czy zwariowalam?

15.03.15, 09:51
Witam! Jestem zona mezczyzny z domu alkoholowego,mam 2 corki-pierwsza z mojego poprzedniego zwiazku.W zasadzie wiekszosc problemow zwiazanych z dziecinstwem meza i jego stosunkiem do mnie rozwiazalismy,pozostaly bardzo sporne kwestie wychowania dzieci.Maz ma problemy z akceptacja mojej pierwszej corki,jest dla niej bardzo surowy,ona ucieka w komputer od niego(tak ja uwazam),poprzez swoje nastawienie do niej, mysle ze popsul relacje miedzy nia a mlodsza-duzo jest pomiedzy nimi awantur i zazdrosci i zlosci ze strony starszej.Ja od lat podejmuje liczne rozmowy z mezem i staje po stronie dzieci,udalo mi sie go namowic na krotki kontakt z psychologiem-w zasadzie powtorzyl mu to co ja mu mowilam.Jestem tym wszystkim wypalona,nie mam sily doceniac postepow meza bo przez lata skonczylam sie psychicznie.Jest we mnie duzo zlosci do niego i urazy.Nie akceptuje tez jego surowych metod wychowawczych.On uwaza,ze jestem nadmiernie poblazliwa i sobie nie radze a one(corki) mnie "klamia i wykorzystuja".Uwazam,ze ma na tym punkcie jakas paranoje spowodowana surowym i przemocowym wychowaniem u niego w domu.Dodam moze,ze mam grupe inwalidzka i nie pracuje,jestem zmeczona i czasami moja opieka nie jest perfekcyjna ale jest dobra-corki ucza sie i sa dobrymi dziecmi nie sprawiajacymi duzych klopotow-ot takie codzienne normalne troski.Maz jest nadodpowiedzialnym pracoholikiem i odnosze,wrazenie,ze wszystko zaczyna sie sypac...A czeste sprzeczki i klotnie mnie wykanczaja...
    • verdana Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 10:04
      A ja mam pytanie - dlaczego pozwoliłaś przez tyle lat mężowi być niedobrym dla starszej córki? Przecież to, co ona przeżywa jest także Twoją winą. W małżeństwie jest czas i miejsce na wzajemne dopasowanie się, nie ma jednak czasu na to, aby partner "robił postepy". Dziecko na żadne postępy czekać nie może.
      Twoje małżeństwo zaczyna sie sypać, bo Ty jesteś wykończona. A nie sypało się, gdy wykończona była pewnie Twoja córka.
      • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 10:42
        Spodziewalam sie takiej reakcji. Na swoja obrone moge dopisac ,ze solidnie uzeralam sie z mezem o kwestie wychowania. Nigdy nie zostawiam nie rozwiazanych problemow. Obie corki sa bardzo przywiazane do meza. Maz tez nie jest z gruntu zlym czlowiekiem. Tylko mam wrazenie,ze rozwiazane problemy sa zastepowane przez kolejne
        • marzeka1 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 11:10
          A co dobrego wyszło z tego "użerania się z mężem"? Wiesz, co jest podstawą, gdy kobieta z dzieckiem/dziećmi wiąże się z innym facetem? On musi dziecko akceptować, nie musi kochać, ale uznać sam fakt, że to dziecko jest i nie krzywdzić. Pozwalając mężowi tak długo swoje dziecko krzywdzić- też je krzywdziłaś.
          I wiesz, jednak 'bycie wykończoną" i tylko "dobre chwile" - to nie jest opis dobrego związku.
          • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 11:32
            W zasadzie to jestem wdzieczna za komentarze,chociaz troche to gorzkie przeczytac od postronnych obserwatorow.Daje mi to jakis poglad na sytuacje, ze widze realne problemy a nie wymyslam,Chyba troche dalam sie wpedzic w poczucie,ze jestem"wredna wariatka",ktora kreuje problemy w naszym malzenstwie.To zawsze ja jestem ta strona,ktora sie czepia,a maz to ofiara,ktora sie stara i nikt tego nie docenia
            • marzeka1 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 12:00
              Ale te komentarze nie są po to, by ci dowalić, ale pokazać coś z boku. Bo Twój mąż powtarza schemat tego, jak sam był traktowany w domu, więc "jest surowy". Do tego takie traktowanie dzieci- źle wpłynęło także na relacje między siostrami. I sumie to wygląda trochę tak: jakby Twoja starsza córka musiała sobie kiedyś pokładać to życie z jej rodzinnego domu.
      • marsylvik Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 19:32
        Verdana, nieraz mam problem ze zrozumieniem co tak naprawdę i czemu piszesz.

        > A ja mam pytanie - dlaczego pozwoliłaś przez tyle lat mężowi być niedobrym dla
        > starszej córki?

        Jak to pytanie rozumieć?
        Dla mnie nie ma ono sensu. Przecież autorka pisze, że się z mężem w tej sprawie nie zgadza, pracuje nad tym, rozmawia z nim, nawet do psychologa jej się udało z nim pójść, staje po stronie dzieci. Więc nie pozwala.
        No, chyba że miałaś na myśli "to czemu jeszcze z nim jesteś, skoro uważasz, że krzywdzi swoje dzieci", ale jeśli tak, to czemu nie piszesz tego wprost?
    • iziula1 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 12:08
      Czy możesz podać kilka przykładów zachowań męża wobec starszej córki które uważasz za niewłaściwe , zbyt surowe oraz przykład dobrych zachowań które powodują, że jak napisałaś córka jest przywiązana do ojca?
      • najma78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 12:38
        Czy to 'surowe wychowanie' to tylko twojej corki czy obu? Pytam bo nie wynika jasno z tego co napisalas? W jednym poscie napisalas ze dotyczy to tylko twojej corki i ze ona ucieka w komputer oraz psuje to stosunki miedzy siostrami bo jak wynika on jedna czyli swoja faworyzuje, w nastepnym poscie napisalas ogolnie o stosowaniu przez niego surowego wychowania a w nasteonym ze obie corki sa do niego przywiazane. To nie ma sensu.
        • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 13:09
          Tak uwazam,ze swoja traktuje lagodniej I jest dla niej dobrym ojcem,przepraszam za to moje pisanie ale nie jest mi latwo to wszystko opisac
      • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 12:46
        -Jak jest przeziebiona I prosi,zeby zostac w domu,maz sie zlosci I wyglasza monolog jak to ona udaje I klamie po to by zostac w domu-oczywiscie ja podejmuje decyzje ale tyrady musze wysluchac
        -W domu maja obowiazywac sztywne I nienaruszalne zasady-oczywiscie ja znowu nawalam bo dziele rzeczy na te niedyskutowalne I te,ktore corki moga negocjowac,albo zarobic
        -Ostatnia pogadanka nasza dotyczyla sytuacji,kiedy jej cos pozwolil- ona umowila sie
        z kolezankami wtedy maz zmienil zdanie,bo bylo wg niego zbyt pozno
        Duzo sie z nia kloci,Potrafi nazwac leniem albo powiedziec"zamknij sie" kiedy ona cos spiewa albo halasuje
        Z drugiej strony wszedzie ja wozi(ale chases potrafi wypomniec) sklada pieniadze na studio,dba finansowo I jest jak ma problem ale tez duza ja krytykuje
        • najma78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 13:10
          Z tego wynika ze jest normalnym ojcem i wychowuje corki w tym twoja. To nie sa przyklady na robienie krzywdy. Moze czasem przesadzi nieco ale kto tego nie robi. Nie ma idealnycn rodzicow. Chyba jednak przesadzasz.
          • verdana Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 13:27
            Jakie sztywne i nienaruszalne zasady musza w domu rządzić? Bo jeśli zasadą jest "Dzieci nie oglądają telewizji bez zgody dorosłych, sprzątają po sobie, odrabiają lekcje bez przypominania" itd, to jednak co innego niz zasada "Dzieci nie odzywają sie nie pytane, nie wolno odwiedzać koleżanek, po 18 nie wolno wychodzić z pokoju".
            Co do przeziębień, to ja sama w dzieciństwie rzeczywiście oszukiwałam, aby nie iść do szkoły. Być może mąż widzi coś, czego Ty nie widzisz.
            • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 13:45
              Na przyklad maz ma fobie na punkcie chodzenia po schodach w domu I dziewczynki opanowaly sztuke bezszelestnego poruszania sie bo sa od razu upominane,starsza nie ma prawda miec wlasnego zdania bo godzi to w poczucie wszechwiedzy meza I awantura gotowa,byla tez problem z zapraszaniem kolezanek bo mezowi przeszkadzaja ale za to my jego gosci musimy przyjmowac z otwartymi ramionami ogolnie to zdarza sie cala masa absurdow ktorych ja.nie potrafie zrozumiec
              • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 14:10
                A jakis czas temu definitywnie uporalam sie z "horrorem sobotniego sprzatania" gdzie maz w atmosferze swoich wrzaskow kazal starszej realizowac swoj plan sprzatania.I prosze wierzyc to nie bylo spokojne " czy mozesz posprzatac swoj pokoj"
              • iziula1 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 14:10
                Wiesz, większość rodziców ma problem z tym że dzieci mają własne zdanie ;)
                Nie ma na to wpływy czy to dziecko biologiczne czy przysposobione.
                Po prostu, nagle rodzić przestaje być alfa i omega dla dziecka. Niektórzy mają problemy z zaakceptowaniem tego i reagują różnie. Większość po pewnym czasie godzi się z nieuniknionym a część nie.
                • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 14:52
                  Oczywiscie zdaje sobie sprawe,ze sa to wszystko normalne problemy w zyciu I z normalnym facetem byloby to kilka rozmow ale moj maz ma chyba DDA .jest bardzo przewrazliwiony na swoim punkcie,uwaza ze wszystko wie najlepiej,,ma bardzo slabe umiejetnosci komunikacji,nie przyjmuje racjonalnych argumentow- to wszystko sprawia,ze normalne rozmowy przeradzaja sie u nas w jakies emocjonalne jazdy
                  • iziula1 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:07
                    Mam wrażenie, że główny problem to wasze wzajemne stosunki. Twoje i męża. Problem z brakiem akceptacji pasierbicy ,o ile rzeczywiście jest - to temat zastępczy.
                    Może się mylę ale to na linii mąż- żona jest problem do rozwiązania. Nie lubisz męża, nie akceptujesz jego zachowań, z twoich wypowiedzi to on jest ten zły.
                    Nie wiem, może masz rację ale z twoich wypowiedzi w tym wątku takie odniósłam wrażenie.
                    • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:23
                      Wydaje mi sie,ze moge go nie lubic za to jak zdarzalo mu sie nas w przeszlosci potraktowac.prosze wierzyc ze psycholog bardzo powaznie skupil sie na jego relacji z pasierbica. Nie opisuje tu juz rzeczy z ktorymi sie uporalismy.I tak chyba ja tez moge tu byc problemem jakos przez lata stracilam do niego zaufanie I moze jestem przewrazliwiona w stosunku do jego potkniec
                      • najma78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:30
                        ekimmu78 napisała:

                        > Wydaje mi sie,ze moge go nie lubic za to jak zdarzalo mu sie nas w przeszlosci
                        > potraktowac.prosze wierzyc ze psycholog bardzo powaznie skupil sie na jego rela
                        > cji z pasierbica. Nie opisuje tu juz rzeczy z ktorymi sie uporalismy

                        Jesli sa problemy ktore rozwiazaliscie to chyba swiadczy o tym ze maz nie jest osoba z ktora nie da sie prowadzic dialogu i dojsc do porozumienia?

                        .I tak chyb a ja tez moge tu byc problemem jakos przez lata stracilam do niego zaufanie I m
                        > oze jestem przewrazliwiona w stosunku do jego potkniec

                        Tak jest. Dlatego wiec to ty tez powinnas udac sie po pomoc w rozwiazaniu wlasnych problemow. Nie ma dobrego zwiazku bez zaufania i z cigalym rozdrapywaniem ran.
                  • najma78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:23
                    To jest twoja wersja, drugiej strony nie poznamy. Nie wiemy jaka ty jestes, jakie sa twoje problemy. Podkrslasz ze maz jest z rodziny alkoholowej i to jest glowna przyczyna wszystkich problemow a co z toba? Odnosze wrazenie ze masz mu za zle ze on wogole wtraca sie w zycie rodzinne i w wychowanie dzieci. Wchodzi w twoje kompetencje, bo to ty jestes w domu i chcesz miec to pod calkowita kontrola. Negujesz zupelnie jego udzial uznajac z gory ze nie ma racji, ma fobie, krzyczy, stosuje nakazy itd. Dlaczego wiec z nim jestes? Napisalas ze traktuje gorzej twoja corke - dlaczego na to pozwalasz?
                    • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:31
                      Czy nie jest to wyraznie napisane ze NIE POZWALAM NA TAKIE TRAKTOWANIE corki jak cos mi sie nie podoba czy corka sie na.niego skarzy to podejmuje rozmowe I stara sie osiagnac jakis kompromis
                      • naplaze Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:37
                        A w jakim wieku są twoje córki?
                      • asis09 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:39
                        wysłałam maila do Ciebie
                        • dziarg-a Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:52
                          Kobieto, zastanów się. Obie córki są twoje, bo ty je urodziłaś. Twój mąż czuje więź z biologiczną córką. Ta druga, starsza nie jest jego. Traktuje ją surowy i więcej wymaga, to fakt. Dziecko nie rozumie tej gradacji i czuje się pokrzywdzona przez los. Widać jej biologiczny ojciec jest jej nieznany i nie ma z nią kontaktu. To nie jest wina twojego męża. Rozumiem że moza wymaganiami nie karci jej fizycznie i nie wydziera się na nią. Więc w tym układzie on jest OK.
                          To tak jakby on miał kochać bardziej dziecko swojej siostry niż swoje.
                          Mozesz poprosić swojego męża żeby był jednak trochę łagodniejszy i delikatniejszy dla niej.
                          Wytłumacz mu jak chłopu że to też jest dla ciebie twoje dziecko. A ty nie możesz robić gradacji. Chłop to zrozumie gdy wytłumaczysz mu to jasno i prostu. Ale ty wolisz skarżyć się na męża do obcych ludzi zamiast go "poprosić" Korona z głowy ci nie spadnie a i honoru nie ubędzie. Ale w takim układzie i mąż do nieswojego dziecka moze okazać więcej ciepła.

