Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :(

13.07.15, 14:01
Pół roku temu urodziłam córke. Mąż rzadko jest w domu. Wraca po nadgodzinach w pracy (fizycznej) koło 18 - 19, zazwyczaj trzeba zrobić zakupy, coś porobić, wtedy też przejmuje dziecko, bo jestem wykończona po całym dniu. Błyskawicznie robi sie późno i trzeba już iść spać. Ale nawet takie dni są nieczesto, z reguły siedze sama do 22:00.

Mąż musi też pomagać rodzicom - jest kilka spraw remontowych do ogarniecia w ich domu, a oni niestety są typami chomików, wiec każde najmniejsze działanie rozpoczyna sie od długiego i żmudnego odgruzowania pomieszczenia, przeniesieniu gdzie indziej, mają wytyczone korytarze miedzy kartonami, szafkami, krzesłami itp. Wiem, że tego nie zmienimy, zresztą nie o tym wątek. Chodzi mi o to, że każda praca zajmuje 2x wiecej czasu. Dodatkowo robi im zakupy, bo ciezko jest im wnieść wieksze cieżary na 5 pietro, a windy brak.

Mamy też inne problemy/obowiązki, bo brat meża mieszka za granicą, a tu ma mieszkanie, które wynajmuje i w nim również co jakiś czas trzeba coś zrobić/naprawić - daje wtedy na to pieniądze (na materiały itp.), ale robota spada z reguły na mojego meża. Ja uważam, że to brat powinien sie tym zajmować, np. zamówić ekipe, ale zawsze pada argument, że to jest drogie, a mój mąż nie odmawia pomocy - poza tym szwagier przy okazji naszego ślubu wsparł nas troche finansowo, przez to mąż czuje sie troche zobowiązany, no i mąż jest na miejscu (to mieszkanie jest 2 ulice od nas), a brat siedzi w Anglii.

Tak naprawde przez wiekszość tygodnia siedze do późna sama, bo nawet jak mąż wpadnie po pracy, to potem leci załatwiać różne sprawy, a jak uda mu sie wrócić wcześniej, to jest wykończony i musi sie przespać, wiec i tak jakby go nie było, bo wstaje o 5 rano, a chodzimy spać 23 - 00, uważam, że to dla niego za mało snu, ale zwykłe domowe sprawy tyle zajmują.

Kiedyś dzieliliśmy sie obowiązkami, teraz wziełam je na siebie, sprzątanie, gotowanie, pranie, jak ktoś wpadnie do dziecka, to lece zrobić wieksze zakupy - mój mąż sie bardzo stara, ale po prostu nawet nie miałby kiedy mi pomóc. Ma problemy z kregosłupem, czasami widze, że bierze jakieś tam swoje tabletki p/bólowe, chodził na rehabilitacje, ale to nic nie pomogło:/ Czasami zasypia na stojąco.

A ja wciąż biore na siebie kolejne obowiązki, żeby go odciążyć, ale to i tak nic nie daje i dalej nie ma na nic czasu. Gdyby to były tylko sprawy naszej rodziny, to ok, ale to są sprawy 3 rodzin, ja powoli wysiadam. Mamy też swoje zaległe sprawy, też są rzeczy w domu do zrobienia, ale nie ma kiedy!

Moja mama jeszcze pracuje, wpada czasami po pracy, ja wtedy biegam, sprzątam, gotuje itd., teściowa nigdy nie ma czasu, z reguły tylko dzwoni pytać co u nas i skarży sie, ile to ma rzeczy do zrobienia i jak to sie zle czuje. Zaznaczam, że absolutnie nie wymagam, żeby zajmowała sie moim dzieckiem, uwazam tylko, ze skoro tak mocno absorbuje swojego syna, to byloby miło, gdyby zaproponowała, że przyjdzie i posiedzi z małą, żebym miała czas pozałatwiać sprawy na mieście. Kilka razy bywało, że zostawała na pare godzin, ale potem mocno narzekała, że nie ma już siły na opieke nad dzieckiem, wydzwaniała co chwile, kiedy wróce.

