Naduzywanie uczynnosci

26.06.15, 18:14
Zapytam sie o rozwiazywanie problemow towarzyskich a nie rodzinnych

Mam chlopaka ktory jest bardzo uczynny i pomocny, kazdemu w potrzebie pomoze. To stwarza problemy. Otoz mamy znajomych ktorzy wg powiedzenia "daj palec to ja i cala reke wezme" traktuja jego. Poniewaz dobrze zna angielski ciagle ktos go potrzebuje na tlumacza ( mieszkamy w Angli), ciagle ktos dzwoni, cos chce, poniewaz mamy samochod z duzym bagaznikiem, ciagle trzeba wozic czyjes graty, pomagac przy przeprowadzkach, zakupach. Mam tego dosyc, on tez. Nie wiemy jak wytlumaczyc znajomym delikatnie ze niejestesmy na kazde zawolanie, i zeby sie nie obrazili. Moj chlopak mimo ze uczynny ma jednak porywczy charakter, i powiedzial agresywnie paru znajomym co mysli to tym wchodzeniu mu na glowe, i nie bedzie wiecej nikogo wozil, a nieukom co pare lat w Angli mieszkaja a jezyka nie znaja robil wiecej za tlumacza. Skonczylo sie to zerwaniem znajomosci, smiertelnym obrazeniem, i obrobieniem nam d*py po innych znajomych.

Niedawno 2 tyg dzien w dzien wozil cudze lodowki, pralki, mniejsze meble, torby pelne rzeczy bo pomagal przy przeprowadzkach, tlumaczeniach, wozil pijakow z imprezy w srodku nocy, wozil czyjes glazury, woreczki z jakimis klejami i fugami do glazury, wozil znajomych na i z lotniska, i tak dzien w dzien 2 tyg. Wszystko za piwo albo za darmo. Niedawno tez w niedziele rano dostal telefon od znajomego, ktory pilnie prosil o podwiezienie w pilnej sprawie, pojechal, okazalo ze tamten pijany chce zeby paru kolegow z calonocnej libacji odwiozl do domow do tego pojechal do jakiego sklepu juz otwartego z rana aby kupic karton piwa dla reszty imprezowiczow bo libacja sie dla niektorych jeszcze nie skonczyla.
Ten znajomy kupil sobie psa, teraz wspomnial, ze jak wyjedzie na pare dni to zostawi psa u nas, bo jego pies najbardziej nas polubil. Denerwuje mnie to juz, bo on od nas ciagle pozycza pieniadze uddaje uczciwie w terminie, nawet z nawiazka, ale nie potrafi gospodarowac pieniedzmi. Niedawno zadzwonil do nas z zarzutami, pijany, bo ma wlasnie urodziny, ze jedyni my zyczen nie zlozylismy. Nie zlozylismy bo nie wiedzielismy, nie zaprosil, nie powiadomil ze ma wlasnie w ten dzien. Jakos do niego to dotarlo, ok. Pieniadze ktore pozyczyl oddal, ale zaraz wyprawil urodziny jak dostal wyplate, i znow przyszedl pozyczac.Teraz moj chlopak przyszedl z pracy, ledwie wzial prysznic, mielismy jechac po zakupy, obiad niezrobiony, ten znajomy dzwoni ze stoi przed domem, prosi zeby go podwiezc do domu bo do pracy sie spozni. Okazalo sie ze przyjechal autobusem z psem, pies zwymiotowal, zabrudzil sie, kierowca autobusu nie chcial go zabrac, on nie ma pieniedzy na taksowke. Moj chlopak sie zdenerwowal nawymyslal mu, ale zawiozl go, zastrzegl sobie, ze to juz ostatni raz go podwozi. Dzisiaj znajomy dzwoni ze odda pieniadze ale prosi zeby znow go podwiezc.

Mialam kolezanke z pracy, ona z chlopakiem maja samochod, ale ciagle prosili nas o podwiezienie, jej chlopak wlasnie wypil piwo, nasz samochod wiekszy, ich zakupy, im cos sie psuje, ich zabrac na lotnisko, ciagle naszym autem a nie ich. Sprzedalismy nasze, bylismy jakis czas bez auta, oni obiecali nas zawozic, ale jak trzeb abylo nas zawiezc obejrzecjakies auto do kupienia ciagle im cos wypadalo ze nie mogli. Jezdzlismy lokalnymi pociagami i autobusami. Kupilismy drugie auto. Oni sie smieli ze zlom kupilismy. Potem oni chcieli zebysmy ich zawiezli na lotnisko. Moj chlopak nawymyslal im, ze na iles razy jak ich wozil, ich autem zawiezli nas tylko raz, do tego jak on potrzebowal podwiezienia to oni zawsze nie mogli, to teraz on nie bedzie bral dnia wolnego z pracy zeby ich zawiezc na lotnisko, i to zlomowatym samochodem jak to oni sie smieli, bo oni nas ani razu nie zawiezli, ciagle im cos nie pasowalo, my jezdzilismy autobusami w nocy, a oni w dzien tym bardziej moga. Znajomi bardzo sie obrazili, w pracy z kolezanka mam bardzo chlodne stosunki.

To nie tylko jedyni znajomi, z ktorymi on skonczyl. Iles czasu pomagal ale on jest taki ze w pewnym momencie nie wyrabia, i wtedy glosno nawymysla komus co mysli o czyjejs niezaradnosci, ze kawalka miasta nie potrafi przejechac miejskim transportem, co mysli o libacjach w srodku nocy, czy to ze ktos po paru latach w Angli nie potrafi prostego zdania wydukac po angielsku. Przez to sie traci znajomosci, i niewielu znajomych nam zostalo.

Czy sa jakies sposoby zeby kulturalnie, odmowic pomagania, bez odstraszania od siebie ludzi?
    • tully.makker Re: Naduzywanie uczynnosci 26.06.15, 18:25
      W Uk znajdziecie mnostwo kursow asertywnosci, warto sie zapisac. nayczycie sie nich, zeby nie robic za wycieraczke, ale tez, zeby nie zalatwiac spraw agresywnie. Moze jakis NGOs albo job Centre prowadzi takie kursy bezplatnie? Czasami oferuja je tez pracodawcy.
    • koronka2012 Re: Naduzywanie uczynnosci 26.06.15, 19:25
      Napisz sobie dużymi literami "Nie ma ofiar, są tylko ochotnicy".

