Dodaj do ulubionych

wzajemność, współpraca w małżeństwie

15.02.15, 16:00
Nie wiem właściwie, jak zatytułować wątek. Chodzi mi o sytuacje, kiedy przez pewien okres czasu z uwagi na doszkalanie zawodowe czy też skupienie się na rozwoju zawodowym jednego z małżonków drugie musi w większym wymiarze zająć się dziećmi i domem, jest częściej zdane samo na siebie. Już tłumaczę o co chodzi.
Jestem na kursie zawodowym, który trwa 10 miesięcy (5,5 już mam za sobą) i zakończy się trudnym egzaminem, zajęcia odbywają się w każdą sobotę przez kilka godzin, uczę się również w domu codziennie. Chcę zmienić pracę na wyższe stanowisko. Pracuję, mąż pracuje, mamy dwoje dzieci w wieku szkolnym. Nauka to dodatkowy dla mnie obowiązek, jestem zmęczona, potrzebuję odciążenia od spraw domowych. I tu zaczyna się problem. Niby oficjalnie wszystko jest w porządku, mąż zgodził się, obiecał, że będzie mi pomagał. Początkowo było okej, ale z biegiem czasu coraz częściej słyszę wyrzuty, że nie zajmuje się dziećmi, nie dbam o niego, nie gotuję, olewam dom. Kiedy proszę, by zajął się czymś, stawia opór, rzuca wredne komentarze, złośliwie namawia dzieci, by mnie angażowały, kiedy uczę się. Proszę, by tego nie robił, żeby wytrzymał jeszcze trochę, ale nic to nie daje. Wychodzi z domu częściej niż przed moim kursem, twierdząc że, mu się należy, bo wszystko na jego głowie, co jest wyolbrzymieniem totalnym. Kiedy umówiłam się z przyjaciółkami, wkurzył się i wyszedł, co oczywiście zburzyło moje plany. Później miał focha przez tydzień, bo przyjaciółki są dla mnie ważniejsze niż mąż, a sam wychodzi, kiedy tylko może. Ma do mnie pretensje, że nie pozwalam mu zapraszać znajomych, a nie chce zrozumieć, że uczę się i potrzebuję spokoju. Ma pretensje, że nie chcę z nimi jechać do jego rodziców, a ja nie mam siły na rodzinne weekendy i marzę o dwóch dniach w samotności.
Jestem zła i przykro mi, że nie mogę liczyć na wsparcie męża, podczas gdy kilka lat temu, kiedy on zmieniał pracę i doszkalał się miał w domu pełen luksus, a trwało to 3 lata. Praca, która wtedy dostał była jego marzeniem, pracodawca finansował mu studia podyplomowe (2 weekendy w miesiącu od rana do wieczora poza domem), raz w tygodniu kurs językowy, do tego zrobił 2 kursy zawodowe, co tydzień latał na basen/siłownie, rzadko wracał do domu przed 20. Byłam wtedy na urlopie wychowawczym, dwoje malutkich dzieci w domu, nie narzekałam, nie wymagałam, by mi pomagał ponad to, co chciał. Cieszyłam się, że dostał szansę i może w pełni się wykazać, a teraz kiedy chcę inwestować w siebie, on stawia opór. To niesprawiedliwe. Potrzebuję skupić się na nauce, a nie odpierać zarzuty męża i walczyć z wyrzutami sumienia. Chcę rozwinąć się zawodowo, czy to takie straszne? Nie wiem, jak się zachowywać, jak rozmawiać? Po skończeniu tego kursu, za jakiś czas planowałam rozpocząć następny 7-miesięczny, ale powoli przechodzi mi ochota.

Obserwuj wątek
    • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 16:32
      kaszub-ska napisała:
      > Potrzebuję skupić się na nauce, a nie odpierać zarzuty męża i walc
      > zyć z wyrzutami sumienia. Chcę rozwinąć się zawodowo, czy to takie straszne?

      na zarzuty meza- masz opowiesc o tym, ze w analogicznej sytuacji kiedy on sie doksztalcal- Ty jego odciazylas w 100%; walki z wyrzutami sumienia nie do konca rozumiem jesli rzeczywiscie wierzysz w tytul watku- czyli we wzajemnosc i wspolprace w malzenstwie
      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 16:49
        A mąż mi odpowiada, że wtedy była inna sytuacja, bo ja nie pracowałam, a on tak oraz dzieci były małe i łatwiej było się nimi zająć niż teraz oraz że on nie nadaje się do rządzenia domem a ja to po prostu potrafię! Super, jakoś nie jest mi fajnie, że jestem niezastąpiona i bez mojego udziału wszystko się wali. Wyrzuty sumienia mam coraz większe, mąż mi dowala często, a kropla drąży skałę:( Nie wiem, czy mój mąż nadaje się do współpracy, chyba jest za bardzo zapatrzonym w siebie egoistą:(
        • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:00
          kaszub-ska napisała:

          > Wyrzuty sumienia mam coraz większe, mąż mi dowala często, a kropla drąży skałę:(

          zeby odczuwac wyrzuty sumienia musisz sie na jakims poziomie z meza zarzutami zgadzac- w innym przypadku czulabys co najwyzej zlosc, ze jest egoista lub zal, ze nie potrafi odwzajemnic Twojego poswiecenia
          • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:10
            Muszę się zgadzać po części z tymi zarzutami, bo jeśli poświęcam czas na naukę i kurs, to nie poświęcam dzieciom i mężowi, a więc nasze relacje w pewien sposób ucierpią. I tutaj jest rola męża, gdyby dobrze się zachowywał w obecnej sytuacji, nikt by nie ucierpiał. On wtedy też miał wyrzuty sumienia, tylko ja potrafiłam tak wszystko ogarnąć i jego podbudować, że było okej.
            • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:14
              Przykro mi, ale żadne z Was nie ma 100% racji.
              Niezależnie od tego, ile masz zajęć, nie możesz przez rok skrajnie ograniczyć kontaktów z dziećmi. One ucierpią, nawet gdyby mąż był idealny. Nie możesz też oczekiwać, że przez rok mąż nikogo do domu nie zaprosi, bo Ty sie uczysz.
              • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:24
                > Niezależnie od tego, ile masz zajęć, nie możesz przez rok skrajnie ograniczyć k
                > ontaktów z dziećmi. One ucierpią, nawet gdyby mąż był idealny.

