Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic dobrze

18.03.15, 11:07
Moj partner ma dwoje synow, 15 i 11 lat. Jest od 5 lat po rozwodzie. Jego byla zona choruje od kilku lat na raka, przerzuty co jakis czas i lekarze nie daja szans na wyleczenie. Jak do tej pory ona funkcjonuje w miare normalnie (na tyle na ile przy takiej chorobie to mozliwe), pracuje, chodzi na chemioterapie jesli zdiagnozuja nowe siedlisko komorek rakowych, tzn mam na mysli ze nie jest w stanie agonalnym tylko stara sie zyc w miare normalnie. Ale wszyscy wiedza ze to kwestia roku - kilku lat.
Mam dobry kontakt z jego synami ale .... mam takie przemyslenia, przypuszczenia ze od momentu ich rozejscia sie jego eks nie miala - wciaz nie ma kontroli nad opieka i wychowaniem dzieci.
Co mam na mysli: dzieci sa 2,5 dnia u ojca. Z poczatekiem naszej znajomosci byla wieczna walka o mycie sie, chlopcy nie widza potrzeby codziennego mycia sie, ojciec musial duzo sie natlumaczyc, naklocic (teraz jest o niebo lepiej). Kiedys mowi mi: wiesz, A. skarzyla sie ze chlopcy nie chca sie myc i ona nie wie co z tym zrobic. Wiec u mamy wyglada to tak ze jak nie chca sie myc to tego nie robia a u ojca trzeba wiec sie myja.
Prace domowa sprawdza tylko ojciec, pomaga tez w trudnosciach w matematyka dla mlodszego, eks tego nie robi.
Starszy w ogole nie czysci zebow, delikatnie zwrocilam uwage D. czy chlopcy chodza do dentysty na kontrole itd, mowi: mam nadzieje ze A. tego pilnuje, zapytam ja. Podejrzewam ze nie byli jeszcze u dentysty.
Mlodszy ma zwyczaj nie spuszczania wody w toalecie po siku, walcze z tym od kilku miesiecy (razem z jego ojcem), jak zauwaze ze tego nie zrobil mowie grzecznie: moglbys spuscic wode po sobie? i po jego reakcji wodze ze nie robi tego zlosliwie, po prostu nie jest nauczony.
Mlodszy jest dziki i jesli cos nie idzie po jego mysli, agresywny. Starszy probuje go "temperowac" i powstaje klotnia gdzie mlodszy potrafi ladnie nabluzgac. W takich sytuacjach ojciec wkracza do akcji, wyciaga konsekwencje jak trzeba. Bylam swiadkiem takiej awantury przy mamie chlopakow: ona nie robi nic, po prostu sie wycofuje.

widze ze ojciec stara sie naprawic jej/swoje bledy wychowawcze i wiem jak jest mu czasem trudno
ja staram sie w tym uczestniczyc w jakis aktywny sposob choc pamietajac o szacunku dla chlopakow i ich rodzicow

jak dla mnie wyglada to z boku tak ze choroba ex jest wytlumaczeniem na wszystko, rowniez na tego typu zaniedbania
i nie chce sie wymadrzac bo nie wiem jak ja bym sie zachowywala wiedzac ze jestem nieuleczalnie chora

co i jak moge zrobic, pomoc? czy moze ja sie czepiam?
    • triss_merigold6 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 11:12
      Czepiasz się, te wszystkie kwestie organizacyjno-wychowawcze należą do ojca i matki. Ojciec powinien chorującą i skupioną na chorobie matkę wspierać, chociażby przypominając synom, że zasady higieniczne obowiązują zawsze, w każdym domu.

      11-latkowi umiera matka, tatuś ma jakąś nową pannę i też z dzieckiem - dziwisz się, że chłopiec jest agresywny i reaguje nerwowo?
      Ojciec nie tyle powinien wyciągać konsekwencje za m.in. własne zaniedbania wychowawcze, co otoczyć synów opieką.
      A Ty się nie narzucaj tak i nie angażuj nadmiernie, bo krótko z typem jesteś i masz własne dziecko do zaopiekowania się.
      • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 11:15
        dziekuje triss za Twoja jakze obiektywna uwage :-D
        (ps. czytaj dokladnie) .
    • differentview Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 11:21
      i nie chce sie wymadrzac bo nie wiem jak ja bym sie zachowywala wiedzac ze jestem nieuleczalnie chora

      no to sie nie wymadrzaj bo zycie bywa przewrotne; kwestia nie lubienia mycia u chlopcow w tym wieku i zapominanie o spuszczaniu wody po siku nie jest czyms bardzo nietypowym ani razacym brakiem w wychowaniu- nie widze przeszkod zeby ojciec wdrazal te zasady odciazajac matke zmagajaca sie z przerzutami i swiadomoscia do czego zmierza rozwoj choroby; a dla Ciebie taka rada- wazniejsze niz spuszczanie wody jest nauczenie dzieci empatii- pytanie czy oni sa w stanie nauczyc sie jej od Ciebie chocby w minimalnym stopniu? to tak do przemyslenia
      • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 11:28
        "pytanie czy oni sa w stanie nauczyc sie jej od Ciebie chocby w minimalnym stopniu"
        mysle ze tak, inaczej nie zastanawialabym sie nad tym tematem jak postepowac zeby bylo im dobrze w tej calej sytuacji

        lepsza wiec bedzie postawa w ogole "niewtracajaca sie" ?
        • marsylvik Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 12:34
          kruche_ciacho napisała:

          > lepsza wiec bedzie postawa w ogole "niewtracajaca sie" ?

          Lepiej mieć dystans do forum :P

          A tak serio, to myślę, że Twoje oczekiwania wobec chłopaków są nieco wygórowane. To znaczy nie mocno, to nie jest tak, że się nie da, albo że nie wolno od chłopaków wymagać spuszczania po sobie wody w toalecie, tylko niepotrzebnie idą za tym oceny i za dużo uwagi temu poświęcasz. To spuszczanie wody to jest przecież szczegół, dla większości społeczeństwa i dla szczęścia obecnego i przyszłego dzieci mało znaczący. Matka chłopców naprawdę może mieć inne niż Ty priorytety w wychowywaniu, zwłaszcza w tej sytuacji.

          Z tego co opisujesz, to moim zdaniem wobec chłopców postępujesz dobrze. Może tylko za bardzo się przejmujesz. Weź też pod uwagę, że takie sprawy jak pamiętanie o spuszczeniu wody w toalecie nie są równie łatwe do nauczenia się dla każdego.

          To co mnie się nie podoba to Twoja ocena matki chłopców i Twoje oczekiwania wobec niej. Oczekujesz od śmiertelnie chorej kobiety, samotnie (przez większość czasu) wychowującej dzieci, przechodzącej wielokrotne chemioterapie, a do tego pracującej żeby spełniała Twoje standarty w nauczaniu chłopców czystości i ich wychowywaniu. To może oburzać, nie dziwią mnie te pierwsze reakcje na forum, choć, jak zwykle tutaj, wydają mi się przesadzone.
          • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 12:50
            Uswiadomilas mi ze w tej opowiesci, eks chora na raka, jego dzieci i ja "nowa panna", bede zawsze ta zla ;-)

            Tak, to straszne ze jest chora. Dla niej, dla chlopakow przede wszystkim.
            Ale mimo to, w taki sposob ja oceniam. Nie opisalam wszystkich faktow dotyczacych ich obecnej sytuacji a ktore wplywaja na taka a nie inna ocene jej jako matki.
            Ja odbieram to, te male zaniedbania, jako kare dla bylego meza bo on to naprawi, niech on sie tym zajmie, niech odpokutuje te zle lata, za swoje winy. Poza tym ona nie jest sama, jest w zwiazku. Jej partner ma corke lat 7 i znow - moje wrazenie oczywiscie - ze poswieca dziewczynce wiecej uwagi niz wlasnym chlopakom.
            Czy jest samotnie wychowujaca dzieci tak faktycznie? D. mieszka niedaleko, przewaznie on zajmuje sie codziennymi kwestiami organizacyjnymi typu dowoz do szkoly, odebranie, zawozenie na zajecia dodatkowe itp. Plus wiekszosc finansow.

