smutno.mi tak jakoś. ..

02.08.15, 01:20
Juz sama nie wiem..terapię. zaczęłam od niedawna. Zawsze myślałam, że za bardzo roztrzasam winy mojej rodziny. Wkurza łam się na nich. Ale jednak gdzieś tam we mnie była ciągle myśl zw to moja wina. Ze to ja się ciągle nad sobą uzalal. Ze mam przecież normalna rodzinę i tylko ja ciągle mam jakieś problemy i chce o nich mówić. .ze to moja wina ze zawsze czułam to co czułam. Bo wg. Nich powinnam czuć inaczej...

Przestałam się nad sobą uzalalac jakoś się z tym pogodził. .czy raczej poddalam. .ale ten ostatni rok oraz tak oczywiste sprawy ze juz nijak nie da się tego ukryć albo jakoś mi przetłumaczyć. .no ze sobie nie radzę. .

Wygląda na to ze mimo mojej samoświadomości jednak nie potrafię odkryć tych wszystkich uczuć. Na terapię zaczynam..Ale jakoś mi trudno z tym. Boli mnie.

Bo coraz lepiej rozumiem jak bardzo Zawiodła mnie matka w dzieciństwie. .jak wiele złych rzeczy tam było. ..no e gdzieś kolacze mi się myśl że znowu sama coś wymyślam. .ze to ja mam problem..
No i do tego matka jest chora a ja coraz bardziej przestaje ja lubić. .czują jak coraz bardziej staje mi się obca. Przeraża mnie to.troche..
    • panizalewska Re: smutno.mi tak jakoś. .. 02.08.15, 11:25
      Tulę Cię Mytoya. Terapie, wygadywanie się po raz kolejny, dogłębnie, to jak rozdrapywanie ran. A jak się po drodze jeszcze kolejne szczegóły przypominają i wciąż i wciąż, to lipa. Ale z czasem będzie lepiej, będziesz bardziej odporna, nie będzie aż tak bolało, nawet jak się coś przypomni. Trzymaj się!
    • edw-ina Re: smutno.mi tak jakoś. .. 02.08.15, 14:05
      Jedną z głównych przyczyn depresji jest zapętlanie się w myślach, które w konsekwencji tworzą swego rodzaju wir wciągający niżej i niżej. To takie wieczne roztrząsanie, które de facto kompletnie nic nie przynosi, np. gdyby moi rodzice poświęcali mi więcej czasu, to z pewnością teraz wiązałabym się z lepszymi facetami. I uwieszasz się na tej jednej myśli, nie widząc, że czasu się nie cofnie i nieustanne grzebanie się w tym temacie nie przyniesie żadnych korzyści. W konsekwencji pojawiają się myśli o tym krzywdzie, później o tym, że może zasłużyło się na tę krzywdę, pada poczucie własnej wartości itp.
      Jeżeli zaczęłaś terapię to wykonałaś dobry krok. Ale to nie załatwi wszystkiego. Musisz się ogólnie zaktywizować, by zwyczajnie nie mieć czasu na to roztrząsanie. Badania dowodzą, że we wczesnym etapie depresji często bardziej niż leki pomaga sport - jeździj codziennie na rowerze, chodź na basen, ćwicz jogę w parku - cokolwiek, co wzmocni ciało, wzbudzi endorfiny i zajmie czas. Do tego przydaje się taki ogólny grafik dnia/tygodnia. I to solidny grafik, np. w sobotę do godz. 13 muszę wstawić pranie, posprzątać łazienkę i wziąć prysznic, do 17 mam zrobić to i tamto, a do 22 jeszcze to i to. W najbliższym tygodniu muszę: oddać rzeczy do pralni, zrobić przegląd samochodu, pójść do fryzjera i przeczytać konkretną książkę.

