Każde wyzwanie trzeba podjąć?

30.06.15, 10:16
Nie można mieć lęków, obaw, nie można się wycofać?
Tak mi przyszło do głowy, w związku z wątkiem Stacie.
Podejmujecie każde wyzwanie? Ja nie.
    • milamala Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 11:26
      pade napisała:

      > Nie można mieć lęków, obaw, nie można się wycofać?
      > Tak mi przyszło do głowy, w związku z wątkiem Stacie.
      > Podejmujecie każde wyzwanie? Ja nie.


      Nie, oceniam co wazne a co nie i wtedy decyduje. Jakbym chciala kazde wyzwanie podejmowac to bym zwariowala. Stalabym sie takim niewolnikiem wyzwan - co wyzwanie to ja za nim.
      • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 11:36
        Ale to 'ważne' może przyjść w czasie np. kiepskiej formy psychicznej, sytuacji życiowej, i co wtedy?
        • zuzi.1 Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 14:35
          Imo najwazniejsze jest zdrowie. Jezeli podjecie tego waznego wyzwania pogorszy nasz stan, to nie warto tego robic w tym konkretnym momencie. Bo to bedzie jalowa i kosztowna proba. Lepiej odlozyc ja triche w czasie, do momentu, az dziecko troche podrosnie i wyrosnie z problemow. Wowczas warto podjac wyzwanie, ale juz w spokojniejszym momencie swojego zycia. Nie warto robic za heroske podejmujac wyzwania ponad swoje sily w danym momencie.A podejmowanie wyzwan w postaci egzaminow, gdy mamy male, problemowe dziecko, notorycznie niedosypiamy i chodzimy na rzesach z tego powodu jest bez sensu.
    • differentview Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 11:40
      pade napisała:

      > Nie można mieć lęków, obaw, nie można się wycofać?
      > Tak mi przyszło do głowy, w związku z wątkiem Stacie.
      > Podejmujecie każde wyzwanie? Ja nie.