            • differentview Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:04
              kruche_ciacho napisała:

              > Ja odbieram to, te male zaniedbania, jako kare dla bylego meza bo on to naprawi
              > , niech on sie tym zajmie, niech odpokutuje te zle lata, za swoje winy.

              wychowywanie przez ojca wlasnych synow nie jest dla niego zadna kara- skad w Twojej glowie takie podejscie? a jesli Twoj partner ma na sumienie zle lata bylej rodziny i jest jakos winny- tym bardziej ma teraz szanse sie zrehabilitowac gdy matka jest ciezko chora
              • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:09
                oboje ponosza wine za te zle lata (moim oczywiscie zdaniem)
                tak jak oboje powinni zajmowac sie wychowywaniem dzieci, kiedys i teraz
                • damodia Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:19
                  Więc dlaczego ojciec nie zaprowadził już dawno dzieci do dentysty, tylko durnie ci odpowiada" mam nadzieję że matka tego pilnuje" ?
                  Ty naprawdę nie rozumiesz że to nie wylączna wina matki, że dzieci sa nienauczone higieny?
                  Czy masz głęboko wkodowaną polską normę, że matka wobec dzieci musi - a ojciec tylko jej "pomaga" , ale nie odpowiada bo to nie jego rola.
                  Lepiej się przyjrzyj panu z którym się związałaś. Bo jak tak zaniedbał swoje dzieci od wielu lat to ci się za jakiś czas oberwie rykoszetem, jak już pan korzenie zapuści w nowym związku.
                  • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:26
                    "Ty naprawdę nie rozumiesz że to nie wylączna wina matki, że dzieci sa nienauczone higieny?" nigdzie tego nie powiedzialam ze to wylacznie wina mamy chlopcow

                    damodia, przyjrzalam sie :-) pomimo minusow w charakterze i popelnianych bledow jest bardzo dobrym czlowiekiem i fajnym facetem, dzieki za troske
                    • damodia Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:31
                      Tak tak, jest idealny i wspaniały. A te dzieci takie nieudane są przez matkę. Bezczelnie jeździ na chemię zamiast dzieci wychowywać. Ojciec tylko popelnił drobne błędy, ale to matka z dzieci zrobiła wulgarnych brudasów. Ojca przecież przy tym nie było.
                      • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:34
                        oj damodia, w taki sposob to dyskutowac nie bede
                        dla mnie za powazny temat zeby to robic na tym poziomie
                  • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:32
                    "Więc dlaczego ojciec nie zaprowadził już dawno dzieci do dentysty, tylko durnie ci odpowiada" mam nadzieję że matka tego pilnuje" ?"

                    wcale nie durnie bo pytal kilka razy i nie dostal odpowiedzi (kara milczenia)
                    dlaczego mama chlopcow nie moze powiedziec: sluchaj, nie mam sily sie tym zajac, nie zrobilam tego jeszcze, pojdz z nimi na kontrole


                    • yoma Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:35
                      A tata chłopców nie może powiedzieć: chłopaki, była z wami matka u dentysty? Nie? To jutro idziemy?

                      Daj spokój, jak dopiero przy tobie ojciec zauważył, że nie myją siebie ani zębów, to masz przechlapane.
                    • damodia Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:41
                      A jaki problem, żeby sam dzieci zarejestrował, zadbał o terminarz wizyt , pilnował przeglądów i powiedział matce "słuchaj, ja się zajmę dentystą dzieci, wiem że teraz inne sprawy cię zajmują, zarejestrowałem już ich i ich zawiozę".
                      Przez kilkanaście lat oglądał się na matkę dzieci ! Nie interesowało go czy te dzieci były u dentysty, tylko patrzył żeby matka się tym zajęła jako zobowiązana, a sam umywał ręce.
                      Teraz się stara bo to źle wygląda przy nowej pani. Zabraknie żony, dostaniesz do domu jeg o dzieci i będzie patrzył na ciebie żebyś się ich higieną zajęła bo to normalne, że baba od tego jest.
                    • mamrot3 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:40
                      kruche_ciacho napisała:

                      > dlaczego mama chlopcow nie moze powiedziec: sluchaj, nie mam sily sie tym zajac
                      > , nie zrobilam tego jeszcze, pojdz z nimi na kontrole
                      Czy musi to mówić, żeby pan sam dopełnił obowiązku? To oczywiste, że rak z przerzutami nie pozostawia wiele siły na życie.
                    • milamala Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 11:14
                      kruche_ciacho napisała:

                      > wcale nie durnie bo pytal kilka razy i nie dostal odpowiedzi (kara milczenia) "

                      A nie mogl po drugim zapytaniu i braku odpowiedzi po prostu zaprowadzic dzieci do dentysty. Czy to jakas kara (jak juz uzywamy dziwnych okreslen - kara zaniedbania dzieci przez tatusia) ktora ojciec stosuje wobec zony za jej "przewiny wychowawcze".

                      "> dlaczego mama chlopcow nie moze powiedziec: sluchaj, nie mam sily sie tym zajac
                      > , nie zrobilam tego jeszcze, pojdz z nimi na kontrole "
                      A on nie mogl po prostu zaprowadzic dzieci do dentysty? Wiedzac, ze zona zmaga sie ze smiertelna choroba.

                      Wiesz co, przykro mi sie czyta twoje wypowiedzi. Nie dobrze to wyglada.
                      Wspolczuje tej kobiecie i tym chlopakom.
                      >
                      >
            • marsylvik Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:33
              No rzeczywiście, nie opisałaś wszystkich faktów.
              Ale nie o to chodzi.

              Jej choroba jest tu istotna nie dlatego, że to jest straszne. No jest. Ale chodzi o to, co z tego wynika. Taka sytuacja może powodować u niej stany depresyjne już tylko z tego powodu, że jej życie jest zagrożone. A one skutkują między innymi tym, że brakuje sił na wszystkie istotne sprawy, a co dopiero na takie pierdoły.

              Jeszcze istotniejsze jest to, że chemioterapia wyniszcza. Wyniszcza, osłabia i odbiera siły. Myślę, że albo nie zdajesz sobie sprawy z tego co to tak naprawdę oznacza, albo ze swoich własnych powodów psychologicznych to ignorujesz i dlatego to, co wynika wyłącznie z choroby wyjaśniasz sobie jej niedbalstwem lub niechęcią do Was. Moja teściowa miała taki stosunek wobec mnie: ona uważała, że ja dużo leżę i nie myję okien co dwa tygodnie w końcówce ciąży i w połogu z czystego lenistwa albo jej na złość :D
              • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:42
                Nie przezylam chemioterapii wiec nie powiem: tak, rozumiem! moge sobie wyobrazic tylko...
                zdaje sobie sprawe ze po chemii jest slaba, zreszta zawsze wtedy chlopcy sa u niego zeby mogla dojsc do sil

                co do depresji.... nikt nie zdiagnozowal ale kto to wie... moze to jest rzeczywisty powod ktory odbiera jej sile do wszysytkiego


        • mamrot3 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:34
          kruche_ciacho napisała:

          > lepsza wiec bedzie postawa w ogole "niewtracajaca sie" ?
          Najlepszą będzie postawa wspierająca dzieci w dramatycznej sytuacji. Zdaje się, że pierwszoplanową rzeczą jest budowanie z nimi serdecznej więzi. Lada moment zostaniesz pełnoprawną macochą. Także na Tobie spocznie obowiązek zbudowania dzieciom normalnego domu. Reszta to drobiazgi.
    • vilez [...] 18.03.15, 12:55
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • sebalda Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 19.03.15, 14:15
        vilez napisała:

        > Podły człowiek z Ciebie. Chrońcie bogowie te dzieci przed Tobą. Więcej nie napi
        > szę.

        O jaki nieocenny, konstruktywny i wnoszący komentarz! Dawno nie widziałam równie ciekawego. I to od pierwszej osoby na tym forum, której tak bardzo przeszkadzają uwagi krytyczne, które nazywa linczem. Jakie to ciekawe z socjologicznego punktu widzenia.
        Sytuacja jest wyjątkowo skomplikowana, ja nigdy nie poważyłabym się ferować tutaj wyroków, nawet gdyby w pierwszym odruchu nie spodobała mi się postawa autorki. Sprawa naprawdę nie jest czarno-biała.
        Mój syn krótko i niedbale myje zęby. Nie zliczę, ile razy go za to upominałam. Ostatnio na kontroli dentystka pytała, czy używa elektrycznej szczoteczki do zębów, bo dawno nie widziała tak dobrze doczyszczonego uzębienia, zero dziur, zero kamienia. Ma chłopak farta, widać genetycznie ma dobre zęby. To nie oznacza pochwały niedokładnego mycia zębów, ale też nie należy snuć czarnych scenariuszy, jak chłopaki raz czy drugi zapomną o umyciu zębów.
        • vilez Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 19.03.15, 16:49
          "Gratuluję" wyczucia.
          • milamala Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 11:24
            vilez napisała:

            > "Gratuluję" wyczucia.

            Nie kloccie sie dziewczyny, nie ma o co. Prawde mowiac, mnie tez naszla taka refleksja jak u vliez, tyle, ze nie mialam smialosci tak z grubej rury (a moze czasem i trzeba, ktor wie).
            Tak czy owak, autorka watku powinna sie dowiedziec, ze oceniajac jej postawe tylko z tego co ona sama napisala (zatem mozna pryzpuszczac, ze rzeczywistosc jest jeszcze gorsza) nie jest wymarzona kandydatka na macochoe. Czepia sie o pierdoly, cala uwage skupia na nic nie znaczacych sprawach a zupelnym milczeniem (pewnie i dzialaniem) pomija kwestie budowania wiezi z dziecmi, ktore pewnie lada dzien bedzie wychowywac na pelny etap.
            Wydaje sie, ze kompletnie nie rozumie, jak moze czuc sie czlowiek smiertelnie chory, a winy za (w sumie urojone) "niedociagniecia"wychowaawcze bez skrupolow zrzuca na smiertelnie chora kobiete, swojego partnera zupelnie z nich oczyszczajac, jakby on nie mial zadnych obowiazkow.
            Slabo to widze.
    • damodia Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:03
      Sorry, ale wymaganie twoje i ojca dzieci żeby umierająca matka odpicowywała pełnowymiarowo dzieci żeby pasowały do waszych wyższych standardów jest co najmniej nie na miejscu.
      Ojca psim obowiązkiem było dzieci wychować i się nimi zająć. Od 5 lat jest rozwiedziony, to znaczy że pozostałe 6-w przypadku młodszego i 10 w przypadku starszego zawalał opiekę nad tymi dziećmi i ich nie wychowywał właściwie, tylko czekał że zrobi to chorująca żona i ona te przyziemne sprawy pozałatwia.
      Nie dociera do was, że ona stara się życ normalnie ale dobrze wie, że ma podpisany wyrok i niedługo żadne doczesne sprawy nie będą miały dla niej sensu?
      Napisalaś:
      "Starszy w ogole nie czysci zebow, delikatnie zwrocilam uwage D. czy chlopcy chodza do dentysty na kontrole itd, mowi: mam nadzieje ze A. tego pilnuje, zapytam ja. Podejrzewam ze nie byli jeszcze u dentysty. "
      To jest normalnie skandal.
      Wzięłaś sobie chłopa na partnera, który latami miał w d.... zadbanie o swoje dzieci tylko we wszystkim oglądał się na chorą żonę, i masz pretensje do tejże żony, że za chwilę będziesz mieć na głowie faceta którego musisz uczyć że ma dzieci wychowywać i jego dzieci których mu się latami wychowywac nie chciało.
      Daj spokój jego exżonie. Ojciec dzieci wie jaka jest sytuacja to niech ruszy tyłek i te dzieci wychowuje i wspiera exię w chorobie. Bo wychować dzieci mogł już dawno a nie dopiero teraz, żeby się popisac przed nową kobietą.
      • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:06
        sprawa jest ciezka, rozumiem ze niektorych przerasta
        mimo to dziekuje za opinie
        • yoma Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:29
          Nie niektórych przerasta, tylko ciebie za chwilę przerośnie. Bo za chwilę będziesz miała w domu trzech dorosłych syfiarzy 24/24 i 7/7 (rozumiem, że ojciec po śmierci matki jednak nie odda chłopców do domu dziecka) i dopiero się zaczną jęki nt. "nie sprzątają po sobie, nie zmywają po sobie, nawet wody w kiblu nie spuszczą, ratuj, drogie forum".
        • mamrot3 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:45
          kruche_ciacho napisała:

          > sprawa jest ciezka, rozumiem ze niektorych przerasta
          A Ciebie nie?
          • mamrot3 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:52
            Co masz do zaoferowania przyszłym pasierbom?
          • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:56
            Nie. Mam duzo sily bo bardzo mi zalezy na tych facetach.
            I moze tez dlatego ze wychowywalam sie bez matki.
            • mamrot3 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 15:02
              Zatem postaw na to, co naprawdę ważne, a co mniej - przesuń na dalszy plan.
            • yoma Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 15:19
              A co będzie za kilka lat, kiedy różowe okulary spadną, motyle z brzucha odfruną i zostanie tylko trzech syfiarzy?

              Ròb co chcesz, ale czepiaj się ojca chłopaków, nie matki. Ja rozumiem, że facet jest w tej chwili idealny, a idealny facet nie mógł się dopuścić zaniedbań, ale to z nim będziesz żyć, a nie z matką.
            • gauad Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 15:32
              Sama wychowałas się bez matki a uważasz, że wiesz najlepiej jak się jakaś obca kobieta powinna zachowywać jako matka?? Kuriozalne.
              • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 15:35
                chcialam cos odpowiedziec ale niektore wypowiedzi sa takiego lotu ze nic nie napisze.
                • yoma Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 15:45
                  Bo ci nie pasują?
    • alpepe Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:51
      Możesz pomóc oferując pójście do dentysty z dziećmi, oczywiście kasa od ojca dzieci.
      Możesz pomóc układając regulamin domu. W klasie córki w podstawówce, zresztą w Polsce też się z tym spotkałam, klasa zawierała kontrakt z nauczycielką odnośnie zachowania na lekcjach w stosunku do nauczyciela i siebie nawzajem. Przypomnij sobie regulaminy kolonii. Spróbuj ucywilizować po prostu ten pobyt u ojca. Ramy funkcjonowania w domu stworzą dzieciom bezpieczeństwo, ale i ojciec i ty będziecie musieli regulaminu przestrzegać. Punkty możecie ułożyć wspólnie, to będzie dobra okazja do obgadania wszelkich punktów zapalnych.
      Co do matki, ja ją rozumiem, krzywdzi dzieci długofalowo nie wychowując ich, ale z jej perspektywy liczy się życie jako takie, trzeba ją potraktować jak się traktuje babcię, która nie jest od wychowywania a od rozpieszczania.

      A co do codziennego mycia, wyjdę na brudaskę, ale moim córkom czasem odpuszczam. Tyłek, ręce, twarz, w lato nogi, do tego zęby, to zestaw minimalny, jak są zmęczone i nie mają siły na nic. Rano za to przed szkołą jest prysznic. Starsza młoda weszła w dojrzewanie, bez prysznica rano, po kąpieli wieczorem, nie wyjdzie z domu.
      Starszy już zajarzył, młodszemu odpuść, raz na dwa dni i przed każdym wuefem niech ma obowiązek bezwzględnie przestrzegany, po co mają się z niego dzieci z klasy śmiać. Sam dojrzy konieczność mycia, jak zacznie dojrzewać.
      Co do spuszczania wody, nalepka na drzwiach toalety: spuść wodę po sobie. Na pewno ułatwi przyzwyczajenie.
      Co do kłótni między braćmi, nie wtrącać się, to normalne. Młodszy bluzga z bezsilności, wytłumaczyć mu to, zacznie się nieco hamować.
      • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 13:57
        wiesz alpepe, na ta chwile uczestnicze aktywnie na prosbe D. albo jak chlopcy sa chwilowo pod moja opieka, inaczej nie wtracam sie ani nie narzucam

        i nie jest to tak ze ojciec ma jakas jazde na punkcie mycia, pewnie ze odpuszcza czasem jak pozno jest, czy strasznie marudza i takie tam

        a co do zony to chyba jest tak jak mowisz tylko mimo wszsytko mam wrazenie ze woli spedzic milo czas z corka partera niz swoimi synami
        mmoze nie ma sily na te klotnie

        • alpepe Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:12
          Ja nie wyobrażam sobie być matką chłopca. Pewnie że kochałabym go, ale wolę dziewczynki i ta kobieta też może taka być. Poza tym ta dziewczynka jest fajna, bo jest mała. Do małego dziecka się ma więcej cierpliwości niż do "chłopaczorów" i tyle. Ona ma prawo żyć tak, jak chce, bo przewartościowała swoje życie i wyszło, że powinna żyć właśnie tak, a dzieci jakoś same się wychowają.
          • ann.38 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:18
            alpepe napisała:

            > Ja nie wyobrażam sobie być matką chłopca. Pewnie że kochałabym go, ale wolę dzi
            > ewczynki i ta kobieta też może taka być. Poza tym ta dziewczynka jest fajna, bo
            > jest mała. Do małego dziecka się ma więcej cierpliwości niż do "chłopaczorów"
            > i tyle. Ona ma prawo żyć tak, jak chce, bo przewartościowała swoje życie i wysz
            > ło, że powinna żyć właśnie tak, a dzieci jakoś same się wychowają.

            Nie no, tak nie powinno być. Jeżeli tak jest, to trzeba z matką powaznie porozmawiać. Przecież to okropne dla tych chłopców, kiedy czują, że mama woli tamtą dziewczynkę. "Wolenie" dziewczynek, chęć przewartosciowania życia niczego tu nie usprawiedliwiają. Gdyby matka miała mniej siły i czasu z powodu choroby, to zrozumiałe, ale robienie takich róznic (o ile to prawda) to nie w porządku.
            • alpepe Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:54
              Nie rozśmieszaj mnie, to się bardzo często zdarza. Stety czy niestety. A już rozmowa z matką jest w ogóle bez sensu. Trzeba skupić się na dzieciach i zapewnić im dobry przykład ze swojej strony.
            • emka7611 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 19.03.15, 14:57
              Być może matka chłopców wiedząc o nieuniknionym, nie chce bliskich emocjonalnie kontaktów z chłopcami, żeby nie cierpieli bardzo po jej śmierci.
            • milamala Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 11:33
              ann.38 napisał(a):

              > alpepe napisała:
              > Nie no, tak nie powinno być. Jeżeli tak jest, to trzeba z matką powaznie porozm
              > awiać. Przecież to okropne dla tych chłopców, kiedy czują, że mama woli tamtą d
              > ziewczynkę.

              Sorry ale dla mnie to jakas bzdura narazie. Autorce sie tak wydaje i to ma byc odrazu prawda? Malo prawdopodobne aby ktos wolal spedzac czas z cudzym dzieckiem bardziej niz z swoim. Oczywiscie moze sie tak zdarzyc, ale prawdopodobienstwo jest niewielkie. Jesli ktos nie lubi swoich dzieci to zawyczaj nie lubi tez zadnych innych.
              Mysle, ze to wymysl autorki, wiele juz niefajnych rzeczy o matce chlopcow napisala, wiec nie dziwi kolejny.
              • adorra0 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 12:46
                No napisała, jednak sam fakt bycia chorą na raka nie sprawia, ze osoba staje się od razu aniołem światłości i nie wyklucza tego, że była partnera Autorki mogła dać im nieźle popalić. Powszechnie wiadomo, że ex i next rzadko palają do siebie sympatią, a każda uważa drugą za samo zuo i wie lepiej co ta powinna.
                • milamala Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 12:59
                  adorra0 napisał(a):

                  > No napisała, jednak sam fakt bycia chorą na raka nie sprawia, ze osoba staje si
                  > ę od razu aniołem światłości i nie wyklucza tego, że była partnera Autorki mogł
                  > a dać im nieźle popalić.