      Po czasie, kiedy się wzmocnisz, wrócisz na terapii do myśli, które cię gnębią. Ale jeśli teraz ich nie uciszysz, to zaczniesz wpadać coraz głębiej.
      powodzenia
    • aqua48 Re: smutno.mi tak jakoś. .. 02.08.15, 17:20
      Zaczęłaś terapię, jesteś bardzo dzielna! A na razie regularnie staraj się zrobić dla siebie jakąś drobną rzecz, która sprawi Ci przyjemność. Idź na spacer, zjedz ulubione lody, kąpiel w pianie i ze świecami, porozmawiaj o czymś przyjemnym przez telefon z kimś kogo lubisz, przeczytaj lub oglądnij coś miłego, zrób sobie nowy wystrzałowy makijaż, itp, itd, to bardzo pomaga na smutki i rozżalenie, zwłaszcza jeśli będziesz przy tym sobie powtarzała jak w reklamie, że "jesteś tego warta".
      • korag100 Re: smutno.mi tak jakoś. .. 02.08.15, 21:04
        Ja chodzę na terapię od lutego. Też w dużej mierze przepracowuję na niej kontakty z matką. Też najpierw mi było smutno bo ktoś mi przyznał rację, że ona jest "zła" A człowiek się łudzi, że jednak nie, że się myli. Potem miałam etap, że wygarnęłam jej wszystkie żale (w sposób nieadekwatny do sytuacji), bardzo żywiołowo. Ona się popłakała. Miałam poczucie winy i znów pracowałam co uświadomiło mi, że już nie raz płakała i TO NIE JEST MOJA WINA. Dziś, choć oczywiście terapia jeszcze trwa ( chyba nie jestem nawet w połowie ) mam z nią dobre stosunki. Po pierwsze chyba zrozumiała co jej wygarnęłam (pierwszy raz w życiu), ale głównie dlatego, że już prawie się nią nie przejmuję. Mam swoje życie, ona się nie zmieni, ale najważniejsze jest to, że już nie informuję jej o wszystkim, nie tlumaczę się i potrafię powiedzieć STOP TO JUŻ MOJE ŻYCIE. Oczywiście zdarzają mi się potknięcia. Ostatnio nawet na forum pisałam, że jestem chora, czuję się źle i chciałam nic nie robić, a zadzwoniła ona i zapytała czemu nie sprzątam? Miałam wtedy doła i poczucie winy, że nie sprzątam.
        Ale to już w dużej mierze wynikało z mojej niskiej samooceny i w sumie każdy takim pytaniem doprowadził by mnie do tego stanu. Może ona bardziej bo byłam przez nią manipulowana przez 3/4 życia.
        Rozpisałam się, ale przede wszystkim chciałam powiedzieć, że poprzez proces terapii te myśli i zachowania ewaluują. Nie jest najłatwiej, ale chyba musi być gorzej żeby było lepiej. I to w każdym przypadku rozpracowania czegoś. Będzie lepiej zobaczysz. Któregoś dnia obudzisz się (dosłownie) i stwierdzisz "z tym juz nie mam problemu". Tylko pracując na terapii będziesz myśleć, że nie pomaga. Przynajmniej ja tak myślałam.
        Dasz radę
        • mytoya Re: smutno.mi tak jakoś. .. 02.08.15, 23:11
          Zapetlam się tak w takich myślach ze mnie skrzywdził. Ze mi źle z tym. Ze to nie ja jestem zła i pomyłka tylko matka tak wszystko obracala ze się tak czuła i w końcu tak myślałam.
          Zrobię sobie plan dnia. Dziecko i mąż i dom i praca zajmują dużo czasu ale trochę jeszcze zostaje. Tym bardziej ze mieszkam z marką i ja codziennie widuje. Normalnie czuje do niej niechęć tym bardziej ze ona nadal niezbyt ładnie się wobec mnie zachowuje. Nie przejmuje się tym tak jak kiedyś i nie biorę do siebie ale tak mi żal jje czasem. .ze taka jest. No a ja w końcu widzę to co widzę. .a nie co powinnam widzieć. ..
          Nie chodzę do nie. Nie opowiadam..nie pytam się nie szukam rad. Manipulować mną. Na jesieni zrobiłam jej awanturę i wyrzuciła swoje żale ale ja to nie obeszło. Wiec teraz nie zamierzam i chyba już w ogóle. Ona jest chyba smutna ze juz do niej nie latam ze wszystkim. Nie opowiadam. Nie wysluchuje dobrych rad..no jestem niemila:)) z tym ze teraz już nie może mi tego zarzucić gdyż jestem poprawnie uprzejma. Żadnych wyrzutów.
          Tylko ona jest chora..I czy to jest dobry czas na rozdrapywaniem ran? Czuje ze tego potrzebuje. Chcę zamknąć ten rozdział z dzieciństwa i iść dalej..ja juz nie mogę czekać i po raz kolejny się dostosowywać do niej...
          • korag100 Re: smutno.mi tak jakoś. .. 03.08.15, 07:27
            Ona jest dorosła. Pomóc w chorobie można do czasu aż znów nie zacznie. Wtedy twardo wychodzisz. Nie obrażasz się tylko idziesz mówiąc co Ci przeszkadza. I tak do skutku
    • ola_dom Re: smutno.mi tak jakoś. .. 03.08.15, 11:59
      mytoya napisała:

      > Juz sama nie wiem..terapię. zaczęłam od niedawna. Zawsze myślałam, że za bardzo
      > roztrzasam winy mojej rodziny. Wkurza łam się na nich. Ale jednak gdzieś tam we mnie była
      > ciągle myśl zw to moja wina. Ze to ja się ciągle nad sobą uzalal.
      > Ze mam przecież normalna rodzinę i tylko ja ciągle mam jakieś problemy i chce o
      > nich mówić. .ze to moja wina ze zawsze czułam to co czułam. Bo wg. Nich powinnam czuć inaczej...

      > No i do tego matka jest chora a ja coraz bardziej przestaje ja lubić. .czują jak coraz bardziej
      > staje mi się obca. Przeraża mnie to.troche..

      mytoya - piszesz dokładnie o tym, co sama czułam na początku terapii i co wciąż mnie jeszcze dopada - mimo ponad rocznego stażu terapeutycznego.
      Że zachowuję się jak jakieś małe dziecko, które złości się na rodziców i ma do nich pretensje - zamiast podejść do sprawy, jak na dorosłą osobę przystało, to ja się rozwodzę nad tym, co mi mama kiedyś zrobiła albo nie zrobiła. I tym podobne. Ale może tak trzeba, w końcu chyba na tym (także) ma polegać terapia?

      I także jedna z bardziej przerażających sytuacji, kiedy uświadomiłam sobie, że "ja chyba nie lubię mojej mamy i jest mi ona obca" - powiązane z poczuciem winy, bo przecież trzeba lubić swoją mamę. Ale niby dlaczego? Zastanowiłam się nad tym (oczywiście wskutek przebiegu terapii), i doszłam do wniosku, że gdyby mama była tylko moją znajomą, to nie zaprzyjaźniłabym się z nią taką, jaka jest. Ale MUSZĘ ją lubić, tylko dlatego, że jest moją mamą? DLACZEGO?
      Kocham ją, troszczę się o nią, martwię więcej niż potrzeba - ale za bardzo jej nie lubię. Nie jestem pewna, czy już sobie w pełni poradziłam z tym nie-uczuciem, ale przynajmniej świadomie wiem, że nie ma w nim niczego złego czy godnego potępienia.
      Mam nadzieję, że z czasem na terapii uda Ci się poradzić z tym uczuciem - bo nie jest najprzyjemniejsze.
      Bo ciągle pamiętam to, co pisała pani Agnieszka - że terapia działa w odroczeniu.
      • mytoya Re: smutno.mi tak jakoś. .. 03.08.15, 15:56
        Ola czytam często Twoje wypowiedzi i znajduje dużo w tym siebie. Dzięki ze napisałaś jak.to jest na.poczarku bo juz miałam znowu wyrzuty sumienia ze znowu matki się czepiam.
        Zastanawiam się dlaczego tak jakoś się ułożyło w mojej rodzinie ze zostałam chłopcem do bicia, zaspokajać potrzeb, Załatwiaczem wszystkiego, że tak powiem wartość mam użytkowa. A do tego nie mam prawa nic dostać bo jakby mi się nie należy. Bo ja miałam w jakiś magiczny sposób łatwiej. ...

