Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały rozumek

14.03.15, 22:17
Ostatnio na forum był przypadek pomocy instytucjonalnej rodzinie z przemocą, która wg mnie mogła nieść sama w sobie potencjalnie dużo szkód, co jak zrozumiałam, było przez niektóre osoby uznane za jakis rodzaj "wymyślania". Podobnie wydawalo mi się, że czasem lepsza jest izolacja dziecka od sprawcy przemocy bez wstępowania na drogę sądową (jesli to jest możliwe) jeśli w toku postępowania prawnego dziecko byłoby narażone na przykrości (co zazwyczaj ze sprawami sadowymi siłą rzeczy się wiąże). Ale sobie pomyślałam, doczytam, doszkolę się...

Weszłam na Niebieską linię i czytam wywiad z psychoterapeutą

www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/4414-po-drugie-pomagac
i taki w nim urywek:
Powinna też odbyć się praca z całą rodziną, ale potem. Po pewnym czasie. Powinna ona zacząć się od stwierdzenia: "nie ma wątpliwości, że pan jest uzależniony od przemocy, i ty, Kasiuniu, wiesz, że tatuś ma taką chorobę, że musi cię dotykać i że to może się mu zdarzać i wiesz, że to jest ciężka choroba i że poza tym jest fajny i kocha cię". Jasno trzeba to powiedzieć przy wszystkich: "pan rozumie, że to się może odnawiać, że dla pańskiego dobra trzeba pana zabezpieczyć, pan się musi zabezpieczyć, i że trzeba ten system zabezpieczeń ustalić. Pani też ma taki problem, że nie wie, jak to wszystko utrzymać, że się pani miota między jednym a drugim". I z tego punktu możemy startować!

Jak rozumiem urywek o molestowaniu dziecka, na co wskazuje słowo "dotykać" a nie np. "krzyczeć", czy "bić".
I jak rozumiem, nie zakłada się nawet oddzielenia dziecka od moelstujacego rodzica, tylko naświetlenie dziecku "że tatuś ma taką chorobę, że musi cię dotykać i że to może się mu zdarzać i wiesz, że to jest ciężka choroba i że poza tym jest fajny i kocha cię". I terapia trwa...

Zmroziło mnie, może ja coś źle rozumiem, może działacze antyprzemocowi mi to wytłumaczą, ale jakos od pomocy "systemowej" wolałabym chyba swój mały rozumek.

Ps. A wywiad cały ciekawy i polecam, zwłaszca jakimi kompetencjami musi legitymować się psycholog w pracy z dziećmi, więc co mówić o policji.
    • paris-texas-warsaw Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 14.03.15, 22:34
      Zobaczyłam nawet, że to nawet słowa psychoterapeuty - współpracownika Laboratorium Psychoedukacji.
    • differentview Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 14.03.15, 23:40
      paris-texas-warsaw napisała:
      > "nie ma wątpliwości, że pan jest uzależniony
      > od przemocy, i ty, Kasiuniu, wiesz, że tatuś ma taką chorobę, że musi cię dotyk
      > ać i że to może się mu zdarzać i wiesz, że to jest ciężka choroba i że p
      > oza tym jest fajny i kocha cię". Jasno trzeba to powiedzieć przy wszystkich: "p
      > an rozumie, że to się może odnawiać, że dla pańskiego dobra trzeba pana zabezpi
      > eczyć, pan się musi zabezpieczyć, i że trzeba ten system zabezpieczeń ustalić.

      szczerze mowiac tez przecieram oczy ze zdumienia; czlowiek, ktory molestowal swoje dziecko powinien po prostu trafic do wiezienia, matka powinna wystapic o odebranie praw rodzicielskich a dziecko powinno miec jasno powiedziane, ze to co ojciec robil w zaden sposob nie bylo przejawem milosci i tatus fajny nie jest; systemem zabezpieczen powinno byc wiezienia a potem izolacja sprawcy od dziecka- kropka.

