kateks2
11.03.15, 11:38
Pisze, bo mam mętlik :/
Poukładałam sobie świat jako tako, jestem w trakcie rozwodu, a właściwie to pierwsza rozprawa w kwietniu. Opisywałam moją sytuację w jednym z wątków. Wydawało mi się, że nie dam się już zaskoczyć, ani zmanipulować.
Właściwie to chcę się wygadać, ale chętnie poczytam też Wasze opinie i uwagi, również krytyczne. Może przeczytam to co sama piszę i dojdę do właściwych wniosków.
Do rzeczy.
Kilka dni temu poszłam na pierwszą po kilku miesiącach rozmowę z mężem, nastawiona na temat jego wyprowadzki z naszego domu. Przypomnę, że w sierpniu wyprowadziłam się do rodziców wraz z dziećmi, a mąż został w tym samym domu tylko w naszym mieszkaniu na górze (osobne, samodzielne mieszkanie). Chciałam go nawet eksmitować, ale w końcu stwierdziłam, że wezmę dwa głębsze oddechy i spróbuję z nim porozmawiać. Powiedziałam, że nie zniosę dłużej takiej sytuacji i że chcę aby się wyprowadził. Z tego do tego rozmowa przeszła na wątki z całego naszego życia, problemów, itp..
Wysłuchał pierwszy raz w życiu wszystkiego co mam do powiedzenia na temat jego zachowań, które doprowadziły do takiego stanu rzeczy w jakim jesteśmy obecnie. On również wytknął mi moje zachowania, jako te, które nie były właściwe i z perspektywy czasu mogę się z częścią z nich zgodzić, teraz chyba zachowała bym się inaczej. Ale analizując, stwierdzam nadal, że wszystkie te moje zachowania były spowodowane jego postępowaniem wobec mnie, dzieci, podejściem do spraw ważnych i codziennych.
Wyszło na to, że on nie chce rozwodu (podobno zgodził się, bo ja chcę i "zrobiło mu się wszystko jedno"), że on wie, że w razie czego dużo pracy przed nami, że tęsknił, że kocha... rozpłakał się, czego nigdy wcześniej nie robił w żadnej sytuacji.
Nie chcę pisać poematu, dlatego zapytam: czy komuś udało się zacząć wszystko od nowa z tą samą osobą, osobą z obciążeniem rodzinnym (ojciec alkoholik, matka współuzależniona), z cechami DDA i nie wiem czego jeszcze... ??? Czy komuś się udało i jak bardzo w tym pomaga terapia (nie wiem w tej chwili jaka by ona musiała być- myślę, że wielokierunkowa).
Do tego wszystkiego siostra, która zna od podszewki całą sytuację, widząc moje wahanie,"skopała" mi dzisiaj tyłek, że w ogóle dopuszczam jakiekolwiek mediacje jeszcze do siebie, obraziła się na mnie i powiedziała, że jeśli mam zamiar dać jakąkolwiek szansę mojemu małżeństwu, to ona się wyprowadza (mieszka z rodzicami, jeszcze studiuje). Poczułam się źle z tym wszystkim, bo w tonie jej głosu brzmiało niewypowiedziane:"pomagałam Ci, wspierałam, wysłuchiwałam biadolenia, pożyczyłam pieniądze, kiedy nie miałaś na kredyty i opłaty, a teraz..."
No i byłam taka "mądra" i ukierunkowana, oczywiście z udziałem terapeutów, a teraz nie wiem? Powiedzcie coś, albo proszę o kubeł zimnej wody :(