                  Oczywiscie to prawda, calkiem mozliwe, ze mama chlopcow zawsze nawet przed choroba byla nieudolna wychowawczo.
                  Ale to nie zmienia faktu, ze autorka watku w tajemniczy sposob uwolnila calkowicie partnera za zaniedbania wychowawcze a cala wine zrzucila na jego byla. A za wychowanie odpowiedzialni sa oboje rodzicow a nie tylko matka, o czym zdajsie autorka watku stara sie usilnie zapomniec.
                  • adorra0 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 19:27
                    Oj , nie ona pierwsza i nie ostatnia. Myślę, ze zdecydowana większość next cierpi na tę przypadłość:-)przynajmniej na początku związku. Ktoś musi być winien tych wszystkich przykrych sytuacji, które są udziałem nowej partnerki. Jest zakochana, nieba by chciała chłopu przychylić po ciężkim życiu z ex:-D
                    • vilez Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 19:50
                      Żartujesz? Piszesz o jakiejś patologii, a nie o osobie zrównoważonej umysłowo i moralnie. Nie wyobrażam sobie, by mój obecny mąż winił mojego eks męża za cokolwiek z tytułu bycia zakochanym we mnie.

                      Skąd masz taki fatalny obraz next? Z własnych wyobrażeń o tym?
                      • ola_dom Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 09:41
                        vilez napisała:

                        > Żartujesz? Piszesz o jakiejś patologii,

                        Czyżby? Chyba nie takiej rzadkiej.
                        Nie twierdzę, że druga żona mojego ojca jest całkiem zdrowa i normalna, ale nienawidzi nas nawet po niemal 30 latach od rozwodu moich rodziców. Do tej pory tato ma nieprzyjemności, jak się żona dowie, że spotyka się ze mną (choć to jest jeszcze w miarę dopuszczalne), a niedajboże! z moją mamą!
                        Chyba miała nadzieję, że jak się obżeni z moim ojcem, to my w cudowny sposób przestaniemy istnieć :D. A my złośliwie żyjemy dalej.... I czasem jeszcze bezczelnie coś chcemy od taty...!
                        Tak więc - to wcale nie taka rzadka rzadkość.
                        • vilez Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 10:29
                          Ale nie można z patologii robić czegoś oczywistego. Żyłam i żyję w rodzinei patcghworkowej, mam takowe w dalszej rodzinie i u znajomych, i nie widzę takich jazd.
                          Po prostu wychodzi klasa ludzi, i tyle. Ale pisać, że z klucza coś tam i podawać to jako normę, jest niepoważne.
                          • adorra0 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 10:33
                            Próbuj dalej:-D
                            • vilez Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 13:30
                              Adorra judzi. Czyli znowu z czymś trafiłam celnie :-)
                              Ach, te reakcje Adorry...
                              • adorra0 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 13:39
                                :-D:-D:-D:-D:-D:-D:-D
                                • vilez Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 15:33
                                  A potem zdziwiona, że ją nazwą trollem... :-)
                          • ola_dom Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 10:52
                            vilez napisała:

                            > Ale nie można z patologii robić czegoś oczywistego.

                            Ale nie można też udawać, że nie istnieje, tylko trzeba się nauczyć jakoś z nią radzić.
                            • vilez Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 13:29
                              Istnieje na zasadzie, że ludzie robią różne świństwa. Nie można jednak ze świństw robić zasady- o to chodzi.
                          • edw-ina Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 13:40
                            To nie jest żadna patologia, a jedynie prosty i pierwotny mechanizm psychologiczny. Nowy związek tworzy się w opozycji do starego, a skoro z założenia nowy związek ma być dobry, to stary, skoro się rozpadł był zły. Jeśli był zły, to nasz pierwotny mózg musi kogoś obciążyć za to winą. Nie może obciążyć winą partnera, z którym zakłada się nowy związek, bo to by oznaczało poddanie w wątpliwość słuszności tworzenia i trwania takiego związku, czyli winna musi być druga strona - ex płci obojętnej. Dochodzi do tego problem posiadania, wyłączności, ponieważ człowiek pierwotny w nas, ten osobnik wiecznie żyjący w niepokoju o jutro i ogólnie funkcjonujący w niedoborze, chce wszystkiego dla swego stadła, w którym funkcjonuje: w obecnych czasach tym wszystkim są przede wszystkim pieniądze i czas. Więc nie ma co mówić o patologii, za to można mówić o nieuświadomionych i często siejących spustoszenie mechanizmach zachowań.
                            • vilez Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 16:19
                              Nie znam takiego ogólnego pierwotnego mechanizmu psychologicznego. Ogólnego w sensie: dotyczącego wszystkich. Wiem natomiast, że niektórzy ludzie lubią iść na skróty i działają wedle różne typu nieprawidłowych mechanizmów różnego typu . Ale to żadna reguła dotycząca wszystkich. To są właśnie patologiczne zachowania NIEKTÓRYCH ludzi- nic więcej.

                              Ktoś, kto postrzega nowy związek w opozycji do starego, nie dojrzał do nowego związku, który powinien być jakością samą w sobie. Tak jak dojrzały człowiek nie tworzy swojego związku w opozycji do związku sąsiada, tak i nie powinien w odniesieniu do swoich dawnych związków.

                              Ktoś, kto postrzega swoje związki w opozycji "dobry: zły"- jw. To niedojrzałe i niepoważne. Tak może postrzegać chwilowo swoich rodziców nastolatek w okresie buntu, ale nie- dojrzały człowiek.
                              Taki człowiek ma nieprzerobiony własny wkład w związek i niedojrzały stosunek do własnych możliwości i klęsk. Ma to wiele wspólnego z resentymentem, który jest odczuciem i postawą patologiczną (Nietzsche- Z geneaologii moralności, Scheller- Resentyment a moralność).

                              Podobnie z czuciem się właścicielem kogoś (jeśli dobrze zrozumiałam)- to jest odczucie patologiczne.

                              Życie w "wiecznym niepokoju i niedosycie"- jedni tak żyją, inni- nie żyją. A już tworzenie z tego podstawy do zachłannego związku- żadna norma, raczej- nieprawidłowość.

                              Zgodzę się, że to "nieuświadomione i często siejące spustoszenie mechanizmy zachowania"- dodam tylko, że patologiczne i dotyczące ludzi funkcjonujących nieprawidłowo: słabo samoświadomych i mających niepoprzerabianą przeszłość. Sporo ludzi jednak ma to uporządkowane i nie kieruje się takimi niskimi pobudkami.

                              Psioczysz na swoich eks z klucza? No chyba nie. Ja też nie.
                              • edw-ina Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 16:28
                                Człowiek stety lub niestety nie działa w 100 proc. świadomie. Aż tak nie odskoczyliśmy od małp. Działają na nas przeróżne mechanizmy, atawizmy i wiele innych izmów. Nie każdy jest w stanie zauważyć i skorygować każdy z nich. Nie każdy umie, nie każdy może, nie każdy wie. Po prostu.
                                Patologia to wielkie słowo, mocno za duże. Wiem, że lubisz duże słowa, dosadne określenia pozbawione refleksji nad szerszą naturą ludzką. I z jednej strony twoje wypowiedzi próbują mieć charakter bardzo humanistyczny, a z drugiej strony pozbawiasz je tej na wskroś humanistycznej różnorodności opinii, przekonań i właśnie refleksji nad człowiekiem jako takim, skonstruowanym na imperatywach biologicznych i psychologicznych. Brakuje w tym różnorodności i świadomości, że ona istnieje i nie zniknie za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, tylko w imię zasady, że nasza obecna moralność ma taką a nie inną definicję.
                                Osobiście wybieram dane do refleksji niż czyste określenia.
                                • vilez Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 16:55
                                  > Człowiek stety lub niestety nie działa w 100 proc. świadomie.

                                  Ktoś twierdzi inaczej? Nie wydaje mi się. Nieświadome jednak może być prawidłowe i nieprawidłowe. Mam wrażenie, że nieprawidłowe podajesz za prawidłowe.
                                  Ponadto: człowiek to istota w dużej mierze także- świadoma. I o tę świadomość warto się upomnieć.

                                  > Działają na nas przeróżne mechanizmy,

                                  Przeróżne, nie znaczy- ogólne. O tym właśnie piszę: że przeróżne, a nie- że ogólne.

                                  > pozbawione refleksji nad szerszą naturą ludzką.

                                  Widzę, że idziesz stadnie tropem niektórych koleżanek. Współczuję, bo to porażka...
                                  To, że się ktoś z Tobą nie zgadza, nie oznacza, że jest pozbawiony refleksji.

                                  > Patologia to wielkie słowo, mocno za duże.

                                  Bo ja wiem... Patologia to patologia- nieprawidłowość. Dla mnie to żadne duże słowo. Ot, określenie. Opisałaś moim zdaniem patologiczne podejście do związków.

                                  > pozbawiasz je tej na wskroś humanistycznej różnorodności opinii, przekonań i
                                  > właśnie refleksji nad człowiekiem jako takim, skonstruowanym na imperatywach > biologicznych i psychologicznych.

                                  Mam wrażenie, że piszesz o sobie. Ja piszę o prawidłowościach. Które to prawidłowości z jakichś względów Ci się nie podobają. Ale to już każdy sądzi po sobie- tak myślę. Mnie się one podobają :-)

                                  > Osobiście wybieram dane do refleksji niż czyste określenia.