      nie rozumiem tez tego fragmentu, ze " jesli tata nie wezmie sie w garsc to pojdzie siedziec"
      bo jak rozumiem- molestowanie juz mialo miejsce i kara powinna byc orzeczona a nie jakies czekanie na to czy pedofil sie wezmie w garsc czy nie- kompletna paranoja
    • pani.jezowa Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 15.03.15, 00:03
      Jeżeli dobrze zrozumiałam to, co napisałaś (znaczy zacytowałaś) to jestem przerażona.
      Ojciec dziecka może być chory, ale je trzeba natychmiast chronić przed przemocą, seksualną również.
      I nie zgadzam się na mówienie w jednym zdaniu, że "tata jest chory, tam Cię dotyka, tata Cię kocha". NIE.
      To jest kolejny etap krzywdzenia dziecka, tym razem przez ludzi, którzy powinni mu pomóc.
      A ma już ojca, który stosował przemoc seksualną, matkę, która bardzo często długo nic nie widzi lub nie chce wiedzieć, a teraz dorośli powołani by dziecku pomóc też tłumaczą, że tatuś je kocha...
    • pani.jezowa Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 15.03.15, 00:12
      "Wtedy cokolwiek się nie zdarzy, to dziecko wie, że przynajmniej terapeuta nie mota, że granica miedzy złem a dobrem jest jasna, że to jest choroba, że nawet, jeśli przemoc się powtórzy, to dziecku łatwiej to przeżyć wiedząc, że tata znów wpadł w swoja chorobę. I to jest podstawa."

      To jest chore.
      Dziecku należy się bezpieczeństwo i pełne odizolowanie od sprawcy.

      To nie jest relacja równych ludzi.
      To jest bezbronne dziecko krzywdzone przez osobę, która powinna je kochać i bronić.
    • iziula1 Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 15.03.15, 01:48
      Nie czytałam wywiadu, opieram się tylko na tym co zacytowałas.
      >>>Kasiuniu, wiesz, że tatuś ma taką chorobę, że musi cię dotyk
      > ać i że to może się mu zdarzać i wiesz, że to jest ciężka choroba i że p
      > oza tym jest fajny i kocha cię".>>>

      Dzuecko zawsze sobie tłumaczy postępowanie rodzica, szczególnie to złe, bolesne usprawiedliwia je, ze względu że trudno jest dziecku pojąć że rodzic może go nie kochać. Dziecko potrzebuje wyraźnie postawionej granicy- co jest złe, czego wobec niego robić nie wolno itp. Ponieważ dziecko doświadczające przemocy te granice ma naruszone, przesuniętę uważam,że tego typu tłumaczenie jest dalszym krzywdzeniem dziecka.
      Bo skoro tata jest chory to trzeba go zrozumieć, wybaczyć, nie można BYĆ ZŁĄ, za to co mi robi. Tak ja bym to odczuwała jako dziecko.
      Idąc dalej, buduje się pewien rodzaj przyzwolenia na dalszą przemoc wobec dziecka , bo przecież tatuś kocha, tylko jest chory.

      Jako dziecko doświadczałam przemocy ze strony rodziców. Do dziś pamiętam to uczucie braku potępienia pewnych zachowań, tego że nikt wprost nie powiedział, że to co mnie spotyka jest złe. Czułam wokół siebie nie tylko ciche przywzolenie, obojetność ale i akceptację.
      Czułam się źle, bo przecież przemoc boli, ale nikt z dorosłych tego nie potwierdzał. Nie rozumiałam tego. Traciłam we własnych oczach wiarygodność, co do odczuwanych emocji i uczuć.

