Bea kar i nagród

30.05.15, 19:00
Bez kar i nagród

Polecam powyższy wywiad.
To jest dokładnie to, o czym tu nie raz pisałam, i co stosuję w moim życiu rodzinnym. Tutaj (na forum) rozmawialiśmy o chwaleniu- to też rodzaj nagrody, jednak chodzi zasadniczo o to samo.

Ja się, jako rodzic, i człowiek, odnoszę po prostu do rzeczy- do czegoś złego lub dobrego. To coś analizuję. Nie potrzeba wtedy i kar i nagród.
    • molly_wither Re: Bea kar i nagród 30.05.15, 19:48
      Ja sie tez odnosze do rzeczy,ale na zasadzie przyda sie jeszcze albo juz nie:)

      vilez napisała:

      > Bez kar i nagród
      >
      > Polecam powyższy wywiad.
      > To jest dokładnie to, o czym tu nie raz pisałam, i co stosuję w moim życiu rodz
      > innym. Tutaj (na forum) rozmawialiśmy o chwaleniu- to też rodzaj nagrody, jedna
      > k chodzi zasadniczo o to samo.
      >
      > Ja się, jako rodzic, i człowiek, odnoszę po prostu do rzeczy- do czegoś złego l
      > ub dobrego. To coś analizuję. Nie potrzeba wtedy i kar i nagród.
    • verdana Re: Bea kar i nagród 30.05.15, 20:51
      Niestety, zahasłowany, a papierowej chyba już nie mam.
      Ja zawsze mówiłam,że karą sie niczego dziecka nie nauczy, ale są wypadki, gdy oduczyć można. problem w tym, że kara, aby oduczyć, musi być taka, że dziecko musi się jej bać. Poza wypadkami bezpieczeństwa albo traktowania innych - o wiele za surowa.
      Ja nie jestem przeciwna chwaleniu, jestem przeciwna chwaleniu jako metodzie wychowawczej. Chwalenie jest w ogóle OK, pod warunkiem, że spontaniczne i prawdziwe.
      Mam tylko wątpliwości (nie czytając, powtarzam!) co do kar. Kara to nie tylko trzy dni bez bajki, ale i dezaprobata, albo osobiste wyrzucenie śmieci po szóstym "zaraz" (jedyna kara, która zadziałała).
      I ja dodałabym jeszcze jedno - dziecko i rodzice to ludzie. Ludzie różne są. Są rodzice, którzy jak powstrzymają sie od wymierzenia kary, nie sa w stanie zapomnieć o przewinieniu. Są dzieci, które wręcz chcą byc ukarane, aby zakończyć sprawę i zostawienie sytuacji "otwartej" wywołuje u nich nadmierne poczucie winy.
      • verdana Re: Bea kar i nagród 30.05.15, 21:12
        Się włamałam i przeczytałam. No i mam mieszane uczucia. Strasznie, ale to strasznie denerwuje mnie "time out" i za przeproszeniem pieprzenie, ze to nie jest kara. Jest. Bardzo dotkliwa. Dziecko, które jest wściekle, ma się wyciszyć. To samo w odniesieniu do dorosłego jest chamskim olaniem problemu. Nie zawsze najważniejsze jest "opanowanie emocji". Dorosły, jak jest wściekły, to nie zawsze pije herbatkę, czasem robi awanturę i - o dziwo- czasami ma rację, robiąc ją. Uważam za niesłuszne uczenie dziecka, ze niezależnie od sytuacji trzeba zachować olimpijski spokój. Prawda wygląda o wiele prościej - dorosły jest zawsze w stanie odnieść zwycięstwo nad spokojnym dzieckiem, nie zawsze gdy jest wściekłe. I czasem krzyk jest mniejszą karą niż obojętność "Jesteś zły, ale póki nie będziesz spokojny, nie interesuje mnie powód i rozmawiać nie bedę". Jesli to nie kara, to co? Ignorowanie dla mnie to jedno z paskudniejszych rodzicielskich zachowań.
        Poza tym w tym artykule jest wrecz wzorcowy system punktowych nagród, dla mnie nie do przyjęcia.
        Obrażanie sie na dwulatka nie ma sensu. Na 10-latka - ma. ma, jesli czujemy sie obrazeni. Mniej teatru, wiecej naturalności. No i ta konsekwencja - bez przesady. dzieci rozumieją, ze czasem dorosły jest niekonsekwentny w drobnych sprawach. Pamiętam jak dziś, ze poszliśmy na spacer, a rodzice powiedzieli,z ę nie kupią mi lodów. Kupili. Dwa razy. Czy uznałam ich za niekonsekwentnych? Nie, za miłych po prostu i racjonalnie zmieniających zdanie. Miałam 6 lat. Pamiętam do dziś. Dom to nie kolonia karna. Konsekwencje są ważne w uczeniu dziecka zasad bezpieczeństwa, moralności i tego, na czym zależy nam bezwzględnie. Poza tym sa mocno przereklamowane. Chcesz nauczyć dziecka konsekwencji - zastosują ją do siebie. Nie do dziecka.
        • differentview Re: Bea kar i nagród 30.05.15, 21:49
          > Mniej teatru, wiecej naturalności. No i ta konsekwencja - bez przesa
          > dy. dzieci rozumieją, ze czasem dorosły jest niekonsekwentny w drobnych sprawac
          > h.

