czuję się skrzywdzona prezentem

25.06.15, 09:03
od rodziny. Podobny wątek założyłam na emamie, ale znikł, pewnie ze względu na użycie słów nieparlamentarnych. Poszłam sobie na kurs czegoś, bo lubię to coś, sprawia mi to frajdę, a potrzebowałam odskoczni od kieratu dom-praca, zwłaszcza że młodsze dziecię ma zaburzenia snu i odkąd się urodziło wymaga specjalnej troski i maksimum zaangażowania. Kurs czegoś kończył się egzaminem, który mi do szczęścia nie jest i nie był potrzebny, fajnie byłoby mieć, ale bardzo boję się porażek, nie czułam się zbyt pewnie i nie podeszłam. Każdemu, kto pytał dlaczego odpowiadałam szczerze: że certyfikacja mi nie potrzebna do niczego, a koszty związane ze stresem egzaminu przewyższają dla mnie korzyści płynące ze zdania. Coś jak z pływaniem, lubię zajęcia na basenie i pływać w swoim stylu, nie chcę jednak zdawać na kartę pływacką. I oto dowiaduję się, że na spóźniony prezent imieninowy moja rodzina postanowiła gremialnie mnie zapisać na egzamin. Dzwoni siostra mnie poinformować, że doszli do wniosku, że sama się nigdy nie odważę i postanowili postawić mnie przed faktem dokonanym. Zrobiło mi się bardzo smutno, powiedziałam, że nie ma takiej opcji, żebym poszła. Niech to odkręcają, bo szkoda ich pieniędzy, ja i tak nie pójdę. Nastąpił foch i dąs, że oni dobrze chcieli. Odkręcili to, na imieniny dostałam koszulkę z podobizną tchórza. Próbowałam obrócić to w żart, że bardzo sympatyczne zwierzątko, ale usłyszałam, że nie tak mnie wychowano i że powinnam być bardziej przebojowa. Po wyjściu rodziny długo płakałam, że nie akceptują mnie taką, jaką jestem. Aż mój niemąż dzwonił, co się stało. Potem mama dzwoniła do mnie, że źle to odbieram, ale zauważyli już dawno, że ze mnie cykor i że strach przed porażkami i ona czuje, że jako rodzina powinni mnie wypchnąć z gniazda siłą jak ptaki, bo inaczej nigdy się nie odważę latać.
Czy ja przesadzam? Źle mi, mam wrażenie, że mnie nie akceptują. Już kilka razy była taka sytuacja, że im bardziej mi mówiono, że coś powinnam, tym bardziej czułam wewnętrzny sprzeciw, nawet jeśli to, do czego mnie namawiano, było obiektywnie słuszne. Powyższe rzeczy, wykonałam dopiero wtedy, gdy poczułam wewnętrzny imperatyw do zrobienia powyższych.
    • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 09:15
      stacie_o napisała:

      > Zrobiło mi się bardzo smutno powiedziałam, że nie ma takiej opcji, żebym poszła. Niech to
      > odkręcają, bo szkoda ich pieniędzy, ja i tak nie pójdę. Nastąpił foch i dąs, że oni dobrze chci
      > eli. Odkręcili to, na imieniny dostałam koszulkę z podobizną tchórza.

      hehehe, no coz:)
      • zuzi.1 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 09:55
        Jak to sie mowi: dobrymi checiami pieklo jest wybrukowane... Niezla masz rodzinke...wrrr przy najblizszej okazji moze na jakies swieto kupilabym dla kazdego po eleganckim t-shircie w ramach prezentu z kolorowym napisem typu: ' uwielbiam wkladac nocha w nie swoje sprawy i jestem w tym swietny :-) ' , a po wreczeniu prezentow z nieukrywana satysfakcja poobserwowalabym ich reakcje. Ale ja lubie na chamstwo reagowac chamstwem, bo do takiego typu ludzi tylko reakcje w ich stylu sa w stanie dotrzec. Wspolczuje rodziny, wybierz sie na kurs asertywnosci i radzenia sobie ze zloscia i nie pozwol im sie tak traktowac, nie rob nigdy wiecej dobrej miny do zlej gry, nie warto. Oni nie maja prawa do takich zachowan wobec Ciebie, niech sie lepiej zainteresuja i zajma swoimi slabosciami. Chyba musisz im wszystkim powaznie wyznaczyc granice, bo widac, ze Twoich granic nie szanuja. Nie godz sie na takie zachowania.
        • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 10:11
          zuzi.1 napisała:

          > Wspolczuje rodziny, wybierz sie na kurs asertywnosci
          > i radzenia sobie ze zloscia i nie pozwol im sie tak traktowac

          tia, kurs to za malo, najlepiej wieloletnie terapia psychoanalityczna z powodu t shirta z tchorzem:/
          • zuzi.1 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 10:19
            Tshirt z tchorzem to tylko taki symbol poziomu ich braku kultury. Ciekawe Different, ze w stosunku do brata stac Cie na wyzszy poziom empatii, no ale to w koncu Twoja rodzina, a nie obcy czlowiek, w dodatku ze slabosciami, ktore Cie co do zasady draznia :-)
            • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 10:28
              zuzi.1 napisała:

              > Tshirt z tchorzem to tylko taki symbol poziomu ich braku kultury.

              nie widze w tym braku kultury ani chamstwa; raczej poczucie humoru i troska o kogos kto wycofuje sie z roznych zyciowych wyzwan, tym samym oddajac rozne rzeczy walkowerem; rodzina nie jest tylko od slodzenia sobie a troche dystansu do siebie nikomu jeszcze nie zaszkodzilo
              • zuzi.1 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 10:38
                To chyba odmiennie rozumiemy definicje slowa troska. Doroslej osobie rodzina moze na cos kulturalnie zwrocic uwage, ale nie ma prawa nikogo do niczego zmuszac, gdy widac jak na dloni, ze podloze problemu jest lekowe. To tak jak niektorzy rodzice probuja uczyc swoje dzieci plywania, zrxucajac je z pomostu do wody, w ktorej nie maja gruntu. To jest zwykle okrucienstwo.
              • triss_merigold6 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 10:39
                Ale to jest niewiarygodnie wkurzające, takie uszczęśliwianie na siłę.
                • zuzi.1 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 10:54
                  Zeby to jeszcze bylo uszczesliwianie, to jest raczej objaw tego, ze oni wiedza lepiej co jest dla niej dobre...to jeden z gorszych typow ludzi, budzacy agresje.
              • pade Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:59
                eee, że co?
                Poczucie humoru?
                Toż to chamstwo jest. Jeśli ktoś nie podejmuje wyzwań, to się go na siłę nie zmusza. Można co najwyżej poszukać przyczyn i delikatnie wesprzeć, zmotywować.
                Rodzina Stacie za jej plecami próbowała zmusić ją do czegoś, czego ona nie chciała zrobić (ciekawe dzięki komu jest perfekcjonistką), a gdy ta się wycofała, dostała ocenę, negatywną. Fajna rodzinka:/
              • aqua48 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 12:33
                differentview napisała:

                >troska o k
                > ogos kto wycofuje sie z roznych zyciowych wyzwan, tym samym oddajac rozne rzecz
                > y walkowerem

                A to jest jakiś obowiązek podejmowania wszystkich życiowych wyzwań? Czy tylko tych, które rodzinka uzna za słuszne i właściwe?
              • angazetka Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 16:38
                Od kiedy poniżanie innych i to jeszcze przy ich święcie jest wyrazem troski?
              • jehanette Re: czuję się skrzywdzona prezentem 26.06.15, 12:12
                Moim zdaniem to też chamstwo. Troska to by była gdyby ktoś zaproponował pomoc w nauce i przygotowaniu się do egzaminu, wsparł dobrym słowem i działaniem osobę która się waha czy podchodzić do egzaminu czy nie, a nie stawiał przed faktem dokonanym zapisania na egzamin osobę która od razu z założenia chciała zrobić coś dla siebie... naprawdę, nie trzeba się tłumaczyć z tego, że robi się coś dla przyjemności, a nie dla dyplomu i "wpisu w CV"...
    • aqua48 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 09:52
      stacie_o napisała:

      > Czy ja przesadzam?

      Nie przesadzasz. Nie masz żadnego obowiązku spełniania cudzych oczekiwań. Rodzina dając Ci taką koszulkę próbowała Cię poniżyć. A prezent ma sprawiać przyjemność osobie obdarowanej, a nie darczyńcy. Nie może też być wyrazem potępienia, krytyki czy zamiennikiem nieprzyjemnego epitetu jak tutaj.
      Ciekawe jak by się czuła Twoja rodzinka gdybyś im podarowała np z okazji świąt poręczne wiaderko z dzióbkiem na pomyje, do wylewania na tych, którzy ich "zawiedli". Ha, ha ha, taki żałosny żarcik w ich stylu...
      • triss_merigold6 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 10:28
        Dokładnie.
        Nie uważam, że autorka przesadza. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu.
      • pade Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 12:01
        Na miejscu autorki dałabym rodzince taki właśnie prezent. Może coś dotrze.
    • haneke_29 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 10:49
      Nie dziwię się, że się wkur...rzyłaś i że było Ci przykro. Prezent porażka - koszulka jeszcze większe dno.

      "Już kilka razy była taka sytuacja, że im bardziej mi mówiono, że coś powinnam, tym bardziej czułam wewnętrzny sprzeciw, nawet jeśli to, do czego mnie namawiano, było obiektywnie słuszne."

      Całkiem naturalna reakcja.
    • napis_z_obrazka Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:04

      > Czy ja przesadzam?
      A na to pytanie, to sama musi sobie odpowiedziec. Ty to wiesz najlepiej.

      Źle mi, mam wrażenie, że mnie nie akceptują.
      Mylisz siebie i swoje cechy. Ja odbieram z tego co opisalas, ze jestes akceptowana, z troska i uwaga. Nie podoba im sie Twoja cecha niepodchodzenia do egzaminow. Posiadanie na wszelki wypadek certyfikatow w szufladzie jest zyciowo dosc praktyczne. I dosc rozpowszechnione (pod nasza szerokoscia geograficzna;-) Jesli ten kurs potwierdza dosc rzadka wiedze i/lub umiejetnosc ´´na rynku´´to warto.

      Już kilka razy była taka sytuacja, że im bardziej mi mówiono, że coś powinnam, tym bardziej czułam wewnętrzny sprzeciw, nawet jeśli to, do czego mnie namawiano, było obiektywnie słuszne. Powyższe rzeczy, wykonałam dopiero wtedy, gdy poczułam wewnętrzny imperatyw do zrobienia powyższych.

      To odpowiedz sama sobie, czy rodzina ma slusznosc i ewentualnie skad u Ciebie ta ´´przekora´´ mimo slusznosci.

      A co bys zrobila, gdybys zauwazyla taka ceche u swojego dziecka?

      I czy masz poczucie humoru? Umiesz smiac sie z siebie? To podobno wyzsza szkola jazdy;-)

      O dodatkowo: gdzies slyszalam, ze odwaga to nie brak strachow,lekow - odwaga to zrobienie czegos mimo leku czy strachu.
      Napisalas, ze koszt stresu jest zbyt wysoki w stosunku do posiadania certyfikatu. To Twoja kalkulacja a twoja rodzina uwaza inaczej.
      Wielu ludziom sni sie po nocach matura jako koszmar ale ten papier jest dosc zyciowo praktyczny;-)


      • stacie_o Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:28
        Mam poczucie humoru, ale nie umiem się śmiać z siebie.