      Teraz czytając tego typu słowa czuje to samo. Zło przestaje być złem, odczucia skrzywdzonego dziecka przestają być prawdziwe bo nazywane są chorobą za którą "ukrywa" się miłość. No, jak można gniewać się na kogoś kto jest chory i Cię kocha :P
    • akn82 Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 15.03.15, 09:01
      Zaiste szokujące słowa. Napisz do nich z prośbą o wyjaśnienie.
    • differentview Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 15.03.15, 09:09
      jeszcze a propos molestowania dzieci to nie zapomne jak wiele lat temu pan Samson wystepowal w tv jako ekspert, tlumaczac, ze czesto dzieci zmyslaja, ze sa molestowane, ze ktos im to moze zasugerowac, ze kobiety sie w ten sposob mszcza na ex partnerach wiec trzeba bardzo sceptycznie podchodzic do takich rewelacji i nie dawac im wiary:/
      pamietam tez slynna konferencje po wybuchu afery Samsona, na ktorej pan Santorski zachowywal sie w moim odczuciu zupelnie nienormalnie, potem tlumaczac, ze usmiechal sie idiotycznie bo stosowal jakies metody oddzialywan zaczerpniete z psychologii biznesu- to bylo dla mnie porazajace, nie bylabym w stanie zaufac temu czlowiekowi jako terapeucie- nigdy!
      • verdana Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 15.03.15, 10:09
        Akurat tu Samson miał rację, niestety. Niezależnie dlaczego to mówił. Tzn. miał rację, ze sporo dzieci jest zmanipulowanych przez jedną z rozstających sie stron. Co samo w sobie czynie je dzieckiem molestowanym...
        A jeśli taki tekst w wywiadzie sie ukazał, to zwykły skandal. Tłumaczenie dziecku, ze ktoś ma prawo je bić czy molestować jest nie mniejszym przestępstwem niz bicie i molestowanie, a może nawet poczynić większe szkody. Bo dziecko nie ma prawa nawet się poskarżyć, tłumaczy sie mu, ze jego uczucia sie nie liczą, ze ma być potulne.

        • differentview Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 09:27
          verdana napisała:

          > Akurat tu Samson miał rację, niestety. Niezależnie dlaczego to mówił. Tzn. miał
          > rację, ze sporo dzieci jest zmanipulowanych przez jedną z rozstających sie str
          > on. Co samo w sobie czynie je dzieckiem molestowanym...

          nie wiem czy rzeczywiscie duzo jest przypadkow gdy matka manipulujac dzieckiem sklania je do zeznawania, ze ojciec je molestowal- nie znam statystyk ale mysle, ze to sa incydentalne sytuacje; jednak mowienie, ze gdy dziecko mowi o molestowaniu to trzeba byc sceptycznym i nie wierzyc- jest rownoznaczne z zakneblowaniem ofiary na zawsze; bo do traumy molestowania dochodzi jeszcze poczucie, ze jak powiem o tym glosno- to i tak nikt mi nie uwierzy i bedzie powatpiewal a o dowody trudno- bo to bedzie slowo dziecka przeciwko np ojcu, ktory zacznie sie wypierac, matki, ktora jest zaburzona i udaje, ze nic nie widzi i calej reszcie, ktora za rada " psychoterapeuty- autorytetu" podchodzi sceptycznie- tworzy sie przerazajaca sytuacja bez wyjscia
    • kinkygirl Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 15.03.15, 11:51
      Zgadzam się w zupełności, że w wywiadzie dużo jest niedomówien, założeń i podtekstow niejasnych. Szczerze mówiąc wyglada na spisany z kasety bez wkładu edytorskiego. Może stad ten brak kontekstu i pole do interpretacji.
      Natomiast Paris, wydaje mi się, że źle wywiad interpretujesz. Psycholog na wstępie mówi ze priorytetem jest właśnie najpierw rozdzielić i zabezpieczyć dziecko (z udziałem właściwych służb), oddzielnie terapeutyzowanie, a potem ewentualnie robić terapię rodzinie jeśli jest taka potrzeba. A nie wysyłać psychologa żeby "porozmawiał z rodzina" jako pierwsza instancje pomocy.

      Myśle ze rozdźwięk miedzy tym co sobie wyobrażamy ze psycholog powinien powiedzieć a tym co on próbuje przekazać wynika z tego że on, zakładam, ma praktyczne doświadczenie z wieloma sprawami z którymi się styka, na rożnych etapach rozwoju, a nie czarno-białe widzenie "pedofil do więzienia, sprawa załatwiona".
      • kinkygirl Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 15.03.15, 11:59
        Jest i kontekst na temat zabezpieczenia dziecka

        www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/4324-primum-non-nocere
    • triss_merigold6 Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 15.03.15, 12:20
      To, że ktoś jest psychoterapeutą czy psychologiem nie oznacza, że nie będzie opowiadał szkodliwych bzdur.
      • ola_dom Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 10:28
        triss_merigold6 napisała:

        > To, że ktoś jest psychoterapeutą czy psychologiem nie oznacza, że nie będzie opowiadał szkodliwych bzdur.

