Znajomości, przyjaźnie, związki

10.06.15, 20:28
Nawiążę do sąsiedniego wątku, który zainspirował mnie do napisania, bo też mam pretensje od męża o brak znajomych i robi się z tego sporo kwasu między nami.

Moj typ relacji z ludzmi określiłabym "jakość ponad ilość", przez wiekszosc życia mialam kilku, ale za to bardzo bliskich przyjaciół, z ktorymi tworzylam głębokie, znaczące więzi.
Mój maz ma odwrotnie, szerokie grono luźnych znajomych, ale nie ma i raczej nigdy nie miał takich prawdziwych bliskich przyjaciol na śmierć i życie.

Przez pierwsze 2-3 lata zwiazku nie bylo problemu, ogromna fascynacja, jak najwiecej czasu chcieliśmy spędzać razem i bylismy co do tego zgodni, inni ludzie zeszli tymczasowo na dalszy plan.
W jego poprzednim zwiazku, ex męża byla typową ekstrawertyczką, gwiazda towarzystwa, łatwo nawiazywala nowe znajomosci, wszyscy ją uwielbiali od pierwszego spotkania.
Mąż twierdzi, że mimo iż poczatkowo atrakcyjne, na dluzsza metę było to meczace, rywalizacja o uwage znajomych, brak spokojnego czasu tylko we dwoje. Na randki czy romantyczne wyjazdy ona zawsze ciągnęła ze sobą stada znajomych.
Ja jestem zupełnym przeciwieństwem. I o ile mi jest z tym całkiem dobrze, i o ile mężowi na początku zdawało się to odpowiadać, to teraz zaczyna mieć do mnie jakieś dziwne zarzuty odnośnie mojego stylu relacji z ludźmi.
Wydaje mi sie, że mezowi zaczyna brakowac bogatego zycia towarzyskiego a odkąd nie ma ex gwiazdy towarzystwa to zrodlo znajomych i bujnego zycia towarzyskiego wyschlo.
Z jednej strony mąż mowi, ze zazdrosci mi moich bliskich relacji, tego o czym moge ze swoimi przyjaciółmi rozmawiać. A z drugiej strony rozmienia swoj czas i energie na drobne dla ludzi, ktorzy sa tylko po prostu znajomymi, z ktorymi ma malo wspolnego, którzy dzwonią do niego tylko wtedy gdy czegoś chcą.

Mamy kilka zaprzyjaznionych par, z ktorymi sie spotykamy, chodzimy do kina, wyjezdzamy za miasto itp. Nie nazwałabym tych ludzi przyjaciółmi, to raczej właśnie tacy luźniejsi znajomi męża, z którymi jakoś tak się zbliżyliśmy.
I tu dochodzimy do sedna, bo mi coraz bardziej zaczyna przeszkadzac sposob w jaki maz stara się te znajomosci podtrzymywac.
Ciagle robimy tym znajomym jakies przyslugi, ciagle pomagamy, gdzies wozimy, cos pozyczamy, dajemy i to zdaje się być esencją i motorem tych relacji.

Konkretnie wyglada to na przyklad tak: umawiamy się ze znajomymi do kina. To my kupujemy bilety, przywozimy, odwozimy. Czesto nie dostajemy nawet zwrotu pieniedzy za bilety znajomych. Ja nie rozumiem dlaczego dorosli, 30-kilku letni ludzie nie moga sami do kina dotrzec i sami z niego wrocic. Albo dlaczego następnym razem to oni nie kupią biletów dla całej czwórki i nie podjadą po nas.
Jak wyjezdzamy na weekend to zawsze naszym samochodem (chociaz znajomi tez maja samochody). Zajezdzamy po znajomych pod dom, nawet jesli jest to zupelnie nie po drodze. Nigdy nikt nie dorzuca sie do benzyny (mąż i tak by nie wziął)
Jesli wracamy skads wspolna taksowka to zawsze my placimy.
Jak jest wspolna impreza to najczęsciej w naszym domu. My organizujemy jedzenie, alkohol, my po imprezie sprzatamy. Mąż wścieka się na mnie jeśli zasugeruję, że może znajomi by przynieśli jakąś sałatkę, deser, wino, skoro impreza zbiorowa. Jesli impreza jest u znajomych to moj maz nalega, ze musimy pojsc z czyms (cos ugotowac, przyniesc alkohol).
To u nas ciagle ktos nocuje, to od nas ciagle sie cos pozycza, to u nas przechowuje swoje rzeczy, itp itp....

Dla jasnosci, to nie jest tak, ze znajomi sie od nas tego wszystkiego domagaja. To mąj wspaniałomyślny mąż zawsze wyskakuje przed szereg. Czesto wielokrotnie nalega, żeby jego ofertę przyjac. To moj maz zawsze pierwszy sięga po portfel przy wspólnych wyjściach/wyjazdach. Mąż nie ma najmniejszego problemu by zmieniac/dostosowywac/odwolywac NASZE wczesniejsze plany do potrzeb i wygody znajomych.

