Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna rodzina

24.07.15, 17:52
Na fali wątków o teściowych.... :D
Mój mąż był synkiem rodziców, wychowywanym po to, aby zaspokajać ich potrzeby i żyć z nimi w idealnej symbiozie. Nie miał nigdy własnego zdania i nie musiał go mieć, bo przecież rodzice zawsze wiedzieli co dla niego najlepsze. Wciąż podcinali mu skrzydła, wmawiając, że bez nich nigdy sobie w życiu nie poradzi i niczego nie osiągnie. Nie będę wdawać się w szczegóły, ale miał w domu rodzinnym mocno toksyczny klimat. Odbiło się to na nim w postaci ciężkiej nerwicya i bardzo niskiego poczucia własnej wartości.
Na szczęście zjawiłam się ja, a potem zdarzyło się jeszcze klika splotów okoliczności, dzięki którym wylądowaliśmy za granicą, a mąż wylądował na terapii. Miał ich już kilka, ale wciąż nie jest dobrze. Mąż bardzo się zmienił i wykonał nad sobą tytaniczną pracę, ale to nie jest to czego by oczekiwał. Widzę, jak męczy sie sam ze sobą i strasznie mi go żal. Generalnie sednem jego problemów jest brak wiary w siebie i potrzeba ciągłego odtwarzania atmosfery z domu rodzinnego (poczucia porazki, bycia gorszym, glupszym). Mąż nie potrafi przyjmowac dobrych rzeczy, które spotykają go w życiu i podświadomie prowokuje sytuacje, które utwierdzą go w jego przekonaniu o byciu beznadziejnym. Do tego dochodzi aspekt finansowy. Tesciowie zawsze żyli ponad stan i wiecznie mają problemy finansowe, wynikające z ich lekkomyślności. Mężowi ciężko znieść, że powodzi mu się lepiej niż im (no bo, jak ON może mieć lepiej niż rodzice???) i czuje się winny, choć obiektywnie widzi, że mają tak na własne życzenie i nawet ciągłe dofinansowywanie nic nie daje...
Moje pytanie brzmi, czy dla kogoś takiego jest nadzieja? Czy da się w końcu pokonać te wdrukowane schematy? Mąż przeszedł już kilka terapii, ale pomimo ogromnych zmian, efekty nie są zadowalające. Dlatego rozważa porzucenie terapii, a ja boję się, że bez tego będzie jeszcze gorzej...
Ciekawa jestem, szczególnie opinii Oli_dom, bo wiem, że ma podobne relacje z mamą :)
    • sorvina Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 24.07.15, 18:16
      Zauważyłam (też na sobie), że osoby, które mają zerowe, a wręcz ujemne poczucie własnej wartości, nie zawsze reagują na różne terapeutyczne techniki jego podniesienia, bo one zakładają, że jakieś tam bazową świadomość własnej godności się ma. A czasem nawet tego brak, koncepcja - mam wartość, jakieś prawa, moje potrzeby są ważne to jakaś abstrakcja, nie ma się też ŻADNYCH nawyków by się dobrze traktować, o siebie dbać, trzeba się wszystkiego uczyć od zera.
      Ostatnio odkryłam książkę, która zawiera techniki właśnie dla takich osób. Jeśli ktoś nie lubi duchowo-ezoterycznych klimatów, może być sceptyczny co do autorki, ale nie warto by to negowało podejście do samych technik.
      www.amazon.com/Shadows-Before-Dawn-Finding-Self-Love/dp/1401947190
      • krokodil123 Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 24.07.15, 18:56
        Napiszę tak, ja jestem szczęśliwa że już prawie o tym zapomniałam. Nawet nie chce mi się o tym myśleć po cięci dlatego że mam ogromną złość na siebie za te X lata pracy nad takimi sprawami o których piszesz+ multum innych. Kiedyś moja koleżanka mówiła mi o swoim problemie z mężem, a ja się ją spytałam-co ona oczekuje jeżeli mąż się zmieni. Co madi138 oczekujesz że się stanie jak twój mąż osiągnie tej wiary w siebie i "skrzydełka" mu urosną?