      w zwiazku z watkiem Stacie- to nie tyle chodzilo zeby " kazde wyzwanie podejmowac ile zadnego wyzwania nie podejmowac w zwiazku w obawa o domniemana porazke ( a raczej nie ma wyzwan, ktore zakladaja 100% powodzenie- wowczas nie byloby to przeciez zadne wyzwanie;)
      wiec- napewno nie kazde wyzwanie trzeba podejmowac ale jesli ktos pisze- fajnie byloby miec certyfikat ale stres zwiazany z egzaminem jest zbyt duzy to uwazam, ze lepiej jest podejsc i oblac niz wycofac sie; dobrze jest miec tez wokol siebie osoby, ktore mowia- chociaz zaaryzykuj, sprobuj, najwyzej Ci sie nie uda niz takie, ktore mowia- jasne, boisz sie, wiec najlepiej nic nie rob i boj sie dalej
      • paris-texas-warsaw Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 12:50
        Nie wiem, czemu co ostatnio wątek, to o dziadkach swoich piszę:)
        Kiedyś ktoś z rodzeństwa mojej babci mi mówił, że był w sytuacji, gdy po prawie rocznej chorobie nie chcial podejść do ważnego egzaminu konczącego jakiś etap edukacji, bo uważał, że nie ma szans. I po latach wspominał, że właśnie moja babcia go przekonała, że może nie zda, ale przecież jest szansa, że zda. I zdał, nie miał roku w plecy. Po latach bardzo sie oczywiście z tego cieszył. I dla mnie ta sytuacja State to taka właśnie sytuacja, kiedy jest szansa na zdanie i oddaje się coś walkowerem. Oddanie walkowerem, to dla mnie coś innego niż niepodejmowanie wyzwania. Wyzwanie wymaga jakiegos nakładu pracy, czegoś większego, a nie zwykłego stawienia się gdzieś i zrobienia tylko tyle, odpowiedzenia na pytanie na podstawie wiedzy, którą ma się w glowie. Wiadomo, że wyzwań nie trzeba wszystkich podejmować, bo nie ma na to życia - wyzwania można mnożyć cały czas. Ale sytuację Stacie widzę jak Diff, zreszta Stacie o tym pisze. Z racji trudnego położenia z dzieckiem i sytuacji, że nie jest to kluczowy paper, to jest to mała sprawa. Wg mnie doszukiwanie się złych cech w rodzeństwie, bo nie opiekowali się dzieckiem, jest tu "od czapy". Na sam kurs Stacie chodziła bez tej pomocy i jej się to udało, postrzegała to zresztą jako ucieczkę od dziecka i swoje hobby. Nauka do egzaminu tez mogłaby tak być potraktowana - wtedy to byłoby wyzwanie, ale można byłoby iść wg mnie z marszu - a tak wg mnie (zaznaczam) to oddanie szansy walkowerem.
        • paris-texas-warsaw Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 12:52
          Znaczy - na egzaminy można patrzeć też czysto probabilistycznie, zwłaszcza jak od nich nie zależy bieg życia.
        • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 13:03
          "Wyzwanie wymaga jakiegos nakładu pracy, czegoś większego, a nie zwykłego stawienia się gdzieś i zrobienia tylko tyle, odpowiedzenia na pytanie na podstawie wiedzy, którą ma się w glowie. "
          Widzisz Paris, każdy ma inny "spadek" po rodzicach. Widocznie dla Stacie "zwykłe" stawienie się gdzieś i "tylko" odpowiedzenie na pytania jest prawdziwym wyzwaniem. A dla Ciebie i Different tylko "prawdziwym".
          Ja sama po sobie widzę, że kiedyś szłam jak burza a teraz jest różnie. Czasem mi po prostu szkoda zdrowia i odpuszczam. A Ci, co patrzą z boku, komentują to tak, jak Wy. (akurat nie dotyczy to egzaminów, bo z nimi nie mam problemów:))
          • paris-texas-warsaw Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 13:43
            Ja rozumiem:) Ale czym innym jest, gdy czegos się nie robi, bo się nie chce, a czyms innym, bo się człowiek boi to zrobić, a czymś innym, gdy nie ma mozliwości innego typu (czasowych, logistycznych,fizycznych). To są zupełnie inne sytuacje, sama zainteresowana odniosłam wrażenie, że nie lubi tej swojej "cechy" (czy bardziej stylu zachowania czy reagowania), o nieakceptowanie tej "cechy" był płacz etc. Lękliwość to nie jest to samo, co np. nieuleganie wpływom innym żądającym od nas jakiejś aktywności.
            • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 14:05
              A co to jest wg Ciebie lękliwość?
              • paris-texas-warsaw Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 18:58
                W kontekście wyzwań, to lękwliwość jest unikaniem porażek. Taka lękliwość w patologicznym natężeniu występuje np. u ludzi z osobowościami unikajacymi (lękliwymi). Z jednej strony boja sie porażki, z drugiej strony boją sie krytyki innych, i te dwa motywy sie przenikają. Ma być bez wysiłku i z pełna akceptacją otoczenia. Jak to jest bardzo nasilone, to tylko psychoterapia, a nie przytakiwanie, że to wybór etc.;)
          • ludvi Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 14:32
            Mam znajomą z fantastycznym wokalem. Kiedyś próbowała ze sceną, z publicznymi występami, ale stres tak ją zżerał, że albo musiała łykać mocne prochy przed występem albo później przez tydzień odchorowywała dwugodzinny występ. Nie wyobrażam sobie żeby otoczenie miało "wymagać" od niej realizowania się w tym kierunku i sekować ją, że jej nerwy i strach są śmieszne a ona sama jest tchórzem życiowym co nie podejmuje wyzwań. Co z tego, że ma możliwości wokalne i talent?
            Obecnie uczy dzieci muzyki i jest bardzo zadowolona z tej roli.

            Jest różnica między zachętą np karnetem w prezencie dla kogoś, kto i tak się chciał odchudzac ale się nie mógł zmobilizować,
            a kimś kto np mówi od dawna że panicznie boi się wody i pływał nie będzie bo nie chce - to mu się funduje kurs żeglarski by go uszczęśliwiac na siłę.
            • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 14:45
              "Nie wyobrażam sobie żeby otoczenie miało "wymagać" od niej realizowania się w tym kierunku i sekować ją, że jej nerwy i strach są śmieszne a ona sama jest tchórzem życiowym co nie podejmuje wyzwań."
              Nie wyobrażasz sobie? Ja się z tym spotykam. Akurat nie dotyczy mnie to osobiście, ale widzę i w swoim otoczeniu i na forach.
              Strach, lęk, nerwy należy przełamać, bezwzględnie. A jakie będą skutki? To już nieistotne.
              • ludvi Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 14:59
                Nie w tym sensie sobie nie wyobrażam, że tak się nie dzieje, bo wiem że się dzieje. Matka tej mojej znajomej zawsze podchodziła do niej z miną "achhh...jakas ty znowu nieudana i nic ci nie wychodzi"
                Natomiast nie wyobrażam sobie żebym(w obecnym stanie świadomości) miała robić coś, do czego ja mam blokadę lub świadomą decyzję że tego nie chcę bo mnie za dużo kosztuje, a otoczenie uznało, że mnie "naprawi" i se zrobią tak żebym ja to jednak robiła... noż rany...