          tez tak mysle; jak slysze, ze rodzice powinni byc konsekwentni to mnie szlag trafia; czasem ta konsekwencja bez wzgledu na okolicznosci jest po prostu okrucienstwem i bezdusznoscia
          • verdana Re: Bea kar i nagród 30.05.15, 22:11
            Konsekwencja jest dobra w więzieniu o zaostrzonym rygorze:)
            Poza tym konsekwencja jest niekonsekwentna. dziecko zgubiło rękawiczki - kupujemy nowe, dziecko zgubiło zabawkę - no to konsekwentnie nie ma. Konsekwencją zjedzenia batonika braciszka jest najwyżej satysfakcja, ze dobre było. Konsekwencja stłuczenia kubeczka jest picie w innym, konsekwencją stłuczenia tabletu jest całkowity brak tabletu. Naturalną konsekwencją wychylania sie przez balkon jest zgon. "Konsekwencja" to inna nazwa narzuconej arbitralnie kary.
            • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 07:18
              Wywiad oczywiście nie w całości mi odpowiada. Zasadniczo mi chodzi właśnie o to, że nie umieszczamy kar i nagród w systemie wychowawczym: na zimno, jako regulantu. Dla mnie to jest rodzaj sadyzmu.
              Spontaniczność - jak najbardziej, i emocje również.Tak to właśnie załatwiamy w mojej rodzinie- odnosimy się  do rzeczy samej i na bieżąco, nie- systemowo. I emocjonalnie: "idź wreszcie z psem!"- gdy dziecko jest opieszałe, wystarcza.
              Co do konsekwencji, to pisałam tutaj niedawno- że uprawiam pochwałę niekonsekwencji, osławiona "konsekwencja" to kara na zimno, tylko nie przyznana. Dreszcze mam, gdy o tym pomyślę.
              Dzieci uczą się ze skutków. Najzupełniej wystarcza. I z emocjonalnych reakcji reszty rodziny właśnie. Racjonalnych tyż oczywiście, ale nie wyłącznie ;)


              Te punktacje, podliczania i inne takie to oczywiście szajs...
              • paris-texas-warsaw Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 07:47
                Ja byłam ostatnio świadkiem scenki w lodziarni. Dziecko płakało, a mama mówiła, że skoro niedojadło obiadu, to może mu kupić loda tylko bez wafelka (można było kupić też w papierowym kubeczku). Dziecko nadal przeraźliwie płakało, więc mama powiedziała, że skoro się tak upiera przy wafelku, to może mu kupić wafelka, ale bez lodów. Nie wiem, co "wybrało" (?), bo byłam przed nimi w kolejce. Nie wiem, czy to była konsekwencja, kara czy perwersja...
                • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 08:53
                  Ja w ogóle karałabym bezlitośnie wszystkich, którzy 1.karzą za niedojedzenie czegokolwiek, bo to nie tylko sadyzm, ale psuje zdrowie na lata (dziecko nie uczy się, ze jak sie jest najedzonym, to sie nie je), 2. i jeszcze surowiej wszystkich tych, którzy robiąc dziecku przyjemność świadomie ją psują. Za karę, to można nie iść na lody. Jak się idzie, to ma być fajnie.
                  • quelquechose Re: Bea kar i nagród 05.06.15, 09:47
                    Tylko w tym przypadku z lodami to troche tak, ze dziecko nie zje calego obiadu, bo woli zjesc lody... Moja corka tez wybierze np. gofra zamiast kurczaka z warzywami, jesli jej pozwolic. Tak wiec to nie do konca kara jest... Ja zazwyczaj ide na jakis kompromis - karze dojesc np. same warzywa, a te obiecane lody beda. ;)
              • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 08:54
                A tak - kary i nagrody na zimno, jako mechanizm wychowania sa okropne. Tylko w tym artykule to właśnie jest - odosobnienie za złość, punkty za "dobre zachowanie".
                • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 09:35
                  To jest od czapy.
                  • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 11:25
                    A ja jestem za konsekwencją w postępowaniu, (wiadomo że żelazna konsekwencja jest nieludzka) i uważam nagrody za bardzo dobre wspomaganie wychowania. Nie zgadzam się tez z porównaniem że jeśli dziecko zgubi rękawiczki to mu się je odkupuje natomiast jeśli zgubi zabawkę to nie - za karę. To zły przykład. Bo zgubienie czegoś zazwyczaj nie jest umyślne. Powinno być tak, ze jeśli dziecko ZNISZCZY rękawiczki to za karę będzie nosiło stare pocerowane, a jeśli zniszczy zabawkę to nie będzie jej miało. a jeśli zje batonik braciszkowi, to będzie musiało oddać mu większą część swojego deseru. jako konsekwencję swojego zachowania.
                    Znam ludzi wyrosłych w chaosie zasad, bez żadnych konsekwencji, nauczonych od małego wymuszania tego co chcą i nacisków na otoczenie aby rezygnowało z wymagań, jeśli są one dla delikwenta niewygodne. To ludzie którzy nie szanują innych nie liczą się z nimi - perfekcyjni egoiści. Potem w samodzielnym życiu ulegają jedynie przed silniejszym. To nie jest żadne wychowanie.
                    • aqua48 Re: Bez kar i nagród 31.05.15, 12:11
                      A jeśli chodzi o nagrody to jestem jak najbardziej za. Robiłam je moim dzieciom, używałam jako motywacji, odciągnięcia uwagi od nieprzyjemnych obowiązków czy jako umilanie życia - choćby na zakończenie roku nauki w szkole czyli za tzw. "świadectwo" (nie za wyniki, czy paski tylko za nudną ciężką pracę i jako wyraz tego że ją doceniam) i robię je nadal sama sobie. Np. po przykrej dla mnie, choć nieuniknionej wizycie u lekarza w nagrodę za dzielność i odwagę idę na lody.
                    • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 12:13
                      Ja odkupuję rękawiczki, tak jak sobie kupuję. Zabawki są zasadniczo od tego, by je psuć- taki etap rozwoju człowieka.
                      Moje dzieci nie wyrosły na osoby roszczeniowe ani wymuszające. Przeciwnie. Ja też nie. Nie rozumiem, czemu łączysz wychowanie nieprzemocowe z egoizmem czy wymuszaniem.
                      • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 14:20
                        vilez napisała:

                        > Ja odkupuję rękawiczki, tak jak sobie kupuję. Zabawki są zasadniczo od tego, by
                        > je psuć- taki etap rozwoju człowieka.

