Ot, taka sytuacja

06.08.15, 07:28
Nie będę opisywać żadnej życiowej tragedii, pozawracam Wam głowę o pierdół.
Ale jednak potrzebne jest mi spojrzenie z zewnątrz, czepiam się czy nie?

Jesteśmy umówieni na 18:00. On przychodzi na 18:50. Jestem rozczarowana i nie ukrywam tego.
Mówię, że miał przyjść prawie godzinę temu, on na to że nie mógł wyjść z pracy, ja, że w takim razie powinien zadzwonić albo puścić sms, on, że jego zdaniem wcale nie umawialiśmy się na 18 tylko na 18-19, a jak czułam się niekomfortowo, to ja powinnam była zadzwonić.
Co wyszło w dalszej dyskusji: On się czuje źle z moim rozczarowaniem. Bo "nie mam jak zwykle żadnego zrozumienia dla jego późniejszego wracania z pracy" .Bo nawet gdybyśmy się umawiali na 18, to i tak nie powinnam się czuć rozczarowana, tylko "mieć margines na to, ze coś się może stać". On się czuje nierówno traktowany, bo rozmawialiśmy kiedyś o tym, że jak któreś z nas długo nie wraca (bo np. po pracy poszło do galerii handlowej :)) to jeżeli drugie zaczyna czuć niepokój albo chce wiedzieć o co chodzi, to niech dzwoni od razu (wynikłe z dawniejszej sytuacji, w której nie byliśmy ze sobą umówieni, tylko on się niepokoił że mnie nie ma (do 21), ale nie zadzwonił).
Pytam go, czy rozumie dlaczego czułam się rozczarowana i tak zareagowałam, ja sądziłam że jesteśmy umówieni na 18 i czekałam na niego od 18, a on na to że nie. Według niego nie ma podstaw do takich uczuć, nawet gdyby to była 18. Bo "margines".
No to czepiam się, czy nie?
    • wioskowy_glupek Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 08:44
      Yyyy serio ? Umówiliście się na 18 ? To powinien być o tej godzinie, jeżeli wiedział że się spóźni to powinien był zadzwonić. To sa elementarne kwestie dobrego wychowania i szacunku.
      • umarabara Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 09:04
        On myślał, że o 18-19 i dlatego nie zadzwonił.
        Nie mam o to pretensji.
        Problemem dla mnie jest, że wg niego nie miałam prawa do rozczarowania (w tamtym momencie, kiedy myślałam ze jesteśmy umówieni na 18).
        • angiz Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 09:16
          ale byłas bardziej rozczarowana, że facet cię na pewno olewa tym spóźnieniem?
          czy bardziej się stresowalaś , że może coś się mu stało?

          i dlaczego nie zadzwoniłaś sama do niego jeśli 18.20 ciągle go nie było?
        • sorvina Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 09:31
          Jak dla mnie facet broniąc się atakuje mieszając różne sprawy.
          Jest konkretna sytuacja, w której umawialiście się na konkretną godzinę. Jeśli on wiedział, że godzina jest niepewna, ale o tym Cię nie poinformował w wyprzedzeniem, odpowiada za brak komunikacji. To, że on wie, coś dla niego jest oczywiste, nie znaczy, że Ty wiesz jak wygląda sytuacja w pracy danego dnia. Jak ktoś się umawia na konkretną godzinę i nie uprzedza, że może się spóźnić, zakładamy, że wie co robi.
          Jeśli jednak ktoś wierzył, że zdąży, ale praca się przeciągnęła, to zgodnie z zasadami kultury i ze zwykłego szacunku dla czasu i uczuć drugiej osoby należy dać jej o tym znać odpowiednio wcześnie. Przerzucanie tutaj odpowiedzialności na drugą stronę - jak się niepokoisz to zadzwoń, jest nadużyciem.

          Zwykły dzień, gdy się nie umawialiście, to inna sytuacja, bo się nie czeka. A jeśli się czeka, bo np. wpadło się na jakiś pomysł, to się samemu dzwoni i dowiaduje kiedy druga osoba wróci. Mnie Partner i tak informuje, że wróci wcześniej/później, bo przy wspólnym domu i życiu to też najczęściej kwestia obiadu, zazwyczaj to są tylko ogólniki - będę później, dużo później itp. Jak potrzebuję konkretniej to się dopytuję.

