decyzje finansowe w małżeństwie

07.04.15, 00:11
Chodzi mi nie o finanse zwykłe i rzeczy potrzebne w codziennej egzystencji, ale poważne decyzje, wiążące się z większą sumą pieniędzy, a jednocześnie nie konieczne, będące potrzebą jednego z małżonków.
Jak podejmujecie takie decyzje?
Jedna strona chce i uważa daną rzeczy za wartą posiadania, druga uważa, że rodziny nie stać na tą rzecz, bo pieniądze przydadzą się na coś innego. Każda strona przekonuje drugą do swojej racji, ale żadna nie daje się przekonać.
Co robicie? Nie kupujecie, bo nie ma zgody drugiej strony? Przekonujecie do upadłego, aż jedna strona odpuści? Dajecie wolną rękę, bo w końcu zakup nie spowoduje biedy rodziny?
    • pani.jezowa Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 00:44
      U nas takie decyzje podejmowane są wspólnie.
      Nie zdarzyło nam się nie dogadać, ale mamy podobne podejście do życia, podobne spojrzenie na wiele spraw.
      Dla mnie jedna z podstaw udanego związku to dobranie się poglądami na świat, zainteresowaniami, podejściem do ludzi.
      Przeciwieństwa się przyciągają, ale ta atrakcyjność krótko trwa.
      Oczywiście nie mówię o tym, że trzeba mieć jedno wspólne hobby i już.
      Tylko o tym żeby mieć podobne podejście, także do finansów, oszczędzania.

      Swoją drogą, OT będzie, naszła mnie taka refleksja, że bardzo często jak czytam lub słucham o problemach ludzi w związkach to mam ochotę powiedzieć: "trzeba się było poznać PRZED ślubem".
      Nie mówię, bo to niczego nie zmieni tym ludziom dziś, ale myśl pojawia się nieodmiennie.

      A rada?
      Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać.
      Bez komunikacji nie ma związku.
      • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 12:42
        Ludzie się rozwijają, zmieniają. Poznanie siebie przed ślubem -takie, jak Ty zakładasz: ze będą kompatybilni wystarczająco- nie gwarantuje, że ta kompatybilność utrzyma się dalej. Drogi rozwojowe mogą się rozejść.
      • tonik777 Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 14:55
        > bardzo często jak czytam lub słucham o problemach ludzi w związkach to
        > mam ochotę powiedzieć: "trzeba się było poznać PRZED ślubem".
        Fajne to, tylko nie zawsze działa. W moim przypadku wydawało mi się, że znam żonę, a po ślubie okazało się, że to była tylko iluzja i moja żona nie jest już tą kobietą z okresu narzeczeństwa.

        > Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać.
        > Bez komunikacji nie ma związku.
        Tu się zgadzam, tylko do rozmowy trzeba dwojga. Inaczej będzie monolog. I nawet najszczersze chęci jednej ze stron na nic się zdadzą jeśli ta druga nie chce się dogadać.
        • pani.jezowa Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 18:28
          Jasne, Tonik, do rozmawiać trzeba z kimś, ten drugi ktoś musi chcieć.
          Tylko ja mam opinię dość może radykalną: jak mąż/partner nie chciałby ze mną rozmawiać to jest po związku. Nie wyobrażam sobie inaczej.

          Co do poznania się przed ślubem i różnych dróg rozwoju potem.
          Te różne drogi się, oczywiście, zdarzają.
          Ale jednak z moich obserwacji wynika, że ludzie przed ślubem nie mieszkają ze sobą na stałe (nocują u siebie najwyżej), nie mają wspólnych finansów, wydaje im się, że wiele rzeczy po ślubie się zmieni (o i owszem, zmieni, niekoniecznie w wymarzonym przez nas kierunku), o wielu sprawach nie rozmawiają, bo "nie wypada".
          Są zauroczeni, motyle w brzuchu a to za mało by wiedzieć czy się znamy nawzajem, czy się sprawdzimy w trudnych sytuacjach a będą takie na pewno.

          Dla mnie, jeśli para decyduje się na związek małżeński, to powinna to robić dopiero wtedy, kiedy będzie miała poczucie, że PO ŚLUBIE NIC SIĘ NIE ZMIENI.
          Nic. Życie będzie takie jak jest, tylko zalegalizowane formalnie (nie odnoszę się tu do kwestii wyznaniowych, bo to inna sprawa).

          Wiem, że to się zmienia, że coraz częściej ludzie mieszkają ze sobą prze ślubem, ale wciąż zbyt wiele znam małżeństw, gdzie obie strony liczyły, że po ślubie będzie lepiej, on się zmieni, ona zrozumie...
          • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:03
            Nie ma możliwości, żeby nic się nie zmieniło w nas w ciągu lat życia. Doświadczenia i okoliczności, obserwacja innych wpływają na nasze poglądy, spojrzenie na świat, priorytety. Poza tym pojawiają się dzieci, inne poważne zobowiązania.
            • pani.jezowa Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:33
              Oczywiście, że nie ma.
              Jednak podstawowa baza się zmienia bardzo rzadko: poglądy na związek, szacunek dla ludzi, sposób widzenia moralności i uczciwości. Nowe hobby czy kolejny kierunek studiów tego nie zmieniają.
              • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:42
                pani.jezowa napisał(a):

                > Oczywiście, że nie ma.
                > Jednak podstawowa baza się zmienia bardzo rzadko: poglądy na związek, szacunek
                > dla ludzi, sposób widzenia moralności i uczciwości. Nowe hobby czy kolejny kier
                > unek studiów tego nie zmieniają.
                Zmieniają, zmieniają. Potrzeby i marzenia się zmieniają, bo możliwości się zmieniają.
                • pani.jezowa Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 23:55
                  Potrzeby i marzenia, to nie jest to, o czym ja pisałam.
                  Poza tym u Was, z tego co opisujesz, nie są problemem potrzeby i marzenia.
                  Tylko nieumiejętność rozmawiania o nich i realizowania ich tak, by cała rodzina była zadowolona.
                  A to już się mieści w tym, co opisałam.
                  • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 08:52
                    Mówisz o poznaniu pewnych najbardziej podstawowych cech (osobowościowych, charakteru)- ok, choć nawet i te cechy nabierają nowego wyrazu, ale przyjmijmy, że rdzeń zostaje. Jednaki to nie gwarantuje powodzenia, o jakim myślisz- tak sądzę. Bowiem nawet w sytuacji pełnej statyczności tych cech mogą nastąpić realne modyfikacje zachować i WYBORÓW np. pod wpływem rozmaitych okoliczności/sytuacji. Okoliczności/sytuacje bywają bardzo silną determinantą. Inaczej zachowują się te same jednostki w rożnych sytuacjach. A tego nie przewidzisz. Ergo: nie ubezpieczysz się na życie od tej strony. Ludzie są skazani na ciągłe wybory, a każdy wybór modyfikuje zwrotnie także osobę wybierającą.
                    Co oczywiście nie znaczy, że nie trzeba poznać osoby, z którą się chcemy związać na stałe. Lepiej poznać, niż nie poznać. Ale nie można się na tym poznaniu uwiesić jako na czymś oczywistym, do końca poznanym i gwarancji "udania się" związku.
                    Taki świat - oparty na takim zawieszeniu -osobiście widzę jako piekło za życia.
                    • pani.jezowa Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 14:03
                      Nigdzie nie napisałam, że to jest gwarancja.
                      To jest podstawa, warunek konieczny, ale nie wystarczający.
                      Zazwyczaj brakuje nawet tego.
    • iziula1 Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 00:47
      To zależy... jeśli ten wydatek to marzenie współmałżonka to tak, o ile nie oznacza to nadmiernego zaciskania pasa lub wyrzeczeń, które obciążą cała rodzinę. To wszystko zależy od możliwości finansowych, wzajemności w małżeństwie.
      Podam przykład z mojego małżeństwa, jak najbardziej aktualny. Mąż marzy o boisku do gry w piłkę - mamy dużą działkę. Boisko z naturalnej trawy, ogrodzone siatką ( bo dziki itp ) . Wydatek ogromny, czyli gross środków trzeba przeznaczyć na to marzenie. Po dyskusji uzgodniliśmy że ok, będzie boisko bo mąż o tym marzy, ja nie, dla mnie wydatek zbędny i nie bedę z niego korzystać ale jest to ważne dla mego męza. Z kolei liczę,że mąż ( on o tym wie ) pomoże mi w realizacji mojego marzenia - sad i ogród warzywny. Tu nie ma kompromisu. Jeśli " nie " współmałżonka spowoduję, że druga strona czuje się nieszczęsliwa trzeba ustąpić, na realizację marzeń warto wydać oszczędności, bo szczęscie daje nam nie stan konta, tylko emocje, przeżywanie.
      Tu nie chodzi o brak zgody lub nie. W małżeństwie/związku, kiedy finanse są wspólne i przekładają się na budżet rodziny wszytko trzeba przedyskutować, ale też brać pod uwagę że liczy się nie tylko to co ja chce ale też to, co potrzebuje moja rodzina - dzieci , maż. Jeśli realizacja mojego pragnienienia będzie oznaczać dla mojej rodziny czasowy lub długotrwału brak zaspokojenie jej podstawowych potrzeb oznacza to dla mnie i mego męża, że musimy z marzeń zrezygnować, bo dzieci/rodziną są ważniejsze.
      • pani.jezowa Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 00:50
        Spodobało mi się marzenie Twojego męża :)
        Boisko ma być pełnowymiarowe?
        • iziula1 Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 19:45
          Pełnowymiarowe.....no coś Ty :D
          Mniejsze, taki "orlik" . Wymiarów jeszcze dokładnych nie znamy, bo na chwilę obecną mamy umówione spotkanie z firmą która to robiła akurat w naszej gminie. Dodatkowo ogrodzenie wywsokość ok 3-3,5 metra też kosztuje. Więc długośc x szerokośc x wysokość x cena...ufff.
          • pani.jezowa Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 20:03
            Mój mąż wpadł w zachwyt jak mu Twój post przeczytałam :)
      • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:14
        iziula1 napisała:

        > To zależy... jeśli ten wydatek to marzenie współmałżonka to tak, o ile nie ozna
        > cza to nadmiernego zaciskania pasa lub wyrzeczeń, które obciążą cała rodzinę. T
        > o wszystko zależy od możliwości finansowych, wzajemności w małżeństwie.
        Tylko takich marzeń jest dużo i cały czas pojawiają się nowe wiążące się z konkretną kasą. Z jednej strony. I nie ma potrzeby zaciskania pasa.

        > Podam przykład z mojego małżeństwa, jak najbardziej aktualny. Mąż marzy o boisk
        > u do gry w piłkę - mamy dużą działkę. Boisko z naturalnej trawy, ogrodzone siat
        > ką ( bo dziki itp ) . Wydatek ogromny, czyli gross środków trzeba przeznaczyć n
        > a to marzenie. Po dyskusji uzgodniliśmy że ok, będzie boisko bo mąż o tym marzy
        > , ja nie, dla mnie wydatek zbędny i nie bedę z niego korzystać ale jest to ważn
        > e dla mego męza. Z kolei liczę,że mąż ( on o tym wie ) pomoże mi w realizacji m
        > ojego marzenia - sad i ogród warzywny.
        Co jeśli druga strona nie ma materialnych marzeń lub marzeń osobistych, te co ma związane są z zaspokojeniem potrzeb całej rodziny, są z korzyścią dla każdego członka?