      Normalni ludzie zwyczajnie odmawiają, jak nie mogą, nie chce im się itd. Te wybuchy i taka forma wypowiedzi są po prostu chamskie i nic dziwnego, że po nich kontakt się urywa (zresztą nie widzę powodu, żeby specjalnie żałować). To samo można powiedzieć grzeczniej, a za to skutecznie.

      To wy oboje się ZGADZACIE na najbardziej absurdalne prośby, jesteście na każdy gwizdek praktycznie dla każdego - więc nie miejcie pretensji do kogoś za własną nadgorliwość. Wystarczyło odmówić.
    • szpil1 Re: Naduzywanie uczynnosci 26.06.15, 19:42
      Myślę, ze spory problem jest nie tylko w tym, ze odmawiacie, ale w samej formie odmowy. Zgadzacie sie raz, drugi, trzeci, tłumicie złość i frustrację, a w końcu Twój chłopak wybucha, bo ma dosyć i wychodzi na niegrzecznego gbura. A może trzeba odmawiać grzecznie za każdym razem kiedy Wam nie pasuje. Za którymś razem ludzie załapią, ze nie dacie sie wrabiać w bycie pogotowiem ratunkowym na zawołanie. A że stracicie znajomych - część z nich na pewno się odsunie, ale chyba jeśli Wasze znajomości mają być oparte tylko na tym, ze ktoś Was wykorzystuje to ja bym nie żałowała.
    • triss_merigold6 Re: Naduzywanie uczynnosci 26.06.15, 20:13
      Nie ma ofiar, są tylko ochotnicy.

      Dziękuję za uwagę.
    • culebre Re: Naduzywanie uczynnosci 26.06.15, 21:02
      Jak se pościelisz, tak się wyśpisz. Cięta riposta Wujka Staszka powinna wystarczyć.
    • wydramarlenka Re: Naduzywanie uczynnosci 26.06.15, 21:09
      Niedawno tez w niedziele rano dostal telefon od znaj
      > omego, ktory pilnie prosil o podwiezienie w pilnej sprawie, pojechal, okazalo z
      > e tamten pijany chce zeby paru kolegow z calonocnej libacji odwiozl do domow do
      > tego pojechal do jakiego sklepu juz otwartego z rana aby kupic karton piwa dla
      > reszty imprezowiczow bo libacja sie dla niektorych jeszcze nie skonczyla.

      Jestem zdziwiona, że nie obrócił się w miejscu z celną ripostą wujka Staszka. Jeśli mieli na piwo to na taksówkę chyba też? Chyba zabiłabym śmiechem.

      > Ten znajomy kupil sobie psa, teraz wspomnial, ze jak wyjedzie na pare dni to zo
      > stawi psa u nas, bo jego pies najbardziej nas polubil.

      Że co? Zawsze można powiedzieć, że polubił was bez wzajemności :P Za psa odpowiedzialny jest właściciel.

      A znajomości z tymi od lotniska nie żałowałabym. Ochłodzili stosunki bo przestaliście robić za jelonki = przestaliście być użyteczni.

    • akn82 Re: Naduzywanie uczynnosci 26.06.15, 21:37
      A istnieje możliwość że zrobicie tylko to na co macie wewnętrzna ochotę? Jeśli ktoś prosi o pomoc a wy nie chcecie mu pomóc, bo macie do tego prawo! To powiedzcie tej osobie że
      Przykro mi nie będę mógł Ci pomóc. Nie tłumaczyć się, bo nie musicie! Nie wymyślać wymówek tylko powtarzać jak zdarta płyta przykro mi nie będę mógł Ci pomóc.
      Jeśli chodzi o przeprowadzki to jeśli chłopak na czas i ochotę to niech wyrazi zgodę, ale! Policzy za kilometr benzyny i robocizne za godzinę- mniej niż cena rynkowa, ale jednak. Płatne z góry. Jeśli usłyszy atak lub przesmiewczy ton znów polecam tekst: przykro mi...
      To będzie trudne dla was, bo z jakich powodów twój facet ma wdrukowane że należy dawać się wykorzystywać. Kiedy poczucie własnego upokorzenia sięga zenitu, wybucha. A to nie wróży dobrze na przyszłość.moja rada jest taka, żeby zacząć od małych kroków. Wybrać sprawę która najbardziej go wkurza i przy odmowie której nie będzie czuł się źle. Swoja droga niech się zastanowi kiedy czuje się gorzej, kiedy odnawia czy kiedy daje sobą pomiatać. Trzymam kciuki!
    • yoma Re: Naduzywanie uczynnosci 26.06.15, 22:35
      A ja w ten post nie wierzę :)
    • aqua48 Re: Naduzywanie uczynnosci 27.06.15, 10:03
      alicjazak10 napisała:

      >Przez to sie traci znajomosci, i niewielu znajomych nam zostalo.

      To nie były znajomości towarzyskie tylko że tak powiem jednostronnie handlowe. Towarzystwo należy starannie selekcjonować i bez żadnych żalów puszczać w trąbę bezczelnych wyzyskiwaczy.
      • alicjazak10 Re: Naduzywanie uczynnosci 27.06.15, 11:07
        @yoma

        Dlaczego w ten post nie wierzysz? Co tam takiego niewiarygodnego?

        Tak po prostu mamy. Dalismy sobie wejsc na glowy i teraz tak mamy.
        Moj chlopak mowi ze jak ktos nam kiedys pomogl w potrzebie to tez powinnismy takim sie odwdzieczyc i pomoc jak oni beda czegos potrzebowac. Tylko, ze te pomaganie zaczyna sie zwracac przeciw nam, kazdemu trzeba cos przetlumaczyc, przewiezc. Wlasnie jest weekend i ktos moze zadzwonic ze kupil jakis mebelek i nie ma jak tego zawiezc do domu.
        Bywa, ze mamy spokoj po 2-3 tygodnie, ale jak zaczna dzwonic to nie da sie wytrzymac, bywalo, ze nie odbieralismy telefonow od niektorych znajomych bo cos chcieli.

