uduszona w malzenstwie

19.04.15, 01:10
Czuje sie jak niewolnica we wlasnym domu... Od 10 lat tj tak naprawde od poczatku malzenstwa walcze o przestrzen tylko dla siebie w zwiazku. I teraz jestem na rozdrozu bo zrozumialam ze albo zostane i juz zawsze bedzie jak jest albo uciekne... Gdy nie bylo dzieci to jeszcze udawalo mi sie uszczknac chwile dla siebie,tym bardziej ze mąż widywal sie czesto z synem z poprzedniego zwiazku ale nie przyprowadzal go do nas tylko spotykali sie u tesciow wyjezdzali na wakacje itp. Po urodzeniu naszych dzieci jego syn zaczal u nas bywac na weekendy, mi doszlo duzo nowych obowiazkow wlasnymi i jego dzieckim i kompletnie sie zagubilam.. Moze zle pojmuje malzenstwo. Moj maz tak wlasnie twierdzi,ze malzonkowie zawsze wszystko razem a ja czuje ze sie dusze. Dzieci obecnie w wieku szkolnym,wymagaja przyprowadzania i odprowadzania ze szkoly,ja prowadzam codziennie i tak 4 razy w tyg odbieram,jeden raz odbiera maz. Gotuje, dbam o wszystko,pilnuje kazdego szczegolu od kontroli lekarskich po kupno majtek wszystkim. Pracuejetyle co maz ale niestety2rau tyg do pozna i czasem w soboty-by w tyg odbierac i prowadzac dzieci do szkoly,maz ma prace i nie chce nic zmienic,najwyzej beda dluzej siedziec na swietlicy,przecież krzywda sie im nie dzieje,tak mowi... Jest rozpuszczonym przez mame jedynakiem ktory mam wrazenie ze nie potrafi sam egzystowac... Ma inne wyobrazenie małżeństwa i moje uwaza za zle,mowi ze juz od dawna go nie kocham. Sprawia mi tym duza przykrosc bo to kompletna nieprawda ale juz nie staram sie tego tlumaczyc. Mowi ze ciagle jestem zmeczona i spie i to prawda ale co ja mam z tym zrobic ze zasypiam po pracy w kazdym wolnym momencie. Staram sie z tym walczyc ale nie zawsze wychodzi i zasypiam jak ogladamy wieczorem film i on sie obraza. A gdybym chciala raz czy dwa razy isc wczesniej spac w tygodniu i zostawic go by sam sobie cos obejrzal,poczytal to tez foch,no bo to czas dla nas, dzieci śpią....i tu tez problem seksu. Dla mnie od czasu porodow stal sie obowiazkiem. Jak byly malutkie ja siedzialam w domu a maz pracowal czesto do pozna. Uwazal ze jak siedze w domu to nie jestem zmeczona bo co ja takiego robie i wtedy seks musial byc codziennie albo co drugi dzien...ale co to byl dla mnie za seks,chwila przyjemnosci dla meza i szedl spac a mi lzy plynely. Potem troche sie postwailam,jak juz wrocilam do pracy ze nie chce codziennie ale jak ta glupia pilnowalam zeby nie za rzadko bo wtedy byl z jego strony straszny foch i awantury,wiec byl seks dla zalagodzenia napietej atmosfery w domu...ale ja tak nie moge... Nie czerpie z trgo juz przyjemnosci...ciagle wypominanie i wyliczanie ze tyle a tyle razy w tym miesiacu...ja go rozumiem i naprawde sie staram kochac sie jak najczesciej ale zle mi z tym..kiedys tak to lubilam a teraz mogloby dla mnie nie istniec. Ostatnio dal mi do zrozumienia ze nie moge od niego wymagac wiernosci... Nie wiem co z tym wszystkim zrobic... Dzieci rosna ja marze by miec czas wziąć dluga kapiel w wannie,spokojnie poczytac,obejrzec program w tv w innnym pokoju,ten co chce a nie co maz wybierze, a nie w pospiechu prysznic i wieczorna adoracja meza. Powinnam odejsc,tak to czuje ale szkoda mi dzieci... Potrzebuje troche przestrzeni a on tego nie rozumie,uwaza ze nie kocham. On mowi ze nadal ma motyle w brzuchu a ja zobojetnialam. Ja czuje inaczej,fajnie ze sie mamy,tak spokojnie jak wszyscy jestesmy w domu ale niekoniecznie lezac na sobie na kanapie!
    • pogodoodporna Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 07:53
      Czytajac Twoj post doslownie mialam ciarki na plecach :-( No bo jesli to prawda, ze kazdy z nas ma wyobrazenie jakiegos koszmaru, czegos czego sie boi, to dla mnie tym koszmarem jest model zwiazku, ktory przedstawilas- taki w ktorym nie mozna oddychac.
      Nie wiem jak z tym jest u Ciebie, ale ja silna potrzebe odrebnosci mam od dziecinstwa. Nie ma ona nic z potrzeba kochania moich bliskich. Mysle raczej, ze poniewaz wlasnie ich kocham, to z szacunku do nich nie wkraczam bez wyraznej zachety z ich strony do ich swiata, zawsze tez upewniam sie czy maz i dzieci maja ochote na moje towarzystwo. Dlatego doskonale Cie rozumiem, ze potrzebujesz chwili odosobnienia chocby po to, zeby zebrac wlasne mysli. Ten czas samotnosci jest Ci potrzebny do zycia, mnie bez tego nie udaloby sie normalnie funkcjonowac, nie umiem byc na stale zespawana z ludzmi, ktorych kocham, wiec zakladam, ze u Ciebie jest podobnie.
      Z Twojego postu wynika wyraznie, ze jestes na skraju wyczerpania, nic dziwnego- wzielas na siebie taka mase obowiazkow, ze Twoj organizm zwyczajnie domaga sie odpoczynku. Mezowi wygodniej jest tego nie widziec. Szkoda tylko, ze przy tym tak konsekwentnie domaga sie zaspokajania swoich wlasnych potrzeb.
      Nie mam rady dla Ciebie. Moge tylko Cie zachecic, zebys walczyla przynajmniej o wystarczajaca ilosc snu dla siebie. Jesli te jedna swoja potrzebe zaspokoisz, to jest szansa, ze wypoczete cialo i jasny umysl pozwoli Ci skutecznie zmierzyc sie z problemami. Trzymaj sie cieplo.
    • vilez Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 08:15
      Jesteś bardzo bardzo zmęczona. Takie zmęczenie potrafi zabić wszystko, co dobre, wykrzywić każdą reakcję. I nie dostajesz wsparcia. A powinnaś. Choćby przez nazwanie tego zmęczenia, jeżeli już nie- odciążenia. Takie nazwanie odciąża psychicznie. A tego nie masz.
      Radziłabym, żebyś sama to głośno nazwała, a nawet wykrzyczała. "Jestem zmęczona i już nie daję rady!" "Słyszysz to?! jestem zmęczona!". Powinien zareagować.
      Żadnych rozmów o seksie, kochaniu/niekochaniu ... Tylko o TWOIM ZMĘCZENIU.
      Przytulam wirtualnie...
    • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 09:43
      Zostawiłaś męża kiedy samego na dłużej?
      Zacznij może od wzięcia 10dni urlopu/chorobowego i wyjechania sama na urlop. Niech mąż zajmie się dziećmi by miał przymiarkę do tego ile w domu jest obowiązków gdy żony nie ma.
      Nie rozumiem dlaczego godzisz się na nadmiar obowiązków - dlaczego wchodzisz w rolę niewolnicy choć możesz powiedzieć "nie". W weekend wyślij męża z dziećmi na miasto/na wycieczkę/do zoo/do kina/na piłkę/ do parku niech się nimi zajmuje co najmniej kilka godzin. Ty w tym czasie zajmij się sobą. Jak wrócą niech mąż ogarnia dom, zostaw mu rzeczy do zrobienia, nie wyrywaj się, że ty musisz.
      Na jakieś pretensje głośno mów że jesteś przemęczona, tak dłużej być nie może.
      Wzięłaś na siebie za dużo obowiązków a to niezbyt mądre. Mąż wypoczęty żąda seksu bo naturalnie wypoczętemu się chce, ty utyrana po łokcie nie masz siły na nic ale masz wpojone że żona ma obowiązek dać mężowi.
      Musisz się nauczyć dbać o siebie i nauczyć się odpoczywać pomimo bycia żoną i matką.
      To jak żyjesz to nie jest wzór który jest dobrze przekazać dzieciom. A one patrzą bo nie są ślepe uczą się takich nawyków jakie mają rodzice.
      Więc w kwestii twoich myśli o rozstaniu - nie tkwij w tym dla dzieci. Dla dzieci to właśnie skończ taki związek. Chyba, że będziesz się cieszyć w przyszłości, że córkę gwałci jej mąż bo córka na to się w domu napatrzyła i taką żoną umie być.
      • kocia_noga Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 09:47
        Kluczowe słowo to "wzięłaś na siebie obowiązki" i nie odpuszczasz. Mąż słusznie uważa, że dzieciom nic nie będzie jak posiedzą w świetlicy; to twój przymus wymagający od ciebie rychłego zabrania ich ze szkoły. Jakbyś wzięła urlop zwariowałabyś z niepokoju, że mąż nie podoła i że wszystko zawali się bez ciebie.
        • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 09:59
          klasyka utyranych matek polek które "muszą same".
          nie zawsze się takim trafia mąż który oprócz domagania się seksu w domu nic nie robi.
          Podstawa -zacząć cenić siebie i dbać o siebie. Chora, zmęczona osoba nie zaopiekuje się właściwie dziećmi mimo najszczerszych chęci.

          Dobrze by było dla wszystkich właśnie by autorka wyjechała na kilkanaście dni(jakaś plaża w Egipcie?). To by pozwoliło jej odpocząć, zresetować się, mężowi docenić jej obecność w domu i zintegrować z dziećmi, a przede wszystkim miałaby test na samą siebie, czy jest uzależniona od rzucania się do spełniania obowiązków , czy potrafi zajmować się sobą, czy tylko innymi? czy potrafi chcieć czegoś dla siebie? czy pamięta o sobie w życiu? czy weszła w rolę posłusznej mężowi i nie umie inaczej? co jest trudne gdy nagle jest sama z sobą i nie ma do dyspozycji domowych obowiązków?
          Wbrew pozorom wcale nie jest łatwo nauczyć się żyć tak by mieć z życia też przyjemność.
      • pogodoodporna Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 10:08
        olikol napisała:

        > Chyba, że będziesz się cieszyć w przyszłośc
        > i, że córkę gwałci jej mąż bo córka na to się w domu napatrzyła i taką żoną umi
        > e być.

        Mocno napisane. Tez sie zastanawiam jaka to przyjemnosc dla mezczyzny dzgac sucha pochwe wiedzac, ze zona bez entuzjazmu "daje" tylko dla swietego spokoju.
        • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 10:25
          Moja znajoma miała takiego faceta. Potrafił obudzić ją o 2 w nocy bo miał potrzebę, wiedząc że ona po 4 musi wstać do swojej pracy(najlżejszy przykład). Ona długie lata czuła się w obowiązku spełniać jego potrzeby, była przekonana, że tak należy, nieważne że sama nie chce wystarczy, że mąż chce. Taki model wychowania kobiety (wzór z domu, ojciec alkoholik, matka tiutająca wkoło niego, wpojone że facet ma większą władzę w rodzinie a wystarczy że jest -by być wdzięczną i go słuchać)
          Rozwód (ona odeszła)był ostry, bo panowie tego gatunku nie lubią wypuszczać z rąk swoich "niewolnic seksualnych" jeśli przy nich doświadczyli zaspokojenia potrzeb w trybie uległości. Więc policja musiała go hamować. Jest 10 lat po rozwodzie a pan nadal się stara do jej łożka wrócić. Zwykły egoista, agresor mitoman, bez uczuć wyższych.

          Jaka jest skala tego u autorki? Musi na spokojnie ocenić.
          Wzmocnić siebie i zacząć wdrażać zmiany. Możliwe, że z tym panem zmiany nie są możliwe, a tylko zmiana pana.

          ps. Dobrze by było wiedzieć więcej dlaczego poprzednie małżeństwo pana się rozpadło. I to nie z ust pana, ale jego exżony. Może powiela się problem.