                          Taka sytuacja u młodszej wyzwala ten odruch rywalizacji. JA MAM TATĘ, A TY NIE MASZ,> TO MÓJ TATA. A wszystko dlatego że sama jesteś tu winna.
                          • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:59
                            Tak dokladnie do niego tak mowie jak piszesz nawet tech samych przykladow uzywam
                      • najma78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 15:43
                        ekimmu78 napisała:

                        > Czy nie jest to wyraznie napisane ze NIE POZWALAM NA TAKIE TRAKTOWANIE corki ja
                        > k cos mi sie nie podoba czy corka sie na.niego skarzy to podejmuje rozmowe I st
                        > ara sie osiagnac jakis kompromis

                        Gdyby tak bylo to niebyloby tego watku, prawda? Wyraznie to ty nie napisalas zbyt wiele. W jednym watku corka ucieka w komputer przed ojczymem, w nastepnym jest do niego przywiazana. Skupiasz sie na zlym traktowaniu twojej corki przez twojego meza z ktorym osiagasz kompromisy jednoczesnie piszac ze nie da sie z nim dogadac bo tyranizuje rodzine i wie wszystko najlepiej. Zauwaz ze to sie kupu nie trzyma.
                        • czarna12.3 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 17:10
                          Ekimmu 78, miałam dokładnie taki sam problem, pomimo, że mąż był ( od kilku lat nie żyje) ojcem dwóch naszych córek. Twoje słowa brzmią identycznie jak moje dawniej, a zachowanie Twojego męża w stosunku do córek bardzo podobne. Kiedy ojciec odszedł, córki rozpaczały, długo wspominały tylko dobre chwile,ale dzisiaj twierdzą,że miałam rację w tym co mówiłam wtedy o jego stosunku do nich i dziękują mi ,że broniłam je, że stawiałam ojcu granicę. Dlatego Ciebie bardzo dobrze rozumiem. Żałuję tylko ,że kiedyś nie było takiego dostępu do psychologa jak dzisiaj. Pozdrawiam .
                        • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 17:15
                          mialo byc ze to JA podejmuje rozmowe i staram sie JA z nim dogadac
                  • marsylvik Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 17:17
                    Moja rada: nie pytaj o rady w tego typu sprawach na forum.
                    Uważam, że nie opiszesz tego co masz na myśli wystarczająco trafnie i wiarygodnie. To, co się dzieje i co opisujesz jest zbyt mało konkretne, tu chodzi o atmosfefę, uczucia, częstotliwość pewnych zachowań i cech, które same w sobie są normalne, chodzi o natężenie. Każdy sobie wyrobi taki obraz sytuacji, jaki będzie chciał, często będzie on skrajny w jedną albo w drugą stronę, dostaniesz sporo sprzecznych ze sobą rad i ocen sytuacji. A jak już pytasz, to podchodź do odpowiedzi bardzo krytycznie, w sensie ostrożnie. Ale nie dowiesz się tu, na forum, czy to Ty przesadzasz, czy jednak to on przesadza.

                    Też jestem z DDA. Korzystamy z pomocy psychologa.
                    Pierwszy psycholog to w ogóle była porażka, bo po wysłuchaniu obu stron, głównie tej drugiej strony, pani psycholog próbowała mi wyjaśniać, że to normalne, że ludzie się kłócą. Tego, czy kłócą się regularnie, a pojedyncza kłótnia trwa wiele godzin i polega na tym, że jedna osoba wrzeszczy a druga płacze już nie wyjaśniła, zamiast tego przyjęła wyjaśnienie mojego kochanego dda że on ma taki głos i wkurza go, że każde podniesienie głosu ja nazywam krzykiem...
                    Druga jest sensowniejsza. W sensie bardziej próbuje zrozumieć o co chodzi obu stronom. Ale! Pytania o to, czy miałam może akurat okres, czy w jaki sposób i jakim tonem się do niego odezwałam i czemu aż tak bardzo się czymś przejmuję skończyły się dopiero w momencie, kiedy odtworzyłam nagranie od nas z domu. Wtedy zaczęliśmy pracować nad problemem zamiast ustalać poziom mojej rzekomej nadwrażliwości na agresję. Pytania psychologa! A tu masz grupę zwykłych ludzi (często inteligentnych, ale jednak nie psychologów), każda ze swoimi własnymi doświadczeniami, w sporej części nastawioną na rozsądzenie "czyja to wina" zamiast na rozwiązanie problemu.

                    A tak na temat to napiszę jak jest u nas. Mam dwoje dzieci, jedno malutkie, a drugie dorosłe, z poprzedniego małżeństwa. Dla córeczki mój dda jest cudownym ojcem. Ale jak się mój syn zdecydował wrócić do Polski to wyszło, że krytykuje mojego syna i się go czepia podobnie jak Twój mąż, tak bezsensownie, zupełnie na czarno go widzi i maluje, nagaduje do mnie, czyli jego matki, na niego, no dosłownie plotkuje jak o nielubianym sąsiedzie. Jednym zdaniem mojego syna nie do końca akceptuje. Moja reakcja: przykro mi się zrobiło, że tak mówisz o moim dziecku. Jak byś się czuł jakby na naszą córcię bliska Ci osoba takie rzeczy wygadywała? Wtedy sam poruszył ten temat z psychologiem i mi potem o tym opowiedział. Mianowicie doszli wspólnie do wniosku, że to prawdopodobnie zazdrość. On jak był mały/młody miał znacznie gorzej niż mój syn, choć bardzo się starał zazłużyć na to "lepiej". A ten tu o! bez zasług specjalnych, jakieś tam problemy nawet sprawia, a go karmią za darmo w rodzinie, pracować nie musi, nikt go z siekierą po zamkniętej na klucz chałupie nie gania... Wybaczają mu wiele, nie trzymają żelaznej dyscypliny. No niesprawiedliwe to jest! :P
                    Nie wiem czy tak jest w Waszym przypadku, ale może? Jeśli tak, to może rozmowy z mężem spróbuj inaczej prowadzić? Mniej racjonalne, więcej o uczuciach, żałuj przy okazjach takich rozmów tego nieszczęśliwego chłopca, jakim Twój mąż był, współczuj mu (tylko autentycznie, a nie prześmiewczo!), ciesz się wraz z mężem, że Wasze dzieci nie muszą mieć takiego dzieciństwa jak on. Może coś pomoże...?
                    • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 17:33
                      Dziekuje bardzo to jest pomocne dla mnie przemysle to na spokojnie
                      • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 20:46
                        "Na przyklad maz ma fobie na punkcie chodzenia po schodach w domu I dziewczynki opanowaly sztuke bezszelestnego poruszania sie bo sa od razu upominane,starsza nie ma prawda miec wlasnego zdania bo godzi to w poczucie wszechwiedzy meza I awantura gotowa,byla tez problem z zapraszaniem kolezanek bo mezowi przeszkadzaja"

                        Nie, no wszysto w porzo, w porzo...

                        Nie, oczywiście żartuję. Twój mąż tyranizuje dzieci i tyle. W przeciwienstwie do wg mnie masy kobiet na tym forum nie dogadujacych się z mężami i podciagajacymi mężów pod "przemoc psychiczną", Twój mąż ma konkretny beret i konkretnie sie pewnie przy nim męczycie. Nie dziwi mnie, że jesteś wykonczona psychicznie. To jakiś melanż nadwrażliwości, czepliwości, nerwowości i niepewności. Wg mnie to nie są kwestie, co do ktorych "można się dogadać", bo to nie jest konkretny problem inter, a intra i tyle. A starsza córka jesttylko łatwym obiektem.
                        • zuzi.1 Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 21:45
                          Zgadzam sie z Paris, jak dla mnie ten facet ma cos nie tak z glowa i wymaga wizyty u specjalisty. Dogadywanie sie z takim swirem to jak orka na ugorze, tutaj by sie przydala jakas konkretna pomoc farmakologiczna, zeby wyciszyc jego wewnetrzne szurniecia. Facet takimi zachowaniami zniszczy dzieci, Nammkha ladnie opisala konsekwencje takiego traktowania u dzieci. Tutaj potrzeba terapii wstrzasowej i odizolowania sie od tego czlowieka. Autorko, zrob wszystko, zeby od niego odejsc, z takim czlowiekiem nie uda Ci sie dogadac, wiec plonne sa Twoje nadzieje na normalnosc w tym domu. Dom z szurnietym ojcem nigdy nie bedzie normalny. Szkoda dzieci, ta sytuacja je okalecza psychicznie na cale zycie.
                    • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 18:12
                      Najrozsądniejszy post w tym wątku (czytam od góry:)).
                      Też podejrzewam zazdrość. O to, że dzieci mają większy luz, że mogą wyrażać własne zdanie, że nie muszą być bezwzględnie posłuszne, że mają mniej obowiązków. O rrany, znam to. Byłam starszą siostrą...
                      • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 18:14
                        To było o wypowiedzi Marsylvik.
                      • iskierka3 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:12
                        Ale pade, co za roznica DLA DZIECKA czy biedny ojczym jest zazdrosny czy co tez tam przezywa? Zadna. I jesli sie na dziecku wyzywa i zle je traktuje, obowiazkiem matki jest bronic dziecka a nie kwilic nad mezem i jego dziecinstwem. Moge sie pochylic, moge wspolczuc, moge wiele zrozumiec - ale nie kilkuletniego krzywdzenia dziecka kiedy dorosla osoba sobie "przepracowuje". Nie zmieniajac zachowan.
                        • iskierka3 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:15
                          Bo w tym co postulujecie widze wielka empatie i morze zrozumienia dla obu osob doroslych. Dla dziecka nie widze wcale. A to ono jest ofiara.
                          • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:43
                            Ja o dziecku nic nie piszę, bo Nakhma pięknie to opisała. Po co mam się powtarzać?
                            Jednocześnie wiem, że łatwo napisać: przepracuj, zmień się etc. A to jest cholernie trudne!
                            I jeśli facet nad sobą pracował i już wiele rzeczy zmienił (wg autorki), tzn, że jest reformowalny, ale to niestety trwa. Nie da się zmienić od dzisiaj, bo tak się postanowiło. To jest niemożliwe.
                            Zastanawia mnie tylko, dlaczego autorka czuje się odpowiedzialna za zachowanie męża. Szuka sposobów jak go zmienić, jak mu wytłumaczyć. Chyba trzeba podejść do problemu z innej strony. Warto by było pójść na wspólną terapię.
                            • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:13
                              Pade, czy trzeba przepracowywać cokolwiek, by być elementarnie przyzwoitym? Nie ma granicy?
                              • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:21
                                Tak, DDA musi zwykle przepracować.
                                Polecam:
                                www.swiatproblemow.pl/2014_07_1.html

                                Dorosłe dziecko musi dorosnąć do swojej roli. Wiek czy przyzwoitość nie ma nic do rzeczy jeśli wzorce są poważnie zaburzone.
                        • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:45
                          I jeszcze jedno. Kiedy ojczym sobie uświadomi z czego może wynikać jego zachowanie, dużo łatwiej będzie mu się zmienić. Jeśli będzie tego chciał, oczywiście.
                          • zuzi.1 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:28
                            Ale dla dobra dziecka to juz bedzie za pozno, dziecko przetresowane jak zwierzatko, bedzie sie potem w zyciu kulilo i balo wlasnego cienia. Nie rozumiem tej niemoznosci zrobienia z tym porzadku, tego dawania szans w nieskonczonosc. Autorka popelnila blad, ze weszla w ten zwiazek, przy takim traktowaniu swojego biologicznego dziecka, ale ten blad jest naprawialny i nie warto w nim trwac. TEN FACET JEST FELERNY I NIE NADAJE SIE NA OJCA BIOLOGICZNEGO DZIECKA AUTORKI.
                            • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:38
                              Czyli radzisz rozwieść się i pozbawić córkę drugiego ojca?
                              • zuzi.1 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 22:41
                                Radze sprobowac postawic skutecznie meza do pionu i wymoc na nim prawidlowe zachowania w stosunku do dziecka/ dzieci POD GROZBA ROZWODU. I recze Ci autorko watku, ze im bedziesz bardziej konsekwentna, stanowcza i z zelaza, tym szybciej maz zacznie liczyc sie z Twoim zdaniem i przestanie narzucac swoje chore metody rodem z jego domu rodzinnego. Ale tego sie nie da zrobic poprzez delikatne prosby, a poprzez silne i wyrazne zadania. A gdy i to nie pomoze, to lepiej sie rozstac z mezem. Nie moze tak byc, ze ktos w tej rodzinie jest krzywdzony, bo ktos inny w tym czasie przepracowuje swoje problemy w nieskonczonosc...
                        • zuzi.1 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:57
                          Zgadzam sie w pelni z postem Iskierki z 20.12. Mysle, ze autorka nie bardzo zdaje sobie sprawe z tego, jakie konsekwencje takiego traktowania poniesie jej corka w przyszlosci. Autorka ze swojej strony robi wszystko co potrafi, a efekty w postaci zmiany zachowan meza sa niewielkie, jedne rozwiazane problemy sa zastepowane kolejnymi. Ja bym sie zastanowila poeaznie nad tym, czy ten czlowiek nie robi tego celowo i z premedytacja, z uwagi na wredny charakter. I jeszcze pytanie do autorki, CZY JESTES OD NIEGO FINANSOWO ZALEZNA W PELNI. i dlatego boisz sie zrobic z ta sytuacja porzadek, tj. opieprzyc faceta i pod grozba rozwodu wymoc na nim nie krzywdzenie Twojej corki.A jezeli dalej sytuacja bedzie wygladala tak, jak wyglada obecnie, TO NALEZY SIE ROZSTAC.
    • nammkha Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 20:47
      Cytując Ciebie:

      "jest dla niej bardzo surowy" - bo był tak traktowany,
      "On uwaza, że (córki) mnie "klamią i wykorzystują" - bo sam kłamie i wykorzystuje
      "wyglasza monolog jak to ona udaje I klamie" - kiedy jest chora - podejrzewa ją o to co sam robi/ł
      "Muszą obowiazywac sztywne I nienaruszalne zasady" - bo to on ma zawsze rację,
      "On jej cos pozwolil- ona umowila sie z kolezankami wtedy maz zmienil zdanie,bo bylo wg niego zbyt pozno" - jest niesłowny, a uczucia córki nie są dla niego istotne, więc się nimi nie przejmuje,
      "Potrafi nazwac leniem albo powiedziec"zamknij sie" kiedy ona cos spiewa albo halasuje" - typowe oznaki wyżywania się na słabrzej osobie - rozładowywanie swojej frustracji,
      "duzo ja krytykuje" - ponieważ nie akceptuje samego siebie
      "dziewczynki opanowaly sztuke bezszelestnego poruszania sie bo sa od razu upominane" - to już jest terror
      "starsza nie ma prawda miec wlasnego zdania bo godzi to w poczucie wszechwiedzy meza" - tak, ponieważ to on wie najlepiej a dzieci i ryby głosu nie mają
      "problem z zapraszaniem kolezanek bo mezowi przeszkadzaja" - bo tylko on ma prawo czuć się w domu dobrze
      "maz w atmosferze swoich wrzaskow kazal starszej realizowac swoj plan sprzatania" - bo on decyduje o tym kiedy i jak się sprząta i może to wymuszać poprzez wrzaski i awanturę.