        Chodzi o coś w ten deseń. www.instytut.skwp.pl/Specjalista,ds.,kadr,i,plac,s380.html Kurs można skończyć bez podchodzenia do egzaminów. A że do obecnej pracy przyjęto mnie w czasie trwania kursu, radzę sobie, to uznałam, że certyfikowanie umiejętności jest mi niepotrzebna, wystarczy wiedza+ praktyka. Moja rodzina uważa inaczej.
        Przekora stąd, że ja się panicznie boję porażek. Póki mieszkałam z rodzicami jeszcze bardziej bałam się ich zawieść i to mnie motywowało do działania, teraz jestem samodzielna i nie muszę działać wbrew sobie, toteż nie podejmuję żadnych działań, które mogłyby się zakończyć porażką.
        Gdyby moje dziecko miało taki problem, spytałabym je, co mogę zrobić, żeby mu pomóc, nie stawiałabym przed niespodzianką.
        • zuzi.1 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:39
          A moglabys tak ogolnie opisac jak wygladaklo Twoje dziecinstwo, moze masz jakies podejrzenia skad sie wzial ten lek przed potazkami, jak reagowali rodzice na Twoje porazki w dziecinstwie, czy masz rodzenstwo i czy ktores z nich jest faworyzowane przez rodzicow, jakie byly i sa relacje miedzy rodzicami, czy byli b. wymagajacy?
          • stacie_o Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 12:09
            Oj było nas dużo dzieci. I zawsze czułam, że na miłość zwłaszcza tą ojcowską muszę sobie zasłużyć. Generalnie całe życie czuje się niekochana dość mocno, albo wystarczająco mozno. Bardzo dobrze się uczyłam, bo wtedy czułam, że rodzice są dumni ze mnie i że wykonałam swoje zadanie. W domu potrafiły być awantury o czwórki, tak o czwórki. Po czym w wieku lat 19 spakowałam się i wyjechałam na studia. O przysłowiowej jednej koszuli. Mój ojciec uważa, że zmarnowałam swój potencjał, zawsze sobie mnie wyobrażał jako dyrektor banku czy panią minister, moje życie uważa za nieudane (stabilna praca w korpo, mieszkanie na kredyt, dwoje dzieci, ten sam partner od matury). Przy czym sam na tytuł ojca roku nie zasłużył, bo uważał wakacje czy druga parę butów za fanaberię, ot jak nakarmieni byliśmy, w polu nie musieliśmy robić, to mamy super dzieciństwo. Mama różnie, chyba lepiej, mogłam i mogę liczyć na jej wsparcie, w krytycznych momentach stoi za mną murem, ale też zdarzało się jej mówić i motywować w stylu że coś powinnam itp.
            • zuzi.1 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 13:18
              Ok, a nie odpowiedzialas, czy Twoim zdaniem ktores z dzieci bylo/ jest raktowane lepiej od innych? Czy ojciec ma jakies wyrazne osiagniecia na polu zawodowym, czy raczej poprzez dzieci chcial realizowac swoje niespelnione ambicje lub mial wymagania w tym temacie glownie po to, aby chwalic sie osiagnieciami dzieci i poprzez to podnosic swoje poczucie wartosci? Czy ojca byloby stac na te wakacje i przyslowiowe dodatkowe buty, tylko sknerzyl i robil oszczednosci kosztem dzieci? Czy matka byla/ jest osoba mu podporzadkowana, czy kiedykolwiek mu sie przeciwstawiala w sprawach waznych, czy uwazasz, ze Twoj ojciec ma osobowosc tyrana, czy raczej nie?
              • stacie_o Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 13:30
                Rodzicami stulecia nie byli. Ani nawet dekady. Chyba wszystkie dzieci były tak samo średnio traktowane. Można było się wybić właśnie przez osiągnięcia, albo będąc facetem, za same portki. Ojciec to potomek chłopów małorolnych, co za chlebem przywędrował pracować na hucie. Nie byliśmy biedni, ale ojciec ładował wszystko w budowę domu, którego metraż i koszt znacznie przekraczały potrzeby i możliwości, w zasadzie ojciec całe życie chciał pokazać swojemu rodzeństwu, że mimo iż nie odziedziczył ani skrawka ziemi, to mu się udało. Hitem było jak sobie kupił mega drogie auto, rozpowiadał wszystkim, że to prezent od dzieci na urodziny, a nam czynił wymówki, że musi tak robić, bo nas nie stać, tak jakby naszą powinnością było kupienie mu auta. Przy czym zaznaczam, że chyba obiektywnie nie powinien się dzieci wstydzić, każde skończyło szkoły, każde ma prace, żadnych używek czy nałogów, konfliktów z prawem. Ot do bólu zwyczajna klasa średnia. Mama jak się nie zgadzała, to nie otwarcie, raczej potakiwała, a za plecami np dawała kasę na nowe buty.
                • zuzi.1 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 15:52
                  Czyli ojciec byl skupiony w przewazajacej mierze na realizacji wlasnych potrzeb i leczeniu swoich kompleksow.
            • berber_rock mam taka refleksje, jak 25.06.15, 13:46
              niesamowite jest, jak u roznych osob skutkuje inaczej ten sam sposob wychowania.

              Mialam bardzo podobny dom i podobne wymagania. Przy czym za wymaganiami moich rodzicow absolutnie nie szly zadne naklady z ich strony (czy to finansowe czy czasowe) w sensie: "moje dziecko nie musi chodzic na kurs jezykowy z native speakerem - nauczy sie z pierwszym lepszym nauczycielem, a akcent zlapie z telewizji".
              Rodzice rowniez widzieli mnie w roli czlonkini zarzadu potrzasajacej pracownikami - jeszcze jak mialam ze 22 lata potrafili mi na urodziny w prezencie kupowac eleganckie sluzbowe garsonki, ktorych nigdy nie wlozylam.
              Wybralam spokojna stabilna posade, ktora gwarantowala czas wolny dla rodziny. Bez wyscigu szczorow i piecia sie w gore.

              Ale do czego zmierzam.
              Jestem typem odwrotnym. Na przekor swiatu podejde do kazdego egzaminu, wejde na kazda gore i zdobede kazde umiejetnosci, jesli tylko uznam je za potrzebne/fajne.
              I teraz sie zastanawiam: caly czas aby sobie/im cos udowodnic?

              Nie boli mnie ta cecha, bo konfrontacja z przeciwnikiem sprawia mi frajde i nie mam wrazenia, ze robie cos przeciwko sobie, ale ...
              • paris-texas-warsaw Re: mam taka refleksje, jak 25.06.15, 15:12
                Abstrahując od prezentu, to jest to zgodna z teoriami motywacji obserwacja. Stacie nastawia się na unikanie porażki, a Ty masz odmienną motywację - na osiąganie sukcesu. Być może ta postawa rodziców, którzy nie dawali wiele, ale jednak uważali, że się da nauczyć, da się złapać akcent, etc. spowodowała, że wierzysz, że się uda i rywalizacja, czy sprawdzanie siebie nie jest obarczone lękiem. Takie style się wykształcają dość wcześnie, generalnie w życiu i karierze pomaga ten drugi styl, więc jak się go nie ma, to wg mnie warto się przełamywać. Jeśli to nie jest na zasadzie "muszę być najlepszy, żeby innym coś udowodnić", tylko chcę coś osiągną, to jest to wg mnie świetne. Ja np. często czuję w sobie jakaś wiarę, w to, że "mi się uda" moich dziadków i to jest takie trochę głęboko wbudowane przekonanie.To troche jak taki wczesno dziecięcy coaching.
        • adorra0 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:43
          Stacie a czy może być tak, ze Twój lęk jest nie tyle przed porażką co przed odrzuceniem Ciebie jeżeli nie będziesz człowiekiem sukcesu, który daje rodzinie powód do nieustającej dumy i możliwość chwalenia się Tobą przed innymi? Może się mylę, ale myślę, ze te lęki nie wzięły się tu i teraz, zafundowały Ci je oczekiwania rodziców, a teraz, w stresującej sytuacji, wreszcie doszły do głosu.
        • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:53
          to w koncu nie podeszlas do tego egzaminu bo dziecko i niewyspanie czy dlatego, ze panicznie boisz sie porazek? bo gdyby to pierwsze- to wystarczylo powiedziec rodzinie- sluchajcie, dzieki za prezent, wiem, ze macie dobre intencje a ja uciekam przed wyzwaniami- ale jesli chcecie by ten prezent mial sens, musicie mi pomoc przez tydzien lub dwa w opiece nad dzieckiem bo jestem tak zmeczona i niewyspana, ze jest duze ryzyko, ze nie zdam i kasa wyrzucona
          jesli realna przyczyna jest lek przed porazka to wszystko inne jest tylko wymowka, zeby nie podjac wyzwania- czyli Twoj nawykowy sposob dzialania- ktory wg rodziny nie jest dobry dla Ciebie( wg mnie tez) a wg Ciebie? moze zachowanie rodziny dotyka czulej kwestii- sama chcialabys umiec podejmowac wyzwania i sama jestes soba sfrustrowana
          • pade Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 12:08
            Diff, czy Ty masz dzisiaj gorszy dzień???
            Jak sądzisz, dlaczego dorosła kobieta panicznie boi się porażek? Na podstawie jednego postu widać jak na dłoni, że Stacie, gdy nie spelniała oczekiwań rodziny, otrzymywała łatkę, ocenę, okazywano jej niezadowolenie.
            Ja nie widzę w tej rodzinie akceptacji dla Stacie (ktoś wyżej pisał, ze jest). Nie, nie ma. Akceptacja oznacza, że ktoś może być taki, jaki jest. Może nam się nie podobać jakieś jego zachowanie, cecha, ale nie zmuszamy tej osoby do zmiany na siłę. To już nie jest akceptacja.
            Skoro Stacie ma nawyk unikania to jedyną osobą, która może to zmienić jest ona sama. I stanie się to dopiero wtedy, gdy zrozumie, że porażka jest czymś normalnym, zwykłym błędem, zdarza się.
            A co do prezentów. Prezent powinien sprawiać obdarowanemu radość, a nie darczyńcy! A tu, zamiast radości, przyjemności, zmuszanie na siłę, wyśmiewanie. Stacie, bardzo współczuję:(
          • stacie_o Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 12:17
            W sumie, chyba nie wiem. Może jedno i drugie? to ja podam przykład z przeszłości. Jako młoda kobieta byłam okropnie chuda. Wyglądało to straszliwie. Wszyscy mówili jedz, jedz, zachorujesz, umrzesz, jak ty wyglądasz, nikt na ciebie nie spojrzy, sama skóra i kości. Im więcej takich wymówek było, im więcej jadła na stole i troski, tym mniej mi się jeść chciało. bardzo chciałam ładnie wyglądać, ale myślałam, że na wuj mi ładna figura jak i tak twarz mam brzydką. twarzy nie zmienię, więc po co się starać. I tak trwałam. Aż pewnego dnia będąc w przymierzalni spojrzałam w lustro i sobie pomyślałam, że w sumie fajnie byłoby ubrać legginsy i nie mieć płaskiego tyłka. Zaczęłam dbać o jadłospis, poszłam na fitnessy i w ciągu pół roku wszyscy się dziwili, że taka fajna figura mi się zrobiła. Ale zmiana ( w sumie nie wiem dlaczego, zaszła na poziomie mojej głowy) a nie od gadania ludzi.
        • napis_z_obrazka Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 12:29
          Ale najwiecej do powiedzenia ma w tej sprawie Twoj szef, nieprawdaz?
          Bo teraz rozumiem, ze to byl kurs zawodowy w zawodzie przez Ciebie wykonywanym, tak?

          • stacie_o Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 12:34
            Prawdaż. Nic nie mówi, wszystko mu gra w papierach, zadowolony jest.
            • stacie_o Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 12:35
              Nic nie mówi na brak egzaminu. Zadowolony z mojej pracy jest,
              • napis_z_obrazka Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 14:05
                To wyglada mi, ze zadnych strachow i lekow nie masz;-) Niedospanie i brak motywacji swoje robia...
                Moze reszta rodziny bardziej ambitna i ich zdaniem taki certyfikat daje szanse awansu, moze widzi wiecej zagrozen np. zmiana decydenta w pracy i brak certyfikatu moze byc powodem do redukcji, moze sami maja jeszcze wiecej lekow...

                Aczkolwiek wielokrotnie dostrzegam trafnosc tytulu watku do sytuacji.
                Moze to jednak nie temat zastepczy. Twoje poczucie krzywdy, adekwatne czy nie?
                Temat prezentow jest jak rzeka...