          Tak czy siak- zacząć trzeba od odpuszczenia sobie wielu obowiązków.
    • ada1214 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 10:15
      Ludzie, nauczcie sie robic akapity przy pisaniu dluzszych tekstow. Chociaz minimum wysilku przy redagowaniu tekstu by sie przydalo.
      • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 10:28
        Popieram.
        Robienie porządku w swoim życiu można zacząć od ćwiczeń w porządnym napisaniu tekstu tak, by był ładnie podany i strawny w czytaniu. To pokazuje szacunek dla siebie i czytaczy.
        • ada1214 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 10:53
          Ja mam zawroty glowy od takiego zmasowanego bezakapitowego ataku. NIe ma mowy, zebym dala rade przeczytac.
      • vilez Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 11:23
        Równie dobrze można zaapelować: ludzie nie kompromitujcie się tym, że macie problem z przeczytaniem jednoakapitowego dłuższego tekstu.
        Podział na akapity jest znaczący i leży w gestii AUTORA. Li i jedynie.
        • ada1214 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 11:35
          Vilez, podstawowych zasad redagowania tekstu ucza na pierwszym lepszym kursie z Worda. Tekst zredagowany tak jak ten z wstepu nie miesci sie w zadnych standardach.
          • vilez Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 11:47
            A to akapity są ustanawiane arbitralnie względem każdego tekstu? Zaś pisanie na forum to uczestnictwo w konkursie na mistrza stylu?
            Skoro wymagasz od autora, by się wysilał w pisaniu pod Ciebie, to można i od Ciebie wymagać, byś się wysiliła w czytaniu.
            • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 11:55
              A wracając do tematu wątku....
            • asfo Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 14:17
              Niby nie są, ale faktycznie tekst bez nich jest nieprzyswajalny. Oczy gubią wątek i czyta się dwa razy ten sam wers, a potem przeskakuje dwie linijki niżej. Podział na akapity pozwala łatwiej znaleźć właściwą linię.
            • ola_dom Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 21:07
              vilez napisała:

              > pisanie na forum to uczestnictwo w konkursie na mistrza stylu?

              I obowiązek czytania?
              Też się zastanawiam.
              Ja także nie przyswajam za dobrze (albo czasem wcale) tekstu napisanego nieporządnie, bez akapitów, znaków przestankowych, etc. Ale to MÓJ problem i jak go nie mogę przeczytać - to nie czytam i nie odpowiadam. I wtedy może się pojawić problem dla autora wątku - jeśli będzie więcej osób takich, jak ja - że mało kto w takim wątku odpowie.
              Ale to naprawdę nie jest mój problem.
              A skoro są odpowiedzi, to znaczy, że inni całkiem dobrze rozumieją tak napisany tekst.
              • vilez Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:58
                Dokładnie. Nie miałam żadnych problemów z odczytaniem samego tekstu, jak i jego sensu.
                Zastanawiam się, jak tacy ludzie czytają książki, w których czasem jeden akapit "idzie" przez kilka stron. Albo zdań wielokrotnie złożonych.
                Za chwilę dojdzie do żądania ilustrowania obrazkami, bo "się łatwiej czyta"...
                • ada1214 Re: uduszona w malzenstwie 21.04.15, 16:47
                  >Zastanawiam się, jak tacy ludzie czytają książki, w których czasem jeden akapit "idzie" przez kilka stron.

                  Ksiazka to zupelnie co innego. Tekst na ekranie komputera rzadzi sie innymi prawami. Teskt o objetosci takiej, ze do przeczytania konieczne jest przewiniecie, powinien miec akapity. Nie mowiac juz o tym, ze nowa mysl od nowego akapitu (Jezyk polski szkola podstawowa)
        • pilma2-1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 09:30
          Pisalam w nocy z telefonu po kryjomu. Po kolejnym zawirowaniu w domu, zdesperowana liczaca nie wiem na co,slowo wsparcia otuchy, z balaganem w glowie i lzami w oczach stąd brzydko i bez akapitow.

          Awantura znow bo zamiast ogladac glupie filmiki w necie siedzialam obok i czytalam ksiazke, nie spalam. Myslalam, ze to ok... Muszę byc aktywna, rozmawiac nie wiem,o czyms niebanalnym, o obrotach sfer niebieskich, nie wiem...o normalnym codziennym zyciu nie ok wg niego.

          Tez ciągle mi wypomina ze za duzo pracuje zawodowo. To nieprawda. Wypracowuje etat tylko godz mam dostosowane do potrzeb domu. Ta praca daje mi poczucie bezpieczenstwa ale tez lubie ja i tyle. Nie chce byc tylko kura domowa..nie chce sobie nawet przypomonac jak sie czulam i bylam traktowana na wychowawczym...

          Tak, jak dzieci posiedza dluzej na swietlicy z pewnoscia nic im sie nie stanie. Ale czy od 7do 17-18 w szkole a potem jeszcze lekcje w domu i spac bo rano znow do szkoly jest naprawde ok?czy to ja jestem przewrazliwiona matka?

          Czy ja jestem typem ze wszystko musze sama? Musze...jak tylko zostawie cos dla meza to albo będzie na odwal albo wcale bo zapomni,nie bedzie mial czasu.. Nie jestem pedantka,duzo odpuszczam bo sie nie.

          Czy zostawilam meza samego z dziecmi? Tak. Pojechali na tydzern beze mnie w wakacje. Powiedzialam ze nie moge dostac urlopu. Naprawde, chcialam odpoczac... Cudowny tydzien choc tesknilam za dzieciakami..



          • zuzi.1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 10:12
            Dziewczyno, jak sie nie ogarniesz i nie wezmiesz za siebie, to za chwile bedziesz zywym trupem, juz jestes bliska tego etapu. Nie szanujesz sie, nie dbasz o siebie, nie znasz swoich granic, masz egoistycznego meza z tendencja do przemocowych zachowan i jak na razie tanczysz pieknie jak on Ci zagra. Tupnij w koncu noga, podju...wij sie porzadnie na nuego u OKAZ to swoje wkurzenie mowiac glisno: Ty mi nie bedziesz mowil co ja mam robic i malo mnie obchodzi Twoje zdanie i odwroc sie na piecie i zajmij sie soba i swoimi sprawami. Przy takim Twoim charakterze i takim jego egoizmie i narzucaniu Ci jego zdania i potrzeb, jak nie zawalczysz o siebie, to bedziesz za chwile wrakiem czlowieka, a maz sie nad Toba nie pochyli i nie bedzie Ci wspolczul, bo ma w sobie tyle empatii co nic... Musisz z nim zawalczyc o siebie, swoja wolnosc i swobode zyciowa, szacunek dla siebie, bo skonczysz marnie. Juz zachowujesz sie jak ofiara, a bedzie jeszcze gorzej, bo facet Ci coraz bardziej bedxie uprzykrzal zycie. Jacy sa jego rodzice, jak sie zachowuja w stosunku do Ciebie, jakie on ma z nimi relacje?
            • zuzi.1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 10:25
              Na razie przepraszasz, ze zyjesz, a tak normalne zycie nie wyglada. Jestes cieniem samej siebie, NIE MA CIE, NIE ISTNIEJESZ... zacznij od przeczytania kilku ksiazek przyszpilonych w literaturze na gorze forum: zdrowy egoizm, grzeczne dziewczynki ida do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chca, powrot do swego wew domu. I ZAWALCZ O SIEBIE, O NORMALNE I SWOBODNE ZYCIE, O RADOSC, ZNEUTRALIZUJ PANA I WLADCE LUB SIE GO POZBADZ Z ZYCIA. Z doswiadczenia Ci napisze, ze im Ty staniesz sie silniejsza i pewna siebie, tym on stanie sie coraz slabszy i przestanie sie panoszyc w Twoim zyciu. Walcz dziewczyno albo daj mu kopa na rozped i pozbadz sie go :-)
      • kamunyak Re: uduszona w malzenstwie 27.04.15, 23:55
        > Ludzie, nauczcie sie robic akapity przy pisaniu dluzszych tekstow. Chociaz mini
        > mum wysilku przy redagowaniu tekstu by sie przydalo.


        równie dobrze można do ciebie zaapelować o "minimum wysiłku' i stosowanie znaków polskich, żeby nie trzeba było sie domyślać, jaki wyraz chciałaś napisać.
        Tak, że tego... przyganiał kocioł garnkowi.
        • ada1214 Re: uduszona w malzenstwie 28.04.15, 08:28
          > równie dobrze można do ciebie zaapelować o "minimum wysiłku' i stosowanie znakó
          > w polskich, żeby nie trzeba było sie domyślać, jaki wyraz chciałaś napisać.
          > Tak, że tego... przyganiał kocioł garnkowi.

          nie mam polskich znakow i nie wiem jak je zrobic. Daj wskazowki, krok po kroku bo jestem beztalenciem komputerowym, chetnie sie zastosuje.
    • adorra0 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 11:36
      Bardzo, bardzo Ci współczuję. Rzadko kiedy cierpienie piszącego jest wręcz namacalne. Z pewnością warto pochylić się nad otrzymanymi tu radami odnośnie dbania o samą siebie. Niestety, nikt tego za Ciebie nie zrobi i nikt niczego Ci nie ułatwi – z tym musisz się liczyć. Podejrzewam, po tylu latach życia w kieracie, że dla Ciebie samej wprowadzanie zmian będzie trudnym doświadczeniem okupionym wyrzutami sumienia i poczuciem winy generowanym przez członków rodziny, w szczególności męża. Proponuję wprowadzanie zmian metodą małych kroków. Wyjazd na dziesięć dni do Egiptu, żeby z jednej strony odetchnąć pełną piersią z dala od osaczających bliskich i pobyć sama ze sobą , ze swoimi pragnieniami i wizją życia, z drugiej w celach dydaktycznych dla męża jest świetnym pomysłem, ale odłożyłabym go na jakiś czas, a zaczęła od mniej spektakularnych posunięć. Twój mąż nie odda łatwo swoich pozycji, raczej wkroczy na barykady i będzie torpedował Twoje wysiłki w kierunku „wybicia” się na niezależność emocjonalną. Nawet jeżeli odda jakiś przyczółek i zaakceptuje jakąś zmianę to będą to działania pozorowane. Wszak zmienić się musicie oboje, zmiana wymaga czasu i konsekwencji, a jemu w takim układzie jest dobrze, więc on nie ma motywacji do zmian. Musisz psychicznie przygotować się na walkę z mężem, przewidzieć jego kolejne posunięcia blokujące Twoje zmiany, ale przede wszystkim sama na 1000% musisz być przekonana, ze nie robisz nic złego i nikogo nie krzywdzisz. Oprócz samej siebie pozostając w aktualnej rzeczywistości. Jednak, żeby ją opuścić musisz sama wiedzieć czego chcesz, ale konkretnie, żadne tam „chcę, żeby mąż przejął na siebie część moich obowiązków”. Siadasz i zastanawiasz się co konkretnie odciążyłoby Cię i ułatwiło życie , spisujesz swoje przemyślenia, a potem punkt po punkcie wprowadzasz w czyn. Tylko pamiętaj, że zanim nowy nawyk się utrwali trzeba ok. 30 dni, w przypadku Twojego męża całą pewnością potrwa to dłużej. Pracuj na raz nad jedną zmianą. Nie generuj sobie sama więcej stresu niż to konieczne. Ja wiem, ze człowiek chciałby od razu, już , wszystko zmienić , ale to tak nie działa. Szybko się wypalisz i odpuścisz. Pozdrawiam Cię serdecznie.
      • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 12:03
        Ja w ogóle nie rozumiem idei walki w związku. Autorka od pierwszego zdania podnosi fakt, że od 10 lat walczy (o przestrzeń dla siebie). Więc nic dziwnego, że jest zmęczona. Wojny co do zasady są wyniszczające. Zdrowiej było powalczyć rok (jeśli rozmowa i negocjacje nic nie dawały) i w przypadku braku satysfakcjonujących zmian pieprznąć tym układem.
        Związek w którym trzeba prowadzić wojnę żeby przetrwać?
        Może prościej uświadomić sobie "mnie to nie odpowiada" i nie bać się tego mówić głośno oraz nie dać się wkręcić w schemat, że to odpowiadać "musi".
        • adorra0 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 12:27
          Moim zdaniem Autorka musi najpierw DOWIEDZIEĆ SIĘ czego sama oczekuje od życia i męża. musi być tego pewna na maxa, bo inaczej nie ma mowy o wprowadzeniu tak radykalnej zmiany, o jakiej piszesz. Walczą ludzie, którzy się miotają i nie są pewni swoich racji. Zobacz, Autorka, z jednej strony ma silna potrzebę autonomii, ale kocha męża i pozwala sobą manipulować, dostosowuje się do jego oczekiwań, wręcz sama pilnuje , żeby jego potrzeby byly zaspokojone i chyba zaniepokoiła się tą jego uwagą o dochowaniu wierności, z drugiej powołuje się na dobro dzieci i dla nich jest się w stanie, przynajmniej na tym etapie poświęcić. Do przeprowadzenia tak spektakularnej zmiany , o jakiej piszesz, trzeba dojrzeć i przygotować grunt dla siebie i dzieci, a przede wszystkim wiedzieć, ze nie chce się już być z tym facetem, zer lepiej jej będzie samej z dziećmi niż uduszonej w małżeństwie.
          • vilez Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 12:31
            > Walczą ludzie, którzy się miotają i nie są pewni swoich racji.