      Powiem Ci na kogo wyrośnie/wyrosną Twoje córki. Na osoby, które nie okazują, że mają swoje zdanie, prawdopodobnie będą szukały takich facetów, którzy będą im rozkazywać. Być może same nie będą wiedziały co czują, kim są, co lubią robić - ponieważ w dzieciństwie zamiast uczyć się rozpoznawać swoje emocje i je nazywać, muszą wiele czasu i energii poświęcać na to aby rozpoznawać emocje swojego taty - (Co mam zrobić żeby nie krzyczał? Czy jest w dobrym czy w złym nastroju? Czy idę po tych schodach wystarczająco cicho?)

      Będą surowe dla samych siebie, nie będą potrafiły znaleść zadowolenia w zwykłych rzeczach i będą dążyły do perfekcji (aby zadowolić wewnętrznego surowego tatę), ale nawet jak ją osiągną, to albo tego nie docenią, albo i tak nie będą zadowolone...

      Będą lgnąć do ludzi, których ich emocje nie będą interesowały, aby odtworzyć relację z tatą.

      Prawdopodobnie nie nauczą się tego jak rozładowywać własną frustrację i być może same będą się na kimś wyżywać.

      Nie będą akceptować siebie samych.

      Będą wymuszać na innych poprzez wrzaski i awantury, ponieważ nie nauczą się rozwiązywać sytuacji konfliktowych w inny sposób.

      To tyle ode mnie. Jeśli ktoś jeszcze chciałby napisać, że zachowanie męża jest normalne to jestem zdziwiona, ponieważ wychowywanie dzieci polega na tym, aby wypuścić je w świat tak ukształtowane aby: wierzyły w siebie, wiedziały jakie są, czego chcą, nauczyć rozwiązywania konfliktów, itp. itd.
      • verdana Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 21:17
        Zachowanie męża może i jest normalne, ale wstrętne. Ja jednak uwazam, zę skoro trwa wiele lat, córka cały czas jest pokrzywdzona, to naprawdę, winni są już oboje rodzice.
        • marsylvik Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 21:47
          verdana napisała:

          > to naprawdę, winni są już oboje rodzice.

          Aż się prosisz, żebym w tym miejscu zacytowała samą siebie sprzed paru godzin ;P

          A tu masz grupę zwykłych ludzi (często inteligentnych, ale jednak nie psychologów), każda ze swoimi własnymi doświadczeniami, w sporej części nastawioną na rozsądzenie "czyja to wina" zamiast na rozwiązanie problemu.
          • verdana Re: czy zwariowalam? 15.03.15, 22:29
            Rozwiązaniem problemu byłoby powiedzieć facetowi, ze szykanowanie córki skończy sie rozstaniem. A nie przez lata narażać córkę na życie w domu, gdzie jest terroryzowana przez ojczyma. Mając nadzieję, ze któregoś dnia ojczym zrozumie. Tylko dziecko to dziecko - nikt dzieciństwa mu nie zwróci.
            W tym wypadku częściowym rozwiązaniem problemu jest zrozumienie,że nie tylko mąż jest winien, że córka jest źle traktowana.
            • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 07:49
              Verdana,moj maz doskpnale rozumie schematy ze swojego dziecinstwa i bardzo tego zaluje.Od kilku lat solidnie nad soba pracuje ale fakt ma dzien ze niedospany czy zmeczony i sie wlacza Mr Hyde.Napisalam na forum bo troche sama zaczelam sie gubic co norma a co jeszcze wykracza poza norme.Moj maz wie ze jak zmiany nie beda postepowac to sie rozwiedziemy.Fakt nie wyglada to krysztalowo co pisze i fakt JA KONTROLUJE cala opieke nad dziecmi i PATRZE mezowi CALY CZAS " na lapy"Rozmawa z wami duzo mi dala i widze ze jeszcze dlugo mojej warty nie odpuszcze.I nie jestem typem kobiety wybierajacej faceta zamiast dzieci po prostu w pewnych sytuacjach powodowanych przez meza mam szanse zareagowac dopiero po a nie przed.Moze powinnam sie rozwiesc przedtem moze powinnam byla cos zrobic innaczej ale jak juz podkreslilam dziewczynki maja bardzo dobry kontakt z ojcem i dla obu to jest tata.
              • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 09:32
                To skoro wg Ciebie mąż intensywnie nad sobą pracuje od kilku lat, to pomóż dopracowac mu szczegóły. Ja bym dzisiaj zaczęła od tego, że jasno powiedziała, że dzieci będą chodziły po schodach NORMALNIE, nie będą się dematerializować, a te odruchy jak u psa Pawlowa i zalęknienie, to bym przy mężu dzieciom zaczęła wypelaniać chodząć z nimi po schodach w szpilkach czy drewniakach po kilka razy dziennie, żeby mąż załapał, że dzieci nie będa się teleportowac z parteru na piętro. Jak pracuje nad sobą intensywnie, to na pewno łatwo to zrozumie, bo to rozumieja roczniaki.
                Podobnie zawsze brałabym stronę córki w rozmowach na temat tego, kto coś wie lepiej.
              • verdana Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 09:45
                "Maz ma problemy z akceptacja mojej pierwszej corki,jest dla niej bardzo surowy,ona ucieka w komputer od niego(tak ja uwazam),poprzez swoje nastawienie do niej, mysle ze popsul relacje miedzy nia a mlodsza-duzo jest pomiedzy nimi awantur i zazdrosci i zlosci ze strony starszej."
                Innymi słowy, maż pracuje nad soba, ale nie zmienia to faktu, że zepsuł stosunki między dziećmi, starsza córka od niego ucieka. Czy też ma bardzo dobry kontakt z ojcem i jest to dla niej tata- a wiec od niego nie ucieka?
                Albo--albo.
                • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 09:57
                  Jeszcze chciałam się odnieść do postów Marsylwik i jej "nie ważne kto ma racje, ważne, żeby się dogadać". Jest to piękne, ale nie w odniesieniu do praw podstawowych, a spornych kwestii miedzymałżenskich (wakacje nadmorzem, czy wgórach, sprzątamy w piatki czy poniedziałki, etc.). Podobnie wątpię w piękne zamiary bycia terapeuta męża i - nie wiem, czy to odpowiednio terapeutyczne tu słowo- "kontenerowanie" jego uczuć, zazdrości o dzieci czy czegokolwiek.
                  Córkom przy schodach nakleić kartkę "Mam prawo tu iść" i puszczać Dezyderatę męzowi trzy razy dziennie przez tydzien, tam idzie cos jak "mm prawo być tutaj, nie mniej niż...". Nie dać się tak zastraszać!
                  • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 10:14
                    Jesli chodzi o rady sa bardzo praktyczne, czasami sie lapie na tym ze za duzo usiluje mu tlumaczyc a za malo praktycznie dzialac,jest to ciezka sytuacja dla mnie,nie jestem psychologiem,gubie sie czasami i robie bledy ale jestem bardzo zadowolona ze niektore z was na spokojnie pozwolily mi zrewidowac pewne rzeczy
                  • marsylvik Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:02
                    paris-texas-warsaw napisała:

                    > Jeszcze chciałam się odnieść do postów Marsylwik i jej "nie ważne kto ma racje,
                    > ważne, żeby się dogadać".

                    Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek tak napisała.
                    • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:07
                      To było streszczenie do:
                      "A tu masz grupę zwykłych ludzi (często inteligentnych, ale jednak nie psychologów), każda ze swoimi własnymi doświadczeniami, w sporej części nastawioną na rozsądzenie "czyja to wina" zamiast na rozwiązanie problemu."
                      Teraz czytam uważnie, że można to i inaczej odczytywac. Niech to wiec bedzie potraktowane, jako nie odniesienie do wypowiedzi Marsylvik, tylko ogólnie do kwestii rozwiązywania tego typu problemów.
                      • marsylvik Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:45
                        W życiu bym nie pomyślała, że tak to można zrozumieć :P
                • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 10:10
                  Verdanko mam wrazenie ze jestes bardziej sfrustrowana zyciem niz ja-to kopanie nie daje ani tobie nic dobrego ani mi
                  • verdana Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 11:23
                    I o to chodzi, abyś zrozumiała, że nie Ty masz problem i nie Ty jesteś tu najważniejsza, ani nawet nie Twoje dobre samopoczucie. Chodzi o córkę. Mam takie wrażenie, ze najważniejsze dla Ciebie jest, ze po latach jesteś już zmęczona tym, zę maż córkę traktuje gorzej, że skłócił dzieci, ze jest dla nich za surowy. I rozpatrujesz problem - jak sobie z tym poradzić? Tymczasem córka od lat musi to znosić, a Ty czekasz, aż mąż zacznie zachowywać sie lepiej. Córce to raczej w niczym nie pomoże.
                    • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 11:40
                      A co uwazasz,Verdano,ze by pomoglo?
                      • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 11:51
                        Odpowiem za ciebie- wehilkul czasu-abym mogla sie cofnac w przeszlosc i poprawic rzeczy ktore zrobilam zle
                        • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 12:13
                          A i jescze jedno, Verdano, jest wiele matek DDA wychowuja sobie dzieciaczki w nieswiadomosci a potem nagle chlast i dowiaduja sie a tym calym DDA i o tym ze schematy przenosza do domu wlasnego,Zaczynaja prace na soba i zmudnie malymi krokami ida do przodu i POPELNIAJA BLEDY,duzo bledow...cofaja sie bladza a potem znowu probuja do przodu.Idac twoim tokiem myslenia 70 procent polskiego spoleczenstwa powinno miec dzieci poodbierane.No sorry ale kto sie ta horda dzieci zajmie??Nie chce sie wybielac ale sprawy czasami nie sa takie oczywiste i czarno-biale.To chyba tyle.Wszystkim dziewczynom bardzo dziekuje ipozdrawiam
                          • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 13:30
                            > jest wiele matek DDA wychowuja sobie dzieciaczki w nieswiadomosci

                            W nieświadomości? A instynkt? Co jest w nich ZEPSUTEGO, że instynkt u nich nie działa prawidłowo?

