taarby
09.02.15, 13:33
Chciałbym zapytać o poradę, bo nie bardzo mamy się do kogo zwrócić. Albo inaczej: osoby, do których się zwracaliśmy, nie umieją nam dobrze poradzić, bo same nie są w takiej sytuacji. Niedługo zacznę wierzyć, że rację ma pierwsza teściowa, która powiedziała, że wdepnąłem w sytuację bez wyjścia i powinienem był jej słuchać, to bym nie miał problemu.
A tak to mam. Czworo dzieci, trzy córki z pierwszego małżeństwa (dwie już prawie dorosłe) i synka z drugiego małżeństwa. I między najmłodszymi jest konflikt, chociaż nie wiem, czy niemowlę może być z kimkolwiek w stanie konfliktu.
Ja. lubiła swoją macochę aż do połowy zeszłego roku, kiedy dowiedziała się, że ja i D. będziemy mieć dziecko. Przez kilka tygodni wydawała się to rozumieć, cieszyła się jak starsze dziewczynki, planowała, gdzie dzidziuś będzie mieszkał, takie tam głupoty. Z wakacji u babci wróciła zmieniona, może też dlatego, że po D. zaczęło być widać ciążę. I wyszło tak, że z dnia na dzień przestała mówić do D. "mamo", a zaczęła po imieniu, zaczęła być marudna, uparta - to wszystko zeszło się w czasie z zerówką, więc podejrzewaliśmy, że to dlatego. Jagoda stała się po prostu terrorystką, wszystko wymusza i przynajmniej raz dziennie słyszymy, że kochamy już tylko nowe dziecko, a jej to wcale.
Sytuacja stała się nieznośna, od kiedy maluch jest w domu (D. leżała przez ostatnie tygodnie przed rozwiązaniem w szpitalu). Czasem mam wrażenie, że powinienem uważać na moją córkę, żeby w złości nie zrobiła niemowlęciu krzywdy, bo wygląda mi podejrzanie, rzuca krzywe spojrzenie na dziecko. To oczywiste, że D. musi teraz głównie się zajmować maleństwem, zwłaszcza że Jagoda była zawsze dość samodzielna (chociaż np. odmawia samodzielnego ubierania się rano). Próbowaliśmy ją przygotować, pokazywaliśmy jej zdjęcia, jak sama była bobasem, opowiadałem, jak się wszyscy o nią troszczyli, starsze dziewczynki też zaczęły wspominać tamte czasy i jak się ucieszyły na nową siostrzyczkę i jak się z nią bawiły. Ale one były jednak już w szkole, gdy na świecie pojawiła się Jagódka.
Na razie Jagoda najgorsze, co zrobiła, to ogłuchła na prośby D. i odmawia współpracy, gdy D. ją o coś prosi. Nie uderzyła dziecka i nie nazwała go gorzej niż "głupi dzieciak". Rano marudzi, że chce zostać w domu i nie chce iść do zerówki, bo skoro niemowlak może być cały dzień w domu, to czemu ona nie? Próbuję przekonywać, że życie niemowlaka jest do niczego, bo cały dzień tylko śpi, nie może się bawić na placu zabaw i jeść lodów, i oglądać telewizji, ale moje argumenty raczej do niej nie trafiają ;).
W zerówce raczej wszystko dobrze, bawi się z innymi dziećmi, nauczycielka nie zauważyła, żeby coś złego się działo, dzięki starszym siostrom umie już czytać - widziała je nad książkami i też po nie sięgnęła i jakoś się stało - i wie dość dużo jak na swój wiek.
D. się bardzo przejmuje, bo była zawsze bardzo blisko z Ja., ja nie wiem, co zrobić. Teściowe - cóż, mama D. mówi, że trzeba Jagodzie pokazać, że jej fochy nie robią na nas wrażenia, a moja pierwsza teściowa chyba się cieszy, że jej ponure proroctwa się sprawdziły. Może macie jakieś pomysły, jak z tego wybrnąć?