                                  Co to są "dane do refleksji" i "czyste określenia"? Mam silne wrażenie pustosłowia. [podobnie tutaj: "pozbawiasz je tej na wskroś humanistycznej różnorodności opinii, przekonań i właśnie refleksji nad człowiekiem jako takim, skonstruowanym na imperatywach biologicznych i psychologicznych"]. Staraj się być bardziej precyzyjną.


                                  • vilez Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 23.03.15, 17:22
                                    Ps. To, że to jest patologia, potwierdzasz sama tutaj: "często siejących spustoszenie mechanizmach zachowań." Niepatologiczne mechanizmy zasadniczo nie sieją spustoszeń.
                                    • edw-ina Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 24.03.15, 14:00
                                      Takie stawianie sprawy powoduje, że ludzie nie chcą dzielić się swoimi problemami, a co za tym idzie - nie znajdują lepszych rozwiązań sytuacji, w których się znaleźli. Pisząc to, co napisałam, starałam się przedstawić sam mechanizm, bez oceniania go. W ogóle, jeśli to tylko możliwe, staram się unikać oceniania, bo kim jestem, by to robić? I zachęcam do odrzucenia ocen, szczególnie wobec osób, których sytuację znamy wycinkowo.
                                      Odnośnie zarzutu, że dołączam do nagonki - do niczego i nikogo nie dołączam. To moje spostrzeżenie, które możesz rozważyć, bądź odrzucić. Twój wybór.
                                      • danaide Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 26.03.15, 11:54

                                        Jest taka anegdota, zdaje się z życia wzięta. Student Politechniki przynosi projekt, w czasach gdy nie było kompów - piękny rysunek techniczny, ołówkiem, na specjalnym papierze. Profesor się pochyla, bierze długopis, kreśli na wielkim projekcie malutkie kółeczko i mówi: ale tu, proszę pana, jest źle. Praca do wyrzucenia. Student bierze długopis z rąk profesora, kreśli olbrzymie koło na całym projekcie i mówi: a tu jest, k#$%&, dobrze!

                                        A tak przy okazji krucjaty vilez o Kulturę - w "Kopciuszku" braci Grimm ojciec Kopciuszka żył przez cały czas trwania opowieści i praktycznie nie reagował na złe traktowanie córki. W przeróbkach innych autorów ojciec często jest uśmiercany. Kultura zwycięża! A tymczasem konflikt kultury z naturą wiecznie żywy...
                                        • edw-ina Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 26.03.15, 14:05
                                          :) fajna anegdotka.
                                          A tak odnośnie kultury-natury: chcemy być widziani jako ci bardzo ucywilizowani, rozsądkiem rozstrzygający wszelkie sporne kwestie, nie pozwalający by emocje brały nad nami górę. To bardzo wygodny sposób widzenia siebie i przy okazji bardzo fałszywy. Mogę nawet porównać to do pewnego mentalnego Matrixa stworzonego, by ukryć te bardziej realne i biologicznie zdeterminowane potrzeby/zachowania. Ot choćby miłość - ubieramy ją w piękne słowa, mówimy o braterstwie dusz itp., a tak naprawdę cała ta maskarada służy jednemu: znalezieniu partnera o możliwie najlepszym i kompatybilnym z naszym materiale genetycznym oraz zatrzymaniu tego partnera na tyle długo, by udało się wspólnie odchować spłodzone dziecko. Bo w sumie jak miałby brzmieć wiersz o czymś takim: o ty, której feromony sugerują, że jesteś płodna, biodra wskazują, że masz szansę urodzić, a ładna cera podpowiada, żeś zdrowa, chcę z tobą spółkować?
          • mamameg Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 19:57
            Ja nie wyobrażam sobie być matką chłopca. Pewnie że kochałabym go, ale wolę dziewczynki i ta kobieta też może taka być.

            A jakby twój mąż/partner zajmował się np. siostrzeńcem zamiast waszymi córkami to też uważałabyś, że to w porządku, bo on nie lubi dziewczyn i właściwie chciał mieć syna?
            • milamala Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 11:36
              mamameg napisała:

              > Ja nie wyobrażam sobie być matką chłopca. Pewnie że kochałabym go, ale wolę dz
              > iewczynki i ta kobieta też może taka być.
              A masz syna?
              Pewnie nie.
              Ja tez bardzo ciesze sie , ze mam corke (choc nie prosta w wychowaniu, mozna by powiedziec, lobuz jak chlopiec, tylko moze z wiekszym wdziekiem) i po cichu jestem wdzieczna, ze wlasnie jest to corka a nie syn i jakbym miala miec kolejne, to tez wolalabym corke. Ale prawda jest taka, ze to takie za przeproszeniem pitolenie o szopenie. Jakby byl syn to tez bym go pokochala z calych sil. Dziecko to dziecko.
    • ann.38 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:13
      Ale dlaczego w temacie wątku jest mama chłopców, a nie ojciec? Twój partner zaczął uczyć dzieci mycia, spuszczania wody, zainteresował się stanem zębów, kiedy są już nastolatkami, więc czemu nie podejmujesz tego problemu tylko piszesz o matce? To Twój partner więc w pierwszej kolejności czemu nie zastanowisz się nad jego zaniedbaniami?
      • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:15
        bo ja tez jestem matka i pisze z punktu widzenia matki
        • ann.38 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:21
          kruche_ciacho napisała:

          > bo ja tez jestem matka i pisze z punktu widzenia matki
          A ja z punktu widzenia matki własnie zbuntowałabym się, dlaczego znowu wina matki? Przecież to dla nas bardzo obciążające i niesprawiedliwe.
          • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:26
            watek nie ma na celu obwinianie mamy chlopakow
            obydwoje gdzies sie zapetlili i zaniedbali swoje rodzicielskie obowiazki, ona i on

            tylko teraz sytuacja wyglada tak ze ona mowi: tak, jestem chora i wszystko co nie tak to Twoja wina

            a on nie moze w sumie odpowiedziec nic, bo ona przeciez jest chora

            rozumiesz? ps. rak tez jest jego wina, oficjalna wersja jest taka ze to przez stresy podczas wspolnego zycia rozchorowala sie
            • miedzymorze Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:47
              >watek nie ma na celu obwinianie mamy chlopakow
              >obydwoje gdzies sie zapetlili i zaniedbali swoje rodzicielskie obowiazki, ona i on

              Tak jest.
              Z tym że teraz on dojrzał do zadbania, a ona nie, mniejsza o powody. I takie założenie najlepiej przyjąć.


              >tylko teraz sytuacja wyglada tak ze ona mowi: tak, jestem chora i wszystko co nie tak to Twoja wina
              >a on nie moze w sumie odpowiedziec nic, bo ona przeciez jest chora

              Nie zwracać uwagi, ew przytakiwać.

              >rozumiesz? ps. rak tez jest jego wina, oficjalna wersja jest taka ze to przez stresy podczas >wspolnego zycia rozchorowala sie

              Również przytaknać, po czym mąż może spokojnie spytać 'Czy jak już ustaliliśmy, że to wszystko moja wina, to możemy ustalić jakieś konkrety co do zadbania o to co zostało zaniedbane ?'
              I albo ustali, albo zajmie się wszystkim sam, z Twoją ew pomocą.

              U know, nie szukajcie winnych. Szukajcie rozwiązania ;)

              pozdr,
              mi
              • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:54
                "U know, nie szukajcie winnych. Szukajcie rozwiązania ;)"

                dzieki Mi
                • ola_dom Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:55
                  kruche_ciacho napisała:

                  > "U know, nie szukajcie winnych. Szukajcie rozwiązania ;)"

                  To polecam także paru innym uczestnikom tego wątku...
            • marsylvik Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 16:38
              kruche_ciacho napisała:

              > tylko teraz sytuacja wyglada tak ze ona mowi: tak, jestem chora i wszystko co n
              > ie tak to Twoja wina

              Ona tak rzeczywiście mówi, czy to Twoja lub jego interpretacja jej słów?

              > a on nie moze w sumie odpowiedziec nic, bo ona przeciez jest chora

              Jedno z drugim nie ma związku. Być może nie potrafi jej w tej sytuacji odpowiedzieć, ale wtedy to byłby jego własny deficyt, za który ona nie jest odpowiedzialna.

              > rozumiesz? ps. rak tez jest jego wina, oficjalna wersja jest taka ze to przez s
              > tresy podczas wspolnego zycia rozchorowala sie

              To jest oficjalna wersja lekarzy w przypadku raka zawsze, jeśli nie ma przyczyn genetycznych lub wyjątkowo niezdrowego trybu życia, który można powiązać z rakiem, typu alkoholizm - rak wątroby. W większości przypadków raka stres jest główną (choć nie jedyną) przyczyną.
              No i jeszcze jedno: "przez stresy podczas wspólnego życia" to jednak nie to samo co "przez ciebie". Moim zdaniem jeśli ktoś to odbiera jako zarzut, to się jednak do winy poczuwa. On się poczuwa, a nie został oskarżony.
              • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 17:16
                Zostal oskarzony rowniez "oficjalnie", przy swiadkach.
                Choroba jest w tym momencie tarcza ochronna dla niej i jednoczesnie atakiem na niego.
                "przez stresy podczas wspólnego życia" to akurat moje okreslenie

                i tak, jedno z drugim jest scisle powiazane, ale nie bede w tym kierunku uszczegolawiac bo nie o tym jest watek.

