Odejscie od zony i syna

04.08.15, 13:12
Nadszedl dzisiaj ten czas ze musialem w koncu podjac decyzje o odejsciu. Zwlekalem z tym dlugo bo ponad 2 lata. W tym czasie byłem wyzywany od debili, ciot, bufonow, imbecylow itd.
Przez ostatnie 2 lata bylem bez pracy i zajmowalem się synem. Robilem to co kobiety na urlopach macierzynskich tylko ze role się odwrocily. Zona nas utrzymywala razem z reszta rodziny. Oczywiście bywalo ze cos zrobilem zle czegos wlace ale jakos staralem się ogarnac wszystko lacznie z gotowaniem (jestem po technikum spozywczym), praniem czy prasowaniem.
Jest bardzo agresywna jak się zezlosci. Wtedy leca epitety pod moim adresem najrozniejsze jakie mogą być.
Wszoraj już nie wytrzymalem. Uslyszalem zarówno „spieprzaj dziadu” jak i „spierd…aj” kilka razy.
Nie powiem tez mam ciezki charakter, jestem porywczy i tez potrafie pare rzeczy powiedziec ale agresja zony mnie przeraza. Pobralismy się tylko dlatego bo zaszla w ciaze. Banalne to – jakze wiele takich rodzin jak moja.
Teraz znow pracuje. A moja zona wciąż chce otrzymywać ode mnie cala wyplate i oczekuje jeszcze ze będę kupowal poza tym sporo do domu czyli jedzenie, srodki czystosci itd. Wiec bywalo ze robilem debet na koncie i kupowalem rzeczy. Niestety wczoraj się zbuntowalem. Przez 2 lata bezrobocia mam dlugi które musze splacic (mam swoje mieszkanie na kredyt a miedzy jednym lokatorem a drugim była przerwa a za cos musialem zaplacic kredyt, czynsz i oplaty). Zona oczywiście tego nie rozumie. Zawsze mi mowila ze moje dlugi jej nie obchodza.
Nigdy nie kupila mi ani butow, ani ubran nie mowiac o lekach (stres mnie dobijal – zaczalem chorowac). Pozyczalem od matki emerytki.
Nie wiem czy tylko ja dzialam na nia jak plachta na byka czy tez tylko do mnie jest tak agresywna.
Synka bardzo kocham już za nim placze. Teraz ma 4 latka. Jest wspanialym chlopcem i kochanym przez wszystkich. Oczywiście zdaje sobie sprawe ze będzie grala na uczuciach malego i pewnie mu bzdury będzie o mnie opowiadac.
Nie mogę sobie z tym poradzic. Ale czy wciąż mam znosic epitety i być wyzywanym i cierpiec w imie dobra dziecka.
Już nie jestem w stanie – dlatego zdecydowalem się odejsc. Ale bije się z myslami czy dobrze zrobilem. Czy decyzja nie była zbyt pochopna. Oczywiście jeszcze do rozwodu może być daleka droga ale takich scysji z trzaskaniem drzwiami i wyzwiskami było wiele.
Dodam ze zona jak się zatnie nie slucha zadnych argumentow. Pracuje w szkole, zarabia niewiele i nie dociera do niej ze jak straci prace to lepiej ciagnac wozek we dwoje. Ciagle slysze „poradze sobie” – tyle ze to „radzenie” oznacza zaprzagniecie tesciowej do pomocy i opieki nad malym. Prowadzenie do przedszkola, odbieranie, zabawianie po poludniu itd. A rodzice jej maja już po 70 lat i nie beda w stanie zaopiekowac się dzieckiem i pomagac we wszystkim bo już z przyczyn naturalnych nie dadza rady.
Wybaczcie ale musialem się wygadac. Jak byscie postapili czy postapily w mojej sytuacji?
Pozdrawiam
Jacek
    • sebalda Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 13:41
      > Nie powiem tez mam ciezki charakter, jestem porywczy i tez potrafie pare rzeczy
      > powiedziec