        Denerwuje mnie takie podejscie ludzi, bo pomoglismy raz czy dwa i zaczelo sie proszenie o wiecej i wiecej. Potem sie obrazaja jak nie chcemy pomoc, tylko, ze to jest naduzywanie, dzwonienie, ze juz zaraz cos pilnie im trzeba, musimy sie odrywac od naszych zajec, jechac, pomagac w czyms.
        Jeden znajomy uslyszal ze podwozimy go ostatni raz, obiecal ze juz wiecej nie zadzwoni, wczoraj juz dzwonil i znow chcial.
        Musimy sie jakos nauczyc sie odmawiac uprzejmie
        • yoma Re: Naduzywanie uczynnosci 27.06.15, 11:14
          Bo z postu wynika, że macie a) jakieś nieprawdopodobne ilości bliskich znajomych, b) samych sępów, c) gdyby faktycznie tak było, jak opisujesz, to nie mielibyście czasu na jedzenie, spanie, pracę, nic.
        • aqua48 Re: Naduzywanie uczynnosci 27.06.15, 11:20
          alicjazak10 napisała:

          > to jest naduzywanie, dzwonienie, ze juz zaraz cos pilnie im trzeba, musimy sie
          > odrywac od naszych zajec, jechac, pomagac w czyms.

          Tyle, że wcale NIE MUSICIE, macie prawo grzecznie odpowiedzieć, że przykro Wam, ale jesteście zajęci, nie pomożecie tym razem, macie awarię kierunkowskazu, za mało paliwa w baku i proszący o pomoc musi rozwiązać swój problem w inny sposób.

          Jeśli chodzi o kupione meble to w każdym kraju jest transport ze sklepu, albo taksówka bagażowa.



        • najma78 Re: Naduzywanie uczynnosci 27.06.15, 23:53
          alicjazak10 napisała:

          > Musimy sie jakos nauczyc sie odmawiac uprzejmie

          Nie musicie odmawiac uprzejmie, odmawiajacie zwyczajnie, normalnym ale stanowczym tonem 'sorry, niestety nie moge, mam inne plany', 'nie da sie' i tyle. Gdyby mnie ktos w srodku nocy czy wczesnie rano obudzil i prosil o zawizienie to bym mu powiedziala zeby zadzwonil po taxi i sie rozlaczyla. Wyciszylabym tel i na tym koniec. Skoro twoj chlopak jezdzi po nocach czy wczesnym rankiem do sklepow po alkohol albo rozwozi ludzi z imprez to nic dziwnego ze dzwonia. Zwyczane 'nie' bez tlumaczenia i tyle.
    • ann.38 Re: Naduzywanie uczynnosci 27.06.15, 13:03
      Nie wiem, czy to można nazwać nadmierną uczynnością, to raczej nieumiejętność radzenia sobie w relacjach z ludźmi. Twój chłopak jest zły na ludzi, żę go proszą, bo on wtedy musi powiedzieć: "nie", a z tym ma problem. Na pewno nie jest grzeczne ciągłe proszenie o przysługę, ale nie ma powodu, żeby za to na kogoś agresywnie wrzeszczeć. Może bywa też tak, że nie potraficie odmawiać tym najbardziej nachalnym, pewnym siebie, a dopiero nerwy puszczają jak poprosi spokojniejszy, mniej pewny siebie, bo przed takim nie czujecie respektu. I być może obrywa czasem ten, który prosi sporadycznie i może jeszcze miał zamiar się odwdzięczyć. Nie musi tak być oczywiście, ale znając życiem, wiem, że bywa.
      Zacznijcie odmawiać, jest Was dwoje podobnie myślących, to jest raźniej. Jak nie będziecie ciągle latać na każde zawołanie, to te prośby nie będą Was tak denerwować. Jeżeli znajomi są bardzo nachalni, to bym nawet nie precyzowała przyczyny odmowy (obojętnie czy rawdziwa, czy nie), bo zaczną drążyć i "pomagać" Wam rozwiązać problem, abyście mogli jednak podwieźć. Tak się kiedyś dałam wkręcić w rozmowę o pożyczce pieniędzy. Zamiast powiedzieć: "niestety, nie mogę", to zaczęłam tłumaczyć dlaczego, więc znajoma szukała rady na kazdą moją wymówkę.
      Zatem możecie mówić grzecznie, ale z przekonaniem: niestety, ale już coś zaplanowaliśmy i nie damy rady. Jak proszący w miarę rozsądny, to można sprecyzować, kiedy jesteście w stanie pomagać i w jakich sytuacjach.
      • ann.38 Re: Naduzywanie uczynnosci 27.06.15, 13:32
        No i jeszcze mnie się wydaje niepotrzebne wdawanie się w dziecinne wypominanie, bo wy nas wtedy nie podwieźliscie, a my was wtedy i wtedy, a wy obraziliście nasz samochód, albo ocenianie, że ktoś się języka nie potrafi nauczyć, czy jest niezaradny. Wystarczy powiedzieć, że nie możecie pomóc i tyle, nie oceniajcie i nie wychowujcie innych. Chyba, że bliskie osoby, jakaś ważna relacja, to czasami czuje się potrzebę wyjśnienia sobie pewnych rzeczy
        Nie rozumiem, jak w ogóle komuś może przyjść do głowy pomysł zwalniania się z pracy, aby odwieźć znajomych, zdrowych, młodych ludzi na lotnisko, czy gdzie tam jeszcze. Nie ma sensu się denerwować i krzyczeć tylko powiedzieć, że będę w pracy i tyle. Też mieszkam w Anglii, stoi masa ludzi na przestanku, gdzie są kursy na lotnisko- z dziećmi, walizami itp, żaden problem.
        • karrioka Re: Naduzywanie uczynnosci 27.06.15, 13:46
          IMO dziecinne to jest wyśmiewanie czyjegoś samochodu (fotela, kota, prysznica,whatever) że za tani. I w ogóle wyrywanie się ze swoją cenną opinią o cudzych rzeczach i gustach tam, gdzie nikt o nią nie prosi.

          "wdawanie się w dziecinne wypominanie, bo wy nas wtedy nie podwieźliscie, a my was wtedy i wtedy, a wy obraziliście nasz samochód"

          Szczególnie, jeśli ma się ochotę z tego wyśmiewanego sprzętu korzystać na równi z właścicielem :P
          • ann.38 Re: Naduzywanie uczynnosci 27.06.15, 15:55
            karrioka napisał(a):

            > IMO dziecinne to jest wyśmiewanie czyjegoś samochodu (fotela, kota, prysznica,w
            > hatever) że za tani. I w ogóle wyrywanie się ze swoją cenną opinią o cudzych rz
            > eczach i gustach tam, gdzie nikt o nią nie prosi.