        Sytuację komplikuje matki facet, tez go znielubilam bo matkę tak jakoś osaczyl i utwierdza w jej toksycznosci ..no i taki ważny chodzi. Słowem się nie.odezwie..no burak... gdy on znika z horyzontu to matka jakaś sensowniejsza jest. A jak jest obok to tak sobie siedzą we dwoje napuszeni.
        Wiecie co..ja chyba po raz pierwszy zaczęłam mówić o sprawach jak je widzę. .nie ukrywam nic..I wychodzi. Mi to bez agresji..co już jest dla mnie sukcesem
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: smutno.mi tak jakoś. .. 04.08.15, 14:34
      Psychoterapia jest bolesna. Ale proszę też pamiętać, że pracuje Pani także z wewnętrzną matką czyli Pani instancją psychiczną, która jest Pani częścią podobną do trudnej matki. To pozwala zachować możliwie dobrą relację z matką realną. Może się Pani nią opiekować w chorobie. Przecież nie zachorowała z Pani powodu. Poza tym efektem terapii nie ma byc zerwanie relacji ale jej urealnienie,separacja i odjecie dojrzalej realnej relacji z rodzicem. Tyle, ze to trwa. Smutek jest naturalny, nie ma co go odganiać. To reakcja na żałobę po matce. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • mytoya Re: smutno.mi tak jakoś. .. 04.08.15, 21:10
        Bardzo dziękuję Pani Agnieszko.

        Właśnie czuje się jakbym straciła matkę. Choć po prostu tracę wyobrażenie o niej.

        Czas dorosnąć i dostrzec sprawy takimi jakimi są faktycznie.
    • balun2 Re: smutno.mi tak jakoś. .. 05.08.15, 14:15
      nie myśl o przeszłości ;) zajmij się tym co jest teraz i dużo się uśmiechaj ! :)
      --
      bluzka nietoperz
    • vilez Re: smutno.mi tak jakoś. .. 06.08.15, 18:48
      Ból jest częścią życia. Po prostu. Bez bólu nie da się.
      Czujesz ból podczas terapii- to dobrze. To minie. Bez bólu nie byłoby progresu.
    • mytoya Re: smutno.mi tak jakoś. .. 08.08.15, 17:14
      Chciałabym być bardziej twarda i zupełnie się nie przejmować i nie martwić. .Przejmuje się mniej ale jednak przejmuje.
      Wczoraj wieczorem taka sytuacja- zeszłam na dol do.kuchni wieczorem zrobić siebie dobra kawę i posprzątać po zmywać garnki i ogarnąć trochę kuchnie.
      Zapaliła jedno światełko i po cichutko wszystko.zrobilam. Matka spala.w pokoju obok. Leżała po ciemku bo jak wychodziłam z kuchnie to rzuciła we mnie takim jadowitym tekstem ' to planujesz dobić do 150 czy do 200 kg ' . I coś tam zaczęła jeszcze dziamgac ale jej już nie sluchalam. Na to jej tylko powiedziałam ze tak to się może odzywać do swojego faceta a do mnie ma się nie odzywać bo sobie nie życzę. Jestem otyła..od paru lat. Kiedyś bardzo na mnie przez to ' jezdzila'. Potem tylko odgryzala. Jestem na.dievie od 3mc..schudłam 13 kg ale.jeszcze ze 25 kg przede mną.
      Zdenerwował am się ale o wiele mniej niż kiedyś. Tylko ja nie umiem się bronić w takich sytuacjach .. zaraz też rzucę jakiś agresywny tekst . A chciałabym po.prostu tak.zareagowac żeby nie dawać jej żadnych podstaw do tego aby odwróciła sytuacje i potem uważała.ze to ja jestem tą zła. Po.prostu nie chce.miec sobie nic do zarzucenia.
      Mam wrażenie ze matce.mie podoba mi się ze mi się coś udaje. Ze sobie radzę z czymś. Musi mi dopiero. ... tak dla równowagi :)) okropna jest.

