maciej_abc
15.05.15, 12:44
Sytuacja, która nie powinna mieć żadnego większego znaczenia przerodziła się w dramat, którego nie jestem w stanie zrozumieć, a tym bardziej pomóc. Wyglądało to tak, że jak wracaliśmy wczoraj z żoną ze sklepu spotkaliśmy znajomą. Ja przywitałem się zwykłym "cześć" a z żoną ta znajoma chciała się przywitać lekkim uściskiem i pocałunkiem w policzek (tak się dotychczas witały). Nawet może nie prawdziwym pocałunkiem tylko takim "cmok". Tylko, że żona od dłuższego czasu ma problemy (to już temat na osobny wątek) i tak jej się teraz porobiło, że jest jej źle jak ktoś ją dotknie. No więc jak tamta chciała ją uścisnąć to żona się odsunęła i powiedziała, że jest teraz chora i nie chce jej zarazić. Więc tamta dała sobie spokój z czułym powitaniem. Potem kilka - kilkanaście minut porozmawialiśmy (żona nawet zapraszała ją do nas - wszystko działo się blisko naszego mieszkania, ale tamta nie miała dużo czasu, więc nie weszła). W rozmowie niby wszystko było w porządku, ale jak tylko tamta poszła w swoją stronę, my w swoją to żona się po prostu popłakała. Źle jej, że tamta ją dotknęła (wtedy na przywitanie jak chciała ją uścisnąć). Cały wieczór przepłakała, w nocy nie spała i dzisiaj nadal płacze. A ja nie potrafię jej uspokoić. Wiemy, że żona powinna się leczyć, ale na razie chciałbym jakkolwiek ją uspokoić. Próbowałem jej tłumaczyć, że nic się nie stało, ale ona nie może tego zrozumieć. Cały czas jej źle.