kateks2
17.02.15, 13:08
Witam. Od jakiegoś czasu sobie podczytuję to forum z racji mojej sytuacji.
Może kilka faktów:
1. staż małżeński 9,5 r.
2. dwie córki: 5 i 7 lat
3. dom darowany przez moich rodziców mnie i mężowi (tak, tak wiem, że porażka), nasze mieszkanie na drugim piętrze (osobne wejście itp, zupełnie samodzielne), parter i pierwsze piętro zajmują rodzice i siostra, na remont domu wzięty kredyt hipoteczny.
4. mąż: alkoholik od co najmniej 6 lat, psychopata, znęcający się nade mną, nie interesujący się od lat sprawami rodziny, finansami, dziećmi itp. klasyka..., ma własną firmę, od lat ukrywa dochody, które pożytkuje tylko na własne potrzeby, często znikał i znika z domu, bez słowa.
5. ja: po terapii dla osób współuzależnionych i dla ofiar przemocy (lata 2011-2012, później indywidualna terapia u psychologa, aż po dzień dzisiejszy, obecnie wożę też dzieci raz w tygodniu do psychologa dziecięcego; pracuję, jakoś sobie radzę.
6. w 2011 założona niebieska karta i jednocześnie wniosek o przymusowe leczenie- finał w sądzie, ale biegły lekarz nie widzi uzależnienia u męża (!), w 2012 roku sprawa o znęcanie się męża nad rodziną, wyrok w 2013: ograniczenie wolności, tj.240h prac społecznych.
7. w lipcu 2014 kolejna niebieska karta po interwencjach policji w naszym domu.
8. w sierpniu 2014 nie wytrzymuję znęcania i wyprowadzam się wraz z dziećmi do mieszkania rodziców (w tym samym domu) piętro niżej.
9. zaraz potem zakładam kolejną sprawę o znęcanie się nade mną i jednocześnie po uzyskaniu odpowiednich dowodów (w tym pewności, że w mojej komórce i laptopie zainstalował programy szpiegowskie), sprawę dotyczącą uporczywego nękania (stalkingu), które to zaczął stosować po mojej wyprowadzce z mieszkania - głuche i niegłuche telefony z nieznanych bądź ukrytych numerów, sms-y o różnych w tym i wulgarnych treściach, zastraszające, itp.
10. tuż za tym zakładam sprawę o rozwód z orzekaniem o jego winie, z wnioskiem o alimenty i eksmisję z domu, a także o ograniczenie władzy rodzicielskiej.
11. obecnie: alimenty na czas procesu przysądzone od grudnia 2014, nie płacił, komornik kilka dni temu ściągnął z jego firmowego konta, na alimenty złożył zażalenie, więc trochę to przedłuża sprawę rozwodową; rozprawa w sądzie ws. znęcania będzie 10 marca; sprawa dotycząca nękania jest na etapie śledztwa prokuratorskiego, do sieci komórkowych poszły decyzje o zwolnieniu z tajemnicy operatora.
Moje pytanie brzmi: czy ktoś z Was miał podobną sprawę i udało mu się doprowadzić do eksmisji małżonka-prtzemocowca z domu? Dodam, że on uparcie zamieszkuje nasze lokum na II piętrze, od naszej wyprowadzki, tj. od sierpnia do listopada w ogóle nie kontaktował się ze mną ani z dziećmi, poza tym zastraszaniem z nieznanych numerów. Napuścił też swoich kolegów, którzy dzwonili, twierdząc że nasz dom jest na sprzedaż (dzwonili anonimowo jako potencjalni kupcy). Totalna psychoza :(
Nie płaci za nic, tj. kredyt hipoteczny, kredyt na meble, media, opał, wyżywienie dzieci, opłaty szkolne itp. wszystko na mojej głowie. No tylko teraz komornik ściągnął te alimenty za dwa miesiące (grudzień-styczeń), ale to alimenty przysądzone na dzieci.
Od listopada- od kiedy dowiedział się że będzie jednak rozwód (myślał że się wyprowadziłam ot tak- na chwilę) i został wezwany na przesłuchanie ws. stalkingu (nie sądził chyba, że to przestępstwo), zaczął pokazowo interesować się córkami, kupować im różne rzeczy itp.. Wielokrotnie przy tym urządza awantury, jeśli np. mówię, że nie przyjdą do niego bo jest późno, albo starsza odrabia zadanie, albo po prostu jest niedziela i mam z córkami zaplanowany jakiś wyjazd. Nie liczy się z tym, krzyczy przy dzieciach, że wezwie policję, że do doopy ze mnie matka, itp.. Ja to staram się jakoś ogarniać, dzieciom iść do niego nie bronię, jeśli tylko chcą. Ale ta sytuacja jest nie do zniesienia: dla mnie, dla dzieci, dla rodziców.
A jaśnie pan mąż "obiecał" mi wiele razy, kiedy próbowałam z nim rozmawiać o rozwodzie (zanim się jeszcze od niego wyniosłam), że NIGDY NIE DA MI SPOKOJU, i NIGDY SIĘ Z DOMU NIE WYPROWADZI, że mnie zniszczy, no i oczywiście że ja mam spadać póki jeszcze mogę (?)
Przepraszam, że to takie przydługie, może też się komuś wydawać że jakieś oschłe, ale sytuacja jest złożona, a ja starałam się to wszystko "skondensować", a moje żale i różne emocje już dawno wypłakałam i teraz muszę to wszystko racjonalnie poukładać.
Czy ktoś poradził sobie z taką psychopatyczną osobą i wyeksmitował z domu? Czy składaliście jakiś dodatkowy wniosek (bo mam to we wniosku rozwodowym, jak wspomniałam) i kiedy? Wiem mniej więcej, jak to wszystko wygląda prawnie, zastanawiam się tylko jak w praktyce?
Pozdrawiam :)