                        Nie, zabawki są od tego by się nimi bawić. Oczywiście jeśli zepsują się nieumyślnie w trakcie, czy ferworze zabawy to dlaczego ich dziecku nie odkupić? Pisałam o umyślnym PSUCIU i niszczeniu rzeczy. Przykład - mój kilkuletni syn dostał zabawkę do rysowania z ekranem. W pewnym momencie zaczął weń stukać metalowym autkiem. Powiedzieliśmy - nie rób tego, bo ekranik się zniszczy. Nie posłuchał, tylko walnął z całej siły. Oczywiście ekran popękał. Zabawka przestała działać. No i był ryk, który trzeba było utulić. Ale trudno. Zabawki nie odkupiliśmy.

                        > Moje dzieci nie wyrosły na osoby roszczeniowe ani wymuszające.

                        Bo być może stosowałaś jednak jakieś reguły, zachęty, nagrody? Nawet bezwiednie.

                        czemu łączysz wychowanie nieprzemocowe z egoizmem czy wymuszaniem.

                        Nie nieprzemocowe, tylko bez kar i nagród. Bo nagroda jest najlepszą motywacją dla właściwego zachowania, a konsekwencja karą jakiegoś nieporządanego zachowania. I tak działają społeczeństwa. Szef za dobrze wykonaną pracę daje premie, a za przywłaszczenie grozi sąd. A nie odwrotnie. Jeśli dziecko tego nie ogarnia, to nie funkcjonuje dobrze w społeczeństwie.
                        • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 14:41
                          Dobrze zrobiłaś, że nie odkupiłaś, jednak nie uważam tego za karę. To jest właśnie konsekwencja, o której piszę, więc nie za bardzo rozumiem kontekstu polemicznego, w jakim ten przykład umieszczasz.

                          Nie, nie stosowałam.
                          .
                          Mam inne zdanie na temat kar i nagród. Rodzina to nie praca. Ale także w pracy system kar wydaje mi się dziwny. System premii również uważam za coś złego. Mam szczęście pracować w instytucji, która na szczęście jeszcze nie ma systemu premiowego. Ale idzie ku złemu, więc kto wie...
                          Przywłaszczenie podpada pod złamanie prawa, a nie- pod karę od szefa.
                          • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 15:02
                            vilez napisała:

                            > Rodzina to nie praca.

                            Ależ w rodzinie każdy też ma własny wkład pracy o i obowiązki.Zatem jak najbardziej - praca - dla wspólnego dobra, i też powinna być doceniona, pochwalona, co jakiś czas nagrodzona i należy to dzieciom uświadamiać. Dziecku należy się nagroda za wynoszenie śmieci czy wyprowadzanie psa w deszcz, i mamie też się należy nagroda za dobry obiad wyprasowany stos koszulek bo to jak najbardziej praca. Często tym trudniejsza, że bardzo nielubiana ale konieczna. Moim zdaniem trzeba uczyć dzieci doceniać cudzą pracę.

                            > Przywłaszczenie podpada pod złamanie prawa, a nie- pod karę od szefa.

                            Ale karę od szefa też można dostać, choć nie o niej pisałam.
                            • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:52
                              Nadal w rodzinie nie obowiązują stosunki pracy (i płacy).
                          • marsylvik Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 15:11
                            vilez napisała:

                            > Dobrze zrobiłaś, że nie odkupiłaś, jednak nie uważam tego za karę. To jest właś
                            > nie konsekwencja, o której piszę, więc nie za bardzo rozumiem kontekstu polemic
                            > znego, w jakim ten przykład umieszczasz.

                            Wcześniej pisałaś, że jesteś przeciwnikiem konsekwencji. Odróżniałaś konsekwencje od skutków. Kontekst polemiczny wynika najpewniej właśnie stąd.
                            • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:47
                              Nie zrozumiałaś
                        • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 15:57
                          A czy rozkręcanie jest psuciem? Obcięcie lalce włosów? Rozprucie misia?
                          • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:04
                            verdana napisała:

                            > A czy rozkręcanie jest psuciem? Obcięcie lalce włosów? Rozprucie misia?

                            To zależy od intencji. Jeśli w celach eksploracyjno-naukowych lub ze zwykłej z ciekawości to nie. Jeśli jako wyraz nudy i złośliwego psucia bez celu, albo celowego zrobienia komuś innemu do kogo rzecz należy przykrości to zdecydowanie tak.
                            • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:29
                              A widzisz.
                              Bo dla mnie zniszczenie cudzej zabawki w ogóle nie działa w kategoriach "zniszczenie zabawki", tylko "zrobienie komuś przykrości". Inna kategoria czynu niż bezmyślne pocięcie nożyczkami na nudnej lekcji własnego tornistra. To pierwsze jest kompletnie nie do przyjęcia, wymaga rozmowy, zadośćuczynienia, kary - zależy od sytuacji. To drugie, hm. Też niby wymaga reakcji, ale na pewno nie oburzenia - nie ma nic wspólnego z moralnością i dobrym wychowaniem.
                              • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:38
                                verdana napisała:

                                > Bezmyślne pocięcie nożyczkami na nudnej lekcji własnego tornistra.
                                > Też niby wymaga reakcji, ale na pewno nie oburzeni
                                > a - nie ma nic wspólnego z moralnością i dobrym wychowaniem.