Jestem zmeczona, sfrustrowana, wieczorem padam na pysk. Seksu nie ma, bo nie mamy siły, wieczorem padamy. Najgorzej, że to nawet nie kwestia dziecka (przesypia cale noce, jest grzeczne), tylko ogółu zajeć. Meczy mnie, że ciągle musze pamietać o wszystkim, załatwiać lekarzy (chodzimy 2x w tyg na rehabilitacje jeszcze ze 3 - 4 miesiące), pilnować recept, pilnować zakupów, rachunków, wszystkiego. Czuje, że nie mam w nikim wsparcia, nie chce meża obciążać moimi jakimiś humorami, bo widze, ze sie stara ponad swoje siły. Nie wiem już, co mam robić, dlatego pisze tutaj, może ktoś z zewnątrz na to spojrzy i coś doradzi. Ostatnio chyba miałam jakieś załamanie z powodu jakiegoś idiotyzmu - przebiła mi sie detka w wózku i po prostu usiadłam i płakałam jak idiotka. Nie wiem, co sie ze mną dzieje.
    • differentview Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 14:23
      moze powinnas poznac inne kobiety w podobnej sytuacji, nie siedziec tylko samej w domu do 22 ale jakos sie zorganizowac- ja dzis wezme Twoje dziecko, Ty jutro zaoopiekujesz sie moim albo razem pojdziemy do kawiarni zeby oderwac sie od codziennego kolowrotku? zakupy mozesz robic raz w tygodniu przez internet jesli masz taka mozliwosc, sprzatanie tez mozesz troche odpuscic jesli jestes bardzo przemeczona; co do nadgodzin meza- to juz kwestia Waszej sytuacji finansowej- jesli jest mozliwosc zeby nie brak tych nadgodzin- to niech zrezygnuje; jesli nie ma takiej mozliwosci- no to nie ma, przeciez za jakis czas Ty tez wrocisz do pracy- wtedy bedziecie mogli podzielic sie domowymi obowiazkami bardziej po rowno
    • triss_merigold6 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 14:33
      Mąż powinien uprzejmie acz stanowczo ograniczyć pomoc dla rodziców i opiekę nad mieszkaniem szwagra. Jeśli rodzice nie są w stanie nosić zakupów na V piętro bez windy (nie dziwię się), to albo zamawiają przez internet z usługą wniesienia, albo sprzedają mieszkanie za grosze (bo niewielu będzie amatorów na V piętro) i kupują inne na parterze.

      Zajedziecie się przy tym trybie życia.
      • ola_dom Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 14:45
        triss_merigold6 napisała:

        > Jeśli rodzice nie są w stanie nosić zakupów na V piętro bez windy (nie dziwię się)

        To w Polsce? Gdzie są mieszkania na V piętrze bez windy?
        • triss_merigold6 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 14:52
          Są, a jakże.
          W budownictwie sprzed 1990 r.
          • ola_dom Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:01
            triss_merigold6 napisała:

            > Są, a jakże.
            > W budownictwie sprzed 1990 r.

            No właśnie nie. Wtedy wind nie było do IV piętra włącznie. Teraz może nie być do III.
            Więc może jakieś przedwojenne kamienice?
            • ola_dom Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:06
              ola_dom napisała:

              > No właśnie nie. Wtedy wind nie było do IV piętra włącznie. Teraz może nie być do III.

              Oczywiście licząc po polsku, a nie po "rusku" - gdzie parter to pierwoj etaż.
              III piętro = IV kondygnacja.
              Pół Otwocka i Józefowa ma czteropiętrowe bloki, Stegny i wiele innych dzielnic Warszawy - nie ma starych bloków pięciopiętrowych (sześciokondygnacyjnych), bo chodziło właśnie o windy.
              • triss_merigold6 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:19
                olx.pl/oferta/srodmiescie-nowolipki-1953r-3-pok-100m2-v-2-mieszkania-CID3-ID8ee8X.html
                • ola_dom Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:28
                  triss_merigold6 napisała:

                  > olx.pl/oferta/srodmiescie-nowolipki-1953r-3-pok-100m2-v-2-mieszkania-CID3-ID8ee8X.html

                  O.K., zaadaptowane poddasze.
                  • triss_merigold6 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:48
                    adresowo.pl/o/fmiu0y
                    handhouse-oferty.pl/gdynia-srodmiescie,873,pl.html
                    To tak na szybko wygooglane. Nie wypowiadaj się tak stanowczo jeśli nie masz zbyt dużego pojęcia o temacie.
                    • ola_dom Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 16:00
                      Nie, no spoko:
                      "liczba poziomów - 5".