            Jest różnica między różnicą racji, a walką z osobą. W `związku moim zdaniem nie ma miejsca na walkę z osobą, nawet jeśli chodzi o racje. W związki różnic racji nie powinno się rozwiązywać za pomocą WALKI.
            • adorra0 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 12:45
              Ujmę to tak - nie mam ochoty brać udziału w kolejnej jałowej dyskusji, która rozwinie watek do 300 postów i sprawi, ze zniknie z pola widzenia Autorka i jej problem. Swoją odpowiedź oparlam na danych zawartych w poście otwierającym watek, a nie na własnych przekonaniach czy wyobrażeniach, chociaż, oczywiście,mogłam te dane zinterpretować źle, ale to może skorygować tylko założycielka wątku. Dla mnie tracenie podczas odpowiedzi z pola widzenia osoby Autorki jest jak prezent, który kupuje się "bo mnie się podoba", a nie obdarowanemu. A na koniec - mam takie zdanie w tej kwestii, Wy macie inne. Do tej pory nie kwestionowałam Waszego, a na dyskusję nie mam ochoty.
              • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 12:56
                Ale po co te dziwne oświadczenia? Sfiksowaliście wszyscy na tym forum?
                • adorra0 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 13:00
                  Jak widać nieźle idzie Ci dołączanie się do tej fiksacji.
                  • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 13:04
                    Ja tu rozmawiam w konkretnym temacie wątku a nie o kolejnych problemach z nadinterpretacją rzeczywistości tutejszych zasiedziałych pań. Jak chcesz się z kimś pokłócić albo frustrację i swoje lęki z powodu obecności nicka na v wylać, to wyłącz komputer i sprawdź kogo masz w domu pod ręką. Tylko uważaj, by nie był małoletni bo to już nie te czasy że wszystko uchodzi.
                    To tyle z mojej strony, jak kiedyś dorośniesz do zwykłej rozmowy to wtedy dołączaj.
                    • adorra0 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 13:10
                      Słucham? TY tu rozmawiasz o konkretnych problemach? O akapitach ? Wybacz, Olikol, ale nie będziesz mi mówiła jakie oświadczenia mam prawo wydawać naforum, a jakie nie. błysnełaś już agresją w wątku o porządkach, jak widać do tej pory Ci nie przeszło.
                      • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 13:15
                        Jak widać kłócić się lubisz i jesteś tak skoncentrowana na sobie, że bez problemu ci idzie rozpieprzanie komuś innemu wątku bo zobaczyłaś w nim wypowiedż kogoś kogo nie lubisz. A potem jęk, że to winna tych innych. Dorośnij. A jak składasz jakieś oświadczenia to się ich chociaż sama trzymaj, chyba, że jesteś zbyt uzależniona by nad sobą panować.
                        • adorra0 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 13:23
                          ha, ha, ha.Olikol, życzę Ci miłego dnia.
                        • adorra0 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 13:25
                          Umknęla Ci jedna rzecz - to nie ja ustosunkowywałam się do waszych postów tylko Wy do mojego, więcjeżeli ktoś atakuje kogoś kogo nie lubi to chyba Ty.
                          • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 14:39
                            Dosłownie jak małe dziecko...
                            Ktoś odpowiedział na twoją wypowiedź więc on jest agresywny? bo odpowiedział? czy ty słyszysz sama siebie?
                            i miał inne zdanie więc tym bardziej agresywny musi być?

                            Mnie jest wszystko jedno z kim rozmawiam.
                            Nie zawsze nawet patrzę na nicki.
                            Ty składasz jakieś oświadczenia, że czegoś nie będziesz (po czym nie dotrzymujesz) i insynuacje co do osób i czarne wizje dalszej dyskusji po jednej podpiętej pod ciebie obojętnej wypowiedzi...
                            choć zwyczajnie mogłaś sobie darować odpisywanie by nie "dyskutować" jeśli dyskutowac nie chciałaś.
                            Dla mnie to tak absurdalne, że zastanawiam się z czym masz problem tak głęboki , że tak sobie z prostymi rzeczami komunikacyjnymi nie radzisz.
                            Jak nie mam ochoty z kimś gadać to nie gadam . Czy to dla ciebie za trudne? Po prostu nie kontynuować jak nie chcesz? Powiedzieć swoje zdanie, które przeczyta szersza publika i na tym poprzestać?
                            Odpowiadać tym komu chcesz a nie "czuć się zmuszoną" do odpowiedzi tym którym nie chcesz odpowiadać? Co to za gra? Co chcesz osiągnąć? Przed czym się ratujesz?
                            Musisz zdania "bronić" jeśli ktoś ma trochę inne? Nie umiesz uznać u kogoś prawa do posiadania innych poglądów i przejść nad tym do porządku dziennego?
                            Potrenuj sobie najbliższy miesiąc nieodpowiadanie na posty osób których nie lubisz. Albo sobie wygaś te nicki na widok których ci się ciśnienie podnosi. Bo agresja płynąca z twoich lęków przed tym, że komuś z kim się boisz dyskutować odpowiesz i nie będziesz umiała "wygrać" w dyskusji z nim ani się powstrzymać z odpowiedzią jest destrukcyjna dla bogu-ducha-winnych pozostałych uczestników rozmowy. Psujesz wątek choć insynuujesz, że wyłącznie inni to robią. Nie widzisz swojej roli. Walczysz nie z faktami a swoimi interpretacjami rzeczywistości.
                            Nie ma obowiązku odpowiadania na wszystko wszystkim tylko dlatego, że oni się pod ciebie podpięli.
                            Robisz to CO CHCESZ.
                            Naciskając klawisze komputera robisz to bo chcesz je naciskać
                            i wysyłać to co wysyłasz
                            tym do których wysyłasz
                            bo chcesz właśnie do nich
                            tym razem żeby znowu skupiać się na prywatnych swoich animozjach i toczyć wojnę ze swoimi własnymi potworami w swojej własnej głowie.
                            Jeśli coś robisz, to zastanów się czemu chcesz i co tym sobie kompensujesz, do przeżycia jakich uczuć dążysz.
                            Jakieś oświadczenia "ja wam nie będę odpowiadać" są o tobie i strachu przed własnym zdaniem i własnym uzależnieniowym przymusem wchodzenia w konflikt z konkretnymi nickami, a nie na temat dany przez autorkę. Takie współuzależnienie.
                            Wystarczy faktycznie nie odpowiadać.
                            A nie oświadczać, że nie odpowiesz bo "wy"...i na pewno bedzie źle...
                            Odpuść ten styl, lecz uzależnienie, bo przez tego typu histeryczne animozje to miejsce nigdy nie znormalnieje, jest to męczące dla innych.
                            Ileż można tłumaczyć podstawy dorosłym chyba babom.
                            Oczywiście zrobisz CO SAMA CHCESZ i -co istotne-zbierzesz tego skutki. Więc ćwicz ponoszenie konsekwencji a nie gierki w pokrzywdzoną broniącą się przed...sobą. Albo staniesz z wyprostowanym kręgosłupem świadoma siebie albo wiecznie będziesz uważać, że to ci inni brużdżą i uważać się za kogoś kim nie jesteś, bać się samej siebie... Alfabet.
                            To tyle oddania charytatywnie mojego czasu i psucia cudzego wątku, bo to nie wątek o tobie.
                            • vilez Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 14:55
                              Sama widzisz, jak to działa u niektórych pań ;)
                              Jak się odniesiesz merytorycznie do ich opinii- to z nimi walczysz.
                              Ps. To ma się ma wprost do walki w związku. One nie rozumieją, że można nie walczyć. Że można -rozmawiać. Mimo różnic w poglądach.
          • pade Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 20:17
            " Walczą ludzie, którzy się miotają i nie są pewni swoich racji. "
            Zgadzam się. Bez takie wewnętrznego przekonania i zaufania do siebie bardzo trudno jest podjąć jakąkolwiek decyzję. Ktoś, kto ma wątpliwości, nie ufa sobie, nie wierzy w siebie, raz będzie bronił swoich granic, oświadczał, że się na coś nie zgadza albo czegoś nie chce, a zaraz potem zacznie wątpić, czy w ogóle ma do tego prawo.
            Dla mnie to, co zacytowałam odnosi się do walki wewnętrznej.
        • vilez Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 12:28
          > Ja w ogóle nie rozumiem idei walki w związku...

          Podpisuję się. (Pisałam o tym w innych wątkach). Dla mnie walka w związku to antyidea związkowa. Po tym, czy strony WALCZĄ, rozpoznaję jakość związku - bez względu na meritum walk.
      • renata1152 Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 12:59
        Bardzo przepraszam za pytanie Dlaczego mąż się rozwiódł ?
        Walcz o sprawiedliwszy podział obowiązków lub część sobie odpuść.

        Jeżeli takie jest podejście męża do tematu to cienko widzę jakiekolwiek
        negocjacje z takim typem.


        ''''Pan Bóg dał mężczyźnie penis i mózg, ale przy tym krew
        w ilości wystarczającej do zasilenia tylko jednej z tych części
        ciała w danym momencie'''''

        Robin Williams.

        Twój mąż to typowe zwierzę stawiające seks na pierwszym miejscu swoich potrzeb.

        ''''Kobiety potrzebują wkładu emocjonalnego ze strony mężczyzny.
        Jeśli mężczyźni chcą ,by partnerki częściej inicjowały seks ,(lub przystały )
        muszą im okazać miłość ,rozpieszczać je i pomagać w pracach domowych,
        ponieważ dla zestresowanej kobiety seks zajmuje bardzo niską
        pozycję na liście priorytetów.'''''

        z poradnika ''''Dlaczego mężczyźni pragną seksu, a kobiety potrzebują miłości'''''

        ALLAN I BARBARA PEASE

        Twój mąż występuje z pozycji '''łaski mi nie robisz bo jak nie to,,,,,,,,,,,,,,'''''''
        to jest zwyczajne chamstwo z jego strony....
        Seks to temat rzeka.
        Z drugiej strony trzeba zrozumieć co pcha mężczyzn do seksu i dlaczego
        to dla nich takie ważne,ale nie można to w taki sposób rozgrywać.
        Jeżeli mąż chce twojej przychylności w tej dziedzinie powinien
        odciążyć w obowiązkach domowych.

        '''z niewolnika nie ma pracownika'''''
        Do łóżka powinno się wskakiwać z radością a nie z zaciśniętymi
        zębami ,ponieważ można nad nimi z wściekłości nie zapanować
        a szkody dla partnera będą olbrzymie.
        • olikol Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 13:19
          > Do łóżka powinno się wskakiwać z radością a nie z zaciśniętymi
          > zębami ,ponieważ można nad nimi z wściekłości nie zapanować
          > a szkody dla partnera będą olbrzymie.

          słuszna uwaga ;)
    • asfo Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 14:43
      Pierwszy problem polega na tym, że twój mąż jest egoistą. Drugi na tym, że ty się zafiksowałaś na wiecznym dawaniu oraz pełnej ofiarności i zupełnie nie potrafisz zadbać o swoje potrzeby. Chcesz jednocześnie być perfekcyjną matką, pracować na cały etat, i zaspokajać wszelkie zachcianki męża. Gdyby organizm nie odmawiał ci posłuszeństwa to pewnie nawet nie wpadłabyś na to, że trzeba coś zmienić.