      Zaintrygował mnie ten fragment. Opisujesz sprawę ze swojego punktu widzenia, co jest naturalne, ale o sobie piszesz mało, taka tylko mała wzmianka. A może to jest clou problemu? Może te Twoje "pare rzeczy" to coś, co ją wyprowadza z równowagi, ale Tobie jest wygodniej tego nie zauważać? Piszę "może", mamy za mało danych, by to ocenić.
      No i nie rozumiem Twojej troski o to, jak sobie żona poradzi po Twoim odejściu z opieką nad dzieckiem. Czy Ty z dzieckiem też się chcesz rozwieść? Czy nie będziesz się z nim kontaktował, nie chcesz go odbierać na przykład z przedszkola, pomagać w opiece? Dziecko ma dwoje rodziców, rozwód nie oznacza utraty tego, kto się wyprowadza.
      • sootball Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 15:33
        Zwróciłabyś na to uwagę, gdyby autorem nie był mężczyzna?
      • adorra0 Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 16:48
        [b]Wątkodawca pisze o tym co go rani i upokarza w zachowaniu żony. Kobiety zakładające podobne wątki piszą podobnie, też nie robią rachunku sumienia w pierwszym poście.
        • sebalda Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 22:09
          Kobiety też na ogół nie robią rachunku sumienia w pierwszym poście, dlatego z reguły też je proszę o uscislenie i zadaję dodatkowe pytania. Nie rozumiem pytania o to, czy kobiecie też zadałabym takie pytanie, mialam tu wyjątkowo nie pytać, bo facet na pewno jest święty?
    • limonka_citron Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 14:13
      Powiedz zonie o swoich przemysleniach...Zobaczysz reakcje. Moze wspolnie popracujecie nad zwiazkiem... Nie mart sie o 70-letnich tesciow. Moi rodzice sa po 70-tce naprawde schorowani i daja rade opiekowac sie dziecmi siostry 4 i 5 lat. Z jednej strony chcesz odejsc,a z drugiej masz wiele obaw, jak zona poradzi sobie... Wiele sprzecznosci. Wiem jedno jezeli myslisz o rozwodzie druga strona tez powinna o tym wiedziec...
      • aqua48 Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 14:51
        Na Twoim miejscu dla dobra dziecka zaczęłabym od próby terapii małżeńskiej i spokojnego ustalenia wzajemnych obowiązków w domu - czyli jasnego kto za co odpowiada, a na próbę założyłabym wspólne konto domowe, na które wpływałyby części (nie całe!) obu pensji - Twojej i żony i które służyłoby do opłacania tzw "życia" czyli bieżących wydatków.
    • edw-ina Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 15:30
      Złość, żal, nagromadzenie negatywnych emocji to nie są dobrzy doradcy. Wiesz, że coś w tobie pękło, przelało się, że dalej tak być nie może. I ta część jest dobra, bo jesteś gotowy na zmianę i będziesz do niej dążył. Ale jeśli pójdziesz za tymi emocjami, może skończyć się tak, że wylejesz dziecko z kąpielą. Bo może twoja rodzina jeszcze nie jest stracona. Może trzeba wszystko przepracować i ustawić na nowych torach. Ja bym od tego zaczęła, szczególnie, że ceną tego jest szczęście twojego dziecka.
      Najwyraźniej martwisz się o żonę, czyli tlą się jeszcze w tobie pozytywne uczucia do niej. Powiedz jej o tym, że tak dalej być nie może i że dla dobra dziecka, które oboje kochacie, powinniście spróbować terapii. Terapia albo pomoże wam odbudować związek, zrozumieć siebie nawzajem, albo pomoże wam się rozstać bez trupów. Tak czy siak, warto jest spróbować. Choćby po to, by nie wyrzucać sobie w przyszłości, że nie zrobiliście wszystkiego, by zapewnić własnemu dziecku dobre życie.
    • sootball Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 15:35
      Terapia. A jak odmówi, wniosek do sądu o rozwód razem z orzeczeniem zamieszkania dziecka z Tobą.
      I koniecznie nagraj kilka jej akcji.
    • koronka2012 Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 19:41
      Piszesz o drakach - ale czy zdarzają się jeszcze fajne, normalne chwile? Jeśli nie - to jesteście chyba w takim momencie, kiedy terapia nic już nie da.
      Nie wyprowadzałabym się póki co, ale wystąpiła o rozwód i przyznanie opieki nad dzieckiem tobie, skoro jesteś z nim bardziej związany. Jeśli uważasz, że teściowie nie będą w stanie jej pomagać, to może tu byłoby pole do popisu dla ciebie?
    • enith Re: Odejscie od zony i syna 04.08.15, 21:24
      W pierwszej kolejności trzeba zadbać o to, by wasze czteroletnie dziecko przestało być świadkiem waszych awantur. Jeśli nie potraficie ze sobą normalnie rozmawiać, a każda konfrontacja zamienia się we wrzaski, wyzwiska i wzajemne obwinianie, jedno z was powinno wyprowadzić się z domu. Pomyśl, jak taka atmosfera wpływa na psychikę malutkiego dziecka. Czy dobrze rozumiem, że ty masz swoje własne mieszkanie, które obecnie wynajmujesz? Może po wypowiedzeniu najemcy umowy (oczywiście zgodnie z jej zapisami), żona lub ty mógłbyś się tam tymczasowo wyprowadzić. Taka fizyczna separacja małżonków, którzy patrzeć na siebie nie mogą, wbrew pozorom może pomóc wam dojść do porozumienia. Emocje opadną za jakiś czas i może uda się zacząć normalnie rozmawiać.
      Co do możliwości utrzymania małżeństwa, gdy zawarte zostało pod wpływem wpadki, to zasadniczo nie powinnam się wypowiadać, bo mam bardzo jednoznaczną opinię, która razi wiele osób: wpadka to jedna z najgorszych istniejących motywacji do zawarcia małżeństwa. Niestety, wasz związek jest tego klasycznym przykładem, skoro raptem dwa lata po urodzeniu się dziecka, ty już byłeś gotowy zakończyć małżeństwo. Domyślam się więc, że ani się z żoną przed ślubem za długo nie znaliście, ani nie udało się wam zawiązać prawdziwej więzi po ślubie. Fajnie by było, gdybyście oboje poszli na terapię, ale domyślam się, że na takim etapie, na jakim jesteście, sugestia ta nie spotka się z przychylnością żony. Ale cóż, spróbować zawsze można.
      • zuzi.1 Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 00:05
        Czy ta zona byla taka zolza od zawsze? Co czujesz dlaczego ona Cie nie cierpi i nie szanuje? Terapie mozesz zawsze zaproponowac, ale jezeli od poczatku tego przymusowego malzenstwa wiecej was dzieli, niz laczy, to lepiej bedzie sie rozstac. Masz swoje mieszkanie, wiec mozesz sie za jakis czas wyprowadzic i zlozyc papiery rozwodowe. Ojcem jestes do konca zycia, zaden rozwod tego nie zmieni. Byc moze na waszym przykladzie mozna pokazac, ze nie kazda wpadka powinna sie konczyc malzenstwem, bo tak wypada.
    • heniek.8 Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 06:19
      ale kanał bracie
      masz swoje mieszkanie, możesz się tam wyprowadzić i ochłonąć trochę?
      możesz dobrowolnie przelewać kilka stówek jako alimenty i odwiedzać często syna
      nie zaszkodzi jeżeli uda Ci się wcześniej pozyskać kilka nagrań z wyzwiskami, chociaż pewnie i tak nie będziesz chciał używać tego do orzekania o winie, więc nie musisz się z tym specjalnie kryć.
      w każdym razie, z mojego doświadczenia wynika że jeżeli w czasie awantury wyjmie się telefon i powie "ok to teraz sobie ponagrywamy" to będąca w jakimś amoku i histerii ex potrafiła na ten widok przełączyć się w tryb homo (prawie) sapiens.
      • ramid Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 09:57
        Witajcie