Jestem tym zmeczona i zaczyna mnie to coraz bardziej draznic, a z mezem za nic nie potrafie sie w tej kwestii porozumiec. Odnosze wrazenie, ze te nasze niby- przyjaznie sa strasznie jednostronne i czesto jestesmy traktowani jak jelenie czy sponsorzy.
To my zazwyczaj inicjujemy spotkania, wspólne wyjścia. Oni dzwonią do nas zazwyczaj jak czegoś od nas potrzebują. Mąż zdaje się tego zupełnie nie widzieć i czasem wydaje mi się, że jest gotów kazdemu znajomemu rozwijac czerwony dywan pod stopami za wszelka cenę.

Dla mnie zachowanie meza wydaje sie nadmiarowe i desperackie. On uwaza, ze to ja jestem skąpa, nie umiem obchodzic sie z ludzmi, ciagle ludziom czegos żałuje (i to dlatego mam tak mało znajomych!)
Nie pytam nawet kto ma racje bo zdaje sobie sprawe, ze to kwestia subiektywna.
Ale jak znalezc kompromis? Jak sie porozumiec? Trudno przecież żyć razem i prowadzić kompletnie odrębne życie towarzyskie.
    • froshka66 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 10.06.15, 21:14
      Może na wyrost, ale jak ja to widzę, to nie problem w znajomych, tylko, w wielkiej potrzebie zaskarbiania sobie uwagi i sympatii innych przez twojego męża.
      Takie „zasługiwanie” sobie na to co jego zdaniem on „nie zasługuje, bo jest gorszy”
      Tak jakby „czul się gorszy” i zawsze „ był zaszczycony” , że może pomóc innym – a nie był na równi z nimi.
      Dopóki mąż tego tak nie zobaczy, nie popatrzy z boku i nie uświadomi sobie problemu – nic z tym nie zrobisz. Jak będziesz starać się to hamować – to tylko się dowiesz, że jesteś skąpa, bo twój maż MUSI ”zapracowywać„w ten sposób na sympatie innych.
      I wcale bym sie nie dziwiła, gdyby do kompletu zawsze był uczynny , szarmancki i mówił same komplementy tym znajomym, mocno przesadzone i nadmiarowe, umniejszając przy tym swoje i twoje osiagniecia

      • alpepe Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 10.06.15, 21:55
        podpisuję się.
        • triss_merigold6 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 10.06.15, 22:06
          I ja też.

          Dorzucę uwagę: jeśli w rodzinie autorki pojawi się dziecko, to mąż będzie swoje potrzeby uwagi, akceptacji i bycia fajnym realizował nadal, kosztem czasu, energii i kasy dla autorki i dziecka.
      • pade Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 10.06.15, 22:36
        I ja też:)
    • kachaa17 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 10.06.15, 22:03
      Też mi się wydaje, że twój mąż czuje, że musi zabiegać o innych. Być może myśli, że sam w sobie nie jest na tyle ciekawy, ważny i atrakcyjny dla innych, że go cenili za samo jego towarzystwo. To raczej jest głębszy problem i nie wiem czy uda ci się go mężowi uświadomić. Wg mnie twoje oczekiwania co do znajomych są całkiem naturalne, raz wy płacicie raz oni.
      A tak na marginesie to bardzo podoba mi się twój styl pisania.
      • polnaro Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 10.06.15, 22:41
        Też uważam, że zachowanie męża jest przekupywaniem znajomych, a efekt może być bardzo różny od oczekiwanego, bo jeśli znajomi przyjmują 'sponsoring' bez próby rewanżu, to jest trochę dziwne.

        Nie wyobrażam sobie takich zachowań u swojego męża, owszem sporadycznie jest to nawet sympatyczne, ale regularne dopieszczanie znajomych?
        Miałam takiego dziadka, ojciec opowiadał, że w domu było biednie przez cały rok, a on potrafił całą swoją rodzinę, bardzo liczną, gościć przez całe lato u siebie na wsi i tylko wtedy jadało się do syta. Każdy obcy zawsze otrzymał to o co prosił, a jego własne dzieci nie miały na podręczniki. Babcia niewiele miała do powiedzenia, ale to było bardzo dawno. Wtedy za taką szczodrobliwość ogólnie go szanowano, teraz raczej można zdobyć miano naiwnego.
        • salsa.lover Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 00:41
          Tak, mam świadomość, że źrodło jest gdzieś głębiej. Mąż kiedyś się wygadał, że u nich w domu tak było. Matka zawsze miała do ojca pretensje, że bardziej był zajęty pomaganiem kuzynowi, koledze z pracy, niż zrobieniem tego o co ona go prosiła. W domu o nic się go nie można było doprosić, za to dla znajomych i rodziny zawsze miał czas i robił z własnej inicjatywy.