                      Ja się po prostu zdziwiłam, bo pamiętam bardzo dobrze dyskusję sprzed lat na ten temat. Ale biorę pod uwagę zaadaptowane strychy, poddasza, ew. przedwojenne kamienice.
            • triss_merigold6 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:06
              Chcesz się założyć czy jak? Są i V-piętrowe bez windy.
              • erytea777 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 17:59
                To jest właśnie takie mieszkanie przerobione z poddasza, obecnie rozważają wykup, bo to komunalne, dlatego na razie sprzedaż nie wchodzi w gre, ale rzeczywiscie mają plan przenieść sie w przyszlości na nizsze pietro, tym bardziej, że zimą trzeba nosić wegiel z piwnicy.
        • sabina211 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 14:58
          Takie mieszkania są chociażby w moim bloku (miejscowość podwarszawska). A co do reszty (ale z powodu pracy, a nie pomocy rodzinie) mam na co dzień. Z tym, że mam 4 dzieci - jedno roczne, jedno niepełnosprawne- i nie narzekam...A mąż nie wymaga ode mnie idealnego porządku i 3 daniowego obiadu (1 daniowy dostaje). Ale ja już nieraz słyszałam, że mi mało potrzeba do szczęścia, więc może tu jest ten pies pogrzebany. Bo sama nie wiem, skąd się biorą aż takie różnice w odbiorze rzeczywistości. Teraz starsze dzieci są na wakacjach, jestem tylko z małym i aż narzekam na nadmiar czasu. Nadrobiłam już wszystkie zaległości korespondencyjne...Pewnie nie pomogłam autorce wątku, ale naprawdę różnie można odbierać nieobecność męża nawet do 22...
          • erytea777 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 18:00
            Nie no, jasne, ja też nie urabiam sie po pachy z 3-daniowym obiadem, ten odbiór rzeczywistości mi sie wlaczyl niedawno, nawet najprostsze czynności kojarzą mi sie z wejsciem na Mount Everest...
            • milamala Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 14.07.15, 23:42
              erytea777 napisał(a):

              > Nie no, jasne, ja też nie urabiam sie po pachy z 3-daniowym obiadem, ten odbiór
              > rzeczywistości mi sie wlaczyl niedawno, nawet najprostsze czynności kojarzą mi
              > sie z wejsciem na Mount Everest...

              Depresja poporodowa?
              • erytea777 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 15.07.15, 10:46
                Tak długo po porodzie to już chyba nie.. Mam momenty, że mam kopa energii, czasami wysprzątanie mieszkania daje mi poczucie odzyskania kontroli nad życiem, nie zaniedbuje dziecka, tzn. mam jakieś myśli, że nie jestem dobrą matką, że powinnam sie z nią dłużej bawić czy tulić, ale wydaje mi sie, że chyba każda matka tak ma.
    • jehanette Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 14:47
      Każdy czasem ma takie chwile, że życiowe sprawy przerastają. Niestety, na tym polega dorosłe życie - wciąż trzeba czegoś pilnować, załatwiać, planować, pamiętać, a nie zawsze ma się na to siłę.

      W Waszym wypadku, wydaje mi się, że za dużo nieswoich spraw macie na głowie. Rozumiem też, niełatwo można "porzucić" z dnia na dzień i olać rodziców czy rodzeństwo (choć bratu korona by z głowy nie spadła, gdyby poświęcił część swojego zysku na samodzielne ogarnięcie spraw wynajmowanego mieszkania). Niemniej nie może być tak, że w Waszym małżeństwie Ty jesteś cały dzień sama, z całą logistyką domową na swojej głowie, a mąż jest obciążony sprawami rodziców i brata do tego stopnia, że nie ma czasu na nic innego!

