karrioka
18.05.15, 11:46
Był ciekawy wątek o zemście, ja bym chciała o zazdrości.
Nie takiej w związku czy o matkę, dziecko, siostrę tylko o "przywileje".
Jestem, czy raczej bywam, zazdrosna. Na przykład ostatnio - czytam na forum Depresja post ojca, który opowiada o anoreksji swojej 34 letniej córki i jeszcze obiecuje na priv czy na innym forum więcej szczegółów ze swojej walki o córkę. Wrr, błyskawica zazdrości, bo moi rodzice jakoś się nie przejęli anoreksją swojej o połowę młodszej córki i żadnej walki nie podjęli, nawet przez tydzień.
Albo. Koleżanka obserwuje kłopoty finansowe swojej przyjaciółki i widzi, że mimo tych kłopotów priorytetem są potrzeby i pasje córki przyjaciółki (na zasadzie farby i inne pomoce priorytetem przed rachunkami, rower na urodziny priorytetem przed ciuchami matki, sprzętami do domu etc) i zazdrości, bo sama mogła liczyć, że jej dobrze radzący sobie finansowo rodzice prędzej zasponsorują kwiaty do kościoła czy nową miskę psu sąsiada, niż jej jakikolwiek kurs, książkę. NIc poza tym, czego szkoła wymaga.
Masa jest takich sytuacji, nazwę je "niesprawiedliwościami", co jakoś oddaje emocje. Obserwuje się je chyba w każdym kontekście - osoby, które w drobnej niedyspozycji życiowej mają legion chętnych do pomocy versus tych, co pomagali z oddaniem, a sami zostali sami w kryzysie. Ludzi, którym kuzyn pozałatwiał pracę, mimo, że nie "mieli inicjatywy i nie zdobywali nowych kwalifikacji" (jak to się aktualnie wszystkim doradza :))
Jak z tych "niesprawiedliwości" wykuć coś pomocnego dla siebie? Nie utonąć w złości, że dziecko koleżanki ma i rower i rolki a my błagaliśmy bezskutecznie o paczkę kredek? I nie pozbywając się tych odczuć na siłę, nie wypierając ich uznając, że są "niegrzeczne" lub głupie?
Czy można taką zazdrość traktować jako "trop" czego właściwie potrzebujemy?
Myślałam sobie, że może zacznę robić sobie "mapę" takich odczuć - trochę po to by naocznie zobaczyć, że tych "złych" uczuć mam mniej niż mi się wydaje, a trochę po to, by wyłonić jakiś klucz i nazwać swoje potrzeby czy braki.
(Ten ojciec przejmujący się bardziej anoreksją wybitnie dorosłej córki niż moi rodzice swojej bardzo niedorosłej dojechał mi ostatnio strasznie, tak strasznie, że nawet mi nie jest głupio, że zazdroszczę)