                                A dla mnie w dobrym wychowaniu mieści się szacunek do osób i rzeczy. I nie ma nic wspólnego z bezmyślnym niszczeniem, które moim zdaniem jest objawem chamstwa - vide pobazgrane ściany itp. Pamiętam jak w szkole podstawowej moich dzieci dyrektor się żalił na to jak niszczą świeżo wyremontowane łazienki uczniowie w większości z "dobrych rodzin". Właśnie z bezmyślności i braku szacunku dla cudzej pracy i wspólnego dobra.
                                • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:46
                                  Psucie zabawek nie ma nic wspólnego z brakiem szacunku dla cudzej pracy.
                                • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:49
                                  W mojej moralności szacunek do rzeczy nie istnieje. O rzeczy ew. można dbać, ale nie sa absolutnie godne szacunku. Szacunek można mieć do cudzej pracy - to tak, ale nie do rzeczy.
                                  • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 17:01
                                    verdana napisała:

                                    > W mojej moralności szacunek do rzeczy nie istnieje. O rzeczy ew. można dbać, al
                                    > e nie sa absolutnie godne szacunku. Szacunek można mieć do cudzej pracy - to ta
                                    > k, ale nie do rzeczy.

                                    W mojej istnieje szacunek do cudzej pracy i do rzeczy. Bezmyślne zużywanie czy psucie rzeczy jest niemoralne. To marnotrawstwo.
                                    • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 17:25
                                      Szacunek do rzeczy powoduje, że zaczynamy uznawać te rzeczy za niezwykle ważne w życiu. Cos, o co trzeba dbać i o co zabiegać.
                                      • jola_ep Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 19:46
                                        Bo rzeczy są ważne w naszym życiu, warto o nie zabiegać.
                                        Są efektem naszej pracy lub innych. Dbanie o rzeczy, to szacunek do ich pracy.
                                        (Jestem szczęśliwa, że mam co jeść, że nie muszę się martwić o zawartość lodówki, czuję ciepłe uczucia do zapasów drewna w szopce, wygodnych butów i ciepłej kurtki. Nie muszę mieć różnorodnie, bogato, ale nie potrafię szczerze twierdzić, że w moim życiu rzeczy nie są ważne. )

                                        Ja wiem, że obecnie modny jest zupełnie inny trend. I czuję się nieco jak dinozaur. Ale powiadam, że ja pochodzę ze wsi i nie potrafię świadomie marnować np. jedzenia. Staram się kupić to, co naprawdę jest mi potrzebne.

                                        A w dzisiejszym świecie trendem jest właśnie brak szacunku, który powoduje, że zakupy trafiają szybko na śmietnik, bo co za problem, jak za chwilę kupi się nowe? Co z oczu, to z serca i do kontenera (ile lat rozkładają się plastiki?).

                                        Więc szacunek do rzeczy to dla mnie szacunek do pracy, także mojej (bo zapracowałam na nie), do przyrody i przeciwieństwo pogoni za coraz to nowymi "zabawkami"
                                        • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 19:55
                                          O czym TY mówisz? Moi synowie chodzą w ulubionych portkach i w jednej kurtce aż do ich zdarcia, podobnie w butach (chyba, że wyrosną). Kupujemy rzeczy tanie i rzadko. Nie mają po prostu wielu rzeczy. Ale nie z powodu, że je szanują, tylko z powodu, że nie potrzebują wielu rzeczy. Zaspokajają się minimum. I uważam, że właśnie dlatego, że rzeczy nie są dla nich ważne. Są użytkowe, i tyle.
                                          To, o czym piszesz, ma się kompletnie nijak do tego, o czym tu rozmawiamy.
                                          • jola_ep Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 21:17
                                            Dyskutujemy ogólnie, czy o Twoich synach? ;)
                                            Mój też chodzi w tym samym, ale był czas, że wszystko namiętnie gubił. Zamiast machnąć ręką na kolejną bluzę - szukaliśmy. Ze szkoły "odbierała" go starsza córka (tzn. wracali razem, bo chodzili do tej samej). Na jej widok od razu liczył swoje rzeczy i zazwyczaj leciał z powrotem do szkoły. Było to dla niego trudne - szczególnie na początku. Swego rodzaju konsekwencja. Mogliśmy mu darować tego trudu.

                                            A piszę również o tym, że moi znajomi produkują wory śmieci - zabawek "jednorazówek". Stać ich.
                                            • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 21:59
                                              Szukać też szukamy, ale co to ma mieć do rzeczy? Po co takie uogólnienia, jak Twoje?
                                              Podaję przykłady z życia, jako i wątek zaczęłam od tego- jak ja wychowuję dzieci. Pokazuję, że to ma się nijak do Twoich uogólnień.
                                              • jola_ep Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 22:34
                                                Odpowiadałam Verdanie?

                                                Zamiast uogólnień podałam przykład z życia i też źle?

                                                Przepraszam, ale nie rozumiem, o co Ci chodzi.

                                                Dodam:
                                                Szukanie zagubionej rzeczy jest konsekwencją. I może być swego rodzaju karą. I informacją na temat naszego stosunku do rzeczy. Bo skoro zabawki są od tego, aby psuć, to równie dobrze rękawiczki od tego, aby je gubić. I inne części garderoby, z których w dodatku dziecko i tak wyrośnie.
                                                • vilez Re: Bea kar i nagród 01.06.15, 06:35
                                                  Zabawka jest do eksperymentowania. Z samej tej zasady możliwość zepsucia jej wpisane jest w jej istotę. Ciuchy się gubi z innych powodów. To są różne sprawy.
                                                  Dorośli też gubią rękawiczki.
                                        • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 20:00
                                          A mnie rodzice nauczyli, ze rzeczy są. To są. A jak ich nie ma, to nie ma. Rzeczy są do używania, nie do szanowania. Nie należy ich niszczyć, ale nie należy też szczególnie sie o nie martwić, alni szczególnie zabiegać, aby je mieć. Są istotne o tyle, o ile sa użyteczne.
                                          Podejrzewam, że dzięki temu, choć nieszczególnie dbam o rzeczy, oszczędzam znacznie więcej. Bo mi nie zależy, aby mieć.
                                          • jola_ep Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 21:30
                                            Mam wrażenie, że myślimy podobnie:

                                            "... Nie należy ich niszczyć...."