      Przynajmniej część spraw można uprościć, scedować na innych. Zakupy zamówić przez internet, teściowie odbiorą w drzwiach. Do remontu zamówić ekipę. Wyplątać się z "pomocy" bratu, które tak naprawdę jest wykorzystywaniem... nawet jeśli brat Wam pomógł na początku, to gdyby tak podliczyć czas i koszty, pewnie wyszłoby na to, że mąż już się "wypłacił' za tę "pomoc" (piszę w cudzysłowiu, bo jeśli ktoś pomaga a potem rozlicza koszty tej pomocy, to nie jest to prawdziwa pomoc). Zadbać o siebie, o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne...
      • panpaniscus Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:15
        Wiesz, ja wynajmuję moje mieszkanie i te sprawy zdalnie załatwia za mnie siostra, ale nie ma zmiłuj, jej i szwagra czas na to zużyty przeliczam na złotówki i im płacę.
        • jehanette Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:46
          Czyli gdyby oni nie mogli, opłaciłabyś kogoś innego - masz to wkalkulowane - i to jest fair... A jechanie na nieodpłatnej pomocy rodziny, bo przecież komuś innemu trzeba by zapłacić... nie jest fair...
      • sebalda Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:19
        Odpuścić, ile się da. Sprzątać tylko konieczne rzeczy, jak mama wpada, nie ganiać, nie sprzątać i nie gotować, tylko poprosić o to mamę. Pogadać poważnie z bratem, ale nie tak, że ma się wypchać, tylko żeby zrozumiał, że teraz macie wyjątkowo ciężki czas. Teściowym zamówić zakupy przez internet. Mąż ma chory kręgosłup, a jeszcze im dzwiga na 5 piętro??? A jak calkiem padnie, to kto utrzyma rodzinę?
        Najważniejsze jest to, że w życiu wszystko mija. Ten trudny czas też minie, nawet się nie obejrzysz. Wierzę, że jest Ci niezwykle ciężko, ale pomyśl, że są matki, które samotnie wychowują dzieci, Ty, z tego, co piszesz, masz męża, który chętnie by pomógł, nie czepia się, że coś niezrobione, nie ma pretensji, że za mało seksu, bo rozumie Twoje zmęczenie i sam jest zmęczony, czyli nie masz tych problemów, które ma część kobiet, których mężowie mają postawę roszczeniową. Doceń to. No i doceń fakt, że masz mało męczące dziecko, mogłoby być znacznie gorzej, gdyby miało kolki i ciągle krzyczało. Ogólnie jak u Monty Pythona: always look on the bright side of life:)
        Większość z nas pada na twarz przy malutkim dziecku, taki lajf, ale to naprawdę minie, potem powinno być coraz lepiej, nie daj się zgryzotom!
        • triss_merigold6 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:21
          Teściowie mogą sami zamawiać zakupy.
          Mam dwoje dzieci, mocno starszych niż dziecko autorki i zabiłabym śmiechem gdyby ktoś z rodziny usiłował mi absorbować faceta do tego stopnia.
          • sebalda Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:42
            Pewnie, że mogą sami, ale jak nie zechcą, to trzeba ich zmotywować, przynajmniej pierwszy raz zamówić za nich, to miałam na myśli.
            Są ludzie przyzywyczajeni do obsługi przez dzieci, trzeba ich stopniowo przestawiać, bo inaczej będzie lament i znowu mąż autorki się ugnie. Mało mamy tutaj takich historii?
            • triss_merigold6 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:51
              Czas najwyższy ich odzwyczaić.

              Argumentacja "zawsze mogłaś mieć gorzej" nieodmiennie mnie irytuje. Samotne matki nie mają na głowie teściów z ich humorami i wymaganiami oraz rodzeństwa męża.
          • zuzi.1 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 15:43
            Dokladnie tak i tu jest wlasnie glowny problem. Skoro rodzina nie dostrzega, ze zabiera Wam zbyt duzo czasu z zycia rodzinnego, a to Wy mavie male dxiecko, to trzrba jej to wyraznie i niezwlocznie uswiadomic i scedowac te prace na kogos innego. Rodzicom mozecie pomoc zdalnie ten temat zalatwic, a brat niech kombinuje sam, w koncu sa maile i tel. i moze wlasne tematy zalatwiac we wlasnym zakresie.
            • erytea777 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 18:03
              Czasami wystarczy opisać problem i nagle przychodzi do głowy rozwiązanie - wymyśliłam, że mąż porozmawia ze swoją mamą, że skoro umyka mu nieraz kilka godzin dziennie na zajmowaniu sie ich sprawami, zatem niech ona przyjdzie tutaj również na kilka godzin i chociaż posiedzi z dzieckiem. Albo zyskam pomoc, albo ona zobaczy, że nie powinna tak czesto angażować meża w sprawy, które po założeniu własnej rodziny powinny być jednak niżej w hierarchii jego wartości..
              • miedzymorze Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 13.07.15, 19:03
                Jeśli teściowie maja mieszkanie zawalone rupie iami to niech je przesuwają sami, mąż tylko przychodzi i naprawia, nie uzemra się z gratami. I może niech powie, że może być u nich RAZ w tygodniu i niech sami zdecydują co chcą mieć zrobine:-)
                Ogólnie najpierw zaległe rzeczy w swoim domu,otem pomoc innym. Nie odwrotnie. Zdob listę rzeczy do załatwienia, nie musi być krótką, a inni niech czekają w kolejce albo się ogarmna sami, dorośli są;-)
                Powodzenia

