ola_dom
05.03.15, 14:17
Ciekawa jestem Waszego zdania.
Chodzi mi o sprawę, dość głośną, że współwłaścicielka firmy po 21 latach bezskutecznej walki o zwrot niesłusznie naliczonego podatku akcyzowego popełniła samobójstwo. Nie miała już sił na dalszą walkę. Straszna sprawa, włos się na głowie jeży, że coś podobnego jest w ogóle możliwe - no ale jest:
wyborcza.pl/duzyformat/1,138924,16091420,Jedna_firma_i_jedno_zycie.html
Tyle że ja nie o tym.
Przed śmiercią pani napisała list, w którym wyjaśniła, że nie ma już sił na dalszą walkę.
Ale napisała tam także do męża (współwłaściciela firmy, walczyli o nią razem):
"Kochanie, nie rezygnuj z dalszej walki".
Ja rozumiem, że kobieta była u kresu, wykończona, sama nie wiem, skąd wzięła siłę na tyle lat użerania się z urzędami - ale uważam, że nie wolno, nie należy w tak strasznej sytuacji, kiedy opuszcza się najbliższą osobę, stawiać jej takich (żadnych!) żądań! Jak ten biedny, osierocony przez żonę mąż, ma teraz odpuścić? Po takiej "prośbie"? Choćby sam już nie miał sił?
Jakkolwiek jest mi straszliwie żal tej pani, to czuję okropny niesmak po tym, co zrobiła. Swojemu mężowi. Najbliższej osobie.