      Nie napisałaś zbyt dużo o tym, jak wygląda twój dzień i sytuacja finansowa, ale musisz się zastanowić nad tym, co jest gorsze - siedzenie w świetlicy, czy matka która się poważnie rozchorowała bo nie dbała o siebie. A jak mąż tyle ma energii, że cały czas mu się chce, to może powinien część tej energii poświęcić na opiekę nad dziećmi, w czasie kiedy ty odpoczywasz. A może da się wynająć kogoś do sprzątania lub kupić do domu jakieś urządzenia które ułatwią ci życie.

      Obwieść mężowi że go kochasz, ale potrzebujesz 8 godzin snu dziennie oraz godziny na kąpiel oraz relaks, i oczekujesz, że on ci to zapewni. Poza tym domagaj się prawa do wyboru programu telewizyjnego co drugi dzień i przynoszenia rano kawy do łóżka.Jeśli się nie zgodzi, poinformuj go, że nie spodziewasz się mieć energii by mu wieczorem dotrzymywać towarzystwa. Następnie opadnij bezwładnie na kanapę i śpij przez 10 godzin. Jeśli dzieci będą domagać się jedzenia zamów im pizzę i puść ich ulubione niepedagogiczne kreskówki.
      • kocia_noga Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 16:04
        Od czegoś możesz zacząć zmiany. Adorra radziła zrobić listę i wypisać punkt po punkcie. Uważam że to podstawa. Jak już będziesz wiedzieć czego chcesz przede wszystkim, to znajdziesz jakieś sposoby aby to osiągnąć.
        Czy możliwe jest dla ciebie albo wyobrażalne odpuszczenie sobie jakiegoś obowiązku albo go ograniczenie?
        • slomiany.wdowiec Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 19:47
          Nie będę ci odpisywał jak i co zrozumiałem z twojego wpisu tu na forum.
          Może przedstawię ci wersję z tej drugiej strony lustra.

          Pokochałem kiedyś pewną dziewczynę. Staż chodzenia ze sobą zaliczyłem tak ze 4 lata. Panna się kiedyś zdenerwowała bo już wszystkie jej koleżanki pozakładały rodziny więc zapytała wprost bez ogródek: "Ile czasu mam jeszcze zamiar zawracać jej dupsko ?" I TO CYTUJĘ DOSŁOWNIE.
          Następnego dnia zaciągnąłem ją siłą do USC i zaczęliśmy załatwiać formalności. Potem w kościele itepe.
          Zapytałem ją jeszcze czy na pewno tego chce i że to ja mam być tym od którego oczekuje tych deklaracji.
          Odpowiedziała że tak. Tak i tak.
          Po ślubie za rok 1 dziecko, po następnych 3 drugie. Kasę przynosiłem w zębach do pani gospodyni. A była gospodarna, oszczędna i cierpliwa jak mało kto. Dzieci czyste, nakarmione i zadbane. Zdrowe. A ja ?
          Ja ciągle czułem się małym chłopcem. Zabawa, koledzy, wycieczka szlakiem pomników ( to taki ciąg na szkło wypełnione alko ). No zabawa przednia.
          A żona i matka cierpliwie znosiła to w domu zajęta opieką nad dziećmi.

          Kiedy te dzieci urosły tatuś załatwiał ich zachcianki. Samochód ? Proszę. Jaki tylko chcesz.
          Ciuchy ? Kup sobie jakie ci się podobają. Tak mi się wydawało że za kasę mam spokojne sumienie. Przecież dbam o dzieci. No nie ?

          Po latach żona stała się taka dziwna. Brak w niej iskry do zabawy. Mówi że się wypaliła i nie ma ochoty. Ja też.
          I po latach, gdy dorosłem okazało się że sam przesrałem ten czas który był najpiękniejszy.
          Nie pamiętam szczegółów z dzieciństwa swoich dzieci. Nie pamiętam ich pierwszych kroków. Ich pierwszych miłostek. Pierwszych dni dorosłości. So tak jakoś umknęło nie wiem kiedy, pomiędzy jedną moją zabawą a drugą.

          Mam tylko opowieści żony jak to się działo............................
          Dobrze mieć taką żonę.
          Kocham ją i kochałem przez cały czas. Nie kłóciłem się z nią i nie ubliżałem.
          Ale faktem jest że zapomniałem dać jej chwili oddechu.
          Odrobiny czasu dla siebie. Beż dziec i, bez obowiązków domowych. Tak trochę lenistwa i ciszy.
          Wiem o tym. Mam tego świadomość.
          Ale kiedy żona opowiada mi tych chwilach których nie znam, bo mnie wtedy nie było, ma w oczach tyle ciepła. Nie narzeka. Jest szczęśliwa. Mówi że teraz dopiero odpoczywa obok mnie.
          Bo ona zmęczyła się dziećmi, domem i myśleniem o nas, a ja zmęczyłem się zabawą.

          Morał:
          Chłopcy długo pozostają chłopcami. W głowach im tylko zabawa. Winę za to ponoszą mamy.
          To one nauczyły chłopców że kobieta ma OKO NA WSZYSTKO.
          A potem to facet zadowolony że w domu uprane, posprzątane i ugotowane.
          Bo facet jest taaaaaaki zmęczony po całym dniu pracy, że aż.............. Tylko piwko pozostało na ukojenie tego trudu i mecz w TV.

          Czego się Jaś nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał.:)
          • vilez Re: uduszona w malzenstwie 19.04.15, 21:55
            Zapomniałeś dodać, że niektórzy chłopcy. Są też dojrzali mężczyźni- tacy, którzy byli takimi już przed trzydziestką. Ja takich miałam i mam szczęście znać.
            Ergo: tworzysz mity. Mają one usprawiedliwić egoizm i głupotę.
            Na pocieszenie- to samo dotyczy kobiet. Tyle, że inaczej się to wyraża i innych sfer dotyczy (biologia).

