ola_dom
09.06.15, 13:43
Wątek wziął się stąd, że zorientowałam się niedawno, że o ile w jednej chwili jestem w stanie sporządzić długą listę tego, co "powinnam", o tyle, gdybym miała zrobić taką listę odnośnie tego, czego "chcę - pragnę" - o tyle byłoby mi o wiele trudniej....:/.
Olśnienie przyszło podczas rozmowy z moim facetem, kiedy wspomniałam mu o moim kolejnym "niespełnionym marzeniu z dzieciństwa". "Ziutek" już kiedyś zażartował, że moje dzieciństwo polegało chyba głównie na marzeniach. Oczywiście niespełnionych. I nie chodzi tu o jakieś niestworzone sprawy w stylu podróży na Księżyc czy choćby do Disneylandu - tylko o zwyczajne pierdółki.
Wygląda na to, że mimo że byłam bardzo zatroszczonym i zaopiekowanym dzieckiem, to jednak moje pragnienia i to, czego chciałam, nie były specjalnie brane pod uwagę. To nawet nie było tak, że mi wprost odmawiano czegoś, o co prosiłam. Chyba po prostu nie traktowano zbyt poważnie tego, co mi "się zachciało". W zasadzie nadal tak to właśnie traktuję - jako "zachcianki" czyli coś zbędnego, czy wręcz niewłaściwego. A chodziło raptem np. o pójście do parku na spacer - no ale po co iść do parku, skoro jest taki piękny ogród, w dodatku z moją własną piaskownicą, niezasikaną przez psy. W żadnym razie nie prosiłam o weekend w Barcelonie ani nawet nad polskim morzem.
Nie chcę za bardzo winić tutaj moich rodziców, bo i poświęcali mi czas, i troszczyli się o mnie, miałam ubrania, zabawki i jeździliśmy na wakacje - ale trochę mi żal, że tak rzadko brali pod uwagę to, czego ja sama bym chciała. Ale pewnie mieli poczucie, że o mnie dbają. No bo dbali, w żadnym razie nie mogę im zarzucić, że nie.
I wydaje mi się, że może także stąd wziął się mój wcześniejszy wątek - pytanie o to, na czym ma polegać "dbanie o siebie". Czyli na robieniu m.in. tego, czego CHCĘ. No właśnie...
Dość głupio mi, muszę przyznać, że tak trudno mi jasno i szybko określić, czego chcę. Dość dobrze wiem, czego nie chcę, ale czego pragnę - tu już rodzi się problem... I wciąż trudno mi się pozbyć uczucia, że są to niewłaściwe i zbędne "zachcianki".
ALE - cieszę się, że sobie to uświadomiłam, teraz będę się uczyć, że spełnianie swoich pragnień - albo wręcz zachcianek - nie musi być niczym złym ani nagannym.
Poza tym - postanowiłam zrobić listę tego, co chcę. I tego, co chciałam w dzieciństwie, ale nigdy nie zostało spełnione (jak np. ugotowanie potrawy, o której przeczytałam w książce, a którą moja mama uznała za niedorzeczną - przecież mogę sobie ją ugotować sama!). Bo, jak się zorientowałam, z-a-p-o-m-i-n-a-m o tych pragnieniach. Jak np. o tej potrawie - terapeutka mnie spytała, dlaczego do tej pory jej nie ugotowałam - no bo zapomniałam.....:/.
To takie trochę szkolne zadanie, ale skoro nie zostało odrobione, to może trzeba je odrobić jak w szkole?
I jeszcze druga kwestia w tym wątku - zorientowałam się, że o wiele lepiej znoszę to, co "muszę", niż to, co "powinnam". I nad tym muszę się jeszcze zastanowić, dlaczego tak. Pewien trop nasunął mi dawniejszy wpis marsylvik o manipulacji - że w obszarze spraw, które "powinniśmy" najprawdopodobniej podlegamy manipulacji. Może dlatego?