            Kota to na pewno nie wypada wysmiewać, ale przedmioty martwe, to już zależy od okoliczności;)
            A tak na serio, to oczywiście, że nie wypada się wysmiewać w ogółe z nikogo i niczego, ale to nie ta para od wyśmiewania zapytała tutaj o radę, czy mamy wysmiewać, tylko Autorka zapytała, jak reagować. Nie wiemy też, jak to wysmiewanie wyglądało. Może zwyczajnie panowie, obydwaj smaochodziarze prowadzili dyskusję, a chłopak autorki jednak jest prawdopodobnie trochę mniej pewny siebie, przewrazliwiony i nieasertywny, więc go zabolało. Ale to i tak nie jest głównym problemem w opisanej sytuacji.
            • alicjazak10 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 13:20
              @yoma
              odpowiedzi na Towje stwierdzenia:
              a) mamy moze z kilkanascie bliskich znajomych, nie jest to jakas duza liczba
              b) wieksza czesc z nich niestety ciagle cos chce
              c) mamy czas na prace, ale bywa ze po pracy nie mamy czasu na nic, bo tylko trzeba za kogos dzwonic, gdzies jezdzic
              We wtorek ledwie moj chlopak przyjechal z pracy, wzial prusznic, juz dzwoni kolega, ze stoi pod drzwiami i trzeba mu pomoc.Zawiezc go z psem do domu, w momencie jak sami mamy jechac po zakupy, gotowac obiad, w popoludniwym korku zeszlo 1.5h. Tak bywalo wczesniej. Nie jest to codziennie ale sa momenty ze nagle komus jest poptrzebny nasz pojemny samochod. Kupil lodowke na ebay i nie ma czym jej przywiezc do domu. Albo znalazl jakis wystawiony mebel na ulicy i chce go wziac do siebie.
              Znajomi ktorych nie zawiezlismy na lotnisko - gdy kupilismy samochod, zadzwonilismy do nich, z prosba czy znajomy moze byc dopisany do naszego ubezpieczenia, on ma wiele lat znizek i dzieki temu moglibysmy placic mniejsze skladki, od odmowil, a gdy uslyszal co kupilismy skomentowal to tam "padake kupiles, rzecha jednym slowem, ja bym sie wstydzil takim czyms jezdzic" mocno tym zdenerwowal mojego chlopaka. Nidglugo potem ci znajomi chcieli zebysmy zawiezli ich na lotnisko.Moj chlopak odmowil, bo nie bedzie bral wolnego dnia z pracy, jezdza autobusy, i oni nas nigdy na lotnisko nie zawiezli bo ciagle im cos nie pasowalo, jezdzilismy autobusami, do tego przypomnial, ze jak nas trzeba bylo gdzies podwiezc, to on nigdy nie mogl, ciagle mu cos wypadalo, my zas wozilismy ich przy kazdej okazji, wypomnial, ze znajomy obiecal nas podwozic ajakszukalismy samochodu to on nie mial casy a my nawet w deszcz musielismy chodzic i szukac auta. Do tego zapytal sie mniej wiecej "mowieles ze bys sie wstydzil takim samochodem jezdzic a teraz chcesz taka padaka takim rzechem jechac??" Znajomy sie rozlaczyl i juz wiecej nie zadzwonil. Obrazili sie na nas, i uruchomili po dalszych znajomych pewna plotke. Wczesniej moj chlopak wiozl kuzyna tej kolezanki, i jego kolegow mocno pijanych. Ten kuzyn gdies zgubil wtedy nawy drogi smartfon, przeszukalismy nasz samochod ale nie zostawil tam, on sam nie wie gdzie, telefon sie nigdy nie odnalazl. Sprawa ucichla na wiele miesiecy, a po tym rozstaniu sie z tymi znajomymi, uslyszalam, od innych znajomych, ze telefon znalezlismy w naszym samchodzie i sprzedalismy w Polsce. Podobno wlasciciel namierzyl go przez jakas geolokalizacje telefonow, i uzywany jest w Polsce w poblizu rodzinnych stron mojego chlopaka. Stek bzdur, bo nie znalezlismy u nas tego telefonu. Tylko, ze ludzie mysla, ze znalezlismy, i sprzedalismy w Polsce bo to wtedy byl jakis nowy drogi model.

              Znajomy z psem jest bardzo namolny, top typ czlowieka ze jak mu sie zamyka drzwi to on wchodzi oknem. Jest dobrym chlopakiem, pomocnym, kazdemu pomoze ale to na zasadzie "potrzebujesz dobrego tlumacza? Ja znam takiego" i przychodzi z kims do nas zeby tam cos przetluamczyc, trzeba komus cos wiekszego przewiezc, on pomoze temu komus, wlasnie bo my mamy auto.
              Mozemy pomoc jak mamy czas, a nie tak nagle, ze juz na zaraz bo komus sie cos stalo, i tak ciagle
              • aqua48 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 14:58
                alicjazak10 napisała:

                > We wtorek ledwie moj chlopak przyjechal z pracy, wzial prusznic, juz dzwoni kol
                > ega, ze stoi pod drzwiami i trzeba mu pomoc.Zawiezc go z psem do domu, w momenc
                > ie jak sami mamy jechac po zakupy, gotowac obiad, w popoludniwym korku zeszlo 1
                > .5h. Tak bywalo wczesniej.

                To teraz wypada grzecznie i bez wypominania odpowiedzieć, kochany, przykro mi musisz znaleźć sobie inny środek transportu bo my teraz jesteśmy zajęci i nie zawieziemy Cię. Koniec.

                > Znajomy z psem jest bardzo namolny, top typ czlowieka ze jak mu sie zamyka drzw
                > i to on wchodzi oknem. Jest dobrym chlopakiem, pomocnym, kazdemu pomoze ale to
                > na zasadzie "potrzebujesz dobrego tlumacza? Ja znam takiego" i przychodzi z kim
                > s do nas zeby tam cos przetluamczyc, trzeba komus cos wiekszego przewiezc, on p
                > omoze temu komus, wlasnie bo my mamy auto.

                Ależ musicie mu odpowiadać jasno i wyraźnie - nie, tym razem ci nie pomożemy jesteśmy zajęci, mamy inne plany, nie możemy Cię przyjąć, bo własnie wychodzimy, kładziemy się spać, jesteśmy zmęczeni. Pa.
                Jeśli za każdym razem raźno i ochoczo zgadzacie się to dlaczego ten znajomy miałby was nie obarczać nowymi problemami swoimi lub swoich znajomych?



