evita-is-me
26.07.15, 14:54
Mamy dwie córki, z pierwszej się cieszył, z drugiej wcale. Starałam sie go zrozumieć, bo starsza już odchowana a tu znowu pieluch po dwunastu latach. Mimo wszystko jednak miałam do niego żal, bo wogóle nie był ze mną w czasie tej ciązy tzn. nie pytała jak się czuję, nie chciał dotykać brzucha, rodzinie zakomunikował, że JA jestem w ciaży, tak jakby całą odpowiedzialność chciał zrzucić na mnie. Jak mała się urodziła to długi czas była tylko na mojej głowie, bo on twierdził, że z takim maluchem nie ma co robić, dopiero jak zaczęła być bardziej kumata to zaczął więcej się nią zajmować. Mała była promocyjnym egzemplarzem wiec po jakimś czasie naszła mnie ochota na jeszcze jedno dziecko, na co mąż o dziwo stwierdził, że też jest za. Potem jednak zaczął przebąkiwać, ze może jednak nie, ale właściwie nic konkretnego i też nic nie robił w tym kierunku, zeby dziecka nie było. Kiedy okazało się, ze jestem w ciąży zaczął gadać o aborcji, adopcji, o tym, że teraz to tylko sie powiesić. Po kliku dniach ochłonął i przeprosił. Kilka dni później poroniłam. Mąż doszedł do wniosku, ze juz się oswoił z tą myślą, ze będzie nas więcej więc może jednak spróbujemy jeszcze raz. No i kilka dni temu dowiedziałam sie, ze jestem w ciąży i reakcja podobna jak poprzednio tzn. kilka niecenzuralnych słów w powietrze i od tamtej pory rozmawiamy służbowo. Mam wrażenie, że czeka aż znowu problem sam się rozwiąże niestety. Ja nie ukrywam, ze się cieszę, ale nikomu oprócz niego nic nie powiedziałam, bo boje się powtórki.Mam ogromny żal do niego za to jak sie zachowuje i o to, że nawet jak się uda, to i tak znowu będę sam z tym wszystkim. Nie rozumiem jego zachowania raz chce, raz nie chce.
Tym bardziej, że jak poprzednio powiedział żebyśmy jeszcze raz spróbowali, to śmiechem, żartem powiedziałam, ze następnym razem ma się ucieszyć. Tak tylko wyżalić się chciałam.