ekimmu78
15.03.15, 09:51
Witam! Jestem zona mezczyzny z domu alkoholowego,mam 2 corki-pierwsza z mojego poprzedniego zwiazku.W zasadzie wiekszosc problemow zwiazanych z dziecinstwem meza i jego stosunkiem do mnie rozwiazalismy,pozostaly bardzo sporne kwestie wychowania dzieci.Maz ma problemy z akceptacja mojej pierwszej corki,jest dla niej bardzo surowy,ona ucieka w komputer od niego(tak ja uwazam),poprzez swoje nastawienie do niej, mysle ze popsul relacje miedzy nia a mlodsza-duzo jest pomiedzy nimi awantur i zazdrosci i zlosci ze strony starszej.Ja od lat podejmuje liczne rozmowy z mezem i staje po stronie dzieci,udalo mi sie go namowic na krotki kontakt z psychologiem-w zasadzie powtorzyl mu to co ja mu mowilam.Jestem tym wszystkim wypalona,nie mam sily doceniac postepow meza bo przez lata skonczylam sie psychicznie.Jest we mnie duzo zlosci do niego i urazy.Nie akceptuje tez jego surowych metod wychowawczych.On uwaza,ze jestem nadmiernie poblazliwa i sobie nie radze a one(corki) mnie "klamia i wykorzystuja".Uwazam,ze ma na tym punkcie jakas paranoje spowodowana surowym i przemocowym wychowaniem u niego w domu.Dodam moze,ze mam grupe inwalidzka i nie pracuje,jestem zmeczona i czasami moja opieka nie jest perfekcyjna ale jest dobra-corki ucza sie i sa dobrymi dziecmi nie sprawiajacymi duzych klopotow-ot takie codzienne normalne troski.Maz jest nadodpowiedzialnym pracoholikiem i odnosze,wrazenie,ze wszystko zaczyna sie sypac...A czeste sprzeczki i klotnie mnie wykanczaja...