                Pozdr,
                Mi
                • kia5 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 14.07.15, 10:16
                  I - skoro teściowie nie moga wnieśc duzych zakupów sami na to V piętro, to niech wnosza po trochu, codziennie lub co drugi dzień robiąc małe zakupy. Są pewnie emerytami, więc czasu mają wystarczająco.
                  Kto powiedział, że muszą być zaopatrywani poprzez duże zakupy?
                  To samo z weglem - po kilka bryłek, a nie od razu dwa wiadra.
                  • ola_dom Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 14.07.15, 10:36
                    kia5 napisała:

                    > I - skoro teściowie nie moga wnieśc duzych zakupów sami na to V piętro, to niech wnosza po
                    > trochu, codziennie lub co drugi dzień robiąc małe zakupy. Są pewnie emerytami, więc czasu
                    > mają wystarczająco.

                    Tylko tutaj wcale nie do końca wiadomo, co jest większą trudnością - dźwiganie? czy pokonywanie kilka razy dziennie pięciu pięter...?
                    • kia5 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 14.07.15, 11:04
                      zgoda, ale jakoś wchodzą i schodzą na to V piętro, więc po prostu przy okazji mała torba z zakupami typu chleb, wędlina, serek - jeden.
                      Jeśli natomiast z powodu tej wysokości w ogóle się nie ruszają - to dlaczego rozważają wykup TEGO mieszkania? Pachnie mi toksyną, ale to chyba moje skrzywienie :)
                      • zuzi.1 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 14.07.15, 12:59
                        Mysle, ze mozesz miec racje, ze istnieje ryzyko, ze mamy do czynienia w tym przypadku rowniez z toksyna. To pewnie dlatego ten maz nie potr`fi sobie ulozyc priorytetow i pozwala sie wykorzystywac rodzinie. Zrobilabym probe i kilka razy z rzedu poprosilabym o bezwzgledne odmowienie pomocy rodzinie dajac mezowi pilne sprawy domowe do zrobienia i wtedy przyjrzalabym sie jego reakcji i postepowaniu. Podobnie z tesciowa, przyjrzalabym sie temu, czy przypadkiem nie jest chetna jedynie di korzystania z Waszej pomocy, a sama z siebie unika pomocy Wam, gdy poprosicie.
                  • miedzymorze Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 14.07.15, 11:07
                    Hm, ale zaraz - są tylko we dwójkę, więc jakie duże zakupy ?
                    Nie mają przypadkiem z racji chomiczej natury 10 kg cukru i całego tapczana kaszy ? :)
                    Może faktycznie niech zakupy robią sami - bo komuś do przyniesienie to łatwo nawrzucać wszystkiego co przyjdzie do głowy, jak będą musieli sami przynieść to pomyślą co tak naprawde jest potrzebne. A codzienny spacer do sklepu tylko im dorbze na zdrowie zrobi ;)
                    A mężowski kręgosłup odetchnie ;)

                    pozdr,
                    mi
              • yoma Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 14.07.15, 10:46
                Nie zobaczy. Wzmocnij przekaz w krótkich żołnierskich słowach: sorry mamo, jak mama widzi, są teraz inne priorytety.