    • sonia_siemionowna Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 08:16
      Poświętliwość to najgorsza cecha polskich kobiet. Mąż ma rację, dzieciom nic się nie stanie, jak zostaną w świetlicy dłużej. Ty masz jakąś wyidealizowaną wizję tego, co ma być zrobione i sądzę, że uważasz, że nikt tego nie zrobi tak dobrze, jak Ty. Mąż ma pomagać, ale tylko i wyłącznie na Twoich warunkach. Sama sobie kopiesz grób. Nie widzę w tym winy męża, bo nikt nie jest duchem świętym i nie czyta w myślach. Jeśli chcesz zmiany, to ją zainicjuj, bo skoro siedzisz cicho, to się nie dziwię mężowi, że uważa, że wszystko jest ok.
      • kocia_noga Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 09:10
        Ten sposób opisywania problemu na który foremki zwróciły uwagę też odzwierciedla twój stan ducha - bez rozróżnienia co ważne, a co mniej ważne, jeden gąszcz powinności który cię w końcu zapętlił. Wyśpij się, choćby się paliło i waliło, a wtedy umysł da radę posegregować sprawy.
    • surmatka Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 09:31
      O, jak bym samą siebie czytała - w momencie kryzysu.
      Prawda jest taka, że jesteś silną babą, która chce wszystko ogarnąć i nagle się obudziła, że nie daje rady. A pan i władca nie wie o co chodzi, no bo przecież przyzwyczaił się, że skaczesz jak on zagra. Doskonale rozumiem, jak działa męski foch i jakie masz poczucie winy (swoją drogą ciekawe czemu się rozwiódł z pierwszą żoną).
      Nie chce mi się tu opisywać swoich perypetii ze swoim mężem, ale, porównując, prawda też jest taka, że on robi tyle na ile mu pozwolisz - ja musiałam się nauczyć stawiać granice i myśleć o sobie bez względu na konsekwencje i nie bojąc się konfrontacji. A bywa ciężko. Ale wiem już na pewno - WARTO! Zawalczyć o siebie i nie pozwalać sobie wchodzić na głowę - lada moment zaczną Ci to robić też dzieci. Czas dla siebie - koniecznie poza domem. Po prostu zostawiasz wszystko, w końcu ojciec też może sam się zająć dziećmi, bez względu na to jak to będzie wyglądało - on też ponosi odpowiedzialność za dom, ojcostwo, małżeństwo. Musisz wiedzieć czego chcesz i stanowczo się tego trzymać.
      Nawet jeśli się chcesz rozwieść to jest to proces - a nie wydarzenie z dnia na dzień i musisz być do niego silna.
      • ekimmu78 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 09:43
        Ja mysle,ze kobiety w Polsce sa wychowywane na cierpietnicze Matki Polki kladace sie na oltarzu poswiecenia i obdzielajace frustracja otoczenie.Autorko,jezeli jestes zmeczona to trzeba sie wyspac.Po prostu.Z twojego opisu dla mnie wylania sie obraz kobiety,ktora "wszystko musi sama",ktora nie potrafi asertywnie komunikowac swoich potrzeb,nie potrafi prosic o pomoc.I nie potrafi powiedziec "nie".Co to znaczy ze uprawiasz seks nie majac na niego ochoty???Usiadzcie z mezem i porozmawiajcie jak ludzie,spokojnie bez oskarzen.Sprobuj moze na poczetek zorganizowac sobie godzinna kapiel dziennie.Niech maz w tym czasie ogarnia dom i robi kolacje dla dzieci.I zastanow sie sama dlaczego czujesz takie obrzydzenie do meza.Mysle ze jest w tobie duzo zlosci do niego a to skutecznie zabija libido,jak rowniez dlugo kumulowane prowadzi do nerwic i depresji.Jezeli chcesz cos zmienic w swoim zyciu powinnas zmienic siebie,wtedy otaczenie bedzie musialo dopasowac sie do nowej ciebie
      • verdana Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 10:03
        A ja mam wrażenie, że wcale nie o to chodzi, że Autorka musi wszystko ogarnąć. Tylko o to, ze koncepcja małżeństwa wg męża jest taka "Jak mamy chwilę wolną, to robimy wszystko razem - nie masz prawa w małżeństwie na robienie niczego sama - wyjście sama, nie oglądanie wspólnie filmu, czytania książki, zamiast rozmowy z mężem. Nie jest tu wcale problemem to,z ę maż nie zajmuje sie dziećmi, czy ze robi za mało, tylko że zawłaszcza czas, który żona chciałaby mieć czasem tylko dla siebie. I to jest o wiele poważniejszy problem, bo dotyczy samego rozumienia małżeństwa. Dla męża w małżeństwie nie ma dwóch oddzielnych osób. Nie ma przestrzeni na indywidualne decyzje. Czarno to widzę.
        • triss_merigold6 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 10:57
          To ja mam takie samo wrażenie. Mąż ma wizję związku papużek nierozłączek i każdą samodzielna aktywność żony - nawet jeśli jest to obejrzenie innego filmu - traktuje jako podważenie uczuć i lojalności. Udusiłabym się.
        • surmatka Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:00
          Ciekawa jestem czy w drugą stronę... Tzn. czy ten mąż rzeczywiście nie robi nic sam? Czy po prostu chodzi o to, żeby cały czas kontrolować żonę...
          • zuzi.1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:34
            Alez oczywiscie, ze tu chodzi o kontrolowanie, o nic innego...Dlatego trzeba takie zachowania ciac u zrodla, a nie pozwalac sie im rozrastac.
            • triss_merigold6 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:44
              Niekoniecznie. Może też chodzić o głód uczucia czy o rozbuchaną potrzebę bliźniaczej bliskości. Tak naprawdę to nie ma żadnego znaczenia. Rozważanie, dlaczego pan ma tak, a nie inaczej jest stratą cennej energii.
              Małżonka nie jest od tego, żeby pana leczyć z tego co mu dolega, terapeutyzować, przegadywać, podpisywać kontrakty etc.
              • zuzi.1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:50
                Troche male masz wyczucie i doswiadczenie w tym temacie Triss, ale bez urazy, ten facet to taka meska wersja toksycznej mamuski, ktora traktuje zone w sposob przedmiotowy, zawlaszcza ja i uzywa i urabia dla wlasnych potrzeb. Gdyby chodzilo o potrzebe bliskosci a wrecz zespolenia sie z zona, to towarzyszyla by temu empatia, wspolczucie i zrozumienie dla bliskiej i kochanej osoby. A tu tego ewidentnie brak i kobieta juz ciagnie na oparach swojej energii, a facet glownie bierze.
                • triss_merigold6 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:59
                  Nie zrozumiałaś.
                  Chodziło mi o to, że dociekanie co pan ma w głowie jest bez sensu.
                  Bez względu na to, co pan ma, żona powinna wywalczyć sobie autonomię, możliwość swobodnego oddychania, czas tylko dla siebie.
                  • zuzi.1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:37
                    Zrozumialam, ale napisalam Ci to, co wydalo mi sie wazniejsze, z uwagi na sytuacje autorki. Oczywiste jest to, ze zona to nie terapeuta i nie musi wnikac jak bardzo pan ma zryty beret i dlaczego. Ale poniewaz przemocowosc takich panow ma czesto podobne zrodlo: rodzina pochodzenia i jej toksycznosc, to dobrze jest ten schemat poznac, bo to ustala kierunek pomocy sobie i bardzo wzmacnia. Co do reszty co napisalam, to napisalam to glownie po to, zeby pokazac, ze taki bledny komentarz jak ten Twoj moze skierowac autorke na manowce i wydluzyc jej droge wychodzenia na prosta, dlatego sie glownie do tego odnioslam, nie odnoszac sie jednoczesnie do tzeczy oczywistej, czyli tego, ze zona to nie terapeuta.
                  • zuzi.1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:07
                    Triss, normalny czlowiek, bez zrytego beretu, nie najezdza na granice drugiego czlowieka w taki sposob, ze ten musi swoich granic bronic jak Czestochowy. Ktos, kto sie tak zachowuje, nie jest emocjonalnie zdrowy.W normalnym, zdrowym zwiazku zona nie musi sobie wywalczac autonomii, swobodnego oddychania czy czasu dla siebie, bo ma to od reki, bez walki. Tylko w zwiazku z osoba zaburzona takie rzeczy maja miejsce.
        • sebalda Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:01
          Ja znam ten problem z autopsji, czytanie książki wieczorem było traktowane jako lekceważenie, bo wszystko należy robić wspólnie, a takie czytanie jest osobne. Fakt, że nie brakowało nam tematów do rozmów, mieliśmy podobne upodobania, więc filmy też często oglądaliśmy wspólnie, a potem o nich dyskutowaliśmy, ale wszystko ma swoje granice, czasami chce się robić coś osobno. Niektórzy mają taką koncepcję nie tylko związku, ale miłości. Bo skoro się kochamy, to chcemy wszystko robić razem, jesteśmy szczęśliwi wyłącznie razem, osobno usychamy. A to jest na dłuższą metę bardzo niezdrowe i ten wątek o tym dobitnie świadczy. Bo to nie jest tak naprawdę miłość, szczególnie wtedy, gdy to odpowiada tylko jednej stronie, ale zawłaszczenie. Przy czym strona zawłaszczająca uważa, że to jest dobre i strona zawłaszczona powinna być przeszczęśliwa. Nikt Cie nie będzie tak mocno kochał jak ja! Tekst o motylach w brzuchu o tym świadczy. Spójrz, jesteśmy tyle lat po ślubie, a ja Cię ciągle pragnę! Inni się nudzą żonami, zdradzają, a ja! A Ty tego nie doceniasz i jeszcze marudzisz.
          Tekst szantażu zdradą jest dla wyjątkowo perfidny i swoje robi, jak widać. Bardzo współczuję. Mąż się nie stara, nie wykazuje zrozumienia, nie chce Ci ulżyć, a jednocześnie wymaga, a w ostateczności szantażuje. Mam nadzieję, że wiesz, że męża nie zmienisz, a zmiany musisz zacząć od siebie. Można, zapewniam, i choć układu całości być może nie da się zmienić, to można dzięki temu odzyskać szacunek do siebie samej, a to jest niezwykle ważne. Czy masz jakieś wsparcie w rodzinie? Czy w razie czego ktoś mógłby Cię zastąpić, wyręczyć w przyprowadzeniu dzieci ze szkoły i zajęciu się nimi przez kilka godzin, byś Ty mogła gdzieś po południu wyjść? Początkowo jest obraza majestatu, mogą być awantury i fochy, kolejne szantaże, ale z czasem mąż będzie musiał to zaakceptować. A jeśli nie, to będzie wiadomo, jak bardzo mu zależy i ile są warte te jego motyle. To takie proste powiedzieć, że się kogoś pragnie, że się kocha, to nic nie kosztuje, ale okazać czynami, wsparciem, pomocą, zrozumieniem - o, to już wielu osobom tak łatwo nie przychodzi.
          Znam bardzo wiele takich przypadków jak Twój, im dłużej kobieta przyjmuje bierną postawę i daje tak sobą manipulować, tym potem trudniej coś zmienić, zawalczyć (takie straszne słowo) o siebie. Nie czekaj, aż dzieci staną się dorosłe, zacznij zmiany w sobie od dziś, życzę Ci tego z całego serca. I nie daj sobie wmówić, że to wszystko Twoja wina, bo jesteś matką Polką, bo za wiele wzięłaś na siebie itp. To naturalne, że chcesz jak najlepiej dla dzieci, że nie chcesz, by spędzały 10 godzin dziennie w szkole. A może mogłabyś zapłacić jakiejś osobie za odbieranie dzieci i siedzenie z nim po szkole? Ja tak robiłam, bo nie miałam elastycznego czasu pracy, nie było wyjścia, wzięłam do pomocy bardzo odpowiedzialną nastolatkę, dzieci sobie bardzo chwaliły. Walcz o siebie! O tym, że w małżeństwie nie powinno być walki mogą pisać te osoby, które nie mają tego typu problemów, które trafiły na dojrzałych i normalnych partnerów/partnerki, ale tutaj tak niestety nie jest. Trzymaj się:)
          • triss_merigold6 [...] 20.04.15, 11:18
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • sebalda Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:50
              Ale że co? Że nie wolno mi pisać, gdy trafiam na temat, na który mam akurat sporo do powiedzenia? Nie piszę w wątkach o toksycznych matkach, bo nie miałam tego problemu, nie piszę o nieporozumieniach między rodzeństwem, bo jestem jedynaczką, ale jak jest wątek o zawłaszczającym mężu, to akurat sporo o tym wiem i chcę kobiecie coś doradzić. Pewnie, że korci, by napisać: rozwiedź się, ale nie uzurpuję sobie prawa do tego, by tak od razu, na podstawie kilku informacji napisać. Ktoś widzi w autorce cierpiętnicę na własne życzenie, ja widzę kogoś zupełnie innego, ktoś chce jej dać kopa, bo uważa, że to pomoże, ja tak nie uważam, bo wiem, jak to smakuje i jak wcale nie pomaga, a wręcz przeciwnie, może przynieść jeszcze więcej cierpienia i poczucia winy, a to jest ostatnia rzecz, jakiej taka osoba potrzebuje.
              A mówienia "chcę zostać sama" już dawno się nauczyłam, tylko zajęło mi to dużo czasu, dlatego doradzam dziewczynie, by nie czekała, aż dzieci dorosną i zaczęła mówić tak już do dziś. Źle?
              Bez względu na to, jak bardzo się to Tobie i kilku innym osobom nie podoba, pisać w kółko o tym samym nie przestanę. Mnie tutaj bardzo w pewnym momencie pomogło kilka bardzo ważnych rad i polecanek poradnikowych (choć może tego nie widać), jak mogę coś powiedzieć o problemie, to nie będę się przejmować, że jest kilka osób, którym to nie pasuje. Nowe osoby nie są znudzone moją historią, bo jej zwyczajnie nie znają, a stare naprawdę nie muszą czytać.
              Pozdrawiam:)
        • pilma2-1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:50
          Dokładnie tak! Tak mi mowi,ze wsxystko razem bo to oznacza malzenstwo. Ale ja czuje to inaczej, mam mysli ze moze ja mam cos nie tak poukładane ale nie wiem. Walcze o chwilę dla siebie i ciagle licze ze beda a w domu coraz gorzej. Jestem wsciekla zrozpaczona. Rozkejam sie
          .
          • pilma2-1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:55
            Sebalda,dzieki..
            Rozumiesz o co mi chodzi.
            To takie trudne.
            • vilez Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:03
              Tyle, że miej na uwadze, że Sebalda tkwi w tym po uszy dziesiątki lat i progresu nie widać.
              Zatem, nie chciej takiego "rozumienia", które nie rozumie, co z tym robić, i które Cię zainfekuje postawą etatowej ofiary.
              Nie idź tą drogą.
            • sebalda Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:37
              > To takie trudne.

              Trudne to będzie, jak sie w porę (a ta jest już najwyższa) nie zabierzesz do roboty, czyli zmiany swojego nastawienia. Przede wszystkim musisz się pozbyć poczucia winy, musisz zrozumieć, że oprócz obowiązków masz też prawa i kategorycznie nie możesz myśleć życzeniowo, że mąż w końcu Cię zrozumie, zacznie szanować, przestanie tylko wymagać. Bo nie przestanie, bo tak się nauczył, a przede wszystkim tak mu wygodnie. Nie możesz dać się zastraszyć.
              Ja też chciałam jak najlepiej, też ciągle się łudziłam, bo było bardzo wiele wyznań miłości, podtrzymywanie (słowne) mitu wielkiej miłości, mąż kompletnie nie miał życia poza związkiem, tylko rodzina była najważniejsza. Jakie to miłe i romantyczne, ale takie właśnie do zaduszenia. No i oczywiście wyłącznie deklaratywne, a zrozumienia - zero. Jak było dobrze, to było dobrze, ale nie daj Bóg jakieś próby samodzielności, własne pomysły.
              Zmiany z mojej strony wywoływały wielkie burze. Nie odpuszczałam pod ich naporem. Fakt, że dzieci były starsze (dlatego pytałam o pomoc w Twoim przypadku), zaczęłam wychodzić samodzielnie, spotykać się z ludźmi, nawiązałam nowe znajomości, zaczęłam mieć swoje życie. Świat się nie zawalił, dzieci patrzyły z aprobatą, bo matka upupiona w domu jest mniej atrakcyjna niż matka samodzielna, zdrowsza psychicznie, a maż nie miał wyjścia, musiał zaakceptować.
              Oczywiście jest ryzyko, że nie zaakceptuje, odejdzie do innej, ale przecież wiesz już na pewno dobrze, że to nie będzie dla Ciebie koniec świata, tylko nowa szansa na normalne życie. Uprzedzam jednak, że tego typu osobniki raczej nie odchodzą, tylko straszą, za bardzo im zależy na posiadaniu kogoś na własność. I znowu dwa scenariusze: albo się ocknie i coś do niego dotrze, albo będzie Ci dalej utrudniał życie, ale wtedy znowu Ty się przekonasz, że z jego strony to żadna miłość i będziesz wiedziała, czy chcesz to skończyć. A pewnie tak wybierzesz, bo nie byłaś zniewolona tak długo, by stracić wszystkie siły do zawalczenia o siebie. Dlatego ciągle podkreślam kwestię czasu.
          • vilez Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:00
            A co Ty mówisz? Też masz prawo mieć swoją wizję małżeństwa, i kształtować to małżeństwo wedle SWOJEJ wizji.
            Musisz się nauczyć artykułować w sposób skuteczny własne potrzeby i granice. Nie bać się tego robić.

            To nie jest tak, że jest z góry dobry lub zły model w zakresie stopnia "zespolenia" partnerów. Byłam w związku, w którym żyliśmy w sporej mierze rozdzielnie, jestem obecnie w takim, w którym większość rzeczy robimy razem. Jeden i drugi model był i jest dla mnie dobry, w obu potrafiłam i potrafię funkcjonować. To jest kwestia zgrania partnerów i nie wymuszania określonych zachowań. I właśnie- szanowania cudzych granic.
            A w razie różnic nie do zaakceptowania, trzeba się rozstać.
          • triss_merigold6 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:01
            No, dobrze, mówi. Powiedzieć można mnóstwo, Ty nie musisz się podporządkowywać. Przestań się miotać, zacznij egzekwować.
            Nie, to nie jest trudne. Mówisz do faceta "Przestań dyszeć mi w kark".
          • marsylvik Re: uduszona w malzenstwie 21.04.15, 14:17
            pilma2-1 napisał(a):

            > Ale ja
            > czuje to inaczej, mam mysli ze moze ja mam cos nie tak poukładane ale nie wiem.

            Masz niepoukładane, ale nie to co podejrzewasz i nie to, co wmawia Ci mąż, nie to, co on sądzi, że masz niepoukładane.