          Nie wiem czy to wynika z niskiej samooceny i potrzeby zasłużenia. Raczej myślałam w kierunku "zaoopiekowania się" wszystkim i wszystkimi, zorganizowania wszystkiego dla innych i za innych, podania gotowego. Mąż często tłumaczy to tym, że przecież tak wypada, albo że nam przecież nic od tego nie ubędzie. Rzeczywiście często nic nam nie ubywa od tego. Jak jedziemy za miasto to i tak spalamy tę samą benzynę, więc wzięcie dodatkowych dwóch osób do samochodu nie kosztuje. Podrzucenie kogoś do domu po kinie też nie kosztuje.
          Wygląda, że znajomi chyba z czasem niejako poczuli się zwolnieni z potrzeby rewanżu. Zresztą jak pisałam, mąż by tego i tak nie przyjął.
          My w zasadzie nigdy nikogo o nic nie prosimy, oboje tak mamy, że od małego wbijano nam w głowę, że trzeba radzić sobie samemu, liczyć na siebie itp. Więc zawsze jesteśmy jakoś tak zorganizowani, że na nikogo nie musimy liczyć ani nikogo o pomoc prosić.
          Znajomy ostanio pożyczał od męża dość drogie narzędzia do majsterkowania. Mój mąż natomiast nigdy by takich narzędzi od nikogo nie pożyczył, tylko poszedłby i sobie kupił. To nawet nie kwestia pieniędzy, tylko mentalności.
          Próbowałam o tym z nim rozmawiać, ale niestety za każdym razem kończyło się porażką i złością męża. Pomysł, że kupuje sobie znajomych wydał mu się niedorzeczny i obraźliwy. Długo mi tego nie mógł wybaczyć. On uważa, że tak właśnie się postępuje, że tak jest właściwie.
          Niedawno użyczyliśmy pokoju koledze męża, który przyjechał do naszego miasta. Miało być na tylko na 4-5 dni. Koniec końców kolega mieszkał u nas dobry miesiąc za darmo, jadł nasze jedzenie, korzystał ze wszystkiego w domu. I mieszkałby jeszcze dłużej gdyby nie mój stanowczy sprzeciw.
          Kolega zanim do nas przyjechał ostatni raz rozmawiał z mężem jakieś trzy lata wcześniej. Odezwał się bo potrzebował kąta do spania. Odkąd się wyprowadził pół roku temu ani razu do męża nie zadzwonił. Mąż z jednej strony czuł się wykorzystany, był zły na kolegę. Ale jednocześnie miał wyrzuty sumienia, że nie pozwoliliśmy mu dłużej u nas mieszkać!

          I jeszcze do triss, tak, dokładnie tego się obawiam, że ta uległość i chęć "usługiwania" znajomym bardzo mnie martwi w perspektywie rodziny, dzieci. Ale jeśli mu cokolwiek o tym mówię to wychodzę na wredną samolubną jędzę, która nie chce ludziom pomagać. On zdaje się kompletnie nie widzieć potrzeby jakiejś równowagi w zaspokajaniu potrzeb obcych ludzi.
          • marsylvik Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 07:37
            salsa.lover napisała:

            > Mąż z jednej strony czuł się wykorzys
            > tany, był zły na kolegę. Ale jednocześnie miał wyrzuty sumienia, że nie pozwoli
            > liśmy mu dłużej u nas mieszkać!

            Moim zdaniem to nie jest kupowanie sobie znajomych. To tak wygląda, ale raczej nie jest przyczyną, motywacją. Stąd może wynikać trudność w rozmowie z nim o tym. On może się zupełnie słusznie oburzać na tak niesłuszny zarzut :)

            Według mnie to raczej problem stawiania cudzych potrzeb ponad swoimi oraz zaburzonych granic także w innych dziedzinach. Jak u męża z asertywnością w pozostałych sytuacjach?

            Te zaburzone granice objawiają się klasycznie, problemami z asertywnością, czyli mąż choć czuje się źle będąc wykorzystany, to jednocześnie nie potrafi odmawiać, nie czuje prawa do obrony swoich granic. Dodatkowe zaburzenie granic jakie tu widzę to tak jakby włączenie Ciebie w obręb swoich. Ponieważ Ciebie (pewnie innych najbliższych w przeszłości i przyszłości podobnie) traktuje tak jakbyś była częścią jego samego, to może pomagać innym nie tylko swoim, ale i Twoim kosztem. Być może czuje się również nadmiernie odpowiedzialny za Ciebie.

            > I jeszcze do triss, tak, dokładnie tego się obawiam, że ta uległość i chęć "usł
            > ugiwania" znajomym bardzo mnie martwi w perspektywie rodziny, dzieci. Ale jeśli
            > mu cokolwiek o tym mówię to wychodzę na wredną samolubną jędzę, która nie chce
            > ludziom pomagać. On zdaje się kompletnie nie widzieć potrzeby jakiejś równowag
            > i w zaspokajaniu potrzeb obcych ludzi.