                Kiedyś byłam z koleżanką w wysokich górach, było bardzo przepaścisto. Dziewczyna rozdygotała się tak, że ledwo stała na nogach, dostała lęku wysokości. Mimo, że miałam ochotę iśc dalej w te przepaści, to zawróciłam i sprowadziłam ją lajtową ścieżka na dół. Mogłabym ją "przełamywać" i pchać by szła do przodu. Pewnie męcząc się niemiłosiernie by przeszła. Ale po co? Narazić na niebezpieczeństwo fizyczne, stres, uraz psychiczny, ją i siebie? Kilka lat później zrobiłyśmy tę samą trasę z przyjemnością i dała rady, bez takich stresów, sama dojrzała do tego, że teraz stać ją na taki czyn.
              • aqua48 Nie znoszę wyzwań, przymusu itp.. 30.06.15, 15:02
                Podejmuję wyzwania tylko wtedy kiedy jestem na nie wewnętrznie całkowicie gotowa. Ale ja ogólnie nie cierpię wyzwań, nie znoszę planowania i wykonywania planu punkt po punkcie "realizowania się" i wygrywania. Jestem nieco chaotyczna, emocjonalna i generalnie uważam, że jeśli coś ważnego mnie nie spotkało to miało nie spotkać bo i tak by mi na zdrowie nie wyszło. A jeśli ma spotkać to spotka. Siedzę jak kot, obserwuję i biorę to co mi w ręce wpada, oglądam starannie i decyduję czy mi się przyda czy nie.
                • amb25 Re: Nie znoszę wyzwań, przymusu itp.. 02.07.15, 07:24
                  ale to chyba juz nie jest zadne wyzanie, kiedy jest sie na to calkowicie gotowym....
                  Dla mnie idea wyzwania jest elementem niepewnosci, bycia nieprzygotowanym do konca, potrzeba improwizacji, rzuceniem na gleboka wode.
                  WIec jak ide na egzamin dobrze przygotowana, to wiem ze zdam, i nie jest tojuz zadne wyzwanie bo temat byl na tyle latwy, ze sie dobrze przygotowalam. .
        • stacie_o Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 02.07.15, 09:17
          Chyba muszę sprostować. Na kurs chodziłam, bo opieka nad dzieckiem była tak wyczerpująca fizycznie i psychicznie, że musiałam, bo bym sobie głowę odgryzła i ją zjadła. Wtedy nie pracowałam, a sytuacja finansowa była taka, iż mogłam sobie pozwolić na opłacenie kursu i opieki dla małej.

          Potem znalazłam obecną pracę. W cv zaglądnięto, wpisany był tam kurs kadrowo-płacowy, góra uznała, iż sam kurs i dotychczasowe doświadczenie wystarczy i mnie przyjęto. Mój mąż zrezygnował z jednej swojej pracy, żeby opiekować się córką.

          Obecnie ja pracuję, on dorabia na dg. Oprócz tego, posiłkujemy się żłobkiem (ma tam mała logopedę i terapię si), opiekunką, co parę dni i oprócz tego opłacamy prywatne różne szmuje-muje, żeby małą wyciągnąć. I tak: nie mam teraz ani siły na przygotowanie się do egzaminu, ani kasy na opiekunkę, co by zajęła się bardziej dzieciakiem. I last but not least, w sytuacji kiedy teraz pracuję i nie ma mnie c.a. 9-10 godzin w domu, czas poświęcony na naukę musiałby być wykrojony z czasu dla młodej i to uważam byłoby bardzo nie fair. I proszę mi nie pisać, że mogę się uczyć, kiedy śpi, bo ona nie śpi. teraz dla mnie priorytetem jest córka i ustalenie działania gospodarstwa domowego tak, aby w obecnej sytuacji, zminimalizować wszystkim dyskomfort.