          Natomiast ogólne podejście do dłuższego siedzenia w pracy to zupełnie osobna sprawa i warto nie pozwalać ją łączyć. Bo partner przedstawia sprawę, jakbyś miała do niego pretensje, że ogólnie kończy później, co nie jest jego winą zapewne i czuje się urażony zarzutami, zamiast dostrzec, że chodzi o konkretną sytuację i jego błąd komunikacyjny. Gdybyś przecież wiedziała, że jest z godzina marginesu, to albo umówiłabyś się godzinę później, albo w ogólnej lokacji gdzie masz czym zabić czas, zamiast sterczeć przy stoliku czy gdzieś indziej. A nawet jeśli to był dom, to taka zawieszona godzina to godzina z życiorysu, nic nie zrobisz, to przecież lada moment może on przyjść...

          Jak dla mnie jest tutaj kilka spraw do obgadania:
          - ustalenie odnośnie komunikacji przy umawianiu się, żadnego zgadywania, że przecież nie miał na myśli konkretnej godziny, tylko niech ustala konkretną godzinę i uprzedza o spóźnieniu, albo podaje widełki.
          - pogadanie na temat jego późniejszego wracania z pracy, czuję tutaj dużo emocji, może zmęczenia, które zaczynają przysłaniać rozum i warto to wyjaśnić zanim się zaogni,
          - jeśli 2 pierwsze punkty nic nie rozwiążą problem jest bardziej w szacunku do uczuć i czasu autorki. Co to za stwierdzenie "nie ma podstaw tak czuć". Albo się coś czuje albo nie. Ma ku temu swoje powody, które mogą być niezrozumiałe dla drugiej osoby, ale od tego jest rozmowa by to sobie wyjaśnić. Nikt nie ma prawa nam pozwalać ani zabraniać coś czuć. To, że komuś jest przykro, nie znaczy, że druga osoba skrzywdziła z premedytacją, ale coś zrobiła, zaniedbała, nie pomyślała itp. i powinna uszanować prawo drugiej osoby do reakcji i razem popracować nad rozwiązaniem by uniknąć tej sytuacji na przyszłość. "Zwykłe przepraszam, nie pomyślałam" wystarcza, pretensje puszczają, skupia się na szukaniu rozwiązania. Ale jeśli zamiast tego jest "czepiasz się", to pretensje i żal dopiero się zaczynają i byle pierdoła może urosnąć do dużego problemu. Bo wtedy już nie chodzi o spóźnienie, to tylko pretekst, sytuacja, która coś pokazała, podejście drugiej osoby do nas a ono nie okazało się być dobre.
        • froshka66 Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 11:41
          Problemem dla mnie jest, że wg niego nie miałam prawa do rozczarowania (w tamtym momencie, kiedy myślałam ze jesteśmy umówieni na 18

          Z mojego punktu widzenia problemem jest to, ze na twoje rozczarowanie lub nie potrzebujesz „dawania prawa”.
          Wydaje mi się , ze po pierwsze czuje się coś – i to jest bezdyskusyjne a następnie ew. można się zastanowić czy to poczucie mi się podoba, dlaczego tak czuje, jak się zachowuje kiedy tak czuje ( np. robię awanturę, płacze..) i czy to wszystko do kupy jest konstruktywne.

          Np. mój narzeczony spóźnia się 15 minut
          Nie ma zwyczaju dzwonić
          Ja jestem tak przerażona, ze sama nie dzwonie, bo jak nie odbierze to będę pewna na 100 %, że umarł w wypadku
          Jak on przyjeżdża zdrowy i zadowolony to zastaje mnie we łzach i ledwo żywą.