    • alsk9 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 14:00
      Czy ty i twój facet pochodzicie z rodzin alkoholowych?
      Bo aż tak patologicznie boicie się powiedzieć "nie" i zwyczajnie odmówić "nie mogą, mamy inne plany w tym czasie" , że chyba tą nadgorliwością w nieodmawianiu leczycie swoje kompleksy "o bosiuu...żeby oni tylko nas lubili!" ale także szukacie okazji do wyładowania agresji, więc takie kumulowanie frustracji staje się świetną okazją do tego.
      www.analizatransakcyjna.pl/artykul/trzy-twarze-ofiary-lynne-forrest-2007/23
      Sobie poczytaj, nawet jak jesteś trollem.

      „Trójkąt dramatyczny Stephana B. Karpmana”.
      Trójkąt dramatyczny polega na nieświadomym, naprzemiennym wchodzeniu w relacji w rolę Ofiary, Wybawiciela (Opiekuna) i Prześladowcy.

      Współuzależnieni są opiekunami i wybawcami. Najpierw wybawiają innych, potem ich prześladują, a na koniec stają się ich ofiarami.
      Jesteśmy wybawcami i naprawiaczami. My nie tylko zaspokajamy potrzeby innych, my je odgadujemy i uprzedzamy. Zajmujemy się innymi, doglądamy ich i krzątamy się koło nich. Naprawiamy, rozwiązujemy problemy i usługujemy. I robimy to wszystko tak dobrze. „Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem” – oto nasz motyw. „Twój problem jest moim problemem” – oto nasze motto. Jesteśmy opiekunami.

      Czym jest wybawianie?
      Wybawiamy/ratujemy innych od odpowiedzialności za siebie i swoje czyny. Zajmujemy się za nich ich obowiązkami. Potem wściekamy się na nich za to, co sami zrobiliśmy. Później czujemy się wykorzystywani i użalamy się nad sobą. To jest właśnie ten model zachowania. Wybawiamy innych za każdym razem, kiedy przejmujemy odpowiedzialność za innego człowieka – za jego myśli, uczucia, decyzje, zachowania, rozwój, powodzenie, problemy czy – ogólnie biorąc – za jego los.

      Na wybawianie czy zajmowanie się inną osobą składają się następujące zachowania:
      * Robienie czegoś, czego w rzeczywistości nie chcemy robić.
      * Mówienie „tak”, kiedy myślimy „nie”.
      * Robienie czegoś dla kogoś czy za kogoś, kto sam może i powinien to zrobić.
      * Zaspokajanie potrzeb kogoś, kto nas o to nie prosił.
      * Robienie więcej niż należy w sytuacji, gdy ktoś poprosi nas o pomoc.
      * Przejmowanie (zamartwianie) się uczuciami innych.
      * Myślenie za innych.
      * Mówienie za innych.
      * Ponoszenie za innych konsekwencji ich czynów.
      * Rozwiązywanie problemów za innych.
      * Wkładanie we wspólną pracę większego wysiłku niż druga osoba.
      * Niezajmowanie się tym, czego chcemy, potrzebujemy i pragniemy.

      Kiedy to robimy, możemy czuć: skrępowanie i zakłopotanie dylematami innej osoby, potrzebę zrobienia czegoś; litość, niepokój, niezwykłą odpowiedzialność za tę osobę czy rozwiązanie problemu; lęk, lekką lub silną niechęć do zrobienia czegoś, irytację, a czasami złość i oburzenie, że zostaliśmy postawieni w takiej sytuacji. Możemy też odczuwać wyrzuty sumienia i mieć poczucie winy, a z drugiej strony odczucie, że zmusza się nas do zrobienia czegoś. Możemy uważać, że jesteśmy w danej sprawie bardziej kompetentni niż ten, komu pomagamy. Możemy, na koniec, uważać, że osoba, którą się opiekujemy, jest bezradna i niezdolna do zrobienia tego, co wykonujemy za nią. Czujemy się potrzebni, przynajmniej na pewien czas.

      Nie mam tu na myśli aktów miłości, dobroci i współczucia, a także prawdziwej pomocy – sytuacji, w których nasze wsparcie jest naprawdę potrzebne i chcemy go udzielić. Są one zachowaniami pozytywnymi, natomiast wybawianie i zajmowanie się innymi do takich zachowań nie należą.

      Zajmowanie się i opiekowanie innymi wydaje się o wiele bardziej przyjazną postawą, niż jest w istocie. Zakłada ono bowiem nieudolność osoby będącej przedmiotem opieki. Wybawiamy „ofiary”, ludzi, którzy – w naszym mniemaniu – nie są w stanie sami się o siebie zatroszczyć. Owe ofiary potrafią w rzeczywistości całkiem nieźle sobie z tym radzić, tyle że my im nie dajemy takiej szansy i możliwości.

      Kiedy już wybawimy taką ofiarę z niedoli, musimy się nieuchronnie znaleźć w „drugim kącie”, którym jest prześladowanie. Czujemy niechęć i złość wobec osoby, której tak wielkodusznie „pomagaliśmy”. Zrobiliśmy bowiem coś, czego nie chcieliśmy robić, coś, co nie było naszym obowiązkiem, a zaniedbaliśmy nasze własne potrzeby i chęci. Co gorsza, ofiara, „ta biedna istota”, którą wybawiliśmy z opresji, wcale nie okazuje nam wdzięczności. Nie docenia naszego poświęcenia. Nie zachowuje się tak, jak powinna. Nie słucha nawet naszych rad, których tak chętnie jej udzielamy. Coś jest nie tak, jak powinno być, chowamy więc naszą aureolę i pokazujemy rogi.

      Czasami inni nie dostrzegają – albo udają, że nie dostrzegają – naszego poirytowania. Czasami staramy się je ukryć. Czasami znowu wybuchamy niepohamowanym gniewem, szczególnie wobec członków rodziny. Ale bez względu na to, czy okazujemy, czy też skrywamy zdenerwowanie i urazę, WIEMY, co się dzieje.

      Osoby, które wybawiamy, najczęściej od razu wyczuwają zmianę naszego nastroju. Dostrzegają bowiem zwiastujące go objawy, które stają się pretekstem, by zwrócić się przeciwko nam. Teraz nadchodzi ich kolej – z prześladowanych stają się prześladowcami. Zazwyczaj jest to reakcja na przejmowanie przez nas odpowiedzialności za nich, bowiem nasze zachowanie świadczy, pośrednio lub bezpośrednio, o tym, że uważamy ich za nieudolnych. Nienawidzą nas, ponieważ wybuchając na nich gniewem po wcześniejszym wytknięciu im nieodpowiedzialności, dodajemy do krzywdy obrazę.

