mytoya
13.07.15, 00:58
Miałam niedawno - dwa miesiące temu bardzo burzliwy wątek. Bardzo mną to ruszyło. Zaczynam terapię. Wyczytałam forum.
I wnioski oraz zmiany takie- matka mi obojętnieje. Zawiodła mnie - trudno. Nie mam wpływu na jej zachowanie. Zbliżyła się bardziej do męża. .zz nim omawia ważne kwestie. Juz nie z mamusia:)) na początku było mi trudno ale coraz lepiej mi z tym. Choć łapie się czasem ze chce z czym do niej lecieć po poradę.
Druga kwestia-mamy fajną nianie. Synek ja uwielbia. Ostrzegam ja delikatnie aby nie zaprzyjaźnia się z matką i jej partnerem. No ale..dopiero jak o coś zapytałam do niej doszło ze nią także próbują manipulować.
Partner matki- nie lubię go. Choć tyle lat znam. Jako człowieka. .Ciągle kogoś obgaduje. Komentuje. Ma kij w du... I ciągle zachowuje się jak gość. .. milknie jak wchodzę np..do kuchni - ostatnio zdarzyła się tragedia w jego bliskim otoczeniu- śmiertelny wypadek a on ciągle kombinuje. Obgaduje. Dorabia fakty. Wstrętne to i jeszcze 2 słowa a nie wytrzymam...a do tego nic nie można zrobić na działce bo on już tam jest..(mieszkamy razem w domu w połowie moim)
Kolejna sprawa- otwarly mi się oczeta. Matka jest egoistka. Ciągle.komentuje. Ja juz mam to gdzieś. ..I komentarzy coraz mniej. Straciłam nadzieje na kochająca się rodzi e i mi z tym o wiele lżej.
A teraz meritum -planowałam rozbudowę domu. Darowizna połowy domu matki na mnie ze służebnościa. Wydawało mi się ze to dla mnie lepiej. Ale byłam u babci. Matki.mamy. i wiem ze jeśli moja matka będzie taka na stare lata ( teraz ma 60) to.z nią nie wytrzymam..nie dość że miałam chore dzieciństwo ,pepowine pół życia to jeszcze uwikłany się w opiekę. .Moja matka się swoją nie zbyt przejmuje.
I nie chce tej darowizny. Nie chce z nimi mieszkać bo o ile matka jest jeszcze w miarę gdy jest sama to razem z partnerem są nie do zniesienia. Najważniejsze są pieniądze. Ja mam ciągle pomagać. Sponsorować. Czuje się jakbym nie była współwłaściciel domu tylko użytkownikiem i za użytkowanie płacić. Bo jak to mama mówi, że ja mam inwestować. Utrzymywać dom. Bo jest mój. Jasne ... tylko to wszystko w teorii. Bo nie czuje się jak właściciel. Mam tylko obowiązki bez praw. Czuje się jakbym płaciła podatek za przebywanie i zabieranie im przestrzeni życiowej i tu nie chodzi mi o pieniądze. Chodzi mi o oczekiwania ze ja będę płacić. Bo to oczywistość jest i mój obowiązek. To chyba matki facet podsyca 'hak ma to niech da'. Kurde ja od zawsze.mam tylko obowiązki. I zobowiązania. W imię tego iż pewnego pięknego dnia odziedziczył ta piękna wille:) i od początku samodzielności miałam ten przywilej z przyszłości opłacać. W zamian tez za dochowanie matki..
Ale aj juz tego nie chce. Nie chce być wciąż odpowiedzialna. Nie chce utrzymywać obcego mi faceta który jest wredny i manipuluje ( próbował mężem. Teraz niania). Nie chce spłacać długu, ktorego nie zaciagnelam bo to matka sobie wymyślila kiedyś ze 'ja ją do chowam a dom będzie moj' . Nie hce byc wrobiona w to ze jeduna bede sie.kiedys matka zajmowac bo siostra umuje rece 'przeciez dostalas dom to coMam gdzieś ten dom. To że utopia w nim kasę. Mam gdzieś siostrę i ta relacje. Chcę mieć święty spokój od nich i skupić się na.mezu i dziecku.