        Tu nie ma kompromisu. Jeśli " nie " wspó
        > łmałżonka spowoduję, że druga strona czuje się nieszczęsliwa trzeba ustąpić, na
        > realizację marzeń warto wydać oszczędności, bo szczęscie daje nam nie stan kon
        > ta, tylko emocje, przeżywanie.
        Zawsze strona, która nie dostanie, nie spełni swojego marzenia, będzie nieszczęśliwa. To znaczy, że druga strona ma zawsze ustąpić?

        > Tu nie chodzi o brak zgody lub nie. W małżeństwie/związku, kiedy finanse są wsp
        > ólne i przekładają się na budżet rodziny wszytko trzeba przedyskutować, ale też
        > brać pod uwagę że liczy się nie tylko to co ja chce ale też to, co potrzebuje
        > moja rodzina - dzieci , maż. Jeśli realizacja mojego pragnienienia będzie oznac
        > zać dla mojej rodziny czasowy lub długotrwału brak zaspokojenie jej podstawowyc
        > h potrzeb oznacza to dla mnie i mego męża, że musimy z marzeń zrezygnować, bo d
        > zieci/rodziną są ważniejsze.
        Właśnie realizacja marzeń nie powoduje wyrzeczeń innych członków rodziny, jedynie uszczuplenie lub brak oszczędności.
        • marsylvik Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 08:49
          kaszub-ska napisała:

          > Co jeśli druga strona nie ma materialnych marzeń lub marzeń osobistych, te co m
          > a związane są z zaspokojeniem potrzeb całej rodziny, są z korzyścią dla każdego
          > członka?

          Skutki:
          Pojawia się poczucie niesprawiedliwości, krzywdy, poczucia jednostronnego niesprawiedliwego wkładu w rodzinę u osoby "bez marzeń".
          Pojawia się poczucie więzienia w klatce, duszenia, bycia oskarżanym i niedocenianym przez osobę "z marzeniami".
          Przyczyna: głównie tkwi jednak w osobie "bez marzeń". Wymaga dużo od siebie, pewnie uważa, że "tak się powinno" i w związku z tym wymaga od drugiej strony tego co "się powinno". Heroizm i poświęcenie, które dla jednej strony jest oczywistością dla drugiej może być właśnie heroizmem i poświęcaniem się. Nadmiernym.

          Sama taka byłam. I ciągle trochę jestem. To dość powszechna postawa u kobiet, w dodatku jest powszechnie uważana za cnotę, choć tak naprawdę jest głównie źródłem problemów. Nadal widzę sensowność swojego pomysłu z rozdzieleniem kont. Niech mąż realizuje marzenia, jeśli... no właśnie, nie Was, tylko jego na to stać. W pewnym sensie. Nie Twoim kosztem - bo choć uważam, że przyczyna leży w Tobie, to dzieje się to Twoim kosztem. Utwórzcie oddzielne konto, na które będziecie wpłacać taką samą sumę, jaką mąż wydał na swoje marzenia. Niech ono będzie dla Ciebie, żebyś nie była pokrzywdzona, nie miała poczucia niesprawiedliwości we wkładaniu w rodzinę i czerpaniu z niej. Nie masz teraz marzeń? Nie jest łatwo nauczyć się zaspokajać swoje potrzeby, zauważać swoje marzenia, jeśli się wyrosło w poczuciu, że stawianie potrzeb innych (rodziny) ponad swoimi jest oczywistością. To trzeba chyba przerobić u psychologa, Ty to powinnaś przerobić u psychologa. A tymczasem niech te wspólne pieniądze, ich nadmiar, będą dzielone sprawiedliwie. Usunie to poczucie krzywdy u Ciebie, z tymi pieniędzmi zrobisz co zechcesz, może nawet zdecydujesz je poświęcić rodzinie, nie wiem, może poczucie bezpieczeństwa jest dla Ciebie ważniejsze niż dla męża, a może pojawi się jakieś Twoje marzenie, które będziesz mogła zrealizować. Mąż też może się dzięki temu uwolnić od Twoich pretensji, żalu, który on pewnie uważa niesłuszny, niesprawiedliwy. Ja myślę, że ten pomysł doraźnie i tymczasowo rozwiąże dużą część tego problemu, ale i tak przyczynę trzeba jakoś przerobić, inaczej problem stawiania cudzych potrzeb ponad swoimi i wymaganie tego od innych prędzej czy później ujawni się w jakiejś innej, niefinansowej dziedzinie.
    • marsylvik Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 06:51
      Kiedyś mieliśmy taki sytem: kupujesz co chcesz, pod warunkiem, że identyczną sumę jak wydajesz przelewasz na nasze konto "nie do ruszenia". Stać nas na "zabawki"? No to stać nas na oszczędzanie.
      • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:19
        marsylvik napisała:

        > Kiedyś mieliśmy taki sytem: kupujesz co chcesz, pod warunkiem, że identyczną su
        > mę jak wydajesz przelewasz na nasze konto "nie do ruszenia". Stać nas na "zabaw
        > ki"? No to stać nas na oszczędzanie.
        Właśnie oszczędności są przeznaczane na marzenia lub to, co mogłoby zostać zaoszczędzone. Kwoty znaczne, bo np. 10-20 tys.
      • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 08:56
        > kupujesz co chcesz, pod warunkiem, że identyczną sumę jak wydajesz przelewasz na nasze konto "nie do ruszenia"

        O taki system, widzę jako piekło ziszczone. To chyba nowa wersja: oko za oko...
        • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 09:35
          vilez napisała:


          > O taki system, widzę jako piekło ziszczone.

          Tak, mnie sie to tez nie podoba. Może u kogos to działa, nie wiem
        • asia_i_p Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 19:44
          No chyba że to było na zasadzie, że dobrały się dwie osoby z lekką ręką do wydawania pieniędzy i zgodnie stwierdziły, że muszą się pohamować.
    • default Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 07:58
      U nas, mimo że nie mamy formalnie rozdzielności majątkowej, to jednak każde z nas ma "swoje" pieniądze, do których się sobie nawzajem nie wtrącamy. I jeżeli w ramach tych pieniędzy stać nas na sprawienie sobie czegoś wymarzonego, to w zasadzie nie konsultujemy tego ze sobą, tylko po prostu informujemy.
      Na szczęście żadne z nas nie jest rozrzutne i nie ma tenedencji do "przepieprzania" pieniędzy, więc nie zdarzają się sytuacje, że ktoś wyda tyle kasy na swoje przyjemności, że nie ma potem z czego uregulować swoich obowiązkowych płatności.
      • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 10:00
        Po prostu się zawsze zgadzamy, na tym pól nie ma żadnych nieporozumień.
        • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 10:01
          *polu
          • aqua48 Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 10:36
            Ja uważam, że każde ma prawo do swoich przyjemności ale przeważa bezpieczeństwo finansowe rodziny, na szczęście mój mąż ma takie samo zdanie na ten temat.
            • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:32
              aqua48 napisała:

              > Ja uważam, że każde ma prawo do swoich przyjemności ale przeważa bezpieczeństwo
              > finansowe rodziny, na szczęście mój mąż ma takie samo zdanie na ten temat.
              Bezpieczeństwo finansowe w oczach każdej strony też może oznaczać coś innego. Długów nie ma, w codziennym życiu wystarcza na wszystko.
        • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:29
          chocolate_cake napisała:

          > Po prostu się zawsze zgadzamy, na tym pól nie ma żadnych nieporozumień.
          Szczęściara :)
      • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:27
        default napisała:

        > U nas, mimo że nie mamy formalnie rozdzielności majątkowej, to jednak każde z n
        > as ma "swoje" pieniądze, do których się sobie nawzajem nie wtrącamy. I jeżeli w
        > ramach tych pieniędzy stać nas na sprawienie sobie czegoś wymarzonego, to w za
        > sadzie nie konsultujemy tego ze sobą, tylko po prostu informujemy.
        Więc przykład. Gdyby mąż za swoje pieniądze chciał wymienić sobie samochód, bo tak, bo obecny mu się znudził i chce sobie pojeździć inną, wymarzoną lepszą marką. Po sprzedaży obecnego, musi dołożyć 20 tys, na nowy. Wystarczy Ci informacja o tym? Decyzję zostawiasz wyłącznie mężowi? Ty masz swój samochód.

        > Na szczęście żadne z nas nie jest rozrzutne i nie ma tenedencji do "przepieprza
        > nia" pieniędzy, więc nie zdarzają się sytuacje, że ktoś wyda tyle kasy na swoje
        > przyjemności, że nie ma potem z czego uregulować swoich obowiązkowych płatnośc
        > i.
        Nie chodzi o takie sytuacje. W normalnym codziennym życiu każdy ma zaspokojone swoje potrzeby po równo czy wedle potrzeb. Realizacja marzenia nie zmienia tego.
        • default Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 07:28
          kaszub-ska napisała:
          > Więc przykład. Gdyby mąż za swoje pieniądze chciał wymienić sobie samochód
          > Decyzję zostawiasz wyłącznie mężowi?

          Oczywiście - i nie mówię tego teoretycznie: tak jest u nas w praktyce, mąż sam decyduje kiedy i jaki sobie kupić samochód. Zresztą decyduje też o wymianie mojego samochodu :)
          Sam też zdecydował (informując mnie o tym) o kupnie samochodu-fanaberii, czyli nie przeznaczonego do codziennego użytku (zabytek). To było jego odwieczne marzenie - stać go było, to je spełnił.
          • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 08:35
            U nas nie ma podziału na twoje/moje. Samochody wymieniamy kiedy jest potrzeba. Ostatnio to mój był pierwszy, za 2 lata męża. Po prostu normalnie się dogadujemy.
        • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 08:41
          kaszub-ska napisała:

          Gdyby mąż za swoje pieniądze chciał wymienić sobie samochód, bo
          > tak, bo obecny mu się znudził


          U nas jest tak że nie wymieniamy samochodu bo się znudził ale jest stary i się ciągle psuje.
          Może po prostu mój mąż nie ma takich bezsensownych zachcianek. Zanim kupi samochód to trochę czasu mu to zabiera ;) i zwykle dobieramy z oszczędności. Uzgadniamy oczywiście sumę.
          • default Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 09:12
            chocolate_cake napisała:
            > U nas jest tak że nie wymieniamy samochodu bo się znudził ale jest stary i się
            > ciągle psuje.
            > Może po prostu mój mąż nie ma takich bezsensownych zachcianek

            To już indywidualna kwestia, czy uznać wymianę samochodu zanim zacznie się psuć, za "bezsensowną zachciankę". Wy czekacie, aż się całkiem zestarzeje - my sprzedajemy, kiedy jeszcze można za niego uzyskać przyzwoitą cenę, a już wiadomo, że ten stan nie potrwa długo :)
            • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 09:33
              Tak, oczywiście. Chodzi o to że nie jest to zachcianka tylko zakup usprawiedliwiony. Zyskujecie przyzwoita cenę. A nie kupujecie samochód bo się znudził, a nie ma na podstawowe potrzeby.
          • marsylvik Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 09:02
            chocolate_cake napisała:

            > U nas jest tak że nie wymieniamy samochodu bo się znudził ale jest stary i się
            > ciągle psuje.