                Ps. tak na marginesie a propos chorob to od kilkunastu lat pali, nieprzerwanie do tej pory.
                • yoma Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 17:25
                  A widzisz? Zła kobieta, i pali, i synów myć zębów nie nauczyła. Powtarzam, daj jej spokój, to z nim masz żyć, nie z nią.
                • adorra0 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 17:26
                  Bardzo jej nie lubisz, prawda?
                  • kruche_ciacho Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 17:36
                    o, zlatuja sie wszystkie forumowe hieny ;-)
                    • adorra0 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 17:52
                      Powiem Ci jak to działa - dostajesz tyle ile dajesz - Ciebie nie stać na współczucie dla kobiety, na której synach podobno Ci zależy, a oczekujesz go dla siebie od anonimowego forum?
                    • yoma Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 17:56
                      Dlaczego jesteś agresywna?
            • milamala Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 11:41
              kruche_ciacho napisała:
              "> tylko teraz sytuacja wyglada tak ze ona mowi: tak, jestem chora i wszystko co n
              > ie tak to Twoja wina
              >
              > a on nie moze w sumie odpowiedziec nic, bo ona przeciez jest chora"

              Jak czytam twoje dotychczasowe watki to sytuacja wyglada zgola inaczej niz piszesz a mianowicie: wszystko to jej wina, a ona w procesie wychowawczym w ogole nie odgrywal roli.

        • edw-ina Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 14:53
          Raczej dlatego, że ex to zawsze zło wcielone popełniające same błędy. Jeśli też jesteś matką, to powinnaś znać maksymę, że nikt nie jest ideałem.
          • ekimmu78 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 15:08
            A te zaniedbania to wynikaja z obecnej choroby czy od zawsze tak bylo?.Bo jak z obecnej choroby mamy to nie nalezy na niej kotow wieszac,jest bardzo zmeczona..Wg mozesz starac sie pomoc z przyjaznia, sercem mamie dzieci bo jej czas sie konczy,mozesz pomoc dzieciom bo jest to ciezka sytuacja, z delikatnoscia i sercem i mozesz bacznie przyjrzec sie swojemu chlopu.Choroba wyciencza i pozbawia godnosci a normalni zdrowi ludzie nie zawsze potrafia to zrozumiec.
            • alpepe Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 15:11
              matka roku się odezwała.
              • marsylvik Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 16:47
                alpepe napisała:

                > matka roku się odezwała.

                Chamskie.
        • milamala Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 22.03.15, 11:38
          kruche_ciacho napisała:

          > bo ja tez jestem matka i pisze z punktu widzenia matki

          Niesamowite, hm... i z tego powodu uwolnilas partnera od odpowiedzialnosci za zanidbania, zwalajc cala "wine" na smiertelnie chora kobiete.
          Az sie wierzyc nie chce.
          I ty sie dziwisz, ze ludzie maja taka opinie jaka maja?
    • kruche_ciacho Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 15:51
      ma przemyslenia w sprawie? bardziej chodzi mi o skoncentrowaniu sie na relacjach z chlopcami: jak zachowac rownowage pomiedzy zainteresowaniem, pomaganiem a nienarzucaniem sie, ingerowaniem.
      Jak powinnismy reagowac na agresywne zachowania mlodszego syna partera?

      Jak sie zachowac kiedy rzeczywiscie zostana bez mamy?
      • verdana Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 17:06
        Przede wszystkim musisz uświadomić sobie, ze w istniejącej sytuacji całokształt dbania o dzieci jest po stronie Twojego męża. On ma załatwiać dentystę, nie czekając na matkę, leczenie i wychowanie. Matka w tej sytuacji może najwyżej zajmować sie dziećmi, niczego więcej już nie należy oczekiwać. Innymi słowy, zamiast złościć sie, że chłopcy przychodzą "nienauczeni" pora przyjąć, zę to maż jest głównym wychowawcą i opiekunem - to on ma dbać, uczyć pilnować.
        Dzieci są w bardzo trudnej psychicznie sytuacji. Agresja , niechęć, bunt są w pełni uzasadnione.
      • marsylvik Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 17:07
        Pierwsze pytanie: ustalić to z partnerem. To on jest ojcem, ma wobec dzieci obowiązki ale ma i prawa, jak najbardziej może i powinien z nich korzystać, także w formie włączania Ciebie do pomocy przy dzieciach, jeżeli oboje uważacie to za odpowiednie.

        Drugie pytanie: zrozumieć chłopaka, znaleźć przyczynę agresji i nad nią pracować. Najczęściej przyczyną agresji jest albo powielanie wzorców, trzeba wtedy zadbać o to, żeby otoczenie dawało dobry a nie zły przykład, druga przyczyna to nieumiejętność radzenia sobie ze swoimi emocjami.
        Czy chłopak potrafi rozpoznawać i nazywać swoje uczucia? Bo to podstawa.
        jeśli nie, to trzeba mu w tym pomóc, na przykład jeśli przestraszony wpada w furię, to okazać najpierw zrozumienie dla strachu.
        Potem podpowiadać i pokazywać na własnym przykładzie bardziej odpowiednie, mniej agresywne sposoby wyrażania uczuć.
        I bardzo, bardzo pilnować, żeby dzieciak czuł, że do uczuć ma prawo. Wszelkich uczuć. Wolno mu się złościć, wolno mu się bać, wolno mu się czuć bezradnym. Uczuć nie wolno ani zabraniać ani piętnować w żaden inny sposób, na przykład poprzez wyśmiewanie. Nie ma jedynie akceptacji dla niektórych sposobów ich wyrażania, zwłaszcza tych mocno agresywnych. Nie wolno mu bić, czy na przykład wyzywać. Wolno mu powiedzieć, że jest wściekły na brata, bo ten zrobił to i śmo, wolno mu żądać za to przeprosin czy innego zadośćuczynienia, wolno mu poprosić dorosłego o pomoc w rozsądzeniu konfliktu, wolno mu nawet podnieść w takiej sytuacji głos - w pewnych granicach oczywiście. I to jest Wasze zadanie - uświadomić mu nie tylko to, czego nie wolno, ale i to, co mu wolno.
        • kruche_ciacho Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 17:25
          Takie zasady sa u ojca. U matki jest inaczej.
          U ojca reaguje sie na bicie, wyzywanie, agresje itp spokojnie ale stanowczo.
          U matki nie ma reakcji na tego typu zachowania.

          Kazdy pobyt z powrotem u ojca to znow uczenie sie od nowa.
          • yoma Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 17:30
            To może, ekhem, partner odciążyłby niewydolną eks i zajął się wychowaniem chłopców na stałe, a nie tylko w weekendy...
            • kruche_ciacho Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 17:31
              ona nie zgadza sie na to
              • yoma Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 17:48
                Można to przeprowadzić sądownie, jeśli się rzeczywiście tego chce.

                A zatem: czy partner rzeczywiście chciałby stac się pełnoetatowym ojcem dwóch dorastających synów i nadrabiać braki w ich wychowaniu, które to wychowanie wraz z byłą żoną zaniedbał, zwłaszcza mając nową, entuzjastycznie nastawioną do tego partnerkę - czy po prostu wygodniej mu powiedzieć "eee, A. nie nauczyła, a chłopaków nie odda"?
              • ekimmu78 Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 17:49
                A jakis Ty masz z ta mama kontakt? Czy jest mozliwosc zeby tak na spokojnie z nia pogadac,jak pomoc jak rozwiazac te problemy?
                • verdana Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 17:58
                  A ja sie zastanawiam, skąd wiecie, jak chłopcy zachowują sie, gdy są w domu z mamą...
                  • 3-mamuska Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 18.03.15, 19:26
                    Nie przezylam chemioterapii wiec nie powiem: tak, rozumiem! moge sobie wyobrazic tylko...
                    zdaje sobie sprawe ze po chemii jest slaba, zreszta zawsze wtedy chlopcy sa u niego zeby mogla dojsc do sil

                    co do depresji.... nikt nie zdiagnozowal ale kto to wie... moze to jest rzeczywisty powod ktory odbiera jej sile do wszysytkiego


                    Jestes okropna kobieta wiesz?....

                    Kobieta jest chora sama z wszystkim? Czy ty nie zdajesz sobie sprawy jakie to obciążenie?
                    Nie tylko fizyczne ale i psychiczne?

                    Co z tego ze nikt nie zdiagnozować depresji? To nie kusi byc depresja ale przytłoczeniu cała sytuacja , to ze kobieta ma świadomość ze zaraz zostawi swoich synów samych, juz to wystarczy do totalnego załamania.

                    A noże ona chce rzebyscie przejęli opiekę nad dziecmi bo to was czeka w przyszłości, wie ze za jakis czas chłopcy wyładują u was i ona teraz nie chce byc ta ktora pilnuje strofuje .

                    Niech twoj facet ruszy doopie i zabierze chłopców do dentysty, a to ze nie spuszczają wody to choćby matka gderala chodziła pilnowała to i to moze nie wystarczyć.
                    Ja pilnuje mowie tłumacze ,wsciekam sie a i tak czasami zdarzy sie ze któreś z dzieci zapomni.


