pilma2-1
19.04.15, 01:10
Czuje sie jak niewolnica we wlasnym domu... Od 10 lat tj tak naprawde od poczatku malzenstwa walcze o przestrzen tylko dla siebie w zwiazku. I teraz jestem na rozdrozu bo zrozumialam ze albo zostane i juz zawsze bedzie jak jest albo uciekne... Gdy nie bylo dzieci to jeszcze udawalo mi sie uszczknac chwile dla siebie,tym bardziej ze mąż widywal sie czesto z synem z poprzedniego zwiazku ale nie przyprowadzal go do nas tylko spotykali sie u tesciow wyjezdzali na wakacje itp. Po urodzeniu naszych dzieci jego syn zaczal u nas bywac na weekendy, mi doszlo duzo nowych obowiazkow wlasnymi i jego dzieckim i kompletnie sie zagubilam.. Moze zle pojmuje malzenstwo. Moj maz tak wlasnie twierdzi,ze malzonkowie zawsze wszystko razem a ja czuje ze sie dusze. Dzieci obecnie w wieku szkolnym,wymagaja przyprowadzania i odprowadzania ze szkoly,ja prowadzam codziennie i tak 4 razy w tyg odbieram,jeden raz odbiera maz. Gotuje, dbam o wszystko,pilnuje kazdego szczegolu od kontroli lekarskich po kupno majtek wszystkim. Pracuejetyle co maz ale niestety2rau tyg do pozna i czasem w soboty-by w tyg odbierac i prowadzac dzieci do szkoly,maz ma prace i nie chce nic zmienic,najwyzej beda dluzej siedziec na swietlicy,przecież krzywda sie im nie dzieje,tak mowi... Jest rozpuszczonym przez mame jedynakiem ktory mam wrazenie ze nie potrafi sam egzystowac... Ma inne wyobrazenie małżeństwa i moje uwaza za zle,mowi ze juz od dawna go nie kocham. Sprawia mi tym duza przykrosc bo to kompletna nieprawda ale juz nie staram sie tego tlumaczyc. Mowi ze ciagle jestem zmeczona i spie i to prawda ale co ja mam z tym zrobic ze zasypiam po pracy w kazdym wolnym momencie. Staram sie z tym walczyc ale nie zawsze wychodzi i zasypiam jak ogladamy wieczorem film i on sie obraza. A gdybym chciala raz czy dwa razy isc wczesniej spac w tygodniu i zostawic go by sam sobie cos obejrzal,poczytal to tez foch,no bo to czas dla nas, dzieci śpią....i tu tez problem seksu. Dla mnie od czasu porodow stal sie obowiazkiem. Jak byly malutkie ja siedzialam w domu a maz pracowal czesto do pozna. Uwazal ze jak siedze w domu to nie jestem zmeczona bo co ja takiego robie i wtedy seks musial byc codziennie albo co drugi dzien...ale co to byl dla mnie za seks,chwila przyjemnosci dla meza i szedl spac a mi lzy plynely. Potem troche sie postwailam,jak juz wrocilam do pracy ze nie chce codziennie ale jak ta glupia pilnowalam zeby nie za rzadko bo wtedy byl z jego strony straszny foch i awantury,wiec byl seks dla zalagodzenia napietej atmosfery w domu...ale ja tak nie moge... Nie czerpie z trgo juz przyjemnosci...ciagle wypominanie i wyliczanie ze tyle a tyle razy w tym miesiacu...ja go rozumiem i naprawde sie staram kochac sie jak najczesciej ale zle mi z tym..kiedys tak to lubilam a teraz mogloby dla mnie nie istniec. Ostatnio dal mi do zrozumienia ze nie moge od niego wymagac wiernosci... Nie wiem co z tym wszystkim zrobic... Dzieci rosna ja marze by miec czas wziąć dluga kapiel w wannie,spokojnie poczytac,obejrzec program w tv w innnym pokoju,ten co chce a nie co maz wybierze, a nie w pospiechu prysznic i wieczorna adoracja meza. Powinnam odejsc,tak to czuje ale szkoda mi dzieci... Potrzebuje troche przestrzeni a on tego nie rozumie,uwaza ze nie kocham. On mowi ze nadal ma motyle w brzuchu a ja zobojetnialam. Ja czuje inaczej,fajnie ze sie mamy,tak spokojnie jak wszyscy jestesmy w domu ale niekoniecznie lezac na sobie na kanapie!