                A jakie Ty dajesz w rodzinie, znajomym, dzieciom prezenty?
        • kosinusoida Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 20:40
          A może Rodzina chciała Ciebie w jakimś stopniu zmotywować do próby zmierzenia się z walką z porażkami. Ja mam podobnie i staram się walczyć z tym. Cztery lata temu zrobilam prawo jazdy ale dopiero zaczelam jezdzic pół roku temu razem ze swoim szkrabem!!! Mąż mnie zmobilizowal po kolejnym uskarżaniu się z mojej strony na brak mobilności. Stres byl przeraźliwy i paraliżujacy ale z perspektywy jestem mu szalenie wdzięczna. Takich spraw mialam kilka i w kazdej bez wyjatku nie żałowałam, że zaryzykowałam. Może warto sprobować, bo może w przyszłości certyfikat Ci się przyda. A po drugie chyba niekiedy dobrze powalczyć ze swoimi małymi czy dużymi słabościami;). A koszulkę z tchórzem raczej odebrałabym jako rodzaj rodzinnej złośliwości ale takiej pozytywnej;).
      • haneke_29 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:44
        Napisie, koszulkę z podobizną tchórza można byłoby od biedy potraktować z humorem, gdyby nie wcześniejszy foch i dąs rodzinki. Przy takiej atmosferze prezent tego rodzaju to jakaś forma odegrania się i upokorzenia.
    • amb25 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:08
      Ja ich troche rozumiem, aczkowliek mogliby dac spokoj i przejsc nad twoja porazko do porzadku dziennego. W koncu to twoje zycie i to twoja decyzja.
      Taki egzamin czy certyfikacja to nie tylko papierek ale tez cos co swiadczy o tym, ze czegos na tym kursie sie nauczylas, ze dalas rade (z twjego postu wynika, ze egzamin jest czescia tego kursu). A ty sie wystraszylas w sytuacji komfortowej - bo gdybys poszla na egzamin, to albo bys zdala albo nie (a wiedzac ze na egzamin idziesz to bys przysiadla faldow) i nie bylo sie czym stresowac bo certyfikat nie jest ci do niczego potrzebny, wiec nawet ewentualne oblanie egzaminu nie mialoby dla ciebie wymiernych konsekwencji.
      Na drugi raz nie chwal sie rodzinie, ze chodzisz na kurs, bedziesz miala spokoj. Silny strach przed porazkami moze byc patologiczny i prowadzic do wielu problemow, moze byc jednym z pierwszych objawow tego, ze z twoja psychika cos sie zaczyna dziac. Moze konsultacja z psychologiem?
      • krokodil123 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:12
        Przepraszam, teraz do głowy my strzeliło, czy to był kurs na prawo jazdy?
        Nie wiem dlaczego mam takie skojarzenie.............może odnośnie zaangażowania rodziny, albo plus to że autorka nie napisała konkretnie o co chodzi.
        • stacie_o Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:21
          Prawo jazdy mam.
    • stacie_o Żeby dopełnić obrazu styuacji 25.06.15, 11:14
      To mam córkę z problemami neurologicznymi, które objawiają się tym, m.in tym, że nie śpi i wymaga ciągłej stymulacji i zaangażowania rodzica. Dzięki terapii i leczeniu jest lepiej, ale odkąd się urodziła czyli półtorej roku temu nie spałam dłużej niż 6h, a dziś w nocy np spaliśmy z mężem po 3h, bo córa odmówiła spania. Ciągłe niedospanie i konieczność zajmowania się non stop (nie dało i nie da się jej odłożyć) spowodowało nerwicę lękową i alopecję na tle nerwowym. Uciekłam do pracy, by odpocząć, jako rodzina funkcjonujemy obecnie jako tako, dzięki opłaceniu żłobka prywatnego plus opiekunki, bo inaczej byśmy zjedli własny ogon. Z wszystkich osób, które deklarowały wsparcie została mi tylko mama, ale z racji tego, że ona pracuje, to może u mnie być tylko raz na dwa tygodnie, wtedy ja mam czas jakoś się ogarnąć. Pozostali ograniczają się do dawania prezentów, pytania jak tam i komentarzy: o jak ty wyglądasz/co znowu nie spała/zajedziesz się dziewczyno. Rodzeństwo bezdzietne, serio, nie muszą mi pomagać, ale jak słyszę, że jak bym chciała to bym zrobiła, że wystarczy tylko coś tam, albo że mam brudny sweter (a jaki mam mieć, jak na mnie dziecko zwymiotowało, a czasu brakło by się przebrać, bo lekarz na konkretną godzinę) mam ochotę zagryźć. Mocni w gębie jak to się mówi, a jak proszę o popilnowanie małej, to słyszę, iż chętnie, ale ona nie śpi, nie lubi spacerów, boi się facetów, więc sama rozumiesz, chcielibyśmy, ale się nie da. A proszę w wyjątkowych sytuacjach, typu mąż na sorze ze starszym synem, żłobek zaraz zamykają, opiekunka chora, a ja muszę do dermatologa bo mi powieka zapuchła i nic nie widzę. Efekt: idę z rycząca córką.

      Jakby mnie spytali, co by się musiało stać, żebym podeszła do egzaminu. Odpowiedziałabym: jakbym się wyspała, może poszła na dodatkowe zajęcia, miała czas na przygotowanie się, to chętnie. Ale to wymagałoby realnej pomocy, a nie opłacenia czegoś i uciszenia własnego sumienia, że pomagamy stasi.
      • zuzi.1 Re: Żeby dopełnić obrazu styuacji 25.06.15, 11:25
        Po prostu wygodna rodzinka, nie zamierzaja sie dla Ciebie poswiecac. Wspolczuje, to zwykli egoisci.
      • napis_z_obrazka Re: Żeby dopełnić obrazu styuacji 25.06.15, 11:39

        >
        > Jakby mnie spytali, co by się musiało stać, żebym podeszła do egzaminu. Odpowie
        > działabym: jakbym się wyspała, może poszła na dodatkowe zajęcia, miała czas na
        > przygotowanie się, to chętnie. Ale to wymagałoby realnej pomocy, a nie opłaceni
        > a czegoś i uciszenia własnego sumienia, że pomagamy stasi.
        >
        >
        Czyli troche;-) Ci zalezy na tym certyfikacie. Fajnie, ze masz hobby, ze poszlas na ten kurs/warsztaty. Dziecko podrosnie (niewiadomokiedy;-), wiec jak opusci dom, bedziesz miala swoje pasje do realizowania, np;-)

        Malo jest ludzi dopytujacych a juz siedzacych w czyjejs glowie chyba wcale (na szczescie;-)
        Dlaczego czekasz, ze rodzina zapyta, jaki jest powod niepodchodzenia do egzaminu? Umiesz prosic o pomoc? To bardzo praktyczna umiejetnosc.
        Powiedz siostrze,mamie jaka jest Prawda. Ze potrzebujesz sie wyspac przed egzaminem. Twoj lek przed egzaminem jest spowodowany zla kondycja. Jesli ktos tego nie widzi, to zrozumie jak to powiesz i poprosisz o pomoc w zorganiwowaniu relaksu dla Ciebie.
        A czy Ci pomoga, beda w stanie albo kupia koszulke z suselkiem - to juz inna sprawa.
        Najwazniejsza jest prawda przed samym soba.
        Jest ryzyko, ze bedziesz sie dreczyc koszulka z tchorzofretka czyli drazyc temat zastepczy zamiast rozwiazac Problem swojego wyczerpania z powodu braku snu. Tu potrzebujesz pomocy, moim zdaniem.
        • adorra0 Re: Żeby dopełnić obrazu styuacji 25.06.15, 11:46
          T
          > u potrzebujesz pomocy, moim zdaniem.
          A jeszcze bardziej empatii i choćby próby zrozumienia.
      • adorra0 Re: Żeby dopełnić obrazu styuacji 25.06.15, 11:39
        Stacie bardzo Ci współczuję i doskonale rozumiem. Być może będę brutalna, ale na jakiś czas na Twoim miejscu mocno ochłodziłabym relacje z rodziną, z komunikatem dlaczego. Odpuściłabym sobie bycie miłą i odmawiałabymprzyjmowania prezentów, a na komentarze przygotowałabym sobie kilka dosadnych odpowiedzi . Trzymaj się :-)
      • haneke_29 Re: Żeby dopełnić obrazu styuacji 25.06.15, 11:54
        No po tym co tu napisałaś zachowanie Twojej rodziny jest naprawdę obleśne:(
        Bardzo Ci współczuję. Niestety, czasami tak bywa, że w trudnych sytuacjach dopiero okazuje się, jacy są inni ludzie, nawet najbliższa rodzina :( Niekiedy wręcz okazuje się, że mało tego, że totalnie nie wspierają to jeszcze bardziej dołują i dokuczają, wiem z autopsji...
        Czy nie miałaś przypadkiem w rodzinie roli ofiary, tej "nie takiej jak trzeba"?
      • yoma Re: Żeby dopełnić obrazu styuacji 25.06.15, 16:58
        To czemuś nie powiedziała?

        Nb szacun, że w ogóle zrobiłaś ten kurs.
    • ola_dom Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 11:16
      stacie_o napisała:

      > I oto dowiaduję się, że na spóźniony prezent imieninowy moja rodzina postanowiła gremialnie
      > mnie zapisać na egzamin. Dzwoni siostra mnie poinformować, że doszli do wniosku, że sama się
      > nigdy nie odważę i postanowili postawić mnie przed faktem dokonanym.

      zagotowałam się...
      Może dlatego, że sama mam takie podejście do zdawania egzaminów - rozumiem Cię doskonale. Na szczęście moja rodzinka nie była nigdy tak wyrywna, chociaż... Takie "akcje" można przeprowadzać wcześniej, na etapie wychowywania dziecka. Może wtedy są przydatne i odnoszą DOBRY skutek.
      A akcja z koszulką jest zwyczajnie obrzydliwa. Podoba mi się pomysł Zuzi - rodzince (nie cierpię tego słowa, ale tutaj nadaje się idealnie) należą się adekwatne T-shirty.
      Mnie samej cisną się na palce słowa nieparlamentarne, ale nie zastosuję, żeby wątek nie wyleciał.
      • sebalda Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 14:21
        Numer ojca z kupieniem sobie samochodu, mówieniem znajomym, że to od dzieci i wypominaniem tymże, że musiał tak zrobić, bo to ich obowiązek w zasadzie i wstyd, że się nie doczekał, czyli wpędzanie w poczucie winy dzieci, bo mu nie kupiły auta - koszmar!
        Ogólnie warunkowanie traktowania dzieci od tego, czy spełniają oczekiwania (niekonieczne, nieistotne), jest do bani. Wymuszanie, ostre naciski, wpędzanie w poczucie winy i bycia gorszym to jedne z paskudniejszych działań rodzicielskich. Podarowana koszulka nie jest wyrazem poczucia humoru, ale zwykłym okrucieństwem i nieliczneiem się z odczuciami obdarowanego.
        Owszem, czasami dzieci trzeba motywować dla ich dobra, ale a. dzieci, a nie dorosłe dzieci, b. motywować, to nie znaczy zmuszać, naciskać, wyśmiewać, karać.
        Przezwyciężanie słabości czy lęków czasami pomaga, a nierzadkoi jest właśnie okupione takim stresem, że przestaje mieć sens. Każdy wie, na ile go stać, ile może z siebie dać, jakie ma możliwości - jaki sens ma zmuszanie go na siłę do zmiany?
    • sootball Re: czuję się skrzywdzona prezentem 25.06.15, 20:58
      Kup im po koszulce z Paszczakiem (bo Paszczaki są gruboskórne i niedelikatne), a potem zasugeruj, że w ramach prezentu dołożysz się do:
      - tarantuli/myszki (wybierz osobę, która boi się pająków albo myszy)
      - kursu spadochronowego (dla osoby z lękiem wysokości)
      itd, sama znasz ich słabości. Niech je przezwyciężają :)
    • milamala Re: czuję się skrzywdzona prezentem 26.06.15, 14:48
      Wielki szacun ze w ogole mozesz zrobic cokolwiek przy takich problemach z corka.
      Rodzina nie ma prawa tak sie zachowywac. Jestes dorosla i sama wiesz co Ci jest potrzebne a co nie.
      Tak z ciekawosci moglabys napisac jaka diagnoze ma Twoje dziecko w sprawie klopotow ze snem. My jestesmy w trakcie diagnozowania, ale lekarzom cos nie idzie. Moze im podsune pomysl.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 01:17
      Pani rozżalenie nie jest przesadne. Istnieje wprawdzie przyłowie, że "darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda", ale tutaj prezent był niematerialny, czyli taki, który miał być diagnozą potrzeb obdarowanego. I ten obszar zawiódł. Myślę, że rodzina nie tyle Pani nie akceptuje, ile Pani nie zna i nie jest zainteresowana Jej poznaniem.
      Poza tym, mimo, że jest Pani osobą dorosłą, szeroko pojęta rodzina, uzurpuje sobie prawo do stosowania wobec Pani metod stricte wychowawczych. Polega to na zachęcaniu Pani do podejmowania jakichś wyzwań, wg rodziny, rozwojowych w rodzinnej nadziei, że będzie ona miała wpływ na Pani zachowania i decyzje. To także może wpływać na Pani poczucie krzywdy.
      Natomiast Pani, jako dorosła osoba, zmaga się z całkiem innymi problemami. Np: jak opiekować się dwojgiem dzieci, z których jedno potrzebuje szczególnej troski i niestandardowego postępowania. Agnieszka Iwaszkiewicz

      Znakomitym niematerialnym prezentem byłby zatem np: bon na rodzinną opiekę nad córką albo voucher na "Pani ulubiony relaks".
      Więc Pani poczucie krzywdy jest uzasadnione, rodzicom i rodzeństwu należy się reprymenda, której nie warto powstrzymywać, a której kanwą może być ten niefortunny incydent z nietrafionym prezentem. Prezentem, który , de facto, miał zrealizować potrzeby obdarowującego a nie obdarowanego.
      • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 11:08
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Pani rozżalenie nie jest przesadne. Istnieje wprawdzie przyłowie, że "darowanem
        > u koniowi w zęby się nie zagląda", ale tutaj prezent był niematerialny, czyli
        > taki, który miał być diagnozą potrzeb obdarowanego. I ten obszar zawiódł. Myś
        > lę, że rodzina nie tyle Pani nie akceptuje, ile Pani nie zna i nie jest zainter
        > esowana Jej poznaniem.

        kompletnie sie z tym nie zgadzam- rodzina bardzo trafnie zdiagnozowala obdarowana osobe, co zreszta ona sama wielokrotnie potwierdza; nawet tekst o wypychaniu mlodych z gniazda przez ptaki w calu nauki samodzielnosci- wskazuje na pozytywne intencje( autorka oczywiscie jest metrykalnie dorosla ale byc moze zachowuje sie dziecinnie i rodzina to widzi); uwazam, ze gdyby obdarowana jednak podeszla do egzaminu- mialaby dwa prezenty w jednym- papierek podnoszacy kwalifikacje plus satysfakcja, ze pokonala swoje nawykowe ucieczkowe odruchy( paniczny lek przed porazka); podam przyklad z mojego zycia- z powodu nadmiaru pracy i zerowej aktywnosci fizycznej przybylo mi 10 kg nadwagi; niby wiedzialam co powinnam robic zeby schudnac, wiedzialam, ze musze zapisalc sie na fitness i jesc 5 razy dziennie ale teoria teoria a w zycie nie potrafilam tego wdrozyc( lenistwo, brak czasu jako wymowka)
        dostalam od matki miesieczny karnet- ustalenie diety przez dietetyka plus silownia z osobistym trenerem przez miesiac; czy powinnam sie wobec tego zalac łzami, ze mnie matka nie akceptuje, ze oto mam naoczny dowod na swoja otylosc, ze matka nie rozumie, ze ja duzo pracuje i nie mam sily na zadna aktwynosc i gdzies mam wszelkie diety? no moglam tylko po co??? karnet byl oplacony wiec nie moglam tego olac i musialam sie zmobilizowac; i jestem bardzo wdzieczna za ten prezent; napewno bardziej niz gdyby bylo to cos materialnego- mialam za free miesiac cwiczen z super trenerem, ktory dobral mi odpowiednie dla mnie cwiczenia, ktore teraz moge juz sama robic, zrzucilam 6 kg, lepiej sie odzywiam- same korzysci; wiec mysle, ze taki prezent, ktory wymaga pokonania swoich oporow czy uaktywnia jakies leki wcale nie musi oznaczac arogancji obdarujacych- wrecz odwrotnie- moze przemawiac za tym prawdziwa troska; a koszulka z tchorzfretka jest owszem ironiczna ale raczej jest to ciepla ironia a nie mega zlosliwosci i szyderstwo- ja przynajmniej tak bym to odebrala
        • ola_dom Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 11:17
          differentview napisała:

          > autorka oczywiscie jest metrykalnie dorosla ale byc moze zachowuje sie dziecinnie i rodzina to widzi

          A ja powtórzę za panią Agnieszką, ale i za sobą - trochę za późno na wychowywanie. Jak rodzina nie poradziła sobie z wychowaniem dziecka tak, żeby zachowywało się dorośle - to trudno, ale "se nie vrati". Nie ten czas i nie te metody.