                                            choć:

                                            "ale nie należy też szczególnie się o nie martwić, alni szczególnie zabiegać, aby je mieć" - tu już mniej (opał, żywność)

                                            > Podejrzewam, że dzięki temu, choć nieszczególnie dbam o rzeczy, oszczędzam znac
                                            > znie więcej. Bo mi nie zależy, aby mieć.

                                            Zazdroszczę :)
                                            Ja lubię rzeczy: kwiatki do ogródka, wygodne buty, książki (nie wszystkie da się wypożyczyć). Lubię telewizor, kupuję nowy zestaw do wyszywania, a teraz wydajemy kasę na nowe hobby.
                                            • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 22:05
                                              Kasa na hobby - tak. Bo hobby to nie mieć. Ale nowe meble? Telewizor z większym ekranem? Telefon, choć stary jeszcze działa? Nie, raczej nie.
                                              • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 22:08
                                                verdana napisała:

                                                > Kasa na hobby - tak. Bo hobby to nie mieć.

                                                A jeśli hobby to kolekcjonowanie?
                                          • aqua48 Re: Bez kar i nagród 31.05.15, 22:07
                                            verdana napisała:

                                            > A mnie rodzice nauczyli, ze rzeczy są. To są. A jak ich nie ma, to nie ma. Rzec
                                            > zy są do używania, nie do szanowania. Nie należy ich niszczyć, ale nie należy t
                                            > eż szczególnie sie o nie martwić, alni szczególnie zabiegać, aby je mieć. Są is
                                            > totne o tyle, o ile sa użyteczne.

                                            Mnie też nie specjalnie zależy aby mieć dużo rzeczy, ja mam małe potrzeby. Mogę się też bez wielu rzeczy obyć, bo z wiekiem wiem, że dużo bardziej wartościowe są wspomnienia. Ale jeśli już coś mam, to tę rzecz szanuję i staram się aby mi służyła jak najdłużej, a nie traktuję ją jak coś jednorazowego, co łatwo mi przyjdzie wymienić na inną.
                                            Moi Rodzice tworzyli rzeczy. Piękne, przydatne ale także artystyczne. I nauczyli mnie dbałości o nie. I tego, że istnieją takie przedmioty, które mogą służyć wyłącznie do podziwiania, że są one wyjątkowe i wyjątkowo należy o nie dbać.
                                            • evee1 Re: Bez kar i nagród 02.06.15, 07:49
                                              A ja jestem estetka i wiele rzeczy mi sie podoba i kupuje je nie tylko dlatego, ze stanowia dla mnie wylacznie wartosc uzytkowa, albo sa mi jakos niezbedne, tylko wlasnie dlatego, ze bardzo mi sie podobaja. Oczywiscie nie kupuje wszystkiego co mi sie podoba jak leci ;-), bo inaczej utonelabym w rzeczach i jestes dosc wybiorcza w tym co w efekcie kupuje, ale przyznaje sie, ze czesto kupuje cos dla samej przyjemnosci posiadania tego, ale nie na pokaz, bo nawet specjalnie nikomu sie nimi nie chwale.
                                              • quelquechose Re: Bez kar i nagród 05.06.15, 10:29
                                                No ja przyznam, ze rzeczy sprawiaja mi przyjemnosc :) Nie sa moze najwazniejsza sprawa w zyciu, ale mozna sie nimi cieszyc, a nawet smucic, gdy ulegna zniszczeniu. Cieszy mnie nowa ksiazka, torebka czy telefon. Jesli mialabym wybierac pomiedzy rzeczami a podroza, to pojechalabym w podroz, ale ze wzgledu na wiele okolicznosci nie mam czasu na podroze, a zdrowie nie zawsze pozwala mi na hobby, wiec co mi pozostaje? Korzystac z kazdej dostepnej - nawet jesli jest materialna i niemodnie jest mowic, ze cieszy.
                                        • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 22:52
                                          jola_ep napisała:

                                          > Bo rzeczy są efektem naszej pracy lub innych. Dbanie o rzeczy, to szacunek do ich pracy.
                                          > Nie muszę mieć różnorodnie, bogato.
                                          > Staram się kupić to, co naprawdę jest mi potrzebne.
                                          > A w dzisiejszym świecie trendem jest właśnie brak szacunku, który powoduje, że
                                          > zakupy trafiają szybko na śmietnik, bo co za problem, jak za chwilę kupi się no
                                          > we?
                                          > szacunek do rzeczy to dla mnie szacunek do pracy, także mojej (bo zapracow
                                          > ałam na nie), do przyrody i przeciwieństwo pogoni za coraz to nowymi "zabawkami
                                          > "