            Dlatego piszesz o czymś innym, niż autorka. Ona pisze o wydawaniu wspólnych pieniędzy na własne marzenia przez jedną tylko stronę. Ty o normalnych, większych zakupach.

            > Może po prostu mój mąż nie ma takich bezsensownych zachcianek. Zanim kupi samoc
            > hód to trochę czasu mu to zabiera ;) i zwykle dobieramy z oszczędności. Uzgadni
            > amy oczywiście sumę.

            Bezsensownych zachcianek?
            Ja bym tak nie oceniała cudzych marzeń. Nawet tych wiążących się z nakładem finansowym.
            • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 09:45
              Ja nie oceniam. Wydaje mi się, że to autorka ma na myśli, że ten samochód i wydatki męża na przyjemności to raczej rodzaj bezsensownej zachcianki a nie realnej potrzeby, przynajmniej tak to zrozumiałam.
              • zuzi.1 Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 12:25
                Dobry samochod to zadna fanaberia a wygoda i bezpieczenstwo dla rodziny. Zmienilabym tylko kolejnosc zakupu tj. najpierw mieszkanie skoro piszesz ze to zakup planowany na 2015-16 a potem dobry samochod. Mezowi tez sie cos od zycia nalezy, skoro dobtze zarabia a i rodzina na tym skorzysta.
                • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 13:20
                  Oczywiście że wygoda i bezpieczeństwo. Tylko że chyba autorka jednak wyczuwa, że dla męża to jakiś rodzaj fanaberii. Tak ja to zrozumiałam. Może mąż chce wydać , dajmy na to, 100 000 zamiast 50 000 i na to juz rodziny nie stać. Nie wiem, tak wnioskuję. Po cos chyba autorka załozyła ten wątek.
                  • zuzi.1 Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 19:36
                    Autorka moze miec specyficzne podejscie do kwestii wydawania pieniedzy. Moze byc typem wiecznie oszczedzajacym, ktory w ten sposob chce sobie zapewnic namiastke poczucia bezpieczenstwa, co i tak sie nigdy nie uda, niezaleznie od kwoty na koncie oszczednosciowym. W takim przypadku podejscie meza do zakupu samochodu moze byc zdrowsze, a ocena jego marzenia jako fanaberii co najmniej znieksztalcona.
        • premeda Re: decyzje finansowe w małżeństwie 14.04.15, 16:20
          > Więc przykład. Gdyby mąż za swoje pieniądze chciał wymienić sobie samochód, bo
          > tak, bo obecny mu się znudził i chce sobie pojeździć inną, wymarzoną lepszą mar
          > ką. Po sprzedaży obecnego, musi dołożyć 20 tys, na nowy. Wystarczy Ci informacj
          > a o tym? Decyzję zostawiasz wyłącznie mężowi? Ty masz swój samochód.

          Temat aktualnie u mnie na czasie, bo mąż sobie zażyczył wymiany auta. Ja oczywiście mogę powiedzieć czy mi się planowany zakup podoba czy nie ale ja się ograniczam głównie do spraw technicznych, mąż dużo jeździ to ma mieć wygodne bezpieczne komfortowe auto, wygodne na długie trasy i żeby teściowa nie miała problemu z wsiadaniem. Pewnie pojadę też z nim je kupować, bo ja mam dużo lepszą rękę do aut od męża. Dałam jeden warunek, żeby zmieniał dopiero w maju, gdy dostanę umowę o pracę po okresie próbnym i to wszystko.
    • edw-ina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 11:51
      W kwestii rzeczy do domu to zwykle po prostu uzgadniamy co i kiedy trzeba kupić. Mamy taką listę spraw, które trzeba kupić/zrobić. Np. kupić nowy materac, zmienić sofę czy dywan. I kupujemy w miarę możliwości, by nie spadła na nas konieczność np. jednoczesnego kupienia sofy i materaca, bo to łącznie przynajmniej kilka tysięcy, więc lepiej jest to rozłożyć.
      W kwestii ubrań/butów, to poza jakimiś dużymi zakupami, np. dobry garnitur plus kilka koszul i buty, czy nowy płaszcz z torebką i butami, resztę kupujemy na bieżąco. Takie większe wydatki, jak wspomniałam, staramy się jednak obgadać, sprawdzić, czy nie szykuje się jakiś większy wydatek jednocześnie.
      Pieniądze na hobby - to przede wszystkim wydatki M: jego kaski, motocykle, sprzęt sportowy itp. Ale od lat zasada jest prosta - żeby on mógł kupić sobie coś ekstra, to wydatek musi się zdublować. Tj. on chce np. nowy kask za 500 zł, to musi wydać tysiąc, bo drugie 500 ma pójść na coś dla mnie.
      Raczej nie zdarzają się nam sytuacje, kiedy jedno się na coś uprze, a drugie widzi całkowitą bezsensowność tego zakupu.
      • verdana Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 12:02
        U nas jak u Default - na własne przyjemności mamy oddzielne pieniądze. W ten sposób nie ma możliwości naruszenia jakichkolwiek podstaw finansowych rodziny, ani przejedzenia oszczędności. Zasada jest prosta - najpierw to, co konieczne, potem dopiero kasa na przyjemności.
        • edw-ina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 12:15
          Ja opisałam temat już po zapewnieniu bezpieczeństwa finansowego, czyli wykonaniu wszelkich opłat plus odłożeniu jakiejś kwoty na kiedyś. Oczywiste jest, że to jest zawsze priorytetem.
      • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:36
        edw-ina napisała:



        > Pieniądze na hobby - to przede wszystkim wydatki M: jego kaski, motocykle, sprz
        > ęt sportowy itp. Ale od lat zasada jest prosta - żeby on mógł kupić sobie coś e
        > kstra, to wydatek musi się zdublować. Tj. on chce np. nowy kask za 500 zł, to m
        > usi wydać tysiąc, bo drugie 500 ma pójść na coś dla mnie.
        Co jeśli jedna strona marzy o czymś, czego koszt to 10 tys. Ma czekać aż zgromadzi 20 tys? Drugiej stronie nie jest potrzebne jej 10 tys, bo nie ma takich kosztownych marzeń.

        > Raczej nie zdarzają się nam sytuacje, kiedy jedno się na coś uprze, a drugie wi
        > dzi całkowitą bezsensowność tego zakupu.
        Nigdy zakup nie jest bezsensowny, jest marzeniem, sprawi radość ogromną. Tylko czy to jest wystarczający powód, żeby rzeczywiście wszystkie marzenia spełniać?
        • edw-ina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 11:15
          Tak, taka jest zasada. A ja nie muszę tych pieniędzy wydać od razu, mogę je sobie zarezerwować na coś w przyszłości. To moje prawo.
          A odnośnie bezsensowności zakupów - ja zawsze pytam, czy nas na to stać. Czy dany zakup nie wywoła jakiś perturbacji. Jeśli nie, to nie widzę przeszkód. Życie jest jedno i nie ma co się umartwiać w imię zasady.
          • asia_i_p Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 19:47
            U nas to nie miałoby sensu. Mąż ma dość kosztowne hobby - fotografię; ja rysuję, ale to są mniejsze wydatki, zwłaszcza, że przy małym dziecku na rysowanie nie mam za dużo czasu i materiały zużywam wolno. Sensu nie widzę, żeby zagracać dom tonami kredek i papieru, żeby było "sprawiedliwie". Każdemu według potrzeb.
    • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 12:46
      Nie widzę u nas pola aż do takich rozbieżności- że nikt nikogo nie przekona o tym, że coś jest dla niego ważne. Granicą są możliwości finansowe. Jak nie ma kasy, to się nie prze do tego, by za wszelką cenę zaspokoić swoje niekonieczne życiowo zachcianki. A gdy kasa jest, to czemuż komuś odmówić zaspokojenia jego niekoniecznie pierwszoplanowych zachcianek?
      Wniosek: sądzę, że gdy ludzie aż tak się upierają przy swoim, że nie potrafią dojść do jakiegoś konsensusu, to coś jest nie tak z samym związkiem. I w tym należy pogrzebać, a nie w działce: finanse.
      • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 07.04.15, 22:40
        vilez napisała:

        > Nie widzę u nas pola aż do takich rozbieżności- że nikt nikogo nie przekona o t
        > ym, że coś jest dla niego ważne.
        Co do tego nie ma wątpliwości. Marzenia ważne są. Jedna strona uznaje argumenty drugiej, ale każda uważa, że jej są ważniejsze. Ktoś musi ustąpić.

        Granicą są możliwości finansowe. Jak nie ma ka
        > sy, to się nie prze do tego, by za wszelką cenę zaspokoić swoje niekonieczne ży
        > ciowo zachcianki. A gdy kasa jest, to czemuż komuś odmówić zaspokojenia jego ni
        > ekoniecznie pierwszoplanowych zachcianek?
        No właśnie, dlaczego nie. Na tej zasadzie można wydawać wszystko, co się zarabia, bo marzenia zawsze jakieś się ma.

        > Wniosek: sądzę, że gdy ludzie aż tak się upierają przy swoim, że nie potrafią
        > dojść do jakiegoś konsensusu, to coś jest nie tak z samym związkiem. I w tym na
        > leży pogrzebać, a nie w działce: finanse.
        • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 08:40
          > Marzenia ważne są. Jedna strona uznaje argumenty drugiej, ale każda uważa, że jej są ważniejsze. Ktoś musi ustąpić.

          Jeśli w odnisieniu do rzeczy niekoniecznych życiowo (marzenia) odbywa się walka pt "moje ważniejsze/moje na wierzchu", to oznacza, że ze związkiem jest solidnie nie tak. O czym napisałam poprzednio. Jest możliwe, że konfliktujący się są niedojrzali, bo to w sumie dziecinne zagrywki. Trochę dziecinna jest bowiem poniższa uwaga:

          > No właśnie, dlaczego nie. Na tej zasadzie można wydawać wszystko, co się zarabia, bo marzenia
          > zawsze jakieś się ma.