            Chyba rzeczywiście granice...
            Przed następną rozmową poczytaj trochę na ten temat. I pomyśl przy okazji o własnych, zacznij je wyraźnie pomiędzy sobą i mężem zaznaczać, kiedy on jest szczodry także w Twoim imieniu.
            zwierciadlo.pl/2013/psychologia/zrozumiec-siebie/stawianie-granic
            motyl.wordpress.com/2008/12/17/granice-psychologia/
            www.psychologia.edu.pl/czytelnia/129-by-rodzicem/1422-pare-slow-o-granicach.html
            Może on też zechce poczytać...
            • salsa.lover Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 20:17
              marsylvik napisała:


              > Według mnie to raczej problem stawiania cudzych potrzeb ponad swoimi oraz zabur
              > zonych granic także w innych dziedzinach. Jak u męża z asertywnością w pozostał
              > ych sytuacjach?


              Mąż zdecydowanie ma problem z granicami, ale to jest bardzo wybiórcze. W większości sytuacji jest bardzo stanowczy i zdecydowanie asertywny. Odnosi sukcesy w pracy i swoim hobby. Ta "słabość" objawia się jakby tylko w stosunku do znajomych i rodzeństwa. Czyli ludzi na których mu zależy.

              Myślę, że jest to pewnym przeniesieniem z dzieciństwa. Typowo jak w sporej ilości polskich rodzin tatuś był raczej z tych mało obecnych i zaangażowanych, więc syn stał się dla matki zastępstwem. To mąż jako nastolatek był za bardzo wiele spraw w domu odpowiedzialny, to z nim, nie z mężem matka wiele spraw omawiała i decydowała, co dla mnie jest jakimś absurdem. Mąż to typowe dziecko, które weszło w rolę rodzica swoich własnych rodziców. Myślę, że to właśnie stąd się bierze to jego spychanie potrzeb własnych na plan dalszy. Mąż zawsze radził sobie i dodatkowo musiał (i wciąż musi) wspierać rodziców (którzy, żeby nie było są jak najbardziej sprawni, zdrowi, pracują itp)
          • kachaa17 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 09:04
            Niedawno skończyłam terapię grupową i jedna z uczestniczek miała podobny problem z kuzynem. Tzn. Kuzyn jej męża miał się u nich zatrzymać na trochę a został z miesiąc. Ona robiła mu kanapki, sprzątała pokój i prała!!! My wszyscy jednym głosem mówiliśmy, że to jest wykorzystywanie, że musi coś z tym zrobić. Ona czekała aż mąż z nim porozmawia. W kocu gość się wyprowadził. Przez ten przykład chcę ci pokazać, że to twoja reakcja i oczekiwania są słuszne. Tylko jak przekonać do tego męża? Może spróbuj odwracać sytuację i pokazywać mężowi, że skoro tak trzeba innym pomagać to czemu wam nikt nie pomaga? Poza tym normalnie to takie sytuacje powodują zobowiązanie. Jeśli jedna osoba daje drugiej dużo to powstaje psychiczny dług. A to nie jest zdrowe dla relacji. Jeśli twój mąż nie przyjmuje pomocy czy rewanżu od innych osób to te osoby mogą czuć się obciążone i nie chcieć mieć później kontaktu. Przynajmniej część osób bo wiadomo, że wykorzystywacz to raczej będzie zadowolony.
            • ola_dom Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 09:31
              kachaa17 napisała:

              > Poza tym normalnie to takie sytuacje powodują zobowiązanie. Jeśli jedna osoba daje drugiej
              > dużo to powstaje psychiczny dług.

              No właśnie - i to jest odpowiedź na pytanie "co nam ubędzie?". Kasy nie ubędzie. Ale zabraknie równowagi w relacjach.
              • salsa.lover Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 19:55
                ola_dom napisała:
                >
                > No właśnie - i to jest odpowiedź na pytanie "co nam ubędzie?". Kasy nie ubędzie
                > . Ale zabraknie równowagi w relacjach.
                >

                Oraz to ciągłe poczucie bycia wykorzystywanym i zastanawiania się czy ci ludzie się z nami przyjaźnią bo nas lubią, czy dlatego, że jest im z nami po prostu wygodnie.
            • pade Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 11:58
              "Ona" mogła powiedzieć mężowi: chcesz mieć gościa, obsługuj go sam. Pierz, sprzątaj, gotuj, zawoź, przywoź, etc.
              I to bym poleciła autorce wątku: nie pozwalać na wciąganie przez męża w zachowania, które jej nie odpowiadają. Chce płacić, niech on płaci. Chce przywieźć czy zawieźć niech jedzie sam. Tak, to głupio wygląda. Ale skuteczność jest ważniejsza w tym przypadku.
              Mąż autorki swoje przekonania przenosi również na nią. Uważa, że ona, tak jak on powinna "kupować" sobie znajomych.
              Trochę dziwne jest, że autorka na to pozwalała do tej pory. Jeśli tłumaczenie nie pomagało, dostosowywała się. Zabrakło odwagi, żeby się wyłamać. Zachowaniem pokazać, że nie ma na to zgody.
              Autorko: Twoje nie chcę, jest tak samo ważne jak męża chcę. Uświadom mu to, i albo się dogadacie, albo oddziel się od niego w kwestiach towarzyskich.
              • salsa.lover Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 20:09
                pade napisała:

                > I to bym poleciła autorce wątku: nie pozwalać na wciąganie przez męża w zachowa
                > nia, które jej nie odpowiadają. Chce płacić, niech on płaci. Chce przywieźć czy
                > zawieźć niech jedzie sam. Tak, to głupio wygląda. Ale skuteczność jest ważniej
                > sza w tym przypadku.


                Wierz mi, że tak robię. I to właśnie głównie wywołuje w mężu pretensje do mnie. "Bo jak to wygląda". "Dlaczego ich nie lubisz" Zarzuca mi, że jestem nieuprzejma wobec gości, że ciągle bym tylko wszystko wyliczała, kto ile dla kogo zrobił.
                Gdy mąż płaci, płaci teoretycznie ze swoich pieniędzy. Gdy proponuje komuś podwiezienie, to jedzie sam. Ale czasem nie ta się tego zwyczajnie rozdzielić tak jak w przykładzie z weekendowymi wyjazdami, kiedy to my musimy zrywać się o świcie, żeby znajomych odebrać spod domu, albo dostosowuje nasze plany do wygody znajomych.
                W pewnym momencie zaczęłam przejmować kontrolę nad organizowaniem imprez, spotkań wyjazdów i np zarządzałam, że na wspólnego grila panie przynoszą sałatki. Maż wówczas czepia się mnie, ma pretensję i właśnie wyskakuje z komentarzami, że ja nie umiem obchodzić się z ludźmi, dlatego nie mamy zbyt wielu znajomych.


                > Mąż autorki swoje przekonania przenosi również na nią. Uważa, że ona, tak jak o
                > n powinna "kupować" sobie znajomych.
                > Trochę dziwne jest, że autorka na to pozwalała do tej pory. Jeśli tłumaczenie n
                > ie pomagało, dostosowywała się. Zabrakło odwagi, żeby się wyłamać. Zachowaniem
                > pokazać, że nie ma na to zgody.

                No i właśnie w tym jest trudność. Dla męża moje "nie chcę" jest oznaką niechęci do jego znajomych, nietowarzyskością, skąpstwem, wyliczaniem ludziom przysług i zasług.
                Jeśli ja nie chcę, żebyśmy za każdym razem odwozili po kinie znajomych do domu to co mam zrobić? Wracać z kina sama autobusem? Nie iść z nimi do kina wogóle? Przecież nie zrobię przy ludziach sceny, że ich nie odwieziemy. Mam jednak jakieś minimum manier.
                Uzgodnić wcześniej też trudno bo albo będzie awantura albo mąż i tak potem zaproponuje mimo mojego sprzeciwu.
            • salsa.lover Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 19:54
              kachaa17 napisała:

              > i pokazywać mężowi, że skoro tak
              > trzeba innym pomagać to czemu wam nikt nie pomaga?

              Próbowałam, tylko właśnie problem w tym, że my nigdy tej pomocy nie potrzebujemy czy nie oczekujemy. Tak jak w tym przykładzie z narzędziami. Mąż bardzo rzadko zwraca się z prośbą o pomoc do kogokolwiek, w zasadzie jak sięgnę pamięcią to trudno jest mi znaleźć nawet jakikolwiek przykład. Wiele razy o tym z mężem w ten sposób rozmawiałam i starałam się zaakcentować, że jak to jest, że nas nikt nigdzie nie wozi, nam nikt nie wyświadcza przysług.


              Poza tym normalnie to takie
              > sytuacje powodują zobowiązanie. Jeśli jedna osoba daje drugiej dużo to powstaj
              > e psychiczny dług. A to nie jest zdrowe dla relacji.

              Zgadzam się absolutnie i mam świadomość tego mechanizmu. Mąż nie wierzy w jego prawdziwość. On uważa, że takie przysługi to normalne bycie miłym dla ludzi.
              • triss_merigold6 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 20:29
                To nie jest normalne bycie miłym dla ludzi, to jakaś dziwna forma gościnności, służalczości, nadskakiwania.
                Nie ryzykowałabym dziecka z facetem, ktory ma tak ustwione priorytety i nie liczyła na to, że się zmieni. Twój mąż ma wiekszy problem niż potrzeba bycia wodzirejem i kaowcem.
                • anula36 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 21:22
                  Tak, mam świadomość, że źrodło jest gdzieś głębiej. Mąż kiedyś się wygadał, że u nich w domu tak było. Matka zawsze miała do ojca pretensje, że bardziej był zajęty pomaganiem kuzynowi, koledze z pracy, niż zrobieniem tego o co ona go prosiła. W domu o nic się go nie można było doprosić, za to dla znajomych i rodziny zawsze miał czas i robił z własnej inicjatywy.