        Otóż to. Terapeuta, że tak powiem, "też człowiek" i też może być i głupi, i zły, i chory. Jak choćby przytoczony w tym wątku Samson - onegdaj przecież guru i autorytet w "swoim" temacie.
        • differentview Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 10:59
          ola_dom napisała:

          > Otóż to. Terapeuta, że tak powiem, "też człowiek" i też może być i głupi, i zły
          > , i chory. Jak choćby przytoczony w tym wątku Samson - onegdaj przecież guru i
          > autorytet w "swoim" temacie.

          albo inny guru w dziedzinie seksuologii- tworca polskiej szkoly seksuologii, szanowany profesor, wykladowca uniwersytecki, ktory sobie w najlepsze molestowal pacjentki a jak te molestowane zlozyly zawiadomienie do prokuratury to jego linia obrony byla taka, ze one byly nienormalnymi pacjentkami:/
          w ogole trzeba pamietac, ze wszelkie psychiczne patologie moga isc w parze z duza inteligencja, wiedza i sprytem i czesto rozni dewianci wyrabiaja sobie bardzo silna pozycje spoleczna, wystepuja w roli autorytetow, co czyni ich bezkarnymi bo kto by sie porwal na kwestionowanie autorytetu- czy to guru psychoterapii, czy to biskupa, czy to senatora, czy to wybitnego rezysera
      • akn82 Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 12:00
        Zgoda.tylko gdzie w takim razie szukać profesjonalizmu jak nie u tych z niebieskiej linii?
    • zolla78 Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 11:24
      Jak przeczytać całość, to ten frgament zacytowany ma pewien sens. O ile go zrozumiałam, to jemu chodzi o to by dziecku, od którego już ewentulanie odesparowano sprawcę, wzlędnie po odsiedzeniu wraca do życia dziecka, powiedzieć, że to choroba, że to nie jego wina (tj. dziecka) ani brak miłości ze strony rodzica i że nie jest tak, że się tata wyleczył i będzie ok. Czyli w wielu przypdkach po prostu prawdę. Daje to dziecku informację, że to nie jego wina i to było niezależne od niego, że nie oznacza to, że jest gorsze, że tata nie kochał i dlatego krzywdził i nie jest ciągle w tym układzie bezpieczne, co pozwala mu się lepiej bronić w razie czego.
      • differentview Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 11:39
        zolla78 napisała:

        > Jak przeczytać całość, to ten frgament zacytowany ma pewien sens. O ile go zroz
        > umiałam, to jemu chodzi o to by dziecku, od którego już ewentulanie odesparowan
        > o sprawcę, wzlędnie po odsiedzeniu wraca do życia dziecka, powiedzieć, że to c
        > horoba, że to nie jego wina (tj. dziecka) ani brak miłości ze strony rodzica i
        > że nie jest tak, że się tata wyleczył i będzie ok. Czyli w wielu przypdkach po
        > prostu prawdę. Daje to dziecku informację, że to nie jego wina i to było niezal
        > eżne od niego, że nie oznacza to, że jest gorsze, że tata nie kochał i dlatego
        > krzywdził i nie jest ciągle w tym układzie bezpieczne, co pozwala mu się lepiej
        > bronić w razie czego.