          Podałam wcześniej rozróżnienie na rzeczy konieczne i niekonieczne, i umieściłam to na osi: możliwości finansowe. A Ty to omijasz. To jest możliwy trop- to omijanie. Nie można bowiem wydać WSZYSTKIEGO na marzenia (rzeczy niekonieczne życiowo, przypominam) bez naruszenia osi "możliwości finansowe".
          Twoją odpowiedź uważam za niedojrzałą. I podpowiadam, że to może być trop.
          • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 09:25
            Ps. Tak myślę jeszcze nad tym, gdzie leży problem w tej Waszej walce o to, czyje marzenia są lepszejsze/mojszejsze ;) Nie lubicie się obdarowywać? Sprawianie partnerowi przyjemności jest bolesne? Jakieś zaszłości, ze ktoś kiedy komuś odmówił jakiejś przyjemności i to zabolało (stąd ów rachunek?).
            Podam Ci przykład z naszego życia. Ja sobie ostatnio kupiłam dwie kiecki- takie z niekoniecznych, ale bardzo podobających się (rozumiesz: "kurcze, jakie fajne, chciałabym takie mieć, choć mam w czym chodzić"). Mąż zaś kupił kolejną klawiaturę i inne takie przyległości komputerowe (choć klawiatur rozmaitych ci u nas dostatek, ale ta ma jakieś superhiperextra nowości). Z kasą nie jest u nas, że se wyciągamy bez ograniczeń z kieszeni/bankomatu, ale z głodu nie umieramy. On się cieszył, że ja się cieszę z kiec, a ja się cieszę, że on się cieszy z tych ustrojstw. Bo czemu się nie cieszyć, że ktoś zrealizował swe "marzenie" (zachciankę)? I tak mamy od czasu, niekoniecznie symetrycznie. Czegoś takiego wam brakuje?
            • verdana Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 09:58
              To niekoniecznie musi być takie proste. Wystarczy, ze jedna osoba w małżeństwie ma wiekszą potrzebę posiadania oszczędności "na wszelki wypadek", a druga uważa, ze oszczędności już dosyć i można resztę wydać na przyjemności, hobby i rozrywki. Wtedy jedna z osób będzie odczuwała niepokój, widząc, że ta druga wydaje, a ta druga rozczarowanie, ze zamiast korzystać z życia, kasę się chomikuje. Tu o porozumienie jest trudno, bo akurat w tym wypadku dosyć podstawowe potrzeby komfortu są rozbieżne.
              • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 10:20
                Masz rację. Ale wtedy nadal pozostaje problem: jesteśmy "ku" partnerowi- jego potrzebom, także: oszczędzania, poczucia bezpieczeństwa. Ale także "ku" jego (partnera) refleksji, np. dotyczącej naszej obsesji (jeśli to obsesja) oszczędzania. Bez tego otwarcia się na potrzeby, refleksje partnera niewiele da się zrobić.
                Być może tu problemem jest właśnie brak otwarcia, mniemam, ze obopólnego. Jeśli tak jest, to pytanie brzmi: gdzie się to nakręca.
                • sorvina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 10:28
                  Bez zrozumienia nawzajem swoich potrzeb, bez chęci ich uszanowania - łatwo o rosnący konflikt i wzajemne pretensje. Im większe skrajności, tym trudniej o porozumienie. Imho jeśli jednak jedna strona stawia sprawę tak - WSZYSTKIE nadwyżki idą na przyjemności lub WSZYSTKIE idą na oszczędzanie i tak zawsze, to w grę wchodzi raczej jakiś osobisty problem np. nadmierne lęki, albo na odwrót chęć odreagowania po dzieciństwie i wydawania wszystkiego po swojemu. Wtedy warto się temu przyjrzeć, bo dojrzałość wymaga odpowiedzialności za przyszłość oraz codzienne szczęście całej rodziny, a nie patrzenia na wszystko TYLKO przez pryzmat własnych potrzeb i oczekiwań. A szacunek oznacza uznanie potrzeb drugiej osoby, nawet jeśli ich nie rozumiemy, nie podzielamy. Imho w związku 2 dorosłych osób nie powinno być w ogóle tematu "pozwalania, nie pozwalania", każdy powinien mieć jakąś kwotę swoich zarobków, z którą robi co chce. Tak jest zdrowiej.
                  • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 11:17
                    Podpisuję się.
            • default Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 10:18
              vilez napisała:

              > Bo czemu się nie cieszyć, że ktoś zrealizował swe "marzenie" (zachc
              > iankę)? I tak mamy od czasu, niekoniecznie symetrycznie

              Otóż to. Przyznam, że kiedy mąż planował zakup starego zabytkowego auta do remontu, czułam wewnętrzny opór - dla mnie był to zakup bez sensu, nie "czułam" tego. Ale on się tak cieszył, że powstrzymałam swoje krytyczne komentarze i cieszyłam się razem z nim. Włożył w "merca" sporo kasy, ale cały ten proces doprowadzania grata do stanu perfekcji dał mu masę frajdy - a jego frajda była i moją, miło było patrzeć na radość i dumę męża.
              I nie przyszło mi do głowy, że ja teraz muszę koniecznie co najmniej tyle samo kasy wydać na swoje zachcianki. Ja akurat tak kosztownych nie miałam, ale nie czułam się z tego powodu poszkodowana.
            • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 22:28
              vilez napisała:

              > Ps. Tak myślę jeszcze nad tym, gdzie leży problem w tej Waszej walce o to, czyj
              > e marzenia są lepszejsze/mojszejsze ;) Nie lubicie się obdarowywać? Sprawianie
              > partnerowi przyjemności jest bolesne? Jakieś zaszłości, ze ktoś kiedy komuś odm
              > ówił jakiejś przyjemności i to zabolało (stąd ów rachunek?).
              W ogóle nie wiem jak mogłabym porównać swoje i męża marzenia, bo to jest zupełnie inna liga:) Problemów z robieniem prezentów drugiej stronie nie mamy, ale w normalnym powiedzmy zakresie i finansowym i częstotliwości. Nie kupujemy drugiej stronie prezentów wartości kilku czy kilkunastu tysięcy. Poza tym tutaj mowa o prezencie dla samego siebie, który cieszy jedną stronę i jednej stronie służy. Prezenty dla kogoś są przecież kupowane z myślą o tej osobie, wg jej upodobań.

              > Podam Ci przykład z naszego życia. Ja sobie ostatnio kupiłam dwie kiecki- takie
              > z niekoniecznych, ale bardzo podobających się (rozumiesz: "kurcze, jakie fajne
              > , chciałabym takie mieć, choć mam w czym chodzić"). Mąż zaś kupił kolejną klawi
              > aturę i inne takie przyległości komputerowe (choć klawiatur rozmaitych ci u nas
              > dostatek, ale ta ma jakieś superhiperextra nowości). Z kasą nie jest u nas, że
              > se wyciągamy bez ograniczeń z kieszeni/bankomatu, ale z głodu nie umieramy. On
              > się cieszył, że ja się cieszę z kiec, a ja się cieszę, że on się cieszy z tych
              > ustrojstw. Bo czemu się nie cieszyć, że ktoś zrealizował swe "marzenie" (zachc
              > iankę)? I tak mamy od czasu, niekoniecznie symetrycznie. Czegoś takiego wam bra
              > kuje?
              Jak można wywnioskować to ja jestem ta stroną oszczędniejszą a mąż tą, która ma marzenia. Ten wątek zaczęłam po ostatniej rozmowie z kilkoma osobami właśnie ta temat tego typu sytuacji w małżeństwie i wielkiego zdziwienia, że u nas tak to wygląda jak wygląda, tzn. ja zawsze przez wiele już lat małżeństwa przystaje na realizację męża marzeń, bo właśnie cieszy mnie, że ona się cieszy i przyjmuje jego argumenty, dlaczego coś chce. W ogóle wyszło na to, że w innych małżeństwach nikt nie ma kosztownych indywidualnych zachcianek, wszyscy mają wspólne marzenia. I tak zaczęłam się zastanawiać, czy taki sposób rozwiązywania tego typu kwestii jak u nas jest dobry. Bo robiąc właśnie rachunek, mąż zrealizował ileś tam swoich marzeń materialnych, rzeczowych za dużą sumę pieniędzy wspólnych, a ja jakby to ująć nie korzystam z tego wcale. Nie miałam z tego powodu poczucia niesprawiedliwości, ale może powinnam? Na pewno takie sytuacje się powtórzą i będę miała okazję inaczej zareagować.
              • edw-ina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 22:39
                . Bo robiąc właśnie rachunek, mąż zrealizował ileś
                > tam swoich marzeń materialnych, rzeczowych za dużą sumę pieniędzy wspólnych, a
                > ja jakby to ująć nie korzystam z tego wcale. Nie miałam z tego powodu poczucia
                > niesprawiedliwości, ale może powinnam? Na pewno takie sytuacje się powtórzą i
                > będę miała okazję inaczej zareagować.
                - widzisz, zdziwiłaś się, że u nas funkcjonuje to tak, że kwota na daną przyjemność/zachciankę musi być pomnożona przez dwa, a z drugiej strony sama zauważasz, że kiedy tak nie jest, to jest zwyczajnie niesprawiedliwie. U nas wprowadził to M i to w chwili, gdy moje zarobki spadły i można powiedzieć, że zarabiałam na waciki ;) Po prostu po to, żebym nie czuła się źle. Żebym nie myślała, że skoro nie zarabiam ileś tam, to mam tylko patrzeć jak on coś tam robi, a mnie nie stać. Stąd było np. chciałbym kupić sobie nowe buty motocyklowe, kosztują tyle i tyle, więc taką samą kwotę przeznaczymy na jakąś twoją przyjemność. I to jest fajne, bo ani nie ma dysproporcji między nami (M bardzo tego pilnuje, ja znacznie mniej), ani nie czuję się zaniedbywana, ani tego, że potrzeby M są realizowane czyimś kosztem, np. rodziny, domu itp. Ostatnio nawet poszerzył to równouprawnienie finansowe również na dziecko, w ten sposób, że kiedy chce czegoś ekstra, to odkłada również jakąś kwotę dodatkową dla małej.
                • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 23:15
                  Mąż mi oczywiście proponuje, żebym sobie też coś kupiła, tylko ja nie mam żadnych potrzeb takich, których nie mogłabym sobie sama zrealizować ze swoich osobistych pieniędzy (czyli nie są to duże pieniądze). Poza tym no jednak musiałabym na głowę upaść, żeby wymyślać sobie coś na siłę za grube pieniądze.
                  • edw-ina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 23:20
                    Ale równie dobrze możesz to pieniądze odkładać, choćby na podróż życia. Już pisałam - nie musisz ich od razu wydawać, czy wymyślać powód, by je wydać.
                  • zolla78 Re: decyzje finansowe w małżeństwie 09.04.15, 12:45
                    I to jest twoj błąd, wynikający moim zdaniem w dużej mierze z uwarunkowania kulturowego. Gdyż to nie byłoby wymyślanie i na siłę, tylko to co robi twój mąż - danie sobie prawa do przepuszczenia jakieś tam kwoty pieniędzt na coś co się chce, ale jest obiektywnie niepotrzbne, ale sprawia mi to przyjemność. Kobiety często nie umieją sobie pozowlić na przyjemność z robienia sobie dobrze, o ile to nie jest bardzo potrzebne ale dozwolone kulturowo. Zwróć uwagę, że gdyby przeciętna kobieta wzięła 2 tysiące i wydała na markową torebkę, buty i jeszcze jakiś ciuch, to pewnie otoczenie unzałoby, że ma prawo do przyjemności. Bo to takie kobiece. A gdyby te same 2 tysiaki wydała np na jakiś gadżet niepotrzebny jak np. tablet nowszy niż ma, to byłoby to gorzej ocenione.
                    Mąż chce 10 tys przepuścić na samochód. Rozumiem go doskonale, że to może cieszyć. A ty na pewno uszczęśliwiałabyś się na siłę gdybyś sobie pozwoliła też zrealizować jakieś marzenie za t0 10 tys np. o tygodniiu na Bali albo Paryża gdzie masz kasę na zakupy??? Albo gdybyś wyremonotwała kuchnię bo ta ci się znudziła i dodała tam jakiś super wypasiony sprzęt. Wiem, że to wydaje się marnowaniem pieniędzy bo..., ale pewnie będzie cieszyć, tak jak męża samochodód z innym znaczkiem na przodzie.
                    • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 09.04.15, 16:00
                      Ha ha, mnie cieszy właśnie modny ciuch czy buty, ale w rozsądnej cenie. Nie lubię w ogóle przesadnego kupowania rzeczy, dla samego kupowania, tym bardziej że nie mam miejsca na zbędne rzeczy. W innych sprzętach interesuje mnie tylko użytkowość i jak najniższa cena;). Nie lubię wydawać pieniędzy bez potrzeby, bo zawsze sobie myślę, że mogą być potrzebne na coś innego, jakiś niezapowiedziany wydatek, naprawę itp. Moje marzenia to mieszkanie i zmiana pracy, no i spokój w rodzinie, zdrowie, czas na odpoczynek itd. Wakacje samotne czy zakupy w Paryżu nie dla mnie, a urlop i tak mogę wziąć tylko wtedy jak szef się zgodzi.
                      • zolla78 Re: decyzje finansowe w małżeństwie 09.04.15, 17:16
                        A co cię cieszy w tej "rozsądnej" cenie. Fakt, ze nie wiąże się z tym poczucie winy, że wydałaś kolejne kilka stów na kieckę? Zgadłam? I tego musisz się oduczyć i nauczyć cieszyć tym, że możesz sobie coś kupić bo chcesz, mimo że nie jest w "rozsądnej" cenie lub użyteczne. Tak jak twój mąż. Tak jakbyć uczciwie spróbowała ocenić czy ten przykładowy "urlop w Paryżu" jest nie dla ciebie, gdyż rzeczywiście nie sprawiłoby ci to przyjemności, czy też dlatego, że uważasz to za fanaberię nie wartą pieniędzy, a są rzeczy ważniejsze i dobre dla rodziny, jak to mieszkanie itp., ale gdybyś umiała odsunąć potzreby innych sprzed swoich, to coś takiego co być chciała mieć lub spełnić by się znalazło.
                        Szerze mówiąc, to strasznie smutne, że nie masz marzeń takich dla siebie tylko i tylko twoich, a tylko myślisz o rodzinie. To ja już chyba wolę postawę twojego męża w tym zakresie. Mieszkanie macie, szansę na oszczędzenie na nowe też, a on za te 10 tys będzie miał przez dłuższy czas super frajdę z prowadzenia samochodu, który był jakimś tam jego marzeniem.
                        • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 13.04.15, 23:19
                          zolla78 napisała:

                          > A co cię cieszy w tej "rozsądnej" cenie. Fakt, ze nie wiąże się z tym poczucie
                          > winy, że wydałaś kolejne kilka stów na kieckę?
                          To że kupuję za swoje pieniądze. Kupuję to na co mnie stać z moich pieniędzy. Nie rozbudzam swoich oczekiwań do kwot, których nie mogłabym odłożyć ze swoich pieniędzy i musiałabym sięgać do konta oszczędnościowego. Nie czułabym się z tym dobrze, bo boję się, że zabraknie pieniędzy na mieszkanie i jego urządzenie, a raczej wydamy wszystko i zostaniemy z pustym kontem, a zanim znowu coś zaoszczędzimy minie trochę czasu i różne rzeczy mogą się zdarzyć.

                          Zgadłam? I tego musisz się oduc
                          > zyć i nauczyć cieszyć tym, że możesz sobie coś kupić bo chcesz, mimo że nie jes
                          > t w "rozsądnej" cenie lub użyteczne. Tak jak twój mąż.
                          Tylko że mnie wystarczająco cieszą te rzeczy w rozsądnej cenie, łatwiej mnie zadowolić, uszczęśliwiają mnie mniejsze rzeczy. Mąż jest bardziej nienasycony i chce wciąż więcej.

                          Tak jakbyć uczciwie spró
                          > bowała ocenić czy ten przykładowy "urlop w Paryżu" jest nie dla ciebie, gdyż rz
                          > eczywiście nie sprawiłoby ci to przyjemności, czy też dlatego, że uważasz to za
                          > fanaberię nie wartą pieniędzy, a są rzeczy ważniejsze i dobre dla rodziny, jak
                          > to mieszkanie itp., ale gdybyś umiała odsunąć potzreby innych sprzed swoich, t
                          > o coś takiego co być chciała mieć lub spełnić by się znalazło.
                          Pewnie sprawiłby przyjemność, jednak nie sądzę by spacer pod paryską wieżą mógł mnie dużo bardziej uszczęśliwić niż niedzielny spacer z mężem i dziećmi po lesie. Poza tym praktyczne kwestie, zgranie urlopu mojego i męża jest prawie niemożliwe. Zostawić męża samego z dziećmi też nie mogę ze względu na jego pracę, zresztą nie chcę wyjeżdżać sama. Tak myślę, że kiedy kupimy wreszcie normalne mieszkanie, będzie mi łatwiej zdecydować się na wydawanie dużych pieniędzy.

                          > Szerze mówiąc, to strasznie smutne, że nie masz marzeń takich dla siebie tylko
                          > i tylko twoich, a tylko myślisz o rodzinie. To ja już chyba wolę postawę twojeg
                          > o męża w tym zakresie. Mieszkanie macie, szansę na oszczędzenie na nowe też, a
                          > on za te 10 tys będzie miał przez dłuższy czas super frajdę z prowadzenia samoc
                          > hodu, który był jakimś tam jego marzeniem.
                          Podajecie tu przykłady na co byście wydały pieniądze. Nie wiem, co ze mną nie tak, ale nie mam czasu ani na czytanie dużej ilości książek ani na kursy i inne zajęcia.
                          • edw-ina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 13.04.15, 23:44
                            Nie wiem o jakie pieniądze chodzi, ale mogę się zastanowić:
                            - na samochody, ale ja mam zboczenie motoryzacyjne, więc nie musi się liczyć;
                            - na kolekcję filmów ulubionego reżysera/aktora;
                            - na świetny i drogi ekspres do kawy;
                            - na weekend w spa;
                            - na dobry koncert/spektakl lub karnet na festiwal;
                            - na komplet oryginalnych japońskich noży;
                            - na dobry płaszcz;
                            - na dobrze uszytą bieliznę;
                            - albo choćby na regularne wizyty u kosmetyczki, jakiś abonament czy coś takiego.
                      • edw-ina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 09.04.15, 22:55
                        Naprawdę tylko na ciuchy możesz wydać? Ja właśnie "zbieram" na nowy obiektyw, z tej ekstra forsy oplaciłam sobie kolejny kurs językowy, wcześniej jakieś warsztaty, a raz wykupiłam pół roku jazdy konnej. W ubiegłym roku taki ekstras przeznaczyłam na koncert w innej części UE, razem z opłaceniem fajnego hotelu. Jest tyle możliwości sprawienia sobie frajdy.
                      • pani.jezowa Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 00:52
                        Chyba nie jestem przeciętną kobietą.
                        Wolnych 2 tysięcy w życiu bym nie wydała na torebkę i buty ani ciuchy tylko natychmiast dołożyła do zbieranej kwoty na nowy aparat lub obiektyw.
                        Ech...
                        • sorvina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 08:06
                          pani.jezowa napisał(a):

                          > Chyba nie jestem przeciętną kobietą.
                          > Wolnych 2 tysięcy w życiu bym nie wydała na torebkę i buty ani ciuchy tylko nat
                          > ychmiast dołożyła do zbieranej kwoty na nowy aparat lub obiektyw.
                          > Ech...

                          Wolne 2 tyś? Dajcie mi wejść do empiku/innej księgarni a sobie poradzę...
                          Albo na warsztaty, kurs, coś co mnie rozwija i sprawia przyjemność. Poza ciuchami jest tyyyyle rzeczy, różnego rzędu kosztów, które są warte uwagi. Ale wymaga to podejścia - mogę, jestem tego warta, to nie marnowanie pieniędzy, tylko coś co mnie rozwija lub jest elementem dbania o mój dobrostan.
                          • pani.jezowa Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 19:25
                            Sorvina, rację masz, w księgarni też poradzę sobie bez problemu :)
                            <rozmarzyła się>
                          • premeda Re: decyzje finansowe w małżeństwie 14.04.15, 16:34
                            Księgarnia, żaden problem, książki są drogie ;) Mnie wystarczy do ogrodniczego wpuścić i pewnie drobne zakupy ale częste są większym wydawaniem kasy od jednorazowego dużego zakupu ;)
                      • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 08:21
                        Ja kupuję ciuchy/buty itd też w rozsądnej cenie, głównie na wyprzedażach. Wyjazdy staramy się też ogarniać tanio (żadne wypasione hotele), w dom też nie lądujemy na full wypas, tylko tanio. Z oszczędności. Ale bez skąpstwa. I bez poczucia winy, że wydajemy pieniądze. Na coś trzeba je wydawać :-)
                        Chyba pogodziliśmy opcję oszczędności i wydawania. Kupując możliwie tanio, ale ..kupując. Czego i Tobie życzę :-)
              • marsylvik Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 15:07
                kaszub-ska napisała:

                > Nie miałam z tego powodu poczucia
                > niesprawiedliwości, ale może powinnam?

                Nie ma czegoś takiego, jak powinność czucia, czy zakaz czucia. Tak jak nie ma powinności widzenia, słyszenia, czy czucia ciepła ;)
                Uczucia tak jak zmysły, są i już.

                Jeżeli nie macie problemu z nierównowagą w wydawaniu kasy, to problemu nie ma w ogóle. Tak samo, jak wtedy, kiedy jest Ci zwykle cieplej niż innym, chorujesz mniej niż inni - lepiej się cieszyć ze swojego zdrowia i odporności niż zastanawiać się, czy się aby przypadkiem nie ubierasz za lekko bo przecież inni w futrach i czapkach chodzą, a Ty tylko w lekkiej kurteczce :D

                Skąd takie wrażenie powstało? Ja takie odniosłam z Twoich pytań, z reakcji na nasze odpowiedzi, taka gra w "no ale co jeśli", tak jakbyś problem uważała za nierozwiązywalny, a wszystkie potencjalne rozwiązania za niesatysfakcjonujące.
                • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 13.04.15, 23:42
                  Jeszcze nie wiem, czy nie mam poczucia niesprawiedliwości. Do tej pory nie patrzyłam na całą tą sytuację całościowo, podejmowałam decyzje dotyczące konkretnych rzeczy.