        Dzieki wszystkim za odpowiedzi. Tak myslalem o terapii. I uwazam ze powinnismy na nia pojsc bo przydalby się jakis arbiter który na chlodno wysluchalby naszych bolaczek z tym ze jak znam moja zone pewnie się nie zgodzi.
        Postaram się odpowiedziec na zadane pytania przez niektórych Forumowiczow.
        Wychowalem się tez bez ojca wiec nie chce tego samego fundowac mojemu dziecku. Majac na mysli „mam ciezki charakter, jestem porywczy i tez potrafie pare rzeczy powiedziec” myslalem o tym ze bedac wychowywany przez znerwicowana matke która była tzw. toksycznym rodzicem (zupelnie jak w ksiazkach Susan Forward) sam jestem znerwicowany, wybuchowy ale nie agresywny. Nigdy nie uderzylem ani zony ani syna.
        Z tym ze szybko się „zapalam” powiem co mam powiedziec i nie rozdrapuje już tematu. Nie pielegnuje w sobie zlosci. Jak się uspokoje (co dosc szybko nastepuje) to staram się normalnie rozmawiac ale wtedy trafiam na mur. Mam wrazenie ze nie jestem ta osoba na która zona czekala cale zycie.
        Inna sprawa ze pobralismy się pozno. Ja majac 40 lat zona 38. Dwa ciezkie charaktery dazace do „przejecia wladzy” w zwiazku. Generalnie można powiedziec ze stara panna i stary kawaler. Ze wszystkimi przywarami i przyzwyczajeniami.
        Z kolei zona wychowala się w rodzinie gdzie był alkohol. Ojciec pil i bil od czasu do czasu. Może nie patologia ale wodka zawsze gdzies się w tle przewijala. Tesc tez bil tesciowa i ciezkie zycie z nim miala.
        Mam wrazenie ze moja zona jest tzw DDA.

        >> Piszesz o drakach - ale czy zdarzają się jeszcze fajne, normalne chwile? Jeśli nie - to jesteście chyba w takim momencie, kiedy terapia nic już nie da.<<

        Tak zdarzaja się chwile normalne. Bez wyzisk, trzaskania drzwiami itd. Generalnie tak co 3-4 mies zdarzaja się momenty zapalne.

        Tak mam swoje mieszkanie które wynajmuje obecnie. I co do tego znow jest problem bo zona uwaza ze pieniadze które dostaje za mieszkanie powinienem oddac jej. Nie może zrozumiec ze splacam kredyt i wlasnie te pieniadze ida na splate do banku i skarbowki (bo legalnie zglosilem ze osiagam dochod) i zostaje mi jakies 120 zl.

        Co do wpadki. To może niekoniecznie była taka typowa wpadka nastolatkow. Obydwoje chcielismy mieć dzieciaka. Byliśmy już w tym wieku ze spokojnie moglismy się poswiecic wychowaniu dziecka majac raczej stala prace , jakies dochody i mio ze było to przed slubem żadne z nas nie robilo z tego problemu.

        Mam wrazenie ze zona zawsze była taka zolza. Chociaz pracowalismy razem tej samej firmie 10 lat. Po 8 latach wspolnej pracy się pobralismy. Z tym ze oczywiście w pracy była zupelnie inna. A podczas jakichs tam randek nie zauwazylem u niej takich sklonnosci do agresji i rzucania miesem.

        Generalnie wychodze z zalozenia ze jeśli nie było zdrady w malzenstwie zawsze jest szansa ze można się dogadac dla dobra dziecka i naszego i jakos razem ciagnac ten wozek.
        Bycie samym a tym bardziej samym/sama z dzieckiem wcale nie jest takie rozowe.
        Jacek
        • aqua48 Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 11:49
          ramid napisała:

          > Z tym ze szybko się „zapalam” powiem co mam powiedziec i nie rozdra
          > puje już tematu. Nie pielegnuje w sobie zlosci. Jak się uspokoje (co dosc szybk
          > o nastepuje) to staram się normalnie rozmawiac ale wtedy trafiam na mur.

          Dziwisz się, że Twoja żona nie reaguje tak samo jak Ty? I nie widzi, że Tobie już przeszło? Uważasz, że powinna ucieszyć się, że TY po awanturze wreszcie zachowujesz się normalnie i rozmawiać jak gdyby nigdy nic?
          Jest inną osobą z inna przeszłością, a słowa wypowiedziane w złości nawet bez specjalnie złych intencji mogą zranić co najmniej tak samo jak agresja fizyczna. A już specjalnie dziecko alkoholika.

          > zdarzaja się chwile normalne. Bez wyzisk, trzaskania drzwiami itd. Generaln
          > ie tak co 3-4 mies zdarzaja się momenty zapalne.

          A w jakich momentach zdarzają się Wam awantury, co je prowokuje, jakie tematy? Na tym warto się skupić, przepracować to na terapii i przyjąć do wiadomości, że nie da się zmienić kogoś drugiego, zmienić się możesz jedynie TY SAM, a dopiero ta TWOJA zmiana może zadziałać na drugą osobę, tak, że i ona zmieni swoje zachowanie. Warto jednak próbować. Ale jeśli chcesz pójść na terapię z zamiarem zmiany żony na łagodną i wyrozumiałą, rozumiejącą Twoje wrzaski i chcącą w każdej chwili nawiązywać kontakt bez względu na Twe zachowanie to błąd, szkoda czasu.