                a to ciekawe verdano, ze dzieci nie ucierpialy kiedy maz przez 3 lata pracowal i sie doksztalcal; chyba nikt nie mowil o skrajnym ograniczeniu kontaktow z dziecmi- pare godzin w sobote plus nauka w domu to nie porzucenie; a zawsze mi sie wydawalo, ze jestes taka rownosciowa w podejsciu do plci;)
                • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:29
                  Kto powiedział, że nie ucierpiały? Moim zdaniem jak najbardziej ucierpiały. Ale starsze dziecko, którego jeden z rodziców - dowolny - wymiksowuje sie z zajmowania sie nimi, bo jest zajęty, ucierpi jeszcze bardziej niz małe, które przyjmuje daną sytuację za jedyną możliwą.
                  Dzieci potrzebują kontaktu z rodzicami, a nie tylko obecności rodzica, który przez rok nie ma dla nich czasu.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:33
                10 miesięcy to nie rok. Zajmuję się dziećmi, ale nie tyle co wcześniej. Oczekuję, że mąż zaangażuje się tak jak ja to robiłam, wymyśli atrakcje, wyjdzie z dziećmi sam i spędzi czas tak, że będą zadowolone. Jeśli chodzi o spotkania w domu, ja nie chcę być w nie angażowana, a tego oczekuje mój mąż, do tej pory tak było i teraz jest foch, bo wszystko mu psuję. Mieszkanie jest na tyle małe, że nie mam się gdzie uczyć, jeśli ktoś przychodzi do męża, a uczyć się muszę.
            • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:20
              kaszub-ska napisała:

              > On wtedy też miał wyrzuty sumienia, tylko ja potrafiłam tak wszystko ogarnąć i jego > podbudować, że było okej.

              i tego powinnas od meza oczekiwac teraz- twierdzenie, ze dzieci szkolne wymagaja wiecej zaangazowania niz male- nie brzmi powaznie; ale poniewaz on pracuje to jasne jest, ze musicie sie jakos podzielic obowiazkami; pytanie czy maz nie chce Cie odciazyc bo rzeczywiscie tyle pracuje, ze na nic juz sily nie ma czy dlatego, ze po prostu woli- "nie umiec ogarniac domu" i generalnie jest przeciwny Twoim kursom?
              • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:26
                Dzieci szkolne wymagają często nie mniej zaangażowania, jeśli trzeba je dowozić na zajęcia, pilnować odrabiania lekcji itd. To znaczy mniej sie przy nich człowiek "narobi", ale musi być dyspozycyjny w określonych godzinach. Jesli sie pracuje i trzeba to ogarnąć, to dla jednej osoby może to oznaczać, ze brakuje czasu na wszystko.
                I pytanie Differentview jest bardzo istotne, chyba zasadnicze dla tego problemu.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:42
                Mąż był pozytywnie nastawiony, bo w mojej firmie jest nieciekawa sytuacja i od dłuższego czasu myślę o zmianie pracy, ale muszę mieć większe kwalifikacje. On nie ma nic przeciwko, tylko żeby w domu nic się nie zmieniło, a tak się nie da, bo ja się wykończę. I tak jest mi ciężko, bo z uwagi na niespodziewaną nieobecność jednej osoby w firmie, wykonuję pracę za dwie. On pracuje od 9 do 17 i ma spokojniejszą sytuację niż ja teraz. Ma siły na wyjścia, dla domu nie ma. Tam jest duszą towarzystwa i najlepszym kumplem pod słońcem, w domu musi usługiwać.
                • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:46
                  Jeśli pracujesz dłużej, niż do 17 i wracasz skonana z pracy, i jeszcze do tego dochodzą Twoje wyjazdy na szkolenie, to ile czasu możesz dać dzieciom ? Policz sama...
                  Może mąż, mając perspektywę Twojego kolejnego szkolenia, mówi Ci w ten sposób: nie. Mówiłaś mu o tym kolejnym szkoleniu?
                • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:50
                  kaszub-ska napisała:

                  > Mąż był pozytywnie nastawiony, bo w mojej firmie jest nieciekawa sytuacja i od
                  > dłuższego czasu myślę o zmianie pracy, ale muszę mieć większe kwalifikacje. On
                  > nie ma nic przeciwko, tylko żeby w domu nic się nie zmieniło, a tak się nie da,
                  > bo ja się wykończę.

                  to co piszesz jest naprawde jasne i zrozumiale- powinnas stale o tym mezowi, z pelnym przekonaniem( a nie z wyrzutami sumienia) przypominac plus to, ze w przypadku utraty pracy przez Ciebie i braku kwalifikacji- bedzie utrzymywal cala rodzine- podoba mu sie taka perspektywa? nawet jesli maz nie jest przyzwyczajony do ogarniania domu i dzieci to nic nie stoi na przeszkodzie zeby sie choc czesciowo nauczyl ogarniac- w koncu czlowiek sie cale zycie uczy;)
    • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:39
      Piszesz, że kiedy mąż się dokształcał, Ty nie pracowałaś. A teraz pracujecie oboje, więc sytuacja jednak wygląda inaczej, niż wtedy. Mogłaś jednak więcej przejąć ze wspólnych obowiązków, niż mąż teraz. To po pierwsze.
      A po drugie, dzieci muszą mieć kontakt z obojgiem rodziców. Nie może być tak, że dla Ciebie w tym czasie będą tylko praca i szkolenie, a dla dzieci i męża- tylko Twoje zmęczenie.
      Mam wrażenie, że oczekujesz, że mąż Ci "odda" to, co wtedy zainwestowałaś na jego rzecz. Małżeństwo tak nie działa, że wszystko musi być równo- pod sznurek. Może on nie daje rady udźwignąć obowiązków za Ciebie? Może zgłasza komunikaty w tym względzie, których Ty nie słyszysz? Domniemywam, oczywiście...

      Dla mnie dwoje rodziców pracujących na pełne etaty to już jest z perspektywy dzieci maks tego, co rodzice powinni wydawać "na zewnątrz", a kształcenie do tego- ogromna trudność i trzeba się mocno nagimnastykować, żeby dzieci na tym nie ucierpiały.