                  W sumie uważam, że problem jest nierozwiązywalny, jeśli obie strony mają być usatysfakcjonowane. O ile te 20 tys można z konta wziąć, to już 40 tys, żeby było po równo, nie bardzo. A jeśli mielibyśmy te 20 tys podzielić po równo po 10 tys, nie wystarczy na zakup wymarzonej rzeczy dla tej strony, która chce mieć. Czekanie, aż z własnych pieniędzy uzbiera potrzebne 20 tys jest właściwie zablokowaniem spełnienia marzenia. Więc ta strona, która chce mieć, nigdy nie będzie usatysfakcjonowana, o ile nie dostanie potrzebnej kwoty;) Co nie znaczy, że zamierzam dalej być aż tak wspaniałomyślna dla marzeń mego męża kochanego. Czas mi chyba ograniczyć jego fantazję.
          • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 22:05
            vilez napisała:

            > > Marzenia ważne są. Jedna strona uznaje argumenty drugiej, ale każda uważa
            > , że jej są ważniejsze. Ktoś musi ustąpić.
            >
            > Jeśli w odnisieniu do rzeczy niekoniecznych życiowo (marzenia) odbywa się walka
            > pt "moje ważniejsze/moje na wierzchu", to oznacza, że ze związkiem jest solidn
            > ie nie tak. O czym napisałam poprzednio. Jest możliwe, że konfliktujący się są
            > niedojrzali, bo to w sumie dziecinne zagrywki. Trochę dziecinna jest bowiem pon
            > iższa uwaga:
            >
            Nie no, nie ma mowy o spieraniu się specjalnie, żeby wykazać, że jest się górą. Jeśli jedna strona chce coś mieć, co nie jest potrzebą niezbędną, co jest drogie, na co potrzebne są pieniądze ze wspólnej puli, musi podać jakieś argumenty, dlaczego jest to tak ważne. Druga strona uważa, że jednak to marzenie nie jest warte swojej ceny i podaje swoje argumenty. Każdy ma swoje racje, których nie da się pogodzić, nie dlatego że chcemy się pospierać, tylko każde z nas ma inne podejście i próbuje przekonać drugie, że jego jest jednak rozsądniejsze.

            > > No właśnie, dlaczego nie. Na tej zasadzie można wydawać wszystko, co się
            > zarabia, bo marzenia
            > > zawsze jakieś się ma.
            >
            > Podałam wcześniej rozróżnienie na rzeczy konieczne i niekonieczne, i umieściłam
            > to na osi: możliwości finansowe. A Ty to omijasz. To jest możliwy trop- to omi
            > janie.
            Pominęłam, bo piszę o sytuacji, kiedy możliwości są przynajmniej w sensie teoretycznym, tylko jedna strona uważa, że warto te pieniądze wydać, druga że nie warto. Poza tym musiałabym opisać cały system finansowy w moim małżeństwie, a to jest dość skomplikowane.

            Nie można bowiem wydać WSZYSTKIEGO na marzenia (rzeczy niekonieczne życi
            > owo, przypominam) bez naruszenia osi "możliwości finansowe".
            > Twoją odpowiedź uważam za niedojrzałą. I podpowiadam, że to może być trop.
            Na marzenia wszystkiego wydać nie można oczywiście, w pierwszej kolejności zaspokojone muszą być potrzeby konieczne, ale nadwyżki można wydawać w całości na marzenia, pozostawiając powiedzmy drobne kwoty na nieprzewidziane wydatki. Jeśli mamy podejście po co sobie w życiu żałować, nie można przedkładać oszczędzania nad realizację marzeń.
    • sorvina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 10:14
      Jeśli małżonkowie mają podobne podejście do pieniędzy i wydatków, każde ma jakieś swoje marzenia i zachcianki o podobnej kosztowności i dogadali się, że spełniają je naprzemiennie lub równolegle (jak możliwości finansowe pozwolą), to wspólna kasa się sprawdza. Ale gdy podejście się rozchodzi, jedna strona ma kosztowne hobby i chciała by w nie ładować cały czas, a druga wolałaby w tym momencie odkładać oszczędności inwestując w przyszłość rodziny/odkładając na tzw czarną godzinę, to imho warto poszukać innego systemu.
      Najprościej gdy zarobki są podobne, w innym przypadku można jakoś procentowo - każdy oddaje jakiś % zarobków na wspólne konto - stąd opłacane są podstawowe koszty rachunki, życie itp.
      To co zostaje dzieli się w jakiś proporcjach na 3 części:
      - jedna idzie na wspólne konto pt. oszczędności nie do ruszenia (może być zainwestowane gdzieś) - każda rodzina powinna takie mieć, to zabezpiecza byt na przyszłej emeryturze, która może być nikła, ewentualne koszty leczenia itp.
      - druga służy wspólnemu odkładaniu na większe inwestycje rodzinne, pozwala skorzystać z jakiejś okazji np. wykupu mieszkania za psie pieniądze, albo jest to odkładanie na remont, większe mieszkanie czy inne większe wydatki wspólne.
      - reszta zostaje na osobiste wydatki danej osoby. Czy je będzie odkładać na większe marzenia, przepuści na pierdoły, czy odłoży dodatkowo by rosły - to jej wybór - z tej puli nie musi się nikomu tłumaczyć. Ale trafia tu tylko to co zostało po zabezpieczeniu nie tylko bieżących potrzeb rodziny, ale też zabezpieczeniu na przyszłość. A trzeba nie mieć wyobraźni, by mając dochody pozwalające na odkładanie, nie robić tego wcale, przepuszczając wszystko na przyjemności.

      Nie pamiętam już gdzie przeczytałam o tej metodzie dzielenia nadwyżek na 3 kupki, ale bardzo do mnie przemawia i choć nie zawsze dokładnie wg % ustaleń, to takimi kategoriami staramy się pieniędzmi zarządzać. Czasem z prywatnej puli dokłada się do wspólnych inwestycji/wydatków np. remontu, czasem gdy się pali, trzeba naruszyć twarde oszczędności, ale ogólnie każdy ma poczucie, że i potrzeby i zapasy bezpieczeństwa są i ma jakiś % zarobków dla siebie, jak chce więcej może więcej zarabiać - bo wtedy proporcjonalnie więcej do niego trafi. Jak coś ze wspólnej kasy na życie zostaje to można to poddać głosowaniu i albo dołącza do wspólnych inwestycji, albo idzie na jakąś wspólną przyjemność.

      Naprawdę jest wiele opcji, czyjeś marzenia są równie ważne jak czyjaś potrzeba zapewnienia rodzinie bezpieczeństwa i inwestowania. Ale "marzyciel" i tak kiedyś z tej kupki na inwestycje/czarną godzinę skorzysta, więc powinni się dokładać oboje w jakiejś bazowej kwocie, a reszta - kto jak chce.
      • sorvina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 10:21
        Oczywiście ten system nie wyklucza możliwości robienia sobie prezentów, dokładania się do większych osobistych wydatków, każdy ma swoją kupkę nadwyżek i co z nimi zrobi - to jego wybór.
      • verdana Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 10:36
        Ja mam opory przed % dzieleniem zarobków, bo wtedy osobie zarabiającej mniej niemal nic nie zostaje.
        U nas dzielimy się wydatkami. Osoba mniej zarabiająca płaci za mieszkanie i drobne zakupy, oraz za własne wakacje - ta druga - za wszystko inne.
        No i marzenia są równie ważne - moim zdaniem - co bezpieczeństwo finansowe i oszczędności , jeśli sie nie ma dzieci.
        • sorvina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 11:13
          verdana napisała:

          > Ja mam opory przed % dzieleniem zarobków, bo wtedy osobie zarabiającej mniej ni
          > emal nic nie zostaje.
          > U nas dzielimy się wydatkami. Osoba mniej zarabiająca płaci za mieszkanie i dro
          > bne zakupy, oraz za własne wakacje - ta druga - za wszystko inne.

          Dlatego napisałam - najprościej jest przy podobnych zarobkach. Przy dużych dysproporcjach trzeba to dobrze przemyśleć by słabiej zarabiająca osoba - najczęściej kobieta nie była poszkodowana, głównie za fakt bycia matką i urlop z tym związany, co tak naprawdę jest jej wkładem w rodzinę.
          To kwestia też ustalenia co jest opłacane z drugiej kupki - wspólnych inwestycji, bo przecież mogą być to właśnie wspólne wakacje, droższy sprzęt domowy (poza hobbistycznym), a z wspólnej życiowej puli mogą iść zwykłe, potrzebne zakupy ubraniowe, podstawowe kosmetyki, przysłowiowe waciki itp. 3cia kupka jest na naprawdę extra wydatki.

          Słyszałam o małżeństwie, które stosowało jakiś tam procentowy podział na inwestycje i osobiste wydatki, ale PRZED podziałem i przelewem na konta, ich pensja była uśredniana by zneutralizować fakt, że kobieta po urodzeniu dzieci straciła pracę i w nowej zaczyna ze znacznie gorszą od męża pensją. A w czasie ciąży/opieki nad dziećmi działało to tak samo - jej zasiłek + jego pensa /2 . W sumie to mix wspólnej kasy i "systemu kupkowego".

          Znam niestety znacznie więcej związków, gdzie finanse ustawione są tak, że więcej zarabiający ma drastycznie więcej, a kobiecie nie starcza nawet na waciki. Najczęściej kobiecie narzuca się nowy "sprawiedliwy" system gdy jest w słabszej pozycji po ciąży. Pominę milczeniem co sądzę o takich mężach i ich dojrzałości do związku.

          > No i marzenia są równie ważne - moim zdaniem - co bezpieczeństwo finansowe i os
          > zczędności , jeśli sie nie ma dzieci.
          IMHO zależy to od proporcji. Ogólnie też tak uważam, ale nie gdy chodzi o sytuację: NIC nie oszczędzamy, WSZYSTKO wydajemy, albo ja wydaję, ty oszczędzaj, bo mi się nie chce.
          Bo zawsze może przyjść choroba, niespodziewany wydatek i JAKĄŚ podstawową kwotę odłożoną każda rodzina powinien mieć - i nie kosztem tej jedynej osoby w związku, która to dostrzega. Natomiast już przy pragnieniu inwestowania, bawienia się w giełdę i lokaty i jakieś większe działania w tym kierunku - ok, to może być alternatywa dla wydawania na swoje marzenia. Jedna osoba chce motor czy boisko, inna dorobić się kilku milionów - każdy ma prawo.
          • verdana Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 14:26
            Tylko to niestety, wygląda zupełnie inaczej, gdy znacznie lepiej zarabia kobieta. I jej wkładem w rodzinę jest bycie matką (bezurlopową, fakt).
        • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 11:23
          Ja też bym się źle czuła w takim dzieleniu. U nas jest tak, że kasa jest po prostu wspólna, zaś osobne konta mamy tylko na wydatki bieżące (typu: kupuję coś na szybko, czego nie konsultuję). Dolewamy na te konta systematyczne i tyle.
          • sorvina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 11:30
            vilez napisała:

            > Ja też bym się źle czuła w takim dzieleniu. U nas jest tak, że kasa jest po pro
            > stu wspólna, zaś osobne konta mamy tylko na wydatki bieżące (typu: kupuję coś n
            > a szybko, czego nie konsultuję). Dolewamy na te konta systematyczne i tyle.