        Napisz na prywa, jak będę miała czas napiszę jak mój jak to osiągnął na moich plecach (razem praca 20 lat) stwierdził....że tak na prawdę to mamusia i tatuś mieli racje i ja jestem mu niepotrzebna i w 3-ke się zwrócili przeciwko mnie.
        Nie chodzi o to żebym ja wylewała osobiste bolączki, chodzi o to że samopoczucie czy nawyki mogą się zmienić za 5-10-15 lat, ale to co nie podejrzewałam-okazało się, że nie dało się przezwyciężyć to co było kiedyś i to jak się jest zaprogramowany od dziecka.
    • zuzi.1 Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 24.07.15, 19:52
      Mysle, ze wyrozumiala dla meza baaardzo juz bylas, teraz przyszedl czas na wymagania... Ja bym sie z nim wiecej nie patyczkowala, tylko zapowiedziala mu, ze wymagasz, zeby jak dorosly i odpowiedzialny facet spial poslady i przestal chrzanic dyrdymaly na temat swoich problemow w relacji z niemadrymi i nieodpowiedzialnymi rodzicami. A na pomysl porzucenia terapii zaproponowalabym pozew o rozwod i powrot do domu rodzinnego, moze to go troche otrzezwi... Mysle, ze wyczerpalas juz limit swojej wyrozumialosci i teraz trzeba z mezem rozmawiac na te sprawy konkretnie i na ostro.Typu: mam juz dosc i nie interesuja mnie juz Twoje ciagle problemy z rodzicami, prosze je samodzielnie rozwiazywac na tetapii s mnie juz w to nie mieszac. Recze Ci, ze to mu na tym etapie bardziej pomoze, gdy sie od tego problemu odseparujesz i zostawisz go z nim sam na sam, niz gdy dalej bedziesz robic za jego kubek na problemy i emocje. Ten facet jest dorosly, wiec niech sie w koncu zacznie ze swoimi problemami ogarniac sam. Juz dosc wyrozumialosci mialas dla niego, ile mozna te ciagle jego problemy znosic.
      • ola_dom Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 24.07.15, 21:25
        Obawiam się, że zuzi ma rację.
        Na mnie w tej chwili najlepiej chyba działa zimny prysznic od mojego faceta. Wprawdzie wciąż z nim dyskutuję, bo - jakby nie było - także nie jest obiektywny, ale wiem, że ma dużo racji i potrafi mną potrząsnąć.

        Ja także miałam problem z tym, że "jak ja mogę sobie na to pozwolić, skoro mamy nie stać". Aż w którymś momencie (śmieszne, że dopiero po kilku latach) dotarło do mnie, że jak przelewam mamie co miesiąc kasę na utrzymanie domu i czego tam trzeba, to wychodzi na to, że mamy w zasadzie równy dochód co miesiąc..... TRZEPNĘŁO MNĄ, nie powiem. Tym bardziej, że autentycznie przez jakiś czas nie zdawałam sobie z tego sprawy.
        Owszem - mama ma wyższe koszty utrzymania, mi jest w tym wypadku łatwiej, bo mieszkam z moim facetem - ale mimo wszystko....
        Kiedy sobie to uświadomiłam, przestałam mieć wyrzuty sumienia wydając kasę na zbytki i przyjemności. Co najwyżej zastanawiam się, czy mi to potrzebne, ale mama już się nie pojawia w tych wątpliwościach.

        Ale.... w żadnym razie nie czuję się ekspertem w temacie, o który pytasz. Tzn. - jeśli chodzi o kasę - to ten problem wydaje mi się być za mną. Inne - w trakcie rozwiązywania. Ale wydaje mi się, że jest już bliżej niż dalej, bez wątpienia bez terapii by się to nie udało.
        Więc mogę znowu podpisać się pod tym, co napisała zuzi - albo mąż kontynuuje terapię (może inną?), albo odsyłasz go do rodziców.
    • apersona Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 25.07.15, 17:59
      "Mój mąż był synkiem rodziców, wychowywanym po to, aby zaspokajać ich potrzeby i żyć z nimi w idealnej symbiozie. Nie miał nigdy własnego zdania i nie musiał go mieć, bo przecież rodzice zawsze wiedzieli co dla niego najlepsze. Wciąż podcinali mu skrzydła, wmawiając, że bez nich nigdy sobie w życiu nie poradzi i niczego nie osiągnie. Nie będę wdawać się w szczegóły, ale miał w domu rodzinnym mocno toksyczny klimat. Odbiło się to na nim w postaci ciężkiej nerwicya i bardzo niskiego poczucia własnej wartości."

      Co ci się w nim aż tak spodobało, że za niego wyszłaś?
      • kocia_noga Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 26.07.15, 09:38
        Przypuszczam że pozorna uległość. Wizja wybawienia kogoś, kto na oko jest posłuszny.
        • madi138 Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 26.07.15, 17:57
          Bylismy mlodzi i zakochani, a wtedy wielu rzeczy sie nie dostrzega... Poza tym moj maz ma wiele zalet, na ktorych, z wiadomych wzgledow nie skupialam sie w moim poscie.
          • ola_dom Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 26.07.15, 18:36
            madi138 napisała:

            > Bylismy mlodzi i zakochani, a wtedy wielu rzeczy sie nie dostrzega...