          Nie wyobrażam sobie dyskusji nad tym czy mam prawo się bać
          Natomiast na pewno zainteresowałabym się co ten strach ze mną robi , czy mi się to podoba i jaki to ma wpływ na związek.
          Oraz na pewno bym wdrożyła adekwatne postępowanie korygujące.
          ( uważam , ze czas poświęcony na niekonstruktywne a nawet destrukcyjne zachowania mi nie służy)
    • angiz Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 09:14
      chyba niektórzy tak mają, moja znajoma walczyla z podobnymi zachowaniami narzeczonego i nic nie osiągnęla oprocz frustracji
      inna swojego męża wytresowala w końcu, ale to lata awantur, wydzwaniania za nim żeby pamiętał się opowiedzieć gdzie jest, ciągłych "kazań" itd

      nie na moje nerwy ;)

      generalnie- albo się umawiam z kimś na konkretną godzinę(+/- 10min) i daję znać jak że się spóźnię , albo jesli ktos przychodzi np do mnie do mieszkania, to ustalamy, że będzie najwcześniej o 18tej ale zobaczy jak się wyrobi z czasem.. jeśli nie gotuję wtedy obiadu, żeby 15 minut po jego przyjściu specjalnie gorący podawać, to mogę sobie poczekać i godzinę by ten ktoś dojechał, ale miło z jego strony by było dać znać, że już jedzie i będzie za...

      możliwe, że facet uznał, że i tak w domu jesteś i się zajmujesz swoimi sprawami więc nic się nie dzieje, że go jeszcze nie ma, a jak on dojedzie to wtedy się pozajmujecie sobą i wszystko jest w porządku
      natomiast niedopuszczalne jesli się spóźnia gdy umawiacie się na mieście. wtedy bym nie czekała jeśli nie da znać o spóźnieniu.


      • salsa.lover Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 13:22
        Niestety mam podobne obserwacje. U mnie nagminna była sytuacja, że umawiamy się na jakieś wyjście po pracy (kino, obiad, wystawa). Pracę oboje kończymy o 18, więc dla mnie "po pracy" oznacza, że kończymy pracę, wychodzimy z biura i idziemy na umówione miejsce.
        Notorycznie miała miejsce sytuacja, że ja na umówionym miejscu streczałam czasem pół godziny, czasem godzinę. Bo partner a to musiał dłużej zostać, a to (i to niestety częściej) kończyli pracę wcześniej i szli na piwo. Partner zazwyczaj wysyłał mi sms'a gdy już wreszcie wyszedł z biura (lub pubu) i pędził na spotkanie ze mną (czyli ja już od jakiegoś czasu stoję i na niego czekam). Jak już przychodził byłam rozczarowana i zła, on nie rozumiał, bo "przecież wysłał mi sms'a że się spóźnia".

        Z mojego punktu widzenia frustracja, bo jak raz na tydzień umawia się ze mną na randkę po pracy na mieście to do cholery dlaczego nie może przyjść na czas i zawsze to ja muszę na niego czekać.
        Z jego punktu widzenia, u niego pracy nie kończy się punkt 18.00, jak szef zaprasza to trzeba pójsć na jedno piwo bo taki jest zwyczaj i powinnam to zrozumieć. Na moje argumenty, że mógłby mnie w takim razie uprzedzić wcześniej, a nie jak już sterczę gdzieś na mrozie i na niego czekam, wściekał się, że jest rozliczany co do minuty i nie może spontanicznie pójść na piwo po pracy.