                            > zmudnie malymi krokami ida do przodu i POPELNIAJA BLEDY

                            To nie są błędy. To coś znaczenie gorszego. To odebranie dziecku podstawowego bezpieczeństwa i skazywanie go na takie coś przez wiele lat.
                            • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 13:49
                              Vilez rozumiem twoje oburzenie i powiem ci ,ze tez kiedys tak ocenialam te kobiety ale poczytalam sobie troche wypowiedzi ze strony ich- DDA i to czasami sa naprawde dzielni ludzie walczacy o normalnosc,swiadomi swoich bledow i zrospaczeni ze im nie zawsze wychodzi
                              • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:17
                                Rozpacz rodzica nie wynagrodzi dzieciom krzywd. Tutaj trzeba działać. Konkretnie.
                          • verdana Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 19:40
                            Innymi słowy - widze, ze moje dziecko jest źle traktowane, ale mam na to usprawiedliwienie. Bo najważniejsze jest usprawiedliwienie - nie dziecko. Bylebym ja nie była niczemu winna. Ech...
                            Nie, mylisz się, nie jest tak, że 70% społeczeństwa źle traktuje dzieci. Nagle jakoś zaczęłaś jednak uważać, że to jest normalne i ze nie ma się co męża czepiać?
                        • alpepe Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 12:19
                          Ucięcie jak nożem, teraz, już. Dziecko ma nadzieję, że kiedyś się to skończy, niech się skończy natychmiast.
                          Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka.
                          Mojej matce kiedyś wytknęłam, że kiedy myślała o rozwodzie i podzieliła się ze mną tą myślą, to potem całymi latami miałam nadzieję, że wreszcie się rozwiedzie, bo nie mogłam znieść tych ciągłych kłótni w rodzinie.
                          I wiesz, co moja matka mi powiedziała? Że to były kłótnie o dzieci, czyli o nas. Że ona ojca pouczała, by nie był surowy i takie tam gadanie.
                          I teraz ty zachowujesz się toczka w toczkę jak moja mama. Za dziesięć lat powiesz córce, że przecież się wykłócałaś o nią z jej ojczymem. Tyle że to jest nieważne.
                          NIEWAŻNE.
                          Ja jestem przed czterdziestką, przepracowałam sobie pewne rzeczy, sama staram się być inna dla swoich córek, zresztą wybrałam im na ojca człowieka o innej konstrukcji psychicznej niż mój ojciec, więc takich sytuacji nie ma, ale z perspektywy czasu uważam, że co to w ogóle za tłumaczenie się przed dzieckiem: przecież się o was wykłócałam, bo ja z ojcem nie mieliśmy innych powodów do kłótni. W jednym zdaniu samousprawiedliwienie i obwinienie dziecka o problem. Jak można obwiniać dziecko?!
    • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 13:24
      Nie byłabym z mężczyzną, który tak traktuje moje dziecko. Dlaczego z nim jesteś? Dlaczego się godzisz na złe traktowanie córki?
      Twoja córka nie może swobodnie się czuć w SWOIM rodzinnym domu. Nie może swobodnie przyprowadzać znajomych, nie może sprzątać po swojemu, musi znosić upokorzenie wynikające z niesprawiedliwego traktowania obu dziewczyn. Dlaczego jej to robisz? Dlaczego nie ustawiłaś faceta do pionu przy jego PIERWSZEJ chamskiej akcji?
      Miałam ojczyma, i moje dzieci mają ojczyma. Nigdy moja mama ani ja nie pozwoliłybyśmy tak traktować naszych dzieci, jak TY pozwoliłaś i pozwalasz. Pewnych rzeczy się nawet nie negocjuje- to są elementarne zasady traktowania dzieci, zwłaszcza zaś- cudzych, gdzie potrzebna jest SZCZEGÓLNA delikatność i takt: większe, a nie- mniejsze, niż względem własnych dzieci.
      Nie wiem, dlaczego nie ma w Tobie zdrowej granicy w odniesieniu do niego i dzieci. Dlaczego nie przestałaś go kochać, skoro on to robi Twojemu dziecku? Myślałaś kiedyś o tym? Gdzie jest problem w Tobie, że go nie pogoniłaś?
      • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:08
        A co to zmien, analiza tego co bylo,chyba wazniejsze jest przyjrzec sie co jest i co mozna zrobic
        • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:14
          A to, że zrozumiesz mechanizmy i uwarunkowania- te ogólne, i te szczególne, tu: Twoje własne. Bez tego za chwilę wpadniesz w to samo.
          Odpowiesz na postawione pytania? Spróbuj.
          • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:33
            Wydaje mi sie ze celem niektorych z was jest przekonanie mnie ze powinnam te ostateczna granice (rozwod)postawic.Wydaje mi sie rowniez ze w wypowiedziach moich widac ze rozwazam taka mozliwosc i na spokojnie robie juz bilans zyskow i strat i zastanawiam sie czy warto jeszcze ten ostatni raz zaufac.Nie podejme tej decyzji po konsultacji z forumowiczami bo byloba to chyba jakas niepoczytalnosc z mojej strony.Sygnaly od was cos mi daly ale jak jedna z was stwierdzila forum to forum i prawda forumowa moze ZNACZNIE sie roznic od rzeczywistej.Chcialam tylko jakiegos feedbacku z obiektywnej strony.
            • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:37
              Zapytałam, dlaczego tak długo z nim była mimo tego, co robił Twojej córce. Wiesz już? To bardzo ważne, byś wiedziała. Musisz rozpoznać siebie.
              Alpepe Ci dobrze napisała: "Ucięcie jak nożem, teraz, już." Niekoniecznie od razu rozwodowe. Jest rozstanie, jest separacja na czas TERAPII.
              • iskierka3 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:55
                Zgadzam sie. Facet moze pracowac nad soba i to moze trwac, prosze uprzejmie. Z daleka od dzieci. Jestem bardzo tolerancyjna na wszelkie jazdy, ale takie traktowanie dziecka wyklucza wspolne mieszkanie. Stary chlop sie ze soba bedzie cackal latami a dziecko ma cierpiec? Niech pracuje, mieszkajac oddzielnie a jak mu sie poprawi, niech wraca.
                • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:57
                  Matki z podobnymi problemami pracuja nad soba wychowujac dzieci i nikt nie oczekuje od nich ze je zostawia na czas terapii
                  • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 14:59
                    Czy to sa jakies zalecenie poparte wiedza psychologiczna?czy to tylko wasza prywatna opinia?
                    • iskierka3 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 15:09
                      Nie jestem psychologiem i to jest moja opinia. Wiem jedno - gdybym byla w sytuacji, ze mam dziecko i wchodze w nowy zwiazek, stosunek faceta do mojego dziecka bylby kwestia kluczowa. Gdybym miala zastrzezenia albo gdybym zauwazyla, ze zle dziecko traktuje - koniec i nie ma gadania. Z ewentualnym wyjsciem - gdyby mial jakies deficyty i CHCIAL nad nimi pracowac, moglby wrocic po terapii. Nigdy w zyciu nie zgodzilabym sie, zeby chlop "pracowal nad soba" a dziecko przez caly ten czas byloby pokrzywdzone. Dla chlopa np 5 lat to spoko a dla dziecka kawal dziecinstwa nie do nadrobienia.
                      Matka to inna sytuacja - jesli widzi, ze cos jest nie tak w jej podejsciu do dziecka to juz i tak dobrze i przeciez nie ma gdzie oddawac dziecka na czas terapii. Nie sadze by Twoj maz sam z siebie uznawal, ze traktuje dziewczynke zle i zeby jego chec terapii ( w ktorej zreszta chyba i tak nie jest) byla motywowana troska o nia. Raczej ulega Twojemu gadaniu.
                      • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 15:18
                        Nie zgadzam sie z twoja opinia,z dostepnej mi wiedzy matki DDA maja taki sam wglad we wlasne obciazenia jak moj maz,gloryfikujesz tu troche kobiety a to co obserwuje u naszych MATEK POLEK wola o pomste do nieba.Zestawu takich wrednych franc jak POlsie matki to prozno po swiecie szukac
                        • iskierka3 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 15:32
                          Nie zauwazylam gloryfikowania, uwazam, ze jesli jeden rodzic krzywdzi dziecko, obowiazkiem drugiego jest reagowac. Jesli matka wyraznie krzywdzi psychicznie lub fizycznie, zareagowac powinien ojciec. Co Twoj maz widzi, jego rzecz ale zachowuje sie karygodnie. Co Twojej corce z tego, co on widzi jesli nie zmienia zachowania?
                          Poza tym , jesli chcesz opinii psychologa idzicie na terapie lub zapytaj psychologa on line prywatnie. Zadalas pytanie na otwarttym forum wiec wypowiadaja sie osoby, ktore je czytaja. Nie musisz sie zgadzac.
                        • ola_dom Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 15:35
                          ekimmu78 napisała:

                          > to co obserwuje u naszych MATEK POLEK wola o pomste do nieba.

                          o tak.... Przyszłaś nam się tutaj pokazać jako dowód?
                        • marsylvik Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 16:46
                          No i dałaś się sprowokować...
                  • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 15:07
                    Owszem, ale on nie jest ojcem Twojej córki i doprawdy nie musi korzystać z prawa kontaktu z dzieckiem, skoro robi mu krzywdę. A Ty to teraz tak stawiasz, jakby- musiał.
                    Odpowiedzialność leży na Tobie. Bo jesteś rodzicem., On nie. Masz wybór, Twoja córka- nie.

                    To jest moja prywatna opinia, poparta życiowym doświadczeniem.
      • zuzi.1 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:41
        Zgadzam sie z postem Vilez z 13.24.
    • nammkha Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 16:20
      Verdano, Vilez - wasza strategia prowadzi tylko do tego, że ekimmu zaczyna się bronić.
      Pomoc osobie takiej jak ekimmu nie może polegać na dodatkowym osłabieniu jej poprzez wpędzanie jej w poczucie winy. Pomoc takiej osobie polegać powinna na wzmocnieniu jej na tyle aby miała siłę przeciwstawiać się osobie, która krzywdzi. Silna matka to szczęśliwe dzieci. Słaba matka to dzieci zalęknione i nieszczęśliwe. Jeśli osłabiacie ekimmu to działacie na niekorzyść dzieci...
      • asis09 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 16:45
        Też tak sądzę. Forum atakuje, zamiast pomóc.
        To troche podobnie jak ten ojciec - on też atakuje
        przysposobioną córkę, i jak ma wzrosnąć jej poczucie wartości???
        • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 16:53
          i jak ma wzrosnąć jej poczucie wartości???

          To ja pomogę w sprawie poczucia wartości:)
          Jak się troche forum poczyta, to się zobaczy, że jest tu wielu specjalistów, wysokiej klasy of kors, każdy terapeutyzuje w swoim nurcie, naukowo zaczęlismy już te nurty nazywać paradygmatami. Prowadzimy działaność terapeutyczna i naukową, są specjaliści od doktorów wzwyż:) Jak Enim popisze z trzy dni, to tez zrobi tu habilitację z psychologii, objedzie Verdanę i Vilez:) A na razie trzeba wszystko mnożyć razy 2 i dzielić przez 10:)
          • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 17:59
            No cóż, za mną stoi dobre doświadczenie. Potęga, co by nie mówić.
            Ale korzystać nie trzeba, ostatecznie każden jeden wolny jest - nawet do unieszczęśliwiania własnego dziecka. A pytać wolno. JaK widać, pytania są celne.
        • marsylvik Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 16:56
          Nie forum, tylko konkretne osoby na forum. Wcale nie tak dużo, ze dwie-trzy. Tylko piszą dużo.

          Mnie też to przypomina tego opisywanego ojca. On też zapewne działa w dobrej wierze i też u siebie agresji nie widzi, a jak już nie da się jej nie widzieć, bo ktoś palcem pokaże to uzna, że twarde podejście/mówienie prosto z mostu/mówienie jak jest/dosadność są uzasadnione. Gdzieś tu już czytałam wyjaśnienia tego typu, jak to było...? Nie wiem, czy na oślą nie poszło... Aha! Akcja-reakcja, dobrze pamiętam?
          • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 18:01
            Projekcja- Twoja. Ani Verdana ani ja nie jesteśmy DDA.
            • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 18:46
              No właśnie. I może dlatego trudno Wam zrozumieć, że DDA ma inny sposób myślenia, inne wzorce, niż Wy.
              Przypieranie do ściany, jak doświadczenie forumowe pokazuje, nie jest skuteczne. Może warto spróbować innych metod?
              • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:20
                Rozumiemy. To nie jest trudne do zrozumienia. Rozumiemy także występujące po drugiej stronie mechanizmy oporu (jak w uzależnieniach), i nie dajemy się na nie nabierać.
                Pytanie nie jest przypieraniem. Wystarczy odpowiedzieć. Albo choć spróbować. Opór wobec pytania jest diagnostyczny.
                • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:37
                  I skończy się jak w wielu przypadkach. "Diagnozowany" zamilknie na forum, a w realu będzie robił po staremu.