                I przygotuj się, że będziesz świnią nie synową, która odciąga synka od rodziny.
              • anula36 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 16.07.15, 23:20
                a ja bym na te kilka godzin ktore maz spedza u rodzicow pakowala mu dziecko "zeby nacieszylo sie babcia i dziadkiem", ty masz wtedy czas w 100% dla siebie, bez obslugiwania tesciowej w domu, a moze sie okazac ze maz w pakiecie z wnukiem do opieki wystarcza rodzicom raz w tygodniu:)
    • edw-ina Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 14.07.15, 16:46
      Jeżeli jesteś w takiej sytuacji od narodzin dziecka, to w ogóle ci się nie dziwię. Ja wiem, że są kobiety, które zajmują się pięciorgiem, uprawiają ekologiczne ogródki, codziennie pieką własny chleb, a wieczorem są demonami seksu. Czytałam o nich w wielu miejscach, którym najbliżej do regału z fantasy.
      Po pierwsze wydaje mi się, że powinnaś porozmawiać poważnie z mężem, by w tej chwili skupił się na własnej rodzinie, a wszelkie nadprogramowe czynności ograniczył do minimum. Niestety, taki klimat i już.
      Po drugie - mów głośno, że potrzebujesz pomocy, bo czasami ludzie, którzy byliby skłonni ci jej udzielić zwyczajnie nie wiedzą, że sobie nie radzisz. Może jakaś miła sąsiadka zabierze czasem malucha na spacer, może starsze dzieci mieszkające po sąsiedzku pobawią się z nim od czasu do czasu, byś mogła mieć wolną chwilę. Mów, pytaj, nie ukrywaj swojego położenia. Pomysł z teściową też jest dobry.
      Nie wiem, jak śpi twój maluch, ale w przypadku mojego, po pół roku byłam zombie. Noce z trzema pobudkami połączonymi z odciąganiem mleka wspominam jako koszmar. Zrób wszystko, by dziecko nauczyło się samo zasypiać i przesypiać noce - są na ten temat różne poradniki, znajdź właściwą dla siebie drogę. W weekendy jeden dzień odsypiasz ty, w drugi mąż. Tj. jedno z was wstaje rano do dziecka, drugie wkłada korki do uszu i śpi dodatkową godzinę, dwie czy ile tam ustalicie. Każde z was musi się raz na jakiś czas solidnie wyspać.
      Jeżeli mieszkasz w dużym mieście, to są przeróżne kluby malucha, kawiarnie dla rodzin z dziećmi itp. miejsca, w których możesz spotkać inne mamy w takiej sytuacji - razem będzie wam raźniej.
      Skup się na zorganizowaniu sobie dnia, planuj i przede wszystkim nie bierz na siebie kolejnych obowiązków, bo zmęczenie połączone z frustracją wykończą ciebie i twój związek.
      powodzenia!
    • ada1214 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 15.07.15, 09:32
      " Tak naprawde przez wiekszość tygodnia siedze do późna sama, bo nawet jak mąż wp
      > adnie po pracy, to potem leci załatwiać różne sprawy, a jak uda mu sie wrócić w
      > cześniej, to jest wykończony i musi sie przespać

      hyhyhy
      przepraszam Ciebie najmocniej, ale akurat ten Twoj post wpisuje sie znakomicie w inna dyskusje nt. min. zawiazywania wiezi ojca z nowym rodkiem. Kilka pan sie rozplywalo nt. sielanki i tejze wiezi ojca z malenkim dzieckiem; gdy napisalam ze zwykle sielanka przeksztalca sie koszmar pt. siedze calymi dniami sama z dzieciem i w nocy tez bo maz musi sie wyspac" to mnie zakrzyczano ze tak nie jest. Heh no jak nie jest jak jest, w 90 % przypadkow tak wlasnie jest.

      A co do meritum: musisz cos zrobic, bo sie zajedziecie.
      Jednego nie rozumiem- piszesz, ze maz ma problemy z kregoslupem i dlatego TY robisz wieksze zakupy. A jednoczesnie maz robi zakupy rodzicom i wnosi na 5 Pietro, przesuwa graty i odgruzowujac mieszkanie tesciom? Ktos tu zmysla. Moze Twoj maz udaje, ze go boli, bo inaczej by nie mogl tak robic za wielblada ciezarowego?
      • erytea777 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 15.07.15, 10:43
        Właśnie mój mąż jest taki, że wszystko ukrywa i robi zawsze dobrą mine do złej gry. Nieraz nie dospi, nie doje, a spelni to, co obiecał (nie tylko mnie, ale też innym ludziom). Z kregoslupem miał mniejsze i wieksze problemy całe życie, może z powodu wzrostu albo zaniedbań odpowiedniej postawy, kilkukrotnie był na rehabilitacjach, teraz szybciej mu wziąć tabletke, o czym też dowiedzialam sie przypadkiem (bo ponoc nie chciał mnie martwić kolejnymi problemami). Wiem, że to na dłuższą mete równia pochyła.