                  Wyglada na to ze musisz sie szykowac na powtorke z rozrywki, tym bardziej ze jak widac maz sie z twoim zdaniem malo liczy:

                  Uzgodnić wcześniej też trudno bo albo będzie awantura albo mąż i tak potem zaproponuje mimo mojego sprzeciwu.

                  skubie tez wasze wspolne gospodarstwo z kasy skoro nie pilnuje zwrotow za zakupione bilety , czy urzadza gratisowe imprezy a jednoczesnie dotuje imprezy na ktore chodzicie, czy stawia zawsze taksowke doroslym pracujacycm jak wy ludziom.


                  Triss lubi skrajnosci,ale faktycznie teraz kiedy oboje pracujecie, zarabiacie i jestescie niezalezni to sie da przezyc,a jak kiedys bedziecie miec dziecko? dwoje? bedziesz miec jakas przerwe w pracy i zarobkach?
                  czy takie wieczne stawianie otoczenia nad wlasna rodzine nie wykonczy Cie ktoregos dnia?
                  Jesli zyje sie glownie dla znajomych to po co sie w ogole zenic?
                  Moze zrobcie maly eksperyment, przez 10 dni nie kontaktujcie sie z tymi "przyjaciolmi "meza i zobaczycie czy ktos sie odezwie? moze to da mezowi do myslenia?
                  Bo raczej mniej ta sytuacja nie bedziesz umowrdowana niestety:(
                  • anula36 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 11.06.15, 21:47
                    a moze udaloby sie meza naciagnac na mediacje? Zeby w obecnosci osob trzeciej, na spokojnie wyluszczyc Wasze racje i sprobowac sie spotkac posrodku?
                  • martishia7 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 12.06.15, 10:47
                    > Triss lubi skrajnosci,ale faktycznie teraz kiedy oboje pracujecie, zarabiacie
                    > i jestescie niezalezni to sie da przezyc,a jak kiedys bedziecie miec dziecko? d
                    > woje? bedziesz miec jakas przerwe w pracy i zarobkach?

                    Takie osoby potrafią mieć w późniejszym okresie życia taka tendencję, że pojadą kuzynowi szwagra brata kolegi na drugi koniec miasta wkręcić śrubkę, ale w chacie nie mogą się zebrać, żeby wymienić żarówkę. Koszmar do życia.
                    • triss_merigold6 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 12.06.15, 11:18
                      Fatalna dystrybucja zasobów. W praktyce - brak dbania o rodzinę. Tacy panowie są nawet gorsi, niż gdyby ich nie było, bo pomagają/sprawiają przyjemność innym kosztem domowego (wspólnego) budżetu i kosztem komfortu życia żony i dzieci.
                      • martishia7 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 12.06.15, 11:24
                        I jeszcze robi złudne wrażenie, że niby jest. Serdecznie nie znoszę tego typu.
                        • ola_dom Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 12.06.15, 11:27
                          I jeszcze ma pretensje, że nie podzielasz jego entuzjazmu, nie wpadasz w zachwyt nad tym, jaki jest szczodry, przyjacielski, wspaniałomyślny i w ogóle. Znajomi i przyjaciele "ach, jak doceniają", a Ty tylko zrzędzisz i egoistycznie chciałabyś wszystko dla siebie...
                    • salsa.lover Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 13.06.15, 01:51
                      martishia7 napisała:

                      > Takie osoby potrafią mieć w późniejszym okresie życia taka tendencję, że pojadą
                      > kuzynowi szwagra brata kolegi na drugi koniec miasta wkręcić śrubkę, ale w cha
                      > cie nie mogą się zebrać, żeby wymienić żarówkę. Koszmar do życia.

                      Alez nie popadajmy w skrajnosci. Tego akurat mezowi nie moge zarzucic. I musze mu tutaj oddac sprawiedliwosc, bo nie jest tak, ze w domu nic nie zrobi a dla innych wszystko. Maz dba o dom, lubi majsterkowac. Bierze czynny udzial w domowych obowiazkach. Wiec i tu kolejny argument wypada mi z reki, bo maz nie zaniedbuje np zadan w domu. Przynajmniej do tej pory to nie mialo miejsca, a mieszkamy razem od 5 lat.
                      Oczywiscie ze na starosc MOZE sie stac taki jak jego ojciec, ale nie demonizujmy, inaczej juz w przedbiegach trzeba by skreslac kazdego faceta, ktorego rodzice maja jakies zle cechy.