      Nadchodzi wówczas czas na ostatni ruch. Zasłużyliśmy sobie na nasze ulubione miejsce – „kąt ofiary” na spodzie trójkąta. Jest to łatwy do przewidzenia i nieuchronny rezultat wybawiania. Ogarnia nas uczucie bezradności, smutku i wstydu. Czujemy się zranieni i upokorzeni i litujemy się nad sobą. Znowu nas wykorzystano. Znowu nas niedoceniono. Tak bardzo staramy się pomagać ludziom, być dla nich dobrzy. Zaczynamy użalać się i jęczeć: „Dlaczego zawsze mi się to przydarza? Czy zawsze będę ofiarą?”. Jeśli nie przestaniesz bawić się w wybawcę i opiekuna – prawdopodobnie tak.

      Opiekując się innymi, pozwalamy, by czynili nas swymi ofiarami; nieustannie wybawiając ich z kłopotów, sami czynimy się ich ofiarami. Ani wybawianie kogoś z opresji, ani zajmowanie się jego obowiązkami nie jest aktem miłości.

      Trójkąt Dramatyczny jest trójkątem nienawiści. Podsyca on i podtrzymuje nasza nienawiść do samego siebie i przeszkadza w nawiązaniu zdrowych związków uczuciowych z innymi. Trójkąt ten i zmieniające się role wybawcy, prześladowcy i ofiary unaoczniają nam proces, który przechodzimy. Zmiany ról i zmiany emocjonalne są tak nieuchronne, jak gdybyśmy byli aktorami trzymającymi się ściśle scenariusza.

      Dlaczego więc pozornie racjonalnie myślący ludzie wpadają w tą pułapkę?

      Wielu z nas jest przekonanych, że wybawianie i ratowanie innych z różnorakich opresji jest dobrym uczynkiem. Uważamy, że milcząca zgoda na to, by ktoś musiał walczyć z nieprzyjemnym, ale całkowicie w danej sytuacji zrozumiałym uczuciem, ponosić konsekwencje swoich czynów, odczuwać zawód usłyszawszy „nie”, odpowiadać za siebie, swoje zachowania i postępki jest czymś okrutnym i bezlitosnym.

      Wielu z nas zwyczajnie nie wie, za co jesteśmy odpowiedzialni, a za co nie ponosimy żadnej odpowiedzialności. Są tacy, którzy sądzą, że musza się denerwować, kiedy ktoś ma jakiś problem, ponieważ jest to ich obowiązkiem.

      Jednakże za większością aktów pomocy i wybawiania czai się demon – poczucie swej własnej małej wartości. Pomagamy i ratujemy, ponieważ nie mamy o sobie zbyt dobrego zdania. Opiekowanie się innymi napełnia nas przekonaniem o własnej mocy, dowartościowuje nas i poprawia nam samopoczucie, jednak stan ten jest ulotny i krótkotrwały. Tak jak kieliszek poprawia na chwilę nastrój alkoholikowi, tak po
      • alsk9 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 14:01
        Jednakże za większością aktów pomocy i wybawiania czai się demon ? poczucie swej własnej małej wartości. Pomagamy i ratujemy, ponieważ nie mamy o sobie zbyt dobrego zdania. Opiekowanie się innymi napełnia nas przekonaniem o własnej mocy, dowartościowuje nas i poprawia nam samopoczucie, jednak stan ten jest ulotny i krótkotrwały. Tak jak kieliszek poprawia na chwilę nastrój alkoholikowi, tak pomaganie i ratowanie sprawia, że na moment zapominamy o bólu, którym przepełnia nas świadomość tego, jak mało jesteśmy warci. Jesteśmy przekonani, że nie można nas pokochać ani polubić, więc chcemy być przynajmniej potrzebni. Mamy niskie mniemanie o sobie, więc pragniemy zrobić coś, co udowodni, że jesteśmy wartościowymi ludźmi.

        Ratujemy, wybawiamy z kłopotów i pomagamy również dlatego, że nie mamy dobrego mniemania o innych. Stwierdzamy, że inni po prostu nie mogą odpowiadać za swoje czyny i zachowania. Jeśli dana osoba nie jest upośledzona umysłowo lub fizycznie (i to w poważnym stopniu) jeśli nie jest małym dzieckiem, to jest w pełni odpowiedzialna za to, co robi.

        Przestańmy wybawiać innych. Przestańmy pozwalać innym, aby nas wybawiali. Bierzmy odpowiedzialność za samych siebie i pozwólmy na to samo innym. Bez względu na to, czy zmienimy nasze postawy, zachowania, otoczenie czy sposób myślenia, najlepszą rzeczą jaką możemy zrobić, jest odrzucenie roli ofiary.

        Źródło: Melody Beattie ?Koniec współuzależnienia?.

        Warto przeczytać:
        Świetny tekst poszerzający znacznie spojrzenie na Trójkąt Karpmana:
        Trzy twarze ofiary, Lynne Forrest (2007)
        ?Ponieważ moje rozumienie Trójkąta Dramatycznego znacznie się pogłębiło, podobnie stało się z moim uznaniem dla tego jakże prostego, a z drugiej strony bardzo potężnego i trafnego narzędzia. Nazwałem go ?machiną wstydu? ze względu na fakt, iż poprzez Trójkąt Dramatyczny nieświadomie odtwarzamy błędne koło zachowań i w ten sposób wywołujemy uczucie wstydu. Każda dysfunkcyjna interakcja zachodzi w obrębie Trójkąta Dramatycznego! Nie jesteśmy w stanie zmienić tych zachowań dopóki nie będziemy ich świadomi. Jeśli nie uświadomimy sobie co faktycznie robimy, nie będziemy w stanie wyruszyć dalej w naszą podróż do odzyskania dziedzictwa duchowego.?
        • alicjazak10 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 16:08
          Nie pochodzimy z rodzin alkoholowych