          > dostalam od matki miesieczny karnet- ustalenie diety przez dietetyka plus silownia z osobistym
          > trenerem przez miesiac;

          diff, nie porównuj nawet... Nie wierzę, że nie widzisz i nie czujesz różnicy. Naprawdę.

          > koszulka z tchorzfretka jest owszem ironiczna ale raczej jest to ciepla ironia a nie mega
          > zlosliwosci i szyderstwo

          Koszulka z tchórzem dopełniła obrazu - bo po pierwszym prezencie można by jeszcze mieć nadzieję, że chcieli dobrze, no ale nie trafili - cóż, zdarza się. Drugi prezent jednoznacznie pokazał, o co im chodziło.
          Tak jak napisała p. Agnieszka - prezent sprawił przyjemność obdarowującym. Dość perwersyjną przyjemność, jak dla mnie.
          • ola_dom Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 11:19
            ola_dom napisała:

            > A ja powtórzę za panią Agnieszką, ale i za sobą - trochę za późno na wychowywanie. Jak
            > rodzina nie poradziła sobie z wychowaniem dziecka tak, żeby zachowywało się dorośle - to
            > trudno, ale "se nie vrati". Nie ten czas i nie te metody.

            Uzupełniając - czy dorosłą - choćby tylko metrykalnie - osobę ukarzesz tak samo, jak dziecko - np. stawiając do kąta?
            Oczywiście, że rodzina powinna pomagać i wspierać, niekoniecznie gładząc po główce - ale na "wypychanie z gniazda" spóźniła się o dobrych parę lat. I jeśli teraz chce nadrobić niedobory wychowawcze, jakie popełniła - to jednak nie w ten sposób.
            • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 11:25
              ola_dom napisała:

              > Oczywiście, że rodzina powinna pomagać i wspierać, niekoniecznie gładząc po głó
              > wce - ale na "wypychanie z gniazda" spóźniła się o dobrych parę lat.

              no wlasnie o tym mowie- troska to nie tylko gladzenie po glowce; moze i sie spoznili ale taki prezent nie musi byc postrzegany jako upupianie
              • ola_dom Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 11:28
                differentview napisała:

                > no wlasnie o tym mowie- troska to nie tylko gladzenie po glowce; moze i sie spoznili ale taki
                > prezent nie musi byc postrzegany jako upupianie

                Ale ja go wcale nie postrzegam jako upupianie - tylko jako drwinę? pogardę? wyższość?
                Wszystko naraz i jeszcze trochę - czego nie umiem teraz nazwać.
                • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 11:35
                  ola_dom napisała:

                  > Ale ja go wcale nie postrzegam jako upupianie - tylko jako drwinę? pogardę? wyż
                  > szość?

                  to Twoje projekcje, ja tego nie widze; dlatego podalam wlasny przyklad- tez moglam sobie dospiewac- o moj boze- matka ze mnie zlosliwie drwi, zamiast kupis mi ciacho tak jak lubie chciala mi uszczypliwi pokazac, ze widzi jaka jestem gruba i leniwa i z pozycji wyzszosci uznala, ze ja powinnam sie zaczac odchudzac bo ona wie lepiej co dla mnie dobre... moglam? moglam
                  • annb Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 12:46
                    Ty masz prawo do swoich odczuc, a założycielka watku do swoich.
                    Ja się dopiszę do grupy która ją popiera. Tak się nie robi. To nie prezent. To pokazanie pogardy, wyższości, braku szacunku i przekraczanie granic.
                    Po prostu . A argumenty -patrz wpisy Oli . wszystkie.
                    • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 14:02
                      annb napisała:

                      > Ty masz prawo do swoich odczuc, a założycielka watku do swoich.
                      > Ja się dopiszę do grupy która ją popiera. Tak się nie robi. To nie prezent. To
                      > pokazanie pogardy, wyższości, braku szacunku i przekraczanie granic.

                      no jasne, ze ma prawo do swoich odczuc; ja tylko pokazalam, ze na podobny prezent mozna spojrzec zupelnie inaczej; ja tez bym mogla uznac, ze matka "okazala mi pogarde, brak szacunku i przekroczyla moje granice"- tyle, ze moim zdaniem wcale nie takie byly jej intencje i dlatego moglam skorzystac z prezentu i sie z niego cieszyc; gdyby autorka przyjela prezent, podeszla do egzaminu tez bardzo prawdopodobne, ze by miala powod do radosci; wiec moim zdaniem jej frustracja skupia sie na braku wyczucia rodziny ale pod tym jest rozczarowanie wlasna postawa
                    • aqua48 Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 14:33
                      annb napisała:

                      > Ty masz prawo do swoich odczuc, a założycielka watku do swoich.
                      > Ja się dopiszę do grupy która ją popiera. Tak się nie robi. To nie prezent. To
                      > pokazanie pogardy, wyższości, braku szacunku i przekraczanie granic.

                      Plus wzbudzanie u obdarowanej poczucia winy, zamiast radości z prezentu a u siebie paskudne i podłe budowanie poczucia wyższości cudzym kosztem - na zasadzie "co prawda nie będziemy jej wspierać w tym w czym naprawdę potrzebowałaby naszej pomocy, bo to dla nas za trudne (pomoc przy dziecku, wyręka żeby dziewczyna mogła się WYSPAĆ i odpocząć), ale za to jej dowalmy, że jest tchórzem".
                      • annb Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 16:34
                        o to to
                        "co prawda nie będziemy jej wspierać w tym w czym naprawdę potrzebowałab
                        > y naszej pomocy, bo to dla nas za trudne (pomoc przy dziecku, wyręka żeby dziew
                        > czyna mogła się WYSPAĆ i odpocząć), ale za to jej dowalmy, że jest tchórzem".

                        i chodzić w aureoli swietosci jakim to jest się dobrym rodzicem a ona taka niewdzięczna....
                  • pade Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 23:06
                    Jak się rozchorujesz ze stresu i niewyspania, poznasz co to lęk, nie strach, a lęk, taki irracjonalny, to wtedy będziesz się mogła do autorki porównywać.
                    Ty potrzebowałaś mobilizacji, autorka ma inne potrzeby, nie Twoje.
        • milamala Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 22:56
          differentview napisała:

          > kompletnie sie z tym nie zgadzam- rodzina bardzo trafnie zdiagnozowala obdarowa
          > na osobe, co zreszta ona sama wielokrotnie potwierdza;
          Zdiagnozowala problem i to malo znaczacy,nie zdagnozowala najistotniejszej potrzeby.
          To dla rodziny ten problem jest istotny, podczas gdy watkodawczyni ma w rzeczywistosci zupelnie inne obecnie priorytety. Jako matka "niespiacego"dziecka powiem szczerze, ze by mnie jasna cholera wziela gdyby ktos mi jakies bony na egzaminy wbrew woli dawal a nie kiwnal palcem zebym mogla sie choc troche przespac zeby moc ten egzamin zdac. A jakbym jeszcze taka glupawa koszulke dostala to bym ja chyba na ich oczach rozsaarpala i pierwszemu z brzegu w twarz rzucila.
          Jak czlowiek potrzebuje sie wyspac to nie bedzie tancowac - jak mu rodzina zagra.


          "nawet tekst o wypychaniu
          > mlodych z gniazda przez ptaki w calu nauki samodzielnosci- wskazuje na pozytyw
          > ne intencje"
          Watkodawczyni to nie mlodka ktora potrzebuje nauki samodzielnosci. To dojrzala kobieta, zyjaca samodzielnie. Swoje najstotniejsze problemy tez rozwiazuje samodzielnie, bo rodzinka istotna pomoc ma w nosie.

          "Gdyby obdarowana jednak podeszl
          > a do egzaminu- mialaby dwa prezenty w jednym- papierek podnoszacy kwalifikacje
          > plus satysfakcja, ze pokonala swoje nawykowe ucieczkowe odruchy( paniczny lek p
          > rzed porazka)"

          Jakby podeszla do egzaminu, to by go nie zdala, nieprzespane noce dziurawia mozg straszliwie.

          "> dostalam od matki miesieczny karnet- ustalenie diety przez dietetyka plus silow
          > nia z osobistym trenerem przez miesiac; czy powinnam sie wobec tego zalac łzami
          > , ze mnie matka nie akceptuje"
          To zupelnie inna sytuacja. Gdybys byla chronicznie niewyspana osoba i matka zamiast zostac przy dziecku aby sie mogla wreszcie wyspac ofiaruje ci karnet na fitnes to tez bys byla niezadowolona. I nie chodzi o akceptacje matki czy nie, tylko o to, ze tak bliski czlowiek a nie widzi co ci najbardziej jest potrzebne.

          • paris-texas-warsaw Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 23:27
            Ja generalnie stoje na stanowisku, że najlepiej dawać prezenty maloprzydatne, niekontrowersyjne, etc. Prezent to coś ekstra, a nie taka proza życia. Ale wiem, że im więcej osób się zrzuca, tym czasem dziwniejsze prezenty;)
            Ja tę sytuację bym podzieliła na dwie. Po informacji o opłacie egzaminu (nie wiem, czy wcześniej Stacie rozmawiała o swoich obawach etc. i w jakim duchu to tez jest jakoś znaczące dla oglądu sytuacji), Stacie opisała swoją wg mnie za ostrą reakcję. Bo kazała "im odkrecać" itd. Z opisu tak rozumiem, że dość ostro do tego podeszła. Wg mnie kulturalniej by bylo jakoś delikatniej powiedzieć, dzięki, ale wiecie, nie wiem, czy pójdę, albo nic nie mówić etc. Nie wymuszać na darczyncach wycofania tego prezentu, raczej mogła nie skorzystać, to już wolna droga. To wymuszenie odkrecania tej opłaty, wg mnie wkurzyło rodzeństwo. Mi też by się to nie podobało. Koszulka nie była raczej prezentem zastępczym, była pewnie sporo tańsza od opłaty za egzamin, też wiadomo, że to pewnie taka koszulka "nie do zakładania". Może są osoby, które jawnie mówią, że im się jakiś prezent nie podoba (przyznam, że znam takie, hmmm), ale ja uważam, że to nie jest w dobrym tonie. Chcieli opłacić egzamin jako prezent, to opłacili, nie trzeba natomiast iść na ten egzamin. Ja osobiscie na miejscu rodzeństwa bym już nic nie dawała:) Ale sam prezent jako opłatę czyjegos egzaminu też uważam za nieszczególny.
            Zgadzam się z Diffrent, że wiele zależy od odbioru. W porównaniu z pakietem "odchudzania" opłata za egzamin ukończonego kursu może być odebrana jako znacznie bardziej "stosowna", ale jak widać, wiele zależy od opinii obdarowanego. Mogli też uważać, że zawsze jest szansa na zdanie kursu, tym bardziej, że jeśli ktoś chodzi na kurs zieprzymuszonej woli, to raczej czegos się tam uczy, a nie jest statystą, co oznacza, że nawet bez przygotowania jest szansa na zdanie. Ale jak ktoś nie chce, to jego wolna wola.
            • paris-texas-warsaw Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 23:37
              Ja na miejscu Stacie bym wzięła prezent, sama się postarała o zwrot kasy, i sobie za to kupiła, co bym chciała:) Ale już w to nie wtajemniczała darczyńców, najwyżej powiedziałabym, że nie udało mi się dotrzeć, co zresztą byłoby prawdą;) Przyznam, że kiedyś tak zrobiłam z biletami na jakiś niepasujący mi spektakl, takie jest ryzyko dawania komuś prezentów "angażujących" czas i siły obdarowanego.
            • pade Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 23:38
              A moje stanowisko jest takie, że prezent powinien być zgodny z potrzebami i zainteresowaniami obdarowywanego, a nie z dobrymi czy też nie chęciami darczyńcy. Bo to nie darczyńca ma się dobrze czuć tylko obdarowany.
              • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 23:42
                pade napisała:

                > A moje stanowisko jest takie, że prezent powinien być zgodny z potrzebami i zai
                > nteresowaniami obdarowywanego, a nie z dobrymi czy też nie chęciami darczyńcy.
                > Bo to nie darczyńca ma się dobrze czuć tylko obdarowany.

                co Ty nie powiesz- malo razy dostalas albo dalas prezent, ktory nie do konca trafial w gusta? w Twoim swiecie ludzie sa jasnowidzami i potrafia w 100% trafic w potrzeby i zainteresowania obdarowanego, serio? a jak nie trafia to znaczy, ze sa wredni, podli i okrutni?
                • pade Re: czuję się skrzywdzona prezentem 30.06.15, 00:05
                  a jak nie trafia to znaczy, ze sa wredni, podli i okrutni

                  nie, to znaczy, że mają gdzieś co lubię, czy jakie mam potrzeby
                  poza tym, są ludzie, którzy umieją robić prezenty i tacy, którzy mają dobre intencje, ale jakoś im nie wychodzi, da się wyczuć
                  jeśli chodzi o autorkę, przeczytaj pierwszy post, ona wyraźnie powiedziała, że nie chce zdawać egzaminu, bo to za duży koszt psychiczny dla niej, a rodzina mimo to postawiła na swoim, tak się nie robi bliskim osobom
              • paris-texas-warsaw Re: czuję się skrzywdzona prezentem 29.06.15, 23:46
                Jak widać, nie jest to takie łatwe. A malo kontrowersyjna biżuteria, książka, płyta, albo coś co ktos generalnie lubi, zbiera, etc. jest lepsze wg mnie niż nawet coś bardziej potrzebnego (np. rondel, mi by się taki mały przydał:)), bo potem budza się rózne kontrowersje i ktos się czuje wręcz obrażony, bo nie taka okazja, bo nie taka relacja darczyńca-obdarowany, etc.
                • pade Re: czuję się skrzywdzona prezentem 30.06.15, 00:01
                  ale biżuteria, książka, płyta w guście obdarowywanego
                  wystarczy się przyjrzeć czy dopytać
                  nie chodziło mi o potrzeby w stylu patelnia czy płyn do mycia naczyń:D tylko właśnie o to, co napisałaś w pierwszym zdaniu
                  np. wiem, że syn lubi Cobena, pojawia się nowość - kupuję, itd
        • sanciasancia Re: czuję się skrzywdzona prezentem 03.07.15, 01:19
          Na serio porównujesz siebie i swoją lekką nadwagę z dziewczyną, która wyłysiała z niespania i stresu? Ktoś napisał coś u góry o braku empatii, na twoim miejscu bym to poważnie przemyślała.
          • ola_dom Re: czuję się skrzywdzona prezentem 03.07.15, 09:21
            sanciasancia napisała:

            > Na serio porównujesz siebie i swoją lekką nadwagę z dziewczyną, która wyłysiała z niespania i stresu?

            No właśnie - ja też się zastanawiałam, czy dla different pójście na siłownię jest takim samym strasznym stresem, jak przystąpienie do bardzo trudnego egzaminu.
    • sorvina Re: czuję się skrzywdzona prezentem 30.06.15, 08:37
      To ważne, by przekraczać granice swojego komfortu i podejmować wyzwania, ale musi być ku temu dobry czas bo to duży wysiłek psychiczny i często intelektualny/fizyczny. Czasem są inne priorytety i nie warto nic na siłę robić, bo w przypadku bardzo prawdopodobnej porażki, jak w sytuacji bycia zmęczoną mamą niesypiającego dziecka, podjęcie wyzwania nie pomoże, a może sprawić, że następnym razem będzie jeszcze trudniej się przełamać.

      Jeszcze sam prezent - ufundowany egzamin i koszulkę, można by potraktować jako prezent mało wrażliwej rodziny, ale chcącej dobrze. Jednak komentarze pokazują prawdziwe intencje, imho bardzo trafnie odczytane przez autorkę jako brak akceptacji. Było coś w tym z ukarania "odstającego" członka rodziny, grupowego pastwienia się nad tym, który radzi sobie z czymś gorzej przez wytykanie mu tej słabości. Przecież tam w ogóle nie było mowy o pytaniu - czego autorka potrzebuje by podejść do egzaminu, jak jej realnie pomóc. Za to był foch, że nie doceniła, informacja, że są autorką rozczarowani "nie tak ją wychowali". Ma się zmienić i już, wtedy i tak jak oni sobie tego życzą. To nie był prezent dla niej. To nie jej miało być lepiej.

      Niestety i u mnie w rodzinie i miałam okazję obserwować poza rodziną nie raz, były takie "akcje korygujące" dzieci. Dziwnym trafem dotyczyły najsłabszych, najbardziej nieśmiałych członków rodziny, takich, którzy nie potrafią się bronić. We wszystkich tych sytuacjach nie chodziło o dobro dziecka, ale o lekko sadystyczne przedstawienie jego kosztem, gdzie pozostali udowadniali sobie, że są lepsi, a to dziecko jakieś takie niedorobione. Zamiast wsparcia wyzwania ponad chwilowe siły i możliwości a potem grupowe nabijanie się. A dziecko miało traumę i uraz do sytuacji społecznych jeszcze większy.
      Tutaj dodatkowo mamy do czynienia z dorosłą osobą, która obiektywnie radzi sobie w życiu, tylko pewnych wyzwać unika. Nie ma uzasadnienia dla drastycznych metod "ratowania" a wychowywanie powinni sobie już dawno odpuścić.
      • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 30.06.15, 08:58
        sorvina napisała:

        > Przecież tam w ogóle nie było mowy o pytaniu - czego autorka potrzebuje b
        > y podejść do egzaminu, jak jej realnie pomóc.

        ze strony autorki tez nie bylo wyjasnienia- dzieki za prezent ale z powodu zmeczenia i niewyspania nie dam rady podejsc do egzaminu chyba, ze ktos mnie odciazy zebym mogla sie jeszcze poduczyc- normalnie i bez histerii
        bylo za to natychmiastowe NIE "powiedziałam, że nie ma takiej opcji, żebym poszła. Niech to odkręcają, bo szkoda ich pieniędzy, ja i tak nie pójdę."
        nie bylo- pojde jesli ktos mi pomoze tylko- nie pojde i tak
        wszyscy sie przyczepili do niewyspania a moim zdaniem to zly trop w przypadku osoby, ktora z zasady nie podejmuje zadnych wyzwan; jakby nie bylo niewyspanie to by bylo cos innego, kazdy pretekst bylby dobry
        pozostaje pytanie jak rodzina moze pomoc takiej osobie, ktora z zasady wycofuje sie z jakichkolwiek wyzwan bez jednoczesnego lamania jej granic i narzucania czegos sila; jesli ona czuje sie komfortowo sama ze soba- to nie powinno sie jej do niczego zmuszac; jesli jednak "chcialaby a boi sie" to mysle, ze rodzina moze roznymi metodami ja zachecac do przelamania lekow- moim zdaniem to byla wlasnie taka proba, jak sie okazalo nieudana dlatego zostala obrocona przez rodzine w ironiczny zart
        • annb ale wcale nie sygnalizuje, 30.06.15, 09:17
          nie, no wcale nie mowi, wcale nie prosi o pomoc
          wcaaaale

          Mocni w gębie jak to się mówi, a jak proszę o popilnowanie małej, to słyszę, iż chętnie, ale ona nie śpi, nie lubi spacerów, boi się facetów, więc sama rozumiesz, chcielibyśmy, ale się nie da.
        • pade Re: czuję się skrzywdzona prezentem 30.06.15, 10:12
          Diff, znam Stacie z ematki i uwierz, nie wiesz o czym piszesz.
          • differentview Re: czuję się skrzywdzona prezentem 30.06.15, 10:29
            pade napisała:

            > Diff, znam Stacie z ematki i uwierz, nie wiesz o czym piszesz.

            ok, moze nie wiem
        • milamala Re: czuję się skrzywdzona prezentem 08.07.15, 21:38
          differentview napisała:

          "wszyscy sie przyczepili do niewyspania a moim zdaniem to zly trop w przypadku o
          > soby, ktora z zasady nie podejmuje zadnych wyzwan;"

          Pemanentne niewyspanie nie jest zadnym pretekstem. Takie same oplakane skutki ma wsrod osob, ktore "wyzwan nie unikaja' i takie same wsrod osob, ktore unikaja.
          Czlowiek musi sie wyspac zeby zadzialac, i dopiero od tego momentu mozna powiedziec, czy osoba unika czegos czy nie.
          Sprobuj tak jedynie miesiac nie spac, jeden malutki miesiaczek bez mozliwosci przespania choc jednej ciaglej nocy, wtedy pogadamy co jest pretekstem a co nie.
          • vilez Re: czuję się skrzywdzona prezentem 09.07.15, 10:48
            Nie wytłumaczysz....
    • stacie_o Może kogoś ciekawi zakończenie 30.07.15, 11:56
      to dopiszę. Bo ja nie lubię, jak nie wiem co się dzieje dalej u autorów, w wątku w który się zaangażowałam. Byłam u psychologa, jakoś zebrałam się w sobie. To mi wiele dało, powiedziałam wprost rodzinie, że jest mi źle, ciężko i co czułam przez całe życie, że muszę coś udowadniać, starać się nieustannie, żeby zasłużyć na ich miłość. I jak to bywa, część zrozumiała, część zaczęła zaprzeczać, że nie takie ich intencje, część, że całkiem mi odbiło. Moje rodzeństwo (dość liczne) nie ma dzieci, nie wie jaki to trud i wysiłek. Wszyscy jednak zapewnili,  że skoro potrzebuję pomocy, to wygrzebią coś z czasu i mi pomogą. Póki co z obietnicy wywiązuje się połowa, zobaczymy jak z resztą. Aktualnie ja jestem chora, z niedospania i wycieńczenia siadła mi odporność, co spowodowało iż leczę zapalenie płuc i zastanawiam się czy córka też zachoruje.
      Zapisałam się na egzamin, w grudniu. Lektura tego wątku uświadomiła mi, że nie można uciekać przed wyzwaniami.
      • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 30.07.15, 13:10
        Wow, super:)
        Do psychologa będziesz chodziła regularnie, czy to była jednorazowa wizyta?
        Dbaj o siebie, dużo zdrowia życzę.
      • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 30.07.15, 13:56
        Stacie, weź pomyśl, że czasem można odpuścić. Tak zwyczajnie, powiedzieć, że się chrzani serdecznie dane wyzwanie i nie ma ochoty na udowadnianie czegoś tam innym.
        • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 30.07.15, 14:10
          Też mi przyszło na myśl, że Stacie chce coś udowodnić. Tylko komu i po co? I czy naprawdę warto?
      • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 30.07.15, 14:15
        stacie_o napisała:

        > Zapisałam się na egzamin, w grudniu. Lektura tego wątku uświadomiła mi, że nie
        > można uciekać przed wyzwaniami.

        i tego sie trzymaj- lepiej podjac wyzwanie i nawet przegrac niz wycofac sie i zalowac, ze zabraklo odwagi- powodzenia!
        • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 30.07.15, 15:17
          Jesuu, Differentview, nic Cię nie obchodzi, ze dziewczyna jest łysa ze stresu i chora z niewyspania??
          Naprawdę najwazniejsze jest podejmowanie wyzwań w takiej sytuacji?
          To z ematki, z listopada
          "Nie wytrzymałam, planowałam półtorej roku w domu, po niespełna roku wracam do pracy. Corka nie toleruje spacerów dłuższych niż 15 minut, nie śpi odkąd ma +- pół roku, spała słabo od niemowlęctwa, nie toleruje jazdy autem, pociągiem, autokarem. Boi się ludzi, akceptuje wąskie grono opiekunów, pewne dźwięki doprowadzają ją do płaczu np męskie głosy, nie lubi nowych miejsc. Byliśmy w klinice z 3 razy zdiagnozwać co jej jest, ale nikt nie postawił diagnozy somatycznej. Na diagnozę psyche jest ponoć za wczasu.
          Skończyłam z ciężką niedowagą, łysa jak kolano i z początkiem ludziowstrętu. Na myśl, że trzeba wyjść z domu miałam napady lęku, że skończy się jak zwykle, czyli płaczem, histerią, spazmami aż do bezdechu. Na dwa dni w tygodniu przyjeżdzała moja mama, jeśli mogła, bo bym oczadziała."
          Jest tego więcej, poczytaj.
          • zuzi.1 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 30.07.15, 20:11
            Stacie, to nie jest czas na podejmowanie dodatkowych wyzwan, olej ten egzamin, przy takichproblemach ekstremalnych z dzieckiem jakie masz, codziennosc to jest dopiero wyzwanie. Nie dokladaj sobie teraz jeszcze problemow na plecy, w postaci glupich egzaminow, na to przyjdzie czas kiedys, gdy sie ogarniecie z problemami malej. Skup sie na sobie i na dziecku, na tym aby odpoczac i dobrze ja zdiagnozowac. Czy pod katem zaburzen integracji sensorycznej byla badana, bo z tego co piszesz dziecko ma sporo nadwrazliwosci.
            • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 30.07.15, 21:28
              Była, mała jest zdiagnozowana i terapeutyzowana, co nie zmienia faktu, że Stacie jest wyczerpana.

