamy w święta i pożyczyła jej pieniądze na papierosy, bo mama nie miała złamanego grosza, co więcej, przebywał tam mój brat, który wyłudził od tej kobiety 10 zł na piwo dodając nonszalancko, że "mama ureguluje jak będzie miała". Nie dość, że mało się nie spaliłam ze wstydu, to jeszcze mnie zmroziło, bo regularnie wysyłam mamie kwoty pozwalające na zupełnie dobre życie, co więcej, na same święta (oprócz paczki z prezentami) wysłałam jej dodatkową kwotę, nie pamiętam już dokładnie, ale chyba równowartość około 500 zł. Mama fizycznie nie miała możliwości, żeby nie mieć pieniędzy. Znajoma zauważyła, że prawie nie mają co jeść, przyniosła im domowe jedzenie, na litość boską. Według relacji znajomej mama żle wygląda, prawie nic nie je. Regularnie zdaje mi relacje z zakupów - teraz zaczynam podejrzewać, ze mogło to być kłamstwem. O wizycie brata na święta wiedziałam, ja niestety musiałam zostać w pracy - mama z bratem zarzekali się na wszystkie świętości, że brat przywiózł własne pieniądze, że sprezentował mamie 200 zł, żeby nie żerować na niej przez święta, sam przysięgał mi to w telefon. Okazało się, że zamiast 200 zł był zagraniczny płyn do prania, a brat nie miał nawet 10 zł na piwo. Jednocześnie, będąc idiotą, chwalił się tej kobiecie swoimi wypadami na dyskoteki i imprezy. Dla matki praktycznie nigdy nie ma pieniędzy. Cały ciężar pomocy spada na mnie. Mama nie zauważa problemu, wybacza mu wszystko.
Znajoma sądziła, że wysyłam mamie jakieś grosze, i taktownie nie zadawała pytań, natomiast pomagała, jak tylko mogła, zapraszając mamę na obiady. Sprawa wydała się wczoraj. Od kilku dni mama dzwoniła do mnie, bardziej zdesperowana niż zwykle, za każdym razem zanosząc się płaczem, i prosiła o "przynajmniej 1500 zł". Pieniądze miały być na mieszkanie, ale wiem, że może to prolongować o parę tygodni, poza tym skąd taka rozpacz? Nie bardzo mnie w tej chwili stać (planuję zmianę pracy i przeprowadzkę do miasta, w którym mieszka moja przyjaciólka, żeby trochę odreagować), ale w końcu złamałam się, zadzwoniłam i powiedziałam, że ok, dam jej te 1500 zł, bo mam dość scen rozpaczy. Mama była akurat u znajomej i na moje niesamowite szczęście włączył się jej głośnik w telefonie, przez co wszystko było słychać. Ucięła rozmowę, speszona. Znajoma uświadomiła sobie, że mama dostaje ode mnie sporo pieniędzy i nie ma realnych podstaw, żeby brakowało jej na życie. I postanowiła zadzwonić, i stąd wszystko wiem.
Skojarzyłam fakty. Mój brat właśnie przebywa w Polsce. Przyjechał do dziecka. Prawdopodobnie potrzebuje pieniędzy. Przez długie miesiące ciężkiego zapieprzu nie finansowałam mamy, tylko jego, cholernego pasożyta. Prawdopodobnie mama rezygnuje nawet z jedzenia, żeby oddawać mu pieniądze. Chyba, że sama ma jakieś gigantyczne zobowiązania, ale wątpię.
Nie wiem, co się tam dzieje i jakich "środków perswazji" używa mój brat, że matka płacze prosząc o przelew, że potrzebuje coraz większych kwot. Wiem, że potrafi ją terroryzować w niesamowity sposób, dzwonić co pięć minut, półtora roku temu matka wylądowała w szpitalu po próbie samobójczej powodowanej jego naciskami (wtedy akurat próbował wymóc na mnie wzięcie mu w leasing kilku samochodów, nie pytajcie, w każdym razie matka miała to ode mnie wyegzekwować, dzwonił do niej co pięć minut rycząc i wrzeszcząc). Jestem przerażona. Mama wszystkiego się wyprze, nie mogę mu niczego udowodnić. Mogę zakręcić kurek z kasą, jasne, ale nie wiem, czym to się skończy - znajoma powiedziała mi, że u mamy było ostatnio pogotowie, serce, oczywiście mama wszystko przede mną ukryła. Jeśli zadzwonię i powiem, że wiem o wszystkim, to urwie kontakt ze znajomą i nie będę miała żadnych wieści z zewnątrz. Jestem w kropce.