          I uważam, że mam prawo czuć się olana przez rodzeństwo.

          Ktoś pyta, czemu nie podejdę na zasadzie, a nuż zdam. Według mnie tracę, bo znam siebie i po takim czymś jakbym nie zdała, czułabym się do bani, głupia, beznadziejna itp i dla mnie ryzyko, że tak się poczuje przewyższa ewentualną korzyść z osiągnięcia celu.
          • ola_dom Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 02.07.15, 09:41
            stacie_o napisała:

            > Ktoś pyta, czemu nie podejdę na zasadzie, a nuż zdam.

            Ja w takich razach odpowiadam to, co już pisałaś:
            że samo podejście do egzaminu kosztuje mnie tylko zdrowia i nerwów, że wydaje mi się to niewarte tego.
            Koniec.
            • stacie_o Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 02.07.15, 09:45
              ja też. Odkąd się usamodzielniłam, czyli zaraz po maturze i poczułam,  że nic nie muszę. W sensie, muszę mieć co jeść i gdzie mieszkać i na to zarobić, teraz utrzymać dzieci, ale nie muszę spełniać czyich wymagań co do mojego wyglądu, zachowania, sposobu mówienia, szkół, ubierania, spania, wstawania, porządku w pokoju.
    • sorvina Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 15:35
      Jestem świadoma sporej ilości swoich braków i ograniczeń. Tego co można by ulepszyć, na co się odważyć. Ale każda zmiana kosztuje, wiąże się z większym lub mniejszym stresem, koniecznością zmiany przekonań, chwilową utratą poczucia bezpieczeństwa związanego z utratą starej tożsamości i znanych sobie realiów itp. (kiedyś w Charakterach bodajże była seria artykułów na ten temat). Są osobowości, które łatwiej i które trudniej przechodzą przez zmianę. Trzeba wiedzieć jak się zmienić, znać strategie np. opanowywania mechanizmu "wali i ucieczki lub paniki", który niektórym włącza się nawet przy cieniu zagrożenia, a zmiana dla naszego mózgu jest zagrożeniem. Każdy ma swoje priorytety, ja również. Nie będę poświęcać w danym momencie czasu, energii i nerwów na "podjęcie wyzwania", które dla kogoś jest ważne, banalne, czy jakiekolwiek, gdy są dla mnie ważniejsze sprawy. To kwestia wyboru. Kiedyś, gdy uporam się z ważniejszymi sprawami, będę miała siłę i ochotę - czemu nie.

      Choć ostatnio zaczynam kwestionować moje głęboko zakorzenione przekonanie, że w życiu ZAWSZE trzeba starać się być coraz lepszym, że po to się żyje. Ono oznaczało, że rozwój był najważniejszy, bez względu na koszty czy moje samopoczucie. Teraz zaczyna do mnie docierać, że może żyję po to by być szczęśliwa... i wtedy mogę i warto dokonywać zmian, które są mi potrzebne do szczęścia, ale niektóre cechy/niedociągnięcia mogę zaakceptować i cieszyć się życiem, a nie ciągle poganiać się, że muszę być lepsza i lepsza.

      Jeśli komuś wystarcza to co jest do szczęścia, to jego sprawa czy coś zmieni. Jak go przyciśnie, to znajdzie w sobie motywację i odwagę.

