kasia_kar
19.06.15, 05:09
Mam dwoje dzieci - syn 5 lat i córeczka 2 latka. Dziesięć miesięcy temu u córki zdiagnozowano raka - neuroblastomę. Leczenie nie udało się, nowotwór odrastał po każdej chemii, inne zabiegi nie przyniosły poprawy. Obecnie córka jest w domu, pod opieką dziecięcego hospicjum domowego, pod kroplówką z morfiny, jej stan jest tak zły że lekarze dają jej jeszcze maksymalnie 2 tygodnie życia.
Syn od początku wiedział o jej chorobie, że to poważna sprawa a leczenie długie i ciężkie. Jak najlepiej potrafiliśmy z mężem wytlumaczyliśmy mu że nie da się jej już wyleczyć i wkrótce umrze.
To co mnie naprawdę zastanawia to czy on powinien być obecny przy tej śmierci. Mamy możliwość wysłać go z dziadkami na wakacje, ale waham się. Mąż jest zdania że on powinien być teraz cały czas w domu z nami. Znowu babcia uważa że dziecko kategorycznie nie powinno być tego świadkiem, jak również naszej rozpaczy po jej śmierci. Fakt że nie jesteśmy mu w stanie poświęcić teraz odpowiednio dużo uwagi i czasu... W domu wszystko kręci się wokół córki - codzienne wizyty pielęgniarek itp. Z dziadkami na wakacjach miałby atrakcje i rozrywki stosowne dla dziecka w jego wieku... Co lepsze?