          Zakladamy ze ktos nam kiedys pomogl, to my te pomozemy, ale w przypadku pewnych osob to sie zaczyna robic klopotliwe, nagle wymagaja wiecej i wiecej.
          Moj chlopak pomaga ale nie znosi niezaradnosci u doroslych ludzi, ze meiszkaja w Angli iles lat a ledwie dukaja po angielsku.
          Mielismy takiego znajomego, ktory bardzo dobrze sie znal na samochodach, wiedzail gdzie w aucie zajrzec przed kupnem, co dolega, kiedys pomogl nam przy awarii poprzedniego auta, wiedzial co sie zepsulo i nie dal sie oszukac mechanikowi. Cenimy taka pomoc, ale on lubil sobie ostro popic, nie znal angielskiego, i musilismy mu dosc czesto pomagac w tlumaczeniach, on stawial piwa, moj chlopak byl przez te pomaganie mu czesto pijany, nie moglam tego zniesc, on tez, ze w prostych tlumaczeniach ktos sie nie uczy jezyka tylko polega na innych i stawia piwa. Powiedzial mu pare niemilych slow i znajomosc sie skonczyla. Szkoda bo to cenna znajomosc, on byl bardzo pomocny z autami, no ale pijak

          Musimy sie po prostu nauczyc jak kulturalnie odmawiac i zeby nie starcic znajomosci z ludzmi.
          Bywalo, ze nie odbieralismy telefonow od znajomych albo wylaczalismy na noc, bo dzwonili z czyms
          • alsk9 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 16:33
            no to trzeba było mechanikowi od razu zapłacić za jego usługę żeby długów nie mieć.

            w twoich opowieściach wszyscy znajomi to alkoholicy i opijusy, a twój facet jak widać pijaków lubi i chętnie się pijakami opiekuje.
            więc lepiej sobie dokładniej zbadaj historię rodzinnych uzależnień bo oboje nie zachowujecie się zdrowo.
          • ann.38 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 17:09
            Nie chcę Cię urazić, bo przedstawiasz nam tu tylko jakiś urywek z Waszego życia, ale czy i Wy nie jesteście trochę interesowni? Uwikłaliście się w tym Waszym gronie znajomych w takie układy, że ciągle ktoś coś dla kogoś robi, a potem jest wypominanie, wyliczanie, wzajemne zarzuty, oskarżenia, obawa przed odmową, bo on mi pomógł, a może on mi potem nie pomoże przy aucie, jak ja go nie podwiązę itd. Pewnie, że fajnie sobie nawzajem pomagać, ale żeby też nie stać się takim niewolnikiem tych układów. Do czego to dochodzi, że ktoś po nocy wydzwania, żeby imprezowiczów po domach rozwozić, a Wy się zastanawiacie, jak kulturalnie odmówić.
            • alsk9 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 17:30
              Trochę wyszło tak, że autorka się stara dla kogoś, bo chce mieć go jako znajomego, bo on jest jej przydatny (więc sama jest w tym interesowna), a później się wścieka, że ten ktoś więcej bierze niż daje ;) Czyli interes nie wypalił.
              Do tego to usprawiedliwianie partnera i jego picia "bo kolega pije więc on nie mógł odmówić"....tiaaa... I usprawiedliwianie agresji i chamstwa partnera "bo to przez tamtych co ciągle coś chcą"...tiaa.. Pobudka.
              • alicjazak10 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 19:11
                Akurat alsk9 jesli chcesz wiedziec to jestesmy ludzmi niewiele pijacymy, owszem jesli jest okazja to mozemy wypic alkohol ale rozsadne ilosci, moj chlopak potrzrzebuje auta do pracy i nigdy nie jezdzil pijany. Nie jest to mile byc wybudzonym o 3 w nocy przez telefon od pijanych znajomych, ktorzy akurat chca byc odwiezieni do domu. Moj chlopak powiedzial pare dosadnych slow do telefonu takim. Tak samo jak owej niedzieli nad ranem, dostal telefon, ze znajomy cos potrzebuje pilnie, ubral sie pojechal a tam na miejscu paru pijakow po calonocnej libacji, owszem zawiozl ich do domow, po drodze kolejnego do sklepu z alkoholem co to juz byl otwarty w niedziele od samego rana, ale sie nagadal przy tym. On ma taka nature, ze pomaga, pomaga, ale jak nie wyrobi to zaczyna klac, wymyslac ludziom, ze sie nie ucza angielskiego,czy w prostych rzeczach nie potrafia sobie poradzic. Tak samo ze odstawianie piw za pomoc. Niestety, tego nie znosimy, ale taki moment byl niedawno ze dzien w dzien komus musielismy pomagac przez 2 tygodnie, kazdego dnia cos komus wozic, konczylo sie to stawianiem piw, czego ani ja ani moj chlopak nie lubilismy, wiec prosze alsk9 nie wymawiaj nam ze moj partner pije. Za te pomaganie dostawalismy czteropaki piwa, lezaly w lodowce przez wiele dni i nie bylo czasu tego wypic, moj chlopak nie jest taki, zeby pic, tylko sie denerwowal

                To czego szukam to sposob jak odmawiac uprzejmie.

                Czy jestesmy interesowni? Tak sie sklada, ze jak jezdzilismy na lotnisko to jeszcze nikt nas nigdy nie podwiozl, samoloty do Polski o 6 albo 8 rano, jezdzilismy autobusami w srodku nocy, 2, 3 nad ranem, jedni znajomi odmawiali, jezdzilismy autobusami, z siedzeniem na dworcach, wyglada to tak: ostatni pociag naszej pobliskiej stacji jest okolo 23.30 do centrum, tam sa autobusy na lotnisko London Luton prawie co godzine, jazda okolo 2 godzin, i siedzenie na lotnisku. Jeszcze nas nikt nie podwiozl, za to tylko w maju wozilismy znajomych 3 razy na lokalne lotnisko, i znajomy z psem juz pytal czy w sierpniu pomozemy mu odebrac matke z odleglego lotniska.

                Watek zalozylam, aby dowiedziec sie jak inni radzili sobie z uprzejmym odmawianiem. Po prostu tego sie chcemy nauczyc. Zrobilismy bledy, dalismy wejsc sobie na glowy, teraz za to cierpimy. Weekend sie wlasnie konczy, dobrze ze nikt nie zadzwonil
                • koronka2012 Re: Naduzywanie uczynnosci 28.06.15, 21:00
                  alicjazak10 napisała:

                  > Nie jest to mile byc wybud
                  > zonym o 3 w nocy przez telefon od pijanych znajomych, ktorzy akurat chca byc od
                  > wiezieni do domu. Moj chlopak powiedzial pare dosadnych slow do telefonu takim.

                  Ok, i co - poszedł spać, czy pojechał?

                  > Tak samo jak owej niedzieli nad ranem, dostal telefon, ze znajomy cos potrzebu
                  > je pilnie, ubral sie pojechal a tam na miejscu paru pijakow po calonocnej libac
                  > ji, owszem zawiozl ich do domow, po drodze kolejnego do sklepu z alkoholem co t
                  > o juz byl otwarty w niedziele od samego rana, ale sie nagadal przy tym.