            Poza tym - "tego" często nie widać na co dzień, na pierwszy rzut oka. Szczerze wątpię, żeby mój facet miał wobec mnie jakieś zbawcze zapędy, kiedy mu się spodobałam. To nie jest typ ratownika :).
            Bo tak uwikłane osoby (jak mąż madi czy ja) na pozór, poza domem, funkcjonują całkiem normalnie. Nierzadko świetnie radzą sobie w pracy - są dzielne i samodzielne i tylko one same wiedzą, jak wiele to je kosztuje, jakie wątpliwości nimi targają. Ale tego przeważnie w ogóle nie widać i otoczenie uważa je za osoby przedsiębiorcze, rzutkie, czasem wręcz bezczelne.

            Zresztą - rodziców partnera poznajesz dopiero wtedy, kiedy już się zakochasz i przechodzisz do następnego etapu, że tak powiem.
            A te problemy widać dopiero w relacji z rodzicami. Bo to nie jest klasyczne "maminsyństwo". To całkiem inaczej wygląda.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 28.07.15, 10:41
      Z Pani z konieczności skrótowych informacji wynika, że terapia i praca męża przyniosła zmiany. Ale tez trzeba wiedzieć, że terapia nie zmienia kogoś całkowicie. Być może mąż już wie na czym polega jego psychiczny i emocjonalny kłopot, a teraz trzeba pracować nad zachowaniami, do których emocje popychają. Więc wydaje się, ze terapia mogłaby dalej pomagać. Dobra byłaby grupowa, prowadzona psychodynamicznie, oparta na procesie grupowym. To jedna rzecz.
      Druga, to Pani przeżywanie sytuacji męża. Nie wiem na ile to co Pani opisała, to jego przeżycia i skargi, a na ile też Pani uważa, ze efekt moglby być lepszy. Warto obejrzeć to w sobie, bo może niechcący i nieświadomie odtwarzać Pani sytuację kogoś z męża nie do końca zadowolonego, wiecej wymagającego niż on może. A mąż może temu podlegać, bo ma takie tendencje. I nigdy nie poczuje, że sprostał wreszcie. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • ola_dom Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 28.07.15, 10:48
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Więc wydaje się, ze terapia mogłaby dalej pomagać. Dobra byłaby grupowa, prowadzona
        > psychodynamicznie, oparta na procesie grupowym.

        Pani Agnieszko - pozwolę sobie spytać, ponieważ sama mam podobny problem, jak mąż madi.
        I od roku jestem w terapii psychodynamicznej - ale indywidualnej. Dlaczego "dobra byłaby terapia grupowa"?
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 29.07.15, 00:14
          Terapia grupowa jest dobra do sprawdzania własnych fantazji na temat tego jak doświadczają nas inne osoby. Czyli jeśli pojawia się poczucie winy, że ktoś w grupie został zaniedbany przez nas, podobnie jak mąż "madi"czuje , że zaniedbał swoich rodziców, bo mu się lepiej wiedzie, to w grupie można to natychmiast sprawdzić rozpoczynając rozmowę z innymi na ten temat. Inni dają informacje zwrotne czy tak się czują czy też nie. Wchodzi się w interakcje z różnymi osobami, dzięki czemu można sprawdzać swoje reakcje na nie i reakcje innych na siebie. Wchodzi się też w relacje z terapeutami jako szczególnymi członkami grupy. Jest więcej pionowych i poziomych relacji i emocji z tym związanych. Dzięki temu można mieć szersze doświadczenie. O to mi z grubsza chodziła gdy napisałam o terapii grupowej jako lepszej dla męża "madi". Jest jeszcze wiele wskazań ale i też są przeciwwskazania. Grupa nie jest dla każdego, niektóra problematyka lepiej przepracowuje się w terapii indywidualnej. Istnieje wiele oporu do terapii grupowej. Terapia grupowa to jedna z alternatyw. To nie są konkurencyjne terapie. Jedna nie jest lepsza od drugiej. Po prostu w danym momencie komuś może posłużyć lepiej terapia grupowa , a komuś indywidualna. Ktoś bardziej nadaje się do grupy, ktoś inny do indywidualnej terapii, ze względu na sposób funkcjonowania, stosowane mechanizmy obronne, czy opór w badaniu swojego życia wewnętrznego. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • ola_dom Re: Gdy terapia nie przynosi efektów-toksyczna ro 29.07.15, 09:38
            Bardzo dziękuję za wyjaśnienie.
Pełna wersja