pomarola
09.04.15, 11:18
Taka sytuacja: jest firma, spółka z o.o., należąca do matki, syna i córki, z tym że dzieci są tylko „figurantami”, bo mają swoje biznesy , a firmę prowadzi matka. Matka ma ponad 60 lat i postanawia przejść na emeryturę, a prowadzenie firmy powierzyć swojemu bratu, który właśnie zamknął swoją dotychczasową JDG i nowe zajęcie jest mu bardzo potrzebne. Umawiają się , że brat wchodzi do firmy jako członek zarządu, dostaje pensję, przejmuje całkowicie prowadzenie firmy i spłaci siostrę w ratach po kilka tysięcy miesięcznie – do osiągnięcia pewnej ustalonej sumy, a wtedy firma zostanie przepisana na niego. Brat zostaje wpisany do KRS na mocy uchwały spółki, ale pozostała część umowy (spłata w ratach i przejęcie firmy) jest tylko „na gębę”. Dzieci popierają pomysł, nie zgłaszają zastrzeżeń do postanowień matki, twierdzą, że firma w zasadzie matki, więc co ich to obchodzi.
Firma jest nieco podupadająca, od dawna zaniedbana, niedoinwestowana, przez lata tylko ciągnięto z niej zyski, zero marketingu i reklamy, żyje wyłącznie dzięki starym, zasiedziałym klientom.
Brat z zapałem bierze się do pracy, szybko ogarnia temat, stara się o nowych klientów, dopieszcza starych, rozwija zakres usług itp. Niestety, firma jest z branży mocno uzależnionej od handlu ze wschodem, toteż gdy gwałtownie zmienia się sytuacja polityczno-gospodarcza obroty i tak spadają – aczkolwiek nie katastrofalnie, więc brat sumiennie i bez problemu wypłaca siostrze raty. Pozyskuje też nowego znaczącego klienta, więc jest szansa, że sytuacja firmy w niedługim czasie znacznie się poprawi.
I w tym momencie otrzymuje wiadomość od siostrzeńca, że ma wypłacić matce ustaloną należność za firmę natychmiast i w jednym kawałku. Wuj tłumaczy siostrzeńcowi, że nie ma takich pieniędzy do wyjęcia naraz, firma ma niewielkie obroty, a on sam też takich pieniędzy nie posiada, zresztą umowa była inna i skąd nagle taka odmiana. Siostrzeniec nalega, sugeruje wzięcie kredytu, a w końcu – rzuca oskarżenie, że firma pewnie dlatego mało zarabia, że wuj olewa pracę i tylko wyprowadza pieniądze do swojej kieszeni. Oburzony i dotknięty do żywego wuj każe zapoznać się z dokumentami księgowymi, bo nie ma nic do ukrycia, wszystko jest czarno na białym. Rozgoryczenie jest tym większe, że wuj pracował naprawdę ciężko, nieraz po 12 h, zadowalając się naprawdę niewielką pensją, aby – póki firma nie zacznie lepiej zarabiać - nie obciążać nadmiernie jej nieco napiętego budżetu i wywiązywać się z rat dla siostry. Siostrzeniec księgowością nie jest zainteresowany, nic czytać nie będzie, wuj ma zapłacić całą sumę i koniec, w przeciwnym razie firma zostanie zamknięta. Zapytana w sprawie w siostra po prostu schowała głowę w piasek – ona jest zadowolona z dotychczasowego układu, wszystkich pieniędzy naraz nie chce i nie potrzebuje, ale skoro syn tak zdecydował, to co ona na to poradzi, uparty jest.
Wuj jest załamany, bo niemal z dnia na dzień pozostał na lodzie – ufał, że prowadzenie tej firmy, a z czasem jej przejęcie zapewni mu utrzymanie na długi czas, wiązał z nią plany, a tu zonk.
Co sądzicie o takiej sytuacji ? Czy potępiacie siostrzeńca, czy jednak uważacie, że interesy to interesy i nie ma w nich miejsca na sentymenty ? Dodam, że siostrzeniec jest osobą niezwykle zamożną, prowadzi rozległe interesy, jest udziałowcem, prezesem i członkiem rad nadzorczych kilku dużych firm, przy których omawiana firemka to krasnoludek.