      Oczywiście, nie jest i wykluczone, ze z męża wychodzi egoista.
      • kachaa17 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:50
        Może nie tyle autorka oczekuje, że mąż jej odda to co ona dała ale oczekuje tego co mąż jej obiecał. Zgodził się na jej studia i na swoją większą pomoc w domu.
        W dodatku wydaje mi się, że jednak można porównać e dwie sytuacje: kiedy mąż się uczył i kiedy autorka się uczy. Teraz oboje pracują ale też oboje po pracy mają się zająć dziećmi. Można też powiedzieć, że wcześniej pracą autorki była opieka nad dziećmi i jeśli mąż wracał z pracy a ona dalej się nimi opiekowała bo chciała go odciążyć to na tej samej zasadzie on mógłby po pracy odciążać ją. Dla mnie te dwie sytuacje są bardzo podobne, z tym, że autorce zajmuje to mniej czasu niż mężowi.
        • differentview Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 17:53
          kachaa17 napisała:

          > W dodatku wydaje mi się, że jednak można porównać e dwie sytuacje: kiedy mąż si
          > ę uczył i kiedy autorka się uczy. Teraz oboje pracują ale też oboje po pracy ma
          > ją się zająć dziećmi. Można też powiedzieć, że wcześniej pracą autorki była opi
          > eka nad dziećmi i jeśli mąż wracał z pracy a ona dalej się nimi opiekowała bo c
          > hciała go odciążyć to na tej samej zasadzie on mógłby po pracy odciążać ją.

          dokladnie tak, rzadko mysli sie o ogarnianiu domu i opiece nad dwoja malych dzieci jako o ciezkiej pracy- wykonywanej 12 h na dobe; a ja mysle, ze nie jedna praca zawodowa jest lajtowa w porowaniu do tzw. siedzenia w domu
                • kinkygirl Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:02
                  Jakim mąż jest ojcem? Bo z opisu wyglada, że traktuje dzieci jak dopust Boży i nie ma pomysłu jak sie nimi zająć, ani co gorsza większej na to ochoty.

                  Może ten okres to jest jakas okazja żeby to nadrobić, ale najpierw to on sobie musi zdać sprawę ze jest problem i ze nie ma z dziećmi dobrego kontaktu.

                  A tak z rzeczy które można odpuścić - o co chodzi z odrabianiem lekcji, które urosło do rangi głównego rodzicielskiego obowiązku ? Ile lat maja dzieci? Cierpią na dysleksje? Dysgrafie? Zaburzenia uwagi? Nie radzą sobie w szkole?
                  Jeśli nie - skąd taka potrzeba kontroli? Nie mogą robić w sobotę same własnych lekcji? We własnym czasie? Ty sie uczysz, dzieci sie uczą.
                  Chyba nie jest im zadawane przerobienie nowego materiału z zaawansowanej matematyki tylko powtórki materiału już przerobionego plus jakieś projekty.
                  Sprawdzenie lekcji - może jestem naiwna - powinno zajmować 5 minut : co miałeś zadane, jak ci poszło zrobienie, interesuje cię ten temat, jakieś pytania? Nie tyle sprawdzenie, co wyrażenie zainteresowania życiem dziecka.
      • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:02
        vilez napisała:

        > Piszesz, że kiedy mąż się dokształcał, Ty nie pracowałaś. A teraz pracujecie ob
        > oje, więc sytuacja jednak wygląda inaczej, niż wtedy. Mogłaś jednak więcej prz
        > ejąć ze wspólnych obowiązków, niż mąż teraz. To po pierwsze.
        Ale obowiązków było więcej, teraz nie musi mieć dzieci na oku 24h/dobę.

        > A po drugie, dzieci muszą mieć kontakt z obojgiem rodziców. Nie może być tak, ż
        > e dla Ciebie w tym czasie będą tylko praca i szkolenie, a dla dzieci i męża- ty
        > lko Twoje zmęczenie.
        Tak naprawdę nie zmieniło się dla dzieci aż tak dużo. Codziennie dzieci odbieram ze szkoły i rozwożę na zajęcia/do domu, raz w tygodniu odbieram jedno z jednych zajęć, bo mąż nie zdążyłby z pracy. Rozmawiam z dziećmi, przytulam, wygłupiam się. Jemu zostawiam sprawdzenie lekcji, zagonienie do mycia, przyszykowanie kolacji, ułożenie do łóżek. Do tej pory byliśmy w tym razem, teraz chcę mieć spokój, bo uczę się, a wieczorem nie mam siły i właśnie chcę mieć tą godzinę dla męża. W soboty jestem w domu pod wieczór, chciałabym, by było wszystko zrobione. Przychodzę zmęczona, a on wychodzi, dzieci połowy rzeczy do szkoły nie mają zrobione, przez cały dzień nic konkretnego nie robiły, a mąż zajmował się sobą.

        > Mam wrażenie, że oczekujesz, że mąż Ci "odda" to, co wtedy zainwestowałaś na je
        > go rzecz. Małżeństwo tak nie działa, że wszystko musi być równo- pod sznurek. M
        > oże on nie daje rady udźwignąć obowiązków za Ciebie? Może zgłasza komunikaty w
        > tym względzie, których Ty nie słyszysz? Domniemywam, oczywiście...
        Ja daję radę, a on nie może? Jasne, że chciałby, by było jak przed kursem, tylko co ja mam z tym zrobić? Mam zrezygnować, zapomnieć o zmianie pracy, aż dzieci dorosną, bo on sobie nie radzi?

        > Dla mnie dwoje rodziców pracujących na pełne etaty to już jest z perspektywy dz
        > ieci maks tego, co rodzice powinni wydawać "na zewnątrz", a kształcenie do tego
        > - ogromna trudność i trzeba się mocno nagimnastykować, żeby dzieci na tym nie u
        > cierpiały.
        Właśnie tego oczekuję, że będzie się mocno gimnastykował. Uważam, że dzieci nie ucierpią za bardzo, a na pewno mogłyby, gdyby bardziej się postarał, za to on ucierpi, bo spadł z piedestału. Po prostu chciałabym, żeby przez ten czas ograniczył swoje potrzeby, choć raz postawił moje ponad swoimi.