            Przede wszystkim masz za mało zaufania do swoich uczuć. Uczucia są jak zmysły, one nam mówią tak jak wzrok, słuch, czy dotyk, czy coś jest dla nas dobre, czy nie. Dlatego wszystkie uczucia same w sobie są właściwe, niewłaściwe może być co najwyżej to, co z tymi uczuciami robimy. To podstawa, masz w sobie tę podstawę? Jest silna? Masz głębokie i niezachwiane przekonanie o swoim prawie do uczuć, wszelakich uczuć? Wierzysz święcie w to, że masz prawo czuć niechęć do jakiejś czynności, albo być smutna w momencie, kiedy Twojemu mężowi zależy, żebyś akurat była wesoła?
            Mnie się zdaje, że jednak nie. I że jeśli takich podstaw Ci brak, to będzie Ci samej, bez pomocy psychologa bardzo trudno coś zmienić. Tu nie chodzi nawet o terapię małżeńską, choć oczywiście mogłaby pomóc, ani o postawę Twojego męża i o to jak Cię traktuje. Tu chodzi o Ciebie samą, o Twój sposób myślenia, Twoją akceptację własnych uczuć, która jest konieczna do ich rozpoznawania, to dopiero pozwoli Ci rozpoznawać swoje potrzeby i o nie dbać nie oglądając się na męża powinności względem Ciebie i rodziny czy jakieś jego pozwolenia.

            Idź do psychologa, jak najszybciej. Bo bez tego to może kiedyś z tego pata życiowego wyjdziesz... Może, bo to jest możliwe. Ale nie wiadomo kiedy, nie wiadomo czy, nie wiadomo na jak długo, czy nie wrócisz do punktu wyjścia, wszystko jedno czy z tym samym facetem, czy z innym... Psycholog właśnie takim osobom jak Ty potrafi skutecznie i stosunkowo szybko (choć i tak to będą raczej miesiące i lata niż dni) pomóc. Tak jak paprząca się, niegojąca rana, kiedyś może się zagoi, ale jak pójdziesz do lekarza i dostaniesz antybiotyk to okaże się, że bez sensu się było męczyć. I może jeszcze innych zarażać (dzieci macie! pokazujecie im swoim przykładem jak żyć!).
        • adorra0 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 11:54
          Ja też tak odebrałam ten post. Niewielkie zaangażowanie męża w obowiązki rodzinno-domowe z pewnością jest dla Autorki problemem, ale wcale nie najważniejszym. Uczucie duszenia się znam z autopsji, mój mąż mial takie zapędy w narzeczeństwie.
          • pilma2-1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:00
            Zapisywalam sie do psuchologa,pogadac nie wiem ile razy ale w czasie oczekiwania na wizytę w domu sie uspokajalo i rezygnowalam. Chcialam by ktos mnie posluchal bo moze to ka zle wsxustko widze. Bardzo krytyczna zawsze jestem w stos do siebie. Teraz juz mam dosc
            Chyba bym odeszła gdyby nie dzieci. One boja sie ze sie rozstaniemy...a mi tak och sxkoda...

            • triss_merigold6 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:02
              Dzieci Ci szkoda? Bez przesady, one za chwile będą miały swój świat.
            • vilez Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:05
              Nie żartuj. Taki dom dla dzieci to koszmar. Właśnie dla dzieci powinnaś coś z tym zrobić.
            • iziula1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:19
              pilma2-1 napisał(a):

              > Zapisywalam sie do psuchologa,pogadac nie wiem ile razy ale w czasie oczekiwani
              > a na wizytę w domu sie uspokajalo i rezygnowalam.

              Błąd, ale to juz wiesz.

              Chcialam by ktos mnie posluch
              > al bo moze to ka zle wsxustko widze.

              Przestań "widzieć". Zacznij czuć. Co czujesz? Skup się na swoich uczuciach, one teraz są ważne. Nawet jeśli nie masz racji to kwestia odczuwania pewnych rzeczy nie podlega rozsądkowi. Dusisz się w małżeństwie, męczysz? I co z tego że możesz nie mieć racji w oczach męża. Twoje potrzeby gdzieś są zagubione, zepchnięte w niebyt.
              Dlatego teraz skup się na tym co czujesz i czego chcesz.
              Terapia, rozmowa bardzo wskazana. Dla Ciebie.

              Bardzo krytyczna zawsze jestem w stos do s
              > iebie. Teraz juz mam dosc
              > Chyba bym odeszła gdyby nie dzieci. One boja sie ze sie rozstaniemy...a mi tak
              > och sxkoda...

              Pomału. jeszcze nie musisz podejmować takich decyzji. Zacznij od małych kroków:
              1. Psycholog:rozmowa, terapia
              2. Podział obowiązków OD NOWA z mężem
              3. Lista twoich oczekiwań, co do męża
              4. Plan czasu dla Ciebie-1-2 dni stale w tygodniu zaplanuj czas dla siebie, najlepiej poza domem.

              A co do seksu małżeńskiego - szczerze współczuję. Straszne jest to w jaki sposób to się w twoim małżeństwie odbywa, niejako za twoim pozwoleniem, niestety.
            • adorra0 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:25
              Pilmo, daj sobie czas i wypróbuj metodę małych kroków. Nie nastawiaj się od razu na zdobycie Mount Everestu, bo to Ci się zwyczajnie nie uda, zacznij od wejścia na najmniejszy pagórek;-)Skoro mązma taką wizję relacji małżeńskiej to wykorzystaj ją przeciwko niemu zaczynając od podziału obowiązków, gdyby za bardzo protestował(dobrze jest ieć jakieś argumenty w rekawie;-)Możesz zapytać go dzień wcześniej np. przygotowujesz obiad/kolację czy zmywasz/sprzatsz po? Dajesz mu wybór, a jednocześnie masz okazję zobaczyć czy mąż wyjdzie Ci naprzeciw, czy jest reformowalny.Kiedy on gotuje obiad lub sprząta po nim Ty zyskujesz chwilę dla siebie. Szczerze mówiąc skończyłabym z małżeńskimi rozmowami. Nigdy specjalnie w nie nie wierzyłam:-) W moim przypadku zadziałały krótkie komunikaty. Proponuję zacząć od obowiązków domowych, bo obawiam się, że w sprawie autonomii mąż na dzień dobry okopie się na swoich pozycjach i będzie podważał, w taki czy inny sposób, Twoje potrzeby/prawa. Ale na nie też przyjdzie czas:-)
              • iziula1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:46
                To,że mąż autorki będzie podważał każda jej potrzebę to pewnik.
                Dlatego autorko wątku nie musisz się tłumaczyć ze swoich uczuć czy wyartykułowanych potrzeb.Czy mąż tłumaczy się ze swoich potrzeb, co do częstotliwości seksu? Nie, bo nie musi.
                Ty też nie daj się wpędzić w spirale uzasadniania, tłumaczenia bo polegniesz.
                Zastosuj krótkie komunikaty, typu: jestem zmęczona, dziś odpoczywam. :Lubie spacery, dziś o 16.00 wychodzę, zajmij się dziećmi, lub:nie chce, nie mam ochoty, lub zwykłe krótkie NIE.

                I z ciekawości zapytam: czy komunikujesz mężowi swoje potrzeby seksualne? Czy on w ogóle wie, co lubisz?
                • sebalda Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 13:15
                  > Ty też nie daj się wpędzić w spirale uzasadniania, tłumaczenia bo polegniesz.

                  To niezwykle ważna rada. W tego typu związkach bardzo często osoba, ktorej są narzucane pewne rzeczy, ciągle się tłumaczy. Najczęstsze jej zdanie: "Ale ja chciałam tylko...". Klasyka gatunku. Iziula mądrze prawi: krótkie komunikaty i brak reakcji na protesty, zero tłumaczenia się. Tego już pewnie próbowałaś wiele razy, jak widać, bez skutku.
                  Ja się z kolei z ciekawości zapytam, jak mąż traktuje dzieci? Też narzuca swoje zdanie i wymagania, czy raczej dzieciom odpuszcza? Szanuje je, czy wymaga bezwględnego posłuszeństwa?
            • pade Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 12:44
              Autorko, poczytaj sobie o symbiozie w małżeństwie.
              Np. tu:
              monteki.blog.onet.pl/2010/02/07/symbioza-przeklenstwo-w-zwiazku/
              zwierciadlo.pl/2013/seks/partnerstwo/symbioza-w-zwiazku
    • sweetsimplicity Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 13:16
      a ja problem widze inaczej - w niechęci do niego. cyt.
      "Jest rozpuszczonym przez mame jedynakiem ktory mam wrazenie ze nie potrafi sam egzystowac..."
      także fakt, że ze wsoim dzieckiem z pierwszego małżenstwa mąż widywał sie u dziadków daje mi do myslenia w kwestii lubienia męża i wszystkiego, co męzowskie.
      Widze tu niechęc ze strony pilmy. I to może być prawdziwyproblem i źródlo innych problemów.
      • paris-texas-warsaw Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 13:32
        Ostatnio bardzo dobrze Marsylvik opisała, czemu jest ciężko z boku osobom odnosić się do kwestii małżeńskich. Nie pamiętam, gdzie to było, ale chodziło o trudność w wyczuciu natężenia pewnych kwestii. Dla mnie druga sprawa to brak możliwości obiektywnego ocenienia własnego wkładu w dany układ przez osobę opisującą. W przypadku problemów z np. rodzicami jest to znacznie łatwiejsze dla piszących tu na forum.
        Kolejna kwestia - opisywane sprawy mogą się rozkładać na dwóch osiach - kwestia zwalania roboty na drugiego małżonka i druga oś - problemy separacyjne męża (ewentulane - taka robocza nazwa - ta np. symbiotyczna tendencja wyżej wspomniana).
        Trzecia kwestia - te same przyczyny mogą dawać inne objawy, a te same objawy mogą wynikać z innych przyczyn. Np. mąż może wymuszać (gwałcić?) seks bo:
        1) ma takie potrzeby "czysto" seksualne, 2) chce Cię zdominować i robi to poprzez seks, 3) potwierdza tak Waszą bliskość i seksem sobie sam potwierdza, że jesteście blisko. Tego tak do konca nikt z boku nie oceni bez udziału męża, Ty też tego możesz nie do końca czaić.
        Z powyższych względów:
        1) poszłabym na terapię (sorry, ale jako fan tak bezpośrednio;)),
        2) tak jak pisze Iziula - słuchała siebie i swoich uczuć- zachowan męża i ich motywacji możesz jeszcze długo nie interpretować prawidłowo, ale powoli pewno Ci się to będzie coraz lepiej rozumieć - wraz z np. pogłębianiem własnego wglądu pójdzie Ci łatwiej z szerszym spojrzeniem na męża. Przede wszystkim nie zmusiłabym się nigdy do seksu - to na pewno grozi odchorowaniem i to się kiedyś może na Tobie i Twoim zdrowiu zemścić,
        3) nie robiłabym nic ponad to, co muszę - pierwsza sprawa, która bym odstawiła to obsługa syna męża - w tej sprawie nawet bym nie kiwnęła palcem. Zaprasza na weekend, to z pełną obsługą. Co do własnych dzieci i domu - zmieniłabym proporcje udziału wkładu, ale to wiadomo - może się nie udać. Wtedy - będziesz myśleć.
        Siły! Lepszy byłby pomysł z wypchnięciem męża z dziećmi gdzieś JAWnie, ale na razie dobre i zrobienie tego "manipulacyjnie" jak ostatnio. Jakoś trzeba się zregenerować.
      • pilma2-1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:50
        Nim zostalam zona spotykali sie u tesciowbo tak chcieli-nigdy o tym nie rozmawialismy tak naprawde, po urodzeniu dxiecka nagle zaczal bywac u nas. Syn najważniejszy,bo taki biedny my z boku-klasyka,tez przeszlam swoje nim sie zdystansowalam. Teraz pelnoletni i nie chce juz przuchodxic widuja sie w niektóre weekendy na miescie
        Dzieci kocha ale jest cholernie wymagajacy i czesto o to mamy tez klotnie. Boją sie mu powiedziec o problemach, mam wrażenie ze zamiast budować niszczy ich poczucie wlasnej wartosci..
        Taka tez jest tesciowa,nadopiekuncza ale bardzo surowa.
        Czemu rozpadl sie poprzedni zwiazek-bo byla okropna i zdradzila.. To oficjalnie a naprawde nie wiem. Rzeczywiście karierowiczka zapominajaca o dziecku, tyle widzialam. Nie znam jej. Przysxlo mi nawet do glowy by z nia pogadac ale natychmiast wysxlo na szczescie.
        • paris-texas-warsaw Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 18:03
          Może by Ci dobrze na ten cały "strach" przed mężem zrobiło, gdybyś się zastanowiła, na ile jego wkładu jest w tą całą zaplatana sytuację i odpowiednio do tego bronić swoich praw. Ciężko np. ocenić, co stoi za tymi tendencjami byś ciagle była z mężem, byś poświęcała czas na jego adorację, jak to określiłaś. Czy jest on osobą taką bardziej narcystyczną - że faktycznie chce być podziwiany, chwalony, że Cię traktuje nieempatycznie to już wiemy, że nie możesz się mu sprzeciwić, że jest w kontaktach z innymi też kłótliwy, źle znosi krytykę (patrz sobie w szerszym kontekście niż małżenstwo, bo tu będzie Ci gorzej ocenić), czy też jest to osoba bardziej zależna lub lękowa - chce być wszędzie z Tobą, bo czuje się bezpieczniej, sam nie podejmuje decyzji, często się czegoś boi, nie lubi jak wychodzisz, sam też nie za bardzo ma kolegów, nie prowadzi życia towarzyskiego, praca malo go kręci. I dalej - czemu gnębi dzieci - czy denerwuje go, jak maja inne niż on zdanie, czy też zwyczajnie nie przepada za nimi, czy traktuje je przedmiotowo jako realizatorów jego wizji (jak Ciebie...) czy jeszcze jakiś inny powódnim kieruje.
          Generalnie, zastanów się, czemu pisałaś np. z komórki - bo by Cię wypytywał i zabrał komórke, bo nie uznaje odpowiedzi "to moja sprawa", itp.
          I tak w najszerszym wymiarze - zwyczajnie się zastanów, czy oceniasz np. w porównaniu z innymi ludźmi, innymi mężami:))), układami, które znasz, że Twój mąż w Twojej ocenie mieści się w "normie" (nie ma generalnie psychicznych zwichrowań, lęków, napadów agresji, nałogów - może jest seksoholikiem i stąd np. ma te jazdy z wymuszaniem seksu, fobii etc.). Może jak spojrzysz z dystansem na niego, to zobaczysz, że nie ma sensu w ogóle się w to dalej pchać, bo ogrom jego problemów zawszebędzie infekował Waszą relację.
          I w odwrotną stronę możeszoczywiście zastanowić się nad sobą, to będziesz wiedziała dokładnie, czy możesz się zajmować.
    • edw-ina Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 13:38
      Dziewczyno, szanuj siebie, bo nikt inny tego za ciebie nie zrobi.
      Mnie przeraził fragment o seksie, aż mi taka gula stanęła w gardle. Bo z seksem jest jak z nożem - można nim ukroić chleb, ale można też zabić. Seks jest częścią dorosłego życia i może dać partnerom ogromną przyjemność, bliskość, poczucie bezpieczeństwa. Ale to, co ty opisałaś, to jest niewolnictwo seksualne. Mąż żąda seksu, a ty się godzisz, chociaż tego nie chcesz. Pozwalasz mu deptać swoją intymność, godząc się na to w imię świętego spokoju pokazujesz, że nie masz do siebie szacunku. Do swojego ciała, do swoich potrzeb. Dlaczego więc, jeśli możesz zrezygnować ze swojej przyjemności i potrzeb w tak ważnej i delikatnej sprawie, miałabyś zdaniem męża nie zrezygnować z książki, filmu, swojego czasu? Przecież jesteś jego własnością, która za przeproszeniem (naprawdę przepraszam, bo to wulgarne, ale lepiej oddających sytuację słów nie znajduję) rozkłada nogi, kiedy on ma na to ochotę.
      Dla mnie fakt, że nie masz czasu dla siebie jest tylko pokłosiem ogólnego braku elementarnego szacunku do ciebie. Kim jest człowiek, który mówi żonie, że skoro siedzi w domu i nic nie robi, to seks powinien być codziennie? Kim jest dla niego ta kobieta? Wieloczynnościowym robotem, który posprząta, ugotuje, zajmie się dziećmi, dotrzyma towarzystwa i zrobi dobrze?
      Dziewczyno zbuntuj się. Buntuj się ile wlezie. Bo jak tak dalej pójdzie, to zostaniesz pustą, pozbawioną duszy skorupą.
      • sweetsimplicity Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 13:53
        alez ona się już buntuje przeciwko temu "rozpieszczonemu jedynakowi", sorry, ale mna wstrząsnąl ten fragment. Nie mozna kogos kochac, jak sie go nie lubi. A pani nie lubi pana. Co słychac, widać i czuc.
        • sebalda Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:03
          sweetsimplicity napisała:

          > alez ona się już buntuje przeciwko temu "rozpieszczonemu jedynakowi", sorry, al
          > e mna wstrząsnąl ten fragment. Nie mozna kogos kochac, jak sie go nie lubi. A p
          > ani nie lubi pana. Co słychac, widać i czuc.

          Fakt, ona go nie lubi, dlatego na wszystko się godzi, do wszystkiego się zmusza, cierpi, gdy on jej zarzuca brak miłości, przyszła po pomoc na forum, chce iść do psychologa, a wszystko to w imię czego? W imię nielubienia męża? Jeśli stwierdziła fakt, że chłop był rozpieszczanym jedynakiem, skąd od razu wniosek, że to pewnie wszystko jej wina, bo ona go nie lubi? Z drugiej strony ciężko lubić kogoś, kto nas tak traktuje, ale to jest skutek, a nie przyczyna. Tak ja to widzę.
          • edw-ina Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:09
            Też sądzę, że niechęć do męża jest wtórna. I jakoś mnie kompletnie nie dziwi. Bo jakoś nie mogę sobie tego inaczej wyobrazić. Bo niby autorka od początku nie lubiła męża, a on zmuszając ją do seksu uznał, że dzięki temu go polubi i pokocha? To jak "leczenie" lesbijek w Afryce poprzez zbiorowe gwałty.
            • sebalda Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:15
              A ja dodam jeszcze, że fragment o mężu jedynaku w moim odczuciu świadczy o tym, że autorka szuka wytłumaczenia, próbuje zracjonalizować zachowania męża, to bardzo typowe. Bo normalny człowiek nie rozumie takich zachowań i stara się je jakoś zrozumieć. Tak to odbieram, a nie jako dodatkowe oskarżanie męża.
              • zuzi.1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:30
                Dokladnie, ja tez tak to odbieram, probuje zrozumiec jego zachowania.
              • vilez Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:53
                I taka racjonalizacja jest wybitnie szkodliwa.
          • ola_dom Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 21:43
            sebalda napisała:

            > sweetsimplicity napisała:
            >
            > > alez ona się już buntuje przeciwko temu "rozpieszczonemu jedynakowi",

            > to jest skutek, a nie przyczyna. Tak ja to widzę.

            Otóż to. Ja widzę tak samo.
            Powinna go kochać i uwielbiać po tym, jak ją przez tyle lat traktuje? Nie wydaje mi się, żeby jej niechęć do pana była przyczyną np. wymuszania seksu (żeby nie nazywać tego gwałtami). Z niechęci wyszła za niego za mąż?
            Jakoś wątpię.
        • paris-texas-warsaw Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:09
          Oczywiscie, że to, że nie lubi męża jest problemem, ale nie w takim rozumieniu, że to jest jej "wina" i ma coś z tym zrobić, w znaczeniu - "polubić" i już:). Może nie lubić męża, bo:
          - zawsze nie lubiła,
          - nie lubi od jakiegoś czasu,
          - nie lubi z przyczyn "męża" - bo ją przymusza do seksu i eksploatuje w domu,
          - nie lubi z przyczyn "własnych" - bo jej się wizja życia zmieniła, a mąż nie spełnia pewnych kryteriów przez nią wymaganych.
          Tego tez nikt tu nie orzeknie. Faktem jest, że na poczatku Pilmie odpowiadało, że męża nie było tyle w domu, bo wyjeżdzał z synem. I też trudno ocenić - czy dlatego, że to on miał za silne pobrzeby zlączenia się, czy też ona wyższy poziom potrzeby autonomii. Może od poczatku te ich poziomy nie współgrały, ale poczatkowe zakochanie pewne kwestie przysłoniło. A może......
          • paris-texas-warsaw Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:23
            Doczytałam o tej świetlicy. Chyba przeżyją dzieci, lekcje niech tam robią. W tym czasie bedzie 1-2 h dla siebie, może do czasu właśnie odzyskania sił. Choćby siedzieć w parku pod szkołą:) Na wakacje wysłać je do dziadków, albo na samodzielne wyjazdy i wtedy wypocząć poważnie. Jeść poza domem, chodzić gdzieś. Jak chcesz, to oczywiscie bez męża. Chyba inaczej nie da się wypocząć, bo to trochę za daleko poszło.
            Jeszcze chciałam się do tego seksu odnieść. Każde takie nagięcie się powoduje tylko dalsza niechęć do męża, do seksu i jednocześnie zapętla Twoje rozumienie siebie - musisz się do tego jakoś nagiąć, więc być może w jakimś sensie musisz się też od siebie odciąć. To jest niebezpieczne i na poziomie somatycznym i psychicznym. Choćby mąż wył, to nie zmuszaj się, choćbyś nawet chciała pobyć w seksualnej abstynencji. Po takim dłuższym czasie, byłoby to zrozumiałe (jak nie wskazane...).
            • zuzi.1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:27
              Niech sobie facet kupi taka dmuchana lale, widac po panu D., ze niektorym panom taka lala niezle pomaga w zaspokajaniu popedu.
        • pilma2-1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:56
          Tez sie nad tym zastanawialam i nie wiem. Wydaje mi sie ze mozna...dziwnie to czuje.
          Tak jestem wscieka i ten rozpieszczony jedynak z wsciekosci wycieka. Cos we mnie peklo,ostatnio tak sie wydarlam do niego ze az mnie zdziwiło ze to ja!
          • vilez Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 15:01
            Nie chciałam Ci tego wcześniej pisać, no nie uważam, że trzeba Ci w tej sytuacji dokładać, ale skoro sama to poruszasz- mnie też też jedynak niemile zaskoczył. Jako i wyczułam niechęć do pasierba.
            Ale nie wyciągam wniosków, bo nie znam konfiguracji poszczególnych ogniw sytuacji.

            Dobrze, że w Tobie pękło. Żeby to tylko nie był ogień, z którym niewiele zrobisz, ot- wygaśnie i po ptokach.
          • sebalda Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 15:50
            >ostatnio tak sie wydarlam do niego ze az mnie zdziwiło ze to ja!
            A co on na to?
    • vilez Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 14:30
      Nie można na podstawie tych konkretnie kilku wpisów stwierdzić, co było przyczyną, co skutkiem i jak się układał łańcuszek zależności w tej materii. Tylko autorka może to skonkretyzować. Bez tego to gdybologia.
      • ekimmu78 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 16:28
        Ja tylko chcialam dodac,ze surowa i nadopiekuncza tesciowa to zalatuje dysfunkcyjnym domem.Twoj maz ,Autorko,moze miec problemy emocjonalne z tego powodu.rozmawialiscie kiedykolwiek o tym?Tak szczerze?Z drugiej strony do toksycznej relacji trzeba dwojga-ludzie sie w takich ukladach dobieraja jak klocki puzzle.Czy ty pochodzisz Autorko z dysfunkcyjnego moze alkoholowego domu?Mysle,ze powinnas swoje problemy przemyslec na wielu poziomach-na poziomie waszej komunikacji,bo to zawsze szwankuje w trudnych zwiazkach,na poziomie waszych indywidualnych nalecialosci z domow rodzinnych,musisz zastanowic sie czy jeszcze kochasz meza i chcesz cos budowac czy juz tylko zburzyc.Czy potrzebna wam terapia a jesli juz to jaka?
        • pilma2-1 Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 18:23
          Ja dda ofiara rodziny czujaca sie winna pijanstwu ojca o odpowiedzialna za wszystko, do terapii on ojciec marynarz czyli w zyciu bez ojca, matka juz pisalam.
          • edw-ina Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 19:17
            Pilma, idź na terapię i to jak najszybciej. Bo bez pomocy z zewnątrz nie wyrwiesz się z tego zaklętego kręgi poczucia winy, odpowiedzialności, niskiego poczucia wartości itp. I kolejnemu pokoleniu zafundujecie zbabraną psychikę.
          • olikol Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 23:10
            Zajmij się sobą, nie mężem. Choć przy typie kontrolującego nękacza będzie trudno go odpępowić ale przy twoim dobrym konsekwentnym nastawieniu może sam odpadnie.
            Chcesz obejrzec film w tv? zrób to. Mąż chce inny? mówisz hola, JA to oglądam i CHCE to oglądać, ty decydowałeś wczoraj, dziś ja.koniec dyskusji. itd. Mów jak do kogoś kto ma identyczne prawa do decyzji jak ty. Identyczne. Nie tłumacz się dlaczego masz prawo chcieć, chcesz i już. nie wchodź w słowne przepychanki. Nie masz na coś ochoty? możesz nie mieć, powiedz to i nie gódź się za chwilę na to, jeśli już powiedziałaś, że nie chcesz.
            Może nauczyłaś męża, że najpierw mówisz nie, a jak cię pomęczy pogada pomolestuje, to i tak się zgodzisz na to co on chce. Więc ten model forsuje bo wie, ze skuteczny.

