metnia
10.04.15, 01:05
Witajcie
Rodzice mają dwóch synów(30 i 25 lat) starszy syn SS i młodszy syn MS. Rodzice mieszkają w duzym mieszkaniu 4 pokojowym. Sami zajmuja obecnie dwa pokoje tj salon i pokój biurowy. MS mieszka w dwóch pokojach - jednym swoim i jednym, w ktorym wczesniej mieszkał SS.
SS jest zonaty, ma 2 dzieci. Oboje z zona pracuja, maja kredyt na 30 lat ale zyja spokojnie, bez szalenstw starcza do pierwszego.
SS wyprowadzil sie z domu podczas studiów dziennych, razem z przyszla zona wynajmowali wowczas mieszkanie, dorywczo pracowali. Matka dokładała sie SS 300 zl miesiecznie(odkad SS skonczyl 10 lat ubierali go dziadkowie, w domu mieszkal i byl zywiony). Potem ślub, mieszkanie na kredyt (dołożyła 5 tys) i po roku pierwsze dziecko, po czterech drugie. Matka aktywnie uczestniczy w zyciu SS i jego rodziny. Dołożyła sama z siebie do ich auta kilka tysięcy. Wspolne świeta, wizyty, jest normalnie i milo.
MS jeszcze studiuje zaocznie (polowe placi matka), ma dziewczyne bez matury, pracujaca 1h dziennie i zarabiajaca 600 zl, sam zarabia 2500 zl. Poczęli planowane dziecko. MS postawil rodzicow przed faktem: gdy dziecko sie urodzi będą mieszkać z rodzicami dziewczyny, potem wprowadzaja sie do mieszkania jego rodziców.
MS gardzi matką, w niczym nie pomaga tj ani w domu ani w razie problemow matki, Świeta zawsze spedzal poza domem. MS twierdzi, że stac ich na wynajem i życie (to nie prawda, nie przy cenach w naszym miescie ew wynajem i biedowanie)
Matka synów nie lubi dziewczyny MS, jest przerazona wspolnym mieszkaniem ale nie mowi nie, sama nie wie co ma robic.
SS jest wsciekly. On sam do wszystkiego dochodzil w zyciu, postepowal po Bozemu i ma poczucie, ze zostanie ponownie skrzywdzony (jako ten starszy byl niejako partnerem matki w wiekszosci spraw, pracowal od dziecka w rodzinnym biznesie (bez wynagrodzenia) a MS zawsze byl "malutki" i nic nigdy od niego nie wymagano).
SS mysli tak: wprowadza sie, matka bedzie im gotowac, oni beda ponosic minimalne koszty zycia a jego dzieci - SS nawet nie beda mialy gdzie sie u dziadkow bawic. Matka bedzie ladowala pieniadze w tamta rodzine a SS dostal od matki na start tyle co nic (to co dostal, dostal lata pozniej, po samodzielnym starcie).
Prosze, nie hejtujcie, pomóżcie wyjaśnic dlaczego SS tak sie czuje i jak mu pomoc.
Bomba wisi w powietrzu. Młodzi sa bardzo rozczeniowi, najchetniej zajeliby salon. Maja chrapke na dwa pokoje, SS "godzi sie" na jeden.
Bracie nie rozmawiali o tej sytuacji, w tej rodzinie malo sie rozmawia wprost.
matka rozmawia z SS o swoim przerazeniu, mówi w zartach, zeby SS z rodzina u niej zamieszkal a ona zajmie ich mieszkanie
Matka synów ma meza(ojca synów) ale jest totalnie nieobecny w zyciu rodziny.
Starałam sie napisać w miare obiektywnie. Jestem żoną SS.
Jak rozwiązuje się takie sytuacje rodzinne, żeby nie było kwasów?