        Tak jak pisze anigz, nic tylko frustracja, nie na moje nerwy. U mnie to było nie do przetłumaczenia, mimo wielu prób i na spokojnie i prośbą i groźbą. Dla mnie to elementarny brak szacunku dla drugiej osoby i jej czasu. Dla niego to ograniczanie jego wolności osobistej.
        Stwierdziłam, że w takim razie, że nie mam ochoty umawiać się z nim na randki po pracy i tyle.
        • kachaa17 Re: Ot, taka sytuacja 08.08.15, 21:42
          "Tak jak pisze anigz, nic tylko frustracja, nie na moje nerwy. U mnie to było nie do przetłumaczenia, mimo wielu prób i na spokojnie i prośbą i groźbą. Dla mnie to elementarny brak szacunku dla drugiej osoby i jej czasu. Dla niego to ograniczanie jego wolności osobistej. " oo podobnie tłumaczył się mój były mąż, też mnie to zawsze wkurzało.
    • angiz Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 09:22
      czytam jeszcze raz i tak:
      on kiedyś się niepokoił, że długo nie wracasz z galerii, ale nie zadzwonił,
      więc ustaliliście, że jeśli się niepokoicie że kogoś długo nie ma to będziecie do siebie dzwonić.
      teraz ty czekałaś godzinę na niego i nie zadzwoniłaś by się upewnić co się dzieje a jak przyszedł to robisz mu awanturę, że czemu on nie zadzwonił
      :P to ja już nie rozumiem o co ci chodzi
      • sorvina Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 09:35
        Ja bym zadzwoniła bo szanuję mój czas i nerwy, ale imho chodzi o coś innego - to obowiązkiem osoby wyznaczającej termin jest poinformowanie o spóźnieniu lub wcześniejsze podanie widełek. A tutaj u pana zawaliła komunikacja, ale odpowiedzialność zwala na panią, że jak chciała to mogła zadzwonić. A jak nie zadzwoniła, to on jest 100% ok i ona ma problem z podejściem. I to jest niefajne.
        • aqua48 Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 10:02
          Zwyczajowy limit spóźnienia to tzw. kwadrans akademicki, czyli 15 minut. Jeśli ktoś się spóźnia więcej to ma bezwzględny obowiązek dać znać. Albo musi się liczyć z tym, ze umówiona osoba nie będzie czekać i zorganizuje sobie czas/wyjście sama - i to wydaje mi się dużo lepszym rozwiązaniem niż robienie awantur, prośby, groźby i tłumaczenia.
          A przerzucanie odpowiedzialności za swoje spóźnienie na czekającego jest podłe i niedojrzałe. Jak każde przerzucanie odpowiedzialności za własny błąd na drugą osobę.
          • angiz Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 10:11
            Facet się wypowiedział - wg niego umowili się na 18-19. Czyli przyszedł o czasie.
            A, że wg autorki umowili się punkt 18-ta?
            Widać tak rozmawiają ze sobą, że każde słyszy to, co samo mówi a nie to co druga osoba mówi :P
            • sorvina Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 10:13
              Zgaduję, że on powiedział - 18, ale myślał 18-19 skoro ostatnio ciągle wracał później i założył że autorka rozumuje podobnie, a było inaczej. Co by nie było, mają problem z komunikacją ;)
              • angiz Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 10:17
                jak jeszcze dodatkowo oboje wyjeżdżają haslami "bo ty powinieneś/bo ty nie powinnaś"
                to już klasyka nakręcania problemów ;)
    • ta_karola Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 09:57
      Uważam, że rozczarowanie to słowo zbyt mocnego kalibru do tej sytuacji (sama piszesz ,że "pierdół").Jednak masz prawo czuć się nieprzyjemnie, gdy ktoś się spóźnia nie informując o tym. Być może za ostro zareagowałaś, Twój partner natomiast nie powinien udawać, że nic nie stało się tylko przeprosić.
    • edw-ina Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 10:18
      Coraz częściej miewam wrażenie, że ludzie nie odbierają w domu żadnego wychowania. Bo niespóźnianie się na umówione spotkania to kwestia dobrego wychowania i nie ma powodu, by próbować to wciskać na jakiekolwiek inne tory. Jeśli umawiam się z kimś np. na 18, a ze względu na odległość, korki i tym podobne wiem, że mimo szczerych chęci mogę mieć jakiś poślizg, to zakładam margines, np. spotkajmy się między 18 a 18.20. Jeśli nic takiego nie ma miejsca i wiem, że zdążę, to umawiam się na konkretną godzinę. A jeśli coś wydarzy się po drodze, to dzwonię. Tego samego oczekuję od każdego, z kim się umawiam. Szanuję swój czas i czas innych, trudno mieć go w nadmiarze w obecnych czasach wiecznej gonitwy. I jeśli ktoś zmusza mnie do bezcelowego czekania o nieokreślonej długości, to mam go za egoistę.
      Inaczej nieco ma się sprawa z lękiem. Jeżeli np. mój mąż gdzieś jedzie i nie odzywa się na tyle długo, że wzbudza to mój lęk, to dzwonię i już. Choćby na 30 sekund, by usłyszeć, że wszystko jest ok. Tak samo robi mój mąż i żadnemu z nas nie przychodzi do głowy, że powinniśmy ten lęk okiełznać i nie zadzwonić z jakiegoś powodu.
      Innymi słowy - komunikacja wam szwankuje.
    • glamourous Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 13:31
      IMO facet w ten sposob podswiadomie broni swojej integralnosci i "wolnosci jednostki" ;) Chodzi o to, ze prawdopodobnie nie chce czuc sie uwiazany na pasku i naprawde potrzebuje miec ten margines luzu - bez dzwonienia, meldowania sie i tlumaczenia z kazdej 5 minutowej transzy spoznienia. I nie jest to przejaw zlej woli, zlego wychowania, tylko podswiadomy bunt przed dyscyplina. Moze zostal wychowany malo rygorystycznie i nie lubi czuc nad soba presji. Poniewaz jednak w pracy niestety roznego rodzaju presji - rowniez timingowej- nie da sie uniknac, to przynajmniej w zyciu prywatnym chce miec troche mentalnego oddechu, podswiadomie sabotujac wszelkie przejawy pruskiego drylu z przychodzeniem na konkretna godzine co do minuty i stresowaniem sie, ze sie nie wyrobi.
      Moim zdaniem on funkcjonuje na tego typu zasadach i walka o punktualnosc w relacji z taka osoba bedzie wylacznie stresujaca obie strony szarpanina.
    • umarabara Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 13:55
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.