Planuje kupić działkę i budować dom. Niedaleko. Podoba nam się tu. NAJPIERW pomysłami -żeby być blisko to.babcia.bedzie.liedys pomagać jak.np. Mały ze szkoły będzie wracał. Ale.hello ona nie chciała i nie będzie chciała pomagac--bo to w jen mniemaniu by mi pomagało tylko i to juz jest zbyt wielka dobroć . Poza tym od.pewnego czasu widzę ze ona sztucznie odnosi się do mojego syna. To nie jest prawdziwa relacja. .chyba ja drażni..
Mam pytanie - jak i czy w ogóle poinformować matkę ze planuje się budować. Co zrobić z tym domem starym? Bo skoro odkupił udziały to.mam zobowiązania i.musze go utrzymywać .... kazać go.sprzedac? Żeby odzyskać choć części mieć na nowy dom? Dogadać się z siostra ze ona przejmie moja cześć za zwrot poniesionych przeze mnie kosztów? Matka napewno nie będzie chciała sprzedawac- nawet nie zapytam.
Obrazi się na.mnie? Jak sobie z tym poradzić? ?? Nie chce się jej tłumaczyć bo juz naprawdę nie chce rozdrapywaniem starych ran i zaogniac sytuacji. Po.prostu wiem ze żeby mieć szczęśliwa rodzi e I dziecko musze.sie wyprowadzić.
I czy ja nie.przeginam? Czuje się się odpepawiam:) ale.czy nie przegonić w.druga stronę? Czy nie.za bardzo obojętnieje? Może znowu przesadzam i się buntuje?
No.powiem ze mi ciężko. Ostatnie tygodnie to ciągłe.wahanie. w końcu odważył am się Z wierzyć mężowi, że. Myślę o naszym własnym.domu i on zareagował entuzjastycznie. Ucieszyło mnie to.
Ale czy to nie jest tak ze ja przed czym uciekam...? Któraś z Was.w poprzednim wątku napisała, że. Gdy otworzą mi się oczy to być może.dostrzege ze nie cce.mieszczkac z matką i.moge coś z tym.zrobic. Wtedy Sądziłam ze.nie mogę już nic zrobić. Teraz wiem.ze.moge.zrobic wszystko. Ze to ja sama się ograniczam.
Przepraszam ze.znow do Was pisze. Że tak długo. Nie troluje. Spójrzcie proszę na to co napisałam bo juz sama nie wiem nic.
PS. Nie chodzi mi o pieniądze. A o asymetria w relacjach. To że wszyscy z.mojej rodziny uważają że ja mam zobowiązania. Tylko ja. To dla nich oczywiste(dla.matki,jej.partnera, siostry,szwagra).
Nie.chce się czuć wykorzystywana.
I.oczyiscie nadal.siedzi we mnie żal ze matka.mnie Zawiodła gdy raz jeden w dorosłym życiu potrzebowałam jej pomocy. No i.oczywiscie ona ma.z tym też problem bo nie jest idealna babcia bo się nie da ukryć przed sąsiadami ze.mamy nianie.( wydaje mi się ze taki ma obraz siebie - to nie.moje oczekiwania) I już mi.planuje kiedy ja mam się pozbyć niani.bo ona się zajmie.wnukiem gdy tylko zakończy leczenie. Noż wstrętna baba... xnowu mi sie wtraca i manipuluje ...tak o niej coraz częściej myślę. I jakoś jej te teksty nawet mnie nie dziwią.
Wybaczcie ze zawracam Wam głowy. .dusilo mnie to. Jeśli zechcecie.skomentowac to z góry dziękuję bo liczę na ocenę z boku..