      Od 2 lat prowadzę zajęcia m.in. ucząc ludzi wystąpień publicznych. Chociaż odbywają się one w kameralnym gronie, niektórzy strasznie panikują i odmawiają wykonywania ćwiczeń. Nauczyłam się, że potrzeba wyczucia - zachęcać, wspierać, ale nie zmuszać, nie wywierać presji, nie potępiać. Jest pewien poziom lęku, który sprawia zresztą, że człowiek nie jest w stanie konstruktywnie myśleć, przechodzi w tryb walki i obrony i ćwiczenie i tak będzie nieskuteczne, a na kolejne zajęcia nie przyjdzie. Natomiast jak się go wpierw wzmocni psychicznie i merytorycznie i SAM się przełamie, podejmie decyzje, że chce - to wtedy jest dumny, że się przełamał i potem jest mu już łatwiej.
      • sorvina Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 15:42
        Sobie też staram się tworzyć taką życzliwą przestrzeń. Jakby miała takiego osobistego coacha, który mnie dopinguje, ale też życzliwe podchodzi gdy mam siły/ochoty się z czymś mierzyć. Pytam się wtedy jak mogę sobie pomóc, czego potrzebuję. Staram się też ustalić PO CO chcę tej zmiany, sprostać temu wyzwaniu - czy to naprawdę dla mnie dobre? czy też chcę komuś coś udowodnić, nie wyglądać na mniej odważną czy jakąkolwiek od innych. A może nie widzę sensu, bo szczęśliwa jestem z tym co mam. I w zależności od tego co mi wyjdzie pracuję albo nad wzmocnieniem się, albo nad uwolnieniem od porównywania z innymi w danym temacie.
        • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 15:47
          ech, brakowało mi Ciebie (dołączam do grona lizusów):)
      • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 15:45
        Ha, mam/miałam takie samo przekonanie:)
        Tylko znudziło mnie w końcu to wspinanie się po drabinkach, to wieczne niezadowolenie z siebie, ulepszanie.
        Czas na akceptację:)
        • sorvina Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 15:50
          pade napisała:

          > Ha, mam/miałam takie samo przekonanie:)
          > Tylko znudziło mnie w końcu to wspinanie się po drabinkach, to wieczne niezadow
          > olenie z siebie, ulepszanie.
          > Czas na akceptację:)

          Bo tak naprawdę przymus ciągłego ulepszania siebie wypływa z przekonania, że coś z nami nie tak, że takiego/taką jaką jesteśmy nie można nas kochać/akceptować/docenić, musimy się zmienić, postarać.... to kontynuacja wiecznego zasługiwania sobie na docenienie i miłość rodziców, tylko tym razem sami jesteśmy swoim najsurowszym sędziom. Gdy poczujemy, że nic nie musimy, że nawet jeśli nic nie zmienimy w sobie do końca życia, to i tak jesteśmy wartościowi, to pojawia się spokój i przestrzeń by dokonać czasem zmiany z miłości do siebie, bo coś nam przysłuży. A to zupełnie inna motywacja i jej efekty są znacznie lepsze.
      • ola_dom Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 10:10
        sorvina napisała:

        > Choć ostatnio zaczynam kwestionować moje głęboko zakorzenione przekonanie, że w
        > życiu ZAWSZE trzeba starać się być coraz lepszym, że po to się żyje. Ono oznaczało, że
        > rozwój był najważniejszy, bez względu na koszty czy moje samopoczucie.
        > Teraz zaczyna do mnie docierać, że może żyję po to by być szczęśliwa...

        No właśnie - sama niedawno zastanawiałam się nad tym, czy rozwój jest z założenia dobry i wyłącznie pożądany. Zawsze i wszędzie (wiadomo, nie mówimy o nowotworach).

