cmaaga
22.04.15, 16:19
Dzień dobry,
jestem mamą trzylatki, która rozwija się bez zarzutów. Bardzo wcześnie zaczęła mówić, buduje skomplikowane zdania, jest ciekawa świata. Czasem sprawia nawet wrażenie outsidera. Pod choinkę zażyczyła sobie teleskop i zamiast bawić się lalkami księżniczkami woli wszelkiej maści dinozaury. :) Przyzwyczailiśmy się do tego. Córka uwielbia chodzić do przedszkola, choć jest tam najmłodszym dzieckiem (przedszkole jest malutkie, niemalże rodzinne i łącznie uczęszcza do niego ok. 20 dzieci). Nie mieliśmy ani jednego dnia płaczu, ani jednej sytuacji: nie chcę iść albo: mamo nie zostawiaj mnie tu. Wychowawczynie określają ją jako dziecko nad wyraz inteligentne i bardzo, bardzo posłuszne, bezkonfliktowe. Lea (tak ma na imię) jest raczej wychowywana bez kar, kłótni, problemów, w domu wielopokoleniowym, często wyjeżdżamy, jest mobilna i uwielbia przygody. Jest jednak jedno "ale". Niechętnie nawiązuje kontakt z rówieśnikami. Tzn, może nie że niechętnie, ale codziennie po radosnym wbiegnięciu do przedszkola, widzę jak siada przy stole, uśmiecha się, ale w ogóle nie odzywa. Raczej kiwa głową na potwierdzenie czy zaprzeczenie. Wychowawczynie twierdzą, że codziennie to samo: około dwóch godzin Lea przygląda się lekko "przywieszona", bacznie obserwując i dopiero potem wchodzi w jakiekolwiek interakcje z dziećmi. Choć te zawyczaj nie są bardzo wylewne, chyba że akurat trafi się zabawa, która pochłania ją do reszty. To samo ma miejsce na placu zabaw. Córka raczej bawi się sama, chyba że któreś z dzieci zaprosi ją do zabawy, ale też: odzywa się po dłuższym czasie, a zabawa musi ją pochłonąć do reszty. Przy czym każdorazowo chce iść tam gdzie dzieci, uwielbia wśród nich przebywać.
Nie wiem, czy to kwestia temperamentu, czy powinnam porozmawiać z psychologiem?
Próbowałam rozmawiać z Małą, ale myślę, że to za trudny temat dla niej i obawiam się że nie rozumie. Kiedy zapytałam, co się dzieje i czy coś ją przytyka, odpowiedziała, że tak, ale nie wie czemu.
Jakieś rady?