        > Oczywiście, nie jest i wykluczone, ze z męża wychodzi egoista.
        • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:13
          Ja Cię rozumiem, ale niestety - rozumiem też męża. Tak, uważam, że powinien przejąć większą część obowiązków, ale znowu - jesli ma przejąć obowiązki to na własnych warunkach. Czyli to on decyduje, co robi z dziećmi w sobotę, nie Ty. Gdyby to ona sie uczył, a Ty byłabyś w sobotę z dziećmi, to dziwne by było, aby maż dawał Ci zadania do wykonania, co masz z nimi robić. I tu widzę problem. Chcesz przekazać obowiązki, ale nie kierowanie domem. Tak się, niestety, nie da. Gdyby jakikolwiek maż powiedział "Pracuję, uczę się, żona tylko pracuje, wiec oczekuje,z ę jak wrócę pod wieczór, to wszystko będzie zrobione" zabrzmiałoby to fatalnie. Jakby żona nie była żoną, tylko służącą.
          Myślę, ze musicie usiąść i porozmawiać o organizacji - nie o obowiązkach, ale o organizacji. I że Ty musisz przekazując obowiązki jednocześnie przekazać decyzję, co i jak ma byc wykonane. Nie oczekiwać że facet ograniczy się do wykonywania poleceń.
          • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:17
            Oczekuję, że będzie zrobione to, co kiedyś było robione w soboty. Jeśli to nie jest zrobione, ja to muszę zrobić w niedzielę, np. odrobienie z dziećmi lekcji. Jeśli on będzie decydował w 100% nie zrobi nic, przesunie to na następny dzień, kiedy ja jestem w domu i wszystko zorganizuję.
              • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:51
                Ja tez nie rozumiem. Dzieci mają odrabiać lekcję w sobotę, a nie w piątek na przykład, czy w niedzielę. Bo Ty tak zadecydowałaś. Problem właśnie z tym, że jeśli coś ma robić druga osoba, to ona decyduje kiedy i jak. I tu widzę największy problem. Bo nawet osoba, która jest skłonna przejąć większość obowiązków, nie jest skłonna przejąć ich na zasadzie wykonywania poleceń. To nie może się udać.
                Ja też radzę rozmowę, rozmowę nie tylko o niedotrzymywanych obietnicach i niewykonywalnych poleceniach, ale o całkiem nowej organizacji życia domowego, w której przekażesz mężowi nie tylko większość obowiązków, ale też możliwość częściowego decydowania o organizacji domu i o tym, co jest ważne i konieczne, a co nie.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:28
                vilez napisała:

                > Moje dzieci w życiu w sobotę by lekcji nie robiły, ja też. Sobota jest dniem lu
                > zu, nierdziela do wieczora też ;) Czemu nie można tego zrobić w niedzielę?
                > Poza tym- pozostaje gruntowana rozmowa.
                A moje zawsze robiły w soboty, chyba że wyjeżdżaliśmy do teściów. Nie chcą robić w piątek, bo chcą mieć luz po tygodniu szkoły, a w niedzielę nie robimy nic.
                      • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:27
                        vilez napisała:

                        > Kiedy chcą.

                        Litości vilez! 8, 9 lat i zostawiać dzieci by robiły co chcą kiedy chcą, bo żona studiuje a mąż nie jest w stanie tego dopilnować? Coś tu chyba jest mocno postawione na głowie.
                        Jasne, że można, można wogóle się nie przejmować tym czy dzieci mają w szkole piątki czy dwóje. Ale czy taka ma właśnie być cena tego, że kobieta przez 10 miesięcy robi kurs?

                        Uczepiłyście się tych lekcji, stereotypów, a przecież autorka pisze o wielu innych celowych i złośliwych zachowaniach, które wyraźnie mają na celu sabotowanie planów autorki.
                        Mąż miał wygodnie a teraz nie ma i się buntuje. Proste jak drut.

                        Czytając niektóre wypowiedzi odnoszę wrażenie, że oczekiwanie pomocy i wsparcia od męża to jak marzenie o słoniu na złotym łancuszku. Bo autorka chce nie wiadomo czego.
                        Rozpisujecie się tu o kontroli i zarzucacie dyrygowanie mężem obwiniając niejako autorkę, że sama jest sobie winna.
                        Czy kochający i wspierający partner odsyła dzieci do matki, gdy wie, że ta się musi uczyć? Czy może jednak zajmie się dziećmi, żeby jej nie przeszkadzać i pozwolić skończyć kurs?
                        • ola_dom Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:31
                          onmytoes napisała:

                          > Coś tu chyba jest mocno postawione na głowie.

                          > Czy kochający i wspierający partner odsyła dzieci do matki, gdy wie, że ta się musi uczyć? Czy
                          > może jednak zajmie się dziećmi, żeby jej nie przeszkadzać i pozwolić skończyć kurs?

                          100/100
                        • vocativa zgadzam się w 100 % 01.03.15, 22:17
                          10/10 I mam wrażenie,że gdyby mąż np. posprzątał mieszkanie, sam przygotował kolację i zaprosił znajomych z góry zaznaczając,że żona posiedzi z nami tylko chwilę po czym musi wrócić do nauki, to Autorka wątku nie miałaby nic przeciwko takim odwiedzinom. Podobnie gdyby mąż powiedział "Kochanie, przegadałem temat z dzieciakami i wolimy w sobotę nic nie robić za to w niedzielę Ty sobie poodpoczywaj do południa/ poucz się do południa a ja w tym czasie posprzątam mieszkanie i podrabiam z dziećmi lekcje, a wspólnie zrelaksujemy się przez resztę dnia".to nie wydaje mi się, żeby Autorka stanęła okoniem bo ona ma widzimisię, że mieli to zrobić w sobotę między 14.00 a 17.30. Autorka się wkurza bo kończy się na tym,że wszystkie obowiązki spadają na nią :( A skoro zdecydowali się na taki podział obowiązków,że oboje utrzymują dom, to chyba też oboje sprzątają dom i oboje poświęcają sporo czasu dzieciom...
      • vocativa Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 01.03.15, 15:26
        vilez napisała:

        > Piszesz, że kiedy mąż się dokształcał, Ty nie pracowałaś. A teraz pracujecie ob
        > oje, więc sytuacja jednak wygląda inaczej, niż wtedy. Mogłaś jednak więcej prz
        > ejąć ze wspólnych obowiązków, niż mąż teraz.