              Stres jest przyczyną chorób somatycznych, niewyspanie - zaburzeń lękowych. Dorosła osoba zdaje sobie z tego sprawę i dba o siebie a nie robi za super hero.
              • zuzi.1 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 30.07.15, 23:40
                W sytuacji Stacie nalezy realizowac plan minimum i skupic sie na podstawowych czynnosciach zyciowych swoich i dziecka. Zadnych niepotrzebnych wyzwan, bo to zabiera cenna energie, ktorej organizm juz nie ma i nadszarpuje juz mocno skolatane nerwy. Wyzwania w postaci np. egzaminow podejmuje sie wowczas, gdy dziecko ogarniete, zdrowe, ma sie spokoj w glowie, wtedy mozna podejmowac wyzwania. Podejmowanie wyzwan w mocno kryzysowym okresie jest glupota i jest spora szansa, ze to wyzwanie zakonczy die wynikiem neg., bo w czasie ostrych kryzysow czlowiek nie ma glowy na podejmowanie wyzwan.
          • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 08:09
            moze ci umknelo, ze to juz przeszlosc, autorka wrocila do pracy, ma nianie, zlobek, meza, rodzina tez zaczela pomagac- w dodatku sama chce podjac wyzwanie- masz z tym jakis problem?
            • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 08:46
              Ale zanim się zregeneruje minie przynajmniej kilka miesięcy, bo organizm nie działa na pstryczek.
              Przy takich obciążeniach codziennych i takim wielomiesięcznym wysiłku i stresie, ograniczyłabym liczbę jakichkolwiek wymagających aktywności do minimum, żadnych wyzwań.
              • annb Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 08:52
                to plus poczekajmy na ile rodzinie zapału starczy.
              • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:00
                triss_merigold6 napisała:

                > Ale zanim się zregeneruje minie przynajmniej kilka miesięcy

                chyba pisze jak wol- " Zapisałam się na egzamin, w grudniu." przypomne tez, ze kurs jest juz odbyty, wiedza mniej wiecej przyswojona, pozostaje cale 5 miesiecy zeby cos sobie powtorzyc i pojsc na egzamin- ale widze, ze forumowiczki postanowily uczynic ze slabo spiacego dziecka- sytuacje zupelnie ekstremalna a z pojscia na egzamin wyzwanie co najmniej rowne z wejsciem zima na broad peak
                • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:04
                  Masz dziecko?
                  • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:32
                    pade napisała:

                    > Masz dziecko?

                    mam przyjaciol, ktorzy maja ciezko chore( smiertelnie) male dziecko; nie ma nic co moglabys mi uswiadomic lepiej niz sama wiem- slabo spiace dziecko to trudna i dykomfortowa na dluzsza mete sytuacja ale nie ekstremalnie ciezka- rozejrzyj sie wokol to zobaczysz sytuacje naprawde ekstremalne; zreszta po co ta dyskusja- autorka podjela wlasna decyzje, pytam sie jaki masz z tym problem? chciala pomocy rodziny i ja otrzymuje, za pol roku zda egzamin, ktory nie jest kwestia zycia i smierci- ot, pojdzie, napisze jakis test i po godzinie wroci do domu
                    • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:38
                      Czyli nie masz. Czyli nie wiesz nic osobiście na temat przewlekłego wyczerpania i życia w nieustannym napięciu, przy obowiązkach codziennych które musisz wykonać. Musisz, nikt za Ciebie tego nie zrobi, nie odłożysz na później, nie zwalisz na kogoś innego.
                    • annb Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:41
                      widzisz, ja , tak jak ty, nie mam dziecka. mam kota z astmą. i napiszę ci, że przy nasileniu jego choroby, wyglądałam jak zombie.
                      I gdyby ktokolwiek wymagałby ode mnie wtedy jakiejkolwiek aktywności, ostatniem sił zabiłabym.I piszę serio. Bo we mnie niedospanie włacza agresora.

                      A to trwało raptem parę dni, aż leki zaczęły działać.

                      A to że ktoś ma przyjaciół...no spoko, do przyjaciół się przychodzi i wychodzi ale sytuacji jaką mają nie doświadcza się cały czas.
                    • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:45
                      Wiedzieć a doświadczyć to ogromna różnica.
                      Ja mam problem z Tobą. Bo namawiasz dziewczynę do wyzwań, mimo, że nie masz pojęcia o jej uwarunkowaniach. I mimo, że piszemy Ci, że to może być ponad jej siły, Ty dalej ciągniesz swoje.
                      To jest ekstremalna sytuacja. Chyba, że dla Ciebie permanentne niewyspanie, wyłysienie i łatwa zapadalność na choroby są czymś naturalnym.
                      • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:51
                        Wlasnie nie bardzo rozumiem po co mi piszesz o jej uwarunkowaniach, o ktorych tez pojecia nie masz, skoro ona znajac je najlepiej podjela taka a nie inna decyzje;)
                        • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:57
                          Wystarczy mi to, co Stacie pisze na ematce od prawie dwóch lat. O córce i o sobie i o swojej rodzinie.
                          Poza tym niżej opisałam, że doświadczyłam czegoś podobnego.
                        • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:58
                          Podjęła pod wewnętrzną presją, zawsze może się z tego wycofać i nie mieć wyrzutów sumienia.
                          Właśnie porąbana rodzina i wkodowany przymus wykazywania się, udowadniania czegoś otoczeniu, samodzielności itd. wpędziły ją w taki kanał psychiczny i fizyczny.
                          Ciśnienie na to, żeby teraz czy za kilka miesięcy zawracała sobie głowę jeszcze jakimś durnym egzaminem jest okrutne i bezczelne.
                          • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 10:00
                            DOKŁADNIE!!!
                          • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 18:05
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Podjęła pod wewnętrzną presją, zawsze może się z tego wycofać i nie mieć wyr
                            > zutów sumienia
                            .

                            a skad Ty wiesz czy podjela pod presja czy bez presji??? jasnowidzem jestes? prezentu odmowila ale teraz sama z wlasnej woli po przemysleniu zapisala sie na egzamin- dlaczego mialaby sie wycofywac???
                          • ola_dom Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 11:38
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Ciśnienie na to, żeby teraz czy za kilka miesięcy zawracała sobie głowę jeszcze
                            > jakimś durnym egzaminem jest okrutne i bezczelne.

                            Bo to nie jest tak, że ona JEDNEGO DNIA, dopiero za PIĘĆ MIESIĘCY pójdzie na jakiś tam egzamin i go zda, albo nie.
                            Do czasu egzaminu będzie on nad nią wisiał i ją obciążał psychicznie. Przez pięć najbliższych miesięcy. Choćby nie wiem jak udawała, że o nim nie myśli.
                            Jej już nie trzeba więcej obciążeń.
                            • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 12:02
                              > Bo to nie jest tak, że ona JEDNEGO DNIA, dopiero za PIĘĆ MIESIĘCY pójdzie na ja
                              > kiś tam egzamin i go zda, albo nie.
                              > Do czasu egzaminu będzie on nad nią wisiał i ją obciążał psychicznie. Przez pię
                              > ć najbliższych miesięcy. Choćby nie wiem jak udawała, że o nim nie myśli.

                              ten watek stal sie zupelnie absurdalny, jedyne co w nim jest ciekawego to ukryta motywacja forumowiczek, ktore wbrew autorce lepiej wiedza, ze nie powinna podchodzic do jakiegos tam egzaminu;) cala reszta to projekcja ich wlasnych doswiadczen na obca osobe- fascynujacy jest ten mechanizm
                              • ola_dom Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 12:09
                                differentview napisała:

                                > fascynujacy jest ten mechanizm

                                To prawda, wierzę, że dla niektórych empatia może być fascynującym zjawiskiem.
                                • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 12:43
                                  > To prawda, wierzę, że dla niektórych empatia może być fascynującym zjawiskiem.

                                  jak widac rozumiemy empatie zupelnie inaczej:) piszac, ze nad autorka miesiacami bedzie ciazylo widmo egzaminu- piszesz przeciez z wlasnego doswiadczenia ( bo raczej nie wiesz co bedzie miala ona w glowie) i de facto z wlasnymi subiektywnymi odczuciami empatyzujesz; a moze byc tak, ze nic ciazylo nie bedzie, autorka podejdzie do egzaminu zda go i stwierdzi- super ze sie odwazylam, ze zdalam, ciesze sie, ze pokonala swoj typowy sposob ucieczkowego reagowania; rozumiem sceptycyzm wczesniej, gdy autorka ulagala czyjejs presji ale teraz zapisanie sie na ten egzamin jest jej autonomiczna decyzja- a tutaj jest to kwestionowane( chcialoby sie powiedziec, ze przez grono sfrustrowanych, unikajacych wyzwan pan, ktore dla ich wlasnego komfortu chcialyby zeby inni tez reagowali unikowo:P)
                                  • napis_z_obrazka Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 14:35
                                    Poza tym:
                                    Autorka zalaczyla wczesniej link do kursu. Doyczyl dziedziny, ktora ja interesuje ( prawie Hobby;-) a jednoczesnie zgodny z wykonywanym zawodem. Kiedy rozpoczynala, pozwalal jej uciec od domowych obowiazkow. Taki sposob relaksu wybrala (tak zrozumialam). Ktos z rodziny (mama?) zastepowal ja w domu przez kilka weekendow (nie maz, tak zrozumialam).
                                    I teraz kwestia jasnosci w rodzinie. Czy osoba, ktora zastepowala, miala swiadomosc, ze kurs potrzebny dla relaksu czy dla podniesienia kwalifikacji? Oczywoscie Autorka ma prawo do kazdej wersji, ale rodzina chyba tez???
                                    Ja tu widze pomieszanie motywow i skutkow;-) Pomieszanie relaksu z obowiazkami.

                                    Dla mnie jest niezrozumiale wybranie kursu weekendowego w ramach relaksu, kiedy mam zaleglosci w spaniu. Angazowanie rodziny w tym czasie a pozniej zdziwienie, ze osoba mnie zastepujaca, oczejuje przystapienia do egzaminu. Bo tak pewnie rozumiala pomoc, podniesienie kwalifikacji Autorki.

                                    Ale nie wszystko musze rozumiec...
                                    • stacie_o Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 14:45
                                      Właśnie nikt z rodziny mi nie pomagał. Żeby sobie uzurpowali prawo do twierdzenia, że zmarnowałam ich czas. Link był przykładowy :-) dotyczył tematyki o czym rozmawiamy.
                                      • napis_z_obrazka Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 14:47
                                        A to przepraszam. Ja zrozumialam, ze co drugi Weekend przychodzila do Ciebie mama, zebys mogla poleciec na kurs.
                                        • stacie_o Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 14:55
                                          Nie ma za co. Mama deklarowała pomoc przy dziecku po porodzie i to, że jak wrócę do pracy na część etatu to się zajmie wnuczką. Ale okazało się, że ja nie miałam co do poprzedniej pracy wracać, mama znalazła po kilkunastu miesiącach poszukiwań wreszcie pracę dla siebie i z planów nic nie wyszło. Ale, że widziała jak mi ciężko i że wnuczce coś jest, od chwili urodzin do teraz przyjeżdża średnio co dwa tygodnie. Ona cieszy się wnukami, ja mam trochę wolnego. Kurs był w systemie dzienno-wieczornym i trwał kilka miesięcy, mała już ma prawie 19 mcy.
                                          • stacie_o Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 14:56
                                            I mimo że po kursie zostały tylko wspomnienia mama dalej przyjeżdża...
                      • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 09:54
                        I jeszcze jedno. Najważniejsze.
                        Idziesz do tych przyjaciół, powspółczujesz, wracasz do siebie i myślisz o czymś innym, masz spokój. Nie masz zielonego pojęcia jak to jest, kiedy człowiek widzi, że dziecku coś dolega, a lekarze zbywają machnięciem dłoni, albo rozkładają ręce. Nie masz pojęcia jak to jest, kiedy biegasz po klinikach, poddajesz dziecko czasem bolesnym zabiegom i modlisz się, żeby w końcu ktoś powiedział co mu jest. Żeby była diagnoza, bo jak jest diagnoza, to powinno za tym iść leczenie. Zanim to nastąpi, wstajesz w nocy po 20 razy, tulisz, uspokajasz, a w głowie masz myśl: co mu jest? W dzień wszystko kręci się wokół jednego: żeby jak najdłużej się wyspało, żeby nie płakało, żeby zjadło. Niestety, większość wysiłków idzie na marne.
                        I jest jeszcze drugie dziecko, ono też chce uwagi, też jest małe. Próbujesz się rozdwoić, masz wieczne wyrzuty sumienia...O sobie to już w ogóle zapominasz, bo nie masz na to ani czasu ani sił.
                        Jeśli taki stan trwa dłużej, jeśli do tego dojdą wizyty w szpitalu, na bank się rozchorujesz.
                        Wiem o czym piszę, doświadczyłam tego.
                        A Ty nie wiesz o czym piszesz Differetview i na tym polega różnica między nami.
                        • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 10:01
                          Nie masz Diff, zielonego pojęcia o odpowiedzialności za zdrowie i życie dziecka. Całkowitej odpowiedzialności. Nie wiesz jak idzie za tym presja i jakie napięcie.
                          Dlatego Twoje wypowiedzi w tym wątku uważam za szkodliwe.
                          • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 10:05
                            Ja również. I wpędzanie Stacie w poczucie, że jeszcze coś powinna, coś ponad zajęcie się sobą i rodziną i wrzucenie na luz, uważam za podłe.
                          • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 17:58
                            > Dlatego Twoje wypowiedzi w tym wątku uważam za szkodliwe.