          • anula36 Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 13:32
            Ja tylko w 2 kwestiach
            1. jesli macie taki problem w bezposredniej rozmowie,moze napisz do zony list/maila i spokojnie wyluszcz co i jak, moze tak latwiej do niej dotrzesz
            2. mysle ze paradoksalnie latwiej sie pozbierac w zwiazku po 1 razowej zdradzie,ale przy silnych "silach dosrodkowych"a, dla mnie tak jak piszesz to nie ma wiekszych emocji w tym waszym zwiazku, taki raczej uklad z rozsadku, zona moze to tak dostrzegac jak piszesz - nikt lepszy sie nie trafil, no to sie w koncu zdecydowala na tego ktory byl pod reka,zegar biologiczny tykal i byc moze nie ma wcale az takiej woli do utrzymania tego zwiazku, zreszta ty sam nie piszesz ze chcialbys z ta kobieta spedzic reszte zycia, tylko podkreslasz ze robisz to dla dziecka i zeby bylo latwiej finsowo i organizacyjnie. Wy w ogole dbacie o jakosc tego zwiazku, partnera ?Moze wystarczylo by troche zone podlechtac jako kobiete, partnerke, zebys z kogos dosc obojetnego stal sie kims bez kogo nie moze i nie chce zyc?
          • sebalda Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 15:34
            Aqua, trafione w punkt. Jakie to typowe, gdy komuś się wydaje, że jak jemu przeszło po tym, jak nawrzeszczał, to temu zwyzywanemu też powinno przejść. I co ciekawe, jak żona nawrzeszczy, zwyzywa, to już najgorsza, ale ja jestem wybuchowy, tylko szybko mi przechodzi, więc jestem lepszy.
            Są słowa, które ranią tak, że trudno o nich zapomnieć. Można wybaczyć, próbować zapomnieć, ale przy następnej awanturze, jeśli sprawa nie jest przerobiona (bo panu łaskawie szybko przeszło i już dawno zapomniał, że nawrzeszczał), to wyjdzie z powrotem i znowu kłótnia z piorunami.
            Nie mam pojęcia, jak tu jest naprawdę, kto komu bardziej i podlej, zakładam, że autor umie to ocenić i faktycznie ma wredną żonę, ale czasami naprawdę warto się przyjrzeć też sobie.
          • heniek.8 Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 17:39
            > Jest inną osobą z inna przeszłością, a słowa wypowiedziane w złości nawet bez specjalnie złych
            > intencji mogą zranić co najmniej tak samo jak agresja fizyczna. A już specjalnie dziecko alkoholika.

            no i ale co dalej, tak do końca życia?
            przejaskrawiając : dziecko alkoholika widzi np. we wszystkim atak na siebie.
            więc na pytanie "która godzina?" będzie reagować myślami ("na pewno wyśmiewa się ze mnie że nie mam zegarka") i zamykać się na komunikację.
            co ma więc zrobić ta druga osoba? pomyśleć, "OK, to przecież dziecko alkoholika, niech mnie dobrze że dzisiaj nic nie mówi, bo mogła zbluzgać" - czy raczej od dorosłej osoby zaczynamy kiedyś wymagać , żeby nie była dzieckiem?
            • aqua48 Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 18:54
              heniek.8 napisał:

              > > Jest inną osobą z inna przeszłością, a słowa wypowiedziane w złości nawet
              > bez specjalnie złych
              > > intencji mogą zranić co najmniej tak samo jak agresja fizyczna. A już spe
              > cjalnie dziecko alkoholika.
              >
              > no i ale co dalej?

              Dalej należy zmienić SWOJE postępowanie. Nie dopuszczać do awantur, reagować nie wrzaskami w odwecie, ani pouczaniem i wywlekaniem własnych żalów, tylko spokojnym powiedzeniem że rozmowa prowadzona w ten sposób (krzykami i wyzwiskami) nic nie daje, prócz zmęczenia i poczucia krzywdy oraz rezygnacją z dialogu i np. wyjściem do drugiego pokoju, łazienki, albo z domu.



              • heniek.8 Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 20:28
                > Dalej należy zmienić SWOJE postępowanie.

                swoje postępowanie można zmienić tylko na określony czas.
                silna wola jest zasobem, który się wyczerpuje.
                tak, może autor bardziej się starać, ale do kiedy tak można? kilka miesięcy i jeżeli żona nie rokuje, to czas sobie powiedzieć - rozwód to nie jest koniec świata, to jest początek, to jest powrót do normalności. wolność jest normalnością.

                przypomnij sobie w szkole - czy siedziałaś w ławce z koleżanką która Cię biła, przezywała i ciągnęła za warkocze i pracowałaś nad nią spokojną rozmową, czy po prostu dobrałaś się z taką z którą odbierałaś na tych samych falach?
                • aqua48 Re: Odejscie od zony i syna 06.08.15, 10:37
                  heniek.8 napisał:

                  > swoje postępowanie można zmienić tylko na określony czas.

                  Swoje postępowanie można zmienić na całe życie, a zwłaszcza jeśli ta zmiana wywoła pozytywną reakcję u drugiej osoby.
                  >
                  > przypomnij sobie w szkole - czy siedziałaś w ławce z koleżanką która Cię biła,
                  > przezywała i ciągnęła za warkocze i pracowałaś nad nią spokojną rozmową, czy po
                  > prostu dobrałaś się z taką z którą odbierałaś na tych samych falach?