                                          Mam identyczny stosunek do rzeczy i do ludzi. I też planuję zakupy dostosowując je do potrzeb i możliwości ich zużytkowania, a nie do chęci posiadania coraz to nowych rzeczy, bo zauroczy mnie pudełeczko, czy reklama.
                                    • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 17:43
                                      W jakim sensie? Rzeczy się zużywają, psują, rzeczy mają nam służyć, nie my -rzeczom. Człowiek też nie ma służyć pracy, ale praca- człowiekowi.
                                      Rzeczy to tylko rzeczy. Praca stoi wyżej, ale też nie jest bożkiem.
                                      • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 20:02
                                        U mnie problem polega także na tym, że moja najcięższą, zajmująca najwięcej czasu praca żadnych pieniędzy, a co za tym rzeczy nie przynosi. Poza tym to moja praca - jesli nie mam ochoty jej szczególnie szanować i wolę dorobić, niż trząść sie nad rzeczami - to jest mój wybór.
                    • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 15:56
                      Jesli dziecko zniszczy rękawiczki, to trzeba je kupić - jakoś u mnie w domu nie było starych, pocerowanych i we właściwym rozmiarze. Oddanie deseru bratu jest karą, nie konsekwencją. Konsekwencja to jest coś, co bezpośrednio wynika z działania - ze zjedzenia batonika to nie wynika, naturalną konsekwencją może być dostanie w dziób od brata. Konsekwencje różnorodnych zachowań nie są proste i dlatego można konsekwentnie czegoś zabraniać i konsekwentnie wymagać, ale nie da sie uznać, że konsekwencja danego czynu zawsze jest pożądana i przyczyni się do poprawy zachowania.
                      • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:08
                        verdana napisała:

                        > Jesli dziecko zniszczy rękawiczki, to trzeba je kupić - jakoś u mnie w domu nie
                        > było starych, pocerowanych i we właściwym rozmiarze.

                        A u mnie zawsze jest pełno do pary i nie do pary :) Jak syn przez niedbalstwo zgubił dobre, drogie, skórzane, to chodził potem w tych starych włóczkowych do końca zimy.

                        Oddanie deseru bratu jest karą, nie konsekwencją.

                        Jest zadośćuczynieniem bratu. Jeśli nie dostało się od niego jeszcze w dziób :)

                        • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:23
                          Hm, a jak zgubisz coś, to sobie też nie odkupujesz? Bo w tym wypadku mnie denerwuje, ze sobie zwykle łatwiej wybaczamy zgubienie czegoś, niż dziecku. Ja po prostu nie kupowałam nigdy drogich drobiazgów, które dzieci gubią nagminnie - rękawiczek, długopisów itd.
                          Zadośćuczynienie to inna sprawa i ja nie jestem przeciw. Chodzi mi jednak o to, że oddanie deseru nie jest żadną konsekwencją. To, że coś jest sprawiedliwe nie oznacza, że karą nie jest.
                          • aqua48 Re: Bez kar i nagród 31.05.15, 16:31
                            verdana napisała:

                            > Hm, a jak zgubisz coś, to sobie też nie odkupujesz? Bo w tym wypadku mnie dener
                            > wuje, ze sobie zwykle łatwiej wybaczamy zgubienie czegoś, niż dziecku. Ja po pr
                            > ostu nie kupowałam nigdy drogich drobiazgów, które dzieci gubią nagminnie - ręk
                            > awiczek, długopisów itd.

                            A moje dzieci czasami dostawały droższe drobiazgi, których nie pilnowały - musiały wtedy zadowolić się tańszymi zamiennikami. Ja jak zgubię coś to raczej też nie odkupuję, a przynajmniej nie od razu i nie takie samo. Zazwyczaj z resztą rzeczy które gubiłam były i tak nie do odkupienia.





                            • verdana Re: Bez kar i nagród 31.05.15, 16:36
                              Ja nie kupowałam nic drogiego z tego, co dzieci gubiły - a większość dzieci gubi nie dlatego,z ę są niedbałe, tylko dlatego, ze są dziećmi.
                              • aqua48 Re: Bez kar i nagród 31.05.15, 16:42
                                verdana napisała:

                                > Ja nie kupowałam nic drogiego z tego, co dzieci gubiły - a większość dzieci gub
                                > i nie dlatego,z ę są niedbałe, tylko dlatego, ze są dziećmi.

                                Dlatego moim zdaniem warto im uświadamiać i uczyć: masz coś zwykłego na co dzień co jeśli się zniszczy nie będzie wielką stratą i coś lepszego co powinieneś szanować bo jak zniszczysz, zgubisz, albo ktoś ci ukradnie jeśli rzucisz byle gdzie, to nie będzie odkupione tak ot.
                                • verdana Re: Bez kar i nagród 31.05.15, 16:50
                                  Problem w tym, że ludzie dorastają do tego nawet bez kar i pouczeń. Jak przekonałam się na własnych dzieciach. Więc może szkoda karać i pouczać.
                                  • vilez Re: Bez kar i nagród 31.05.15, 16:54
                                    O to chodzi. Dzieci są wyuczalne przez samo życie. Wystarczy dawać dobry przykład i pozwalać na bycie sobą, czyli dojrzewanie we własnym tempie.
                              • vilez Re: Bez kar i nagród 31.05.15, 16:51
                                Też nie kupuję dzieciom drogich rzeczy. Gubię podobnie często, jak oni. W życiu by mi do głowy nie przyszło analizować tego w kategoriach przewinienia.
                          • asia_i_p Re: Bea kar i nagród 05.06.15, 16:39
                            Jeżeli pieniędzy ogólnie nie ma za dużo, to przede wszystkim sobie odmawiamy więcej niż dziecku. I jeżeli trzeci rok przymierzam się do kupna nowej torebki i po raz enty nie wychodzi, to raczej nie zniosłabym spokojnie, gdyby moje dziecko w tym czasie zgubiło/ zniszczyło trzy torby. Bo wiadomo, że najpierw kupi się dziecku, które chodząc do szkoły bez torby nie może funkcjonować - ale jeżeli przez to znowu o ileś czasu odsunie się planowany wydatek na siebie, to człowieka szlag trafi.