            Kiepskie relacje w życiu się tworzy wybierając działania z poczucia winy oraz ze strachu.
            Wygląda na to, że od początku mąż cię chyba męczył i niezbyt ci było z nim dobrze, czułaś ulgę jak go nie było, ale i tak za niego wyszłaś i założyłaś rodzinę. Jak to się stało, że zaczęłaś się męża bać..? I gdy to się zaczęło to nadal z nim byłaś..gdzie ten strach powstał i od czego się zaczął, czy był w tobie wcześniej..

            To małżeństwo..Ucieczka z alkoholowego domu w małżeństwo? Czy powielenie skryptu znalezienia sobie odpowiedniego faceta by przy odpowiedniej stymulacji (podporządkowanie się i brak swoich granic ) zapewnił podobne jazdy jak w domu rodzinnym?
            Pisałaś wyżej, że piszesz z komórki i się boisz, ukrywasz ten fakt przed mężem, żeby nie zauważył,
            że już kilkakrotnie umawiałaś się do psychologa ale przy pierwszym symptomie że jest lepiej jednak nie szłaś..

            I właściwie....pisząc to boisz się jego, czy tego że jak się wyda co naprawdę myślisz o swoim małżeństwie to wtedy już chyba naprawdę byś musiała coś z tym zrobić i co wtedy!

            mam też wrażenie że uciekasz z domu w pracę by nie być tyle z mężem.
            Nie lepiej rozwiązać problem a nie męczyć się chodzeniem naokoło niego?

            Dużo robisz, żeby sobie robić krzywdę i pozwalać się krzywdzić, ale chyba mało by to zmienić.
            Porzuć tkwienie i usilne staranie by nic nie zmieniać.
            Porzuć destrukcję i kręcenie się w kółko wokół kolejnych złych mężczyzn. Porzuć dostarczanie im szerokiej przestrzeni by mogli być źli bardziej źli najbardziej źli .. i byś mogła przy nich cierpieć.
            Od 10 lat nie pokazałaś mężowi gdzie posuwa się za daleko, nie zablokowałaś jego zachowań gdy czułaś się nie szanowana i wykorzystywana i zmęczona. Nie chronisz siebie.
            Zacznij.
            Trzeba porzuć mentalność niewolnika. Stań się panią samej siebie i zacznij decydować.
            Nie awanturować się, ale mówić to co czujesz i robić to co chcesz.
            Nie rozmywać tego na robienie tego co nie chcesz i milczenie o tym co czujesz i chcesz.

            Dom rodzinny przekazał ci życie w destrukcji, musisz nauczyć się innych schematów zachowań.
            Potrzebna jest dłuższa terapia jeśli chcesz swoje negatywne wzorce odciąć.
            Nauczenie się od nowa co jest normalne a co nie . Jak obcego języka.
            Choćby czytając w kółko listę zadań z kartki.. Wdrożenie nowych reakcji.

            Zadzwoń i umów się do fachowca. Popracujcie razem.
            Życie zbyt szybko mija by tkwić tam gdzie czujemy się źle.
            A dzieci patrzą i się uczą....
            Tak jak ty kiedyś przez uzależnione zachowania rodziców, przesiąkają poczuciem winy z powodu kłótni rodziców, ojca z obsesją kontroli i utyranej nieszczęśliwej matki nie umiejącej się postawić ani spokojnie powiedzieć mężowi "nie" i tego "nie" samej dotrzymać bez strachu i wstydu.
            Nie ratuj męża, nie ratuj ojca ani matki.
            Uratuj siebie.
            A wtedy i twoje dzieci będą umiały się uratować w swoim życiu.
            Bo im pokażesz jak to się robi i że można, da się.
            I nie bój się męża. A cóż on ci może zrobić? Awanturę? phi. pokrzyczy, pohuczy i przestanie, nie musisz mu odpowiadać ani się przejmować. A jak by mu przypadkiem łapki chciały fruwać, albo się bardzo rozpędzał w podnoszeniu głosu, to masz moralny obowiązek wobec tej rodziny wykręcić numer na najbliższy posterunek policji i zaprosić miłych panów by przypomnieli panu zasady savoir vivre w relacjach międzyludzkich.

            Nie stój. Nie ogranicz się znowu tym razem do pogadania na forum i.... nic...
            Nie zatrzymuj się przy ludziach którzy podobnie tkwią. Oni cię mogą powiedzeć tylko jak źle jest tkwić i czego nie robić. To już wiesz. Masz na co dzień.
            Ale to o wiele za mało, to dalej tkwienie nie rozwiązujące problemu.
            Ty musisz (o ile tego chcesz! ) zgromadzić wiedzę i skupić się na tym co konkretnie zrobić.
            Resztą nie ma co sobie głowy zawracać bo tylko zabiera czas i rozmywa konkretne zadanie do wykonania.
            A więc - terapia, jak nie masz pod ręką psychologa to zawsze możesz zadzwonić do ośrodka interwencji kryzysowej, na ogół dysponują namiarami i dyżurnymi specjalistami psychologiczno-prawnymi. Przedstaw sytuację.
            Nie bój się powiedzieć prawdy. Nie okłamuj też siebie. Strach zamyka horyzonty i zakrywa możliwości.
            A z lajtowych rzeczy- zapisz się też na kurs samoobrony. W ramach relaksu i odbudowy sił. Tam na ogół uczą też jak sobie poradzić z namolnym facetem który nie rozumie słowa "nie" .

            Potraktuj sprawę zadaniowo. Jak chcesz żyć? Co w tym celu musisz zrobić? Jak wdrożyć zmiany?
            Działaj.




            • pade Re: uduszona w malzenstwie 20.04.15, 23:16
              Podpisuję się wszystkimi kończynami!:)
              Fajnie to napisałaś Olikol.
          • ekimmu78 Re: uduszona w malzenstwie 21.04.15, 10:28
            Musze przyznac Pilma ,ze konfiguracja waszego malzenstwa(on prawdopodobnie DDD-ty DDA)to jak wylegarnia problemow.Podejrzewam,ze komunikujecie sie ze soba jak para pieciolatkow.I musze przyznac,ze po pierwszym twoim poscie bylo widoczne przynajmniej dla mnie,ze niesiesz bagaz swoich emocjonalnych problemow.Stoisz na progu rozwodu-jest to czas na refleksje-co poszlo nie tak i co moge zrobic.Pomysl o dzieciach.Masz bardzo nieprawidlowe wzorce wychowania dzieci i funkcjonowania rodziny,nie hoduj kolejnego pokolenia dysfunkcyjnych ludzi.I jeszcze jedno-nawet jesli sie rozwiedziesz a nie poskladasz sama ze soba bedziesz przyciagac ludzi z problemami badz rozwalisz swoimi problemami dobrze rokujaca nastepna relacje.
    • amb25 Re: uduszona w malzenstwie 21.04.15, 10:40
      Przeczytalam pobieznie. Pare rzeczy rzucolo mi sie w oczy.
      1. Jak nie uregulujesz seksu (zadowolenie z oby stron) to nie uratujesz malzenstwa.
      2. Problem z seksem jest szczytem gory lodowej. Tez uwazam, ze powinniscie cos zmienic w swoich wzajmenych stosunkach. Idzcie do terapeuty bo najprawdopodobniej nie potraficie ze soba rozmawiac konstruktywnnie.
      3. Nie lubisz syna meza. Na takie macochy to mam uczulenie. Gdybys byla normalna to bys wiedziala, ze to brat (przyrodni) twoich dzieci i ze powinny one ze soba sie dogadywac i sie znac. I ze ojciec ma przedewszystkim obowiazki wobec dzieci, nie ciebie. Ty jestes tylka zona a wiec osoba nie spokrewniona. A nie traktowac chlopaka jak zlo konieczne. Bylo nie brac sie za jego ojca. Brawo dla Taty, ze chcial poznac ze soba rodzenstwo pomimo twojej niechceci... W koncu pozbawilas chlopaka ojca.
      4. Moze to ty masz problem z koniecznoscia kontroli wszystkiego? Odpuszczenie nie swiadczy, ze tego problemu nie masz. Odpuszczasz, bo fizycznie nie jestes w stanie, ale psychicznie cie to gnebi?
      5. Maz zapomina o waznych dla ciebie rzeczach (np. zrobienia czegos), bo one dla niego nie sa wazne.... Zapomina zawsze, czesto czy raz mu sie zdarzylo (od czasu do czasu moze sie zdarzyc)?
      • pilma2-1 Re: uduszona w malzenstwie 24.04.15, 09:46
        Tak,przecztalas pobieznie. Nikomu ojca nie zabrałam. Nikomu nie utrudnialm kontaktow z dzieckiem,wrecz odwrotnie,schodzilam z drogi a maz jego syn i byla zons planowali weekendy wakacje.jak powiedzialam,ze maz moglby zaueazyc też wspólne dzieci i moze tez gdzies mnie w tym układzie to byly problemy,bo jak to ja cos chce? Nic nie wiesz,nie wiesz wiec nie oceniaj.
        • pilma2-1 Re: uduszona w malzenstwie 24.04.15, 09:51
          Dziękuje za zaangazowanie w wątek . O terapii wiem,jestem zdecydowana ale na to trzeba czasu. Tu chcialam spojrzenia innych na moje problemy i rady na juz...
          Dziekuje.
          Moze jeszcze psychologa dda w stolicy ktoś poleci,takiego nie z przypadku?
          • slomiany.wdowiec Re: uduszona w malzenstwie 24.04.15, 10:52
            Dziwne podejście do dziecka męża z poprzedniego związku.

            A gdyby sytuacja była inna. Poprzednia żona zmarła i dziecko zostaje półsierotą.
            To też nie starałabyś się jakoś chłopcu umilić życia ?
            Nie mam na myśli odstawiania swoich dzieci na bok, a całe uczucie dla pasierba.
            Przecież to dziecko nic nie zawiniło. Ono się na świat nie prosiło.
            A pani miała I MA PEŁNĄ ŚWIADOMOŚĆ ŻE WZIĘŁA SOBIE PANA Z PRZYCHÓWKIEM.
            Gdyby to były dobra materialne w postaci domu, czy sztabek złota, to wtedy jej miłość do tego zbytku byłaby bezgraniczna "szczera".......
            Aż wstyd czytać że pisze to kobieta.
            Matki rodzonej mu nie zastąpisz. To fakt. Ale żeby być tak wredną babą - jędzą ?
        • amb25 Re: uduszona w malzenstwie 28.04.15, 08:03
          Wiem jak sie czuje dziecko, ktorego macocha nie lubi i najchetniej by sie pozbyla, i niby je lubi ale do czasu az urodza sie wlasne dzieci a potem toleruje je (a przynajmniej tak jej sie wydaje) bo to dziecko partnera/ki. Aczkolwiek, problemy z pasierbami to rzecz normalna (niektore gatunki zabijaja pasierba - np. lwy), po prostu biologia, geny i wiele osob w takiej sytuacji nic na to nie proadzi. To silniejsze od nich.
          Uklad o ktorym piszesz jest/bylpo prostu chory, ale to jest wina twojego meza i twoja, ze sie na to godzilas. Sa rzeczy na ktore nie mozna sie godzic. Dlaczego on nie bral cie pod uwage? Cos tu nie tak.
          Tak zabrlas dziecku ojca, bo on mieszka z Toba a nie z jego pierwszym synem. Tak to wyglada oczami dziecka, wiec on ma jeszcze mniej powodow zeby cie lubic niz ty.
          Ale nie ty pierwsza i nie ostantnia.
Pełna wersja