        Sytuacja wygląda inaczej, ale wcale nie jestem przekonana czy proporcje się zmieniły, bo o ile dziećmi nie zajmowała się wtedy niania, to autorka wątku z małą ilością czasu na odpoczynek(kiedy mąż "chciał pomóc" w opiece nad własnymi dziećmi...)prawie sama zajmowała się nieustannie dwójką dzieci. To jest bardzo ciężka praca.
    • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 18:58
      Na Twoim miejscu nie odpuściłabym i skończyłabym ten kurs. Dlaczego to zawsze kobieta ma składać w ofierze na ołtarzu rodzinnym swoje ambicje, szanse, czas wolny? Czytam od lat różne fora i jeszcze nigdy podobnego wątku nie założył żaden facet. A dlaczego nie założył? Bo ciągle jeszcze pokutuje w społeczeństwie przeświadczenie, że facet MOŻE, że mu się NALEŻY. I NIKT GO NIE KŁUJE PO OCZACH DOBREM JEGO WŁASNYCH DZIECI!!! Autorko z tego co piszesz poświęcasz swoim dzieciom nieco mniej czasu niż do tej pory, ale to nie znaczy, że się nimi w ogóle nie zajmujesz i, że taka sytuacja będzie trwała wiecznie. Spokojnie, dzieciom nic się nie stanie. Natomiast co do męża - rozumiem Twoje rozżalenie i poczucie, ze jesteś przez niego wykorzystywana, ale , dla dobra dzieci, ja przyjęłabym program minimum. Nie musisz go nawet o tym co wchodzi w skład tego minimum informować. Ja, niestety, nie bardzo wierzę w siłę małżeńskich rozmów. Poza tym, z tego co piszesz, wynika, że temat był już poruszany. Zastanów się na co jesteś w stanie machnąć ręką, a z czego na pewno nie zrezygnujesz, jeżeli chodzi o Twoje oczekiwania względem wypełniania domowo-rodzinnych obowiązków przez męża i pogódź się zmyślą, że on raczej nigdy nie dorówna Ci poziomem organizacji i wykonania. Pozdrawiam serdecznie:-)
      • napis_z_obrazka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:22
        Ja tez odradzam odpuszczenie kursow.
        Nie znam Twojego budzetu domowego. Macie wspolna kase?
        Ja na Twoim miejscu zatrudnilabym polecona przez znajomych pomoc domowa np. w piatek do ogarniecia zaleglosci tygodniowych. Pani przychodzi przed Waszym wyjsciem i wychodzi, kiedy Ty wracasz.
        I dodatkowo Pania do zaprowadzenia dzieci na zajecia, maz niech sam zdecyduje czy sam odbierze dzieci, czy Pani czeka.
        Mozna przeciez sprobowac na 3 miesiace, czy takie rozwiazanie dziala. I czy wszyscy zadowoleni:-)
        • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:39
          Zawsze mnie fascynuje, jak bardzo zmienia sie perspektywa, gdy pisze kobieta.
          Wyobraźmy sobie tekst " Jestem facetem, byłem na wychowawczym, wtedy żona na s utrzymywała i w dodatku studiowała, aby dostać lepszą pracę. Teraz pracujemy oboje. Uważam, ze należy mi się teraz czas na podnoszenie własnych kwalifikacji, bo ja poświeciłem sie dla żony prze te trzy lata, gdy ona pracowała i studiowała, a ja zajmowałem sie dziećmi. I to pozwoli mi znaleźć lepszą pracę , co będzie dla wszystkich korzystne. Liczę na to, ze przez rok zona całkowicie niemal zajmie sie domem i dziećmi, nikogo nie będzie zapraszała, ani wychodziła na spotkania z koleżankami. Dom przez ten rok ma być dla mnie i dla mojej nauki. Liczę też, ze gdy wrócę zmęczony, wszystko będzie czyste, przygotowane, że nie będę musiał troszczyć sie o szkołę dzieci, ani o ich lekcje ,że wszystko będzie tak, jak sobie życzę ze żona zrobi wszystko to, czego od niej wymagam".
          Jakoś to trochę inaczej brzmi, prawda?
          • kachaa17 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 19:50
            Dla mnie to brzmi tak samo. To chyba normalne, że jak jedna strona dała z siebie 100% i nie obciążała obowiązkami drugiej strony aby ta mogła się realizować to gdy nadarzy się okazja ta pierwsza strona chce, żeby ta druga też umożliwiła jej coś podobnego. No bo dlaczego nie? Tak jak ty to przedstawiasz to jest nierówne traktowanie ludzi.
              • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 20:24
                Zdarzy się, ale nie chce, aby mąż zapraszał kolegów. Nie ja to wymyśliłam.
                Problem nie w tym, czy autorka ma rację, chcąc , aby maż odciążył ją na rok z obowiązków, bo ona sie uczy. Ma. Problem w tym, że chce, aby to odciążenie odbyło się na jej warunkach. Mąż ma nie tyle przejąć kierowanie domem, ile wykonywać polecenia. Naprawdę, to sie nie może udać. I jak widać, nie udaje się.
                • miedzymorze Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 23:49
                  verdana napisała:

                  > Zdarzy się, ale nie chce, aby mąż zapraszał kolegów. Nie ja to wymyśliłam.
                  > Problem nie w tym, czy autorka ma rację, chcąc , aby maż odciążył ją na rok z o
                  > bowiązków, bo ona sie uczy. Ma. Problem w tym, że chce, aby to odciążenie odbył
                  > o się na jej warunkach.

                  Yup, dokładnie tak, ponieważ to ona wie, w czym chce być odciążona, żeby mogła się skupić na nauce. Tak ciężko to pojąć ?
                  pozdr,
                  mi
                    • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:33
                      vilez napisała:

                      > Yup, ale dokładnie- nie dlatego. Dodkładnie to dlatego, że ma być "po jej", bo
                      > jej jest najjejsze.
                      > Kompletnie nie zrozumiałaś, o czym pisała Verdana.

                      Tyle, że to ZUPEŁNIE NIE TO o czym pisze sama autorka.
                      Delegowała (zgodnie z Waszymi postulatami) na męża kilka konkretnych zadań (dopilnowanie lekcji dzieci, zrobienie dzieciom kolacji, umycie zębów).
                      A mąż nawet tylko kilku wprost delegowanych zadań nie ma ochoty wykonać. Tylko na przykład wychodzi z domu.
                      Co więcej, mąż ma do autorki pretensje, że dom jest zaniedbany, dzieci zaniedbane, on zaniedbany.
                      Gdzie tutaj jest jej najjejsze?
                          • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:06
                            Zawsze tu piszę: po PODEJŚCIU partnerów do rozmowy widać poziom związku.Dla mnie to byłoby diagnozą związku.
                            Na jaką c...olerę byłby mi związek z kimś, z kim nie da si?ę sensownie czegoś ustalić , rozwiązać problemu, ani sensownie żyć? I nie wahałabym się tego ujawnić.
                            Na tym polega stawianie granic. Sobie, komuś, związkowi. Nie dajemy rady żyć wspólnie na dobrych warunkach- sorry, ale...
                            • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 12:16
                              Vilez, zasadniczo masz rację, jest tylko jedno "ale" ...A mianowicie to nie jest dobry okres na robienie rewolucji i wprowadzanie zmian. Do tej pory ten związek funkcjonował całkiem dobrze, z wiadomych względów. To, że aktualna sytuacja faceta przerosła nie znaczy, że nie jest on reformowalny, ale to wymaga czasu i energii ze strony Autorki, których ona w tym momencie nie ma. Moim zdaniem zmiany najlepiej wprowadzać małymi krokami, a nóż się uda, choć przy takim wzajemnym nastawieniu może być trudno i jednej i drugiej stronie.
              • aqua48 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:18
                kachaa17 napisała:

                > Ta jedna rzecz o niezapraszaniu przez ten cały czas z
                > najomych do domu to dość restrykcyjne wymaganie. Przez 10 miesięcy zdarzy się p
                > ewnie parę takich dni kiedy autorka się nie uczy.

                to nie tylko to. Ona ma prawo umówić się z koleżankami, kiedy zechce, a mąż nie ma prawa zaprosić znajomych? Jeśli natomiast on chce wybrać się w weekend z żoną i dziećmi, to ona jest za bardzo zmęczona. Coś mi tu nie gra...
                • napis_z_obrazka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:54
                  aqua48 napisała:

                  > kachaa17 napisała:
                  >
                  > > Ta jedna rzecz o niezapraszaniu przez ten cały czas z
                  > > najomych do domu to dość restrykcyjne wymaganie. Przez 10 miesięcy zdarzy
                  > się p
                  > > ewnie parę takich dni kiedy autorka się nie uczy.
                  >
                  > to nie tylko to. Ona ma prawo umówić się z koleżankami, kiedy zechce, a mąż nie
                  > ma prawa zaprosić znajomych? Jeśli natomiast on chce wybrać się w weekend z żo
                  > ną i dziećmi, to ona jest za bardzo zmęczona. Coś mi tu nie gra...

                  Moze byc tak, ze Pan Maz przyzwyczail sie do odpoczynku po pracy ( to zdrowy egoizm;-) a Pani Domu w nowej sytuacji a doba nadal ma 24h. I pada ze zmeczenia.
                  Nie uwazam, ze wzajemnosc to literalne zastapienie sie obowiazkami.
                  Mozna przeciez spojrzec i tak, ze kiedy urodzily sie dzieci i wspolnie zdecydowano a zona chetnie zostala z dziecmi i posiadla (lub doskonalila) te umiejetnosc prowadzenia domu, to szkoda tych kompetencji zmarnowac i niech zostanie kierowniczka;-). Jesli jest zdolna i ambitna i chce robic kariere zawodowa, to czy konieczna jest zamiana obowiazkami z mezem. Mozna przeciez zlecic czasochlonne i proste prace osobie trzeciej, a wygospodarowany czas poswiecic na kursy i przygotowywanie sie do egzaminow.
                  Moim zdaniem, Autorka (specjalistka od robotek domowych), wie najlepiej ile czasu jej teraz brakuje. I ile ten czas kosztuje na rynku.
                  Kwestia, z czego zrezygnuje Autorka i Pan Maz, jesli budzet na styk.

                  Przy tak zajetej rodzinie - moim zdaniem - wazna jest wspolna kolacja, w milej atmosferze i wartosciowych posilkach. Tu widze Problem, przepychanki. Mozna zrobic grafik, raz mama, raz tata. I np. nawet niech zawsze we wtorek bedzie to samo, bo robi tata;-)

                  I to odrabianie lekcji z dziecmi??? Kompletnie nie wiem o co chodzi;-) Dzieci lekcje odrabiaja same. Chyba, ze ktos nauczyl je inaczej:-)

                  Droga Autorko, nie rezygnuj z kursow, `` nie poswiecaj sie`` jesli tak Ci w duszy gra:-)
                  Dzieci chca miec matke szczesliwa.



                • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:22
                  aqua48 napisała:

                  > kachaa17 napisała:
                  >
                  > > Ta jedna rzecz o niezapraszaniu przez ten cały czas z
                  > > najomych do domu to dość restrykcyjne wymaganie. Przez 10 miesięcy zdarzy
                  > się p
                  > > ewnie parę takich dni kiedy autorka się nie uczy.
                  >
                  > to nie tylko to. Ona ma prawo umówić się z koleżankami, kiedy zechce, a mąż nie
                  > ma prawa zaprosić znajomych? Jeśli natomiast on chce wybrać się w weekend z żo
                  > ną i dziećmi, to ona jest za bardzo zmęczona. Coś mi tu nie gra...
                  Ja umówiłam się raz w ciągu ostatnich pięciu miesięcy, dla niego to problem, bo skoro nie zajmuje się nim, nie mam też się zajmować przyjaciółkami. On wychodzi co tydzień, a bywa, że i dwa razy. Kiedy ja kogoś zapraszam do domu, sama wszystko ogarniam, on chcę, żebym mu "pomogła". W soboty mam kurs, więc jechać nie mogę, dla niego nie ma problemu, że raz nie pójdę. Sam nie chce z dziećmi jechać, chyba dlatego że nie miałby go kto wyręczyć w ich ogarnięciu.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:55
                kachaa17 napisała:

                > aha, jeszcze zapomniałam. Ta jedna rzecz o niezapraszaniu przez ten cały czas z
                > najomych do domu to dość restrykcyjne wymaganie. Przez 10 miesięcy zdarzy się p
                > ewnie parę takich dni kiedy autorka się nie uczy.
                Zapraszanie co tydzień nie wchodzi w grę, może raz na jakiś czas, ale sam ma wszystko zorganizować i nie liczyć na moją obecność, a to mu nie pasuje.
          • zuzi.1 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 20:34
            Ksiaze nie radzi sobie sam, gdy trzeba...no to trzeba mu nianie wynajac do pomocy, tylko niech sam za nia placi, skoro sam sobie nie radzi. Dla mnie zachowania tego pana sa efektem ewidentnej nadopiekunczosci jego zony nad nim i nad rodzina, autorka usluznie zdjela mezowi z plecow najgorsze ciezary codziennego zycia, w wyniku czego maz stal sie niesamodzielny i niepelnosprawny... wspolczuje i niestety nie da sie tego zmienic rozmowami i glaskaniem po glowce tylko wymaganiami. Jesli dalej bedzie udawal niepelnosprawnego, to nalezy wynajac pomoc do domu czasowo, a kursy za wszelka cene pokonczyc. I zakonczyc definitywnie nianczenie doroslego chlopa, ma raczki, wiec wszelkie sprawy dot. wlasnej osoby powinien ogarniac sam. Szybko mu wroci pelnosprawnosc zamiast wyuczonej bezradnosci :-)polecam nie cackac sie z panem, strzelac fochami na prawo i lewo, wymagac i robic swoje, gdy w domu nie da sie uczyc szukac innej przyjaznej miejscowki do nauki. Maz chcac nie chcac bedzie musial przejac czesc obowiazkow, laski nie robi.
          • mamapodziomka Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 17.02.15, 23:17
            Bo ten standard jest oczywisty i niespecjalnie ktos z nim w ogole dyskutuje??
            U nas bylo podobnie na czas konczenia studow moj maz zrezygnowal nawet z pracy. Ergo ja na glowie mialam prace na caly etat + calkowite utrzymanie rodziny (plus jego alimenty), ogarniecie domu, oraz ogarniecie dziecka w pierwszej klasie, na szczescie jednego, bo chyba bym zeszla.Nie bylo mi szczegolnie do smiechu w tym okresie, ale kurtka, TAKIE JEST ZYCIE CZASEM. Nie trwalo to wiecznie, maz studia skonczyl, dostal dobra prace.
            Na szczescie moj egzemplarz okazal sie najzupelniej fair i kiedy okazalo sie, ze w moim zawodzie jestem od lat nieszczesliwa i to sie bardzo poglebia, to najpierw co prawda dosc dlugo mowil, ze straszliwie zaluje, ze go nie stac na utrzymanie nas, zebym mogla studiowac, ale jak tylko zaczelo go byc stac, to pierwsze co zrobil to "kazal" mi rzucic prace i isc na kolejne studia. W praktyce wyglada to oczywiscie gorzej, tu widze podobienstwa do sytuacji bo moj przekochany i naprawde zaangazwany jako ojciec maz - zyje z karteczka ode mnie w dloni. Jak nie napisze, ze trzeba sprzatnac kuchnie po kolacji, to nie sprzatnie. A i karteczka nie moze byc za dluga, bo go biedaczka przytloczy ;) ;) Bardzo ochoczo zajmuje sie nasza trojeczka w weekend, teraz przed egzaminem wezmie nawet urlop, zebym mogla sie uczyc (roczniaka mam caly czas przy sobie, a wszedl niestety w faze, w ktorej prawie nie sypia w dzien i nie da sie juz przy nim uczyc zupelnie), ale jak po takim trzydniowym weekendzie wynuzam sie z pokoju i patrze po chalupie, to mi sie plakac chce, bo z dobrych 5 godzin musze w poniedzialek odgruzowywac mieszkanie. Tyle, ze dzieci wybawione i zadowolone (chociaz o lekcjach nie bedziemy tu wspominac). Takie weekendy ograniczam jednak do trzech na semestr, tuz przed egzaminem, dzieci ich nie lubia, mimo zabawy z tata, ale trudno, trzy weekendy nie majatek.
          • attiya Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 21.02.15, 21:15
            nie znam w swoim otoczeniu żadnego faceta, który to trzy lata zrezygnowałby z pracy, siedział w domu z dwójką dzieci i ogarniałby wszystko na tip top
            ogarnij się verdano, zejdź na ziemię i otwórz oczy, to z zasady kobiety ogarniają 3/4 obowiązków, jak każesz coś facetowi, to zaraz larum się podnosi, że biedne misie muszą coś zrobić, no przecież ich natura do wyższych celów stowrzyła
        • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 09:50
          zuzi.1 napisała:

          > Strasznie rozkapryszony ten Twoj maz autorko watku i malo dojrzaly, chyba zbyt
          > duzo jak dotychczas z siebie dawalas w tym malzenstwie i to dawanie szlo tylko
          > w jedna strone, czas ten stan zmienic...
          Niestety masz rację:(

          >Ile lat ma ten maz?
          Tyle co ja, 37.
      • panizalewska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 04:12
        Zgadzam się z Adorrą. To niesprawiedliwe, ale tak to wygląda i ciężko to zmienić. Da się, ale przestawienie rodziny na inną "głowę domu" wymagałoby jeszcze więcej wysiłku i czasu ;)

        Dodam od siebie, że moja mama robiła 2 specjalizacje lekarskie. Jedną jak byłyśmy z siostrą w późnej podstawówce (system 8 klas). Przeżyłyśmy i mamy się dobrze. Mój ojciec mistrzem organizacji życia domowego nie był i nie jest. Podgrzewanie obiadu go często przerastało, serio. No dramat. Ogarniałyśmy się z siostrą same, lepiej lub gorzej, ogarniałyśmy dom, psa. I często się "leniłyśmy" i "nudziłyśmy" z braku zorganizowanych rozrywek w weekendy, czy po szkole, kiedy ojciec nie wymyślał nam niczego. I żyjemy. To były trudne czasy, przyznaję, ale moim zdaniem Verdana tu trochę dramatyzuje tą nieobecność jednego z rodziców (bo przecież jesteś, tylko mniej i po prostu potrzebujesz więcej spokoju do nauki). Moja mama często uczyła się w mieszkaniu swoich rodziców, albo w bibliotece. Cisza, spokój. Teraz w bibliotekach to nawet wifi jest chyba. Więc ściśle wydzielony czas na naukę bez dzieci I MĘŻA i jego znajomych, po to, żeby w domu się nie opędzać od rodziny.

        Generalnie uważam, że i nauka i praca w domu są po prostu niezdrowe. Że właśnie opędzanie się od rodziny, bo ktoś się musi uczyć i zarządzanie ciszy i braku znajomych w domu - to jest nie zdrowe. A i jakość uczenia znikoma, przyznajmy. Wiem co mówię, mój mąż teraz pracuje w domu, ja też próbowałam, mamy malutkie dzieci. Generalnie to słaba opcja i polecam Ci jak najszybciej znaleźć sobie ciche lokum do nauki poza domem :)
    • akn82 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 21:22
      Ja odniosłam wrażenie, że mąż chce być doceniony i może chieć by jego praca została zauważona.
      Byc może jak wszystko na początku funkcjonowało wg Twoich standardów, to też tego nie widziałaś, może się czepiałaś? To teraz masz okazję porównać?
      Mąż nie jest Tobą i ngdy nie będzie robił rzeczy tak jak Ty. Trafnie moim zdaniem zostały tutaj podnisione kwestie Twoich oczekiwań wg. pracy meża. On organizuje dom po swojemu. Wg Twoich standardów to jest nic-nie-robienie. No cóż jest to ciężkie zeby zrozumieć że inni ludzie robią rzeczy inaczej i maja prawo do tego żeby robić je inaczej. Ja też czasem wracam do domu wieczorem, z nadzieją że będę mogła coś zjeść. A dom to nie dom tylko pobojowisko, w którym goni sie dwoje wygłodzonych małych dzieci. Obiadu niet, przejść się nie da itp. Dużo czasu zjęło mi pełne oddanie domu i dzieci mężowi. To jest ich czas i muszę się liczyć z tym, że czasem wracam do gruzowiska, a rzadziej do czystej kuchni z obiadem.
      Tak czy siak musicie się rozmówić.
      • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:32
        Ja odnoszę wrażenie, że wątek skręcił w stronę, że mąż oczywiście zajmuje się domem i dziećmi ale po swojemu a problemem są zbyt wysokie wymagania pani domu.