                  Autor wątku nie dobrał się z osobą która odbiera na tych samych falach. Nie wiedzieć czemu dobrowolnie wybrał osobę, która przezywa i ciągnie za warkocze. W tym cały problem... A ponieważ mają dziecko wskazane jest dla JEGO DOBRA jednak spróbować popracować spokojna rozmową i zmianą swego zachowania nad atmosferą domową.
        • enith Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 15:53
          Razem pracowaliście i po ośmiu latach zdecydowaliście się na dziecko i ślub. Nie piszesz nic o miłosnych uniesieniach, zauroczeniu, wzajemnej fascynacji. Piszesz o związku, jak o układzie dwóch osób wchodzących w wiek średni, które z braku lepszego partnera decydują się w końcu na pierwszą z brzegu dostępną opcję. Jestem pewna, że u twojej żony zadziałał instynkt macierzyński. Dobijała czterdziestki, a tu dziecka niet i męża niet. Więc wybrała ciebie, kumpla z pracy. Napisałeś: mam wrazenie ze nie jestem ta osoba na która zona czekala cale zycie. I masz pewnie rację, pewnie tak właśnie było. Zawarliście więc układ, który niestety bardzo szybko przestał się sprawdzać. Nie napisałeś nic o tym, czy żonie w ogóle zależy na małżeństwie z tobą, czy po prostu chciała dziecka, ale nie chciała łatki starej panny z dzieckiem.
          Oboje wyszliście z pokręconych domów, samo to, jak i wasze małżeństwo nadają się na terapie, tak indywidualne, jak i wspólne z żoną. Namawiaj ją, a w międzyczasie zaklep już jedną dla siebie i zacznij chodzić.
    • biszkopty35 Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 21:33
      Nie opuszczaj ich. To, co się dzieje w Waszym małżeństwie jest oczywiście okropne. Ale nie uleczy tego rozwód. Syn zawsze będzie czuł, że GO zostawiłeś. Pomyśl, kiedyś żona zwiąże się z kimś innym i to ten obcy facet będzie wstawał do niego w nocy, pomagał w lekcjach, będzie świadkiem jego codzienności. Jeśli pójdzie dobrze, bo może być zupełnie inny... A Ty - może zwiążesz się z kobietą, która już ma dziecko i będziesz mieszkał z tym innym dzieckiem... Kurczę, nie rozbijacie rodziny.
      Porozmawiajcie spokojnie i poważnie. Idźcie na terapię.
      Bądź facetem, silniejszym od tego, co wyprawia Twoja żona. Weź odpowiedzialność za rodzinę. Może warto jej zrobić poziom hormonów (tarczyca, jajniki...)
      A kasa w małżeństwie jest wspólna. Możesz oczekiwać, że żona Ci kupi buty i leki, a ona ma prawo oczekiwać od Ciebie zakupów środków czystości. Każdy ma jakieś tam "kieszonkowe", ustalone razem, a utrzymanie domu, jedzenie, ubrania, leki - to jedna kupka. To takie podstwy w zasadzie.
      • karrioka Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 22:19
        MOże lepiej niech pan sobie zmierzy poziom hormonów bo pisanie w jednym akapicie że żona ma maleńką pensję nauczycielki i że nie kupowała panu ubrań w czasie gdy z tej małej pensji ogarniała życie 3 osób jest więcej niż dziwne.

        Trzymanie osobnego mieszkania, które nie przynosi zysku wystarczającego na ciuchy, leki i dołożenie się do domu a jeszcze generuje zaległe opłaty - też sugeruje, że żonie może być trudno być silniejszą od tego co wyprawia pan
        • skyler-white Re: Odejscie od zony i syna 06.08.15, 11:41
          Nie wiadomo, czy żona jest nauczycielką. Była tylko mowa, że pracuje w szkole.
    • karrioka Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 22:15


      Uważam, że po dwuletniej przerwie w dokładaniu się do domowego budżetu priorytetem jest unormować sytuację. Jeśli masz długi i osobne mieszkanie - możesz je sprzedać nawet z kredytem i długi spłacić. Żona ma rację oczekując, że będziesz NORMALNIE uczestniczył w domowym budżecie - jesz, twoje ciuchy się pierze, dom się sprząta nie samą wodą, rachunków chochliki nie zapłącą. Skąd pomysł, że pensja to twoje kieszonkowe na wyłącznie osobiste sprawy?

      Nie dziwi mnie też, że mówi "poradzę sobie" - przecież jeżeli zarabiała sama, a teraz też chcesz mieć swoją pensję tylko dla siebie to stestowała w dużej mierze radzenie sobie sama. "Wciąganie teściowej do pomocy" jest dość częstą praktyką, a na dodatek może odbywać się za zgodą owej wciąganej teściowej, nie widzę powodów do paniki. Mąż to nie jest niańka zatrudniona przez żonę do dziecka, po rozwodzie również mężczyzna ma obowiązki /dotyczące zabawy, odbierania etc/ więc teściowie wcale nie będą musieli ze wszystkim dawać sobie rady.

      Ludzie nie rezygnują ani z małżeństwa ani z rozwodu z powodu logistyki odbierania dzieci z przedszkola.
      • edw-ina Re: Odejscie od zony i syna 06.08.15, 10:51
        Czasami tak się zdarza, że jedna osoba traci pracę. Po prostu. Skoro mąż zajął się dzieckiem, to był w sytuacji, którą często mają kobiety. A ty potraktowałaś go jak darmozjada. Oczekiwanie, że mąż będzie oddawał żonie całą wypłatę jest nadużyciem i traktowaniem bliskiej osoby jak niewolnika, któremu nic się nie należy. Partnerzy ustalają kto i za co płaci, jakie kwoty się odkłada, a nie żądają oddania całej pensji. Jeżeli mieszkanie jest na kredyt i dzięki wynajmowi niejako spłaca się samo, to głupotą byłoby pozbywanie się go. Nawet, jeśli małżeństwo będzie kiedyś do tego zmuszone, to im dłużej to mieszkanie utrzymają, tym lepiej dla nich.
        Poza tym mam wrażenie, że potraktowałaś autora wątku tak obcesowo, bo jest facetem. Często mam wrażenie, że kobiety po prostu nie lubią mężczyzn z zasady i zawsze przypisują im najgorsze intencje.
        • sonia_siemionowna Re: Odejscie od zony i syna 17.11.15, 11:24
          Zgadzam sie z kazdym slowem. Sporo kobiet po urodzeniu dziecka latami zajmuje sie nim w domu i nie pracuje zawodowo argumentative, ze pensja i tak poszlaby na nianie, a jak facet straci prace i przejmie obowiazki to raban. Sorry, ale to jest czysta hipokryzja.