            Takie "3 kupki" mogą być sensownymi granicami, gdy 2 osoby mają skrajnie odmienne opinie na temat tego co jest normalne w kwestii wydatków. Albo brakuje im samodyscypliny do oszczędzania. Gdy się dogadują, mają własny system, który się sprawdza to ok. Tak jak nie ma jednego idealnego dla wszystkich modelu związku, tak nie ma idealnego i uniwersalnego modelu finansów w związku. To co świetnie działa w jednym, może być źródłem wielu frustracji w drugim. U kaszub-skiej dotychczasowy model się nie sprawdza, wydatki po stronie męża mogą rosnąć bez ograniczeń, przy zaniedbywaniu innych potrzeb. Podałam przykład jak można takie ograniczenia, zabezpieczające pozostałą część rodziny zaproponować. Może na podstawie tego wpadną na własne - dobre dla nich rozwiązanie.
        • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 11:26
          verdana napisała:

          > U nas dzielimy się wydatkami. Osoba mniej zarabiająca płaci za mieszkanie i dro
          > bne zakupy, oraz za własne wakacje - ta druga - za wszystko inne


          U nas dwie pensje idą na jedno konto i wszystkie wydatki są z tego pokrywane. Nie ma dużych dysproporcji w zarobkach.
          Najważniejsze jest to aby para się dogadywała i robiła tam jak im psuje - wspólnie.
          • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 11:27
            pasuje
          • sorvina Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 11:37
            chocolate_cake napisała:

            > Najważniejsze jest to aby para się dogadywała i robiła tam jak im psuje - wspól
            > nie.
            Dokładnie. A jak system wyniesiony z domu się nie sprawdza, to mogą szukać takiego, który do nich i ich sytuacji pasuje. Najważniejsze imho by na bieżąco wyjaśniać wątpliwości i zmienić system gdy jedna strona czuje się w nim źle. Najczęściej tak jest, że nie na wszystko starczy tak szybko jak byśmy chcieli - czy to marzenia czy inwestycje, ale warto by każdy miał poczucie, że jego potrzeby są ważne i zaspokajane w miarę możliwości.
            • verdana Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 14:27
              Tak, najważniejsze jest, aby obu stronom w miarę pasowało.
              Ja np. nie wyobrażam sobie - w moim wypadku- zasady jednego konta i wszystkich wspólnych pieniędzy - choć oczywiście mamy upoważnienia na nasze konta.
              Nie byłaby w stanie w takiej sytuacji kupić sobie czegokolwiek.
              • chocolate_cake Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 16:45
                Dlaczego nie byłabyś w stanie sobie niczego kupić?

                My kiedyś mieliśmy 2 konta ale ze względu na jakieś opłaty przeszliśmy na jedno wspólne. Dla mnie nie ma to znaczenia. Jak mam sobie kupić cokolwiek to po prostu kupuję. Ale oczywiście rozumiem że ludzie są różni i powinni zgadzać się w kwestii finansów z małżonkiem a nie koleżanką z forum ;)
                • verdana Re: decyzje finansowe w małżeństwie 08.04.15, 21:36
                  Bo to nie byłyby moje pieniądze, którymi mogę dysponować swobodnie, nie zastanawiając sie, czy kto inny nie chciałby czegoś kupić. Dla mnie taka sytuacja jest nie do przeskoczenia. Muszę mieć pieniądze, które są moje, tylko moje, nikt nie wie ile i na co wydaję i nie ma konieczności uzgadniania wydatków.
      • kaszub-ska U nas jest tak 08.04.15, 23:07
        Napiszę jaki mamy podział i o jakich sytuacjach piszę.
        Mamy 4 konta: męża na które spływa jego pensja (wyższa dużo od mojej), moje na które spływa moja pensja, bieżące na które każde z nas przelewa określoną proporcjonalnie kwotę na codzienne normalne wydatki całej rodziny i konto oszczędnościowe na które każde z nas przelewa określoną część ze swojej pensji. Na moim koncie po przelaniu pieniędzy na konto oszczędnościowe i bieżące zostają pieniądze na moje osobiste wydatki, tak samo na koncie męża, tyle że jemu zostaje więcej, bo więcej zarabia. Ze swoich osobistych pieniędzy płacimy za wyjścia, rozrywkę swoją osobistą oraz większość ubrań, butów, perfumy (chociaż nie wszystko, bo rzeczy za drobne kwoty opłacamy z bieżącego konta) i różne gadżety. Na koncie oszczędnościowym (piszę ogólnie o zasadzie, bo duża część pieniędzy jest oczywiście na lokatach) odkładamy pieniądze na wcześniejszą spłatę kredytu, wkład własny w nowe mieszkanie i całe jego urządzenie (zakup planowany od początku na ten rok lub 2016), wakacje, duże zużywające się sprzęty do domu. Suma na tym koncie oczywiście systematycznie powiększa się, bo co miesiąc przelewamy tam pieniądze i można mniej więcej wyliczyć, ile uda się zaoszczędzić przez rok, dwa itd. Sytuacje o których piszę dotyczą naruszania pieniędzy z konta oszczędnościowego, bo chodzi o duże sumy i mąż nie jest w stanie zaoszczędzić sobie ze swoich osobistych pieniędzy kilku (to byłoby możliwe gdyby przez przynajmniej pół roku, rok nic sobie nie kupował) czy 20 tys, które były potrzebne na realizację jego marzenia.
        Sytuacja jedna: samochód męża którym długo jeździł jest zużyty, do wymiany. Ustalamy kwotę X za którą można kupić przyzwoity samochód, jaki spełnia wymagania co do naszej rodziny. Pieniądze oczywiście z konta oszczędnościowego głównie, bo ze sprzedaży auta będą grosze. Mąż jednak chce samochód droższy o 20 tys, bo marzy o tej konkretnej marce, lepszym komforcie itd. Pieniądze na koncie są. Do 2015-16, kiedy docelowo będzie potrzebne wszystko z konta oszczędnościowego, jest dużo czasu na dalsze oszczędzanie, teoretycznie zdążymy zaoszczędzić potrzebną kwotę.
        Sytuacja druga: mąż sobie pojeździł wymarzonym samochodem, samochód sprawny nadal, w świetnym stanie, ale teraz chce wypróbować inną markę, więc chce sprzedać swój, ale musi jeszcze dołożyć 10 tys z konta oszczędnościowego. Pieniądze są, do 2015-16 nadal zostaje sporo czasu na dalsze oszczędzanie.
        • sorvina Re: U nas jest tak 09.04.15, 08:59
          Czyli nawiązując do opisanego przeze mnie systemu macie system "2 kupek", z jego główną wadą w przypadku bardzo nierównomiernych dochodów - Twoja prywatna kupka jest bardzo mała, to, że nie masz w tej chwili pomysłów na co wydawać pieniądze, nie ma znaczenia - nawet gdy pilnujecie swoich kupek - Ty masz mniej. Poza tym mąż regularnie robi zamach i chce przywłaszczyć na swoje wydatki kupkę ze wspólnych inwestycji. IMHO to nie jest ok i masz prawo z tym się źle czuć. Tak naprawdę to demontaż tego systemu, być może założenie - skoro dużo zarabiam, to chce dużo korzystać, bez traktowania tej odłożonej części pieniędzy jako pieniędzy rodziny, a nie własnych - do wydawania a swoje kaprysy.
          Dla mnie to nie w porządku. Można to racjonalizować jako "ale to nie jest potrzebne/rozsądne itp.", warto jednak poza konkretnymi argumentami dać sobie prawo do poczucia pewnej niesprawiedliwości. Bo to jednak coś innego - na co mąż wydaje SWOJE pieniądze - może wyrzucić z dachu wieżowca jeśli ma ochotę, albo użyć na podpałkę - nic innym do tego. Ale co innego, gdy robi zamach na pieniądze, które zostały nazwane "na inwestycje wspólne". Więc konflikt nie jest w tym, co chce kupić i czy to racjonalne - nie na tym warto się skupiać, ale na tym skąd pójdą na to pieniądze.

          Uczciwiej by było gdyby w sytuacji koniecznej wymiany samochodu - z czego korzysta cała rodzina więc podstawowy koszt może iść z puli inwestycyjnej, mąż dopłacał za extra dodatki - wyższy standard. A gdy wymiana samochodu nie jest niezbędna, mąż "ze swoich" dopłacał różnicę między sprzedażą starego a nowym. Można z puli wspólnej wyliczyć jakiś dodatek, bo nowy samochód też będzie miał wyższą wartość i dłużej pojeździ, ale nie na zasadzie całkowitego finansowania.
          Inaczej jest trochę tak, że pomysły męża są "wspólne" i wspólnie finansowane, wspólne inwestycje są zaspokajane gdy nie ma większych potrzeb męża, a Twoje potrzeby są Twoje.

          Jak raz naruszycie system dla kaprysu, będziecie robić to regularnie. Mąż będzie myślał planując budżetem: moje + wspólne.