                  ps. ja tam nie wiem, czy faktycznie łatwo zrozumieć DDA, jesli samemu nie miało się uzależnionych rodziców
                  • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:17
                    I tak będzie robił po swojemu, bo tutaj szuka usprawiedliwienia dla swojego postępowania.
                    • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:30
                      Ja widzę co innego. Widzę, że autorka się miota, nie wie już co jest normalne, a co nie, co właściwe, a co nie. Szarpie się z mężem, walczy o dziecko, ale czasami wątpi. I w chwili zwątpienia pisze na forum.
                      Nie ma ludzi, którzy zawsze właściwie postępują ze swoimi dziećmi. Nawet Verdana przyznawała się nie raz jakie błędy popełniła przy wychowywaniu np. starszego syna. Jesteśmy ludźmi, popełniamy błędy, wątpimy, to normalne.
                      Nie usprawiedliwiam zachowania męża autorki. Trzeba pokazać, że jest naganne, owszem. Ale obwinianie, atakowanie nie jest, wg mnie, metodą prowadzącą do jakiejkolwiek zmiany.
                      • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 22:38
                        Ile lat jeszcze będzie się szarpać? I zmieniać zdanie? Wersje?
                        Błędy a pozwalanie na systematyczną, wieloletnią przemoc psychiczną względem to niebo a ziemia.
                        Nie utwierdzaj jej w tym rzekomym szarpaniu się. To jest zrzucanie z barków problemu- na dziecko, zamiast ROZWIĄZYWANIA problemu.
              • zuzi.1 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:49
                Pade, ale warto by bylo, aby to osoba ze zdrowszym wzorcem narzucila DDA swoj wzorzec, a nie poddawala sie chorym wzorcom, kasajac DDA po nogach i dyskutujac z nim malo skutecznie. To tak jakby autorka oddawala prowadzenie wlasnego samochodu pijanemu kierowcy i probowala przytrzymywac mu kierownice. Chore to jest po prostu. Nie wolno oddawac kontroli nad zyciem rodzinnym osobie z chorymi, zaburzonymi wzorcami i do niej sie dostosowywac, walczac o strzepy normalnosci, to jest niefobre podejscie. To autorka powinna narzucic DDA swoj zdrowy wzorzec, a gdy sie nie da, to rozejsc sie i nie trwac w tym balaganie.
                • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:52
                  Wg mnie oboje nie mają dobrych wzorców.
                  • zuzi.1 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:59
                    To prawda, ale w kwestii podejscia do dzieci uwazam, ze autorka ma zdrowszy wzorzec od meza i tak tez napisalam. Autorko kazda matka ze zdrowym wzorcem za TAKIE zachowania meza w stosunku do dzieci ' wydrapalaby mu oczy' i rozstala sie z nim. Ty go probujesz reanimowac i leczyc, a jego zdrowienie idzie jak po grudzie.
                    • zuzi.1 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 22:12
                      W normalnych domach nie ustala sie specjalnych zasad chodzenia po schodach, bo nie ma takiej potrzeby. Kazdy chodzi po schodach tak jak uwaza za sluszne. A skoro ojciec pan i wladca ma nadwrazliwosc sluchowa to zaproponuj mu korki do uszu, dostepne za grosze w kazdej aptece. I nie tlumacz go tak bardzo tym DDA, bo Cie to strasznie oslabia i nie dostrzegasz tego co jest istotne i wazne, ON WAS TYRANIZUJE i nie wynika to z DDA, ale z paskudnych cech jego charakteru.
      • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 16:55
        Nammkho, Ekimmu musi się skonfrontować z twardym podłożem, inaczej wiecznie będzie się usprawiedliwiać i szukać wymówek (że inne matki także, albo że gorsze itp). To jest wypierania i racjonalizacja. Tego się nie przebija na "łagodno".
        Czasu miała dość. Przecież to są lata, a nie- nowa sytuacja.
        Na odpowiedź czeka pytanie: co nią powodowało, że znosiła to, co znosiła (krzywdzenie córki). Musi się tego dowiedzieć. Nie dziwi Cię brak próby odpowiedzi?
        Tak to widzę.
        • slomiany.wdowiec Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 18:26
          Drogie panie i waleczne Walkirie. Nie możecie pojąć takiej prostej sprawy. Kobieta rodzi "własne dziecko" Facet tylko je wychowuje. Gdy w rodzinie trafi się przypadek że facet bierze sobie kobietę z przychówkiem traktuje ją jak żonę. Przychówek natomiast otacza opieką materialną. Jest dla niego "dobry" ale nie czuły. Prawdopodobnie dziecko nosi nazwisko biologicznego ojca. Sądownie nie ma na pewno przeprowadzonej "adopcji" przez drugiego małżonka.
          To są sprawy naprawdę istotne i konkretne dla faceta. On tylko się opiekuje. On nie jest formalnie ojcem.
          Czytam tu piękne wpisy pań które sugerują wypędzenie faceta za drzwi, a wpuścić go jak będzie tulił do serca z czułością nie swoje dziecko.
          No i jak tu zrobić żeby wilk był syty i owca cała ?
          Ktoś tu wspaniale napisał że takie "doradztwo psychologiczne rodem z Pcimia Dolnego" zakrawa na kpiny. Jak ktoś z takimi prymitywnymi poglądami może udzielać się na forum.

          Przestawcie role. MĄŻ MA DZIECKO Z POPRZEDNIEGO ZWIĄZKU, KTÓRE WYCHOWUJE.
          Kobieta rodzi nowego potomka. Czy przysposobionego "bachora" będzie kochać tak jak SWOJEGO MALUSZKA ?
          Zacznijcie sobie przypominać bajkę o "KOPCIUSZKU" Niby to tylko bajka ale jakże z życia wzięta. Radzę zastanowić się zarówno wypisującym tu bzdury, a w szczególności autorce. Bo temat jest naprawdę trudny do przełknięcia. Zarówno dla męża autorki jak i dla niej samej.
          Widzę tu raczej pracę dla mamy niż dla psychoterapeuty. To od niej zależy czy on da się "uprosić na zmianę swojego stosunku do "przysposobionego dziecka"
          TAK. Ona musi go poprosić żeby zrobił to dla niej w pierwszej kolejności, potem dla dziecka, a na końcu dla siebie. Dziecko gdy poczuje więcej oparcia u przyszywanego tatusia zmieni swoje patrzenie na świat i ludzi. Już poprzedni tatuś i mamusia dosyć mu wyrządzili krzywdy swoim rozwodem. To jest właśnie ten szczególny element gdy przy rozwodzie dochodzi egoizm do głosu, a nie próba ułożenia relacji aby żyć w zgodzie i razem.

          To jest element o którym wszystkie dobre radczynie zapominają.
          • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 19:23
            Dzieki slomiany wdowcu
            • verdana Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 19:45
              Innymi słowy - kobieta z dzieckiem wychodząc drugi raz za mąż godzi sie na gorsze traktowanie swojego dziecka. Dziecko w tym układzie zaczyna być najwyraźniej zbędne w kolejnym małżeństwie, gdzie partner - oczywiście - będzie kochał swoje dziecko, a pierwsze traktował jak zbędny balast.
              I kobieta sie na to godzi. Bowiem dziecko nie moze przecież niszczyć jej życia, prawda?
              • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:23
                Niesamowite, prawda? Jaka wizja ponownego związku... Albo rodzin adopcyjnych - przecież też "nie swoje" dziecko.
            • iskierka3 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:07
              Przeciez to ten troll o wielu twarzach.
            • vilez Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:26
              Tymi podziękowaniami potwierdziłaś właśnie to, o czym piszemy. Musisz PROSIĆ męża o to, by traktował przyzwoicie Twoje dziecko? To nie jest normalne, uwierz.
            • enith Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 20:39
              ekimmu78 napisała:

              > Dzieki slomiany wdowcu

              Ekimmu, czy ty uważasz, że to jest fair, jak traktowana jest przez ojczyma twoja starsza córka? Bo przytakując słomianemu na to właśnie wygląda. Wygląda na to, że twoim zdaniem z racji tego, że twój mąż nie jest ojcem biologicznym twojej starszej pociechy, ma prawo krzyczeć do niej "zamknij się!", kneblować dziewczyny opinie, wprowadzać terror chodzenia na paluszkach czy sprzątania dokładnie pod jego dyktando, zabraniać spotkań z koleżankami w waszym mieszkaniu itd. itp.
              Nikt tu nie napisał, że ojczym ma kochać pasierbicę. Nikt. Ale traktować ją po ludzku, sprawiedliwie i na równi z resztą dzieci ma zakichany obowiązek. A twoim zakichanym obowiązkiem jest to traktowanie na nim wymusić. Wymusiłaś? Udało się zachowania przemocowe męża wobec dziecka wyplenić? Nie, od lat (lat!) polegasz na tym froncie dokumentnie, a córka żyje w tym piekle, które jej zgotowaliście każdego dnia. Powiem dosadnie: twoje i męża chęci i intencje naprawy możecie wsadzić sobie wiesz gdzie. Z perspektywy twojego dziecka liczą się wyłącznie EFEKTY, tu, dziś i teraz. A jakie są efekty lat waszych starań? Córka nie może się odezwać, zaśmiać, zaśpiewać czy normalnie zejść po schodach, żeby jej ojczym nie przypomniał, gdzie jest jej miejsce. Postaw się w sytuacji swojego dziecka. Spojrzyj na jej życie i jej codzienną cichą gehennę jej oczami. Podoba ci się ten obraz? Nie? To zrób coś z tym. Masz możliwości. Twoje dziecko ich nie ma.
              • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:30
                Gnebienia,agresji i zlosci to ja wlasnie doswiadczam na tym forum ja i moj maz jestesmy kulturalnymi aniolami w porownaniu z TYM.Wyklaruje bo tym gnebieniem nawet nie dalyscie mi szansy-problem z kolezankami BYL teraz NIE ma bo go rozwiazalismy-maz sam ja wozi do kolezanek.Burczy jak siedza za dlugo i karze jej poprosic zeby wyszly ja w domu mialam znajomych bez ograniczen wiec mi to w ogle nie przeszkadza.Problem ze sprzataniem BYL,"Zamknij sie" powiedzial w ciagu 8 lat z 5 razy.Moze te schody fakt tez mnie to wkurza,surowe zasady tak,np do ilosci komputera co do minuty ja pozwalam negocjowac i pozwalam siedziec z kolezankami maz sie wkurza, bo niszczy oczy sobie corka.Kloca sie duzo i to mnie martwi ale tez moze corka widzac ze ma mnie po swojej stronie duzo do niego potrafi powiedziec lacznie z tym "jestes wredny" bo jej np komputer obcial.Efekty SA i to duze.Pisalam to po klotni z mezem i bylam wsciekla na niego.Tak jestem troche matka pozwalaczka bo u mnie w domu dzieci bardzo duzo mogly i moje corki bardzo duzo moga.Nie wiem troche to komedia pomylek wychodzi.Krytykuje maz ja jak prac domowych nie odrabia ladnie czy gorsze stopnie ma ale moze zwracam uwage bo nie mowi jej milych rzeczy.
                • pade Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:34
                  Pierwszy raz napisałaś na forum?:)
                  Nie tłumacz męża, bo jego zachowania nie są w porządku, cokolwiek byś teraz nie napisała. Przeczytaj kilka razy to, co napisała Nakhma i ochłoń.
                  • slomiany.wdowiec Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:59
                    Nie rozumiem takiego "świętego oburzenia forumowiczek. Przedstawiłem tylko możliwy wariant
                    całej sytuacji. Wcale nie mam na myśli że facet akurat tak postępuje, ale jest to jednak pewien sposób podejścia mężczyzn do dzieci żon z poprzednich związków.
                    Autorka napisała że mąż wyniósł z domu surowe traktowanie. Co nie oznacza że jest wulgarny. Moze być wymagający, ale też i sprawiedliwy.

                    A słowo proszę, przepraszam i dziękuję na pewno ułatwia, a nie utrudnia życie.
                    Gdyby, (zakładam taką opcję) Pani zwróciła się do męża ze słowami: "Proszę, zrób to dla mnie, dla nas, dla naszego dobra. Okaż jej więcej ciepła. Podaruj jej więcej uśmiechu."
                    Co złego jest w takiej formie komunikacji jeżeli to właśnie może lepiej zadziałać niż terapia.

                    Czy dlatego jestem uważany za trolla że myślę trochę szerzej i patrzę dalej niż czubek mojego nosa ?
                    To panie które podżegają do radykalnych posunięć są według mnie trollami.
                • alpepe Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 21:51
                  No, to jeszcze wykrzycz córce, że to przez nią się kłócisz z mężem. Bo tylko tego brakuje ci, biedactwo ty małe i biedne skrzywdzone przez złe ciotki z forum.
                  • slomiany.wdowiec Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 22:02
                    To nie wina dziecka, że mama rozwiodła się z jej tatą. Więc błędnie tłumaczysz całą sytuację.
                    Wina jest w rodzicach nie w dziecku. Dziecko teraz zbiera kwintesencję postępowania rodziców.
                    To rodzice powinni tak postępowa żeby dzieciom nie stawała się potem krzywda.
                    Takim podburzaniem autorki dolewacie oliwy do ognia.
                    • alpepe Re: czy zwariowalam? 16.03.15, 22:40
                      Chyba ci się trollu wątki pomyliły, bo piszesz od czapy.
                      A co do wychowywania cudzych dzieci, to w moim otoczeniu pewna kobieta poszukała dawcy spermy poza małżeństwem, bo mąż był bezpłodny. Mąż wiedział, że to kukułcze jaja, jednak wychowała synów tej kobiety z miłością godną prawdziwego ojca. Da się? Da się. Nie generalizuj wiec, że jak cudze geny, to można gnoić pasierba czy pasierbicę.
                      • slomiany.wdowiec Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 08:27
                        Alpepe, Przy takiej dużej dozie agresji na pewno nie udowodnisz swoich racji tylko pokazujesz swoje zacietrzewienie. Dorosła osoba potrafi rozmawiać i słuchać tego co mówi jego rozmówca. Dorosłą osoba potrafi też przeanalizować to co mówi drugi człowiek i zastanawia się czy czasem w tym nie ma racji.
                        Ty pokazujesz wszystkim że tylko twoje zdanie się liczy, Że tylko ty masz rację, Że tylko ty jesteś nieomylna. A ta reszta która ma odmienne zdanie to trolle i śmieci.
                        Przy takim nastawieniu jak twoje ludzie nie mają przyjaciół i w rodzinie są ciągłe kłótnie.

