igge
01.04.15, 23:54
Mam problem. Moja mama samotna i posiadająca syf i bałagan w domu (teraz także i remontowy), co oznacza brak fizycznych i psychicznych możliwości zaproszenia gości ma spędzić u nas święta. Także po tśo, żeby od remontu itp odpocząć. Mój mąż chce, żeby jej pobyt u nas trwał jak najkrócej a nie np przeciągnął się na wiele dni jak to miało miejsce już wcześniej. Chcieliśmy więc pierwszy dzień świąt pobyć u nas, potem odwiedzić na obiad teściową w drugi dzień, po drodze odwożąc moją mamę do siebie. Siostra męża musi się wyspać i nie wstaje rano nigdy więc śniadanie wielkanocne u teściów to zawsze obiad lub obiadośniadanie, ewentualnie obiad z jajkiem ze święconki przed. Teściowa zawsze dopasowywuje się do pory przyjazdu córki. Późnej bardzo pory. Tak czy inaczej zaproszenie ich do nas na śniadanie nie wchodzi raczej w grę bo szwagierka zje dopiero po południu, moja mama i dzieci moje rano, mąż niechętnie w ogóle u nas chce cokolwiek urządzać. No i teściowa zawsze raczej żąda, chce, woli u niej organizować święta choć narzeka, że zmęczona. I ma tysiąc wymagań co i jak należycie powinno być zrobione. Liczyliśmy na to rozmawiając wcześniej, że pierwszy dzień z moją mamą u nas. Drugi dzień z teściami bez mojej mamy raczej bo teściowa niechętnie ją zaprasza a raczej nie chce osobiście zaprosić tylko rzuca, że przecież moja mama oczywiście może przyjść z nami do niej skoro i tak spędza u nas w lesie święta. Moja mama nie zaproszona osobiście przez teściową nie bardzo chce pojawiać się u teściowej. Ja nie chcę zostawiać mamy samej w święta. Przynajmniej teraz skoro jesteśmy w dobrych stosunkach, które sobie raczej cenię. Dzisiaj byliśmy zrobić i pozanosić zakupy teściowej i ona przy wyjściu oznajmiła, że mamy zdecydowanie przyjechać do niej w pierwszy dzień świąt, na obiad bo w drugi dzień ona chce odpoczywać bez gości (chyba). Zaskoczeni ,bo wczoraj mówiliśmy o poniedziałku, a mama męża uzależniała termin od dogadania się z dalszą rodziną (która na szczęście wyjeżdża więc do nich nie trzeba sie dopasować /oni mieli być zaproszeni do teściowej także) ale powiedzieliśmy (a raczej ja powiedziałam bo mąż nie umie odmawiać mamie), że ok tylko czy może przyjechać w niedzielę moja mama skoro i tak wtedy mieszkać będzie z nami. Na to teściowa bez entuzjazmu, że może. I że możemy jej o tym powiedzieć my bo ona nie będzie dzwonić. Nalegałam, żeby krótko ale ona jednak zadzwoniła i zaprosiła na obiad moją mamę ale teściowa odmówiła, mówiąc, że na święta to nie trzeba zapraszać co innego inne uroczystości ewentualnie. Wracając od teściowej wstąpiliśmy do mojej mamy, żeby pomóc w remontowych zakupach i mąż mój powiedział mojej mamie, że jest zaproszona do jego rodziców. na to moja mama w płacz, że ona chciała tylko u nas odpocząć ale to w pierwszy dzień świąt jadąc sami z dziećmi do teściowej na obiad odwieziemy ją po drodze do jej mieszkania. Oznaczałoby to, że spędzi z nami sobotę, zje wielkanocne śniadanie ( u nas śniadanie nie musi być jak u teściów po południu grubo), zrobimy szukanie czekoladowych jajek w trawie i wio do teściów po drodze zrzucając babcię u niej w zawalonym stertami bambetli pod sufit, rozgrzebanym remontowo jej włąsnym mieszkaniu. I od pierwszego dnia po południu świąt jest sama. Wydaje mi się to dość okrutne.
Jak zrobić, żeby wilk był syty a owca cała ???????? Chcę, żeby obie babcie, w miarę możliwości, były zadowolone. I mąż i dzieci, które lubią i kochają obie babcie i teścia (ze szwagierką nie są specjalnie związane). Ja po po tym jak z zaskoczenia wkurzyłam się, że teściowa nie chce zapraszać mojej mamy (skoro psuje nam nasz pierwotny plan i ustalenia) - teraz po prostu chciałabym obie despotyczne babcie jakoś usatysfakcjonować i nie psuć atmosfery robieniem czegoś ostentacyjnie wbrew ich woli i pragnieniom ale chyba się tak nie da. Boże Narodzenie to była taka sama historia. Moja mama jest nademocjonalna i reaguje nerwami, często płaczem, złością,fochem, wpędzaniem w poczucie winy (nie daję się :)), ma kompleksy wobec teściowej, chyba czuje się od niej gorsza. Teściowa znowu reaguje fochem, dąsami, kwaśną miną, obrażaniem się, drobnymi złośliwościami.
Może prześpię się z problemem i jutro sama coś wymyślę:). Ale może ktoś z Was widzi najsensowniejsze wyjście bo w święta zamierzam mieć tak czy inaczej dobry humor. Dzięki z góry.