luty2015
13.02.15, 13:36
zdecydowałam się napisać na forum bo czuję, że sama sobie nie radzę z problemem.
Mam 36 lat i jak wszyscy na około mówią - poukładane życie tzn. męża, który w domu mi pomaga, 6 letniego synka, który jest bardzo mądrym dzieckiem i 2 miesięczne niemowlę. i to z nim mam największy problem. Czuję, że nie kocham swojego drugiego syna, denerwuje mnie każdy jego płacz, każde marudzenie. Bardzo chciałam mieć drugie dziecko, ciąża minęła bardzo szybko, tzn książkowo bez problemów, poród również. od porodu ze mną i moimi uczuciami do syna jest coraz gorzej. Mały od urodzenia aż gdzieś do końca stycznia cały czas płakał - płakał to mało powiedziane wył bez opanowania. nic nie pomagało żadne noszenie, bujanie. Wyglądało to tak karmienie - ryk- trochę snu ( spał i śpi po około 10 - 15 minut ). Fakt że cierpiał na kolki ale kolki przeszły a on nadal wył. Teraz już jest lepiej a ja czuję wstręt do mojego syna. Nie chce się nim zajmować, angażuję wszystkich dookoła a sama mam ochotę uciec jak najdalej. Nie piszę już o braku cierpliwości i o tym, że zrobiłam się strasznie nerwowa - do tego stopnia, że czepiam się o najmniejszą bzdurę krzywdząc męża i starszego syna. mąż widzi że jest coś nie tak. Każe mi iść do psychiatry po tabletki i to wszystko. przerażona jestem tą sytuacją. z pierwszym dzieckiem tak nie miałam. Sama chciałam wszystko przy nim robić a tu zupełne przeciwieństwo. Proszę napiszcie kto też tak miał i czy to minie czy faktycznie ze mną jest coś nie tak. Widzę, że zamykam się sama w sobie coraz bardziej i jak nikt nie widzi to płaczę. Przestałam sobie zupełnie radzić w życiu.