        Nie jestem przekonana, że to akurat napisała autorka:

        > Jemu zostawiam sprawdzenie lekcji, zagonienie do mycia, przyszykowanie kolacji, ułożenie > do łóżek.
        >Przychodzę zmęczona, a on wychodzi, dzieci połowy rzeczy do szkoły nie mają zrobione,
        > mąż zajmował się sobą.
        >Jeśli to nie jest zrobione, ja to muszę zrobić w niedzielę, np. odrobienie z dziećmi lekcji.
        > przesunie to na następny dzień, kiedy ja jestem w domu i wszystko zorganizuję.


        Z tego jasno wynika, że zadania zostały konkretnie podzielone. Wygląda, że mąż swojej części obowiązków nie wykonuje bo wie, że przesuną się na dzień, kiedy żona jest w domu i kiedy to ona się zajmie tym, czego on nie zrobił. Spychologia stosowana.



        >coraz częściej słyszę wyrzuty, że nie zajmuje się dziećmi, nie dbam o niego, nie gotuję, olewam dom.
        >Kiedy proszę, by zajął się czymś, stawia opór, rzuca wredne komentarze, złośliwie namawia dzieci, by mnie angażowały, kiedy uczę się.

        Z tego wyraźnie widać, że mąż nie jest zachwycony, że żona robi kursy. Z jakiego powodu, nie wiadomo, ale opisana postawa daleko jest od wspierania partnera, a wręcz przeciwnie. Wygląda to na mały wredny sabotaż ambicji żony, przez chłopczyka, którym nagle przestano się zajmować.
        --
        ...
        Nie kazdy chlop z widlami to Posejdon
        • verdana Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 22:35
          Zostały podzielone przez żonę. Zadanie "dzieci mają odrobić lekcje na poniedziałek" to inna sprawa niż "mają odrobić wtedy, gdy mnie nie ma w domu, czyli w sobotę".
          Niezwykle prostym rozwiązaniem jest nie odrabianie przez autorkę lekcji z dziećmi w niedzielę - tym bardziej,że dzieci mogą - i powinny- odrobić lekcje same...
          • onmytoes Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 15.02.15, 23:03
            chwileczkę, ale autorka nigdzie nie napisała, że to ona zdecydowała kiedy te lekcje mają być odrobione. Zakładam, że w którymś momencie zanim na kurs poszła to jednak obgadali kto co będzie w domu robić. No i jeśli mężowi przypadło sprawdzenie lekcji to niech te lekcje sprawdzi.
            Czy zrobi to w sobotę czy w niedzielę, rzeczywiście nie ma znaczenia. Ale niech to zrobi, a nie celowo zostawia i czeka, że ona wróci do domu i się tym zajmie.
            Nie jestem przekonana czy taktyka nie odrabiania lekcji, niezrobienia kolacji dzieciom itp się sprawdzi. Bo na tym ucierpią głównie dzieci, a rozwiązaniem sytuacji wg męża jest to, że po prostu wychodzi sobie z domu i ma problem z głowy.
            Poza tym, jeśli mąż narzeka, że żona się nim nie zajmuje to logicznym byłoby odwalenie czarnej roboty w sobotę, kiedy jej nie ma, żeby w niedzielę mogli mieć czas dla siebie.

            Być może powinni jeszcze raz usiąść i zrewidować kto co robi, ale do tego potrzebna jest dobra wola z obu stron i chęć wspierania partnera. A tego akurat w pretensjach i złośliwościach pana męża absolutnie nie widać.
              • kaszub-ska Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 10:25
                vilez napisała:

                > > autorka nigdzie nie napisała, że to ona zdecydowała kiedy te lekcje ...
                >
                > Pisała. Tu: "W soboty jestem w domu pod wieczór, chciałabym, by było wszystko z
                > robione..."
                Dlaczego nagle ma być nie zrobione? Do tej pory było, głównie moimi rękoma. W niedzielę był luz. Teraz on chce mieć w niedzielę dalej luz, ale w sobotę mu się nie chce robić.
                • adorra0 Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:02
                  Dokłądnie. Wytłumacz nam, Vilez, dlaczego należy zmienić coś co dotychczas się sprawdzało w życiu tej rodziny, a zwlaszcza dzieci, na których dobro zarówno Ty, jak i Verdana powoływałyście się w prawie każdym poście? Bo facet zachowuje się jak rozpuszczony bachor i należy się dostosowywać do niego? Trzy osoby mają tańczyć tak jak im zagra jedna? I nie pisz, że Autorka robi to samo, bo właśnie o to ROBI chodzi. Ona się stara, mimo dodatkowych obowiązków i robi ile da radę, on się stara, zeby nie robić nic.
                  • vilez Re: wzajemność, współpraca w małżeństwie 16.02.15, 11:14
                    > dlaczego należy zmienić coś co dotychczas się sprawdzało w życiu tej rodziny, a zwlaszcza dzieci, na których dobro zarówno Ty, jak i Verdana powoływałyście się w prawie każdym poście?

                    Bo jak widać przestało to działać dobrze? Życie nie polega na sztywnym utrzymywaniu tego, co "było kiedyś i działało". Zmieniły się warunki, zmienia ją się rozwiązania. Tzn. powinny się zmienić.

                    Nie powołujemy się wyłącznie na dobro dzieci. Rodzina działa jako całość i liczy się dobro wszystkich. Nie wkładaj nam więc w usta swoich wyobrażeń.

                    Nie pisz mi też, czego mam nie pisać, bo będę pisała, co uważam. A pisałam, gdzie moim zdaniem leży problem- w tym, że autorka ma problem z delegowaniem odpowiedzialności. Bez rozwiązania tego problemu, nic w tej rodzinie n9ie pójdzie naprzód.