        jak poinformowanie dziecka o tym, ze nadal nie jest bezpieczne w tym ukladzie i ze tata jak sie w garsc nie wezmie to znow bedzie je dotykal moze miec wartosc terapetyczna? jesli wiadomo, ze ojciec ma takie sklonnosci, ze to przymus i ze to bedzie powracalo to jedynym sposobem zapewnienia dziecku ochrony jest absolutna izolacja od sprawcy; wydawalo mi sie oczywiste, ze w sytuacji molestowania dziecka- normalna procedura jest pozbawienie sprawcy praw rodzicielskich; ja nie wyobrazam sobie, ze mozna usiasc z dzieckiem, ojcem i matka i tak sobie debatowac- co by tu zrobic, zeby bylo troche bezpieczniej ale moze jednak czasem nadal bedzie sie zdarzalo molestowanie i moze znow matka czegos nie zauwazy no ale wtedy przynajmniej terapeuta nie bedzie sciemnial- nie brzmi to dla mnie normalnie, niestety
        • zolla78 Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 12:56
          taką, że mu się nie kłamie, że może być inaczej, lepiej. Jak rozumiem, doświadczenie faceta wskazuje, że osoby pomagające dzieciom, czasem im tak mówią, tj. że się wyleczy, że się zmieni, że to się nie powtórzy, a to nieprawda. Poza tym jest to wyjaśnienie dlaczego nie będzie miało kontaktu z ojcem albo nigdy sama na sam. Poza tym facet jak rozumiem uogólniał i o ile w przypadku moelstwowania, to pewnie w praktyce zawsze oznacza izlocję pełną (albo powinno) to w przypadku innej przemocy - mogą się zdarzać sytuacje, że ojcie po terapii wraca i wtedy nie mydli się oczu dziecku, że już się nie powtórzy. W tym kontekście to ma sens.
          • differentview Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 13:15
            > Poza tym facet jak rozumiem uogólniał i o ile w przypadku moelstwowani
            > a, to pewnie w praktyce zawsze oznacza izlocję pełną (albo powinno) to w przypa
            > dku innej przemocy - mogą się zdarzać sytuacje, że ojcie po terapii wraca i wte
            > dy nie mydli się oczu dziecku, że już się nie powtórzy. W tym kontekście to ma
            > sens.

            no wlasnie te uogolnienia brzmi bardzo dziwnie; oczywiscie, ze mydlenie oczu dziecku w sytuacji gdy przemoc( fizyczna, psychiczna, seksualna) ma nadal miejsce jest czyms strasznym ale zasiewanie w dziecku niepokoju, ze to sie po prostu moze powtarzac- w ustach terapeuty brzmi rownie potwornie; dziecko powinno dostac komunikat- wszyscy zrobia wszystko zeby to sie juz NIGDY nie powtorzylo; jesli sam autor tych slow zauwaza, ze sprawca przemocy/molestowania dziala pod przymusem, ze nie kontroluje tego, ze to jest cykliczne- to nie ma sie nad czym zastanawiac- powinien byc zakaz zblizania sie sprawcy do dziecka; taki sprawca moze sobie podejmowac terapie albo nie ale do dziecka nie powinien sie juz nigdy zblizac
            • paris-texas-warsaw Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 13:58