          Domaganie sie oddawania calej pensji to przemoc ekonomiczna.
      • helenaizuza Re: Odejscie od zony i syna 06.08.15, 10:56
        To jakieś szaleństwo. Gość ma się pozbyć swojego mieszkania, bo zysków nie generuje? Czy ja dobrze widzę? I zdać się na łaskę i niełaskę szalonej małżonki? To jest jego mieszkanie - majątek odrębny- i byłby samobójcą, gdyby się go pozbył, zwłaszcza w takiej sytuacji. Żona nie ma prawa żądać od niego pieniędzy za wynajem mieszkania, a on ma prawo spłacać kredyt, bo nie uszczupla budżetu domowego.Normalnie uczestniczy w domowym budżecie - jego pensja jest przeznaczona na utrzymanie domu i dziecka. Żona natomiast wymaga, żeby trafiały DO NIEJ pieniądze z wynajmu i cała pensja, a jak pani zona nie zarządzi zakupu butów, to będzie chodził bez, bo wszak ma "uczestniczyć" w budżecie domowym. Zupełnie jakby był ubezwłasnowolniony i nie miał prawa do decydowania o dochodzie, który generuje.
        Przez dwa lata pani sama utrzymywała dom, ok, ale zdaje się pan w tym czasie robił na etacie kury domowej, więc tez dokładał się do budżetu domowego. W naturze co prawda, ale czy to znaczy, że nie ma prawa do zakupu obuwia czy gaci? Gdyby to pani była kurą, a mąż odmawiał jej środków na tampony i galoty, to zostałby gremialnie uznany za tyrana, chama, prostaka i przemocowca.
        Wiadomo, Kali może ukraść krowę, ale Kalemu...
      • enith Re: Odejscie od zony i syna 06.08.15, 14:58
        Też uważam, że pozbywanie się własnego kawalerskiego mieszkania w sytuacji, gdy wali się małżeństwo, jest podcinaniem gałęzi, na której się siedzi. Pan dokładał się dwa lata do budżetu domowego jako gospodyni domowa i pełnoetatowy rodzic i wymaganie, by oddawał żonie pieniądze z wynajmu mieszkania, za które mieszkanie to jest spłacane, jest absurdalny. Nie pracując poza domem i nie mając innych źródeł utrzymania, z czego miałby spłacać kredyt na to mieszkanie? Nie, mieszkanie kawalerskie jest off-limits, zarabia na siebie i stanowi świetną inwestycję na przyszłość. Można je za jakiś czas spieniężyć, można podarować synowi, gdy podrośnie.
    • molly_wither Re: Odejscie od zony i syna 05.08.15, 23:04
      j.n.
    • nammkha Re: Odejscie od zony i syna 06.08.15, 10:00
      Nie mogę czytać tych wypocin skrzywdzonych kobiet... Chyba za dużo was na tym forum, co niestety negatywnie wpływa na wypowiedzi jeśli pojawia się na forum mężczyzna.

      Sebaldo zwłaszcza Twoje podejście jest bardzo rozczarowujące.

      A teraz napiszę co ja sądzę na temat twojego przypadku Ramid.
      Uważam, że Twoja żona jest niezrównoważona i powinieneś jej postawić ultimatum. Albo uda się na terapię radzenia sobie z agresją (lub ewentualnie wspólną terapię) co będzie wyrazem tego, że w ogóle jej na Tobie zależy, albo rozwodzicie się. W tym momencie wyprowadziłabym się z mieszkania do własnego, tego które spłacasz i dała jej kilka dni na przemyślenie sytuacji. Następnie podjęła dalsze kroki w zależności od tego, jaka byłaby jej decyzja. Jeśli żona nie wyrazi chęci ratowania małżeństwa możesz starać się o równy podział opieki nad dzieckiem, tak abyś nie był pokrzywdzony w Tym względzie. Może opieka naprzemienna polegająca na Tym, że dziecko mieszka w tym samym mieszkaniu a rodzice zmieniają się co jakiś czas?
      Przede wszystkim nie odpuszczaj żonie - nie pozwól traktować się jak śmiecia, bo zasługujesz na szacunek.
      • sebalda Re: Odejscie od zony i syna 06.08.15, 12:38

        > Sebaldo zwłaszcza Twoje podejście jest bardzo rozczarowujące.
        Ale w czym rozczarowujące? Że chcę poznać więcej szczegółów, bo opis jest jednostronny, a autor napomyka, że bywa wybuchowy i też potrafi dołożyć do pieca, tylko szybko mu przechodzi? A to, jak zauważyła Aqua, nie znaczy, że tej drugiej stronie musi od razu przejść, bo nie wiadomo, jaka była ranga tego wybuchu.
        Napisałam wszak: "Nie mam pojęcia, jak tu jest naprawdę, kto komu bardziej i podlej, zakładam, że autor umie to ocenić i faktycznie ma wredną żonę". Czyli staram się przyjąć za dobrą monetę wersję autora, ale nadal uważam, że sytuacja nie jest jednoznaczna, dopóki nie wiemy, jak naprawdę przebiega ten "wybuch" u autora. Jaka jest jego ranga. Myślę, że wszyscy wiemy, jak bardzo czasami można kogoś zranić słowami i że nie nad wszystkim można przejść do porządku dziennego, jak by chciał autor. Nadal nie wiemy, jakie są okoliczności tych zatargów co kilka miesięcy. Kto zaczyna, kto komu bardziej. I kompletnie tutaj akurat nie ma znaczenia, że pisze facet, gdyby ten post napisała kobieta, też zadawałabym podobne pytania, zresztą można sprawdzić, często tak właśnie robię.
    • vilez Re: Odejscie od zony i syna 06.08.15, 18:45
      Uważam, że w przypadku takiej agresji (obopólnej, tylko inaczej realizowanej), należy się rozstać. Wrócić do siebie można po efektywnej terapii obu stron. Powrót wszak nie jest zakazany.

