eskorta30
03.04.15, 09:21
Naszło mnie przedświatecznie takie oto pytanie? Czu rodzice są dla dzieci, czy dzieci dla rodziców? Jako dorosła, trzydziestokilkuletnia osoba stwierdziłam, że w moim domu to rodziców nie było dla nas (dzieci), bo rodzice przez całe życie odkąd ja pamiętam byli niesamowicie zaangażowani w zycie swoich rodziców - czyli naszych babć i dziadków. Całe zycie mojej matki było podporządkowane niezwykle dominującej babci. Rodzice nie wyjeżdżali na wakacje z nami, tylko do babci, nie spedzalismy wspolnych weekendów sami - tylko w domu babci. Nie byłam nigdy z rodzicami nad morzem, w górach, nie jeździłam na rowerze, nie chodziłam do kina - bo rodzice zawsze byli u swoich rodziców, załatwiali ich sprawy i im pomagali. I nie mówię tu o czasach kiedy dziadkowie byli juz w bardzo podeszłym wieku i opieka dzieci im się należała. Po prostu tak było zawsze. I to nie jest w żadnym razie kwestia finansowa.
I do czego zmierzam - w zeszłym roku zmarła moja babcia. Matka teoretycznie odetchnęła, bo ostatnie lata były bardzo ciężkie, ale...W rozmowach okazuje się, że dla mojej matki rodzina, to nadal nie dzieci, tylko bracia i ich rodziny i wsztytsko to co łączy się bezpośrednio z babcią i wspomnieniem o niej. Zrozumialam to przy okazji przygotowan do najbliższych świąt, kiedy to moja matka powiedziała: skoro nie bedzie mojego brata W, mojego brata P, to co to za święta? No kur....zagotowałam się. Zrobiło mi się potwornie przykro. Moja matka ma męża, dzieci, te dzieci mają żony/mężów i swoje dzieci, ale dla niej rodzina to tylko bracia i ich rodziny. My jesteśmy jakby "na przyczepkę". Tak jakby mimo juz mocno dorosłego wieku (35,45) ja i mój brat mamy u niej nadal status małych dzieci, które w świetach bardziej przeskadzają, niż pomagają. A prawdziwe relacje są gdzie indziej.
Mam wrażenie,ze ta silna więź rodzinna miedzy nią a jej matką nigdy się nie zerwie, a relacja z braćmi ma być jej przedłużeniem. Tymczasem po smierci babci jej synowie jakby poczuli sie uwolnieni i...wcale nie dążą do wspólnych świąt. A moja matka nie umie sie z tym pogodzić.
A ja osobiście chciałabym nia jakoś potrząsnąc, tylko jak? Mamo, ja tu jestem!