                      Ja szukam rady i rozwiazania co z tym zrobic na dosc wczesnym etapie wspolnego zycia, gdzie zakladam jest jeszcze czas na jakies negocjacje, ustalanie regul. Nie wydaje mi sie, zeby to byl wystarczajacy powod do rozwodu.
                      Nie chce tez na sile probowac meza zmieniac, bo wiem, ze to niemozliwe. Nie zmieni sie drugiego czlowieka. Wierze natomiast, ze to co moge zmienic to moje nastawienie, moje zachowanie, a to sila rzeczy bedzie musialo pociagnac jakas zmiane w mezu.
                      • martishia7 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 15.06.15, 10:25
                        Absolutnie nie pisałam tego z myślą "pisz pozew", raczej po prostu sugerowałabym być wyczuloną na tego typu zachowania, żeby się zorientować na czas i ucinać w zarodku. Prawdopodobnie chwila sprawdzenia przyjdzie, kiedy urodzi Wams się dziecko.
              • koralka32 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 12.06.15, 11:57
                Miałam podobnie. Opiszę dwie sytuacje.
                Mieliśmy znajomych i wydawało mi się, że świetnie się dogadujemy...ale do czasu. Zauważyłam w pewnym momencie, że to oni głównie do nas przyjeżdżają. W okresie letnim to nawet co tydzień i siedzą do naprawdę późnych godzin albo nawet nocują. Na okolicznościowe imprezy byli również zapraszani i chętnie przyjeżdżali. Tak sobie żyliśmy aż zauważyłam, że to jest jednostronne. Kiedyś z tą koleżanką byłyśmy z dziećmi na basenie. Po skończeniu zajęć dzieci ona pyta co robimy z ewidentną nutą w głosie, że najlepiej do mnie na grilla, obiad czy coś takiego. Zaproponowałam więc wspólne zakupy bo nieprzygotowana na gości jestem. W sklepie nawet nie zapytała czy się dopłacić bo o wyjęciu portfela nie wspomnę.
                Bardzo często także powtarzała abym dzwoniła do niej ale ile można wykonać telefonów z zapytaniem co słychać jak ktoś mną się nie interesuje? W pewnym momencie przestałam dzwonić i wiesz co? Od czterech lat nie mamy kontaktu. Nie zainteresowała się w ogóle co się stało? Przykre ale prawdziwe.
                Inni znajomi to z kolei byli mniej natarczywi ale jak mąż wychodził z propozycją odwiedzin (oni mieszkają w innym mieście) to chętnie nas odwiedzali. My u nich nigdy nie byliśmy. Sytuacja sięgnęła kuriozum, kiedy wracając z wakacji przejeżdżaliśmy przez ich miasto i zadzwoniłam z pozdrowieniami. Nawet nie zająknęli się by wpaść na kawkę...zupełnie nic. Ja takich rzeczy potrzebuję by wiedzieć, że ktoś mnie szanuje, liczy się ze mną. Ponadto gdyby ktoś znajomy tak zrobił to od razu bym zaprosiła z radością na tą kawkę biorąc pod uwagę, że sporo czasu się nie widzieliśmy. Ale widocznie inni nie potrzebują więc znajomość się skończyła.
                Mam jeszcze innych parę przykładów ale nie będę tu opisywać. Generalnie zanim mój mąż zrozumiał, że coś jest nie tak musiało wydarzyć się naprawdę bardzo wiele przykrych.
                Bardzo długo i zresztą teraz mam takie chwile, że zastanawiam się dlaczego przyciągamy takich ludzi. Być może dlatego, że mąż lubi towarzystwo i jak się coś dzieje u nas w domu.
                Na koniec napiszę, że bardzo ograniczyłam liczbę znajomych i mam już w zasadzie takich, którymi ja się interesuję, pomagam itd i oni również ze mną chcą utrzymywać znajomość. Ale to była droga przez mękę. Brak zgodności z mężem, jego wieczne naskakiwania na mnie aż w końcu wydarzyło się coś co kazało mu inaczej spojrzeć na relację z ludźmi, którzy są w naszym otoczeniu. Choć ma do mnie żal do tej pory, że "przeze mnie" musiał to odkryć :)
                A "znajomym", z którymi nie mam kontaktu życzę powodzenia w życiu i modlę się by już nie stanęli na mojej drodze bo to było wykorzystywanie mojej dobroci.
          • adenium42 Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 12.06.15, 14:19
            Myślę że to właśnie brak równowagi w relacjach międzyludzkich powoduje, że stają się one jednostronne. Nikt nie lubi mieć długów wdzięczności wobec innych. Jest to źródłem skrępowania i poczucia winy. Z tego wynika też niechęć do podtrzymywania kontaktów, wycofanie się z takich relacji, w których trudno się zrewanżować z różnych względów. Szanujemy sobie kontakty z ludźmi w których relacje są proporcjonalne, zrównoważone, partnerskie, w których mamy wpływ na odgrywane przez siebie role. Dlatego mąż żeby podtrzymywać znajomości musi sam inicjować spotkania.

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 17.06.15, 01:46
      salsa.lover napisała:

      > Nie pytam nawet kto ma racje bo zdaje sobie sprawe, ze to kwestia subiektywna.
      > Ale jak znalezc kompromis? Jak sie porozumiec? Trudno przecież żyć razem i prow
      > adzić kompletnie odrębne życie towarzyskie.