                    Nie oglądaj sie na matkę dzieci tylko uczcie dzieci waszych zasad w waszym domu, to co ona robi nie powinno cie obchodzić.
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko, a jakie Pani 21.03.15, 10:56
        Bardzo trudno będzie odpowiedzieć, bo sprawa ma wiele niuansów, które gdy będą pominięte mogą zaważyć na wychowaniu dzieci, na ich osobowościach, na relacjach chłopców z rodzicami i z Panią. Ale też na Pani relacji z partnerem, na relację z jego eksżoną
        Proszę zatem pamiętać, że nawet odpowiedzi na Pani pytania, nie wyczerpią z pewnością całego spektrum tej skomplikowanej. Oczywiście największą komplikacją jest tu, jeśli nie śmiertelna to bardzo poważna choroba, która jest niezwykle ważnym predykatorem w całej opisanej sprawie.
        Rozumiem Pani troskę, której nadaję jednak pozytywne znaczenie, i zainteresowanie jak postępować w takiej niejednoznacznej sytuacji.
        Nawet wtedy, gdy są one podyktowane ochroną siebie i swoich spraw.
        Pani żyje też w tym układzie i nie zawiesza swojego życia, potrzeb, standardów i wymagań "na kołku". Musi je Pani natomiast dostosowywać i elastycznie zmieniać do wymagań bieżącego życia. Nawet jak jest to Pani świadomy i dorosły wybór na jaki Pani ma wpływ, a dzieci już tego wpływu nie mają.

        kruche_ciacho napisała

        > ma przemyslenia w sprawie? bardziej chodzi mi o skoncentrowaniu sie na relacjac
        > h z chlopcami: jak zachowac rownowage pomiedzy zainteresowaniem, pomaganiem a nienarzucaniem sie, ingerowaniem.

        To bardzo płynne i nie zawsze się da wyraźnie oddzielić. Proszę też pamiętać, że to co Pani będzie przeżywała jako zainteresowanie, druga strona, szczególnie młoda i rozemocjonowana, odbierze za ingerowanie.
        Więc trzeba pilnie obserwować reakcje chłopców i one niech będą drogowskazem do dalszego postępowania.
        Skoro, czy chłopcy chcieli czy nie chcieli, stała się Pani ich codziennością, to wszyscy muszą w tej codzienności się jakoś poruszać.
        A zatem pewne standardy przyjęte w domu (spuszczanie wody w toalecie, higiena osobista dziecka), winny być egzekwowane w sposób kulturalny, ale stanowczy. Ale trzeba sie liczyć z tym, że będzie opór. Bo to może być świetne pole walki. A niespuszczanie wody przejawem biernego oporu przeciwko światu, który tak się z chłopcami źle obchodzi. I tu może nie chodzić tylko o Panią.
        Myślę, ze drugim drogowskazem mogą być dla Pani ustalenia z partnerem. Co on bierze na siebie, a w co Pani może ingerować.
        Wydaje się, że musi Pani być cierpliwa w znoszeniu różnych swoich potknięć i porażek. Tu sytuacja jest dynamiczna ze względu na wiek chłopców i stan zdrowia fizycznego i psychicznego ich mamy.
        Myślę, że zainteresowanie jest ważne. A jego przejawem mogą być też stawiane granice i ustalane normy.
        Proszę też pamiętać, że dziś pracuje Pani na jutro. Z obecnej perspektywy Pani zachowania mogą budzić u chłopców wściekłość, ale za 2 lata mogą przynieść im niespodziewane owoce, za które będą wdzięczni.


        > Jak powinnismy reagowac na agresywne zachowania mlodszego syna partera?

        Nie pozwalać na nie, ale rozumieć skąd się biorą. A zatem stawiać granice zachowaniom w sposób niezmordowany, ale podkreślać, ze się nie obraża na niego za przeżywane emocje. Uczyć jak je inaczej wyrażać. Pomagać w takim wyrażaniu. Np: niech mówi dlaczego przeklął czy kopnął czy obraził. Nawet jak to są nieprzyjemne rzeczy. Ale ma mówić komunikatem "ja" a nie "ty" czy "on"
        Lub zmienić sytuację. Wyjść z nim w inne miejsce. Zająć czymś innym, a potem wrócić do tematu. Czytać z nim razem jakieś książki , gdzie bohaterowie mają kłopoty z agresją i różnie je rozwiązują.

        >
        > Jak się zachować kiedy rzeczywiście zostana bez mamy?

        Wydaje mi się to przedwczesne. Teraz trzeba się układać z mamą ciężko chorą i zagrożoną.
        Agnieszka Iwaszkiewicz

        PS: Znów pojawiła się w wątku agresja. Wyrażona wprost lub przez pogardliwe określenia autorki wątku i jej partnera.
        Jaki to ma cel? Nawet jak macie Panie swoje wyraziste i może nawet słuszne poglądy, bo znacie się z innych wpisów, to można je wyrazić inaczej. Jest tyle słów, tyle sposobów. Naprawdę można być w tym kreatywnym. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • edw-ina ściągnij różowe okulary 18.03.15, 19:40
      Tak na wszelki wypadek - jestem macochą od 12 lat, mam pasierbów kilka lat starszych od twoich. I nie - nie jestem super-duper macoszką świergoczącą dzieciom do uszek i ścierającą im pyłki sprzed stóp, ale napiszę ci coś, czego nauczyłam się przez lata.
      Przede wszystkim przestań myśleć o tym, co matka powinna. Bo to zwyczajnie nie twoja sprawa, nie ty możesz jej stawiać wymagania i nie ty powinnaś ją rozliczać z wykonywania ich. Chciałabyś żeby ktoś postronny rozliczał ciebie jako matkę? Bo ja nie. Poza tym ściągnij różowe okulary, które sprawiają, że nie widzisz zaniedbań własnego partnera. Mnie nie interesuje kto nie nauczył moich pasierbów sprzątania po sobie. Jest mi to całkowicie obojętne, bo to od ich ojca wymagam, by był zachowany jako taki ład. I jeśli nie nauczył synów sprzątać po sobie, to niech sprząta po nich - naprawdę jest mi obojętne, bylebym nie musiała tego robić ja.
      Agresja młodszego - nie wiem w jakim wieku jest twoje dziecko (jeśli gdzieś było, to nie zapamiętałam), ale proces uczenia się radzenia sobie z emocjami jest bardzo długi i rozciągnięty na kilkanaście lat. Moje niespełna dwuletnie dziecko w przypływie złości rzuca przedmiotami, czasami potrafi uderzyć. Jest złe z natury? Nie kochane? Chce nam zrobić na złość? Nie, po prostu budzą się w niej emocje, których nie rozumie, a musi coś z nimi zrobić. To normalny, zwykły proces rozwojowy. Powinnaś to widzieć na przykładzie swojego dziecka. A twój pasierb ma co przeżywać - rozstanie rodziców, śmiertelną chorobę matki, brak stabilizacji jaki to rodzi, lęk o przyszłość.
      Jeśli chcesz coś zrobić, to przede wszystkim powinnaś zmusić swojego partnera do konkretnego działania - odciążenia matki w opiece nad synami, jak choćby przejęcia spraw ich zdrowia/leczenia/szkoły, porozmawiania z nimi otwarcie o ich sytuacji, o lęku, jaki wywołuje choroba matki i zbliżająca się śmierć, stworzenia wspólnie z nimi scenariusza na wydarzenia po śmierci matki tak, by dzieci odzyskały poczucie bezpieczeństwa. Poza tym porozmawiaj sama ze sobą, czy ty dasz radę po jej śmierci. Bo możesz nie dać rady i nie ma w tym nic, czego należy się wstydzić, ale trzeba to sobie uświadomić. Bo jeśli czujesz, że nie dasz rady, to nie sprawdzaj tego, tylko usuń się wcześniej.
      Aha - jeszcze jedno odnoście mycia, sprzątania, spuszczania wody itp. - ja zwykle mówię, że mój dom i moje zasady. Koniec kropka.
    • nena20 Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 18.03.15, 20:52
      okropna jesteś, nie wiem jak można zrzucać winę na drugą osobę, zwłaszcza śmiertelnie chorą? nie wiem co bym zrobiła na jej miejscu?
      sikanie i te inne duperele ojciec dzieci powinien załatwić już dawno temu i nie ma co zrzucać odpowiedzialności na matkę dzieci. Prawda jest taka, że ojciec dzieci chyba nie bardzo wnika i przez całe lata to akceptował. Niestety nosisz różowe okulary.
    • kruche_ciacho Podsumowujac 19.03.15, 09:31
      niewiele osob w tym watku skoncentrowalo sie na problemie i moim pytaniu
      wiecej szukalo rozrywki w osadzaniu i dogryzaniu, a co robi/robil ojciec, jak smiesz osadzac smiertelnie chora kobiete, jestes straszna - te posty ignoruje, nijak one sie maja do rzeczywistej, realnej sytuacji w jakiej sie znajdujemy

      dziekuje dziewczynom ktore napisaly cos konkretnego i rzeczywiscie udzielily rady
      • ekimmu78 Re: Podsumowujac 19.03.15, 11:17
        Bardzo poruszylo mnie to co opisalas,widze ta sytuacje na kilku poziomach.Po pierwsze zgodze sie z innymi,ze tata dzieci powinien przejac opieke i "zgadywac,wiedziec" co trzeba zrobic.Mama dzieci moze ma poczucie winy,moze "chce sobie dac rade sama" a moze po prostu jest przerazona i z tym przerazeniem nie potrafi sobie dac rady.Ty w tym wszystkim powinnas poszukac profesjonalnego wsparcia dla siebie,bo cala sytuacja obciazy cie psychicznie i mozesz nie dac rady.To bedzie za toba ciagnelo sie do konca zycia.Nie jest jasne z twoich postow jaki masz kontakt z mama dzieci.Uwazam,ze jest szalenie wazne abys ty wyciagala do niej reke z przyjaznia,abys ty porozmawiala z nia na temat jej oczekiwan teraz i po jej odejsciu.To jest dla mnie sprawa calej waszej trojki.Wybacz mamie jej zachowania,uwagi,ten czlowiek odchodzi i sie miota i sobie chyba nie radzi.Dla dzieci mozesz byc przyjacielem.Ta ktora poslucha,przytuli i pocieszy,zabierze na lody czy do kina.Przymknij oko na te drobne rzeczy w sensie,ze ustalasz granice ale robisz to taktownie i delikatnie.Czasem w zyciu sa wazniejsze rzeczy niz codzienne kapanie.To jest taki moment w zyciu dla ciebie kiedy mozesz pokazac jakim jestes czlowiekiem i kiedy mozesz drugiemu czlowiekowi cos dac i zrob to najlepiej jak potrafisz.Zycze ci sily i spokoju i madrosci na te nadchodzace dla ciebie rowniez ciezkie chwile.
      • basiastel Re: Podsumowujac 19.03.15, 11:31
        Realna sytuacja jest taka, ze ojciec dzieci nawet nie wie, czy kiedykolwiek były u dentysty i jakoś go to nie interesowało, ale winą za to obarczasz matkę. Zostaniecie jedynymi opiekunami tych chłopców i skupcie się na sobie i dzieciakach, matkę zostawcie w spokoju. Osobiście uważam, że byłoby lepiej, by chłopcy już teraz z Wami zamieszkali.
      • marsylvik Re: Podsumowujac 19.03.15, 12:48
        kruche_ciacho napisała:

        > niewiele osob w tym watku skoncentrowalo sie na problemie i moim pytaniu
        > wiecej szukalo rozrywki w osadzaniu i dogryzaniu, a co robi/robil ojciec, jak s
        > miesz osadzac smiertelnie chora kobiete, jestes straszna - te posty ignoruje, n
        > ijak one sie maja do rzeczywistej, realnej sytuacji w jakiej sie znajdujemy

        Ja to widzę inaczej. Według mnie te osoby skupiły się na tej części problemu, którą one uważają za ważniejszą, a Ty zdajesz się jej nie dostrzegać albo ją bagatelizujesz.
        Też uważam, że fakt umniejszania roli ojca w procesie wychowanie jego dzieci i przypisywanie całej zasługi/winy w tym temacie tylko jednemu z rodziców jest... ekhm... nieracjonalne. Według mnie to musi wynikać albo z Twoich specyficznych, dziś już archaicznych poglądów na role w rodzinie, albo z silnej niechęci do ich matki przy jednoczesnym widzeniu ich ojca przez różowe okulary.

        Forma w jakiej tu to czasem piszą nie podoba mi się, jest chamska i nieefektywna - o właśnie, jesteś świetnym przykładem na to o co tu na tym forum "walczę", że brutalne wygarnianie komuś nie jest pomocne, jak tu co poniektóre osoby twierdzą, bo powoduje zamknięcie się w samoobronie na wszelkie informacje. Ale rację w ich wypowiedziach jednak widzę... Zresztą napisałam Ci wprost, co mi się nie podoba, mam nadzieję, że konstruktywnych porad, które potrafisz przyjąć też się doszukałaś.
        • hd_vision Re: Podsumowujac 19.03.15, 14:25
          Możesz mieć pewność że przeżyjesz to samo co kobieta. w 100%. Też doświadczysz umierania.
          I ciekawe czy będziesz skupiać się na dentyście. Odczep się od matki, nie masz prawa jej oceniać.
          Ciekawe jak byś umierała oceniana przez macochę twojego dziecka która nie bardzo chciałaby je wziąć bo jest jeszcze "nie odchowane". Traktujesz dzieci jak koty które nie umieją robić do kuwety.
          Dzieci w rodzinie gdzie rodzic choruje mają deficyty. Jeśli choruje śmiertelnie, umiera to skupia się na teraźniejszości. Dentysta, spuszczanie wody i higiena należą tak naprawdę do przyszłości, matka nie musi się tym zajmować, bo mogą być rozwiązane po jej śmierci przez ojca. Albo przed. A Ty rozstrzygasz kto jest winny dziur w zębach?Ta kobieta umiera, i już. Gdzie trafią jej dzieci? jaki będzie ich los? Odczep się, jeśli nie umiesz po prostu być i nie oceniać.

          No ale Królowa jest tylko jedna, prawda? Już zasiadłaś na tronie.
        • adorra0 Re: Podsumowujac 19.03.15, 15:39
          Marsylvik wielki szacun. Wielka szkoda, że Autorka w każdym pytaniu doszukuje się złych intencji. Zapytałam czy nie lubi byłej żony swego partnera, bo pomyślałam, że współczucie i empatia dla kogoś kogo się lubi pojawiają się w takiej sytuacji z reguły same. Tu żadnego z tych uczuć nie widać. . I to ocenianie w tej konkretnej sytuacji nie budzi, niestety, sympatii do wątkodawczyni. Autorka zrobi jak uważa, ale ja na jej miejscu pochyliłabym się , kiedy już opadną emocje, na tych odpowiedziach, które wywołały w niej potrzebę obrony czy negacji. Nie twierdzę, ze zawsze, ale stosunkowo często takie gwałtowne emocje wskazują co rzeczywiście jest problemem.
          • nena20 Re: Podsumowujac 19.03.15, 19:17
            no nic, pozostaje mieć nadzieję, że matka dzieci pożyje jeszcze kilka lat. Przy odrobinie szczęścia dzieci nie będą musiały mieszkać z tatusiem i jego nową partnerką. Starszemu do dorosłości brakuje niewiele, być może będzie wolał zaopiekować się bratem sam?
            • adorra0 Re: Podsumowujac 19.03.15, 20:48
              Sytuacja jest dla Autorki wątku z całą pewnością trudna. Zastanawiam się na ile ten niechętny stosunek wątkodawczyni do eksi jest efektem ich wzajemnej, osobistej relacji, a na ile został wyrobiony pośrednio w trakcie opowiadań partnera o byłej żonie.
            • milamala Re: Podsumowujac 22.03.15, 12:01
              nena20 napisała:

              "> no nic, pozostaje mieć nadzieję, że matka dzieci pożyje jeszcze kilka lat. Przy
              > odrobinie szczęścia dzieci nie będą musiały mieszkać z tatusiem i jego nową pa
              > rtnerką. Starszemu do dorosłości brakuje niewiele, być może będzie wolał zaopie
              > kować się bratem sam? "

              Boze, wlasnie o tym samym pomyslalam, tak mi zal tych chlopakow, nie dosc, ze oboje w trudnym wieku dojrzewania, co juz w samo w sobie moze byc trauma, to jeszcze straszna smiertelna choroba matki, plus tatus, ktory nic nie musi i przyszla macocha, ktora zamiast budowac serdeczna relacje z tak doswiadczonymi dziecmi pilnuje wody w toalecie.
              Bardzo zycze tym chlopcom aby mama pozyla jeszcze pare lat, tak aby przynajmniej starszy dorosl.
      • bmk13 Re: Podsumowujac 19.03.15, 19:31
        Nieważne, czyja wina. Eks męża umiera. Dla niej to koniec wszystkiego, odpuść sobie. Piłeczka jest po stronie Twojego męża. Ty go po prostu wspieraj.
    • quba Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 21.03.15, 11:49
      pomieszkasz z nim dlużej, przekonasz się, że twój partner to też brudas
    • pole_koniczyny Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 30.03.15, 18:56
      Sytuacja niewesoła, nie zazdroszczę.

      Mnie zastanawia jedno: czy chłopcy wiedzą, w jakiej są sytuacji?
      Czy mają świadomość, że ich mama może niedługo umrzeć?
      Czy wiedzą, co stanie się z nimi potem? Czy mają absolutną pewność, że zamieszkają z ojcem i z Tobą? Czy ufają wam, wiedzą, że będą w was obojgu mieć wsparcie po stracie mamy?

      Bo jak dla mnie to szkoda w tej chwili czasu na rozpatrywanie tego, czy matka chłopców jest wydolna wychowawczo. Pewnie w tej chwili nie jest, może nigdy nie była. Ale jakie to ma obecnie znaczenie? Nauczenie chłopców matematyki, zasad higieny i ogarnięcie dentysty leży teraz po waszej stronie - ojciec powinien o to zadbać, ale Ty powinnaś tego dopilnować, takie jest moje zdanie. Nie myśl o tym, że się wtrącasz - sytuacja jest jaka jest i masz prawo nie czekać aż problemy magicznie zniknąć. Dla mnie to są kwestie do ogarnięcia, a nie problemy właściwie.
      Problemy macie takie, jak opisałam powyżej. I od rozwiązania tych kwestii trzeba chyba zacząć.
    • asia_i_p Re: Dzieci partnera,ich mama czyli jak to robic d 29.04.15, 20:12
      Rozumiem, że się zastanawiasz, na ile wchodzić w rolę rodzica, bo za rok, góra kilka lat dzieci będą u was na stałe, więc przynajmniej młodszego będziecie wychowywać.

      Tylko dziwnie ustawiacie priorytety. Higiena i codzienna toaleta to nie są teraz wasze główne zadania, waszym głównym zadaniem jest przekonać te dzieci, że mają u was dom i mogą na was liczyć. Moja siostra była o 4 lata młodsza od młodszego z nich i po śmierci mamy po kilku dniach odważyła się zapytać, czy teraz pójdzie do domu dziecka. Czy ktoś w ogóle z tymi chłopakami rozmawiał, uspokoił ich, opowiedział, jak będzie wyglądało dalej ich życie, czy trwają w takim zawieszeniu?
Pełna wersja