                            U nas problemy z gubieniem długopisów i materiałów plastycznych rozwiązałam radykalną podwyżką kieszonkowego (ponaddwukrotną), z zastrzeżeniem, że ja materiały plastyczne kupuje, kiedy się coś zużyje, a nie zostanie zdewastowane/zgubione. Jeśli zostanie zdewastowane/ posiane, córka kupuje z kieszonkowego.
                        • katriel Re: Bea kar i nagród 17.06.15, 22:46
                          > Jak syn przez niedbalstwo z
                          > gubił dobre, drogie, skórzane, to chodził potem w tych starych włóczkowych do k
                          > ońca zimy.

                          A które wolał? Bo ja np. nienawidzę skórzanych rękawiczek i zdecydowanie wolę włóczkowe.
              • marsylvik Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 13:47
                vilez napisała:

                > Co do konsekwencji, to pisałam tutaj niedawno- że uprawiam pochwałę niekonsekw
                > encji, osławiona "konsekwencja" to kara na zimno, tylko nie przyznana. Dreszcze
                > mam, gdy o tym pomyślę.

                Wygląda na to, że znaczenia słów "konsekwencja" i "konsekwencje" w moim i Twoim (Waszym?) wydaniu są zupełnie inne. Pewnie stąd wielokrotnie powtarzające się nieporozumienia.

                Konsekwencja to konsekwentna postawa. Spójna, jasna, pozwalająca przewidzieć skutki postępowania. Jeśli dajmy na to matka dziecku na coś pozwoliła, a ojciec potem zabronił, to zachował się niekonsekwentnie. Uzasadanianie, często spotykane, takiego niekonsekwentnego zachowania potrzebą konsekwencji jest śmieszne, świadczy o niezrozumieniu znaczenia tego słowa.

                Konsekwencje to skutki, efekty zachowania. Dokładnie to, o czym piszesz niżej:

                > Dzieci uczą się ze skutków. Najzupełniej wystarcza. I z emocjonalnych reakcji r
                > eszty rodziny właśnie. Racjonalnych tyż oczywiście, ale nie wyłącznie ;)

                I to są właśnie konsekwencje. Skutki to konsekwencje. Włącznie z emocjonalnymi reakcjami innych osób - one też są konsekwencjami. Pisząc o tym, że dziecko powinno ponosić konsekwencje swojego zachowania psychologowie mają na myśli to, że powinno się im pozwolić doświadczyć tych konsekwencji, skutków. Nie chronić przed nimi nadmiernie.

                I moim zdaniem nie ma między nami różnicy zdań w tym temacie - tylko różnica w używanych słowach. Jedyna prawdziwa różnica może dotyczyć tego, co dokładnie każdy z nas uważa za nadmierną ochronę.

                Karanie "na zimno" ma niewiele wspólnego z konsekwencją. To jest po prostu kara, w dodatku pozbawiona elementu konsekwencji, jakiegokolwiek powiązania pomiędzy zachowaniem dziecka a następstwami. To już prędzej wrzaśnięcie na dziecko w złości jest w jakiś sposób konsekwentne, bo mówi dziecku: to zachowanie wścieka mamę i mama wtedy wrzeszczy.

                Brak loda po niezjedzonym obiedzie to nie konsekwencja, tylko kara, bez względu na to, jak to rodzic nazywa... Bezpośredniego ani oczywistego dla dziecka związku pomiędzy lodami i obiadem nie ma. Jeśli jeszcze jest to pozbawione emocji, lub jej okazania, to tym bardziej nie widać związku pomiędzy zachowaniem i jego następstwem.

                > Te punktacje, podliczania i inne takie to oczywiście szajs...

                Przeczytaj może jeszcze raz kiedy i dlaczego punktację i podliczania tam zalecają. A kiedy nie zalecają.

                Moim zdaniem to co piszesz o swoim podjeściu do wychowywania wskazuje na to, że jesteś konsekwentna. W dobrym, prawidłowym tego słowa znaczeniu. A sprzeciw wobec konsekwencji zarówno Twój i Verdany odbieram jako sprzeciw wobec błędnie rozumianej konsekwencji, karaniu i nierozumnym uporze nazywanych nie wiedzieć czemu konsekwencją.
                • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 15:07
                  Po pierwsze, nie rozumiem, o jakim nieporozumieniu piszesz, bo to jest Twój pierwszy wpis w tym wątku i nijak z Tobą nie polemizowałam. Wygląda na to, że silnie oczekujesz polemiki. Ale poszukaj sobie do tego kogoś innego.
                  Po drugie, nie mam zamiaru toczyć z Tobą rozkminki semantycznej, bo nauczona przykrym doświadczeniem wiem, dokąd to zaprowadzi.
                  Po trzecie, nie rozumiesz, że różnica leży w perspektywie, a nie- semantyce.
                  Po czwarte, z kimś kto odsyła rozmówcę do ponownej lektury, nie da się poważnie rozmawiać.
        • jola_ep Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 14:53
          O konsekwecji bardzo mądrze napisała Marsylvik.
          Więc już się nie powtarzam :)

          Zaś jeśli chodzi o "time out" - to jest IMHO świetna metoda, nie winna temu, że jest źle zrozumiana i błędnie stosowana.
          Małemu dziecku łatwiej się uciszyć w spokojniejszym otoczeniu, gdy mniej bodźców na niego działa. Nie chodzi o to, aby go zostawiać samo, ani o to, że emocje są złe i tylko spokoje dziecko zasługuje na nasze towarzystwo.
          Nie dla każdego dziecka ta metoda jest dobra, ani potrzebna. Ale mój syn doskonale na tę technikę reagował (tylko nie wiedziałam wtedy, że jest taka metoda ;) ). Jako dwu-trzy latek potrafił tak się nakręcić, że - odniosłam wrażenie - ogrom emocji go przytłaczał. W "ciemnym kącie", w moim cichym towarzystwie, uspokajał się łatwiej. Ja dawałam tylko sygnał, że ta szalejąca burza uczuć jest czymś zwyczajnym i kiedyś minie...
          Córka dla odmiany wymagała przytulenia i utulenia w moich ramionach.