                        1+1 = 1. Bo jeden plus jeden to jedność. A jedność jest wtedy gdy panuje miłość.
                • zuzi.1 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 08:54
                  Autorko, wygoglaj sobie w sieci watek pt. Cechy charakteru i zachowania przemocowca i poczytaj go od dechy do dechy ( uprzedzam jest dlugi). W szczegolnosci przeczytaj czesc dot. dzieci przemocy. I jeszcze przeczytaj na wszelki wypadek polecana tam ksiazke Marie France Hirigoyen. Istnieje niestety takie ryzyko, ze maz stwarza Ci zludne nadzieje, ze pracuje nad soba, ze cos sie zmienia na lepsze itd. no bo niby cos sie zmienia, niby Twoje ogromne starania i wysilek cos tam daja, ale ryzyko glowne tego ukladu lezy w tym, ze te niby rozwiazane problemy, sa zastepowane kolejnymi problemami do rozwiazania i dalej sie musisz meczyc, zeby choc troche normalnosci bylo w tym domu. To moze byc zwykly tor przeszkod dla Ciebie i Twojej corki i wyrafinowany sposob na gnebienie Was obu, Ty sie spalasz, bo caly czas musisz walczyc z mezem i jestes tym zmeczona a corka dalej jest tresowana na rozne sposoby.I bardzo wazny jest TYTUL jaki nadalas swojemu watkowi : czy zwariowalam, z Twojego opisu sytuacji nie wynika nic, co by mialo wskazywac na to, ze zwariowalas, wynika natomiast to, ze maz od lat bardzo skutecznie robi Cie w trabe i pierze Ci efektywnie mozg. Polecam Ci watek o ktorym wspomnialam z calego serca, bo los takich rodzin jak Twoja nie jest mi obojetny. Zycze Ci, zebys znalazla droge do spokoju w swoim zyciu i w zyciu swoich dzieci. Kazda z nas jest silna, tylko ta sile trzeba czasem najpierw w sobie odnalezc, aby zaczac efektywnie dzialac.
                  • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 10:29
                    1.Do Slomianego wdowca-wypowiedz odczytalam tak-w rodzinach patchworkowych problemy i spiecia sa nie do unikniecia i nalezy nad nimi pracowac-z tym sie zgadzam jak rowniez z tym ze mialam bardzo wygorowane oczekiwania w stosunku do meza i nie przewidywalam,ze moze sobie nie radzic
                    2.Do tego doszly problemy mojego meza z DDA
                    3.Do Marsylvik ,o ile dobrze pamietam,dziekuje za informacje.Tak zapytalam sie meza o te zazdrosc i odpowiedzial,ze to najbardziej trafne spostrzezenie w ciagu ostatniego czasu i ze on ma wzorce ze na duzo rzeczy "trzeba zasluzyc"
                    4.Do w zasadzie reszty-maz jest dobrym cieplym i stabilnym rodzicem dla mlodszej corki,ona mowi o nim caly czas "moj kochany i najlepszy tatus,rosnie na zdrowa zaradna pewna siebie dziewczynke a jej asertywnosc upewnia mnie,ze proces wychowawczy jest dobry.Mam ja separowac z ojcem???
                    5.Dla mnie-maz jest wspierajacym dobrym i troskliwym czlowiekeim,unika klotni i cierpliwie wysluchuje moich monologow ale
                    6.tu podejde jeszcze raz do wytlumaczenia konceptu DDA-rozmowa z taka osoba na tematy,ktore poruszamy wyglada tak ze jego norma jest ze "kradziez jest zla" a moja norma jest ze "kradziez jest dobra" i ze musi maz zmienic postrzegania i poglady bo kradziez jest dobra i bedzie dobra dla naszej rodziny i da mu same benefity-osoby z przecietnym ilorazem inteligencji chyba zajarza...
                    7.Relacje jego ze starsza- schody,kladzie sie to cieniem na naszej relacji maz-zona.Sa problemy i usiluje dojsc czy dosc duze....
                    8.Psycholog byl bardzo entuzjastycznie nastawiny i stwierdzil,ze sobie radzimy
                    • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 10:37
                      ps 9. ton moich wypowiedzi mial by "sarkastyczno-zartobliwy"-wiele rzeczy zostalo odczytane bardzo doslownie,coz forum...
                      • vilez Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 11:12
                        > maz jest dobrym cieplym i stabilnym rodzicem dla mlodszej corki,ona mowi o nim caly czas "moj kochany i najlepszy tatus

                        i:

                        > .Relacje jego ze starsza- schody,kladzie sie to cieniem na naszej relacji maz-zona.Sa
                        > problemy i usiluje dojsc czy dosc duze

                        Jaśniej chyba nie można. Mąż skrzywia całą rodzinę- młodsza córka już się nauczyła NIE WIDZIEĆ, że jej kochany tatuś krzywdzi jej starszą siostrę. Godzisz się także na to?

                        Nie masz izolować młodszej córki od ojca, tylko męża od starszej. Masz też uświadomić OBU dziewczynom, że mąż - jako ojcie4c i ojczym- zachowuje się FATALNIE, i że nie ma zgody na takie traktowanie któregokolwiek członka rodziny: czy to rodzonej córki czy to pasierbicy. Nie ma tak, że jedno dziecko jest traktowane lepiej-0 to należy napiętnować i NAGŁOŚNIĆ. Po pierwsze: dla dobra starszej córki- by widziała, że jej krzywda nie jest Wam obojętna, po drugie: dla kręgosłupa moralnego młodszej (który już zaczyna funkcjonować nieprawidłowo).

                        • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 11:24
                          Wlasnie mialam watpliwosci jak te kwestie podejsc bo maz ma pretensje ze upominam go przy dzieciach
                          • pade Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 11:31
                            To zmień formę. Możesz powiedzieć:" każdy ma prawo do.."etc, bez pokazywania palcem czyli "a bo Ty jesteś taki..."
                            • pade Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 11:39
                              Ostatnio kupiłam książkę Miłość i logika, jak nauczyć dzieci odpowiedzialności. Lubię logikę, może dlatego mnie zainteresowała:) a dzisiaj znalazłam filmy z konferencji prowadzonej przez autora książki.
                              Może się komuś przyda:)
                              www.youtube.com/watch?v=R0_17LeXzAU
                              jest kilka części

                              A może któraś z Was zna już tę książkę?
                          • vilez Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 12:28
                            Nie znam Twojego męża, więc nie poradzę, JAK masz do niego mówić. Mogę powiedzieć, jak JA bym powiedziała, niezależnie od tego, kim on jest. Powiedziałabym najpierw na osobności frontalne NIE, bez owijania w bawełnę. Osobno porozmawiałbym z dziewczynami- OBIEMA: że widzisz, co się dzieje, i że więcej nie ma na to zgody. I że liczysz na ich wzajemną solidarność, w tym solidarność z Tobą i Twoją nieugiętą postawą wobec męża.

                            Czym Ty się cykasz? Nie potrafisz powiedzieć mu NIE? Nie odpowiadaj tu, sama sobie odpowiedz, czego się boisz? Utraty źródła utrzymania? Ewentualnego rozwodu?
                            Czemu chronisz męża, zamiast dzieci?
    • zolla78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 10:57
      Nie przesadzaj z tym tłumaczeniem postawy męża jakimiś DDA itp. Raz, to ułatwia usprawiedliwianie pewnych zachowań, a dwa, DDA to naprawdę nie jest wyjaśnienie na wszystko. Mam w rodzinie faceta, który identycznie zachowuje się wobec pasierba, tj. jakieś idiotyczne zasady zachowania dla wszystkich, a poza czepia się chłopaka i niemal wszystko i nieważne co ten powie lub zrobi odbiera negatywnie - a nic wspólnego z DDA nie ma.
      I tam też, z jednej strony facet utrzymuje pasierba, ma gesty w postaci np. zapłacenia za jego wyjazd marzeń, ale darli ze zobą koty i drą cały czas i to tak, że uwagę mu zwarcali wszyscy w rodzinie.
      Weź pod uwagę, że ludzi których deneruwją "zwykłe" rzeczy (jak np. zbyt głośne chodzenie po schodach) i tak muszą się mocno powstrzymywać pewnie przed pewną dozą agresji, przewrażliwienia w relacjach z bliskim osobami (żona, dziecko). W kontakcie z osobą obcą - a twoja córka jest dla niego obca- to jest bardziej jeszcze trudne. Gdyby zamieszkała z wami jakaś osoba trzecia też pewnie szybko złapałabyś się na tym, że wkurzają cię jakiś sposób odpowiadania albo nie albo zachowania, które ocenione obiektywnie, wcale wkurzające nie powinny być.
      Co nie znaczy, że twój mąż nie jest dorosły i powienien brać bardziej na wstrzymanie i dbać o uczucia dziecka.
      Inna kwestia jest taka, że im bardziej komuś zwraca się na coś uwagę i to słusznie, to często efekt jest odwrotny od zmierzonego w posatci wewnętrznego wnerwienia na kwestię sporną, mimo eweidentnej winy.
      Może zatem rozdziel w waszych rozmowach i kwestii "korygowania" zachowania, dwie rzeczy: kwestie merytoryczne od formy przekazu. I umów się z mężem na jakiś sygnał, po którym nie zmieniając przekazu merytorycznego do dziecka, niech chociaż "ociepli" formę. Unikniesz wtedy dyskusji bieżących co do tego czy znowu za dużo pozwalasz czy nie, a jednocześnie efekt codzienny będzie pozytywny.. Kwestie merytoryczne omawiajcie potem na spokojnie już bez dzieci.
      I przede wszystkim broń dziecka. Ten chłopak o którym piszę, zwiał z domu na jak najdaksze studia jak tylko mógł i matka go nie widuje, bo ma taką ochotę odwiedzać ojczyma. Chcesz tego dla siebie i córki?
      • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 11:06
        Rozmawialam juz kiedys z corka na ten temat-jej oczekiwania to wlasnie "ocieplenie" tych stosunkow maz stara sie cos z tym robic ale wychodzi mu jakby mial kij wiesz gdzie
        • marsylvik Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 12:14
          To niech się mąż zainteresuje podstawami komunikacji: asertywnością i komunikatem "ja".

          Asertywność to postawa nieuległa, nieagresywna i niemanipulacyjna - coś, czego jak najbardziej powinien się nauczyć ktoś, kto ma problem ze zbyt agresywnym mówieniem.

          Komunikat "ja" polega na mówieniu o swoich uczuciach w związku z jakimś zachowaniem innej osoby, zamiast na ocenianiu tej osoby. Składa się z nazwanie swojego uczucia, opisu sytuacji która to uczucie wzbudziła i własnym oczekiwaniu. Bardzo ważna w nim jest kolejność, powinno to wyglądać mniej więcej tak: wkurza mnie tupanie po schodach, możesz chodzić ciszej? Dzięki temu można powiedzieć to, co jest ważne i trudne w sposób nieagresywny.

          I rzeczywiście, jak Ci przed chwilą poradzono, umówcie się na sygnał. W sytuacji deprywacji jakichś potrzeb (niewyspanie, coś boli) łatwo przeholować i wrócić do łatwych schematów - prymitywnych mechanizmów obronnych lub dobrze wyuczonych wzorców z dzieciństwa. Dochodzi wtedy często do przeniesienia złości itp, to się dzieje nieświadomie, trudno to u siebie samego zauważyć. Wyjaśnij mu to i umówcie się, że jak będzie wg Ciebie przeginał, to dajesz mu umówiony sygnał, bo prawdopodobnie wpadł właśnie w tę pułapkę - łatwiej mu będzie się zreflektować.
          • vilez Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 12:32
            To nie jest kwestia jego nieasertywności, tylko traktowania JEDNEGO dziecka. Jak można tak stawiać sprawę, że to problem komunikacyjny. Nie, to nie jest problem komunikacyjny, to coś daleko bardziej poważnego. Gdyby tak traktował OBIE dziewczyny, wtedy można by szukać w tym kierunku. Ale tak nie jest.

            Dziewczyny już się nauczyły chodzić bezszelestnie, a sytuacja starszej się nie zmieniła.
            • marsylvik Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 13:56
              Skąd wiesz?
              • vilez Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 16:56
                Bo o tym napisała.
            • marsylvik Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 14:05
              Ekimmu78, mogłabyś to rozjaśnić?

              vilez napisała:

              > To nie jest kwestia jego nieasertywności, tylko traktowania JEDNEGO dziecka.

              Ekimmu78, czy jego zachowania, które przypisujesz dda, dotyczą wyłącznie starszej córki?
              Czy wobec starszej zachowywał się zawsze tak samo, czy może zmniejszał (z upływem czasu) lub zwiększał (z wiekiem dziecka) wobec niej albo wobec obu dziewczynek swoje wymagania? W sumie to dość istotne.

              > Dziewczyny już się nauczyły chodzić bezszelestnie, a sytuacja starszej się nie
              > zmieniła.

              Ekimmu78, czy od czasu, kiedy mąż zaczął się coś tam starać sytuacja starszej nic a nic się nie zmieniła?
            • enith Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 14:06
              vilez napisała:

              > To nie jest kwestia jego nieasertywności, tylko traktowania JEDNEGO dziecka.

              Ja też chciałabym wiedzieć, czy jak mąż ma "gorszy dzień", gdy "włącza mu się pan Hyde" to wyżywa się na wszystkich po równo, z żoną, córkami, sąsiadami i współpracownikami włącznie, czy obrywa się jednak głównie pasierbicy. Bo jeśli wszystkim po równo, to możemy mówić o problemach komunikacyjnych. Jeśli tylko starszej córce autorki wątku, to jednak mówimy o szykanowaniu. Jeśli pan potrafi się kontrolować przy wszystkich, tylko nie przy pasierbicy, to znaczy, że znalazł sobie osobisty kubeł na wyrzygiwanie własnych frustracji. I to należy uciąć natychmiast, dla dobra córki.
              A na marginesie, to od jak dawna mąż jest na terapii? I czy ty sygnalizujesz terapeucie męża, że u was każdy rozwiązany problem jest natychmiast zastępowany kolejnym, z tej samej beczki? Co terapeuta na to?
              • marsylvik Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 14:11
                enith napisała:

                > A na marginesie, to od jak dawna mąż jest na terapii?