      Uzasadnienie: dobro dziecka i względy...hm...ogólnoludzkie (eufemizm).
      • heniek.8 Re: Odejscie od zony i syna 07.08.15, 07:17
        też tak uważam
        dodatkowo potwierdzają to głosy które zarzucają autorowi że ma udział w tych awanturach (bo sam się przyznał :-) i że nie chce oddawać wszystkich pieniędzy żonie - to tylko zmniejsza poczucie winy bracie, bo uwolnisz ją od ciężaru w ten sposób
    • noname2002 Re: Odejscie od zony i syna 07.08.15, 07:05
      Dodam ze zona jak się zatnie nie slucha zadnych argumentow. Pracuje w szkole, z
      > arabia niewiele i nie dociera do niej ze jak straci prace to lepiej ciagnac woz
      > ek we dwoje. Ciagle slysze „poradze sobie” – tyle ze to ̶
      > 2;radzenie” oznacza zaprzagniecie tesciowej do pomocy i opieki nad malym.
      > Prowadzenie do przedszkola, odbieranie, zabawianie po poludniu itd. A rodzice
      > jej maja już po 70 lat i nie beda w stanie zaopiekowac się dzieckiem i pomagac
      > we wszystkim bo już z przyczyn naturalnych nie dadza rady.

      Nie rozumiem tego fragmentu. Dlaczego rodzice żony mieliby się zajmować TWOIM dzieckiem po waszym rozstaniu?
      • heniek.8 Re: Odejscie od zony i syna 07.08.15, 07:15
        interpretacja:
        żona autora twierdzi że sobie poradzi, ale jej radzenie wg autora miałoby polegać na zatrudnieniu rodziców do pomocy, w której to sprawie autor jest sceptyczny (wiek teściów itp.)
        czyli pytanie dlaczego rodzice żony mieliby się zajmować dzieckiem autora należałoby przekierować do niej.
        • noname2002 Re: Odejscie od zony i syna 07.08.15, 07:29
          Nadal nie rozumiem- dlaczego to nie autor miałby odbierać własne dziecko z przedszkola i się nim zajmować? Rozstanie= emigracja na drugi koniec świata?
          • ramid Re: Odejscie od zony i syna 07.08.15, 08:12
            Witajcie

            Postaram się jeszcze wyjasnic pare rzeczy. Staram się nie prowokowac i czasami unikac bezposredniej rozmowy żeby znow nie było punktow zapalnych.
            Tak, rozmawialem już z psychologiem i generalnie uwazam ze konieczna jest terapia malzenska jako ze nie poradzimy sobie z pewnymi problemami i niektóre rzeczy trzeba po prostu przepracowac.
            Pare slow do karrioki. Nigdzie nie pisalem ze zona jest nauczycielka. Nie napisalem tez ze nie daje jej zadnych pieniedzy a pensja stanowi moje kieszonkowe. Zarabiam malo ok. 1300 zl na reke (ale tak jest w zamojskiem). Zona dostaje ode mnie 1000 zl. 300 zostawiam zobie wlasnie na potrzebne rzeczy typu lekarz, leki, przybory do golenia, gacie, buty itp. Dodatkowo udzielam tez prywatnych lekcji. Ucze corke brata zony i pieniadze z tej nauki tez trafiaja do niej ja ich nawet nie widze. To kwota ok. 400-450 zl miesiecznie.
            Mieszkanie nie generuje caly czas strat. Był jeden raz taki przypadek ze jedna lokatorka się wyprowadzila a nastepna wprowadzila dopiero po 3 miesiacach. Troche trwalo zanim znalazlem w miare spokojna osobe (zwlaszcza ze mieszkanie jest kompletnie urzadzone, umeblowane itd.). w trakcie tych 3 miesiecy musialem zaplacic kredyt, czynsze, oplaty za media i jeszcze tak się zlozylo ze obowiazkowe ubezpieczenie nakladane co roku przez bank. I to były jedyne miesiace kiedy mieszkanie wygenerowalo „strate” bo musialem pozyczyc pieniadze (bynajmniej nie od zony a od przyjaciol – zona twierdzi ze moje dlugi to nie jej sprawa bo z dlugami ona się nie zenila).
            W tej chwili mieszka tam spokojna osoba wiec mieszkanie splaca się jakoby samo. Za wynajem dostaje 300 zl. Zona twierdzi ze za to powinienem sobie kupowac wszystko. Miałem problem z okularami potrzebowalem silniejszych ale nie miałem od kogo pozyczyc na nowe szkla. Zona nie pomogla mowila ze skoro wynajmuje mieszkanie to powinienem stamtad brac kase. Tyle ze z tych 300 zl place 187 zl kredytu plus ok. 20 zl do skarbowki. Ile zostaje policzcie sami.
            I tak jak wspomniala helenailuiza mieszkania się nie pozbede bo jak „jasnie pani” mnie z domu wyrzuci (notabene nie jestem zameldowany u zony bo nigdy się na to nie zgodzila. Nawet na zameldowanie mnie na czas okreslony) to nie będę miał się gdzie podziac.
            Jeśli chodzi o rodzicow i zajmowanie się dzieckiem to pani zona powiedziala ze dziecka po odejsciu nie zobacze tylko ona sobie poradzi.
            Nie zdaje sobie sprawy ze jak rodzice nie będą mogli jej pomoc to w moim przekonaniu będzie jej bardzo trudno (srednie wyksztalcenie dzisiaj to niewiele plus brak jakichkolwiek innych umiejetnosci)
            Jak jest dobrze bez awantur potrafi być naprawde fajna osoba – możemy się posmiac pozartowac czy pojsc nad jezioro. Ale jak dochodzi do scysji budzi się w niej diabel. Jest tak agresywna w stosunku do mnie ze az się boje ze mi przyleje jakas patelnia.
            Dlatego wciąż walcze i nie chce rozstania i proponuje terapie bo nie chce być potem odizolowany od syna żeby nie miał poczucia ze go zostawilem.
            Jacek
            • sebalda Re: Odejscie od zony i syna 07.08.15, 13:03
              No i teraz mamy trochę więcej informacji i obraz się bardziej klaruje. Ja zawsze wolę być ostrożna w ferowaniu wyroków, bo jak ktoś opisuje współmałżonaka jako szalejącego potwora, a tylko mimochodem wspomina, że sam jest wybuchowy, to zapala mi się lampka i chcę poznać więcej szczegółów.
              Teraz mamy ich więcej i faktycznie sprawa wygląda kiepsko. Niezameldowanie męża, wyciąganie każdej złotówki, wyzwiska, a przede wszystkim groźby na temat odebrania dziecka - to niestety wygląda na kompletny brak szacunku wobec męża, jakby pani wykorzystała go jako dawcę, potem chciała już tylko jego pieniędzy, a że tych jest mało, to pan jest najgorszy. Smutne bardzo.
              Terapia to nie jest może zły pomysł, ale pod warunkiem, że żona będzie chciała, że będzie widziała w tym sens, jeśli pójdzie z łaski, bez przekonania - to niewiele pomoże.
              Nie słuchaj pogróżek od odebraniu dziecka, to nie te czasy, żeby bez naprawdę poważnych powodów ograniczać rodzicowi po rozwodzie kontakt z dzieckiem.
              Napisz może jeszcze, o co głównie te wielkie awantury idą? Co ją aż tak rozsierdza, a kiedy to Tobie puszczają nerwy? Czy mówisz jej wtedy jakieś bardzo raniące słowa, czy tylko podnosisz głos w obronie własnej?
            • enith Re: Odejscie od zony i syna 07.08.15, 17:21
              Czyli klasyka gatunku. Pani poczuła powiew menopauzy, więc zrobiła sobie dziecko z kumplem z pracy, z którym zasadniczo nic jej nigdy nie łączyło i nie łączy (poza dzieckiem). Instykt macierzyński zrealizowała, więc mąż jej już niepotrzebny, zwłaszcza niezasobny finansowo. Tu nie ma podstaw do ratowania małżeństwa, bo nigdy nie było więzi między małżonkami, był układ i wyrachowana kalkulacja, tak z jej strony, jak i jego (w końcu się na ten układ z sobie tylko znanych powodów zgodził). Układ się rypnął, czego należało się raczej spodziewać.
              Jeśli chcesz ratować małżeństwo i żona wyrazi podobną chęć, możecie spróbować. Ale wątpię w to, że wyrazi. NIC absolutnie z tego, co dotychczas napisałeś nie wskazuje, by żonie na waszym związku i na tobie w najmniejszym choć stopniu zależało.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Odejscie od zony i syna 08.08.15, 15:12
      Jeśli żona jest ogólnie osobą porywczą, agresywną i skłonną do kłótni z używaniem wulgaryzmów, to można mieć nadzieję na poprawę sytuacji pod wpływem terapii czy innych działań psychologicznych. Jeśli żona, oczywiście, będzie miała odpowiednią motywację do tego. Pod wpływem takich interwencji może coś zmieni się i w Waszym związku. Jeśli jednak żona szczególnie wobec Pani ma takie nastawienie i nie pomagają żadne interwencje , to sprawa może być mało rokująca. Do tego i Pan nie czuje się komfortowo w związku, jest Pan źle traktowany, poniżany to chyba i Pan uczucia do żony uległy pewnie zmianie.
      Może czas na konkretną rozmowę z żoną z ustaleniem konsekwencji poszczególnych proponowanych działań oraz konsekwentnym wprowadzaniu ich w życie. Inaczej to będzie kolejne porywcze zachowanie bez znaczenia. Inaczej schemat działań będzie ciągle taki sam. Impuls, działanie powrót do status quo. Trzymanie się tego schematu dotyczy i Pana i żony. Warto go przerwać. Bo i żona mimo tych uniesień nie kończy, zdaje się, związku. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • panizalewska Re: Odejscie od zony i syna 08.08.15, 16:28
        Jeśli jednak żona szczególnie wobec Pani

        Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać, upał jest :D

        • mortadelka Re: Odejscie od zony i syna 13.08.15, 21:22
          A ja mysle, ze to blad bardzo znaczacy. Czytajac post Ramida mialam wrazenie, ze sie zamienili rolami - nic dziwnego, ze go zona od ciot wyzywa, skoro pozwala sie tak traktowac. Mezczyzna powienien byc meski - nie cham, wrzaskun, ani przemocowiec, ale MESKI. Silny, przewodzacy rodzinie, opiekunczy, kim na kims mozna polegac. On ewidentnie nie jest w swoim domu zadnym autorytetem i sorry, ale to jego wina, ze dal sobie heterze wlezc na glowe.
          Wez sie za siebie, czlowieku! Pamietaj, ze syn patrzy i od ciebie sie uczy bycia mezczyzna. A raczej bycia szmata do podlogi jak dotad.
          Nie oznacza to, ze musisz sie z nia rozwodzic, ale zalozyc gacie i przejac wladze w domu.
    • palacz67 Re: Odejscie od zony i syna 08.11.15, 16:32
      Przykro mi, że Cię to spotyka. Pozdrawiam.
    • su.ri Re: Odejscie od zony i syna 28.11.15, 12:19
      Ja nie rozumiem czegoś takiego jak pieniądze moje, pieniądze żony. My z mężem od początku małżeństwa mieliśmy wspólne pieniądze. I wspólnie je wydajemy. Nie ma moje twoje...ale wiem, że jest wiele takich małżeństw, które wrzucają do wspólnej skarbonki kasę na życie, a reszta "to moje na moje wydatki" Ja tego nie rozumiem, ale to moje zdanie...
      • heniek.8 Re: Odejscie od zony i syna 28.11.15, 19:06
        > Ja nie rozumiem czegoś takiego jak pieniądze moje, pieniądze żony. My z mężem o
        > d początku małżeństwa mieliśmy wspólne pieniądze. I wspólnie je wydajemy.

        pracujesz, masz stabilną pracę, czy jesteś na utrzymaniu męża?
        moim zdaniem zrozumienie tego zjawiska następuje szybciej u jednej strony - nasila się wraz ze wzrostem dysproporcji w dochodach i wzrostem rozbieżności w ocenie priorytetów zakupowych.
        u drugiej strony takie "oświecenie" może nie nastąpić nigdy :)
Pełna wersja