furby7
11.06.15, 20:03
Dziewczyna lat 16, paczka znajomych z klasy i zaniepokojeni nią rodzice (paczka to generalnie taka trochę „alternatywna” licealna młodzież, dominująca wśród rówieśników, widoczna, choć wszyscy nieźle uczący się, oczytani i „w domu o 22.00”).
W pewnym momencie wybucha bomba – na jednej z wywiadówek wychowawczyni ujawnia, że w szkole istnieje „problem narkotykowy”. Podejrzenia padają m.in. na tę grupę nastolatków; rodzice dziewczyny (od zawsze nadopiekuńczy, a z drugiej strony tacy trochę „bojący się” jej) spanikowani.
Prawda wygląda tak, że grupa jako całość nie miała nigdy styczności z narkotykami (tylko dwie osoby spośród tych osób miały jakiekolwiek doświadczenia z marihuaną, ale indywidualne, poza tą paczką). Dziewczyna nigdy nie miała z tym kontaktu.
Rodzice nie wierzą w tłumaczenia, zaczynają obserwować dziewczynę, wreszcie zwierzają się z problemu jej starszemu bratu (typ bardzo autorytarny). Ten ma znajomości w policji i wspólnie ustalają z rodzicami plan „nastraszenia” grupy nastolatków. W rezultacie którejś nocy u dziewczyny pojawiają się funkcjonariusze, którzy „przesłuchują” ją i wyciągają informacje na temat jej „dziwnych” znajomych (są dobrze poinformowani). Panowie pojawiają się też w domu najbliższej przyjaciółki dziewczyny, która nie ma zbyt „wyrozumiałego” ojca i u niej sprawa kończy się straszną awanturą z biciem i późniejszymi sankcjami.
Rodzice omawianej dziewczyny niepewni, czy dobrze zrobili, brat, bardzo zadowolony akcji „wychowawczej”, przekonuje ich, że cel uświęca środki. Wszyscy przez lata grają swoją rolę.
Sprawę ujawnia brat po latach, i to z wielką dumą. Uważa, że nawet jeśli się pomylił i nastraszył niewinne osoby, na całe życie „wybił im narkotyki z głowy” – warto było na wszelki wypadek. Twierdzi że postąpiłby tak ponownie gdyby trzeba było. Zdziwiony, ze dziewczyna (kobieta już) ma pretensje o nieszczerość, nadal dumny ze swojej „opiekuńczej” postawy. "I w ogóle co takiego się stało".
Pytanie nie o postawę rodziców i ich nieudolności wychowawczej (rodzina ogólnie dysfunkcyjna), lecz o brata i jego stosunek do sprawy. Jak ułożylibyście sobie stosunki z taką osobą? Przyjęlibyście to że to był wyraz troski? Olalibyście sprawę jako banał, w rodzeństwie różne rzeczy się wybacza? A może żal i nieufność kobiety jest uzasadniona?
Przepraszam za długi post.