kruche_ciacho
18.03.15, 11:07
Moj partner ma dwoje synow, 15 i 11 lat. Jest od 5 lat po rozwodzie. Jego byla zona choruje od kilku lat na raka, przerzuty co jakis czas i lekarze nie daja szans na wyleczenie. Jak do tej pory ona funkcjonuje w miare normalnie (na tyle na ile przy takiej chorobie to mozliwe), pracuje, chodzi na chemioterapie jesli zdiagnozuja nowe siedlisko komorek rakowych, tzn mam na mysli ze nie jest w stanie agonalnym tylko stara sie zyc w miare normalnie. Ale wszyscy wiedza ze to kwestia roku - kilku lat.
Mam dobry kontakt z jego synami ale .... mam takie przemyslenia, przypuszczenia ze od momentu ich rozejscia sie jego eks nie miala - wciaz nie ma kontroli nad opieka i wychowaniem dzieci.
Co mam na mysli: dzieci sa 2,5 dnia u ojca. Z poczatekiem naszej znajomosci byla wieczna walka o mycie sie, chlopcy nie widza potrzeby codziennego mycia sie, ojciec musial duzo sie natlumaczyc, naklocic (teraz jest o niebo lepiej). Kiedys mowi mi: wiesz, A. skarzyla sie ze chlopcy nie chca sie myc i ona nie wie co z tym zrobic. Wiec u mamy wyglada to tak ze jak nie chca sie myc to tego nie robia a u ojca trzeba wiec sie myja.
Prace domowa sprawdza tylko ojciec, pomaga tez w trudnosciach w matematyka dla mlodszego, eks tego nie robi.
Starszy w ogole nie czysci zebow, delikatnie zwrocilam uwage D. czy chlopcy chodza do dentysty na kontrole itd, mowi: mam nadzieje ze A. tego pilnuje, zapytam ja. Podejrzewam ze nie byli jeszcze u dentysty.
Mlodszy ma zwyczaj nie spuszczania wody w toalecie po siku, walcze z tym od kilku miesiecy (razem z jego ojcem), jak zauwaze ze tego nie zrobil mowie grzecznie: moglbys spuscic wode po sobie? i po jego reakcji wodze ze nie robi tego zlosliwie, po prostu nie jest nauczony.
Mlodszy jest dziki i jesli cos nie idzie po jego mysli, agresywny. Starszy probuje go "temperowac" i powstaje klotnia gdzie mlodszy potrafi ladnie nabluzgac. W takich sytuacjach ojciec wkracza do akcji, wyciaga konsekwencje jak trzeba. Bylam swiadkiem takiej awantury przy mamie chlopakow: ona nie robi nic, po prostu sie wycofuje.
widze ze ojciec stara sie naprawic jej/swoje bledy wychowawcze i wiem jak jest mu czasem trudno
ja staram sie w tym uczestniczyc w jakis aktywny sposob choc pamietajac o szacunku dla chlopakow i ich rodzicow
jak dla mnie wyglada to z boku tak ze choroba ex jest wytlumaczeniem na wszystko, rowniez na tego typu zaniedbania
i nie chce sie wymadrzac bo nie wiem jak ja bym sie zachowywala wiedzac ze jestem nieuleczalnie chora
co i jak moge zrobic, pomoc? czy moze ja sie czepiam?