        I pamiętam dobrze, że jak byłam dzieckiem, to w ogóle nie kwestionowałam tego, czy coś mogę czy nie - jak było trzeba - to trzeba, muszę - to muszę i już!
        Dentysta bez znieczulenia - oczywiście! Znieczulenie jest szkodliwe, a przecież wytrzymam, nie?
        Zjeść z talerza do końca, choć nie cierpiałam jedzenia i byłam niejadkiem - oczywiście!
        Chodzić do końca do znienawidzonej szkoły - no jasne! Nikomu nawet nie przyszło do głowy, czy może aby nie zmienić szkoły i poszukać fajniejszej. Się chodzi i koniec, nie ma z czym dyskutować, renomowana szkoła, więc gdzie szukać lepszej?
        Ale od kiedy poczułam, że to nie zawsze jest tak, że MUSZĘ, kiedy poczułam, że mogę czasem odpuścić - przede wszystkim bardzo się zdziwiłam.
        I teraz mogę wręcz powiedzieć, że raczej unikam wyzwań niż stawiam im czoła. Od kiedy poczułam, że "nie muszę", skwapliwie z tego korzystam. Nie wiem, czy to na pewno dobrze. Ale tak mi lżej i łatwiej.
        • paris-texas-warsaw Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 10:50
          Ale Ty Ola przecież podałaś przykłady na antyrozwój - jak jedzenie ponad miarę ma być jakimś rozwojem, albo zła szkoła, albo dentysta. To sa jakies przykłady z dziedziny komfortu. Ja akurat jestem za maksymalnym komfortem, choć nie przeczę, że asceza też może być fajna (choć z moim podejściem raczej mi do tego nurtu żywota daleko:)), ale nie jest to to samo co brak jakiegos rozwoju, ogłupianie się, czy pogrążanie swojego zdrowia etc. W wyzwaniach dla wyzwań też nie widzę żadnego szczególnego celu. Zwyczajnie, czasem są rzeczy, które warto poznać, albo które fajnie zrobić. Bez wielkiej filozofii. Czasem jednak przełamywanie różnych uprzedzeń jest też fajne.
          • sorvina Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 11:32
            Ja myślę, że Ola miała przedstawianie te wszystkie "powinności" jako dobrzy/mądrzy/silni ludzie tak robią, powinnaś starać się być doskonała i do ideału dążyć, a jak Ci ciężko/niewygodnie to tylko znaczy, że do ideału Ci daleko, rozczarowujesz rodziców i na miłość/docenienie nie zasłużysz, więc nawet się nie przyznawaj. Tylko, że wtedy nie była w stanie zweryfikować, że to żaden ideał był, raczej zachowanie z jakiegoś powodu wygodne dla rodziców - spełniające ich oczekiwania czy rojenia np. że jak zje do końca to mama widzi, że dobrze ugotowała, nie "robiące im problemy" np. z szukaniem nowej szkoły itp. A nie coś co było obiektywnie słuszne i dobre dla Oli.
            Takie "powinności" warto odpuścić. Przez jakiś czas można mieć detoks pt. nic nie muszę i nic nie chcę. A w międzyczasie odkrywać czego chcę i co mi służy. Uczyć się jak budować wewnętrzną motywację do robienia czegoś, przełamywania się gdy warto.
          • ola_dom Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 11:51
            paris-texas-warsaw napisała:

            > Ale Ty Ola przecież podałaś przykłady na antyrozwój - jak jedzenie ponad miarę
            > ma być jakimś rozwojem, albo zła szkoła, albo dentysta.

            Myślałam o tym raczej w kontekście "wyzwań" - zniosę ból u dentysty, skończę tę koszmarną, renomowaną szkołę - zniosę i przecierpię. Będę kwarda! ;).
            Ale niewykluczone, że nie do końca właściwie pojmuję wyzwania. Nie lubię ich, więc niespecjalnie się znam na nich ;).
            • paris-texas-warsaw Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 12:13
              Nie, no szkoła to w ogóle specyficzna sprawa. Może być na wysokim poziomie i wtedy czlowiek wybierze np. kiepskie towarzystwo, żeby dostać się na najlepsze studia. Albo jednak wybierze fajna atmosferę, za średni poziom. Ja jakoś w ogóle miałam sporo szczęścia, bo swoje szkoły bardzo dobrze wspominam:) Wydaje mi się, że najlepiej patrzeć na pierwszym miejscu na cel "podstawowy" danej rzeczy - szkoła ma uczyć i jest do poznawania rówieśników (ale co ważniejsze...), dentysta leczyć zęby, jedzenie jest do jedzenia, bez specjalnych ideologii.
              • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 12:44
                Hmm, cel podstawowy?
                Czyli np. mam urodzić dziecko, sn, to jest cel. A wszelkie dodatki typu: poród rodzinny, woda, leki znieczulające, atmosfera, są niekonieczne bo najważniejszy jest cel podstawowy?
                Dalej dentysta. Nieważne, że gbur, że atmosfera w gabinecie jak w filmach grozy, albo, że masz dentofobię, czy nadwrażliwe zęby. Ważne, że zęby trzeba wyleczyć?
                Więc twardym trzeba być, nie miętkim, tak?
                Dobrze Cię zrozumiałam?
                • ola_dom Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 12:47
                  No właśnie?