                            ale moje wypowiedzi w tym watku nie maja sluzyc Tobie tylko ewentualnie autorce i jak widac z jej slow i podjetej decyzji- wyciagnela z nich dla siebie cos pozytywnego, wiec moze przestan sie bawic w jej adwokata, co? czy moze Tobie moje wypowiedzi zaszkodzily?
                            • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 21:22
                              To jest wg Ciebie pozytywne, zrozum to wreszcie. Wg mnie i innych osób z tego wątku, oprócz Paris, nie jest.
                              I tak, szkodzą mi takie wypowiedzi jak Twoja. Też kiedyś słyszałam od innych bezdzietnych, że odrobina wyzwań nikomu nie zaszkodziła. Uruchomiłaś kiepskie wspomnienia.
                              • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 21:32
                                Ja takie teksty słyszę regularnie od swojej bezdzietnej siostry. Witaj w wizji świata samotnych starych panien. :D
                                • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 22:41
                                  Nie udusiłaś jej jeszcze?:)
                                  • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 22:58
                                    O, ja dość brutalnie butuję, nie tłumię swoich odczuć. :P
                              • zuzi.1 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 21:36
                                Jak to sie mowi: sa ludzie i taborety, niektorzy to calkiem inteligentne taborety... :-) ja takich nazywam dronami w swojej wlasnej prywatnej terminologii. Niby ludzie, a tacy jacys dziwni :-)
                                • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 21:38
                                  Po prostu żyjący w innym matrixie.
                              • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 22:24
                                pade napisała:

                                > To jest wg Ciebie pozytywne, zrozum to wreszcie. Wg mnie i innych osób z tego w
                                > ątku, oprócz Paris, nie jest.

                                alez ja rozumiem, ze wg mnie to jest pozytywne a wg Ciebie nie- tylko nic dla mnie z tego nie wynika- ja mam swoje zdanie a Ty masz swoje, nie czuje sie w zaden sposob przekonana do Twojego- deal with it;)
                                poza tym to jest absurdalne i smieszne, ze autorka sama z siebie, akurat tym razem bez presji rodziny zapisala sie na egzamin za pol roku a wychodzi na to, ze anonimowe kolezanki z forum najchetniej by jej tego zabronily nie majac pojecia o jej motywacji, stanie zdrowia itd; Twoje wspomnienia to Twoje wspomnienia, przestan projektowac je na innych;)))


                                • zuzi.1 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 22:31
                                  Ale jak myslisz Different, czy autorka siedzac w domu z zapaleniem pluc powinna ten czas wykorzystac na jakies powtorki wiedzy i latanie ew. luk, czy do grudnia to jeszcze za daleko?
                                  • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 22:42
                                    A tam zapalenie płuc, do grudnia jej przejdzie, a na łysą główkę nałoży ciepłą czapeczkę. Grunt, żeby zdała.
                                    • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 01.08.15, 08:48
                                      pade napisała:

                                      > A tam zapalenie płuc, do grudnia jej przejdzie, a na łysą główkę nałoży ciepłą
                                      > czapeczkę. Grunt, żeby zdała.

                                      twierdzilas tu kiedys, ze jestes coachem? sorry ale reagujac tak infantylnie jak dla mnie jest to malo realne;) na swoich klientow tez projektujesz swoje problemy z motywacja i traumatyczne wspomnienia i przez ten pryzmat wiesz najlepiej co jest dla nich " dobre"?
                                      • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 01.08.15, 12:49
                                        Infantylne to jest to Twoje personalne dogryzanie. Żałosne wręcz.
                                        Jakbyś nie zajarzyła to wyjaśnię: odpowiedziałam Zuzi w jej stylu, czyli ironicznie.
                                        To nie było do Ciebie, nie ma się o co obrażać:P
                                        • differentview Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 01.08.15, 13:57
                                          alez ja sie nie obrazam, jesli rzeczywiscie jestes tym coachem to chetnie korzystalabym z Twoich uslug za kazdym razem gdybym mi sie nie chcialo podjac jakiegos wyzwania czy ryzyka; wspolnie z Toba znalazlabym milion powodow, dla ktorych lepiej sie wycofac i nic nie robic plus zobaczylabym swoja zyciowa sytuacje w tak dramatycznym swietle, ze nawet wyjscie z domu wydawaloby mi sie challengem ponad ludzkie sily:P
                                          • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 01.08.15, 14:14
                                            Ty widzisz gdzieś na górze info: na tym forum porad udziela Pade- coach?
                                            Jeśli tak, radzę się szybko udać do specjalisty. Niekoniecznie od oczu:P
                            • sanciasancia Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 21:30
                              A ja się zastanawiam, co ty sobie kompensujesz, waląc w dziewczynę na skraju załamania zdrowotnego, psychicznego, idiotycznymi tekstami o motywacji i jeszcze porównując swoje malutkie problemiki postaci ekstra 10 kg do jej kompletnie nieśpiącego dziecka z niedającymi się zdiagnozować problemami neurologicznymi.
                              Jak człowiek jest na skraju, to się skupia na przeżyciu. Gdybyś kiedykolwiek była w takiej sytuacji, to byś to rozumiała.
                        • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 10:04
                          Dokładnie.
                          Znaczy, ja jestem w stanie sobie jako tako wyobrazić, biorąc za punkt wyjścia posiadanie dwójki zdrowych i raczej bezproblemowych dzieci. Mimo tego, okres kiedy młodsza była pierwszy rok w żłobku i czasem słabo spała. ja wróciłam do pracy na te 7 godzin dziennie, partner pracował na zmiany i był permanentnie niewyspany, a starszak miał początek szkoły, zajęcia i wymagał uwagi wspominam jako dość ciężki. Spiętrzenie obowiązków.
      • paris-texas-warsaw Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 11:47
        Stacie, dzięki za ciąg dalszy, mógłby to być przyczynek do "dobrych praktyk" forum, żeby każdy taką relację zdawał;)
        Ja myślę, że to fantastycznie, że się zapisałaś na egzamin. To znaczy, że jakbyś poczuła w sobie potencjał, że MOŻESZ tam iść i zdać albo oblać. A czy pójdziesz, czy nie, czy może bedzie akurat już ważniejsza kwestia, albo uznasz, że chcesz się lepiej przygotować na inny termin, bo nie było zasu, a nie bo się boisz, to już inna kwestia. W takim ujęciu wg mnie samo zapisanie się na egzamin jest właśnie sukesem i w sumie możesz tam nie iść;)
        Szczerze mówiąc, to jestem zdziwiona, bo jak pisałaś o psychicznym podłożu swojej choroby i związku z dlugotrwałym stresem, to myslałam, że jesteś pod stałą opieka psychologiczną, choćby jakaś amortyzacja tej sytuacji.
        Podoba mi się też rozmowa z rodzeństwem, choć ja to raczej podejrzewam, że Twoje uczucia nie są do końca wynikiem ich presji, choć to też zależy od wieku rodzeństwa, jego udziale w wywchowaniu. Kiedyś czytałam, że np. Bradshaw rodzeństwo nazywa "higher power" i ono też ma dość duży wpływ na człowieka, choc nie jest to do końca taki proces wychowawczy jak z rodzicami.
        Życzę zdrowia i niedania się żadnym zapaleniom:)))
      • angiz Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 11:53
        stacie_o napisała:


        > Byłam u psychologa, jakoś zebrałam się w sobie. To
        > mi wiele dało, powiedziałam wprost rodzinie, że jest mi źle, ciężko i co czuła
        > m przez całe życie, że muszę coś udowadniać, starać się nieustannie, żeby zasłu
        > żyć na ich miłość. I jak to bywa, część zrozumiała, część zaczęła zaprzeczać, ż
        > e nie takie ich intencje, część, że całkiem mi odbiło. Moje rodzeństwo


        Gratuluję decyzji.
        A tak z ciekawości, czy wcześniej jasno sygnalizowalaś rodzinie, że potrzebujesz pomocy w czymś a oni to olewali? Czy raczej wcale im nie mówiłaś, że ci ciężko i przydała by ci się pomoc, albo ich jakies zaangażowanie,
        milczałas i czekałaś, by sami na to wpadli, domyślili się, a sama byłaś coraz bardziej zmęczona i wściekła na wszystko i wszystkich, nie mówiąc im że potrzebujesz odciążenia? Czy sama próbowalaś im bez psychologa powiedzieć to, co powiedziałaś po wizycie u psychologa czy raczej odcinałaś ich od informacji o tym co naprawdę czujesz?

        • stacie_o Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 12:13
          Ja im mówiłam bez przerwy. Od samego początku, od kiedy się zaczęły cyrki z córką. Ale nie tak, że dzwoniłam do wszystkich i ojezu jezu jaka jestem zmęczona, córa źle śpi, ale potrzebuję waszej pomocy, kolejna bezsenna noc, nie mam zakupów zrobionych, jutro wyjazd do kliniki i bardzo proszę o pomoc, która może polegać na a) zajęciu się dzieśmi, b)zakupem bułek, c) czymkolwiek. Nie wżeniałam nielubiącym dzieci opieki nad dziećmi, prezentowałam szereg możliwości pomocy. I dzwoniły siostry niby zatroskane, mówię, że córa bla bla bla, a starszy bla bla, i czy w związku z tym mogłyby albo wpaść, albo zabrać syna gdzieś, albo użyczyć auto, a jeśli nic z tych rzeczy to może opłacą na więcej godzin niańkę, jak kiedyś się deklarowały. Oczywiście pomyślą. I wpadały z kolejną matą edukacyjną :P Miałam ochotę owinąć się w tę matę i uderzać głową w sufit.
          • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 12:41
            Dlatego doskonale rozumiem Twoje rozczarowanie prezentem.
            Ja bym była rozgoryczona na Twoim miejscu. I powiedziałabym tak: proszę mi tu nie serwować czczych deklaracji, tylko wprost powiedzieć, że nie macie ochoty pomagać, ale nie umiecie odmówić.
            Przykład: prosisz o opłacenie dodatkowych godzin dla niańki (pieniądze) a oni przychodzą z matą (pieniądze). Byleby tylko postawić na swoim, czy co? O co tym ludziom chodzi?
            Stacie, odważ się i pogadaj o tej pomocy, ale tak konkretnie, lepiej spotkać się z odmową, bo przynajmniej wiadomo na czym się stoi, niż czekać w nieskończoność na "chętną" do pomocy rodzinę.
            • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 12:44
              Dokładnie.
              Ja się nauczyłam mówić bardzo konkretnie i równie konkretnie odmawiać, jeśli daną propozycję uważam za kpinę.
              Rozgoryczenie prezentem to mało, czułabym się wściekła, upokorzona, obrażona.
              • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 12:52
                Chodziło mi o rozgoryczenie postawą rodziny, tak ogólnie:)
                • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 12:59
                  Spróbowałabym przekuć rozgoryczenie w gniew. Gniew ma większą siłę rażenia, więcej można wyegzekwować.
                  • angiz Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 13:04
                    Tak, przy tej macie edukacyjnej trzeba było zrobić awanturę i wywalić wszystko co na sercu leży. Tylko, że nie każdy umie tak wprost wywalać :( woli wkurzenie i cierpienie brać do środka niż wywalić na innych. A to jeszcze bardziej osłabia organizm.
                  • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 13:11
                    Zgadza się, to następny etap. Ale te pośrednie też są potrzebne:) I wcale nie muszą być długie, to może być 5 minut, w których człowiek uświadamia sobie jak się czuje, jak jest traktowany, i czy się na to zgadza czy nie. Jeśli nie, gniew się bardzo przydaje do wyegzekwowania odpowiedniego traktowania (tu: szczere postawienie sprawy), bądź też zerwania relacji. Gniew daje siłę, energię do obrony i w tym aspekcie jest korzystny. O sposobach wyrażania go chyba nie muszę pisać:)
          • angiz Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 13:01
            Aaa... to wybitnie wkurzające. Może w takim wypadku mowiąc o potrzebach, nie dawać im możliwości wyboru z szeregu możliwości, ale konkretne 1-2 zadania do wykonania i to głosem dośc stanowczym.

