radi.anka
14.06.15, 17:12
Witajcie,
od roku jestem mężatką, znamy się z mężem od pięciu lat. Ja mam syna 12 lat z pierwszego małżeństwa, mieszka z nami. Mąż ma córkę 8 lat z pierwszego małżeństwa, która mieszka ze swoją mamą. Mój syn dobrze odnajduje się w sytuacji, dzięki staraniom wszystkich, również mojego byłego męża, z którym jesteśmy w poprawnych relacjach. Tym bardziej nie rozumiem tego, co dzieje się z byłą żoną mojego męża.
Od początku podeszłam do jego córki z ogromną sympatią. Dziewczynka pamięta wyłącznie związek swojego taty ze mną. Pięć lat temu córka rządziła tatą, zajmowała miejsce partnerki życiowej, a mój mąż był na każde zawołanie byłej żony, co mnie bardzo raniło. Wiążąc się na stałe ze mną, wiele swoich zależnych zachowań skorygował, np. przestał spędzać całe soboty u byłej żony w domu, nie rozmawiał z nią przez telefon w środku nocy, przestał spędzać Święta u jej rodziny itp. Tym bardziej, że ich relacje nie były serdeczne, a zbudowane na poniżaniu mojego męża. Moje relacje z jego córką były bardzo dobre. Nasze dzieci lubią się.
Od momentu, kiedy razem zamieszkaliśmy 4 lata temu, zaczął się koszmar, który trwa do dnia dzisiejszego. Jesteśmy stale nękani, a odbywa się to w "białych rękawiczkach" Nękanie polega na:
- okresowo występujących seriach głuchych telefonów do mnie z nieznanego numeru
- nieprzyjemnych smsach, wysłanych do mnie z telefonu dziecka (sugerując, że dziecko je pisze, bo mnie nie lubi)
- namawianiu, aby dziecko nie jadło u nas niczego, co gotuję; nie odzywało się do mnie albo używało obelg pod moim i ojca adresem
- dwukrotnym oskarżeniu, że biłam dziecko oraz regularnie znęcam się nad nim psychicznie
- zmuszaniu dziecka, aby bez przerwy siedziało tacie na kolanach i mówiło, że go kocha (jej mama w tym celu wymyśliła zabawę, kto więcej razy dziennie powie do taty "kocham cię"), całowała go w usta, szeptanie sobie do uszek wyznań miłosnych i tym podobne kompulsywne zachowania, które mnie oczywiście rażą i wywołują poczucie zazdrości. Wydaje mi się, że jeśli 8-latka całuje ojca w usta i siedzi na nim okrakiem, jest to niestosowne. Oczywiście rozmawiam z nim o tym, aby przy mnie był nieco bardziej powściągliwy, gdyż wobec mnie jest chłodniejszy. Niestety mój mąż nie umie dziecku niczego odmówić.
- opowiadaniu wspólnym znajomym, że rozbiłam ich małżeństwo (mąż był rok po rozwodzie, kiedy się poznaliśmy), oszczerstwa o mojej rodzinie i mnie samej
- zmuszanie mojego męża co jakiś czas do mediacji z byłą żoną u psychologa, u którego to głównym tematem rozmów jestem ja. Mąż daje mi do czytania notkę z mediacji. Krótko mówiąc: poniża mnie i żąda mojego zniknięcia z życia dziecka (męża). Ja nie poddaję się szantażom. Nie negocjuję z terrorystami.
Była żona zapowiedziała, że nie da nam nigdy spokoju i że nas zniszczy. Pomaga jej w tym jej rodzina oraz obecnie moja zmanipulowana teściowa. Nie ma tygodnia spokoju. Kilka razy w roku była żona szantażuje mojego męża, że nie zobaczy córki, dopóki nie spełni - on albo ja - absurdalnych żądań. W rezultacie czego mój mąż staje ciągle przed wyborem: ja albo córka. Postępuje różnie. Zdarza się, że nielojalnie wobec mnie.
Moja teściowa pomaga byłej żonie i jej rodzinie. Nie szanuje za bardzo swojego syna. Jej zachowanie ewoluuje: ośmieszała i szkalowała moją rodzinę, krzyczała na mojego synka (że powinien się wynosić z naszego mieszkania, bo on należy się córce mojego męża), próbowała zniszczyć samochód mojej mamy.
Ukoronowaniem nękania było to, że była żona mojego męża przyszła na nasz ślub. Zakłócała ceremonię pod pretekstem wcześniejszego odbioru córki. Natomiast w tygodniowej podróży poślubnej bez przerwy wydzwaniały na przemian z moją obecną teściową, wywołując w mężu poczucie winy, że nie zajmuje się dzieckiem.