      Ale.jutro.sie.wyprowadzamy na jakiś czas..na czas remontu. Będziemy mieli.swoje kuchnie i drzwi.na górę. Ciągle tez szukam działki żeby zaczynać budowe:)) swojego domku. Tylko.musze jakoś przetrwać ze 2 lata.
      • aqua48 Re: smutno.mi tak jakoś. .. 08.08.15, 18:25
        mytoya napisała:

        >schudłam 13 kg ale.jeszcze ze 25 kg przede mną.

        Jesteś bardzo dzielna. I zrobiłaś świetną robotę. Tego się trzymaj, a nie wysłuchuj dogryzań.

        > ja nie umiem się bronićw takich sytuacjach. A chciałabym po
        > .prostu tak.zareagowac żeby nie dawać jej żadnych podstaw do tego aby odwróciła
        > sytuacje i potem uważała.ze to ja jestem tą zła. Po.prostu nie chce.miec sobi
        > e nic do zarzucenia.

        Najlepszą reakcją wobec tego jest kompletny brak reakcji. Puszczanie przykrych uwag mimo uszu jakbyś była głucha - schodź na dół z muzyką na słuchawkach i koncentruj się na niej, a nie na tym co matka ma do powiedzenia.
        Słuchawki w uszach i cichutkie podśpiewywanie to bardzo dobry sposób na takiego dogadującego złośliwca.

        • mytoya Re: smutno.mi tak jakoś. .. 08.08.15, 23:46
          Dzięki :)) bardzo cieszę się że zmian. Z tego ze dieta uporządkowala w dużym stopniu moje życie. Ze się fizycznie czuje lepiej. Ze zmieniłam nawyki żywieniowe i korzystamy na tym cała rodzina- mąż.i synek..Taka ze mnie trochę eko mama :)) No ale.coesze się bo też po synku widać jak moje myślenie odnośnie jedzenia i żywienia niemowlaka procentuje. Jak.wcina owoce.warzywa. Miesko. Rybkę. I z talerza i sam w rączce i jak mu się do buzi poda. A ile.mi matka lament robila- zadali się. Nie pogryzie. Bałagani. Ale właśnie wtedy puszczam te uwagi mimo uszu. I teraz serce rośnie ze taki samodzielny Misio mi rośnie. Ale rym:))

          Za dwa miesiące bierzemy ślub kościelny i chrzciny małego. Mam jeszcze miesiąc żeby schudnąć parę kg.
          Ale.raczej nie chce przyspieszać bo boje się obwislej skóry.

          Kurde..ale.ta matka to.aktorka. Przy.moim mężu i swoim facecie nagle się odezwała i jaka miła. No miód normalnie. A ja tylko się patrze na nią jak.na wariatke. Boszsz ale jej coraz bardziej się w głowie przestawia..
          Pewnie i choroba. Juz jest wymeczona. ..juz prawie.konczy chemioterapie. Ale gdyby była taka.tylko.w.chorobie to bym.wierzyla , że to tylko przez chorobę. Ale jadowitosc ma wrodzona..
Pełna wersja