        Rzeczywiście coś w tym jest, że zamiast mieć jakieś ustalone priorytety, on zawsze zareaguje na czyjąś prośbe. Kolege podwiezie, samochód pożyczy, pomalować mieszkanie pomoże, a ja lawiruje z naszymi sprawami i usiłuje je wepchnąć w jakieś dziury w tym całym porąbanym grafiku pomocy i załatwiania spraw wszystkich innych dookoła :/

        Dziecko na szczescie przesypia cale noce - spokojnie mam 7 godzin snu ciągiem, mogłabym nawet pospać nawet z godzinke dłużej, ale chyba ostatnio z sowy zmieniłam sie w skowronka, bo długo pospać nie potrafie.
        • ada1214 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 15.07.15, 10:51
          Z kregoslupem miał mniejsze i wieksze problemy całe życie, m
          > oże z powodu wzrostu albo zaniedbań odpowiedniej postawy, kilkukrotnie był na r
          > ehabilitacjach, teraz szybciej mu wziąć tabletke

          ale to, co on robi jest niepowazne, jesli ma tak zaawansowane problemy, ze az zakupy bierzesz na siebie, a on mimo to przesuwa graty u tesciow (i przypuszczam to nie sa meble z wikliny) to sie w koncu doprosi. Bedziesz miala oprocz dzwigania dziecka i zakupow jeszcze dzwiganie meza.
          • renata1152 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 19.07.15, 13:49
            Radzę dziadków trochę zająć przy opiece przy wnuczku.
            Powinni być wniebowzięci .Nie są chyba mocno wiekowi.Mamy siedmiomiesięcznego
            wnuczka.Ostatnio opiekowałam się małym,odwiedziłam z nim obie prababcie,
            były zachwycone.
            Ostatnio zasłyszana historia :dzwoni brat do brata , prosi o pomoc przy ciężkiej
            robocie ,proszony brat stwierdza,że teraz ma swoją rodzinę a teraz musi
            pomóc żonie nakarmić roczne dziecko;;;;;
            Opadły nam szczęki jak można wychować sobie męża.
            To również jest przesada , można sobie pomagać
            ale ta pomoc niech będzie wymienna.
            Dziadkowie zaopiekowaliby się wnukiem ty mogłabyś pójść
            na zakupy czy do lekarza.
            Tylko że na starość niektórzy wymagają nagminnej pomocy
            ze strony dzieci jakby utwierdzali siebie i sąsiadów i rodzinę
            jakimi dobrymi są rodzicami i jak dobrze wychowali swoje dzieci.

            Mam koleżankę ,której mąż był nagminnie zaganiany do roboty
            na budowie którą prowadziła teściowa dla swoich wnuków.
            Matka nie mogła zrozumieć ,że syn jest ciężko chory.
            Minęła już szósta rocznica jak koleżanka jest wdową
            a teściowa nadal żwawa jak przepióreczka.
            Starzy ludzie nie potrafią zrozumieć,że ktoś młodszy może być chory.
            Oni to dopiero są chorzy.Taka logika.
        • szpil1 Re: Prosze o pomoc - nie radze sobie z życiem :( 19.07.15, 21:58
          erytea777 napisał(a):

          > Właśnie mój mąż jest taki, że wszystko ukrywa i robi zawsze dobrą mine do złej
          > gry. Nieraz nie dospi, nie doje, a spelni to, co obiecał (nie tylko mnie, ale t
          > eż innym ludziom).

          No to tu niestety nie obędzie sie bez bardzo, bardzo ostrej rozmowy z mężem. Musisz mu brutalnie uświadomić, ze jest na prostej drodze do kalectwa. I zapytac go czy uważą, że jeśli coś naprawde poważnego się stanie - np. nie będzie mógł pracować, bedzie musiał leżeć - czy ma pewność, ze ci którym tak chętnie pomaga będą teraz z kolei pomagać jemu.
          A jeśli taka rozmowa nie pomoże - jeśli masz możliwość np. jesteś świadkiem gdy ktoś mówi, ze czegoś od męża potrzebuje - wtrącaj się i mów jasno, ze mąż jest zajęty i nie ma czasu. Na pewno wyjdziesz na heterę i wredotę, no ale coś za coś. Gdyby mężowi to sie nie podobało - to go zapytaj kto do jasnej anielki jest najważniejszy - wy jako rodzina czy czy wszyscy inni.
Pełna wersja