                A Ty od jak dawna nie bijesz męża? ;)
                Innymi słowy, skąd pomysł, że on jest na terapii??? o_O
                • enith Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 14:16
                  > A Ty od jak dawna nie bijesz męża? ;)
                  > Innymi słowy, skąd pomysł, że on jest na terapii??? o_O

                  Kurcze, wyżej autorka wątku napisała, że terapeuta w sumie rozjaśnił mężowi mechanizm jego postępowania. Założyłam więc, że mąż się ten cały czas leczy! Bo problem istnieje cały czas, więc chyba nie skończyło się na jednej wizycie. Skończyło się??
                  • marsylvik Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 14:23
                    "udalo mi sie go namowic na krotki kontakt z psychologiem-w zasadzie powtorzyl mu to co ja mu mowilam" i "8.Psycholog byl bardzo entuzjastycznie nastawiny i stwierdzil,ze sobie radzimy" -
                    więc nie sądzę, żeby to długo trwało. Psycholodzy są ostrożniejsi w zarzucaniu terapiamii i namawianiu do rozwodów niż fora ;)
                • enith Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 14:20
                  Doczytałam dokładniej:
                  "... udalo mi sie go namowic na krotki kontakt z psychologiem..." - to z postu założycielskiego. Czyli mąż się nie leczy. I to, w świetle takiej sytuacji rodzinnej, jest dla mnie zwyczajnie niepojęte.
                  • marsylvik Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 14:37
                    A dla mnie jak najbardziej zrozumiałe.
                    Widzę to tak:
                    On ma jakieś problemy ze sobą, w zasadzie niewielkie, wynikające pewnie z tego, że jest dda. Wyłażą na wierzch w sytuacjach stresowych i w kontaktach z córką autorki. A że matka dość świadoma i on w miarę otwarty, to udało się to skonsultować z psychologiem, może nawet kilka spotkań było. Psycholog rozmawiając z nimi obojgiem, na żywo, a nie na forum, stwierdził, że radzą sobie dość dobrze, może nie gorzej niż przeciętna rodzina. Możliwe, że między innymi dlatego, że żona świadoma i trzyma rękę na pulsie, tyle, że z drugiej strony zżera to sporo jej energii, czasem ma chwile zwątpienia w sens tego co robi, czasem znowu wątp, czy to ona nie jest po tamtych przejściach, które należą już do przeszłości, przewrażliwiona. I w takiej właśnie chwili tu napisała. I dostała obuchem w łeb ;) albo i wieloma obuchami ;) Myślę jednak, że na tyle rozsądna, silna i świadoma kobieta, że ona akurat przeżyje to bez trwałego uszczerbku na umyśle ;) W przeciwieństwie do innych odwiedzających to forum, nie wiedzących, czego się spodziewać...
                    • enith Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 14:55
                      No widzisz, a ja nie rozumiem. Bo problem nie trwa od wczoraj, miesiąca czy nawet roku. Problem trwa od lat i dotyczy ZAWSZE tego samego: negatywnego stosunku ojczyma do pasierbicy. Stosunek ten przybiera różne formy, zmienialne w czasie (mam na myśli te kompromisy, które udało się im już wypracować), ale cały czas jest on jednak negatywny, czyli jeden rozwiązany problem zastępowany jest kolejnym, z tego samego koszyka. Wystarczy obniżenie nastroju, gorszy dzień pana i już obrywa się pasierbicy. To jest syzyfowa praca autorki wątku, walenie głową w mur, bo ileż razy można własnemu mężowi przypominać, że ma się KULTURALNIE odzywać do wszystkich członków rodziny. Córka, z tego co napisała autorka wątku, nie ma jakiś wygórowanych wymagań, chciałaby tylko "ocieplenia stosunków" z ojczymem, nie ma chyba wizji "wielkiej kochającej rodzinki", chce być po prostu przyzwoicie traktowana. A ojczym zachowuje się jakby miał kij w wiadomym miejscu (słowa autorki wątku) i pomimo lat pracy niewiele się zmieniło. Może warto jednak wrócić na terapię i podzielić się efektami (i ich brakiem) dotychczasowej walki o poprawę sytuacji? I zabrać ze sobą córki, żeby też się miały szansę wypowiedzieć?
                      • vilez Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 17:00
                        Marsylvik niestety broni tutaj przemocowych zachowań tego męża względem pasierbicy. Rzecz się dla mnie wyjaśnia w świetle DDA.
                        • marsylvik Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 22:13
                          vilez napisała:

                          > Marsylvik niestety broni tutaj przemocowych zachowań

                          Projektujesz.
                    • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 15:06
                      Marsylwik, a wyobrażasz sobie psychologa, który powie, że klienci fatalnie sobie radzą? Chyba nawet kodeks etyki im tego zabrania. Trzeba by doprowadzić do konca takie spotkania i wtedy samemu ocenić, a nie brać z pierwszego spotkania piękne słowa i uśmiechy na zachętę.
                    • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 16:04
                      Marsylvik jakbys mi to z ust wyjela, tak to tez czuje:)
                  • marsylvik Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 14:49
                    enith napisała:

                    > Czyli mąż się nie leczy.

                    A chory jest?

                    > I to, w świetle takiej sytuac
                    > ji rodzinnej, jest dla mnie zwyczajnie niepojęte.

                    A znasz tę sytuację? Czy raczej jej wycinek, naszkicowany przez autorkę bezpośrednio po kłótni z nim, a potem pokolorowany przez resztę uczestniczek forum?

                    Spytam o jeszcze jedno: jesteś dda albo masz bliską osobę dda?
                    Ja mam: mamę. Kilka lat temu związałam się z mężczyzną z dda.
                    I powiem tyle: poza wadami, tymi wynikającymi z dda a nie z przyrodzonego charakteru, mają też zalety, wynikające z dda właśnie. O dziwo. I jeśli te problemy są niewielkie, jest ich mało, to zalety mogą przeważać - także z punktu widzenia dziecka takiej osoby.

                    Zgaduję teraz, po swoich kontaktach z takimi ludźmi, ale... podejrzewam, że obie córki, pasierbica też, w razie jakby coś się działo, to mogą na ojca liczyć w ciemno. Na zawsze. On w ogień skoczy, poruszy niebo i ziemię. Nie będzie się zastanawiał, czy to ma sens, tylko pomoże. Nawet jeśli pomarudzi, albo ochrzani, to najpierw pomoże. To jedna z takich powszechnych zalet dda, którzy sami siebie nie doceniają... A dzieci jednak często doceniają, chociaż czasem dopiero jak dorosną.

                    Haha, jeszcze mi coś przyszło do głowy :D
                    Przecież wszyscy Rosjanie i Ukraińcy, których znam (z pracy) też taka jest! ;)
                    Może oni wszyscy są DDA? A ja do tej pory myślałam, że to kwestia kulturowa :P
                    • enith Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 15:15
                      > Spytam o jeszcze jedno: jesteś dda albo masz bliską osobę dda?

                      Jestem DDA (tata - czynny alkoholik, choć w ostatnich latach nieco "uspokojony", jeśli można to tak określić) i jestem córką osoby DDA (dziadek ze strony mamy - niewyleczalny patologiczny alkoholik, już nieżyjący). Nie napisałam nigdzie, że męża autorki wątku należy spuścić po brzytwie, bo jest DDA. Mąż niewątpliwie ma jakieś zalety (choćby to, że pasierbicę utrzymuje, a mógłby grosza na nią nie dawać). Jakie to ma jednak znaczenie w tej konkretnej relacji mąż - pasierbica? Która to relacja jest niefajna OD LAT, pomimo upominania, przypominania, pracy nad sobą itd.
                      Do kiedy, w takim układzie, należy tolerować fakt, że ojczym DDA tak traktuje pasierbicę? Gdzie jest granica? Kiedy należy uznać, że starania matki nie przyniosły efektu i rzucić ręcznik na ring? Za chwilę ta nastolatka zwyczajnie bryknie z domu z myślą, że nie jest tam chciana, że ojczym jej nie lubi, a matka nie jest w stanie jej obronić, zapewnić spokoju w jej własnym domu.

                      > Zgaduję teraz, po swoich kontaktach z takimi ludźmi, ale... podejrzewam, że obi
                      > e córki, pasierbica też, w razie jakby coś się działo, to mogą na ojca liczyć w
                      > ciemno. Na zawsze. On w ogień skoczy, poruszy niebo i ziemię.

                      Wiesz, byłabym ostrożna z takimi stwierdzeniami. Nic, z tego co napisała autorka wątku, nie wskazuje na to, że ojczym gotowy jest skoczyć za pasierbicą w ogień, nic. Ojczym od lat nie potrafi się nawet zmusić do tak prostej rzeczy, jak fajnie traktowanie starszego dziecka kobiety, którą kocha. Nawet to jest dla niego nie do przeskoczenia na dłuższą metę. A ty piszesz o skakaniu w ogień.
                    • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 16:06
                      Tez tak uwazam
                      • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 16:07
                        to bylo do Marsylvik
                        • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 16:08
                          Uwazam ze jak sie cos bedzie dzialo to maz wskoczy w ogien za nami wszystkimi
                          • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 16:12
                            Marsylvik czy jesli bede miala jakies pytanie do ciebie to moge sie skontaktowac przez poczte?Ijak sie to robi bo zielona jestem?
                            • marsylvik Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 21:51
                              Też bym chciała to wiedzieć :P
                              Spróbuj do mojego nicka dodać @gazeta.pl, dam znać, czy doszło :)
        • zolla78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 12:36
          Jeżeli próbuje na zasadzie, że raz na miesiąc się zbierze i usiłuje "miło" pgadać, to to nigdy nie zadziała, bo jest sztuczne z założenia.
          Przyplinuj bardziej, że jak np. juz będzie się zapędzał do podnoszenia na nią głosu w stylu "jak śmiesz do mnie tak mówić", to na twój sygnał, bierze trzy oddechy i zmienia to na "kaśka, nie podoba mi się ton twojgo głosu ani to co mówisz, wyjaśnij mi"
          • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 15:00
            > .Relacje jego ze starsza- schody,kladzie sie to cieniem na naszej relacji maz-zona.Sa
            > problemy i usiluje dojsc czy dosc duze

            Najpierw jeszcze trochę logiki - jesli słuszna jest teza, że mąż źle traktuje straszą, bo jest zazdrosny "o dziecinstwo", to czemu nie jest tak samo zazdrosny o dzieciństwo młodszej?

            Pamiętajmy, że starsza córka nie jest jego. Wg mnie naturalna w ogóle kwestią jest, że bardziej lubi się swoje dzieci niż cudze i więcej można im wybaczyć, więcej dla nich poświęcić, więcej "znieść". Twoja córka - jak bardzo by to brutalnie nie brzmiało - to dla niego element transakcji wiązanej, czyli związku z Tobą. Gdybyś Ty się w jego życiu nie pojawiła, pewnie nie przyszło by mu do głowy adoptować czyjegoś dziecka, poświęcać cokolwiek dla obcego dziecka. Aby Wasz związek mógł faktycznie zaistnieć, musiał ona to dziecko wziąć z "dobrocią inwentarza", ale mało to może zmieniać w jego wewnetrznym stosunku do tego dziecka. Zwyczajnie - jednych ludzi lubi się bardzie, innych mnie, może córka nie być z mężem "kompatybilna" emocjonalnie, duchowo, etc. Pomyśl sobie - nawet obok jest forum "macochy". Ciekawe, co Twój mąż by tam pisał, gdyby nie czuł cenzury? Pomyśl też - ile osób pisze, że nie lubi teściowej. A o ile łatwiej mieć nielubianą teściową niż pasierbicę. Tamta jest, idzie w koncu do siebie do domu, nawet może dostanie się po niej spadek;) Z czyimś dzieckiem raczej wiąże sie stały wydatek czasu, energii i pieniędzy. Jak czegokolwiek nie styka, to tam może mąż upatrywać swoich problemów. Bez Twojej córki byłoby i ciszej, i spokojniej, i pieniędzy więcej patrząc z perspektywy męża. Jak bardzo by nawet te myśli od siebie odsuwał i się do nich nie przyznawał, bo jednocześnie nawet przyznanie się do tego, to przyznanie się, że ma się los jaki się wybrało i nie ma łatwej z niego ucieczki - czyli nerwicowa sytuacja sprzecznych dążeń;).

            Ale możliwa jest też opcja, że na sprawę powinno się patrzeć od drugiej strony. Nie, że przez córkę, jest źle między Wami, ale że zwyczajnie jest źle między Wami, a córka jest najłatwiejszym dla męża obiektem by Tobie dowalić. Nie ma łatwiejszego celu i szybszego efektu, niż zrobić przykrośc czyjemuś dziecku, można tez to przedstawiać jako uzasadniony czymś atak, nie wchodząc w bezpośredni konflikt z Tobą etc.
            Na polu wyważenia zysków i strat można być w związku z czyimś dzieckiem, można jednak go nadal nie lubić, etc. Nie ma wg mnie znaczenia tu komunikacja, zazdrość etc. Bo nawet jakby komunikacja była wspaniała, to serca można nie nagiąć, i czyjegos dziecka nadal nie lubić. Córka może oczekiwać, że ojczym będzie dla niej cieplejszy etc. - pewnie zwyczajnie nie chce być traktowana gorzej niż siostra, czyli w praktyce najgorzej w domu. W mężu może tych uczuć ciepłych zwyczajnie nie być. Ale nie można mu pozwalać, by się na córce wyżywał. Wszedł w taki układ i niestety trzeba na nim wymóc, by córka nie ponosiła szkód z tego tytułu. I tak ma najgorzej, bo młodsze dziecko ma dwoje rodziców, a ona tylko matkę i okresowo wrogo do niej nastawionego faceta, który gra rolę oca, ale nim nie jest i nigdy nie będzie.
            To jest proza życia, o "Kopciuszku" pisał już ktoś wyżej. To są motywy stare jak świat, jak genetyka przynajmniej.
            • vilez Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 17:27
              > ile osób pisze, że nie lubi teściowej. A o ile łatwiej mieć nielubianą teściową niż pasierbicę

              Paris, teściowa jest dorosła i niezależna od nas (zasadniczo). Dziecko nie jest dorosłe ani samodzielne ani niezależne od nas.

              > To jest proza życia, o "Kopciuszku" pisał już ktoś wyżej. To są motywy stare jak świat, jak genetyka
              > przynajmniej.

              To nie jest kwestia tyle genetyki, ile prymitywizmu tejże osoby. Jeśli osoba dorosła tak traktuje DZIECKO, które znajduje się w SZCZEGÓLNEJ sytuacji, to moim zdaniem sprawa jest niestety jasna. Nie tłumaczy tego żadne DDA, sympatie czy antypatie, konflikty z matką czy inne bógwico.
              Wchodząc w związek z osobą, która ma dzieci, zaciągasz względem tych dzieci ZOBOWIĄZANIE. Etyczne. Niecofalne i nienegocjowalne. Tyle. Na wątpliwości czas był przed przyjęciem zobowiązania.
              Gdyby było inaczej, nie byłoby udanych adopcji, przysposobień, rodzin patchworkowych itd. A są. Bo Ci ludzie, którzy tworzą takie rodziny, są odpowiedzialni.