      Z jego punktu widzenia to wyglądało tak, że jesteśmy umówieni 18-19, on przychodzi przed 19 a ja wyjeżdżam z fochem że miał być na 18. (Awantury nie było).

      OK, ja zrozumiałam, że nie dogadaliśmy się dobrze co do godziny, dlatego wrócił później i nie zadzwonił. W porządku. Nie ma sprawy.
      Mnie chodzi teraz o to, że on się natychmiast zrobił zły kiedy zobaczył ze ja jestem zła.
      Nie powiedział czegoś w stylu: "ojej, rozumiem że jesteś zła, ale ja myślałem ze jesteśmy umówieni 18-19, nie dogadaliśmy się, czasem tak bywa". To by rozładowało sytuację.
      On się zrobił zły bo "ja teraz jestem na niego zła i on NIC nie może z tym zrobić".
      To "nic" było też wkurzające, bo jest cała gama rzeczy, które można w takiej sytuacji zrobić.
      Ale ja też nie powiedziałam wtedy niczego, co by rozładowało sytuację.
      Być może jestem niesprawiedliwa, bo wymagam od niego czegoś, czego sama nie zrobiłam. On był zły na mnie że ja byłam zła na niego i vice versa.
      Zostaje jeszcze to, że według niego moja reakcja (powiedzenie z fochem w głosie że miał być na 18) była nieadekwatna nawet gdybyśmy byli umówieni na 18. Moim zdaniem w takiej sytuacji zdecydowanie nie.

      Tak, powinnam była zadzwonić o tej 18:20 i następnym razem tak zrobię.
      • sorvina Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 14:42
        Nie podoba mi się reakcja pana na Twoje okazywanie uczuć. Bo on nie kwestionuje formy, która czasem może być przesadna, ale w ogóle Twoje prawa do bycia zdenerwowaną na niego gdy nawalił.
        Czy w jego rodzinie nie było tak, że nie mówi się "przykrych rzeczy", zamiata problemy pod dywan i zawsze udaje, że wszystko jest ok? Albo może on był traktowany jako 8 cud świata i nigdy nie zetknął się z cudzym niezadowoleniem, więc nie musiał się nauczyć z nim radzić. Bo na chwilę obecną uznaje, że nie ma problemu w jakimś niedogadaniu, za które jest przynajmniej częściowo odpowiedzialny, ale że problem jest tylko w Twojej reakcji. On oznajmia, że NIC się nie stało (dla niego, więc i dla Ciebie tak być powinno), więc NIE MASZ PRAWA go "karać" w jakikolwiek sposób, nawet najbardziej asertywnym okazywaniem niezadowolenia. Bo przecież ma być miło. Czyli neguje całą swoją odpowiedzialność za sytuację i wpływ na Twoje uczucia, to Ty masz się dostosować by mu nie było nieprzyjemnie, nie robić problemu. Pewnie, że możesz myśleć i przewidywać za dwoje, zawsze się dostosowywać, ale czy na tym ma polegać związek?