              Przeczytałam sobie dwa wywiady z tym terapeutą, a potem kilka jeszcze materiałów o dziecku molestowanym, i cała ta tematyka wydała mi się straszna. Myślę, że chyba w tym wywiadzie jest jakiś w tym fragmencie "skrót" lub jest to niejasne dla laików. Chyba chodzi, o to, że rodziny, w których dochodzi do molestowania są tak zaburzone, że nawet jak facet będzie skazany, odbędzie karę, to matka dziecka przyjmuje go z powrotem i dziecko nadal jest narażone na molestowanie. Jednoczesnie zablokowane są albo nieistnieją możliwości prawne (bo wymagałyby właśnie współdziałania matki, jako pełnomocnika dziecka - np. w zakresie występowania o zakaz zbliżania się do dziecka, co nie jest np. takiej matce na rękę) ochrony dziecka - może na razie nie ma ich w prawie (?). I jeśli w ogóle molestowanie wychodzi na jaw, potem jest jakaś kara, a potem dochodzi do leczenia rodziny czy sprawcy, to jest to wielki sukces, który w dzieciństwie nie jest dany większości molestowanych dzieci. Nie wiem, czy w ogóle wyleczenie takiego "systemu rodzinnego" jest mozliwe, bo ci rodzice zazwyczaj sa tak sami zaburzeni, że wydaje się to mi w ogóle mało realne. Sama terapia dziecka to wyższa szkoła jazdy pewnie dla terapeuty, to akurat w tym wywiadzie też jest poruszone, w jednym z artykułów czytałam, że nie można nagle źle mówić dziecku o rodzicu, bo się je w jeszcze gorszy stan można wprowadzić. To może jak ze wszystkimi toksycznymi rodzicami, których dzieci potem długo się jako dorosli terapeutyzują i też to idzie opornie, a nie ma już bezposredniego uzależnienia do rodzica. Jakies takie terapeutyczne balansowanie z np. wrogo w ogóle do terapii nastawiona matką. Zmęczył mnie ten temat, wolałabym zapomnieć, co przeczytałam. I trochę straszne, że np. nawet ofiary gwałtów mogą same wnioskować o zakaz zbliżania się sprawcy gwałtu, a dziecko np. ląduje na wspólnej terapii, jest w to uwikłane. Tak sobie to sama teraz wytłumaczyłam...
              Taki jest rozdźwięk w tym wywiadzie, że przemoc jest przymusem, w zasadzie chyba nieuleczalna, terapia sytaemowa nie wiele daje, a jednk się to wszystko robi,może po to by właśnie jakieś było zahaczenie dla dziecka i niestracenie go z oczu przez takie zespoły walczące z przemoca.
              Tez sobie pomyslałam, że te wszystkie procedury, też terapeutyczne, może nie sa takie do konca wypracowane, zwłaszcza na terenie Polski, a sam wywiad był z 2000 r.
              Ale w sumie to nie wiem, jak jest, bo temat jest cięzki, i wymagałby chyba jakiegoś przygotowania...
              • paris-texas-warsaw Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 14:01
                Mam wrażenie, jakby taka pomoc dla całej rodziny nie była faktycznie pomocą, o którą prosi sama cała ta rodzina, a bardziej próbą uratowania dziecka poprzez kontakt z jego zaburzoną rodziną.
                • differentview Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 14:17
                  > Mam wrażenie, jakby taka pomoc dla całej rodziny nie była faktycznie pomocą, o
                  > którą prosi sama cała ta rodzina, a bardziej próbą uratowania dziecka poprzez k
                  > ontakt z jego zaburzoną rodziną.