          • paris-texas-warsaw Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 14:07
            Znaczy, ja myslałam, że mówiłaś o swoich uczuciah i jaka jesteś;) To mi się w tej rozmowie miało podobać:) Jako pokazanie swojego prawdziwego ja i nieudawanie:) Ale jeśli chodzi o wymuszanie wielokrotne deklaracji pomocy, to nie moja bajka. Nie wiem, czy Wasza sytuacja materialna jest taka, że nie jesteście w stanie samodzielnie opłacić opieki dla dziecka, ale dla mnie proszenie o de facto pomoc w utrzymywaniu dziecka (opiekunka), to jakaś ekstremalna sytuacja. Ciocie i wujkowie sa włąsnie od dawania mat i zabawek, jak chcą moga i fundować Oxford, ale wg mnie wymuszanie jakichś świadzen przez rodziców to ostateczność. Nie wiem, jak Twój mąż się czuje w sytuacji, gdy Ty na Wasze dziecko chcesz taką kolektę robić. Te oczekiwania w odniesieniu do rodzeństwa razem z podkreślaniem faktu, że nie maja dzieci jakoś od początku mi nie do końa grały (no, może nie mają, bo chcą miec dużo czasu i pieniędzy, dzieci naturalnie te dobra ograniczają). Jak część z rodzeństwa jakoś chce pomóc, to chwała im za to. Ale ja bym to traktowała jako bonus, a nie opieranie się na tym w odziennym życiu.
            • triss_merigold6 Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 14:17
              Nie, cherie. Pomoc to pomoc. Jeśli ktoś deklaruje pomoc, to ma ją okazać w sposób jaki dla mnie, dla mojej rodziny jest pożądany.
              Podam Ci proste przykłady - jeśli teściowa przyniesie mi słoik zupy/kotlety, to odczuwam jako pomoc, praktyczną, bo oszczędza mi gotowania na 1-2 dni i jestem jej wdzięczna.

              Jeśli moja siostra wyraża chęć zabrania gdzieś mojego starszego dziecka, twierdząc że mi pomoże, to brutalnie sprowadzam ją na ziemię - może sobie i siostrzeńcowi zrobić przyjemność, ale z pomocą nie ma to nic wspólnego.
              • paris-texas-warsaw Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 18:54
                "Jeśli ktoś deklaruje pomoc, to ma ją okazać w sposób jaki dla mnie, dla mojej rodziny jest pożądany."

                Nie wiem, w jakim znaczeniu jest to "ma":) Jak deklaruje, to może to się skończy tylko na deklaracjach, a może na konkretnych działaniach. Jasne, że nie są miłe deklaracje bez pokrycia, ale w sytuacji, gdy wszelkie działania to dobra wola, to za bardzo nie da się nic zrobić. Wydaje mi się, że wszelkie przymuszania mogą odnieść odwrotny skutek, bo zazwyczaj nikt nie lubi pomagać w atmosferze przymusu.
                Co do takiego bezdzietnego rodzeństwa to trudno nie będąc w ich głowie wiedzieć, czemu nie pomagają. Może zazdroszczą dzieci, może nie lubią dzieci, może mają swoje sprawy, może nie chcą być kojarzeni z paczką pieluch, a ładniejszym prezentem, może mieli tyle rodzenstwa, że im się dzieci opatrzyły do końca życia. Różne ludzie mają powody. Jak bym była chiała korzystać z czyjejś pomocy, to raczej szłabym w pochwały i tego typu gratyfikacje, a nie awersyjnie działajace narzekanie na prezenty, bo to odbiorą jako narzekania i w końcu nic nie dadzą.
              • angiz Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 13:17
                Tu nie rozumiem, wszystko ci jedno czy będziesz miała na głowie starszaka kilka godzin i będziesz musiała sama się nim zająć,
                lub ktoś inny go zabierze i mu ten czas zorganizuje bez twojego udziału ?
                • mama_kotula Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 04.08.15, 01:48
                  [quote]
                  Tu nie rozumiem, wszystko ci jedno czy będziesz miała na głowie starszaka kil
                  > ka godzin i będziesz musiała sama się nim zająć,
                  > lub ktoś inny go zabierze i mu ten czas zorganizuje bez twojego udziału ?
                  [/quote]

                  Ja rozumiem. Dla mnie pomocą byłoby np. zabranie mojej 3,5-latki na kilka godzin. Zabieranie najstarszego syna, 12-letniego faceta, kompletnie mi nie robi, bo on się jest w stanie zająć sam sobą, nie wymaga mojej opieki, mogę go zostawić samego w domu i iść sobie na rower. Sama. Albo mogę go wysłać do tego kina, zoo czy w inne miejsce - również samego.
                  Powiem więcej - bywa, że zabranie starszaków z domu wpływa negatywnie, bo wtedy ja muszę zapewnić towarzystwo najmłodszej, a tak, to mogę liczyć na to, że przez jakiś czas się pobawią razem.

                  I zgadzam się w pełni z Tris - jeśli ktoś oferuje pomoc, to ta pomoc powinna być taka, jakiej oczekuje odbiorca, a nie taka, jaka pasuje nadawcy.

                  I to tołkuję dzieciom własnym starszym również - jeśli mówisz, drogie dziecko, że chcesz mi pomóc, to robisz to, co jest potrzebne, nawet, jeśli nie jest przyjemne dla ciebie - czyli bierzesz mi swoją siostrę spod nóg i zajmujesz czymś na pół godziny, abym mogła w ludzkich warunkach zrobić obiad bez jej pomocy. A nie, jak sobie to wyobrażasz, sterczysz ze mną w kuchni i "pomagasz", wydłużając tym samym czas smażenia naleśników o 100%, a w chwilach znudzenia biegasz z młodszą siostrą po kuchni z wrzaskiem i zrzucaniem sprzętów.
                  • angiz Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 04.08.15, 09:20
                    a, no chyba że ten starszak to już w pełni samoobsługowy, to w tym przypadku rozumiem.
            • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 14:22
              Stacie ma prawo prosić o pomoc (nigdzie nie pisze o wymuszaniu), rodzeństwo ma prawo odmówić. Tylko, ze ono nie odmawia, niby się troszczy, niby pomóc chce, ale jakoś tak po swojemu. I to nie jest pomoc, to jest zagłuszanie swojego sumienia i brak asertywności.
              • stacie_o Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 15:09
                O dokładnie.
                Rozmowa wygląda tak:
                - Stasia jak mała?
                - Ciut lepiej, ale dalej nie śpi. Wczoraj w nocy odmówiła spania, czwórki jej idą. A już przesypiała 6 godzin cięgiem.
                - To jesteś zmęczona.
                - Ano.
                - Wiesz rozmawiałam z P. że w sumie masz ciężko. I tak sobie pomyślałam o Tobie i Małej co by wam sprawiło radość, chętnie się z P. zrzucimy.
                - Bo ja wiem...
                - Mów śmiało, jak nie rodzeństwo to kto ci pomoże... (hehhehe)
                - To chętnie przygarnęłabym paczkę pieluchomajtek, u mnie na wiosce takich nie ma.
                - A tam pieluchy, pieluchy też będą, ale coś dla ciebie.
                - W środę mam ortodontę, może byś wpadła z P. popilnować dzieci, ja bym sobie na spokojnie poszła, to góra godzina.
                - No wiesz, że ja się boję z Małą zostać. Ale bez problemu, zadzwoń do Nataszy (niania) niech przyjdzie, weź dodatkowe 4 godzinki, my zapłacimy, idź sobie na kawę, pochodź po sklepach.
                - Mówisz poważnie?
                - Tak, powaga. Będę we wtorek, podrzucę pieluchy i kaskę. Ciao.
                We wtorek wparowuje kurier do pracy z przesyłką na moje nazwisko. Zdumiona otwieram a tam ohydny, grający i drogi pchacz. Myślę wtf, bo numerze zamówienia sprawdzam, że to od siostry. Dzwonię, co się stało. A ta że pieluchy to taki beznadziejny podarek, a pchacz fajny, może Młoda się zainteresuje i będzie mogła sama zostać z bratem (wtf2) a ja sobie skoczę do ortodonty. A Młoda jak diabeł święconej wody boi się wszelkich graczy i błysków, o czym siostra doskonale wiedziała. Kiedyś miałabym skrupuły, dziś upchnę na allegro albo zrobię zwrot. Mówi się że darowanemu koniowi, ale to tak jakby ktoś obiecywał mi konia a podstawił żabę.

                Jesteśmy średnio sytuowani, ale w sytuacji gdy tzreba opłacić nianie, żłobek, terapie, podróże po kilkaset kilometrów robi się różnie. Mi zresztą  nie chodzi o kasę, ale o czas. I niedokładanie zmartwień, ani stwierdzeń co bym mogła, co powinnam, jak jeszcze raz usłyszę, że jakbym chciała to bym jakoś czas znalazła, to pogryzę.
                Gwoli sprawiedliwości muszę też zaznaczyć, że drugie z rodzeństwa czyli P. się przejęło i zostanie z dziećmi jak będę u ortodonty, zobaczymy na jak długo zapału starczy.
                • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 16:19
                  Dawno ten pchacz dostałaś? Jak niedawno to go zwróć z powrotem, z tekstem: "sorry, ale mała się tego boi, obiecałaś pieluchy i kasę na nianię. Pomoc, droga siostro, polega na tym, że dajesz to czego ktoś potrzebuje, a nie to, co sama chcesz dać. Także wymień ten pchacz na pieluchy, albo mi więcej niczego nie obiecuj. Ne życzę sobie robienia ze mnie idiotki."
                  Stacie, więcej asertywności życzę:)
                  • pade Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 31.07.15, 16:22
                    Jesli Ci ktoś mówi, że jakbyś chciała, to byś znalazła czas to możesz powiedzieć: chcesz, to się z Tobą zamienię, ale na długo, ok?
                    rrrany co za ludzie:(
                • angiz Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 06:58
                  Autorko, czyli wychodzi na to, że prezent w postaci egzaminu to nie przypadek, tylko któryś z kolei prezentów od rodziny, która chce cię uszczęśliwić na siłę nie tym co ty byś chciała.
                  Problem jest, że albo rodzina nie słucha co do nich mówisz albo ty za słabo komunikujesz czego od nich oczekujesz.
                  Czyli komunikacja leży i kwiczy.
                  Napisz jak zareagowałaś na prezent w postaci niechcianej zabawki? Co powiedziałaś siostrze? Jak skomentowałaś? Jak postarałaś się by od niej wyegzekwować wcześniejszą obietnicę pieluch i opieki? Jak ROZWIĄZAŁAŚ tamten problem. Czy w ogóle coś z nim zrobiłaś?
                  • ola_dom Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 11:47
                    angiz napisała:

                    > Problem jest, że albo rodzina nie słucha co do nich mówisz albo ty za słabo komunikujesz czego od nich oczekujesz.

                    Ale jak mocniej ma komunikować ponad to, że konkretnie im mówi, że potrzebuje paczkę pieluch i kilka godzin niani, żeby w tym czasie jechać do lekarza? Jak ma to powiedzieć jaśniej?
                    • angiz Re: Może kogoś ciekawi zakończenie 03.08.15, 13:07
                      Jak widać, psycholog jej wytłumaczył że się da.

                      Jeśli na akcję z niechcianym prezentem od siostry nie zareagowała w żaden sposób, nie powiedziała konkretnie co myśli, nie zadzwoniła do siostry od razu "przecież nie tak się umawiałyśmy, po co mi to , jasno powiedziałam, że pieluchy potrzebuję a to mi się do niczego nie przyda", tylko sobie pochlipała w kącie gdy nikt nie widział a wobec rodziny okazała minę milczącej cierpiętnicy "jak możesz się nie domyślić że mnie krzywdzisz!"
                      - to niestety - w połowie sama odpowiada za kumulowanie problemów komunikacyjnych w relacjach z rodziną zamiast ich prostowaniu.

                      A jeśli ta rodzina tak bardzo zawodzi że jest dodatkowym elementem traumy, to może przestać od nich oczekiwać i zorganizować się wewnątrz wlasnego małżeństwa,
                      w końcu każdy ma jakieś problemy i przypuszczalnie autorka też nie wie o wielu problemach swoich sióstr i nawet nie wpadnie na to, że coś im potrzeba albo im z czymś ciężko.

    • molly_wither Czy doprawdy watek zasluguje na ponad miesieczne . 31.07.15, 19:11
      ...zainteresowanie?
      • pade Re: Czy doprawdy watek zasluguje na ponad miesiec 31.07.15, 21:17
        zdecydowanie
        a Ty po co tu weszłaś, skoro Cię nie interesuje?
        • molly_wither Re: Czy doprawdy watek zasluguje na ponad miesiec 01.08.15, 17:35
          Czy tak trudno to zrozumiec? Zeby wyrazic swoja opinie, geniuszu psychoterapii.

          pade napisała:

          > zdecydowanie
          > a Ty po co tu weszłaś, skoro Cię nie interesuje?
          >
          • pade Re: Czy doprawdy watek zasluguje na ponad miesiec 01.08.15, 19:15
            Ale Ty nie wyraziłaś swojej opinii sfrustrowana istoto:D
          • ola_dom Re: Czy doprawdy watek zasluguje na ponad miesiec 03.08.15, 11:46
            molly_wither napisał(a):

            > Czy tak trudno to zrozumiec? Zeby wyrazic swoja opinie, geniuszu psychoterapii.

            To już dziękujemy za uwagę i jakże rzeczową wypowiedź na poziomie.
      • froshka66 Re: Czy doprawdy watek zasluguje na ponad miesiec 01.08.15, 20:15
        a gdzie jest napisane , że nie zasługuje?
Pełna wersja