Mąż widuje w tym roku dziecko sporadycznie (raz-dwa razy w miesiącu na 3 godziny). Obecnie trwa szantaż, że jego córka nie może się widywać ze mną ani moim synem, bo rzekomo pobiłam i znęcałam się nad nią psychicznie. Wmówili małej, że się mnie boi. Mąż ma widywać się z córką od okiem byłej żony. Nie wiem, jak potąpi mój mąż. Mówi, że przywiezie dziecko do domu... potem, że pójdzie z nią do kina... zostawiam mu decyzję, choć niestety moje zaufanie wobec niego spada drastycznie. Czuję, że jestem sama po jednej stronie, terroryści po drugiej. Mąż stoi na środku, a córka jest tu tylko przemiotem przetargu i ataku. Przedmiotem... :(
Niestety ustawia się pośrodku, robi tak, żeby chwytać dwie sroki za ogon: za wszelką cenę widywać dziecko oraz utrzymać nasz, nadszarpnięty mocno stresem, związek. Tłumaczy mi, że nie ma wpływu na to, jak zachowują się inni ludzie. Moim zdaniem tym samym godzi się na terrorystyczne zachowanie byłej żony i rodziny.
Ma bardzo chwiejną, zmienną osobowość. Raz jest po mojej stronie, raz po stronie byłej. W ogóle dziwi mnie to, że wybiera jakieś strony i nie jest w stanie przejąć władzy nad chorą sytuacją z dzieckiem. Zaznaczam, że sytuacja ma miejsce między wykształconymi ludźmi, od których wymagałoby się większej światłości umysłu.
Byliśmy już u psycholog, która prowadziła odrębną terapię z każdym z nas. Zdiagnozowała u męża osobowość zależną. Musieliśmy zrezygnować, gdyż psycholog skłaniała męża do otwartej batalii sądowej z byłą żoną. Nie rozumiała, że właśnie w ten sposób otworzy się wór nienawiści i spełnią się oczekiwania byłej żony - ma w rodzinie prawników. Nasz związek by tego nie przetrwał, a on i tak nie zyskałby kontaktu z dzieckiem.
Mój mąż ma wyraźny kompleks na punkcie swojej córki, czym sprawia mi czasami przykrość, np. kupuje jej kilka razy droższe prezenty (norma to regularne prezenty rzędu 500 zł) niż innym członkom rodziny. Dba, aby prezenty np. na Święta, były tylko od niego, nie od nas jako rodziny. Prowadzi potajemną korespondencję z córką (jakby korespondował z kochanką, np. wychodzi do łazienki, dostaje smsy w nocy...). Czasem zdarza mu się potajemna korespondencja z byłą żoną, do czego mi się przyznaje po kilku tygodniach.
Nie pozwala mi nazywać się macochą wobec córki. Mojemu synowi każe nazywać się Wujkiem, trochę ttrzyma na dystans, ale dba o niego i jego potrzeby. W moim przekonaniu nie dojrzał do roli ojczyma, ale stara się, np. organizując wycieczki czy dokładając się do kolonii.
Czasem staje w mojej obronie: ostatnio jego zmanipulowana matka nawrzeszczała na niego, że ma się ze mną rozwieść. Tydzień później powiedziała, że wyrzeka się go, dopóki się ze mną nie rozwiedzie. On się od niej odsunął, choć oczywiście zdarzyło mu się w rozmowie zwalić winę na mnie i obarczać mnie odpowiedzialnością za złe relacje z córką, byłą żoną, jej rodziną i matką. Winna jest stale pod ręką :(
On chyba sam nie wie, co robi. Co może zrobić? Czy macie pomysły jak rozwiązać tą sytuację?
Mam się za osobę, która nie szuka konfliktów i chce stworzyć szczęśliwą rodzinę. Niestety w wyniku problemów obniżyło się moje poczucie własnej wartości, miewam stany lękowe i zdarza mi się płakać z żalu oraz bezsilności.
Wybaczcie długie opisy, ale chcę naświetlić sytuację. Może znajdziecie cierpliwość, aby przeczytać z uwagą? Nie chcę się rozwodzić, gdyż kocham mojego męża. W dniach, kiedy nikt nas nie atakuje, a jego córka jest daleko :(, jest nam bardzo dobrze razem. Żyjemy pełnią życia i cieszymy się naszą miłością. Właśnie wtedy zaczynam wierzyć, że potrafimy stworzyć silną patchworkową rodzinę. Wierzę, że nasza miłość pokona zło. Czy mogę mieć rację?
Czy w tak nieprzychylnej sytuacji, mamy szansę na zudowanie pozytywnej wartości, jaką jest rodzina?