      Zrozumiałam z Pani obszernego postu, że nie prowadzicie odrębnych żyć towarzyskich i na razie nic takiego Wam nie grozi. Prowadzicie życie towarzyskie takie jak lubi mąż i wspólnie w nim uczestniczycie. Oraz ( chyba ) Pani realizuje się w swoich wyszukanych przyjaźniach. Macie natomiast inne poglądy na takie życie. I na tym zasadza się problem. Ale on nie dotyczy życia towarzyskiego expressis verbis, a wzajemnych przeżyć na swój własny temat. Tego, co w sobie lubicie, a czego nie. Pani zwraca uwagę na zachowania męża, które ja nazwałabym narcystycznymi, a mąż zwraca uwagę na Pani zachowania, które ja nazwałabym unikające.
      Każde z Was patrzy na drugiego jak pobłażliwością, czując swoją wyższość. Ale sprawa dotyczy Was, Waszych wartości. Zycie towarzyskie jest jedynie areną, na której ten spektakl się rozgrywa.
      Nie warto zatem próbować realnie wpływać na zmianę zasad życia towarzyskiego. To może nic nie wnieść w rozwiązanie problemu. Warto zastanowić się, co Wam przeszkadza w takim realizowaniu swoich potrzeb: Pani bardziej introwertycznie, mąż bardziej ekspansywnie oraz lekko nadmiarowo. Z jakichś powodów jest to mu potrzebne. Czy to Pani trudno zaakceptować ? Czy Pani system "'jakość w zamian za ilość" uważa Pani za lepszy ? Warto zastanowić się nad tymi pytaniami . Może wtedy otworzy się do rozmowy, kiedy ten konkretny przykład zejdzie z pierwszego, trochę fasadowego, planu. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • paris-texas-warsaw Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 17.06.15, 17:10
        Tak jak Pani Agnieszka nazywa takie zachowania narcystycznymi, tak dokładnie typy związków Twojego męża (czyli z "gwiazdą" i z Tobą) opisywała w swoich wywiadach Danuta Golec (różne wywiady o ludziach narcystycznych, w Wysokich Obcasach albo Kochaj wystarczająco dobrze, o ile pamiętam). Jakbys sobie poczytała, to byś może zobaczyła, czy innych kłopotów z mężem nie masz, tam opisanych. Pierwszy typ związku - z poprzednią partnerką, to pewnie własnie związek dwóch takich narcystycznych osób (toczący się właśnie głównie poza domem, albo w otoczeniu osób trzecich), który być może w momencie, gdy jedna osoba była "za słaba" na stałą konkurencję, znalazła kogoś robiacego bardziej "za tło" (a poczatkowo za obiekt podziwiający etc. czyli Ciebie). Jednocześnie po jakimś czasie znowu zabrakło większej sceny i nawet zarzuty do Ciebie się pojawiły o brak zapewnienia szerszego towarzystwa (wg mnie zupełnie analogicznie, jak u mamy Oli-dom, która gdzies w watku obok pisała, że była oskarżana o to, że jest za mało towarzyska).
        Mnie osobiscie rodzaj "przyjaźni" męża by nie przeszkadzał sam w sobie, jakaś fortuna pewnie na to nie idzie, bardziej bym się przyjrzała tym kontaktom z rodziną (może chce być lepszy od rodzeństwa?).
        W ogóle uważam, że bardzo dobrze poczytac sobie o osobach narcystycznych, można u siebie zobaczyć pewne zachowania motywowane takimi cechami, ale można też rozumieć zachowania innych osób - one często umykaja normalnej logice, ale znając taką teorię są łatwo rozpoznawalne. Skoro Pani Agnieszka tak je ocenia, to ja na pewno bym się mężowi dokładnie przyjrzała i o tym poczytała. Kiedyś wydawało mi się, że np. Zuzi widzi takie osoby wszędzie, ale faktycznie takich zachowan (w różnych typach, natężeniach, etc.) jest bardzo dużo. Troche cieżko wejść w taki świat,bo wydaje się nie do konca realny (przynajmniej mnie), ale po jakimś czasie jest korzyść, bo jakaś część świata jest bardziej zrozumiała.
        • paris-texas-warsaw Re: Znajomości, przyjaźnie, związki 17.06.15, 17:16
          Co wg mnie jest znamienne, to samo wynurzenie Twojego męża, że po jakimś czasie "rywalizacja" o znajomych stała się nie do zniesienia. Osoby narcystyczne, jak gdzies przeczytałam, to osoby, które jako jedyne do pewnych rzeczy się przyznają, bo one w pewnych sprawach w ogóle nie czują obciachu:))) Samo powiedzenie czegoś takiego nowej partnerce (znaczy z Toba już nie musi konkurować:)), jest wg mnie "niezłym" tekstem.
Pełna wersja