              • iskierka3 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 17:38
                W pelni sie zgadzam. Dziecko to nie tesciowa. Jesli dziecko potencjalnego partnera/partnerki drazni mnie na tyle, ze nie moge sie pohamowac i dziecko to odczuwa to mam na tyle przyzwoitosci by w ten zwiazek nie wchodzic. Szczegolnie jesli w planie jest mieszkanie z dzieckiem i sila rzeczy zastepowanie mu rodzica na co dzien. Nie wyobrazam sobie podejscia - partner nie lubi mojego dziecka, ma do tego prawo i ma prawo mu to okazywac. Bo nie jego.
              • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 18:33
                Vilez, w moim poście chciałam tylko opisać (może nieudolnie) mozliwe wg mnie mechanizmy, które sa odpowiedzialne za opisywaną przez Ekimmu sytuację. Nie odnosiłam się tam do tłumaczenia w sensie usprawiedliwiania, bo mój post nie odnosił się do perspektywy moralnej męża, wiec nie było też w nim oskarżenia wobec niego. Jedyną kwestią "moralną" było odniesienie się przeze mnie do kwestii, że wg mnie matka dla dobra dziecka powinna je bronić przed taką sytuacją.
                Wydaje mi się, że perspektywa prymatu genetycznego umknęła tu, bo włączyla się kwestia DDA. To w ogóle szeroki temat, alkoholików z 2 mln w Polsce, ich dzieci też kilka milionów, więc nie jest to żadna jednorodna grupa (nie każde dziecko alkoholika jest zresztą tzw. DDA, podobnie, jak nie każdy partner alkoholika jest współuzależniony). Wydaje mi się, że pisanie o DDA w tym watku jest o tyle ważne, że może sygnalizować ogólne problemy męża (które dokładnie z długiego katalogu DDA to już nikt nie porusza...), ale w sytuacji, gdy problem ogniskuje się w jednej kwestii i jednej osobie, wg mnie nadużyciem jest szukanie przyczyn w DDA i trzeba szukać innych wyjaśnień.
                Pomyślałam sobie o tym po uwadze, że mąż Ekimmu skoczy w ogien po dzieci... Owszem, ale pamiętajmy, że prawdopodobnie najpierw ratowałby swoje genetyczne dziecko, tak jak ja najpierw ratowałabym swoje dzieci, a nie najbardziej lubiane dzieci sąsiadów. Pewnie tylko wnuki by mogły wyprzedzić dzieci, ale to tez genetyka i w ogóle ochrona dzieci. I nie ma tu za wiele gdybać o moralności, bo w sytuacji nagłej działa właśnie automat i genetyka. Sorry:)
                • vilez Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 18:52
                  Naturą człowieka jest również...kultura. Redukowanie człowieka do nagich instynktów jest nieporozumieniem.
                  Zgadzam się, że DDA jest tu wymówką.
                  • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 19:00
                    Zgadzam się z wpływem kultury na zachowanie, jednak wg mnie ciężko tu rozstrzygnąć, co przeważa, bo mamy mały materiał opisowy i pozostawałabym w sferze domniemywań:)
    • iziula1 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 18:02
      Moze odpowiem na jeden wątek, który pojawił się w postach autorki. Chodzi mi o to chodzenie cicho po schodach przez dzieci. Nie daje mi to spokoju.
      Powiem na przykładzie swoim. Jestem DDA, po terapii .
      Nie znosze hałasu dobiegającego za ścian typu głuche walenie, łomot, rzucanie przedmiotem o ziemię itp-chodzi mi o wydawane odgłosy.
      Niby nic wielkiego ale u mnie reakcja, nad którą nie panuję to łomotanie serca, skok ciśnienia aż do uderzenia gorąca i szumu w uszach, szczękościsk i poczucie lęku. Jestem po terapii, wiem z czym związana jest ta reakcja, znam jej żródło a jednak takie a nie inne odgłosy powodują wyżej wspomniane reakcje.
      Dlaczego o tym pisze, bo wyobraziłam sobie łomot, tupot stóp dziewczynek zbiegających po schodach i przypomniało mi to pewne odgłosy z dzieciństwa a dokładnie stukot nóg nadbiegającego , pełnego złości rodzica......
      Czasem hałas to zwykły hałas a czasem wspomnienie czegoś złego.
      Nie twierdzę,że w przypadku twego męza tak jest, bo może to zwykła złosliwość, może nerwica, fobia a może tak jak u mnie pewien rodzaj hałasu powoduje atak paniki. Ja reaguje po swojemu, ale znam żródło, może twój mąż reaguje złością i zakazami bo ten rodzaj hałasu budzi jakiś lęk z którego sobie nie zdaje sprawy.
      Oczywiście moge się mylić i może niektóre dziewczyny mają racje, że twój mąż to przemocowiec. A może nie. Nie wiem.
      Tylko ty znasz na to pytanie odpowiedź.
      • vilez Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 18:55
        > może twój mąż reaguje złością i zakazami bo ten rodzaj hałasu budzi jakiś lęk z którego sobie nie zdaje sprawy.

        A co ma mieć lęk do odreagowywania go na osobach bogu ducha winnych (temu lękowi)? To jest właśnie kwestia kultury.
        • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 19:09
          Może kultury, ale tez może faktycznej mozliwości prezentowania takich reakcji, czyli w tym przypadku przyzwolenia żony (bo dzieci maja małą siłę przeciwstawienia się). Nie wiem, czy np. w pracy tupiacych współpracowników też tak ten mąż by uciszał. Nie może (w znaczeniu - lepiej dla dzieci) zresztą być tak, że czyjeś nerwice czy zaburzenia SI owocują nerwicami dzieci (lękliwe chodzenie na paluszkach), bo to nie "leczy" męża, a tylko dzieci zaczynaja "chorować". Stąd na początku pisałam, że ja bym zaczęła od jasnego pokazania, że dzieci mogą chodzić NORMALNIE po NORMALNYCh schodach. Jak facet chce może sobie obić schody pluszem i obudować styropianem, ale nie ograniczać naturalnego egzystowania współmieszkańców.
      • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 19:27
        Ja wiem dlaczego on tak na ten specyficzny halas reaguje ma to zwiazek z dziecinstwem I nie chodzi o dziewczynki tylko o tupot ogolnie wszystkie dzieci dostaja ochrzan
        • vilez Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 19:35
          A dlaczego dzieci dostają ochrzan? Czemu ochrzan, a nie- prośba z objaśnieniem sytuacji? Czemu nie leczenie lęku? Czemu nie zmienicie mieszkania na takie bez schodów?
          Czemu dzieci płacą za lęk Twojego męża?
          • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 20:39
            No mialo byc "prosba" a nie ochrzan mam tendencje do dramatu
        • enith Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 19:49
          ekimmu78 napisała:

          > Ja wiem dlaczego on tak na ten specyficzny halas reaguje ma to zwiazek z dziecinstwem

          Ok, wiecie z mężem, jaka jest geneza tej nietolerancji dla hałasu. No, ale co dalej? Co z tym lękiem męża już zrobiliście? Co robicie teraz? Czy po prostu przyjęliście z mężem, że on tak ma, bo miał ciężkie dzieciństwo i wszyscy wkoło mają się dostosować? Przecież sama chyba nie wierzysz, że tędy prowadzi droga? Do końca życia wszyscy w domu mają chodzić na paluszkach, bo mąż ma lęki? A o tym, co taka tresura, bo inaczej się tego nie da nazwać, zrobi z waszymi dziećmi myśleliście? Zgadzam się z Paris: wy nie tylko nie leczycie męża, ale wpędzacie w chorobę córki. To ślepy zaułek, takie postępowanie doprowadzi was donikąd. Mąż już raz na psychologa się zgodził. Czas przyznać przed sobą, że poprawa nie następuje i namówić go po raz kolejny, na terapię z prawdziwego zdarzenia. I ty też idź, jeśli ta cała sytuacja jest dla ciebie tak psychicznie wykańczająca. Nie jesteś nadczłowiekiem, a jak sypnie ci się zdrowie, to sypnie się wszystko inne, bo nie będziesz już mogła ani wspierać córki, ani pilnować męża.
          • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 20:40
            Stres i zmeczenie mu to nasila, ostatnio solidnie go objechalam i troche sie uspokoilo
            • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 20:48
              Pytam dlatego o pewne rzeczy bo czasami nie wiem czy cos jest norma czy juz dziwactwo
            • iziula1 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 20:51
              A wy w ogóle rozmawiacie?
              Bo kolejny raz czytam ojakiś obsztorcowaniu, ochrzanie, kłótni itp.
              Potrafisz z mężem rozmawiać jak z rownoprawnym partnerem? Czy słuchasz co mówi, czy przekazujesz swoje uwagi w sposób zrównoważony czy raczej wciąż upominasz męża jak niesforne dziecko z DDA?
              Uważam, że ma to ogromne znaczenie w związku. Sposób komunikacji. Jak to u was wygląda.
              • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 21:11
                Komunikujemy sie w miare sprawnie bo musiala stac sie mistrzem asertywnosci uwazam,ze jest o niebo lepiej niz w przeszlosci ale troche musze sie nagimnastykowac nie czepiajcie sie slowek
                • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 21:20
                  Ale dobrze wiedziec z drugiej strony, ze musze byc bardzo doslowna,bo to jednak forumjest i twarzy nie widzicie
                  • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 21:21
                    Jak sobie radzisz z twoja nietolerancja dzwiekow?
                    • iziula1 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 22:25
                      Jak sobie radze z hałasem - Nie radze ;)
                      Mam dwóch synów, jeden tuż przed 18 , drugi 8 lat. Jak sie kłóca to wióry leca, jeden drugiemu przeszkadza. Starszy syn czasem stuka w ścianę by młodszy przestał śpiewać.
                      Rozmowy z chmurnym nastolatkiem niewiele dają. Nawet kiedy mu wyjaśniłam skąd te moje uczucia się biorą. Dla syna to jakas abstrakcja, bać się hałasu, rodziców itp . Nie wiem czy nie jest w stanie tego zrozumieć czy etap nastoletniego uporu każe mu przekornie nie zauważac moich uczuć.
                      Licze,że za jakiś czas mu minie.

                      Natomiast mój starszy syn nie znosi spiewania, nucenia, nie jada z nami posiłków, bo nie lubi odgłosów jedzenia ;). Traktuje to jako nastoletnie fobie które mina. Ale bywa ciężko z takim egzemplarzem.

                      Wracając do tematu twego watku. Ja nie czuję jednoznacznie jak dziewczyny powyżej że twój mąż to typowy przemocowiec. Obraz który widze z twoich postów nie jest jednoznaczny.
                      Myślę,że dobrze by było gdybyście temat zachowań męża, twoich uczuć, jego uczuć wobec dziewczynek przegadali, przepracowali pod okiem profesjonalisty.
                      Myślę też, że główny problem to nie jest brak akceptacji twojej córki, myśle że to temat dodatkowy lub poboczny, oczywiście tak samo ważny. Sądzę,że gdzieś się z mężem rozmijacie na etapie komunikacji, zrozumienia.
                      Oczywiście moge się mylić, ale tak odbieram twoje wpisy.
                      • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 23:07
                        Mysle,ze mozesz miec racje."zamknelam" sie na niego i nie wiem jak to poodkrecac.Mniej mam cierpliwosci i bardziej mnie wszystko denerwuje..Z ta komunikacja to wysle ze jest wrecz bardzo dobrze ale ja jakas do kitu sie zrobilam.
                      • paris-texas-warsaw Re: czy zwariowalam? 17.03.15, 23:49
                        Może syn ma nie fobię, a mizofonię, takie zaburzenie chyba neurologiczne.

                        Tu ciekawy artykuł:

                        kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/mizofonia-nadwrazliwosci-na-dzwieki-ktora-rujnuje-zycie/153dk
                        • iziula1 Re: czy zwariowalam? 18.03.15, 00:20
                          Paris, może....
                          Ja jednak sądzę,że to mu minie.
                          Ma to raczej związek z tym,że my dorośli, go ogólnie denerwujemy i jesteśmy głu...pi i starzy ;). I jeszcze wymagamy : sprzatnij po sobie, ucz się :>
                          Wyczuwam ogólną niechęc syna do nas. Choć szczerze musze przyznać,że troche "zelżało" jego alergiczne nastawienie na wszystko co jest związane z nami.
                          Wróciły rozmowy, zwykłym tonem, dziś nawet część posiłku zjadł ze mną, zaczął chwalić się dobrymi ocenami. Chyba najgorsze za nami...uff! Dostrzegam małe , drobne zmiany nastawienia do nas i brata.

                          Ale jeśli to będzie się pogłębiać na pewno skonsultujemy sie z neurologiem. Dzięki za link.
                          • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 18.03.15, 10:37
                            Ciekawy ten artykul, siadlam wczoraj troche pomyslalam i stwierdzilam ze w mieszkaniu wszedzie mamy wyciszcze drzwi nawet nie zauwazylam,kiedy maz to instalowal a i podniesionego glosu tez nie lubi ale to juz obeszlam bo nauczylam sie bardzo spokojnie i rzeczowo mowic i tylko w naprawde krancowych przypadkach,kiedy widze ze utknelismy zdarza mi sie troche wkurzyc.Moglo by to byc wyjasnienie na nasze problemy i okresowe problemy z komunikacja i mysle ze kolejnym tematem rozmowy naszej powinno byc to i jak to obejsc.Dzieki dziewczyny za wszystkie opinie,widze to czego nie widzialam ,duzo mam do przemyslenia zwlaszcza, co JA robie,jak robie i w jakim celu.Jak wyciagne z tego forum jakas srednia to chyba dobry poczatek,co?
                            • ekimmu78 Re: czy zwariowalam? 18.03.15, 10:38
                              wyciszone drzwi mialo byc ps. jak edytowac posty?
Pełna wersja