                  No i widzisz, normalny człowiek w tym momencie po prostu powiedziałby "stary, czyś ty z byka spadł? wiesz, która godzina?". I wyłączył telefon.
                  A on pojechał - jak zobaczył co i jak - zamiast odwrócić się na pięcie i na odchodnym rzucić, że nie jest taksówkarzem - potulnie porozwoził towarzystwo i jeszcze po flaszkę skoczył. No sorry - ręce opadają.

                  . Niestety, tego nie znosimy, ale
                  > taki moment byl niedawno ze dzien w dzien komus musielismy pomagac przez 2 tyg
                  > odnie, kazdego dnia cos komus wozic, konczylo sie to stawianiem piw,

                  Po piewsze NIE MUSIELIŚCIE. U ciebie to stwierdzeni pada kolejny raz, to jakieś freudowskie :P Zastanów się, dlaczego czujcie tę presję żeby każdemu pomagać?

                  Po drugie - jeśli tego oczekiwaliście - trzeba było ustalić sposób rewanżu od razu.
                  "Dobra, pomogę w miarę możliwości - ale liczę na to, że zrewanżujecie się np. dowiezieniem nas na lotnisko". Trzeba przedstawiać KONKRETNE oczekiwania, skąd ci ludzie maja wiedzieć, że wolelibyście np. czekoladki?

                  Mam wrażenie, że wasz krąg znajomych jest dość przypadkowy, i jak to na emigracji - budujecie sobie relacje z ludźmi, którzy wam się po prostu napatoczyli w życiu. Bo to Polacy.
                  Coś podobnego obserwowałam wiele lat temu, kiedy sama byłam na wyjeździe - trzyma się "swoich" na siłę, choć czasem są to osoby, z którymi w kraju nie wymieniłoby się nawet numerami telefonów.

                  Może warto postawić na jakość znajomych, nie na ilość? Wydaje mi się, ze w ten sposób budujecie sobie złudne poczucie bezpieczeństwa - otaczacie się masą osób łudząc się, że macie jakieś oparcie. Tymi przysługami chcecie sobie "kupić" zyczliwość? Tylko wszystko wskazuje na to, że te relacje są dość płytkie i tymczasowe. Dlaczego więc boisz się ich utraty?

                  Czy to są wasi przyjaciele, czy znajomości na zasadzie "przelotnych ptaków"? sądzisz, że będziecie z nimi utrzymywać kontakt jak któraś z tych par się przeprowadzi, albo wróci do Polski? jak długo?

                  Dlatego zastanawia mnie PO CO szukasz uprzejmego sposobu na odmawianie wykorzystującym was ludziom? Dlaczego tak bardzo boicie się czyjejś urazy? Na emigracji jest tak, że dziś ci, jutro będą inni. Po prostu mówi się nie, mam inne plany, nie nie mogę cię odwieźć, nie nie pojadę po flaszkę. Odmówienie JEST GRZECZNE (o ile się nie doda niepotrzebnych komentarzy i nie wywrzeszczy a zwyczajnie powie)
                  Bez tłumaczenia. Poczytaj sobie jakikolwiek artykuł o asertywności.
                • aqua48 Re: Naduzywanie uczynnosci 29.06.15, 13:33
                  alicjazak10 napisała:

                  > jesli chcesz wiedziec to jestesmy ludzmi niewiele pijacymy, owszem
                  > jesli jest okazja to mozemy wypic alkohol ale rozsadne ilosci,

                  Warto to było powiedzieć tym "stawiającym piwa".

                  >On ma taka nature, ze pomaga, ale jak nie wyrobi to zaczyna klac, wymyslac lud
                  > ziom

                  Wystarczy przestać "pomagać". A jak najprościej ? Otóż nie przeklinając ani wymyślając ludziom, tylko - mówiąc - NIE, przykro mi nie mam czasu, musisz to załatwić inaczej. Już to tutaj pisałyśmy, ale Ty staranie tego rozwiązania nie zauważyłaś.


                  >dzien w dzien komus musielismy pomagac przez 2 tyg
                  > odnie, kazdego dnia cos komus wozic

                  To jakieś kuriozum, dziewczyno usiądź i przeczytaj to co sama napisałaś. Dla Twojej informacji - nie MUSIELIŚCIE, tylko chcieliście.

                  > znajomy z psem juz pytal czy w sierpniu pomozemy mu odebrac
                  > matke z odleglego lotniska.

                  I było powiedzieć, że nie pomożecie, bo w sierpniu macie wakacje. Zapewniam, że z odległych lotnisk też jest transport.

                  Ćwiczcie i trenujcie spokojne i grzeczne mówienie nie. Zróbcie sobie takie warsztaty - umawiacie się, że prosisz Twojego chłopaka żeby już teraz np. podwiózł Cię gdzieś. A on ma za zadanie odmówić. Nie wściekając się, ale stanowczo. A ty nalegasz - ale kochany, tak mi to potrzebne, nie ma mi kto inny zrobić - on nadal grzecznie odmawia i kończy rozmowę.
    • ola_dom Re: Naduzywanie uczynnosci 29.06.15, 10:34
      "Przykro mi, ale już właśnie odwożę kogoś innego, inną szafę/lodówkę/babcię/flaszkę wódki."
      "Przykro mi, ale właśnie wypiłem dwa piwka."
      "Przykro mi - choć akurat wcale nie tak bardzo - ale właśnie będziemy się z Alicją bzykać."
      • aqua48 Re: Naduzywanie uczynnosci 29.06.15, 13:40
        ola_dom napisała:

        > "Przykro mi, ale już właśnie odwożę kogoś innego, inną szafę/lodówkę/babcię/fla
        > szkę wódki."
        > "Przykro mi, ale właśnie wypiłem dwa piwka."
        > "Przykro mi - choć akurat wcale nie tak bardzo - ale właśnie będziemy się z Ali
        > cją bzykać."

        - sorry, ale własnie wróciłem z pracy i jestem zmęczony nie będę już dzisiaj nigdzie jechał
        - o tej porze? A wiesz która godzina? Dobranoc.
        - rozumiem, że jesteście nawaleni, ale musicie znaleźć sobie inny transport
        - nie mogę obiecałem dzisiaj Alicji załatwić to i tamto.


        >
Pełna wersja