                  Aha - dodam jeszcze, że z mojej owej "renomowanej szkoły" wiele pożytku w efekcie nie miałam :D. Ani naukowego, ani towarzyskiego, ani żadnego.
                  • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 12:57
                    Czyli się rozumiemy, niestety.
                    Z tymi wyzwaniami to jest tak, że dla jednego wyzwaniem będzie zamieszkanie na innej półkuli, albo założenie własnej firmy, albo lot balonem, a dla innego wyzwaniem będzie rozmowa z dyrektorem w sprawie podwyżki, albo w obcym języku, zdanie egzaminu albo pójście do dentysty:D
                    Czy osoby z drugiej grupy są z definicji "miętkie"?
                    • ola_dom Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 13:05
                      pade napisała:

                      > Z tymi wyzwaniami to jest tak, że dla jednego wyzwaniem będzie zamieszkanie na
                      > innej półkuli, albo założenie własnej firmy, albo lot balonem, a dla innego wyzwaniem będzie
                      > rozmowa z dyrektorem w sprawie podwyżki, albo w obcym języku, zdanie egzaminu albo
                      > pójście do dentysty:D

                      Komplikując - dla jednej osoby zamieszkanie na innej półkuli nie będzie żadnym wyzwaniem, ale pójście do dentysty będzie wyzwaniem życia. To kwardy jest, czy miętki?
                      Albo ten, co się uprze i zostanie szefem wiodącej partii w kraju, ale nie jest w stanie odmówić mamie coniedzielnego obiadu - bo to go przerasta i tak się strasznie boi jej niezadowolenia - to miętki jest, czy kwardy jednak?
                      • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 13:19
                        No właśnie:D
                • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 13:03
                  Dodam jeszcze odnośnie szkoły. Syn ma dysleksję, wyniki szkolne takie se :) Co dla mnie było najważniejsze przy wyborze szkoły, jednej, drugiej? Atmosfera w klasie, wychowawca. Nie wyniki szkoły, nie rankingi, tylko to, żeby syn dobrze się czuł. W imię czego ma się męczyć przez np. 6 lat? Dobrych ocen?
                  Czy aby na pewno świetne studia są gwarancją szczęścia?
                  Córa jest póki co bardzo dobrą uczennicą. Ale jak będę miała do wyboru: świetna szkoła albo dobre samopoczucie mojego dziecka, to od razu zaznaczam, że wybieram to drugie.
                  • ola_dom Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 13:07
                    pade napisała:

                    > Ale jak będę miała do wyboru: świetna szkoła albo dobre samopoczucie mojego dziecka, to od
                    > razu zaznaczam, że wybieram to drugie.

                    Trudno jednoznacznie ocenić, co się okaże lepszym wyborem, ale ważne, że w ogóle się nad tym zastanawiasz i bierzesz to pod uwagę :).
                    • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 13:18
                      Wiesz Ola, ja doskonale wiem, że moje dzieci czekają w życiu przeciwności i dobrze by było, żeby były na to w miarę przygotowane, czyli umiały znosić dyskomfort, radzić sobie w trudnych sytuacjach, itd. I nie zamierzam im usuwać wszystkich kłód spod nóg, co to to nie!:)
                      Ale...szkoła to specyficzne miejsce, dziecko spędza tam mnóstwo czasu, często więcej niż w domu. Dlatego ważne jest, żeby czuło się w niej w miarę dobrze. W miarę.
                      Zawsze kiedy są jakieś problemy oceniam czy dziecko jest w stanie samo sobie poradzić, czy potrzebna jest moja interwencja. I naprawdę interweniuję tylko wtedy, kiedy zachodzi taka konieczność. Póki co z dobrym skutkiem.
                      Uważam, że owszem, dziecko powinno się nauczyć samodzielności, rozwiązywania konfliktów z rówieśnikami, pewnej dyscypliny itd, ale powinno też mieć to poczucie, że w razie czego, jak go sprawa przerośnie, to na rodziców może liczyć.
                • paris-texas-warsaw Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 14:11
                  Nie, no właśnie na odwrót:) Przecież pisałam, że ja w opcji życia na full komfort:) To było w uproszczeniu do Oli, która w jakichś sprawach typu jedzenie czy dentysta czy szkoła dorabiała ideologię, że to po to, żeby "sprostać wyzwaniom" czy coś w tym stylu. Czyli sztuka dla sztuki. Dla mnie właśnie szkoła nie jest po to by cierpieć i się tak "hartować", a po to by np. uczyć, mieć towarzystwo, etc. Z tym, że w wyborach wieloczynnikowych oczywiście każdy ma swoje priorytety, przy czym w ogóle jak ktoś się pisze na większe osiagnięcia jakiekolwiek, to pewnie więcej musi czasu na to poświęcić. Celem przy porodzie jest poród, wg mnie ma być zdrowo i skutecznie, ale to oczywiście nie wyklucza komfortu, wrecz przęciwnie, jak ktoś chce to może rodzić w St. Mary;). Jak ktoś chce bez znieczulenia, to oczywiście niech tak robi, ale np. dlatego, że tak np. zdrowiej, szybciej etc., a nie dlatego, że będzie "twardszy", więc to lepiej. Chociaż jak ktoś ma taką motywację na "twardziela", to też jego sprwa, ale ja jak piałam nie jestem ascetą, wręcz na drugim krańcu tej cnoty chyba oscyluję:)
                  • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 14:48
                    Sęk w tym, że takie osoby jak ja czy Ola, mają tak wdrukowane twardzielstwo, że kiedyś im do głowy nie przychodziło, że można inaczej, lżej, miękko, komfortowo, albo ... wcale.
                    • ola_dom Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 15:23
                      pade napisała:

                      > Sęk w tym, że takie osoby jak ja czy Ola, mają tak wdrukowane twardzielstwo, że
                      > kiedyś im do głowy nie przychodziło, że można inaczej, lżej, miękko, komfortowo, albo ... wcale.

                      No oczywiście. Ola była znana i słynna w rodzinie i w całej przychodni z tego, że PRZENIGDY nie jęknęła nawet przy pobieraniu krwi.
                      I była jedynym dzieckiem, które przyjmowała nasza pani dentystka, która nie przyjmowała dzieci w ogóle, bo histeryzują, ale Ola PRZENIGDY nie jęknęła przy borowaniu. Aż ją kiedyś pani dentystka upomniała, że musi dawać znać, kiedy boli - bo to bywa ważna informacja.
                      • paris-texas-warsaw Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 15:56
                        Ale jak to rozumieć? Czy miałaś wysoki próg bólu, czy też byłaś uczona, żeby się odpowiednio zachowywać, czy miałaś zabronione pewne zachowania, czy robiłaś tak, bo chciałaś być chwalona i taka była Twoja legenda rodzinna, czy też widzisz jeszcze inną przyczynę?
                        • ola_dom Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 16:06
                          paris-texas-warsaw napisała:

                          > Czy miałaś wysoki próg bólu, czy też byłaś uczona, żeby się odpowiednio zachowywać,

                          To o to chodziło. Oczywiście, że mnie bolało, u dentysty bolało jak diabli. Ale wiedziałam, że muszę być dzielna, bo zawsze mama była ze mnie taka dumna, bo byłam taka dzielna...
                  • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 14:49
                    aha, i to raczej nie Ola dorabiała ideologię:)
                    • ola_dom Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 15:13
                      pade napisała:

                      > aha, i to raczej nie Ola dorabiała ideologię:)

                      Ola się nie zastanawiała w ogóle!
                      :)
                      Po co się zastanawiać nad czymś oczywistym. Trzeba - i koniec!, nad czym się tu zastanawiać?
            • pade Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 01.07.15, 12:39
              Oj znam to:/
              Jak słyszę czy czytam o byciu twardą, albo silną, to coś mnie od środka rozsadza. Pewnie dlatego tak mnie ruszył wątek Stacie.
    • panizalewska Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 30.06.15, 18:15
      Eeeee, nie. Centralnie wali mnie to, co o tym pomyślą inni ludzie :P
    • ada1214 Re: Każde wyzwanie trzeba podjąć? 02.07.15, 00:33
      Mysle, ze kazdy ma swoja prywatna liste rzeczy waznych, mniej waznych i niewaznych.
      Przy czym w miare przybywania lat tych waznych jest coraz mniej. Pozostale rozmywaja sie w odmetach niewaznosci.
      O to, co wazne, zawsze warto walczyc. Chociaz samo sformulowanie wyzwanie z gory sugeruje, ze chodzi o jakas psedouwazna pierdolke opakowana w nazwe "Bardzo Prestizowe Zajecie" na przyklad wymyslenie najlepszej nazwy dla piecdziesiatego klona pasty do zebow w korpo. W moim swiecie takie "wyzwania" sa niewarte ani minuty podniecenia.
Pełna wersja