        IMHO coś takiego świadczy o niedojrzałości i/lub egoizmie i przedmiotowym traktowaniu. Czy w innych sytuacjach gdy czegoś nie zrobił/nawalił zachowuje się tak samo?
      • napis_z_obrazka Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 14:43
        Nie, ze powinnas! Jesli tak sie umowicie;-) to tak rob. Dobrze jest tak, jak sie strony umowia.
        Generalnie punktualnosc swiadczy o wysokiej kulturze osobistej... aczkolwiek o niektorych spoznialskich mozna powiedziec: ´´XY jest jak smierc. Spoznia sie, ale zawsze przychodzi´´. Czy w waznych sprawach mozesz na partnera liczyc? Czy tez luz i nie wiadomo???
      • froshka66 Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 14:55
        A co odpowiedział na twoja propozycje :
        "jak widzisz m, że jestem zła to proszę zrób :
        i tu w/w cała gama... "

        ??
      • asia_i_p Re: Ot, taka sytuacja 07.08.15, 00:15
        Wy nie macie jakiegoś grubszego niedogadanego problemu poza tym? Bo jak dla mnie straszny festiwal fochów z obu stron, jakbyście walczyli o dominację w związku.
      • mamagapka Re: Ot, taka sytuacja 14.08.15, 13:30
        moim zdaniem nie powinnaś była dzwonić o 18.20 tylko po prostu pójśc do domu. biorąc pod uwagę to, że partner często się spóźnia, może to by go czegoś nauczyło.
        a to, że był zły bo ty byłaś zła :-) : powiedz mu że najlepszym sposobem na szybkie rozwiązanie tego problemu jest jedno krótkie słowo 'przepraszam' . i że następnym razem jak nie da ci znać że spóźnia się więcej niż 15 min, to nie będziesz na niego czekać. to nie twoja wina. foch był jak najbardziej na miejscu :-)
    • enith Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 15:30
      Miałaś prawo być rozczarowana jego postawą, a on miał prawo być rozczarowanym twoją. Jeśli związek jest fajny i to była jednorazowa wpadka, nie ma sensu rozpamiętywać, kto miał prawo do czego, a kto nie miał. Zwłaszcza, że sytuacja jest prozaiczna, zwyczajnie nie dogadaliście się co do godziny spotkania. Jeśli natomiast pan zawsze tak lekko traktuje ustalane terminy, a potem jest wielkie zdziwko, bo ty jesteś zła po kolejnym wystawieniu do wiatru, to już inna bajka.
    • vilez Re: Ot, taka sytuacja 06.08.15, 19:45
      Zgubił komórkę? Nie mógł zadzwonić z cudzego telefonu i POWIADOMIĆ Cię o sytuacji?
      Wniosek: Ty się na serio zastanawiasz nad tym wszystkim? Cósz...
    • asia_i_p Re: Ot, taka sytuacja 07.08.15, 00:11
      Według mnie trochę się czepiasz. Z małej sprawy, do załatwienia jednym zdaniem "Dzwoń, jak masz się spóźnić" robisz przedmiot długotrwałego rozkminiania i negocjacji.
    • 71tosia Re: Ot, taka sytuacja 07.08.15, 00:46
      z igly widly, powinien zadzwonic. Inna rzecz ze skoro ty myslalas ze jestescie umowienie a on sie nie pojawil to dlaczego nie zadzwonilas i spytalas dlaczego sie spoznia? Jakos dziwnie sie komunikujecie.
    • rajska_wyspa Re: Ot, taka sytuacja 13.08.15, 00:04
      Mialam wrecz identyczne sytuacje z moim partnerem. Niestety, a moze stety, wlasnie przez powtarzalnosc takich sytuacji, postanowilam zakonczyc ten zwiazek. Generalnie zgodze sie z Sorvina, ktora dokonala niezlej analizy psychologicznej takiego typa. Zycze Ci powodzenia, ale chyba musisz sie pogodzic z faktem, ze nie nauczysz go szanowac Twojego czasu, ani traktowania powaznie tak zwanych *fochow*. Zalzy wiec na ile jestes zdeterminowana, zeby robic dobra mine do zlej gry i machac reka na spoznialstwa czy niespelnione obietnice.

      Fascynujacym jest fakt, ze takich mezczyzn. ktorzy nie daja parawa kobietom do niezadowolenia jest wielu, a ja myslalam ze ten moj byly to taki wbryk natury.
Pełna wersja