          W "time out" moim zdaniem zdaniem chodzi jeszcze o to, abyśmy sami nie nakręcali niepotrzebnie dziecka. Więc to odcięcie jest także dla nas (bywa bardzo trudno, szczególnie jak szaleje wczesno-nastolatkowa nawałnica)
          • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 15:40
            Tylko widzisz, problemem jest właśnie to, że takie metody/teorie trafiaj także na grunt ludzi o mentalności autorytarnej czy wręcz sadystycznej. I stają się :ideowym" usprawiedliwieniem ich działań. Dlatego pisałam o perspektywie.
            • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:05
              Time out jest dobry, gdy dziecko się nakręci i samo ma ze sobą problem. Ale w artykule jest mowa o tym, że z dzieckiem, które się wścieka sie nie rozmawia, tylko się je odsyła, aby sie uspokoiło. Aby nauczyło się panować nad emocjami. I tu mam watpliwości, bo nagle okazuje się, zę priorytetem wychowania jest forma, a nie treść. I zaręczam, że rodzice będą wyrzucali dziecko, które podniesie na nich głos, które zacznie ryczeć, bo na coś mu nie pozwolono, które będzie krzyczeć, bo jest sfrustrowane. Innymi słowy, będą uczyli dziecko, ze ma nie wyrazać silnych emocji. Nie podoba mi sie to. Czym innym jest wyrzucenie do drugiego pokoju dziecka, które rozrabia, nie daje nam pracować, ani pogadać z gośćmi, aby sie uspokoiło, czym innym jest time out dla dziecka, które wpadło w histerię, bo wiadomo, ze tylko tak sie je uspokoi, a czym innym tępienie złości jako takiej - bo do tego ludziom służy "karny jeżyk" itd.
              Poza tym dzieci są różne. Jeden raz w życiu wysłałam moją dwulatkę na korytarz, aby tam się uspokoiła. Nie ośmieliłam sie tego zrobić nigdy więcej. Dziecko poczuło się tak odrzucone, ze słowo daję, mniej by mu zaszkodziło lanie.
              • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:18
                verdana napisała:

                > Time out jest dobry, gdy dziecko się nakręci i samo ma ze sobą problem.
                > czeć, bo jest sfrustrowane. Innymi słowy, będą uczyli dziecko, ze ma nie wyraza
                > ć silnych emocji. Nie podoba mi sie to. Czym innym jest wyrzucenie do drugiego
                > pokoju dziecka, które rozrabia, nie daje nam pracować, ani pogadać z gośćmi, a
                > by sie uspokoiło, czym innym jest time out dla dziecka, które wpadło w histerię
                > , bo wiadomo, ze tylko tak sie je uspokoi, a czym innym tępienie złości jako ta
                > kiej - bo do tego ludziom służy "karny jeżyk" itd.
                > Poza tym dzieci są różne.

                No własnie dzieci są różne, już pisałam o tym, że moje starsze uspokajało się stojąc w kącie i mamrocząc do siebie, aż się wyzłościło i uspokoiło.
                A młodsze rozrabiające i nakręcające się w złości, na to samo polecenie rzucało się na ziemię i momentalnie wpadało w stupor i bezdech z płaczu. Trzeba go było wtedy mocno przytulać, trzymać, pozwolić się wypłakać w ramionach maminych bo tylko to łagodziło histerię i dopiero można było spokojnie porozmawiać. Z resztą każdy reaguje inaczej. Ja jak jestem bardzo zła to idę na dłuuugi spacer, żeby nie poprzegryzać domownikom tętnic. Mojemu mężowi złość mija szybciej i "stacjonarnie".
                • verdana Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:25
                  Do kąta posyłałam regularnie, ale kąt był "na widoku", innymi słowy, dziecko nie czuło się wyrzucone. Ukarane - tak, ale nie odepchnięte.
                  • aqua48 Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:44
                    verdana napisała:

                    > Do kąta posyłałam regularnie, ale kąt był "na widoku", innymi słowy, dziecko ni
                    > e czuło się wyrzucone. Ukarane - tak, ale nie odepchnięte.

                    U mnie też kąt był na widoku - w tym samym pomieszczeniu. A i tak moje młodsze dziecko czuło się tym kątem tak straszliwie nie wiem - upokorzone, zestresowane, przerażone, czy co tam jeszcze w duszy trzylatka gra, że stosowanie tej metody w stosunku do niego było bez sensu, bo zamiast wyciszać i uspokajać przynosiła totalnie odwrotny rezultat.
                  • vilez Re: Bea kar i nagród 31.05.15, 16:59
                    Przy pierwszym początkowo próbowałam zaprowadzać do łazienki (z zapalonym światłem i otwarty,mi drzwiami), żeby się uspokoił. Coś we mnie pękło, gdy zobaczyłam, że ... sam się zaprowadza. I już nigdy. Po prostu- nie. I nie było potrzeby- przy obu synach.
                  • quelquechose Re: Bea kar i nagród 05.06.15, 10:35
                    Posylanie do kata jest upokarzajace...
                    • verdana Re: Bea kar i nagród 05.06.15, 21:47
                      Dla dziecka tak naprawdę każda kara wymierzana przez osoby większe i silniejsze jest upokarzająca.
Pełna wersja