ola_dom
27.03.15, 13:28
Natchnęła mnie adorra. Bo w sumie warto się głębiej zastanowić - ja chciałabym się zastanowić - nad tym, co napisałam w sąsiednim wątku. Zacytuję:
Nie wiem, czy dobrze to, czy źle, kiedy cudze działania, gdy uważamy je za bezsensowne i bezcelowe, budzą w nas tyle złości, irytacji? Ale niewątpliwie tak się dzieje.
I żeby nie było, że widać to tylko u innych: tak naprawdę właśnie dzisiaj zaobserwowałam to znów u siebie. Zirytowała mnie koleżanka z pracy - rzecz zupełnie nie dotyczyła pracy, nie miała na mnie NAJMNIEJSZEGO wpływu, a zirytowała mnie zupełnie bezsensownie i irracjonalnie (chyba). I najpierw przez kilka godzin się irytowałam, że można postępować tak "głupio", "służalczo", "przesadnie uprzejmie" - nie wiem, jak to nazwać. NO WŁAŚNIE! Nawet nie wiem, jak to nazwać, zupełnie mnie to nie dotyczy - a mnie zirytowało... Bo ja uważam, że takie zachowanie jest niemądre i dysfunkcyjne... Ale co z tego??? Dlaczego tak mnie to zirytowało?
Aż mi teraz wstyd, ale obawiam się, że znowu przyjdzie taka sytuacja, że się "rozpędzę" i zdążę zezłościć zupełnie bez sensu i potrzeby. Idiotyzm :(.