                  wiesz, mysle, ze zwykle to nie jest tak, ze taka rodzina zglasza sie po pomoc dobrowolnie; jesli jest tak bardzo zaburzna- to skad by miala refleksje, ze w domu dzieje sie cos zlego i odwage by to ujawnic; wiec pewnie zwykle przez przypadek takie rzeczy wychodza na swiatlo dzienne- moze dziecko opowiada komus o tym i ta osoba to zglasza i wowczas ta rodzina jest objeta terapia obowiazkowo; jednak ja bym wylaczyla sprawce z tej terapii; w ogole sprawca powinien przestac byc w tym systemie rodzinnym; matka jesli terapia nie daje rezultatow tez powinna miec ograniczone prawa rodzicielskie; jednak co wtedy z dzieckiem? bo jesli mialoby trafic do domu dziecka- to jest to kolejna trauma i tez wcale nie wiadomo na jakich opiekunow tam trafi; koszmar, ten temat jest masakrycznie ciezki
                  • damodia Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 15:24
                    Ojczym znajomego, bezrobotny alkoholik który znęcał się nad rodziną, dziecmi, żoną - miał z nią 2 wspólne corki. Najmlodsza byla ponoć molestowana, sprawa byla w sądzie, ten ojciec był oskarżony, z wniosku albo opieki społecznej albo szkoły. I co, i nic. To córkę rodzice oddali na wychowanie zakonnicom do przyklasztornego "przytułku" a rodzice dalej ze sobą żyli, żona dalej harowala żeby alkoholika utrzymać, reszta dzieci poszła z domu najszybciej jak się dało. Gdy matka zmarła to do dzieci przyszło wezwanie do sądu o alimenty na ojczulka... bo zabraklo glupiej żony to teraz opieka społeczna zwyrodnialcowi zapewnia jedzenie, mieszkanie, i zasiłek by miał za co pić i z pracujących dzieci trzeba ściągnąć te koszty... A tamta bidula do 18tki może być u zakonnic a potem musi sobie radzić sama...
                    Nóż się w kieszeni otwiera na takich "rodzicow".. Jest niemało matek, które się wyrzekną dziecka albo przyłożą rękę do krzywdzenia go- byle męża zachować..
    • damodia Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 16.03.15, 15:49
      Ja nie przepadam za rozmowami "terapeutycznymi" w necie, bo czasem mowi się różne rzeczy w rożnych kontekstach jako ciąg spójnej terapii z konkretną osobą a traktując wypowiedzi wyrywkowo uzyskuje się karykaturę a nie terapię. Więc jeśli zaczyna się jakąś dyskusję/terapię to czasem ważne jest żeby przejść wszystkie jej etapy, a nie zatrzymac się i strzelić focha bo coś nam nie odpowiada. Trzeba podrążyć temat dłużej i głębiej by dotrzeć do sedna, żeby zrozumieć o co rozmowcy chodzi a co drugi rozumie.
      Nie lubię np rozmawiać z moją znajomą o jej problemach, bo ona nie daje mi informacji zwrotnej na jakim etapie rozumienia i emocji jest. Za to z mojego gadania gotowa wybrać sobie kila zdań, dowolnie zinterpretować i za kilka miesięcy mi wypomnieć, że przecież ja tak mowiłam. No tak mówiłam, ale w jakimś szerszym kontekście sytuacyjnym. Zakładając ciąg dalszy tej rozmowy i przewałkowanie sensu.
      To tak jakby zdecydować się na naukę języka obcego ale od razu zaawansowanego, albo tylko rzeczowników i mieć pretensje, że się nie umie całości bo nauczyciel źle przekazał.
      Przypuszczam, że dla dziecka rzeczą bardzo istotną jest wiedza, że to krzywdzący ojciec jest chory(odstający od normy) , że ma zachowania które sa objawem choroby a nie czymś co dziecko musi znosić "bo to norma", że nie ma w tym WINY dziecka. Tylko, żeby dziecku tę wiedzę ugruntować potrzeba dluższych rozmów, nie jakiegoś zdania "dla zaawansowanych" wyrwanego z kontekstu. Tak, żeby dziecko wiedziało na przyszłość, że ten pan w parku pokazujący fiuta to nie "normalnie starsi panowie tak mają" , tylko to "chory człowiek" wymagający leczenia i to on odstający od normy, a nie dziecko ktore czuje dyskomfort zaatakowane przez ekshibicjonistę lub innego macacza..
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 22.03.15, 22:59
      Ja, ten inkryminowany i zacytowany fragment rozumiem jako postulat, aby w takiej sytuacji i w takiej rodzinie , jasno ustalić pozycje oraz relacje w systemie rodzinnym. Powiedzieć, że sprawca jest sprawcą, choć być może z powodu choroby. Nie ukrywać czy nie manipulować, jak to się często dzieje w takich rodzinach za sprawą drugiego rodzica, najczęściej matki.
      Taki postulat wydaje się słuszny, bo dziecko wie ,ze jest ofiarą i ma prawo się bronić.
      Agnieszka Iwaszkiewicz.

      PS: Ryszard Praszkier to znane i cenione nazwisko w psychoterapii. Nie jest i nigdy nie był ani członkiem zespołu ani współpracownikiem LP . Ponieważ LP ma historię 40 lat istnienia, to na pewno jakaś wspólna droga rozwoju była. Szczególnie na początku. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • paris-texas-warsaw Re: Przemoc i pomoc psychologiczna - mój mały roz 23.03.15, 20:40
        Pani Agnieszko, dziękuję za komentarz. Tylko proszę, nie używajmy już tak strasznych słów jak "inkryminacja". Sama przeczytałam, ile dobrego dla dzieci zrobił Pan Praszkier i poczułam, że są bardzo małe możliwości, by w jego słowach nie było glębszego sensu, którego może laik nie odczytał.

        Ps. www.lps.pl/studia-dla-trenerow-i-coachow/podyplomowe-studium-coachingu/prowadzacy/

        Ja na stronie LP wyczytałam, że Pani z Panem Praszkierem w jednym zespole szkoli trenerów i coachów, ale może to już nieaktualna strona.
Pełna wersja