          Może te systemy, gdzie inni członkowie rodziny dostają tą samą kwotę co ktoś wydaje, wyglądają na niepotrzebne utrudnianie, ale myślę, że tam nie ma kwasów i rosnących pretensji z tej mniej kupującej strony. Bo może nie masz obecnie potrzeb do zaspokojenia, a może jak wiele kobiet zostałaś nauczona, że Twoje potrzeby są nieważne, że nie powinnaś mieć kaprysów - niepotrzebnych wydatków i z czasem nawet nie wiesz co mogłabyś kupić - potrzeby są zupełnie nieuświadamiane. Ale są, gdzieś poza granicą świadomości i obserwowanie, jak druga osoba "bezczelnie" i jeszcze kosztem pieniędzy wspólnych, zaspokaja swoje, może sprawiać, że zaczyna nam się zbierać i nagle nie wiadomo dlaczego mogą pojawić się bardzo silne pretensje i żale. Poczucie bycia wykorzystaną, niesprawiedliwie potraktowaną.
          Dlatego warto się sobie przyjrzeć i zobaczyć o co chodzi na poziomie emocjonalnym, dać sobie prawo do kaprysów i zachcianek, by się nie okopywać w skrajnościach - on przepuszcza, a ja taka rozsądna, tylko pozwolić sobie być ... ludzką. Jak emocje są już jasne, łatwiej negocjować system, z którym czujemy się dobrze, a także zrozumieć i uszanować nawet odjechane pomysły drugiej osoby. Gdy nasze potrzeby są zaspokojone, łatwo czasem odpuścić i dać komuś by skorzystał z systemu więcej. Ale gdy my mamy ciągle mało (gdy same sobie nie pozwalamy mieć, a partnerowi tak jest wygodniej i to wspiera), to kolejny "wspólny" wydatek może być potraktowany jako poświęcenie, zabranie nam czegoś.
        • default Re: U nas jest tak 09.04.15, 09:07
          Częsta wymiana auta wcale nie jest głupią zachcianką - sama piszesz, że gdy sprzedawaliście starego rzęcha, to dostaliście za niego grosze. Lepiej wymieniać auta częściej, zanim się zestarzeją, kiedy można za nie uzyskać niezłą cenę. Nowe auto najwięcej traci na wartości w pierwszym roku, rozsądnie jest je sprzedawać po ok. 3-4 latach od zakupu (nie piszesz ile czasu mąż jeździł nowym autem).
          Inna rzecz to marka - pytanie: czemu mąż chce kupić inną ? Czy dlatego, że dotychczasowa się nie sprawdziła, że ta inna ma lepsze, korzystniejsze parametry (np. mniej pali), czy po prostu chodzi o "szpan" ?
          Jeśli mąż nie ma racjonalnych argumantów, i chce nowe auto tylko ze względów "szpanersko-prestiżowych" ;-) , czyli wyłącznie dla swojej zachcianki, to powinien je sobie zakupić wyłącznie ze swoich środków, bez sięgania do wspólnych oszczędności.
          • chocolate_cake Re: U nas jest tak 09.04.15, 09:24
            default napisała:

            > Jeśli mąż nie ma racjonalnych argumantów, i chce nowe auto tylko ze względów "s
            > zpanersko-prestiżowych" ;-) , czyli wyłącznie dla swojej zachcianki, to powinie
            > n je sobie zakupić wyłącznie ze swoich środków, bez sięgania do wspólnych oszcz
            > ędności.


            Może to się u kogoś sprawdza, ja tego nie kwestionuję, bo ludzie są różni i mają różne układy.
            Mnie się osobiście nie podoba taki podział na moje/twoje.
            A ten samochód jest tylko męża?
            • kaszub-ska Re: U nas jest tak 09.04.15, 16:21
              Samochód jest męża, on nim jeździ, ja mam swój od lat ten sam i nie widzę powodu zmieniać. Tzn. nie mamy rozdzielności, więc i tak wszystko jest wspólne:)
          • kaszub-ska Re: U nas jest tak 09.04.15, 16:20
            Samochód pierwszy przed sprzedażą u nas był 6 lat, a jak go kupowaliśmy, miał już 10, więc oczywiście nie można było się spodziewać dobrej ceny. To był tani samochód, bo wtedy na inny nie było nas stać. Wymieniony miał zostać, kiedy będzie nas stać, no i kiedy to nastąpiło, mąż sobie wymarzył lepszy niż był w założeniu.
            A dlaczego mąż chciał zmienić? Chciał wypróbować inna markę, po prostu pojeździć innym modelem samochodu. A palić, to nowy akurat pali więcej:)
    • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 09.04.15, 18:52
      Kaszub-ska, wiesz co widzę? Widzę że DOPIERO rozmowy ze znajomymi spowodowały Twój wewnętrzny niepokój, do tej pory czułaś się z tym wszystkim ok. Trochę to analogiczne do wątku obok, w którym matka, dogadująca się z ex mężem w sprawie opieki nad dzieckiem, daje się podpuścić "znajomym", którzy buntują ją przeciw ojcu dziecka.
      Rozumiem, ze obudzony niepokój dotyczy niesymetrii wydatków "niezbędnych". Jesteś pewna, że związek en bloc staje się przez to niesymetryczny? Bo może związek wyrównuje się w czym innym. Zwłaszcza, że sama piszesz, że nie masz potrzeb/oczekiwań w zakresie wydatków niekoniecznych. Po co się zmuszać do symetrii w każdej dziedzinie?
      Na mój ogląd sprawy, to dałaś się podpuścić. Albo o czymś nie piszesz- o jakimś innym niepokoju, który Cię drąży (nie wiem, z jakiej dziedziny, bo nie dajesz ku temu sygnałów).
      • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 13.04.15, 23:56
        Do tej pory nie zastanawiałam się nad tym i nie patrzyłam na sprawę całościowo. I nie liczyłam;)
        Może też nie myślałam za dużo o swoich marzeniach. Zawsze myślę, że na wszystko jeszcze przyjdzie czas.
        Na pewno nie chcę czuć, że daję więcej niż dostaję, nie w sensie materialnym oczywiście. Myślę, że równowaga jest ważna, a mąż raczej nie jest w stanie sam zauważyć, że tego brakuje. Jemu zawsze będzie dobrze, gdy będzie zaspokojony na wszystkich frontach i raczej będzie chciał wciąż więcej.
        • pade Re: decyzje finansowe w małżeństwie 14.04.15, 08:56
          "Jemu zawsze będzie dobrze, gdy będzie zaspokojony na wszystkich frontach i raczej będzie chciał wciąż więcej"
          To by się zgadzało z tym, co pisałaś o jego dzieciństwie. Za wcześnie musiał dorosnąć więc teraz rekompensuje sobie braki, zaspokaja potrzeby dziecka.
          • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 14.04.15, 10:34
            To też możliwy trop. Że "nadmiar"w wydawaniu jednak jest konkretny, tj. tego pochodzenia i w tym celu.
          • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 19.04.15, 01:15
            pade napisała:

            > "Jemu zawsze będzie dobrze, gdy będzie zaspokojony na wszystkich frontach i rac
            > zej będzie chciał wciąż więcej"
            > To by się zgadzało z tym, co pisałaś o jego dzieciństwie. Za wcześnie musiał do
            > rosnąć więc teraz rekompensuje sobie braki, zaspokaja potrzeby dziecka.
            >
            Tak właśnie jest, uświadomiłam to jemu, podpowiedziałam terapię. Jego odpowiedź: co jest w tym złego? Nie chce mi się marnować swojego wolnego czasu i energii na rozkminianie przeszłości, której nie mogę zmienić. Nie umiem z obcą osobą rozmawiać o swoich uczuciach.
        • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 14.04.15, 10:10
          Mnie chodzi o to, że strona finansowa to zaledwie jeden z aspektów związku. Pamiętam taki czas, kiedy ja sama nie miałam potrzeb, nawizjmy je, prezentowych. A uświadomił mi to pewien wątek na forum dotyczacy tego, co chcielibyśmy dostać na prezent, gdyby były możliwości (bez ograniczeń finnasowych). No i ja dumałam, dumałam i doszłam do wniosku, że w sumie, to nic. O n
          • vilez Re: decyzje finansowe w małżeństwie 14.04.15, 10:26
            urwało mi...

            O niczym materialnym nie marzę (wyjazdy, książki, filmy, muzyka, ciuchy, kosmetyki, biżuteria- wszystko, czego chcę- mam). Tak na tamten czas było.
            I nie widziałam i nadal nie widzę w tym niczego szczególnego, a już tym bardziej złego. Chociaż niektóre forumowiczki widziały to inaczej ;)
            Z tego, co zrozumiałam, to Ty na dziś też nie masz takich potrzeb. No i ok.
            Nie ma co też winić męża za to, że TY nie masz takich pragnień, jak ma on.
            Może jutro się zmieni (u mnie się zmieniło). Wtedy zrealizujesz te marzenia. I problem będzie dopiero wówczas, gdy mąż ODMÓWI Tobie tych rzeczy, sobie nie odmawiając. Ale żeby to wiedzieć, to musisz tego doświadczyć.

            Pewnie jesteś spełniona w innych sferach. Czy nie? Bo nie wynika z tego, co piszesz, że nie.
            • kaszub-ska Re: decyzje finansowe w małżeństwie 19.04.15, 01:28
              vilez napisała:

              > urwało mi...
              >
              > O niczym materialnym nie marzę (wyjazdy, książki, filmy, muzyka, ciuchy, kosmet
              > yki, biżuteria- wszystko, czego chcę- mam). Tak na tamten czas było.
              > I nie widziałam i nadal nie widzę w tym niczego szczególnego, a już tym bardzie
              > j złego. Chociaż niektóre forumowiczki widziały to inaczej ;)
              > Z tego, co zrozumiałam, to Ty na dziś też nie masz takich potrzeb. No i ok.
              > Nie ma co też winić męża za to, że TY nie masz takich pragnień, jak ma on.
              > Może jutro się zmieni (u mnie się zmieniło). Wtedy zrealizujesz te marzenia. I
              > problem będzie dopiero wówczas, gdy mąż ODMÓWI Tobie tych rzeczy, sobie nie odm
              > awiając. Ale żeby to wiedzieć, to musisz tego doświadczyć.
              >
              No właśnie tak myślę o tym i na 100% będzie z jego strony opór, bo traktuje pieniądze na koncie oszczędnościowym jako "zarezerwowane" dla siebie na ewentualne przyszłe zachcianki.
              Dlatego wolę już teraz inaczej ustalić zasady.

              > Pewnie jesteś spełniona w innych sferach. Czy nie? Bo nie wynika z tego, co pis
              > zesz, że nie.
              W małżeństwie ogólnie jestem.
    • asia_i_p Re: decyzje finansowe w małżeństwie 10.04.15, 19:41
      Nie blokujemy się nawzajem w takich decyzjach. Konsultujemy je ze sobą, owszem, ale nie stajemy twardo okoniem, nie ma zresztą takiej potrzeby, bo obydwoje jesteśmy dość rozsądni i ostrożni w wydawaniu pieniędzy.
    • premeda Re: decyzje finansowe w małżeństwie 14.04.15, 16:05
      Oboje pracujemy więc zabranianie jedna strona drugiej stronie jest mocno nie halo. Mamy potrzebę zgłaszamy ją i realizujemy nawet jeśli jest to fanaberia dla drugiego z nas. Oboje jesteśmy trzeźwo myślący więc to nie jest kwestia braku pieniędzy na chleb, co najwyżej zakredytowania się po korek ;) Żartuję oczywiście, bo to wszystko kwestia przegadania wspólnych finansów. Z partnerem lekkomyślnie wydającym pieniądze nie byłabym, za bardzo rozjechałyby się nam poglądy.
    • kaludyna Re: decyzje finansowe w małżeństwie 23.04.15, 20:35
      Po przeczytaniu calego watku, widzac co ludziom "potrzebne", nasuwa sie jeden wniosek...
    • julita165 Re: decyzje finansowe w małżeństwie 24.04.15, 16:45
      Jak ludzi maja podobne potrzeby i podejście do pieniędzy to jakoś się dogadają. Ja od dawna wiedziałam że mam z mężem zupełnie różne poglądy i próbowałam to załatwić tak, że po prostu mniej więcej składaliśmy się na wspólne wydatki proporcjonalnie do swoich dochodów żeby każdemu mniej więcej zostało tyle samo do własnych decyzji. Mnie to odpowiadało, jak okazało się po czasie mężowi mniej. Tym nie mniej ja nie wyobrażam sobie że nie mam takiej swobody finansowej na którą pozwalają mi moje dochody
Pełna wersja